pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Strony Poprzednia 1 56 57 58 59 60 72 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3,136 do 3,190 z 3,937 ]

3,136 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2019-11-26 13:55:41)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
bagienni_k napisał/a:

Krejzolka82 NIE MAM w zwyczaju kłamać ani w realu, ani w sieci. Dlatego raczej to, co piszę jest w 100 % szczere smile Po co kłamać? Jak mawiał pewien pisarz: "Tylko prawda jest ciekawa!" smile

Zatem mogę jedynie potwierdzić swoje wcześniejsze zapewnienie: TAK, jestem sam Z WYBORU.

Wiadomo, kiedyś tam się starałem, zależało mi, parę razy w życiu się człowiek zakochał, miało się parę przelotnych znajomości, z czego jedna o mało co, nie rozwinęła się w związek.
No cóż, wtedy mógłbym powiedzieć, że nie wyszło. Z drugiej strony czy zakochanie to proces nieodwracalny? Chyba nie..
Potem jakoś mnie specjalnie nie ciągnęło, nie szukałem i tak mi zostało. A wiadomo, że jak się nie szuka, to się nie znajdzie. Teraz raczej wręcz unikam takich sytuacji. Nie oznacza to, że jestem odludkiem, bo akurat cenie sobie bardzo kontakt z przyjaciółmi, znajomymi, czy nawet obcymi ludźmi, choćby np. kupując coś w sklepie. Odczuwam jednak, że stopień związania dwojga ludzi w przeciętnym związku, to zbyt wiele, jak dla mnie. Niczego tak w życiu nie cenię, jak niezależność i indywidualność. Zatem mówiąć inaczej wycofuję się, gdy tylko poczuję, że coś się święci. Ciężko jest mi się poświęcić i zaangażować dla rozwijania głębszej znajomości. Nie w takim znaczeniu, że chcę, ale mi ciężko, tylko czuje się z tym niezręcznie, wręcz niekomfortowo. Nie problem się dogadać czy pójśc na kompromis, ale póki nie jest to jakaś bliższa relacja.

Do sedna jednak:
Zatem zestawiając blaski i cienie bycia w związku, owe "cienie" zdecydowanie przeważają, co decyduje o moim aktualnym stanie ,w którym zadziwiająco się dobrze czuję smile Co ważne, szczególnie niezręcznie czułbym się, gdybym musiał ciągle się o kogoś starać, skakać koło niego, udowadniając jak mi na nim zależy. Do tego dochodzi tak ważna dla Was Pań sfera uczuciowa w związku: potrzeba bliskości, okazywania uczuć, czułe słówka, celebrowanie "ważnych " dat czy wydarzeń - kompletnie mnie to nie rusza ani nie cieszy. Zupełnie nie potrzebuję tego do szczęścia. Nie potrzebuję sam, żeby ktoś mi ciągle pokazywał, jak bardzo mu na mnie zależy, jaki jestem wyjątkowy itp. - nie musze podbudowywać poczucia własnej wartości przy pomocy drugiej osoby. Ot jestem zwykłym szarym człowiekiem, żyjacym przede wszystkim dla siebie i ciewszącym się życiem smile Nie przepadam za robieniem jakiś szalonych, spontanicznych rzeczy DLA KOGOŚ, żeby KOMUŚ zrobić przyjemność, tym bardziej poświęcać coś ze swojego życia, rzucić coś ważnego w życiu dla drugiej osoby. Z boku możnaby to określić jako: niegotowy lub nieprzystosowany do związku. Dlatego, własnie kiedy poczuje, że ktoś się we mnie zakochuje, czy odwrotnie to ucinam kontakt lub stawiam sprawę jasno i uczciwie na samym początku: nic z tego nie będzie!

No i jeszcze kwestia dzieci. Najlepiej jak dzieci:

- są cudze
- cudze dzieci śpią
- cudze dzieci, jeśli nie śpią, to przebywają w moim najbliższym otoczeniu nie dłużej niż godzinę

PODSUMOWUJĄC: NICZEGO SOBIE NIE WMAWIAM, NIE OKŁAMUJĘ NIKOGO( zakładam, ze ludzie tutaj na forum mówią prawdę, więc ze swojej strony też staram się mówić prawdę), mówię szczerze to co myślę. Nie mam powodu, żeby coś ukrywać czy przeinaczać. Nie lubię tez schamatów myślowych czy życiowych, z których wiele osób nie może się oderwać. Właśnie, tak jak tutaj..
Edytowałem post i zauważyłem, zę Piegowata wspomniała właśnie o tym: "Słowa są źródłem nieporozumień" Czego bym nie napisał, i tak pewnie ktoś może mi nie uwierzyć. Tak samo, jak ja się w tej chwili dziwię, że ktoś mi zarzuca autopromocję. NIgdy i nigdzie NIE BYŁO moją intencją anonsowanie się czy reklamowanie. Nie wiem, dlaczego jest to tak odbierane..? Tam, gdzie było to napisane, na pewno nie miałem na celu pokazanie ,jaki jestem zaj**ty, bo to ostatnia rzecz, jaką bym na tym forum zrobił.


Czekaj, czekaj, czyli Ty nigdy nie byłeś w związku?
No to ja już nie mam nic do dodania w takim razie.

Na koniec, dalej pozostanę przy swoim zdaniu i zgadzam się z Piegowatą, że niestety, ale słowa są źródłem nieporozumień, przede wszystkim słowo pisane, niepowiedziane prosto w oczy.

"Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.Oni je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!"

"Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..."
Zobacz podobne tematy :

3,137 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-11-26 15:55:35)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Jeśli za związek uznajemy dłuższą, głębsza relację, to nie, NIE BYLEM, choć oczywiście kiedyś tam próbowałem i się starałem.
Nie czuję się przez to jakimś przegrywem życiowym, wyrzutkiem ani gorszym człowiekiem, tylko dlatego, ze nie traktuje związku jako świętości, nadrzędnego celu w życiu i absolutnego priorytetu. Nie dbam o to, czy mnie z tego powodu skreślasz, jako człowieka, nawet mnie nie znając. Nie dbam o to. Nie dbam o to również, jak ktoś będzie odczytywał moje posty i upierał się przy tym, żę lepiej wie ode mnie, co ja właśnie myślę i czuję.

Zadam tylko jedno pytanie, tak ogólnie: Czy ktoś MUSI ABSOLUTNIE w tym nieszczęsnym związku być, aby dokonać ŚWIADOMEGO WYBORU, co do swojego własnego życia? Czy nie wystarczy sama obserwacja innych ludzi, podpatrywanie, jak im się żyje i układa w tych ich cudownych relacjach? Czy wszystkiego na tym świecie muszę doświadczyć, żeby mieć o tym jakąkolwiek opinię? Przykładowo: Czy musze koniecznie wejść do wody w zimie, żeby przekonać się że jest lodowata?
W każdym razie powiedziałem uczuciwie to, co chciałem. Jeśli ktokolwiek twierdzi, nawet gdybym 100 razy zapewnieniał, że mówię prawdę, dalej będzie sądził, że coś kręcę, przeinaczam, manipuluje, oszukuje, wmawiam sobie itp, to  już jego problem.

I naprawdę zdziwię się, jeśli to bedzie facet...

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

3,138 Ostatnio edytowany przez monkeyjolka (2019-11-26 19:19:54)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
foggy napisał/a:
monkeyjolka napisał/a:

Poznać faceta, zaobrączkować się, zrobić sobie dziecko i żyć długo i szczęśliwie to scenariusz idealny dla większości kobiet. Niestety idealne związki istnieją tylko na faceboocku!! Życie pisze inne scenariusze. Nie sztuką w dzisiejszych czasach poznać kogoś, zrobić sobie dziecko a nawet wziąć ślub, można to zrobić w 5 minut na dyskotece czy w internecie. Sztuką jest poznać taką osobę która będzie odpowiednia dla nas. Styl życia się zmienił jest masa singli po 40 tzw. starych kawalerów, panien i nikt się tym nie przejmuje. Na portalach randkowych kiedy byłam wolna otrzymywałam propozycje przeróżne chodziłam czasem na randki niestety wszyscy chcieli seksu albo od razu albo po 2-3 spotkaniach, dużo zboczeńców i kłamców albo takich którzy uważają się za ósmy cud świata, męskich dziwek. Na portalach randkowych niestety chyba trzeba mieć mega szczęście by kogoś poznać. Najważniejsze żyć tak by być szczęśliwym i nikogo nie krzywdzić.

A to z seksem do slubu chcialas czekac? Znajdziesz takich, ale to mniejszosc.

Może biura matrymonialne już lepsze niż portale randkowe.

3,139

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Dziś strasznie mi brakuje kogoś obok. Takiego KOGOŚ. Przy kim jestem w 100% sobą, nie muszę udawać. Kogoś, kto obejmie mnie ramieniem, kiedy siądę obok...
Bagiennik - tu nie chodzi o kwiaty codziennie i tiutianie 24h/dobę... takie zwykłe gesty - wspólna rozmowa, buziak choćby w czoło, uśmiech na widok tej drugiej osoby. Seks. Kurde, ani jednej z tych rzeczy nie miałam w jakiejkolwiek normalnej ilości. Wiecznie na deficycie.
Dziś czuję się strasznie samotna. Totalny bezsens. Mogłabym i chciałabym dać tak wiele. Cóż - nikt tego nie chce.

"Bez Twojego przyzwolenia nikt nie może sprawić, że poczujesz się gorsza"             Eleanor Roosvelt

3,140

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

A wydawalo mi sie kiedys ze tylko ja sie tak męczę a tu proszę- nawet nie jestem wyjątkowy w swym cierpieniu ;-)

3,141

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Bagienniku, masz myslenie o zwiazku rodem z romansow wziete smile
Wiesz, że istnieją kobiety, które nie lubią czułych slowek? Nie mają wielkiej potrzeby bliskości? Nie potrzebują ciągłego starania się, prezentow i kwiatow?
Ja nie lubie tej fazy starania sie. Nie lubie sie jakos szczegolnie miziac i tulic. Nie lubie czulych slowek i zdrobnien typu Misiaczku Kwiatuszku itd. Nie lubie distawac kwiatow. Prezentow tez nieszczegolnie. Wyrazem troski wg mnie jest zostawienie mnie w spokoju po ciezkim dniu zamiast 100x pytac czy wszystko ok.

Widzisz Bagienniku, mozna trafic na roznych ludzi smile i jestem przekonana ze gdybys chcial to trafilbys na kogos, kto Ci w 100% spasuje.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

3,142

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Widzisz Loka mam cały czas nieodparte wrażęnie, żę jeśli mówisz teraz poważnie, to jesteś  wyjątkiem. Wydaje mi się, że większość niewiast potrzebuje tych wymienionych ceh czy aktywności do życia w równym stopniu co tlenu lub pożywienia. A ja, nie tyle nie mogę, co nie mam ochoty spełniać tych potrzeb, chociażby z tego względu, że nie odczuwam przyjemności z ich okazywania.

Właśnie, gdbym chciał..nie tyle, czym jestem w stanie, ale czy chcę..I tu jest pies pogrzebany..

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

3,143

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
bagienni_k napisał/a:

Widzisz Loka mam cały czas nieodparte wrażęnie, żę jeśli mówisz teraz poważnie, to jesteś  wyjątkiem. Wydaje mi się, że większość niewiast potrzebuje tych wymienionych ceh czy aktywności do życia w równym stopniu co tlenu lub pożywienia. A ja, nie tyle nie mogę, co nie mam ochoty spełniać tych potrzeb, chociażby z tego względu, że nie odczuwam przyjemności z ich okazywania.

