netkobietyWszystkie działy
Styl życia i społeczeństwo kobiecym okiem

Czy facet zawsze musi być 100% "męski"?

76 odpowiedzi10 700 wyświetleńzałożony przez kaisa_malene, 25.05.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Czy facet zawsze musi być 100% "męski"?

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 77 z 77 ]

66 Ostatnio edytowany przez ogień (2013-05-29 22:30:06)

Odp: Czy facet zawsze musi być 100% "męski"?

mój były chłopak kiedyś stracił w moich oczach a przede wszystkim przestałam czuć się przy nim bezpieczna kiedy to ja wydarłam się na dwóch pijaków którzy do nas podeszli od tyłu, żeby stąd poszli (siedzielismy na ławce) a on nie zrobił nic, nawet nie wstał. ja złapałam za jego czapkę by mu nie zabrali, wstałam, wydarłam się i pokazałam palcem gdzie mają iść. tam poszli big_smile

w dalszym ciągu podtrzymuję swoje zdanie nt że facet powinien otoczyć opieką swoją kobietę, że dla niego powinno być najistotniejsze czy jestem bezpieczna. czy my jesteśmy wbezpieczni, czy w dalszej nieznanej mi przestrzeni.. czy nasze dzieci są... itp

67

Odp: Czy facet zawsze musi być 100% "męski"?

Kasia - przecież poszedł z tym normalnie do lekarza, tylko, że dopiero na drugi dzień, jak stwierdził, że mu się nie poprawia i to nie jest normalne, że tym palcem nie rusza. Nie uważam, że to niemęskie to normalne. Po prostu nie podejrzewaliśmy, że to może być coś tak poważnego. Poza tym ja go nie traktuję jak dziecko, bo on tego nie potrzebuje - zapytałam - Jedziemy na pogotowie? Nie? Ok.

Dla mnie mazanie się czy to z bólu, czy z powodu nadmiaru emocji świadczy o słabości. Ja sobie na beczenie z byle powodu nie pozwalam, więc rozczulający się nad sobą facet może mnie co najwyżej rozdrażnić. Jak mnie ktoś kiedyś zaczepi na ulicy w jego obecności, to sama będę musiała się bronić, bo jego nadmiar emocji doprowadził do płaczu?

Twój facet miał najprawdopodobniej łzotok. Mnie często łzawi lewe oko, bo miałam jak się rodziłam jakiś drobny uraz nerwu i od czasu do czasu mi z tego oka kapie po prostu.

Ja kiedyś naderwałam sobie całe ramię (koń mnie sponiewierał), łykałam po 6 tabletek przeciwbólowych na raz, ale treningu żadnego nie odpuściłam. To, że boli to dla mnie nie jest argument żeby przestać. Może to i nierozsądne, ale po paru dniach jak już stwierdziłam, że jednak przejdę się do lekarza, to w końcu przeszło. Taki mam charakter - nie odpuszczam. Od faceta oczekuję, że będzie samcem alfa, a nie ciepłą kluchą.
Mój facet to jest właśnie typ prawdziwego mężczyzny i mogę śmiało stwierdzić, że zakompleksiony nie jest, ani też zbyt mocno zapatrzony w siebie. Po prostu ma taki charakter i tak został wychowany, że trzeba być twardym. Mnie to pasuje, przy nim się czuję tak, jak się przy żadnym nie czułam.

68

Odp: Czy facet zawsze musi być 100% "męski"?
ogień napisał/a:

w dalszym ciągu podtrzymuję swoje zdanie nt że facet powinien otoczyć opieką swoją kobietę, że dla niego powinno być najistotniejsze czy jestem bezpieczna. czy my jesteśmy wbezpieczni, czy w dalszej nieznanej mi przestrzeni.. czy nasze dzieci są... itp

Z tym się akurat zgadzam, uważam, że facet powinien mi dawać poczucie bezpieczeństwa. Mój na całe szczęście mi je daje smile

WitchQueen napisał/a:

Kasia - przecież poszedł z tym normalnie do lekarza, tylko, że dopiero na drugi dzień, jak stwierdził, że mu się nie poprawia i to nie jest normalne, że tym palcem nie rusza. Nie uważam, że to niemęskie to normalne. Po prostu nie podejrzewaliśmy, że to może być coś tak poważnego. Poza tym ja go nie traktuję jak dziecko, bo on tego nie potrzebuje - zapytałam - Jedziemy na pogotowie? Nie? Ok.

