widzisz, tak własnie sądziłam -zmiana otoczenia z uwagi na zmianę stanowiska- duzo adoracji ze strony nowych mężczyzn, a zatem nowe emocje, ogromne poczucie dowartościowania (choć wydaje mi się, cho,ć nie znam osoby, że chyba jednak zakomleksiona nie jest), poczucie, że zycie nie kończy się tu i teraz ,w tym nowym mieszkaniu na kredyt (które, być może wtedy ja 'nakręcało" ito było żrodło emocji, ale teraz, gdy już jest...trzeba szukac czegoś innego) , z tym dobrym ale juz trochę 'oklepanym' mężem, który może już nie pieje codziennie z zachwytu na jej widok..bo sa przeciez inne sprawy, te przyziemne, którymi tez należy się zajmowac w zyciu codziennym. Nie tylko obcasy, adoracja, fantazje. A ona to zobaczyła, poczuła, i wydało jej sie, że jej życie może wyglądac inaczej. Ale czy to znaczy lepiej? Moim zdaniem - zachłysnęła się.
Sugestie o wolnym związku jak najbardziej pasują do schematu. Swiadczą tez niestety o tym, że nie ma w niej tej miłosci do Ciebie, która nie dpuściła by w ógóle mysli o tym, że Ty mogłbys być z kims innym. Chyba taka typowa próba utrzymania Ciebie przy sobie według wyznaczonych - i według niej, sprawiedliwych (no bo ona może i Ty też) zasad. Tylko, czy to jest miłość?
Oj, duzo mogłabym pisać. Sama jestem w związku z alkoholikiem, po wielkich przejściach, których ogrom aż mnie czasem przerasta, gdy zaczynam o tym myślec (a staram się nie). Ale nie o mnie ma być. Masz rację, że nie ułatwiasz rozwodu. Propozycja seksu z Tobą przy założenium że to tylko seks...oj , to chyba nie przyszłoby mi do głowy. Czy ona zastanawia się w ogóle, jak Ty się czujesz gdy ona mówi takie słowa? A może jest dumna z tego, że jest taka szczera>? W sumie...w jej postrzeganiu samej siebie, jest uczciwa. Pewnie dzięki temu lepiej się czuje.
Bez wątpienia będa z jej strony próby powrotu. Szuka szczęscia na zewnatrz, nie znajdując go w sobie. Chaos wewnętrzny sprawia, że nie wie czego chce, miota się, i zawsze będzie jej się wydawało, że trawa bardziej zielona jest tam, gdzie jej nie ma. Ale od siebie nie ucieknie.
Pozdrawiam i spokojnej nocy, sobie tez takowej zyczę:) Cieszę się, że jesteś silniejszy, ale rozumiem ból rozstania po 4 latach, to dużo dużo czasu
Ola
Podobne tematy
Kompleksy ma i to spore. Jest tego świadoma. Nie raz mi o tym mówiła. Jest też świetną aktorką. Będąc razem wśród ludzi, często zachowywała się jak nie ona. Bardzo zależy jej na zdaniu innych.
Mówi, że nie jest pewna czego chce w życiu. Że była tylko w dwóch związkach i nie wie co dla niej w związku jest najważniejsze. Że się za młodu nie wyszalała a teraz jest już za stara by szaleć, że się jej nie chce.
W tym momencie nie chce starać się o nasz związek.
Generalnie milion sprzecznych myśli wypowiada...
Generalnie cały czas jestem w szoku - bo to inna kobieta, niż ta, którą była jeszcze kilka miesięcy temu.
Jestem pewny, że jak zacznie sie z kimś spotykać szybciutko urwie wszelki kontakt.
68 2014-01-07 19:21:51 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-01-07 19:23:45)
Dziś pierwszy dzień gdy jej nie ma.
Zadzwoniła. Prosiła bym jej przesłał zdjęcia, które potrzebuje. Wszsytko pewnym siebie głosem, niemal czuć było dumny uśmiech na jej twarzy. Po czym szybko chciała sie zapytać co u mnie słychać. Uciąłem szybko, że jak znajdę dam jej znać i, że nie mogę teraz rozmawiać. Usłyszałem tylko smutne OK. Pa.
Tyle bym dał, żeby się z mną nie kontaktowała. Jednak nie dała rady zabrac wszystkiego i pewnie jeszcze parę razy w niedługim czasie się zobaczymy...
Powiem Wam, że czuję się w miarę dobrze... O dziwo. bardzo mi pomogliście i otworzyliście oczy...
Do momentu pisania na forum byłem w destrukcji wewn. Nie rozmawialem z nikim tak szczerze o tym. Przyjaciela nie mam niestety (już). A może nigdy nie miałem?
zodiac87 Ze swojej strony udzielę jeszcze jednej rady. Zrób sobie wakacje, nie od pracy, ale od związku. Broń Boże nie mówię o poszukiwaniu jakiejś sympatii, lecz o przysłowiowej inwestycji w Siebie. Wyjedź gdzieś - najlepiej jak na najdłużej, spotykaj się ze znajomymi, zwiedzaj, cokolwiek - byleby byś poczuł na nowo siły w sobie. Spróbuj wybaczyć jej i zaakceptować ją nie jako przyjaciółkę ale jako kumpelę,znajomą. Wybaczyć sobie - ponieważ jak każdy szaraczek masz prawo popełniać błędy. Nabierz na nowo trochę powietrza w piersi.
Fajnie, że pojawiała się tu Olcia, uważam jej zdanie za bardzo cenne. Jacy byśmy faceci nie byli jednak nigdy nie zrozumiemy kobiety jak sama kobieta - i na odwrót.
70 2014-01-07 22:00:47 Ostatnio edytowany przez olcia1975 (2014-01-07 22:04:09)
"Dziś pierwszy dzień gdy jej nie ma."
