Cebulkaco prawda nie znam tych firm,ale obejrzałam ofertę i zapewne poszłabym do Sowy po torta ![]()
Podobne tematy
Jak najbardziej Sowa.
Domeczku, jak tam?
Nataluszek, jak się czujesz?
A mi już Sowa bokiem wychodzi.
U mnie tak samo. Dziękuję. Ale cóż poradzę.
HeJ:) Widzę że niedobrze się dzieje... Nie chcę się za bardzo wcinać bo Wy się już dobrze znacie i jesteście zgrane, znacie dobrze swoje historie itd., Ale szczerze mówiąc jak to czytam to mi się słabo robi, nie wyobrażam sobie być z kimś takim jak Ci mężowie. Wiem, że ktoś może powiedzieć że jak nie byłam w takiej sytuacji to nie mogę mówić co bym zrobiła, ale dziewczyny zastanówcie się czy bycie z kimś takim daje Wam szczęście? Ja bym wolała być sama niż z bawidamkiem czy alkoholikiem. Nie chcę się mądrzyć bo naprawdę nie wiem jakbym postępowała na Waszym miejscu ale jak oceniam to na chłodno to myślę że złożyłabym od razu pozew o rozwód, bez żadnego zastanawiania się nad czymś co i tak nie ma żadnego sensu. Przepraszam że tak piszę, nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić tego co czujecie, ale moim zdaniem jeśli facet kocha to szanuje a u Was tego szacunku nie ma. Ja bym odeszła od kogoś kto mnie rani, kłamie, nie dotrzymuje obietnic. A może oni nie dorośli do bycia ojcami i sytuacja ich przerosła? Może inaczej sobie wyobrażali życie z dzieckiem i teraz uciekają jak małe dzieciaki? Tak czy siak ja bym nie chciała być z kimś kto by mnie nie wspierał, nie okazywał zainteresowania, ale znając inne historie kobiet które kochają za bardzo albo żon alkoholików to zapewne będziecie z nimi dalej i po 20 latach dalej będziecie się użalać nad swoim losem żałując że nie odeszłyście. Przepraszam dziewczyny że tak piszę, ale moim zdaniem skoro już zgadzacie się na przemoc emocjonalną, imprezowanie, pijaństwo (zgadzacie bo dalej z nimi jesteście czyli dajecie im przyzwolenie) to już jesteście uzaleznione od nich i od ich zachowania. Poczytajcie sobie trochę o kobietach które kochają za bardzo albo o współuzależnieniu. Wiem dużo na ten temat bo mój poprzedni związek był toksyczny i naprawdę wiem jak to jest. Co prawda nie byliśme po slubia ani nie mieliśmy dzieci ale gdyby nie pomoc sąsiadki która jest terapeutką w życiu bym go nie zostawiła. Dawałabym mu kolejne szansy, wpędzałabym się w jakieś chore poczucie winy, stawałabym się coraz bardziej zakopleksiona aż bym się totalnie załamała. Na szczęście powiedziałam stop, a on szybko znalazł pocieszycielkę (a miał się niby wieszać jak go zostawię - typowy szantaż alkoholika), teraz mają już dwoje dzieci, on chla, zdradza ją a ona wygląda jak stara baba i jest kłębkiem nerwów.
Ja jestem pewna że bym się rozwiodła, albo mogłabym (jesli byłabym bardzo zakochana a raczej zaslepiona) postawić ostateczne ultimatum terapia jakaś czy coś, ale jesli facet by się zaczął migać tzn. że ma kobietę totalnie w dupie i że mu nie zależy. Na terapii by go uświadomili co robi źle, jak ma okazywać uczucia itd (mówie o terapii małżeńskiej) Jeśli odmówiłby terapii, zapytałabym się jak chce ratować związek, jesli powie że według niego jest ok albo że nie wie, od razu wniosłabym o rozwód. Inaczej to latami może wyglądać tak że Wy będziecie płakać, cierpieć, uświadamiać mu jakim jest "złym" mężem a on dla spokoju przeprosi, kupi kwiaty na odczepnego i na tydzień będzie ok., a tak naprawdę ciagle będziecie czuły ból, odrzucenie, brak zainteresowania. Zastanówcie się czy warto tak się poniżać, czy nie lepiej być samej ale wolne od tych wszystkich problemów, żyć pełnią życia i przede wszystkim nie być w nerwach, płaczach itd. przy dziecku, bo ono nie jest niczemu winne. Najgorsze co może zrobić matka dla dziecka to zostać w toksycznym związku w imie chorego "dobra dziecka". Jesli np. zona alkoholika zostanie z nim dla dobra córki zafunduje jej potem taki sam układ tzn. córka będzie w toksycznym związku bo nie zna innego.
Przepraszam jeśli kogoś obraziłam, mogę się mylić w moich poglądach, nie mnie nikogo oceniać ja tylko napisałam co ja bym zrobiła, chociaż gdybym była w takiej sytuacji mogłabym postepować inaczej...
655 2013-11-10 21:41:39 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-11-10 22:04:27)
Luizjana, dzięki za opinię.
Mój mąż nie jest alkoholikiem. Miałam ojca pijaka i awanturnika, także wierz mi, że nie miałabym oporów, by odejść od takiego faceta.
U mojego męża alkohol nie jest nałogiem. Bardzo dobrze żyje bez alkoholu. Po prostu lubi się czasem napić - wiem, że to brzmi typowo.
Jednak z reguły są to 2-3 piwa i tyle. Dlatego do tej pory nie robiłam z tego tragedii. Ostatnio jednak pije za dużo, nie często, lecz według mnie jednorazowo za dużo. Pogadaliśmy i wie, że się na to nie zgadzam. Dostał też ostrzeżenie i postawiłam ultimatum.
Dlaczego się nie rozwiodę? Bo wolę naprawiać, niż niszczyć. Mój mąż jest dobrym człowiekiem. Zdarzyło mu się parę razy nie mieć umiaru, to prawda. Ale nie zamierzam spisać go na straty, bo dał dupy tym razem. Szczerze żałował tego, co się stało. Okazało się również, po pogadaniu z innym uczestnikami imprezy, że wcale tak strasznie dużo nie wypił, a sprawcą jego zachowania była marihuana, którą skosztowali wraz z bratem. Za dużo tego było i odbiło się to na jego zachowaniu. Mnie też się zdarzyło upalić albo schlać. Bywa.
Dodam, że mój mąż jest cudownym ojcem i bardzo mi pomaga przy małym. Dzięki temu mogłam np. spędzić tydzień nad morzem, ponieważ mąż opiekował się wtedy Adasiem (oczywiście miał swoją mamę do pomocy). Świetnie sobie poradzili. Mąż umie przy dziecku zrobić wszystko. I lubi się nim zajmować. Także na tej płaszczyźnie jestem szczęściarą.
Wracając do ostatniego incydentu - zachował się strasznie, to fakt. Ale ja też nie byłam do końca w porządku. Nic nie usprawiedliwia przemocy. I ja o tym wiem. Mąż przeprosił i naprawdę widziałam, że czuł się źle. Miał wyrzuty sumienia. Po prostu wiem, że taka sytuacja się więcej nie powtórzy.
Luizjana, może nie znasz historii mojego związku - poznałam mojego męża na chacie internetowym, kiedy mieszkałam jeszcze we Francji. Po 3 latach mąż do mnie przyjechał i widzieliśmy się wtedy po raz pierwszy. Wydał kupę pieniędzy. Przywiózł mnóstwo rzeczy dla mnie i mojej rodziny. Mieszkaliśmy parę miesięcy u mnie. Potem wróciliśmy razem do Polski, ja rzuciłam wszystko dla tego związku. Jesteśmy szczęśliwi. Zdarzają się kłótnie. Kilka z nich przez alkohol - ale kurczę, ja nie ukrywam, że jestem przewrażliwiona na tym punkcie. Jestem DDA i ciężko mi zrozumieć/zaakceptować, że ktoś lubi smak alkoholu albo lubi być na rauszu od czasu do czasu. Ja najchętniej omijałabym szerokim łukiem, ale nie mam prawa wymagać, by wszyscy robili identycznie...
Uważam, że mam szczęście, naprawdę. Czasem są gorsze chwile, ale u nas trwają krótko. Nie wiem, czy kiedykolwiek gniewaliśmy się na siebie dłużej niż kilka godzin. Myślę, że jesteśmy szczęśliwą parą. I dlatego, mimo złych chwil i momentów... nie uważam, że powinniśmy się rozstać. Jak będzie trzeba, to pójdziemy na terapię. Ale odejść nie zamierzam, chyba, że faktycznie zobaczę, że mąż mnie olewa, a sytuacje takie jak ostatnia się powtarzają. Jednak nie sądzę, by miało tak być.