No ok, inaczej chyba Twojego posta odebrałam. Tak samo i ja nie traktuję mojego chłopaka jak dziecko: powiedziałam, że ma mi sam powiedzieć kiedy/czy dzwonić na pogotowie, przecież ja nie wiem jak on się czuje. Ja do tego podeszłam ze spokojem, a właśnie chłopacy mnie wkurzyli, że zrobili z tego wielkie halo i zaczęli wyolbrzymiać problem.

WitchQueen napisał/a:

Jak mnie ktoś kiedyś zaczepi na ulicy w jego obecności, to sama będę musiała się bronić, bo jego nadmiar emocji doprowadził do płaczu?

Wiesz, to zupełnie inna sytuacja. Akurat w tej kwestii wiem, że mogę na mojego chłopaka liczyć, bo już kilka razy się z moimi natrętami rozprawiał. A duży to on nie jest tongue

WitchQueen napisał/a:

Mój facet to jest właśnie typ prawdziwego mężczyzny i mogę śmiało stwierdzić, że zakompleksiony nie jest, ani też zbyt mocno zapatrzony w siebie. Po prostu ma taki charakter i tak został wychowany, że trzeba być twardym. Mnie to pasuje, przy nim się czuję tak, jak się przy żadnym nie czułam.

I dobrze, niech będzie jaki jest, o ile wynika to z jego natury, a nie chęci udowodnienia całemu światu, że jest mężczyzną wink Bo takich gości to ja nie trawię.

69

Odp: Czy facet zawsze musi być 100% "męski"?
kaisa_malene napisał/a:

I dobrze, niech będzie jaki jest, o ile wynika to z jego natury, a nie chęci udowodnienia całemu światu, że jest mężczyzną wink Bo takich gości to ja nie trawię.

Ci co na siłę próbują udowodnić właśnie paradoksalnie najmniej mężczyznami są moim zdaniem tongue To jak z próbą uchodzenia za trzeźwego po pijaku - z góry jest to skazane na niepowodzenie

70

Odp: Czy facet zawsze musi być 100% "męski"?

WitchQueen, ja Ci powiem tak - kiedyś byś mnie polubiła, bo ja z tych twardych, co nie płaczą z byle powodu i nie lecą z byle czym do lekarza (to już efekt nie tyle twardości ile marnych doświadczeń z naszą służbą zdrowia). Palce miałam wybite tyle razy, że już je sobie umiem sama nastawiać i wuj, że dwa mam krzywe, bo nie trafiłam stawem dokładnie tak jak chciałam. Jak kiedyś upadłam na schodach, to po 10 sekundach podniosłam się, otrzepałam, poszłam na autobus i wrócilam samodzielnie do domu. W domu odkryłam, że dół moich pleców to jedna fioletowo-krwawa plama, ale przecież nie będę robić z siebie debila i z siniakiem lecieć do lekarza. Smarowałam siniak żelem na stłuczenia, zagryzałam zęby i jeździłam do pracy. Dopiero przy okazji urazu kręgosłupa dowiedziałam się, że uszkodziłam sobie wtedy miednicę i pofarciło mi sie mocno, bo mogłam zostać kaleką albo nawet umrzeć, gdyby uraz był poważniejszy. Pech, że takiego uszkodzenia nie widać tak dobrze jak połamanego palca stopy. Z przeziębieniem, zapaleniem oskrzeli a potem płuca też jeździłam, bo miałam egzaminy, bo moja dziewczyna i przyjaciółka miały poważne problemy, a ja przecież nie jestem zdziadziała, żeby sobie chorować, kiedy mogę wstać. W efekcie o mało co połowy lewego płuca mi nie usunięto, bo zrobiły się powikłania, z którymi bujałam się cholernie długo. Jak mi wyrwali ząb (8-ka, mój pierwszy wyrwany ząb w życiu, nie miałam pojęcia, jak powinno boleć) to 3 tygodnie bujałam się z rozrywającym bólem, bo lekarz na moje pytania, czy to normalne, że AŻ TAK boli, odpowiadał, że owszem, musi trochę poboleć. Nie wiedziałam, że konował zostawił mi kawałki zęba w ranie, wdało się zakażenie, które przez tyle dni dogryzło się aż do szczęki i konieczny był kolejny zabieg. Do tego nieźle rozwaliłam sobie żołądek, bo żeby jako tako funkcjonować leczyłam się koktajlem z nurofenu, ketonalu i solpedine co 4 do 6h.

