netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

czy to juz koniec?

169 odpowiedzi22 153 wyświetleniazałożony przez 123ktoś, 26.05.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy to juz koniec?

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 170 z 170 ]

131

Odp: czy to juz koniec?
cyberbrain666666 napisał/a:
123ktoś napisał/a:

..mąż...się stara, ale ja..nie umiem sobie z tym poradzić, jeden dzień jest spokój, drugiego dnia wybucham jak wulkan i wywalam go z domu, ciągle płaczę, rozpamiętywuję wszystko...czy sobie z tym poradzę, czy prędzej nerwowo sie wykończe?

Tak może trwać lata efekt zdrady schudniesz 10 kilo w ciągu tygodni.
Lepiej go olej ciepłym moczem, proszę wręcz cię zostaw go, zwykle jest do jedno razy sztuka ale u ciebie wyczerpał wszystkie koła ratunkowe a nawet więcej.
Posłuchaj na pewno lepiej się poczujesz.
https://www.youtube.com/watch?v=dagWpsYvZfs

...narazie jest jak jest....zobaczymy, czy dam radę...to było 25lat wspolnie przeżytych(to nie jest 25 dni)...myślę...że gdyby mąż chciał odejść zrobiłby to (jeśli by chodziło o jakieś uczucie) i nic by go nie powstrzymalo,ja nie widzę u niego nawet tęsknoty za tamtą(dało by się chyba zauważyć),napisałeś, że wykorzystał wszystkie koła ratunkowe...no właśnie...i teraz zobaczymy, czy wypłynie na powierzchnię, czy pojdzie na dno...pisząc o tamtych innych wygłupach męża nie zaznaczyłam, że do spraw łóżkowych nie doszło...

132

Odp: czy to juz koniec?
123ktoś napisał/a:
cyberbrain666666 napisał/a:
123ktoś napisał/a:

..mąż...się stara, ale ja..nie umiem sobie z tym poradzić, jeden dzień jest spokój, drugiego dnia wybucham jak wulkan i wywalam go z domu, ciągle płaczę, rozpamiętywuję wszystko...czy sobie z tym poradzę, czy prędzej nerwowo sie wykończe?

Tak może trwać lata efekt zdrady schudniesz 10 kilo w ciągu tygodni.
Lepiej go olej ciepłym moczem, proszę wręcz cię zostaw go, zwykle jest do jedno razy sztuka ale u ciebie wyczerpał wszystkie koła ratunkowe a nawet więcej.
Posłuchaj na pewno lepiej się poczujesz.
https://www.youtube.com/watch?v=dagWpsYvZfs

...narazie jest jak jest....zobaczymy, czy dam radę...to było 25lat wspolnie przeżytych(to nie jest 25 dni)...myślę...że gdyby mąż chciał odejść zrobiłby to (jeśli by chodziło o jakieś uczucie) i nic by go nie powstrzymalo,ja nie widzę u niego nawet tęsknoty za tamtą(dało by się chyba zauważyć),napisałeś, że wykorzystał wszystkie koła ratunkowe...no właśnie...i teraz zobaczymy, czy wypłynie na powierzchnię, czy pojdzie na dno...pisząc o tamtych innych wygłupach męża nie zaznaczyłam, że do spraw łóżkowych nie doszło...

...nie radzę sobie, nie radzę...duszę, męczę, odtwarzam w głowie wszystko co jakiś  czas , wybucham, płaczę...jeszcze trochę a zwariuję,nie mam żadnych podejżeń(oprócz tego, że mąż nie chce tel. zostawić wtedy jak go o to proszę, mówi, że go w pracy potrzebuje),a dla mnie to już jest powód do zadręczania się....ciągle myślę, czy to napewno się skonczyło?

133

Odp: czy to juz koniec?

Nie wiem od czego zacząć...pogubiłam się.Ok ...zwyczajnie znowu wyszłam na ...naiwną(ja się chyba nie zmienię..chcę, ale nie daję rady).Ci co czytali moje posty, znają historię, więc nie chcę się powtarzać, opiszę ciąg dalszy.Otóż mąż kajał się,że wszystko skończone, kwiaty, kolacje, przeprosiny, zmiana nr kom.jaaa głupia nabrałam się na to.Coś mnie jednak gryzło w środku(pewnie kobieca intuicja), że to chyba się nie skończyło.Zrobilam podstęp ...napisałam jej smsa, że wiem o wszystkim, ona ...mi pisze, że ...mąż może dwa razy zadzwonił i spytał co słychać?(po przyjacielsku, super).Mąż ma zmieniony nr, więc byłam pewna, że to zagrywka z jej strony, więćc proszę ją o podanie nr (byłam tak mocno pewna, że poda mi jego stary nr, A ONA PODAJE NOWY).Nogi ugięły  się podemną, powiedziała, że jak zmienił, wysłal jej nowy smsem.Powiedzialam mu o wszystkim ...dostał szału, po co dzwoniłam, że on niczego jej nie dawał...musiała wziąść z ery(dobre).Dał mi swój tel.(że niby jest czysty)...ja znowu(powinnam się leczyć chyba)...udałam jego i pisałam z nią...wyciągając wszystko...dowiedziałam się, że ...pani chyba nie ma ochoty na trwały związek tylko na...(no właśnie).O tym też mu powiedziałam(zbieram dowody, mam wiele smsow od niej,w swoim tel.mogą mi się przydać).Nie rozumiem jednego....dlaczego ona mi o wszystkim mówi, a pózniej jego przeprasza ,że niechcący to zrobiła?....co jest grane, mam swoją teorię na ten temat...ale chce poznać waszą...gdyby kobiecie zależalo na facecie...w życiu by go nie wydała....to się chyba nigdy nie skończy....chociaż dostałam smsa...jesteście siebie warci....i narazie niby cisza(ale czy napewno?).

