A skad ta pewnosc, ze jestesmy niewyksztalcone? Bo zajmujemy sie dziecmi? Mnie bedzie duzo latwiej zrezygnowac z czegos dla dziecka niz takiej pani prezes. Jej bedzie szkoda opuscic stanowisko, bo a to miala awansowac, a to wlasnie dostala podwyzke. Milion bedzie powodow, dla ktorych macierzynstwo trzeba odlozyc "na pozniej", a takiej budowy domu nie bedziemy raczej odkladac, bo dziecko rosnie, musi miec wlasny kat. Napisalas, Chaber we wczesniejszych postach, dlaczego zdecydowalismy sie na dziecko? Pisalam juz, powod zdrowotny. Moj. Konkretnie z macica. Zreszta niewazne. Pisalas rowniez, ze przy budowie domu dziecko to spory wydatek, bo na razie jest jeszcze ok, ale jak pojdzie do szkoly to masakra finansowa. Otoz, zanim dziecko pojdzie do szkoly minie jakies 5 lat. W tym czasie myslimy juz dom wybudowac. To naprawde sporo czasu i mozna cos zrobic, wiec dziecko nie jest przeszkoda w realizacji naszych planow. Malo tego jest ogromna motywacja, po prostu musimy ten dom wybudwac i koniec, dla siebie, dla dziecka, dla nas...
Podobne tematy
132 2013-11-19 16:56:13 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-11-19 16:57:54)
Wszystko co tutaj piszę, wynika z mojego doświadczenia życiowego. Wiem co to znaczy opieka nad niedołężnym, bo matka pracowała, a pomagałam babci przy dziadku po wylewie. Niestety babcia podzieliła los dziadka. Studia wiadomo - zaoczne. W weekendy mama trzymała dyżur. Fakt odziedziczyłam dom po dziadkach, działki, trochę grosza. Takim oto sposobem wystartowałam. Po drodze były nieszczęścia, typu choroba syna, wypadek męża i pieniądze, kochane pieniądze były ciągle potrzebne. Życie nie znosi pustki, potrafi byc wredne.
Ewika, ale jeszcze nic nie zrobiłaś, rozumiesz to, a trąbisz!
Sluuu, nie taka kolej rzeczy, bo mlodzi powinni mieszkac osobno, a nasza rzeczywistosc. Gdyby nie bylo ciezko, to kazdy by od razu mieszkal na swoim. Ale tak nie jest. I co? Wszyscy leniwi, nieudacznicy? Moj maz jest czlowiekiem bardzo bardzo pracowitym. I co z tego? Trudno jest na samym poczatku i koniec. My i tak zle nie mamy, w porownaniu do niektorych mlodych malzenstw, uwierzcie. Jest na naszej wsi chlopak, ktory ozenil sie w wieku 30 lat. Wyremontowal dom u swojej matki. A ona go wygonila (jego, synowa i mala wnuczke) do starej rudery- pokoj, mala kuchenka i brak lazienki. Chlopak jest listonoszem- niestety, nie wszyscy moga byc magistrami, a ktos listy roznosic musi. Dobrze, ze teraz dostal 3-pokojowe mieszkanie od swojej ciotki, bo swojego sie przeciez "nie dorobil"...
Chaber, strasznie atakujesz, gdy ktos sie z Toba nie zgadza. Moze to i dobrze, ze na starosc nie chcesz mieszkac z dziecmi. Podejrzewam, ze Twoja synowa rowniez by zalewala fora. To taka mala uszczypliwosc z mojej strony. Mozesz mi powiedziec o czym konkretnie trabie? Ze napisalam o swoich planac na przyszlosc? A gdybym napisala, ze bede siedziec cale zycie w tym domu, to by mi zarzucono, ze nie mamy planow ani ambicji i tylko na czyjes czekamy...
A ja na serio: Twoja dedukcja Ewika idzie w dobrym kierunku. Należy kropic taką wredną, żeby synowej przez myśl nie przeszło zamieszkanie z nami.
Hehe, to Ty tak specjalnie? Zeby zniechecic? Droda Chaber, ale my nie bedziemy juz raczej Twoimi synowymi, nie musisz grac wrednej tesciowej ![]()
Przecież to świetny pomysł! Teściówki przed ślubem jak miodzio, po ślubie piołun. Synowe lecą na ten lep, a tak, wiałyby jak ch.....I tak stosunki bywają nie najlepsze. Strata czasu i sił.
No wlasnie powracajac do tematu, bo troche zaniedbalysmy autorke... W glowie mi sie nie miesci, ze tesciowa moze tak Cie obrazac... Nie ma takiego prawa, ktore zezwala na obrazanie Cie. Niewazne, czyj to dom. No w takiej sytuacji to bym sie ostro sprzeciwila... Bo jakim prawem tesciowa wyzywa Cie od najgorszych??? Predko bym odpowiedziala: widzi mama? Jestem zona mamy syna, a swoj na swego zawsze trafi... Moze by cos zrozumiala? I tu rozprawianie o tym, dlaczego autorka mieszka z tesciowa i ze nie powinna, nie ma nic do rzeczy. Po prostu tak jest i raczej sie to szybko nie zmieni, a tesciowa rowniez powinna sie troche ze slowami liczyc... Co za babsko. Ja, na szczescie takiej nie mam, bo bym sie do konca zycia do niej nie odezwala...
Heh bardzo ładnie się opisałaś...
Masz chłopa bo masz kasę? Super heh tylko pogratulować... zapłacisz Mu żeby w odpowiednim momencie zrobił Ci te dziecko?
Mussuka nie masz NIC wartościowego i tyle.
Pieniądze też się kiedyś mogą skończyć.
Już wolałabym mieszkać z wredną teściową i kochającym mężem i upragnionym dzieckiem niż kupować sobie szczęście za pieniądze.Ale każdy ma inne podejście do życia.
Nie mam chlopa, tylko mam partnera. I nie za kase, tylko kase ZAWSZE mialam, jako mezatka tez. A ze malzenstwa nic nie zagwarantuje Ci na zawsze tro lepiej sobie poslac tak aby sie wyspac.
Mnie facet do szczescia nie jest potrzebny, bo umiem sama sie utrzymac, jak jest to fajnie, ale nie ma takiego musu.
Od chlopa to uzaleznione sa wlasnie takie paniusie jak ww. "szczesliwie mieszkajace" malzonki, ktore tam musza siedziec, gdzie je maz posadzil. Na tej samej grzedzie ze swoja mama.
Mussuka
Dom to nie jest zabezpieczenie na szczęśliwe życie.
Ona będzie miała dziecko i męża a za to Ty możesz zostać z kasą i dzieckiem ale bez chłopa...
...
*Niektórzy NICZEGO SAMI SIĘ NIE DOROBILI tylko po rodzicach dostali a teraz wychwalają się czego to Oni nie mają...myślę,że tak jest w przypadku jednej z forumowiczek
Każda "myśli" A POTEM... różnie bywa.
Małżeństwo to gra w jednej drużynie (nie stawianie na swoim i udry na udry) - jak się człowiek musi wciąż miotać między jedna babą a drugą, i nie daj boże, obie mają jedynie słuszną rację... to i święty by nie zdzierżył.
Ale można nie "myśleć" a rozważać i być BARDZIEJ elastycznym. Być może wtedy WIĘCEJ wyborów przed człowiekiem staje, i więcej możliwości, których za "klapkami na oczach" nie widać ![]()
Mussuka, o przepraszam. Skad ta pewnosc, ze bez meza nie damy sobie rady? Ja, na przyklad, dalabym sobie rade. Tego jestem pewna. Jakos od prawie 8 lat nie mieszkam z rodzicami, a mezatka jestem od ponad roku i jakos nie zginelam. Sama na swe potrzeby potrafilam zarobic. A ze mieszkam z tesciowa? To tylko na takiej podstawie oceniasz moje zdolnosci finansowe, samodzielnosc? No wybacz, ale ja znam wiele malzenstw, gdzie synowa mieszka z tesciowa i to synowa wlasnie utrzymuje dom, bo maz woli do kieliszka zajrzec. Wiec to, ze ktos mieszka u tesciow nie oznacza, ze nie jest samodzielny. Zreszta przeciez odkladamy pieniadze, by w koncu sie wyprowadzic i nie mieszkac z tesciowa. To, wedlug Ciebie, mam zakopac sie w kredyt, gdzie nasze zarobki zaleza przede wszystkim od cen owocow, a tych nie mozemy nigdy przewidziec, bo co roku sa inne? To chyba by byla skrajna glupota i nieodpowiedzialnosc. Pakowac sie w kredyt na, przykladowo, 30 lat, gdzie maz pracuje fizycznie? Ciezko pracuje. Nie, dziekuje. Jednak damy sobie rade bez kredytu. Pomeczymy sie 3-4 lata i bedziemy, byc moze, na swoim. W Twoich wpisach da sie wyczytac miedzy slowami pogarde dla mlodych zon i matek, ktore dopiero startuja z zyciem. Nie rozumiem tego.
...W Twoich wpisach da sie wyczytac miedzy slowami pogarde dla mlodych zon i matek, ktore dopiero startuja z zyciem. Nie rozumiem tego.
Sorry - KAŻDEMU można łatkę przypiąć, jak się chce. Czy to Mussace, czy teściowej...
O ile się orientuję (a Ty tez byś mogła PRZED ferrowaniem TAKICH stwierdzeń - czytając INNE posty Mussaki) Ona NIC nie ma do owych "młodych zon i matek". Nie stanowią jakiegoś szczególnego kręgu jej zainteresowań.
Natomiast WIDZI I OPISUJE paradoksy codzienności.
Choćby owo mieszkanie u kogoś i sobaczenie na niego. Zmuszał KTOŚ? Pistolet do łba przykładał? To są te WOLNE WYBORY... Tylko ich konsekwencjami to już obarcza się innych.
Uruchomcie wyobraźnię... Jak się mówi A, to konsekwentnie z tym idzie B i C itd. A że komuś nie działa wyobraźnia? TO do kogo te pretensje?
