netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozważania rozwódki.

119 odpowiedzi41 088 wyświetleńzałożony przez Liwia, 14.12.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozważania rozwódki.

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 120 z 120 ]

66

Odp: Rozważania rozwódki.

Liwia, wybacz, to nie jest "niekończąca się opowieść", tylko Ty lubisz czuć się taka bezradną kobietką, o którą mężczyzna "walczy" - nawet jeśli ta "walka" polega na tym, że on Cię zdradza, odchodzi, potem wraca i szepnie jakieś miłe słówko.

Myślę, że to u Ciebie wynika z podejścia, że kobieta powinna być taka mimozą, która mężczyzna wybiera (zdejmuje jak z półki w sklepie), mówi "o, moje! Nie ruszać! Biorę se." i już czujesz się zaklepana. A od kiedy 'własność' mogłaby mieć swoje zdanie, potrzeby?
Ano nie ma, dlatego zawsze grzecznie czeka na powrót Pana, który sięgnie po nia gdy go najdzie ochota, gdy znajdzie troszkę czasu.. pana się wtedy całuje w rączkę, nadstawia pupkę i z wdzięczności ciężko wzdycha: "Wiedziałam, że wrócisz , Kochany."

Nieprawdopodobna jest ta Twoja wierno-poddańcza, granicząca z niewolnictwem umysłowym, postawa Liwia..

Strach się bać jak Twoje córki na to wszystko patrzą i jaki obraz kobiety jako partnerki wyniosą.

67

Odp: Rozważania rozwódki.

Treść Twojego dzisiejszego posta nie zdziwiła mnie.
Jesteś wierna swemu sposobowi myślenia; nikt i nic Cię nie przekona, że możesz żyć inaczej. Bo możesz, ale nie chcesz.

68

Odp: Rozważania rozwódki.

Od zawsze mnie zastanawia, właśnie przy takich tematach, czy osoba żaląca się nie ma sobie nic do zarzucenia?
Oczywiście nie znamy historii jej życia, I zapewne wiele rzeczy przemilczy.
Ale za bardzo pokazuje się na poszkodowaną. Rozwód, zawsze jest z winy dwóch stron. Nie ma czegoś takiego jak rzekoma sądowa "jednostronna wina".
Może ona nie być po 50%, ale zawsze.

Zauważam w autorce właśnie takie doszukiwanie się w całym wielu dziur.
Zauważam, że  pomimo rozwodu przenosi swoje wady na dalsze swoje życie. Zamiast zająć się belkami w swoim oku, dokładnie szuka źdźbła w innym. I to jest smutne.

69

Odp: Rozważania rozwódki.

facetJAKwielu: chyba coś Ci się popierniczyło, z całym szacunkiem wink

akurat Liwia jest klasycznym przykładem kobiety - niewolnicy jednego Pana, która obwinia siebie w całości za to, że on odszedł, zdradzał, etc. Nawet jeśli sprawia pozory, że obwinia tez jego, to podświadomie w większej części obwinia siebie.
Nikt kto nie czuje się winny nie straciłby tyle czasu na rozpamiętywanie partnera, który tak zawiódł. Nikt, kto wierzy, że nie zasłużył na takie traktowanie.

Liwia uważa, że taki gość jak jej mąż może WSZYSTKO. Byle by potem szepnął jakieś miłe słówko, a ona wtedy powie: "No, zupełnie inny człowiek yikes".. i będzie mogła opowiadać o tym, jaka to niezwykła historyja jej się przytrafiła- no patrzcie, samo wszystko się dzieje, ona się tak "wzbrania" przed jej kontynuacją..Ona to w ogóle nie chce żeby on se wracał kiedy chce i na ile chce..no ale on wraca, no to co ona ma zrobić?
Ach, cóz to za love.. jak z bajki (braci Grimm) wink

70 Ostatnio edytowany przez Liwia (2015-12-03 22:23:54)

Odp: Rozważania rozwódki.

FacetJAK.... raczej nie przeczytałeś moich innych postów, pewnie wybiórczo (nie dziwię się smile). Może kiedyś czułam się tak skrzywdzona przez byłego męża, że całą winę za rozpad małżeństwa widziałam w nim. Byłam tak wyjąca z bólu, że cała żółć została na niego wylana. Gdy doszłam do siebie-doskonale zdałam sobie sprawę, że rozpad małżeństwa nie jest winą jednostronną, co nie oznacza, że czuję się winna temu rozpadowi 50/50.

Wielokropku - domyślam się, że przypuszczałaś jaki scenariusz kryje się po mojej stronie ekranu. Mogę, a nie chcę-chcę, ale nie potrafię.

Elle...owszem czuję się jak niewolnica, ale własnego toku myślenia, może i poniekąd Pana. Radzę sobie w życiu całkiem ok (poza "różnymi" incydentami, być może spowodowanymi w jakimś stopniu chorobą). Mój tok myślenia bowiem ciut się zmienił. Rozum jest wyżej niż serce. Nie daje sobą manipulować jak kiedyś. Odcięłam się w sumie od życia byłego męża, bo sama muszę sobie radzić. Nawet gdy on dzwoni, gdy w sprawach pieniędzy byłam zmuszona się z nim spotkać-przestały działać na mnie jego użalania się nad sobą, życiowe filozofie, obarczanie mnie winą za komornika...wyłączałam się z rozmowy, nawet tego nie kontrolując. On to widział, budziło to z lekka niepokój w nim, bo skończyło się branie mnie na litość i z tropu został zbijany. Mam od dłuższego czasu świadomość, że ja jestem najważniejsza, moje dziecko (które ma obraz normalnej matki, wcale nie uganiającej się za ojcem i dającej mu drogi otwartej do nas). Moje dziecko widzi we mnie kobietę empatyczną, całkiem nieźle radzącą sobie codziennym życiem, która robi wszystko by dobrze ją wychować, mimo rozbitej rodziny, wiem to Elle. Ona jest dojrzałą, dorastającą dziewczynką i sama od czasu do czasu wyraża opinię na temat naszego obecnego życia, bez taty. Mogę mieć jedynie nadzieję, że kiedyś będzie w szczęśliwym związku, bez przejść jak jej matka.
Napisałam tu dziś, bo lubię tu pisać smile, wiem, że odpowiadają mi tutaj mądre osoby, które potrafią zdjąć mi z oczu zasłonę, którą potrafię mieć tak przez siebie naciągniętą, że aż nie do wiary. Zastanawia mnie fakt, że on zmienił swoje postępowanie. Czy nikt taki jak on się nie zmienia? Czy ja jestem zbyt ufającą osobą, że tacy ludzie jednak się zmieniają na lepsze pod wpływem różnych zdarzeń, czynników? Wcale nie mówię, że wrócę do niego. Nawet nie wiem czy bym potrafiła. Za bardzo świadoma jestem tego co było przez ostatnie lata małżeństwa i nigdy nikomu NAWET JEMU nie pozwolę sobą pomiatać i szargać moich nerwów. Wiele czasu musiało upłynąć, bym miała ten spokój, jaki mam obecnie. Nie ukrywam-chciałabym czasem spróbować (gdy zasłona przysłania mi oczy), i tak jak piszesz Elle - przekonać się, że można....jak u Grimm smile

71

Odp: Rozważania rozwódki.