134

Odp: czy to juz koniec?

Jej zależy. I wie ze jak rozpieprzy wasze małżeństwo to on do niej przyjdzie.
Więc ci wszystko mówi.

135

Odp: czy to juz koniec?

Też tak myślalam, ale jest jedna niewiadoma....on chciał iść do niej, ale ona powiedziała, że nie jest gotowa na stały związek...więc?...według mnie , ona chce, abym go z domu wykopała i pan będzie odwiedzać ją swobodnie...innej opcji nie widzę.

136

Odp: czy to juz koniec?

...chcę wyjaśnić skąd wiem,że on chciał być z nią...otóż zwyczajnie mi to powiedział,że był taki moment, ale ona nie chciała..mieszkać wspólnie, teraz niby przejrzał na oczy...a wczoraj mówię,ok codziennie zostawiasz całą historię w te.(tel.ma taką opcję,że  jesli się wykasowuje to cała historię)...była awantura, że tak go kontrolować nie będę...no właśnie, gdyby był czysty nie bał by się tego..

137

Odp: czy to juz koniec?

123ktoś - siedzisz z nim tylko dlatego, bo tamta nie chciała 'stałego związku"
on jest z tobą tylko dlatego, bo nie ma innych opcji

na co czekasz??
az tamta mu się znudzi?? przecież się zakochał, przecież był/jest gotów zostawić dotychczasowe zycie i zyć z nią, przeciez dla niej chce zmieniać swoje życie
az tamta się zgodzi go przyjąć na stałe?

przecież już go nie ma
przecież on z tobą nie zyje
przecież jesteś niewazna
przecież nie istniejesz dla niego


przecież jesteś samotna
przecież jesteś sama
przecież maż cię zostawił, opuścił, zdradził, odszedł

niewazne, czy fizycznie tutaj jest
odszedł
NIE MA GO

138

Odp: czy to juz koniec?

...nie wiem dlaczego z nim siedzę(chyba dlatego, że to było 25 lat)...gdyby się wyprowadził, nie zatrzymywałabym, ale on tego nie zrobi(bo jak widać nie ma gdzie iść, chociaż mówi...znasz mnie ...gdybym naprawdę chciał , zrobiłbym to).Nie wiem, nic nie wiem...(wiem tylko, że chudnę i przybywa mi włosów siwych).Ostro napisałaś, chyba potrzebowałam tego...chciałabym pogadać na gg

139

Odp: czy to juz koniec?

Reguły podczas zdrady są jasne:
- Strona zdradzona MA PRAWO przeżywać swój ból i rozpacz, to są naturalne uczucia, adekwatne do sytuacji. I nie przechodzą w przeciągu kilku dni, przeżywanie tego to są miesiące, czasem lata, a i tak zadra zostanie pewnie na całe życie
- Strona zdradzająca musi ponownie zapracować na zaufanie, co oznacza, ze dobrowolnie poddaje się kontroli i udowadnia, ze niczego nie kombinuje. To on ma być osobą, która stara się zyskać to zaufanie, a telefon jest dostępony z całą historią na każde zawołanie. To nie są fanaberie, to są PODSTAWY.

Niestety, ale Twój mąż zdradzał Cię, prawdopodobnie teraz też zdradza Cię, albo przynajmniej to planuje, a w przyszłości na 100% będzie zdradzał Cię dalej. Wystarczy kilka chwil spokoju w domu.

I jeszcze jedno: kochanka nie jest bez winy, ale winę za krzywdzenie Ciebie i za zdradę ponosi przed wszystkim Twój mąż.  To on ślubował Ci wierność, a nie kochanka. Gdyby to nie była ta kobieta,to byłaby inna. Byłaby na bank, bo źródło problemu tkwi w Twoim mężu. Być może wcale nie musiałaby być świadoma, że facet jest żonaty.

140

Odp: czy to juz koniec?
123ktoś napisał/a:

...nie wiem dlaczego z nim siedzę(chyba dlatego, że to było 25 lat)...gdyby się wyprowadził, nie zatrzymywałabym, ale on tego nie zrobi(bo jak widać nie ma gdzie iść, chociaż mówi...znasz mnie ...gdybym naprawdę chciał , zrobiłbym to).Nie wiem, nic nie wiem...(wiem tylko, że chudnę i przybywa mi włosów siwych).Ostro napisałaś, chyba potrzebowałam tego...chciałabym pogadać na gg

nie mam gg ktosko. mam maila tylko;)

141

Odp: czy to juz koniec?