A kto nie ponosi konsekwencji? Jak juz to mieszkam u meza, nie tesciowej. Zajmuje JEGO pokoj. Tesciowa SAMA przed slubem mowila, cytuje: "Oj, jakos sie pomiescimy, oddam Wam kuchnie, bo to i tak jest Wasze". Wiec i od niej wymaga sie konsekwencji w tym, co mowi. Ona moze i postawila ten dom, ale maz z bratem rowniez wiele pracy w niego wlozyli. Praktycznie wszystkie prace wykonczeniowe to ich dzielo, za ICH pieniadze. Poza tym tesciowa takiej zowu ogromnej laski nie zrobila, niby odstepujac,kuchnie. Pisze "niby",bo niewiele to ma wspolnego z prawda. Maz kupil WSZYSTKIE sprzety, tj. lodowka, pralka, kuchenka. I to z mysla o tym, ze kiedys sie ozeni. Zreszta ciekawa jestem, co tesciowa by zrobila sama, gdybysmy sie wyprowadzili. Absolutnie NIC, bo do kosciola, lekarza, po rente trzeba zawiezc, a utrzymanie takiego duzego domu rowniez sporo kosztuje. Na samo ocieplenie zima idzie duzo pieniedzy, a trzeba jeszcze przygotowac opal- podziabac drzewo, pociac na krajzedze i pila motorowa... I to ma zrobic 65-letnia kobieta? Jej to jest po prostu niezbedne, bysmy tam mieszkali, bo sama nie dalaby rady. Widocznie po to wybudowala taki duzy dom, zeby dzieci rowniez mogly tam zamieszkac. Sama na pewno nie chcialaby go utrzymywac. A teraz co? Wpierdzielanie sie w czyjes zycie, bo ona jest u siebie? No ok, niech tak bedzie, ale zobaczymy, co zrobi, gdy sie w koncu wyprowadzimy... Brat meza nie kwapi sie do pomocy. To na nas spadl obowiazek zajmowania sie sprawami tesciowej, i przy okazji babci. Zreszta, co ja bede sie tlumaczyc. Jej mina powiedziala wszystko, gdy powiedzielismy jej o planach budowy. Nie jest zachwycona. No, ale co mamy zrobic? Zyc jak male dzieci, na czyichs zasadach? Niestety, takie jest zycie. Jezeli tesciowa chce miec opieke, zaplacone rachunki, i nie martwic sie o swoja starosc (bo jak ona da rade utrzymac ten dom?), to rowniez musi popuscic z tonu troche. Na pewno nie sprzyja temu ciagla wpierdzielanie sie w zycie mlodych. Zreszta, wyprowadzka i tak jest przesadzona. Nie bedzie musiala juz znosic synowej, chociaz raczej mnie lubi. Co do Mussuki- podtrzymuje opinie, ze gardzi mlodymi matkami i zonami. W stylu jej pisania jest cos, co tak kaze mi sadzic. Probuje udowodnic, ze jej droga zyciowa jest najlepsza, a kobiety, ktore mlodo zalozyly rodzine sa nic nie warte, bo nie maja pieniedzy, wysztalcenia, itd. Przepraszam, a kim ona jest zeby oceniac styl zycia innych? I czyjes wybory? Autorka wyraznie prosila o rade, co zrobic z wredna tesciowa, a zostala potraktowana jak pasozyt na lasce tesciowej, chociaz wyraznie pisala, ze sa z mezem w pelni samodzielni. Skoro tesciowa nie daje jej jesc, oplaca swoja czesc rachunkow (autorka), poza tym mieszka z mezem w wyremontowanej przez NICH czesci domu, to o jakim uzaleznieniu od tesciowej tutaj mowa?
Ewika99 napisał/a:...W Twoich wpisach da sie wyczytac miedzy slowami pogarde dla mlodych zon i matek, ktore dopiero startuja z zyciem. Nie rozumiem tego.
Sorry - KAŻDEMU można łatkę przypiąć, jak się chce. Czy to Mussace, czy teściowej...
O ile się orientuję (a Ty tez byś mogła PRZED ferrowaniem TAKICH stwierdzeń - czytając INNE posty Mussaki) Ona NIC nie ma do owych "młodych zon i matek". Nie stanowią jakiegoś szczególnego kręgu jej zainteresowań.
Natomiast WIDZI I OPISUJE paradoksy codzienności.
Choćby owo mieszkanie u kogoś i sobaczenie na niego. Zmuszał KTOŚ? Pistolet do łba przykładał? To są te WOLNE WYBORY... Tylko ich konsekwencjami to już obarcza się innych.
Uruchomcie wyobraźnię... Jak się mówi A, to konsekwentnie z tym idzie B i C itd. A że komuś nie działa wyobraźnia? TO do kogo te pretensje?
Anhedonia, odbijam pileczke- ta latke mozna przypiac rowniez synowej. A przeciez to raczej nie synowa sie oswiadczala, a syn owej tesciowej... A ze ktos nie od razu ma swoj wlasny kat, to juz inna sprawa. I mowcie, co chcecie, ale malzenstw w podobnej sytuacji jest wiekszosc niz takich par, ktore to najperw razem sie dorabiaja, a potem slub. Widocznie taka nasza rzeczywistosc.
145 2013-11-21 11:48:39 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2013-11-21 11:50:40)
Anhedonia napisał/a:Ewika99 napisał/a:...W Twoich wpisach da sie wyczytac miedzy slowami pogarde dla mlodych zon i matek, ktore dopiero startuja z zyciem. Nie rozumiem tego.
Sorry - KAŻDEMU można łatkę przypiąć, jak się chce. Czy to Mussace, czy teściowej...
O ile się orientuję (a Ty tez byś mogła PRZED ferrowaniem TAKICH stwierdzeń - czytając INNE posty Mussaki) Ona NIC nie ma do owych "młodych zon i matek". Nie stanowią jakiegoś szczególnego kręgu jej zainteresowań.
Natomiast WIDZI I OPISUJE paradoksy codzienności.
Choćby owo mieszkanie u kogoś i sobaczenie na niego. Zmuszał KTOŚ? Pistolet do łba przykładał? To są te WOLNE WYBORY... Tylko ich konsekwencjami to już obarcza się innych.
Uruchomcie wyobraźnię... Jak się mówi A, to konsekwentnie z tym idzie B i C itd. A że komuś nie działa wyobraźnia? TO do kogo te pretensje?Anhedonia, odbijam pileczke- ta latke mozna przypiac rowniez synowej. A przeciez to raczej nie synowa sie oswiadczala, a syn owej tesciowej... A ze ktos nie od razu ma swoj wlasny kat, to juz inna sprawa. I mowcie, co chcecie, ale malzenstw w podobnej sytuacji jest wiekszosc niz takich par, ktore to najperw razem sie dorabiaja, a potem slub. Widocznie taka nasza rzeczywistosc.
Masz to co wybralas wiec przestan jojczyc tylko pogodz sie z rzeczywistoscia, Ty oraz inne rozpedzone do doroslosci a nie dokonca dojrzale kobiety. Wiedzialas, ze bedziesz mieszkac z tesciowa i cala rodzina pod jednym dachem PRZED slubem? Wiedzialas? Zgodzilas sie? Zgodzilas. Wiec nie jestes u siebie, zgodzilas sie na bycie wspollokatorka pod jednym dachem i teraz nie masz innego wyjscia jak pozostalych domownikow akceptowac, jesli nie szanowac. Przez nastepnych kilka lat.
Ja na taki uklad nie poszlabym za nic, nawet za cene odroczenia slubu o kilka lat. Slub nie zajac, nie ucieknie..jesli to prawdziwa milosc.
Najpierw musialby mi moj przyszly maz pokazac, ze potrafi ze mna wspolnie zdobyc wlasny kat a dopiero pozniej zakladalabym z nim rodzine a nie odwrotnie. Ale jasne, na wsi faceta trzeba lapac poki jest jeszcze chetny. A potem siedzi sie na kupie i narzeka na brak prywatnosci. Ot, polska swojska logika.
No teraz, widze, czepilas sie ludzi ze wsi. Oj, zdziwilabys sie, i to bardzo, jak sie niektorym na wsi zyje, jak juz wyjda na swoje... Oczywiscie Ty nie masz sobie nic do zarzucenia, bo prowadzisz wielkomiejskie zycie. Jak pisalam, wiekszosc ludzi wybiera jak na razie w pierwszej kolejnosci slub. Rowniez tych z miasta. Byc moze Cie zaskocze, ale mam rodzine w miescie, duzo znajomych i wiem, jak jest. Wiec widocznie ten styl, jaki Ty wybralas wcale nie jest taki idealny i rowniez ma swoje minusy. Ja jocze? Wiele razy podkraslam, ze sznuje tesciowa, raczej sie lubimy, ale ma ona swoje wady, bo chce zyc naszym zyciem. I tu mieszkanie z nia nie ma nic do rzeczy, bo jak juz pisala, bodajze, Sandra9011 nawet oddzielne mieszkanie nie daje gwarancji, ze tesciowa nie bedzie sie wtracac. Wiec kto tu jest nie w porzadku? Poza tym nie jestes obiektywna w swej ocenie. Usilnie wypominasz, ze mieszkam z tesciowa. Jakos to, ze pisalam, ze sami sie utrzymujemy, ze pomagamy, ze dbamy o dom i sprawy tesciowej, a nawet to, ze maz kupil wszystkie sprzety domowe, itd. pozostawiasz bez echa. Tak, jakby w ogole nie mialo to znaczenia. Dla nas sa to wystarczajace powody, by nie traktowac nas jak dzieci- i to jest wlasnie moj glowny problem- nie jakies mega klotnie, wyzwiska, itp., ale wlasnie to, ze tesciowa by chciala o wszystkim wiedziec, nie dajac nam prywatnosci. A do tego kazdy czlowiek ma prawo, niewazne gdzie mieszka. I nie przekonasz mnie, ze jest inaczej.
dziewczyny,teraz wiem że żyję!odkąd nie rozmawiam z tesciową bo zmieszała mnie z błotem.seryjnie!nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.nie włazi mi do domu bez pukania po 10 razy dziennie,nie musze słuchac jak obgaduje innych swoich znajomych.hurra.w razie czego,zamykam drzwi na klucz.
No teraz, widze, czepilas sie ludzi ze wsi. Oj, zdziwilabys sie, i to bardzo, jak sie niektorym na wsi zyje, jak juz wyjda na swoje... Oczywiscie Ty nie masz sobie nic do zarzucenia, bo prowadzisz wielkomiejskie zycie. Jak pisalam, wiekszosc ludzi wybiera jak na razie w pierwszej kolejnosci slub. Rowniez tych z miasta. Byc moze Cie zaskocze, ale mam rodzine w miescie, duzo znajomych i wiem, jak jest. Wiec widocznie ten styl, jaki Ty wybralas wcale nie jest taki idealny i rowniez ma swoje minusy. Ja jocze? Wiele razy podkraslam, ze sznuje tesciowa, raczej sie lubimy, ale ma ona swoje wady, bo chce zyc naszym zyciem. I tu mieszkanie z nia nie ma nic do rzeczy, bo jak juz pisala, bodajze, Sandra9011 nawet oddzielne mieszkanie nie daje gwarancji, ze tesciowa nie bedzie sie wtracac. Wiec kto tu jest nie w porzadku? Poza tym nie jestes obiektywna w swej ocenie. Usilnie wypominasz, ze mieszkam z tesciowa. Jakos to, ze pisalam, ze sami sie utrzymujemy, ze pomagamy, ze dbamy o dom i sprawy tesciowej, a nawet to, ze maz kupil wszystkie sprzety domowe, itd. pozostawiasz bez echa. Tak, jakby w ogole nie mialo to znaczenia. Dla nas sa to wystarczajace powody, by nie traktowac nas jak dzieci- i to jest wlasnie moj glowny problem- nie jakies mega klotnie, wyzwiska, itp., ale wlasnie to, ze tesciowa by chciala o wszystkim wiedziec, nie dajac nam prywatnosci. A do tego kazdy czlowiek ma prawo, niewazne gdzie mieszka. I nie przekonasz mnie, ze jest inaczej.
Lubie wies wiec sie jej nie czepiam. Nie rozumiem natomiast oslego pedu do szybkiego ozenku zanim sie ma na wspolne zycie fundusze, jakiekolwiek. Ale ok, niech sobie bedzie i tak od Z do A, jak kto lubi. Ale jak sie wiedzialo co sie bralo to teraz nie ma po co plakac i madrzyc sie, ze ktos sie wtraca. Co, nie znalas tesciowej od tej strony wczesniej? Ja bym z ukochana mama mojego faceta za nic w swiecie nie zamieszkala, bo chociaz jest mila i uprzejma ale tez ma tendencje do matkowania i narzucania sie. Wiec skoro nie chce z nia mieszkac, to nie wchodze w taki uklad. I szukam innych rozwiazan, tak, zeby i partnera miec i niekoniecznie tesciowa na codzien. Jasne to jest?
No ale do tego niestety potrzebna jest ta glupia kasa. Gdzie by sie nie obrocil, tam zawsze o kase sie rozejdzie. Prosta zasada - jak ktos chce miec komfort w zyciu to sie musi o niego sam postarac. Nie chcesz miec wscibskiej tesciowej - to po co u niej zamieszkalas??? Bo to Ty mieszkasz u niej, nie ona u Ciebie.
