netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozważania rozwódki.

119 odpowiedzi41 087 wyświetleńzałożony przez Liwia, 14.12.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozważania rozwódki.

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 120 ]

1

Temat: Rozważania rozwódki.

Może taki temat tutaj jest, nie znalazłam go, więc piszę, może ktoś wyrazi swoje zdanie......

Jak wynika z tematu-jestem rozwódką. Od 8 miesięcy rozwódka, od 1,5 roku sama....
Obecnie moje życie jest...nijakie. Nie potrafię uporządkować własnych myśli. Mam pustkę w głowie i życiu. Pracuję, zajmuję się dzieckiem, rodzicami, sprzątam, robię wszystko co inne kobiety.... I tak mijają dni, tygodnie, a ja stoję w miejscu.  Mężczyźni-były kawy, spotkania, był jeden, który po paromiesięcznej fascynacji został "odprawiony" przeze mnie...
Nie potrafię się na dłużej zaangażować, zawsze znajdę coś co mi nie pasuje, nawet drobiazg. Nie chce mi się kompromisu, wymuszonego kompromisu, nie chce mi się przekonywać dziecka do "kolegi" mamy, które i tak przyzwyczaiło się do bycia tylko z mamą. Nie mam nawet chęci starania się, nic, zero.....
Mój były mąż po tym jak złożył pozew rozwodowy, dostał rozwód... uważa, że zrobił mi to na złość, że mnie kocha, że tęskni (pracuje za granicą)......a ja nic, jak wyłączona. Wydaje mi się, że kocham go, bo zawsze tak było, ale gdy włącza mi się rozsądek wiem-że i tak nic by już z tego nie wyszło. Mam chyba wpojony w głowie wyidealizowany obraz mężczyzny, którego chciałabym mieć, ale nie będę takiego miała. Bo ten wyidealizowany to postać mojego byłego, który i tak nigdy się nie zmieni....

Czy ktoś z Was miał podobnie? Czy kiedykolwiek po rozwodzie można się zakochać? Skąd ta pustka i przekonanie, że sama sobie poradzę i nie potrzebuję do tego żadnego faceta?

2

Odp: Rozważania rozwódki.

Rozwodu nie brałem a emocje odczuwam podobne do Twoich. Taka pustka bywa problematyczna. Niby życie toczy sie dalej, świat się nie zawalił a jednak sensu w tym wszystkim brak

3

Odp: Rozważania rozwódki.

No właśnie Michmo. Jak sobie z tym radzić? Bo ja ze wszystkim innym daje radę, ale ta pustka, to stagnacja nie jest dla mnie do przejścia od dłuższego czasu sad

4

Odp: Rozważania rozwódki.

Liwia nie wiem czy to co napisze w czymkolwiek Tobie pomoże...ale może jednak. Pamiętam dokładnie swoje oczekiwanie na sprawę rozwodową...praca, łóżko, nie odbieranie telefonów od znajomych...zburzył się cały mój poukładany świat...po rozwodzie poczułam jakiś taki wewnętrzny spokój, ale wiedziałam jedno już nigdy nikogo nie pokocham...dlaczego, żeby znowu nie czuć się zranioną...facetów kręciło się sporo, ponoć brzydka nie jestem wink ...zresztą pracowałam w branży stworzonej raczej dla mężczyzn niż kobiet...i wtedy pojawił się on mój obecny mąż...poznaliśmy się na portalu randkowym...nie był w moim typie...ale fajnie się nam rozmawiało...w końcu dałam się namówić na spotkanie...potem kolejne...i następne itd. W końcu zaproponował, żebyśmy ze sobą zamieszkali...pewnie Was zaskoczę...nie kochałam go...ale wtedy był mi najbliższą osobą i postanowiłam dać nam szanse...wtedy jeszcze kochałam ex...trudno wymazać wszystkie spędzone lata w sekundę...po roku zostaliśmy małżeństwem, urodził się nasz synek i jutro mija 6 rocznica naszego ślubu...z czasem pojawiło się uczucie, ale już inne...nie tak silne...takie kontrolowane...myślę, że gdzieś tam w środku strach przed bólem tworzy taka blokadę...i nawet jeśli kogoś poznasz Liwia to minie sporo czasu zanim poczujesz, ze jednak serduszko drgnęło, ale to będzie już zupełnie inna miłość...nie wiem może łatwiej mają osoby, które nie zostały zdradzone...

5 Ostatnio edytowany przez Liwia (2013-12-15 00:43:48)

Odp: Rozważania rozwódki.

Neeli, dajesz nadzieję na lepsze...Cieszę się, że Ci się udało smile
Ten facet z którym się widywałam nie był w moim typie, ale był normalny by się wydawało, tylko tak jak napisałaś-myśli na wodzy, wszystko pod kontrolą, jego małe potknięcie i spisałam wszystko na straty. Masz racje-nigdy kolejna miłość nie będzie taka jak poprzednia.
Dziś od dawna się popłakałam, coś we mnie pękło, sama nie wiem co.....przyczyną był były mąż.

6

Odp: Rozważania rozwódki.

Liwia po kilku latach...niestety tyle to trwa, nie będziesz czuła do niego kompletnie nic...najpierw kochamy...potem nienawidzimy...a potem pozostaje wielkie NIC

7

Odp: Rozważania rozwódki.

Neeli, ja chyba nie potrafię nienawidzić, może na chwilę. Ale obecnie mam czas -kocham chyba to co było i marzenia o tym, ale czy coś czuję do męża to nie wiem, cały czas ta pustka. Zdaję sobie sprawę, że czasu musi upłynąć dużo i to jest chwilami przerażające. Nic od dawna nie planuje, żyję tu i teraz.

Czasem wydaje mi się , że spokój burzył mi on-pisząc , dzwoniąc, przyjeżdżając i mówiąc, że żałuje. Sama na to chyba pozwoliłam. Ale dziś skończyłam z nim temat, bo nigdy nie pogodzę się z tym co zrobił.

8 Ostatnio edytowany przez SłodkoMi (2013-12-15 01:58:34)

Odp: Rozważania rozwódki.

Liwio,
Nikt nie składa pozwu komuś na złość, chyba, że chce zrobić krzywdę i poranić. Po rozwodzie nie jest wesoło, co ja piszę, jest bardzo źle.
Ja mogę tylko powiedzieć ze swojej perspektywy. Było bardzo źle. Byłam jak zombie. robiłam coś, bo dzieci, zwierzaki, dom. Do tego przeprowadzka. Funkcjonowałam mówiąc sobie, że coś w danym momencie trzeba ogarnąć. I nawet gdy kręciło się w głowie i brakowało tchu i sił szłam dalej, bo trzeba było coś zrobić, coś załatwić,ogarnąć się, bo dzieci, praca i obowiązki.
Pewnego dnia czas stanął, gdy ogarnęłam wszystko i wszystkich poza sobą. Ogarnęło mnie coś w rodzaju niemocy.
To trwało jakiś czas, ale jak widzisz: żyję, jestem i wiem, że dziś jest mi dobrze i dużo lepiej niż gdy tkwiłam w czymś co nie było związkiem, tylko jego udawaniem.
Czy mi dzisiaj brak kłamstw serwowanych od poranku do zaśnięcia? - Nie.
Czy mi brak nerwówki i myśli: czy jestem  gorsza?, starsza? i czy gdy śpi (choć mało spałam) nie dzwoni do niej? - Nie.
A co do randek, już byłam na kilku. Musze napisać, że nie były budujące, ale raczej mnie rozbawił tok myślenia i pewność w niektórych sytuacjach mężczyzn.
Powodzenia
Ps. Dzisiaj go nie nienawidzę, raczej patrzę na niego jak badacz na zjawisko UFO. smile

9

Odp: Rozważania rozwódki.
SłodkoMi napisał/a:

Liwio,
Nikt nie składa pozwu komuś na złość, chyba, że chce zrobić krzywdę i poranić. Po rozwodzie nie jest wesoło, co ja piszę, jest bardzo źle.
Ja mogę tylko powiedzieć ze swojej perspektywy. Było bardzo źle. Byłam jak zombie.

Nie zgadzam się... co do tego, że PO rozwodzie jest bardzo źle... jak komu wink Gdy to kobieta dąży do rozwodu jak do wyzwolenia, odczuwa zgoła inne emocje.
Rozwód jednak zawsze wydaje się porażką, chociażby z tytułu chybionego wyboru partnera życiowego. I nie ważne czy on był mistrzem kamuflażu czy samej się miało "różowe" okulary...
Myślę, że WARTO dać sobie czas na ZUPEŁNE zamknięcie przeszłości w sensie emocjonalnym. Ani nienawiść ani żadne płonne nadzieje czy mamienie - OBOJĘTNOŚĆ. Dopiero wówczas można COŚ nowego "otwierać". Bo wtedy "cień przeszłości" najmniej szkodzi. Ot informacje beznamiętne, jak te o sposobie spędzania wakacji czy przebiegu edukacji wink
Bez porównywania obecnie napotkanego człowieka do owego upiora z przeszłości... bo to nie może dobrze się skończyć wink co najwyżej stwierdzenie, że "oni wszyscy tacy (sami)"

10

Odp: Rozważania rozwódki.