"Zadzwoniła. Prosiła bym jej przesłał zdjęcia, które potrzebuje. Wszsytko pewnym siebie głosem, niemal czuć było dumny uśmiech na jej twarzy. Po czym szybko chciała sie zapytać co u mnie słychać. Uciąłem szybko, że jak znajdę dam jej znać i, że nie mogę teraz rozmawiać. Usłyszałem tylko smutne OK. Pa."
Witaj.Tu Ola. W tym zdaniu potwierdza się, to wszystko, o czym mówiłeś - ona, to osoba pełna sprzeczności. W jednej chwili chciała ci pokazac, że radzi sobie, jest świetnie (może zakładała, że uważasz, ze jest odwrotnie), w chwili, gdy poczuła Twoją, powiedzmy, zdawkowość, od razu zmienił się ton i emocje. I nawet nie sądze, by była to manipulacja - ona po prostu poczułą się zaskoczona Twoją konswekwencją i (pozornym?) spokojem. Wystraszona?
"Tyle bym dał, żeby się z mną nie kontaktowała. Jednak nie dała rady zabrac wszystkiego i pewnie jeszcze parę razy w niedługim czasie się zobaczymy..."
No i tutaj mamy problem. Bardzo się martwię, że będzie się z Tobą kontaktowała, i to bardzo często, wciąż będzie poszukiwała albo potwierdzenia, albo zaprzeczenia słuszności swojej decyzji, niestety kosztem Twoich emocji. Byłam w takiej sytuacji ( ja byłam tą zranioną, która , choc gdzieś tam podswiadomie chciała kontakt z osoba która żle mnie traktowałau, to wiedziałam, że on tylko pogarsza sprawę), ów człowiek co tydzień, dwa, jak gdyby nigdy nic wysyłał mi maile, sms-y, co tylko burzyło mój mozolnie wypracowany spoój.
Nie wiem, jaka jest na to rada - ja po prostu nie odpisywałam, nie reagowałam, w końcu poskutkowało, choć łatwe nie było ( z tego, co mi się wydaje, kobietom trudno jest nie reagowac, gdyż są impulsywne - mnie się udało i tylko dzięki temu przetrwałam). Może najlepszym rozwiązaniem w Twoim przypadku byłaby żelazna konsekwencja jeśli chodzi o postawę - własnie taka postawa, jaką zaprezentowałeś, jest OK> Osobiście nie lubię ;strategii", ale wydaje mi się że w tym przypadku Twoje zachowanie to nawet nie do końca (albo i wcale ) jest strategia, co prawdziwie odczuwanie - chyba sam czujesz, że nie chcesz tego kontaktu, stąd zdawkowość i oziębłość - i tak trzymać. Podkreślam, daleka jestem od doradzania 'strategii' (choć prawda jest, że niekiedy takie "gry" pomagają, ale jakoś...nie mam przkeonania, nie lubię, fałszu...), zachowaj spokój w chwili kontaktu z nią...może oczekiważ, ze porozmawiaszz nią jak 'przyjaciel' - z pewnością prędzej czy pózniej nawiąże do tego, że jednak się przyjazniliście, ale masz prawo powiedzieć, że Ty nie czujesz w niej przyjaciela - tak jak zresztą sma pisałeś. Zresztą - przyjazn powinna byc obustronna, i nie tlyko na dobre."Powiem Wam, że czuję się w miarę dobrze... O dziwo. bardzo mi pomogliście i otworzyliście oczy...
Do momentu pisania na forum byłem w destrukcji wewn. Nie rozmawialem z nikim tak szczerze o tym. Przyjaciela nie mam niestety (już). A może nigdy nie miałem?
"
Wiesz, ja miałam tak samo. Dopóki jakieś dwa lata temu nie odkryłam tego forum, wydawało mi się, że jestem jedyną osobą z tego typu problemami, jak moje. (przynajmniej w moim otoczeniu). Wydawało mi się, że nie mam z kim pogadać, zreszta w sumie dosyć skryta jestem. Tutaj tez niewiele mówię, właściwie ten wątek jest jedynym w który tak się zaangażowałam aktywnie (pisząć), ale czytam często z uwaga rózne wpisy, i naprawdę dają dużo do myslenia, i sprawiają, że człowiek staje się dużo mniej samotny. Może to tylko świat wirtualny, ale przepełniony prawdziwymi ludzmi, z prawdziwymi problemami. Myślę, że możesz na nas liczyć. I myślę, że nic nie dzieje się przypadkowo. Na pewno nie jesteś tutaj sam, wszyscy w tym morzu pływamy:)
Uśmiech na dobranoc, jest ciężko, ale mozna spróbowac odnależc spokój w sobie. I rzeczywiście, jak Rockfor radził, tak nabrać powietrza w piersi, znależć coś, co Ci,e zafascynuje...ja odnalazłam nowe pasje które nawet nie wiesz, jak bardzo pomagają przetrwać takie chwile, a niekiedy nawet odmieniają życie. Zycie ma tyle do zaoferowania....oczy się szeroko otwierają niekiedy:)
Uważaj na te kontakty, bądż silny, i działaj zgodnie z sobą, nie wbrew sobie. Działa:)
Pozdrawiam wszystkich.
Olcia.
PS Chyba żle wkleiłam tą odpowiedz, bardzo przepraszam moderatorki, nie będe już eksperymentowała z opcją 'cytuj" tylko po prostu 'odpowiedz"
71 2014-01-07 22:16:45 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-01-07 22:22:30)
Dzięki:) Miło to czytać.
Racja, że otwiera oczy. Postaram się przekuć to w dobre rzeczy. A jak mnie nie zabije, a raczej nie, to cholernie wzmocni.
Często męska duma pomaga w takiej sytacji, a jak widać jakiś jej pierwiastek nadal gdzieś we mnie krąży. Widać w zwiazku mi tego troche zabrakło.
