netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

82 odpowiedzi19 790 wyświetleńzałożony przez krych23, 16.05.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 83 z 83 ]

66

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Kiedyś obiecałem sobie, że jeśli przyjdzie czas, w którym będę wiedział jak toczy się moje życie to domkne temat. Lubię kończyć to co zaczynam.
3 lata minęły od mego pierwszego wpisu. Sporo i niewiele zarazem. Sporo - ponieważ zrobiłem kawał dobrej roboty, by pojąć pewne rzeczy, uczyć się nowych, zrozumieć, że życie jest przede wszystkim doświadczeniem, widzieć je takim jakim jest - pełne kolorów, emocji, uczuć, przyjęmnych, pięknych chwil. Potrafi być też ciężkie, przytłaczające, nieobliczalne.
Niewiele - no bo nigdy nie wiesz co stoi za rogiem, jak to mawia mój przyjaciel wink

Jakiś czas temu ktoś się  mnie zapytał, czy bym coś zmienił w swoim życiu, w przeszłości? Nie, życie to droga. Absolutnie nic bym nie zmienił.
Jak się potoczyły losy mojego małżeństwa? Jak wygląda teraz moje życie?
Po paru miesiącach mieszkania samemu, gdzie bardzo dużo rozmyślałem, późnym latem w 2013r decyzją dwóch osób wprowadziłem się do domu. Postawiłem jasne warunki, oczekiwania bez których nie zrobię ani kroku dalej. Zaczęliśmy pracę nad związkiem, myślę też, że każdy z osobna również. Ponownie byłem blisko dzieci, żony. Wszystko wyglądało już inaczej, ani lepiej, ani gorzej - inaczej. Przez serce przetoczyła się nienawiść, ból, cierpienie. Przyznam żona łatwo nie miała, ja również. Ogólnie samoświadomość, pojmowanie rzeczywistości, bardzo dużo zaczelo się zmieniać. Wybaczenie - na tym się skupiłem. Ono jest na poziomie serca, nie rozumu, choć od niego się zaczyna. Bardzo dużo pracowałem i pracuje nadal nad zrozumieniem jak szanować siebie samego ( ale nie zostać dupkiem tongue ) i wiele, wiele innych rzeczy. Zaczynając wszystko od początku" powiedziałem jasno - to ostatni raz, kiedy mnie tak ranisz. Co z tym zrobisz to już zależy od ciebie. Ja wiem co zrobię gdy ponownie doznam szoku, rozczarowania.
Dałem sobie rade z emocjami. To był zdecydowanie nowy okres tego małżeństwa. Miałem wiare, nadzieję.
Po roku, w maju otrzymałem wiadomość sms od nieznajomej osoby. Wyszło kłamstwo żony. Kłamstwo z przeszłości, potężne zatajenie faktów. Co to był za moment niedowierzania, szoku...
Pamiętałem co powiedziałem. Stało się. Nie dano mi wyboru, ukradziono mi czas. Zadecydowano za mnie tzw. "mniejsze zło".
Odszedłem. Postawiłem ogromny mur, granice. Rozstaliśmy się w chłodnych, aczkolwiek normalnych warunkach.
Zacząłem się skupiać nad własnym życiem. Ech... wiecie jak to jest przyzwyczajać się do roli "niedzielnego taty"? Wkrótce zostałem "skype'owym".
To bardzo ciężkie dla każdego rodzica, który szczerze kocha... Gdy już było lepiej, gdy zaakceptowałem wiele rzeczy była już żona wróciła z dziećmi do Polski.
Nie doradzałem ani nie blokowałem jej decyzji. Wróciła i układa sobie życie. To ważne. Myśląc o szczęściu dzieci, nie moge nie widzieć w tym ich matki. Szczęśliwa matka to szczęśliwe dzieci. Nie jestem fanem bycia ze sobą ze wględu dla dzieci. Dzieci to cholernie ważny element związku, ale nie jest bazą. Moje córki dają sobie radę. To silne dziewczynki, są zadowolone z mieszkania w Polsce.

A ja? Sporo ogarniam, uczę się samodzielności, odpowiedzialności za swoje życie, takiej pełnej wink Doznaje, poznaje, pojmuje, obserwuje a jak gotuję smile
Zacząłem układać życie na nowo. Zacząłem od bardzo ważnej sprawy - żyć nie wbrew swojej woli, wedle własnych wartości.
Byłem w związku 1 rok. Związek na odległość. Ważne doświadczenie. Sporo widziałem co się dzieje wkoło mnie, wyłapywałem negatywne sygnały, co mnie cieszy niezmiernie. Poznałem siebie z nowej strony, bardzo pozytywnej, to też dzięki mojej ex.  Były też słabe momenty oczywiście.
Ogólnie kroczę przez życie z większą świadomością, idę do przodu. Mam marzenia, które są w zasadzie moimi celami. Działam, rozwiązuje problemy, jestem otwarty na nowe doświadczenia, rozmyślam, podejmuje decyzje i jakoś leci smile
Tak, życie po ciężkich rozstaniach, rozwodach, po pierwszej miłosci ISTNIEJE i jest całkiem git smile
Miłość? Wierzę w dojrzałą, nie idealną, w dojrzałą, taką gdzie 2 osoby widzą i patrzą podobnie na świat, życie, wartości i cąłą resztę.  To może się zdarzyć, ale nie musi. Na pewno nie warto żyć w emocjonalnym rollercoaster'em. Życie jest jedno, bądźmy wdzięczni i pamietajmy, że mamy na nie wpływ, nie jesteśmy bezwolni.

W tym miejscu chciałbym również podziękować forum, ludziskom którzy mi pomogli. Są wątki, użytkownicy na tym forum, których nigdy nie zapomne.