Właśnie, gdbym chciał..nie tyle, czym jestem w stanie, ale czy chcę..I tu jest pies pogrzebany..

Oczywiście, że mówię poważnie tongue ja czasami czuję się w związku jak taki stereotypowy facet, bo np. pamięć do dat u mnie nie występuje. Tak samo nie mam żadnej potrzeby obchodzenia rocznic, miesięcznic, tygodnic, ważnych dat, walentynek i innych takich. Jak już pisałam, dla mnie czułość i dbanie o drugą osobę wyraża się w życiu codziennym np. zrobieniem herbaty, kawy, zupy, kupieniu czegoś, kiedy druga osoba nie prosi, a Ty wiesz, że to lubi. Ale zakładam też, że skoro ja tak mam, to gdzieś tam zapewne istnieje więcej tego typu kobiet smile
wystarczy próbować na taką trafić. Ale tutaj to już Ty musiałbyś się otworzyć na kobiety i takiej poszukać.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

3,144 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-11-27 09:23:35)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Staranie się, troska, bliskość to przecież nie tylko czułe słówka, kwiatki, przytulaski i obchodzenie rocznic. Też nie przypisuję temu dużego znaczenia.
Ale już bardzo ważne jest faktyczne, głębsze zainteresowanie moim światem. Więc to, że ktoś pyta jak się czuję, a nie tylko co słychać w pracy. Interesuje go co myślę i stara się to zrozumieć. Nie unika komunikacji, ale też wie, kiedy zostawić mnie w spokoju, bo akurat nie nadaję się do kontaktu. Plus te codzienne gesty, o których pisze Loka. Drobne wyrazy, że się o kimś myśli, chce mu ułatwić życie.
Myślę, że ile osób, tyle różnych potrzeb.

"[...]po raz kolejny upewniłem się w od dawna nurtującej mnie idei, iż życie składać się też może z kilku zdań. Kilka zdań może krążyć wokół ciebie przez całe życie. Od czasu do czasu będą ci je przypominali najzupełniej przypadkowi rozmówcy. Przeczytasz je w codziennej gazecie, w przypadkowo otwartej powieści. Reszta zaś - wszystko, co powiesz i usłyszysz - będą to wariacje na ich temat."

3,145 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-11-27 11:34:01)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Znowu fascynujące różnice między ludźmi... smile
Nie przepadam za sztucznościami, jakimiś infantylnymi misiaczkami i kotkami, głowy do prezentów nie mam kompletnie, ale dbałość o drugą osobę, zainteresowanie jej samopoczuciem i sprawami jest dla mnie naturalne jak oddychanie - czy to w fazie zalotów, czy na co dzień. Czułośc i ciepłe gesty również. Nie wyobrażam sobie po powrocie z pracy nie przywitać się buziakiem, cenię bardzo, żę PP zawsze pyta, jak minął mi dzień. Jeśli chodzi o przytulanie, poświęcanie mi uwagi, to akurat wciąż mi mało, mam ewidentne deficyty z dawnych czasów, ale świadoma ich kontroluję swoje wygórowane oczekiwania i zamiast strzelać fochem, że PP ogląda nieinteresujący mnie film zamiast mnie przytulać, otwieram sobie książkę, zajmuję się swoimi sprawami. Prędzej czy później dostaję swoją porcję uwagi. Wymaga to ode mnie trochę pracy nad sobą.
No, ale odbiegłam od tematu... Otóż moim zdaniem to kwestia dopasowania się i dogadania. Nie chciałabym, żeby związek był ciężka harówką i udawaniem kogoś, kim się nie jest.
Co mi po kwiatach (lubię), jeśli po pewnym czasie okaże się, że to była tylko wielka ściema, by dopiąć swego? Co mi po czułościach (kocham!), jeśli się okaże, że to jedynie poza, by mnie zdobyć?
I co mi właśnie po tych wszystkich napompowanych gestach, jeśli nie mam zwykłej życzliwości i ciepła w codziennym życiu?
Wczoraj dałam PP klucz do domu i pozwoliłam tam poczekać na mnie. Gdy wróciłam z pracy, czekał na mnie gotowy obiad i umyte naczynia. Poczułam się jak rozpieszczona księżniczka smile
Wieczorem zrobiłam kolację: placki z gotowanych ziemniaków, pozostałych po obiedzie. Usłyszalam, że to jest zaj....ste smile
Kurczę, takie zwyczajności są najpiękniesze!

P.S. Dziewczyny, mówicie swoim facetom, że brakuje Wam przytulania? Prosicie o chwilę uwagi? Ja mam czasem ochotę, ale się krępuję, boję się być natrętną muchą. A bywają momenty, gdy tego pragnę, a on oczywiście nie domyśla się, bo w końcu jest tylko człowiekiem.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

3,146

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ja bardziej mam tak, że to druga osoba chce się tulić, a ja chciałabym być zostawiona w spokoju, zwłaszcza, kiedy coś się dzieje i potrzebuję to przetrawić.
Ale ogólnie jak potrzebujesz to mów, alo po prostu sama się przytul smile

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

3,147 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-11-27 12:45:47)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Mimo że już chwilę ta nasza znajomość trwa, nie otworzyłam się jeszcze do końca, pokutują we mnie różne obawy, zarówno w odniesieniu do niego (jeszcze "testuję", bo kiedyś narozrabiał), jak i do swoich dawnych przeżyć.
W poprzednim związku mąż nieraz warknął na mnie: "Odejdź!", gdy podchodziłam do niego i obejmowałam znienacka. Moja mama w pewnej rozmowie powiedziała mi, że jakieś czułości i przytulania uważa za infantylne, że w związku nie o to chodzi. A ja to uwielbiam, a mnie tego nigdy dość. Kocham gdy mnie PP pocałuje w czoło, obejmie, przytuli. Do mojego byłego miałam potężny żal i złość, że oczekuje seksu po całym dniu zaniedbywania mnie, czułam się traktowana przedmiotowo i potrzebna, jak to się mówi, tylko do jednego.
Mam wielki głód czułości, obawiam się, że oczekuję zbyt wiele, nie mam odwagi tego komunikować, raczej szukam pretekstów i muszę się bardzo pilnować, żeby nie "strzelać fochów", bo zwyczajnie mi przykro, gdy tego nie dostaję.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

3,148

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Piegowata, ja na Twoim miejscu bym mu normalnie o tym powiedziała. W sensie o tych Twoich obawach. Dobrze, że Ty jesteś świadoma źródła Twoich reakcji, to jest zawsze ogromny plus dla Ciebie. Spróbuj zamknąć obawy w szafie i z nim porozmawiać.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

3,149

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Dzięki, Loka, za wsparcie smile W sumie sama to wiem. To takie proste, a tak czasem trudne
Zawsze najlepiej porozmawiać., lecz obawia się człowiek negatywnej oceny, odrzucenia, śmieszności itd. Głos więźnie w gardle, zaczyna się "człowiek" jąkać, denerwować i gryźć pazury wink Czasem woli strzelić focha, zamiast uczciwie się rozmówić - a to w nadziei, że ktoś zapyta: co ci jest? Ani to jednak konstruktywne, ani dojrzałe.
Na odrzucenie jestem bardzo wrażliwa, przewrażliwiona wręcz.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

3,150 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-11-27 12:44:30)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Random Netwoman napisał/a:

Dziś strasznie mi brakuje kogoś obok. Takiego KOGOŚ. Przy kim jestem w 100% sobą, nie muszę udawać. Kogoś, kto obejmie mnie ramieniem, kiedy siądę obok...
Bagiennik - tu nie chodzi o kwiaty codziennie i tiutianie 24h/dobę... takie zwykłe gesty - wspólna rozmowa, buziak choćby w czoło, uśmiech na widok tej drugiej osoby. Seks. Kurde, ani jednej z tych rzeczy nie miałam w jakiejkolwiek normalnej ilości. Wiecznie na deficycie.
Dziś czuję się strasznie samotna. Totalny bezsens. Mogłabym i chciałabym dać tak wiele. Cóż - nikt tego nie chce.


Random, rozumiem, o czym piszesz.
Bardziej cenię zwykłą, prostą bliskość na co dzień niż szumne gesty od wielkiego dzwonu. Bardziej cenię buziaka w czoło niż seks, olewam seks, jeśli nie towarzyszy mu ciepło, bliskość i czułość.
To, że widzi się plusy w samotności (napisałaś o nich), nie znaczy, że nie przeżywa się chwil gorszych: smutku, tęsknoty, bezsensu... Trzeba to w sobie pomieścić, zaakceptować, przeżyć, dać sobie prawo do tych emocji.
Poszukaj sobie zajęcia, najlepiej przyjemnego, zapal świeczkę, napij się gorącej czekolady, włącz ulubioną muzykę czy film. Może pomoże? A jak nie pomoże, to sobie pobądź smutna, w końcu przejdzie. Nie uciekaj od siebie, nie bój się.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

3,151

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Dzięki, Loka, za wsparcie smile W sumie sama to wiem. To takie proste, a tak czasem trudne
Zawsze najlepiej porozmawiać., lecz obawia się człowiek negatywnej oceny, odrzucenia, śmieszności itd. Głos więźnie w gardle, zaczyna się "człowiek" jąkać, denerwować i gryźć pazury wink Czasem woli strzelić focha, zamiast uczciwie się rozmówić - a to w nadziei, że ktoś zapyta: co ci jest? Ani to jednak konstruktywne, ani dojrzałe.
Na odrzucenie jestem bardzo wrażliwa, przewrażliwiona wręcz.

Pomyśl o tym w inny sposób. Jak Ty zareagowałabyś gdyby do Ciebie przyszedł partner pytając czy może sie przytulić. Wydaje mi się, że nikt takich próśb nie odrzuca smile

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

3,152

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Lady Loka napisał/a:

Pomyśl o tym w inny sposób. Jak Ty zareagowałabyś gdyby do Ciebie przyszedł partner pytając czy może sie przytulić. Wydaje mi się, że nikt takich próśb nie odrzuca smile

Ucieszyłabym się, że jestem potrzebna smile

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

3,153

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Pomyśl o tym w inny sposób. Jak Ty zareagowałabyś gdyby do Ciebie przyszedł partner pytając czy może sie przytulić. Wydaje mi się, że nikt takich próśb nie odrzuca smile

Ucieszyłabym się, że jestem potrzebna smile

No widzisz smile to już wiesz co może pomyśleć PP jak mu powiesz, że potrzebujesz się przytulić smile

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

3,154 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-11-27 15:27:58)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Lady Loka napisał/a:

No widzisz smile to już wiesz co może pomyśleć PP jak mu powiesz, że potrzebujesz się przytulić smile

A może się zniecierpliwi? A może pomyśli jakoś źle? A może weźmie za idiotkę? Mam w sobie sporo takiego strachu i sama siebie nakręcam. Ukrywam te swoje gorsze momenty i męczę się czasami.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

3,155

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

No widzisz smile to już wiesz co może pomyśleć PP jak mu powiesz, że potrzebujesz się przytulić smile

A może się zniecierpliwi? A może pomyśli jakoś źle? A może weźmie za idiotkę? Mam w sobie sporo takiego strachu i sama siebie nakręcam. Ukrywam te swoje gorsze momenty i męczę się czasami.

Nawet jeżeli się zniecierpliwo to najwyżej trochę cierpliwości nabędzie. Ja nie lubię się tulić, mój facet lubi, czasami jak mam dość to mu to mówię, że ok, tuliliśmy się, teraz ja potrzebuje spokoju.
W związku kluczem jest komunikacja. Moim zdaniem im bardziej otwarta tym lepiej, bo tym mniej niedomówień jest.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

3,156 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-11-27 16:42:55)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Lady Loka napisał/a:

W związku kluczem jest komunikacja. Moim zdaniem im bardziej otwarta tym lepiej, bo tym mniej niedomówień jest.