Wiem, że nie chcę być sam. Nie czuję niechęci do Kobiet
Wiem też, że nie chcę szukać, czy otwierać się na nowy związek teraz, bo nie chcę ryzykować skrzywdzenia jakiejś Kobiety...
Mimo wszystko, że czuję, że sobie poradze, mam dużo siły tylko martwi mnie jedno. Ona będzie nieszczęśliwa w życiu. Odnajdzie teraz "szczęście", (bo ona nigdy nie była sama i nie radzi sobie jak kogoś przy niej nie ma). które prędzej czy później się skończy.
Mimo wszystko kochałem ją nad życie. Kocham nadal. To uczucie zmienia swoje odcienie.
Dzięki:) Mimo wszystko, że czuję, że sobie poradze, mam dużo siły tylko martwi mnie jedno. Ona będzie nieszczęśliwa w życiu. Odnajdzie teraz "szczęście", (bo ona nigdy nie była sama i nie radzi sobie jak kogoś przy niej nie ma). które prędzej czy później się skończy.
Mimo wszystko kochałem ją nad życie. Kocham nadal. To uczucie zmienia swoje odcienie.
Rozumiem Ciebie ale pamiętaj nie jesteś Caritas - dasz radę.
Olcia dla mnie te kobiece forum jest naprawdę merytoryczne, stąd dziękuję pomysłodawcom i jego aktywnym osobom, tak jak Ty. Na prawdę udało się wam dziewczyny.
Wiesz, ona chyba próbuje dwie sroki za ogon złapać.
To na zasadzie, jak gdzieś jej nie wyjdzie, ma furtkę by wrócić do Ciebie, stąd takie a nie inne próby podtrzymywania Waszej "znajomości".
Powiem Ci co mój mąż zrobił, kiedy zachowałam się całkiem podobnie: totalnie sie ode mnie odwrócił. Pokazywał, że mu nie zależy, że ma mnie gdzieś.
Nie błagał, nie prosił, nie walczył.
I wiesz co?
To ja zaczęłam walczyć o niego...bo zrozumiałam, co tracę, co mogę stracić.
Kurcze, może i ona potrzebuje kopniaka, żeby to sobie uświadomić?
Rozumiem, że łóżko to głowny wg niej problem?
Próbowała o tym z Tobą rozmawiać wcześniej, próbowaliście to w jakis sposób naprawić, czy po prostu spakowała manatki, rzuciła kilkoma banałami i już?
Pozdrawiam.
74 2014-01-07 22:54:51 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-01-07 23:09:06)
Czy główny to nie wiem. Na początku było nam super i ja to u niej tez widziałem. Inaczej. Była chemia a Kobieta jak czuje to coś, to potrafi dobrze czuć sie w łóżku bez względu na wszystko. chemia minęła a ona od spraw lozkowychotrzebowla "czegoś wiecej" ale nie mówiła mi, gdyż nie chciała mnie ranic.
Kilka dni temu mi powiedziała: "Widzis bo jak ludzi łączy dobry seks, a maja problemy, to to jes ich spoiwem. U nas tego nie ma."
Jestem pewny, ze b. Długo dojrzewała do tej decyzji, tym bardziej czuje ze to początek układania sobie życia przez każde z nas osobno.
Rozumiem.
Czyli jednak jakieś problemy były i przykrywaliście je kocykiem.
Całkiem niedawno usłyszałam fajną rzecz.
Mniej więcej chodzi o to, że jak sie kiedys coś psuło, to się to po prostu naprawiało.
Teraz to sie nie opłaca. Zepsute się wyrzuca i kupuje nowe.
Niestety odnosi się to również do związków.
Ludzie tylko zapominają o jednym.
Jeśli coś mi się popsuło, bo nie korzystałam/-em z tego tak jak trzeba, ta nowa rzecz też się wkrótce popsuje.
Inaczej. Ja czułem, że coś może być nie tak. Pytałem się. Nie unikałem tego tematu. Ona zawsze mi powtarzała, że jest OK :-)
Teraz się przyznała, że myślała, że to nie jest dla niej najważniejsze. Okazało się, że był to jeden z powodów odejścia.
77 2014-01-07 23:42:09 Ostatnio edytowany przez NieZnamSiebie (2014-01-07 23:42:53)
Nic to...
Jedna rada, już Ci o tym ludzie pisali.
Olej ją na chwilę.
Nie dzwoń, nie odpowiadaj na sms-y, zachowuj się tak, jakby nigdy nic (musisz być konsekwentny).
Myślę sobie, że bardziej klarownej odpowiedzi od tego, co stanie się później nie uzyskasz w żaden inny sposób.
PS: to oczywiście rada pod warunkiem, że Ci nadal zależy. Bo jeśli nie, to tego postu nie było. x
Tak też zrobię ![]()
Teraz żałuję, że nie poszedłem nigdzie na sylwestra, chociaż mogłem...
Eh... gdybym odkrył Was kilka tygodni wcześniej ;-)
Teraz żałuję, że nie poszedłem nigdzie na sylwestra, chociaż mogłem...
Przynajmniej dzięki temu wyrzuciłeś wszystko z Siebie. A nadrobić sylwestra zawsze da się ![]()
80 2014-01-09 01:00:11 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-01-09 01:14:44)
Tak sie dziś zastanawiałem czy byłbym w stanie spróbować jeszcze raz. GDYBY TO MIAŁO NASTĄPIĆ DZIŚ ( przyszłości przepowiadać nie będę - bo to jest bez sensu)
Na koniec dnia mam jedną myśl - "Straciłem do Ciebie zaufanie. Nie ufam Tobie i nie wyobrażam sobie w tym momencie, żeby to zaufanie kiedyklowiek mogło być odbudowane..."