SłodkoMi - nie jest łatwo, jednak myślałam, że ten etap mam już za sobą. Ta pustka dopadła mnie kilka tygodni temu, trzyma do dziś dnia. Już wszystko było dobrze ze mną, bynajmniej miałam taką nadzieję. Mam wrażenie, że zaczęło się gdy on wrócił do kraju, jak zaczął drążyć temat na nowo.
Anhedonio-  ja walczę sama ze sobą - bo z jednej strony wierzę w co mówi, pisze, a z drugiej wiem, że to co było już nie wróci, chociażbym z całych sił się starała nie będę mu wierzyć, nie będę ufać. Jakże zamiast tej pustki chciałabym obojętność. sad

11

Odp: Rozważania rozwódki.

Ja mam, Liwio, podobnie.
Wprawdzie jeszcze rozwodu nie mam, ale już niedługo dwa lata będzie jak jestem w separacji.

I czuję podobnie.
Trudno jest się właśnie odciąć, jeśli mąż nadal chce wrócić, nadal twierdzi, że kocha. Mimo że wyrządził tyle krzywdy.
Bo człowiek chcąc nie chcąc ma momenty, kiedy się łudzi... Tylko właśnie świadomość, że nie da się, po prostu nie da się już zaufać...
I tyle żalu. Przede mną zmiana miejsca zamieszkania. To spory stres. Teraz przeprowadzka, malowanie itp. wszystko na mojej głowie. Trochę mnie to przeraża, ale pomimo że ciągle mam możliwość by się rozmyślić, idę na przód.

Mam do niego ogromny żal, że rozwalił tę rodzinę, nie tylko mi, ale też naszemu dziecku. Tego nie da się wybaczyć.

A co do innych facetów...
Mam takie refleksje że często właśnie im się wydaje, że kobieta po przejściach to łatwy kąsek, taka trochę desperatka, która zrobi sporo, by znaleźć faceta. Nie chcę generalizować, bo nie wiem jak to jest w ogóle, ale ja właśnie tego nie mam. Oczywiście bardzo chciałabym ułożyć sobie życie, ale też właśnie bardzo (może za bardzo) przyglądam się kandydatowi, przewiduję wręcz, jak taka czy taka cecha może zaprocentować negatywnie we wspólnym życiu. To chyba lęk przed kolejną porażką. Nie chodzi przecież, by znaleźć chłopa i się męczyć... czy znów rozstać, chodzi o stworzenie szczęśliwego, trwałego związku.
smile

12

Odp: Rozważania rozwódki.

Kajkaka-rozumiem Cię. Póki co rozwodu nie masz, poniekąd żywisz się nadzieją, która może i tak do niczego nie prowadzić. Kiedy ja rozwodu nie miałam żyłam w zawieszeniu, ale nawet dobrze mi było...bo skończył się stres związany z postępowaniem męża. Gdy dostaliśmy rozwód, zakończyłam jakiś etap w życiu-przynajmniej tak mi się wydawało (choć w kościele nadal jesteśmy małżeństwem). Odcięłam się od byłego męża do momentu, gdy zaczął drążyć temat od nowa. Może to mnie właśnie dobija....Przecież nie znam nikogo kto wróciłby do faceta po rozwodzie, nie znam kogoś kto się zmienił i wiele poświęcił w imię miłości do drugiego....Więc szanse są praktycznie zerowe...więc koło się zamyka. Tylko jak z tego wyjść? Jak wyjść z tego braku uczuć.......

Co do innych facetów-masz rację, niektórzy myślą, że rozwódki to desperatki, głodne seksu, faceta, uczucia.....Niestety to osoby czujne, czujniejsze niż zwykle, chyba łatwiej wyczuwające zamiary faceta niż inne kobiety.

13

Odp: Rozważania rozwódki.

Wiec sobie poczytałem. Tak naprawdę to 80% winy rozpadu jest wasza a reszty to faceci. Oczywiście to tylko statystyka. Zdrada też nie powstaje z niczego, to wy zmuszacie nieświadomie do złych czynów, sporów itd.
Ale wracając do tematu, to rozwód to  nie jest nic przyjemnego dla obu stron. Tak się mocno kochali i tak bardzo się nienawidzą że pozabijaliby się jakby mogli. Ale trzeba wziąść pod uwagę:
Inny związek to ta sama orka. Tylko z innym partnerem. Co do podejścia was do mężczyzn po rozwodzie jest większości chłodna, doszukujecie się tych cech co wasi byli. A tak naprawdę ważne są kompromisy, dobry seks, i wiele różnych ważnych rzeczy i uczuć w związku.
Ale związek bez szacunku do samego siebie i do drugiej strony nie wyjdzie, zawsze się rozpadnie.
Musicie zauważyć jeszcze jedno, że człowiek się zmienia co 7 lat, a z wiekiem jest tych zmian coraz mniej.
Owszem po rozwodzie czlowiek przechodzi kilka etapów, od smutku, żalu, tęsknoty, samotności. Po odpowiednim czasie zaczyna poszukiwać tej swojej nowej partnerki czy partnera a tu się okazuje większy mur niż jak się było panienką czy kawalerem. Dlaczego, bo zaczynasz przyciągać podobne kobiety czy mężczyzn jak byli partnerzy. Bo masz to w myślach i twoja podświadomość nie dopuszcza innej osoby. Oczywiście to się w końcu zmienia i znajdujemy tą wymarzoną połówkę.

14

Odp: Rozważania rozwódki.

Paolo71 - nie będę rozpatrywać kto w jakim związku zawinił, bo mi to niepotrzebne. Związki są różne,wiem doskonale o tym. Bywa, że kobiety wiele winy mają, jednak nie sądzę, żebym ja była winna rozpadowi mojego małżeństwa w 80 %. Założyłam tu inne wątki, tematy pare lat temu,  dotyczące mojego związku i gdybyś je przeczytał, mógłbyś wówczas stwierdzić jak było rzeczywiście.

Ok. Weźmy przykład mężczyzn po rozwodzie, rozstaniu-niektórzy z was chcą seks i nic więcej. Tak jak kobiety nie chcą się już z nikim męczyć, boją się, a jednorazowy numerek do niczego nie zobowiązuje.......czyż nie moglibyśmy tu dyskutować w nieskończoność na temat postaw kobiet i mężczyzn, ale po co to?!...choć może w końcu doszlibyśmy do tego skąd moje myśli...... hmm

15

Odp: Rozważania rozwódki.

Proszę pomóżcie.

Napisałam już pozew, chcę polubownego rozstania, nie mam ani sił ani pieniędzy na szarpanie się.
Powiedziałam mężowi o rozwodzie, przesłałam mu nawet pozew, żeby się zapoznał, żeby mu pokazać, że czysto gram. Od roku nie mieszkamy razem, ja z dziećmi. Mam nadzieję, że rozwód pomoże mi choć trochę odciąć się od niego emocjonalnie.
On do rozwodu podchodzi z dystansem, tak mu wygodniej ;(
Jakie kroki może podjąć, co może zrobić, żeby odwlec temat, żeby rozwód mi utrudnić jak dostanie już oficjalne wezwanie do sądu?
Czy w pozwie, mimo iż zarabiam mogę prosić o obciążenie go kosztami procesu, czy poprosić o rozdzielenie tej kwoty po połowie?

16

Odp: Rozważania rozwódki.

Nie, Liwio, nadziei we mnie nie ma. Jest pewność, że nie byłabym w stanie z tym człowiekiem żyć. Tzn. jakoś pewnie bym mogła, ale to byłaby już tylko wegetacja i oczekiwanie na to, że znów coś zaraz się rypnie. Brak zaufania, ogromny żal. Nie, tego nie da się poskładać.
Czasem sobie wyrzucam, że tak przeciągałam różne decyzje. Też dość długo trwałam w zawieszeniu. Jednak... Myślę, że właśnie tego potrzebowałam. Powolnego przyzwyczajania się do nowej sytuacji, upewniania się co do słuszności decyzji. Jestem pewna.
Co oczywiście nie znaczy, że nie jestem przerażona. Jestem. Są lepsze i gorsze chwile. Jednak cofnąć się nie chcę.
Choć oczywiście jakoś jeszcze boli to jak obcy sobie teraz jesteśmy.

Czujność jest. To prawda. Z jednej strony to chyba dobrze, bo zdaje mi się, że z wiekiem naprawdę coraz trudniej spotkać kogoś, kto nie jest mocno doświadczony przez życie, poraniony. A takie życiowe rany zmieniają ludzi. Rzadko na korzyść.
Z drugiej strony chyba jednak zbyt hamuje i można przegapić czy zrazić naprawdę wartościowych ludzi. Mi się to chyba niestety udało. neutral

Paulo, a co to za statystyki wątpliwe?

Ankaline, nie pomogę, bo sama jeszcze jestem w tym temacie zielona.

smile

17

Odp: Rozważania rozwódki.

Witajcie o poranku smile
Widzę, że dyskusja się rozwinęła.
Anhedonio:
A czy możesz jak przysłowiowy "chłop krowie przy rowie" wytłumaczyć, bo chyba nie wszystko zrozumiałam, pomimo zamieszczanych oczek, pogubiłam się.
1. Ja nikogo do exa nie porównuję, ale nie chodząc lata świetlne na randki dopiero nabieram ponownego doświadczenia smile
2. Ja dążyłam do rozwodu tu, teraz, natychmiast, już.
3. Każdy z kim się spotkałam na randkach  był kompletnie inny:
A- po kawie chciał "zobaczyć kwiaty na moim balkonie" - tylko ich tam nie ma big_smile
B- następny Pan po kilku randkach (w przeciągu 2 tygodni) zaczął planować jak sprzedamy moje mieszkanie i kupimy wspólne. I tu miał problem smile Jak si w nim pomieścimy z dzieciakami przy jego środkach, bo ja kredytów nie biorę big_smile.
C- zostałam złapana za biust po ok. 10 minutach spaceru na 1. randce.
To tylko trzy przykłady wink.