656 2013-11-10 23:27:56 Ostatnio edytowany przez Desire1987 (2013-11-10 23:28:25)
Cyniczna czytałam Twoją opowieść o wczorajszym wieczorze z rozdziawioną buzią...Fakt zachował się jak skurwiel i nic go nie tłumaczy a Tobie się nie dziwie ze dałas mu w dziób - tez bym tak zrobiła - nie masz po co się obwiniać.
Tylko nie rozumiem jednego...Pisałas ze masz do niego pretensje ze nie wstał do małego ale czego sie spodziewałaś zostawiając syna z pijanym w sztok i upalonym facetem który zapewne w momencie położenia do łozka stracił kontakt z bazą?! Ja bym się wręcz obawiała z nim zostawić bo wiadomo jak człowiek jest pijany to różnie bywa i zwykłe karmienie czy wyjęcie z łóżeczka może zakonczyc się dramatem bo np. wypadnie mu z rąk...Nie pomyslałas o tym? I to było z Twojej strony totalnie nieodpowiedzialne.
Nataluszek trzymaj się!
Desire o tym samym pomyślałam ,ale nie chciałam tu pisać
nie zostawiłabym dziecka ze spiącym pijanym ojcem,bo znam przypadki kiedy to własnie taki tatuś wpakował się do łóżeczka po pijanemu,albo jeszcze lepiej nasikał do niego
Luizjana dobrze piszesz,prawdę
jednak ja jestem z tych co nigdy nikomu tu na forum nie doradzą rozstania,pisałam już o tym w naszym innym wątku
dlaczego? dlatego że nie znamy się osobiście,nie znamy partnerów,nie znamy zycia codziennego
co innego doradzać kolezance z którą się widzi chociaż raz w tygodniu,a co innego znajomej z internetu
Nie będę Wam tego tłumaczyć, bo jak wyżej napisała któraś z Was, nie znacie ani mojego męża, ani mnie.
Nie uważam, bym zachowała się nieodpowiedzialnie. Byłam w pokoju obok.
Tamten post pisałam w złości, mogłam coś nie tak ubrać w słowa. Ogólnie wściekła byłam, bo męża nie obudził płacz małego, a nie dlatego, że do niego nie wstał, bo nigdy nie wstaje. Adasia w nocy karmię zawsze ja. I tym razem też tak było, tylko z opóźnieniem, bo spałam w innym pokoju. Dziecko nie płakało, bo stało się coś strasznego, tylko normalnie, z głodu.
Mąż uwielbia synka i nigdy by go na ręce nie wziął, gdyby miał chociaż cień wątpliwości, że może mu zrobić krzywdę.
Jak się czuję? A jak może czuć się kobieta, którą facet widzi tylko wtedy kiedy coś od niej chce albo potrzebuje?
No właśnie. Nawet nie chcę o tym pisać, żeby na nowo się nie rozdrażniać i rozbijać ze stanu na jaki pracowałam przez cały wczorajszy dzień. Spokój przede wszystkim.
Zaraz muszę doprowadzić się do ładu bo idę do mamy po moją Myszkę. Strasznie się za Nią stęskniłam. ![]()
Cyniczna, masz farta. A do błędów prawo ma każdy. Niestety błędy wpisane są w nasz życiorys.
Dobrze, że zrozumiał i SZCZERZE przeprosił. Zazdroszczę bo ja przeprosin chyba nigdy się nie doczekam...
Nataluszek a ten Twój to w ogóle dotarł do domu?
661 2013-11-11 10:51:12 Ostatnio edytowany przez pennylane (2013-11-11 10:52:36)
Cyniczna, trzymam za Ciebie mocno kciuki.
Jedno co Ci powiem, choć wiem, że to może nie być łatwe do przyjęcia ALE jeśli jesteś DDA (jak ja) to naprawdę najlepiej dla Ciebie by było mieć partnera, który z zasady nie pije. Ja też całe życie tak sobie to tłumaczyłam jak ty - że to mój problem, że ja tego nie lubię, że przecież nie mogę zabronić bo to TYLKO 2-3 piwa. Jednak nową jakość w tym temacie poznałam gdy zaczęłam być z moim mężem, który po prostu nie pije w zasadzie wcale. Pijanego go widziałam raz a znam go od jakichś 8 lat (z czego 1,5 roku jesteśmy razem)... Potrafi czasem wybąblić na imprezie nawet i 5 piw albo butelkę wina - ale po pierwsze zdarza się to mega rzadko - a po drugie zupełnie nie wpływa na jego zachowanie. Nie ma zamglonego wzroku, nie mamrocze, nie zaczyna być generalnie obleśny tak jak to się facetom zdarza (np. mojemu ex).
Nie twierdzę, że którakolwiek z nas ma prawo do wydawania opinii, że ten czy tamten jest alkoholikiem, bo w sumie uważam, że granice tego nałogu są bardzo cienkie. Są alkoholicy, którzy właśnie piją "tylko" raz na tydzień, są tacy, którzy muszą wypić codziennie ale np. "tylko" jedno piwo, nie mnie oceniać czy to już jest uzależnienie czy nie. Natomiast to mi oceniać czy takie coś mi przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu. Tobie jego picie - nałogowe czy nie nałogowe - ewidentnie przeszkadza. Czy to powód do rozstania? Nie.
Uważam, że powodem do rozstania jest całkowite, stu procentowe przekonanie, że nie chcesz już dłużej być z danym facetem. Przekonanie, że nigdy nie będziesz mogła na nim polegać, że nigdy mu nie zaufasz, że nigdy nie będziesz się przy nim czuć bezpieczna. Póki tego nie ma też uważam, że warto walczyć.
Jednego jednak jestem pewna - jeśli Twój mąż faktycznie się nie zmieni (a smutna prawda jest taka, że z tą zmianą może być ciężko bo co by oni nam nie mówili to tak naprawdę uważają najcześciej właśnie, że to my mamy problem bo oni przecież piją "tylko" w weekend, "tylko" piwo albo "tak jak wszyscy") to będzie sukcesywnie dążyć do tego, że właśnie któregoś dnia poczujesz, że nie masz w nim już żadnego oparcia a w sercu nie ma już żadnego zaufania.
Wiem to, bo u mnie to trwało 5 lat. Aż któregoś dnia leżąc w łóżku obok mojego ex poczułam, że jestem pusta, wyssana, że już nie ma we mnie nic bo on wszystko zniszczył - tymi obietnicami, tą nieustanną walką, tłumaczeniem, grożeniem, proszeniem.
Nie życzę Ci tego bo macie dziecko. Życzę by Twój mąż okazał się dojrzalszy, by pokazał, ze kuma, że Cię kocha, że chce nad sobą pracować. Z całego serca Ci tego życzę! :*
temat alkoholików obcy mi nie jest,moja siostra jest alkoholiczką
to co mam z nią od 5 lat wie tylko ktoś kto miał do czynienia z alkoholikiem
wiem że zrobiłam ze swojej strony wszystko aby jej pomóc,ona tej pomocy nie chce
i wiem że póki dna nie siegnie to niczego nie zrozumie,mimo że dużo już straciła przez picie ,dalej w to brnie
na szczęscie nie ma dzieci,i na szczęście nie chce ich mieć
miałam też dziadka alkoholika,który psychicznie zniszczył moja babcię,potem dołożył swoje wujek alkoholik który z nią mieszkał
jakiś policjant powiedział mi kiedyś ze alkoholikiem jesteś nawet jak pijesz jedno piwo dziennie,no nie wiem ja nie zgadzam się z tym stwierdzeniem
ja lubie sobie wypić piwo dwa czasami ,ale to tyle więcej nie ruszę bo mój organizm tego nie toleruje
alkoholik pije od rana do nocy do póki nie padnie
alkoholik pije od rana do nocy do póki nie padnie
Dokładnie tak!!!!!!!!
Dziewczyny nie przesadzajmy większość facetów lubi czasami sobie wypić nazwijmy to okazjonalnie nie którzy po alkoholu nie umieją się zachować trochę im odwala ale jeśli nie zdarza się to często i nic złego przy tym nie robi nie mamy prawa nazywać jej alkoholikiem.
To forum kobiece i wiadomo że nas kobiety ponoszą czasami nerwy ,emocję i piszemy coś pod wpływem adrenaliny ale to tak żeby się wygadać i sytuacje które opisujemy na świeżo czasami brzmią fatalnie, szukamy pocieszenia wsparcia.Łatwo jest pisać zostaw go wez rozwód ale to nie takie proste to ciężkie szczególnie jak w tym wszystkim są dzieci.
Penny, ja wiem, że mój mąż może nie pić wcale.
Wiem, bo na początku tak było.
Ale nie chciałam zabraniać mu alkoholu tylko dlatego, że ja mam z tym problem.
