Domku czekamy na wieści..
Podobne tematy
Negatywny.
Czyli jeszcze hormony buzują ![]()
Ufff....
Rzecz jasna cokolwiek by nie było, zaakceptowałabym to.
Nie mniej....naprawdę mam możliwości by dać wszystko co najlepsze Antosiowi, nie wiem czy udało by mi się to z dwójką.
Aczkolwiek nie ma co dywagować, na tą chwilę nie mam tego "problemu".
No to ulzylo Ci prawda?
Twój Antoś kończy dziś 3 miesiące ;-)
Tak, jest OK ![]()
Nawet nie wiem kiedy to zleciało, aczkolwiek teraz jestem na takim etapie, że macierzyństwo bardzo mnie cieszy, choć chwilami jestem mega zmęczona, mimo spokojnego usposobienia mojego dziecka.
Bo to mały Aniołeczek.
Martwi mnie tylko to, że dziś tyle śpi i "chrzest" przeprowadzi na moich rodzicach po kąpieli, choć to jeszcze się nie zdarzyło.
Bo pierwsze dwa tygodnie po porodzie.....w życiu nie przeżyłam takiego stresu.
No to macie tu dziewczynkę.
Oto kolejna zwyciężczyni setnej edycji 'Top Model'- Lenka aka Lusia. ![]()
http://imageshack.us/f/818/478f.jpg/
http://imageshack.us/f/266/0jpz.jpg/
http://imageshack.us/f/29/7ek5.jpg/
Cyniczna, Domku, Minia- słodkie te Wasze chłopaki. Nic tylko chrupać. ![]()
domku a gdybyś była w ciąży to byłby to wielki kłopot??
zdrówka dla małego Tosia te 3 miesiące!! :*
dziś z mężem masz wychodne a z małym zostają dziadkowie? tak?
Nataluszek piękne oczy ma Lenka
ale każda Lenka ją znam ma właśnie takie ogromne, piękne oczy ![]()
A dziękuję.
To fakt, kocham jej niebieskie oczyska. ![]()
Penny, ten Twój potworek, rewelacja...Żabcia mała. ![]()
A ja dzisiaj idę po męża do pracy. Przyda mi się taki samotny spacer, chociaż w jedną stronę. ![]()
Do małej przyjdzie prababcia, więc na pewno Lusia wejdzie jej na głowę.
Nataluszek, ale masz fajową pyzulę ;ppp
Domeczku... dobrze, że negatywny.
Nataluszku, śliczna dziewczynka ![]()
Miłego spacerku.
minia23 - nie wiem czy znasz moją sytuację, co nieco tu pisałam.
Może to głupie co napiszę bo dla dziecka najważniejsza jest miłość, a nie dobra materialne stricte, nie mniej by zapewnić mu byt, ubrania, jedzenie i czas trzeba mieć na to pieniądze.
To tak w dużym uproszczeniu.
Mam 3 pokojowe mieszkanie, jak się tu wprowadziłam (to de facto mieszkanie, w którym się wychowałam), nie znałam jeszcze mojego męża, zatem zrobiłam sobie sypialnie (moje marzenie), mam salon i ten dodatkowy pokój (mój za dzieciaka, ale dopiero od 18 lat, od rozwodu rodziców, tak miałam pokój z bratem).
I jakoś tak się zafiksowałam, że chcę aby moje dziecko miało swój pokój, nie chcę by się gnieździł tak jak ja kiedyś.
Dwa, nie jestem już najmłodsza, im dalej w las tym mniej się chce, tym mniej człowiek ma sił.
No i jeszcze - mój mąż ma dwójkę dzieci. Zawsze gdzieś w tyle głowy mam to, że może coś się stać (np. ich matce, wiem mocny argument ale wszystkie opcje biorę pod uwagę) i wtedy pewnie z lądują tutaj (miałyby salon do dyspozycji) bo przyznam, że nie po to zapieprzałam by mieć własne mieszkanie i narażać swoje jedyne dziecko na ciasnotę.
Wyrachowane, może, ale szczere.
A zatem gdyby pojawił się kolejny Cud to jakoś byśmy się spięli, ale byłoby ciężko, poza tym mój mąż ma 39 lat.
Dla mnie istotne jest to by dla dziecka być rodzicem, a nie dziadkiem.
Tak, to debiut dla mojej mamy i ojczyma. Mama nas co prawda wnet codziennie odwiedza i coraz odważniejsza jest w opiece nad Antosiem (na początku to się bała go na ręce wziąć).
Mam nadzieję, że tak jak zawsze synek zaśnie do tej co najmniej 1, a do tego czasu na pewno będziemy w domu.
Właśnie się zastanawiam, czy sukienka czy spodnie?
Oczywiście obcasy, które uwielbiam
choć jestem w nich nieco wyższa od męża.
rozumiem co masz na myśli domku ![]()
my mieszkamy w moim domu rodzinnym, w którym mieszka w sumie 11 osób w tym 5 dzieci..my mamy do dyspozycji jeden malusi pokoik (zdjęcia można zobaczyć na sąsiednim temacie Netkafejka przyszłych mam..) jest nam mega ciasno i do tego dochodzą spięcia z moją mamą.. ale decyzja o drugim dziecku była świadoma..
no ja na to wszystko patrzę ciut inaczej, mam inne podejście do takich spraw..
wiesz co szykuje mąż dla Ciebie?? jakaś kolacja?? odstrzel sie, poczuj się mega kobieco i załóż sukienkę ![]()
Domeczku, wiadomo, wygodniej w spodniach... ale... odstrzel się! Jesteś tak śliczna, że na pewno w sukience będziesz wyglądała jeszcze lepiej ;-)))).
Dziękuję dziewczyny, zaryzykuję kieckę, aczkolwiek mam tylko jedną parę rajstop samonośnych, jak pójdzie mi oczko będzie klops ![]()
Dziękuję dziewczyny, zaryzykuję kieckę, aczkolwiek mam tylko jedną parę rajstop samonośnych, jak pójdzie mi oczko będzie klops
Jak pójdzie oczko, to je rozciągniecie, powiększycie, podrzecie i zajmiecie się czymś innym ;p
Nataluszek słodka jest Lusia
)
Zielony Domek - ej, mój mąż ma lat 45 i ja go chcę za 2-3 lata na kolejnego bąbla namówić!!!
Miłej randki :*
Zielony Domku udanej randki ![]()
dzieciaczki wasze są super,wysłałabym Wam meila z fotkami ale coś zrobiłam nie tak i nie mogę w ogóle pisać na poczcie,nawet tu na netkach
Minia faktycznie ten pokoik malusi,gdzie Ty tam łóżeczko wciśniesz?
lena wszystko da się zrobić
wyrzucimy ławę, zmienimy położenie naszego łóżka i będzie git ![]()
hehe a tak serio.. coś wymyślimy
wydaje mi się, że przez pierwsze 3 miesiące to łóżeczko nie bardzo będzie nam potrzebne. maleństwo może spać z nami na łóżku.. a później się pomyśli ![]()
no faktem jest że moje dzieci ze mną spały do pół roku,potem poszły do łóżeczka jak już za bardzo wywijały
no i dla mnie to było wygodniejsze
lena my mamy taką sytuację, że mąż zjeżdża tylko na weekendy więc w tygodniu mam całe łóżko do dyspozycji
więc dzidziuś spokojnie ze mną może spać..
ale jeszcze daleko do tego wszystkiego.. na razie ważne jest, żeby dzidziuś był zdrowy ![]()
Sandra i Nataluszek, dzięki za słowa pociechy. Swoją drogą jeden maraton zaliczyłam... :-P niezłe uczucie wbiegać na metę.
a tak z tematów aktualnych... szczepiliśmy sie. biedny Krzyś ryczał jakby go ze skóry obdzierali. teraz nie daje się odłożyć do łóżeczka. ciekawe czy zagorączkuje...