Zgadzam się z tym całkowicie, ale mam trudności. Jakoś sobie poradzę, najwyżej wina łyknę na odwagę (tylko pytanie kiedy, bo z powodów zdrowotnych zrezygnowałam całkowicie z alkoholu smile ) smile
Ja lubię dotyk, choćby tylko położenie dłoni na ramieniu, gdy przechodzę obok. Lubię okazać, że kogoś zauważam, lubię być też zauważana.
W małżeństwie mąż nawet "cześć" mi nie mówił, gdy wracałam do domu albo budziłam się rano sad
Potrzeby w tym zakresie mam spore i boję się, że wymagam za wiele, że to może być męczące dla drugiego człowieka - PP w tym wypadku.


No, ale dosyć już o tym, bo off-top zrobiłam.



P.S. Żeby nie było.... Dostaję te miłe gesty od PP, kilka razy mu powiedziałam, co lubię, ale są sytuacje, gdy akurat w danym momencie czegoś pragnę, a nie dostaję. Mam wtedy ochotę o to poprosić albo pierwsza mu to dać - i boję się, czuję lęk (chyba podświadomy, że warknie: "Odejdź!" jak mój były) i duszę frustrację w sobie.
Właśnie dzisiaj poczułam się bardzo źle, bo poszła w mojej głowie lawina, że beznadziejna jestem, nie nadaję się do związków itd.
Tak wyłażą ze mnie stare demony, niestety.
Czasami ogarnia ochota uciec i jednak być samą, nie przeżywać "demonów".

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

3,157

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

W związku kluczem jest komunikacja. Moim zdaniem im bardziej otwarta tym lepiej, bo tym mniej niedomówień jest.

Zgadzam się z tym całkowicie, ale mam trudności. Jakoś sobie poradzę, najwyżej wina łyknę na odwagę (tylko pytanie kiedy, bo z powodów zdrowotnych zrezygnowałam całkowicie z alkoholu) smile
Ja lubię dotyk, choćby tylko dotknięcie ramienia, gdy, gdy przechodzę obok. Lubię okazać, że kogoś zauważam, lubię być też zauważana.
W małżeństwie mąż nawet "cześć" mi nie mówił, gdy wracałam do domu albo budziłam się rano sad
Potrzeby w tym zakresie mam spore i boję się, że wymagam za wiele, że to może być męczące dla drugiego człowieka - PP w tym wypadku.

No, ale dosyć już o tym, bo off-top zrobiłam.

Piegowata - nie przesadzaj, ok? To nie są wymagania spore, tylko normalne. Dotyk. O to mi właśnie chodziło. Koło torby mi latają kwiaty. Tym bardziej cięte - 2 dni i woda cuchnie, a doniczkowe zdychają jak się zapomni podlać. Te "Misiaczki" i "Koteczki" też chyba nie są dla nikogo normalnego w wieku 15 lat i więcej, ważne. Ale dotyk, kurde, jest ważny. W moim byłym małżeństwie NIE ISTNIAŁ. Były mąż aż cały zastygał z wyrazem obrzydzenia na twarzy, jak go próbowałam dotknąć. Mogłam zapomnieć o przytuleniu się do jego ramienia przy filmie. Nie uśmiechnął się nawet do mnie. Jedyny kontakt fizyczny w ostatnich latach mojego malżeństwa to było "dziobnięcie" jak skądś się wróciło do domu... nawet całusem tego nie mogę nazwać. Oczywiście seks też nie istniał - bo po vo, jak dziecko już jest.
Ja pierdzielę... w czym ja brałam udział ;(
Żonaty wycyckał ten mój głód dotyku do cna. Efekt jest taki, że o mam dosyć związków jakichkolwiek.

"Bez Twojego przyzwolenia nikt nie może sprawić, że poczujesz się gorsza"             Eleanor Roosvelt

3,158 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-11-27 17:09:29)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

OK, może tutaj na forum ciężko ocenić, jakie znaczenie dla przeciętnej kobiety ma uczuciowość, bliskość, czułość wyrażane poprzez słowa i gesty. W każdym razie w realnym świecie wygląda to zupełnie inaczej.
Akurat mam takie podejście, że samemu nie potrzebuje tego do prawidłowego funkcjonowania ani podniesienia samopoczucia czy własnej wartości. Dlatego też, chcąc to okazywać, zmuszałbym sie do czegoś, wbrew własnej woli. A to nie jest zdrowe.
Rozumiem, że dla Was ważne jest zupełnei co innego. Choćby owo okazywania zainteresowania, uwagi, pytanie o samopoczucie czy troska, poprzez drobne gesty, czynności świadczące o tym, jak ważny jest dla mnie partner. O ile nie jest to zupełnie neutralne( okazywane rodzinie, znajomym, potrzebującym), to staje się dla mnie sztuczne, pokazowe i czuje się z tym niezręcznie. Poza tym, to wszystko, co można poświęcać partnerowi, drugiej osobie, wolę poświęcić dla siebie. Mówiąc inaczej, jestem w stanie przejawy takiego zachowania i poświęcenia okazywać, ale w znacznie ograniczonym stopniu, nie AŻ TAK często, jak wymaga tego związek. Dodatkowo właśnie te wszystkie ciągłe dylematy, zamartwianie się, obawy, targające nami sprzeczne emocje, rozkminy itp - wystarczy mi w zuepłności, kiedy dotyczą samej mojej osoby. Sam staram się je rozwiazywać, ale jest zdecydowanie łatwiej, bo rzecież łatwiej zaglądnąć wewnątrz siebie niż odczytywać sygnały u drugiego człowieka. Nie jestem za bardzo wylewny, mówię w zasadzie wszystko wprost, oficjalnym tonem. Potrafię się niesamowicie rozgadać, śmiać się żartować, ale raczej w towarzystwie bliskich znajomych, widywanych raz na jakiś czas. niż gdybym miał tym wszystkim się dzielić z kimś.

Po prostu patrząć na to, jak wygląda życie singla i co musiałbym zmienić w swoich przyzwyczajeniach i stylu życia, chcąc wejść z kimś w relację, to wolę i chcę pozostać na obecnym etapie. Jest mi zwyczajnie dobrze i wygodnie. Wiem, może brzmi przykro i egoistycznie, ale póki z nikim nie jestem, to nikomu krzywda się nie dzieje.
Także, kluczem nie jest tutaj świadomość, że każdy związek czy każda kobieta ma nieco inne spojrzenie na swoje szczęście lub że można się odpowiednio dobrać ze sobą, wcześniej szukając swojego "ideału". Kluczem jest to, czy chce się zapraszać drugiego człowieka do swojego życia czy tez nie, czy chce się przed kimś otworzyć i poświęcić część siebie dla budowania wspólnej relacji.

P.S. Nie pisałęm tego postu w gorączce, naćpany ani pod wpływem %, lecz trzeźwy i w pełni świadomy.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

3,159 Ostatnio edytowany przez Random Netwoman (2019-11-27 16:54:02)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
bagienni_k napisał/a:

OK, może tutaj na forum ciężko ocenić, jakie znaczenie dla przeciętnej kobiety ma uczuciowość, bliskość, czułość wyrażane poprzez słowa i gesty. W każdym razie w realnym świecie wygląda to zupełnie inaczej.
Akurat mam takie podejście, że samemu nie potrzebuje tego do prawidłowego funkcjonowania ani podniesienia samopoczucia czy własnej wartości. Dlatego też, chcąc to okazywać, zmuszałbym sie do czegoś, wbrew własnej woli. A to nie jest zdrowe.
Rozumiem, że dla Was ważne jest zupełnei co innego. Choćby owo okazywania zainteresowania, uwagi, pytanie o samopoczucie czy troska, poprzez drobne gesty, czynności świadczące o tym, jak ważny jest dla mnie partner. O ile nie jest to zupełnie neutralne( okazywane rodzinie, znajomym, potrzebującym), to staje się dla mnie sztuczne, pokazowe i czuje się z tym niezręcznie. Poza tym, to wszystko, co można poświęcać partnerowi, drugiej osobie, wolę poświęcić dla siebie. Mówiąc inaczej, jestem w stanie przejawy takiego zachowania i poświęcenia okazywać, ale w znacznie ograniczonym stopniu, nie AŻ TAK często, jak wymaga tego związek. Dodatkowo właśnie te wszystkie ciągłe dylematy, zamartwianie się, obawy, targające nami sprzeczne emocje, rozkminy itp - wystarczy mi w zuepłności, kiedy dotyczą samej mojej osoby. Sam staram się je rozwiazywać, ale jest zdecydowanie łatwiej, bo rzecież łatwiej zaglądnąć wewnątrz siebie niż odczytywać sygnały u drugiego człowieka. Nie jestem za bardzo wylewny, mówię w zasadzie wszystko wprost, oficjalnym tonem. Potrafię się niesamowicie rozgadać, śmiać się żartować, ale raczej w towarzystwie bliskich znajomych, widywanych raz na jakiś czas. niż gdybym miał tym wszystkim się dzielić z kimś.

Po prostu patrząć na to, jak wygląda życie singla i co musiałbym zmienić w swoich przyzwyczajeniach i stylu życia, chcąc wejść z kimś w relację, to wolę i chcę pozostać na obecnym etapie. Jest mi zwyczajnie dobrze i wygodnie. Wiem, może brzmi przykro i egoistycznie, ale póki z nikim nie jestem, to nikomu krzywda się nie dzieje.
Także, kluczem nie jest tutaj świadomość, że każdy związek czy każda kobieta ma nieco inne spojrzenie na swoje szczęście lub że można się odpowiednio dobrać ze sobą, wcześniej szukając swojego "ideału". Kluczem jest to, czy chce się zapraszać drugiego człowieka do swojego życia czy tez nie.

P.S. Nie pisałęm tego postu w gorączce, naćpany ani pod wpływem %, lecz trzeźwy i w pełni świadomy.

I dobrze. Jesteś, jaki jesteś. Albo - cytując mojego exa - "Taki jesteś i się nie zmienisz". Ok. Szanuję, że wiedząc to, nie pchasz się w związek na siłę - "bo każdy kogoś ma".
Byłabym szczęśliwsza, gdyby mój ex powiedział mi przed ślubem - "ok, weźmy ten ślub, bo chcę mieć choć 1 dziecko, ale potem zapomnij o seksie (jakimkolwiek), pocałunkach, trosce, uśmiechu i radości"  - bardzo możliwe, że spierniczałabym w podskokach, po drodze wybijając sobie jedynki (ale co tam, wstawi się).

Nie zmarnowałabym kilkunastu lat życia na ogarnianie tematu "dlaczego mój facet wygląda jakby miał się zrzygać, gdy pieszczotami próbuję zainicjować seks?".

Teraz wygląda to u mnie tak :

- są dni, kiedy tęsknię za tym by ktoś  był obok -i nawet nie jestem pewna czy chodzi o tego żonatego, czy o to, co mi pokazał - w sensie troski o mnie, telefonów, dotyku, autentycznego słuchania... jeśli udawał, a chyba udawał, powinien dostać Oskara za doskonałą grę...

-są dni gdy błogosławię swoją samotność, brak konieczności tłumaczenia się ze wszystkiego, rozkminiania, rozmyślania, beczenia w nocy w poduszkę, bo on znowu odwrócił się do mnie dupą i ma wywalone

Aktualnie stanów pośrednich brak.

