Musisz iść do psychologa i to koniecznie, przyznać się co Tobą kieruje i uznać to za "błędny mechanizm", który da się zmienić bądź chociaż z nim efektywniej walczyć.
Powiem Ci, że jesteśmy bardzo do siebie podobne. Ja również rezygnuje z wielu rzeczy, imam się zajęć poniżej swoich kwalifikacji i również mam problem w byciu w związku, bo przecież na to nie zasługuje. Chodziłam do psychologa i to pomagało, tylko musisz zaufać, że to pomaga - tylko tyle bądź aż tyle. Jeżeli uda Ci się na to zdobyć myślę, że chłopak nie zrezygnuje z Ciebie. Ja również usłyszałam - mam dość, nie daje rady, zrób coś z tym. No i zrobiłam, a my nadal jesteśmy razem.
aha i psychologów też zmieniałam, gdzieś przy 5 udało się.
Życzę tego samego Tobie! Mocno ściskam.
67 2013-06-09 11:44:34 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-06-09 11:54:30)
fajka, nie masz pojęcia, jak mnie w tym momencie pocieszyłaś... więc jednak można być razem nadal po czymś takim...
Mam prośbę, mogłabyś opisać, co wtedy czułaś i jak udało ci się z tym poradzić? Bo ja swojego mam obecnie szczerą ochotę zamordować
czułam przy nim odrobinkę ciepła i poczucia bezpieczeństwa, a on to wziął i zniszczył... Boję się, że przy kolejnym spotkaniu wybuchnę płaczem i na tym się skończy ![]()
Jakoś nad ranem wpadłam na to, że "eeej, przecież to nie było serio... to był tylko taki kop w dupę na motywację..." - no nawet jeśli, to nie zmienia faktu, że wybrał najgorszą możliwą opcję. Na mnie krytyka nigdy, przenigdy nie działała motywująco, tylko kompletnie przeciwnie. Poza tym, nie ukrywałam nigdy, że mam problemy tego rodzaju, widziały gały, co brały, tak?! To nie fair! Może też sobie wymyślę taki rozkoszny warunek, niech schudnie w tydzień z 10 kilo... ![]()
O super, psycholog nie odbiera -.-
"czułam przy nim odrobinkę ciepła i poczucia bezpieczeństwa, a on to wziął i zniszczył... "
On niczego nie zniszczyl, wrecz przeciwnie, pokazal Ci, ze widzi problem i chce Cie wspierac w jego rozwiazaniu.
Powodzenia z psychologiem.
Wsparcie? Postawienie ultimatum "jak nie wyjdzie to koniec", serio?
Koleżanko, wykaż zrozumienie w jego stronę. Wyobraź sobie jak z Tobą ciężko się żyje.
Ty nie zapewniasz poczucia miłości i bezpieczeństwa. Bo Ty traktujesz związek jak biznes jakiś, Ty nie przyjeżdżasz się z nim zobaczyć tylko mu pomagać w robieniu różnych rzeczy, Ty spędzasz z nim dzień, a później mówisz, że dzień to czas zmarnowany bo on Ci pomagał w czymś. Czułabym się nie kochana przez Ciebie, niedoceniana, czułabym się jak partner do interesów, czułabym , że nie lubisz ze mną spędzać czasu.
On ma tego dosyć, Ty niby się starasz ale nic nie zmieniasz. Zwracał Ci uwagę to nic nie dawało.
Jest zdesperowany, kocha Cię, ale czuje się z Tobą źle i zmęczony.
Postawił ultimatum bo widocznie nic innego nie zadziałało.
Ja też bym postawiła.
Chcesz mu życie schrzanić i czas zmarnować nieudanym związkiem z Tobą? A będzie nie udany jeśli nadal taka będziesz.
On Cię kocha to widać. To naprawdę widać.
Ja bym Cię rzuciła bez żadnego ultimatum czy pogadanki.
I jeszcze do słuchu powiedziała.
Ale on ma cierpliwość i miłość w sobie.
Doceń to, a nie wściekasz się na niego, on też ma uczucia i to nie takie jak Ty byś chciała żeby miał, widzi świat swoimi oczami i to nie tak jak Ty sobie wyobrażasz.