To by było egoistyczne.
Zresztą, kto dokładniej poczytał to, co pisałam, wie, że mąż nie wypił wcale katastrofalnie dużo, tylko pokonała go trawka. Gdyby nie zajarał, nie zachowałby się tak. Przesadził i wie o tym. To się nigdy wcześniej nie zdarzyło i zapewnił mnie, że nie zdarzy się już nigdy więcej.
Nie mam powodów, by mu nie wierzyć. A jeśli to się powtórzy - to wtedy będę się martwić.
665 2013-11-11 11:48:42 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-11-11 11:49:56)
Penny, ja wiem, że mój mąż może nie pić wcale.
Wiem, bo na początku tak było.Ale nie chciałam zabraniać mu alkoholu tylko dlatego, że ja mam z tym problem.
To by było egoistyczne.
Sama lubię się napić czasem.Zresztą, kto dokładniej poczytał to, co pisałam, wie, że mąż nie wypił wcale katastrofalnie dużo, tylko pokonała go trawka. Gdyby nie zajarał, nie zachowałby się tak. Przesadził i wie o tym. To się nigdy wcześniej nie zdarzyło i zapewnił mnie, że nie zdarzy się już nigdy więcej.
Nie mam powodów, by mu nie wierzyć. A jeśli to się powtórzy - to wtedy będę się martwić.
Eeee, sorry, coś zwaliłam ![]()
Hej:) Cyniczna przepraszam jesli Cię uraziłam, nie miałam takiego zamiaru. Nie napisałam że Twój mąż to już na bank jest alkoholikiem, tylko pisałam ogólnie o alkoholikach i o życiu z nimi. Wyraziłam swoje zdanie na temat tego tematu i tyle. To nie jest tak że nie mam pojęcia o czym piszę, bo mój ojciec jest alkoholikiem, jestem DDA, wiem jak się czuje dziecko alkoholika, chociaż moja mama w pewnym momencie powiedziała STOP i się rozwiodła i tak mam jej za złe że dopiero po tak ługim czasie nerwów, koszmaru, bezsennych nocy pełnych awantur, tego całego bagna alkoholowego. To prawda, że nie znam ani Ciebie ani Twojego męża, jednak wiem jak to z reguły bywa, takie są najczęstsze początki tej stromej i pełnej cierpienia drogi. Mam mnóstwo przykładów w rodzinie, sama o mały włos a nie wyszłam za alkoholika. Dziekuję losowi za mojego męża i chociaż na początku wydawał mi się "sztywny" (po całym życiu w otoczeniu osób pijących) bo on właściwie nie pije w ogóle (od wielkiego dzwonu na weselu, sylwestrze itp.) teraz dziekuję losowi i w głębi duszy wiem, że lepiej trafić nie mogłam. Dopiero długie rozmowy (często całonocne) w moją sąsiadką (która została terapeutką DDA, AA i żon AA) uświadomiły mi w jakim świecie żyłam wcześniej. Nie chcę przez takie starcia w pisaniu wypaść z Waszego forum. To co napisałam wcześniej to nie po to żeby Cię urazić, wiem jak wygląda życie żony alkoholika bo miałam ją w swojej matce. Cyniczna nie obraź się, ale cały Twój post po tym moim ewidentnie pokazuje że jesteś współuzależniona. Być może Twój mąż nie jest alkoholikiem, może po prostu lubi się napić czasami, ale Ty ewidentnie zachowujesz się jak żona alkoholika, być może masz to wyniesione z domu, tak jak większość z nas, bo taka jest prawda że większość młodych ludzi w Polsce (i n ie tylko) to DDA DDD czy inni DD.... TRzymam kciuki za Wasze małżeństwo, tak jak pisałam nie znam Was i mam nadzieję że się to wszystko poukłada dobrze. Nie nakazywałam nikomu że ma się rozstać napisałam tylko że ja bym się rozwiodła gdybym była w Twojej sytuacji. Być może to też syndrom DDA, że jestem przewrażliwiona na tym punkcie, na szczęście mój mąż sam zaproponował że nie będzie u nas w domu alkoholu wcale bo wie co przeżyłam w domu i że alkohol zniszczył małżeństwo moich rodziców, jestem mu za to wdzięczna. Wiem też że nawet jakbym go bardzo kochała jesli nawet zaczałby popijać więcej niż bym to akceptowała, to uciekłabym gdzie pieprz rośnie, choć jak mówię nie wiem dokładnie, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Chociaż już uciekłam od jednego (prawie sprzed ołtarza) który wtedy popijał w miarę "normalnie" jednak intuicja kazała mi zwiewać i słusznie bo teraz to alkoholik na cąłego a jego żona ma koszmar, który miałabym ja. W każdym razie szczerze przepraszam jesli Cię uraziłam czymś, nie miałam takiego zamiaru, jestem po prostu bardzo cięta na takich mężczyzn, najchętniej to bym zakazała sprzedaży alkoholu cąłkowicie, wiem że to przegięcie ale takie mam zdanie i już.
667 2013-11-11 12:23:12 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-11-11 12:31:31)
Luizjana, nie uraziłaś mnie, ale ja mam pewność, że nie jestem współuzależniona, ponieważ uczęszczam na terapię od lat i coś bym o tym wiedziała. Każdy przypadek jest inny i nie należy wszystkich wpychać do tego samego worka.
Jak wspomniałam, nie znasz mojej sytuacji, znasz tylko niektóre sytuacje, które tutaj opisałam. Nie sądzisz, że to za mało, by pisać takie rzeczy?
Dodam jeszcze, że całkowite unikanie alkoholu w naszym - moim i Twoim przypadku nie załatwi sprawy. To po prostu ucieczka od problemu. Ja się nauczyłam przez lata, że problemom się stawia czoła.
Nie odejdę od męża tylko dlatego, że on lubi się napić (co jest zdrowym podejściem), a mnie to denerwuje. To, że ja mam z tym problem, nie jest winą mojego męża, tylko moich lęków z dzieciństwa. Traumy bywają różne. Mój ojciec chlał i lał. Moja matka wytrzymała 5 lat. Mój mąż nie chleje, nie awanturuje się, nie bije. RAZ stracił kontrolę. Ostatnio. Przez trawkę. Alkohol nie zawinił. Jasne, że zrobił źle.
Ale ja też zrobiłam źle podnosząc na niego rękę. Jednakże on nie rozważa odejścia ode mnie. Dziwne? Bo ja bym odeszła, gdyby mnie uderzył, od razu.
Może przykład tandetny, ale nie odejdziesz od męża, bo on kocha krakersy, a Ty ich nienawidzisz. Więc póki nie będzie wpieprzał krakersów codziennie kilogramami, to sorry, ale dla mnie to nie jest powód do rozwodu.
668 2013-11-11 12:33:35 Ostatnio edytowany przez LuiZjanna;) (2013-11-11 12:39:10)
Dlatego przepraszam, mam nadzieję, że nie jesteś zła. Po prostu jak temat dotyczy picia to chyba za bardzo ponoszą mnie emocje, nie umiem wtedy analizować tylko piszę co mi przyjdzie do głowy, chyba nie potrafię przyjąć do wiadomości tego że ktoś sobie od czasu do czasu wypije ale nie jest uzależniony. Naprawdę szczerze przepraszam. Mam nadzieję że wszystko jest i będzie ok:)
Ja też coś dodam, uważam że masz zdrowe podejście, którego mi niestety brakuje. Mój mąż na szczęście właściwie nie pije wcale ale obawiam się że gdyby pił tak normalnie to chyba też odezwały by się lęki z dzieciństwa, ten lęk chyba zostaje. Ty chodziłaś na terapię, ja nigdy się nie odważyłam, chociaż rozmowy z moją sąsiadką można w jakimś sensie uznać jak terapię. Ja bym chyba wolała odejść gdyby mój mąż popijał (nawet raz na miesiąc), bardziej ze strachu o to co mogłoby być niż z realnych rzeczywistych powodów, brakuje mi w tych kwestiach dystansu który Ty masz. Po prostu boję się alkoholu i nie umiem realnie oceniać "zagrożenia", wolę uciec.
Dlatego przepraszam, mam nadzieję, że nie jesteś zła. Po prostu jak temat dotyczy picia to chyba za bardzo ponoszą mnie emocje, nie umiem wtedy analizować tylko piszę co mi przyjdzie do głowy, chyba nie potrafię przyjąć do wiadomości tego że ktoś sobie od czasu do czasu wypije ale nie jest uzależniony. Naprawdę szczerze przepraszam. Mam nadzieję że wszystko jest i będzie ok:)
Coś Ty, ja się nie gniewam, bo ten temat i u mnie budzi mega emocje.