67

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Nie było mnie tu ponad rok, ale Krych, cieszę się chłopie że masz za sobą wyboje a przed sobą jasny horyzont smile Zdrówko koleżko wink

68

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
krych23 napisał/a:

Kiedyś obiecałem sobie, że jeśli przyjdzie czas, w którym będę wiedział jak toczy się moje życie to domkne temat. Lubię kończyć to co zaczynam.
/.../
W tym miejscu chciałbym również podziękować forum, ludziskom którzy mi pomogli. Są wątki, użytkownicy na tym forum, których nigdy nie zapomne.

Czyli zakończyłeś swoją terapię. Nie pozostaje nic innego, jak życzyć Ci wytrwałości w postanowieniach wink Trzymaj się i powodzenia Krych23 smile

69

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Krych i ja rowniez jeszcze raz gratuluje przebrniecia przez ten rozdzial Twojego zycia z takim a nie innym rezultatem.

My swoje juz przegadalismy wink, Ty swoje juz przerobiles.

Zastanawia mnie tylko jak moze na Ciebie wplywac (patrzac long term) fakt, ze byl zona chcialaby wrocic? Bo mysle ze nie ma tak, ze to wplywu nie bedzie mialo. Przynajmniej do czasu jak pewne, inne sprawy jeszcze by sie u Ciebie zmienily smile

pozdrawiam smile

70

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

O stara gwardia wink Dzięki, nawzajem. Szczęścia nam życzę, też jest potrzebne, na Titanicu wszyscy byli zdrowi tongue
Tak, to cholernie ważne, gdy człowiek wychodzi na prostą, przynajmniej emocjonalnie.
Starr wiesz jak to jest? Człowiek uczy się całe życie, a i tak głupi umiera tongue Raz się więcej ogarnie (siebie), raz mniej, raz maxymalny dystans i jest dobrze.
Uważność fajna sprawa. Wyłapałem w sobie pewne rzeczy, które chcę zweryfikować jeszcze.

"Zastanawia mnie tylko jak moze na Ciebie wplywac (patrzac long term) fakt, ze byl zona chcialaby wrocic?
Bo mysle ze nie ma tak, ze to wplywu nie bedzie mialo. Przynajmniej do czasu jak pewne, inne sprawy jeszcze by sie u Ciebie zmienily"

Nie czaje czegoś. Mało śpię, no i ciagle ze mnie facet, więc czasem łopatologicznie poproszę smile Jak była chciała, czy chciałaby?
Pozdro

71

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

krych23 a dlaczego nie wyszło z nowym związkiem? Nie ta osoba, charakter, czy twój strach? A może w góry zakładałeś, że się nie uda? O co to się "rozbiło"?

72

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
Aniaa34 napisał/a:

krych23 a dlaczego nie wyszło z nowym związkiem? Nie ta osoba, charakter, czy twój strach? A może w góry zakładałeś, że się nie uda? O co to się "rozbiło"?

Kilka czynnikow.
Zdawalem sobie sprawe, iz moja partnerka latwo nie będzie miala (moja przeszlosc, brak pola manewru), co nie znaczy, ze będę baty zbieral za to, ze ktos sobie nie daje rady, nie wierzy w moje uczucie.
Zwiazek na odleglosc ma swoje plusy, jednak gdy kazdy jest "uwiazany" do swojego podworka to robi sie zwiazek bez przyszlosci.
Charaktery również odegraly istotną role.
Tracę kulture osobistą gdy się mnie mocno zdenerwuje :-P
Nic na sile, bo czym głębiej w las...
Oczywiście, nie żałuję. Dowiedziałem się np. o sobie, że skomplikowany jestem ;-)

73

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
krych23 napisał/a:

/.../
Starr wiesz jak to jest? Człowiek uczy się całe życie, a i tak głupi umiera tongue Raz się więcej ogarnie (siebie), raz mniej, raz maxymalny dystans i jest dobrze.
Uważność fajna sprawa. Wyłapałem w sobie pewne rzeczy, które chcę zweryfikować jeszcze.
/.../
Pozdro

Co racja, to racja, ale to tylko dlatego, że nie ma dwóch identycznych charakterów. Doświadczenie nabyte w jednym związku nie zawsze ma zastosowanie w następnym... a może na szczęście nie ma zastosowania... smile