Twojemu facetowi przydałby się porządny kopniak w tyłek. On musi poczuć, że może coś w końcu stracić. Jak to poczuje, to sytuacja zmusi go do określenia się w stosunku do jednej z Was. 

123ktoś - czy on jest tego wszystkiego wart? Jakim on był mężem?

142

Odp: czy to juz koniec?

Tak przydałby mu się kopniak...pytasz jakim był mężem?...odpowiem słowami koleżanki...ciepłe obiadki pod nos, kapciuszki, żonka od 25 lat ta sama...przewidywalna aż do bólu, znosząca wszystkie kaprysy...biedak się znudził , i adrenaliny potrzebuje(zna nas swietnie od zawsze i według niej to jest cała przyczyna).
   Czarna Kotko....kochanka wiedziała, że jest żonaty.

143

Odp: czy to juz koniec?
123ktoś napisał/a:

Tak przydałby mu się kopniak...pytasz jakim był mężem?...odpowiem słowami koleżanki...ciepłe obiadki pod nos, kapciuszki, żonka od 25 lat ta sama...przewidywalna aż do bólu, znosząca wszystkie kaprysy...biedak się znudził , i adrenaliny potrzebuje(zna nas swietnie od zawsze i według niej to jest cała przyczyna).
   Czarna Kotko....kochanka wiedziała, że jest żonaty.

Tracę siły, jak mieć pewność,że on wszystko zakończył?Niby wszystko jest ok, a ja ciągle drążę, szukam, wariuję.

144

Odp: czy to juz koniec?
123ktoś napisał/a:
123ktoś napisał/a:

Tak przydałby mu się kopniak...pytasz jakim był mężem?...odpowiem słowami koleżanki...ciepłe obiadki pod nos, kapciuszki, żonka od 25 lat ta sama...przewidywalna aż do bólu, znosząca wszystkie kaprysy...biedak się znudził , i adrenaliny potrzebuje(zna nas swietnie od zawsze i według niej to jest cała przyczyna).
   Czarna Kotko....kochanka wiedziała, że jest żonaty.

Tracę siły, jak mieć pewność,że on wszystko zakończył?Niby wszystko jest ok, a ja ciągle drążę, szukam, wariuję.

Czy możliwe jest to,żeby przejżał na oczy, może znowu usypia moją czujność?

145

Odp: czy to juz koniec?
123ktoś napisał/a:
123ktoś napisał/a:
123ktoś napisał/a:

Tak przydałby mu się kopniak...pytasz jakim był mężem?...odpowiem słowami koleżanki...ciepłe obiadki pod nos, kapciuszki, żonka od 25 lat ta sama...przewidywalna aż do bólu, znosząca wszystkie kaprysy...biedak się znudził , i adrenaliny potrzebuje(zna nas swietnie od zawsze i według niej to jest cała przyczyna).
   Czarna Kotko....kochanka wiedziała, że jest żonaty.

Tracę siły, jak mieć pewność,że on wszystko zakończył?Niby wszystko jest ok, a ja ciągle drążę, szukam, wariuję.

Czy możliwe jest to,żeby przejżał na oczy, może znowu usypia moją czujność?

Jak mieć pewność ,że nie semesują, nie dzwonią, tel. ma czasami wyczyszczony, ale twierdzi, że nie miał połączeń w ciągu dnia..

146

Odp: czy to juz koniec?
123ktoś napisał/a:
123ktoś napisał/a:
123ktoś napisał/a:

Tracę siły, jak mieć pewność,że on wszystko zakończył?Niby wszystko jest ok, a ja ciągle drążę, szukam, wariuję.

Czy możliwe jest to,żeby przejżał na oczy, może znowu usypia moją czujność?

Jak mieć pewność ,że nie semesują, nie dzwonią, tel. ma czasami wyczyszczony, ale twierdzi, że nie miał połączeń w ciągu dnia..

Jak dotrzeć do jego billingów, czy jest prosty sposób?

147

Odp: czy to juz koniec?

123ktoś, proszę, nie pisz posta pod postem. Jeśli chcesz coś jeszcze dopisać do swego poprzedniego posta, skorzystaj z opcji "edytuj" o czym mówi 12 punkt Regulaminu Forum.

148

Odp: czy to juz koniec?

