Mortisha - ale mąż nie widział jak tego jak on rzucił tą zapiekanką. Nie dostanie za to teraz kieszonkowego ale gdy to powiedziałam to odpowiedział że nie potrzebuje i ma to gdzieś.
Podobne tematy
Rozumiem jeśli chodzi o męża. Wczoraj też rozmawiałam z nim o jego piciu. A powiedz mi z tego wszystkiego co piszę tu dla syna mam być tak jakby mnie nie było. Żeby nadal odczuwaj ze mnie niema . Tak jak pisałaś wcześniej ? Bo żadne rozmówy i tłumaczenia nic nie dają. Syn ma swój świat jakiś i ciągle w nim siedzi. Bo cały czas wygląda to tak we nas chyba już nie potrzebuje.
No tak ale po co go broniłaś przed mężem? Jak to we wczoraj obejrzanym filmie powiedział jeden pan do pewnego ojca: twój syn wymaga solidnego kopa w ....
no co ty snake?
to znaczy, że ojciec miał prawo bić syna??
ojciec alkoholik i przemocowiec??
przecież to, że synuś taki jest to efekt:
ojca alkoholika
bierności matki
tego, że go zostawili na 3 lata i wyjechali pracowac za granicą i przyjeżzali raz na dwa tysiące
matka nie nauczyła ani męża, ani syna szacunku do siebie
ojciec wszczyna regulanie awantury....
synek od ojca nauczył się okjreslonych zachowań - całe zycie widział, jak rodzina AKCEPTUJE agresję i krzyki ojca.. teraz uważa, że jest "dorosły" a dorosłość oznacza dla niego prawo do krzyku i awantury
oczywiście to nie jest tak, że uwazam, że to quanti wina że mama była bierna i zalezna, że ani mąż ani syn jej nie szanują....
ale takie są fakty
tak się zadziało w tej rodzinie
co syn winny temu, że ma złe wzorce, że jest pełen buntu, agresywny, zablokowany??
karać go za to?? biciem?
jak się będzie bał to będzie posłuszny - no jakiś sposób to jest na wyegzekwowanie odpowiedniego zachowania...
za parę lat on wpieprzy ojcu... nauczy się
albo poczeka, aż ojciec będzie pijany i słaby...
słyszałeś o przemocy wobec seniorów?
wiesz, że najczęsciej taka przemoc występuje w tych rodzinach, w których rodzice bili dzieci??
wiesz, dziecko nauczone- że strach rządzi - silniejszy rządzi, a "grzeczne zachowanie" egzekwuje się biciem
potem role się odmieniają - to rodzic jest ten słąbszy, zależny, "niegrzeczny"' a dzieciak ma to coś, co miał kiedyś rodzic
siłę...
więc uczy respektu i szacunku tak samo, jak rodzice nauczyli jego
Rozumiem jeśli chodzi o męża. Wczoraj też rozmawiałam z nim o jego piciu. A powiedz mi z tego wszystkiego co piszę tu dla syna mam być tak jakby mnie nie było. Żeby nadal odczuwaj ze mnie niema . Tak jak pisałaś wcześniej ? Bo żadne rozmówy i tłumaczenia nic nie dają. Syn ma swój świat jakiś i ciągle w nim siedzi. Bo cały czas wygląda to tak we nas chyba już nie potrzebuje.
ty nie masz się zachowywać, jakby cię nie było
ty masz byc gotowa do kontaktu i relacji z twoim synem
ale jesli on ich nie chce.. to nic nie zrobisz...
to nie jest pokazywanie - zobacz , jak ci cięzko bez mamusi
to jest powiedzenie - jestem tu, jesli bedziesz mnie szukał
jestem twoją matką i cię kocham
i tyle
a propos - kiedyś pyta łam cię o zabawną sytuację z synem, o coś co cię rozczuliło, zapytałam co lubisz w swoim synu, za co go cenisz, za co chwalisz, abyś napisała o takich chwilach, które są dobre..
jak bardzo wstecz musisz się cofnąć, żeby takie momenty znaleźć??
ja np. wczoraj wracałam przez miasto z moim siedemnastolatkiem, deszcz lał nam się na głowy a my rozmawialiśmy o jego planach... on mi mówił cio zamierza zrobić w kwestii języka angielskiego, czy da radę
potem mi opowiadał, że on ma coś takiego, że potrafi widzeć bardzo szeroki obraz i umie to zarejestrować - np. w jednej chwili tak jakby skanuje przestrzeń wokół siebie i zauważa wiele szczegółów. jak próbuje o czymś tam rozmawiać z kumplami, to oni mówią - o faktycznie - ja tego nie zauważyłem.. i powiedział, że jest bardzo dumny z tej odpowiedzialności
a ja powiedziałam.. o to super.. i pomyslałam - ale sobie młody wlewa hihihi...;))
ale to było urocze - duży chłopak.. a taki fajny dzieciak jeszcze;))
No tak musze się dużo cofnąć aby sobie przypomnieć takie momenty. Syn jak pyta odpowiadam i sąma często go pytam jak w szkole czy coś. Nieraz powie że nic nieraz tylko wyruszy ramionami a są dni że powie coś więcej. Z mężem bardzo mało rozmawia. Oni nie toga się dogadać. Jestem otwarta dla syna. Ale nie matkuje mu tak bardzo jak wcześniej.
to dobrze qanti;)
cały czas obserwuję ten wątek, nie wypowiadam się często bo mam podobnie jak ganti, chociaż u mnie sprawa syna miesza się z kłopotami z córką. Problem w tym że oni od majmłodszych lat się nie akceptują wzajemnie i kiedy rozmawiam z jednym "zazdrosny" jest drugi... tak to sobie tłumaczę.
Co do syna to niestety od najmłodszych lat drugą jego mamą a może nawet pierwszą jest teściowa która zawsze wie lepiej jak dogodzić memu dziecku, a co do córki nie jest już tak szczodra.
I tu na tym polu porobiły się już wysokie koleiny między naszymi wzajemnymi relacjami. Teraz jest to już tak zaplątane że nie wiem który supeł rozwiązać mam pierwszy. Niestety tak się to skumulowało przez te lata że teraz dopiero zrobiła się z tego ogromna góra którą trudno jest już obejść.
I co tu robić wysadzać?
Nie. Nie wysadzaj.
Narobisz bałaganu...
Na każdej górze są ścieżki.
Zapomnij o przeszłości i wprowadzaj nowe zasady. Trzymaj sie ich. Bądź konsekwentna. I stabilna...
Przygotuj sie do tego i wdrażaj.
Nie Wałcz z dzieciakami. Pokaz im inna twarz. Bądź pewna co chcesz zrobic.
End-aluzja jesteś świetna, tylko ja taka jakaś do niczego.
Zamiast coraz lepiej radzę sobie coraz gorzej, piszesz pokaż czego chcesz ale ja już sama nie wiem czego chcę, co mogę i po co to wszystko, zamiast schodzić ścieżkami rzuciłabym się w przepaść.
