Witajcie Kochaniutkie Dziewczynki
... Widze, ze juz sie super zakrzatnelyscie, gospochy moje wspaniale ... mhmmm ... pysznosci ... a jak jak zwylke na gotowe ... 
Ja chodzenie do kosciola zakonczylam po pierwszej komunii w 3-ej klasie szkoly podstawowej ... na szczescie moi rodzice tzw. katolicy niepraktykujacy nie zmuszali mnie do tego ...
Pozniej przez wiele lat wydawalo mi sie, ze jestem ateistka ... pisze wydawalo mi sie, bo zrozumialam, ze, tak naprawde to ja zawsze czulam, ze jakis dobry wujaszek czuwa nade mna ... ja tylko nie wierzylam w religie ...
W pewnym momencie mojego osobistego rozwoju uswiadomilam sobie istnienie Boga ... ale to juz nie byla jedynie slepa wiara...
Bez wiary w Boga rozwoj duchowy nie bylby, oczywiscie, mozliwy ... Nie wyznaje zadnej religii ... wiec nie chodze do kosciola...
Bog jest wszedzie - slyszalam to na lekcji religii, gdy bylam mala... i juz wtedy jako 8,9-letnia dziewczynka myslalam sobie, ze jesli to prawda to nie musze chodzic do kosciola ... Bog nie jest chciwy i nie domaga sie od nikogo pieniedzy na tace ...
Bog jest w nas, a ja nie potrzebuje posrednikow ani tlumacza ... Bog zna wszystkie jezyki swiata i zrozumie kazdego kto sie do niego zwroci... w jakimkolwiek miejscu Wszechswiata...
W Holandii jest wiele kosciolow : protestancki, ewangelicki, zreformowany, katolicki i inne... Kazdy znajdzie cos dla siebie...
Tutaj w wiekszosci do kosciola nalezy sie zapisac i placic skladki ... najczesciej jest to 10% od zarobkow brutto...
Koscioly sa ogrzewane i maja szatnie ...
Kilka lat temu moj kolega (Holender) z poprzedniej pracy udzielal sie w jednym z kosciolow i mial wystepy - spiewal i gral na gitarze -
zaprosil mnie, zebym posluchala... Poszlam razem z kolezanka do tego kosciola ... troche sie spoznilysmy, bo zbladzilysmy ...
Ani ona ani ja nigdy nie bylysmy w holenderskim kosciele...
Otworzylam odwaznie drzwi... i widze ... wieszki i ubrania... po prostu szatnia... Zaskoczona zamknelam drzwi i mowie kolezance, co widzialam ... Nie zdazylysmy sie naradzic, gdy drzwi otworzyly sie i wyjrzala jakas kobieta zapraszajac nas do srodka ... Poczulysmy sie jak w teatrze ... Nie mialysmy ochoty placic za " bilety", ani "kupowac Program "... wiec podziekowalysmy i poszlysmy do domu ...
Niby kazdy, kto chce moze do kosciola wejsc, ale zaraz rzucaja sie na niego jak sepy i chca go wciagnac do koscielnej spolecznosci...
a jesli chcesz pojsc tylko raz kiedys, to musisz to za kazdym razem zaznaczyc ... jesli zobacza cie czesciej to beda nalegac, zebys sie zapisala... uwazam te forme za bardzo krepujaca ...
Tu nikomu sie nie uda uczestniczyc w mszy i nic nie zaplacic, chocby na tace...
Nie, tu ksiadz nie chodzi po koledzie... za duzo fatygi ...on sciaga pieniadze od razu z konta... 
Nieraz rzucilo mi sie podczas spacerow, ze drzwi do kosciolow nie sa goscinnie otwarte ... nawet latem ...
Wydaje mi sie ze poza pora celebrowania mszy koscioly sa zamkniete na klucz ...
Nie wiem ... moze w duzych miastach jest troche inaczej ...