Laski!!!!!!
Po zrobieniu testu i wyniku odłożyłam go na półkę razem z tymi co robiłam rok temu na Antosia.
Wróciłam właśnie. Coś mnie tknęło i zerknęłam na niego.
Bardzoooo jasna kreska .....ta druga! !!!
Chryste...
Domku gratulacjeeeeeeeeeeeee
Ale powtórz ten test! Tam w ulotkach zwykle jest napisane ze wynik po upłynięciu jakiegoś tam czasu nie jest wairygodny
Masz racje. Jejku....
Domku, spokojnie. Wynik odczytywany po dluzszym czasie niz podany w ulotce, jest niewiarygodny. Nie mniej jednak ja tez uwazam, ze powinnas go powtorzyc, bo mi tez zdazalo sie patrzec na test po dluzszym czasie, jednak wynik nigdy sie nie zmienil.
Domku, spokojnie, mi tez się wydaje, ze to fałszywy alarm. Powtórz jutro test.
Co do tematu warunków mieszkaniowych, to nie miałam swojego pokoju, było ciasno i warunki ogólnie takie sobie. Jednak w życiu nie zamieniłabym tego bo miałam fajnych braci dzięki którym mam wiele miłych wspomnień z dzieciństwa. Bez nich może miałabym własny pokój, nie musiałabym dzielić słodyczy na 3
i więcej byłoby dla mnie, ale co mi po tym jak byłoby nudno
.
Natalia, jak się czujesz?
Domku koniecznie powtórz test.. wydaje mi się, że raczej też będzie negatywny.. nie ma sie co stresować.
Jak po randce??
Kobra. Mój mąż miał tak samo.. spał z rodzeństwem w jednym łóżku i mówi, że tych chwil spędzonych z nimi nie zamieniłby na najpiękniejszy własny pokój ![]()
a tak w ogóle to dzień dobry ![]()
546 2013-11-08 09:23:59 Ostatnio edytowany przez lena812 (2013-11-08 09:25:07)
hejka ![]()
co do pokoju,no kiedyś chyba rzadko kiedy ktoś miał pokój tylko dla siebie
ja tez dzieliłam go z siostra,ale był duzy ponad 20 m,więc miałyśmy osobne łózka,biurka itp
wiecie syn co roku przynosi mi papierki do wypełnienia ze szkoły ,a tam pytania czy dziecko ma swój pokój,czy ma swoje łóżko czy zarobki są w tym i tym przedziale,nie wiem po co to im
Domku biegnij po test,nie wiem ja jakoś mam takie przekonanie że test najlepiej z rana robić ,wtedy jest najbardziej wiarygodny ![]()
Edit: szukam już prezentów pod choinkę ,i mam problem,może ktoś doradzi co 12 latkowi kupić? bo 3 latkowi coś tam się wyszuka ![]()
Witajcie Mamusie:) U mnie ostatnio koszmarne nocki były, mały przyziębiony, ja też, do tego miałam bardzo dużo nauki i teraz nie mogę wszystkiego nadrobić na forum bo przy małym dziecku nie można siedzieć ile się chce...
Witaj Truskawko:) Jesteś z Łodzi a ja studiuję w Łodzi:) Łódź jako miasto bardzo lubię, ale odkąd mam dziecko a raczej od ciąży i pierwszego urlopu dziekańskiego ta Łódź mi już troszkę bokiem wychodzi, bo mam tam ok.250km i te wyjazdy mnie wykańczają fizycznie i psychicznie, ale w lipcu 2014 roku w końcu się obronię i zdobędę tego cholernego mgr, chociaż właściwie nie wiem po co... ale uparłam się że skończę (z trzema urlopami po ponad pół roku, aż wstyd). Też bardzo chcę mieć drugie dziecko, również marzy mi się model 2+4, ale wątpię żeby udało się go zrealizować bo czas leci, ja mam już skończone 28 lat a nie chcę mieć dzieci rok po roku bo mam bardzo dużą niewydolność szyjki i druga ciąża będzie niestety leżąca, z czym się liczę bo pierwsza też była taka, ale trudno. Teraz od początku będę brała leki, potem założenie szwu i odliczanie żeby chociaż donosić do tego 34tyg. Ale synek ma już 2,5 roku więc szyjka trochę odpoczęła, ale wiem że druga ciąża będzie z komplikacjami, niestety.
Pisałyście o aborcji, ja kiedyś byłam jej absolutnie przeciwna, z wiekiem robię się coraz bardziej elastyczna w swoich poglądach, uważam że to decyzja indywidualna i każda kobieta powinna ją świadomie podejmować rozważając wszystkie za i przeciw. Ja osobiście nigdy bym się na to nie zdecydowała, wolałabym urodzić i oddać, ale rozumię kobiety które usuwają ciążę, nie potępiam ich, nie uważam że są morderczyniami. Bo jesli naprawdę nie mają warunków, środków finansowych i czuję że psychicznie nie dadzą rady podołać wszystkiemu to nie powinny na siłę udowadniać że potrafią dać radę jak nie potrafią, no wiecie o co chodzi. Każdy robi jak mu pasuje, w ogóle te wszystkie ustawy mnie śmieszą, bo z jednej strony słychać o ciągłym zaostrzaniu ustawy aborcyjnej a z drugiej refundację in vitro. Przepraszam jesli kogoś razi takie porównanie, bo to dotyczy dwóch skrajnie różnych problemów. Ale przecież nadprodukcja zarodków które potem są jakby nie było przechowywane, mrożone itd. (ale po jakimś czasie są niszczone) jest częściowo podobne do aborcji kiedy też usuwa się zarodek. Przecież w in vitro często dopiero za którymś tam razem się udaje więc od początku wiadomo że ileś tych zarodkow się straci, może nie celowo, ale straci. Oczywiście jesli ktoś ma problemy jestem jak najbardziej za in vitro jesli to jedyna droga, ale też wymaga to wiele trudu i wiele trudnych decyzji in. ile zarodków "wszczepić" ile odłożyć, ile się wykorzysta, a co jeśli zapłodni się 13? wiadomo że część z nich zostanie "zabita". Nie zrozumcie mnie źle, popieram in vitro. Uważam tylko że to taka trochę hipokryzja, z jednej strony wprowadzać skrajnie zaostrzone przepisy zakazujące aborcji a zdrugiej bawić się w tworzenie ludzi wiedząc że też przy tym poniesie się jakieś "straty". Jesli kogoś uraziłam to przepraszam, ale takie jest moje zdanie. Powinno być refundowane in vitro ale powinna być też legalna aborcja do np.10 tyg. moim zdaniem. Nie popieram absolutnie aborcji, ale przecież i tak każdy kto chce usunąć to usunie, ale przynajmniej nie było by tylu lewych gabinetów, nie kontrolowanych i często zagrażających zdrowiu i czasami życiu kobiet. Dobra rozpisałam się jak głupia, a to i tak temat rzeka...