74 Ostatnio edytowany przez NieZnamSiebie (2016-05-21 00:25:39)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

To teraz ja.
Mam nadzieję, że Krych się nie obrazi.  Że nie odbierze jako atak.
Że przemyśli po prostu. A że ktoś coś....cóż, takie forum:)
Każda ze stron (po zdradzie), jeśli ma rozum, przechodzi swojego rodzaju transformację. Dziwne...sensownym jest że jeśli się zdradza, nie myśli się o tej drugiej osobie. Łatwiejsze to,prostsze do wytłumaczenia i nie wymaga poddawania w jakąkolwiek ocenę poczynań zdrajcy. Jest zły i już. Tak byłoby najłatwiej, najprościej by było.
I ja tak myślałam  pod wpływem nabycia pewnych cech, a raczej ich "odkopania" w sobie  (czyt. empatia), pod wpływem setek rozmów "w cztery oczy" i historii wyczytanych na forum. Wszędzie dominuje cierpienie zdradzonego/-ej, wina strony przeciwnej oraz brak usprawiedliwienia dla drugich, całkowite oczyszczenie tych pierwszych.
Ci którzy trochę znają moje wpisy wiedzą, jak bardzo przeciwna jestem zdradzie. Czemu? Bo zostałam zdradzona? Nie. Bo zdradziłam. Zdradziłam kogoś kto, przewrotnie, był mi kimś bliskim, kto był waży.
Widziałam jak ten ktoś się zmieniał, jak ewoluował.....ale czy na pewno to zmiana w dosłownym sensie, czy tylko uwydatnienie cech, które były z nim ( w nim) od zawsze?
Widziałam cierpienie, walkę z samym sobą. Walkę ze mną.  Potworne. Świadomość, że oto ja, osoba nabliższa zrobiła właśnie TO była nie do wytrzymania.
Nie chcę opisywać etapów, nie chcę mówić o ogromie emocji, o wybuchach agresji, o wylanych łzach, o zwątpieniach. Nie na to miejsce.
Raczej o zrozumieniu..... a może o drodze, która doprowadziła nas do pewnych zdarzeń.
Po co? Usprawiedliwiać się nie chcę, to nie ma sensu. Żadno  ludzkie cierpienie nie ma usprawiedliwienia.
Krych wie, bo rozmawialiśmy o tym. Wylał na mnie mnóstwo żółci swojego czasu. Wiele zniosłam.Tylko my wiemy ile. Cierpliwa byłam. On też zrestzą. Oboje byliśmy, bo nam obojgu zależało.
To już jest, że tak powiem, za nami. Czasem tylko odzywają się stare demony....tak między wierszami, ale jednak.
Rozmawiamy. Czasem nawet bardziej poważnie, bo zdaje mi się, ze bylibyśmy dobrą partią na parę przyjaciół raczej, nie małżonków. Wszystko w tym momencie jest już bardzo pokiereszowane, podejrzliwe nieco, ale  On mi dziękuje czasem za dobre rady, czasem ja Jemu. Szanujemy się. Nie utrudniamy kontaktów z dziećmi, nie utrudnailiśmy rozwodu. Wszystko tak, by się się mocniej nie ranić.
Teraz...tak w skrócie....długo, bardzo długo myśląc o wszystkim widziałam wyłącznie swoją winę. bo zdrada.
Jak jest teraz? Zdrada nadal jest moją wyłączną winą i nie mam na nią wytłumaczenia.....ale świadomam mechanizmów.
Nie teraz mi je opisywać. Ktoś chętny? Napiszę. Powiem tylko, że żadno z nas nie do końca gotowe było na małżeństwo, na tak poważny związek....On uważał , że chodzenie do pracy i bycie obok to już. Ja uważałam, że gotowanie, pranie, sprzątanie i wychowywanie dzieci to też wszystko. I  każdo z nas się myliło. Ja dziś widzę J Twoje błędy Krych, Ty widzisz moje. Oboje potrafimy stwierdzić, że wyjątkowo źle się dobraliśmy. Każdo z nas miało inne oczekiwania. Kochaliśmy się na swój głupi sposób i nie potrafiliśmy rozmawiać o swoich oczekiwaniach.
Ja topiłam smutki w butelce, Ty uciekałeś w inne rzeczy.
Czy rozstanie nam pomogło? Pomogło. Mi.
Czy Tobie? Nie wiem. Wątpię. Czemu?
Jak wcześniej wspomniałam,obudziło się w Tobie coś, co wcześniej ledwo się tliło. I martwię się czasem o COebie i wiesz, że tak jest.
Ale Ty, jak zwykle, jesteś ponad to.
Ktoś zapytał Krych'a, czemu nie wyszło mu z kolejną partnerką?
Nie wyszło mu, bo Krych analizuje wszystko po stokroć, bo nie umie przyjmować dobrych rzeczy jako dobrych.
Bo nawet najmniejsze wahanie staje się dla niego fortecą nie do zdobycia.
Bo BARDZO stara się, by nie został zaszufladkowany. Tyle że szufladki rzeczone sam tworzy, wyolbrzymia, buduje twierdze nie do przebycia.
Kiedyś mi powiedział, że boi się być/zostać "pantoflem". Ma/masz mylne pojęcie, złą definicję.
Kochać, okazywać sympatię, zainteresowanie, szacunek nie jest równowarte z wyżej wymienionym.
Krych mówi, że jest ok, że wyszedł na prostą, że jest sobą.
A ja się o niego martwię, bo widzę, że nie jest ok, że popadł w skrajność, że sam przed sobą (a przy okazji przed innymi) udaje silną , pewną osobę, która znalazła swoje miejsce w życiu.
Martwię się, że przekombinował nieco, zabrnął zbyt daleko w swoich oczekiwaniach dot. szczęścia, partnera, etc.
Btw, znam jego była partnerkę, tzn tą po mnie. Znałyśmy się wcześniej. Rozmawiałyśmy nawet  o tym, że oni razem i w ogóle.
Jest ok, jest spoko, jest "kumata" smile
Nie pytałam nigdy, bo i nie moja sprawa. Wiem tylko, że Krych się trochę zagalopował, że dla świata jest ziom, dla siebie już niekoniecznie.
Nie chciał mnie nigdy słuchać (nie dziwota, też bym nie chiała), teraz nadarzyła się okazja.
Dal wszystkich zainteresowanych: nie jestem Matką Teresą, nie jestem kimś, kto szuka odkupienia, nie jestem kimś, kto oczernić chce kogoś, by samemu poczuć się lżej.
Jestem po prostu. Czy obiektywna? Pewnie nie, bo jedna ze stron. Czy chcę sobie podbudować ego? W żadnym wypadku. Chciałabym, by choć połowa zdradzaczy miała podobne moim przemyślenia.
Czy ktoś mi "pojedzie" ? Nie dbam o to. Nie teraz już.  Zbyt wiele razy wypowiadałam się w kwestiach zdrady.  Zbyt wiele przemyśleń już, zbyt dużo wniosków.
I jeśli wciąż coś dla kogoś nie do końca jasne.....tak, jestem byłą żoną Krych'a 23, dobranoc.