Wiem że muszę się pozbierać do kupy ale moje kawałeczki rozsypały się gdzieś daleko i nie potrafię ich poskładać, widzę wszystko w ciemnych barwach, do tego idzie zima i strasznie mnie to przytłacza.
Jestem po kolejnych zajęciach i czuję się coraz gorzej, mam budować zaplecze ... ale ja nie umiem już budować, nie wierzę już w to że że mogę i że potrafię . I najważniejsze pytanie... po co?
Nie chcę się już bić o nic, chcę umrzeć.
Wiem że na to patrzą moje dzieci i że to nie jest dla nich dobre. Jestem teraz na granicy a po drugiej stronie jest wszystko to z czym muszę sobie poradzić. Chyba nie mam już paszportu...
czy jestem, wcale nie jestem świetna. jestem taka jak ty'rózni nas tylko jedno - ja odkryłam, że to "zaplecze" to mozna mieć tylko wewnatrz...
pomysł, czego chcesz
narysuj sobie, jak dzieciak IDEALNĄ SIEBIE...
będzie jak ty zechcesz
miłęgo weekendu i dobrych cchwil z dzieciakami - takich akcpetująco - bezpiecznych - dla wszystkich stron
zgoda??
A ja już teraz to wogole niewiem co robić. Teraz syn wraca po szkole ok. Godziny 18 bo z kolegami po szkole chodzi na mieście to ok rozumiem. W piątki wraca o 22 w roboty jedzie po południu i wracał też o 22 u teraz mówi mi że niewie o której będzie wracać w pięt i roboty bo później. Mówie że do czasu kiedy nie jest pełnoletni to ma być o 22 w domu . A on że nie . I co mam robić. Mąż mi powiedział że jak tak to niech wyprowadzi się z domu ale to mi mówił. I nie chce na ten temat rozmawiać . Co mam robić mieć gdzieś ma wraca jak chce czy co . On ma gdzieś co ja mówie
Mówie do niego spokojnie. A on a co mi zrobicię jak wrócę później . Ja powiedziałam że niema 18 lat i o 22 ma być w domu. A on że nie będzie. I zobaczmy co będzie za tydzień czy za dwa.
qanti.. a tak na marginesie?/
nie przesadzasz troszkę z tą 22??
to godzina z naszego dzieciństwa;)
mój syn w wakacje mógł wracać do 23....
ale nie chodzi o to, kiedy wraca, o której
chopdzi o to JAKI wraca
mój syn wie npo. że ja nie akceptuje picia u nastolatków -nigdy nie wrócił nawet po piwie...
o to chodzi.. o mądre zasady a nie sztywne reguły
napisałaś kilka postów wcześniej, że czasami opowiada ci co w szkolle.. nie bądx wtedy zbyt dociekliwa, nastawj się na słuchanie i słuchaj tyle.. ile chce ci powiedzieć.. a potem dodaj, lubię usłysze=ć co u ciebie.. jakbys mnie potrzebował, wiesz, gdzie mnie szukać;)
Każdego dnia zadaję sobie pytania jak wyciszyć emocje w sobie żeby usłyszeć co robić i co w ogóle dzieje się u moich nasto /dziesto latków. Bezwzględnie drogą do pokoju jestem ja i mój spokój, mimo wszystko, moje dobre samopoczucie, nie za wszelką cenę ale wbrew wszelkim przeciwnościom. Teraz właśnie próbuję zaczarować siebie na zachowanie spokoju......wdech....wydech...wdech...wydech...:):)
Polecam...w zasadzie jeszcze nie wiem czy polecam...czy zadziała ?:)
Tak nieraz mówił co w szkole bardzo zadko. A teraz to wogole nią nie mówi. Jak coś pytam to wzrusza tylko ramionami. Jak wejdę do niego do pokoju aby coś powiedzieć czy zapytać no mówi że mam wyjść. Wstaje i widzę że jest w nerwach bo nieraz aż zaciska zęby. End_aluzja co ja mam robić ? Prawie wcale się nieodzywa. Przyjdzie zje obiad i tyle go widzę. A raz wrócił o 22 ale od razu poszedł spać. Otwierają drzwi i widziałam że jest nie taki. Nawet ciuchów nie ściągnoł do spania jak nigdy. Musiał coś wypić. Na drugi dzień pytałam go to mówił że był zmęczony powiedziałam mu zęby więcej taki zmęczony nie był. Nią nie mówił . Niewiem co robić. Nie chce rozmawiać wogole już. Wszystko mu zje wszystko mu przeszkadza. Leki na astmę przestaje brać bo stwierdzi że nie potrzebuje. Wydaje mi się że on ma zero rozumu. Nie tak go wychowywałam. Jestem bez radna już. Jak mam dalej żyć co mam robić ?
Qanti. Pytanie brzmi czy twój prawie osowmnastoletni syn potrzebuje Twojej ciągłej uwagi. Kontroli. Wiedzy o jego sprawach. Pilnowania leków i tak
Dalej??
Czy nie mozesz zaufać ze wychowałas
Samodzielnego mądrego chłopaka który radzi sobie w szkole i nie stwarza problemów.bo z tego o piszesz to oprócz braku komunikacji i bałaganu w pokoju.... To raczej sobie radzi prawda?
Pytanie czy mozesz zaufać sobie. Ze dalas mu dobre postawy. I jemu. Ze ma prawo decydować o sobie a
Nawet popełniać błędy.
Pamiętaj tylko ze on sam musi ponosić ich konsekwencje.
Co do astmy. Jeszcze sie nie zdarzyło zeby 17 latek z przewlekla astma zszedł z tego swiata bo nie wziął leków. Leki ma???Wie jak je używać.??? Bądź spokojna... Jak go przydusi to odnajdzie inhalator....
Qanti. Pytasz jak masz żyć? Napewno nie życiem swojego syna.
Wiedz mam żyć swoim życiem tak. Dziś powiedział mi że ja go denerwuje i najlepiej mam nie oddzywać się do niego. Bo denerwuje go i mówi że zaraz zacznie rzucać wszystkim co ma i rozwali komputer. zastanawiam się jak On tak może mówić wogole. Przestanę chyba wogole gadać do niego. Tylko odpowiem jak coś zapyta. Nie mam już sił nawet nie chce mi się żyć.
qanti- on jest 9prawie) dorosły
dzisiaj on ma taki sam wpływ, na wasze relacje, jaki masz ty, tak samo....
od niego zalezy także, jak będzie między wami
nie tylko od ciebie
ty możesz sswoja postawą pokazywać mu, że jesteś gotowa na dialog z nim
ale on z tego albo skorzysta, albo nie
jego wybór i jego konsekwencje....
qanti - zyj sswoim zyciem. masz je w ogóle? oprócz pracy i problemów w domu??
No właśnie , dobre pytanie. Wiesz że ja chyba niemam swojego życia. Ciągle jakieś problemy mam i o wszystkim myśle. Że nieraz to nie wytrzymuje z bólu głowy. Wszystko na mojej głowie i o wszystkim myśle.
miłęgo weekendu i dobrych cchwil z dzieciakami - takich akcpetująco - bezpiecznych - dla wszystkich stron
zgoda??