"Bez Twojego przyzwolenia nikt nie może sprawić, że poczujesz się gorsza"             Eleanor Roosvelt

3,160 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-11-27 16:56:29)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Mam teraz podwójną perspektywę, bo jestem w relacji, a do niedawna "przerabiałam" długodystansową "samotność" (cudzysłów zamierzony, bo samotna nigdy nie byłam, mam przyjaciół, krewnych, Boga i siebie).
Stwierdzam, że częściej dokonujemy wyborów niż nam się wydaje (ba, wciąż ich dokonujemy), ale nurtuje mnie pytanie: na ile te wybory naprawdę są nasze. Bywa, że np. wspominaną samotność dyktuje nam obawa przed otwarciem się na drugiego człowieka, przed obnażeniem swojego "ja", przed rezygnacją z wygody. Tak samo w drugą stronę: bywa, że związek jest ucieczką od siebie i problemów dnia codziennego.
Kluczem do wolności wyboru moim zdaniem jest świadomość. Mam wrażenie, że ktoś już o tym pisał tutaj.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

3,161 Ostatnio edytowany przez Random Netwoman (2019-11-27 17:30:40)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Mam teraz podwójną perspektywę, bo jestem w relacji, a do niedawna "przerabiałam" długodystansową "samotność" (cudzysłów zamierzony, bo samotna nigdy nie byłam, mam przyjaciół, krewnych, Boga i siebie).
Stwierdzam, że częściej dokonujemy wyborów niż nam się wydaje (ba, wciąż ich dokonujemy), ale nurtuje mnie pytanie: na ile te wybory naprawdę są nasze. Bywa, że np. wspominaną samotność dyktuje nam obawa przed otwarciem się na drugiego człowieka, przed obnażeniem swojego "ja", przed rezygnacją z wygody. Tak samo w drugą stronę: bywa, że związek jest ucieczką od siebie i problemów dnia codziennego.
Kluczem do wolności wyboru moim zdaniem jest świadomość. Mam wrażenie, że ktoś już o tym pisał tutaj.

Związek często jest chyba narzucany przez otoczenie. Każdy kogoś ma. Trzeba. No i te dzieci. Tym bardziej jak zegar tyka, i ostatnie dzwonki dzwonią. I trzeba, szybko, szybko. Bo zaraz ostatnie jajeczko zdechnie.

A potem zonk, bo partner wybrany bez pomyślunku... przynajmniej u mnie chyba tak właśnie było

"Bez Twojego przyzwolenia nikt nie może sprawić, że poczujesz się gorsza"             Eleanor Roosvelt

3,162 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2019-11-27 19:50:09)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
bagienni_k napisał/a:

OK, może tutaj na forum ciężko ocenić, jakie znaczenie dla przeciętnej kobiety ma uczuciowość, bliskość, czułość wyrażane poprzez słowa i gesty. W każdym razie w realnym świecie wygląda to zupełnie inaczej.
Akurat mam takie podejście, że samemu nie potrzebuje tego do prawidłowego funkcjonowania ani podniesienia samopoczucia czy własnej wartości. Dlatego też, chcąc to okazywać, zmuszałbym sie do czegoś, wbrew własnej woli. A to nie jest zdrowe.
Rozumiem, że dla Was ważne jest zupełnei co innego. Choćby owo okazywania zainteresowania, uwagi, pytanie o samopoczucie czy troska, poprzez drobne gesty, czynności świadczące o tym, jak ważny jest dla mnie partner. O ile nie jest to zupełnie neutralne( okazywane rodzinie, znajomym, potrzebującym), to staje się dla mnie sztuczne, pokazowe i czuje się z tym niezręcznie. Poza tym, to wszystko, co można poświęcać partnerowi, drugiej osobie, wolę poświęcić dla siebie. Mówiąc inaczej, jestem w stanie przejawy takiego zachowania i poświęcenia okazywać, ale w znacznie ograniczonym stopniu, nie AŻ TAK często, jak wymaga tego związek. Dodatkowo właśnie te wszystkie ciągłe dylematy, zamartwianie się, obawy, targające nami sprzeczne emocje, rozkminy itp - wystarczy mi w zuepłności, kiedy dotyczą samej mojej osoby. Sam staram się je rozwiazywać, ale jest zdecydowanie łatwiej, bo rzecież łatwiej zaglądnąć wewnątrz siebie niż odczytywać sygnały u drugiego człowieka. Nie jestem za bardzo wylewny, mówię w zasadzie wszystko wprost, oficjalnym tonem. Potrafię się niesamowicie rozgadać, śmiać się żartować, ale raczej w towarzystwie bliskich znajomych, widywanych raz na jakiś czas. niż gdybym miał tym wszystkim się dzielić z kimś.

Po prostu patrząć na to, jak wygląda życie singla i co musiałbym zmienić w swoich przyzwyczajeniach i stylu życia, chcąc wejść z kimś w relację, to wolę i chcę pozostać na obecnym etapie. Jest mi zwyczajnie dobrze i wygodnie. Wiem, może brzmi przykro i egoistycznie, ale póki z nikim nie jestem, to nikomu krzywda się nie dzieje.
Także, kluczem nie jest tutaj świadomość, że każdy związek czy każda kobieta ma nieco inne spojrzenie na swoje szczęście lub że można się odpowiednio dobrać ze sobą, wcześniej szukając swojego "ideału". Kluczem jest to, czy chce się zapraszać drugiego człowieka do swojego życia czy tez nie, czy chce się przed kimś otworzyć i poświęcić część siebie dla budowania wspólnej relacji.

Mogę się założyć o co tylko chcesz, że jakbyś się zakochał z wzajemnością inaczej byś pisał.
Uwierz mi na słowo pisane.

Człowiek nigdy nie może być pewny na 100% czegoś tam, ponieważ życie w pewnym momencie to weryfikuje.
Nie masz pojęcia co będziesz czuł, myślał, jak się szczerze i ze wzajemnością zakochasz, uwierz.

Odbieram Cię negatywnie w tym co piszesz, ponieważ moim zdaniem piszesz tak, gdyż jesteś całe życie sam i moim zdaniem wmawiasz sobie i przy okazji nam, że nie potrzebujesz związku bo związek jest be (poświęcenia, czułości itd.)
Ale Ty nie wiesz, jak wygląda prawdziwy związek, Ty nie wiesz, jak Ty byś się zachowywał w tym związku.

Rozumiałaby to co piszesz, jakbyś kiedyś był w związku i związek by nie wyszedł, ale Ty gdybasz tylko.




bagienni_k napisał/a:

P.S. Nie pisałęm tego postu w gorączce, naćpany ani pod wpływem %, lecz trzeźwy i w pełni świadomy.

big_smile big_smile big_smile
Kogoś tutaj mocno zabolało. tongue tongue tongue


Aaaaaa i jeszcze jedno to nie jest atak na Twoją Osobę, po prostu chcę, abyś zrozumiał, że gdybanie to jest tylko gdybanie i że może warto zastanowić się jak dana rzecz wygląda z innej perspektywy?
Może warto czasem nie mieć, aż tak kategorycznej pewności w czymś?
Bo uwierz, życie w pewnym momencie wszystko weryfikuje.

"Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.Oni je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!"

"Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..."

3,163

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

P.S. Dziewczyny, mówicie swoim facetom, że brakuje Wam przytulania? Prosicie o chwilę uwagi? Ja mam czasem ochotę, ale się krępuję, boję się być natrętną muchą. A bywają momenty, gdy tego pragnę, a on oczywiście nie domyśla się, bo w końcu jest tylko człowiekiem.

Po prostu idę się przytulić i już. big_smile big_smile big_smile

Jak czegoś mi brakuję to komunikuję.

Aczkolwiek moim zdaniem to zależy od stażu związku.
Wiadomo, że na początku związku człowiek się trochę nienaturalnie zachowuje, peszy i takie tam.
Z czasem, jak związek jest normalny to człowiek się otwiera, pokazuje swoje prawdziwe "ja".

Wy jesteście dopiero na początku związku, więc jest to moim zdaniem normalne, że się krępujesz, aczkolwiek z biegiem czasu, jeżeli to jest normalny związek Ty powinnaś wyzbyć się krępacji.
Jeżeli w dalszym ciągu będziesz się krępowała, nie będziesz do końca sobą no to niestety, ale nie wróży to szczęśliwego związku.

Możliwe, że będziesz potrzebowała więcej czasu na całkowite bycie sobą po Twoich przejściach z byłym Mężem i komplikacjach z Panem Pomocnikiem dlatego daj sobie i Wam czas.
Obserwuj siebie, jak czujesz się w tym związku.
Powodzenia!!! smile smile smile

"Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.Oni je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!"

"Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..."

3,164

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Tak myślałem...

W sieci zawsze można pisać co się chce, ale inni koniecznie wiedzą, widzą i czują lepiej niż ja sam, na mój temat.. Zatem pozwalam sobie nie wierzyć na słowo pisane i powtórzyć raz jeszcze:

JESTEM SINGLEM Z WYBORU, W PEŁNI ŚWIADOMIE PODJĄŁEM TĄ DECYZJĘ I NIE ZAMIERZAM JEJ ZMIENIAĆ W DAJĄCEJ SIĘ PRZEWIDZIEĆ PRZYSZŁOŚCI. Jeśli coś koniecznie chce się osiągnąć, to się do tego dąży prawda? Natomiast, jeśli się chce czegoś uniknąć, to się unika..Proste jak budowa cepa.
W znacznej mierze się z Tobą zgadzam, co do braku pewności czegokolwiek w życiu, Ale dotyczy to u mnie wszystkich aspektów życia,poza związkami. Ja nie rozpatruje tak kwestii związkowych, bo nie siedzi mi tam gdzieś z tyłu głowy, że mi czegoś brakuje. Ianczej mówiąc związek jest na ostatnim miejscu na liście moich potrzeb, zatem wszedłbym w takowy, gdybym się miał poddać presji społeczenj, rodzinnej czy tak na pokaz, aby kogoś mieć. Innej potrzeby nie widzę. Nie będę się o nic zakładał, bo nie lubię hazardu i jak mam bezpośredni wpływ na coś, to potrafię to w miare dobrze kontrolować. Zakochanie? To tylko stan fizjologiczny, który może szybko minąć a znam dużo lepsze i ciekawsze posoby na wzbudzenie i podtrzymanie emocji, niż wzdychanie do drugiej osoby.
Wmawiać sobie ani innym nie potrzebuję, bo jak już zaznaczyłem, piszę szczerze i NIE MAM POWODU do tego, aby mówić ianczej. Nie muszę wchodzić w związek, bo widze wśród znajomych, jak te związki wyglądają, przynajmniej NIEKTÓRE ich aspekty i przejawy. Co więcej, jestem w stanie przewidzieć, jak bym się zachował, gdybym z jakiś niezrozumiałych dla mnie powodów wszedł w bliżsża relację z kobietą. Przypuszczam, że taki związek szybko by się rozwalił. Nie z powodu tego, że nie potrafię czegoś komuś dać( choć być może też), ale nie mam najmniejszej ochoty dzielić się z kimś swoim życiem!
Nie wiem, jak wygląda prawdziwy związek "od kuchni", ale wystarcza mi tyle, co widzę.

Jedni mogą ciągle twierdzić, że ktoś sobie coś wmawia i inni co najwyżęj wzruszą ramionami i zaakceptują to, żę zdarzają się na świecei takie dziwaki, jak ja. Nie dbam w żadnym stopniu, co ktoś sobie o mnie myśli, bo to tylko forum. Nie muszę nikogo przekonywać, że sam lepiej wiem co dla mnie jest dobre, niż mają wiedzieć ci, którzy mnie nie znają ani mnie nawet ani razu nie widzieli.