Aaaa, ktoś zapytał Krych'a o moją "potencjalną" chęć powrotu. Ja nie wracam. Ja jestem szczęśliwa. Czasem tylko wracają do mnie myśli o przysłowiowej karmie i zastanawiam się, czy zasłużyłam na to, co mnie w życiu spotyka. A spotyka dobre. I wciąż o tej karmie cholernej myślę.
I dochodzę do wniosku, że ONA to nic innego, jak ściąganie na siebie tych złych rzeczy nie przez wydarzenia, , których byłeś twórcą w przeszłości, a raczej przez natrętne myśli, które kreują Twoją rzeczywistość tu i teraz.
Tak myślę.....lub też mam taką nadzieję, dlatego staram się nie myśleć, bo przecież ta zdrada, to skutek czegoś, tak? U nas ona była skutkiem. I nie umniejszam jednemu, by dodać drugiemu, to po stokroć tu przerabiane już było.

75

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Ja Cię rozumiem NieZnamSiebie.

Wczoraj przeczytałam ten wątek i naprawdę miałam wrażenie, że Krych dużo zawalił w Waszej relacji. Wdał mi się bardzo agresywny.

A dziś Ty napisałaś, dobrze zrobiłaś.

Nie można kogoś karać do końca życia za jeden błąd, który w dodatku zrozumiał i żałuje.

Życzę ci szczęścia.

76

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
NieZnamSiebie napisał/a:

To teraz ja.
Mam nadzieję, że Krych się nie obrazi.  Że nie odbierze jako atak.
Że przemyśli po prostu. A że ktoś coś....cóż, takie forum:)
Każda ze stron (po zdradzie), jeśli ma rozum, przechodzi swojego rodzaju transformację. Dziwne...sensownym jest że jeśli się zdradza, nie myśli się o tej drugiej osobie. Łatwiejsze to,prostsze do wytłumaczenia i nie wymaga poddawania w jakąkolwiek ocenę poczynań zdrajcy. Jest zły i już. Tak byłoby najłatwiej, najprościej by było.
I ja tak myślałam  pod wpływem nabycia pewnych cech, a raczej ich "odkopania" w sobie  (czyt. empatia), pod wpływem setek rozmów "w cztery oczy" i historii wyczytanych na forum. Wszędzie dominuje cierpienie zdradzonego/-ej, wina strony przeciwnej oraz brak usprawiedliwienia dla drugich, całkowite oczyszczenie tych pierwszych.
Ci którzy trochę znają moje wpisy wiedzą, jak bardzo przeciwna jestem zdradzie. Czemu? Bo zostałam zdradzona? Nie. Bo zdradziłam. Zdradziłam kogoś kto, przewrotnie, był mi kimś bliskim, kto był waży.
Widziałam jak ten ktoś się zmieniał, jak ewoluował.....ale czy na pewno to zmiana w dosłownym sensie, czy tylko uwydatnienie cech, które były z nim ( w nim) od zawsze?
Widziałam cierpienie, walkę z samym sobą. Walkę ze mną.  Potworne. Świadomość, że oto ja, osoba nabliższa zrobiła właśnie TO była nie do wytrzymania.
Nie chcę opisywać etapów, nie chcę mówić o ogromie emocji, o wybuchach agresji, o wylanych łzach, o zwątpieniach. Nie na to miejsce.
Raczej o zrozumieniu..... a może o drodze, która doprowadziła nas do pewnych zdarzeń.
Po co? Usprawiedliwiać się nie chcę, to nie ma sensu. Żadno  ludzkie cierpienie nie ma usprawiedliwienia.
Krych wie, bo rozmawialiśmy o tym. Wylał na mnie mnóstwo żółci swojego czasu. Wiele zniosłam.Tylko my wiemy ile. Cierpliwa byłam. On też zrestzą. Oboje byliśmy, bo nam obojgu zależało.
To już jest, że tak powiem, za nami. Czasem tylko odzywają się stare demony....tak między wierszami, ale jednak.
Rozmawiamy. Czasem nawet bardziej poważnie, bo zdaje mi się, ze bylibyśmy dobrą partią na parę przyjaciół raczej, nie małżonków. Wszystko w tym momencie jest już bardzo pokiereszowane, podejrzliwe nieco, ale  On mi dziękuje czasem za dobre rady, czasem ja Jemu. Szanujemy się. Nie utrudniamy kontaktów z dziećmi, nie utrudnailiśmy rozwodu. Wszystko tak, by się się mocniej nie ranić.
Teraz...tak w skrócie....długo, bardzo długo myśląc o wszystkim widziałam wyłącznie swoją winę. bo zdrada.
Jak jest teraz? Zdrada nadal jest moją wyłączną winą i nie mam na nią wytłumaczenia.....ale świadomam mechanizmów.
Nie teraz mi je opisywać. Ktoś chętny? Napiszę. Powiem tylko, że żadno z nas nie do końca gotowe było na małżeństwo, na tak poważny związek....On uważał , że chodzenie do pracy i bycie obok to już. Ja uważałam, że gotowanie, pranie, sprzątanie i wychowywanie dzieci to też wszystko. I  każdo z nas się myliło. Ja dziś widzę J Twoje błędy Krych, Ty widzisz moje. Oboje potrafimy stwierdzić, że wyjątkowo źle się dobraliśmy. Każdo z nas miało inne oczekiwania. Kochaliśmy się na swój głupi sposób i nie potrafiliśmy rozmawiać o swoich oczekiwaniach.
Ja topiłam smutki w butelce, Ty uciekałeś w inne rzeczy.
Czy rozstanie nam pomogło? Pomogło. Mi.
Czy Tobie? Nie wiem. Wątpię. Czemu?
Jak wcześniej wspomniałam,obudziło się w Tobie coś, co wcześniej ledwo się tliło. I martwię się czasem o COebie i wiesz, że tak jest.
Ale Ty, jak zwykle, jesteś ponad to.
Ktoś zapytał Krych'a, czemu nie wyszło mu z kolejną partnerką?
Nie wyszło mu, bo Krych analizuje wszystko po stokroć, bo nie umie przyjmować dobrych rzeczy jako dobrych.
Bo nawet najmniejsze wahanie staje się dla niego fortecą nie do zdobycia.
Bo BARDZO stara się, by nie został zaszufladkowany. Tyle że szufladki rzeczone sam tworzy, wyolbrzymia, buduje twierdze nie do przebycia.
Kiedyś mi powiedział, że boi się być/zostać "pantoflem". Ma/masz mylne pojęcie, złą definicję.
Kochać, okazywać sympatię, zainteresowanie, szacunek nie jest równowarte z wyżej wymienionym.
Krych mówi, że jest ok, że wyszedł na prostą, że jest sobą.
A ja się o niego martwię, bo widzę, że nie jest ok, że popadł w skrajność, że sam przed sobą (a przy okazji przed innymi) udaje silną , pewną osobę, która znalazła swoje miejsce w życiu.
Martwię się, że przekombinował nieco, zabrnął zbyt daleko w swoich oczekiwaniach dot. szczęścia, partnera, etc.
Btw, znam jego była partnerkę, tzn tą po mnie. Znałyśmy się wcześniej. Rozmawiałyśmy nawet  o tym, że oni razem i w ogóle.
Jest ok, jest spoko, jest "kumata" smile
Nie pytałam nigdy, bo i nie moja sprawa. Wiem tylko, że Krych się trochę zagalopował, że dla świata jest ziom, dla siebie już niekoniecznie.
Nie chciał mnie nigdy słuchać (nie dziwota, też bym nie chiała), teraz nadarzyła się okazja.
Dal wszystkich zainteresowanych: nie jestem Matką Teresą, nie jestem kimś, kto szuka odkupienia, nie jestem kimś, kto oczernić chce kogoś, by samemu poczuć się lżej.
Jestem po prostu. Czy obiektywna? Pewnie nie, bo jedna ze stron. Czy chcę sobie podbudować ego? W żadnym wypadku. Chciałabym, by choć połowa zdradzaczy miała podobne moim przemyślenia.
Czy ktoś mi "pojedzie" ? Nie dbam o to. Nie teraz już.  Zbyt wiele razy wypowiadałam się w kwestiach zdrady.  Zbyt wiele przemyśleń już, zbyt dużo wniosków.
I jeśli wciąż coś dla kogoś nie do końca jasne.....tak, jestem byłą żoną Krych'a 23, dobranoc.