Każdy normalny człowiek by przez to wszystko nie przechodził, bo latałby od lekarza do lekarza, ponieważ go BOLI, tylko ja, baran, musiałam strugać kozaka, bo przecież wytrzymam. Teraz już jestem mądrzejsza, jak zachorowałam, bo przesiedziałam murem 5 dni w domu, bo jestem chora i mi się należy jak psu buda. Jak mnie coś bardziej boli, też robię sobie wolne. I kurczę jestem szczęśliwszym człowiekiem. Na pewno zdrowszym.

A napisałam tylko o fizycznym aspekcie, zero o psychice, która do płaczu skłoni szybciej niż jakiekolwiek połamane kości. Co jak Twój partner z jakiegoś powodu wpadnie w nerwicę, depresję albo dotknie go ptsd i serio zacznie wybuchać płaczem na środku ulicy? Choroby psychiczne wbrew obiegowej opinii nie dotykają głównie emo-wrażliwców, powiedziałabym, że wręcz przeciwnie.

Ach i jeszcze słówko o płaczu. Potrafiłam łazić z uszkodzoną miednicą, pękniętymi żebrami, prawie odgryzioną przez psa dłonią etc etc i nie płakać, najwyżej warczeć na ludzi. A kiedyś właśnie przy wyrywaniu zęba łzy same lały sie z twarzy, nie mam pojęcia, czemu, nawet tak strasznie nie bolało, a ciekły jak głupie. Nie miałabym u Ciebie szans, co? ;-)

71

Odp: Czy facet zawsze musi być 100% "męski"?

Vian - ja z zapaleniem płuc też miałam akcje, że chodziłam sobie na uczelnię itd, mimo, że wyglądałam jak trup i czułam się jeszcze gorzej. Też lekarz konował źle mnie zdiagnozował, więc poszłam do niego tylko po porządny antybiotyk - przeszło w końcu po wybraniu dwóch paczek jakiegoś świństwa.
Łzotok to nie płacz - płacz jest wtedy jak się mazgaisz i użalasz nad swoim strasznym losem.
Ja póki mogę normalnie funkcjonować zwykle nie widzę sensu pójścia do lekarza.

72

Odp: Czy facet zawsze musi być 100% "męski"?

Czy facet musi być 100 % męski - oczywiście, że musi,nie może być fajtłapą, niedorajdą, ale to także jest człowiek i jemu zdarzają się gorsze dni. A facet który płacze - to żaden wstyd,to oznaka tego, że jest uczuciowy,że też coś odczuwa:ból,strach itd. Płaczący facet zawsze mnie rozczula i jeśli inni uważają takiego za mięczaka,to jest raczej ich problem,a nie płaczącego faceta.Bywają nieraz mężczyźni,którzy lekko się skaleczą i robią wielkie larmo,ale wolno im, przecież niektóre kobiety też bywają takie same. Ważne aby nas szanowali,byli pracowici i dbali o porządek.;)

