Metyl napisał/a:Postanowiłem nieco odkopać swój temat i napisać to i owo o tym co mi się zbierało od dłuższego czasu i zbiera jeszcze w tej chwili w myślach. Nie będę tutaj pisał o wszystkim od początku, jeżeli ktoś będzie zainteresowany - przeczyta sobie, jeżeli ktoś mnie / moje posty pamięta - tym bardziej mi miło. 
Wracając do meritum. Nadal jestem sam, nadal bez doświadczenia stricte związkowego choć już mądrzejszy i 'starszy' o różne inne doświadczenia, przeżycia i pewne przemyślenia. I wiecie co? Dochodzę do mniej więcej takowych wniosków ...
Szczerze mówiąc im dłużej żyję tym mniejsze mam chyba ( choć to też zależy ) stany które można by nazwać 'chęcią i to dużą by być z kimś, by kogoś pokochać' a 'rzuceniem tego w cholerę i nie przejmowaniem się'. To chyba dobrze choć nadal bywają dni gdy jest dosyć ciężko. 
Przez jakiś tam czas poznałem / starałem się poznać ileś tam dziewczyn, nieco więcej niż kilka, zazwyczaj nic z tego nie wychodziło ( NIE mówię o związkach / randkach ), same znajomości były bardzo kruche, zazwyczaj po prostu z czasem wszystko się sypało doszczętnie lub prawie do końca. I im dłużej żyję tym bardziej jestem przekonany że ... to nie we mnie leży pies pogrzebany a ... no właśnie w sumie nie wiem w czym. 
Raczej nie chodzi o wygląd bo zazwyczaj słyszałem opinie co najmniej dobre, poglądy i podejście do związków mam wg mnie zdrowe i normalne, nie mam niesamowitych i wydumanych wymagań odnośnie związku czy potencjalnej dziewczyny, nie jestem jakiś beznadziejnym przypadkiem, którego się omija szerokim łukiem i tak dalej. Mam rzecz jasna swoje wady jednak nie wydaje mi się by były one jakoś bardzo dyskwalifikujące przy poznawaniu potencjalnej dziewczyny.
Inną sprawą jest to że gdy kogoś poznaję to mam już jakby to powiedzieć - wyczulony zmysł z kim mam do czynienia. Może inaczej to opowiem na pewnym przykładzie. Poznałem w sieci dwie dziewczyny - jedną dobre kilka lat temu, drugą jakiś czas temu - obie są pod pewnymi względami podobne, pod pewnymi się różnią ale tak samo dobrze mi się rozmawia z obiema z nich mimo, że każda jest na swój sposób inna, każdy z nas jest w innym wieku i ma inne doświadczenia. Ktoś pewnie spytałby czemu się nie podjąłem podrywu żadnej z nich. Otóż powód jest bardzo prozaiczny - są zajęte. 
Bo jak mówiłem - nie mam wydumanych wymagań odnośnie dziewczyny ale wydaje mi się, że zdrowym podejście jest takie gdy tą 'wybraną' osobą jest ktoś z kimś rozumiemy się nieco lepiej niż z innymi, ktoś z kim dobrze nam się rozmawia, ktoś kto podziela nasze poglądy, ktoś przy kim czujemy luz, swobodę, ktoś przy kim się dobrze bawimy, rozumiemy i vice versa. I niestety takich dziewczyn na mojej drodze jest jak na lekarstwo. 
Wiem - jestem facetem na stricte damskim forum i pewnie to co napiszę nie spotka się pewnie z jakimś wielkim pozytywnym odzewem ale cóż poradzę że akurat takie mam doświadczenia ... Po prostu chodzi o to że zdecydowana większość dziewczyn jest w moim odczuciu dosyć ... nudna? Miałka? Typowa? Chciałbym być dobrze zrozumiany więc nie hejtujcie bezmyślnie tylko zastanówcie się jak to wygląda jak ktoś jest sam, był sam i ma dosyć mocno okrojone możliwości poznawania ciągle nowych osób. Na ewentualne pytania ( o ile ktoś to przeczyta
) rzecz jasna chętnie odpowiem. I pozdrowienia dla wszystkich którzy przez ten cały tekst przebrnęli aż do tego momentu.
Ok te są zajęte, a co z tymi wolnymi, które poznałeś przez net? Co nie wypalało, że było tak, a nie inaczej?