Liwia:
Anhedonia w pewnym sensie ma rację. Ja rozstawałam się w emocjach. Wytłukłam prawie całe szkło w domu, a żaden pilot nie pozostał cały smile. Zadzwoniła koleżanka i mi powiedziała: wal kartoflami, szkoda szkła na palanta.
Ex kontaktuje się  regularnie co najmniej 2-3 razy w tygodniu. Dlaczego? Bo zaliczył porażkę, a nie bo mnie kocha. No przecież urodził się nie w tym miejscu i czasie i to nie jego wina. On powinien być arabskim szejkiem lub kalifem - harem to jego żywioł big_smile.- zgadzam się z nim, ale to nie moja bajka.

Liwio i Kajko:
Mojego eksa, to ja już słuchać i czytać nie mogę nie będąc rozbawiona, Oczywiście patafian kochać mnie będzie dozgonnie, zwłaszcza, gdy przestałam być osiągalna i własna.
Dziewczyny:
Jestem singielką i co? Powinnam być, a nie żyć? Wiele osób uważa, że powinnam się zaniedbać i żyć przeszłością i być bólem. Ale ja mam to w d*pie. "Mam zamiar być cholernie szczęśliwa"; spełniać swoje marzenia, które odkładałam, bo ciągle coś; żyć a nie wegetować w imię wyimaginowanych oczekiwań "co powinnam". smile
paulo71
Poproszę o źródło badań, chętnie to sprawdzę i podyskutuję z prowadzącym.
Słodka smile

18

Odp: Rozważania rozwódki.
SłodkoMi napisał/a:

Witajcie o poranku smile
Widzę, że dyskusja się rozwinęła.
Anhedonio:
A czy możesz jak przysłowiowy "chłop krowie przy rowie" wytłumaczyć, bo chyba nie wszystko zrozumiałam, pomimo zamieszczanych oczek, pogubiłam się.
1. Ja nikogo do exa nie porównuję, ale nie chodząc lata świetlne na randki dopiero nabieram ponownego doświadczenia smile
2. Ja dążyłam do rozwodu tu, teraz, natychmiast, już.
3. Każdy z kim się spotkałam na randkach  był kompletnie inny:
A- po kawie chciał "zobaczyć kwiaty na moim balkonie" - tylko ich tam nie ma big_smile
B- następny Pan po kilku randkach (w przeciągu 2 tygodni) zaczął planować jak sprzedamy moje mieszkanie i kupimy wspólne. I tu miał problem smile Jak si w nim pomieścimy z dzieciakami przy jego środkach, bo ja kredytów nie biorę big_smile.
C- zostałam złapana za biust po ok. 10 minutach spaceru na 1. randce.
To tylko trzy przykłady wink.

TERAZ to ja nie widzę GDZIE leży sprzeczność...
Nie masz doświadczenia w randkowaniu? Może wystarczy otrzepać kurz? Może ZBYT intensywnie (śmiertelnie poważnie) podchodzisz do... WYZWANIA? Może niezbyt starannie wybierasz? I TRUDNO wink żeby KAŻDY NIE BYŁ INNY... ale (jak widać) NIEUDANY wink ?
Pisałam o tym, że TO "bardzo źle" NIE wszystkich dotyka... nie o Tobie personalnie. Taki sprzeciw przeciwko generalizowaniu big_smile

I paulo - w ŻYCIU jest zbyt wiele zmiennych, by silić się na "oczywistości"... KAŻDY "element składowy" jest INNY, więc i para przez nich stworzona, jak również "okoliczności" nacisku w postaci otoczenia (rodziców, rodzeństwa, przyjaciół...)
Nie MA NIC pewnego smile

19

Odp: Rozważania rozwódki.
Ankaline napisał/a:

Proszę pomóżcie.

Napisałam już pozew, chcę polubownego rozstania, nie mam ani sił ani pieniędzy na szarpanie się.
Powiedziałam mężowi o rozwodzie, przesłałam mu nawet pozew, żeby się zapoznał, żeby mu pokazać, że czysto gram. Od roku nie mieszkamy razem, ja z dziećmi. Mam nadzieję, że rozwód pomoże mi choć trochę odciąć się od niego emocjonalnie.
On do rozwodu podchodzi z dystansem, tak mu wygodniej ;(
Jakie kroki może podjąć, co może zrobić, żeby odwlec temat, żeby rozwód mi utrudnić jak dostanie już oficjalne wezwanie do sądu?
Czy w pozwie, mimo iż zarabiam mogę prosić o obciążenie go kosztami procesu, czy poprosić o rozdzielenie tej kwoty po połowie?

Proponuję poczekać, aż mąż dostanie pozew. Na pocieszenie napiszę Ci, że gdy dostanie wezwanie do sądu musi się na nie stawić, chyba, że wyląduje w szpitalu. Po za tym może jedynie nie zgodzić się na rozwód i tu dużo do powiedzenia będzie miał sąd-tzn. jeśli weźmie pod uwagę fakt, że od roku ustało między Wami pożycie intymne, miłość, masz dowód na to, że ze sobą nie mieszkacie (weź ze sobą kogoś z rodziny kto to potwierdzi), itp. to możliwe, że rozwód dostaniecie na pierwszej rozprawie. Jeśli, jednak mąż powie , że widzi szanse dla Waszego związku (a sąd będzie mało konkretny) to będzie kolejna rozprawa, ale wtedy powinno już iść po Twojej myśli. Co do kosztów-jasne, że możesz chcieć podzielenia kosztów rozprawy, nieważne czy pracujesz czy nie.

20

Odp: Rozważania rozwódki.

SłodkoMi - rozbawiłaś mnie. Opowieści o facetach są jak z życia wzięte. Mniej więcej mam podobne doświadczenia smile a chwilami wydawało mi się , że ze mną jest coś nie tak, bo może zbyt stonowana, niedostępna big_smile
Anhedonio - ja chyba też niezgrabnie wybieram smile Po za tym szczęścia do facetów nigdy nie miałam. Zawsze przyciągam "glapy" smile

SłodkoMi - może też powinnam trzaskać jak mąż się wyprowadzał, może łatwiej mi teraz było, ale wiem, że ludziom różne emocje towarzyszą w takich niecodziennych sytuacjach, ja akurat oglądałam sobie tv i w duchu się cieszyłam, że nadejdzie spokój, po czym przyszła fala innych emocji, kiedy już poszedł...
Widzę, że mój były mąż działa podobnie do Twojego, ale na mnie jakoś to jeszcze działa, tym bardziej jak wraca do kraju.

21

Odp: Rozważania rozwódki.
Liwia napisał/a:

SłodkoMi - rozbawiłaś mnie. Opowieści o facetach są jak z życia wzięte. Mniej więcej mam podobne doświadczenia smile a chwilami wydawało mi się , że ze mną jest coś nie tak, bo może zbyt stonowana, niedostępna big_smile
Anhedonio - ja chyba też niezgrabnie wybieram smile Po za tym szczęścia do facetów nigdy nie miałam. Zawsze przyciągam "glapy" smile

SłodkoMi - może też powinnam trzaskać jak mąż się wyprowadzał, może łatwiej mi teraz było, ale wiem, że ludziom różne emocje towarzyszą w takich niecodziennych sytuacjach, ja akurat oglądałam sobie tv i w duchu się cieszyłam, że nadejdzie spokój, po czym przyszła fala innych emocji, kiedy już poszedł...
Widzę, że mój były mąż działa podobnie do Twojego, ale na mnie jakoś to jeszcze działa, tym bardziej jak wraca do kraju.

Liwia,
ale one są z życia wzięte smile

Anhedonio,
Nikt mi nie wmówi mantr, ideologii. Uważam, że każdy jest innym człowiekiem i ma prawo w swój własny sposób przeżywać tak rozstania jak i wspólne życie. Nie mam doświadczenia w randkowaniach , ale czy w tym celu powinnam umawiać się z każdym, kto zaproponuje? - Nie, nie ma mowy.
A czy to jakaś nowa moda w pisaniu capslockiem? - coraz częściej to widzę? smile

22

Odp: Rozważania rozwódki.

Źle się wyraziłam SłodkoMi - są z życia w wzięte, bo ja po paru kawach z facetami przeżyłam podobne sytuacje do Twoich smile

23

Odp: Rozważania rozwódki.
Liwia napisał/a:

Źle się wyraziłam SłodkoMi - są z życia w wzięte, bo ja po paru kawach z facetami przeżyłam podobne sytuacje do Twoich smile

Hej Liwio smile
Nie wiem, czy mnie pamiętasz...gdzieś się spotykałyśmy w tak zwanym międzyczasie na forum.

Ja również po rozwodzie...niedawno minąl rok.
I od niedawna jestem w szczęśliwym związku smile
Równiez miałam różne niewypały...panowie lepkie rączki, albo tacy, którzy wyznawali mi miłość, nie widząc mnie nawet na oczy big_smile
Ale poznałam kogoś, kto stał się dla mnie najukochańsza osobą...
Zupełnie niespodziewanie, również po przejściach...wspierał mnie w trudnych chwilach. Pokochałam go,ona mnie smile
Nie wiem, czy ta miłość jest inna, czy ostrożniejsza...być oże..
Ale wiem na pewno, ze znów jestem szczęśliwa.