123ktoś.......znalazłam cię......w moim przypadku była zdrada, odejście i powrót...nie jeden.....telefon zadzwonił a on już był gotowy do wyjścia....to tak w skrócie, pewno medal dostanę za to kiedyś wink jednak wytrzymałam i małżeństwo zostało ale......no własnie......to było kilka lat do tyłu, teraz z perspektywy czasu żałuje, że nie wzięłam rozwodu, zmarnowałam kilka ładnych lat swojego życia no ale cóż, wtedy uznałam, że postępuje jak trzeba......przyjmując marnotrawnego do domu myślałam że "przejrzał na oczy" i doszedł do wniosku, że jednak kocha mnie a nie tamtą, nic bardziej mylnego. Wiesz dlaczego wrócił? Teraz mogę powiedzieć: przy mnie było bezpiecznie, ja miałam na głowie wszystkie rachunki itp., obiad zawsze na stole. Dodam, że nigdy nie wspomniałam o jego wyskoku i kochance. Nie twierdze, że ja jestem bez winy, niestety zawsze wina jest po obydwu stronach, po jednej większa po drugiej mniejsza....Przez te kilka lat od tamtego zdarzenia było tak sobie ale z chwilą kiedy mnie otworzyły się oczy.......przykre ale prawdziwe.....ze strony już teraz mojego eks nie było nic w moją stronę....żadnego szacunku i nie mówię tutaj o biciu głową w podłogę z wdzięczności.....to ja dostałam do zrozumienia, że powinnam być wdzięczna, że on "pan i władca" zechciał do mnie wrócić. Jego zdaniem urodziłam się po to żeby służyć a na nodze powinnam mieć łańcuch, który sięga tylko od zlewu do progu......masakra. Nie chcę tutaj narzekać i go obrzucać bo i po co....nie pił nie bił.....nigdy nie usłyszałam komplementu z jego strony wręcz przeciwnie, że jestem stara gruba i brzydka....a jestem wręcz odwrotnie wyglądam jeszcze jeszcze, jestem  szczupłą osobą i podobno ładną kobietą, więc nie wiem o co chodziło.....chyba o zniewolenie i utratę mojej wartości, ale już dosyć tego......teraz jestem po rozwodzie i wiesz cieszę się....... lepiej późno niż wcale, żyć z kimś i być nieszczęśliwym? trzeba dużo odwagi....a wiesz co odpowiedział w sądzie na pytanie: czy kocha żonę?     "teraz już nie". Życie dało mi już po tyłku oj dało, ale staram się jak mogę, nawet wbiłam już sobie do głowy, że tak poprostu mam i zostanę sama. Nie mogę powiedzieć ci co masz zrobić i jaką podjąć decyzję, to ty musisz wiedzieć czego chcesz i czy tak chcesz dalej żyć? w kłamstwach i zdradach i znowu.......czy chcesz za wszelką cenę ratować coś czego być może już dawno nie ma? Wiem, to trudne decyzje, ale ileż można dawać szans? Tak mu dobrze bo wyprane ugotowane posprzątane. Wychodzac do kochanki zawsze ma wszystko czyste i nie musi tak naprawdę o nic się martwić........Musisz to przemyśleć i musisz wiedzieć co dla ciebie będzie lepsze a to wiesz tylko ty.....

149

Odp: czy to juz koniec?

Zuzia, nie wiem co robić, klamie łże, koszmar, a co mi radzisz z tym dzisiejszym tel. wykrytym zrobic?powiedziec mu?

150

Odp: czy to juz koniec?

Mój były maż też mnie zdradził( o jednej wiem ale myśle,że było ich wiecęj) i też próbowałam ratować moje małżeństwo przez 2 lata..nie wyszło bo ciągle będziesz go szpiegować podejrzewać i będzie Cię to wykańczać,mój były też płakał,błagał i sie zaklinał,jak powiedziałam dość to sie dowiedziałam że już od pół roku żyje w związku smile byliśmy 14 lat małżeństwem. Nie żałuje tej decyzji,teraz mamy normalne relacje(mamy syna) i on twierdzi że popełnił życiowy błąd ale wie,że czasu już nie cofnie.

151

Odp: czy to juz koniec?

Ty Karolina byłaś 14 lat małżeństwem, ja 25 nasze staże są długie.Mówisz,że 2 lata się mordowałaś?...widzisz, ale może Twój pan chciał się  wyprowadzić, mój nie ma takiego zamiaru, a wszystkie jego zdrady to tylko moje urojenia i szpiegowanie, bo on CHCE ŻYĆ ZE MNĄ NORMALNIE.Super co?...chyba i mnie czeka koniec..

152

Odp: czy to juz koniec?
123ktoś napisał/a:

Zuzia, nie wiem co robić, klamie łże, koszmar, a co mi radzisz z tym dzisiejszym tel. wykrytym zrobic?powiedziec mu?

