Witam
Swoją żonę poznałem pod koniec studiów, było cudownie zamieszkaliśmy razem, wspólne kina itp. Pod względem finansowym nie było najlepiej, ale wspieraliśmy się i kochaliśmy. W 2010 wzięliśmy ślub po 3 latach znajomości i roku mieszkania w nowym domu. Było coraz gorzej pod względem materialnym, żona straciła pracę, a ja miałem coraz niższe dochody. Postanowiliśmy wyjechać z Polski. Najpierw, w listopadzie 2011 roku wyjechała żona, ja dołączyłem w marcy 2012. Na początku łączyło nas cięzkie życie emigranta zmiana mieszkań, ciękza praca, język. Po pół roku od mojego przyjazdu, udało się nam wynająć mieszkanie z jej kolezanką z studiów w polsce. No i zaczęło się. W styczniu 2013 stopniowo oddalaliśmy się od siebie, próbowałem z nią rozmawiać ale zawsze była zmęczona albo zajęta. W marcu odkryłem że intensywnie smsuje i dzwoni do swoje ex chłopaka z liceum, który także był w tym kraju co my (zostawił ją po liceum i wyjechał za granicę), zaczęły się kłótnie, okłamywała mnie prosto w twarz a ja jej udowadniałem że mnie okłamuje, sprawdziłem jej komputer i okazało się że zaraz po wprowadzeniu się na nowe mieszkanie pisała mu: jestem nieszczęsliwa w małżeństwie. Zawsze ją wspierałem starałem się pomagać, znalazłem mieszknie, zapisałem na kurs języka, pomagałem, gotowałem, sprzątałem, rozmawiałem....
Od kwietania do maja 2013 spaliśmy w osobnych pokojach, próbowałem z nią rozmawiać i w maju pojechaliśmy na weekend nad morze, potem do Polski, zaczęliśmy na nowo planować. No ale w czerwcu, tydzień po powrocie z urlopu, przestała się odzwać do mnie, nie wytrzymałem i po paru dniach krzyknąłem na nią co się dzieje!!! Powiedziała że nie czuje tego i chce się rozstać, zgodziłem się. Żyliśmy tak oddaleni do sierpnia, aż moja mama przyjechała na wakacje, nic jej nie mówiliśmy. Moja mama namówiła nas na wyjazd do Portugalii na odpoczynek, myślałem że się poprawi, ale po powrocie z wakacji znowu się oddalała, potem wracała i móiła o wspólnym mieszkaniu, życiu razem, potem się znowu oddalała, aż odkryłem że znowu smsuje i czatuje z kimś. Od kilku dni się spotykają na lunch na piwko, ona do niego chodzi do pracy. Wiem że mu pisała że mnie nie kocha, nie chce małżeństwa, szuka przyjaciela, on jej sugerował że będzie niby lepszym mężem niż ja, ona sie cieszy, ale uparcie pisze mu że tylko przyjaźń. Wczoraj się niesamowicie pokłóciliśmy, znowu mnie okłamywała prosto w twarz, mói że się powinienem leczyć że jestem zazdrosny. Kolega mi mówił że ich widział jak na powitanie się przytulają. Ona się wszystkiego wypiera. Ona mu pisała że nie jest gotowa na nowy związek i chce czasu na zastanowienie się, ale też mu pisała że nie może się doczekać aż ja odejdę, że mnie nie kocha i że ją wkurzam. W sobotę się wyprowadzam od niej. Rozmawiałem z nią w miarę normalnie, chce separacji (umowa między nami), temu kolesiowi pisała że jest w separacji i myśli o rozwodzie. Na moje pytanie czy chce rozwodu, nie odpowiedziała. Ja jej powiedziałem że jak będzie gotowa to dam jej rozwód.
Pytanie jak uważacie:
- J**nać tym wszytskim dać jej rozwód i zacząć nowe życie
- Zgodzić się na separację, ale bez sugestii na powrót, zobaczymy co będzie.
- Starać się to powoli zakończyć, dać separację, niech sobie poznaje nowego kolesia, ale jakoś się jej przypominać że jestem obok (bez sensu jestem i czekam)
- Starać się zacząć nowe życie, ale mieć jakiś kontakt
Problem jest taki że mam mieszane uczucia, nienawidze jej i kocham jednocześnie, czasami się zastanawiam czy to jakies przyzwyczajenie a nie miłość
Cholernie się czuję zdradzony, okłamany i zraniony. Zwłaszcza że wszystkim mówi że bardzo dobry ze mnie chłopak, tylko jestem jak dziecko i wymagam troski, a ona szuka wolnosci i czasu dla siebie. Ale sama też nie próbowała za mocno trzymać tego związku..
Ostatnio mi powiedziała że po wyjeździe za granicę, jak była 6 miesięcy sama, poczuła że to nie jest, a jak ja przyjechałem do niej coś ją tknęło że chce wolności a nie małżeństwa. Z drugiej strony wiem że cały tydzień (ja pracuje na 2 zmianę) ona się będzie z nim spotykać.
Ja wiem że źle postąpiłem za pierwszym razem że jej sprawdzałem konta (sam jej potem kazałem zmieniać hasła), ale ona mnie okłamała prostow twarz. Teraz też mam dostęp do jej kont (kobiety - wy się nigdy nie nauczycie:)), nawet pisała swojemu nowemu "koledze", fakt połechtało moją dumę, że ja pewnie złamałem jej hasła. Ale ona mnie okłamuje cały czas.
Ale jak to mówią: To co czynisz do Ciebie wróci.
Jestem gotowy dać nam 3cią ? szansę, ale na nowych warunkach, ona o tym wie, bo dzisiaj rozmawialiśmy o tym i doszliśmy do wniosku że na tym co jest daleko nie zajedziemy, ale z drugiej strony nie wierzę że mówi prawdę, po tym co mówi nowemu....
Najbardziej mnie wkurza u niej, ciągłe "nie wiem". Zbierałem kasę na jej edukację, a ona nie wie co chce studiować, moze prawo jazdy - nie wiem, może skuter - nie wiem, rower - nie wiem, lubisz szyć, maszynę jej kupiłem - stoi nie używana, lubisz stylizację, to sprzęt do włosów - to samo. Wakacje - nie wiem, wypad na weekend - nie wiem. 30 lat ma zachowuje się jakby miała 13 i szukała przygody i sensu życia
uff ulżyło, Dzięki