Koleżanko, wykaż zrozumienie w jego stronę. Wyobraź sobie jak z Tobą ciężko się żyje.
Ty nie zapewniasz poczucia miłości i bezpieczeństwa. Bo Ty traktujesz związek jak biznes jakiś, Ty nie przyjeżdżasz się z nim zobaczyć tylko mu pomagać w robieniu różnych rzeczy, Ty spędzasz z nim dzień, a później mówisz, że dzień to czas zmarnowany bo on Ci pomagał w czymś. Czułabym się nie kochana przez Ciebie, niedoceniana, czułabym się jak partner do interesów, czułabym , że nie lubisz ze mną spędzać czasu.
On ma tego dosyć, Ty niby się starasz ale nic nie zmieniasz. Zwracał Ci uwagę to nic nie dawało.
Jest zdesperowany, kocha Cię, ale czuje się z Tobą źle i zmęczony.
Postawił ultimatum bo widocznie nic innego nie zadziałało.
Ja też bym postawiła.
Chcesz mu życie schrzanić i czas zmarnować nieudanym związkiem z Tobą? A będzie nie udany jeśli nadal taka będziesz.
On Cię kocha to widać. To naprawdę widać.
Ja bym Cię rzuciła bez żadnego ultimatum czy pogadanki.
I jeszcze do słuchu powiedziała.
Ale on ma cierpliwość i miłość w sobie.
Doceń to, a nie wściekasz się na niego, on też ma uczucia i to nie takie jak Ty byś chciała żeby miał, widzi świat swoimi oczami i to nie tak jak Ty sobie wyobrażasz.
Zgadzam się w 100%!
Jedna uwaga: sam jest sobie winien skoro wstąpił ze mną w związek wiedząc, że jestem jaka jestem. Gdyby chodziło o coś innego, np Kazał mi powiększyć sobie biust, to wszyscy zgodnie by stwierdzili, że jest potworem... Tylko, że ja już bym wolała to, bo wystarczyłoby robić odpowiednie ćwiczenia, ewentualnie zebrać pieniądze na operację.
Gdyby to było coś wymagające wysiłku intelektualnego, czy fizycznego, to spoko, ogarnęłabym. Ale zmienić... no, właściwie przemeblować praktycznie całą psychikę, do tego trzeba czegoś innego (no właśnie - czego??). Kompletnie nie mam pojęcia, jak się do tego zabrać, a on mi nie zamierza tego powiedzieć, bo po co. Jak wymagasz czegoś od kogoś (czegoś, z czym ten ktoś ewidentnie sobie nie radzi zwłaszcza), to może warto byłoby podsunąć jakieś środki, cokolwiek? Przecież to nie jest tak, że mi jest z tym dobrze, wręcz przeciwnie.
Szukam kogoś, komu się udało i mam nadzieję dostać jakąś podpowiedź chociaż, jeśli nie pełną metodę. Bo serio, mogę zrobić całkiem sporo, jeśli mam jasno powiedziane CO.
72 2013-06-09 15:04:25 Ostatnio edytowany przez BabaOsiadła (2013-06-09 15:05:23)
Ja, ja, ja, mnie, mnie, mnie... Spider, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że:
-przez Twoje zachowanie codziennie po trochu zabijałaś w Twoim chłopaku miłość do Ciebie?
-teraz, gdy on już jest tak zraniony, że rozważa odejście od Ciebie, Ty strzelasz focha, jaki to z niego gnojek
? Facet zdobył się na krzyk rozpaczy, nie rozumiesz? A Ty ani razu nie napisałaś "kurczę, ranię go, muszę zrobić coś, żeby poczuł moją miłość", tylko "zawiódł moje zaufanie, bezczelny, jak on mógł mi to zrobić, jestem jaka jestem i morda w kubeł, a jak nie pasi, to won, zemszczę się"...
No weźże się opanuj, bo to porównanie z odchudzaniem było tak nietrafione, że zaczynam się zastanawiać, czy to nie prowokacja...
Jesteś tak skupiona na sobie, że nie zauważasz ludzi dookoła i ich potrzeb. Przerażające.
73 2013-06-09 15:11:32 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-06-09 15:14:41)
Dokładnie.