Wyobraź sobie, że jako dziecko i nastolatka potrafiłam chować się w piwnicy albo pod stołem, jak ktoś spożywał alkohol....
A już najgorzej działał na mnie sam odór. To był koszmar. Potrafiłam drzeć się na ludzi, którzy pili. Nawet na obcych.
Ale pomogły mi rozmowy najpierw z psychologiem, a potem z terapeutą.
Luizjana, wiesz mozna sobie pisac co zrobiloby sie w czyjejs sytuacji, ale to ma sie nijak do prawdy, bo nie jestes i nigdy nie bedziesz na miejscu Cynicznej. Nawet gdybys byla w podobnej sytuacji, to zwyczajnie nie wiesz co bys zrobila. Kazda sytuacja i kazda osoba jest inna, to co Tobie wydaje sie najlepszym wyjsciem, dla kogos innego moze takim wcale nie byc.
Zgadzam sie calkowicie z Penny, my tutaj na forum nie mamy prawa oceniac czy ktos jest alkoholikiem, czy nie, bazujac tylko na kilku postach. Nie mamy ani odpowiedniej fachowej wiedzy, ani tez sumienia jak sadze. Ja osobiscie nie mialabym odwagi wysunac takich wnioskow wobec osoby o ktorej nic nie wiem. To jest krzywdzace. I zwyczajnie niesprawiedliwe.
Ja tez wiem o czym pisze, z moim ojcem alkoholikiem nie mam zadnego kontaktu od 2 lat. Wiem, ze zyje i nadal pije. Ta wiedza pozwala mi z cala pewnoscia stwierdzic, ze tego kontaktu nie chce. On wie, ze dopuki pije to ja zdania nie zmienie. I chyba zwyczajnie jest mu tak dobrze, bo nigdy nawet nie sprobowal niczego zmienic. Wiem, ze picie go wykonczy, nie ludze sie ze ponad 30 lat picia nie odbija sie na zdrowiu, ale ja nic nie zrobie w tej kwestii. To jest wlasnie walenie glowa w mur. Zajelo mi to wiele lat zanim zrozumialam, ze nie da sie pomoc, kto takiej pomocy nie chce.
Uwazam tez, ze jesli ktos widzi problem (a maz Cynicznej go dostrzega) to warto walczyc. Co innego, gdyby mial w nosi ja i dziecko, znikal na cale dnie, czy sie awanturowal. Ja widze, ze im obojgu zalezy na tym malzenstwie, wiec rozwod nie jest zadnym wyjsciem.
Cyniczna, trzymam kciuki, zeby sie ulozylo.
671 2013-11-11 12:42:11 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-11-11 12:42:48)
natalia24, dzięki za Twój wpis.
Troszkę utożsamiam się z tym, co napisałaś. Ja z ojcem nie chciałam mieć żadnego kontaktu, dopóki pił. Któregoś dnia tak zachlał, że padł w kałużę, dostał grypy. Potem powikłania, zapalenie mięśnia sercowego. Miesiące leczenia, wpisanie na listę do przeszczepu - nie doczekał się, zmarł. Miał 38 lat.
Jego ojciec - również alkoholik - leży w domu opieki, nie a obu nóg. Wciąż pije.
Proszę nie gniewać się na Luizjannę, chciała pomóc i nie miała nic złego na myśli.
Nataluszku jak u Was???
Wiem o tym że nie wiem co bym zrobiła, dobra nieważne, po prostu nie chciałabym być z kimś kto nadużywa alkoholu, ale tego to każda z nas by nie chciała, nie chcę się dalej tłumaczyć z tego co pisałam, po prostu napisałam to co mi przyszło do głowy, teraz jak to przeczytałam to też uważam że przesadziłam. Tak czasami mam że najpierw powiem potem pomyślę, ale nie uważajcie mnie teraz za jakąś co się mądrzy, albo chce komuś układać scenariusze, raz palnęłam ale nie jestem taka zła;)
Chcę dłużej zabawić na tym forum, nie chce żebyście na starcie nabrały do mnie uprzedzenia.
LuiZjanna spokojnie. Jest ok.
eh kobietki widzę, że ciężko u wAS..
mój ojciec jak byłam mała pił, awanturował się, bił mamę.. wiele przeżyłam przez to.. teraz nie pije.. a jak mu się zdarzy to niestety powtórka z dzieciństwa... też jestem uprzedzona do alkoholu..
trzymam kciuki, żeby Wam się w małżeństwie ułożyło, żeby faceci przejrzeli na oczy i zrozumieli, że robią źle!!
Nataluszku jak u Was???
No właśnie, bo tak naprawdę, to sto razy większy problem ma Nataluszek...
Pewnie się zastanawia, biedna, co zrobić...
Ja bym próbowała to jeszcze ratować, ale tylko wtedy, gdyby partner wyraził chęć... a z tym jest chyba problem...
Luizjanna, spokojnie, nikt się do Ciebie nie uprzedzi ;-)))) Każdy ma prawo do swojej opinii.
Ale wiesz - spożywanie nie oznacza od razu nadużywania. Dla mnie nadużywanie to już choroba. No i z tym nadużywaniem też nie jest łatwo - bo można przesadzić kilka razy, co nadużywaniu wcale nie jest równe.
Mój mąż jest Ślązakiem i u nich wieczory przy piwku, to coś zupełnie normalnego. Co zabawne, niektóre kobiety pompują więcej od chłopów i nikt nie nazywa tego nadużywaniem ![]()
677 2013-11-11 12:49:29 Ostatnio edytowany przez pennylane (2013-11-11 12:51:25)
Cała dyskusja jest słuszna tylko dodam jeszcze dwie informacje - bo się nie powstrzymam ![]()
Po pierwsze - to bzdura, że alkoholik to tylko ten, który pije aż padnie.
Alkoholizm polega na braku umiejętności kontrolowania picia i kontrolowania siebie samego. Czy to się dzieje po jednym piwie, czy też polega na braku możliwości normalnego funkcjonowania bez tego jednego piwa - to nie ma znaczenia. Jak mówię - to może być butelka wódki a może być kieliszek wina - chodzi o sam mechanizm.
Na szybko:
Aby móc mówić o uzależnieniu od alkoholu muszą wystąpić minimum trzy z poniższych objawów. Do objawów należą:
- Silna, natrętna potrzeba spożywania alkoholu (głód alkoholowy).
- Upośledzona zdolność kontrolowania picia alkoholu (trudności w unikaniu rozpoczęcia picia, trudności w zakończeniu picia albo problemy z kontrolowaniem picia do wcześniej założonego poziomu) (czyli np. "obiecałem żonie, że się nie upiję ale jakoś nie wyszło)
- Picie alkoholu w celu złagodzenia albo zapobieżenia alkoholowemu zespołowi abstynencyjnemu oraz subiektywne poczucie skuteczności takiego postępowania (czyli klasyczny i przecież "normalny" objaw wakacyjny pt. na kacyka małe piwko)
- Objawy abstynencyjne (drżenia mięśniowe, nadciśnienie tętnicze, tachykardia, nudności, wymioty, biegunki, bezsenność, rozszerzenie źrenic, wysuszenie śluzówek, wzmożona potliwość, zaburzenia snu, nastrój drażliwy lub obniżony, lęk).
- Zmieniona (najczęściej zwiększona) tolerancja alkoholu (ta sama dawka alkoholu nie przynosi oczekiwanego efektu, potrzeba spożywania większych dawek alkoholu dla wywołania oczekiwanego efektu).
- Zawężenie repertuaru zachowań związanych z piciem alkoholu do 1-2 wzorców.
- Postępujące zaniedbywanie alternatywnych do picia przyjemności, zachowań i zainteresowań (czyli jak weekend to piwkowanie, no bo co innego? )
- Picie alkoholu mimo oczywistej wiedzy o jego szczególnej szkodliwości dla zdrowia pijącego.
Tak więc w dużym skrócie wystarczy, że facet uważa, że w weekend trzeba wyskoczyć na kilka piwek z kumplami i brak tej rozrywki powoduje u niego niepokój/rozdrażnienie plus wystarczy, ze z czasem (po kilku latach) obserwujemy, że wystarczy mu już dużo mniejsza ilość alkoholu do upicia się i jeszcze fakt, że nagle nasz facet, który kiedyś umiał się fajnie bawić teraz po wypiciu piwa ciągle marudzi/narzeka/doprowadza do kłótni/jest upierdliwy/natarczywy/ucieka czy znika z domu/siedzi całą noc przed kompem itd itd. (czyli te 1-2 wzorce zachowań) i bach, mamy już alkoholika z pełnego zdarzenia. A przecież pił tylko kilka piw z kumplami w weekend?