Aaaa, ktoś zapytał Krych'a o moją "potencjalną" chęć powrotu. Ja nie wracam. Ja jestem szczęśliwa. Czasem tylko wracają do mnie myśli o przysłowiowej karmie i zastanawiam się, czy zasłużyłam na to, co mnie w życiu spotyka. A spotyka dobre. I wciąż o tej karmie cholernej myślę.
I dochodzę do wniosku, że ONA to nic innego, jak ściąganie na siebie tych złych rzeczy nie przez wydarzenia, , których byłeś twórcą w przeszłości, a raczej przez natrętne myśli, które kreują Twoją rzeczywistość tu i teraz.
Tak myślę.....lub też mam taką nadzieję, dlatego staram się nie myśleć, bo przecież ta zdrada, to skutek czegoś, tak? U nas ona była skutkiem. I nie umniejszam jednemu, by dodać drugiemu, to po stokroć tu przerabiane już było.

Zazwyczaj zdrada z czegoś wynika, zazwyczaj zdradzony po odkryciu zdrady robi za świetego. Bardzo to widać na tym forum. Można w związku byc zgredem, można ignorować, można sie emocjonalnie wyzywac, można odmawiać uporczywie seksu, można uciekać w prace, można ośmieszać, można krzyczeć....ale nie wolno zdradzić bo zdrada zmywa grzechy zdradzonego natychmiast. Oczywiście to na forum bo w rzeczywistości już jest inaczej. Często tez czytam: nie można zbudować szczęścia na nieszczęściu no i muszę stwierdzić, ze znam pare osób, które są szczęśliwe mimo, ze to one zdradziły. Tak to jest kwestia umysłu, własnych myśli i wyrzutów sumienia. Ja zostałam zdradzona, nie raz, a jednak w ogóle nie czuje sie "zdradzona", jestem tez zdania, ze jeśli to nie JEST TYM to jest początkiem czegoś lepszego, lekcja życia, siebie samego. Każdy ma prawo do nowego startu.

77 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2016-05-23 15:07:17)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

NieZnamSiebie - pozwolisz ze ustosunkuje sie do Twojej wypowiedzi.

Nie zgodze sie z tym, ze zawsze, jak piszesz, w sytuacjach zdrady, zdradzony zostaje 'ozyszczony' ze wszystkiego, a zdradzacz jest 'ten zly'.

Ja sama, jako osoba zdradzona, jak i wieeeeele osob na tym forum w momencie odkrycia ze najblizsza mi osoba mnie zdradzila, szukaly winy w sobie. Wrecz do skrajnosci. Chcialy sie zmieniac aby 'dogodzic' zdrajcy. Tylko ze to juz za pozno. Bo zdrada niszczy wszystko.
Po czasie, doszlam do wniosku co robilam zle i wycianelam z tego wnioski. Nie jest wiec tak, ze jestesmy 'super i bez skazy'.

Natomiast nie ma mowy o jakims oczyszczeniu jak piszesz, bo tak czy inaczej, cokolwiek osoba zdradzona nie robila by zle (malo seksu, zaborczosc, czepianie sie czy cokolwiek innego tam drugiemu przeszkadza) - nie moze to byc w zaden sposob porownywane ze swinstwem jakim jest zdrada. Koniec.