Musisz zauważyć, że Twoje problemy zniszczą KAŻDY Twój związek. To nie jest kwestia gustu tak jak rozmiar biustu.
Naprawdę.
Ja mam taki charakter, że im bardziej mi na kimś zależy tym bardziej go kąsam i jestem nastawiona jak do wroga.
Ale nie ma , że boli musiałam to ogarnąć bo bym przecież kąsała męża , który mnie kocha też.
I związek by się rozpadł.
Tyle, że jak on mi powiedział, że ja wbijam ciągle nóż i przekręcam to naprawdę było mi przykro, że jemu jest tak źle z tym.
On Ci nie ma dać gotowej recepty, no sorry. Ty masz iść do psychologa. Ty schrzaniłaś Ty naprawiaj.
A może on nie ma siły Ci dawać instrukcji konkretnej? Może jest rozgoryczony i zraniony i nie chce się poniżać pokazując Ci wszystko paluszkiem, może tak chciał Ci z lekka po złości zrobić bo emocje go ponoszą.
Ty tylko wymagasz cały czas.
Czy Ty widzisz, że jemu moga puścić nerwy, on też ma emocje , które się kotłują? Problemy? Bolączki swoje? Nie musi być poprawny szczególnie w sytuacji kiedy jest zraniony. Nie tylko Ty zasługujesz na zrozumienie.
74 2013-06-09 15:18:26 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-06-09 15:21:05)
-teraz, gdy on już jest tak zraniony, że rozważa odejście od Ciebie, Ty strzelasz focha, jaki to z niego gnojek
? Facet zdobył się na krzyk rozpaczy, nie rozumiesz? A Ty ani razu nie napisałaś "kurczę, ranię go, muszę zrobić coś, żeby poczuł moją miłość", tylko "zawiódł moje zaufanie, bezczelny, jak on mógł mi to zrobić, jestem jaka jestem i morda w kubeł, a jak nie pasi, to won, zemszczę się"...
No weźże się opanuj, bo to porównanie z odchudzaniem było tak nietrafione, że zaczynam się zastanawiać, czy to nie prowokacja...
Jesteś tak skupiona na sobie, że nie zauważasz ludzi dookoła i ich potrzeb. Przerażające.
Żadna prowokacja, słowo. Po co komu by to było? To nawet nie jest śmieszne.
"kurczę, ranię go, muszę zrobić coś, żeby poczuł moją miłość" - nie napisałam, bo to chyba oczywiste? Ale wciąż nie wiem, co by to miało być. I cały czas się boję, że cokolwiek wymyślę, okaże się niewystarczające. Dość straszne uczucie. Żal i wściekłość swoją drogą, co poradzić.
Pewnie nietrafione, bo chudnięcie to jest pikuś w porównaniu z takim warunkiem.
Bez tego i tak wasz związek by się rozpadł, więc co za różnica czy on to na głos powiedział?
Jakby zaczął nadużywać alkoholu to też byś warunków nie stawiała?
76 2013-06-09 15:50:51 Ostatnio edytowany przez BabaOsiadła (2013-06-09 15:53:24)
"kurczę, ranię go, muszę zrobić coś, żeby poczuł moją miłość" - nie napisałam, bo to chyba oczywiste?
Dla mnie oczywiste. Ale nie wiem, czy dla Ciebie też, skoro cały czas wypisujesz, wybacz, idiotyzmy, że TO ON CIĘ ZRANIŁ. A on po prostu widzi, że jesteś niezdolna do stworzenia szczęśliwego, normalnego związku, jest mu z Tobą źle, ale tak bardzo Cię kocha, że zamiast odejść już dziś i mieć święty spokój, prosi Cię, byś się zmieniła.
Ale wciąż nie wiem, co by to miało być. I cały czas się boję, że cokolwiek wymyślę, okaże się niewystarczające. Dość straszne uczucie. Żal i wściekłość swoją drogą, co poradzić.
Pewnie nietrafione, bo chudnięcie to jest pikuś w porównaniu z takim warunkiem.