Hej to już cały tydzień, przeprowadzam się z córką do mamy żeby odciąć się od dawnego życia, ale pozostaje syn który chyba mocno to teraz przeżywa, ma zostać przy ojcu ale nie wiem czy zniosę tą rozłąkę. Tata już na początku pokazał na co go stać i dwa razy na te kilka dni poległ pod wpływem alkoholu. Syn go zbierał z podłogi, mężnie stanął do walki z problemem, ale czy ja mogę Go tak zostawić?
Nie opowiedział się wprost że chce być z Tatą albo że nie chce ze mną. Powiedział tylko że nie chce opuszczać swojego pokoju. Mnie niestety nie stać na to mieszkanie...nigdy na nic mnie nie było stać, chciałam być dobrą mamą, żoną, ale nie potrafię zadowolić swej rodziny, dlatego poddałam się. Nie mogę tam wytrzymać sama ze sobą. Bardzo mnie to wszystko boli.
Trzymajcie kciuki za moje wyjście na prostą nie wiem czy się z tego pozbieram.
End_aluzja napisał/a:miłęgo weekendu i dobrych cchwil z dzieciakami - takich akcpetująco - bezpiecznych - dla wszystkich stron
zgoda??
Hej to już cały tydzień, przeprowadzam się z córką do mamy żeby odciąć się od dawnego życia, ale pozostaje syn który chyba mocno to teraz przeżywa, ma zostać przy ojcu ale nie wiem czy zniosę tą rozłąkę. Tata już na początku pokazał na co go stać i dwa razy na te kilka dni poległ pod wpływem alkoholu. Syn go zbierał z podłogi, mężnie stanął do walki z problemem, ale czy ja mogę Go tak zostawić?
Nie opowiedział się wprost że chce być z Tatą albo że nie chce ze mną. Powiedział tylko że nie chce opuszczać swojego pokoju. Mnie niestety nie stać na to mieszkanie...nigdy na nic mnie nie było stać, chciałam być dobrą mamą, żoną, ale nie potrafię zadowolić swej rodziny, dlatego poddałam się. Nie mogę tam wytrzymać sama ze sobą. Bardzo mnie to wszystko boli.
Trzymajcie kciuki za moje wyjście na prostą nie wiem czy się z tego pozbieram.
trzymaj się i wspieraj syna
chociaż zdecydował zostać "w pokoju" musi czuć, że dla niego jesteś taka jak dawniej'że nie masz żalu o to, że rozumiesz, że jesteś gotowa w każdej chwili go przyjąć i że jesteś przy nim
dziękuję za słowa wsparcia, może się jakoś pozbieram ale pewnie sporo łez jeszcze popłynie.
teraz muszę się wzmocnić nie wiadomo z czym będę musiała się zmierzyć.
U mnie jakoś leci. Mało rozmawiam z synem bo on nie chce. I mówi że niema o czym. Ale gdy pyta to odpowiadam. Nie agorę jego ciuchów do prania nie spyc u niego. Nie wchodzę mu w drogę poprostu .
End_aluzja jestes ?
ja jestem ![]()
i napiszę że ciężko taki wieloletni syfek posprzątać ale trzeba próbować:)
Masz racje. Trzeba jakoś przeżyć .
jestem jestem dziewczny;)
jak czgos potrzebujecie, piszcie.
pozdrawiam
matka-nasto-latka;)))
Jak nie rozmawiam do syna jest ok. On jak coś potrzebuje to pan zapyta. Jak coś potrzebuje ja to też zapytam to odpowie. Ale na niektóre pytania nic nie mówi. Mało rozmawiamy. Po szkole siedzi przy komputerze do późna. Tak ze widzę go tylko po szkole jak je obiad. No i chyba ze coś chce zapytać. Z mężem nie gadają prawie wcale oni nie mają tematu wcale. Niewiem czy to tak ma być. Może kiedyś syn zacznie więcej rozmawiać ze mną. I nie siedzieć ciągle w pokoju. Nie wiem.
A radzi sobie? Jest samodzielny?
Gdy potrzebuje czegoś potrafi sie o to postarać.
Moze w międzyczasie syn ci dorósł??
Moze teraz
Spotkacie sie ponownie gdy jego dotknął nowe doświadczenia? Dziewczyna? Pierwsza praca? Rodzina? Moze wasze relacje juz dzisiaj nie są
Oparte o potrzebuje cie mamo??
Nie za bardzo jest samodzielny. Trzeba mu przypominać. Jak coś chce to nie za bardzo się stara. Powiedział mi ze perfum mu się skończył ja mówie to dostajesz kieszonkowe to kup. A on ze za swoje nie. Mówie to dam ci i idż do sklepu a on że nie chce mu się iść bo niema ochooty iść. Jest leniwy....Jedyne po co pójdzie to do komputera mysz czy klawiatura jak mu nawali. Nadal nie rozmawia, mało co. Często się obraża i wszystko go denerwuje najlepiej omijać go szerokim łukiem. Dziś mmmmmmmmmmmmaż go zdenerwował przy obiedzie i wyszedł trzaskając drzwiami. po jakimś czasie pytam czy zje ten obiad a on do mnie że mam go wsadzić w dupe bo jest zdenerwowany. Jednym słowem ma wszystko gdzieś. Jak potrzebuje pieniedzy na coś to wtedy tylko umie przyjść i spokojnie zapytać. Niemam już sił.
qanti, czytam Twoje posty i rozumiem Cię bardzo dobrze, bo też mam syna 17 lat. Co prawda nie jest agresywny i nie pyskuje mi, ale rozmawiać nie chce, ma swój świat, do którego mnie nie wpuszcza, nie chce się uczyć, nie ma żadnych zainteresowań tylko towarzystwo, imprezy, no i jeszcze teraz się zakochał. Stopnie lecą w dół ale co tam, po co mu szkoła. Imprezuje, na imprezach pije alkohol, mówi, że wszyscy tak robią. I tak sobie żyje od piątku do piątku. O przyszlość się oczywiście nie martwi, żyje tu i teraz. Ja gadam, on mówi, że mnie nie słucha, bo sie powtarzam.
Z cała przyjemnością czytam posty End_aluzji. Jesteś bardzo mądrą kobietą i super matką, zazdroszczę Ci tej postawy, konsekwencji i siły jaką nosisz w sobie.
Mój syn też niema zainteresowań. Uczy się i chce dalej sie uczyć. Ja też zazdroszcze End_aluzji.
qanti, Twój syn chce się uczyć i w tym ma przewagę nad moim, bo mój uparcie twierdzi, że sobie w szkole nie radzi, nie poradzi i że będzie tylko gorzej. Chodzi do technikum elektronicznego. Na początku podobało mu się, teraz juz przestało. Mówi, że nic nie rozumie a matury na pewno nie zda. Nie jest głupi tylko strasznie leniwy, lekcje odrabia kilkanaście minut, bo po co, jak mówi, zresztą, nic nie ma zadane a pały lecą. Zawsze go pytam, jak trzeba, pomagam, tłumaczę, ale nie ma jego woli do nauki. Jak mówi, szkoła niczego go nie nauczy a i bez wykształcenia można zarabiać. Na razie nie obchodzi go przyszłość, żyje tu i teraz. A mi ręce opadły już dawno...