24

Odp: Rozważania rozwódki.

Witaj MoniaCo!
Swego czasu zniknęłam stąd "na chwilę" ale pamiętam co nie co smile
Dajesz nadzieję. To miłe, że jest jakieś światełko, może i mnie kiedyś to światełko dopadnie i będę mogła powiedzieć tak jak Ty, że jestem szczęśliwa.

Swoją drogą-bardzo się cieszę. I życzę Ci/Wam smile by szczęście trwało ile tylko się da smile

25

Odp: Rozważania rozwódki.
SłodkoMi napisał/a:

Anhedonio,
Nikt mi nie wmówi mantr, ideologii. Uważam, że każdy jest innym człowiekiem i ma prawo w swój własny sposób przeżywać tak rozstania jak i wspólne życie. Nie mam doświadczenia w randkowaniach , ale czy w tym celu powinnam umawiać się z każdym, kto zaproponuje? - Nie, nie ma mowy.

DLATEGO, że każdy jest INNY zakwestionowałam TWOJE spostrzeżenie, że ZAWSZE jest źle wink
I nic TAK głupiego jak umawianie się z każdym jak leci NIGDZIE nie proponowałam. Już RACZEJ zastanowiłabym się nad SWOIMI własnymi wyborami... dlaczego TAKICH a nie innych wybieram... I tyle. Gdzie tu mantrowanie i ideologia? Refleksje i rozważania (jak dla mnie).

26

Odp: Rozważania rozwódki.
Anhedonia napisał/a:
SłodkoMi napisał/a:

Anhedonio,
Nikt mi nie wmówi mantr, ideologii. Uważam, że każdy jest innym człowiekiem i ma prawo w swój własny sposób przeżywać tak rozstania jak i wspólne życie. Nie mam doświadczenia w randkowaniach , ale czy w tym celu powinnam umawiać się z każdym, kto zaproponuje? - Nie, nie ma mowy.

DLATEGO, że każdy jest INNY zakwestionowałam TWOJE spostrzeżenie, że ZAWSZE jest źle wink
I nic TAK głupiego jak umawianie się z każdym jak leci NIGDZIE nie proponowałam. Już RACZEJ zastanowiłabym się nad SWOIMI własnymi wyborami... dlaczego TAKICH a nie innych wybieram... I tyle. Gdzie tu mantrowanie i ideologia? Refleksje i rozważania (jak dla mnie).

Masz rację, nie zawsze "jest źle", są osoby, które uważają to za dobro smile, przepraszam za generalizowanie, moja wina, źle ujęłam w słowa.

27

Odp: Rozważania rozwódki.

No cóż....przykra prawda jest taka, że w stosunku do mojego ex - odezwało mi się "kochanie za bardzo". Nie wiem jak to jest, ale "choroba" ujawnia mi się tylko wobec niego. Z resztą nie wiem czy dobrze myślę, ale on ma być może to samo co ja. Jak nie dokładnie to samo to część z pewnością. Manipuluje mną, kiedy czuje , że traci kontakt ze mną lub wie, że z kimś spotykam się - wtedy uderza. Kiedy zauważa, że jestem udobruchana - zaczyna "odpoczywać" od manipulacji.......
A w tym wszystkim ja jestem najgłupsza, bo poddaję się temu....i koło się zamyka.
Mam możliwość rozwiązania tego raz na zawsze, ale słabeusz znów się we mnie obudził i tkwię jak durna w tym wszystkim. A przecież już życie toczyło mi się bez jego udziału. Dusił mnie czasem brak kontaktu z nim i rozmyślanie, że mało kontaktu ma z dzieckiem. Potem dowiedziałam się (parokrotnie), że znów sobie nie radzi i pobiegłam na pomoc, jak zwykle......i zaczęło się znów z jego strony wyznawanie miłości, itp. I tak się męczę....

Macie racje dziewczyny-nie można generalizować. Ja wydawało się , że trafiłam na fajnego faceta-nie był może cudem natury, z lekka sknera smile , ale uczciwy, ufałam mu, mimo, że mieszkał trochę km ode mnie. Zakończyłam to, nie wiem sama czemu. Po bacznej obserwacji smile uznałam, że jakiś leniwy pod względem pomocy w domu, spoookojny za 10ciu smile ....skończyłam, bo może nie odchorowałam rozwodu?!!!

28 Ostatnio edytowany przez SłodkoMi (2013-12-18 21:59:24)

Odp: Rozważania rozwódki.
Liwia napisał/a:

No cóż....przykra prawda jest taka, że w stosunku do mojego ex - odezwało mi się "kochanie za bardzo". Nie wiem jak to jest, ale "choroba" ujawnia mi się tylko wobec niego. Z resztą nie wiem czy dobrze myślę, ale on ma być może to samo co ja. Jak nie dokładnie to samo to część z pewnością. Manipuluje mną, kiedy czuje , że traci kontakt ze mną lub wie, że z kimś spotykam się - wtedy uderza. Kiedy zauważa, że jestem udobruchana - zaczyna "odpoczywać" od manipulacji.......
A w tym wszystkim ja jestem najgłupsza, bo poddaję się temu....i koło się zamyka.
Mam możliwość rozwiązania tego raz na zawsze, ale słabeusz znów się we mnie obudził i tkwię jak durna w tym wszystkim. A przecież już życie toczyło mi się bez jego udziału. Dusił mnie czasem brak kontaktu z nim i rozmyślanie, że mało kontaktu ma z dzieckiem. Potem dowiedziałam się (parokrotnie), że znów sobie nie radzi i pobiegłam na pomoc, jak zwykle......i zaczęło się znów z jego strony wyznawanie miłości, itp. I tak się męczę....

Macie racje dziewczyny-nie można generalizować. Ja wydawało się , że trafiłam na fajnego faceta-nie był może cudem natury, z lekka sknera smile , ale uczciwy, ufałam mu, mimo, że mieszkał trochę km ode mnie. Zakończyłam to, nie wiem sama czemu. Po bacznej obserwacji smile uznałam, że jakiś leniwy pod względem pomocy w domu, spoookojny za 10ciu smile ....skończyłam, bo może nie odchorowałam rozwodu?!!!

Liwio,
Trzymam kciuki, "czasami trzeba pocałować kilka żab, żeby spotkać królewicza"..
A Exy nie lubią tracić kontroli - oczywiście nie wszyscy smile

29

Odp: Rozważania rozwódki.

SłodkoMi - to moje dziwne myślenie spowodowało, że królewicz jakiś się znalazł i to bardzo normalny, tylko ja duperelki wyszukałam, by go "odprawić" .Prawda może być taka, że nie odchorowałam rozwodu, a on był za normalny w stosunku do tego co miałam. A strach przed nowym i nieznanym jeszcze większy.

Co do exów smile - po co im ta kontrola, skoro chciał rozwód, pozew złożył, to pytam się po jasną aniele zawraca gitarę.....???

30

Odp: Rozważania rozwódki.
Liwia napisał/a:

Co do exów smile - po co im ta kontrola, skoro chciał rozwód, pozew złożył, to pytam się po jasną aniele zawraca gitarę.....???

Sama sobie odpowiedziałaś smile KONTROLA
A jeszcze czasem syndrom "psa ogrodnika" wink
Ostatnio przeczytałam, że nie ma czegoś takiego jak "kochanie ZA BARDZO", to żadne kochanie - to po prostu obsesja. Bo PRAWDZIWIE kochać można tylko w sposób zrównoważony. Te inne postaci to już nie zasługują na nazwę miłość. Jak ze zdrowiem - jest albo go nie ma, ale bywa niby-zdrowie uprzykrzone dolegliwościami... Tylko czy to JESZCZE zdrowie? smile Właśnie się nad tym zastanawiam... big_smile

31

Odp: Rozważania rozwódki.

Tylko po co kontrola? By życie uprzykrzyć? Pies ogrodnika? Do czego? Po co?

Ehh, powiem Ci Anhedonio, że ja od dawna myślałam, że to wszystko to "choroba" , nie ciała, a umysłu. Albo się z kimś dogadujesz, albo nie. Albo nadaje się na podobnych falach, albo nie. Porostu niektóre relacje są zaburzone i już i wydaje mi się, że to wcale nie do końca wina osoby kzb-wina jest z obu stron, widocznie facet robi coś , co powoduje takie a nie inne myślenie kobiety i odwrotnie. Tzw. nakręcanie się, tłok myśli itd. spowodowane jest zachowaniem drugiej osoby...krętactwem, matactwem, manipulacją.

32 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-12-19 16:44:09)

Odp: Rozważania rozwódki.
Liwia napisał/a:

Tylko po co kontrola? By życie uprzykrzyć? Pies ogrodnika? Do czego? Po co?

...widocznie facet robi coś , co powoduje(...)nakręcanie się, tłok myśli itd. spowodowane(...)krętactwem, matactwem, manipulacją.

I PO CO tracisz czas na rozmyślania O JEGO pobudkach?
CO Ci to da, że zgadniesz, bądź ktoś Ci podpowie... Robi TO bo CHCE byś... WŁAŚNIE na to traciła czas i nerwy... I zamierzony efekt osiąga!. NIKT mu nie zabrania, to sobie pozwala.
Nie reaguj, zerwij całkowicie kontakt - szkoda czasu - szkoda TWOJEGO życia... na takie rozmyślania smile
POWODZENIA

33

Odp: Rozważania rozwódki.
Liwia napisał/a:

Tylko po co kontrola? By życie uprzykrzyć? Pies ogrodnika? Do czego? Po co?

