netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

82 odpowiedzi19 789 wyświetleńzałożony przez krych23, 16.05.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 83 ]

1

Temat: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Jestem nowy.
Witam smile

Mam śmietnik w głowie, mętlik...Potrzebuję szczerej rady smile
Nie chcę jej krzywdzić na samym końcu, jednak nie chcę być do końca manipulowany.
Spróbuję opisać jak najdokładniej sytuację.

Rozstaję się z żoną...Po 12 latach...
Oboje, od 9 lat mieszkamy w UK, mamy dwie piękne córki. Ja mam 29 lat, żona 34.
Na sex oboje nie narzekaliśmy. Po prostu coś między nami umarło. Zniknęło 'to coś'.
Rozkład związku trwał wiele lat, teraz to widzę...
Pokrótce opiszę nas oboje, zdaję sobie sprawę, iż będzie to subiektywny opis.

Ona : piękna, mająca to coś. Skomlikowana, wrażliwa. Zawsze, nawet będąc ze mną szukała czegoś. Do tej pory nie wie czego lol.
Pewnie szuka szczęścia...
Mistrzyni kłamstwa, co nawet jej bardzo bliska przyjaciółka stwierdziła. Skoczy w przepaść aby udowodnić, że nie kłamie.
Patrzy na świat widząc wszystkie kolory tęczy ( jej słowa ).
Od kilku dni nareszcie jest szczera ( chyba,lol ).

Ja : to moja pierwsza poważna kobieta w związku ( miałem 18 lat, gdy ją poznałem ).
Dorastałem przy niej. Teraz widzę swoje błędy. Nie potrafiłem jej słuchać. Ona mnie również.
Jestem poukładany, wierzę w kodeks moralny. Zawsze byłem jej wierny, nigdy jej nie zdradziłem ( niestety ona wielokrotnie potrafiła ). Czasem jestem monotematyczny ( tak mówi ).
Uważam, że wzięło się to stąd, iż od 4 lat rozwijam firmę, poświęcałem się temu, miałem plan i widziałem w tym sens.
Jestem towarzyski, zabawny, niestety nie dla niej...
Widzę świat biało albo czarno ( jej słowa ).

Opis sytuacji :
Jesteśmy z innych glin ulepieni, więcej nas różni, dzieli niż mamy wspólnego.
Jest piękną kobietą, wciąż ją kocham, ona już mnie nie, chociaż powtarza to wiele razy.
Ma innego, w Polsce. Poznali się online. Ich 'związek' trwa od około 6 miesięcy.
Czat na telefonie, rozmowy telefoniczne.Stali się sobie bardzo bliscy, mają wiele wspónego. Mówi, że to miłość platoniczna (lol).
W te wakacje zabiera dzieci do Polski ( jak co roku ) i chce się z nim spotkać. Popaprana sytuacja...
Jeszcze dzisiaj rozmawiałem z nią na ten temat . Nie błagałem, trzymam się twardo. Chciałem poznać prawdę, czy ona i on mają plan.
Koleś ma żonę, dziecko, pracę w Polsce, jest nieszczęśliwy.
Odpowiedziała, że na 99% ich związek nie ma szans, ale chce się z nim spotkać ( lol o co chodzi? ).
On był impulsem do działania. Wiele razy mi powtarzała, że lata jej lecą i chce sobie jeszcze życie ułożyć.
Nie rozumiem? Przecież mieliśmy zycie...Rodzinę,dzieci, firmę. Pewnie gdzie ja widziałem sens i szczęście, ona nie...
Dla mie ( nawet ona się z tym zgadza ) to kobieta, która nie wie czego chce. Ja twardo stapąm po ziemi, ona szuka...'czegoś'.
Boli mnie to najbardziej. Mam żal do niej...Gdy byłem gotów odejść ( kilka razy małżeństwo wisiało na włosku ) nie pozwalała mi.
Przytuliła, rozpłakała się, powiedziała, że będzie dobrze.
Teraz, zakochana w innym powiedziała mi wiele prawdy, o którą tak naprawdę wiele lat walczyłem. Domyślałem się kilku rzeczy, dowiedziałem się więcej. Czuję ulgę, ból mija.
Wiedziała, że odejdę, przecież nie mam innego wyjścia. Zapewne chce tego. I w tym momenie nie wiem, czy mną nie manipuluje.
To nie daje mi spokoju.
Zdradziła mnie, oszukiwała przez wiele miesięcy. Powiedziała, że walczyła z tym związkiem na odległośc. Wiele razy nie odzywała się do niego, szukała sensu i odpowiedzi - 'czy warto być jeszcze ze mną'.
Co mam zrobić, jak mam sie zachowywać?
Wydaje mi się, że również chciałem 'woloności'. Mam pasję. Słyszała wiele przykrych słów ode mnie.
Cóż nie potrafiłem się z nią obchodzić...Jak to jej powiedziałem jest jak naszyjnik z diamentów na szyi pasterza lol
Nie chcę być frajerem...
Chciała być ze mną. Gdy ma innego, juz nie. Nie jest to fair.
Czy rodziny, obydwie strony powinny poznać prawdę?
Jak mam się zachować? Teraz i w przyszłości? W czasie wspólnych ( szczerych? ) rozmów powiedziała, że ciągle możemy uprawiać sex.
Mogę przychodzić na obiady etc.
To jest dla mnie mocno popaprane smile

Wyprowadziłem się już z domu. Chcę rozwodu, nie separacji i to z jej winy.

2

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

No tak.. rozumiem.. i popieram Twoje stanowisko w sprawie. Życie we dwoje bywa trudne ale i piękne.. we troje.. niemożliwe............ trzymaj się..

3

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Mysle ze sam sobie odpowiedziales na koniec posta czego chcesz.
A skoro chcesz rozwodu czyli czegos co jest definitywne no to tez juz wiesz jak powinienes sie zachowac.

Ale szczerze powiedziawszy czytajac to co napisales odnioslam wrazenie ze jestes zagubiony, ze nie do konca jestes pewny czego chcesz. A mysl o  rozwodzie bierze sie z poczucia bolu. Bo nie ma co, ladnie Cie ta Twoja kobieta poranila.

4 Ostatnio edytowany przez Drzazga (2013-05-16 15:21:39)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

cóż trafiłeś na wybrakowany model.
Wielokrotnie Cię zdradzała - jak sobie z tym poradziłeś, tak po prostu "wybaczyłeś" bez zadnych konskwencji ?
Macie dzieci a zona chce sobie urzadzić życie bo jej lata lecą i dlatego rozwala rodzinę swoją i faceta którego chce wyrwac z jego rodziny. Wiekszego bezsensu trudno sobie wyobrazić, az szkoda komentowac taką postawę.
Zostaw ją , nie warto.
Zadbaj o siebie i dzieci.
Naprawdę, zadbaj również o dzieci, ja "puść" wolno.
Znasz zasadę pędu ?
" ciało puszczone raz puszcza się bez przerwy" To również odnosi się do Twojej zony.

5

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Dzieki za posty.
W nocy napisze cos wiecej.
Zagubbiony nie jestem w sensie co mam robic. Zdaje sobie sprawe, ze juz jest po wszystkim.
Raczej chodzi mi o moje zachowanie. Zaczynam drazyc temat, wyrzucac zal na nia.
Wiem,msze to zmienic.

6 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-05-16 16:42:59)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
krych23 napisał/a:

Dzieki za posty.
W nocy napisze cos wiecej.
Zagubbiony nie jestem w sensie co mam robic. Zdaje sobie sprawe, ze juz jest po wszystkim.
Raczej chodzi mi o moje zachowanie. Zaczynam drazyc temat, wyrzucac zal na nia.
Wiem,msze to zmienic.

Masz prawo do żalu, złości, łez...to normalne!
I nie hamuj żadnego z tych uczuć!

Mówią, że przezywanie zdrady, jest podobne do przezywania żałoby, po smierci kogos bliskiego!

Etapy żałoby.

1. ZAPRZECZENIE
- szok
- niedowierzanie
- zaprzeczenie
- wyparcie

2. GNIEW, BUNT
- obrona
- walka
- reakcja na zdarzenie
- reakcja uzależniona od własności osobniczych

3. TARGOWANIE, NEGOCJACJE, PERTRAKTACJE
- chęć osiągnięcia stabilizacji
- chęć osiągnięcia porozumienia
- chęć zysku
- potrzeba załatwienia "czegoś"

4. DEPRESJA
- przygnębienie
- obniżenie poczucia własnej wartości
- smutek
- żal
- poczucie pustki

5. AKCEPTACJA
- uspokojenie
- pogodzenie
- spokój
- uczenie się nowego życia
- przebaczenie
- pojednanie
- czasami akceptacja faktu zdarzenia bez zgody, przyzwolenia na owo zdarzenie.
cytowane za psychologiem J. Zabojszczem

7

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Krych wiesz co robić, weź rozwód z jej winy i poukładaj sobie życie. Nie ma sensu się nią zastanawiać. Ona ma swój problem i pewnie jest niedojrzała.
Zakochała się na odległość ? No hello ..... pewnie jak się okaże, że koleś ma ją w nosie to zaraz do Ciebie przypiegnie tylko Ty się nie daj. To jest toksyczny związek i najlepiej uciekaj z niego czym prędzej.