Ja pewnie już bym się zdecydowałam na drugie dziecko, ale muszę skończyć te studia, bo urlopu już nie dostanę, chcę to skończyć, zamknąć ten rozdział i na spokojnie skupić się na dzieciach. Nataluszku ja też tak wcześniej myslalam, ciągle wybiegałam w przyszłość, planując swoją :karierę", ale jak wszystko przewartościowałam to wiem, że jesli zostałabym przy jednym dziecku to za ileś tam lat bym żałowała. Wiem, że będzie nam ciężej finansowo z dwójką, ale wolę mieć więcej dzieci i mniej rzeczy m,aterailnych, ale to też jak kto woli. Najwazniejsze według mnie to być szczęśliwą. Jedna kobieta chce się realizować w pracy, inna chce mieć 4 dzieci i sama je wychowywać, niektóre łączą opieką nad dziećmi i pracę. Najważniejsze żeby nie zmuszać się do niczego. Wiadomo, że pracować przeważnie trzeba, ale nie ma się co zmuszać do rodzenia większej ilości dzieci dla czyjegoś widzi mi się jesli nie czuje się wewnętrznej takiej potrzeby. Ja teraz czuję że instynkt mi szaleje, bardzo ale to bardzo chcę być w ciąży, ale poczekam aż się obronię bo znowu mogę nie zdążyć bo wyląduję w szpitalu. Wcześniej brakło mi 3 miesięcy do obrony jak trafiłam do szpitala, potem musiałam powtarzać rok bo były duże różnice programowe, w między czasie znowu wziełam urlop bo mały miał trudne ząbkowanie, rehabilitację i nie dawałam rady się uczyć, jeździć w kólko i przez cały tydzień sterczeć w kolejkach do kolejnych lekarzy (miał też problemy z nerkami, wylew do układu nerwowego i w ogóle inne dolegliwości o których nie chcę pamiętać np. zaburzenia oddechu, bezdechy itd.). Teraz chcę dowlec te studia i mieć poczucie, że mimio wszystko je skończyłam.
Denerwuje mnie to jak moje niektóre koleżanki się dziwią że jeszcze nie wróciłam do pracy. Zwłaszcza najwięcej mają do powiedzenia te które są obstawione mama, teściową, babciami, i inną armią pomocników. Byłam ostatnio w szkole (tej podstawowej gdzie robię) i oczywiście dyrektorka mnie naciskała żebym już wracała, że przecież to tylko 4-5 godzine dziennie, haha to bło dobre, zanim się wyszykuję, dojadę, wrócę do domu, to będzie nie 4-5 ale raczej 6-7 godzinek, plus rady, zebrania, wycieczki, przygotowywanie przedstawień, dyżury na świetlicy, kółka dodatkowe, jakieś próby to bym siedziała jak nic po 8 godzin w szkole, zresztą już to przerabiałam, i to oczywiście wszystkie nadgodziny w ramach pracy społecznej, niby na ochotnika a jak się nie podoba to do widzenia, znajdą innego jelenia. Jakby wiedzieli, że planuję zajść w drugą ciążę, od razu przejść na chorobowy, potem następny (tym razem roczny) macierzyński i następne trzy lata wychowawczego to by mnie chyba zywcem na stosie spalili. A dla mnie niestety nawet te głupie 4 godzinki to byłby problem, nie mam absolutnie nikogo do pomocy, żłobka nie ma, na przedszkole za mały, wynająć nianie to bym zarobiła na samą nianie i jeszcze bym choroby znosiła bez przerwy do domu, dziekuje bardzo. Moim zdaniem to w ogóle powinnam brać jakiś zasiłek wychowawczy, ale nie bo się nie łapiemy, zresztą nic dziwnego jak tam jest jakieś głodowe kryterium, nawet nie wiem ile ale pewnie coś ok.500zł na osobę. Boże ten kraj schodzi na psy...
Dlatego ja nie będę latała jak zwariowana, z pracy do domu z językiem na brodzie, do 16 praca, potem dzieci, w nocy gotowanie, pranie, prasowanie i po dwóch godz snu kierat od nowa. Z jednym to jeszcze ale z dwójką lub trójką to horror, a co jak się pochorują? Zresztą co innego jak się mieszka w bloku. My mieszkamy w naprawdę dużym domu, mamy też spore pole. Mąż robi wokół domu, w polu, pracuje po 8-10 godz na etacie, oczywiście pomaga m i też w domu i przy dziecku, ja też zajmuję się domem, wokół domu, dzieckiem, szkołą, do tego zakupy, rozpalanie w piecu, wizyty u lekarzy, a zapomniałam moje znienawidzone studia i może jeszcze wrócę do pracy bo naprawdę cierpię na nadmiar wolnego czasu. Co innego jakbym musiała, ale jak nie muszę to nie mam zamiaru wracać, szkola nie runie beze mnie, zresztą ja i tak byłam tylko pomocą wielkiej pani nauczycielki (ja robiłam 80% wszystkiego a ona mi wydawała rozkazy i wiecznie miała jakieś pilne sprawy do załatwiania poza klasą). Nie wrócę tam nigdy, ani po wychowawczym, ani po drugim wychowawczym, ani nawet jak mi się nie uda zajść w drugą ciążę, to wezme lewe chorobowe na kręgosłup i będe się starała o drugie a jak już wybiorę wszystkie chorobowe, macierzyńskie, wychowawcze to sobie poszukam innej pracy, albo ptworzę coś swojego. Wiem, że to jakby ktoś powiedział złodziejstowo ale ma to gdzieś, tutaj nie da się inaczej, trzeba kąbinować. Dobrze że w ogóle załapałam się do tej szkoły bo bym nic nie miała, nawet składek na emeryturę odprowadzonych ani głupiego macierzyńskiego, jakby nie było brałam pół roku po te 1400.
Dobra idę gotować obiad, potem muszę iść z małym rozpalić w piecu, dobrze że mieszkamy w domu to z psami nie muszę wychodzić tylko otworzę im drzwi i lecą na dwór. W ogrozie jeszcze tyle do zrobienia, jeszcze obrywanie jabłek a ja na weekend za tydzień jadę do Łodzi, a do wyjazdu muszę zrobić trzy prezentacje i napisać dwie prace zaliczeniowe, czyli jeszcze rajd po bibliotekach i kilka zarwanych nocy po drodze...
Czasami tęstknię do czasów sprzed dziecka, ale wiem że z drugiej strony dziecko mnie napędza i dodaje motywacji i energii, nigdy nie byłam tak zrganizowana jak teraz, nigdy też nie byłabym w stanie tak dobrze funkcjonować jak teraz po kilku niedospanych nocach gdyby nie dziecko.
Wiem że ten post jest zbyt długi, ale chcę to z siebie wyrzucić a nie mam nawet z kim pogadać, bo wszyscy w pracy, zajęci swoimi ważnymi sprawami. Synek je śniadanie i ogląd astrażników miasta, gadamy, ale to nie to samo. Przecież nie powiem mu tego co tu pisze... Wiem że jestem nowa i może powinnnam raczej czytać, po malu coś tam skrobnąć, a nie tak się rozpisywać, mam nadzieję że nikogo nie denerwują takie dlugie posty.