Ehh, powiem Ci Anhedonio, że ja od dawna myślałam, że to wszystko to "choroba" , nie ciała, a umysłu. Albo się z kimś dogadujesz, albo nie. Albo nadaje się na podobnych falach, albo nie. Porostu niektóre relacje są zaburzone i już i wydaje mi się, że to wcale nie do końca wina osoby kzb-wina jest z obu stron, widocznie facet robi coś , co powoduje takie a nie inne myślenie kobiety i odwrotnie. Tzw. nakręcanie się, tłok myśli itd. spowodowane jest zachowaniem drugiej osoby...krętactwem, matactwem, manipulacją.

Witaj Liwio smile
Tak siedzę i myślę co napisać, bo oczywiście napiszę znów z własnego punktu siedzenia, a jest on inny niż Twój.
"By życie uprzykrzyć? Pies ogrodnika? Do czego? Po co?" - mój eks wg mnie "aby odzyskać kontrolę nad pojazdem, z którego wyleciał z hukiem i w trakcie panowania jak mu się wydawało nad kierownicą".
"Krętactwo, matactwo, manipulacja" - ja dodam tu jeszcze, jak w pierwszym zdaniu kłamie to w trzecim specjalnie się walnie, bo uważa że się tym przejmę big_smile
Kiedyś tak, ale nie dziś.

Ja chodzę na kawę, sok, spacer. Umawiam się, bo lubię ludzi i wychodzę z założenia, że jeżeli nie znam kogoś i nie porozmawiam, to nie wiem kim jest. A ja lubię poznawać ludzi. Ktoś mi tu walnie "przyciągasz złych ludzi" - odpowiadam: a skąd wiem, że zły skoro go nie znam?
Po drodze czasami szczęka mi opada, ale ja nie mam parcia.
Piszę tu ze swojego punktu widzenia i siedzenia.

Mogę napisać: nie pozwól sobą manipulować, ale to Ty masz swój rozum i potrzeby, czy chociażby chęci.
Życie to nie tylko sukcesy, potknięcia też
Co ja zrobiłam gdy chciałam się złamać: zmieniłam maila, facebooka, kupiłam nowy abonament komórkowy i nowy numer zna bardzo niewiele osób, ale oczywiście firmowego nie zmienię. Ale co to dało, że wielką siłą woli w pewnym momencie wyłączyłam sygnały w tym, który znał. Odzwyczaiłam się od pipnięcia sms, nie słyszałam powiadomień z poczty.
Ale tu mnie poprowadziły za rękę dwie bardzo mądre osoby.

Na tym forum można mnie nie lubić, bo ja nie lubię domorosłych psychologów, zwłaszcza tych co zawsze wiedzą lepiej i przez swój pryzmat patrzą na wszystkich. A już najbardziej tych, co kończą kursy, a nie mają zaplecza naukowego. Bo mogą zrobić czasami więcej krzywdy niż dobrego, a później argumentują swoje działania tym, że ktoś nie był na coś gotowy i umywają rączki.
"Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane".

Liwio,
Życzę Ci Słoneczka:)

34

Odp: Rozważania rozwódki.

Anhedonio- to prawda, nic innego tylko prawda.
SłodkoMi - wolę prawdę, mądrość doświadczonych, silnych kobiet. Co do poznawania ludzi-jasne, jak można stwierdzić jaki kto jest.
Chciałabym mieć w sobie tyle siły i mądrości co Wy smile

35 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-12-21 11:23:31)

Odp: Rozważania rozwódki.
SłodkoMi napisał/a:

...Na tym forum można mnie nie lubić, bo ja nie lubię domorosłych psychologów, zwłaszcza tych co zawsze wiedzą lepiej i przez swój pryzmat patrzą na wszystkich. A już najbardziej tych, co kończą kursy, a nie mają zaplecza naukowego. Bo mogą zrobić czasami więcej krzywdy niż dobrego, a później argumentują swoje działania tym, że ktoś nie był na coś gotowy i umywają rączki.
"Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane".

"Teoretyk osobowości George Kelly napisał kiedyś, że wszyscy jesteśmy domorosłymi psychologami. Nieustannie PRÓBUJEMY ZROZUMIEĆ, co irytuje naszych przyjaciół, członków rodziny, partnerów, a również obcych; chcemy wiedzieć, DLACZEGO ludzie zachowują się tak, a nie inaczej. Psychologia stanowi integralny element naszego codziennego życia"
(prof.S.O.Lilienfeld, prof. S.J.Lynn, prof. B.L. Beyerstein i J. Ruscio - jedyny NIE będący prof - wszyscy psychologowie wink w książce "50 wielkich mitów psychologii popularnej" smile

A ode mnie: serio uważasz, że większą krzywdę czynią rozważania (inaczej przemyślenia) niż ich BRAK?
Większą krzywdę ma ostrzeganie siebie i innych przed (czasem ponownym) "wdepnięciem w g..." niż wymiana zdań???
A by owa wymiana zdań mogła mieć miejsce, muszą zaistnieć RÓŻNE stanowiska, inaczej to zwykłe "przyklaskiwanie" rozmówcy...
I na koniec - jeśli DOBRYMI CHĘCIAMI gardzisz (?) to co powiesz o złych... np. zniechęcających do prób pomocy? A otwieranie oczu na prawdę taką forma pomocy BYWA (Tyle, że nie wszystkim jednakowe metody przynoszą TO samo). Lepiej próbować czy "olać"?

Stąd często na forum pada prośba: "jeżeli NIE CHCESZ RAD, a TYLKO się wyżalić - napisz o tym wyraźnie smile
I nie rozumiem CO posiadanie własnej opinii ma do lubienia bądź NIE. Do tego potrzeba trochę więcej relacji niż kilka słów na anonimowym forum smile

Liwia - doświadczenie przychodzi (niestety) wraz z doświadczeniami. Część z nich boli jak cholera... Ale jak pisze SłodkoMi: "Ty masz swój rozum i potrzeby, czy chociażby chęci" - poukładasz je sobie rozsądnie i wyjdziesz z tej opresji. Po prostu nie daj MU mieszać w swoim życiu WIĘCEJ big_smile

36

Odp: Rozważania rozwódki.

Liwia,w jednym z Twoich postów przeczytałam, ze nie znasz nikogo, kto wrócił do siebie po rozwodzie.

Chce powiedzieć, ze ja znam, zostali jeszcze podwójnie rodzicami, sa ze sobą.

Nie ma reguły na szczęście, a świat sie po prostu zmienił, troszkę jest inny, niż jeszcze sprzed 80 lat.

Nasza wolność wyborów , sprawia nam dużo problemów niestety.

A tak patrząc statystycznie to pary do wieku około 50 lat spotykają sie przynajmniej dwa razy ze zdrada w związku.

Jak sobie z tym poradzimy, zależy od nas.

37

Odp: Rozważania rozwódki.
Emigrantka1978 napisał/a:

Liwia,w jednym z Twoich postów przeczytałam, ze nie znasz nikogo, kto wrócił do siebie po rozwodzie.

Chce powiedzieć, ze ja znam, zostali jeszcze podwójnie rodzicami, sa ze sobą.

Nie ma reguły na szczęście...

CZY to czasem nie WYJĄTEK?
Bo co się mamić próżnymi nadziejami jeśli występuje taki wypadek 1 na 1000 przypadków?
Rozsądek NIGDY nie zawadzi. Nawet w "zejściu się" big_smile

38

Odp: Rozważania rozwódki.

Może to i głupie, ale ja jestem zwolenniczka przebaczania, próbowania , zapominania.

Dodam ze to musi sie odbyć z pełnym szacunkiem do siebie i dwie strony musza chcieć.

Pamietliwosc, chowanie urazy, to spirala negatywnych emocji, które właściwie szkodzą tylko nam.

Zeby budować coś nowego, czy to z byłym , czy z kimś innym, potrzeba sie wyczyścić z emocji i nie zapominać ze można odbudować związek , ale to juz powinien być inny związek i my powinnismy być innymi osobami, bo skończy sie podobnie.

39

Odp: Rozważania rozwódki.

To faktycznie - jednak bywają takie przypadki. Kiedyś ktoś mi mówił, że pewne małżeństwo zeszło się po 6 latach od rozwodu i miłość przetrwała. Cóż - ja też jestem tą, która wybaczyć potrafi , ale zapomnieć mi trudno. Mam taki charakter , że nie potrafiłabym nie wspomnieć o tym co było - przynajmniej wiem to na dzień dzisiejszy. Trudno jest wrócić do kogoś, nie mając pewności, a czy tą pewność kiedykolwiek się będzie miało to na prawdę nie wiem. Nie wiem też co spowodowałoby bym ufała, wierzyła, nie snuła domysłów.

40

Odp: Rozważania rozwódki.
Liwia napisał/a:

...Prawda może być taka, że nie odchorowałam rozwodu, a on był za normalny w stosunku do tego co miałam. A strach przed nowym i nieznanym jeszcze większy.

