Uwazam, ze prawo uznajace eutanazje za zabojstwo jest niemoralne i oparte na czyms na czym nie powinno byc opierane prawo.
Jest zle powiedzialabym. Zdanie na temat eutanazji na 'nie' mozemy wyrazac w skrajnych wypadkach, kiedy osoba jest nieprzytomna i nie zostawila zadnych wskazowek wtedy mamy o czym dyskutowac, albo kiedy dotyczy ono nas osobiscie i naszej smierci. A nie zakazywac prawem osobie, ktora chce eutanazji. Co to ma byc?
Co do samobojstwa, to nie mieszajmy tego bo to co innego.
Jak ktos ma przed soba jakies dwa miesiace zycia, robiac pod siebie i wijac sie bolu to jego sytuacja jest skrajnie odmienna od np kogos kto bierze kokaine , tnie sie, mial zle dziecinstwo i ma mysli samobojcze.
Przeraza mnie, ze ktos moze powiedziec 'moze odmowic pozywienia' wyobrazam sobie mojego dziadka, ktory mial lat 80, lezal w lozku bo rak na kregoslupie uniemozliwil chodzenie, a nawet siadanie.
I wyobrazam sobie, ze jega decyzja byloby skrocenie swojego zycia, i co? Zaczyna sie glodzic tak? I umiera z glodu?
Moj dziadek kochany mialby umrzec z glodu?
I mialabym sie na to gapic? To jest wspolczucie?
Moim zasranym obowiazkiem jest pomoc czlowiekowi w potrzebie, jesli ta pomoc ma oznaczac szybkie i bezbolesne zesjcie z tego swiata to kazdy lekarz i kazdy czlowiek powinien sie zastanowic czy to jest takie niemoralne? Skrocic krotka i bolesna droge z ktorej i tak juz nie ma odwrotu?
Wkladac cala energie w opieke, w usmiezanie bolu i komfort dla tych, ktorzy chca zyc, tym ktorzy nie maja sily pomoc odejsc.
Uwazam, ze jestesmy tak egoistyczni, ze wyssamy powody z palca razem i ideami byle tylko nie mieszac sie w cos co jest dla nas trudne. Ale tym umierajacym ludziom kazemy trudy znosic.