Co do tych zatok, to ja też tak miałam. Myslałam że zęby, zęby zdrowe a ja ciągle na ketonalu i tak przez prawie rok, w koncu wziełam skierowanie bo mnie oświecił ktoś że to może zatoki, okaząło się że miałam cystę na zatoce szczękowej, po rtg od razu zrobili mi płukanie zatok i dali jakiś antybiotyk (nosem przebili się do zatok szczękowych, ale spokojnie czymś tam znieczulili) i po problemie, a ja się wcześniej tak mordowałam. Więc najlepiej iść do laryngologa, poprosić o zdjęcie (albo sam każe zrobić) i wtedy będzie wiadomo.
Eh, oka nie zmrużyłam....Cholerna bezsenność ![]()
Zielony Domku, myślę o Tobie. Zrób test bo niepewność jest najgorsza. Tez myślę, ze wyjdzie negatywny. Zasnęłaś w końcu?
Minia, tak naprawdę własny pokój przydaje się dopiero gdy u dzieci się randki zaczynają
. Ale i to da się pogodzić.
Jutro spodziewamy się gości, jak co weekend.
Milego dnia ![]()
LuiZjanna ale się rozpisałaś ![]()
ja za aborcją jestem ,za in vitro też,
gdybym nie mogła mieć dzieci to poszłabym po pomoc pewnie do samego diabła ![]()
co do pracy,no ja tez słyszę czasami że no czego nie pójdę,jak tłumacze że nie mam z kim dziecka zostawić to się dziwią,bo mam teściową przecież
no mam ale ona powiedziała jasno jak miałam jedno dziecko ,że ona bawić dzieci nie będzie,swoje juz wychowała i tyle
do przedszkola młody się nie dostanie,a po za tym nie jestem w stanie go dowozić codziennie,a nawet jakbym była to 4 razy musze obrócić
dobrze że mam swietlice pod nosem,to ma kontakt z dziećmi
Zgadzam się z Wami w 100% co do tych pokoi, ja byłam w tej drugiej moim zdaniem gorszej strony, jako jedynaczka miałm wszystko dla siebie, pokój, zabawki itd., ale bardzo zazdrościłam wszystkim rodzeństwa, na szczęście wtedy byly inne czasy, wszędzie u sasiadów było po kilkoro dzieci wiec mialam się z kim bawić, ale to jednak nie to samo co rodzeństwo, wspólny pokój:)
Zawsze jak kuzynki do mnie przyjeżdzały to najbardziej cieszycłam się na wspólne spanie, to jak przygoda dla mnie było, zazdrościłam im tego że na codzień razem śpią, miały z kim pogadać wieczorem, a ja tylko do lalek gadałam, albo sama do sibie bawiąc się że mam rodzeństwo.
w ogóle denerwuje mnie to jak ktoś się wcina że siedzę w domu, a no "siedzę" i mam zamiar jeszcze siedzieć. Śmieszy mnie to że wychowywanie dzieci to siedzenie dla niektórych, a zresztą co to ma być że te młode mamy musze się ciągle tłumaczyć z tego że nie wracają do pracy czy nie idą w ogóle od nowa do pracy, przecież nie wyrzuci się dziecka na te 8godz na podwórko żeby się samo sobą zajeło, albo nie zabierze się dziecka do pracy. Nikomu nie przyjdzie do głowy że może my chcemy same wychowywać dzieci, może lubimy być mamą. Nie sztuką jest dla mnie urodzić dziecko i podrzucić do babci, wrócić do pracy i być weekendową mamusią która wszędzie na prawo i lewo opowiada że pracuje i ma dzieci krytykując przy tym mamy które siedzą na dupie i nie pracują. Nie każdy ma mamą czy teściową do pomocy, ale to już nie jest istotne. A czasami nawet jak któraś babcia jest na emeryturze może nie chcieć bawić pełnoetatowa wnucząt rezygnując ze swojego życia. Ja bardzo zazdroszczę takiej pomocy, ale trudno ja jej mieć nie będę. Mam koleżankę która z tego powodu nie ma dzieci, bo nie miałby kto im ich bawic, inna znajoma została przy jednym dziecku bo nie mialaby przy drugim pomocy (rodzice pracują a babcia która bawiła pierwsze umarła), to według mnie lekkie przegięcie i duże pójscie na łatwiznę. Fajnie jak babcia pomaga i mama może dzieki temu iść do pracy, ale nie mozna decyzji o powiększeniu rodziny opierać na tym czy ma kto pomóc, to według mnie trochę dziecinne.
Kobra współczuję Ci, wiem coś o bezsenności, też mi doskwiera zwłaszcza jak mam bardziej nerwowy czas, nienawidzę tego uczucia zmeczenia po nieprzespanej nocy, tej złości że jakbym się wyspała nie byłabym taka wypluta. Ja jak nie mogę spać piję melise (dwie herbatki po dwie torebki) i czasami pomaga,
Laski ja tak o tym pokoju to nie jakość kategorycznie, bardziej na zasadzie zero-jedynkowej. Ja nie miałam, niech Antoś ma ![]()
Z bratem nawet się dogadywałam ![]()
w ogóle denerwuje mnie to jak ktoś się wcina że siedzę w domu, a no "siedzę" i mam zamiar jeszcze siedzieć. Śmieszy mnie to że wychowywanie dzieci to siedzenie dla niektórych, a zresztą co to ma być że te młode mamy musze się ciągle tłumaczyć z tego że nie wracają do pracy czy nie idą w ogóle od nowa do pracy, przecież nie wyrzuci się dziecka na te 8godz na podwórko żeby się samo sobą zajeło, albo nie zabierze się dziecka do pracy. Nikomu nie przyjdzie do głowy że może my chcemy same wychowywać dzieci, może lubimy być mamą. Nie sztuką jest dla mnie urodzić dziecko i podrzucić do babci, wrócić do pracy i być weekendową mamusią która wszędzie na prawo i lewo opowiada że pracuje i ma dzieci krytykując przy tym mamy które siedzą na dupie i nie pracują. Nie każdy ma mamą czy teściową do pomocy, ale to już nie jest istotne. A czasami nawet jak któraś babcia jest na emeryturze może nie chcieć bawić pełnoetatowa wnucząt rezygnując ze swojego życia. Ja bardzo zazdroszczę takiej pomocy, ale trudno ja jej mieć nie będę. Mam koleżankę która z tego powodu nie ma dzieci, bo nie miałby kto im ich bawic, inna znajoma została przy jednym dziecku bo nie mialaby przy drugim pomocy (rodzice pracują a babcia która bawiła pierwsze umarła), to według mnie lekkie przegięcie i duże pójscie na łatwiznę. Fajnie jak babcia pomaga i mama może dzieki temu iść do pracy, ale nie mozna decyzji o powiększeniu rodziny opierać na tym czy ma kto pomóc, to według mnie trochę dziecinne.
