Witajcie Marudki
. Mam intensywne dni, ale spróbuję nadrobić zaległości
.
Żyworódko kazałam Ci w śmieciach grzebać i teraz mnie chyba zlinczujesz - ja nie jadam chipsów, w ogóle, nigdy
.
W drodze wyjątku wszysycy mają zezwolenie na marudzenie z cofnięciem w czasie
.
Jaką Ty minę postawiłaś koło słowa:"babcia"? Biedne wnuki
.
Raju, marudzenie na zaś, też w drodze wyjątku może być, a w ogóle, to ja Was wszystkich ustanawiam gospodarzami i więcej podań nie przyjmuję
. Na Twoje nie zadane pytanie uzupełniające od razu mówię, że i tak odpowiedzi nie znam, bo i sama je sobie kiedyś zadałam. Acha: na miotle też latam. Jeszcze mam pytanko, jak się ratuje przesolenie ziemniakiem? Ja nie wiem.
Luc, jak Ty późno chodzisz spać! Ja zasnęłam już wtedy, jednak rano byłam dd
. Trzymam kciuki za kolokwium. Za wyzdrowienie też. Anginy przeważnie przechodzą
, ale to wredne choróbsko, nie dziwię się, że syn czuł się "umierająco".
Niunia, korzystaj z marudzenia wstecz, a także i na zaś
. Czy pęcherz juz całkiem zdrów? Ja też ostatnio czuję sie zmęczona. Mam nadzieje, że przejściowo
.
Anhedonio, dzisiaj byłam m.in. w galerii, poprzeglądałam się we wszystkich lustrach i...niestety...po tym męczacym dniu i moim uporze, żeby się jednak nie poddać- uroda mi nieco zaszwankowała ( żeby nie powiedzieć "sklęsła"
). Masz więc rację: rzucić w kąt, uroda ważniejsza
.
Halszko, ja tez uciekam w kąt, jak aura nie taka, tak już mam. Między ludźmi wolę być wesoła, a jeśli coś mi doskwiera, to w kąt.
Do lekarzy chodzę dopiero, jak nie ma wyjścia. Zdrowsza jestem, jak ich nie odwiedzam- naprawdę, całkiem poważnie. Przepisywane przez nich leki szkodzą mi na ogół tak, że wolę sama wyszperać w necie coś zastępczego, radzić sobie profilaktyką. Muszę iść na operację, ale to nie jest choroba, tylko cosik do naprawienia.
Werciu, ja też znam taką panią, która nadmiernie chroniła syna. Teraz stary chłop, a całkiem niezaradny. Ja znowu chciałam, żeby moje dzieci były bardzo samodzielne i teraz uważam, że przegięłam w drugą strone. Mogę tylko teraz pomarudzić wstecz
, ale niczego już nie zmienię
.
Cofnęłyscie i mnie do dawnych czasów ( choć wydają się całkiem niedawne). Moje życie nie było usłane kwiatkami róż, ale bardziej ich łodygami;). Jednak wakacje u babci...ach.........kochałam łąki, a najbardziej kwiaty łąkowe. Każdy był najpiękniejszy...Piękne to wspomnienie 
Dobrej nocki
.