8

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Przykro mi to pisac ale ona naprawde Cie nie kocha i nie szanuje skoro tak robi. A jak ona wyobraza sobie to nowe zycie? Jej kochas ma rodzine ona tez i jak to ma niby wygladac? Mysli, że zostawi wszystko i przyleci z nia do UK? Szkoda mi Ciebie ale nie daj sie tak traktowac. Ona sie juz raczej nie zmieni. Tobie tez nalezy sie szczescie

9

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Koles jest wielka niewiadoma. Telefon a wspolne zycie to 2 rozne bajki. Szybko jej mina w PL zrzednie smile
Wiesz co robic, zachowac spokoj na tyle na ile to mozliwe w tej sytuacji. Rozwod, dowody na jej wine, kontak ograniczony tylko do sluzbowego typu dzieci, oplaty czy co tam macie wspolnego jeszcze.
Ulozysz sobie zycie, bedziesz szczesliwy a ona kopa dostanie od zycia w PL szybko. Gosc ja przeleci i okaze sie ze w malzenstwie ma okej tylko przygody szukal. Ona tez niech sobie szuka, szczescia..gdziekolwiek tylko nie pozwol jej kolo swojego boku smile

10 Ostatnio edytowany przez krych23 (2013-05-17 04:04:07)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Ok, już po pracy i po piwku z kolegami. Piszę więc, tak jak obiecałem.
Dzięki za wszytkie opinie. Widzę, że jednogłośnie się zgadzacie co do rozwodu z jej winy.
Nie chcę jej bronić, aczkolwiek wypadało by napisać, że nie rozumiałem kobiety...
Jest wyjątkowa. Wiele osób jej się żali ( budzi zaufanie ), dzieli problemami, obarcza ciężarem.
Miała dom, rodzine na głowie. Gdy przychodziłem z pracy zawsze był obiadek na stole.
Firmę prowadzimy w domu ( byłym ), przez 2-3 lata aktywnie uczestniczyła w rozwijaniu się jej.
Gdy wszyscu dorzucali jej problemami, ja dorzucałem obowiązków...
Teraz to widzę, naprawdę dostałem "oświecenia" - nie raz chciała ze mną rozmawiać, dawała znaki.
Ona nie jest złą osobą. To osoba zagubiona, niezrozumiana, szukająca zaufania. Ona chce być wysłuchana.
Powiedziałem jej dzisiaj, że pewnie to znalazła u tego kolesia. Uświadomiłem sobie moje błędy. Zadzwoniła i "ciagnie tą grę" : "Teraz jak jesteś świadomy, widzisz nas jeszcze razem? " Odpowiedziałem, że już za późno. Na to ona : "Osoby z którymi rozmawiam, mówią, że się jeszcze zejdziemy.
Fakt kolejny, że to typ osoby ( jak to powiedziała ) : "Tam gdzie nie powinnam być ambitna, jestem za bardzo. Tam gdzie powinnam, nie jestem ". Wystarczyło, że coś mi się w niej, jej pracach, dziełach, whatever nie podobało i fooooch. Już nie miałem sił latać wokół jej.
Słuchajcie, długo z nią walczyłem. O sens życia, wspólne marzenia. Teraz wiem, że na siłę ją tam widziałem.
Ja wiem czego chcę, ona nie. Nie jestem pizd...ą, twardo stoję na ziemi. Żyję przeciez w 'systemie'. Ona gdzieś buja, ja nie wiem gdzie...

Mam zasady, swoje wartości. Umierałem 11 dni ( depresja, płacz, ogromny ból ). 12 dnia poczułem się lepiej.
Teraz trzymam się całkiem nieźle. Jestem pewien, że tym ją zaskakuję. Wczoraj wygarnęła mi, że jestem pewien siebie...

Wracając do jej zdrad to wiem ( lat w UK ) :
Pierwszy rok - poszła do łóżka z Irakijczy...
W tym samym okresie był ochroniaż z baletów, ale ponoć bez sexu...Ponoc nie umiał się do niej dobrać, jakiś prawiczek...
Domyślałem się kilku rzeczy, dowiedziałem się 7 dni temu ( rozmawiamy szczerze ). Walczyłem o prawdę całe 8 lat!!!
Pózniej była 'przy mnie', małżeństwo. Mówi, że nie zdradzała, że się zmieniła. To będzie jakoś 7-8 lat. No i teraz znowu...

Wiecie co? Byłem młody, niedoświadczony gdy ją poznałem. Podałem się jej jak indyk na talerzu...
Chyba na samym początku straciła do mnie szacunek i igryła moimi uczuciami. Ja zawsze się łudziłem...
Bo ją kocham smile smile

Teraz gdy za 6 dni stuka mi 30-tka zrobię sobie prezent : oddam się ponownie przeznaczniu. Dojrzalszy, bogatszy duchowo, z wartościami, postawionymi celami i pasją jestem gotów : CHCĘ WOLNOŚCI

Czyli mam się zachowywać twardo i konkretnie ( lubię taki być ) :
1. Rozwód z jej winy. Jestem gotów na wojnę. Powiedziałem jej o tym, ona : "Wiem jaki jesteś, jestes mściwy"
2. Bycie chłodnym i opanowanym. To powoli ogarniam.
3. Ograniczanie kontaktów do minimum, czyli pewnie tak jak jej napisałem : " Chcę mieć zdrowe kontakty : dzieci i firma".

Z firmą to juz inna bajka...

11

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Ech...
Zagubiony z niej człowiek albo to wyrachowana osoba. Uważam, że po trochu z każdego.
Nie wiem, czy mówi prawdę, czy brnie w kłamstwie...
Dzisiaj powiedziała,  ze już przestała się z nim kontaktować ( taaa,jasne ).
Zapytała się również, czy są jeszcze jakiekolwiek szanse na uratowanie małżeństwa, że mnie kocha...
Hm...Znam ją na tyle, że spodziewałem się takiego zachowania. Odpowiedziałem, że nie chę takiej miłości, że wierzę w inną.
Zdaję sobie sprawę, że najgorsze przede mną. Będę musiał stawić czoła zazdrości, gdy zobaczę ją z innym...
Czy jest jeszcze szansa? Czy powinienem mieć nadzieję?
Mętlik, mętlik w głowie mam...

12

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

krych23
jak czytam to z tej mąki już chleba nie będzie (chyba?). Szkoda życia, zakładając że do siebie wrócicie jaką masz pewność, że sytuacja znowu się nie powtórzy. Ja na Twoim miejscu bym się rozeszła bez orzekania o winie, po co Ci to, po co Ci szarpanie przez następne lata. Wycofaj się z honorem i godnością, czasem nie warto się zniżać do ich poziomu tej drugiej osoby, tylko zamknąć jak najszybciej ten rozdział i zacząć od nowa.

13

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Zapewne masz rację. Czuję się zagubiony i ciężko mi cokolwiek stwierdzić na 100%. Z drugiej strony czuję się silny.
Chcę dać sobie szansę.
Pobraliśmy się w UK.
Są dwie opcje :
1. Separacja ( całe 2 lata ) --> następnie rozwód bez orzeczenia winy.
2. Rozwód ( musi być powód ).
Wymienione są 4. Między innymi : zdrada.

Dla mnie separacja to obłęd. Wolę to zamknąć raz, a dobrze.
Obiecała, że podpisze dokumenty, przyzna się.

14

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

krych23
wiem, rozumiem Cię, mam podobnie, ale trzeba się zmierzyć z faktami, a nie ze słowami. Rozum Ci mówi skończ, a serce boli, przeżywam to samo. Ja, jeśli poczuję, ze to ten moment to na pewno nie złożę o separację ale o rozwód, bo separacja nie ma sensu. Rozumiem, ze nawet jeśli się przyzna do zdrady to rozwód może być bez orzekania o winie? Zresztą, powiedz mi co Ci da z orzekaniem o winie, oprócz satysfakcji? Macie córki, więc i tak będzie się widywać, lepiej się rozstać na poziomie, no chyba że są do ugrania alimenty jak w Polandii.