Zgadzam sie ![]()
często słyszę że babcia musi się zająć wnukiem,otóż nic nie musi,
babcia ma prawo do swojego zycia
owszem raz na jakiś czas może pomóc,jak gdzieś wychodzimy,czy chcemy na zakupy wyskoczyć,czy nawet jak któś pracuje i dziecko choruje,to zamiast brać zwolnienie babcia zostanie,ale nie wymagajmy aby była pełnoetatową opiekunką,a niektórzy wymagają jeszcze żeby gotowała i sprzątała
może jestem inna,ale mam takie zdanie
przykład moja kuzynka poszła do pracy,nie miała co z synem wówczas 4 letnim zrobić,więc podrzuciła go na pół roku do babci mieszkającej 100 km dalej,odwiedzała dziecko 2 razy w miesiącu,toż to chore przeciez jest
U nas Mati ma ale i tak śpi w naszym i w ogóle mało co się bawi w swoim, własciwie ciągle jest ze mną, najczęściej w kuchni albo w salonie, ja coś robię, bawimy sie, ogladamy tv itd., własciwe to tego jego pokoju mogłoby w ogóle nie być, jego głowna rola to magazyn zabawek, jest cały w zabawkach, nawet nie wiem jakim cudem tyle tego jest, my mu rzadko kupujemy zabawki, ale jak mój brat go odwiedza (mój cioteczny brat) to zwozi całymi pudłami po swoich chłopakach. Udało mi się bo jego bliźniaki mają teraz 5 lat i nasz wszystko po nich dziedziczy:)
Hej dziewczyny...
Nie odniosę się, bo jakoś nie mam weny ani siły.
Jednak cieszę się, że macie dobre nastroje.
Domku, daj znać, jak zrobisz drugi test. Myślę, że nie masz powodu do obaw.
Wszystko dobrze?
Najchętniej już pobiegłabym do apteki ale znowu przeraźliwie pada, zatem poczekam na Mamę.
Już sama nie wiem.
Ja długo nie miałam swojego pokoju i jakoś nie przeszkadzało mi spanie w 1 pokoju z braćmi...Czułam się po prostu bezpieczniej, gdy ktoś był w pomieszczeniu, w którym spałam.
Podobnie jak Domek, ja nie miałam a Luśka mieć będzie. ![]()
Póki co nie spieszymy się bo mała i tak śpi z Nami, ale ciągle myślę o tym, jak on będzie wyglądał...Mam milion pomysłów. Po ściany w kolorze cappuccino ze złotymi akcentami, poprzez żółte, słoneczne ściany z różowymi detalami aż po pokoik dwukolorowy- beż i jasny brąz... ![]()
Ach już chciałabym zacząć działać, ale nie ma co przesadzać.
I dupa. Nie obejrzałam wczoraj, ani minuty filmu. Przyszliśmy, zjadłam, położyłam się i nawet nie wiem kiedy usnęłam.
Lusia spała od 21 do 8 rano. Czyli standard. ![]()
To marudzenie pomalutku jej przechodzi, więc może to był skok?
Dzisiaj biorę małą, ubieram ją ciepło i idziemy na spacer. Dość już siedzi w domu. Mamy fajny kombinezonik akurat na teraz, czapa na głowę, kocyk i w drogę!
A Wy jakie macie na dziś plany?:)
Lena mamy takie samo myslenie odnośnie opieki nad dzieckiem, w końcu rodzice wychowują (najczęściej największy wkład w wychowywanie ma mama bo z reguły tata zarabia więcej i więcej pracuje). Wiadomo inaczej gdy jest się mamą samotną wtedy trzeba wszystkie obowiązki połączyć, zawinąć łokcie i iść do pracy, bo nie da się wyżyć z alimentów. Dobrze że chociaż ten macierzyński teraz jest dłuższy. Ja szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie być sama, wiele zawdzięczam mężowi, bardzo mi pomaga we wszystkim i nie wiem czy nie załamałabym się zostając sama. Musiałabym wrócić do pracy, wynając nianię, ok 800zł posżłoby na nianię zostało by mi mniej niż połowa, zapłaciłabym rachunki i zostałabym bez grosza, a nie z alimentami które zapewne nie pokryłyby nawet w połowie wydatków na dziecko, co najwyżej pokryłyby w połowie koszty opiekunki i pieluchy. Boże, nawet nie chcę mysleć co by było gdybym została sama... Podziwiam wszystkie samotne mamy, że jakoś dają radę, ale bez pomocy bliskich wtedy to chyba też nie poradziłyby sobie. Może wtedy dziadkowie z estrony tatusia pomagają w utrzymaniu dziecka jesli się jakoś przejmują losem dziewczyny, lub jej rodzice, chociażby biorą pod swój dach. Podziwiam Was, samotne mamy, w ogóle podziwiam wszystkie mamy, zanim nie stałam się jedną z nich nie wiedziałam ile to wszystko wymaga wysilku, bardziej doceniam trudy mojej mamy jakie wlożyła w moje wychowanie.
Ja nastawiłam kapuśniak własnie, poczekam aż się ugotuje, w między czasie zrobię jakąś przepierkę, posprzątam trochę, napiszę sobie listę na zakupy i po obiedzie tzn po zupie pójde z synkiem na zakupy, po zakupach zrobię placki z jabłkami i je zjemy, potem pojdziemy na plac zabaw. Ok.16, czyli wyjątkowo wczesnie ma wrócić tatuś i zabiera synka do babci, a ja wtedy tak od 16 do 20-21 będę pisać pracę na uczelnię, muszę się sprężyć bo czas leci a ja ciągle przekładam, ale zawsze tam że robię na ostatnią chwilę, w popłochu, jakoś nie mam weny teraz, zresztą siedzę w kuchni, mały robi obiadek dla swoich misiów, haha ma swoją kuchenkę (o zgroza, rożową) którą dostał od babci (teściowej) i jak ja gotuję to on też:) A teraz idziemy zrobić kupę czyli jakieś pól godz. namawiania, siedzenia, wstrzymywania i przeeżywania bedzie, mamy ewidentny problem, dziecko boi się robić kupę, każe sobie zakładać pieluchę wtedy jest ok, przyznaję że czasami ustępuję, bo szkoda mi go jak go boli brzuch a do nocnika nie chce robić, zobaczymy jak będzie....
Fajnie, u nas wyszło Słońce!!!!! JUpiiiii, w końcu!!!!
Mimo naszego przyziębienia idziemy na dwór, pewnie ktoś powie że popełniam zbrodnię, ale ja nie chcę się kisić, a teraz już idziemy robić tą kupkę:)
562 2013-11-08 10:43:28 Ostatnio edytowany przez pennylane (2013-11-08 10:47:25)
Luizjanna, ja to samo - jedynaczka, wielka willa pod Warszawa i miałam się niby cieszyć. Cieszyć z tego, że siedziałam zamknięta na naszej posesji, w "pięknym" ogrodzie sama, wiecznie sama, bo nawet sąsiadów nie było żadnych a koleżanki i koledzy z prywatnej szkoły mieszkali po 10-15km ode mnie...