Pytanie piesku na ile ty ksztaltujesz jego przyszłość. A na ile on sam. Ma racje ze to co dzisiaj nazywamy wykształceniem ma niewiele wspólnego z dorosloscia. Zarabianiem. Samodzielnoscia. Wszyscy idą na studia- a one są coraz gorszej jakości.
Piesek-- naprawdę ty mobilizujesz siedemnastolatka do nauki?? Uczysz sie z nim? Ja mojego określam moje oczekiwania. Ale tylko on ma wpływ na konsekwencje. Poszedł do liceum. Oceny mu wpadły. Do tego nauczyciele powtarzają ( debile) ze oceny nie ważne. Liczy sie matura. W konsekwencji dzieciaki nie uczą sie systematycznosci. Obowiązkowosci. Codziennej pracy. A potem idą do pracy i nie rozumieją ze oceniani są nie za test raz na trzy lata. Ale codzienna systematyczna odpowiedzialna prace...
Której nie potrafią wykonywać. Bo sie nigdy nie nauczyli.
Piesek- tak naprawdę Nie masz pojęcia jak bedzie wyglądać przyszłość twojego syna. Paradoksalnie on moze mieć racje. Bez wykształcenia mozna tez zarabiać...
Ale chodzi o to ze twoje założenie dotyczące edukacji jest błędne. On nie należy do pokolenia które skończy naukę w technikum czy na studiach. Dla jego pokolenia przewiduje sie naukę przez całe zycie. Jego pokolenie ma w ciagu życia ze dwa razy zmienić kwalifikacje. Dla nich otwierają sie centra kształcenia ustawicznego. Studia i kursy zawodowe dostępne w każdym wieku.
Dopóki sprawa nauki i jego przyszłości jest twoja sprawa--- dopóki to deklarujesz. Mówisz o tym-- tak długo twój syn nie weźmie odpowiedzialności w swoje ręce.
Przeciez na jego tekst ze nie potrzebuje nauki mozesz odpowiedzieć-- nie mam pojęcia jak bedzie wyglądać twoje przyszłe zycie ale przeciez to ty o tym decydujesz. Albo chce tylko żebyś zrozumiał ze jestem w stanie cie wspierać dopóki kontunuujesz naukę. Nie bede pomagać ci finansowo gdy dorosniesz i sie usamodzielnisz.
Moj syn wie o tym ze pomożemy mu inwestując w jego edukację. To nasz obowiązek. Ale nie na zasadzie płacenia za studia prywatne bo za słaby jest zeby sie dostać na studia państwowe. Mogę płacić No za certyfikowany kurs angielskiego-- ale on wie ze to moj prezent dla jego dorosłości.
Kiedyś zapytał czy kupimy mu mieszkanie. I tak dalej. Zapytałam-- dlaczego miałabym to robic?? Jeśli bede miała dużo kasy to bede korzystać z życia i jeździć na narty. Przeciez my tez kupowaliśmy mieszkanie na kredyt i jakoś stanelismy na nogi. Nie odpowiadam za jego styl życia. Prace ktora podejmie. Rodzine ktora założy. Mieszkanie które kupi i samochód którym bedzie jeździł.
Qanti-- jeśli chciałas mu dać kasę na perfum. Mogłas powiedzieć- dam ci 25 euro. Jeśli on mówi nie chce mi sie samemu isc. Mówisz- rozumiem ze ten perfum nie jest ci tak potrzebny. Moze i lepiej 25 euro zostanie w mojej kieszeni:)
Jeśli twój syn wie ze jest obiad. A obraza sie wychodzi i trzema drzwiami--- to on naprawdę nie zdechnie z głodu bez posiłku. To on powinien przyjść do ciebie. Przeprosić za swoje zachowanie i poprosić o obiad.
Tylko czasem-- jak juz wyjdzie z pokoju-- nie zadaj-- dam obiad jak przeprosisz.... Bo takie gadki wyprowadzają z równowagi:)))
Qanti. Piesek. To wasi synowie muszą czuc sie odpowiedzialni za siebie. Swoją przyszłość. Nie wy.
Nie będziecie żyć ich życiem. Nie będziecie popełniać ich błędów. A jesCze masa przed nimi.
Jak przed każdym z nas.
end_aluzja dziękuję Ci za mądre słowa, naprawdę dużo mi pomagają Twoje posty, przede wszystkim otwierają mi oczy na siebie samą. Mam dużego syna a wciąż chcę mu matkować, wskazywać drogę, strzec, jak małe dziecko, które gdy wskoczy na schodek, może sie przewrócić. A przecież on ma swój rozum, bo na pewno go ma. Życie to nie bajka, sam musi sie z nim mierzyć, bładzić, szukać właściwych dróg, SAM, nie ja jemu. Napisałaś, że Ty swego syna odcięłaś od piersi zaraz po urodzeniu, psychicznie, ja nie zrobiłam tego do dnia dzisiejszego. I teraz juz wiem, że to nie ja mam kłopot z synem, tylko ze sobą.
Najgorsze, że tak jak qanti, muszę sama przechodzić przez wszystko. Mąz umie tylko krzyczeć na syna, wyzywać go, nigdy nie mieli ze sobą normalnego kontaktu, mam wrażenie, że nawet go nienawidzi, bo nie spełnia jego oczekiwań. Przy kłótniach wypomina synowi złe zachowanie, każe mu iść do pracy, nie chce go utrzymywać. Wpadł w furię, kiedy syn kupił ksiązki na nowy rok szkolny, nie wspomne o butach czy nowych spodniach - w końcu dziecko nie może chodzić jak menel i zakup dwóch sztuk ubrań w roku to chyba nie jest aż tak wiele).
Twój syn wyrośnie na fajnego, młodego i odpowiedzialnego człowieka. Mając taką Mamę i fajny dom, mozna mieć naprawdę solidne podwaliny na przyszłe zycie ![]()
Piesek:)
Moj syn ma 186 wzrostu. Ile ma twój?? Jest większy od ciebie. Pewnie fizycznie silniejszy....
złożyłas za niego papiery...
Ja nawet nie wiem jak sie papiery składało...To nie moje zadanie było...
Odebrałas sobie prawo do powiedzenia teraz-- przeciez ty wybrałeś szkole. Przeciez to twoja decyzja. Ponieś jej konsekwencje...
Ja zaczynam zupełnie nowe życie, tylko ja i córka, syn póki co został przy mężu, ale odwiedza mnie czasem, staram się pójść z nim do lekarza czy pomóc w wyborze np. prezentu imieinowego. Resztę niestety przejęła kochająca teściowa, obsypuje teraz mego syna wszelkimi dobrami. Trudno...