15

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Nie chodzi mi o pieniądze, nie chę żadnych alimentów.
Ja będę płacił na dzieci. Chcę właśnie to zakończyć raz a dobrze. Separacja to śmieszna w tym wypadku opcja...
Gdy 'wyganiała' mnie z domu, rzuciła nawet słowami : 'może muszę się przekonać co tracę...'
Myślała, że wrócę jak pies gdy zechce? Tak jej dzisiaj powiedziałem.
Doceniam jej szczerość na samym końcu, zachowała resztki godności. Ta prawda należała mi się .
Ona będzie musiała dać sobie radę. Zawsze mówiła 'jakoś to będzie'.
Na dniach będę kontaktował się z adwokatem. Zobaczymy, czy jest taka opcja.
Tylko trochę to bezsensu. Rozwód z winy żony ( zdrada ), ale finalnie bez orzekania winy.
Hm...a może ma to sens smile
Dzięki za wpisy.

16

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

krych23
ja znam przypadki, że jedna ze stron przyznawała się do zdrady, ale rozwód był bez orzekania o winie. No nie wiem czy warto? Musisz sam to przemyśleć.

Nie przejmuj się jej słowami, one jeszcze bardziej chce Cię zranić, zniszczyć Twoje poczucie własnej wartości. Wiesz co mi jm powiedział, że nikt mnie nie będzie chciał z dwójką dzieci i ze miałam szczęście, że ze mną był 20 lat. Super...co? Nie musze Ci mówić jak się czułam. Dodam, że jestem w miarę ładną filigranowa kobietką i mam powodzenie (on co prawda też jest przystojny). Ale zabolało jak cholera.

Dasz radę, zobaczysz!

17

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Muszę smile
To nie jest zła osoba...
Dzisiaj powiedziała : 'jesteś lepszy niz ci się wydaje.'
Być może coś zrozumiała, ale fakt - jest za późno.
Ja również wiele rzeczy zrozumiałem.
Inaczej bym się zachowywał w stosunku do niej. Tutaj wina leży dosłownie po środku.
Natomiast ona złamała pewną granicę. Wcześniej i teraz gdy jesteśmy małżeństwem.
Wiem jedno. Gdybym wrócił, nie szanował bym siebie. Ona tym bardziej...

18

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Heja

Sprawy nabrały rozpędu, sporo się zmienia.
Po pierwsze - czuję się dużo lepiej. Ogąrnałem moje zachowanie wobec małżonki.
Urządziłem pokoik, kupiłem kilka modnych szmat itd.
Nabrałem pewności siebie. Nie błagałem, byłem/jestem ( chyba lol ) gotów rozpocząć nowe życie. Generalnie zacząłem dbać o siebie.
Żona to zauważyła. I się zaczęło...

Zerwała kontakt z kolesiem z PL, mam nawet na to poszlakę, skłaniam się jej wierzyć.
My zaczęliśmy szczerze rozmawiać jak nigdy...Uświadomiłem sobie moje/nasze błędy, w szczególności brak bliskości.
Żyliśmy w 'układzie'. Zgadza się ze mną. O sobie także mówi krytycznie.
Ech...teraz dostaję sms-y typu :
'Straciłam cię przez swoją głupotę. Jeszcze nie wiem, czy będę umiała z tym żyć, przepraszam.'
Lub rozmowy, abyśmy zbliżali się do siebie małymi kroczkami. Że mnie kocha, że nie wiedziała co może stracić...

Czytam te forum dosyć intensywnie. Piszą tu ludzie z ogromnymi doświadczeniami, świetną wiedzą psychologiczną
Sam juz nie wiem, dać jej/nam kolejną szansę?
Czy to manipulacja z jej strony? Czy nareszcie jest szczera?
Gdy była rozmowa o szacunku, powiedziała: tak, były momenty w życiu, kiedy cię nie szanowałam. Jednak wtedy ty mnie też nie darzyłeś szacunkiem.
Coś w tym jest. Fakt, że potrafiłem na nią wrzeszczeć, wyzywać. Zresztą to były obustronna reakcja.
Czy jest szansa, że otwarła oczy i zacznie mnie szanować? Może kolejny raz nie pozwala mi odejść...
Zapytałem się jej dlaczego mnie kocha...
Kto mi odpowie...Zwariuję wkrótce...

19

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

daj jej szanse..... daj jej szanse udowodnic ze naprawde zrozumiala i ze naprawde chce. co nie oznacza daj jej szanse i wracaj do domu. po prostu daj sobie czas. poczekaj. zobacz jak dlugo tak bardzo bedzie chciala i walczyla. jak dlugo bedzie odnosci sie do Ciebie z szacunkiem. po prostu odlzo na razie rozwod, te tematy na troszke dalszy plan.

20

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

ja bym nie wrocila... obydwoje zawiniliscie w tym malzenstwie... ale jak pisales kilka postow wczesniej, jaka masz gwarancje, ze nie straci do Ciebie szacunku? badz Ty do samego siebie? jak teraz pozwolisz, by wszystko bylo tak jak dawniej, za jakis czas bajka sie powtorzy...
nie mam doswiadczenia, bo nie bylam mezatka, ale za to bylam swiadkiem malzenstwa moich rodzicow... i z ich przypadku smiem twierdzic, ze zdrada popelniona raz(u Ciebie kilka razy) napewno nie bedzie ostatnia... moj ojciec zdradzal mame notorycznie... mimo, ze obiecal, ze juz nie bedzie, plakal, a pozniej zamienial sie w bezdusznego tyrana... ahhh, nawet nie chce mi sie wracac do tego...
pomysl tez o dzieciach... czasami jest latwiej sie rozstac dla spokoju dzieci... czasami naprawde jest lepiej miec dwa domy niz jeden, a niespokojny...
jaka masz gwarancje, ze to ona zerwala kontakt? a nie on??

ja bym byla naprawde na nie... ale to Twoje zycie i zadecydujesz jak postapisz, zycze Ci tylko, zebys nie musial juz tu pisac, ze sytuacja sie powtorzyla:)

21

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

krych
rób to co uważasz, to Twoje życie i żebyś nigdy nie żałował, ze np. mogłeś dać jej szansę a nie dałeś. Jeśli 2 strony chcą szczerze to naprawdę dużo, może spróbujcie iść na terapię. Obserwuj jeśli zachowanie żony jest nieszczere to na pewno wyjdzie za jakiś czas.

22

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

met90 - no gwarancji nie ma zadnej. to byloby super - zgodzic sien a cos majac 100% pewnosci i gwarancje ze bedzie super. ale malzenstwo to niestety nie jest tak. A jaka gwarancje ma ze nie bedzie tego zalowal kiedys? tez jej nie ma. trzeba zaryzykowac zeby sie przekonac. i wlasnie o tym mowie, jesli od razu mialoby byc 'normalnie' - to tak, na pewno bajka sie powtorzy. on nie powinien wracac, byc razem od razu, tylko dac jej szanse i czasowi, zeby wlasnie sie o tym przekonac i potem tak naprawde podjac decyzje....

23 Ostatnio edytowany przez krych23 (2013-05-22 22:32:49)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Brak szacunku, to właśnie mnie boli.
Urażona duma...
Ech...
Tak, dam sobie czas. To zresztą robię. Za kilka tygodni zapewne będę jeszcze inaczej myślał.
Mój świat legł w gruzach. Łapię dystans...
Ona niech działa. Nie wiem jaka będzie za tydzień, ba nawet za godzinę...
Wiem jedno, co by się nie stało jestem gotów, gotów na każdą opcję.

Edit - O terapii myślałem. Tylko kto ją powinien zaoferować?

24 Ostatnio edytowany przez bałałajka (2013-05-22 22:51:04)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

...a ja napisze tylko tyle, badz aż tyle, iż na rozwód zawsze jest czas...tylko aby złożyć stosowne papiery musisz mieć 100%-tową pewność, że właśnie tego chcesz, że nie ma już żadnej szansy na ratunek i przede wszystkim musisz mieć świadomość, iż zrobiłeś WSZYSTKO, aby to co miedzy Wami było piękne, wyjątkowe, i tylko Wasze, umarło  i nie da sie już tego reanimować!!

Miotasz się krych23, nie masz tej pewności, nadal nie wiesz co robić...uważam, że jak dziwnie by to w tym miejscu nie zabrzmiało, nie dojrzałeś jeszcze do decyzji zakończenia tego związku.
..więc ceruj, przyszywaj i łataj jesli widzisz jakąkolwiek szanse. I nie chodzi mi tutaj o to, że masz Ją w czymkolwiek wyręczać, o nie nie...dać sobie czas, a Jej możliwość, na przekonanie Ciebie- do siebie...poprzez czyny, a nie puste gadanie.