I właśnie dlatego ja chcę mieć minimum dwójkę dzieci - bycie jedynakiem jest strasznie smutne tak naprawdę... I żadne materialne cuda nie zastąpią fajnej, pełnej rodziny. Ani tony zabawek ani nawet pięć pokoi. Tak uważam
Co do aborcji i in vitro ja również popieram i jedno i drugie. Różne są sytuacje w życiu i każdy powinien za swoje decyzje odpowiadać sam. Tyle.
edit:
zazdroszczę wam dzieci, z którymi normalnie można wspólnie spać w pokoju
Teo zasypia sam i wystarczy, że wejdę na chwilę do jego sypialni (która kiedyś była sypialnią moją i męża...
) po coś (tam jest cała wielka szafa) to od razu się wierci i nieraz wybudza. Nawet jak drzwi są zamknięte to telewizor musi być cichutko włączony i nie ma opcji, żeby dłużej porozmawiać normalnym głosem bo potwór od razu się budzi.
Ja np. przed snem lubię sobie coś pooglądać albo chociaz poczytać - dupa, ostatnio musiałam spac z Teo bo moja mama zapomniała mi dać ekranu od elektronicznej niani (normalnie śpimy z mężem w salonie na rozłożonej kanapie i mam postawioną nianię na stoliku obok), włączyłam małą lampkę, zasłoniłam ją dodatkową pieluchą tetrową tak, że sama ledwo co widziałam tekst a i tak Teo się obudził po 15 minutach. MASAKRA!
Już się nie mogę doczekać wyprowadzki za miesiąc, w nowym mieszkaniu będzie miał swój pokoj i to zdala od salonu i od naszej sypialni. Alleluja!
Dobrze. Tylko boli mnie ząb. A muszę do piątku wytrzymać.
Na dodatek mąż zabrał małego do sklepu i portfela zapomniał, a miał głos ściszony w telefonie. Musiałam więc polecieć i mu zanieść...
Mieliśmy wyjść dziś wieczorem na kolację i drinka, ale chyba sobie odpuszczę.
Jednak swtwirdził że mu się nie chce, nieważne, mam nadzieję że zawoła bo jest w majtusiach tylko bez pampka.
A no własnie, ja pewnie dlatego chcę mieć więcej dzieci bo sama byłam jedna, ja chociaż miałam koleżanki i kolegów w sąsiedztwie bliższym i dalszym, ale jak pisąłm to nie to samo.
Jednak jakby nie było wieksza ilość dzieci to więcej nerwów, poświęcenia, czasu im poświęconego, wiodomo finansowo też ciężej, a nie każdy chce się tak poświęcać lub nie czuje się na siłach np. psychicznie tak "siedzieć" w domu. Dzięki Bogu u nas na osiedlu dwa lata przed urodzeniem naszego synka powstał piękny, duży plac zabaw (na osiedlu domków, nie na blokach) i jak sie mały urodził mam super miejsce na tzw. spacer. Do placu mam rzut beretem (może ze 100m) a akurat tak się składa że na naszym osiedlu jest mnóstwo młodych rodziców, Mati ma chyba 8 rówieśników z pobliskich domków, więc jak juz idziemy na plac to zawsze ktoś jest:) W lecie spotykałyśmy się z dziewczynami z dziecmi, czasami było nas 10-15, robiłysmy pikniki, dzieciaki się razem bawiły, naprawdę ekstra miejsce. Najgorzej jak idzie zima, ale cóż... Właśnie na plac przychodzi sporo dziewczyn które jak ja siedzą w domu i one mnie bardzo naprostowały w tych poglądach, wcześniej chciałam wracać do roboty jak najszybciej, dzięki nim po części nauczyłam cieszyć się macierzyństwem i wiem że czas tzw. siedzenia w domu nie jest czasem straconym, sporo moich koleżanek z placu jest w ciąży i pewnie też dlatego ja też bym juz chciała być w drugiej. Nie że z tego powodu ja też chce mieć drugie, ale fajnie tak wspólnie być w ciąży i razem wychodzić z niemowlakami:) Ja jestem pewna że będę miała 2 na bank, prawdopodobnie trójkę, a najlepiej bym chciała 4, dwóch chłopców i dwie dziewczynki, byłoby idealnie:)
łooł Luizjana jak sie rozpisałaś
hehe ale pisz pisz chętnie czytamy ![]()
ja się dziś muszę wziąć za podkłady i masę do tortu, bo młodemu w niedzielę robie urodzinki.. ale kompletnie nie mam siły.
A zapomniałam o randce.
Moi rodzice przyszli jak jeszcze karmiłam i usypiałam Antosia, jak go odkładałam do łóżeczka, oczka jak 5-złotówki.![]()
Ale poszliśmy.
Napisałam z dwa SMS do Mamy, jak synek (no musiałam...) i póki nie przyszła odpowiedź, że śpi nie umiałam się zrelaksować.
Zasnął jednak tak jak przewidywałam, on od jakiegoś czasu zasypia przy butelce, fakt, wypija wszystko, ale gdy odkładam go do łóżeczka ślepka ma otwarte.
I zasypia po jakimś kwadransie, leży wtedy cichutko.
Byliśmy w kinie
Było bardzo sympatycznie ![]()
Aczkolwiek muszę się nauczyć tak kompletnie wyluzować, strasznie tęskniłam z Antosiem, nic nie poradzę.
Domku fajnie że masz z kim synka zostawić i możecie sobie tak wyjść:) Od czasu do czasu to potrzebne dla zdrowego funkcjonowania związku. My co prawda nie wychodziliśmy bez synka na wieczorne randki, ale zawsze wieczory spędzamy razem, jak synek już śpi, to wtedy mamy czas dla siebie, często coś oglądamy, robimy jakąś dobrą kolację itd. Plus jest że mały wczesnie usypia i ok20 już "go nie ma", a minus jest taki, że jak ja idę spać to on się potem kilka razy wybudza, dlatego za długo nie mogę w nocy siedzieć bo podem chodzę nieprzytomna. Teraz wieczorami się uczę zazwyczaj ale jak się już obronię to wtedy nadrobimy te wieczorki:)
Brakuje Wam wieczornych wyjść? Bo mi nie, nie wiem czy się tak zestarzałam, czy tak zasiedziałam w domu, ale nie czuję potrzeby wieczornych wyjść, może dlatego że wiem że w opieką nad dzieckiem byłby problem i nawet o tym nie myślę.
To nie chodzi o to, że brakuje.
Mąż po prostu zrobił mi niespodziankę.
Nie mam zamiaru nadużywać uprzejmości moich rodziców.
Domku z tym pytaniem o brak wyjść nie miałam na mysli że wyszliście bo Ci tego brakuje:) Chodziło mi raczej o tryb życia pełen wieczornych wyjść, czy Brakuje Wam takiego trybu życia, takiego tzw. bujnego życia towarzyskiego?
Ja też chciałabym czasami gdzieś wyjść, ale nie brakuje mi takiego trybu życia że większość wieczorów spędza się poza domem:)
Fajnie że Wam się wieczór udał:)
Ale ten czas szybko leci, tak niedawno nasz synus miał 3 miesiące a teraz niedługo 3 latka skończy:) Tęsknie czasami za tymi wczesnoniemowlęcymi miesiącami, chocież bywały męczące.