Ja, prosto rzecz ujmując, szczerze nie chcę się z nią kontaktować, nie chce jej widzieć. Nawet nie muszę powstrzymywać się przed pisaniem smsów czy inną formą kontaktowania się z nią. Ale nie dlatego, że jej nienawidzę. Po prostu nie potrzebuję tego.
Może moja miłość nie jest tak silna jak mi się wydawało? A może właśnie taka powinna być? Z odrobiną dumy - szanująca też mnie a nie tylko osobę mych uczuć. A może zwyczajnie podświadomie mój stan umysłu wypiera te myśli by zadbać o siebie?
Cały czas zastanawiam się co będzie gdy zaproponuje np. wyjście na kawę. Nie wiem co bym jej odpowiedział...
P.S. - Usunąłem wszelkie "pamiątki" ze ścian
Nie potrzebuje ich, by pamiętać o przeszłości, a wtym momencie ich obecność dziwiła mnie bardzo.
Dobrej nocy Wszystkim!!
Dobrze zrobiłeś ...
Co przyniesie jutro tego nikt nie wie ale trzeba siebie szanować!
Dobranoc!
Hej:) Jak tam sprawy stoją? Jak się czujesz?
Pozdrawiam.
Śmieszna sytuacja.
Wczoraj dzwoniła domnie dwa razy. Szybko ucinałem rozmowę (że wpracy i za bardzonie mogę rozmawiać). Była smutna.
Dziś musiałem napisać do niej smsa w technicznej sprawie dotyczącej mieszkania. Do tej pory nie odpisała... Chyba się obraziła.
Ona ma przekonanie,że ta cała sytuacja to moja wina i że ja powinienem ją teraz wspierać jak przyjaciel, bo jestem to jej winny.
Coś czuję, że ona może jeszcze pokazać różki i będzie starała mi się jakoś zaszkodzić...
Taa jasne Twoja wina,że ona nie wie czego chce ![]()
ona chce mieć opcję w Tobie i tyle..
zapragnęła bycia singielką...spoko daj jej to i nic nie rób...zobaczymy kiedy zmięknie..
myślę,że zatęskni szybciej niż myślisz...
jasne że zatęskni, już tęskni, tylko teraz jest sfrustrowana, że on sobie 'odpuścił', i nie opdisuje, bo chce mu pokazac, jaka to ona twarda jest. Będą pewnie tego typu sytuacje jeszcze nie raz, bo jak napisałas, ona chce miec furtkę, no i niestety próbuje grac na emocjach. Zabolało ją, że On byl nieugięty, chłodny, i teraz sama próbuje taka być. Może w międzyczasie sobie 'szaleje' żeby zabić smutek. Tylko gdy się wysszaleje, spróbuje znów.
W sumie żal mi obojga, jej też, bo najwyrażniej nie radzi sobie z emocjami, oczywiście, że odbija się to na nim, ale ona chyba powinna iśc na jakś terapię, bo jakoś nie wynika z opisu sytuacji, żeby była szczęśliwa. Nie jest tak naprawdę pewna czego chce, ale jest pewna, że nie chce być zdana tylko na siebie.... A zatem na kogo? No, na niego...w końcu zawsze mogła na niego liczyć.
Ech....
Rzeczywiście trafny tytuł wątku i to niezdecydowanie będzie tak teraz raz po raz hustało emocjami:(
ciekawe, czy ona jest świadoma , że jest taka niedorjzała? rozmawialiście o tym?
Olcia to chyba ten rocznik sprawia,że myślimy podobnie ![]()
nie jest świadoma..a jak sobie to uświadomi to on będzie szczęśliwy z inną ![]()
jest tak niedojrzała jak mój ex partner,który też się bawił/bawi ale coś już zaczęło docierać do głowy...
jednak ja jestem totalnie obojętna(staram się) bo wiem,że na mnie nie zasługuje
87 2014-01-09 22:04:10 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-01-09 22:13:17)
Jeżeli ten scenariusz się sprawdzi będzie mnie to baardzo bolało. Wolałbym już, by w takiej sytuacji, nawet jak będzie chciała wrócić nie robiła tego...
Czy z nią o tym rozmawiałem? Przyznała to wprost, że ma problemy z emocjami. Na wierzchu elokwentna, kobieta z klasą i baardzo atrakcyjna - dusza towarzystwa. Nie ma osoby, która by jej nie lubiła (szczególnie faceci). Za to ją pokochałem. Gdy ją poznałem była w depresji, o czym dowiedziałem się po czasie. Pomogłem jej z tej depresji wyjść, odstawiła leki... Widać to ponownie wraca.
Jest świetną aktorką. Sama toprzyznała. Uczyła się tego całe życie gdy od maleńkości brała na siebie wszystkie problemy w domu, czuła się za toodpowiedzialna. Ale na zewnątrz zawsze była mega silną osobą.
Znam ją bardzo dobrze...
ZAWSZE ja - jeżeli było coś nie tak, ale to sprawy małego kalibru robiłem pierwszy krok. To był błąd.
W smsie pytałem czy planuje w ten weekend zabrać resztę rzeczy (zalezy mi, żeby to zrobiła i będzie spokój). - odpisała, że chyba tak, ale jeszcze nie planowała.
Odpisałem i zaproponowałem pomoc w przewiezieniu rzeczy (nie wiem czy dobrze zrobiłem, ale chciałem być Gentelmanem). - nie odpisała.
Teraz mi głupio przed sobą, że to zrobiłem...
Najlepiej to nie odbieraj od niej tel a reszte rzeczy podrzuć jej rodzicom lub wyślij pocztą tak by jej nie widzieć. Jej rodziców poinformuj że masz dosyć tego co wyprawia córeczka i że wnosisz o rozwód. A od niej się całkowicie odetnij. Jak masz możliwość wyjedź gdzieś na kilka dni. Odpocznij i poukładaj sobie wszystko w głowie.
Pocztą nie dam rady
Ona się tylko na tydzień spakowała...