Są dwa wyjścia...

1. Albo babrać się w tym co było. Wspominać przeszłość. Wierzyć, że znów może być tak jak kiedyś za bardzo dobrych czasów. Idealizować byłego męża. Wierzyć w jego przemianę, pseudo miłość i inne chwilowe obietnice. Przyjąć go z powrotem i wierzyć, że będzie jak w bajeczce....

2. Albo zacząć wszystko od nowa. Odciąć się od niego. Przestać wysłuchiwać psa ogrodnika, który ma wyśmienite zdolności działania na psychę. Zacząć żyć życiem, patrząc dwa kroki do przodu....

Wiem, nic nowego nie odkryłam. Wszystko zależy ode mnie. Ale ile można żyć w tym marazmie. Bo to marazm w moim prywatnym życiu, a nie życie...

72

Odp: Rozważania rozwódki.

Ale ile można żyć w tym marazmie. Bo to marazm w moim prywatnym życiu, a nie życie...

Powtórzę: Tak długo lub tak krótko, jak tylko będziesz chciała smile

73 Ostatnio edytowany przez blusia32 (2015-12-20 16:41:53)

Odp: Rozważania rozwódki.

Jestem po 2 rozwodach. Niechęć do wchodzenia w nowe związki to naturalny etap. Minie z czasem, ile to potrwa? trudno powiedzieć.

Na tą chwilę minęło 14 miesięcy od rozwodu, nie czuję chęci na wchodzenie w nowe relacje. Skupiam się na pracy, zdrowiu, rozrywkach.

74

Odp: Rozważania rozwódki.
Liwia napisał/a:

(...) Ale ile można żyć w tym marazmie. (...)

Można tak żyć do śmierci.

75

Odp: Rozważania rozwódki.

Można żyć w marazmie. Rzeczywiście długo, nawet do końca swoich dni. Kwestia wyboru, wiem.....

76

Odp: Rozważania rozwódki.

Zatem czym jest prawdziwa miłość? Normalna relacja między kochającymi się ludźmi?

77

Odp: Rozważania rozwódki.

Liwia- napisze czym milosc jest dla mnie choc nie sadze zebym Ameryke odkryla wink

Dla mnie, przede wszystkim milosc jest CHECIA do bycia z ta osoba, pomimo wszytsko, pomimo problemow czy przeciwnosci. Jesli ktos przestaje 'chciec' - po prostu, tak jak np moj jm no to ja, druga strona nic zrobic nie moze i milosc staje sie jednostronna.

Poza ciagla checia budowy, kompromisu i checi z druga osoba, milosc dla mnie to szacunek. Szacunek do kobiety/ faceta jako do czlowieka - nie zrobie tego (nie zdradze, nie bede miesiacami oklamywal) czego sama nie chcialabym doswiaczac z drugiej strony. I tutaj rowniez, w przypadku moim jak i wielu, wilu innyh na forum, moj jm juz na poczatku 2013 tego nie mial. Przestal mnie szanowac, idac z nia do lozka.

O jakiej milosci mogla wiec byc mowa?

Jak dla mnie, milosc to wlasnie przede wszystkim ta 'chec' bycia z druga osoba oraz szacunek.

78

Odp: Rozważania rozwódki.

Ja już nie mam zdolności kochania kogoś. Gdy mija zauroczenie, mija wszystko. Nie potrafię się z nikim żyć. Szukam odpowiedzi na to co się ze mną stało. Myślę, że nie nadaje się do bycia z kimś. Nie umiem dać drugiej stronie tego czego by oczekiwała. Mam wygórowane wymagania być może. Chcę mieć wspólne tematy, jakiekolwiek zainteresowania a nie monotonne życie.
Rozwód i poprzednie życie pozmieniało wszystko. Pogmatwało w mojej głowie i sercu maksymalnie.

79

Odp: Rozważania rozwódki.

Witaj Liwia,

Nieciekawie wygląda Twoja sytuacja, Był okres jak czytałem przed laty, że jakoś stałaś w miarę silnie na nogach z nadzieją na lepsze jutro, a teraz... kręcisz się wokół własnej osi trwając co gorsza w punkcie wyjścia bez perspektyw.
sad

80

Odp: Rozważania rozwódki.

Liwia-po przemyśleniach,mogę w 100% stwierdzić,że mam tak samo jak Ty,więc dobrze Cię rozumiem..Też na pewno byś chciała ułożyć sobie stabilnie życie prywatne na nowo z kimś wartościowym i interesującym,by zapomnieć o "duchach przeszłości"i móc w pełni cieszyć się życiem i uśmiechać jak inne kobiety,które dzięki swoim wspaniałym partnerom mają ku temu powody.

81

Odp: Rozważania rozwódki.
Liwia napisał/a:

Ja już nie mam zdolności kochania kogoś. Gdy mija zauroczenie, mija wszystko. Nie potrafię się z nikim żyć. Szukam odpowiedzi na to co się ze mną stało. Myślę, że nie nadaje się do bycia z kimś. Nie umiem dać drugiej stronie tego czego by oczekiwała. Mam wygórowane wymagania być może. Chcę mieć wspólne tematy, jakiekolwiek zainteresowania a nie monotonne życie.
Rozwód i poprzednie życie pozmieniało wszystko. Pogmatwało w mojej głowie i sercu maksymalnie.

Znam to uczucie. Po mojej pierwszej nie umiałem już pokochać żadnej; na każdej widziałem cień eks. Z jednej strony szukałem w nich tego, co mi się w tamtej podobało, z drugiej - chciałem uniknąć cech, które popchnęły sytuację aż do rozpadu tamtego związku. Oczywiście wychodził paradoks. Pewnie masz podobnie. Przede wszystkim - musisz wyluzować i uznać, że faktycznie będziesz już sama. Jeśli poznasz kogoś, kto Cię powali - to uznasz to za miłe zaskoczenie. Desperacja, w takiej lub innej formie, jest najgorszym możliwym doradcą. Jeśli podświadomie gdzieś tłucze Ci się w głowie myśl "ale przecież ja już jestem stara, już nikogo nie poznam, nikt mi nie pasuje, ale CHCĘ kogoś!", to doświadczysz dysonansu, przez co wszystko będzie przeciekać Ci przez palce.