Random Akurat zewnętrzna presja, narzucana przez otoczenie, to jest coś, czym sie najmniej kieruję w życiu smile

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

3,165

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
bagienni_k napisał/a:

Tak myślałem...

W sieci zawsze można pisać co się chce, ale inni koniecznie wiedzą, widzą i czują lepiej niż ja sam, na mój temat.. Zatem pozwalam sobie nie wierzyć na słowo pisane i powtórzyć raz jeszcze:

JESTEM SINGLEM Z WYBORU, W PEŁNI ŚWIADOMIE PODJĄŁEM TĄ DECYZJĘ I NIE ZAMIERZAM JEJ ZMIENIAĆ W DAJĄCEJ SIĘ PRZEWIDZIEĆ PRZYSZŁOŚCI. Jeśli coś koniecznie chce się osiągnąć, to się do tego dąży prawda? Natomiast, jeśli się chce czegoś uniknąć, to się unika..Proste jak budowa cepa.
W znacznej mierze się z Tobą zgadzam, co do braku pewności czegokolwiek w życiu, Ale dotyczy to u mnie wszystkich aspektów życia,poza związkami. Ja nie rozpatruje tak kwestii związkowych, bo nie siedzi mi tam gdzieś z tyłu głowy, że mi czegoś brakuje. Ianczej mówiąc związek jest na ostatnim miejscu na liście moich potrzeb, zatem wszedłbym w takowy, gdybym się miał poddać presji społeczenj, rodzinnej czy tak na pokaz, aby kogoś mieć. Innej potrzeby nie widzę. Nie będę się o nic zakładał, bo nie lubię hazardu i jak mam bezpośredni wpływ na coś, to potrafię to w miare dobrze kontrolować. Zakochanie? To tylko stan fizjologiczny, który może szybko minąć a znam dużo lepsze i ciekawsze posoby na wzbudzenie i podtrzymanie emocji, niż wzdychanie do drugiej osoby.
Wmawiać sobie ani innym nie potrzebuję, bo jak już zaznaczyłem, piszę szczerze i NIE MAM POWODU do tego, aby mówić ianczej. Nie muszę wchodzić w związek, bo widze wśród znajomych, jak te związki wyglądają, przynajmniej NIEKTÓRE ich aspekty i przejawy. Co więcej, jestem w stanie przewidzieć, jak bym się zachował, gdybym z jakiś niezrozumiałych dla mnie powodów wszedł w bliżsża relację z kobietą. Przypuszczam, że taki związek szybko by się rozwalił. Nie z powodu tego, że nie potrafię czegoś komuś dać( choć być może też), ale nie mam najmniejszej ochoty dzielić się z kimś swoim życiem!
Nie wiem, jak wygląda prawdziwy związek "od kuchni", ale wystarcza mi tyle, co widzę.

Jedni mogą ciągle twierdzić, że ktoś sobie coś wmawia i inni co najwyżęj wzruszą ramionami i zaakceptują to, żę zdarzają się na świecei takie dziwaki, jak ja. Nie dbam w żadnym stopniu, co ktoś sobie o mnie myśli, bo to tylko forum. Nie muszę nikogo przekonywać, że sam lepiej wiem co dla mnie jest dobre, niż mają wiedzieć ci, którzy mnie nie znają ani mnie nawet ani razu nie widzieli.

Random Akurat zewnętrzna presja, narzucana przez otoczenie, to jest coś, czym sie najmniej kieruję w życiu smile

Nie musisz się ze mną zgadzać, tak jak ja, nie muszę się zgadzać z Tobą.
Piszę tylko jak odbieram Twoje posty, nie piszę, że mam rację.
To jest moja subiektywna ocena Twoich postów i tyle.

P.S. Szczęśliwy, taki normalny związek jest wspaniały i pomimo tego co tutaj wypisujesz, życzę Ci go!!! smile smile smile
Ale przede wszystkim życzę go Ross!!!

"Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.Oni je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!"

"Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..."

3,166 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-11-27 21:45:59)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Zgadzać się można co do poglądów, spojrzeń na dany problem, ale nie upierać się, że się sądzi lepiej od kogoś, co ten ktoś czuje.
Także, jeśli uznamy, że sukcesowi sprzyja zaprzeczenie, powiem: "Dziękuję!" zamiast  "Nie dziękuję!" A dlaczego? Choćby własnie dlatego, że poza szarymi stronami samego związku, to co jednemu może się wydawać takie wspaniałe, cudowne i uskrzydlające, dla innych z kolei krępujące, ograniczające, nudne i męczące. Zatem nie róbmy niczego wbrew sobie smile

A Ross szczęsliwego związku życzę, jeśli ona sama rzeczywiście go pragnie smile

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

3,167 Ostatnio edytowany przez Random Netwoman (2019-11-27 22:24:00)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
bagienni_k napisał/a:

Zgadzać się można co do poglądów, spojrzeń na dany problem, ale nie upierać się, że się sądzi lepiej od kogoś, co ten ktoś czuje.
Także, jeśli uznamy, że sukcesowi sprzyja zaprzeczenie, powiem: "Dziękuję!" zamiast  "Nie dziękuję!" A dlaczego? Choćby własnie dlatego, że poza szarymi stronami samego związku, to co jednemu może się wydawać takie wspaniałe, cudowne i uskrzydlające, dla innych z kolei krępujące, ograniczające, nudne i męczące. Zatem nie róbmy niczego wbrew sobie smile

A Ross szczęsliwego związku życzę, jeśli ona sama rzeczywiście go pragnie smile

Rozumiem Cię. Nie chcesz, nie potrzebujesz i tyle. Ja też.nie czuję potrzeby by np. wspinać się na K2 - bo spobie myślę - a po co? Spocę się, jeszcze noge skręcę albo zamarznę  i tyle smile
Co do związkow - ileż to razy w samotne noce u boku człowieka, mającego mnie gdzieś myślałam -"na kij Ci to było? Byłaś sama i nie ryczałaś, było fajnie, nie znosiłaś niczyich fochów, cichych dni i wywalenia"
Także - masz sporo racji. Związek to jak wypad na K2. Na początku - piękny widok i obietnica frajdy. A potem już tylko pod górę i duże szanse na ostry wpierdziel na którymś tam tysiącu. No i ta myśl - wytrzymam, może za tamtym głazem poczuję się lepiej? Może już niedługo poczuję to szczęście, o którym tak wszyscy mówią? smile

Ale jednakowoż... myśl, że może gdzieś tam jest ktoś, z kim będę jak ten ying i yang. Kto będzie chciał przejść ze mną życie....

Ech, bajka bez dobrego zakończenia....

"Bez Twojego przyzwolenia nikt nie może sprawić, że poczujesz się gorsza"             Eleanor Roosvelt

3,168

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Dobre porównanie smile
Wspinaczka na 8 tysięcznik tak samo wymaga samozaparcia, trudu i niezłomności. Fachowcy mówią, że najtrudniejszy jest atak szczytowy. Chociaż najtrudniej to pewne rzeczy utrzymać niż zdobywać:)
Mąż widocznei uznał, że nie musi i przestał się starać. Dlatego nie zajarzyłem w pierwszej chwili tego "samotne noce u boku człowieka(...) "..

Pozostaje życzyć szczerze powodzenia i spełnienia się tego szczęścia u boku odpowiedniej osoby smile

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

3,169

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
bagienni_k napisał/a:

Dobre porównanie smile
Wspinaczka na 8 tysięcznik tak samo wymaga samozaparcia, trudu i niezłomności. Fachowcy mówią, że najtrudniejszy jest atak szczytowy. Chociaż najtrudniej to pewne rzeczy utrzymać niż zdobywać:)
Mąż widocznei uznał, że nie musi i przestał się starać. Dlatego nie zajarzyłem w pierwszej chwili tego "samotne noce u boku człowieka(...) "..

Pozostaje życzyć szczerze powodzenia i spełnienia się tego szczęścia u boku odpowiedniej osoby smile

Obecnie skupiam się na kontemplowaniu swojego życia w samotności - w sensie bez pary. Mieszkam z dzieckiem. Teraz jest mi naprawdę dobrze. Czasem się zdarzy kilka chwil smutku, że sobie życia nie ułożyłam z kimś, ale trwa to już coraz krócej.
Związek nie jest gwarancją szczęścia. Smutny związek uwiera jak kamień w bucie.
Narazie ogarniam obecną sytuację  i coraz mniej pewna jestem tego, czy wpuszczę jeszcze kogokolwiek do swojego życia.

Nie zamierzam już szukać.
Gdybym tylko potrafiła Ci opisać błogość, jaką czuję w swoim domu. Nikt mnie nie opiernicza za okruszek na obrusie, nie robi cichych dni bo się ponoć źle zachowałam... nie czuję już tej frustracji, która wynikała z jego obojętności wobec mnie...
Jest dobrze.

"Bez Twojego przyzwolenia nikt nie może sprawić, że poczujesz się gorsza"             Eleanor Roosvelt

3,170

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Piegowata, miło poczytać smile Życzę Ci szczęścia w tym budującym się związku.
A że PP nie jest idealny - cóż, a kto jest? Najważniejsze to czuć w tym sens, niektóre wady są do zaakceptowania, a komunikacja do wypracowania z czasem.
Co do przytulania, to pewnie się nauczy rozpoznawać, kiedy tego potrzebujesz smile
Ale trzeba obserwować swoje samopoczucie, czy przeważają pozytywy, czy negatywy; zgadzam się z Krejzolką.

"[...]po raz kolejny upewniłem się w od dawna nurtującej mnie idei, iż życie składać się też może z kilku zdań. Kilka zdań może krążyć wokół ciebie przez całe życie. Od czasu do czasu będą ci je przypominali najzupełniej przypadkowi rozmówcy. Przeczytasz je w codziennej gazecie, w przypadkowo otwartej powieści. Reszta zaś - wszystko, co powiesz i usłyszysz - będą to wariacje na ich temat."

3,171

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Random Widzisz, skoro odetchnęłaś to punkt dla Ciebie. Trochę musisz się nasycić tą swobodą i przestrzenią. Wyjdzie Ci tylko na dobre smile

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

3,172 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-11-28 12:20:13)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Random, doskonale znam to uczucie odzyskanej wolności. Bezcenne! Upajałam się nim, pomimo że oczywiście nawiedzały mnie też gorsze chwile. Nad gorszymi chwilami da się jednak zapanować, zapewniam i potwierdzam własnym przykładem.
Co do PP i mojej potrzeby bliskości, wspomniałam o tym wczoraj tak zwyczajnie, bez piętrowych konstrukcji i kombinacji. Powiedziałam po prostu, że czasami boję się wyjść na tę "natrętną muchę", gdy mam ochotę się poprzytulać, pogłaskać, połaskotać. A on mi na to, że bardzo to lubi i wcale mu to nie przeszkadza.
Zgodnie z Waszą radą obserwuję swoje odczucia i emocje, sprawdzam, jak się przy nim czuję i wiecie... kurde... jest mi dobrze big_smile

Random, moim zdaniem warto celebrować życie czy w parze, czy bez. Jeśli jadę rowerem przez piękną okolicę, to czy ona traci cokolwiek na urodzie, bo jadę sama? Nie, to tylko od mojego spojrzenia zależy.
Tak sobie też myślę o wspinaczce na K2, o tym, że w pocie i znoju dąży się na szczyt, bo może za tą pobliską skałą będzie już lepiej i piękniej. A ja sądzę, że szkoda, gdy zapatrzeni w szczyt, tracimy wszystko, co po drodze, nie zauważamy krokusów przy ścieżce (o ile krokusy rosną w Himalajach wink ) ani nieba nad głową.



