Może taki temat tutaj jest, nie znalazłam go, więc piszę, może ktoś wyrazi swoje zdanie......
Jak wynika z tematu-jestem rozwódką. Od 8 miesięcy rozwódka, od 1,5 roku sama....
Obecnie moje życie jest...nijakie. Nie potrafię uporządkować własnych myśli. Mam pustkę w głowie i życiu. Pracuję, zajmuję się dzieckiem, rodzicami, sprzątam, robię wszystko co inne kobiety.... I tak mijają dni, tygodnie, a ja stoję w miejscu. Mężczyźni-były kawy, spotkania, był jeden, który po paromiesięcznej fascynacji został "odprawiony" przeze mnie...
Nie potrafię się na dłużej zaangażować, zawsze znajdę coś co mi nie pasuje, nawet drobiazg. Nie chce mi się kompromisu, wymuszonego kompromisu, nie chce mi się przekonywać dziecka do "kolegi" mamy, które i tak przyzwyczaiło się do bycia tylko z mamą. Nie mam nawet chęci starania się, nic, zero.....
Mój były mąż po tym jak złożył pozew rozwodowy, dostał rozwód... uważa, że zrobił mi to na złość, że mnie kocha, że tęskni (pracuje za granicą)......a ja nic, jak wyłączona. Wydaje mi się, że kocham go, bo zawsze tak było, ale gdy włącza mi się rozsądek wiem-że i tak nic by już z tego nie wyszło. Mam chyba wpojony w głowie wyidealizowany obraz mężczyzny, którego chciałabym mieć, ale nie będę takiego miała. Bo ten wyidealizowany to postać mojego byłego, który i tak nigdy się nie zmieni....
Czy ktoś z Was miał podobnie? Czy kiedykolwiek po rozwodzie można się zakochać? Skąd ta pustka i przekonanie, że sama sobie poradzę i nie potrzebuję do tego żadnego faceta?