Zastanawiam się jaki jest Twój stosunek do tych zdrad, o których się dowiedziałeś??
Będziesz potrafił żyć ze świadomością rogacza??
Nie będziesz Jej wypominał tych skoków??
Bedziesz potrafił Jej zaufać??
Potrafisz Jej to wybaczyć??

Na te i na wiele innych pytań musisz sobie krych23 odpowiedzieć...czy mimo wszystko, dasz rade nadal z Nią żyć?? czy udzwigniesz ten ciężar i czy jest w Tobie ogrom miłości do Niej, aby funkcjonować po tych wydarzeniach poprawnie.

Jeśli podejmiesz próbę ratowania, myślę że powinniście skorzystać z pomocy profesjonalisty, który pomoże Wam odnaleźć się w tym całym "zamieszaniu", i który pozwoli dzieki oczywiście Waszej ciężkiej pracy nad sobą wyjść na prostą.

Skoro po części poczuwasz sie do winy tego złego co zapędziło Was w tzw. kozi róg, może warto spróbować :-) ...ale jeśli chodzi o zdradę to moim skromnym zdaniem, nic jej nie usprawiedliwia...i nie wiem jak źle by nie było, nie miała prawa Cię zdradzić...jeśli Jej nie pasowało, skoro Jej nie słuchałeś, czuła się nie kochana i co tam jeszcze tylko w świecie możliwe...mogła odejść... a nie wpadać w ramiona pocieszyciela.
Uczciwość to na prawdę bardzo ważna cecha, o której Ona na tamten czas "zapomniała".

25

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Bałałajka masz rację. W/w pytania juz sobie zadałem.
Szukam w sobie odpowiedzi...
Dzięki za wpis.
Nie mam 100% pewności na podjęcie decyzji o rozwodzie...

26 Ostatnio edytowany przez bags (2013-05-22 23:20:56)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Balalajka, Daniel i Monika juz Ci powiedzieli co robic.
Poozostaje Ci sie jedynie pooskladac w calosc i odciac na jakis czas od niej. Zrobic taka sztuczna separacje i uspokoic emocje, bo jestes nakrecony jak bak i tylko patrzec jak wylecisz w powietrze.

Zycie w zwiazku po zdradzie juz nie jest tak kolorowe a tym bardziej, ze u Niej miesza sie zdrada fizyczna z emocjonalna i wiele wskazuje na to, ze jestes dla niej furtka awaryjna a nie stalym domem. TY jestes wrakiem czlowieka i na terapie samemu zapinaj pedzikiem.

Popieram w calosci wypowiedz Balalajki i zapewniam Cie, ze sam sobie na te pytania nie odpowiesz, dopoki sam ze soba nie dojdziesz do ladu.
Ja jestem po slubie koscielnym i na takie stwierdzenie

nie wiem jak źle by nie było, nie miała prawa Cię zdradzić...jeśli Jej nie pasowało, skoro Jej nie słuchałeś, czuła się nie kochana i co tam jeszcze tylko w świecie możliwe...mogła odejść... a nie wpadać w ramiona pocieszyciela.
Uczciwość to na prawdę bardzo ważna cecha, o której Ona na tamten czas "zapomniała".

mam tylko jedno slowo "Koniec" i AMEN.
Rozwod bez orzekania, bo do doopy jej sie jeszcze naleje i bedzie zalowac co miala.

"Fajna laska ale ma kooorewski charakter" jak to sie juz wielokrotnie przetacza na forum...

Przemysl sobie to wszystko na spokojnie, bez emocji. Bo gdy w gre wchodza emocje - wylacza sie myslenie.

27

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Dziękuję.

28

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Krych,
osobiście jestem pod wrażeniem Twojej postawy i dojrzałości jaką reprezentujesz w tej całej sytuacji. Mimo stosunkowo młodego wieku, jesteś jak na moje oko dojrzałym emocjonalnie i twardo stąpającym po ziemii facetem.
1. Zrobiłeś "bilans" swojego małżeństwa i potrafiłeś przyznać się do popełnionych przez siebie błędów.
2. Jasno argumentujesz przesłanki które towarzyszą wstępnie podjętej przez Ciebie decyzji o rozwodzie.
3. Mimo tych przesłanek, przyznajesz że nie jest to takie proste emocjonalnie, "wcisnąć przycisk DEL".

Niezależnie od tego co wyczytasz, jakich rad Ci Forumowicze udzielą, co z tego weźmiesz dla siebie i czy z nich skorzystasz, to są rady które wypływają z własnych przeżyć, doznań... Niejednokrotnie poparte jeszcze niewygasłymi emocjami. Zaś to co już Ci tutaj pisano, to Twoje życie i Twoje decyzje, jak i Twoja odpowiedzialność...
Ale z tego co piszesz i w jaki sposób piszesz, śmiem twierdzić że jakąkolwiek decyzję podejmiesz, "targniesz to" wydajesz się być ogarniętym facetem wink

A to że buzują w Tobie emocje, cóż... Człowiekiem jesteś nie maszyną... Poza tym w takiej sytuacji, bardzo wielu ludzi "popłynęłoby"- alkohol, bibki, doopeczki, etc, etc...
To że Ty w ten sposób sobie radzisz WIELKI + dla Ciebie smile

3maj się smile

29

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

masz tak czyste serce i jest w Tobie tyle milosci do tej kobiety i zalu... Ja widze, ze od wielu lat zwiazek Twoj nie byl taki jak byc powinien.. I choc ciezko to wiem ze powinienes zacisnac zeby i zaczac zyc... Zaczc zyc bez niej.. Bedzie ciezko bardzo ciezko.. Ale z dnia na dzien co raz lepiej... W koncu sie usmiechniesz...

30

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Dzięki ludziska za wpisy. Czytanie Was naprawdę pomaga smile
Cieszę się, że jestem pozytywnie odbierany.
Bags nad specjalistą się zastanawiam.
Fakt, gdy nie jestem w byłym domu czuje względny spokój ducha.
Wczoraj z nią rozmawiałem. O jej podejściu do zdrad, o tym, że muszę mniej czasu spędzać na byłej chacie.
Łapę dystans...
Miłego weekendu wink

31

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
krych23 napisał/a:

Dzięki ludziska za wpisy. Czytanie Was naprawdę pomaga smile
Cieszę się, że jestem pozytywnie odbierany.
Bags nad specjalistą się zastanawiam.
Fakt, gdy nie jestem w byłym domu czuje względny spokój ducha.
Wczoraj z nią rozmawiałem. O jej podejściu do zdrad, o tym, że muszę mniej czasu spędzać na byłej chacie.
Łapę dystans...
Miłego weekendu wink

A tak zapytam...
Watek "dlaczego zdradzani sa glupi" czytales???
jak nie to "zanurkuj" w ta lekture...

32 Ostatnio edytowany przez krych23 (2013-05-24 17:44:58)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Nie czytałem, zanurkuję.

Edit - hmm, juz po pierwszym poście widzę, że będzie hardcorowo.
Trzeba czytać, może człowiek coś sobie uświadomi...
Tylko ja chcę wierzyć, że ona zrozumie... smile

33

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Ja mam na ten temat jeszcze inne zdanie. Moim zdaniem żona nie będzie przy Tobie szczęśliwa. Nigdy tak naprawdę nie była. Oboje ogromnie dużo błędów zrobiliście, ale prawda jest taka, że ona nie chce uratować tego związku z miłości, tylko ze strachu. Moim zdaniem powinieneś jej mówić, że bez Ciebie sobie w życiu poradzi, bo ona czuje, że sobie nie poradzi. Jak pisałeś: sama nie wie czego chce i tego właśnie się boi. Nie znalazła swojego złotego środka na szczęście. I dlatego teraz tak prosi i błaga o kolejną szansę, bo boi się samotności. Ty zaś za bardzo próbujesz wziąć odpowiedzialność za nią. Czujesz się winny temu, że ona nie wie czego chce, dlatego zastanawiasz się nad powrotem. A prawda jest taka, że ona jeszcze szczęście swoje odnajdzie i Ty również, ale osobno. Może się mylę, może błędna jest moja analiza, tego nie wiem. Ale tak po prostu ja to widzę.

34

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Dziękuję wszystkim za wpisy.
Każdy jeden głęboko analizowałem.
Decyzję podjąłem.
Koniec prania mózgu przez moją "jedyną".
Proszę o zamknięcię topicu, najlepiej wykasowania go.