Na tym polega największy problem tej choroby - współcześnie żyjemy w absolutnym przyzwoleniu dla picia. Jesteśmy przekonani, że to "normalne" a wręcz "konieczne" żeby pić na urodzinach, spotkaniu ze znajomymi, weselu, chrzcie, parapetówce. Gdy coś nam się uda chcemy to "oblać". Gdy jest nam przykro - idziemy się napić. Otoczeni jesteśmy wzorcami, w których alkohol to remedium na każde zło - a jednocześnie zupełnie "niegroźne" remedium. Mimo tego, że wciąż słyszymy doniesienia o rosnącym odsetku alkoholików w Polsce to nadal trzepią nas po oczach reklamy piwa. W końcu to "tylko" piwo, nie?
Też swego czasu byłam za zakazem alkoholu. Niestety jednak wiemy już co to było - prohibicja w USA. Nie pomogło. Dopóki nie nauczymy się właśnie spędzać czasu inaczej, ba, dopóki nie zaczniemy uważać własnie tego za "normalne" (bo jak słsyzę, że "każdy facet lubi od czasu do czasu wypić i to jest typowe" to się we mnie krew gotuje autentycznie) - tego, że siedzimy i jemy kurde ciasto drożdżowe popijając herbatą i jest tak samo fajnie a nawet i fajniej - dopóki to się nie wydarzy to nic się nie zmieni.
Zaś jeśli chodzi o diagnozowanie czyjejś sytuacji rodzinnej patrząc na posty (pisane zresztą w uniesieniu) to spore nadużycie. Nawet podczas mitingów czy terapii dobry terapeuta nie poda diagnozy dopóki nie odbędzie się co najmniej kilka wizyt - także bądźmy powściągliwi w osądach
Jedno co według mnie nie ulega wątpliwości to to, że niezależnie od tego, czy ktoś będzie zdiagnozowany jako "alkoholik", czy będzie łoił wódę codziennie czy też pił te kilka piw co weekend to - co podkreślam bo już o tym pisałam w poprzednim poście - chodzi o to jak MY się z tym czujemy.
Są kobiety, którym absolutnie nie przeszkadza jak facet codziennie przed telewizorem wypije dwa piwka. Ja bym tego psychicznie nie wytrzymała. Jest to prosta matematyka.
Tym bardziej, że cholernie trudno jest potem kogoś zmieniać. Cholernie trudno tym bardziej, ze właśnie nasze społeczne wzorce wbijają do głowy tej drugiej stronie, że ona nie musi nic zmieniać bo jest "normalna", jest "jak wszyscy". Więc w czym problem?
Dzięki Cyniczna za "wybaczenie":)
Ja też z moim ojcem nie mam kontaktu, wiem że pije, nie był na moim weselu, nie widział wnuka, ale chyba ma to w dupie, ja żyję jakby go nie było. Nie pomogę mu nigdy, nie umiem wybaczyć, nie rozumiem jego postępowania, chyba go w pewnym sensie nienawidzę. Wiem, że alkoholizm to choroba, ale nie umiem tego zrozumieć. Ale dobra, nieważne to forum dla mam a nie DDA;)
Dziewczyny, jak decydowałyście się na drugie dziecko (te mamusie które mają drugie - urodzone lub "w drodze") to byłyście pewne tej decyzji?
Ja wiem ze chcę drugiego ale czasami dopadają mnie takie mysli że z jednym byłoby lżej, wiem że chcę drugie ale tak jakby boję się czy dam radę wszystkiemu podołać.
Kochane z facetami to tak jest znam to bardzo dobrze bo sama jestem po rozwodzie Moj obecny M narazie sie sprawuje ![]()
A jak tam sie czuja Wasze pociechy?
Trzymajcie sie
...cos rzadko tu zagladam no coz czas mnie goni...co na obiad nie wiem...mala nie chce spac a jej pora wlasnie
To tyle
Penny, dziękuję za ten post ;-).
Luzijanna, ja nie chcę drugiego dziecka.
Do usług
Na tym temacie zjadłam zęby ![]()
penny święta racja, że alkoholik to nie tylko ten co pije na umór bo istota tej choroby to nie tylko picie ale napięcie przed piciem (np cały tydzień przed weekendem), kac moralny po piciu, przymus picia. Alkoholikiem może być ktoś kto pije w soboty tylko ale cały tydzień czeka do tej soboty, oblicza pieniądze, aranżuje wyjście (żeby się napić), tworzy całą otoczkę, alkoholik to ktoś kogo żyice kręci się wokół picia, ktoś kto nawet jak nie pije (np. pół roku) ale czuje taki przymus, "cierpi" bo nie pije, jest wybuchowy, nerwowy, zastepuje alkohol (dla uspokojenia) papierosami, słodyczami ale jak już pije to pije. Alkoholikiem może być zarówno ten co pije 1 piwo codziennie jak i ten co pije raz w miesiącu na umór. To zmiany w psychice świadczą o uzaleznieniu a nie ilość wypitego alkoholu (który w poszczególnych fazach alkoholizmu jest inny).
Cyniczna, broń Boże to nie o Twoim ani niczyim mężu, to ogólne pisanie.
Mój ojciec miał okresy kiedy popijał, potem pił coraz więcej, coraz częściej, a teraz wypija 1 piwo i pada jak kawka, cały czas jes pijany, ale jak go puszcza to dostaje takich drgawek że nie ustoi na nogach, nie widzę tego i nie mam zamiaru go oglądać, wiem to od ciotki. Najgorsze jest to że robi się coraz gorzej z jego psychiką, ma juz omamy, pijackie ciągi (całotygodniówki), sika i rzyga na siebie. Kiedyś też tylko popijał, ale teraz to wrak. Gdyby moja mama znim została zapewne byłby w o wiele lepszej kondycji, bo by zadbała "zacierałaby" ślady, leczyła kaca, podawała rosołki itd. Ale ona byłaby wtedy wrakiem psychicznym, zresztą już jest. Znowu sie rozpisąłam a chciałam już uciąć ten temat, ale piszę co myślę. Po prostu nienawidzę alkoholików.
Będę sie powtarzać, ale Cyniczna nie chciałam Cię obrazić. U mnie to coś na zasadzie odniesienia. Że przenoszę negatywne emocje na innych pijących, jak słyszę o takich zachowaniach od razu mam przed oczami ojca i emocje biorą górę nad realną oceną sytuacji.
Luizjanna, ale nie uraziłaś mnie ani trochę!!! Spokojnie! ;-))))
ależ się poważnie zrobiło... nie nadążam z czytaniem Was dziewczyny, ale mam ogólny obraz Waszych relacji z mężami i... coś jakby obraz tego jak rozwinęłaby się relacja z moim mężem, gdyby nie postanowił odejść. Z tym, że ja chyba od niemal samego początku miałam przemoc psychiczną ze strony męża i to eskalującą. Nie chciałam tak na to patrzeć, choć czułam, że to nie jest prawidłowa relacja. Miałam nadzieję, że prędzej czy później mąż zechce pójść na terapię i coś tam sobie poukładać w głowie. Ja na terapię chodziłam, by jakoś sobie radzić z nim i jego zachowaniami. Ale on nie podjął tematu. Okazało się, że jestem za słaba, by go przekonać, albo nie zależało mu na tyle na naszym związku, by chcieć go ratować (mimo wszystko przez pogrzebanie we własnej głowie). Jestem samotną matką, muszę sobie z tym poradzić, ale powiem Wam, że omija mnie perspektywa tego, co Wy teraz macie - brak zainteresowania ze strony mężów, obietnice bez pokrycia, kłamstwa, ściema, brak odpowiedzialności, oparcia czy szacunku z ich strony, etc... sama nie wiem, która z tych opcji jest lepszym złem - brak męża, czy nieobecny mąż-dzieciuch.