Nie, nie znalam mojej tesciowej z tej strony. Zreszta duza role odgrywal tu tesc, ktory nie pozwolilby sie jej wtracac. Ale, niestety umarl miesiac po naszym weselu. Zamieszkalam tu, bo chcielismy z mezem wspolnie sie dorobic. A nam do tego POTRZEBNY byl slub. Moze Ty uwazasz inaczej, ale takie jest nasze przekonanie i nie musisz go podwazac. Zreszta wiecznie mieszkac tu nie bedziemy, wiec te 4 lata moglaby chyba wytrzymac bez ingerowania? Czyli, jak dobrze rozumiem, 40-letni brat mojego meza rowniez powinien sie sluchac mamy, bo mieszka u niej? Ciekawe, dlaczego do nich sie nie wtraca. Przeciez brat z zona mieszkaja tu na takiej samej zasadzie, jak i my. I wedlug, Ciebie zapewne, oni sie niczego nie dorobili? Zdziwilabys sie, jak ciezko pracuja obaj bracia. Niestety, dla Ciebie to jest proste- trzeba pojsc do pracy i uzbierac na dom. Niestety, na wsi tak nie jest. Pieniadze inwestuje sie przede wszystkim w gospodarke (mowa tu o tysiacach zlotych, my w tym roku mamy zamiar na nia przeznaczyc okolo 20 tys zl), a to dlatego zeby bylo co jesc. Trzeba kupic ciagnik, trzeba opryskac sad, trzeba zasadzic drzewka, gdzie jedno kosztuje 14 zl, a kupic mamy zamiar 500. Na to ide pieniadze. Fajnie, ze Ty chodzisz do pracy i pieniadze wydajesz na jedzenie i swoje potrzeby. My, zeby jesc musimy wiele dolozyc. Wiec to nie takie proste wybudowac dom.
150 2013-11-21 18:23:06 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-11-21 18:23:41)
...Ale jasne, na wsi faceta trzeba lapac poki jest jeszcze chetny. A potem siedzi sie na kupie i narzeka na brak prywatnosci. Ot, polska swojska logika.
A W TYM punkcie się Mussaka z Tobą nie zgodzę - bo to NA WSI jest zatrzęsienie "starych kawalerów" a panienki dają drapaka do łatwiejszego życia w mieście. Tak mówią statystyki...
Ewiko - samo miejsce zamieszkania nie czyni aż tak olbrzymiej różnicy. Chodzi o samo podejście do kwestii odpowiedzialności za fakt zawarcia małżeństwa i samowystarczalności tegoż małżeństwa. Czy to w mieście czy na wsi, młodym na dorobku nie jest łatwo.
Ale to nie zmienia faktu, że to NIE TEŚCIOWA Wam się pchała do domu. Ona tym domem potomków obdarowała. I szacun jej za to, bo mogła przepisać na jakąś fundację czy stowarzyszenie, jak to robią na Zachodzie w zamian za "dożycie".
I wyjaśnij mi proszę paradoks - jak można ŻĄDAĆ szacunku od osoby, której tymże szacunkiem się NIE DARZY?
Mam Cie w d... ale "TY kapelusz przed mną zdejmij"?
Jak mówi miłe dziecko w jakiejś reklamie (bodaj dotyczy to elektryczności): "to jakieś głupie" ![]()
Anhedonio, masz duzo racji, jezeli chodzi o szacunek. Ale ja swoje tesciowa darze szacunkiem. Nigdy sie z nia nie klocilam. Nawet obiady sobie nakladamy wzajemnie, chociaz ja uwazam, ze ona mi nie powinna i wiele razy jej to mowilam, ze jest mi po prostu glupio. Chodzi o to, ze tesciowa nie szanuje naszej prywatnosci. Niewazne, ze mieszkamy z nia. Powinna jednak pukac, gdy wchodzi do nas do pokoju. To samo tyczy sie dziecka. Nie powinna zabierac go bez mojej zgody. Takie minimum kultury to jednak bym wymagala od swojej tesciowej. To nie jest duzo, a sprawi, ze bedziemy czuc sie swobodniej...I nie byloby problemu... A co do odpowiedzialnosci w malzenstwie- jestesmy w 100% odpowiedzialni za siebie i swoje utrzymanie. Nie pozyczamy pieniedzy od tesciowej, itd. A jezeli chodzi o rachunki, to powiedzialam kiedys mezowi, ze skoro tak placimy, a nie inaczej to rowniez powinnismy placic rachunki za moja babcie, bo przepisala mi dom. Tylko, ze na chwile obecna nie ma tam miejsca, jest zamieszkaly. Maz nie chcial. Wiec wie juz, jak ja sie czuje.
Moja też mi dziecko brała bez mojej zgody
153 2013-11-21 20:22:27 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-11-21 20:31:05)
Ewika nie ważne co robisz, gdzie pracujesz - masz robic tak żebyś nie żałowała. To był Twój wybór - wieś, gospodarstwo, mieszkanie z teściami.
Z dziadkami mieszkałam na wsi. Czego ja się naoglądałam i nasłuchałam - to moje.
Wychowałam się w mieście. Tam młodzi naprawdę bardzo krótko mieszkają z rodzicami. Mała przestrzeń rodzi ogromne konflikty. Staje się na rzęsach i wyprowadza.
Co ciekawe, najwięcej synowych, które są skonfliktowane z teściowymi, mieszka we wschodnich regionach. Przeciętna wrocławianka, poznanianka - stawia na karierę, dorabia się, następna jest rodzina. Na wschód od Wisły odwrotnie. Marzenie o ślubie, dzieciach, dom na szarym końcu, jak teściowa tak dorypie, że uszami wyjdzie. Mąż największe wesela widywał w regionach najbiedniejszych, najmniejsze na północy kraju.
Teściowa nie będzie się narzucac, gdy postawicie jej granice. Żeby skutecznie to zrobic, trzeba byc od niej niezależną, w każdym aspekcie.
W tej chwili teściowa nie szanuje. Poczekamy parę lat, a może krócej i zobaczymy czym mąż w oczy rzuci. Pracuję z facetami, wiem co myślą, co sądzą o utrzymywaniu żony, latami niepracującej.
Ewika akurat Ty może będziesz wyjątkiem, bo jakaś częsc sadu jest Twoja, no i zamierzasz na nim pracowac. Płacicie składkę KRUS, myślicie o przyszłości. Reszta młodych gniewnych musi sobie to i owo przemyślec.
Natomiast Anhedonia ma rację, zawsze można dom za dożywocie komuś przepisac. Mam nadzieję, że i u nas będzie wprowadzą odpowiednie regulacje i będzie można np. zrzec się domu na poczet gminy, w zamian za dożywotnią opiekę.
Moje drogie, teściowe są niekulturalne, wasi mężowie nie zwracali do tej pory uwagi na to? Ich to nie drażni? Skoro nie, to widocznie sami w takich warunkach się wychowywali. Jeśli im to nie przeszkadza, marne macie szanse na zmiany.
I jeszcze coś, teraz nie chcecie żeby dzieci wam teściowa brała. Co zrobicie gdy pójdziecie do pracy? Komu podrzucicie malucha?
No właśnie, wreszcie padło pytanie - co na to Wasi mężowie?
Mój mąż jak widział że moja teściowa zachowuje się rażąco wobec mnie to się odezwal.wtedy jak mi dziecko zabierala to mnie do niej zaprowadził prawie na siłę żebym jej dokładnie wyjaśniła o co chodzi i jak doszło do tej rozmowy to stanął za mną nawet jak się rozplakala bo myślała że to nic takiego
Mojemu mezowi rowniez sie to nie podoba i czesto staje po mojej stronie. Ale on chyba woli jakos przetrwac te pare lat we wzglednym spokoju, chociaz naszym kosztem, i sie wyprowadzic. Wiem, ze ma dosc. Chaber, masz racje, co do kobiet, ktore nie pracuja. Mi maz nie rzuci w oczy, ze mnie utrzymuje, bo mu pomagam, pracowalam na siebie zanim sie pobralismy i mam zamiar to robic. Na skladke KRUS tez ja nalegalam, by placic, wiec nie jestem taka bezmyslna. Mysle o swojej przyszlosci. Poza tym maz nawt by nie chcial, bym, siedziala w domu. Mowil mi to. I bardzo dobrze.
Ja również mam 23 lata, mieszkam z półrocznym synkiem i mężem u teściów. Mają duży, 3-piętrowy dom, mąż pracuje ze swoim tatą w rodzinnej firmie. Ja z zawodu jestem asystentką, ale obecnie zajmuję się tłumaczeniami, ponieważ biegle władam językiem francuskim.
Teściowe od początku chcieli, byśmy zamieszkali u nich, głównie ze względu na wielki dom. Ale myślę, że również potrzebują pomocy, teściowa ma nowotwór, a teść dużo pracuje. Dlatego też cieszą się, że mają nas na miejscu. Mąż jest robotny, dużo robi w firmie i w domu.
U nas też bywają spięcia. Ale zazwyczaj się dogadujemy. Teściowa jest dobrą osobą. Teść jest bardziej, hmm, radykalny.
Można żyć z teściową w zgodzie. Po prostu trzeba ustalić zasady. Na samym początku. I kompromisy. Dobrze jest poznać owe słowo.
Mój teść2lata temu zmarł na raka.to była dla mnie straszna trauma.pamiętam ten dZień jak dziś.teść mieszkał w bardzo złych warunkach.pamiętam jak jakieś dwa dni przed pogrzebem trzebabylo posprzątać w tym jego mieszkanku.zatkał się tam kibelek i niestety wszystko się rozlało na mieszkaniu.najbardziej zabolało mnie to że teściowa i szwagierka powiedziały że się brzydza iść to sprzątać.ja poszłam i robiłam tam porządki a one potrafiły przyjść i pytać mnie jak ja mogę to robić bez obrzydzenia.świnie jedne!na to że nie lubię swojej teściowej składają się różne rzeczy,między innymi to co opisałam.jakby teściowa zachorowała to oczywiście zjadłabym się nią bez problemu bo trzeba być człowiekiem'
159 2013-11-21 21:29:35 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-11-21 21:39:27)
Dokładnie: na samym początku ustalamy zasady.
Nie można niczego brac na przeczekanie. Ten błąd popełnił mój mąż. Na szczęście on za to płaci. Rodzice dosłownie nękają go telefonami, i BARDZO DOBRZE! Trząsł portkami, bał się postawic, urazic - bo to rodzice. Ok, teraz biegunki dostaje na samą myśl o świętach. Jeden z braci jak ma jechac z rodzicami do lekarza, kupuje dwie paczki papierosów, tyle nie pali, ale w ten dzień ...
Nawet jak się wyprowadzicie na swoje - teściowie pozostaną przy swoich zwyczajach. Wizyta bez zapowiedzi, wchodzenie bez pukania, dawanie rad bez pytania, szarogęszenie nie na swoim, itd. Będą tak czynic, bo nikt ich nie napomina. Dzieci wykształcone,obyte, a oni? Rodziców wypadałoby uświadomic, dla ich własnego dobra. Ruszą z wizytą do przyszłych swatów ( tak się chyba mowi? ) i narobią obciachu.
Przepraszam, ale dodam coś jeszcze: naprawdę nie życzę nikomu źle, po prostu wiem, że niezależnosc finansowa jest przepustką do lepszego. Mogę sobie pozwolic na gest Kozakiewicza ( w przenośni oczywiście) w stosunku do teściów. Co mi zrobią, są niekulturalni, nie wpuszczam takich do domu. A przepraszam, teściowa czasami bywa.