Zatem Liwio - ewentualny problem jest w Tobie smile
Ex-y powinny żyć swoim życiem i się nie wcinać w to czym "wzgardzili"...
WYBACZANIE też musi mieć granice. Nawet wychowując dziecko w którymś momencie mówimy STOP.
Liwio - jeżeli MAŁO KONTAKTÓW miał z dzieckiem, to raczej nie o odtworzenie rodziny mu chodzi?
Trzymaj się Liwio i nie daj "wodzić na pokuszenie" smile

41 Ostatnio edytowany przez SłodkoMi (2013-12-22 09:35:05)

Odp: Rozważania rozwódki.
Anhedonia napisał/a:
SłodkoMi napisał/a:

...Na tym forum można mnie nie lubić, bo ja nie lubię domorosłych psychologów, zwłaszcza tych co zawsze wiedzą lepiej i przez swój pryzmat patrzą na wszystkich. A już najbardziej tych, co kończą kursy, a nie mają zaplecza naukowego. Bo mogą zrobić czasami więcej krzywdy niż dobrego, a później argumentują swoje działania tym, że ktoś nie był na coś gotowy i umywają rączki.
"Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane".

"Teoretyk osobowości George Kelly napisał kiedyś, że wszyscy jesteśmy domorosłymi psychologami. Nieustannie PRÓBUJEMY ZROZUMIEĆ, co irytuje naszych przyjaciół, członków rodziny, partnerów, a również obcych; chcemy wiedzieć, DLACZEGO ludzie zachowują się tak, a nie inaczej. Psychologia stanowi integralny element naszego codziennego życia"
(prof.S.O.Lilienfeld, prof. S.J.Lynn, prof. B.L. Beyerstein i J. Ruscio - jedyny NIE będący prof - wszyscy psychologowie wink w książce "50 wielkich mitów psychologii popularnej" smile

A ode mnie: serio uważasz, że większą krzywdę czynią rozważania (inaczej przemyślenia) niż ich BRAK?
Większą krzywdę ma ostrzeganie siebie i innych przed (czasem ponownym) "wdepnięciem w g..." niż wymiana zdań???
A by owa wymiana zdań mogła mieć miejsce, muszą zaistnieć RÓŻNE stanowiska, inaczej to zwykłe "przyklaskiwanie" rozmówcy...
I na koniec - jeśli DOBRYMI CHĘCIAMI gardzisz (?) to co powiesz o złych... np. zniechęcających do prób pomocy? A otwieranie oczu na prawdę taką forma pomocy BYWA (Tyle, że nie wszystkim jednakowe metody przynoszą TO samo). Lepiej próbować czy "olać"?

Stąd często na forum pada prośba: "jeżeli NIE CHCESZ RAD, a TYLKO się wyżalić - napisz o tym wyraźnie smile
I nie rozumiem CO posiadanie własnej opinii ma do lubienia bądź NIE. Do tego potrzeba trochę więcej relacji niż kilka słów na anonimowym forum smile

Liwia - doświadczenie przychodzi (niestety) wraz z doświadczeniami. Część z nich boli jak cholera... Ale jak pisze SłodkoMi: "Ty masz swój rozum i potrzeby, czy chociażby chęci" - poukładasz je sobie rozsądnie i wyjdziesz z tej opresji. Po prostu nie daj MU mieszać w swoim życiu WIĘCEJ big_smile

Anhedonio:
Dość ostro podchodzę do domorosłych psychologów, fakt.
Ale sama mnie zagaiłaś. Nasze nicki radykalnie się różnią. To daje do myślenia, ale nie do pisania.
Ja na tym forum nie chcę się wyżalić, bo już się wyżaliłam psychologowi i przyjaciołom. Do nich miałam zaufanie.
Tylko nie rozumiem dlaczego na siłę chcesz mnie uwstecznić? Zwłaszcza będąc współautorką bloga którego masz w stopce.
Ja od początku napisałam, że piszę ze swojego punktu widzenia, a nie ogółu i w czasie przeszłym.
Ja zapytałam, gdy miałam wątpliwość, czy dobrze Ciebie rozumiem. Ty użyłaś swojej wyobraźni o mnie,
Wesołych Świąt.

42

Odp: Rozważania rozwódki.
SłodkoMi napisał/a:

...Dość ostro podchodzę do domorosłych psychologów, fakt.
Ale sama mnie zagaiłaś. Nasze nicki radykalnie się różnią. To daje do myślenia, ale nie do pisania.
Ja na tym forum nie chcę się wyżalić, bo już się wyżaliłam psychologowi i przyjaciołom. Do nich miałam zaufanie.
Tylko nie rozumiem dlaczego na siłę chcesz mnie uwstecznić? Zwłaszcza będąc współautorką bloga którego masz w stopce.
Ja od początku napisałam, że piszę ze swojego punktu widzenia, a nie ogółu i w czasie przeszłym.
Ja zapytałam, gdy miałam wątpliwość, czy dobrze Ciebie rozumiem. Ty użyłaś swojej wyobraźni o mnie,
Wesołych Świąt.

Odpowiedziałam cytatem na uwagę o domorosłych psychologach. Postawiłaś niesprawiedliwy, moim zdaniem ZARZUT, więc odpowiedziałam nań. To było wyjaśnienie zjawiska. Słowami mądrzejszych ode mnie.
Uważasz, że Cię to uwstecznia? Do głowy by mi nie przyszło smile

Te wszystkie zarzuty wobec mnie TO CO mają na celu? Wzbudzić we mnie poczucie winy?
I cóż, że jestem współautorką bloga? Mam nie mieć własnego zdania?
Nicki się różnią? Chcesz - dyskutuj na ten temat - choć nie wiem co TO akurat miałoby wnieść w temat "rozważań rozwódki"... smile
Tak jak i MY jesteśmy różne tak i nasze opinie mogą być odmienne. Niemniej to Ty zaczęłaś dywagacje na temat przydatności rad domorosłych doradców. Autorka pytała o całkiem CO innego, a to jej problemem powinniśmy się TU zajmować. Tak więc może nie mówmy o mnie, o domorosłych doradcach czy tez uwstecznianiu Ciebie a O SPRAWIE?
Czemu nie odpowiedziałaś na żadne z pytań adresowanych wprost?

Wszak ja, w sprawie o której pisze Liwia zalecam jedynie DALEKO IDĄCĄ ostrożność. Inne osoby by napisały może :"nie wchodzi się 2 razy do tej samej rzeki"...  ja wolę :"ograniczone zaufanie do innych użytkowników szos" (szczególnie TYCH, na których JUŻ się sparzyłyśmy) smile
Nawet wybaczyć można - ale chyba WYŁĄCZNIE w przypadku diametralnych zmian tychże "użytkowników"... udowodnionej w długim procesie starań - konkretnymi działaniami a nie słowami! big_smile OT i tyle smile
UDANYCH świąt smile

43

Odp: Rozważania rozwódki.
Anhedonia napisał/a:
SłodkoMi napisał/a:

...Dość ostro podchodzę do domorosłych psychologów, fakt.
Ale sama mnie zagaiłaś. Nasze nicki radykalnie się różnią. To daje do myślenia, ale nie do pisania.
Ja na tym forum nie chcę się wyżalić, bo już się wyżaliłam psychologowi i przyjaciołom. Do nich miałam zaufanie.
Tylko nie rozumiem dlaczego na siłę chcesz mnie uwstecznić? Zwłaszcza będąc współautorką bloga którego masz w stopce.
Ja od początku napisałam, że piszę ze swojego punktu widzenia, a nie ogółu i w czasie przeszłym.
Ja zapytałam, gdy miałam wątpliwość, czy dobrze Ciebie rozumiem. Ty użyłaś swojej wyobraźni o mnie,
Wesołych Świąt.

Odpowiedziałam cytatem na uwagę o domorosłych psychologach. Postawiłaś niesprawiedliwy, moim zdaniem ZARZUT, więc odpowiedziałam nań. To było wyjaśnienie zjawiska. Słowami mądrzejszych ode mnie.
Uważasz, że Cię to uwstecznia? Do głowy by mi nie przyszło smile

Te wszystkie zarzuty wobec mnie TO CO mają na celu? Wzbudzić we mnie poczucie winy?
I cóż, że jestem współautorką bloga? Mam nie mieć własnego zdania?
Nicki się różnią? Chcesz - dyskutuj na ten temat - choć nie wiem co TO akurat miałoby wnieść w temat "rozważań rozwódki"... smile
Tak jak i MY jesteśmy różne tak i nasze opinie mogą być odmienne. Niemniej to Ty zaczęłaś dywagacje na temat przydatności rad domorosłych doradców. Autorka pytała o całkiem CO innego, a to jej problemem powinniśmy się TU zajmować. Tak więc może nie mówmy o mnie, o domorosłych doradcach czy tez uwstecznianiu Ciebie a O SPRAWIE?
Czemu nie odpowiedziałaś na żadne z pytań adresowanych wprost?

Wszak ja, w sprawie o której pisze Liwia zalecam jedynie DALEKO IDĄCĄ ostrożność. Inne osoby by napisały może :"nie wchodzi się 2 razy do tej samej rzeki"...  ja wolę :"ograniczone zaufanie do innych użytkowników szos" (szczególnie TYCH, na których JUŻ się sparzyłyśmy) smile
Nawet wybaczyć można - ale chyba WYŁĄCZNIE w przypadku diametralnych zmian tychże "użytkowników"... udowodnionej w długim procesie starań - konkretnymi działaniami a nie słowami! big_smile OT i tyle smile
UDANYCH świąt smile

A czy jeszcze odpowiesz na pytanie o pisanie capslockiem?