Piszesz, że nie ma ciekawych dziewczyn wolnych jak poznajesz. Tzn niczym się nie interesują czy może interesują się, ale wszystkim po trochu, a Ty tego nie doceniasz? Nie każdy ma wielkie pasje, ja np nie mam, ale interesuje się wieloma rzeczami, jestem ciekawa świata. Ja zajęta i Ty np wiesz, ale coś takiego u dziewczyny Ci pasuje, czyli właśnie ciekawość świata, ale niekoniecznie wielkie pasje, tylko interesowanie się po trochu wieloma rzeczami? Ja właśnie tak mam i myślę, że wiele osób tak ma. Jest tyle ciekawych rzeczy, dziedzin, że nie potrafię interesować się jedną, a jak zaczynam się skupiać na jednej, to od razu chcę inną, czegoś z innej beczki, takie moje coś, przypomina może ADHD, bo ciężko mi się skupić na jednej rzeczy hehe
A może one się interesują czymś, ale czymś zupełnie innym niż Ty, czy nie jest tak? Ciekawa jestem
-----------------
MegisWorld, a widzisz, przez Ciebie przemawia frustracja, niefajnie. Sama uważam się za niezbyt ładną, ale co z tego? W związku nie tylko wygląd ma znaczenie, więc może przyjmij do wiadomości, że to, że masz ładną buzię to nie oznacza, że jesteś lepsza od ładniejszych koleżanek. Nie jestem może piękna, ale nawet gdybym była, to nie podobałaby mi się i tak Twoja postawa. Inne dziewczyny nawet jeśli brzydsze jak piszesz mogą mieć wiele wspaniałych cech, więc czemu tak się dziwisz, że są w związkach? Czy są Twoim zdaniem gorsze? Przepraszam za emocje, ale coś mnie bierze jak czytam takie posty. A poprawianie sobie humoru, że one brzydkie mają facetów,a Ty pewnie lepsza, bo nie masz i Twoim zdaniem ładniejsza jest dla mnie słabe. Mogły mieć szczęście, znaleźć kogoś odpowiedniego dla siebie i tyle, a Ty dorabiasz teorie, by się pocieszyć. Tak uważam. To jest po prostu słabe dla mnie i przykre.
Co do tego, żeby poznać kogoś kto naprawdę do nas pasuje, to ja w to wierzę. Owszem, jestem młoda, ale pisałam, poznałam różnych facetów i z żadnym nie czułam się tak jak z moim. Poznaliśmy się przypadkiem, w necie właśnie, nie mieszkamy jeszcze razem, ale już 5 i pół roku razem i naprawdę jesteśmy dopasowani
Nawet tak trywialnie, wielu facetów chowa się w swojej jaskini, np po pracy nie chce rozmawiać o tym co się wydarzyło, a mój wtedy gada jak najęty, opowiada mi i po prostu jesteśmy dla siebie i partnerami, i przyjaciółmi
Niczego nie udawaliśmy, bo gdyby tak było, to klapki już by spadły z oczu i byśmy widzieli, że do siebie nie pasujemy. Po prostu czasem jest tak, że ktoś do nas naprawdę pasuje. Nigdy nie ma pewności co będzie kiedyś, ale mogę powiedzieć jak jest teraz i jest naprawdę bardzo dobrze między nami. Tylko właśnie klucz, że ludziom na sobie zależy, że nie udają, że po prostu są ze sobą, ale są też przyjaciółmi, są sobą, nie udają, bo udawać nie ma sensu, zwłaszcza na dłuższą metę, bo to wyjdzie, że nie jesteśmy wcale tacy wtedy.
Ja mam jeszcze taką teorię czemu może Ci się nie udaje. Jesteś zachowawczy, raczej mało ryzykujesz. Ja nie jestem może wielką ryzykantką, ale czasem zaryzykuję i nie jestem aż taka zachowawcza. W ogóle wielu ludzi w związkach kiedyś zaryzykowało, są bardziej spontaniczni. Myślę, że to naprawdę przydaje się w relacjach. Z tego co pisze thepass to jemu też nie brakuje spontaniczności i kogoś tam poznaje itp. Może tutaj jest klucz? Byś trochę czasem zaryzykował, postawił na większy luz? No ja mam wrażenie, że jesteś trochę zbyt zachowawczy i że to czasem może gubić. Widzisz, napisałeś np, że nie wychodzisz za bardzo, bo długo pracujesz itp. A popatrz, to jak szukanie wymówki. Rozumiem zmęczenie po pracy, ale jednak warto czasem wyjść i tak, nie szukaj usprawiedliwień, tylko zrobić coś mimo czegoś 