Czytam opis teściowych z niedowierzaniem. Moja teściowa zawsze puka, pyta, czy może wziąć wnuczka, robi mi budyń, bo wie, że uwielbiam... Ogólnie gotuje, wiele potraw mi nie pasuje, ponieważ pochodzę z Kaszub, a ona jest rodowitą Ślązaczką ;-))) często więc szykuje drugi obiad specjalnie dla mnie.
Natomiast teściu... on lubi zaradnych ludzi. No i jest mniej delikatny i wrażliwy. Zdarza mu się zapomnieć, że potrzebujemy intymności. I bywa porywczy. Ale to dobry człowiek.
I my i oni - jesteśmy ludźmi. Z każdym da się dogadać. Naprawdę. Ja nawet nie próbuję rządzić, bo raz - nie mam do tego prawa, a dwa - ze względu na mój wiek, po prostu nie wypada. Wiem, że dom jest zapisany na mojego męża - mimo to zamierzamy kupić mieszkanie i się wyprowadzić, gdy synek pójdzie do przedszkola, a ja wrócę do pracy. Z dwiema pensjami będzie łatwiej, bo w ja w tej chwili, niestety, nie mam stałych dochodów.
Widziecie, wiele z nas doswiadczylo lub doswiadcza tego samego. Wazne, by w koncu pojsc na swoje i zyc, jak sie chce. Bo, niestety, nie da sie mieszkac cale zycie z kims tylko i wylacznie na jego zasadach... Przeciez my tez jestesmy doroslymi ludzmi, nie jacys glupi nastolatkowie... Rowniez mamy swoje widzimisie, przyzwyczajenia, itd. Wazne, by sie dogadac. Ale szczegolnie trudno jest mlodym synowym, ktore (tak jak ja) nie chca urazic tesciowej, badz krepuja sie zwocic jej uwage. I tu ogromna rola meza, by postawil granice. Oczywiscie, gdybysmy mieszkali z moimi rodzicami to musialabym to ja je postawic...
Ja w życiu nie upomniałam teściowej w jej własnym domu. Raz, że nie musiałam, a dwa - chyba bym się spaliła ze wstydu.
Jestem właściwie osobą bardzo ugodową w życiu codziennym, ale też i bardzo szczerą. Nie owijam w bawełnę tylko w jednej sprawie, a mianowicie, kiedy idzie o dobro mojego dziecka. Tutaj sobie pozwalam na zwrócenie uwagi, jeśli mi się coś nie podoba. Ja jestem matką i ja jestem za dziecko odpowiedzialna.
Że też teściowa musi od razu być tą złą ? Bycie dobrą teściową też się nie opłaci pomagającą która lubi swoją synową nie wtrąca się do niczego jest na każde zawołanie podporządkowuje się do potrzeb synowej bo na koniec i tak zostanie tą najgorszą wiedżmą ( teściową z dowcipów )
164 2013-11-22 11:24:24 Ostatnio edytowany przez Ewika99 (2013-11-22 11:25:57)
Mola, nie zgodze sie. Synowe to tez ludzie, chyba ze jest sie jakims potworem...i gdyby tesciowa nie wtracala sie w zycie mlodego malzenstwa to na pewno synowa by nie zrobila z niej tesciowej z dowcipow. Bo to chodzi przede wszystkim o to, ze tesciowe za bardzo zyja naszym zyciem. Ja rozumiem, ze mojej tesciowej sie nudzi, chce byc przydatna, stracila meza...Chociaz powiem Wam, ze w jednym mi sie nie spodobala tesciowa, jako czlowiek. I tu ma u mnie minusa. Mianowicie- tesc byl czlowiekiem trudnym, wiem, ze tesciowej nie bylo z nim latwo, ciagle pil, itd. Na starosc, gdy zachorowal, przestal pic, byl czlowiekiem slabym, ale ja sie z nim bardzo lubilam. Nie znalam go od tej gorszej strony, wiec nie mialam powodow, by go nie lubic. Mial tetniaka, ktory w koncu pekl i tescio zmarl. A moja tesciowa, niby taka bogobojna kobieta, a co mu doradzala? Zeby sobie dal spokoj z lekarzami, bo i tak mu nie pomoga, pewnie i tak umrze (takie dogadywnie niszczy psychike chorego jeszcze bardziej). Ciagle tlumaczyla, ze szkoda na to pieniedzy- a to moj maz dal ponad 3tys lapowki, by przyspieszyc operacje, on jezdzil co chwila z tesciem do szpitala oddalonego o 60 km. Wiec nie rozumiem, dlaczego tak ciagle zrzedzila, jakby to o jej pieniadze chodzilo. Malo tego- gdy w koncu tesc zmarl, a bylo to w pazdzierniku (czas zbioru jablek), to wiecie co powiedziala? Ze mogl poczekac jeszcze tydzien to by sie jablka skonczylo, a tak to teraz klopot. I autentycznie byla zla na tescia, ze umarl nie w pore. Ja to zrozumialam tak, ze jeszcze tydzien mogl poczekac, by rodzina mogla sie obrobic z polem, a potem spokojnie sobie umierac. Poza tym ja chcialam jechac do szpitala do tescia, niedlugo przed jego smiercia. To tesciowa nie chciala, bo po co? I tak jest nieprzytomny. Pozniej plulam sobie w twarz, ze jej posluchalam i nie pozegnalam sie z tesciem. Nawet, jezeli chodzi o zalobe to tesciowa zakladala czarne ubrania tylko wtedy, gdy szla do kosciola i jak ksiadz po koledzie chodzil. Dla mnie to zwykle zaklamanie- albo nosze zalobe albo nie i nie robie szopek przed ksiedzem. Poza tym jest taki zwyczaj, ze zona daje rok po smierci meza ofiare, aby odprawila sie msza za zmarlego. To nawet tego nie zrobila... Ta historia ze smiercia tescia sprawila, ze patrze na tesciowa mniej przychylnie. Niby to tylko moj tesc, ale czulam sie wtedy bardzo zle, gdy tak mowila. I tu mam do niej ogromny zal, bo mogla zachowac dla siebie to, ze smierc tescia byla jej na reke. A byla, bo widac to po zachowaniu tesciowej. Tesc nigdy by nie pozwolil jej sie tak mieszac do nas. Dla mnie to troche zaklamana ona jest. A niby taka wierzaca...
Skąd wiesz czy teściowa nie odpłaciła mężowi pięknym za nadobne? Ona też mogła usłyszec, że rodzi nie w porę, i co?
Tesc pił, był podobno trudny. Teściowa jest trudna, a nie chleje i Ty masz do niej jakieś wąty. Jakie byś miała do teścia gdyby żył i dawał wam do wiwatu. Chyba pijusa w rodzinie nie miałaś.
Ja tam się żonom alkoholików nie dziwię. We wsi dziadków pewna kobieta wsadziła do trumny męża flachę. Z ironią stwierdziła, że chłop na pewno i tam będzie jej potrzebował. Słyszałam o takiej co zamiast znicza też półlitrówkę na grób przyniosła. Emocje bywają silniejsze od wszystkiego, po takich przejściach pozostaje żądza zemsty, chocby po śmierci.
Oj Ewika, zaczynasz ględzic jak stara baba. Teściowe też mówią synowym co powinny. Wcześnie wystartowałaś, skoro już teraz dyktujesz co kto ma czuc i zrobic.
Ja jej nie mowie, co ma czuc. Pisalam, co ja czulam. A Ty jakbys sie czula, gdyby ktos mowil o smierci osoby,ktora bardzo lubilas i szanowalas w ten sposob? Chaber, za wszelka cene probujesz mi udowodnic, ze jestem wredna suka. A to nieprawda. Co bym nie napisala to i tak bedziesz sie we wszystkim doszukiwac mojej winy. Ty sobie postawilas za zadanie udowodnienie, ze to ja jestem be, a tesciowa fajniutka, bo dom przepisala. Dom byl przepisany, jak jeszcze nie znalam mojego meza, wiec to w swietle prawa u niego mieszkam. Moze i nie jestem swieta i idealna, ale na pewno nie jestem tez taka, za jaka Wy mnie uwazacie.
Czy tesciowa odpowiedziala pieknym za nadobne? Nie wiem, ale i Ty nie mozesz zaswiadczyc, ze tesc powiedzial do niej, ze nie w pore rodzi. To jest tylko Twoj domysl. A to, ze on nie umarl w pore to slyszalam na wlasne uszy. Wiec trzymajmy sie faktow. Poza tym wydaje mi sie, ze probujesz bronic zachowania mojej tesciowej na wszystkie mozliwe sposoby, chociaz jej nie znasz.
Poza tym tesc juz od 10 lat nie pil, gdy ja tam zamieszkalam. Miesiac mieszkalismy razem i bylo mi i mezowi o niebo lepiej, gdy zyl. Tesciowa miala swojego meza i do nas sie nie wtracala.
...Niewazne, ze mieszkamy z nia. Powinna jednak pukac, gdy wchodzi do nas do pokoju. To samo tyczy sie dziecka. Nie powinna zabierac go bez mojej zgody. Takie minimum kultury to jednak bym wymagala od swojej tesciowej. To nie jest duzo, a sprawi, ze bedziemy czuc sie swobodniej...I nie byloby problemu...
TO nie ROZPATRUJ to w kategoriach kultury i szacunku TYLKO panujących zasad.
Zdaje się, że twoja teściowa TAM mieszka NIEMAL całe życie TY bodaj ROK?
Czyje zasady panują w czyim domu? Teściowa NIE JEST u Siebie czy może (jeszcze) jest?
Skoro babcia przepisała na Ciebie swój dom, to może warto rozpatrzyć TO jako opcję alternatywną - jeżeli TU wytrzymać nie MOŻESZ?
...Widziecie, wiele z nas doswiadczylo lub doswiadcza tego samego. Wazne, by w koncu pojsc na swoje i zyc, jak sie chce. Bo, niestety, nie da sie mieszkac cale zycie z kims tylko i wylacznie na jego zasadach... Przeciez my tez jestesmy doroslymi ludzmi, nie jacys glupi nastolatkowie...
Dorośli wiedzą, że "jak wejdziesz między wrony..."
Przyszła "nowa gospodyni" i chce mieć więcej do powiedzenia od tej, która na to co nowa zastała, całe życie pracowała? Na tym ma polegać TEN szacunek?
A KTO według Ciebie ustali ZASADY panujące w Twoim domu?
TY czy ktoś, kto zwiąże się z twoimi dziećmi? Tak wybiegając NAPRZÓD?
Co z tym zamykanie drzwi na klucz? Nie da się? Wszak WYMUSI pukanie...
Jakie zasady ja chce niby ustalac? Czy przekladam jej rzeczy w szafkach, mowie, o ktorej ma chodzic spac, co jesc? NIE. Ja tylko chce, by nie wtracala sie w nasze zycie. Jesli, wedlug Ciebie jest to jakakolwiek zasada to wybacz... I pisz sobie, co chcesz. Ja wiem lepiej, jak sytuacja wyglada. A jezeli chodzi o pierwszorzedna gospodynie- to ja mam w nosie, jak tesciowa sie gospodarzy i co robi, wazne tylko bysmy my na tym nie cierpieli. Niech sobie bedzie gospodynia, ile chce, ale o ile mi wiadomo, to paleczke kiedys trzeba oddac. A jak nie chce, to mi to wcale do szczescia nie jest potrzebne. Byle tylko sie nie wtracala. I nie powiesz mi, ze wtracanie sie w zycie mlodych to jest taka zasada mojej tesciowej, bo jezeli tak jest to jest bardzo niekonsekwentna w tych swoich zasadach, bo do brata na gorze nie wchrzania sie w ogole.