P.S. Aha! I jeszcze o tej zewnętrznej (tudzież wewnętrznej) presji...
Mam wrażenie, że to najbardziej ludzi uwiera. Właśnie to, że "wszyscy"... Wszyscy, tylko nie ja... Że coś może ze mną nie tak.... Że jestem gorsza bo inna...

Poczucie inności i gorszości dało mi sporo popalić w życiu, ale też nauczyło kroczyć swoją drogą i mieć w nosie "obowiązujące" standardy.
Też wyszłam za mąż z niewłaściwych pobudek. Chciałam mieć normalne życie, chciałam mieć to, co inni. Wyrządziłam krzywdę trzem osobom, w tym samej sobie. Do końca moich dni pozostanie mi żal do siebie, że ucierpiało za nie swoje winy moje dziecko.
Bądźmy sobą, róbmy swoje - to się naprawdę opłaca. Żyjmy!
A co ma być to będzie - vide: historia z PP.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

3,173 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-11-28 13:31:29)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Random, doskonale znam to uczucie odzyskanej wolności. Bezcenne! Upajałam się nim, pomimo że oczywiście nawiedzały mnie też gorsze chwile. Nad gorszymi chwilami da się jednak zapanować, zapewniam i potwierdzam własnym przykładem.
Co do PP i mojej potrzeby bliskości, wspomniałam o tym wczoraj tak zwyczajnie, bez piętrowych konstrukcji i kombinacji. Powiedziałam po prostu, że czasami boję się wyjść na tę "natrętną muchę", gdy mam ochotę się poprzytulać, pogłaskać, połaskotać. A on mi na to, że bardzo to lubi i wcale mu to nie przeszkadza.
Zgodnie z Waszą radą obserwuję swoje odczucia i emocje, sprawdzam, jak się przy nim czuję i wiecie... kurde... jest mi dobrze big_smile

Random, moim zdaniem warto celebrować życie czy w parze, czy bez. Jeśli jadę rowerem przez piękną okolicę, to czy ona traci cokolwiek na urodzie, bo jadę sama? Nie, to tylko od mojego spojrzenia zależy.
Tak sobie też myślę o wspinaczce na K2, o tym, że w pocie i znoju dąży się na szczyt, bo może za tą pobliską skałą będzie już lepiej i piękniej. A ja sądzę, że szkoda, gdy zapatrzeni w szczyt, tracimy wszystko, co po drodze, nie zauważamy krokusów przy ścieżce (o ile krokusy rosną w Himalajach wink ) ani nieba nad głową.



P.S. Aha! I jeszcze o tej zewnętrznej (tudzież wewnętrznej) presji...
Mam wrażenie, że to najbardziej ludzi uwiera. Właśnie to, że "wszyscy"... Wszyscy, tylko nie ja... Że coś może ze mną nie tak.... Że jestem gorsza bo inna...

Poczucie inności i gorszości dało mi sporo popalić w życiu, ale też nauczyło kroczyć swoją drogą i mieć w nosie "obowiązujące" standardy.
Też wyszłam za mąż z niewłaściwych pobudek. Chciałam mieć normalne życie, chciałam mieć to, co inni. Wyrządziłam krzywdę trzem osobom, w tym samej sobie. Do końca moich dni pozostanie mi żal do siebie, że ucierpiało za nie swoje winy moje dziecko.
Bądźmy sobą, róbmy swoje - to się naprawdę opłaca. Żyjmy!
A co ma być to będzie - vide: historia z PP.

Piegowata - piątka! A nawet dziesiątka smile

Poczucie wpisywania się w schematy, presja, oglądanie się na innych wydawało mi się kiedyś naturaqlnym odruchem. Obecnie wywołuje u mnie wręc zobrzydzenie, zaś kierowanie się głownie tym wydaje mi się po prostu żałosne. To celebrowanie życia, docenianie tego co sie ma, zachwycanie się otoczeniem, nie może zależeć od tego, czy ktoś jest obok nas czy nie. Szczególnie właśnie czerpanie radości z takich rzeczy jak pasje, przyjemnosći, wycieczki czy inne zajęcia, nie powinny tracić na uroku, bo przecież są zawsze są takie same, czy ktoś jest obok nas czy nie.

A krokusy ograniczają się raczej do Europy i Azji Mniejszej smile

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

3,174 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-11-28 16:31:38)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Powiedzmy sobie otwarcie.ze aby przemoc swoją niechęć do zmian musi się pojawić jakaś wyższa energia między dwójką ludzi. bo bez tego by się nam nie chciało.
Całkiem rozumowo to się wybrać kogoś nie da.
Bagiennik z tego co pisał raz tylko takiego zawirowania doznał i się trochę sparzyl. więc nie powtarza. Musi cos tam mu się wydarzyć i wtedy jego założenia się zweryfikują.
Ma chyba szczęście.ze nie ma bzika na punkcie kobiet w takim erotycznym sensie bo by musiał aktywniej za nimi biegać. Albo znaleźć jakiś sposób by wpadały w sidła na bagnach.
Raczej któraś zagnie na niego"parol" i wykaże inicjatywę smile niż on to zrobi.
Może to jakiś sposób. Bo jak kobieta się nad czymś napracuje to się do tego przywiązuje.:)
Jednym słowem gra niezdobytego.:)

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

3,175 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-11-28 19:24:10)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Ela Może jest tak, jak piszesz, tfu może będzie.. Nie będę dywagował.W każdym razie przyjmuję w tej kwestii postawę bierną czy wręcz obojętną smile A żeby dać komuś możliwość zagięcia na siebie "parolu", to trzeba jakoś temu pomóc, prawda? smile Bzika na punkcie kobiet nie mam, to mogę zapewnić smile

Z jednej strony mogę zapewnić, że nigdy nikogo nie gram, jestem w pełni sobą smile O jedne rzeczy się staram, innych unikam. Zatem mam pytanie czy możn apodjąć decyzję o rezygnacji z czegoś w swoim życiu?
Ano właśnie smile Tak jak można zrezygnować z czegokolwiek innego, tak można i z tego. Nie jest powiedziane, że będzie, ale nagroda za to jest warta zachodu....Zatem to nie konieczność pojawienia się kogoś, w celu wyzwolenia energii do zmian, tylko pełne zadowolenie ze stanu obecnego i rezygnacja ze zmian( w wiadomym kontekście), niezależnie kto by sie pojawił.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

3,176

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Przewrotny pytanie, jakbyście wiedzieli, że będziecie sami do końca życia,  to jak by wyglądało to życie? Zmienilibyscie coś? Jakieś duże zmiany, czy przeciwnie, małe? Czy nic byście nie zmienili?
Ps, dzięki za dobre słowa,  wpisów powyżej,  teraz nieczęsto tu zaglądam,  bo dołuje  mnie ten wątek.  A teraz przeżywam coroczny dół, od 7 lat, czyli święta,  mam nadzieję,  że szybko miną.
Poza tym skupiam się na rzeczywistości i chwili obecnej.
Trochę żałuję też,  że te ileś lat temu zaczęłam tu pisać,  trochę fajnych rzeczy z tego wynikło, a trochę mniej fajnych, bo zaczęłam sie w pewnym momencie zamykać na znajomości. Miało to związek z nerwica, wiele osób pisało,  że nie chciałoby w związku z takimi osobami. Albo, że najpierw powinno się zająć sobą,  wyleczyć to a dopiero potem się wziąć za związek.  Niestety, tego całkowicie nie wylecze, co się okazalo.
Ale niejako sama sobie byłam winna, że tak sobie wzięłam do serca te zdania z forum,  co było całkiem bez sensu.Niepotrzebnie wtedy na parę lat izolowalam  się podświadomie od relacji.także forum forumem,  ale trzeba uważać.
Co by nie powiedzieć,  "zwiazkowo" poszło wszystko w całkiem innym kierunku,  niż sobie wymarzylam.
Miłego dnia wszystkim. Dobrze, że przynajmniej zima łagodna,  to napawa optymizmem.
Acha. Zauważyłam,  że im bardziej się czegoś chce, tym bardziej się tego nie ma.

3,177

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Rossanko! Nie myśl w taki sposób, że nerwica przekreśla możliwość relacji. To, że część ludzi jest uprzedzonych do osób z jakimkolwiek zaburzeniem psychicznym, nie znaczy że wszyscy, a nerwica jest dziś tak powszechna, że wręcz trudno by było znaleźć człowieka bez żadnych objawów. Twoje objawy zresztą raczej nie są tego rzędu, żeby uniemożliwiały związek. Nie sądzę, że robią komuś krzywdę. smile Szkodzą Tobie, nie innym. To Ty się z tym zmagasz. I co to by był za związek, kiedy w czyichś oczach przekreślałyby Cię twoje np lęki? Albo stany depresyjne? Na drzewo z czymś takim.
Nerwicy się nie da zupełnie wyleczyć i dlatego odkładanie na później aktywności czy relacji, na nieokreślony czas "po wyleczeniu" to ślepa uliczka. Może nawet być kolejnym sposobem na uniknanie tego, czego niby się chce, ale jednak budzi obawy. Najlepiej odłóż temat nerwicy w kontekście związkowym.

Co do pytania - własciwie nie wiem, czy zmieniłabym coś wiedząc, że zawsze będę sama. Nidgy nie zakładałam że tak będzie, no i nie było. Gdyby miało być to pewnie postawiłabym wszystko na karty własnego rozwoju i działalności charytatywnej, nie robiłabym pewnych rzeczy z nastawieniem "dla związku" co oznacza sporą ilość zwolnionego czasu i energii.

"[...]po raz kolejny upewniłem się w od dawna nurtującej mnie idei, iż życie składać się też może z kilku zdań. Kilka zdań może krążyć wokół ciebie przez całe życie. Od czasu do czasu będą ci je przypominali najzupełniej przypadkowi rozmówcy. Przeczytasz je w codziennej gazecie, w przypadkowo otwartej powieści. Reszta zaś - wszystko, co powiesz i usłyszysz - będą to wariacje na ich temat."

3,178 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-12-10 12:44:07)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Witaj, Rossanko smile

Odpowiedź na Twoje pytanie gotową mam od lat: żyłabym jak żyję i nie pozwoliłabym odebrać sobie radości życia z tego tylko powodu, że jestem singlem. Niczego specjalnie nie zmieniłabym. Wiadomo, że każda sytuacja generuje nieco inny tryb życia, nieco inne problemy, tudzież korzyści, ale generalnie prowadziłabym najnormalniejsze w świecie życie, zupełnie jak teraz.

Nie żałuj pisania na forum, bo nie tylko negatywy z tego wynikły, jak sama zauważasz.

A co do opinii innych, miej swoje zdanie i rób swoje.
Mnie też różne rzeczy pisano i mówiono (w realu). Brałam pod uwagę cudze opinie, bo miałam mnóstwo rozterek, ale w pewnym momencie zaczęło mnie to wszystko męczyć, irytować i stwierdziłam, że nikt za mnie życia nie przeżyje, że pewne decyzje chcę podjąć na własne ryzyko i odpowiedzialność. To było tak silne odczucie, że wysmażyłam na FB "list otwarty" do moich znajomych, by przestali wreszcie dyktować mi, jak mam wychowywać swoje dziecko i układać swoje życie osobiste. Że doceniam szczerze troskę o mnie i nie mam za złe różnych opinii, ale swoje życie biorę w swoje ręce.
Wiesz, po tym manifeście poczułam się lepiej. Postąpiłam, jak mi dyktowała intuicja - i nie żałuję. Nawet jeśli to pomyłka, żałować nie będę.