44

Odp: Rozważania rozwódki.

Temat wątku jest jasno określony. Wszelkie inne sprawy z nim nie związane proszę o przeniesienie albo do kafejek, albo na grunt prywatny. Dziękuję i pozdrawiam.

45

Odp: Rozważania rozwódki.

TAK JEST
Sorry Wielokropku i Ty autorko big_smile

46

Odp: Rozważania rozwódki.

Każdy może wyrazić tutaj opinię. Jeden sądzi tak, drugi inaczej. Szanuję wszelkie wypowiedzi, teorie, wskazówki.....po to jest forum smile

47

Odp: Rozważania rozwódki.

I znów odwyk........
Doszłam w końcu do tego, że to przez eksa. Przez niego cierpię. To on miesza mi w życiu. A ja? Głupia jestem, naiwna - dlatego teraz muszę cierpieć. Tylko z własnej głupoty i wiary w kretyna............ sad

48

Odp: Rozważania rozwódki.

Jedno jest pewne-nigdy nie będę taka jak kiedyś. Miłość do niewłaściwego człowieka zmienia wszystko. Wydawałoby się, że to nic, a jednak to dużo, bardzo dużo. Kiedyś wierzyłam, że kocha się raz - prawdziwie i do końca życia. Smak uczucia, które krzywdzi jest okrutny. Nigdy z tego nie zdawałam sobie sprawy. Układa się życie jak klocki, a tu ktoś nagle burzy wszystko....najpierw leży się na gruzach, potem trzeba się podnieść i znów budować mozolnie na nowo...całe życie od początku hmm Nikt nigdy nie obiecywał , że będzie łatwo, ale ile można upadać???!!!!

49

Odp: Rozważania rozwódki.
Liwia napisał/a:

Jedno jest pewne-nigdy nie będę taka jak kiedyś

.
I chwała BOGU!!! nie jesteś (przypadkiem) duuuuużo mądrzejsza, niż wówczas, gdy  zawiązywałaś sobie "WĘZEŁ małżeński" na szyi?

Liwia napisał/a:

Miłość do niewłaściwego człowieka zmienia wszystko

.
Tak jak i każda INNA miłość... no chyba, że to nie miłość wink a zaledwie namiastka.

Liwia napisał/a:

Wydawałoby się, że to nic, a jednak to dużo, bardzo dużo. Kiedyś wierzyłam, że kocha się raz - prawdziwie i do końca życia

.
Kwestia WIARY to kwestia zapotrzebowania na mamienie samego siebie.
Dojrzałaś na tyle by wiedzieć, że życie to nie koncert życzeń, i NIKT i NIC gwarancji na to, jak się ono potoczy NIE DA.

Liwia napisał/a:

Smak uczucia, które krzywdzi jest okrutny. Nigdy z tego nie zdawałam sobie sprawy.

Bolesne acz, być może, niezbędne doświadczenie. Niezbędne dla otwarcia oczu na prawdę? Bo jeśli krzywdzi... to czy to MIŁOŚĆ? Może BY nauczyć się rozpoznawania i odróżniania MIŁOŚCI od namiastki?

Liwia napisał/a:

Układa się życie jak klocki, a tu ktoś nagle burzy wszystko....najpierw leży się na gruzach, potem trzeba się podnieść i znów budować mozolnie na nowo...całe życie od początku hmm Nikt nigdy nie obiecywał , że będzie łatwo, ale ile można upadać???!!!!

BYLE nie więcej razy NIŻ SIĘ PODNOSIĆ!
Nawet mozolnie...
LIWIA - odetnij sie od przeszłości - JEJ nie zmienisz! - ALE przyszłość wciąż przed Tobą.
RÓWNIEŻ od TWOICH decyzji zależy jej jakość. Ona nie jest zdeterminowana jednoznacznie... Masz COŚ do powiedzenia. Powiedz STOP krzywdzicielowi.
ŻYCZĘ w nadchodzącym roku wielu zmian i odmiany (losu?) big_smile
Trzymaj się cieplutko kochana smile

50

Odp: Rozważania rozwódki.
Liwia napisał/a:

Jedno jest pewne-nigdy nie będę taka jak kiedyś. Miłość do niewłaściwego człowieka zmienia wszystko. Wydawałoby się, że to nic, a jednak to dużo, bardzo dużo. Kiedyś wierzyłam, że kocha się raz - prawdziwie i do końca życia. Smak uczucia, które krzywdzi jest okrutny. Nigdy z tego nie zdawałam sobie sprawy. Układa się życie jak klocki, a tu ktoś nagle burzy wszystko....najpierw leży się na gruzach, potem trzeba się podnieść i znów budować mozolnie na nowo...całe życie od początku hmm Nikt nigdy nie obiecywał , że będzie łatwo, ale ile można upadać???!!!!

To fakt, że nie będziesz juz taka jak kiedyś i że miłość do niewłaściwej osoby wszystko zmienia. Kiedyś miałam bardzo podobne myślenie do Twojego. Wydawało mi się, że kocha się raz i że już potem po rozstaniu nigdy nie ułożę sobie życia. Mimo, że to ja złożyłam pozew o rozwód a eks mąż nie chciał mi go dać, bo w sądzie twierdził że mnie kocha, to i tak cierpiałam po rozwodzie. Wyczytałam gdzieś, że każdy po rozwodzie powinien dać sobie czas na żałobę po związku tak jak wdowa po śmierci męża. Tyle, że w naszym społeczeństwie jest przyzwolenie na żałobę po śmierci małżonka choćby nie układało się w małżeństwie a nie ma aprobaty na żal po rozwodzie. Wszystkim, którzy tego nie przeszli rozstanie wydaje się rajem, końcem udręki. Tymczasem tak nie jest. Po rozwodzie miałam do eks męża ogromny żal, że się nam nie udało oraz tliła się we mnie nadzieja że zachowa się jak miłość mojego życia i zaczne walczyć o nas,że się zejdziemy. Nigdy do tego nie doszło, bo eks mąż szybko zaczął szukać pocieszenia gdzie indziej mimo, że w sądzie zapewniał o wielkiej miłości. Teraz jestem szczęśliwa i wdzięczna, że tej walki nie podjął, bo on nigdy się nie zmieni. Układanie życia na nowo początkowo przychodziło mi z wielkim trudem ale im więcej czasu od rozwodu upływało tym było mi łatwiej. Przyszedł czas, że napisałam list do eks męża z podsumowaniem wszystkiego co miałam mu do powiedzenia i o dziwo zadziałało to bardzo oczyszczająco na mnie. Wylałam wiele łez przy pisaniu ale potem czułam jakbym zrobiła krok do przodu a przeszłośc została za mną i nie było do niej powrotu. Udało mi się poznać mężczyznę, którego pokochałam zupełnie inną miłością niż pierwszego męża. Czasem miałam wrażenie, że to nie miłość a chłodna kalkulacja. Facet jest przeciwieństwem mojego byłego męża, robi i mówi dokładnie to czego pragnęłam od zawsze od mojego eks. Był jak balsam na moją zbolałą duszę, gdy tego potrzebowałam. Obecnie jest moim mężem od 1,5 roku a ja prawie nie pamiętam już tego co było kiedyś. Czasem próbuję sobie coś przypomnieć z dawnego zycia i okazuje się że wiele szczegółów już mi umknęło a wspomnienia są już zamazane. Myślę, że gdyby nie to że mam dzieci z poprzedniego związku to już dawno bym zapomniała o tym złym dla mnie czasie. Tobie Autorko też życzę tego błogiego stanu zapomnienia. Powodzenia!

51

Odp: Rozważania rozwódki.

Barbie 14.......dziękuję! To pocieszenie ogromne. Mam nadzieję, że i ja do takiego stanu dojdę. Dziękuję, te słowa wiele dla mnie znaczą smile

52

Odp: Rozważania rozwódki.

Anhedonio - nie zauważyłam Twojego ostatniego postu tutaj. Dziękuję- jak bardzo chciałabym tak trzeźwo myśleć i wyrażać własne myśli i uczucia.

Cóż. Dziś zaczęliśmy Nowy Rok. Wczoraj stało się coś co uświadomiło mi, że nigdy nie będę już szczęśliwa z byłym mężem. To jest zwyczajnie niemożliwe. I problem wcale nie tkwi we mnie - to jest człowiek z zaburzoną osobowością , mający problem z alkoholem, po którym jest wredny, chamski, wulgarny itd. Nie chcę nigdy być z człowiekiem, który na trzeźwo jest "do rany przyłóż", gdzie po alkoholu zmienia się we wrednego demona. Nigdy nie zrozumiem jego zachowania i już nie chcę zrozumieć. Być może jestem zbyt konserwatywna i wcale nie potrzebuję pić, by się wyluzować, ale nigdy nie zgodzę się z tym czego wczoraj doświadczyłam. Nie wiem czy którakolwiek babka by na to przystała......

Dziś "odchorowuję" wczorajszą noc, do tego sylwestrową.....uczucia są we mnie przedziwne, od strachu, lęku, płaczu a potem nienawiści. Nie mam jako tako nadziei na szczęście, ale mam dziecko i dla niego należy żyć i się nie poddawać. To ona trzyma mnie przy życiu.
Chciałabym siły, ogromnej siły, by zakończyć ten rozdział życia, zaczynam pragnąć tego bardziej niż kiedykolwiek.
Żałuję, że "tak" zaczęłam kolejny rok swojego życia........... sad

53

Odp: Rozważania rozwódki.