Akeme to ja Ci odpowiem - z tym dwóch opcji na pewno lepszą jest brak męża ![]()
Luizjanna no właśnie, jeszcze tylko dodam do mojego przydługiego posta, że np. mój ex miał taką fazę, że czasem po 2-3 miesiące nie pił, żeby własnie i mnie i sobie samemu udowodnić, że problemu żadnego nie ma. Tymczasem jak poszukamy pierwszej lepszej strony internetowej czy książki na temat alkoholizmu to dowiemy się, że to bardzo typowe zachowanie właśnie dla osób, które z tym alkoholem problem mają ![]()
ale gorąco sie zrobiło ![]()
ja powiem tak,alkoholik póki sam nie zechce,nie zrozumie,nie sięgnie dna to się leczyć nie bedzie,nikt go do leczenia nie przekona
przykład mój kuzyn alkoholik,znalazł dziewczynę w koncu,zaręczyli się fajnie pieknie było do pierwszej poważnej awantury,ona go zostawiła
nie wiem czy go to wstrząsnęło czy co innego,ale poszedł przynajmniej po wszywkę,to juz duzy plus,nie pije jakoś od roku,jest z dziewczyną ta sama,w grudniu urodzi im się dziecko,dziecko o które starali się długo,myslę że tez z powodu alkoholu nie mogła dziewczyna zajść w ciążę
trzymam za niego kciuki,że wytrwa bo nie chcę aby ich dziecko oglądało pijanego tatusia codziennie,może też wstrząsnęła nim smierc jego ojca również alkoholika
co do picia jeszcze przez partnera,no mi nie przeszkadza jak mój wypije piwo czy dwa wieczorem,ale przeszkadza mi jak podczas grubszej popijawy zamiast iść spać to potrafi czasem wynaleźć sobie problemy z księzyca i robić awanturę
LuiZjanna co do drugiego dziecka,przez 9 lat się zastanawiałam czy pora na 2 dziecko,cały czas się obawiałam,nie dziecka lecz ciązy i porodu bo widziałąm co to znaczy
los sam zadecydował-wpadłam po prostu,do dzisiaj nie wiem kiedy
i dobrze bo pewnie 2 dziecka do dzisiaj bym nie miała ![]()
Wiecie dziewczyny, na mnie chyba jakos niepokojaco wplywaja ciazowe hormony... Wczoraj bylam tak wsciekla na mojego, ze kurde bez kija nie podchodz, a dzis jak juz troche emocje opadly, to wlasciwie nie wiem czy nie powinnam okazac wiecej zrozumienia...
Historia jest dluga, w skrocie wyglada to tak: moj postanowil tutaj do UK sciagnac swoja rodzine. Najpierw siostre z mezem i dzieckiem, teraz rodzicow. W zeszlym roku przez 3 miesiace goscilismy w naszym domu trzyosobowa rodzine, zbieglo sie to akurat z narodzinami malej, nawet moja mama nie mogla przyjechac i mi pomoc, bo zwyczajnie nie bylo miejsca. Oczywiscie moj biegal i zalatwial im prace, potem mieszkanie, milion najmniejszych spraw. W koncu sie wyprowadzili, usamodzielnili, na dzien dzisiejszy nie mamy praktycznie kontaktow, bo uwazaja ze nic nam nie zawdzieczaja. Niewazne.
Miesiac temu przyjechali tu jego rodzice. Rozumialam, bo w Pl bez pracy, a kredyty trzeba placic. Teraz u nas mieszka tesc, a tesciowa u siostry mojego. Oczywiscie moj znow musial ruszyc wszelkie znajomosci, zalatwil rodzicom prace (swoja droga wyobrazacie sobie szukac pracy komus, kto nie zna w ogole jezyka?!) Mialam nadzieje, ze szybko stana na nogi, ale nic bardziej mylnego. My musimy wyjezdzac do pracy godzine wczesniej, niz normalnie, zeby tesciow zawiezc do ich pracy. Po pracy wracamy do domu, ale nie mozemy zaplanowac nawet jakis glupich zakupow, bo czekamy na telefon o ktorej skoncza prace, bo przeciez trzeba po nich jechac. Tesciowa zawiezc do siostry, tescia zabrac do nas. I tak kazdego cholernego dnia...
Jestem wykonczona psychicznie i fizycznie. Nie wiem jak mozna miec tak roszczeniowa postawe do swiata. A juz zupelnie nie rozumiem jak mozna oczekiwac takiej pomocy tylko od nas, w koncu maz siostry mojego tez ma auto...
Nie wiem na jak dlugo starczy mi cierpliwosci, boje sie ze ktoregos dnia zwyczajnie powiem: dosc. I wtedy wszystko sie skonczy raz na zawsze. Ale afera bedzie na cala rodzine...
Koszmar...
Moj tez jest tym wszystkim zmeczony, ale jakos nie potrafi tego rozwiazac. Mi sie skarzy, narzeka, a im nie powie zlego slowa.
Mam dosc...
Luizjana, Twój tato chyba ma delirkę...
689 2013-11-11 15:20:16 Ostatnio edytowany przez Kobra99 (2013-11-11 15:34:37)
Widze dziś temat alkoholizmu. Ja wam co nieco opowiadałam i tez o moim stosunku do tego, wiec nie będę się powtarzać
. Nie jest prawda, ze alkoholik to tylko ten, który upija się do upadłego i tu w 100% zgadzam się z Penny. Ja jako dziecko miałam nietypowe marzenia, nie marzyłam o zabawkach, o podróżach, miałam dwa marzenia: żeby ociec przestał pic i żeby na świecie nie było alkoholu. Teraz mam do tego (wydaje mi się zdrowe podejście), sama nie jestem abstynentka, lubię pójść z koleżanką na piwko, czy wypić drina na imprezie. Najważniejsze, żeby znać umiar. Jednak muszę przyznać ze wstydem, ze nie zawsze tak to postrzegałam. Jako nastolatce zdążyło mi się uchlać nie raz i nie dwa...Jednak byłam na takim etapie swojego życia, ze było mi wszystko jedno. Nie wiem co by się ze mną stało, gdybym wcześnie - bo zaraz po maturze nie poznała swojego (dziś) męża, dla którego chciałam żyć, miałam dla kogo i po co i dzięki niemu nabrałam nowych sil i z czasem otrząsnęłam się po latach męki z ojcem pijakiem. Nie wyobrażam sobie żyć teraz z człowiekiem, który nadużywałby alkoholu. I tu wcale nie chodzi tylko o mnie, bo ja sobie poradzę. Nie chciałabym, by moja córka patrzyła na taki obraz nędzy i rozpaczy, na zapijaczona mordę ojca, który to dla dziecka powinien być wzorem, powinien dawać przykład i wpoić jakieś wartości. Cale szczęście, mój facet pijał rzadko, a odkąd przeżył wewnętrzną przemianę
i zapragnął żyć w zgodzie z natura i prowadzić zdrowy tryb życia - uważa alkoholol za wroga ludzkości i truciznę, która powinna być zakazana.
Co do Ciebie Cyniczna - oczywiście my nie znamy Twojego męża. Jednak jeżeli kiedyś potrafił pic znacznie mniej to może i teraz. W końcu tak sie umawialiście, nie tak było jak go poznałaś, wiec nie wymagasz niewiadomo czego. Od początku wiedział jaki masz do tego stosunek wiec mam nadzieje, ze tym razem dotrzyma słowa, zachowa umiar a Ty nie będziesz musiala się więcej denerwować
. Trzymam za Was kciuki, jak zawsze
.
LuiZjanna, nie musisz tak ciągle przepraszać, tu każdy wyraża swoje zdanie na podstawie własnych przeżyć, wymieniamy się doświadczeniami. Dobrze, ze piszesz to co myślisz, to duży plus.
Ja nie poradzę Cynicznej rozwodu, bo widzę duże szanse, ze im się uda przezwyciężyć ten problem, rozwód to ostateczność, gdzie już nie ma szansy na poprawę.
Ogólnie często nasze opowieści o facetach wyglądają dość dramatycznie, dlatego właśnie, ze piszemy pod wpływem emocji. Ja tez czasami miałam wyrzuty sumienia gdy napisałam coś na mojego męża jak byłam zdenerwowana. Jednak tylko my same wiemy jak jest nam w tych związkach, czy jesteśmy szczęśliwe i czy dany problem w związku to tylko chwilowy kryzys i czy warto walczyć.
AKEME szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to, może mieć 100 delirek. Swoją drogą rozbawił mnie ten Twój wpis, wiem, że to nie jest smieszne ale już się wczytałam o tek anglii a tu bach mój tata ma delirkę, haha, naprawdę mnie to rozbawiło.
A tak na powaznie nie interesuje mnie on. Nigdy się mną nie interesował, nie szanował mamy, nie obchodziło go nigdy czy mam co jeść, w czym chodzić czy jestem zdrowa, czy zdałam do nastepnej klasy i w ogóle co się ze mną dzieje, zawsze była tylko wóda ważna, więc ja teraz w ogóle nie poczuwam się do jakiejkolwiek troski o niego. Szkoda że tak się poukładało ale jakby podejmował inne decyzje byłoby inaczej, teraz już za póxno żeby naprawiać nasze relacje, zresztą on nie wykazuje żadnych chęci. Wnuczek kończy trzy latka niedługo a on go jeszcze nie widział, na dodatek bezczelnie opowiada u siebie w rodzinie że był u małego a ja go nie wpuściłam, nikt w to nie wierzy, ale mnie to denerwuje bo prawda jest taka że od kilku ładnych lat nawet nie zadzwonił ani nawet nie przyjechał na mój slub mimo tego że go zapraszałam. To temat rzeka, nie chcę Was zanudzać, ale teraz to czy on ma delirke czy inne spowodowane jego alkoholizmem przypadłości mało mnie obchodzi.