35

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Witam,
Do wypowiedzenia się na forum przekonał mnie mój mąż.
Stwierdził, że to pewnego rodzaju konfrontacja po prostu...czy warta i konstrukcyjna, to się dopiero okaże.
Jak się zapewne domyślacie, jestem tą podłą żoną manipulantką, która zdradzała, oszukiwała, a i teraz coś pewnie
na boku knuje w razie, gdyby jej niecny plan odbudowania rodziny spalił na panewce...
Gwoli wprowadzenia: nadal mieszkamy osobno, choć kontakt naprawdę dobry...dużo rozmawiamy..o nas przede wszystkim.
Cóż, mąż ma nadal chwile zwątpienia czy chce spróbować, czy może sobie odpuścić, ale takie nastroje są przecież normalne
i jak najbardziej wytłumaczalne.
Uważa,że nie walczę o nas na tyle mocno, by mógł do końca wierzyć w moje intencje (walczę nie w sposób, który wg niego jest tym właściwym,
zatem jego zdaniem w ogóle w zasadzie).

Teraz, jeśli ktoś chce poznać mój punkt widzenia na opowiedzianą histrię oraz wasze komentarze na temat, zapraszam.
Jeśli ktoś ma to najzwyczajniej w dupie, bo z góry "ten typ" już zna, poczytajcie proszę inny topic po prostu.

Na początku chciałabym się odnieść do słów: "wielokrotnie mnie zdradzała"...NIE wielokrotnie, choć to tylko słowa moje przeciw Jego
i Jego wiara, a raczej brak wiary, że jest inaczej.
Skoro jednak wezmę pod uwagę zdradę fizyczną plus psychiczną, to może faktycznie.
Nie będę się bronić i na siłę usprawiedliwiać z tego, bo usprawiedliwienia żadnego akurat...
Mogę jedynie nakreślić sytuację i motywy, które mną kierowały...
Nie, nie wystarczające do zdrady, ale spirala niewłaściwych działań z każdej ze stron puszczona była dawno temu...skończyło się tam, gdzie się skończyło...
Żałuję.

Jestem dziwną osobą.Introwertyczka do granic wytrzymałości...nie tyle innych, swoich przede wszystkim.
Dużo kosztowały mnie wszystkie rozmowy z mężem o tym, czego chciałabym, jak widzę nas....dużo większe koszty ponosiłam, gdy każda próba dotarcia
odbijała się echem o ścianę.
Każdno z nas ma w sobie źłe rozumianą dumę....
- "Ty nie, to i ja nie...ty potrzebujesz, żebym był w stosunku do ciebie troskliwy/opiekuńczy, etc?
Ale jak to, skoro ty nie jesteś taka dla mnie?"
Sami sobie zaciskaliśmy sznury na szyjach...powoli i z pasją.
Nawet teraz trudno mi pisać, choć przecież mnie nie znacie (pomijając opinie co niektórych oraz expresową analizę osobowości).

Fizyczna zdrada....totalnie bez sensu....wstydzę się tego, brzydzę w każdej sekundzie życia...
Mąż nie wierzy, że to była jedyna. Cóż, też bym chyba nie wierzyła. Ale, wierzcie bądź nie, WYRZUTY SUMIENIA...
Były, są i będą.Nie jestem sobie w stanie wybaczyć pewnych zachowań i chociaż mam duże pretensje do męża za to, że wolał żyć gdzieś obok,
nie umniejsza to kompletnie tego, co i jak dzieje się w mojej głowie.

Zdrada mentalna...tak, poznałam kogoś, kto wydawał się bliski w tym, jak czuje i postrzega świat. Wiele rozmów....było inaczej, byłam zauważana, słuchana,
nie oczekiwano ode mnie nieczego w zamian. Czułam, że ktoś  mnie lubi nie przez pryzmat tego, czego nie zrobiłam lub co zrobiłam źle, a po prostu dla mnie samej.
Jasne, to "coś" ni jak nie miało  związku z realnym życiem, z kłopotami dnia codziennego.
Usprawiedliwienie? Hm....NIE, ale...
Kocham męża, zawsze kochałam. Wiecie, nie miałam chyba innego sposobu, by go, by nim "poruszyć".
Mąż to trochę człowiek, któremu się wydaje, że skoro z kimś jest, nie ma sensu o tego kogoś walczyć.
Moje ostatnie próby ratowania tego, co dla niego było po prostu, dla mnie niekoniecznie były czymś, co przepełniło czarę goryczy (niby trywialne, a jednak)...
Chciałam z nim wyjść do kina....nie wyszliśmy, bo on nie do końca by zrozumiał, o czym mówią (mieszkamy w Anglii).
Coś we mnie pękło...gdyby nie to, nadal żylibyśmy w marazmie. Teraz przynajmniej każde z nas świadome błędów. Jeśli nawet nie dla nas, to dla każdego z osobna.

To takich kilka spostrzeżeń na gorąco. Pewnie jeszcze coś kiedyś napiszę...
Boli mnie, że oceniacie mnie przez pryzmat własnych doświadczeń.
Prawie każde z Was, którzy się tu wypowiedzieliście, zostaliście zranieni, prawda?
Łatwo wydawać opinię, bazując na pewnych, sobie znanych zachowaniach.
"wybrakowany model", "Ciało puszczone raz..."świetnie ...
Wg was zatem ludzie się nie zmieniają i w ogóle nie warto w nich wierzyć...
Wiecie, mądrzy ludzie potrafią, jeśli chęć jest obustronna.

Zaufanie...zdaję sobie sprawę, że będę musiała bardzo mocno na nią zapracować. Zakładam, że być może nigdy już nie odzyskam jej w 100% (przy równoczesnym założeniu,
że być może uda się nam te wszystkie klocki kiedyś poskładać).

36

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Hej gabby

'Witam,
Do wypowiedzenia się na forum przekonał mnie mój mąż.
Stwierdził, że to pewnego rodzaju konfrontacja po prostu...czy warta i konstrukcyjna, to się dopiero okaże.'

-----> dobrze. Cieszę się, że się 'odważyłaś'. W ostatnich 6-7 tyg. w życiu konfrontacji mam co nie miara.
To wzmacnia człowieka.
_________________________

'Na początku chciałabym się odnieść do słów: "wielokrotnie mnie zdradzała"...NIE wielokrotnie, choć to tylko słowa moje przeciw Jego
i Jego wiara, a raczej brak wiary, że jest inaczej.
Skoro jednak wezmę pod uwagę zdradę fizyczną plus psychiczną, to może faktycznie.'

----> ciągle nie jesteś tego świadoma kochana. Fakty mówią same za siebie.
_________________________


Cóż, mąż ma nadal chwile zwątpienia czy chce spróbować, czy może sobie odpuścić, ale takie nastroje są przecież normalne
i jak najbardziej wytłumaczalne.

----> niestety...ciągle nie jesteś świadoma pisanych przez siebie słów ( nie masz pojęcia co czuję w tym momencie ). Jak to prosto brzmi z twoich ust.
Ubolewam nad tym...Jest mi przykro...
_________________________

'Uważa,że nie walczę o nas na tyle mocno, by mógł do końca wierzyć w moje intencje (walczę nie w sposób, który wg niego jest tym właściwym,
zatem jego zdaniem w ogóle w zasadzie).'

----> hipotetycznie zakładając, jeśliby odwrócić sytuację, zrobiłbym o 1001 czynów więcej...
Byłbym świadomy, że zbudowałem małżeństwo na bazie kłamstwa. 8 lat potrafiłaś to trzymać w sobie ( zdradę fizyczną ). Chociaż nie raz, nie dwa, miałaś okazje aby powiedzieć mi prawdę.
Potrafiłaś przysiąść na życie dzieci oraz matki, że mnie nie zdradziłaś, prawda?. Wiedziałaś, że się domyślam. Zrobiłaś wszystko abym się dalej łudził.
Dopiero gdy 'zakochałaś się'  w kimś innym, nabrałaś odwagi aby mi to powiedzieć.
Potrafisz być brutalna...
_________________________

'Mąż nie wierzy, że to była jedyna. Cóż, też bym chyba nie wierzyła. Ale, wierzcie bądź nie, WYRZUTY SUMIENIA...Były, są i będą.Nie jestem sobie w stanie wybaczyć pewnych zachowań i chociaż mam duże pretensje do męża za to, że wolał żyć gdzieś obok,
nie umniejsza to kompletnie tego, co i jak dzieje się w mojej głowie.'

----> Pozwolę sobie zacytować piękne słowa naszej koleżanki z forum :

"Chwila słabości.... Jakie to delikatne. Jakie wrażliwe. Jakie miękkie. Jakie niewinne. Chwila słabości.
Och och. Byłam słaba. Zdjelam gacie...