I owszem, bede to rozpatrywac w kategorii KULTURY i SZACUNKU, bo do tejze naleza opisane przeze mnie sytuacje, a nie do jakichs wyimaginowanych zasad.
Dopóki jedna drugiej będzie mówic jak ma życ, dopóty spokoju nie zaznacie. Tesciowa powinna pukac (koniecznie zamek w drzwiach, przyspieszy naukę), mąż powinien delikatnie matce zwracac uwagę, tyle razy powtarzac jak zdarta płyta, aż sie utrwali.
Natomiast Ty Ewika nie mów co teściowa powinna, bądź czego nie. Nie dala na mszę, jej sprawa. Martw się, żeby nie zamówiła w intencji np: opamiętania synowej, zgody w rodzinie, poszanowania starszych.
Tak jak ja nie wiem co się działo u moich teściów w przeciągu trwania ich długoletniego małżeństwa, tak i Ty podobnie. To, że tesc nie pił (wielu na stare lata siada na tzw czterech literach, bo wątroba, nerki, woreczek żółciowy są na wykończeniu) w końcówce żywota i był grzeczniutki, nie oznacza automatycznego niepamiętania wcześniejszych wybryków.
Do Ciebie Ewika nie dociera pewna prawda: już stajesz się teściowo-podobna. Niech teściowa robi co chce, Ty żyj swoim życiem i swojej rodziny.
Bo jak za bardzo zaczyna się myśleć o teściowej i jej wszechwładnej ręce sprawiedliwości... to faktycznie zaczyna się zatracać własne życie.
Zdanie "Niech teściowa robi co chce, Ty żyj swoim życiem i swojej rodziny." - na ścianie wypisać i czytać jak najczęściej
Uwierzcie, ze chcialabym zyc tylko wlasnym zyciem, ale nie da sie, gdy ciagle w malzenstwie jest ktos trzeci. Ja tesciowej nie mowie, jak ma gotowac, itd. Mnie to naprawde nie interesuje. Ale ona mi probuje narzucic swoje zasady, badz co badz delikatnie, ale jednak- ostatnia sytuacja, gdy kroilam kalafior na obiad- slowa mojej tesciowej: ja to nigdy nie dziele na rozyczki przed ugotowaniem, zawsze w calosci gotuje. I o ile na poczatku malzenstwa nie mowila mi, jak mam gotowac to teraz zauwazylam, ze coraz czesciej pojawia sie owe: "ja zawsze" albo "ja nigdy". Oczywiscie udalam, ze nie wiem, o co jej chodzi i powiedzialam: aha, no a ja zawsze kroje. Bez klotni, obrazania, zawsze staram sie dyplomatycznie odpowiadac. Ale ile mozna ciagle odpowiadac dyplomatycznie? Za kazdym razem to juz po prostu, przepraszam za wyrazenie, czlowieka wkurwia. Nawet swiety by stracil cierpliwosc. Czy naprawde nie moglaby przejsc do porzadku dziennego nad tym, ze gotuje i robie wszystko po swojemu? Zajac sie w tym czasie czyms innym, a nie patrzec na rece... Niech sobie ona zyje swoim zyciem, robi co jej sie zywnie podoba, ale i da troche swobody innym.
Ile mieszkasz u tej teściowej? Zaledwie rok i sama widzisz co się z Tobą dzieje. Poczekaj tyle co żona Jarka. Jesteś zależna od męża - niestety.
Oooo, tyle to ja tu mieszkac nie zamierzam... Jezeli bede musiala, to na szczescie nie jestem zalezna od meza, jak piszesz i mam gdzie pojsc. Prace tez bym znalazla. Nie jestem w zadnym stopniu zalezna od meza, mieszkamy tu tymczasowo, wiec te pare lat jakos wytrzymam. A godze sie na taki uklad dla dobra mojej rodziny, bo wierze, ze w koncu wyjdziemy na swoje. Nie boje sie zycia, potrafie sie wziac z nim za rogi, jezeli sytuacja naprawde tego wymaga. Co do jednego- masz racje Chaber, mieszkam tu dopiero rok, wiec wstydze sie sprzeciwic. Na szczescie nie jestem az taka "sirota" i gdy juz troche przywykne do mieszkania tu, to bede mowila, co mi sie nie podoba. Oczywiscie, to, co bedzie sie tyczylo mojej rodziny. Reszta mnie nie interesuje. Niech robia i zyja po swojemu. Jezeli uznam, ze podzial rachunkow jest krzywdzacy dla mojej rodziny to to powiem. Potrzebuje tylko troche czasu. I nie chodzi mi tu o tesciowa. Ja jestem w stanie zniesc (placenie za nia). Chodzi o corke brata, ktora sie nie doklada. Nie mamy zamiaru placic za nia nie wiadomo, ile. W ogole dziwne sa dla mnie obyczaje tu panujace. Wczoraj 20-letni syn brata pozyczyl od mojego meza 20 zl. Mial oddac do wieczora. Oczywiscie tego nie zrobil. Niby to nie duzo, ale chodzi o dane slowo. Robia nas w bambuko, a my mamy siedziec cicho i na to wszystko zapie....? A ze nie odda, to jestem pewna. Pozyczyl, bo twierdzil, ze potrzebuje na bilet. Musi jechac do szkoly i przywiezc rodzicom zaswiadczenie, ze do niej uczeszcza, bo mu nie wierza... W sumie to maja racje, bo owy syn pali marihuane, pije, nie wraca do domu po 3 dni i niec nie mowi rodzicom. Ojcu ciagle zarzuca, ze nic od niego nie dostal, podczas, gdy utrzymuje dorosla corke i jej rodzine... Zachowuje sie w ten sposob, bo ma dosc sytuacji, ze nie ma wlasnego pokoju. Doslownie sie stacza... A brat juz nie wie, co ma zrobic. Gdyby powiedzial tej corce, ze ma sie dokladac albo skonczyc ten remont u swojej tesciowej i sie w koncu wyprowadzic to moze by sie wszystko ulozylo... Ale tego nie robi... Moj maz dal sie nabrac bratankowi i pozyczyl mu pieniadze. A ja juz nie mam sil do tej sytuacji, zwlaszcza, ze ten bratanek powoli kradnie z domu i sprzedaje, rowniez nasze rzeczy. Ostatnio sprzedal nasza tube z samochodu, a swojemu ojcu ukradl rope do ciagnika, gdzie litr kosztuje okolo 5 zl. A tych litrow bylo 60... No ladne mi zasady panuja w tym domu. Ale oczywiscie ja, jako wredna synowa mam sie nie wtracac, mam siedziec cicho i niech wyniesie mi pol rzeczy, niech nie oplacaja rachunkow, my oplacimy przeciez, bo w koncu "takie zasady panuja w tym domu"...
Same wiec widzicie, ze na moje samopoczucie ma wplyw wiele czynnikow- wscibskosc babci, nachalna tesciowa, corka brata z rodzina, ktora nie doklada sie do rachunkow, bratanek, ktory nas zwyczajnie okrada, nie oddaje pieniedzy, itd. Wytrzymuje to tylko dlatego, ze kocham meza, jestesmy zgodnym malzenstwem i chcemy w koncu zbudowac wlasny dom. Nie wiem, czy ktorakolwiek z Was siedzialaby cicho w takiej sytuacji. Przeciez maz nie porzuci wszystkiego i sie nie wyprowadzi tylko dlatego, ze dzieci brata nie sa w porzadku. I tak to on musi myslec o wlasnym kacie. Z bratem meza idzie sie dogadac, lubimy sie. Zreszta mysle, iz on sobie zdaje sprawe z tego, ze poniekad my mamy przez jego dzieci nadplaty w rachunkach i ogolne straty... Nawet, jezeli chodzi o zwykly spokoj, bo gdy jego syn zniknie z domu, to my martwimy sie tak samo. Potem wysluchujemy awantur, jakie mu robia z tego powodu itd. Naprawde w tym domu jestesmy poniekad na przegranej pozycji. Na szczescie sie wyprowadzimy i niech sobie robia, co chca. Moga sobie przestrzegac tych swoich "zasad". Oczywiscie, jak nie za 3 lata to za 5, ale sie wyprowadzimy, bo musimy liczyc sie z tym, ze przy budowie rozne kwiatki wyjda... Naprawde, wiele z Was rowniez by narzekalo, gdybyscie byly na moim miejscu. Ktos powie- sama wybralas. Owszem, ale mojego meza wybralam, a nie problemy calego domu. Bo co mnie obchodzi, ze tesciowej sie nudzi i chce sie czyms zajac (dokladniej naszym zyciem), ze corka brata chce wyremontowac poddasze u swojej tesciowej i wiecznie pieniedzy nie maja, chociaz do niczego sie nie dokladaja (przeciez my pokryjemy ich utrzymanie), ze bratanek przechodzi mlodzienczy bunt i wojuje z calym swiatem (przeciez zawsze moze nas oszukac i wymanic pieniadze)... My mamy swoje problemy, swoje plany. I naprawde chetnie bym opuscila ten dom i poszla rzadzic sie na swoje, tylko jak, skoro mamy taka sytuacje, ze musimy po trochu do wszystkich dokladac...? Jednak chyba nie jest im tak zle ze mna i moim mezem, bo kto utrzyma polowe domu? Na pewno nie corka brata ani syn, bo on na razie to tylko z domu wynosi... Wiec niech i oni nie narzekaja, ze sie szarogesze czy cos...
...My mamy swoje problemy, swoje plany. I naprawde chetnie bym opuscila ten dom i poszla rzadzic sie na swoje, tylko jak, skoro mamy taka sytuacje, ze musimy po trochu do wszystkich dokladac...? Jednak chyba nie jest im tak zle ze mna i moim mezem, bo kto utrzyma polowe domu? Na pewno nie corka brata ani syn, bo on na razie to tylko z domu wynosi... Wiec niech i oni nie narzekaja, ze sie szarogesze czy cos...
CZY coś...
Wybrałaś męża z "dobrodziejstwem inwentarza" czyli jak to mówią: "widziały gały CO brały (w "załączniku")/ Dorosła jesteś i chyba przyczynowo-skutkowość nie jest dla Ciebie odkryciem nieznanym? Z wygody (mam na myśli pozostałych członków stada) - nikt rad rezygnować nie jest ![]()
Dopóki nie wyjdziesz z tego domu SAMA Siebie skazujesz na mordęgę. Bo zmienić to sobie możemy najwyżej siebie - kogoś NIE DA RADY... Najwyżej można tłumaczyć i PROSIĆ.
Zamęczysz się.
Anhedonio, masz racje- to my musimy sie wyprowadzic i taki mamy zamiar. Zgodze sie rowniez, ze wiedzialam, co bralam, ale tyczy sie to mojego meza, z ktorym mi dobrze, a nie jego rodziny. Owszem, znalam ich, to mili ludzie, ale nie przebywalam z nimi na codzien. Takie kwiatki wyszly dopiero po slubie, nie wiedzialam, ze beda takie sytuacje, jak te z bratankiem... Gdy moj maz byl jeszcze moim chlopakiem, to malo chodzilam na gore, do jego rodziny. Nie znalam tego domu "od zaplecza" i jakos niezrecznie by bylo wypytywac o ich prywatne sprawy.