Jak to nie wiesz, co to ma być? Przecież i my Ci tu piszemy, co robisz źle, i chłopak też na pewno wiele razy Ci mówił, co go rani. Problem w tym, że Ty tych argumentów do siebie nie dopuszczasz, tylko z nimi polemizujesz, na zasadzie:
-Spider, jak chłopak się z Tobą świetnie bawi pomagając Ci z latawcem, to przytul się i podziękuj za chęć pomocy i miło spędzony dzień, a potem upiecz mu w rewanżu ciasto i spędźcie romantyczny wieczór.
-Nie no, coś ty! Przecież to był beznadziejny dzień, latawiec nie lata, chłopak na pewno wcale się dobrze nie bawił, tylko marnował czas na mnie i mój durny latawiec, namęczył się, Boże, co ja teraz zrobię, muszę nauczyć się jego branży, żeby móc mu 5 godzin pomagać przy komputerach, tak jak on pomagał mi 5 godzin przy moim projekcie, inaczej mnie rzuci!
Czyli chłopak swoje, psycholog swoje, forumowicze swoje, a Ty się zacięłaś.
77 2013-06-09 16:09:31 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-06-09 18:10:37)
NinaLafairy ale Twój... z tego, co piszesz, nie rozpadł się mimo wszystko?
Wiem, że schrzaniłam, wiem, że zapewne nieraz go zraniłam... w zasadzie kompletnie nieumyślnie, ale nieważne. To wcale nie jest przyjemne żyć z tą świadomością.
Domyślam się też, że może nie mieć ochoty prowadzić mnie za rączkę, tłumaczyć wszystkiego jak dziecku, wielokrotnie mówił, że muszę sama to zrobić (właściwie czemu...?). No i próbuję, próbuję, a nie wychodzi.
Pójdę do psychologa (wciąż usiłuję się dodzwonić, ale cóż, w końcu mamy niedzielę) i skończy się tak samo: będę gadać, on mi każe wykonywać jakieś ćwiczonka, ja je będę robić nie mając pojęcia, czy to coś da... I jak po paru dniach nie będzie efektu, to się zdołuję jeszcze bardziej. Błędne koło.
Naprawdę chciałabym pogadać z kimś komu się udało. Psycholog, internet, książki - wszystko fajnie, porady, ciekawe techniki i w ogóle, ale przydałby się jakiś namacalny dowód, że MOŻNA. Lepsza taka motywacja niż paraliżujący strach.
Hm, trafny argument z tym alkoholem. Jakby nie patrzeć i to i to niszczy. Pewnie też bym chciała, żeby coś z tym zrobił, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że to może nie być szybkie, łatwe i przyjemne. Ale wspierałabym go w drodze do celu, a nie "radź sobie sam.
Jak to nie wiesz, co to ma być? Przecież i my Ci tu piszemy, co robisz źle, i chłopak też na pewno wiele razy Ci mówił, co go rani. Problem w tym, że Ty tych argumentów do siebie nie dopuszczasz, tylko z nimi polemizujesz, na zasadzie:
-Spider, jak chłopak się z Tobą świetnie bawi pomagając Ci z latawcem, to przytul się i podziękuj za chęć pomocy i miło spędzony dzień, a potem upiecz mu w rewanżu ciasto i spędźcie romantyczny wieczór.
-Nie no, coś ty! Przecież to był beznadziejny dzień, latawiec nie lata, chłopak na pewno wcale się dobrze nie bawił, tylko marnował czas na mnie i mój durny latawiec, namęczył się, Boże, co ja teraz zrobię, muszę nauczyć się jego branży, żeby móc mu 5 godzin pomagać przy komputerach, tak jak on pomagał mi 5 godzin przy moim projekcie, inaczej mnie rzuci!Czyli chłopak swoje, psycholog swoje, forumowicze swoje, a Ty się zacięłaś.
Zapomniałam napisać, że nie umiem piec ciast
Poza tym, już dawno wyszło na to, że sedno tkwi w tym, że nie potrafię ogarnąć, że jakieś moje działanie (które osobiście uważam za nic, za pie*dołę, za przeproszeniem) inni mogą odebrać albo jako mega radość albo mega przykrość, no bo jak to...? "Mój uśmiech może kogoś cieszyć, wolne żarty, to jest nic! Forsa, wykształcenie i praca się liczy!" Tak mi wmawiano i tak zostało. Jakkolwiek to się może wydawać durne, niestety, tak jest. I nie mam do nikogo pretensji za ostre słowa, zasłużyłam na to. Pewnie sama bym komuś takiemu palnęła w łeb i poprawiła glanem.