LuiZjanna wyjście z przeziębionym dzieckiem to nie zbrodnia ![]()
jak nie ma gorączki to można iść,fakt że popgoda ciapowata,ale w domu też powietrze znowu suche
mi czasami też brakuje wyjść wieczornych,ale u nas nie ma kiedy,a po za tym nie znalazłam ochotnika który zostanie z naszym zbójem na dłużej niż godzinę
w sierpniu mamy wesele,siostra mojego męża zaoferowała że ewentualnie tą jedną noc się nim zajmie ![]()
OK ![]()
Generalnie nie brakuje, kiedyś uciekałam z domu, jak sobie wiele spraw w życiu poukładałam stałam się...domatorką?
![]()
Mi wyjść nie brakuje bo moja mama kocha Teo i uwielbia się nim zajmować więc my z mężem bardzo często gdzieś chodzimy. Pierwszy raz na imprezę poszłam jak Teo miał z 1,5 miesiąca. Długo oczywiście nie zabawiłam ale jednak trochę się odstresowałam (to był okres najgorszych kolek). I teraz tak średnio raz na dwa-trzy tygodnie gdzieś idziemy, czasem tylko na chwilę, czasem na dłużej.
Dzisiaj też zresztą idziemy bo mąż gdzieś występuje znowu i właśnie zaraz będę dzwonić do mamy z pytaniem czy może przypadkiem już bardzo stęskniła się za wnukiem ![]()
własnie zerknełam do regulaminu forum i nie doczytałam wcześniej że nie wolno pisać pod swoimi postami w nowych postach tylko trzeba edytować poprzedni i dopisywać, już nie będę tak robić;)
Eee, raz nie zawsze ![]()
Ale faktycznie nie można tak.
mi też wyjść nie brakuje.. nie pamiętam kiedy ostatni raz byliśmy gdzieś wieczorem tylko we dwoje.. już nawet na wiejskie potańcówy mnie nie ciągnie, co przed ciążą było standardem.. chyba "zdziczałam"?
pokłóciłam sie z mężem.. dobrze, że dziś jeszcze nie wraca do domu.
dziewczyny widzę że poruszałyście temat niepracujących mam lub też mam które nie wracają do pracy...
ja już kiedyś pisalam w poprzednim wątku że każda kobieta robi jak uważa...
ja jednak podziwiam te matki które nie pracują tylko zjamują się wychowaniem dzieci...
a to dlatego że mam wielu znajomych i w rodzinie zresztą też.. gdzie to zawsze mąż utrzymywał rodzinę...
a żona zjamowala sie wychowaniem dzieci...
potem się rozeszli i żona dostawala jedynie alimenty na dzieci... z ktorych ciezko bylo wyżyć...
pracę znaleźć przez taką kobietę w dzisiejszych czasach ktora jest bez doswiadczenia albo nie pracowala kilka dobrych lat... to graniczy z cudem... w szczegolnosci mówie o mniejszych miejscowoaciach bo w wawie to zawsze do sklepu moze isc np w jakims centrum handlowym...
i dlatego moje pytanie jest takie czy się tego nie boicie?
że możecie zostać na lodzie?
Kobra, dziekuje, czuje sie w miare. Udalo mi sie dzis nawet zjesc sniadanie
mam nadzieje, ze bedzie coraz lepiej...
Wlasnie zaczelam sie zastanawiac kiedy jak bylam gdzies z moim. Kurcze, obawiam sie ze to bylo w maju podczas urlopu w Polsce. Mala zostala z babcia i ciocia a moj zabral mnie na mecz ukochanej Legii Warszawa. Zeby bylo zabawniej to chyba bylo nasze pierwsze i ostatnie wyjscie. Teraz juz w ogole ciezko gdzies sie wybrac bo Karolina jest w stanie zostac jedynie z moja mama. Na wszystkich innych (a jest tutaj tez druga babcia i dziadek) reaguje dzikim rykiem. Nikt z takim dzieckiem nie zostanie, niestety...
Dziewczyny, mam pytanie: czy jest jakis sposob, zeby takiemu 11 miesiecznemu dziecku wytlumaczyc/pokazac, ze czegos nie wolno? Ja mam wrazenie, ze ona duzo rozumie: jak mowie chodz do mamy to przylatuje na czworakach i wyciaga rece, jak mowie: daj mamie, to podaje mi to, co ma w reku, wie ze jak biore niebieska miseczke z szafki, to bedzie jadla itd. Ogolnie wydawaloby sie, ze jest dosc kontaktowa. Tylko jak mowie: nie wolno, to ona usmiecha sie i robi tak, jakby na zlosc(?). Przyklad: uwielbia naciskac guziki, wiec stanie przy telewizorze i naciska wlacznik setki razy. Potrafi tak stac i naciskac bez przerwy. Jak ja zabiore, to wpada w szal, macha nogami, krzyczy, a gdy tylko ja puszcze, znow tam pedzi. Jak mowie powaznym tonem: nie wolno, to ona na mnie patrzy, szeroko sie usmiecha i wyciaga reke do guika... Niesety nie mamy mozliwosci umiescic odbiornika w innym miejscu, zeby nie siegniela. Boje sie, ze sobie oczy popsuje stojac kilkanascie centymetrow od ekranu. Macie jakies pomysly? Czy to po prostu trzeba przejsc...?
578 2013-11-08 13:50:45 Ostatnio edytowany przez lena812 (2013-11-08 13:52:40)
mm nie boję się że mogę zostać na lodzie,bo jestem zabezpieczona i mieszkaniowo i finansowo
teraz nie pracuję bo mam dziecko ktorego nie mam gdzie przechować na czas pracy ![]()
a po za tym mieszkam w takim powiecie gdzie znaleźć pracę to cud po prostu
kiedyś chodziłam szukałam,składałam CV,nawet na próbę chodziłam, tyle że na jedno miejsc chętnych było 50 osób więc lepiej wybrać np kogoś bezdzietnego,albo mającego tak odchowane dzieci że nie będzie trzeba chodzić na zwolnienie,najlepiej mieszkać na miejscu itd
po nowym roku zamierzam zrobić coś w kierunku aby sobie krus opłacać,chociaz do czegoś będzie się liczył
emerytura z Zusu? właśnie przyszła mojemu facetowi taka przewidywalna ,pracuje on już jakieś 19 lat a gdzie jeszcze do 67,to emeryture w 1 wariancie dostanie 250 zł,w drugim 850 zł
to jest chore po prostu
zastanawiam sie tez nad sprzedażą internetową tak aby z domu nie wychodzić,tylko nie wiem w co kasę zainwestować żeby się opłacało,macie jakieś pomysły?
Natalia24,mała niedługo zrozumie że nie wolno,musisz to przejść,bo ona zapewne drepta już tam po trochu to jest ciekawa wszystkiego,mój też musiał się zaznajomić z telewizorem,pralką ,kuchenką,wszystkim co nie słuzy do zabawy ![]()
domku robiłaś test??
580 2013-11-08 14:00:42 Ostatnio edytowany przez Zielony_Domek (2013-11-08 14:02:35)
Robię właśnie gołąbki...
A po 14 idę na spacer i po test, chciałam mamę poprosić jak tu szła aby kupiła, ale nie chciałam siać fermentu.
Przeczuć nie mam żadnych, jestem jałowa dosłownie, jedyne co - to nadal nie mam okresu.