82

Odp: Rozważania rozwódki.

Nie odczuwam jakiegoś nieszczęścia z powodu bycia samą. Czasem fajnie mieć kogoś przy sobie, kto wysłucha, pomoże, pogada, ale żadnej presji nie czuję.
Faktycznie, miewam myśli, że jestem już stara i na nic innego, dobrego, szczęśliwego już trafię cudem. Jednak nie jestem zdesperowana by z kimś być, kogoś szukać. Próbowałam kochać na nowo, poświęcać się, pomagać...ale nie potrafię. "Na chwilę" wydaje mi się, że jest dobrze, że rozumiem się z daną osobą, że nadajemy na podobnych falach...po jakimś czasie czar pryska. Widzę to, że nie pasujemy do siebie i już (mówię o 1 przypadku). Może różnica taka, że on daleko za granicą, ja tutaj. Z dwóch lat znajomości można złożyć w 5-6 miesięcy. Każdy z nas miał chyba inne wyobrażenie o związku, miłości itd.

Milena, Walton...w sumie dobrze, że nie jestem odosobniona w problemie.
Kaiteki, owszem kręcę się wokół siebie od dawna.

83

Odp: Rozważania rozwódki.
Liwia napisał/a:

Ja już nie mam zdolności kochania kogoś. Gdy mija zauroczenie, mija wszystko. Nie potrafię się z nikim żyć. Szukam odpowiedzi na to co się ze mną stało. Myślę, że nie nadaje się do bycia z kimś. Nie umiem dać drugiej stronie tego czego by oczekiwała. Mam wygórowane wymagania być może. Chcę mieć wspólne tematy, jakiekolwiek zainteresowania a nie monotonne życie.
Rozwód i poprzednie życie pozmieniało wszystko. Pogmatwało w mojej głowie i sercu maksymalnie.

Liwia, nie jesteś sama, czytając Twoje słowa pomyślałam sobie "Witaj w klubie".
Moje doświadczenia z mężczyznami tak na mnie wpłynęły, że myślę tak samo o sobie - tzn - że nie mam zdolności kochania kogoś, poza własnymi dziećmi. Nie potrafię się nawet zauroczyć. Przez to wiem, że nie potrafię dać drugiej stronie tego, czego by oczekiwała. Wiem to, bo próbowałam być z "normalnym" facetem w związku z rozsądku, był to mężczyzna poważny, odpowiedzialny, myślał nawet o ślubie ze mną, dużo ze mną rozmawiał za co bardzo go ceniłam, nie potrafiłam go jednak kochać tak jak umiałam kochać kiedyś, zanim stałam się taka, jaka jestem teraz.
A najbardziej opisuje moje uczucia piosenka Skubasa "Nie ma we mnie miłości" - nie ma we mnie miłości, bo ktoś kto kiedyś był w moim życiu odchodząc zabrał ją ze sobą. Wypaliłam się. Kiedyś gdzieś czytałam, że ponoć człowiek zakochuje się na poważnie tylko3 czy  4 razy w życiu, jeśli to prawda, ja wyczerpałam swój limit.
Reasumując, mam tak jak Ty i nie uważam się za dziwoląga. Do życia starcza mi to co mam, moja mała rodzina (czyli dzieci, rodzice, brat), dom, praca, kilka koleżanek, codzienny kontakt z ludźmi w pracy. Kiedyś uważałam, że nie potrafię funkcjonować bez mężczyzny, po czasie przekonałam się, że mężczyzna tylko mi przeszkadza w codziennym życiu. Mało jest takich jednostek, ale jednak są.

84

Odp: Rozważania rozwódki.

Ja mam pytanie do Symbii.. Co to znaczy "normalny facet"??? Sugerujesz, że Twój eks (ten, którego kochałaś) był 'nie do końca normalny'? wink A jeśli tak to w jakim sensie?

Chciałabym Cię lepiej zrozumieć, bo przyznaję, że sugerowanie jakoby "normalny" facet nie nadawał się do pokochania mnie dziwi..

85 Ostatnio edytowany przez Symbi (2016-02-07 16:22:43)

Odp: Rozważania rozwódki.

Elle
Pisząc "normalny" miałam na myśli mężczyznę, który nie unikał rozmawiania o problemach. Który mi otwarcie i szczerze prosto w oczy mówił, jakie ma oczekiwania względem mnie jako kobiety swojego życia i nawet potrafił powiedzieć, że tego czy tamtego zachowania ma za mało albo za dużo. Który sam z siebie wiedział, że w seksie oczywiste jest zadowolenie kobiety i używanie prezerwatyw nie tylko jako środków antykoncepcyjnych, ale zapobieganie przenoszeniu chorób. Który normalnie pracował, dzielił się ze mną kosztami wspólnego życia, a jednocześnie miał swoją życiową pasję. Który nie spędzał wolnego czasu z piwem przed telewizorem. Który wspierał mnie po próbie samobójczej i nie wstydził się odwiedzać mnie w szpitalu psychiatrycznym. Który doceniał fakt, że mu gotuję, piorę, nawet pomagał w porządkach. Oczywiste jest to, że nie pił, nie palił, nie uzywał narkotyków, oraz co ważne dla mnie - w przeciwieństwie do mojego eksmęża nie uważał, że kłamstwo jest słusznym środkiem do osiągnięcia spokojnego życia. Przedtem się z tym nie spotkalam, kiedy z moim jeszcze-wtedy-mężem wylądowałam na terapii małżeńskiej usłyszałam diagnozę, że mamy różne charaktery i bariery komunikacyjne, po prostu on mówił jedno, ja słyszałam drugie i odwrotnie, więc związek nie układał się prawidłowo. Eksmąż nie chciał pracować nad pokonaniem barier komunikacyjnych, a przy tym drugim facecie okazało się, że jednak potrafię usłyszeć prawidłowo drugą stronę. Druga strona potrafiła też zrozumieć moje komunikaty, werbalne i niewerbalne. Nie umiałam jednak spełnić oczekiwań tego kolejnego mężczyzny, jakim była miłość, więc po kolejnej spokojnej rozmowie rozstaliśmy się. W zasadzie gdybym na tego drugiego mężczyznę trafiła jako nastolatka, pewnie do tej pory byłabym szczęśliwą mężatką, ale życie ułożyło mi sie tak że wreszcie po kilku latach szukania znalazłam szczęście (lecz nie euforię) w byciu samej. Może kiedyś się jeszcze zakocham, na razie tyle wiem o sobie, że nie potrafię być z kimś z rozsądku z samego lęku przed samotnością.
Jakby coś było jeszcze niezrozumiałe, to smiało pytaj.

86

Odp: Rozważania rozwódki.