Fajnie by się było tego oduczyć, ale fajnie też byłoby się dowiedzieć jak. Albo czy chociaż jest to osiągalne, bo niestety, nie widzę tego. Mogę sie bardziej pilnować, ale to raczej doraźne wyjście, bo kiedyś i tak stracę czujność i katastrofa gotowa.
No, a to, że chcę się nauczyć komputerów to nic...? Parę osób zaczęło dzielić jedną z moich pasji, bo uznali to za ciekawe i nie powiem, żeby to było niemiłe. Nawet całkiem fajne, mogliśmy o tym gadać, wymieniać się doświadczeniami itd... co w tym złego?
Eej, a może by tak... hipnoza? Czy tam autohipnoza, cokolwiek. Jeez, czemu wcześniej na to nie wpadłam... To najlepszy pomysł na świecie!
Mój związek się nie rozpadł, bo jak on mi o tym powiedział to ja to natychmiast zaczęłam zmieniać.
Tak samo jak nauczył się ze mną rozmawiać o swoich uczuciach.
A Ty sama masz tą drogę przejść, a to dlatego , że wtedy na pewno z niej wyjdziesz wygraną.
A Ty sama masz tą drogę przejść, a to dlatego , że wtedy na pewno z niej wyjdziesz wygraną.
Ale jak to zrobić? I skąd taka pewność?
może nie powinnam mówić na pewno. Ale jeśli coś się zrobi samemu tak jak ja dawno temu przeszłam ciężką drogę sama tak jest ona mocniejsza. Jeśli idziesz z kimś ciągle jak go zabraknie to wszystko znowu może się rozsypać. U mnie tak nie będzie. A miałam wiele problemów.
Okay, brzmi logicznie. Więc ponawiam pytanie "jak". Albo przynajmniej, jakich narzędzi użyć? Intelekt się przyda? Siła fizyczna? (nie mówię, że posiadam te cechy, ale cośtam się chyba wyskrobie
)
Wiesz, jeśli chcesz wiedzieć jak ja doszłam do siebie , to chodziłam dwa lata na terapie raz w tygodniu.
I boks trenowałam poza tym.
Te dwie rzeczy wyciągnęły ze mnie siłę jaką zawsze miałam, wróciły mi ją. Z tym, że ja jestem innym człowiekiem niż Ty, i na innej podstawie to była praca nad sobą.
Ale terapia myśle, że Tobie też pomoże.
Nie zrażałam sie szukając dobrego psychologa, poszłam tam z postanowieniem mówienia tylko prawdy i tylko tego co naprawdę myśle, bez hamulców. Chodziłam tam tak długo jak było trzeba i nie zrażałam się. Nie oczekiwałam cudów, a co najważniejsze zrobiłam to dla siebie tylko i wyłącznie.
Dzięki
Sztuki walki... Rozważałam to od dawna, tak naprawdę. To musi byc super, mieć świadomość, że w razie czego można się obronić... No i to takie męskie
Tylko że z moją posturą prędzej aikido, jeśli cokolwiek... no cóż, poszukiwania (tym razem porządne) czas zacząć ![]()
84 2013-06-09 22:04:32 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-06-09 22:05:37)
Ja mam 160 cm wzrostu i 45 kg wagi, więc spokojnie z moją posturą można haha nawet jeśli jest taka.
Ale idź do psychologa naprawdę. Ja mam silną wolę, dobry przykład z domu, Ty niekoniecznie. Moje poczucie wartości było zawsze w normie np.
85 2013-06-09 22:19:42 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-06-09 22:29:02)
To mi się głupio zrobiło
Jakieś 3 cm wzrostu więcej, ale otoczenie i tak uważa mnie za chuchro ![]()
Może psycholog odbierze jutro ten telefon. Oby. Ale iść i tak mogę najwcześniej za tydzień-dwa. Biedny gość...
Zresztą, kto wie. Może pewność siebie sensowniej będzie zbudować ucząc się czegoś pożytecznego z solidnym wyciskiem, niż rozdrapując (który to już raz?) rany w gabinecie... Chcę o tym wszystkim zapomnieć i po prostu żyć.