To nie chwila słabości. To zdrada. Oszustwo. Kooorestwo.

Chwila słabości jest wtedy jak w upał loda sobie kupie i zjem a na diecie jestem....
Chwila słabości to niepomalowanie paznokci bo mi sie nie chce.
Zdrada to ....

----> hm...przybijam żółwika wink
_________________________

'Zdrada mentalna...tak, poznałam kogoś, kto wydawał się bliski w tym, jak czuje i postrzega świat. Wiele rozmów....było inaczej, byłam zauważana, słuchana,
nie oczekiwano ode mnie nieczego w zamian. Czułam, że ktoś  mnie lubi nie przez pryzmat tego, czego nie zrobiłam lub co zrobiłam źle, a po prostu dla mnie samej.
Jasne, to "coś" ni jak nie miało  związku z realnym życiem, z kłopotami dnia codziennego.
Usprawiedliwienie? Hm....NIE, ale...'

----> nazwałaś to 'coś' 'miłością platoniczną'.
Może lepiej żebyście zderzyli to z rzeczywistością, tak jak mówiłem zresztą.
Najpierw tylko niech koleś zostawi żonę i dziecko. Dla mnie jest kooorwa ŁAJDAKIEM.
Zamieszkajcie razem. Czy to ważne czy w PL/UK? - Bóg z Wami.
__________________________

"Kocham męża, zawsze kochałam."
---->......chora miłość? Miotam się, nie ogarniam powiem szczerze.
__________________________

Końcowa myśl :

"Jestem dziwną osobą.Introwertyczka do granic wytrzymałości...nie tyle innych, swoich przede wszystkim.
Dużo kosztowały mnie wszystkie rozmowy z mężem o tym, czego chciałabym, jak widzę nas....dużo większe koszty ponosiłam, gdy każda próba dotarcia
odbijała się echem o ścianę."

----> najlepiej, najłatwiej tak stwierdzić.
Tak byłem jak 'rozpędzony pociąg' ( praca,firma,hobby itd. ), ale doskonale pamiętam, że wiele, dziesiąki razy próbowałem się dostać do twoich uczuć. Po 'spalonych akcjach' odpuściłem.
Najlepiej...tak, odrzucać...później oskarżyć...
Pamiętasz? Wiele razy mówiłem, że nie potrafię czytać w twoim umyśle.
Teraz, jestem świadom moich błędów, wiesz o tym.
Pytam się czasami siebie - czy moja kobieta, moja żona dbała o moje uczucia?
Ile razy powtarzałem, że ugotowany codziennie obiad nie zastąpi uczuć, bliskości? Ile razy?! Przemyśl to.
100? Pewnie z 300 razy kochana introwertczko.
No tak...to ty jesteś introwertyczką...
________________________________________________________________________________________________

Cieszę się, że napisałaś w moim/naszym wątku. Niestety, po przeczytaniu twojego wpisu czuję negatywne odczucia.

37

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Jedyną "prawdą" akceptowalną dla Ciebie byłaby "Twoja prawda".
Po raz kolejny pytam, jaki byłby mój zamysł w tym momencie, upychając
po kątach niewygodne zdarzenia z przeszłości? Po co?
Jestem świadoma tego, co piszę, jak myślę. A czy Ty jesteś świadomy, że
burzysz wszelkie próby ratowania nas, które podejmuję, bo wg Ciebie nie
współmierne do wyrządzonej krzywdy?

Nigdzie nie napisałam, że zdrada była chwilą słabości. Proszę, nie wkładaj mi w usta słów, których nie
powiedziałam.

Nazwałam to coś "miłością platoniczną"...I choćbym 100 razy tłumaczyła Ci,
w jakim celu użyłam słów, Ty i tak się bedziesz tego trzymał.

Widzisz, teraz to ja coś sobie uświadomiłam...
Każdy mój argument to Twój co najmaniej jeden kontrargument. Ty już podjąłeś decyzję,
choć jeszcze to do Ciebie do końca nie dotarło.
Jest w Tobie dużo żalu i nienawiści....to, że się miotasz i nie wiesz jak postąpić, to już nie o mnie
chodzi, tylko o dzieci, o Ciebie.
Nie wiem,jak się czujesz, ale Ty nie pomagasz w zrozumieniu.
Koncentrujesz się na tym, co ja źle zrobiłam i na tym, czego teraz nie robię.
Chcesz mi po prostu "podrzucić lektury", które mają zastąpić rozmowę o Tobie.


Niestety negatywne odczucia masz po każdej z naszych rozmów. Mi też jest przykro.

38 Ostatnio edytowany przez bags (2013-06-22 19:23:16)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
gabby napisał/a:

Witam,
Do wypowiedzenia się na forum przekonał mnie mój mąż.
Stwierdził, że to pewnego rodzaju konfrontacja po prostu...czy warta i konstrukcyjna, to się dopiero okaże.
Jak się zapewne domyślacie, jestem tą podłą żoną manipulantką, która zdradzała, oszukiwała, a i teraz coś pewnie
na boku knuje w razie, gdyby jej niecny plan odbudowania rodziny spalił na panewce...
Gwoli wprowadzenia: nadal mieszkamy osobno, choć kontakt naprawdę dobry...dużo rozmawiamy..o nas przede wszystkim.

hmm
Masz zadziwiająco szerokie spectrum podejścia i oceniania męża z pozycji własnego fotela. Gdyby on był obrotowy, to jeszcze pól biedy, ale to szerokie pole widzenia przysłaniają Ci klapki na oczach jeśli już.
Rozmawiacie??? hmm Ciekawostką jest to, że Ty mówisz to co uważasz za słuszne i innych poglądów nie dopuszczasz do siebie, a z wypowiedzi męża słyszysz to, co co chcesz usłyszeć a nie to co On ma Ci do powiedzenia!!!
Dawno mnie tu nie było, ale pomimo Twojego dołączenia do tematu widać, że nadal żyjecie w więzieniu swojego związku. Twój mąż pytał Nas tutaj, co robi/robicie źle... hmmm, to może teraz na początek pokażę Tobie, co Ty robisz dobrze ok?, tak będzie krócej:





no to by było na tyle. Z tego wszystkiego jawi się jedno - nie rozmawiacie ze sobą - owszem wymieniacie zdania - ale to puste zdadnia, bez nici porozumienia i jakiejkolwiek woli zrozumienia, w dodatku każde z Was nastawione jest na "szukanie" tego, do czego można się przyczepić, byle tylko nie było to Waszym dobrem wspólnym. Mętlik i brak perspektyw zdrowego układu w przyszłości. To trwa za długo. To wygląda na wir, który Was wciąga.
Wy nie rozmawiacie jeśli już tylko stojąc do siebie plecami obrzucacie się inwektywami po obwodzie kuli ziemskiej tudzież jesteście jak dwie armie toczące zaciekły bój na froncie w okopach, które nic a nic o sobie nie wiedzą.
"Choć miłość można okazywać na wiele sposobów, to słowa są najczęściej odzwierciedleniem stanu duszy. Bądź skora do słuchania, nie skora do mówienia i nie skora do gniewu". Wiesz z jakiego to filmu ten cytat pochodzi... Bo ja wiem, że Ty wiesz nie tyle z jakiego filmu, co przepastnej czarnej księgi o "inicjałach" PŚ.

Cóż, mąż ma nadal chwile zwątpienia czy chce spróbować, czy może sobie odpuścić, ale takie nastroje są przecież normalne
i jak najbardziej wytłumaczalne. Uważa,że nie walczę o nas na tyle mocno, by mógł do końca wierzyć w moje intencje (walczę nie w sposób, który wg niego jest tym właściwym,
zatem jego zdaniem w ogóle w zasadzie).

Z własnego doświadczenia i opisywanych tu historii z obu stron barykady, to paradoksalnie - co może Cię zaskoczyć - w ogóle Mu się nie dziwię. Co więcej Twoje przypuszczenia znajdują odzwierciedlenie w tym co pisałem powyżej tego Twojego cytatu.

Skoro jednak wezmę pod uwagę zdradę fizyczną plus psychiczną, to może faktycznie.
Nie będę się bronić i na siłę usprawiedliwiać z tego, bo usprawiedliwienia żadnego akurat...
Mogę jedynie nakreślić sytuację i motywy, które mną kierowały...
Nie, nie wystarczające do zdrady, ale spirala niewłaściwych działań z każdej ze stron puszczona była dawno temu...skończyło się tam, gdzie się skończyło... Żałuję.