123ktoś...powiem ci tak......poprosiłabym go na rozmowę....spokojnie bez emocji, bo one nie są dobrym doradcą a uwierz mi nic nie działa na przeciwnika tak jak stoicki spokój.....choćby nie wiem co się działo TY masz być spokojna i opanowana, wiem że to trudne ale da się, jeżeli mnie się to udało to wierzę że tobie też się uda....oczywiście wyłożyłabym karty na stół i powiedziałabym mu wszystko co mi dolega. I nie płacz bo to daje mu przewagę, pokaż, że jesteś gotowa na rozwód jeżeli on tego nie zmieni oczywiście jeżeli tylko tego chcesz, bo nic na siłę. I co to znaczy, że nie chce się wyprowadzić? źle mu u kochanki czy też kochanek? Wiesz ja jak podjęłam decyzję o rozwodzie też podjęłam rozmowę zanim złożyłam pozew bo uważa, że cała sztuka polega na kulturze rozstawania się, ale wiesz co było hm nie wiem czy śmieszne ale mnie wtedy dotknęło.....usłyszałam "ok chcesz rozwodu? dam ci go ale spakuj się i wyprowadź" to był ten kochający mąż, którego przyjęłam po odejściu. Wiesz...ja też wzięłam rozwód po 24 latach małżeństwa.....przeszłam ten ciężki czas. Teraz mam mieszkanie i syna, który jak mam potrzebę wspiera mnie. Oczywiście że też mam problemy ale o ile mniej........wracając do twojej sytuacji...trudno doradzać tak wiesz na pewniaka, bo każda sytuacja jednak czymś tam się różni....jedno mogę powiedzieć.....napewno jakoś wytłumaczy ci ten kolejny nr w telefonie a później znajdzie inny sposób na krycie swoich wyskoków...chociażby drugi telefon o którym ty nie będziesz miała pojęcia. Oj potrzeba matką wynalazku! Z tego co wyczytałam to nie jest pierwszy wyskok a praktyka czyni mistrza. Ja w swoim życiu zawsze tylko mówiłam, mówiłam i nic nie robiłam....szłam dalej aż w końcu zamiast mówić zaczęłam realizować swoje czyny....nie żałuję, ale ty musisz być świadoma i zdecydowana czy chcesz w tym tkwić, czy znajdziesz tyle sił w sobie......proszę cię pomyśl o sobie odrobinę zanim cokolwiek zdecydujesz ale rozmowa jak najbardziej.....uważnie go obserwuj, jak się zachowuje jak mówi...każdy szczegół a później pomyśl, przemyśl i zdecyduj.....myślę, że postawienie ultimatum albo albo też będzie wskazane....niestety życie jest piękne ale niestety ludzie są brutalni, więc nie daj się bo z cierpieniem daleko nie zajdziesz.....nie wiem czy akurat to moje pisanie cokolwiek ci pomoże, ale jestem z tobą.....pisz kiedy tylko bedziesz miała potrzebę i nie miotaj się sama ze swoimi myślami.....zawsze jestem do twojej dyspozycji, zawsze cię wysłucham.......wiem, że to pomaga.....jeżeli masz gg to odezwij się tam do mnie...częściej tam zaglądam..... 20686047

153

Odp: czy to juz koniec?

Pan mąż przyciśnięty do muru powiedział, że ten te.to nr znajomej, bo cos miał jej zalatwić(wcześniej powiedział, że nie zna tego nr. że to pomyłka).Próbowal niby dzwonić, ale ona nie odbierała(pewnie tak było umówione).Mój tel.też odebrała po 2 dniach...wszystkiego się zaparła, zakrzyczala, zaślinila(miala strach w glosie), powiedziala, że nikogo takiego nie zna.Mąż tez idzie w zaparte, wychodzi do pracy jakby nic się nie stało .Nioe widzę u niego żadnej skruchy, tylko ..krzyk, że mam opsesję i urojenia.Jak mu powiedzialam, że dowiadywałam sie o separację, dostał szału.Prosilam też żeby wziął billing, ...nic z tego.

154

Odp: czy to juz koniec?

Witaj. Przeczytałam Twój wątek i nie wiem, co tak naprawdę chcesz usłyszeć.
Według mnie masz dwa wyjścia: albo rozwieść się z mężem i nie pozwalać mu się dłużej poniżać, albo udawać, że o niczym nie wiesz, żyć sobie spokojnie i stwarzać pozory szczęśliwej rodziny.
Znam parę, która żyje w ten sposób od lat. Początkowo żona się oburzała, próbowała walczyć z tym. Ale w grę weszły duże pieniądze i została. Są ze sobą do dziś. Ona świetnie wie, że on ma kochanki, ale nie wnika w temat. Dla świata są zgodnym, kochającym się małżeństwem, jak jest wewnątrz... nie wiem. Ja ich  ani nie potępiam, ani nie popieram. Każdy sam sobie układa życie najlepiej jak umie i jak jest mu najwygodniej, a Ty musisz wiedzieć, ze taka alternatywa też istnieje.
Jesteś w o tyle lepszej sytuacji, że twój mąż żałuje. Co prawda - JESZCZE żałuje, bo wielce prawdopodobne jest, że za którymś razem z kolei żałować przestanie i zadziała ten sam mechanizm co u mnie i większości kobiet na forum. Najwyraźniej Twój mąż nie umie pożegnać się z kochanką, a Twoim błędem jest to, że Ty go w tym wyręczasz. Zwróć uwagę, że to Ty z nią rozmawiasz, to Ty ją straszysz itd. Rozumiem, dlaczego to robisz, bo robiłam to samo. Ale efekt końcowy jest jeden - stałaś się matką swojego męża i on traktuje Cie jak matkę, a nie jak żonę. Nie chce odejść, bo dajesz  mu bezpieczeństwo, a on raczej jest zbyt słaby, żeby wziąć stery we własne ręce. Wiesz, kiedy je pozornie weźmie? Kiedy kochanka przejmie odpowiedzialność za niego, kiedy ona przyjmie go pod swoje skrzydła. Da mu wtedy siłę. Na razie ona go zwodzi, upewnia się i te inne dyrdymały, ale jeśli tylko powie do niego - "chodź", Ty będziesz musiała pożegnać się z mężem.