Piszesz, ze wszechobecne jest cierpienie zdradzonego itd - a dziwi Cie to??? Rozumiem, ze chcesz powiedziec, ze Ty jako osoba zdradzajaca miala swoje powody, kazdy z was je ma, ze Krych pewnie nie byl taki swiety itd. Wszystko prawda. Natomiast Ty, jak i kazdy zdradzacz mieliscie te moziliwosc zeby albo probowac rozwiazywac to, co Was bolalo, albo sie rozstac (bo ma do tego kazdy swiete prawo) ZAMIAST zdradzac.

To jest ta ZASADNICZA roznica, ktorej niestety wiekszosc z 'was' niestety nie rozumie i nie dostrzega.

Piszesz, ze zdrada to skutek. OCZYWISCIE, zgadzam sie. Tak samo jak rozstanie jest skutkiem. Nie odpowiada mi przykladowo to, ze maz np mnie olewa miesiacami wiec koncze to malzenstwo. Albo: nie odpowiada mi ze moj maz mnie olewa miesiacami wiec...... go zdradzam.... i tez koncze to malzenstwo.... tylko w 'troche' bardziej ohydny sposob. Potrafisz dostrzec rozncie NieZnamSiebie?

Poza tym, piszesz tak, jakby Wam jednak 'nie wyszlo', a wina po srodku. Ze jakby Krych nie potrafil wybaczyc, przerobic. Z tego co pisze on - to on wybaczyl, probowal przynajmniej bo dal Ci szanse i ok roku byliscie razem po tym, jak zdrada wyszla na jaw. O ile ja dobrze rozumiem, to definitywnym koncem bylo to, ze ROK POZNIEJ, KOLEJNY raz dowiedzial sie, ze jednak 'nei wie wszystkiego;. ZE ZNOW ZOSTAL OKLAMANY. To ogromnie zmienia postac rzeczy.

Piszesz, ze Krych analizuje, a to Ty tutaj rozlozylas dokaldnie na czynniki pierwsze jego ostatni zwiazek i przyczyny przez ktore mu nie wyszlo.....

Fajnie, ze Ty jestes szczesliwa i fajnie ze sie o niego martwisz. Czlowiek sie zmienia, to na pewno. I nigdy nie bedzie juz taki sam, nie dziw sie wiec, ze wiele rzczy z niego 'powychodzilo'.....

Tak czy inaczej, chcialam podsumowac, ze w wielu zwiazkach sa problemy (zeby nie pisac ze we wszystkich), ale nie wszyscy nieszczesliwi w zwiazku zdradzaja. To tyle w temacie tego, ze zdrada jak piszesz jest 'skutkiem'.

78 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2016-05-23 16:04:58)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
kejt38 napisał/a:

Zazwyczaj zdrada z czegoś wynika, zazwyczaj zdradzony po odkryciu zdrady robi za świetego. Bardzo to widać na tym forum. Można w związku byc zgredem, można ignorować, można sie emocjonalnie wyzywac, można odmawiać uporczywie seksu, można uciekać w prace, można ośmieszać, można krzyczeć....ale nie wolno zdradzić bo zdrada zmywa grzechy zdradzonego natychmiast. Oczywiście to na forum bo w rzeczywistości już jest inaczej. Często tez czytam: nie można zbudować szczęścia na nieszczęściu no i muszę stwierdzić, ze znam pare osób, które są szczęśliwe mimo, ze to one zdradziły. Tak to jest kwestia umysłu, własnych myśli i wyrzutów sumienia. Ja zostałam zdradzona, nie raz, a jednak w ogóle nie czuje sie "zdradzona", jestem tez zdania, ze jeśli to nie JEST TYM to jest początkiem czegoś lepszego, lekcja życia, siebie samego. Każdy ma prawo do nowego startu.

kejt38,
zgadzam się, ze zdrada z czegoś wynika, musi byc jakis powód do zdrady.
Ale, czy powodem do zdrady jest zachowanie się zdradzonego ??

Jeżeli ktoś zachowuje sie tak jak to opisałaś :
"Można w związku byc zgredem, można ignorować, można sie emocjonalnie wyzywac, można odmawiać uporczywie seksu, można uciekać w prace, można ośmieszać, można krzyczeć."
to jest to powód do zdrady ?

Nie uważam tak.
Jest to powód do wspólnej pracy nad naprawą związku a jeżeli nic ona nie daje to do zakonczenia związku.

Zgadzam sie z Kiedyśbyłam kiedy pisze

kiedysbylam napisał/a:

Piszesz, ze wszechobecne jest cierpienie zdradzonego itd - a dziwi Cie to??? Rozumiem, ze chcesz powiedziec, ze Ty jako osoba zdradzajaca miala swoje powody, kazdy z was je ma, ze Krych pewnie nie byl taki swiety itd. Wszystko prawda. Natomiast Ty, jak i kazdy zdradzacz mieliscie te moziliwosc zeby albo probowac rozwiazywac to, co Was bolalo, albo sie rozstac (bo ma do tego kazdy swiete prawo) ZAMIAST zdradzac.

To jest ta ZASADNICZA roznica, ktorej niestety wiekszosc z 'was' niestety nie rozumie i nie dostrzega.

Piszesz, ze zdrada to skutek. OCZYWISCIE, zgadzam sie. Tak samo jak rozstanie jest skutkiem. Nie odpowiada mi przykladowo to, ze maz np mnie olewa miesiacami wiec koncze to malzenstwo. Albo: nie odpowiada mi ze moj maz mnie olewa miesiacami wiec...... go zdradzam.... i tez koncze to malzenstwo.... tylko w 'troche' bardziej ohydny sposob. Potrafisz dostrzec rozncie NieZnamSiebie?

Natomiast strzał w plecy zza wegła nie jest rozwiązaniem, a tym bardziej nie jest jest rozwiązaniem w jakikiolwiek sposob usprawiedliwionym,
w którym zdradzajacy macza swoje palce i przez to staje się współwinnym.

Zdrada to zawsze mordestwo, chocby częściowe.
Zabicie psyche, co widac wyraźnie w życiu Krycha, w tym jak sobie nie potrafił sobie poradzić z nowym związkiem.