Wydaje mi się że syn zaczyna się zastanawiać dlaczego do tego doszło a czy dobre wyciągnie wnioski?
Widzisz End_aluzja, może to głupie, że synowi 180 cm wzrostu matka papiery do szkoły niosła... Myślę, że gdybym ich nie zaniosła, syn obudziłby sie z ręką w nocniku, dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego zapytałby mnie z rozbrajającą szczerością: do jakiej budy jutro mam iść??????? Teraz niestety wszystko wyłazi, nie chciał iśc do szkoły, nie interesował się dalsza edukacja i teraz są tego skutki, nie chce się uczyć, nie interesuje go profil klasy. Na szczęście nie wagaruje ale co mu po takim chodzeniu, jałowe jest i tyle. Na semestr szykuje sie kilka zagrożeń, czuję, że nic z tej szkoły nie będzie.
Poszłam dzis z nim na zakupy, kupiliśmy kurtkę i spodnie, potem zrobiliśmy zakupy żywnościowe. Uświadomiłam mu, co ile kosztuje, że na ciuchy pracowałam 6 dni a to jedzenie - 50 zł, a w torbach niewiele. Pokazałam młodych ludzi - pracowników tych wszystkich ce-end-a, ha-end-emów, croppów, powiedziałam że to są przeważnie studenci, bo teraz matura to minimum i nawet do sklepu trzeba ją mieć. Był tym wszystkim zdziwiony.
czy jestem? poczytałam Twoje posty, jak ja dobrze Cie rozumiem... Też dałam się usidlić w domu z dziećmi, teraz dopiero widze, że to był najwiekszy bład. Ja, moje problemy, potrzeby - jaka ,,ja"?, jakie potrzeby? NIE MA. Są inni i ich potrzeby. Smutne to.
piesek17x, porozmawiaj z synem o szkole, czy chce dalej do niej chodzić. Jeżeli stwierdzi, ze nie, to pozwól mu ją zmienić na taka którą sam wybierze. Nawet jeżeli miałoby to oznaczać stracony rok. ( a może się uda jednak zmienić szkołę bez tracenia tego roku, najwyżej jakieś różnice programowe będzie musiał uzupełnić) Postaw tylko warunek, że tę pierwszą klasę musi skończyć (to znaczy uzyskać promocję). I że syn sam musi wybrać szkołę, oraz załatwić samodzielnie wszystkie sprawy związane z przeniesieniem.
171 2013-12-02 23:06:26 Ostatnio edytowany przez qanti (2013-12-02 23:08:46)
A już niewiem. Syn uczy się . Ale gdy pytałam dziś co dalej po szkole to mówi ze niewie i nie myśli o tym. I mam dać mu spokój. Ciągle tylko słyszę jak mówi ze mam wyjść z pokoju. Albo to - szuka wieczorem bo chce coś zjeść. I wielce jakiś obrażony ze niema co zjeść a w domu jest kiełbasa . jajka . Szynka i Inne rzeczy . On mówi ze chleb i bułki mu wyszły bokiem. I szuka niewiadom czego. Od kilku miesięcy nie je chleba i bułek. Niewiem już co robić. Dużo też musze myśleć za niego. Mam przestać ?
bbasia - masz rację, zrobię jak napisałaś, bo do tej pory wszelkie sprawy związane z domem, w tym szkoła syna, brałam na siebie. I teraz to wiem, że źle robiłam, bo nauczyłam domowników nicnierobienia i nicniemyslenia, w końcu po co to robić, gdy zrobi to matka. Taka prawda. Jaka ja byłam ślepa, aż nie mogę w to uwierzyć. Boje się tylko, że wybór syna, jaki dokona w sprawie szkoły, może być zły, nieprzmyślany, że potem będą z tego tylko większe kłopoty. Dołaczy się mój mąż, będzie gadał, wyzywał syna, że jak zwykle to on (mąz) miał rację, że syn to głupi i nieodpowiedzialny gówniarz. A ja strzęp nerw.
qanti - na Twoim miejscu tak bardzo bym się nie przejmowała tym, że syn wybrzydza jedzenie, nie je pieczywa, narzeka, że znów to samo. Widać, że ma dostatek i wybór jedzenia, wyglada na to, że to są po prostu jego fochy i że ma przysłowiowo, za dużo w 4 literach. No chyba, że zapytasz go, co chciałby ewentualnie zjesc? Frytki, chipsy? Niech je, tylko zobaczymy, jak długo wytrzyma to jego wątroba. To akurat juz przerabiałam we własnym domu. Skończyło się wymiotami i wstrętem to takiego śmieciowego jedzenia.
Boje się tylko, że wybór syna, jaki dokona w sprawie szkoły, może być zły, nieprzmyślany, że potem będą z tego tylko większe kłopoty. .
Ale to będzie jego własny wybór, jego błędy i jego konsekwencje tych błędów.
Niestety, my matki tak mamy, że martwimy się za nasze dzieci teraz i "na zapas". Ja jestem matka tegorocznego maturzysty i od września mam już schizę, jak sobie poradzi na maturze, jakie studia wybierze i co zrobi jak się nie dostanie na te wymarzone. I łapię się na tym, że w niego nie wierzę... a tu wczoraj miła niespodzianka - matura próbna z angielskiego na 66%
A przedtem trzy gołe jedynki z angielskiego... ![]()
I tak sobie myślę, że jak to fajnie było jak synowie byli małymi dziećmi.....
To prawda bbasiu
święta prawda
Małe dzieci, mały kłopot, duże... eh... nie musze kończyć. Ale syn zrobił Ci naprawdę niespodziankę z tym angielskim, gratuluje
Wiesz, chciałabym umiec tak ja End_aluzja, patrzeć na syna jakby przez pewien pryzmat, mniej sercem a bardziej rozumem, ale nie potrafię. Ale za to już rozumiem swoją mamę, która wciąz mnie traktuje jak dziecko, któremu trzeba przypominać, by zalozyło czapke, bo mróz na dworze ![]()
Dziewczyny, syn mi powiedział, że chciałby do samochodówki, nie wiem jednak czy w trakcie roku szkolnego jest w ogole możliwość by przenieść papiery, w końcu to całkiem inny profil, bo tu elektronik. Czy mimo to naciskać, by pozostał przy technikum czy zgodzić się na zawodówkę? Naprawdę aż żal mi patrzeć jak sie w niej dzieciak zmarnuje, bo nie jest głupi tylko leniwy. Wychowawczyni z gimnazjum powiedziała nam na koniec, żeby nie dawać go do byle jakiej szkoły bo ma w sobie duży potencjał. Ale słowa sobie a czyny syna sobie ![]()
Nie wszystkie zawodówki są bylejakie. Sprawdź to po prostu. Niech sam wybiera. Nawet jak skończy zawodowke to moze sie dalej uczy. Niech idzie do technikum samochodowego- nie musi isc do zawodówki przeciez.
Macie do wyboru dwie opcje-- albo odpowiedzialność za zycie wybory szczescie dziecka.