Podziwiam Twoją teściową
musi być dobrą kobietą i matką przyjąć tyle osób pod swój dach (tyle rodzin) to przekracza ludzkie pojęcie że tak się wyrażę istny dom wariatów i ona wszystkie problemy jakie się dzieją w tym domu widzi i przeżywa więc jak się ma zachować może to ją przerosło , szuka wsparcia ,bratniej duszy te rady które Ci udziela może nie są złośliwe robi to nie świadomie może w ten sposób chce się z Tobą zaprzyjażnić wiem że nikt nie lubi jak ktoś doradza i się wtrąca też jesteś zdenerwowana tą całą sytuacją i wszystkie rady odbierasz bardzo negatywnie spróbuj ją zrozumieć porozmawiaj z nią tak normalnie jak kobieta z kobietą o pierdołach jak przyjdzie z radami zignoruj uwagi albo rozwiń temat na jakąś uwagę udaj że jesteś zainteresowana tym co ma do powiedzenia jak ona to robi a zrobisz po swojemu być może brakuje jej tego zainteresowania jej osobą że nikt nie liczy się z jej zdaniem , spróbuj a na pewno coś się zmieni .
Dziekuje Mola za rade:). Ja naprawde staram sie miec z nia dobre relacje i one sa poprawne. Nie obruszam sie za kazdym razem, gdy cos mi doradza,ale niekiedy brakuje mi juz sil na to wszystko. Powiem Ci szczerze, ze bylam nawet zla wlasnie o ta jej dobroc- ze mieszka tu tyle rodzin- a teraz przez to sa problemy. Jest za duzo gospodyn, gospodarzy, kazdy chce po swojemu, a tu trzeba sie przede wszystkim ciagle z kims liczyc. Nawet mowilam mezowi przed slubem, ze obawiam sie, iz takie mieszkanie na kupie nie wyjdzie i beda problemy. Juz wtedy wspominalam, ze jak sie tylko dorobimy to sie wyprowadzamy. Jest to jedyne wyjscie w tej sytuacji.
To prawda- tesciowa jest dobra kobieta i matka- za dobra. I teraz przez jej dobroc sa problemy. Chcialaby wszystkim serce oddac, ale sposob, jaki wybrala jest zly. Ona specjalnie wybudowala tak duzy dom po to, by dzieci mogly w nim mieszkac. Tylko ze nie przewidziala jednego- nikomu na dobre to nie wyjdzie. Wspolnota jest bardzo uciazliwa, niby cos jest Twoje, ale bez przerwy musisz sie liczyc z tym, ze czyjes jeszcze.
Podobno ślub bierzemy z mężem, a nie z jego rodziną. Ślub tak, ale nie damy rady odciąc się od tej rodziny zupełnie. Tak czy siak, ma ona wpływ na nasze małżeństwo.
Ewika, jak mogłaś przewidziec, że teściowa będzie taka? Po prostu każdy z nas ma inny charakter, inne przyzwyczajenia, wady. Gdybyś mieszkała z innymi ludźmi, np. w okresie studiów, wynajmowała pokój na spółkę z kimś - wiedziałabyś jak trudno jest się dogadac, na jakie kompromisy trzeba isc, oko przymykac, puszczac mimo uszu.
A różnica pokoleń? To też ma znaczenie. Podobnie jak miejsce wychowywania, wiara oraz inne czynniki, które wynosimy z domu.
Tak jak Ciebie drażni teściowa, tak mnie goszczące u nas pannice. Też mi mówią, że one tak nie robią, one tak by nie mogły, ich mamusia inaczej postępuje. Zawsze odpowiadam z uśmiechem: to mój dom, moje widzimisię, a wy zrobicie po swojemu na swoim. Foch strzela niemal każda, nie umieją tego strawic.
Niestety nieraz można przedobrzyć teściowa chciała jak najlepiej dla swoich dzieci tylko nie pomyślała o tym że założą rodziny i wejdą w ich życie osoby z zewnątrz z różnymi charakterami i przyzwyczajeniami , nie zazdroszczę Ci tej sytuacji mam 4 dzieci mają już swoje rodziny i dzieci ale nie chciałabym aby którekolwiek zamieszkało z nami ja też nigdy nie mieszkałam z rodzicami ani teściami dla dobra wszystkich .
...teściowa chciała jak najlepiej dla swoich dzieci tylko nie pomyślała o tym że założą rodziny i wejdą w ich życie osoby z zewnątrz z różnymi charakterami i przyzwyczajeniami , nie zazdroszczę Ci tej sytuacji mam 4 dzieci mają już swoje rodziny i dzieci ale nie chciałabym aby którekolwiek zamieszkało z nami...
Amen ![]()
Mam podobnie. Jedno ze mna jeszcze mieszka. Nie wyobrażam sobie, aby wszystkie.
Ale "jak się nie ma co się lubi (WŁASNEGO domciu) to..." ???
Ja tez mam klopot z przyszla tesciowa. . . i juz nie wiem co robic. przepraszam ze pisze tyle jako komentarz ale jeszcze nie doszlam do tego jak otworzyc nowy temat...
kilka slow o tesciowej: jest to osoba bardzo trudna do zrozumienia, chetnie kontroluje innych, gdy tylko ktos sie jej sprzeciwi lub nie jest tego samego zdania (np. znajomy lub jej wlasne dzieci) automatycznie wybucha, wierci dziure w brzuchu az bedzie tak jak ona chce a dana osoba staje sie jej wrogiem. -.- Rowniez jej dzieci (syn i corka) nie potrafia prowadzic z nia normalnej, luznej rozmowy i czesto narzekaja ze zyje ona w zupelnie innym swiecie... Gdy ja poznalam, myslalam ze i ona i moj narzeczony sa jeszcze troszke zestresowani nowa sytuacja i dlatego rozmawiaja ze soba tak sztucznie, jak piesi stojacy na pasach, lub sasiedzi ktorzy "niestety" spotkali sie w windzie. Ale mijaly miesiace i nic sie nie zmienialo, narzeczony stawal sie inna osoba w towarzystwie matki i jest tak do dzis. Zawsze jest zestresowany, na jej pytania odpowiada zupelnie innym glosem, jakby sie bal ze powie cos zlego a ona znowu wybuchnie i bedzie awantura i niepotrzebna dyskusja. Moje proby zozluznienia ich stosunkow ona uwaza jako bezczelnosc i daje mi do zrozumienia ze gdy nie jestem pytana mam siedziec cicho... ja jednak zauwazylam ze moj narzeczony troszke sie rozluznil i nie jest juz az taki spiety podczas rozmow z matka. nie jest co prawda tak jak byc powinno ale troszke lepiej.
Tesciowa jest dekoratorka wnetrz, czlonkiem sekty, wierzy w dla mnie troszke dziwne rzeczy typu energia itd. (poznajac obca osobe nie zwraca uwagi na jej charakter itd. lecz kieruje sie "impulsami energetycznymi", sorki ale nie wiem jak mam to dokladnie nazwac) gdy stwierdzi ze od poznanej osoby bucha negatywna energia, nie ma szans by zmienila zdanie. Ta osoba staje sie dla niej kims bezwartosciowym. Rowniez czesto nabija sie z osob pracujacych fizycznie, miedzy innymi chodzi o moich rodzicow...
A to moj problem po statniej wizycie:
Mieszkam z narzeczonym prawie 300km dalej, tydzien temu stwierdzilismy ze przydaloby sie odwiedzic rodzine, wiec pojechalismy.
Myslalam ze tesiowa juz troszke "zmiekla" i zaakceprowala fakt ze teraz mieszkamy razem i sie kochamy, ale jednak sie mylilam.
Najpierw zajechalismy do moich rodzicow, zjedlismy kolacje i godzinke pozniej pojechalismy do tesciowej.
Pierwsze pytanie jakie padlo: "Kiedy przyjechaliscie?" nato my odpowiedzielismy ze godzine temu a ona na to "Aha najpierw pojechaliscie do rodzicow Magdy"- i krzywa mina z nutka zazdrosci... Nic sobie z tego nie robilam, i wcale nie zareagowalam.
Po godzinnej, dosyc sztywnej rozmowie, poraz 10 padl tekst, ze chcialaby poznac moich rodzicow.
(Musze dodac ze mieszkam w niemczech i moi rodzice nie znaja jezyka zbyt dobrze)
Ja natomiast wspolnie z narzeczonym, delikatnie probowalismy jej wyjasnic ze to nie pora, i ze oni prowadza zupelnie inny tryb zycia, maja inne zainteresowania i spotkanie w obecnej chwili byloby sztuczne i prawdopodobnie nieudane. Tesciowa natomiast strasznie sie zdenerwolala, ze nie potrafi zrozumiec takiego nastawienia i nie zyczy sobie twierdzenia ze ona nie potrafi zozmawiac z ludzmi.... i sie zaczelo. Przeciez nikt czegos takiego nie powiedzial. Kilka razy probowalismy jej wytlumaczyc ze zle nas zrozumiala, ale to jak ze sciana. Gdy myslalam ze zrozumiala ze niki nie chcial jej urazic, zadawala pytania, zeby jej wyjasnic dlaczego mamy do tego takie podejscie a nie inne.... Jak juz mowilam, jest to osoba ktora "twierdzi" ze czuje czy cos jest dobre a nie mysli, zawsze zyczy sobie dokladnych wyjasnien, dlaczego tak czujesz? Gdzie to czuje? Czy czujesz ze to jest dobre? itd itd.... No wiec i tym razem bylo podobie. Chcialam jej wytlumaczyc ze nie jestesmy jeszcze gotowi na ten krok, ze moi rodzice sa bardzo zajeci bo duzo pracuja itd... niczego od niej nie chcialam, oczekiwalam tylko ze moze zrozumie. A ja i moj narzeczony nie bedziemy musieli znowu klamac i wymyslac bajek by doprowadzic do zmainy tematu...Ale nie liczylam sie z tym ze z takiego "glupiego" tematu bedzie awantura. Po mojej wypowiedzi ze jest to trudne, moi rodzice duzo pracuja ona poczula sie urazona, ze niby twierdze ze ona nie pracuje, ze jest leniwa! A ja nawet nie mialam tego na mysli, nawet mi to do glowy nie przyszlo... Narzeczony obronil mnie i powiedzial ze zle to wszystko zrozumiala. Ale ona jakby nie chciala sluchac... nie docieralo do niej to co jej tlumaczylismy, gdy powiedzielismy jej komplement ona twierdzila ze tylko udajemy, i zaczynala od nowa ze ja urazilam, krytykowalam i tak kilka / kilkanascie razy pod rzad... zadne tlumaczenie nie pomagalo, ze nie to mialam na mysli, ze zle mnie zrozumiala (na to ze zle mnie zrozumiala z obraza powiedziela ze w takim razie twierdze ze jest glupia) Bozeee przeciez wcale tak nie bylo... i w sumie byla gadka o nic. ona zadala wyjasnien, ja staralam sie tlumaczyc, ale ona w prawie kazdym zdaniu znalazla haczyk... i przekrecala wszystko co sie tylko da... Gdy moj narzeczony dal jej do zrozumienia ze jest po mojej stronie i ze ona nic nie rozumie, stwierdzenie bylo jedno ... ze ja mam na jej syna zly wplyw i ze to co on mowi to tylko powtarzanie moich slow i nie ma to nic wspolnego z jego zdaniem na ten temat. Jak dla mnie nie ma gorszej rzeczy niz wmawianie komus na sile ze jest tak a nie inaczej... ale trudno. Z dziesiec razy ja przeprosilam za to ze zle mnie zrozumiala, ze jest mi przykro i nie chcialam jej zranic, urazic itd... ale nic. gdy narzeczony jeszcze raz wytlumaczyl jej wszystko wygladalo na to ze sie uspokoila... na porzegnanie przytulilam ja, pocalowalam w policzek i jeszcze raz powtorzylam ze jest mi przykro. Pojechalismy do moich rodzicow i wszystko bylo ok.