NieZnamSiebie, psze że :

NieZnamSiebie napisał/a:

Aaaa, ktoś zapytał Krych'a o moją "potencjalną" chęć powrotu. Ja nie wracam. Ja jestem szczęśliwa. Czasem tylko wracają do mnie myśli o przysłowiowej karmie i zastanawiam się, czy zasłużyłam na to, co mnie w życiu spotyka. A spotyka dobre. I wciąż o tej karmie cholernej myślę.
I dochodzę do wniosku, że ONA to nic innego, jak ściąganie na siebie tych złych rzeczy nie przez wydarzenia, , których byłeś twórcą w przeszłości, a raczej przez natrętne myśli, które kreują Twoją rzeczywistość tu i teraz..

Jej zdrada nie dotknęła a z poczuciem własnej winy potrafiła się uporać.
Jedyne co ją martwi to obawa, ze zostanie "ukarana" za swoją zdradę przez ową "karmę".
Ale z tym też sobie poradzi - już wie, ze to nie biektywna determinanta może sprowadzić na nią karę,
ale bardziej sproadzenie na siebie kary przez "samospełniającą się przepowiednię" - a nad tym potrafi sama zapanować.

Co prawda, nie wiadomo, jak dzieci podziękują jej za rozbicie rodziny, jak potocza sie ich losy obarczonych syndormem DDRR.
ale, to jeszcze dobre parę lat...


NieZnamSiebie napisał/a:

Tak myślę.....lub też mam taką nadzieję, dlatego staram się nie myśleć, bo przecież ta zdrada, to skutek czegoś, tak? U nas ona była skutkiem. I nie umniejszam jednemu, by dodać drugiemu, to po stokroć tu przerabiane już było.

dlaczego w Waszym związku który trapiły kłopoty, tylko jedna ze stron zdradziła a druga pozostała wierna... ?

To nie jest pytanie z serii "żeby dokopać".
Raczej po to, żeby wyciągnąc wnioski na przyszłość.
Po to by w przyszłości uniknąć kolejnego strzelania zza węgła do zupełnie nieświadomej tego faktu osoby, która zaufała i traktuje nas jak najbliższego na świecie człowieka...

A to czy unikniemy sprawiedliwosci, czy też nie ?
To jest raczej kwestia drugorzedna.

Na świecie chodzi wiele osób które unikają sprawiedliwosci, nawet za najbardziej odrażające przestępstwa.
Czasami cieszą się uznaniem, chwała po smierci.
Jeżeli  dla kogoś jest to wskazówka jak żyć,
to jego sprawa, jego decyzja.

79

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

i dodam tylko ze to, czego najbardziej zabraklo mi w Twoim dlugim poscie NieZnamSiebie to..... POKORA. Po prostu i mimo wszystko.

Natomiast nie widze sensu dalszej dyskusji poniewaz jestescie juz po rozwodzie i z tego co wiem jestes w zyciu Krycha tematem zamknietym.

Dla dobra Waszych dzieci na pewno fajnie, aby obojgu Wam sie dobrze poukladalo.

A czy Wasze malzenstwo rozpadloby sie gdybys nie zdradzila/ nie oklamala na etapie kiedy on dal Ci szanse po zdradzie? Tego nie wiemy, prawda? 
Wiemy natomiast, ze rozpadlo sie poniewaz wyzej wymienione rzeczy sie wydarzyly.

80 Ostatnio edytowany przez NieZnamSiebie (2016-05-23 22:25:05)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Uderz w stół.....:p
Pokora? Rozmawiacie kiedyśbyłam, zapytaj.
Zarzucacie zdradzaczom , że nie zdają sobie sprawy z tego, jaką  krzywdę wyrządzają?
Czyżby?
Nie oceniaj miarą  ludzi z własnego podwórka.
Jedyną  rzeczą o którą się martwię jest karma?
A reszta wpisu się nie liczy?
Ha, cudnie.
Zresztą z nikim dialogu nie zamierzam  prowadzić w  tej kwestii  akurat.
To jak walka z wyimaginowanym wrogiem, a poza tym nie mój temat. Krych'a jest, nie będę śmiecić.
Kiedysbylam, podkreśliłam ze zdrada jest wyłącznie moją winą,  czyż nie?
Póki co tłumaczysz wszytko to co powiedziałam, zarzucając ze nie powiedziałam.

Szczęścia dziewczyny. Wszystkim smile
Ps....nie próbowałam  niczego  udowadniać, jasno napisałam...a mojego życia nikt nie zna, by oceniać:.
Ps2....a z dziećmi mi nie wyjeżdżać, bo tylko tym można mnie z równowagi  wyprowadzić .
Dzieci wiedzą  swoje. Kochają tatę  i mnie. Nigdy nie powiedziałam na niego  złego słowa. 
On na mnie też nie. Normalni  pod tym względem jesteśmy. Dzieci mają rozum, są szczęśliwe. Nie wiesz jedna  z drugą ile dla nich poświęciłam!

81

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Nie chcę już tutaj drążyć tematów. Dopiszę parę rzeczy i dla mnie temat jest zamknięty. Prawda jest taka, że prawda jest jak dupa, każdy ma swoją. Co nie znaczy, że nie ma prawd uniwersalnych, bo są, były i będą. I fajnie jak się dwoje ludzi spotka z podobnym patrzeniem na swoje prawdy, wartości, patrzenie na świat. Zgadzam się z Wami Kiedyśbyłam, Secondo. Kejt ma tez pod koniec sporo racji. Prawdą jest też, że słowo, jest słowem dopóki nie pozna się jego znaczenia. Zdrada boli, ciosy w plecy, manipulacje, kłamstwa. Można jednak z tego wyjść. Można znaleźć metody, skupić się na sobie, mozolnie konsekwentnie ogarniać emocje (niestety mało kto jest ich uczony) i łapać DYSTANS do cudzych opinii, świata, siebie. Po przejściach można wiele fajnych wniosków wyciągnąć. To może byc taki bodźec do działania. Można tez popaść w zaślepienie, nienawiść, marazm. Każdy ma wybór.