Symbi, Dziękuję za szerszy wgląd w sprawę smile Tak jak się domyślałam, to nie "normalność" tamtego mężczyzny była powodem, dla którego nie mogłaś się w nim zakochać - tzn. nie było to jego wadą wink, ale jednocześnie było "wadą" w sensie Twoich głęboko zakorzenionych i jeszcze być może nie przepracowanych potrzeb z poziomu podświadomości, które spełniał poprzedni dysfunkcyjny partner.
Podświadomość można inaczej rozumieć jako 'połączenia neuronowe' w mózgu, które tworzymy przebywając w środowisku dysfunkcyjnym przez długi czas - czy w jakimkolwiek środowisku charakteryzującym się intensywnością emocji. Na tej samej zasadzie działa uzależnienie i zakochanie, wszelkiego typu obsesje itp. - wytwarzane są połączenia neuronowe, akcja/bodziec -> emocje, na tej podstawie powstaje wzorzec, który stanowi swego rodzaju punkt odniesienia, kotwicę dla naszego mózgu, a od rodzaju tych wzorców zależy sposób i jakość komunikacji.

Tak jak niekorzystne wzorce w podświadomości, tak 'szlaki neuronowe' można na drodze (duuużej) pracy nad sobą zmieniać. Wszystko zależy od tego na ile w nas woli zmian wink

87

Odp: Rozważania rozwódki.

Pewnie prawdziwe jest to co piszesz. W każdym razie ja wybrałam tak jak wybrałam. Faktem jest, że eksmąż zapewniał mi emocjonalną jazdę bez trzymanki, do której po czasie się przyzwyczaiłam i uważałam za coś normalnego, pewnie sama z biegiem czasu wskutek jego toksycznych zachowań sama stałam się toksyczna. Teraz moje życie stało się zdrowsze, przede wszystkim ja jestem stabilniejsza emocjonalnie, wraz z odejściem eksmęża brakło czynnika, który wytrącał mnie z równowagi. Może mam zakodowane niewłaściwe połączenia nieuronowe, ponieważ po odejściu eksmęża spotykałam się też z kimś, kto zapewniał mi nie mniejsze jazdy emocjonalne. Potem dopiero spotkałam tego normalnego faceta, którego nie umiałam pokochać.
Zrobił się z tego off topic.
Ale chciałabym przekazać, że można żyć samemu w równowadze. Że szczęścia trzeba szukać w sobie, a nie w drugiej osobie. A miłość? Życie jest taką niewiadomą, że może i miłość kiedyś jeszcze przyjdzie.  Ja na razie wolę swoje życie takim, jakim jest teraz.

88

Odp: Rozważania rozwódki.

Wszystko zgoda co napisałaś, tylko mnie chodziło o to, że "Samo" się nie zrobi i nawet jak długo będziesz sama, to bez pracy nad sobą te 'połączenia neuronowe' są dalej aktywne. W momencie kiedy spotkasz faceta w typie eks one "odżyją" wink Pytanie czy o taki związek Ci chodzi. Podświadomie pragniesz go, ale czy go POTRZEBUJESZ do szczęścia,, to dwie różne sprawy smile

89

Odp: Rozważania rozwódki.

Ależ Elle, z całym poszanowaniem, skąd możesz wiedzieć, czy ja podświadomie chcę związku czy nie? Przecież nie siedzisz w mojej głowie. A zgodnie z teorią programowania podświadomości, podświadomość realizuje to co jej narzuca świadomość, moja świadomość wybiera życie bez mężczyzny.

90

Odp: Rozważania rozwódki.

Nie zrozumiałyśmy się. smile

JA nie napisałam ani nie sugerowałam, że Ty chcesz teraz związku. Napisałam, że GDYBYŚ chciała, to ze 'starymi' połączeniami neuronowymi, które łakną jak narkotyk toksycznych zachowań (w typie exa), istnieje duże prawdopodobieństwo, że będziesz reagowała pozytywnie (Zakochaniem) na ten sam typ faceta.

91

Odp: Rozważania rozwódki.

Droga Liwio pisze do Ciebie kobieta, która po rozwodzie jest już 5 lat! Mało tego, pisze do Ciebie kobieta, która jest trzy miesiące po rozstaniu i cierpi bezgranicznie. Z doświadczenia wiem, że ból może minąć tylko wtedy, kiedy mu na to pozwolimy. Banał, wiem o tym. Wydaje mi się, że błędem, który popełniasz jest rozpamiętywanie. U mnie sytuacja jest taka, że serce krwawi, bo jestem po rozstaniu dopiero 3 m-ce, a wcześniej przeżyłam jeszcze rozwód. To co mi teraz pomaga, to totalne zaprzestanie analizowania. Nie chcę myśleć o moim byłym, bo nie chcę cierpieć. dla mnie ogromnym sukcesem jest to, że potrafię pomyśleć o sobie. Nie w głowie mi teraz żadne związki.
Moja rada jest taka abyś zgromadziła w sobie wszystkie, ale to wszystkie pokłady energii i przestała o nim myśleć. Pamiętasz jak byłaś małą dziewczynką? Założę się, że często czułaś się bardzo szczęśliwa. Mam wrażenie, że brakuje ci miłości własnej. Wiem, wiem, to najtrudniejsza rzecz na świecie i często mam wrażenie, że brak miłości własnej jest właśnie konsekwencją wchodzenia w dorosłość. Dzieci są przecież takie szczęśliwe.
Warto zapomnieć o byłym choć będzie ci bardzo ciężko. Nie jest ważne aby zmieniać siebie na siłę , bo ciągle wmawia się nam kobietom jakie mamy być. A może tak zakochać się w sobie? Czy wiesz, że od momentu, kiedy się rozstałam miałam kilka takich przebłysków, że owszem czuję miłość i to w dodatku do samej siebie? Do tej niedoskonałej, depresyjnej, marnej istoty? smile W takich chwilach znika pustka całego świata. I choć na razie takich chwil doświadczyłam jak na lekarstwo, to i tak pokazały mi one, że poczułam się znów jak mała dziewczynka, która kocha życie.

92

Odp: Rozważania rozwódki.
Liwia napisał/a:

SłodkoMi - nie jest łatwo, jednak myślałam, że ten etap mam już za sobą. Ta pustka dopadła mnie kilka tygodni temu, trzyma do dziś dnia. Już wszystko było dobrze ze mną, bynajmniej miałam taką nadzieję. Mam wrażenie, że zaczęło się gdy on wrócił do kraju, jak zaczął drążyć temat na nowo.
Anhedonio-  ja walczę sama ze sobą - bo z jednej strony wierzę w co mówi, pisze, a z drugiej wiem, że to co było już nie wróci, chociażbym z całych sił się starała nie będę mu wierzyć, nie będę ufać. Jakże zamiast tej pustki chciałabym obojętność. sad

Święte słowa.