Spokojnie zawiozę jej te rzezczy jak mnie poprosi, ale jak już się z nich wyczyszczę to koniec kontaktu!
Niepotrzebnie mogła sama zabrać...
Widzisz Twój problem polega na tym,że gdyby teraz pstryknęła palcami to byś jej wybaczył i wrócił żeby tylko była z Tobą....
92 2014-01-10 00:00:05 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-01-10 00:11:20)
Nie zrobiłbym tego
Uwierz mi. Pisałem o tym kilka postów wyżej. Nie zmieniłem zdania!
Jak nigdy nie pisała na FB (chociaż szmat czasu miała profil), nagle dodała całkiem fajne zdjęcie profilowe,zaznacza w jakich to wydarzeniach weźmie udział - to nagle to robi.
Nie wiem czy żeby mnie wkurzyć, że tak dobrze sobie radzi i jest w końcu radosna, aktywna, wychodzi do ludzi
A może po prostu tak jest? Może ona rzeczywiście odczuwa ulgę nie będąc ze mną... Nie wiem już sam.
93 2014-01-11 00:31:08 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-01-11 00:32:47)
Dziś przyjechała (nie wiedziałem, że przyjedzie). Koleżanka wróciła na weekend. Miała jeździć do rodziców na weekendy - pewnie nie chciała. Nie lubi rodzinnego domu. Miała jutro przyjechać ze swoją torbą po część rzeczy. Przyjechała bez.
Na początku zrobiło mi się gorąco. Byłem zdenerwowany. Po chwili było ok. Totalny ignor.
Brak pamiątek zauważyła - zero emocji czy komentarzy (cała ściana zdjęć
)
Milczenie. Po kilku chwilach: "Czy ja Tobie przeszkadzam?" powiedziała spokojnym głosem. Odpowiedziałem, że nie.... dlaczego. - Bo tak czuję - odpowiedziała.
Potem już zaczęła "gadać" że jest przeziębiona (zawsze mi się żaliła - a ja wtedy o nią dbałem...)
Wywiązała się rozmowa:
O: Jak żyjesz?
J:Spokojnie. Z dnia na dzień. Nie mam wyjścia muszę żyć dalej
O (wzburzona): Zawsze jest wyjście. Wkrwia mnie takie gadanie. Zawsze masz jakieś wyjście!!
J: Ale to chyba oznacza samobojstwo???
O:...
Po chwili przeprosiła, że ma zły dzień i idzie spać.
No i oczywiście non-stop SMSy...
P.S. - ta rozmowa to jedyne co do siebie powiedzieliśmy przez ok 3 godziny ![]()
A taki sobie dziennik prowadzę ![]()
Obojętność... ludzi nie wkurza nic bardziej jak świadomość że są dla kogoś obojętni.
Pokaż samym sobą że zachowanie żony nie robi na Tobie żadnego wrażenia.
Skoro żona nie wzięła żadnej torby na swe rzeczy to może weź kilka worków, wrzuć tam rzeczy żony i zostaw je za drzwiami by nie zapomniała ich zabrać ze sobą. Wszystko ze spokojem, opanowaniem i uśmiechem na ustach.
Zgadza się. Obojętność działa, tym bardziej, że ze strony autora nie jest ona udawana - on naprawdę nie chce jej towarzystwa.
To, że przyjechała bez symbolicznej juz 'torby do spakowania' nie zdziwiło mnie specjalnie. Ona wcale nie jest gotowa na takie ostateczne kroki. Będzie sobie tak przyjeżdzac, pisac, prowokować rozmowy.
Tak sobie myślę, że może niepotrzebnie wspomniałes o samobójswie (chyba, że to była ironia i ja żle zrozumiałam), ale nie chciałabym się wtrącac.
Niepakowanie sie, utrzymywanie kontaktu nieustannie nadal świadczy o tym, że nie chce Cie stracić, jest sobie na rozdrożu i tak sobie tam trwa.
Skłonnośc do stanó depresyjnych wiele tłumaczy, u takich osób często ma to przebieg dwubiegunowy, być może wpadła w depresje, nastepnie w euforie gdy zdała sobie sprawę że, w jje mniemamniu oczywiście, 'otwierają sie przed nia nowe możliwości",(nowe stanowisko, adoracja mężczyzn, poczucie, że jeszcze jest młoda, że to, że siamto) a teraz znów jest w stanie niepewności.
To wzburzenie w odpowiedzi na Twoje słowa o braku wyjścia świadczę chyba, że ona nie chce się czuć winna za to co teraz czujesz, i stąd ta gwałtowość, okazałeś na pewien sposób bezradnośc czy też frustrację tymi słowami, a ona chyba nie chciała tego słyszeć (= poczucie winy u niej), z drugiej strony wcale jej sie nie usmiecha widzieć Cie obojętnego, bo dopada ją strach, że swoimi decyzjami straci kogoś, na kim tak naprawde mogła polegać. Spore rozbieżnosci, ale zupełnie logiczne.
Chyba na razie nie pozostaje nic inengo, jak nadal byc obojętnym i czekac na rozwój wydarzeń, ale jak pisałam juz wcześniej, na brak kontaktu z jej strony nie liczyłabym...:(
Swoją droga, ciekawa jestem, czy ona z kimś się spotyka?
Jak mija sobota?
Pozdrawiam:)
To z tym samobójstwem - to z mojej strony jak najbardziej ironia ![]()
Dziś zapytała się czy tęsknię za nią. Odpowiedziałem, że czasami tak, ale nie chcę o tym rozmawiać. Odpowiedziała, że pewnie szybko się przyzwyczaję do samotności. Bo ja nie potrafię z kimś żyć w związku i powinienem być sam... Tak jak ona.
Po chwili zapytała się mnie, czemu traktuję ją jak obcą osobę.Odpowiedzialem, że nie traktuję jej tak. Ona b. czuje, że jest mi obojętna.