Nie wiem, czy czytałaś "Miłość potrzebuje stanowczości" Dobsona. Może to pomogłoby Wam?Może zastosuj technikę 34 kroków Bagsa?
Nie wiem... w zasadzie niczym nie ryzykujesz, a zyskać możesz wiele.
Przygotuj się jednak na porażkę, jeśli Twój mąż nadal będzie pod Twoją ochroną.

155 Ostatnio edytowany przez Lajla72 (2013-11-11 22:56:08)

Odp: czy to juz koniec?

Zostaw gada bo nic  z tego nie wyjdzie, on powinien się kajać , płakać i błagać na kolach o przebaczenie, wtedy jest sens a tak to niema sensu i nadziei sad
Popatrz na inne watki, on już zabił wasze małżeństwo mad

156

Odp: czy to juz koniec?
123ktoś napisał/a:

nie znam adresu jej, a tel.nie odbiera...

To zadzwoń z innego numeru tel..bo podejrzewam źe nie odbiera bo oriętuje się źe to twôj numer..bardzo cię rozumiem..tylko niewiem czy to ma sens...Jeśli m?ź tego nie zakończy...to z jej strony moźesz tylko oczekiwać źe cię dobije...bo kim ty dla niej jesteś...????

157

Odp: czy to juz koniec?

Witam. Ja tez sie rozwodze po 25 latach

158

Odp: czy to juz koniec?
myszka41 napisał/a:
123ktoś napisał/a:

nie znam adresu jej, a tel.nie odbiera...

To zadzwoń z innego numeru tel..bo podejrzewam źe nie odbiera bo oriętuje się źe to twôj numer..bardzo cię rozumiem..tylko niewiem czy to ma sens...Jeśli m?ź tego nie zakończy...to z jej strony moźesz tylko oczekiwać źe cię dobije...bo kim ty dla niej jesteś...????

nie czytasz uważnie moich postów...rozmawialam z nią przez tel.

159

Odp: czy to juz koniec?
Bellatrix napisał/a:

Witaj. Przeczytałam Twój wątek i nie wiem, co tak naprawdę chcesz usłyszeć.
Według mnie masz dwa wyjścia: albo rozwieść się z mężem i nie pozwalać mu się dłużej poniżać, albo udawać, że o niczym nie wiesz, żyć sobie spokojnie i stwarzać pozory szczęśliwej rodziny.
Znam parę, która żyje w ten sposób od lat. Początkowo żona się oburzała, próbowała walczyć z tym. Ale w grę weszły duże pieniądze i została. Są ze sobą do dziś. Ona świetnie wie, że on ma kochanki, ale nie wnika w temat. Dla świata są zgodnym, kochającym się małżeństwem, jak jest wewnątrz... nie wiem. Ja ich  ani nie potępiam, ani nie popieram. Każdy sam sobie układa życie najlepiej jak umie i jak jest mu najwygodniej, a Ty musisz wiedzieć, ze taka alternatywa też istnieje.
Jesteś w o tyle lepszej sytuacji, że twój mąż żałuje. Co prawda - JESZCZE żałuje, bo wielce prawdopodobne jest, że za którymś razem z kolei żałować przestanie i zadziała ten sam mechanizm co u mnie i większości kobiet na forum. Najwyraźniej Twój mąż nie umie pożegnać się z kochanką, a Twoim błędem jest to, że Ty go w tym wyręczasz. Zwróć uwagę, że to Ty z nią rozmawiasz, to Ty ją straszysz itd. Rozumiem, dlaczego to robisz, bo robiłam to samo. Ale efekt końcowy jest jeden - stałaś się matką swojego męża i on traktuje Cie jak matkę, a nie jak żonę. Nie chce odejść, bo dajesz  mu bezpieczeństwo, a on raczej jest zbyt słaby, żeby wziąć stery we własne ręce. Wiesz, kiedy je pozornie weźmie? Kiedy kochanka przejmie odpowiedzialność za niego, kiedy ona przyjmie go pod swoje skrzydła. Da mu wtedy siłę. Na razie ona go zwodzi, upewnia się i te inne dyrdymały, ale jeśli tylko powie do niego - "chodź", Ty będziesz musiała pożegnać się z mężem.