Albo uczestniczenie w jego dorosłym życiu.
Chcecie być dumne?? Czy zatroskane?
Chcecie mieć samodzielne dziecko? Czy pasozyta na swoim garnuszku az sie zarobisz na smierć?
Co czujesz piesek jak mama ci mówi ze masz ubrać czapkę??
Nie masz swojego rozumu? Nie potrafisz przewidzieć kompetencji chodzenia bez czapki? To Odpuśc synowi. Nie jest głupi. Tak powiedzialas.
Jak ja bardzo zazdroszcze Ci End_aluzja. No tak macie rację bo gdyby był głodny to by jadł co jest a nie szukał niewiadomo co. Tak bym chciała mieć większy kontakt z synem.. Chce aby był samodzielny a nie ze ja myśle o wszystkim.
qanti
Nie martw się tak bardzo wszystkim, ja też tak robiłam ale to niczego nie zmieni... raz może dwa uda się przewidzieć skutki nieprawidłowych zachowań i zapobiec ale co z tymi których nie przewidzimy? W końcu będziesz tak zmęczona jak ja że odejdzie Ci ochota na życie na robienie czegokolwiek, to wieczne zadręczanie się myślami czy zrobiłam już wszystko co jeszcze można wymyślić?
Chodzę na terapię i zaczynam podchodzić do życia inaczej. Przecież przez 15 lat wychowywałam dzieci , tłumaczyłam, żyłam jak należy muszą mieć jakiś wzór. Pora żeby teraz one pokazały co potrafią i czy potrafią, a jak nie niech się uczą pytają. Koniec niańczenia. Mama zła to niech się same zmierzą ze światem. Ja odzyskuję siebie. Oczywiście jestem pod telefonem czy wieczorem w domu a reszta ?
Pamiętam taką małą dziewczynkę 2 latka miała jak zaczęła przychodzić do nas w porze śniadania i obiadu kiedy mamy nie było a tata był zajęty( piciem). Mówiła wtedy że tata ogląda film... a ja dodawałam sobie w duszy że pewnie mu się już urwał. Radziła sobie jak umiała miała ze 100 ciotek na osiedlu zawsze ktoś ją nakarmił... Rzeczy też miała po mojej córce np.
Teraz nie mam z nią kontaktu ale z pewnością jest bardziej zaradna niż moje dzieci.Tylko że moje dzieci nie doceniały nigdy co miały w domu, dzieci widzą to czego nie ma... i za to muszę teraz zmienić.
Jak ja bardzo zazdroszcze Ci End_aluzja. No tak macie rację bo gdyby był głodny to by jadł co jest a nie szukał niewiadomo co. Tak bym chciała mieć większy kontakt z synem.. Chce aby był samodzielny a nie ze ja myśle o wszystkim.
tylko, że myslenie o wszystkim to jest twój wybór qanti, a nie jego oczekiwanie
ty tak robisz, bo ty tego potrzebujesz....
ty chcesz mieć dzieciaka na pepowinie
a on juz dawno nie chce
nie potrzebuje
niech będzie dorosły w takim stopniu, w jakim on chce.. i niech ponosi konsekwencje tej dorosłości...
na tym to polega.
wiesz, nadopiekuńczośc moich rodziców sprawiła, że mój brat narobił długów.. dzięki temu, że chcieli mu npomóc narobił jeszcze większych, do dzisiaj je spłąca, mieszka z rodziną z rodzicami moimi, pewnie nie będzie już potrafił stanąc sam na nogach - a mieszkanie wspólne z rodzcami to katorga dla każdego.. duzo by opowiadac
ale mpoi rodzice ponosza konsekwencje nadopiekuńczości nad najmłodszym. jak mógł mieszkać u tesciowej , ale nie było tak fajnie, to chociaż nie chcieli - zgodzili się, żeby jednak przyszedł do nich.. i tak tkiwią -pełni wzaje,mnych żalów, pretencji. moi rodzice to kłebki nerwów zaangazowane wbrew ich woli w opiekę nad wnukami (nikt ich nawet nie pyta, bo rpzecierż oni zawsze dla synka robili wszystko.. więc to oczywiste...), zmęczeni, pełni pretencji
czują nie doszanowani, niedowartościowani, niedocenieni przez brata
nie potrafią mówic o swoich potrzebach i stawiać granic
a kiedy czasami mi się żalą mówię - przeciez wszystko jest tylko i wyłącznie w waszych rękach. każda decyzja, którą podjęliście -to wasza decyzja,. każda decyzja, której nie podjęliście - to także wasza decyzja
co ja wam poradzę? współczuję -ale zycia wam nie naprawię
wasi synowie nauczeni są, że matki posprzątają za nie każdy bałagan - nie tylko ten fizyczny....
nie idzie mi w szkole?/ mama utrzyma trzy kolejne lata biednego synusia na garnuszku...
nie chce mi się papierów do szkoły złozyć?? - mamunia pójdzie, zaniesie, a ja będe mógł jej kołki na głowie ciosac, że wybrała za mnie...
siedzę całe dnie przed kompem, nie mam szans na pracę?/ mamulcia da obiadek i piniążki na imprezkę - bo niech się biedny bezrobotny rozerwie (przecież to nie jego wina, to młode pokolenie takie biedne i smieciowe umowy....)
a wy dziewczyny?? wam się praca nalezała?/ super pensja? imprezki i niewymagający pracodawcy??
nie,l
a młodzi dzisiaj tak musza, prawda?/ praca na cały etat, odpowiednio płatna, najlepiej na stałe (mity o stałym zatrudnieniu) nbo im się nalezy
bo przecież - co widzicie po swoich dzieciach - tak cięzko pracują na przyszłość, na karierę, na dorosłośc- głownie siedząc na fejsbuku i w grach...
studiuja tak samo.. ledwo co przechodza z roku na rok
ale jak studia skończa, to paniskom należą się stanpowiska i pensyjki...
a jak nie ma - to mamusia utrzyma ofiare systemu.. a nie ofiare losu w końcu...
I masz rację, ale zawsze mi wmawiano że jak się dziećmi nie zajmę to mi je odbiorą to raz a drugie miałam wzór- moja teściowa,
Dziś nie ma mnie w mieszkaniu więc ona pierze i prasuje koszule mego męża i syna
hehe dobre nie? Bo ja niby taka leniwa jestem i nie wiem od czego są kobiety.
End_aluzja, silna z Ciebie kobieta, tylko pozazdrościć, ale taka musiałaś sie urodzić, zdecydowana, wiedząca czego chcesz, do rodziców się nie wrodziłaś. Takim się jest albo nie, chyba nie da się tego nauczyć, to cecha charakteru, może gdyby popracować, ale nie wiem do końca. Czy jesteś może psychologiem albo nauczycielką? Znam kilka takich silnych osobowości, są właśnie nauczycielkami.