Właśnie się pakuje i wraca do koleżanki. Udaje b. szczęśliwą, śpiewa sobie.... Liczyła na miły weekend ze mną
Czy się z kimś spotyka? Myślę, że nie. Raczej stale utrzymuje kontakt z tą osobą przez sms. Kiedyś z rozmowy wyszło, że ta osoba ma rodzinę i jest b.szczęśliwa. Mimo tego jestem pewny, że ten kontakt ma znamiona zdrady emocjonalnej. Zarówno z jej jak i ze strony tego faceta.
Ona potrzebuje z kimś być. Niekoniecznie fizycznie. Musi być ktoś, kto o niej myśli, rozmawia z nią.
Sobota do 12 w łóżku
ODsypiałem intensywny tydzień pracy. Wieczorem spotkanie ze starym kumplem ![]()
Dzięki Olcia za post - Twoje myśli są dla mnie b.ważne ![]()
Witaj zodiac87. Przeczytałam cały ten wątek i pragnę podzielić się pewnym spostrzeżeniem. Twoja żona jest wytrawną manipulatorką. Na szczęście wydajesz się być inteligentnym facetem, który nie nabiera się na szantaże emocjonalne i jej huśtawki nastrojów w stylu "dziś za Tobą tęsknię, ale jutro możesz spadać". Taktyka obojętności jest jak najbardziej trafiona ![]()
Czyli chcesz już rozwodu?
99 2014-01-11 17:54:37 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-01-11 17:58:53)
Chcę, żeby to wyszło od niej. Nie chcę jej wybielić w oczach otoczenia. Nie zasługuje ona na to. Gdybym się dziś o to zapytał, jestem pewny, że jutro przyniosłaby mi gotowe papiery rozwodowe ;-)
Ja nie szukam nikogo nowego. Kwestia separacji reguluje wszystkie kwestie majątkowe, dziedziczenie itp. Chcę odżyć, odbudować poczucie własnej wartści. Chcę poczuć siłę, którą kiedyś czułem. Chcę znów zacząć się cieszyć z głupot i z codzienności.
Czuję, że jestem na dobrej drodze ![]()
Jak kogoś spotkam w życiu, lub gdy będę całkowicie pewny, że jest mi totalnie obcą osobą będę chciał rozwodu.
Dziś westcnęła" Oj..... Michał Michał"
Co? - odpowiedziałem
Wszystko - odpowiedziała smutno.
Ona szczerze myśli, że to wszystko to moja wina i ma mi za złe, że okazało się, że jej wyobrażenia o mnie nie są rzeczywiste. Jak to koś wcześniej trafnie ujął - jestem "inwestycją, co do której zmieniła zdanie"
Życzę Ci żebyś znów był szczęśliwy, żeby wszystkie sprawy formalne się ułożyły, i żebyś znalazł osobę która naprawdę pokochasz, ona Ciebie również i która będzie Ciebie warta.
mało takich facetów jak ty którzy tyle poświęcili, wnieśli i dali do związku, po prostu bezgranicznie kochali.
Czytając pierwszy post zapalił mi się znak zapytania nad głową.
Zaciągnęła Cię do łóżka, potrafiłeś zaniedbywać samego siebie śpiąc 3h dziennie. Poddawaliście się chwilowym emocją, które opadają na sile przy dłuższych relacjach ludzi. Zamknęliście się totalnie na świat zewnętrzny. Inni nie byli potrzebni tylko Ona i Ty. Totalna sielanka. To jest jak z ogniskiem polanym benzyną, na początku pali się niesamowicie mocno, ale z czasem opada na sile.
Może być to wstępem do pięknej bajki, wspólnego życia, dzieci obowiązków ale i także strasznym końcem jeśli tych pierwszych emocji tak bardzo brakuje jednej z osób. Nie musisz już nocami chodzić, sypiać mało, poświęcać się w ten sposób bo jesteś na miejscu. Zadaj sobie pytanie:
Czy jeśli się kogoś kocha, oddaje mu się, planuje z nim wspólną przyszłość to czy to nie cieszy? Czy nie myśli się, że w życiu się jest spełnionym?
Otóż nie każdy musi czuć w tym spełnienie. Jak sam wspomniałeś, Twoja współmałżonka wcześniej nie szczędziła sobie uciech, chodziła na imprezy, jej telefon nie milkł. Dopóki nie spotkała Ciebie. Byłeś jej generatorem emocji (odwrócenie się znajomych itd) Nie jest w stosunku do Ciebie szczera, mówi, że nie czuję się na siłach na imprezę, a za chwilę się świetnie bawi. Musisz sobie z tego zdać sprawę.
Wasze ognisko dla niej się wypala, potrzebuje większego podsycenia, jest niedojrzała i niegotowa na stały związek z drugą osobą, kimkolwiek by nie była. Możesz je podsycać będąc szczęśliwym, niedostępnym.. Ale czy na tym Ci zależy? Czy na spokojnej przyszłości z kimś, kto będzie Cię doceniał, szanował i nie traktował jak chwilową uciechę, ucieczkę od rzeczywistości?
PS. Pamiętajmy o jednym, o naszej godności, której nie powinniśmy nigdy zatracać. Nie budujmy nigdy fundamentu na innej osobie, bo może się to skończyć bardzo źle. Pomyśl o pracy, jesteś inteligentnym facetem. Nie zaniedbuj nigdy tego. Świat poza drugą osobą istnieje. Gwarantuje Ci że jutro wstanie słońce, to jak rozpoczniesz dzień zależy tylko od Ciebie.
102 2014-01-11 18:11:12 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-01-11 18:11:32)
PS. Pamiętajmy o jednym, o naszej godności, której nie powinniśmy nigdy zatracać. Nie budujmy nigdy fundamentu na innej osobie, bo może się to skończyć bardzo źle. .