Ostatnio duzo się zastanawiam nad drugim dzieckiem i nie wiem kiedy się decydować. Z jednej strony wiem że na pewno chcę mieć drugie, ale nie wiem czy już czy jeszcze trochę "odżyć" po tym jakby nie było trudnym okresie niemowlęcym. Nie mam żadnej pomocy, jakiegoś wsparcia psychicznego, bo fizycznie jakoś dam radę razem z mężem. Wiadomo że on mnie wspiera ale brakuje mi takiego kobiecego wsparcia, w końcu kobieta najlepiej rozumie drugą kobietę. Moja mama mieszka niby niedaleko razem z babcią, ale babcia wymaga stałej opieki, mama jest chora (jest po dwóch zawałach, ma cukrzycę, ciągle boryka się z depresją), to im jeszcze trzeba dorywczo pomóc momentami. Własnie my mieszkamy w domu który wybudowała babcia, przepisała go na mnie i przeprowadziła się do mamy do bloku gdzie wcześniej mieszkałam z rodzicami. Pisałam wcześniej że mam dom po rodzicach bo jeszcze wcześniej moi rodzice (jak było w miarę) wykańczali ten dom i robili piętro. Potem dostali mieszkanie zakładowe i mieliśmy też mieszkanie. Ja własciwie więcej byłam tutaj, u babci, bo tutaj miałam święty spokój.
Luizjanna, jakbym czytała siebie sprzed lat ;-).
Chodziłaś kiedyś na jakąś terapię, która pomogłaby Ci pogodzić się z alkoholizmem ojca? ;-)
Mnie tez moj ojciec nie interesuje. Dostal chyba milion szans, a nawet nie probowal wykarzystac zadnej z nich. Pamietam jak kiedys mnie zapytal "a co ja niby bede robic jak przestane pic?". No wlasnie. Widocznie nic innego nie potrafi.
Teraz tylko zaluje, ze moja mama tyle czekala z decyzja o rozwodzie, bo zrobila to dopiero jak mialam 19 lat. Z jednej strony rozumiem- bo ja jako dziecko bylam strasznej za ojcem (zawodzil mnie miliony razy, ale ja i tak mu wierzylam), poza tym mieszkanie bylo ojca itd. W koncu przenioslysmy sie do babci, nie mialysmy niczego, ale swiety spokoj jest bezcenny ![]()
Przepraszam za te nudy o sytuacji z moim, ja musialam to gdzies wyrzucic...
Luizjana, bo ja do tyłu jestem. Wczoraj nie zaglądałam tutaj i jak już się udało, to się nie do końca odnajduję.
Zielony Domku, co się stało? Bo ostatnio pisałaś, ze bardzo Cie coś zdenerwowało.
Natalia, tak to jest - Ty chcesz ze szczerego serca komus pomoc, a ten ktos nie dosc, ze tego naduzywa, to potem nie doceni. Moj facet tez sciagnal kilka osob jak bylismy jeszcze w Irlandii i tez kilka razy się zawiódł....
Cyniczna nie, nie chodziłam na taką profesjonalną terapię. Czytałam dużo o DDA, nawet pisałam prace o DDA na obronę licencjatu, ale nigdy nie chodziłam na żadną terapię taką z prawdziwego zdarzenia. Rozmawiałam wielokrotnie, kiedyś nawet codziennie po kilka godzin z sąsiadka która jest terapeutką, ona mi bardzo dużo uświadomiła, zalecała mi terapię ale ja stwierdziłam że nie jest to konieczne. Wiem, że gdybym mu wybaczyła żyłoby mi sie lepiej, czasami wydaje mi się że w jakimś tam stopniu wybaczyłam ale potem znowu wybucham i histeryzuje jak małe dziecko przy byle okazji. Teraz jak patrzę na mojego męża żałuję że ja nie mialam takiego ojca, tak naprawdę to ja nawet nie wiem jak to jest mieć takiego prawdziwego, troskliwego, kochającego ojca. Dla mnie słowo mjciec (w sensie mój ojciec) to wstyd, lęk, upokorzenie, zazdrość, żal, same negatywne uczucia. Dlatego wypieram to i żyję tak jakby on nie istniał i wszystkie nierozwiązane problemy wydają się mnie nie dotyczyć. Wiem że to chore, ale jak poznaję nowe osoby mówię że mój ojciec nie żyje, bo nie chcę mówić prawdy.
Ale gdzieś w głębi duszy pod maską czuję się zraniona, opuszczona i niekochana. Często szukam tzw. "dziury w całym", tak jakbym nie umiała żyć spokojnie i cieszyć się tym co mam. Teraz i tak się uspokoiłam trochę ale kiedyś ciągle się awanturowałam z mamą (mam do niej pretensje że nie odeszła od ojca wcześniej). Moja mama to też nie jest ideał matki, tak się pogrążała w swoich problemach że nie dostrzegała moich. Nigdy nie mogłam na nią tak naprawdę liczyć, kiedy jej najbardziej potrzebowałam jej nie było, albo zajmowała się ojcem albo sobą. Z biegiem czasu popadła w depresję i przyjęła postawę taką że jest bardzo chora, nieszczęśliwa, od wszystkich oczekuje pomocy, litości, nie umie sama o sibie zadbać, nie mażadnej motywacji do czegokolwiek. Przez lata życia w toksycznym układzie straciła chęci do życia, jest totalnie zaniedbana, wyniszczona emocjonalnie. Cięgle łyka leki na uspokojenie, na sen, antydepresanty, pali dwie paczki papierosów dziennie (a miała dwa zawały), łamie zakazy dotyczęce diety (ma cukrzycę) i czasami... popija. Wiem, że to obraz nędzy i rozpaczy ale... takich mam rodziców. Ojciec dno i matka kompletnie niezaradna życiowo, ma ponad 50 lat a zachowuje się jak dziecko 5 letnie.
Dobrze że w całej tej historii była, dla mnie zawsze na pierwszym planie babcia, wspaniała kobieta, która można powiedzieć że mnie wychowała, nauczyła wszystkiego, opiekowała się mną jak matka. Kocham ją nad życie. Teraz często ją odwiedzam, pomagam, robię zakupy, ale serce m się kroi, bo wiem że ona niedługo odejdzie, ma 89 lat (prawie 90) i nie wiem jak sobie poradzę z jej brakiem...
Nie chcę płakać i się rozczulać ale jestem bardzo samotna, dlatego weszłam na forum żeby mieć chociaż namiastkę przyjaźni, bo często nie mam się komu zwierzyć ze swoich mniejszych i większych rozterek. Na pomoc w opiece nad dzieckiem czy dziećmi nie mam co liczyć, bo moi rodzice odpadają, teściowie dużo pracują. Mąż dwoi się i troi ale często jest w pracy 10-12 godzin. Wiem że pracuje dla nas, nie moge być zła że nas utrzymuje. Ale czasami czuje się bardzo samotna... Mam koleżanki ale to nie to samo co siostra, czy bliska przyjaciółka. Miałam przyjaciółki, ale rozjechały się po świecie i teraz tylko czasami pogadamy, spotkamy sie raz na rok, albo rzadziej i tyle.
Rozpisałam się znowu. Chcę wejść do Waszego zgranego grona, pogadać luźno o pierdołach, ale też czasami się "wygadać" czy coś doradzić, wesprzeć którąś z Was. Cieszę się że trafiłam na to forum i mam nadzieję że będzie aktywne i prężnie działające przez wiele... lat:)
Spokojnie dziewczyny. Nie ma problemów ważnych i ważniejszych bo każdy problem to w końcu problem. ![]()
Wrócił do domu wczoraj kiedy mnie nie było.
Nie chcę o tym pisać...Naprawdę nie chcę.
Laski, ja nie wiem czy generalnie jest o czym pisać.
Co do alkoholizmu, byłam z alkoholikiem dwa lata. No i resztę znacie, już nie jestem, koniec i kropka.
Chodziłam na terapię SLAA.
Gardzę alkoholikami. Ot co.
No, a u mnie zawsze jakiś banalny problem.
Moja trauma z dzieciństwa to faworyzowanie brata, długo musiałam "pracować" by to nie rzutowało na moje życie, zresztą on teraz pracuje w słabo płatnej pracy, wszystko co ma raczej sobie nie zawdzięcza. Ale to nie jest mój problem, to jego życie.
Rodzina mojego męża pozytywnie reaguje na Antosia, w ten weekend są u mnie dzieci męża, w sobotę byliśmy u babci męża, a ich prababci, także prababci Antosia.
Babcia Michała dała każdemu z jego dzieci po 10pln, Antosiowi rzecz jasna nic, bo malutki i on przecież ...