Sms z życzeniami z okazji urodzin - depresja.
Spotkanie byłego przypadkiem gdzieś w supermarkecie - depresja.
Przeglądanie starych zdjęć- depresja.
Sen o nim - depresja.
Wspomnienie dziecka o nim - depresja.

Mój terapeuta powiedział mi, że ww. sytuacje to tzw. "wyzwalacze", czyli bodźce, które przypominają o bólu. Jeżeli tylko powiąże się wpływ tych sytuacji na swoje ogólne samopoczucie, to bardzo łatwo powrócić do stanu równowagi.

93

Odp: Rozważania rozwódki.
Elle88 napisał/a:

Nie zrozumiałyśmy się. smile

JA nie napisałam ani nie sugerowałam, że Ty chcesz teraz związku. Napisałam, że GDYBYŚ chciała, to ze 'starymi' połączeniami neuronowymi, które łakną jak narkotyk toksycznych zachowań (w typie exa), istnieje duże prawdopodobieństwo, że będziesz reagowała pozytywnie (Zakochaniem) na ten sam typ faceta.

smile Jednym słowem pociągają mnie badboye wink Te neurony plus kilka innych ważnych dla mnie czynników sprawiają, że wolę być sama. Tak też da się życ smile

94

Odp: Rozważania rozwódki.
Symbi napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Nie zrozumiałyśmy się. smile

JA nie napisałam ani nie sugerowałam, że Ty chcesz teraz związku. Napisałam, że GDYBYŚ chciała, to ze 'starymi' połączeniami neuronowymi, które łakną jak narkotyk toksycznych zachowań (w typie exa), istnieje duże prawdopodobieństwo, że będziesz reagowała pozytywnie (Zakochaniem) na ten sam typ faceta.

smile Jednym słowem pociągają mnie badboye wink Te neurony plus kilka innych ważnych dla mnie czynników sprawiają, że wolę być sama. Tak też da się życ smile

Znam przykład faceta, który rozstał się z wielką miłością i był sam przez 6 lat. Podobno w tym czasie nie utrzymywał także więzi seksualnych. Teraz jest w związku od 10 lat (niestety na odległość). Twierdzi że jest szczęśliwy. Co do tych badboyow, to wydaje mi się że to nie jest tak do końca. Niektóre kobiety w ogóle nie znają normalnego faceta i twierdzą, że to z nimi coś jest nie tak. Ciekawa jestem Symbi czy spławiłabyś faceta, który dałby ci poczucie bezpieczeństwa, z którym miałabyś podobne wartości, zainteresowania, cele. Myślę, że trudno byłoby Ci takiego wypuścić ze swoich rąk smile Mój terapeuta powiedział mi, że kobiety często dramatyzują, że mają pecha do facetów, a przecież to nie pech tylko ich wybór. Nie łatwo jest związać się po tak trudnych przejściach z facetem więc dmucha się na zimne, co nie znaczy że miłość nie może nas spotkać, bo ta przytrafia się nawet staruszkom smile

95

Odp: Rozważania rozwódki.

Widzę, wątek powoli staje sie moim wątkiem smile Dziewczyny, nie przekonujcie mnie, bo ani wy nie uwierzycie w moje argumenty, ani ja w wasze przekonywania, zresztą musiałabym wtedy podać fakty z mojego życia, które umożliwiłyby niepożądanym jednostkom na identyfikację mojej osoby; trzeba przyjąc po prostu do wiadomości, że są ludzie, może jest ich niewielu, którzy nie chcą być w związku i już. Jeśli spotka mnie miłość, taka z motylkami w brzuchu, to bardzo fajnie, ale na razie świadomie pozostaję przy swojej decyzji i swoim sposobie myślenia.

96

Odp: Rozważania rozwódki.

Z każdej z Waszych opinii, wypowiedzi wynoszę coś dla siebie. Cieszy mnie w sumie, że nie jestem sama w pewnych przemyśleniach i zachowaniach. Nic na siłę nie można zrobić, zmusić się do kogoś. Ostatnio przeczytałam mądre słowa "Nie zaczniesz kolejnego rozdziału, jeżeli w kółko będziesz czytać poprzedni" - to tak pod wpis oby_do_przodu.

97

Odp: Rozważania rozwódki.

Wydaje mi się, że miłości nie można się ot tak po prostu oduczyć, bo przecież miłość to nie tylko uczucie pomiędzy kobietą i mężczyzną. Mamy przecież dzieci, krewnych, których możemy kochać. Kochamy kiedy dajemy pieniążek żebrakowi, kiedy karmimy bezdomne koty, przytulamy przyjaciółkę, która płacze, pomagamy osobie w potrzebie. To wszystko nazywam miłością. Większość kobiet na tym forum, sugerując się ich wypowiedziami, wykazuje duży wskaźnik empatii, która według mnie ściśle powiązana jest z miłością. Dlatego proszę nie wmawiajcie sobie, że nie potraficie kochać, bo to nieprawda. Nie można utożsamiać miłości tylko i wyłącznie w aspektach damsko-męskich. Droga Liwio, snując wizje o wspólnej przyszłości z mężem zupełnie omija Cię teraźniejszość. Jeśli rzeczywiście pisane jest wam być razem, to będziecie ze sobą, ale na dzień dzisiejszy nie jesteście i tego trzymać się trzeba. Każda rana kiedyś się zagoi i wtedy staniesz na nogi. I błagam, nie pisz, że nie potrafisz kochać.

98

Odp: Rozważania rozwódki.

Dobry wieczor,
Juz kolejny raz przegladam wpisy w tym watku i tym razem postanowilam sie przywitac.
Za mam nadzieje niedlugo rowniez bede rozwodka ale juz teraz mysle o tym co bedzie dalej, zastanawiam sie jak bedzie wygladac moje zycie po rozwodzie... troszke wyzej jest post, w ktorym Symbii opisywala jak wg niej wyglada normalny facet. Moj jest wlasnie jego przeciwienstwem, brak rozmowy, wspolnych zainteresowan, wieczory spedzane z piwem przed TV itp., itd.... z drugiej strony jesli nie bije, daje pieniadze i nie zdradza to moze we mnie jest problem, moze ja szukam kwadratowych jaj i powinnam tkwic w tym malzenstwie pocieszajac sie tym, ze inni maja gorzej. Wybaczcie moje rozterki ale jestem coraz bardziej rozbita i meczy mnie coraz bardziej ta cala sytuacja. Kolejny wieczor (od kilku miesiecy) spedzamy w osobnych pokojach bez slowa, bo przeciez moj pan nigdy pierwszy reki nie wyciaga.