A ja, to taka Twoja mama, uległa, nadopiekuńcza, coraz bardziej zmeczona i zniechęcona do życia ![]()
Co do mlodzieży, masz po części rację, ale pamiętam ze swoich lat szkolnych, że było calkiem podobnie. Połowa klasy nie robiła kompletnie nic, nie czytała lektur, nie odrabiała prac klasowych, co niektórzy nie potrafili nawet trzymac poprawnie długopisu i nim sie posługiwać a byli w technikum! Imprezy co chwila, randki, wszystko tylko nie nauka. Radzili sobie bez tego fejsbuka itp bzdur, życie towarzyskie kwitlo. Może to były inne czasy, ale jakimś cudem porobiło toto maturę, częśc studia i urządzili sie całkiem dobrze, nawet lepiej niz niejeden ucziwy i pracowity uczeń. I gdzie tu sprawiedliwość.
czy jestem? - na teściową chyba nikt nie może liczyc ani na rodzine męża, zawsze tylko krytykuje i obwinia, żebyś nie wiem jak sie starała, będziesz ta glupszą, gorszą, zaniedbującą jej biednego synka...
No tak jakoś wdepnęłam na całego.
Mąż zastawił sidła a ja sama w nie wlazłam teraz próbuję się wyrwać z potrzasku, ale jestem dość pokaleczona.
piesek - nie jestem taka
]nie jestem typem torpedy, która jest zdecydowana i zawsze wie czeego cche
tym bardziej nie jestem typem nauczycielki - bo nauczyciele (przepraszam wszystkich) kojarza mi się z ludźmi, którzy uwazają, że mają patent, jacy inni powinni być...
ja bardziej szanuje siebie i siebie słucham
i tak samo szanuje innych ludzi..ustalam granice, pilnuje ich
dbam o relacje
słucham
jak moge nauczyc swoje dziecko szacunku dla innego człowieka, jesli nie szanuję sama siebie?
jak moge szanowac kogoś, jesli odbieram prawo do szacunku samej sobie?
to w sumie proste jest...
Zobaczymy jak to będzie dalej. Myśle że dobrze robię . Nie zbieram już rzeczy do prania u niego w pokoju na podłodze. Pytam tylko to co musze. Bo i tak nie chce rozmawiać. Wiem że nie zmienimy wszystkiego co byśmy chciały. Ale ciężko jest na sercu gdy syn nie rozmawia chodzi taki naburmuszony i wszystko mu przeszkadza.
qanti - wczoraj w szkole u mojego syna było spotkanie rodziców z psychologiem i terapeutą jednoczenie. Kobieta mówiła o tym, co dzieje się z emocjami u nastolatków, o ich nałogach, zainteresowaniach, stosunku do bliskich itp. Mój syn posiada wszystkie cechy typowego nastolatka. Staram się go rozumieć, chociaż nie jest to łatwe. Nie chce rozmawiać, nie gadamy, jest naburmuszony, niech sobie będzie, zaczynam do tego podchodzić ze spokojem. Raczej syna nie pytam, staram się mówić, opowiadam co robiłam, co zamierzam np ugotować. Jak ma chęć to się do tego jakoś odniesie, chociażby zasugeruje, co by zjadł. Podobno 2-3 lata i będzie już łatwiej, tak mówiła psycholog. Oczywiście przez ten czas nie będę stała z założonymi rękami i czekała na normalność. Po prostu musimy qanti troche wyluzować bo inaczej to chyba psychiatryk nas czeka...
A przede mną kolejne wyzwanie, córka, która już zaczyna pokazywać swoje humory...
Trudno zrozumieć tak młodego człowieka jakim jest nastolatek,
myśli że wszystko może, że wystarczy tylko chcieć żeby mieć , że wszystko co najlepsze się należy że się jest najmądrzejszym i najsilniejszym, że da się góry przenosić że nie trzeba się liczyć z czyimś zdaniem. Że to co on czuje jest jedyne, niepowtarzalne i jedynie słuszne, że można być pępkiem świata.
czy jestem
robi sie takie analizy. pyta sie ludzi w róznym wieku - jak wyobrażają sobie swoje zycie za... x lat
i co się okazuje
jeżeli powiesz nastolatkowi, że jak będzie dzisiaj palił to za 30 lat będzie miał raka płuc - to cię wysmieje - bo dla niego perpektywa 30 lat to jest abstrakcja
jest tak.. małe dziecko ma problem z jutro
starsze za miesiąc
dla nastolatka rok - to wieczność - on nie wie, gdzie będzie za rok, jaki będzie. odczuwanie przez niego emocji, wrażeń, zmiany, które w nim zachodza powodują, że ten rok - to wielka nieprzewidywalna historia
dla 20 latka- wyobraznia obejmuje rok, dwa lata, czasem trzy - masz juz kolegów koleżanki w starszym wieku i potrafi sobie wyobrazić jaki on będzie, co on by chciał
jak pytasz studenta jak widzi siebie za pięc lat -to niewielu jeszcze to widzi
30 latek z trudem wyobraża sobie co z nim będzie jak będzie miał czterdzieści
ale nie wyobraża sobie siebie w wieku 50, 60 lat
I TAK DALEJ...
DLATEGO TRZEBA pamiętać, że każda emiocja, kt orą przezywają jest po raz pierwszy. nastolatki sa skupione na sobie, bo się siebie uczą...
'
Quanti napisz proszę jakie byly relacje syna z twoją mamą ,kiedy z nią mieszkal. Czy on chcial wyjeżdżać,czy zadecydowaliście za niego? Czy kiedy go odwiedzaliście w Polsce też się podobnie do was odnosil?
Na moje "oko" to poradzil sobie świetnie w nowym środowisku. Pomyśl- nowe mieszkanie,nowa szkola,odcięcie od znajomych z dzieciństwa,no i nie ukrywajmy ,nowe relacje z rodzicami .Przecież z tego co piszesz nawiązal znajomości,dobrze się uczy i ma plany na przyszlość.Dla mnie 5 + ,nie każdy by sobie z tym poradzil ,a to naprawdę szczegolnie trudne dla nastolatka. Tym bardziej ,że sytuacja w domu ,z tego co opisujesz nie jest dla niego lekka.Mam tu na myśli twojego męża.
A waściwie czemu go się czepiasz o tego kompa ,że woli to niż z tobą gderać .Może nie potrafisz go zainteresować rozmową.W jego oczach jak coś do niego zagadujesz to pewnie zaraz się przyczepisz i będzie moralka o kompa ,o szkole lub tudziez biadolenie ,że on cie żle traktuje i nie sprząta pokoju.Z tego co piszesz to idziesz do niego albo z tabletkami albo z zapiekanką z innym blebleble i flakami w oleju ,może mu mdlo się robi. Kiedy ostatni próbowalaś poprostu pogadać jak tobie miną dzień ,jaki dowcip opowiedzial kolega w pracy,co glupiego przydarzylo ci się w mieście...tak poprostu bez spinania się ,że zaraz cię obrazi ,tak spontanicznie z uśmiechem na twarzy .Potrafisz tak jeszcze????