Radzono mi też na forum, by nie opowiadać o swoich ciężkich przejściach zdrowotnych, by nie przestraszyć potencjalnego partnera.
Jestem teraz z kimś, kto wie o tym wszystkim i jakoś go to nie zraziło.
Nie żebym chwaliła się na dzień dobry, ale potraktowałam sprawę naturalnie, jako jeszcze jeden temat do rozmów. Nie ukrywałam, nie udawałam, gdy pojawiało się jakieś pytanie (np. o bliznę pooperacyjną), odpowiadałam szczerze. I tę postawę osobiście uważam za jedynie słuszną.
Gdyby moja choroba miała być powodem braku akceptacji - to, przepraszam, ale chyba nie warto żałować.
Tak, wiem, że to się ogromnie łatwo mówi. Też musiałam popracować (mocno!) nad sobą i tą odwagą.
Do takiego myślenia potrzebne jest - myślę - wyzbycie się lęku przed samotnością właśnie, przed odrzuceniem.
Z tego strachu powiedziałam kiedyś PP: "Weź, ty się wreszcie wk...w i mnie zostaw".
Nie zostawił smile

P.S. A mnie się marzy zima jak z dawnych lat, choć może niekoniecznie z trzydziestoma poniżej zera. Ale niechby skrzył się śnieg w słońcu, niechby sypał grubymi płatami, wirował w światłach lamp ulicznych i skrzypiał pod butami. Jak w baśniach Andersena smile

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

3,179

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Zima łagodna? Hm patrząc po tym , co u mnie jest za oknem, to wolałbym zamiast + 4 stopni tak ze dwadzieścia mniej smile do tego z 10 cm śniegu..
A tak to nawet teraz gór nie widzę a to najszybszy powód do depresji big_smile - oczywiście żartuję smile

Co do pytania: ciężko powiedzieć, raczej musiałbym się zastanowić co musiałbym zmienić, gdyby miał wejść z kimś w związek. Mam swoje przyzwyczajenia już teraz, jako singiel i raczej specjalnie nie myślę, żęby je zmieniać..Widzę raczej, że teraz znaczną część czasu poświęcam na takie aktywności, na które nie miałbym czasu będąc w związku..Zatem jeśli miałby JESZCZE COŚ zmieniać to tylko jeszcze wiećej czasu i energii na aktywności "pozazwiązkowe".

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

3,180

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Rossanko, słabo się na nerwicach znam, ale zdaje mi się, że głównym rysem tej choroby jest urastanie jakiegoś aspektu do gigantycznych rozmiarów.
Może zbyt dużą wagę przywiązałaś do swojej choroby? Możę warto powiedzieć sobie i innym: "No, mam nerwicę. No i co z tego?" i po prostu "wziąć ją pod rękę". Może taka oswojona i niedemonizowana da się łatwiej obłaskawić?
Jakoś sobie nie wyobrażam, że mądry facet odrzuci fajną i mądrą (chyba taka jesteś) dziewczynę tylko z powodu nerwicy. Może to ona sama siebie odrzuca?

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

3,181

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Przewrotny pytanie, jakbyście wiedzieli, że będziecie sami do końca życia,  to jak by wyglądało to życie? Zmienilibyscie coś? Jakieś duże zmiany, czy przeciwnie, małe? Czy nic byście nie zmienili?
Ps, dzięki za dobre słowa,  wpisów powyżej,  teraz nieczęsto tu zaglądam,  bo dołuje  mnie ten wątek.  A teraz przeżywam coroczny dół, od 7 lat, czyli święta,  mam nadzieję,  że szybko miną.
Poza tym skupiam się na rzeczywistości i chwili obecnej.
Trochę żałuję też,  że te ileś lat temu zaczęłam tu pisać,  trochę fajnych rzeczy z tego wynikło, a trochę mniej fajnych, bo zaczęłam sie w pewnym momencie zamykać na znajomości. Miało to związek z nerwica, wiele osób pisało,  że nie chciałoby w związku z takimi osobami. Albo, że najpierw powinno się zająć sobą,  wyleczyć to a dopiero potem się wziąć za związek.  Niestety, tego całkowicie nie wylecze, co się okazalo.
Ale niejako sama sobie byłam winna, że tak sobie wzięłam do serca te zdania z forum,  co było całkiem bez sensu.Niepotrzebnie wtedy na parę lat izolowalam  się podświadomie od relacji.także forum forumem,  ale trzeba uważać.
Co by nie powiedzieć,  "zwiazkowo" poszło wszystko w całkiem innym kierunku,  niż sobie wymarzylam.
Miłego dnia wszystkim. Dobrze, że przynajmniej zima łagodna,  to napawa optymizmem.
Acha. Zauważyłam,  że im bardziej się czegoś chce, tym bardziej się tego nie ma.

Nie zmienilabym praktycznie nic, bo moj maz zyje w moim swiecie, to raczej dla niego zycie by sie zmienilo.
Napewno bym sie cieszyla, problem z glowy, ze nie musze sie zastanawiac juz nad tym aspektem zycia.

Weszlam w zwiazek majac nerwice, bedac prawie juz jak opetana przez szatana. Ze szczeka zacisnieta ciagle, ze az moj glos sie zmienial od tego. Z roznymi dziwnymi objawami. Moj maz nadal chcial ze mna byc i rozmowy z nim pomogly mi sie wyleczyc, bo to bylo ciagle wyzwanie w sensie psychologicznym.
Zwiazek ucierpial, oczywiscie, ze tak. Jednak koniec koncow nadal jestesmy razem.
Pewnie, ze mozna wejsc w zwiazek z nerwica. Nie, nie musisz byc wyleczona wczesniej.
I tak, sa ludzie, ktorzy nigdy nie zechca kogos z nerwica. Sa tez ludzie, ktorzy nigdy nie zechca brunetki/blondynki/chudej/grubej/wysokiej/niskiej.
Zawsze beda ludzie, ktorzy nas nie chca.

'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.'

3,182

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Rossanko ja wprawdzie swoja nerwice zdiagnozowalam stosunkowo niedawno ale mysle, ze towarzyszyla mi ona juz od dawna w roznym stopniu. Mimo to mam meza, jego milosc i wsparcie i nie uwazam zeby akurat ta choroba polozyla sie cieniem na naszym zwiazku. Tak jak napisala wyzej Piegowata, w nerwicy chodzi w duzej mierze o wsluchiwanie sie w sposob przesadzony w swoje problemy fizyczne i emocjonalne i nadawanie im sztucznie nadmuchanych rozmiarow. Dlatego ja swoja nerwice staram sie traktowac jako chorobe jak kazda inna, nie epatowac nia ani w stosunku do bliskich ani dalszych znajomych i "nie karmic" tej choroby wlasnym nakrecaniem sie jak to ona moze mi zniszczyc zycie. Naprawde ludzie z gorszymi schorzeniami znajduja szczescie w milosci. Mysle, ze chodzi raczej o to zeby w byciu w zwiazku nie upatrywac lekarstwa na ta przypadlosc. Partner nie ma byc naszym terapeuta, mamy oczywiscie prawo do gorszych momentow ale zwiazek swoja droga a leczenie i praca nad choroba swoja droga.

3,183

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:

Przewrotny pytanie, jakbyście wiedzieli, że będziecie sami do końca życia,  to jak by wyglądało to życie? Zmienilibyscie coś? Jakieś duże zmiany, czy przeciwnie, małe? Czy nic byście nie zmienili?

Jakby jakiś duszek mi powiedział, że do końca życia będę sam to na nic by to nie wpłynęło.
Tak samo jakby mi powiedział, że jutro przed wyjściem z domu założę buty na stopy - kompletnie ta wiadomość nic nie zmienia.

3,184

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piegowata'76 napisał/a:

Witaj, Rossanko smile

Odpowiedź na Twoje pytanie gotową mam od lat: żyłabym jak żyję i nie pozwoliłabym odebrać sobie radości życia z tego tylko powodu, że jestem singlem. Niczego specjalnie nie zmieniłabym. Wiadomo, że każda sytuacja generuje nieco inny tryb życia, nieco inne problemy, tudzież korzyści, ale generalnie prowadziłabym najnormalniejsze w świecie życie, zupełnie jak teraz.

Nie żałuj pisania na forum, bo nie tylko negatywy z tego wynikły, jak sama zauważasz.

Pomyślałam, że właśnie nie robiłam pewnych rzeczy bo "czekałam"na związek co było głupie. Albo robiam pewne rzeczy zachowywałam się tak i tak, aby być w związku, co też było głupie. Najlepsze lata zeszły mi na bezproduktywnych czynnościach, które miały doprowadzić mnie do związku.




Piegowata'76 napisał/a:

A co do opinii innych, miej swoje zdanie i rób swoje.
Mnie też różne rzeczy pisano i mówiono (w realu). Brałam pod uwagę cudze opinie, bo miałam mnóstwo rozterek, ale w pewnym momencie zaczęło mnie to wszystko męczyć, irytować i stwierdziłam, że nikt za mnie życia nie przeżyje, że pewne decyzje chcę podjąć na własne ryzyko i odpowiedzialność.  (...)


Radzono mi też na forum, by nie opowiadać o swoich ciężkich przejściach zdrowotnych, by nie przestraszyć potencjalnego partnera.
Jestem teraz z kimś, kto wie o tym wszystkim i jakoś go to nie zraziło.
Nie żebym chwaliła się na dzień dobry, ale potraktowałam sprawę naturalnie, jako jeszcze jeden temat do rozmów. Nie ukrywałam, nie udawałam, gdy pojawiało się jakieś pytanie (np. o bliznę pooperacyjną), odpowiadałam szczerze. I tę postawę osobiście uważam za jedynie słuszną.
Gdyby moja choroba miała być powodem braku akceptacji - to, przepraszam, ale chyba nie warto żałować.
Tak, wiem, że to się ogromnie łatwo mówi. Też musiałam popracować (mocno!) nad sobą i tą odwagą.
Do takiego myślenia potrzebne jest - myślę - wyzbycie się lęku przed samotnością właśnie, przed odrzuceniem.
Z tego strachu powiedziałam kiedyś PP: "Weź, ty się wreszcie wk...w i mnie zostaw".
Nie zostawił smile

Miałam coś podobnego, słyszałam głosy, że co innego gdy obecny partner nagle zachoruje na nerwice, a co innego, jak to jest nowo poznana osoba- wtedy znakomita większość powiedziała, że  nie weszłaby w taki związek. Głupio sobie to wbiłam do głowy, że mają rację, a może jak to wyleczę, to dopiero zabiorę się za relacje.
Nie wyleczyłam.
Chyba trzeba znależć kogoś kto by to zaakceptował, avczkolwiek jest to krępujące.
PS. Ten PP to jakiś cierpliwy jest smile ( bardzo dobra cecha).

3,185

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
bagienni_k napisał/a:

Co do pytania: ciężko powiedzieć, raczej musiałbym się zastanowić co musiałbym zmienić, gdyby miał wejść z kimś w związek. Mam swoje przyzwyczajenia już teraz, jako singiel i raczej specjalnie nie myślę, żęby je zmieniać..Widzę raczej, że teraz znaczną część czasu poświęcam na takie aktywności, na które nie miałbym czasu będąc w związku..Zatem jeśli miałby JESZCZE COŚ zmieniać to tylko jeszcze wiećej czasu i energii na aktywności "pozazwiązkowe".