99

Odp: Rozważania rozwódki.
jaszka87 napisał/a:

Dobry wieczor,
Juz kolejny raz przegladam wpisy w tym watku i tym razem postanowilam sie przywitac.
Za mam nadzieje niedlugo rowniez bede rozwodka ale juz teraz mysle o tym co bedzie dalej, zastanawiam sie jak bedzie wygladac moje zycie po rozwodzie... troszke wyzej jest post, w ktorym Symbii opisywala jak wg niej wyglada normalny facet. Moj jest wlasnie jego przeciwienstwem, brak rozmowy, wspolnych zainteresowan, wieczory spedzane z piwem przed TV itp., itd.... z drugiej strony jesli nie bije, daje pieniadze i nie zdradza to moze we mnie jest problem, moze ja szukam kwadratowych jaj i powinnam tkwic w tym malzenstwie pocieszajac sie tym, ze inni maja gorzej. Wybaczcie moje rozterki ale jestem coraz bardziej rozbita i meczy mnie coraz bardziej ta cala sytuacja. Kolejny wieczor (od kilku miesiecy) spedzamy w osobnych pokojach bez slowa, bo przeciez moj pan nigdy pierwszy reki nie wyciaga.

jaszka87, czy próbowałaś z nim porozmawiać o tym?

100

Odp: Rozważania rozwódki.

Wiesz, kazdy kto zna moja sytuacje mnie o to pyta - to oczywiste w koncu szczera rozmowa jest kluczowa w takich kwestiach ale on nie uznaje rozmow na te"wazne" tematy. Kiedy do niego mowie spokojnie prosi bysmy o tym nie rozmawiali, kiedy krzycze to wychodzi z pokoju. Mysle, ze takie zachowanie wyniosl z domu, ciche dni trwajace tygodniami a nawet miesiacami funkcjonuja do dzis w jego rodzinnym domu. Ja nie umiem tak zyc, potrzebuje rozmowy, wsparcia, zauwazenia... postawilam sie w koncu i nie wyciagnelam do niego dloni jak to bylo zawsze do tej pory i tak jest od 5 miesiecy. Ostrzegalam go, ze sie z nim rozwiode, traktowalam to bardziej jako krzyk z mojej strony, zmuszenie go do tego, by przemowil ale to na nic. Zlozylam pozew rozwodowy i tak strasznie sie boje jak to bedzie dalej... wiem, ze sama rowniez przyczynilam sie do rozpadu naszego malzenstwa. Jestem uparta i nerwowa ale zawsze umialam go przeprosic za swoje zachowanie, zawsze szukalam kontaktu z nim jednak bezskutecznie.

101

Odp: Rozważania rozwódki.
jaszka87 napisał/a:

Wiesz, kazdy kto zna moja sytuacje mnie o to pyta - to oczywiste w koncu szczera rozmowa jest kluczowa w takich kwestiach ale on nie uznaje rozmow na te"wazne" tematy. Kiedy do niego mowie spokojnie prosi bysmy o tym nie rozmawiali, kiedy krzycze to wychodzi z pokoju. Mysle, ze takie zachowanie wyniosl z domu, ciche dni trwajace tygodniami a nawet miesiacami funkcjonuja do dzis w jego rodzinnym domu. Ja nie umiem tak zyc, potrzebuje rozmowy, wsparcia, zauwazenia... postawilam sie w koncu i nie wyciagnelam do niego dloni jak to bylo zawsze do tej pory i tak jest od 5 miesiecy. Ostrzegalam go, ze sie z nim rozwiode, traktowalam to bardziej jako krzyk z mojej strony, zmuszenie go do tego, by przemowil ale to na nic. Zlozylam pozew rozwodowy i tak strasznie sie boje jak to bedzie dalej... wiem, ze sama rowniez przyczynilam sie do rozpadu naszego malzenstwa. Jestem uparta i nerwowa ale zawsze umialam go przeprosic za swoje zachowanie, zawsze szukalam kontaktu z nim jednak bezskutecznie.

Byłam w podobnej sytuacji - tyle tylko, że to eks był wybuchowy, a ja przez to zupełnie zamykałam się w sobie i nie potrafiłam wypowiedzieć słowa. Kiedy ja byłam gotowa na rozmowę, to on najczęściej mówił "nie dziś". Przykre, ale prawdziwe. Mój eks wychowywany był w domu, w którym pomiędzy rodzicami panowały bardzo złe relacje. Ojciec podobno pił, ale ja go poznałam jako człowieka bardzo spokojnego. Mama eks natomiast przedstawiła mi się jako osoba raczej nerwowa. W domu zawsze więcej do powiedzenia miała mama.
Droga jaszka87 tutaj mogłaby pomóc terapia małżeńska. Jeśli mąż nie będzie chciał, idź sama. Pod wpływem Twojej zmiany może zmienić się on.

102

Odp: Rozważania rozwódki.

Wysmial mnie kiedy zaproponowalam mu terapie. On tez jest bardzo nerwowy, bardziej ode mnie. Roznica polega na tym, ze on trzyma zlosc w sobie i jak juz nke moze wytrzymac to sie wscieka i wyladowuje, ja z kolei od razu pyskuje i mowie co mysle. Totalnie sie zle dobralismy.
Ja juz podjelam decyzje tylko czytam o Waszych doswiadczeniach i przemysleniach, zeby jakos sie na to wszystko przygotowac.
Ty jestes teraz sama? Jak sobie dajesz rade?

103

Odp: Rozważania rozwódki.

Jestem sama od prawie 4 m-cy. To był chyba najtrudniejszy czas w moim życiu. Prawdziwa żałoba po stracie. Codziennie jak wracałam do domu po pracy to płakałam. Miałam tyle szczęścia, że mogłam liczyć na wsparcie mojej mamy (mieszkam z rodzicami od czasu rozwodu z mężem). Nie da się opisać tego czym jest żałoba po związku, ale... od pewnego czasu wykonuję ćwiczenia oddechowe relaksacyjne, poza tym jestem po kilkumiesięcznej terapii i biorę antydepresanty. Zaskoczę cię jak Ci napiszę, że poradziłam sobie? O tak! Raz jest lepiej, a raz gorzej. Zupełnie nie myślę o nowym związku nie dlatego, że mam awersję do mężczyzn, ale dlatego że nie jestem gotowa. Staram się dbać o siebie i synka. To bardzo mi pomaga. Kiedy przychodzą czarne myśli wychodzę do ludzi. Dla mnie to najlepsze lekarstwo. Co najważniejsze, nie piszę do byłego, nie oglądam zdjęć, przestałam analizować co zrobiłam źle. Nikt nie jest doskonały. Wszyscy popełniamy błędy. nie ma sensu licytować się kto jest bardziej winny a kto mniej.
Na pewno sobie poradzisz cokolwiek się nie stanie. Jest jeszcze jedna możliwość. Być może Twój mąż nie bierze sobie Twoich słów na serio i tak naprawdę kocha Ciebie? Zostaje jeszcze możliwość taka jak wcześniej napisałam. Jak sama podejmiesz terapię, to może zmienić się również on.