Dzieci - fakt jest taki, że dzieci sa kuźwa niestety poszkodowane. Możemy nawet nie zdawać sobie sprawy co tam w tych małych serduszach się dzieje hmm Martwie się ich przyszłością. Z drugiej strony nie ma domów, rodziców idealnych. Córki w przyszłości będą miały coś do ogarnięcia, przerobienia. Będę za nie trzymał kciuki. Na pewno ex żona jest the best matką dla naszych dzieci, na bank się stara. Ja będę się starał być jak najlepszym tatą.
Tutaj nie ma idealnych rozwiązań. Gdybym został to jaki dałbym przykład? Jakiego taty, faceta? Gdbybym został, to bym nie uwdźwignął tego. Mógłbym "popłynąć" na dno. Podjąłem decyzję i co ma być to będzie.

Sprawiedliwość - jeden zdradzacz poniesie konsekwencje, drugiemu sie upiecze i jeszcze długo będzie święcie przekonany o swoich racjach. Wiecznego karania nie powinno być, to by było chore, co nie znaczy, że nie ma rzeki gówienka do przepłynięcia. Tylko konsekwencje mogą coś zmienić w sposobie myślenia, podejścia. Secondo dobrze napisała, to sprawa drugorzędna tak naprawdę. Zrozumiałem, że nie jestem od wymierzania kar, sprawiedliwości że tak też niszczę człowieka i w sumie też siebie. To nie działa jednak tak, że sie pstryknie i wła la, nienawiść sobie poszła. To proces. Rozumie mnie ten, kto to przeszedł.
Najważniejsze to na końcu się nie pozabijać, ani sobie nie przeszkadzać, nie mścić się.
Osobiście nie oceniam tych co zostają i budują związek od nowa po zdradzie, ani tych co odchodzą. Ich życie, ich decyzje, ich szczęście lub nieszczęście.

Kto ma lepiej, a kto gorzej? Kto jest bardziej szczęśliwy, a kto sobie nie radzi? A co to jakieś zawody życia? Życie jest przewrotne enough. Nie czuję potrzeby udowadniania komukolwiek, że jestem zadowolony z życia, z siebie. Z nikim się też nie ścigam. Tak, w pełni szczęśliwy będę tworząc fajną relację z Kobietą, tworząc związek. Co nie znaczy, że teraz jest źle. Trochę samotności nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Można też powiedzieć, że aby najpierw z kimś żyć, trzeba nauczyc się żyć samemu tongue Jak ktoś ma się o mnie "troszczyć" i mi dowalać to ja dziękuję.
I jestem pewien, że nie boję się wejścia w związek. Ryzyko dostania po dupie jest zawsze. Ale po co się blokować? Jesteśmy kimś zainteresowani, zaczynamy być zauroczeni to wrzucić na luz, być sobą, dbać o partnera i może się uda smile Życie jest jedno.

Karma - dobrze powiedziane z tą samo spełniającą się przepowiednią. Sami sobie przyciągamy różne klimaty. Ktoś czuje spokój serca i mu dobrze tak jak jest. Inny po trupach do celu i też będzie zadowolony, albo wiecznie będzie mało. Wydaje mi się, że to ważne by postępować wedle własnego sumienia.
To, ze nikt święty nie jest, w tym i ja, nie znaczy, że mam teraz po bandzie latać i ranić innych. Mam swoje zdanie na ten temat, jak pewnie każdy z Was.
Jak życie daje to brać. Bycie szczęśliwym to przecież nie grzech.

82

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
NieZnamSiebie napisał/a:

To teraz ja.
Mam nadzieję, że Krych się nie obrazi.  Że nie odbierze jako atak.
.........................................
Rozmawiamy. Czasem nawet bardziej poważnie, bo zdaje mi się, ze bylibyśmy dobrą partią na parę przyjaciół raczej, nie małżonków.
..........................
Powiem tylko, że żadno z nas nie do końca gotowe było na małżeństwo, na tak poważny związek....On uważał , że chodzenie do pracy i bycie obok to już. Ja uważałam, że gotowanie, pranie, sprzątanie i wychowywanie dzieci to też wszystko. I  każdo z nas się myliło. Ja dziś widzę J Twoje błędy Krych, Ty widzisz moje. Oboje potrafimy stwierdzić, że wyjątkowo źle się dobraliśmy. Każdo z nas miało inne oczekiwania. Kochaliśmy się na swój głupi sposób i nie potrafiliśmy rozmawiać o swoich oczekiwaniach.

NieZamSiebie,
jeszcze raz przeczytałam Twój post.
Na spokojnie.
I zobaczyłam znacznie więcej niż za pierwszym razem.

Dawno nie widziałam takiego pięknie napisanego wyznania miłości do drugiego człowieka.
Po przejściach, ale może dzięki temu mądrej miłości.
Nie przyjaźni.

Rozdzieliło Was nie wyjątkowe złe dobranie się, ale brak umiejętności komunikowanie się.
Małżonkowie to najpierw muszą być dobrą partią przyjaciół, dopiero potem kochanków.
Ogień między ludźmi spala ich, wystarczy ciepło.

83

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Krych, nie czytaj:)
NieZnamSiebie, zaskoczył mnie bardzo Twój wpis. Nie będę się rozpisywać, chciałam tylko o jedno Ciebie zapytać, jeżeli możesz i chcesz oczywiście odpowiedzieć. Czy wiesz już dlaczego nie słyszałaś męża?

Posty [ 66 do 83 z 83 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026