u mnie bylo tak , mysle ze wielu przyzna mi racje tutaj, wyprowadzal sie i wprowadzal , jak sie zmeczyl , rekoczyny , wyzwiska , toksyczna tesciowa , obracanie kota worem itd , plakalam ,chodzilam zdolowana , nastawiona na odzyskanie drania za wszelka cene, w koncu chyba ze zmeczenia no i napewno widok dzieci niepewnych jutra mna wstrzasnol do zywego , przyjelam inna strategie ,chodzilam do pracy , zaczelam bardziej o siebie dbac, zadnych kontaktow z mezem , jak zadzwonil to z usmiechem odpowiadalam rob jak ci odpowiada ,zaczelismy zyc wlasnym zyciem , wyjezdzac z dzieciakami od czasu do czasu na narty , nad jezioro , dzieci sie uspokoily , ja tez chyba , jak zobaczyl co sie dzieje , ze nie czekam juz , zyje sama dla siebie , nie probuje go odzyskac , to zaczol przychodzic coraz czesciej , dzwonic ,chcial zabierac dzieci , tylko te juz nie chcialy z nim nigdzie wychodzic,az w koncu dotarlo do mnie ze tak chce zyc, spokojnie bez nigo , plan ktory mial na celu odzyskanie go uratowal mnie przed dalsza jazda na tym szalony rowerze, dojzalam do decyzji o rozwodzie ,zrozumialam ze do niczego nie jest mi potrzebny i tak sama dbalam o wszystko zawsze tylko nie widzialam tego wczesniej