Twój post bardzo trafnie wszystko zobrazował. Tak było.
Zacytowany fragment -niestety- bardzo pasuje do mojej historii.
Dziękuję!
Czym jest miłość jeśli nie inwestycją ze stopniem wysokiego ryzyka?
Tak naprawdę nigdy nie wiadomo, jak potoczy się wspólne życie. Można tylko mieć nadzieję, że ludzie będą ze sobą na dobre i złe, aż do końca. Zodiac, też miałeś inne wyobrażenia co do waszej przyszłości. Czego Ci życzyć? Lepszej lokaty uczuć, emocji i pragnień. I optymizmu, bez względu na wszystko.
U mnie dziś lekki dół. Cięzko.
Zero kontaktu od soboty.
Po facebooku widze, że się dobrze bawi, poznaje nowe osoby, będzie brała w wielu wydarzeniach rozrywkjowych.
Wcale nie jestem pewny, że robi to na pokaz - bym ja to zobaczył. Myślę, że odżywa...
A czy chcesz wrócić jeśli nie to nie baw się w psa ogrodnika.
Jenka jego to po prostu boli bo ją nadal kocha ale nie chcę z nią już być bo źle go traktowała i on to zrozumiał...
Ja rownież czasem czuję podobnie...nie jest to nic dziwnego...
Jenka - wydaję mi się, że nie przeczytałaś całej hisorii ![]()
Ona mnie nie traktowała źle. Czuję się oszukany. Nie wyobrażam sobie powrotu w tym momencie. Zresztą ona tego nie chce.
Boli mnie samotność.
Jutro będzie lepszy dzień ![]()
Dlaczego jak rozmawiam z kobietami i z rozmowy wychodzi, że już nie jestem z żoną (nie żale się
) To 90% z nich mówi: "jak będziesz chciał pogadać - daj znać" ?
Wy to chyba lubicie takie klimaty ![]()
Jesteśmy jak matki Teresy chcemy pomagać ![]()
Wczoraj pojechałem do niej do pracy. Musiałem -sprawy techniczne z mieszkaniem.
Nalegała żebym zaszedł do niej do pokoju. Zgodziłem się. Nagle zaczeła mówić, że przytyła 7 kg (widać - troche przytyła
- pewnie od alko na imprezach), zapytała się co u mnie słychać. Mówiła pewnym głosem, śmiała sie - tak samo jak kiedyś jak byliśmy parą. Mimo tego, dawałem cały czas znać, że nie chcę za bardzo wdawać się w dysksję zapytała się czy się śpieszę. Odpowiedziałem tak.
Byłem twardy. Odprowadziła mnie przez cały budynek aż do drzwi. Strasznie posmutniała. Wiemkiedy jest smutna. U wyjście znowu powtórzyła, że miała nadzieję, że porozmawiamy.
Zrobiłomi się jej żal. Chwyciłem ją za ramię (takjak się pociesza zazwyczaj) Ona z uśmiechem rzuciła się na mnie zaczęła mnie całować w policzek... Powiedziałem "może innym razem" i wyszedłem.
Teraz trochę żałuję tego co zrobiłem. Być może to, co miała do powiedzenia, rozwiązało by kilka moich wątpliwości. A być może po prostu chciała pogadać. Podtrzymać kontakt. Żałuje też mojego gestu - pewnie utwierdziła się, że nie jest mi obojętna...
A ten pocałunek - myślę, że w jej mniemaniu na podtrzymanie mojego uczucia. Żebym pamiętał o niej.
Żebym się bardziej męczył.... to nie było miłe z jej strony. Nie powinna tego robić.
Słuchajcie.
Jak mam jej to powiedzieć, żeby wyglądało OK.
Ona wytrzymuje bez kontaktu góra 2 dni. I pisze na fb. Czy wszystko u mnie ok, Co słychać.
Poprosić, by kontaktowała się ze mną jedynie w kwestiach mieszkania/kredytu? Czy podtrzymywać kontakt?
Zadaj sobie pytanie, czego tak naprawdę chcesz.
Jeśli lubisz taką grę w podchody w stylu "nie jesteśmy razem, ale myśl o mnie nieustannie" w jej wykonaniu, to się kontaktuj. Pisz na fb, smsy, pytaj o zdrowie, samopoczucie i inne ważne lub mniej ważne rzeczy. Okazuj zainteresowanie. I cierp w samotności, kiedy ona będzie bawić się w światową lady.
Na Twoim miejscu ograniczyłabym kontakty do minimum i tylko do spraw związanych w kredytem/mieszkaniem itp.
Ale decyzja należy do Ciebie.
Wydaje mi się, że najlepsze byłoby abyś otwarcie jej powiedział, że nie chciałbyś z nią utrzymywać relacji na zasadzie kumpela/koleżanka skoro nie ułożyło się wam jako małżeństwo, poza tymi co wspomniałeś.
Nie traktuj mnie jak obcą bo mi smutno. - to mi dziś pwiedziała - Egoizm w czystej postaci....
Wzruszające. Aż dziw, że nie rozpłakała się przy tym ![]()
Z tego co przeczytałam wnioskuję, że Twoja żona jest niedojrzała emocjonalnie i tak naprawdę manipuluje Twoim uczuciem na zasadzie"nie chcę byc z Tobą, ale zostawiam sobie otwartą furtkę". Każdy gest z jej strony, czy rozmowa to rozdrapywanie rany. Najlepszym wyjściem jest całkowity brak kontaktu...ja tak zrobiłam. Ja bym na Twoim miejscu porozmawiała szczerze i powiedziała, że z Twojej strony ją nadal kochasz, ale nie może manipulować Twoim uczuciem i dopóki nie zdecyduje czego na prawdę chce to prosisz ją o nie kontaktowanie się. Walcz o siebie...