104 Ostatnio edytowany przez Bellatrix (2016-02-21 04:43:30)

Odp: Rozważania rozwódki.
oby_do_produ napisał/a:

Wszyscy popełniamy błędy. nie ma sensu licytować się kto jest bardziej winny a kto mniej
.

Rozliczenie własnych błędów moim zdaniem ma sens... Nie popełnisz przynajmniej tych samych w przyszłości.
Błędy, które popełniamy w naszych związkach, wynikają głównie z tego, jak zostałyśmy/zostaliśmy wychowani. Są to kwestie nam niejako wrodzone, więc naprawdę potrzeba wyjątkowej umiejętności panowania nad tym, co się mówi i robi, żeby tego uniknąć.

105

Odp: Rozważania rozwódki.

Jaszka, każdy związek jest indywidualny. Każda osoba go tworząca także. Jednak warto próbować ratować małżeństwo. Ja z perspektywy czasu - nie żałuję, mimo, że mi się uratować nie udało. Mam sumienie spokojne i poczucie, że zrobiłam wiele. Musisz wiedzieć czy kochasz męża, czy on kocha Ciebie. Nie jest łatwe życie po rozwodzie, niektórzy myślą,że wtedy człowiek beztrosko sobie żyje. Nie, nie jest tak. To już inne życie.

Bellatrix, zgadzam się z Tobą. Po latach, analizując wszystko od początku też do tego doszłam. Mam chwilami pretensje do rodziców sama przed sobą, ale nie będę im tego "wypominać", bo po co. Kończąc trzydziestkę, będąc potem po rozwodzie wszystko przeanalizowałam. Były mąż inaczej postępował, ja wiele do własnego małżeństwa wniosłam z własnego, rodzinnego domu.

106

Odp: Rozważania rozwódki.
Bellatrix napisał/a:
oby_do_produ napisał/a:

Wszyscy popełniamy błędy. nie ma sensu licytować się kto jest bardziej winny a kto mniej
.

Rozliczenie własnych błędów moim zdaniem ma sens... Nie popełnisz przynajmniej tych samych w przyszłości.
Błędy, które popełniamy w naszych związkach, wynikają głównie z tego, jak zostałyśmy/zostaliśmy wychowani. Są to kwestie nam niejako wrodzone, więc naprawdę potrzeba wyjątkowej umiejętności panowania nad tym, co się mówi i robi, żeby tego uniknąć.

Można rozliczać własne błędy, ale na zasadzie: zawiniłam, zrozumiałam, zapomniałam. Kobiety, które piszą na tym forum to najczęściej masochistki emocjonalne, które rozpamiętują każde słowo, gest, czyn, które oceniły jako niestosowne. Kobietom na tym forum nie można dokopywać. Zdrowa kobieta jak popełni błąd zrozumie, ale nie będzie się potem samobiczowała nadmierną krytyką względem własnej osoby. Chora kobieta będzie analizowała (nawet latami). Czytając watki na tym forum mam wrażenie, że większość kobiet ma zaniżone poczucie własnej wartości i od tego chyba należałoby zacząć - od budowania poczucia własnej wartości.

107

Odp: Rozważania rozwódki.

Oby_do_przodu....doskonałe spostrzeżenia.

108

Odp: Rozważania rozwódki.
Liwia napisał/a:

Oby_do_przodu....doskonałe spostrzeżenia.

Dziękuję Liwio, ale aby dojść do tego potrzebowałam odbyć solidną terapię i leczenie farmakologiczne (do dziś biorę leki). Każdej z Nas może się udać. Wszystko zależy od Nas.

109

Odp: Rozważania rozwódki.

Nie wierzę w to, że po rozwodzie można na nowo stworzyć nowy, dobry związek! Być może są nieliczne przypadki, ja takowych nie znam. Sama próbowałam. Nie udało się. Nie uda się. Tamto życie przeszło. Więcej nie będzie.

110

Odp: Rozważania rozwódki.
oby_do_produ napisał/a:
Bellatrix napisał/a:
oby_do_produ napisał/a:

Wszyscy popełniamy błędy. nie ma sensu licytować się kto jest bardziej winny a kto mniej
.

Rozliczenie własnych błędów moim zdaniem ma sens... Nie popełnisz przynajmniej tych samych w przyszłości.
Błędy, które popełniamy w naszych związkach, wynikają głównie z tego, jak zostałyśmy/zostaliśmy wychowani. Są to kwestie nam niejako wrodzone, więc naprawdę potrzeba wyjątkowej umiejętności panowania nad tym, co się mówi i robi, żeby tego uniknąć.

Można rozliczać własne błędy, ale na zasadzie: zawiniłam, zrozumiałam, zapomniałam. Kobiety, które piszą na tym forum to najczęściej masochistki emocjonalne, które rozpamiętują każde słowo, gest, czyn, które oceniły jako niestosowne. Kobietom na tym forum nie można dokopywać. Zdrowa kobieta jak popełni błąd zrozumie, ale nie będzie się potem samobiczowała nadmierną krytyką względem własnej osoby. Chora kobieta będzie analizowała (nawet latami). Czytając watki na tym forum mam wrażenie, że większość kobiet ma zaniżone poczucie własnej wartości i od tego chyba należałoby zacząć - od budowania poczucia własnej wartości.

Masz rację. Też tak uważam.
Poczucie własnej wartości i szacunek do samej siebie. Ale ten prawdziwy, nie przeczulenie na własnym punkcie - to jest moim zdaniem klucz do sukcesu w każdej dziedzinie życia, nie tylko w kwestii relacji partnerskich.

111

Odp: Rozważania rozwódki.

Liwia nie napawa optymizmem to co napisałaś. Nie daje nadziei, ze kobiety rozwiedzione mają jeszcze szanse na związek. Zawsze sadziłam, że takie związki stworzone w późniejszym okresie życia: nie jako smarkule dwudziestoparoletnie, a jako dojrzałe kobiety, są związkami bardziej wyważonymi, stabilnymi i opierającymi się nie tylko na motylach w brzuchu. Że ta wiedza, którą nabywa się o drugiej płci pomaga nie popełniać błędów młodości.

jaszka87 czy ty jeszcze kochasz męża?
Smutne jest to, że twój mąż ignoruje ciebie i to co czujesz. Zwłaszcza, że mu komunikujesz to co ci nie pasuje, co chciałabyś zmienić.

112

Odp: Rozważania rozwódki.