Morawko... jesli slyszysz pytania w stylu " co, glucha jestes ?" ... odpowiadaj calkiem spokojnie "a jestem" .. mozesz jeszcze dodac ze slodkim usmiechem - "a co, nie wolno mi ?..." Mozesz im delikatnie uswiadomic, ze oni tez maja jakies slabe punkty ...
Niedoslyszenie jest dolegliwoscia, jak kazda inna ... Nie ma czlowieka, ktory by w 100 %, idealnie funkcjonowal...
Pewien Szkot przestal nosic nauszniki zima, bo kiedys ktos chcial mu w barze postawic drinka, a on przez nauszniki nie uslyszal... 
A co bedzie, Morawko, jak ktos Ci zaproponuje gotowke, a ty nie zareagujesz, bo nie uslyszysz, jak ten Szkot ... i pozniej bedziesz na siebie wsciekla, ze nie nosilas aparatu...
Najwazniejsze, abys Ty sama, zaakceptowala ten fakt, a wtedy zaakceptujesz tez aparat ... i zobaczysz, ze ludzie dookola Ciebie tez to zaakceptuja ...
Osobiscie uwazam tak jak Niu7nia, ze najwazniejsza jest zawsze nasza wlasna wygoda i komfort psychiczny ... a jak sie to innym nie podoba to zwasze mozesz zrobic tak... mam nadzieje, ze srodkowy palec masz zdrowy ...

Nicolle... nie biore zadnych lekow ... blednika tez nie lecze ...bo mi to nie przeszkadza... a po co sie zasmiecac chemia...
Z 10 lat temu jechalam samochodem z moim przyjacielem i on z duzej predkosci nagle zahamowal przed swiatlami ...
Ja szukalam akurat czegos w reklamowce i nie bylam przygotowana na tak gwaltowne szarpniecie ... Poczulam, jakby mi sie cos urwalo w srodku ... Dostalam morskiej choroby... nie moglam energicznie skrecic glowa, bo moglabym sie przewrocic... siedzialam spokojnie na kanapie, a czulam sie jak na statku ... Bylo to strasznie dokuczliwe, wiec poszlam do lekarza ...
Dostalam tabletki i rade, abym jak najwiecej krecila glowa to mi to samo przejdzie ...
Szczerze mowiac, ja poszlam do lekarza tylko po to, by wykluczyc ew. inne przyczyny jak blednik... I tak sie tez stalo...
Lykalam tabletki przez 2 tygodnie i nie bylo nawet cienia poprawy ... wiec stwierdzialm, ze nie bede sie truc ...
Wbrew zaleceniu lekarza staralam sie nie wykonywac zadnych energicznych ruchow, tylko spokojne ...
Z czasem bylo coraz lepiej az po paru miesiacach doszlam do dawnej formy...
Sama wszystko robie na drabinie ... i nie mam problemow... tylko musze sie trzymac, dobrze na niej ustawic ... zachowac spokoj i dobrze sie skoncentrowac ...
Nicolle ... oczywiscie ... wybierz sobie ladna oprawke ... i ... najwazniejsze, zebys dobrze widziala ...
Wczesniej przez jakis czas nosilam soczewki kontaktowe, bo draznilo mnie patrzenie przez ramki...
Ostatnie kupilam sobie juz w Holandii ... Podczas badania lekarz optyk spytal mnie o ew. choroby oczu ... Ja odpowiedzialam zgodnie z prawda, ze oczy mam bardzo zdrowe ... tylko ... slepe ... on rozesmial sie, bo nikt jeszcze tak tego nie przedstawil... 
No i znowu spoznilam sie z tym postem, bo zaczelam go pisac o 11.30, ale mialam w miedzyczasie dwie rozmowy telef. , wiec wybaczcie ze jestem nie na biezaco... zaraz Was dogonie ... 
Tosi... kawusia pyszna, ale napisz cos o sobie ... bo same zdjecia to troche za malo, zeby byla rozmowa ... 
