Raja napisał/a:...Posłużę się tutaj adresem w stopce Anhedonii - uciekam do przodu. Anhedonio domyślam się, że jesteś współtwórczynią tego pięknego blogu. Zaglądam tam w każdej wolnej chwili i czasami mam ogromną ochotę napisać.......
Czemu nie zrealizujesz swej chęci zatem
?Zapraszam.
To taki punkt "samopomocowy". Tyle, że tematyka taka bardziej dla tych na rozstaju dróg... choć łączy się również z kwestia nieustąjacego "rozkwitu" (???)
Raja napisał/a:Jako typowy koziorożec jestem zamkniętą osobą co do swoich przeżyć i zazwyczaj wszystko chowam w zakamarkach pamięci..........
No proszę, proszę - to więcej nas łączy niż miga przypuszczała 
Też jestem koziorożcem
BYŁAM zamknięta w sobie do bólu, wręcz "zatrzaśnięta". Uwierz mi, że nie warto. DUSIĆ W SOBIE...
Raja napisał/a:zyworódko jest wiele powodów, że nie mówię o tych arcy-trudnych sprawach. Tak, na początku byłam bardziej otwarta, opisałam dość dokładnie swoją sytuację i spotkałam się ze zrozumieniem, za które jestem bardzo wdzięczna. Nie chcę ciągle zawracać wszystkim głowy swoimi problemami Jak się tak otworzę, to później nachodzą mnie wątpliwości i myślę, że niepotrzebnie to robię, bo przecież i tak mi nikt nie pomoże (no bo jak?) a każdy ma swoje problemy, może nawet poważniejsze od moich.
I cóż z tego? Wszak życie to proces - na przemian górki i dołki... Nikogo one nie omijają, ale "pogadanie" o nich dodaje sił by je znosić. Nie słyszałam, by kto twierdził, że życie to "łatwizna", szczególnie w tym "poranionym" kraju i w obliczu współczesnej wściekłej gonitwy... Pól biedy jak się wie, ZA CZYM się goni...
Raja napisał/a:Staram się jakoś "normalnie" żyć........spotykać ze znajomymi........śmiać się......cieszyć z drobiazgów.
Jak zaczynam mówić i myśleć o tym co zostało z męża - to od razu dochodzi do użalania się nad sobą.......do niepotrzebnego pytania: "dlaczego" - a tego najbardziej się boję..
CZY odpowiedź na TO pytanie cokolwiek zmieni?
Kochana - robisz TO co NAJLEPSZE i możliwe do zrobienia.
Bardzo Cię podziwiam, bo przypuszczam, że ja bym tak nie umiała. Pracując na co dzień w ośrodku dla niepełnosprawnych to mówię. A INNYM WARA od twoich decyzji - nie są Tobą i nie "niosą" ani twych działań ani ich konsekwencji. To Twoje wybory i twój trud. Cieszyć się, że mąż chodzi? TOŻ się PRZECIEŻ cieszysz! Ale czemu masz spocząć (z tym) na laurach, jeżeli MOŻESZ coś jeszcze?
Potrzebujesz - płacz. Potrzebujesz - pisz.
Trzymaj się i pozdrowienia dla męża. Trzymam (nieustająco) kciuki za twe wysiłki 
Żyworódko - mam nadzieję, że po kolei wszystko SIĘ SPEŁNI
"Puchar przechodni" TEŻ 
W zasadzie to miał być szampan, ten napitek, ale zdaje się, że żadna z nas naonczas nie miała go na stanie? Więc okazało się, że ganc-cygal, byle TO czym się akurat toast wznosi 
Życzenia najlepiej spisywać na cieniuteńkiej bibułce - wtedy najlepiej "wchodzi" (i się pali).
Moje życzenie miało formę jednego długachnego, wielokrotnie złożonego zdania
Obadamy z czasem jak "wyjdzie" 
Strzałko - mniej bólu - zadbaj o siebie!
Umiesz "kochać bliźniego swego JAK SIEBIE SAMEGO"? Miłej lektury i spokojnego, zasłużonego wypoczynku... Organizm o to łka. Co Ci szkodzi RAZ się zgodzić? Może w tym "zasmakujesz" - ŻADNEJ UJMY Ci to nie przynosi!