Zamiast pisać takie banialuki, to racz proszę się dokształcić z pojęć zdrady fizycznej i emocjonalnej podszytej szantażem emocjonalnym - bo ewidentnie to stosujesz wobec męża - nie w odniesieniu do Ciebie a własnie do osoby męża.

Jestem dziwną osobą. Introwertyczka do granic wytrzymałości...nie tyle innych, swoich przede wszystkim.

Czyżby??? hmm Bujać to My możemy a nie Nas. Szukasz usprawiedliwienia siebie po najmniejszej linii oporu, określając się mianem introwertyczki. A może tak egoistyczna, narcystyczna osobowość toksyczna o niepohamowanych zapędach do szantażu emocjonalnego wszelkiej maści z niedostrzeżonymi w sobie pokładami osobowości schizoidalnej??? Bo to

Dużo kosztowały mnie wszystkie rozmowy z mężem o tym, czego chciałabym, jak widzę nas....dużo większe koszty ponosiłam, gdy każda próba dotarcia odbijała się echem o ścianę.
Każdno z nas ma w sobie źłe rozumianą dumę....
Nawet teraz trudno mi pisać, choć przecież mnie nie znacie (pomijając opinie co niektórych oraz expresową analizę osobowości).
Fizyczna zdrada....totalnie bez sensu....wstydzę się tego, brzydzę w każdej sekundzie życia...
Mąż nie wierzy, że to była jedyna. Cóż, też bym chyba nie wierzyła. Ale, wierzcie bądź nie, WYRZUTY SUMIENIA...
Były, są i będą.Nie jestem sobie w stanie wybaczyć pewnych zachowań i chociaż mam duże pretensje do męża za to, że wolał żyć gdzieś obok,
nie umniejsza to kompletnie tego, co i jak dzieje się w mojej głowie.
Zdrada mentalna...tak, poznałam kogoś, kto wydawał się bliski w tym, jak czuje i postrzega świat. Wiele rozmów....było inaczej, byłam zauważana, słuchana, nie oczekiwano ode mnie nieczego w zamian. Czułam, że ktoś  mnie lubi nie przez pryzmat tego, czego nie zrobiłam lub co zrobiłam źle, a po prostu dla mnie samej.
Jasne, to "coś" ni jak nie miało  związku z realnym życiem, z kłopotami dnia codziennego.
Usprawiedliwienie? Hm....NIE, ale...
Kocham męża, zawsze kochałam. Wiecie, nie miałam chyba innego sposobu, by go, by nim "poruszyć".
Mąż to trochę człowiek, któremu się wydaje, że skoro z kimś jest, nie ma sensu o tego kogoś walczyć.
Moje ostatnie próby ratowania tego, co dla niego było po prostu, dla mnie niekoniecznie były czymś, co przepełniło czarę goryczy (niby trywialne, a jednak)...
Chciałam z nim wyjść do kina....nie wyszliśmy, bo on nie do końca by zrozumiał, o czym mówią (mieszkamy w Anglii).
Coś we mnie pękło...gdyby nie to, nadal żylibyśmy w marazmie. Teraz przynajmniej każde z nas świadome błędów. Jeśli nawet nie dla nas, to dla każdego z osobna.
To takich kilka spostrzeżeń na gorąco. Pewnie jeszcze coś kiedyś napiszę...
Boli mnie, że oceniacie mnie przez pryzmat własnych doświadczeń.
Prawie każde z Was, którzy się tu wypowiedzieliście, zostaliście zranieni, prawda?
Łatwo wydawać opinię, bazując na pewnych, sobie znanych zachowaniach.
"wybrakowany model", "Ciało puszczone raz..."świetnie ...
Wg was zatem ludzie się nie zmieniają i w ogóle nie warto w nich wierzyć...
Wiecie, mądrzy ludzie potrafią, jeśli chęć jest obustronna.
Zaufanie...zdaję sobie sprawę, że będę musiała bardzo mocno na nią zapracować. Zakładam, że być może nigdy już nie odzyskam jej w 100% (przy równoczesnym założeniu,
że być może uda się nam te wszystkie klocki kiedyś poskładać).

perfekcyjnie to obrazuje.
Widocznie tak bardzo na pewnym etapie małżeństwa starałaś się nie być postrzegana jako obiekt seksualny - i nie tylko - dla swojego ślubnego, ze teraz w ogóle - Twoim zdaniem - Cie "nie widzi". Tęsknotą po skoku w bok za fascynującym Cię kochankiem szukasz sposobu, jak to zrobić bezboleśnie, by przykuć męża do krzesła elektrycznego i dac czadu na full, bo może wtedy Cie dostrzeże i zobaczy, Tłumacząc to yikes Nam następująco: Wiecie, nie miałam chyba innego sposobu, by go, by nim "poruszyć". Błąd, On Cie widzi cały czas, tyko Ty tego nie dostrzegasz, poprzez urojone motylki.
A taki seks na boku nie ma tylu walorów ile mu się przypisuje. Seks przy zdradzie w małżeństwie jest już mocno przereklamowany. I w rezultacie Twój mąż wiedział, kiedy Wasz związek stal się trupem, ale dalej nie wie dlaczego.
Jemu stawiasz potłuczone warunki a tego co On ma do powiedzenia i wysłuchania Go od deski do deski... delikatnie mówiąc olewasz i masz w odwłoku.
To, że masz "ciągłe" wątpliwości co do właściwej postawy w tej sytuacji Twojego Męża, to normalka. Ale tym razem taki Twój tok myślenia, to już skrajny odpał, umysłowa padaczka. Zaufanie buduje się latami a niszczy bezpowrotnie... w kilka sekund.

Jesteś żałosną egoistyczną osóbka, która nie tyle zdradziła męża, co jeszcze próbuje nakłonić Go do naprawy relacji po Twojemu. Mieliście jeden wspólny świat - małżeństwo, a teraz są dwa światy, pomiędzy którymi musicie stworzyć na nowo "bezludną wyspę" zamieszkałą tylko przez Was.
Sztuką jest to zrobić ale trzeba zakasać rękawy i pracować WSPÓLNIE a nie dyktaturą jednego nad drugim.

39

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Dzień dobry forumowicze.

Zapraszam do dyskusji, podzielenia się opiniami.
Czuję zrezygnowanie, nie mam już nic do stracenia.
Mam wrażenie, iż Gabby wielu rzeczy nie jest świadoma...To jest kulminacyjny moment w naszym życiu.

By the Way - 3,5 roku temu założyła śmieszny dla mnie wątek na forum : "Jeden partner seksualny w życiu?"
Chodziło, oczywiście o mnie.
http://www.mojawyspa.co.uk/forum/32/23030/Jeden-partner-seksualny-w-zyciu,30

Pierwszy post i kolejne z podpisem : 'Jestem sobie prawdą, kłamstwem i zagadką też... Jestem,jestem wszystkim,nawet bogiem, tylko sobą być, sobą być nie mogę...' ( Dżem ) są mojej żony.

Forumowiczka 'galadriel' pięknie ją wyczuła, pisząc : 'Moze skoro nie wierzysz w ta cala monogamicznosc,to znaczy ze Ty masz z tym problem? Ludzie czesto odbieraja rzeczywistosc podlug siebie...'

Jej odpowiedź : 'Jasne,jasne,zgadzam się z Tobą,Galadriel!!!
Nie wychodzę z założenia,że kierują nami popędy jedynie,skąd w ogóle taka myśl?Przecież moje pytanie nie jest skonstruowane na zasadzie imperatywu kategorycznego:-W:-W:-W.Nie wyrażam w nim żadnych poglądów,które Cię pchnęły do takiej,a nie innej konkluzji.
Jest nawet dla zabawy bardziej,niż czegokolwiek innego.Przecież nie zmienię naszego życia lub też zdania n/t męża pod wpływem opinii innych osób.'

Coż, Gabby, zdradziłaś mnie kilka lat wcześniej...
Następnie wątpiłaś we mnie...
Co za obłuda...

Kim jesteś? Z kim ja żyłem? Dokąd to wszystko prowadziło?

40 Ostatnio edytowany przez Bellatrix (2013-06-23 13:17:36)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Przyznam szczerze - nie widzę szans na przetrwanie Waszego małżeństwa, skoro nie potraficie się dogadać ze sobą w cztery oczy, tylko publicznie chcecie prać brudy.
I nie rozumiem też, czego tak naprawdę od nas oczekujesz... Może tego, że zmieszamy z błotem Twoją żonę i nawtykamy jej? Jeśli tak, to ok. Nie podoba mi się to, że Twoja żona usiłuje usprawiedliwić swoją zdradę. Nie ma i nie będzie usprawiedliwień dla zdradzających i nie ma czegoś takiego, jak zdrada mniejsza i zdrada większa. Ogromnej cywilnej odwagi wymaga od człowieka przyznanie się do błędu i pokorne znoszenie konsekwencji tego błędu. Twojej żonie najwyraźniej tego brakuje. Nie wiem, czego się boi, nie wiem, dlaczego i po co się tłumaczy, ale skoro to robi, skoro wciąż szuka usprawiedliwień, to znaczy, że chyba nie zależy jej na Tobie aż tak bardzo, jak Ty byś tego pragnął.