Nie da się tak od razu mówię. I nie musisz nic rozdrapywać w gabinecie.
Sportem nie naprawisz swojej psychiki.
A co z zasadą "w zdrowym ciele zdrowy duch"? Nigdy nie lubiłam sportu, nawet za dzieciaka kondycję miałam fatalną, szybko się męczyłam i zamiast osławionego przypływu endorfin ból i wkurzenie, więc rzecz jasna ograniczyłam wysiłek fizyczny do minimum. Może to był błąd. Nie twierdzę, że nagle wszystko się magicznie naprawi, ale uważam, że nie zaszkodzi
Jakoś tak głupio w młodym wieku mieć zadyszkę wchodząc po schodach na drugie piętro...
Na ogół rozdrapywałam... Zawsze pytano "czemu tak uważasz?" no i mówię... Przeżywać na nowo wszystkie różne kwaśne, złe rzeczy... Twierdzili, że tak ma być i że to pomoże, ale chyba nie do końca.
Przykro mieć rację ale czasami do tego musi dojść aby coś zmienić.
Chciałbym wylać kubeł zimnej wody na Twoją gorącą głowę. Sztuki walki : zapomnij , że bedziesz mogła się obronić . Nie taki jest ich cel i nie taki będzie efekt. Takim myśleniem wpędzisz się w kłopoty i ktoś zrobi Tobie poważną krzywdę.
Jednym z Twoich problemów jest wewnętrzny krytycyzm, który się leczy. Psycholog to dobry pierwszy krok. Zauważ, że teksty typu:"I jak po paru dniach nie będzie efektu, to się zdołuję jeszcze bardziej. Błędne koło." mówi krytyk , którego chcesz się pozbyć! On nie pozwala Ci zacząć. To jest najlepszy argument aby zrobić to i DOPROWADZIĆ DO KOŃCAmimo początkowych niepowodzeń i wolnego postępu.
Przestań zwalać odpowiedzialność na innych : "widziały gały co brały". G prawda. A widzą gały co tracą? Jego ultimatum jest dobre. Wyraża jego bezsilność wobec tej całej sytuacji. Wierz mi, jeśli mógłby związać Cię i zamknąć w piwnicy abyś z tego wyszła to by tak zrobił. Ale to nic nie da. Sama musisz się za to wziąć, nikt inny Cię do tego nie zmusi. Jeśli zrezygnyjesz/ nie zaczniesz to musisz ponieść tego wszystkie konsekwencje.
Chyba na dobry początek mogłabyś zacząć pisać pamiętnik. Pół strony na dzień. Nie więcej i nie mniej. Zapisuj tam wszystkie obawy, przemyślenia i wnioski, wszystko co "głupie" i całą rasztę . To będzie wstęp do terapii. Bądź szczera, bo jeśli nie będziesz przed samą sobą to upłynie dużo wody nim otworzysz się przed specjalistą a wtedy może być za późno aby odwrócić pewne sprawy.
Napisz do jednego z ekspertów forum , nie szukaj wymówki aby czekać bezczynnie dwa tygodnie na wizytę.
Ja mówiłam 'a ja nie chce o tym mówić, uważam, ze to rozdrapuje moje rany i mi nie pomaga'
Na tym polega terapia ze mowisz co myslisz,
90 2013-06-09 23:36:57 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-06-09 23:44:41)
Źle mnie zrozumieliście chyba. Nie uważam, żebym kiedykolwiek była w stanie powalić bandę dresów jednym palcem, dobrze wiem, że tak to działa tylko w filmach. Ale poważnie, odkąd pamiętam, chciałam się na coś takiego zapisać. Rozważałam jeszcze pole-dance, to dopiero ciekawa sprawa
"standardowe" sporty mnie zwyczajnie nudzą i tyle.
Przecież już dawno mówię, że pójdę do psychologa. Jutro pewnie odbierze ten telefon. Wypytam od razu, czy mam iść do psychiatry czy kogośtam innego (nie płacę mu ani grosza, nie ma interesu mnie trzymać, zwłaszcza, że pewnie już ma dość) Nie chcę nic negować znowu, ale jaki sens miałoby pisanie pamiętnika?
