Sytacja staje się pokręcona z każdym dniem.
Oprócz wtrącania się teściowej (a niby odpuściła), bzdur których musze wysłuchiwać, otrzymałem smsa od jej koleżanki że ją obwiniam za rozpad małżeństwa i znowu muszę udowadniać że to nie prawda... Do tego genialne pomysły jej rodziny, żeby się spotkać w Anglii lub w Polsce i porozmawiać na temat naszego problemu. Przez rok nie chciała rozmawiać.. Ehh, parę dni spokoju, człowiek wierzy że już będzie tylko lepiej, a codziennie ktoś wbija szpilę (jakaś wieść od siostry, jakiś sms, jakiś telefon) i wszystko muszę prostować i udowadniać jak jest naprawdę.
W przyszły poniedziałek rozmowa z prawnikiem w UK, w Polsce prawnik mojej mamy każe czekać, nie spieszyć się. Tylko ja widzę po sobie, że pomimo tego że jestem normalnym facetem, czuję się niezbyt komfortowo, dziwnie... Męczy mnie to, ciężko mi się normalnie funkcjonuje.
Moja rodzina już się pożegnała z moim małżeństwem, nikt już się nie wtrąca, ja też się pożegnałem i czekam na lepszą przyszłość:)
Wczoraj w pracy znajomy znowu zauważył że bez sensu łażę na przerwie zamyślony, podszedł i powiedział, "wiesz co masz robić na co czekasz, mam Ci przywalić w łeb żebyś zrozumiał? Tu teraz chodzi o Ciebie. Pożegnałeś się z tym to o czym jeszcze myślisz"
Dla mnie szokujące jest że jednak nie uda się tego w pokojowy sposób zakończyć, po co te słowa od niej, od jej rodziny, bezsensowane oszczerstwa i wciąganie osób postronnych...
Zobaczymy co w poniedziałek prawnik doradzi. Na razie usuwam wszelkie połączenia związane z rachunkami, mieszkaniem itp. Niestety wymaga to kontaktu z 'zoną'.
Jedyna opcja dająca chęć to że jak się skończy to wszystko ja odżyję. I na razie tego się trzymam 