Och, przyzwyczajenia każdy ma, czy to singiel, czy męzatka/żonaty, to akurat naturalne. Nawet dzieci mają swoje przyzwyczajenia.
Mi się zdaje, że jak związek ma coś ograniczać, to to nie jest zaden związek, ale niewola. Więc  grunt to "znależć" taki, który nie ogranicza.


niepodobna napisał/a:

Rossanko! Nie myśl w taki sposób, że nerwica przekreśla możliwość relacji. To, że część ludzi jest uprzedzonych do osób z jakimkolwiek zaburzeniem psychicznym, nie znaczy że wszyscy, a nerwica jest dziś tak powszechna, że wręcz trudno by było znaleźć człowieka bez żadnych objawów. Twoje objawy zresztą raczej nie są tego rzędu, żeby uniemożliwiały związek. Nie sądzę, że robią komuś krzywdę. smile Szkodzą Tobie, nie innym. To Ty się z tym zmagasz. I co to by był za związek, kiedy w czyichś oczach przekreślałyby Cię twoje np lęki? Albo stany depresyjne? Na drzewo z czymś takim.
Nerwicy się nie da zupełnie wyleczyć i dlatego odkładanie na później aktywności czy relacji, na nieokreślony czas "po wyleczeniu" to ślepa uliczka. Może nawet być kolejnym sposobem na uniknanie tego, czego niby się chce, ale jednak budzi obawy. Najlepiej odłóż temat nerwicy w kontekście związkowym.
.

Właśnie chyba przestaję tak myśleć. Jak komuś nie będzie to we mnie pasowało, to trudno, co poradzę. Jak dla kogoś to nie będzie problemem - tym bardziej się ucieszę.]Nie jestem agresywna, nie latam z siekierą za ludźmi, nie mam wahań typu dziś zrywam, jutro wracam i tak  w kółko. Nie jestem wybuchowa, nie wymagam opieki i niańczenia.
Moze więc większość rzeczy ze mną w porządku? Kto wie.

Piegowata'76 napisał/a:

Rossanko, słabo się na nerwicach znam, ale zdaje mi się, że głównym rysem tej choroby jest urastanie jakiegoś aspektu do gigantycznych rozmiarów.
Może zbyt dużą wagę przywiązałaś do swojej choroby? Możę warto powiedzieć sobie i innym: "No, mam nerwicę. No i co z tego?" i po prostu "wziąć ją pod rękę". Może taka oswojona i niedemonizowana da się łatwiej obłaskawić?
Jakoś sobie nie wyobrażam, że mądry facet odrzuci fajną i mądrą (chyba taka jesteś) dziewczynę tylko z powodu nerwicy. Może to ona sama siebie odrzuca?

Oj tak, czasami "wydawało " mi się, że mam to niemal na czole wypisane: ludzie, uwaga, tu jest osoba z nerwicą. Serio. Nawet najbliższym koleżankom nic nie mówiłam. A jak miałam gorszy okres, to po prostu się z nimi nie spotykałam. Wolałam, aby pomyślały, że je "olewam" niż, że jestem "psychicznie chora". Co też było niezbyt mądre.

3,186

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Winter.Kween napisał/a:

Nie zmienilabym praktycznie nic, bo moj maz zyje w moim swiecie, to raczej dla niego zycie by sie zmienilo.
Napewno bym sie cieszyla, problem z glowy, ze nie musze sie zastanawiac juz nad tym aspektem zycia.

Weszlam w zwiazek majac nerwice, bedac prawie juz jak opetana przez szatana. Ze szczeka zacisnieta ciagle, ze az moj glos sie zmienial od tego. Z roznymi dziwnymi objawami. Moj maz nadal chcial ze mna byc i rozmowy z nim pomogly mi sie wyleczyc, bo to bylo ciagle wyzwanie w sensie psychologicznym.
Zwiazek ucierpial, oczywiscie, ze tak. Jednak koniec koncow nadal jestesmy razem.
Pewnie, ze mozna wejsc w zwiazek z nerwica. Nie, nie musisz byc wyleczona wczesniej.
I tak, sa ludzie, ktorzy nigdy nie zechca kogos z nerwica. Sa tez ludzie, ktorzy nigdy nie zechca brunetki/blondynki/chudej/grubej/wysokiej/niskiej.
Zawsze beda ludzie, ktorzy nas nie chca.

Hmm to ciekawe. Czyli poznał Cię w okresie zaostrzenia objawów jak rozumiem, a mimo to nie uciekł. To już o czymś świadczy.  Też mi się wydaje , ze powinno sie wspierać, gdy druga strona stara się panować nad objawami, ale kurcze, nie zawsze to wychodzi. A czasem im bardziej je chcesz kontrolować tym bardziej one Cię męczą. Istne szaleństwo. Jedno napędza drugie.
I widzisz, a ja sobie zakodowałam, ze się muszą wyleczyć najpierw no i nie wyszło. Idąc tym tropem to powinnam być już zawsze sama, co oczywiście jest niedorzeczne (tzn takie myślenie)..

feniks35 napisał/a:

Rossanko ja wprawdzie swoja nerwice zdiagnozowalam stosunkowo niedawno ale mysle, ze towarzyszyla mi ona juz od dawna w roznym stopniu. Mimo to mam meza, jego milosc i wsparcie i nie uwazam zeby akurat ta choroba polozyla sie cieniem na naszym zwiazku. Tak jak napisala wyzej Piegowata, w nerwicy chodzi w duzej mierze o wsluchiwanie sie w sposob przesadzony w swoje problemy fizyczne i emocjonalne i nadawanie im sztucznie nadmuchanych rozmiarow. Dlatego ja swoja nerwice staram sie traktowac jako chorobe jak kazda inna, nie epatowac nia ani w stosunku do bliskich ani dalszych znajomych i "nie karmic" tej choroby wlasnym nakrecaniem sie jak to ona moze mi zniszczyc zycie. Naprawde ludzie z gorszymi schorzeniami znajduja szczescie w milosci. Mysle, ze chodzi raczej o to zeby w byciu w zwiazku nie upatrywac lekarstwa na ta przypadlosc. Partner nie ma byc naszym terapeuta, mamy oczywiscie prawo do gorszych momentow ale zwiazek swoja droga a leczenie i praca nad choroba swoja droga.

Nie, tego akurat nigdy nie rozpatrywałam w tych kategoriach, ze partner mnie wyleczy z objawów, choć jak mówiła psychiatra i psycholog -  wsparcie bliskiej osoby może wiele zdziałać. Nie, ze to ma być całkowite lekarstwo na ną przypadłość, ale pomoc, czy nawet bycie obok może dawać wyciszenie. Chodzi mi o to, ze mąż czy żona to nie ma być rodzic-opiekun ale taki ktoś  przy kim jest bezpiecznie i czuje się akceptacje - coś takiego mi chodzi po głowie, oraz porozumienie.
No i widzisz, a dla mnie moja nerwica jest tak jakby rozdmuchana i urosła mi w głowie do gigantycznych rozmiarów,  a patrząc z boku nigdy byś nie powiedziała. A i faktem było, że dużo energii wkładałam w przeszłości w jej ukrywanie -  to bardzo wypala.
A teraz mi wszystko jedno. Tzn to są głupie objawy, ale co poradzę, mam je i co. I tyle. W sumie miałam je po 30, po 20 , jako nastolatka, jako uczennica podstawówki - nie wiem jak to jest tego nie mieć.

3,187

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Wydaje mi się, że ZAWSZE, w mniejszym lub większym stopniu, KAŻDY związek oznacza pewne ograniczenie każdej ze stron. Wszystko dotyczy zapewne koniecznych zmian w życiu osoby samej, jakie z czasem musi podjąć, aby się przystosować do życia we dwójkę, wspólnie z drugą osobą. Każdy posiada inny poziom tolerancji na zmiany i ograniczenia, to nie ulega wątpliwości. Widzimy tutaj, jak często wybuchają na tym tle konflikty, że czasmi się okazuje, iż jedna osoba nie jest w stanie dojrzeć do partnerstwa. Dlatego osoby cechująće się zbyt wielką indywidualnością i niezależnością może się czuć źle w przeciętnie wyglądającym związku.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

3,188 Ostatnio edytowany przez Piotr Introwertyk (2019-12-10 22:35:50)

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Po namysle co bym robil samotnie do konca zycia - staral sie miec grono przyjaciół,  znajomych wsrod ktorych dobrze sie czuję.
Edit ..juz to nawet robię.

3,189

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
rossanka napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:

Nie zmienilabym praktycznie nic, bo moj maz zyje w moim swiecie, to raczej dla niego zycie by sie zmienilo.
Napewno bym sie cieszyla, problem z glowy, ze nie musze sie zastanawiac juz nad tym aspektem zycia.

Weszlam w zwiazek majac nerwice, bedac prawie juz jak opetana przez szatana. Ze szczeka zacisnieta ciagle, ze az moj glos sie zmienial od tego. Z roznymi dziwnymi objawami. Moj maz nadal chcial ze mna byc i rozmowy z nim pomogly mi sie wyleczyc, bo to bylo ciagle wyzwanie w sensie psychologicznym.
Zwiazek ucierpial, oczywiscie, ze tak. Jednak koniec koncow nadal jestesmy razem.
Pewnie, ze mozna wejsc w zwiazek z nerwica. Nie, nie musisz byc wyleczona wczesniej.
I tak, sa ludzie, ktorzy nigdy nie zechca kogos z nerwica. Sa tez ludzie, ktorzy nigdy nie zechca brunetki/blondynki/chudej/grubej/wysokiej/niskiej.
Zawsze beda ludzie, ktorzy nas nie chca.

Hmm to ciekawe. Czyli poznał Cię w okresie zaostrzenia objawów jak rozumiem, a mimo to nie uciekł. To już o czymś świadczy.  Też mi się wydaje , ze powinno sie wspierać, gdy druga strona stara się panować nad objawami, ale kurcze, nie zawsze to wychodzi. A czasem im bardziej je chcesz kontrolować tym bardziej one Cię męczą. Istne szaleństwo. Jedno napędza drugie.
I widzisz, a ja sobie zakodowałam, ze się muszą wyleczyć najpierw no i nie wyszło. Idąc tym tropem to powinnam być już zawsze sama, co oczywiście jest niedorzeczne (tzn takie myślenie)...

Zdaniem mego meza, to tylko osoba, ktora jest bardzo podzielona konfliktem wewnetrznym moze byc caloscia.
Oczywiscie czesc jego fascynacji mna wynikalo z jego fascynacja moim stanem.
Moim umyslem ogolnie. Wraz z nerwica.
Nigdy nie pomagal mi w uspokajaniu moich objawow. Raczej wrecz przeciwnie.
Dla niego nic nie jest dziwne, nic nie jest bez sensu.

Ogolnie wielu ludzi ma ataki paniki i inne problemy. Nie tylko kobiety, sa tacy faceci co by znali dobrze Twoje objawy u siebie.
Nie znam facetow, ktorzy by uciekali. Znam wielu co by sie cieszylo, ze moze pocieszyc czy pomoc. W sensie, ze czuja sie rycerscy.

'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.'

3,190

Odp: pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat
Piotr Introwertyk napisał/a:

Po namysle co bym robil samotnie do konca zycia - staral sie miec grono przyjaciół,  znajomych wsrod ktorych dobrze sie czuję.
Edit ..juz to nawet robię.

Tak, tylko w pewnym wieku wszyscy znajomi, albo ich większość ma rodziny i nie mają czasu na samotnych znajomych...

"Kiedy przewróci się jedna karta, wali się cały domek. I nie ma jak się wydostać z gruzów. Dopóki ktoś nie przyjdzie i cię nie wyciągnie." H.Murakami

Posty [ 3,136 do 3,190 z 3,937 ]

Strony Poprzednia 1 56 57 58 59 60 72 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » pozbawcie mnie zludzen, mam 36 lat

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018