Nie wiem, czy czytałaś "Miłość potrzebuje stanowczości" Dobsona. Może to pomogłoby Wam?Może zastosuj technikę 34 kroków Bagsa?
Nie wiem... w zasadzie niczym nie ryzykujesz, a zyskać możesz wiele.
Przygotuj się jednak na porażkę, jeśli Twój mąż nadal będzie pod Twoją ochroną.

właśnie Bellatrix...też czuję,że może tak być, jeśli kochanka powie chodz...może być koniec,obiecał mieć historie w tel.dziś zowu ją wykasował(tak myślę), ale mi wciska, że tel.padł ..i ...sam nie wie jak wszystko zniknęło..ha, ha, ha, jak długo dam się wodzić za nos?

160

Odp: czy to juz koniec?

Mogę mówić tylko na podstawie własnego doświadczenia...
A moje doświadczenie jest takie, że wierzyłam w jego słowa, choć rozum podpowiadał mi prawdziwą interpretację zdarzeń.
Wierzyłam, bo tak bardzo chciałam uwierzyć. Bo w głowie mi się nie chciało pomieścić, że ktoś, kto był mi najbliższą osobą, może aż tak bardzo oszukiwać. Może.
Jeśli nie widzisz w nim szczerej chęci budowania normalnych relacji, odpuść sobie. Zniszczysz sama siebie.

161

Odp: czy to juz koniec?
Bellatrix napisał/a:

Mogę mówić tylko na podstawie własnego doświadczenia...
A moje doświadczenie jest takie, że wierzyłam w jego słowa, choć rozum podpowiadał mi prawdziwą interpretację zdarzeń.
Wierzyłam, bo tak bardzo chciałam uwierzyć. Bo w głowie mi się nie chciało pomieścić, że ktoś, kto był mi najbliższą osobą, może aż tak bardzo oszukiwać. Może.
Jeśli nie widzisz w nim szczerej chęci budowania normalnych relacji, odpuść sobie. Zniszczysz sama siebie.

Kiedy on cały czas ...niby bardzo się stara, tylko ja drąże bez potrzeby.(tak twierdzi)...mówi, jesli nie przestaniesz o tym mówić..to się nigdy nie skończy.Już sama nie wiem...chyba dobrą żonę poudaję(taką,że odpuściła i wybaczyła), iiiiiiiiii zobaczymy wtedy.Bardzo chcę dotrzeć do jego billingu, ale ...nie wiem jak to zrobic...?

162

Odp: czy to juz koniec?

Człowiek, któremu istotnie zależy na małżeństwie i naprawie relacji, przynosi Ci ten billing w zębach na Twoje życzenie. Taki człowiek rozumie, że utracił Twoje zaufanie i zrobi bardzo wiele, jeśli nie wszystko, żeby to zaufanie odzyskać. Sam rozumie, że Ty się boisz i że masz prawo podejrzewać.
Tymczasem Twój mąż wręcz wyrzuca Ci, że chcesz tego billingu i to Ty masz dać spokój... Tak to nie działa. Nie widzę, żeby naprawdę żałował zdrady. Owszem, rozumiem, że wolałby wrócić i udawać, że sytuacja nigdy nie miała miejsca, bo tak wygodniej i przede wszystkim dla niego łatwiej żyć.
Nie mniej - nie ma w jego zachowaniu ani szacunku dla Ciebie, ani szczerej chęci naprawy małżeństwa.
Nie chcę Ci źle prorokować - bo mimo wszystko jeden procent szansy jest - ale to nie wyjdzie. Twój mąż jest z Tobą do następnej okazji. A kiedy się ta nadarzy, odejdzie z czystym sumieniem, bo przecież to Ty zatruwałaś mu życie bezpodstawnymi podejrzeniami. Zdradzi, bo przecież to Ty tego chciałaś, oskarżając go o to.
Rozumiesz paradoks sytuacji?
Ja myślę, że Ty podświadomie czujesz, że sytuacja w ten sposób się rozwinie, tylko kurczowo trzymasz się nadziei, że jednak Wasz przypadek będzie inny. I ok... wiem, ile w moim przypadku trwało uświadomienie samej sobie, że tu już nie ma co ratować, że ratować chciałam tylko ja. To był naprawdę dłuuuuugi proces. Bo odpuścić zwyczajnie nie jest łatwo.
Ale skoro wciąż jest, może próbuj.
Poleciłam Ci lekturę, zaglądałaś do niej?
Zajrzyj również na mój wątek - ostatnich kilka stron, gdzie wypowiada się Antoinette. Może znajdziesz jakąś podpowiedź dla siebie.