To wyszło wczoraj, bo babcia dała te pieniądze tylko synowi męża, córka jego dowiedziała się o tym podarunku w tym samym momencie co ja.
Kurde i sama nie wiem.
Jest mi bardzo przykro, mi nie chodzi o te cholerne 10pln, przecież wiadomo, że Antoś do sklepu nie pójdzie, ale ....no jest mi przykro.
Płacimy tej babci jakąś tam sumę pieniędzy co miesiąc. OK.
A pamięta się tylko o pierwszych dzieciach męża.
Moje dziecko...no wiadomo małe....
Ale czy to jest argument.
Usłyszałam, że dzieci męża w wieku Antosia nie dostawały pieniążków....
Czuję się jak idiotka pisząc to, bo z jednej strony o co ten cały szum, o 10pln?
A z drugiej przypomina mi się to co ja przeszłam i co tu dużo mówić, biorę to personalnie.
Mąż niestety zdradził się jego rodzinie, zatem teraz to już w ogóle będę się tam koszmarnie czuła.
Przesadzam, co?
Cześć, Kobra i inne dziewczyny, to nie tak że jakiś mega kryzys.. tylko wymiana innych zdań i tyle
już jest ok ![]()
W sobote byliśmy na imprezie u nas a potem w Katowicach.. było przednio
hehe
Mój mały Olek dalej ma dwa zęby.. je już wszystko to co my ( prawie
) sam stoi i chodzi po łóżeczku trzymając sie barierek (ale jestem dumna
) nooo iiiiiiiii sprzealiśmy wózek (głęboki) bo od klku dni uczymy go zasypiania samego i śpi
kłade go do łóżka.. trochę marudzi, kręci się i zasypia
Zaraz poczytam wszystko i się poodnoszę ![]()
aha - Domku.. nie wiem czy to błahe czy nie.. ale mi też było by przykro.. no bo mogła (nie musiała) dać Tobie czy mężowi te 10 zł dla Antka i żebyście mu coś kupili, cokolwiek.. no ale każdy myśli inaczej.. ja chyba podobnie do ciebie..
Dziewczyny smutno tu się zrobiło.......
Mi zresztą też smutno.
Mnie też jest smutno.
Przyłączam się do smutnych mamusiek ![]()
aczkolwiek nie z racji męża.
Domku ale wiadomo że tu nie chodzi o te 10 zł,ale o jakąś nie wiem jak to nazwać przyzwoitość? o nie faworyzowanie? bo dla mnie tak to wygląda
i jeszcze tłumaczenie jakies że małe dzieci nie dostawały,a że pamięta tylko o pierwszych dzieciach męza, to jest tak że pamięta czy to tylko je akceptuje? jak traktuje Antosia?
Fragola fajnie że się odezwałaś,dobrze że wszystko ok
kiedy masz wizyte z Olikiem u tych lekarzy?
Mnie też jest smutno, ale kogo to obchodzi... Cyniczna dajcie sobie szanse, jeszcze można wszystko naprawić. Maz na pewno zrozumial swój blad.
Edyta co u ccccccciebie? czego sie smutasz?:)
Miałam opory by to opisać..........
Mąż naskarżył na mnie swojej ciotce, a córce tej babci, to usłyszał: "czy ja się żeniłam z nim czy z jego rodziną"....
Też dobija mnie fakt, że tu takie cyrki o równe traktowanie, a moja mama co chwile mi wsuwa jakiś banknot dla Antosia, albo coś kupuje, pomaga, JEST.
Edyta pisz o co kaman.
Laski ściskam Was bardzo ciepło.
Domku ja wiem co to faworyzowanie wnuków,moja babcia tez za najlepszą wnuczkę uważała moją kuzynke,tyle że kuzynka taka dobra wnuczka że teraz na cmentarz nawet jej znicza nie zaniesie ![]()
Edyta - mnie !!! <3 :*
Lena- u urologa-chirurga byliśmy z tą nerką i wszystko jest w pełni OK - zdrowy jak ryba ![]()
do kardiologa mamy 19 grudnia dopiero.. ale ostatnio na szczepieniu pneumokoków badała go pediatra i mówi trochę te szmery ucichły ale skoro mam umówioną wizytę to pojechać i sprawdzić szczególnie że to na NFZ.
Aaa i robiliśmy kontrolnie mocz, żelazo i krew i na wynikach pisało że "liczne bakterie w polu widzenia" ale lekarka nic nie powiedziała ani mu nic nie dała.. i większość tych kresek było w dół.. więc poniżej normy.. aaaa i w ciąży miałam dużo razy właśnie podobne dolegliwości podobno to ważne.. i to może mieć wpływ.. ale nic nie powiedziała ![]()
Nie 10 zł jest istotą problemu, Domku a podejście- sama przyznałaś.
Mogła kupić mu chociaż śpioszki, albo cokolwiek misia chociażby. Nawet malusi drobiazg. Tak z czystej ludzkiej uprzejmości.
U mnie było tak- dostają wszyscy, albo nie dostaje nikt. I tak też będę uczyła moją córkę.
Nie rób awantury, ale warto byłoby trochę uświadomić mężowi, co Ci się nie podoba, a wtedy obowiązkiem męża jest delikatnie uświadomić babcię.
Cyniczna, czemu Ci smutno?
U nas też jakiś kryzys. Mąż albo zajęty pracą albo siedzi przed kompem, ja ciągle szukam pracy i nic. Byłam już chyba wszędzie. I nie mówię o pracy w zawodzie, bo nie ma szans. Domku to ze Antoś jest malutki nie oznacza, że ma być pomijany. Wiem jak się czujesz. I tu nie chodzi o 10 zl, ale o zasady. Fragola a co lekarka mówiła na te wyniki?
710 2013-11-11 21:17:21 Ostatnio edytowany przez Desire1987 (2013-11-11 21:27:02)
Cyniczna mam wrazenie ze odebrałaś mój post jako atak .... NIe to nie był atak tylko moje przemyślenia na temat tego co napisałaś. Wiem ze Adasiowi żadna krzywda się nie działa i ze Twój maz specjalnie nigdy by synkowi krzywdy nie zrobił ale pijany człowiek zapewne sama wiesz na własnym przykładzie nie zawsze panuje nad tym co robi...Mimo tego ze byłas w pokoju obok nie słyszałaś Adasia i sama się do tego przyznałaś....i w dalszym ciągu mysle ze Twoje zachowanie było NIEODPOWIEDZIALNE
Wiecie i wyjątkowo drażni mnie dysproporcja między dawaniem, a braniem.
O mojego syna muszę i CHCĘ zadbać sama.
Dzieci męża to inna, lepsza chyba bajka.
Generalnie jak tam jesteśmy to wszyscy Antosia traktują bardzo dobrze, poza tym drobiazgiem wsuwanym po kryjomu w rękę dziecka męża...
No boli mnie to straszliwie.
A teraz jeszcze mąż ze mnie zrobił histeryczkę przed jego rodziną, bo babcia powiedziała: "daje temu komu uznaje za stosowne"....
Super, co?
Zatem, stwierdziłam, iż nie ma konieczności by mój syn tam jeździł tym bardziej, że po ostatniej tam wizycie (w sobotę) tak się rozregulował (wróciliśmy nieco później), że pierwszy raz odkąd się urodził miałam problem by go uśpić.
Moja Mama przykładowo w ogóle nie widzi wnuka jak są męża dzieci, dlatego to się zmieni.
I ja nie będę się denerwować.
Domku, Twój mąż zachował się okropnie.
Takiemu strach cokolwiek powiedzieć, bo od razu poleci do matki, babki czy ciotki i wypapla.
Bo i ja jestem impulsywna i chyba mu się przelało.
Bo on nic na to nie poradzi i nie ma zamiaru słuchać mojego gadania i ewentualnie sam będzie z Antosiem tam jeździł.
Tiaaaaa.....
Cyniczna czemu Ci smutno? Nowy avatarek ![]()
Nataluszku, napisz cokolwiek bo martwię się o Ciebie.
Desire, ale nikt Ci nie zabrania uważać, że to było nieodpowiedzialne.
Wybacz, ale mało mnie to obchodzi. Nie będę się tłumaczyła obcej osobie.
I nie, nie odebrałam tego jak atak, tylko jak kopnięcie leżącego.
Zielony Domku, ja też na Twoim miejscu czułabym się źle. Nie chodzi o głupie 10 zł, ale gdyby jakąś grzechotkę, czy ciuszek kupiła dla Antosia to by jej korona z głowy nie spadła. Moim zdaniem to zwyczajna kultura tego wymaga, by dzieci traktować jednakowo.
I jeszcze na domiar złego mąż, który postanowił się z rodziną podzielić informacją o Twoich odczuciach. Świetnie...
Ja bym więcej tej rodzinki nie odwiedzała.