Jednak dwa dni pozniej, narzeczony dostal sms-a od matki.... ze medytowala na ten temat, i doszla do wniosku ze jestem falszywa, jadowita zmija i nie zmienila zdania co do wszytskich wypowiedzi i nie przyjmuje moich falszywych przeprosin. Nadal uwaza ze chcialam jej "dowalic"... Teraz rozpowiada znajomym ze jestem taka i owaka... ze szacunku nie mam do ludzi itd. a ja ludzi bardzo szanuje, szanuje kazdego, obojetne czy biedny, bogaty, gruby, chudy.... kazdy zasluguje na szacunek. ale wedlug mnie oklamywanie tesciowej i ciagle dopasowywanie sie jej widzimisiom rowniez nie ma nic wspolnego z szacunkiem. to bardziej oznaka strachu przed jej reakcja... szczera rozmowa jest oznaka szacunku... mysle ze jest to znak ze sie komus ufa i pragnie wyjasnic problemy...
Narzeczony bal sie ze go opuszcze, musze przyznac ze o tym pomyslalam, ze jestem niepotrzebna i lepiej byloby gdybym odeszla.
Potem powiedzial ze nie bedzie utrzymyawac z matka kontaktu, moze ona zrozumie ze nie jest pepkiem swiata i przystopuje. ale ja nie jestem tego taka pewna czy to dobry pomysl. powiedzialam mu ze ja niemam prawa krytykowac jej podejscia do innych osob i do zycia. Jezeli ma sie cos zmienic powinien z nia porozmawiac, jako syn, powiedziec co jest dobre a co zle, co powinno sie zmienic. ale on nie chce. powiedzial mi ze jest to kobieta zakochana sama sobie i nie bedzie z nia dyskutowal bo kazda tego typu rozmowa konczy sie awantura a na koniec on musi ja przeprosiac za to ze ja zdenerwowal...
Kiedys chciala wciagnac mnie i narzeczonego do tej sekty, ale opowiadala ze to tylko prezentacja na temat "kim jest czlowiek" pomyslalam, czemu nie, ciekawe co maja do powiedzenia... natomiast po dotarciu na miejsce okazalo sie ze osoby tam obecne tylko modla sie w innym jezyku, i ida calowac stopy guru i modla sie do figurek jakies nieokreslonej postaci...
Ale przezylam, bylam zawiedziona ze chodzilo tu o sekte a nie o zwykla prezentacje. tydzien po tym dziwnym spotkani zadala mi pytanie co o tym wszystkim uwazam. ja natomiast odpowiedzialam ze jestem katoliczka i nie chce brac udzialu w takich spotkaniach i ciesze sie ze moj narzeczony sie tym nie interesuje... wynik byl taki ze zaczela mnie obrazac, ze kosciol i moja wiara to gowno, a ja jestem nikim, jestem jakas laska ktora on sobie przyprowadzil i nie mam prawa odciagac jej syna od tego co dla niego dobre. .(czyli bycia czlonkiem sekty)ze on jeszcze sam nie wie co jest dla niego odpowiednie a ja sie wtracam tam gdzie mnie nie chca..bla bla bla.... to byl skrot pierwszej awantury... pragne dodac ze pytalam narzeczonego czy on chce chodzic na te spotkanie, on odpowiedzial ze nie. ale matka z ojcem go zawsze zmuszali i nikt nigdy nie zapytal go o zdanie. gdy tylko chcial matce powiedziec ze nie chce brac juz wiecej udzialu w tym wszystkim byla awantura....
(Jezeli zrobilam jakies byki w pisowni to serdecznie przepraszam :-))
Moje pytanie: Czy moze mi ktos poradzic jak poprawic stosunki z tesciowa?
Macie jakies pomysly?
Niechce juz sie klucic, denerwowac i czuc jak 15 letnia dziewczynka ktora nie ma nic do gadania.
Rozmowe ze znajomymi wykluczam, nie chce by ktokowiek wiedzial co sie dzieje, plotki szybko sie rozchodza i w dodatku zraniloby to mojego narzeczonego... dlatego prosze o rade.
Serdecznie dziekuje i cieplutko pozdrawiam.
1kropeczka1 nie da się poprawić stosunków z teściową. Jedyną mądrą metodą będzie odcięcie się od niej i ograniczenie kontaktu TYLKO od wielkiego święta. Ona taka jest i już się nie zmieni, a po co ma Wam psuć życie?
1kropeczka1 trochę tego napisałaś.
Twoja teściowa o energiach nie ma żadnego pojęcia, poza emitowaniem własnej negatywnej energii. Oczywiście to temat rzeka.
Ja Ci radzę opuścić towarzystwo tej kobiety na zawsze. Porozmawiać z narzeczonym poważnie aby powiedział kategorycznie matce aby się nie wtrącała.
Choć lepiej było by odnich odejść i zostawić narzeczonego, nie wiem dlaczego go tak nazywasz? Teściowa nie da Ci żyć , będzie próbowała za wszelką cenę przekonać synusia.
Zastanawia mnie z jakiego kraju jest ten twój narzeczony.
Sekty mają to do siebie, że piorą ludziom mózgi, znają dobrze psychologie i wpływ na ludzi.
Jesteś wierzaca, więc zadaj pytanie panu Bogu, co masz z tym zrobić. A otrzymasz spewnościa odpowiedź.
Jak coś to napisz na email.
Witam i dziekuje slicznie za odpowiedz. paulo71 i Teo,
co do tej sekty to chodzi tutaj o jakas hinduska wiare.... strasznie to skomplikowane.
moj narzeczony jest niemcem, a nazywam go narzeczonym bo rok temu sie zareczylismy :-) i zbieramy pieniazki na slub... jedank jego matka powiedziala w zlosci ze na slub nie przyjdzie.... bo zycie jest po to zeby sie bawic a nie wiazac i ze z doswiadczenia wie ze slub (byla dwa razy mezatka) jest niepotrzebny itd.
juz czasem nie mam sily na to wszystko, chcialabym zeby wszystkim bylo dobrze ale nie zawsze sie da.
Trudno mi jest zaakceptowac ta sytuacje bo strasznie nie cierpie klotni... i przykro mi z tego powodu ze obciazam ta sytuacja chlopaka... tak mi sie wydaje przynjamniej ze go obciazam. w tym wszystkim zapomnialam o sobie. o tym ze mi tez musi byc dobrze. ale teraz wszystko jest tak poplatane ze trudno sie wydostac. Nie chce go opuscic, bardzo mi na nim zalerzy, on sie stara zebym byla szczesliwa, problem w tym ze nie wiem ile jeszcze wytrzymam bo strasznie mnie meczy ten caly konflikt z jego zazdrosna matka. ...
z kazda osoba potrafie porozmawiac i rozwiazac problem ale tutaj nie wiem co robic by bylo dobrze. nie da sie chyba. wychowalam sie w normalnej polskiej rodzinie, rodzice nauczyli mnie ze najwazniejsze w zyciu jest szczescie, nie wazne co sie ma a czego nie. nauczyli mnie ze trzeba szanowac ludzi a nie rzeczy materialne i zawsze byc szczerym. jednak to nie ma tutaj zastosowania.
moj chlopak byl wrecz zaskoczony ze w mojej rodzinie wszyscy sa na luzie i potrafia o wszystkim rozmawiac i kazdy ma tyle samo do powiedzenia. Ciesze sie tylko ze ma normalne podejscie do zycia...
poprosze go jeszcze raz by porozmawial z matka, ale watpie ze to zrobi.
Dziekuje za mozliwosc pozostania w kontakcie paulo71 :-)
Pozdrawiam
190 2013-12-17 18:51:51 Ostatnio edytowany przez paulo71 (2013-12-17 18:55:37)
Witam i dziekuje slicznie za odpowiedz. paulo71 i Teo,
co do tej sekty to chodzi tutaj o jakas hinduska wiare.... strasznie to skomplikowane.
moj narzeczony jest niemcem, a nazywam go narzeczonym bo rok temu sie zareczylismy :-) i zbieramy pieniazki na slub... jedank jego matka powiedziala w zlosci ze na slub nie przyjdzie.... bo zycie jest po to zeby sie bawic a nie wiazac i ze z doswiadczenia wie ze slub (byla dwa razy mezatka) jest niepotrzebny itd.
juz czasem nie mam sily na to wszystko, chcialabym zeby wszystkim bylo dobrze ale nie zawsze sie da.
Trudno mi jest zaakceptowac ta sytuacje bo strasznie nie cierpie klotni... i przykro mi z tego powodu ze obciazam ta sytuacja chlopaka... tak mi sie wydaje przynjamniej ze go obciazam. w tym wszystkim zapomnialam o sobie. o tym ze mi tez musi byc dobrze. ale teraz wszystko jest tak poplatane ze trudno sie wydostac. Nie chce go opuscic, bardzo mi na nim zalerzy, on sie stara zebym byla szczesliwa, problem w tym ze nie wiem ile jeszcze wytrzymam bo strasznie mnie meczy ten caly konflikt z jego zazdrosna matka. ...
z kazda osoba potrafie porozmawiac i rozwiazac problem ale tutaj nie wiem co robic by bylo dobrze. nie da sie chyba. wychowalam sie w normalnej polskiej rodzinie, rodzice nauczyli mnie ze najwazniejsze w zyciu jest szczescie, nie wazne co sie ma a czego nie. nauczyli mnie ze trzeba szanowac ludzi a nie rzeczy materialne i zawsze byc szczerym. jednak to nie ma tutaj zastosowania.
moj chlopak byl wrecz zaskoczony ze w mojej rodzinie wszyscy sa na luzie i potrafia o wszystkim rozmawiac i kazdy ma tyle samo do powiedzenia. Ciesze sie tylko ze ma normalne podejscie do zycia...poprosze go jeszcze raz by porozmawial z matka, ale watpie ze to zrobi.
Dziekuje za mozliwosc pozostania w kontakcie paulo71 :-)
Pozdrawiam
Ok. Einander. Du kannst immer zu mir schreiben.
A swoją drogą myślałem o Włochu, bo oni są mamimi synkami większości.
Witam i dziekuje slicznie za odpowiedz. paulo71 i Teo,
co do tej sekty to chodzi tutaj o jakas hinduska wiare.... strasznie to skomplikowane.
moj narzeczony jest niemcem, a nazywam go narzeczonym bo rok temu sie zareczylismy :-) i zbieramy pieniazki na slub... jedank jego matka powiedziala w zlosci ze na slub nie przyjdzie.... bo zycie jest po to zeby sie bawic a nie wiazac i ze z doswiadczenia wie ze slub (byla dwa razy mezatka) jest niepotrzebny itd.
juz czasem nie mam sily na to wszystko, chcialabym zeby wszystkim bylo dobrze ale nie zawsze sie da.
Trudno mi jest zaakceptowac ta sytuacje bo strasznie nie cierpie klotni... i przykro mi z tego powodu ze obciazam ta sytuacja chlopaka... tak mi sie wydaje przynjamniej ze go obciazam. w tym wszystkim zapomnialam o sobie. o tym ze mi tez musi byc dobrze. ale teraz wszystko jest tak poplatane ze trudno sie wydostac. Nie chce go opuscic, bardzo mi na nim zalerzy, on sie stara zebym byla szczesliwa, problem w tym ze nie wiem ile jeszcze wytrzymam bo strasznie mnie meczy ten caly konflikt z jego zazdrosna matka. ...
z kazda osoba potrafie porozmawiac i rozwiazac problem ale tutaj nie wiem co robic by bylo dobrze. nie da sie chyba. wychowalam sie w normalnej polskiej rodzinie, rodzice nauczyli mnie ze najwazniejsze w zyciu jest szczescie, nie wazne co sie ma a czego nie. nauczyli mnie ze trzeba szanowac ludzi a nie rzeczy materialne i zawsze byc szczerym. jednak to nie ma tutaj zastosowania.
moj chlopak byl wrecz zaskoczony ze w mojej rodzinie wszyscy sa na luzie i potrafia o wszystkim rozmawiac i kazdy ma tyle samo do powiedzenia. Ciesze sie tylko ze ma normalne podejscie do zycia...poprosze go jeszcze raz by porozmawial z matka, ale watpie ze to zrobi.