Aniaa, tak masz rację. Nie pocieszam swoim podejściem. Mam koleżanki po rozwodach, żadna z nich nie stworzyła dobrych relacji.
Próbowałam coś stworzyć. Wydaje mi się, że moje wcześniejsze doświadczenia życiowe spowodowały, że mam za duże wymagania, nie dam sobie w kaszę dmuchać i nie pozwalam sobie na taką szczerość "do bólu" jak w małżeństwie.

113

Odp: Rozważania rozwódki.

Liwia ale czy to znaczy, że lepiej żyć w nieudanym małżeństwie niż odejść i żyć samemu? Że wszystkie zdrady, pijani mężowie, mężowie kłamcy to wciąż lepsza perspektywa niż bycie samej?

114

Odp: Rozważania rozwódki.

zapomniałaś o Miłości Liwio?
Otwórz jej światło w sobie, bo żyjesz w mroku szablonów i z góry wymyślonych scenariuszy do zrelizowania sztywno i wg zasad. I wymagań.
Nie duś jej.

115

Odp: Rozważania rozwódki.

Aniaa, nie. Absolutnie mówię NIE! Życie samej nie jest łatwe, ale lepsze niż życie w kłamstwie, zdradach, alkoholu i innych. Decyzja o rozwodzie, o rozstaniu nie jest łatwa, bo znów na całe życie jak kiedyś przysięga małżeńska. Spokój psychiczny w życiu nie ma ceny.

Okruszynko, chciałabym kochać znów. Tak normalnie, zwyczajnie. Nie wiem czy już potrafię. Czuję czasem tak, jakbym wszystko co mogła dała już kiedyś mężowi.

116

Odp: Rozważania rozwódki.

Liwio... Miłość się nie kończy. Ona jest nieskończona. Mieszka w Tobie. Tylko Ty ją dusisz. Tak mi się wydaje, że ją dusisz. Moim skromnym zdaniem.
pozdrawiam:)

117

Odp: Rozważania rozwódki.

Nie mam pojęcia. Mam wrażenie, że wszystko co mogłam już komuś dałam.

118

Odp: Rozważania rozwódki.

Rampampam, jestem podobnego zdania. Jeśli mieszka się w niewielkich miejscowościach tym bardziej ludzie przyklejają łatki. Jednak nigdy nie biorą tego pod uwagę, że każdemu może przytrafić się podobna historia.

119

Odp: Rozważania rozwódki.
rampampam napisał/a:
Liwia napisał/a:

Rampampam, jestem podobnego zdania. Jeśli mieszka się w niewielkich miejscowościach tym bardziej ludzie przyklejają łatki. Jednak nigdy nie biorą tego pod uwagę, że każdemu może przytrafić się podobna historia.

Dokładnie tak.
Zazwyczaj też najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy absolutnie nic takiego nie przeżyli...

Zgadza się! Niektórzy z nich nawet u dalekich kuzynów rozwodu nie mieli, tak więc co mogą wiedzieć?!

120

Odp: Rozważania rozwódki.

Nie zaczynam nowego tematu...bo temat jest wciąż ten sam smile wink
Witam "stare" bywalczynie i "nowe" również...

Muszę napisać, bo się z tym uduszę....

Rozwódka, kochająca za bardzo, ......

Życie po rozwodzie jest zupełnie inne. Tyle lat minęło....
Sama muszę ze wszystkim sobie radzić. Były mąż ma w sumie w nosie co dzieje się u jego dorastającego dziecka. Odzywa się jedynie, gdy przeżywa kryzys z koleją z pań. Wówczas i mi wypomina, że małżeństwo rozpadło się oczywiście przeze mnie. Tak naprawdę nie obchodzi mnie co tam sobie myśli. Przyzwyczaiłam się do ciągłego zwalania odpowiedzialności na mnie. Na szczęście miłość do byłego męża umarła śmiercią naturalną. Czas i zachowania byłego całkowicie wykreśliła moje myśli o nim. Czasami jedynie wspomnienia wracają, ale już bez sentymentów. Jedyna rzecz jaka w głowie mi została to poczucie straconych lat i tego, że rozwód spowodował, że jedno z moich marzeń o posiadaniu normalnej rodziny legł w gruzach.
Rozwód nauczył mnie samodzielności, chyba aż za dużej. Wszystko robię sama, rzadko prosząc o czyjąkolwiek pomoc. Niestety, rozwód przynosi mi też megaaa dużo własnych rozterek o przyszłości. Wiele razy ryczeć mi się chce, gdy myślę o finansach. O tym, że nie dam rady jak zostanę w tej wielkiej chacie sama, jak dziecko wykształcę, jak opłacę rachunki, za co kupię inne auto...., że umrę i nie zdążę wychować i usamodzielnić córki....

Owszem...po byłym mężu był w moim życiu facet...miał kasę, wykształcenia nie...Nie przykładałam nigdy do tego wielkiej wagi, ale co niektórzy mając więcej niż przeciętny są dziwni. Pieniądz rządzi życiem i nie tylko. Zakończyłam to nie chcąc być "podawaczką, praczką, sprzątaczką, gotowaczką" itp., a wspólnych tematów tyle co nic. Mogłam jego zdaniem z własnej pracy zrezygnować,bo by mnie utrzymywał.....(o matko kochana, nieee).
Teraz, od ponad roku jestem z kimś. Wydawać by się mogło, że więź jest bardzo bliska. Tylko, że on pół życia był kawalerem. Epizod małżeństwa + małe dziecko (3 lata), rozwód. Niestety, nie jest to człowiek zbyt dojrzały. Pracuje, po za tym nie robi nic. Długo prowadził życie wolnego strzela. Nie rozumie pewnych moich problemów, bo zwyczajnie nigdy ich nie doświadczył. Jest dobrym człowiekiem, ale leniwym...Mam wrażenie, że kiedyś znudzi się związkiem, problemami życiowymi itd. Chciałby mieć ze mną dziecko. A ja matka...gimnazjalistki, doświadczona życiem chcę mieć pewność. Pewność w zasadzie na wszystko. To kolejny mój problem...poznaję faceta, jestem z nim, jest miłość, seks (w miarę ok.), ale brak cierpliwości do związku...Czasem mam tak, że jak coś się nie podoba to nie. Nie chce mi się walczyć, naprowadzać, tłumaczyć...Po dłuższym poznaniu faceta...skrzydła mi opadają. Nie wiem z czego to wynika. Czyżby z tego, że nauczyłam się żyć sama?! Czy, że to nie facet dla mnie?! Czy , że mam zbyt wygórowane wymagania?!

Na razie tyle.......może jutro coś dopiszę....Trochę mi lepiej...wypisałam się....

Posty [ 66 do 120 z 120 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozważania rozwódki.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026