"Napisz do jednego z ekspertów forum", tzn? Jest tu psycholog internetowy, czy jak?
NinaLafairy - można i tak, ale takijeden tu z kolei pisze, że trzeba mówić o wszystkim... Więc jak to ma działać w końcu?
Wiesz jak? Mówisz o wszystkim o czym chcesz i czujesz sie na silach
Mowisz np 'uwazam ze powinnam wszystko rozdrapywac, ludzie tak mowia , ale ja nie chce tego robic'
tak to mowienie powinno dzialac. U mnie tylko na takiej zasadzie terapia zadzialala.
A ja dwóch dresów pokonałam , hehe.
A ja dwóch dresów pokonałam , hehe.
Szacun! ![]()
Powiem ci że chciałabym mieć taki problem jak Twój.
Wiem że ja po swoich trudnych chwilach poruszam bardzo temat akceptacji samej siebie, poczucia że też jestem wyjątkowa. U Ciebie zaczyna się rodzić trochę jego brak i zastopuj to bo będziesz zaraz myśleć po co On jest z Tobą jak ma tysiące innych dziewczyn wokół siebie.
a tymczasem z tego co napisałaś Twój facet jest super, cieszy się zwykłym dniem spędzonym z Tobą. Nie musicie robić niewiadomo jak fajnych rzeczy,uczestniczyć w imprezach, nie musisz dostarczać mu niewiadomo jakich wrażeń. najważniejsza jesteś dla niego Ty. i uwierz że to jest w tym najważniejsze i ciesz się tym.
Nie miałam wyjścia. Inaczej bym została zgwałcona w tunelu nocą.
95 2013-06-10 11:53:23 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-06-10 12:11:53)
Ale się obroniłaś. Skutecznie. Podziwiam Cię ![]()
Victoriam - no niestety, do tej pory myślałam, że właśnie trzeba. I wymyślałam różne rzeczy, żeby ciekawie było, bo jak nie, to się znudzi. I jeszcze zaczął męczyć mnie kompletny brak kasy, zaczęłam się czuć niczym... bo moje umiejętności są mniej przydatne światu niż jego. Ludzie chcą mieć sprawny komputer a nie latawce puszczać (autentyk. Komputer ma chyba każdy, ale nikt, nawet w mojej grupie na studiach latawca do tej pory nie puszczał... takie są fakty. Mój kierunek polega na robieniu owszem, ładnych i ciekawych, ale nikomu niepotrzebnych rzeczy. A nie zmienię, bo to jedyne, co umiem robić tak naprawdę
) Dopiero TERAZ widzę, że to chyba nie do końca tak. Wstyd się przyznawać, bo to coś, co powinno 5-cio letnie dziecko ogarnąć, ale cóż, tak wyszło ![]()
96 2013-06-10 12:11:00 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-06-10 12:11:18)
to było raczej nie trudne. Przewaga inteligencji tutaj nastąpiła.
A tak to w sumie nie zdarzyło mi się korzystać, poza brutalnym pobiciem którego się dopuściłam.
to było raczej nie trudne. Przewaga inteligencji tutaj nastąpiła.
A tak to w sumie nie zdarzyło mi się korzystać, poza brutalnym pobiciem którego się dopuściłam.
W przewagę inteligencji nie wątpię
Jakbym pokonała chociaż jednego, tobym się czuła fajna przez resztę życia ![]()
No niestety ja jakiejś szczególnie nie czuje, że to było fajne. Już milej wspominam to pobicie.
A co to było za pobicie? Oczywiście, jak nie chcesz, to nie odpowiadaj. To tylko ciekawość.
A ktoś znęcał się nad zwierzakiem, a to sposób by mnie doprowadzić do szału w kilka sekund.
Miałam parasol z solidną drewnianą rączką i zanim mi przyszło do głowy się powstrzymać z całej siły jaką mam, uderzyłam tą rączką w łeb. Aż ogłuszyłam idiotę. No a dalej to już poszło.
I bardzo dobrze! Oby miał nauczkę.
A ktoś znęcał się nad zwierzakiem, a to sposób by mnie doprowadzić do szału w kilka sekund.