Tak zrobiłem. Napisałem,żechciałbym ograniczyć nasze kontakty tylko dospraw związanych z kredytem/mieszkaniem.
Odpisała - "jak chcesz".
Cóż niektórzy chcą rozstać się w relacji koleżeńskiej a nie stać się wrogiem sama znam takiego faceta który zdradził kobietę a potem dążył do koleżeństwa i mu wyszło ![]()
Mysle ze ona chce właśnie czegoś takiego. Ja nie chce. Nie rozstajemy sie w kłótni.
Ona myśli, ze ja będę ja traktował przynajmniej jak koleżankę.
Zaczyna męczyć mnie ta relacja. Mam nadzieje ze po wczorajszej rozmowie na fb kontakt urnie sie na dłuższy czas, ponieważ kazdy kontakt z nią to dla mnie dwa kroki w tył. Tym bardziej ze z tego co widzę to ona korzysta z życia na 100%.
120 2014-01-19 13:46:37 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-01-19 13:47:33)
Ma do mnie żal ze o nią nie walczę...
121 2014-01-19 14:08:08 Ostatnio edytowany przez syla135 (2014-01-19 14:13:27)
Czytam dłuższy czas to co piszesz...
Dlaczego my ludzie tak mamy? Kochamy, tesknimy, cierpimy ale w rozmowie w czynach pokazujemy że jest ok. Jak to nazwać inaczej niż fałszem i gra?
Powiem ci jedno ja przez taka kamienną twarz też mało co nie straciłam męża bo z zewnątrz to wygląda jakbyś miał wyje....ne!
Pomyslczy warto? Co ci z tego niby honoru jak zostaniesz sam?
Jak dla mnie te jej pretensje że nie walczyć to proźba o pomoc!
Ma do mnie żal ze o nią nie walczę...
To działa w dwie strony. A dlaczego ona o Ciebie nie walczy? Coraz lepiej zaczyna z Tobą pogrywać.
A na ten tekst najlepsza jest dedykacja kawałka od Budki "Takie tango".
PS Jakbyś skamlał o nią to znowu miałaby Cię w poważaniu. Poza tym wreszcie zaczyna do niej docierać, że Twój świat się na niej nie kończy a to boli. Nie schodź z obranej drogi.
Pzdr
Zgadzam się z assassin. Do tanga trzeba dwojga. Od Ciebie wymaga walki, starań, adoracji i pokazania tego, jak bardzo Ci zależy. A ona? Gdzie jej zaangażowanie? W jaki sposób próbuje ratować Wasz związek?
Zgadzam się z assassin. Do tanga trzeba dwojga. Od Ciebie wymaga walki, starań, adoracji i pokazania tego, jak bardzo Ci zależy. A ona? Gdzie jej zaangażowanie? W jaki sposób próbuje ratować Wasz związek?
Ona chciałaby leżeć i pachnieć i napawać się jaka to wyjątkowa jest że ktoś toczy o nią bój i łechce ego.
125 2014-01-19 15:00:34 Ostatnio edytowany przez syla135 (2014-01-19 15:05:22)
To może warto powiedzieć że kochasz, że w tej kwestii nic się nie zmieniło ale czujesz się bardzo skrzywdzony i aby coś się udało trzeba starań z obu stron i to na 100procent z pełną konsekwencją na całe życie.
Uważam że potrzebna jest szczerość i z twojej i z jej strony.
Wszyscy mówicie "a ona..." a dlaczego w imię miłości nie walczyć tak naprawdę, tak mimo wszystko DOPÓKI JEST JESZCZE NA TO SZANSA
Na pokerowa twarz i na rozwód zawsze będziesz miał czas z konsekwencjami na całe życie
Ludzie pomyslcie przez lata było super a teraz stała się ta zła? PRZECIEŻ TO NIE PRAWD
nie bronię jej ale wina leży po obu stronach. Może to właśnie szansa(wstrząsów) uzdrowic to małżeństwo.
Styla
Ja się z tym zgadzam.
Dokladnie jej to powiedzialem o czym napisałaś. Że zacznijmy jeszcze raz. Postawmy grubą kreskę i wykorzystajmy to czego sie nauczylismy. Spróbujmy bo warto.
Co uszłyszałem? - Ja tego nie czuje i nie chę onas walczyć. Potrzebuje czasu.
By za chwilę usłyszeć: Że jestem leniem i nie walczę tylko zamykam sie w swoim świecie. I że jest w nas tyle wzajemnego żalu, że się chyba już nie dogadamy.
Ona ma do mnie żal i ewidentnie chce abym to ja walczył o nią. Nie chce wspolnie walczyć. Ja też mam żal, ale chciałbym spróbować.
Zawsze ja pierwszy wyciagalem dłoń na przeprosiny. Na początku związku toja o nią walczyłem gdy nie była pewna.
Nie zrobie tego więcej.
syla135 przeczytaj caly watek
kolega sie staral rozmawiac, naprawiac byl odrzucany..
Czyli po prostu nie wie czego chcę.
To może przy każdym takim jej komentarzu warto jej przypomnieć że chciałeś próbować ale oboje a nie tylko ty.
Czyli w takiej sytuacji to ona musi się określić.
Tak jej powiedziałem i co uszsłyszałem?
Że toi jest moj obraz związku, że "jak kobieta bedzie juz cos czula to musi podejsc i Ci o tym powiedziec"
Do cholery. Najlepiej kogoś zostawić i oczekiwać, że się bedzie się o mnie walczyć i na nowo budować uczucie.
Mało tego. Ona twierdzi ze ja na rozstanie bardzo gładko się zgodziłem. Co nie jest prawdą.
Ona widzi to, co chce zobaczyć w danym dniu. Chwiejna emocjonalnie jak chorągiewka na wietrze. Poza tym jakie to wygodne rozwalić małżeństwo, zrzucić winę na drugą stronę i jeszcze domagać się walki. Majstersztyk.