Dziekuje za mozliwosc pozostania w kontakcie paulo71 :-)
Pozdrawiam
Ale widzisz, Ty przeginasz w drugą stronę, bo trzęsiesz się za każdym razem jak kłótnia w powietrzu, bo nie lubisz kłótni i chcesz żeby wszystkim było dobrze. To jest przesada, bo każdy wie, że nie istnieje taki środek, żeby każdemu było dobrze. Sama zaraz popadniesz w histerię, bo się narzeczony z matką dogadać nie może. Uspokój się i wyluzuj. Jak widać, nie da się z tą kobietą dogadać i się nie dogadasz, a takie wciskanie na siłę, żeby było ładnie, pięknie i spokojnie i żeby wszyscy się kochali to zwykły infantylizm i naiwniactwo, które będzie Ci życie utrudniać. Twój narzeczony chce zerwać kontakty z matką i ma do tego prawo i bardzo solidne podstawy. Pogódź się z faktem, że nie będziesz ukochaną synową, że nie będziecie sobie z teściową z dzióbków spijały i tyle. Żyj własnym życiem i swoje życie stawiaj sobie za priorytet.
192 2013-12-17 21:37:20 Ostatnio edytowany przez Leeahlee (2013-12-17 21:45:13)
[...]
Po godzinnej, dosyc sztywnej rozmowie, poraz 10 padl tekst, ze chcialaby poznac moich rodzicow.
(Musze dodac ze mieszkam w niemczech i moi rodzice nie znaja jezyka zbyt dobrze)
Ja natomiast wspolnie z narzeczonym, delikatnie probowalismy jej wyjasnic ze to nie pora, i ze oni prowadza zupelnie inny tryb zycia, maja inne zainteresowania i spotkanie w obecnej chwili byloby sztuczne i prawdopodobnie nieudane.
[...]
Pojechalismy do moich rodzicow i wszystko bylo ok.[...]
Kiedys chciala wciagnac mnie i narzeczonego do tej sekty, ale opowiadala ze to tylko prezentacja na temat "kim jest czlowiek" pomyslalam, czemu nie, ciekawe co maja do powiedzenia... natomiast po dotarciu na miejsce okazalo sie ze osoby tam obecne tylko modla sie w innym jezyku, i ida calowac stopy guru i modla sie do figurek jakies nieokreslonej postaci...
Ale przezylam, bylam zawiedziona ze chodzilo tu o sekte a nie o zwykla prezentacje. tydzien po tym dziwnym spotkani zadala mi pytanie co o tym wszystkim uwazam. ja natomiast odpowiedzialam ze jestem katoliczka i nie chce brac udzialu w takich spotkaniach i ciesze sie ze moj narzeczony sie tym nie interesuje...
Twoje podejście w tej sytuacji jest naprawdę ... Głupie, inaczej nie da się tego opisać, żeby żadnego z was nie urazić. Dlaczego teściowa miałaby nie poznać Twoich rodziców? Zwłaszcza że to już poważny związek skoro jesteście narzeczeństwem. Moim skromnym zdaniem na tym etapie to już nie powinien być żaden problem, a nie że Ty kombinujesz jak koń po górę, żeby się nie poznali. Gdyby mój facet wyjechał mi z takimi tekstami i że to jeszcze nie czas żeby nasi rodzice się poznali, stwierdziłabym że nie jest poważny i nie traktuje poważnie naszego związku. Oczywiście nie jest to powód do awantury, ale rozumiem oburzenie Twojej teściowej, tym bardziej że później jechaliście do Twoich rodziców. Co do tej znajomości języka Twoich rodziców to nie jest tak źle skoro dogadują się z Twoim narzeczonym, ba, nawet jak nie to właśnie Ty możesz tłumaczyć czy on jeżeli zna Polski (nie wiem jak to u was wygląda). Między innymi przez to kobiecie może się wydawać że jest "odstawiona na bok" i tylko Twoi rodzice się liczą. No i to też może być powodem do zazdrości o synka.
Co do tej sekty to wykazujesz się niezwykłą ignorancją. "Jestem katoliczką i nie chcę brać udziału w takich spotkaniach", "cieszę się że mój narzeczony się tym nie interesuje?" Moja droga, pomimo wszystko powinnaś się Ty tym zainteresować, ponieważ to świat w którym Twój narzeczony przeżył całe swoje dotychczasowe życie. To tak jakbyś powiedziała że nie interesuje Cię on. Nawet jeżeli był zmuszony do uczestniczenia w tym. Powinnaś przynajmniej wiedzieć a)Co to za sekta - Nazwa b)W jakim języku się modlą - I co to za modlitwa, bo podejrzewam że to raczej mantra. c)Co to za guru i jaka jest jego rola i d)Co to za figurki, jakie bóstwo. Skoro Twoja teściowa w tym jest i Twój narzeczony mimo woli był to powinnaś mieć o tym jakiekolwiek pojęcie żeby mieć z nią jakieś wspólne tematy i żeby potrafić wytłumaczyć innym co to jest, dla zabicia ich ciekawości. Po zdobyciu podstawowej wiedzy na ten temat, dopiero będziesz mogła z nią podyskutować dając sensowne argumenty, a nie że "tak uważam, bo jestem katoliczką (czyt. Bo tak)." Tym bardziej że dla wielu chrześcijan(protestantów) katolicyzm to sekta.
Przechodząc do meritum nie próbuję tutaj usprawiedliwić Twojej teściowej, ale inni już z tego co widzę stwierdzili jedynie jej winę. A jednak i w tym przypadku kij ma dwa końce. Cóż, będziesz miała z nią problemy, ale takie są uroki rodziny. Ale i Ty czasami musisz się ugryźć w język, albo zainteresować jej życiem. Więc obie jesteście winne. Nie możesz jej ciągle obarczać winą i siebie wybielać, ale też nie może być odwrotnie, bo z tego co mówisz to bardzo ekscentryczna kobieta.
P.S. Nie wiem jak to się stało że post został dodany dwa razy, ładnie proszę kogoś o usunięcie powyższego, sama niestety nie mogę tego zrobić.
Witaj Teo,
w sumie masz racje. Nie cierpie klotni i dlatego nigdy nie sprzeciwilam sie tesciowej, zawsze przyznalam jej racje lub przemilczalam.
Do tej pory tylko dwa razy byl konflikt miedzy nami bo to wlasnie dwa razy bylam innego zdania. Narzeczony nie jeden raz sie klocil, ja jednak nigdy sie nie wtracilam. Bo to sprawa miedzy synem i jego matka....
Leeahlee Ty tez masz racje, nie jestem swieta i tez potrafie przesadzic...
Chcialam zaprosic tesciowa na moje urodziny, by rodzice sie poznali. Moj narzeczony jednak sie sprzeciwil, ze jeszcze nie teraz, ze to sie nie uda. . . Wiec wiecej o tym nie myslalam. Ona zamienila kiedys kilka slow z moimi rodzicami, nie na jakims planowanym spotkaniu, ale spontanicznie gdy przyjechali mnnie odebrac z jej mieszkania.
Jak juz pisalam zawsze unikalam konfliktow i nigdy sie nie sprzeciwilam. Wiem ze on nie lubi sprzeciwu i czesto/ zawsze z tego powodu wybucha...
Przed przeprowadzka spedzalismy u tesciowej wiecej czasu niz u moich rodzicow. Bylismy tam codziennie. Ale ona zawsze byla jakas obrazona gdy raz na tydzien powiedzielismy ze jedziemy na obiad do moich rodzicow, az moj narzeczony zaczal ukrywac przed matka ze jedziemy lub bylismy u mnie.
Wiem ze jest jej ciezko bo mieszka sama i trudno jest sie jej odnalezc w nowej sytuacji ze syn mieszka tak daleko.
W obecnej chwili podczas odwiedzin nocujemy u moich rodzicow tylko dlatego ze maja duze mieszkanie. U niej nie ma poprostu miejsca.
Do tej pory byly dwie sprzeczki... bo obojetne co by nie bylo zawsze staralam sie jej doradzic czy w wyborze ubran, co ugotowac na obiad, czy w sprawie jej faceta. Gdy bylo jej przykro z jakiegokolwiek powodu pocieszalam ja, zeby sie nie przejmowalam itd.
Jesli chodzi o jej wiare tez wysluchalam jej opowiesci, co robili na spotkaniu, co bylo celem spotkania itd itd... zeby nie bylo ze sie zachowalam jak uparty osiol i trzymalam z daleka od tego tematu.
Moge powiedziec ze wiem naprawde duzo o jej zyciu i zawsze stanelam po jej stronie gdy miala jakis problem. O sobie tez opowiadalam, gdy mialam problem zapytalam o rade...
Klopot w tym ze podczas 2 i ostatniej klotni ona nie byla obrazona z tego powodu ze nie chcemy by rodzice sie spotkali. Poprostu nie potrafila zrozumiec dlaczego i chciala by jej wytlumaczyc wiec tak zrobilam. Jednak obojetne co powiedzialam, ona wszystko zle zrozumiala, przekrecila co tylko mozna, chociaz jej tlumaczylam ze to nie tak, teraz jest obrazona.
Juz nie bede sie jest stawiac, dwa razy to zrobilam i zle sie skonczylo. Chce utrzymywac z ta kobieta kontakt, jednak tym razem na dystans. Niech ona zyje swoim zyciem i my swoim. Dyskusje nic nie pomoga, ale to powinnam wiedziec wczesniej. Przyznaje ze mam do niej z tego powodu zal.
Nie wiem jak do niej dotrzec zeby w koncu zrozumiala ze sama wszystko przekrecila. Z jej opowiadan ktore czasem byly przesadzone wiem ze kazdego kto sie jej sprzeciwil (najlepsza przyjaciolka, facet...) ona traktowala od tej pory jak wroga, ze ta osoba chce dla niej zle. Jednak czesto widzialam ze przesadza, ze znajomi czasem sa innego zdania niz my ale to nie znaczy ze chca dla nas zle. Ona natomioast nie potrafi tego zrozumiec.
Tyle razy jej tlumaczylam i ja i moj chlopak. Nie potrafie zrozumiec dlaczego kilka dni po tej naszej intensywnej rozmowie zmienila zdanie. Przeciez jeszcze przed wyjsciem powiedziala ze ok i moze naprawde mnie zle zrozumiala. a tu mienely dwa/ trzy dni i ona zmienila zdanie. Przeciez tlumaczylismy i wygladalo na to ze zrozumiala...
Tak w sumie to jest to dobra kobieta, troche inna niz osoby ktore do tej pory poznalam. ma tylko maly problem z zaakceptowaniem zdania innej osoby. Jest co prawda jaka jest, ale ja tez mam swoje za uszami.
Dzieki serdeczne za odpowiedzi :-)
Moze powinnam napisac list? Moze gdy przeczyta zrozumie ze ani ja ani jej syn nie chca dla niej zle. Tylko po to by wyjascnic to dziwna sytuacje...
?? Rozmowa nie ma sensu bo skonczy sie tak samo jak poprzednia... a potem bede sie trzymac z daleka?
mojm zdaniem powinicie wymienić zamki u dzwi a po drugie wprowadzić jakieś zasady ona powina zrozumieć kto ty żądzi pozdrawiam