I wez coś zrób w końcu z tym twoim mężulkiem bo na to co opowiadasz- krew się gotuje.Musisz być z tym typem, czy o co tu chodzi?Nie byloby lepiej jak by poszedl w cholerę (w co na marginesie i tak nie wierzę ).A jak on ci się odgraża tym rozwodem to jak na to reagujesz?
Mam nadzieję ,że się nie gniewasz .Nie mialam intencji cię obrażać i wiem ,ze nie koniecznie mam rację .Takie tylko przemyślenia .Życzę z calego serca żeby ci się ulożylo,wszystko jeszcze przed tobą .Lepiej zacząć wszystko od nowa z mozolem budować niż odkladać decyzję na jutro , bo jutra nie ma -jesteśmy TU i TERAZ.
Syn miał dobry kontakt z moja mama. Jak mąż był agresywny to uciekaliśmy do niej. Kiedy był u niej mając 12 lat to pyskował do niej. Tłumaczyłam mu ciągle że nie wolno. Kończył gimnazjum to mówiłam mu że zabieramy go tutaj. Na początku nie chciał ale później już mówił że sam niewie. I przyjechał. Jest tu teraz drugi rok. A mąż niewiem. Teraz pijany. Wysyłam z pokoju bo krzyczy. Ja już boje się żyć. Pytasz dlaczego czepiam się syna. Bo mąż mnie wyzywa że on siedzi i gra że on niema zainteresowań żadnych. Że on z nami nie rozmawia. Mąż nie umie porozmawiać czy wytłumaczyć tylko o wszystko wini mnie. O wszystko mnie wyzywa.
Kurcze masz naprawdę przechlapane.
Współczuje.
A nie mogłabyś z synem jednego frontu stworzyć ,żeby żyło wam się lepiej.
Sama musisz wiedzieć czego wymagac od chłopaka ,nie słuchaj tego pijaka.Co on sobą reprezentuje,dlaczego macie się do niego przystosować. Dzieciak musi czuć w tobie oparcie ,zaakceptuj go .Z tego co piszesz to on w domu nie ma się do kogo zwrócić- ojciec agresor ,tyran ,alkoholik,szantarzysta,matka- zahukana,bez swojego zdania .Jak on patrzy na to co wyprawia z tobą mąż. Dziewczyno masz przed soba kawał życia ,TAK chcesz go spędzić ?
lumturi jeśli mogę to ja się odniosę do sprawy. Te pytania bowiem mogłabyś i mi postawić, bo chociaż nie mam w domu męża alkoholika to mój mąż do syna wyraża się dokładnie w ten sam sposób. Myślę, że problemy jakie wynikają z nastolatkiem można po części przypisać sytuacji w domu i konfliktom między małżonkami.
Agresywny mąz, uległa i zahukana żona, wypisz, wymaluj ja. lumturi, piszesz, by qanti zrobiła cos z tym męzem, tylko co? Co ja mogę zrobić ze swoim? Wystawię go za drzwi? Wyslę do psychologa? Rozwiodę się? Jakbym miała dobrą pracę albo milion w kieszeni to tak bym zrobiła.
lumturi, napisałaś bardzo dobrze, by qanti stworzyła wspolny front z synem, by dziecko czuło w matce oparcie.
qanti, ciesz sie tym, że syn się dobrze uczy, że ma plany na przyszlość, że siedzi w domu, masz go na oku i niech sobie gra. Mój syn nie chce się uczyc, przyszlośc dla niego to dzien jutrzejszy, wciąz go nie ma w domu bo dziewczyny, bo towarzystwo, bo imprezy...
Trzymaj sie qanti ![]()
No wiem,nie ma co się wymądrzać jak nie znam calej sytuacji.
Szlag mnie tylko trafia na takich panoczków co terroryzują swoje rodziny i niszcza im życie.
Alkoholik czy nie zaje...ać i zakopać w lesie.(no tu mnie ponioslo SORRY)
Rozumiem, że jestescie uzależnione finansowo i o to chodzi.
Wcale was za to nie krytykuje sama też gó..no zarabiam i jakbym chciala odejść od mojego M byloby mi ciężko wlaśnie pod tym wzgędem. Ale w skrajnych przypadkach moze to byc jedyne wyjscie.
Zastanawialyscie się kiedyś ,czy możecie coś w tym kierunku zrobić???
lumturi, to już temat raczej do przypięcia pod inny wątek, bo dotyczy małzeństwa. Ale owszem, wiele razy myślalam co dalej i powiem Ci, że brakowało niewiele by papiery rozwodowe leżały w sądzie. Mąż się skapnął i zaczął błagać, bym tego nie robiła, że się zmieni, że będziemy żyć inaczej, lepiej. I faktycznie zmienił się - na pół roku ![]()
Poza tym mój staż pracy to 5 lat, bo potem zajmowałam się domem i dziećmi. Teraz od roku pracuję dorywczo, zarabiam grosze, tyle co wystarczyłoby na opłaty mieszkaniowe. Teoretycznie - rozwiodłabym się, zostałabym z alimentami na dzieci i tą moją pensją, którą mam z umowy śmieciowej. Na starość zdechłabym z głodu, taka prawda, bo emerytury z tego mieć nie będę. Bardzo smutne ale prawdziwe. Takie realia.
Próbuję być silna, mam swoje tajemnice z dziećmi, mimo ich dojrzewania, trzymamy się razem we trójkę, nie pozwalam syna poniżać męzowi, nie jest mi łatwo, bo mąż się skarży siostrze a ta z ryjem na mnie, że jestem ta najgorsza i niszczę ,,autorytet" ojca
![]()
piesek.. ale to takie smutne jest
wyraźnie piszesz, że z mężem trzyma cię sytuacja finansowa
myslę sobie, jak trzeba się czuc, zyjąc z kims nam obojętnym, kto jest złem koniecznym i naszym obowiązkiem... z kimś, kto jest sytuacją bez wyjścia a nie wyborem...
No czasem te problemy finansowe nas przerastają, ale dopóki mamy 2 ręce i dwie nogi i głowę na karku musimy tego używać.
Czy uważacie dziewczyny że praca jaką wkładacie w poukładanie tego domu, energia jaka z Was uchodzi podczas codziennych prac i czynności nie przyniesie wymiernych korzyści materialnych?
Tak End_aluzja, to jest bardzo smutne i trudne, takie życie z przymusu. Radziłam się psychologa i terapeuty, oboje stwierdzili, że żyję między młotem a kowadłem i że jestem jednak bardzo silną kobietą, skoro mam siłę pchać ten wózek samotnie. Ja nie jestem silna, ja tylko nie mam wyboru, tzn. pewnie mam, rozejśc się, zabrać dzieci, żyć bardzo skromnie ale spokojnie. Coraz więcej nad tym myślę. Błędem było dać zamknąc się w domu, odciąć się od świata, pracy i ludzi, stac się zależną finansowo. Teraz zbieram tego ,,owoce". No cóz, człowiek jak mlody, zakochany, to ślepy i głuchy i nie slyszy co inni mówią i sam nie chce widzieć wad w ukochanym... A ludzie sie nie zmieniają... Chyba że na gorsze.