Czas mija. Życie mija. Lata lecą.

Nie umiem się z nikim związać, zżyć, nie umiem chyba kochać.
Od dwóch miesięcy, jak nie dłużej męczę się ze wszystkim. Sama ze sobą chyba najbardziej.
Cały czas pustka. Serce puste. Dom, praca, dziecko, a na miłość jakbym była zamknięta, jakby wszystko już bezpowrotnie minęło, jakbym się już komuś za dużo dała serca i teraz go brak dla kogokolwiek........

54

Odp: Rozważania rozwódki.

Liwia, to jest na 100% kwestia Twojego podejścia i tego, że sobie zakodowałaś w podświadomości i utrwalałaś przez lata przekonanie, że Miłość polega na bezwarunkowej lojalności i wpatrzeniu jak w posąg w te drugą osobę, w tego mena. A on nic nie musi robić. wystarczy, że jest taki piękny i..po prostu jest.
"Oddałaś mu serce i duszę" i masz wrażenie, że bez jego woli i zgody tego nie odzyskasz.

Nie jest tak? No jak nie jak tak wink

Kobito, jestes taka młoda i na pewno śliczna.. czas wstać z kolan smile

55

Odp: Rozważania rozwódki.

Elle- pewnie masz rację. Podświadomość i te sprawy. Tylko, że ten "on" ma się starać, niekoniecznie ma być posągiem, menem smile . Ja  chyba poprzeczkę postawiam zbyt wysoko-sobie i potencjalnym men-om .
Wszystko skończyło się wraz z rozwodem-takie miewam przeświadczenie.

Młoda-już nie jestem, za żadną miss też się w sumie nie mam (ale dziękuję). Nie wiesz-jak bardzo chciałabym mieć siłę by wstać z tych kolan.

56

Odp: Rozważania rozwódki.

Witaj Liwia:)
Mnie też czas mija i lata lecą. Może te ostatnie kiedy słyszę od mężczyzn, że jestem piękną kobietą.
Jestem sama.
Przywykłam do tego i polubiłam. Ale to nie jest do końca prawdą. Nie mam uregulowanej sytuacji prawnej - taki szczegół...
Chyba chciałabym się jeszcze z jakimś mężczyzną dzielić miłością. Bawić się, poszaleć:) Z koleżankami to jest bardzo fajnie, ale mężczyzny nie zastąpią.
Może trudniej jest otworzyć się na nowe jeśli było się w związku z osobą o zaburzonej osobowości. Lata wspólne pozostawiają ślad.
Mimo wszystko myślę, że co ma być to będzie...

57 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-11-07 23:36:02)

Odp: Rozważania rozwódki.

Jesteś silną kobietą, tylko swej siły używasz do czegoś innego; wiesz o tym od dawna.



Edycja:
W tym (ale nie tylko w tym) wątku sporo razy używasz słowa "chciałabym". Co zrobiłaś, by owe marzenia spełnić?
Kiedyś bardzo chciałam pojechać do Francji, powtarzałam to tak często, że ktoś wreszcie zapytał, co w tej sprawie robię. Stwierdziłam, że... nic. Od tej pory wiem, że jeśli naprawdę czegoś chcę, to robię wszystko, by to osiągnąć, bo od samego 'chcenia' nic się nie zmienia; no może tylko frustracja rośnie.

58

Odp: Rozważania rozwódki.

Bet, nieuregulowana sytuacja pewnie jest barierą. Ja okres "szaleństw" mam za sobą. Od czasu rozwodu od czasu do czasu spotykam się z koleżankami, a tak to raczej przepadam za własnym towarzystwem. Mam wrażenie, że to jest najlepsze rozwiązanie.
Po za tym mam problem ze zrozumieniem co to jest "miłość" do mężczyzny.

Wielokropku, dzięki za wiarę we mnie. Napiszę nieskromnie-widząc niektóre moje koleżanki, mężatki...ja-samotna-radzę sobie całkiem nieźle. Oczywiście, masz rację. Całą energię, siłę pożytkuję na coś innego.
"Chciałabym"- robię coś z tym, staram się, czasem wydaje mi się, że już jest dobrze, po czym spadam w dół i znów na kolana. Nie wiem skąd to się bierze. Czy brak mi wytrwałości, czy wolę się poddać i mieć spokój...nie mam pojęcia.

59 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-11-08 12:55:28)

Odp: Rozważania rozwódki.

Liwio, nie oszukuj się. Wiesz. A ja wolałabym nie mieć racji.

Gdybyś była spokojną, o nic by nie chodziło. Rzecz w tym, że spokojną nie jesteś. To, co sobie robisz, nie jest też wygodą. Ale przyjmuję do wiadomości, że taki jest Twój wybór. Bo podjętą decyzję poznaję po zachowaniu, nie po tym, co ktoś mówi.

60

Odp: Rozważania rozwódki.

Liwia spotkałam mężczyznę, który wrócił mi wiarę w męski ród no i że są jeszcze fajni faceci "wolni".
Wielokropek uświadomiłaś mi, że u mnie jest "chciałabym" a nie "chcę" jeśli chodzi o otwartość na bliskość z mężczyzną.
Jeszcze nie ten etap.
Być może u ciebie Liwia jest podobnie. Ale przyszło mi już wizualizowanie sobie tego. Już wiem, że chcę przejść ten etap, chcę pójść dalej. Czy pójdę - czas pokaże. Spokojnie. Nie przeskoczymy samych siebie.
Również polubiłam samotność, albo gorzej ja do niej przywykłam, ona stała się dla mnie naturalna.
I tego jestem pewna. To mi się nie podoba. Jest fajne na jakiś czas. Zabliźnienie ran ale potem należy iść dalej, bo ten stan za bardzo nam się utrwala i coraz trudniej jest znaleźć siłę i wiarę w jego zmianę.

61

Odp: Rozważania rozwódki.

bet, jeśli za owym 'chcę' nie idzie działanie, to nie ma żadnej różnicy między tym słowem a 'chciałabym'. Bo tu nie o słowa chodzi.

(...) Już wiem, że chcę przejść ten etap, chcę pójść dalej. Czy pójdę - czas pokaże. Spokojnie. Nie przeskoczymy samych siebie. (...)

Jakie piękne usprawiedliwienie. Piękne, tylko zupełnie niepotrzebne, bo możesz żyć tak, jak żyjesz dotąd. Nie prościej powiedzieć sobie prawdę, nie zaś mydlić sobie oczy i narażać na frustrację?

62

Odp: Rozważania rozwódki.

Dzięki Wielokropek. Inaczej to widzę. Nie pomyślałam, że to jest usprawiedliwianie się.
Zgadzam się, że jeśli za słowem nie idzie działanie to nie ma znaczenia co to za słowo.
Jeśli narażam się na frustrację to źle. Dobrze, że mnie ostrzegłaś.

63

Odp: Rozważania rozwódki.

Liwia, Bet, Wiekokropek - jak milo poczytac kobietki z 'moich' czasow na forum smile

Liwia, widzisz, pewne 'odczucia', emocje PO rozwodzie, PO porzuceniu, zdradzie, sa chyba niezalezne od wieku i nawet tego czy z kims jestesmy czy nie.

A mysle tak dlatego ze, mimo ze ja nie mam dziecka, od prawie 2 lat jestem z kims, kto rowniez przyworcil mi jakas tam wiare w wartosciowych facetow i ogolnie jest chyba bardzo dobrze.... Fakt, ze od ponad roku mecze sie z rozwodem i wiec wciaz nie jest to jeszcze zamkniete, tez nie pomaga pewnie.

Mimo powyzszego, to.... no to wlasnie - tez czesto czuje tak jak Ty. Nie wiem co to wlasciwie jest milosc? Czy ja potrafie jeszcze kochac tak naprawde? Ze moze to co mialo juz byc, to jedyne i prawdziwe z mojej strony to juz poszlo... ?

I potem tak sie zastanawiam ile z tego prawdy a ile nastawienia i jak nad nim pracowac....

64

Odp: Rozważania rozwódki.

Witaj ...kiedysbyłam smile

Znam kogoś od prawie 2 lat, kto przywrócił wiarę w normalność (choć czasem bardzo przyziemną), zżyć się nie mogę, bo jest za granicą i widzimy się średnio weekend w miesiącu. Nie wiem jak dalej życie się ułoży. Nic nie planuję. Kiedyś planowałam, ale nie wyszło. Wolę się nie rozczarowywać. Czasem mam wrażenie, że jedyną miłością był bm. Który z resztą wciąż "gdzieś" jest.

Nie jestem spokojna, to prawda. Jestem w większości kobietą, która ma kłopoty ze snem, która wciąż nakręca się myślami, która ma czasem tak dość, że chciałaby zniknąć na jakiś czas i w końcu wrócić odmieniona. To frustracja. Wiem o tym. To utrudnia mi normalne funkcjonowanie. Nie wiem jak długo da się tak żyć.

65

Odp: Rozważania rozwódki.

Prawda jest taka...mój były mąż od kilu miesięcy jest jak inny człowiek. Pracuje, spłacił zaległości na dziecko (mus komorniczy), jest sam (tak?) i wciąż wraca do tematu...kocham Cię , tęsknię, wiem co straciłem, odbijam się od dna, będę walczył o Ciebie ile sił mi wystarczy.
Niekończąca się opowieść hmm

Posty [ 1 do 65 z 120 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozważania rozwódki.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026