Schiz ... male sprostowanie ...
ja nie mialam dziadkow ... wychowywali mnie rodzice ... nie wiem czy to dobrze czy to zle ...
Ojciec byl cholerykiem, ale bylam jego coreczka ... mial trudny charakter, ale ja potrafilam sie z nim obchodzic ... jedynie ja... bo od dziecka bylam zrownowazona, bardzo rozsadna i ... dyplomatyczna ... moze to zabrzmi zabawnie, ale ... ojciec zawsze sie ze mna liczyl ... i mialam to zreszta ze wszystkimi mezczyznami ... Nerwowosc go zabila ... wylew ...
Matka przy nim byla "z cicha pekl", krytyczna i zlosliwa ...
Ojciec byl zawsze super zdrowy, a matka ciagle chora... on dawno juz nie zyje, a matka, 88 lat i ma sie calkiem dobrze...
On zawsze walczyl na froncie, a matka kryla sie na tylach, jej metoda byla walka podjazdowa, podstepna ... nie walczyla odwarcie, ale potrafila z milym usmiechem wbic noz w plecy ... Faworyzowala moja siostre, ktora byla do niej podobna, bo czula sie winna ... chciala kupic jej milosc, ale nigdy jej sie to nie udalo ...
Mialam wspaniala ciocie (matki siostre) i wujka ... byli bezdzietni i kochali mnie, jak corke ... mieszkali rowniez w Lodzi ... mieli domek na peryferiach ... teraz stoi tam szpital-pomnik Matki Polki ... spedzalam u nich kazdy weekend i swieta ... bylam ich sloneczkiem i ksiezniczka i ... opiekowalam sie nimi az do ich smierci ... Wujek byl moim przyjacielem ,najlepszym, jakiego mozna sobie wyobrazic ...
Gdy mnie widzial to jego oczy ... cala jego twarz sie smiala tak ... ze trudno to wyrazic ... Nie bylo watpiwosci, ze skoczylby dla mnie
w wode, ogien, zabilby ... zrobilby dla mnie absolutnie wszystko ... Umarl na moich rekach ... tez wylew ... Byla niedziela ... akurat do nich przyjechalam ... ciocia siedziala w kuchni niczego nieswiadoma ... juz miala poczatki choroby Alzheimera ... powiedziala mi, ze wujek cos nie w sosie ... Weszlam do pokoju ... wujek wygladal dziwnie ... prawa reka mu zwisala ... spytalam zaniepokojona, co mu jest ... powiedzial spokojnie : " jak to co ... koncze sie ... to juz koniec ... " i dodal " jak dobrze, ze jestes ... tylko na ciebie czekalem" ... westchnal i ... odszedl ...
Takiego przyjaciela juz nigdy miec nie bede, bo cos takiego zdarza sie tylko raz w zyciu ... jezeli w ogole sie przydarzy ...
Uwazam, ze mam wielkie szczescie, bo nie liczac matki ... zaznalam ogromu milosci i przyjazni ...
Moj wujek mial bardzo pozytywny stosunek do zycia ... Uwielbial zwierzeta, tak jak i ja ... chodowal golebie, kroliki, kury ... i psa .. i siedzielismy posrod nich w ogrodzie ... jak w raju ...
odkad tylko pamietam, byl na rencie ...mial chore nogi ... nie gojace sie rany w lydkach, pozerajace miesnie ... cierpial straszne bole ... pil, duzo palil, lykal prochy i uwielbial jesc ... a trudno mu bylo chodzic ... Byl poteznym mezczyzna ... wazyl ponad 130 kg ...
Nie chcial zrezygnowac z przyjemnosci ... mowil, ze jesli nie bedzie mogl palic, pic i jesc, na co ma ochote ... to takie zycie nie ma dla niego zadnej wartosci ... A po swojej smierci kazal nam przygotowac jedzenie i trunki, ktore najbardziej lubimy i ... bawic sie i cieszyc ... nie zyczyl sobie oplakiwania, bo twierdzil, ze bedzie w najlepszych rekach ... a my musimy myslec o sobie, nie o nim ...
Byl twardym, realistycznie myslacym facetem ... i nigdy sie nad soba nie roztkliwial ... przyjmowal zycie ... jakie jest ... - jak tak to tak ... dobrze ... - to byla jego dewiza ... Odszedl szczesliwy, ze mnie widzi ...
To prawdziwe szczescie moc tak uszczesliwic drugiego czlowieka ...
:):)

Przepraszam za tak dlugi post
:):)