163

Odp: czy to juz koniec?
Bellatrix napisał/a:

Człowiek, któremu istotnie zależy na małżeństwie i naprawie relacji, przynosi Ci ten billing w zębach na Twoje życzenie. Taki człowiek rozumie, że utracił Twoje zaufanie i zrobi bardzo wiele, jeśli nie wszystko, żeby to zaufanie odzyskać. Sam rozumie, że Ty się boisz i że masz prawo podejrzewać.
Tymczasem Twój mąż wręcz wyrzuca Ci, że chcesz tego billingu i to Ty masz dać spokój... Tak to nie działa. Nie widzę, żeby naprawdę żałował zdrady. Owszem, rozumiem, że wolałby wrócić i udawać, że sytuacja nigdy nie miała miejsca, bo tak wygodniej i przede wszystkim dla niego łatwiej żyć.
Nie mniej - nie ma w jego zachowaniu ani szacunku dla Ciebie, ani szczerej chęci naprawy małżeństwa.
Nie chcę Ci źle prorokować - bo mimo wszystko jeden procent szansy jest - ale to nie wyjdzie. Twój mąż jest z Tobą do następnej okazji. A kiedy się ta nadarzy, odejdzie z czystym sumieniem, bo przecież to Ty zatruwałaś mu życie bezpodstawnymi podejrzeniami. Zdradzi, bo przecież to Ty tego chciałaś, oskarżając go o to.
Rozumiesz paradoks sytuacji?
Ja myślę, że Ty podświadomie czujesz, że sytuacja w ten sposób się rozwinie, tylko kurczowo trzymasz się nadziei, że jednak Wasz przypadek będzie inny. I ok... wiem, ile w moim przypadku trwało uświadomienie samej sobie, że tu już nie ma co ratować, że ratować chciałam tylko ja. To był naprawdę dłuuuuugi proces. Bo odpuścić zwyczajnie nie jest łatwo.
Ale skoro wciąż jest, może próbuj.
Poleciłam Ci lekturę, zaglądałaś do niej?
Zajrzyj również na mój wątek - ostatnich kilka stron, gdzie wypowiada się Antoinette. Może znajdziesz jakąś podpowiedź dla siebie.

Lektury szukałam w necie, ale mi nie wyswietla, a na wypowiedzi Antoinette też trafić nie mogę.No właśnie...wciąż jest.I to jest właśnie trudne, gdyby wyprowadził się z domu, nawet bym go nie zatrzymywała, ale on nie ma zamiaru i cały czas mi wpiera, że wszystko zakończył.Obserwuję, sprawdzam, drążę(obsesji dostałam).Dałam sobie czas do końca roku...

164

Odp: czy to juz koniec?

Odezwij się na moim mailu, to Ci prześlę książkę.
Link do wypowiedzi Antuanet77:
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=38417&p=12
Zastanów się, czy to obsesyjne sprawdzanie Cię nie wykańcza. Samo nie minie.
Chcesz tak żyć?

165

Odp: czy to juz koniec?
Bellatrix napisał/a:

Odezwij się na moim mailu, to Ci prześlę książkę.
Link do wypowiedzi Antuanet77:
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=38417&p=12
Zastanów się, czy to obsesyjne sprawdzanie Cię nie wykańcza. Samo nie minie.
Chcesz tak żyć?

to podaj mi tego maila..

166

Odp: czy to juz koniec?

Napisz do mnie na maila przy moim nicku.

167

Odp: czy to juz koniec?

Cały czas tłumaczysz się, że spędziłaś z nim 25lat. Jeśli go nie zostawisz zmarnujesz resztę swojego życia! Weź się w garść.
Im szybciej to zakończysz, tym szybciej odżyjesz. Jeżeli sama sobie nie dajesz z tym rady idź do psychoterapeuty. Ile można żyć w ciągłym stresie i niepewności? Nabawisz się chorób.

168

Odp: czy to juz koniec?
mlodaaa91 napisał/a:

Cały czas tłumaczysz się, że spędziłaś z nim 25lat. Jeśli go nie zostawisz zmarnujesz resztę swojego życia! Weź się w garść.
Im szybciej to zakończysz, tym szybciej odżyjesz. Jeżeli sama sobie nie dajesz z tym rady idź do psychoterapeuty. Ile można żyć w ciągłym stresie i niepewności? Nabawisz się chorób.

Ja już jestem kłębkiem nerwów, ale  ponoć decyzję trzeba podejmować jak emocje opadną..

169

Odp: czy to juz koniec?
123ktoś napisał/a:
mlodaaa91 napisał/a:

Cały czas tłumaczysz się, że spędziłaś z nim 25lat. Jeśli go nie zostawisz zmarnujesz resztę swojego życia! Weź się w garść.
Im szybciej to zakończysz, tym szybciej odżyjesz. Jeżeli sama sobie nie dajesz z tym rady idź do psychoterapeuty. Ile można żyć w ciągłym stresie i niepewności? Nabawisz się chorób.

Ja już jestem kłębkiem nerwów, ale  ponoć decyzję trzeba podejmować jak emocje opadną..

Myślisz, że nadejdzie taki moment? Ja nie mogę patrzeć jak moje koleżanki męczą się w związkach bez perspektyw, pozwalają facetom na coraz więcej. Jedna z moich koleżanek stwierdziła, że facet musiałby ją zdradzić aby od niego odeszła. Zapytałam:"jesteś pewna, że to by wystarczyło?" Zamilkła.

Posty [ 131 do 170 z 170 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy to juz koniec?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026