Jajniki kują i było mi rano troszkę (ale krótko) niedobrze, z tymże to drugie zdarzało mi się dość często poza ciążą, także tylko poglądowo to piszę.
Dziękuję za pamięć ![]()
Ja też bym się bała "być bez pracy".
Od 21 roku pracuje non stop, teraz mam umowę na czas nieokreślony i wpływa mi dość dobra średnia, aczkolwiek nic za darmo, musiałam się nieco natrudzić (bank-sprzedaż) by wyrabiać prowizje.
I tak jakoś ...im więcej pieniędzy, tym więcej wydatków.
Kiedyś zarabiałam 1/5 tego co teraz i dawałam radę, teraz chyba bym się załamała gdybym wróciła finansowo do tamtych realiów.
Laski żyjemy w takim kraju, że o pracę jest strasznie trudno. Ja pracowałam przed ciążą, potem zwolnienie. A teraz skończyła mi się umowa i zostałam bez pracy. Szukam, ale wszędzie jak słyszą, że mam małe dziecko to od razu dziękują. I po cholere człowiek sie uczył, robił mgr? Takie są polskie realia.
Edyta88 a ja uważam inaczej. Praca jest.
Nie biorę tego z powietrza.
Zaczynałam od McD's gdzie męczyłam się 2,5roku, na starcie wygrywałam na rozmowach mając to w CV, wtedy też klepiąc te Big Mac'i postanowiłam, że kiedyś wyląduje w banku, udało się.
Aczkolwiek to znak naszych czasów, ludzie świeżo po studiach nie mają pracy w zawodzie to raz, często oczekują bardzo dużych zarobków bez doświadczenia (z tymże studia to też wysiłek ...wiem), to takie błędne koło.
I temat rzeka.
Oczywiście piszę bardzo ogólnie.
praca w dużych miastach może i jest,ale nie każdy w takim mieście mieszka
ja też nie boję się przyszłości. Jestem dosyć dobrze zabezpieczona, mam na myśli dom. Dom jest dosyć duży, jest duża działka i lokalizacja jest idealna, wycenialismy działkę niedawno bo wykupywaliśmy na własność (wcześniej była tzw. wieczysta dzierżawa) i samą działkę wycenili nam na ponad 200tyś, razem z domem jest warta na pewno ponad 500tyś. Wiadomo, że dom jest już dosyc stary i ciągle się "starzeje" ale w razie w zawsze mogę go sprzedać. Gdybyśmy się rozstali i zostałabym z dziećmi sama mogę sprzedać dom, te 400tyś na pewno bym wzieła minimalnie, mogę kupić mieszkanie za 200tyś i drugie 200 mi zostaje więc z głodu nie umrę. Wiem, że ktoś powie że to pójście na łatwiznę, że kobiety i pracują i wychowują itd. Ale ja nie planuję całego życia spędzić w domu, najdłużej posiedzę w domu do momentu kiedy drugie dziecko będzie szło do przedszkola, czyli jakieś 5 lat jeszcze, potem jeśli nie będzie trzeciego to na pewno do pracy pójdę. Wiem że to łupiozabrzmi ale mi się nie opłaca iśćdo pracy bo zarobiłabym na niańkę. Zarabiałam 1400 i tyle bym brała jakbym teraz wróciła z wychowawczego, 800 oddałabym niani, zostałoby 600, na dojazdy idzie mi prawie 200, zostałoby 400, wiadomo, że do pracy trzeba się elegancko ubrać, w pracy często są składki róznego rodzaju (imieninki chociażby) i własciwie wyszłabym na zero. Ale po pracy musiałabym zająć się wszystkimi obowiązkami którymi teraz zajmuję się w ciągu dnia, czyli nadganiałabym nocami. Ktoś powie że mąż też powinien pomóc, ale mój mąż pracuje mozna powiedzieć na dwa etaty, bo i w pracy w i polu, zajmuje się ogrodem, podwórkiem, samochodem, psami itd. Ale o przyszłość się nie boję. Zresztą jestem na wychowawczym więc tak jakbym pracowała ale bez pensji, jednak wszytskie świadczenia mam odprowadzone, poza tym mam jeszcze mieszkanie po babci w innym mieście które na razie wynajmujemy i naprawdę uważam że nie mam się o co bać. Zresztą tak jak mówię nie mam zamiaru całego życia siedzieć w domu, tylko przez pierwsze kilka lat życia dzieci, tak do przedszkola najmłodszego, jeszcze nie wiem którego, być może drugiego być może czwartego:) Wcześniej cały czas pracowałam, nie czuję się pasożytem jak ktoś by pewnie zaraz mnie nazwał, zresztą nie biorę żadnych zasiłków, nigdy nie brałam, nikt mnie nie utrzymuje poza mężem. Ale tak własciwie jesli wzięlibyśmy kredyt np.200 tyś i spłacałabym go z mojej pensji przez jakieś 30 lat byloby ok, ale jesli mam dom dany gratis od rodziców to już jestem be bo nie dorobiłam się sama. Ja dałam dom, mąż pokrywa bieżące wydatki, nam pasuje taki układ, nikt nie musi się obawiać że zostanę z niczym jak mąż mnie zostawi, nie ma takiej opcji. Od stycznia planujemy otworzyć synkowi lokatę i wpłacać drobne sumki co miesiąć żeby miał na start potem np. na studia, samochód jakiś. Nie boję się że nie znajdę potem pracy (liczę się z tym że obecna nie będzie na mnie wiecznie czekać, zresztą nie chcę do niej wracać) bo najwyżej otworzą swoją działalność. Takie pytania o przyszłość są dla mnie wyssane z palca, tak samo można się zapytać pracujących kobiet-matek czy nie boją się sytuacji kiedy mąż je zostawi a one nagle stracą pracę i co wtedy? W dzisiejszych czasach nie ma nic pewnego. Ja aktualnie czuję że teraz lepiej dla całej naszej rodziny jak będę z dziećmi w domu, ale równie dobrze mogłabym się bać że za parę lat męża zwolnią i będziemy oboje bez pracy z dziećmi, liczę się też z takim scenariuszem, dlatego odkładamy pieniądze na wypadek utraty pracy, jesli mielibyśmy poważne wydatki liczymy się z tym że trzeba by było sprzedać moje mieszkanie po babci, lub zawsze możemy sprzedać pole (ok.4h niby malo ale zawsze coś). Idąc takim czarnowictwem to powinnam się bać że może nas zabraknąć i co z dziećmi wtedy, przecież są wypadki rózne... Ale jakby każdy tak źle widział przyszłość to chyba dzieci wcale by nie było a i związków też bo po co się wiązać skoro mąż może umrzeć...
Ale wracając do tematu, nie, nie boję się że zostanę sama bez pieniędzy, bo nawet jesli zostałabym sama to miałabym więcej niż mój mąż który musiałby placić jeszcze na dzieci. Jakby nie było ja jestem właścicielką domu, miszkania, pola, haha ale się ustawiłam. Wszystko to jest moją wcześniejszą własnością, nie do podziału żeby było jasne.
A tak szczerze to bardzo się kochamy i gdybym miała jakieś wątpliwości co do trwałości zwiążku nie decydowałabym się na dzieci wcale, ani na małżeństwo:)
LuiZjanna zgadzam się z tym co napisałas ![]()
mam podobne zdanie