73

Odp: Czy facet zawsze musi być 100% "męski"?
natolinka napisał/a:

Czy facet musi być 100 % męski - oczywiście, że musi,nie może być fajtłapą, niedorajdą, ale to także jest człowiek i jemu zdarzają się gorsze dni. A facet który płacze - to żaden wstyd,to oznaka tego, że jest uczuciowy,że też coś odczuwa:ból,strach itd. Płaczący facet zawsze mnie rozczula i jeśli inni uważają takiego za mięczaka,to jest raczej ich problem,a nie płaczącego faceta.Bywają nieraz mężczyźni,którzy lekko się skaleczą i robią wielkie larmo,ale wolno im, przecież niektóre kobiety też bywają takie same. Ważne aby nas szanowali,byli pracowici i dbali o porządek.;)

A dla mnie mężczyzna, który się nad sobą rozczula i płacze z byle powodu, zwłaszcza nad marnym skaleczeniem to jest cipka, a nie facet. Takie zachowania wzbudzają we mnie odrazę i pogardę. Pewnie, że im wolno, ale mnie nikt nie przekona, że tak się zachowuje prawdziwy mężczyzna. Dla mnie jak ktoś jest uczuciowy, to raczej przejawia to w zachowaniach w stosunku do innych osób, a jak się nad sobą rozkleja to jest dla mnie przewrażliwiony, albo zapatrzony w siebie. Poza tym jak to wygląda - dorosły chłop ze strachu albo od tego, że się skaleczy robi raban jak mała dziewczynka. Ja bym wolała żeby to jednak mężczyzna pokazywał, że ma "jaja", a nie żebym ja musiała je mieć za niego. Nie jestem z natury beksą i mazgajstwa nie cierpię - u obu płci, ale u facetów jednak bardziej.

74

Odp: Czy facet zawsze musi być 100% "męski"?

Mi mężczyzna który płacze wydaje się bardzo słodki:) Widziałam płacz u mężczyzny nie raz, i nie dwa.

75

Odp: Czy facet zawsze musi być 100% "męski"?

Nie przypominam sobie, bym płakał za przyczyną fizycznego bólu, po skończeniu 18 lat.
Być może jednak nie pamiętam.
Natomiast wiem, że istnieje "próg odczuwania bólu".
Jest on różny u różnych osób i chyba niezależny (silnie) od płci.

76

Odp: Czy facet zawsze musi być 100% "męski"?

No to ja sie do tego swiata nie nadaje.
Placze jak mnie cos boli bo przed kim niby mam udawac ze wsio normalno?
Przetrwalam lata na macie, wiele godzin na roznych sportowych wyczynach, spadalam z roznych rzeczy i wysokosci....ale jak mi Malinowy kilka lat temu w kolano z poslizgiem wjechal to juz nie plakalam a wylam. Ujrzalam wszystkie najodleglejsze galaktyki w jednym momencie.
Kolejny przyklad- dentysta i infekcje zebow/okostnej. Gorszego bolu nie znam!! Moge sie jako tako trzymac w pracy ale w domu to juz sie rozkleje bo mnie zeby bola w calym ciele smile (rym niezamierzony)

To samo moj....w zeszlym roku jak sie wypirzgnal na sliskiej podlodze w kuchni to az sie ziemia zatrzesla. Przywalil potylica w schodek. Kamienny. Nie wstal...usiadl i normalnie lzy jak grochy mu poszly z oczu. Co mam po czyms takim mu powiedziec "wez ty badz mezczyzna i sie nie marz bo to nie meskie i trace do ciebie szacunek"? No ja inaczej pewne sprawy rozumiem...

Lzy nie sa oznaka slabosci ale znakiem ze serce nie stalo sie pustynia smile

W swiecie gdzie kazdy udaje ze nic go nie rusza ja lubie jak ktos okazuje szczere emocje. Zwlaszcza mezczyzni.

Posty [ 66 do 77 z 77 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Czy facet zawsze musi być 100% "męski"?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026