Miałam parasol z solidną drewnianą rączką i zanim mi przyszło do głowy się powstrzymać z całej siły jaką mam, uderzyłam tą rączką w łeb. Aż ogłuszyłam idiotę. No a dalej to już poszło.
Siostro ![]()
Haha, jednak miałam szczęście, że zwierzakowi trzeba było udzielić pomocy, bo gdyby tak nic nie odwróciło mojej uwagi to być może bym zabiła.
Bo on już na kolanach błagał, a ja biłam jeszcze mocniej.
I dobrze. Dręczycielom zwierząt i innym kanaliom należy zrobić to samo. Szacun x2 ![]()
Bo on już na kolanach błagał, a ja biłam jeszcze mocniej.
I prawidłowo.
Przychodzi mi na myśl sytuacja mojej siostry gdy to czytam.Poznali się gdy jeszcze była w liceum potem, ona pochłonięta studiami, wyjazdami, pracami, zaliczeniami, bez kasy a on jej pomagał, cierpliwie czekał, chciał mieć dziecko ale jej nie w głowie to było, po studiach dopiero może przeciez rozwijać karierę. Były spory o kasę wreszcie, każdy mial dość, w wolnych chwilach chciala tez spędzać czas ze znajomymi ze studiów a nie tylko z nim. Chyba zrozumiał że rożnica wieku ( 7 lat no niby nie dużo) wieczne studuia i rożnica poglądow nie daje szans na przetrwanie. Rozstali się niedawno po 10 latach.
Już zaczynam rozumieć ideę zwierzania się z problemów na forach...
Eh, dzisiaj miala miejsce dość dziwna sytuacja z chłopakiem. Generalnie robię latawiec na zaliczenie - myślałam, że zdążę go zrobić, zanim chłopak do mnie przyjdzie, ale niestety, przeliczyłam się i kończyliśmy go razem. Jednak wciąż myślałam, że wszystko się opłaci, jak ta przeklęta rzecz poleci - ale nie bardzo chciał latać (a prototyp latał!), w dodatku trochę się połamał... Chyba nie muszę mówić, że trochę i mnie to podłamało. Już nawet nie chodzi o to zaliczenie, bo kilka drobnych korekt i poleci (chyba), ale o sam fakt straconego czasu z facetem. Miało być pięknie, a wyszła porażka. Ze sto razy go przepraszałam, że dziś było tak beznadziejnie i że to się nie powtórzy... A on do mnie, że nie uważa tego czasu za beznadziejny, bo ze mną (?!). I przykro mu, że uważam ten czas za bezsensowny i stracony.
Dodam, że nie chodzi tylko o ten jeden dzień. On mi bardzo często pomaga w różnych rzeczach związanych z moimi studiami (ma większe doświadczenie w takich technicznych rzeczach), a ja nie mam szansy mu pomóc w czymkolwiek, bo nie znam się na jego branży kompletnie (odkąd się znamy, trochę się to zmieniło, ale nie jestem w tym mądrzejsza od niego i raczej nigdy nie będę). W dodatku to on pracuje i często płaci za różne rzeczy, a ja, cóż, "jestem studentem i nie mam pieniędzy" (na sam ww. latawiec poszło już z 80 zł, a ile jeszcze może pójść...ratunku). Jak tylko mam pieniądze, to staram się płacić za siebie i kupować mu różne prezenty, ale jak na moje to wciąż za mało... Czuję się ciężarem i boję się, że wkrótce ode mnie odejdzie...
Ma ktoś jakiś pomysł, co z tym zrobić...? O pracę się mogę starać (jak zawsze) tylko na wakacje, mój kierunek niestety wymaga zbyt wiele. A rezygnować bym nie chciała... A może znowu sobie wymyślam jakieś głupoty...
Ps. Rozmawiałam z nim już o tym, jakby co. Twierdzi, że pieniądze nie mają znaczenia i że jestem wsparciem. "Wsparcie", też mi coś...
10 lat to nie taki zły wynik...
108 2013-06-12 18:35:47 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-06-12 18:36:29)
We wtorek do psychologa. Do tego nagrania autohipnotyczne do poduszki (nie wiem, czy to coś daje, ale niezły relaks w każdym razie), jakaś aktywność fizyczna... od biedy zwykły basen... Scumbag brain nie ma szans ![]()