Według mnie oznacza to, że nie ma w niej chęci rozpoczęcia NOWEGO życia - bez kłamstw, oszustw i skoków w bok. Tu już wielokrotnie pisano o tym, że życie po zdradzie wymaga wkładu ogromnej pracy w odbudowę zaufania obu stron. Wypieraniem i umniejszaniem wagi swojej zdrady Twoja żona pokazuje, że ma Cię w odwłoku. Więc po co w to brniesz? Sam piszesz, że nie wiesz, z kim żyłeś itd... Więc ponawiam pytanie - po co w to brniesz?

Szukasz tutaj potwierdzenia swoich racji? Chcesz, żeby ktoś przyznał Ci rację?
Tak, ja Ci ją przyznaję.

Ale uważam również, że z postawą, jaką prezentujesz teraz, nigdy nie wybaczysz swojej żonie i co jakiś czas - nawet gdyby jakimś cudem Wam się ułożyło - będziesz do tego wracał. Ustawiczne wracanie do tematu zaowocuje jej kolejnymi zdradami, bo będzie się przecież fatalnie w związku z tym czuć (kolejne usprawiedliwienie).

Jakiś czas temu mój mąż zadał mi parę razy pytanie, że co, że ma wrócić i kajać się do końca życia... A ja nie chcę kajania się. Chcę, żeby mój mąż wrócił dla mnie, tylko i wyłącznie dlatego, że to je jestem osobą, z którą chce spędzić życie. I jedyne, czego oczekuję, to to, że jeśli kiedykolwiek do takiej sytuacji dojdzie, to mąż udowodni mi, że naprawdę mnie kocha. Żadne inne względy absolutnie nie wchodzą w grę.
A więc chcę być dla męża priorytetem, a nie opcją jedną z wielu... (zdanie, które tutaj gdzieś wyczytałam, a w którym zamyka się sedno mojego myślenia o tej sprawie).

I w tym też widzę jedyną szansę na uratowanie Waszego małżeństwa - bądźcie dla siebie wzajemnie priorytetem.

p.s. Wy w tej chwili nie ratujecie swojego małżeństwa, tylko udowadniacie sobie, kto ma rację.

41

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Krych23 Ty chcesz to naprawiać, rzucając się z motyką na grządkę w asfalcie i robiąc na każdym kroku pretensje do tego, co się kiedyś tam stało między Wami z winy żony. Ona zaś w bardzo pretensjonalny sposób podchodzi do tematu, byś Ty zrozumiał ją i jej taktykę naprawy małżeństwa.

Powody kryzysu czy rozpadu związku mogą być obustronne, ale jak już znasz treści wypowiedzi Naszej forumowiczki i Nas, to za zdradę winę ponosi tylko jedna strona. I nie ważne jest tłumaczenie, że to z winy partnera, to dziecinada, którą już w przytoczonym fragmencie w Twoim poście sam udowodniłeś. Chciała Tobą potrząsnąć... no sorry ale takimi formami prowadzi się rozmowy w nurtującym problemie w związku?? Sygnałami? Dymne, morsem, brailem?? Bez jaj.

Dostała reprymendę ode mnie, od Bellatrix i nawet nie raczyła podjąć rzuconej doń rękawicy, ale pretensje do Ciebie elaboratami pisała. Krytykować można każdego pod warunkiem, ze zacznie się od siebie, a nawet od siebie najpierw. Tego u niej nie ma a skoro Ty też startujesz z łapkami do niej, to i tutaj mam wątpliwości, czy temat Ciebie jako zdradzonego i gotowego to brzemię wyprostować, wyjaśnić od a do z z żoną, jesteś gotów iść dalej. Może i jesteś gotów, ale ona jak najbardziej nie. Nie przerobiła tego, co powinna a chce to zrobić Tobą i z Tobą. Robota od odwłoku strony i paradoksalnie ona ma tam też Ciebie.

42

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Skoro dwa posty to elaboraty to ok.
Owszem, rękawicę podejmę, najzwyczajniej w świecie nie miałam kiedy, wybacz.
Nie oczekuję, nie chcę by mąż wrócił do mnie na moich zasadach. Skąd takie wnioski?

Wiem że trudno uwierzyć, że faktycznie mogę żałować całego bałaganu jakiego narobiłam tymbardziej, że to nie jednorazowa sprawa.
Jedyne co mogę zrobić to dołożyć wszelkich starań, by mąż był jeszcze kiedyś szczęśliwy bez względu na to, jakie ja poniosę tego konsekwencje.
Nie szukam i w życiu nie szukałam usprawiedliwienia swoich czynów, zresztą nie o tym traktował mój pierwszy post.
Wybielanie się ze zdrady...przykro mi, nie znajdziesz tego u mnie, choć bardzo starasz się udowodnić że jest dokładnie na odwrót.
Chcę żeby wiedział, że żadnej jego winy w tym nie ma, pokdreślam to za każdym razem, kiedy  rozmawiamy.
Bags, nie stawiam mężowi  żadnych warunków a jeśli tak uważasz,  oświeć mnie proszę w którym miejscu robię błąd i co uznajesz za wyżej wspomniane.

Widzisz, nie przerobiłam opasłych tomisk mądrych ksiąg na temat co i jak powinnam.
Błąd? Prawdopodobnie. Będę czytała, czerpała wiedzę z różnych źródeł bo to, z którego korzystam teraz mocno zdezelowane niestety.
Nie dam się jednak zwariować, bo co za dużo to też niekoniecznie jak widzę.
Dzięki za słowa krytyki...wiele z nich prawdziwych, reszta dopowiedziana "za ciosem".
Wiesz, nigdy nie można ludzi wsadzać do jednego wora, mam nadzieję że się jeszcze kiedyś sam o tym przekonasz.

Fakt, te nasze niby rozmowy to wzajemne pretensje w dużej mierze, wyrzucane w gniewie słowa  które zamiast prowadzić do konstruktywnych wniosków, ranią  bardziej.
Jeśli nie nauczymy się siebie słuchać (nie odwłokiem, bądź z odwłoka strony), nic z tego nie będzie (i nie mam na myśli wspólnego życia, ale szczęścia generalnie).

43

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
gabby napisał/a:

Bags, nie stawiam mężowi  żadnych warunków a jeśli tak uważasz,  oświeć mnie proszę w którym miejscu robię błąd i co uznajesz za wyżej wspomniane.

Proszę bardzo...

choć kontakt naprawdę dobry...dużo rozmawiamy..o nas przede wszystkim.
Uważa,że nie walczę o nas na tyle mocno, by mógł do końca wierzyć w moje intencje (walczę nie w sposób, który wg niego jest tym właściwym, zatem jego zdaniem w ogóle w zasadzie).
Dużo kosztowały mnie wszystkie rozmowy z mężem o tym, czego chciałabym, jak widzę nas....dużo większe koszty ponosiłam, gdy każda próba dotarcia odbijała się echem o ścianę; chociaż mam duże pretensje do męża za to, że wolał żyć gdzieś obok; Moje ostatnie próby ratowania tego, co dla niego było po prostu, dla mnie niekoniecznie były czymś, co przepełniło czarę goryczy

Wiesz... ciężko jest by introwertyk zrozumiał co czuje druga strona, co ma do powiedzenia, gdy takowa osobowość nie widzi niczego poza własnym nosem. I tu się odsyłam do cytatu w jednym z moich powyższych postów, pogrubioną czcionką napisanego

Jestem dziwną osobą.Introwertyczka do granic wytrzymałości...nie tyle innych, swoich przede wszystkim.

Nooo, własnie to.

Na początku chciałabym się odnieść do słów: "wielokrotnie mnie zdradzała"...NIE wielokrotnie, choć to tylko słowa moje przeciw Jego. Skoro jednak wezmę pod uwagę zdradę fizyczną plus psychiczną, to może faktycznie.
Zdrada mentalna...tak, poznałam kogoś, kto wydawał się bliski w tym, jak czuje i postrzega świat. Wiele rozmów....było inaczej, byłam zauważana, słuchana, nie oczekiwano ode mnie niczego w zamian. Czułam, że ktoś  mnie lubi nie przez pryzmat tego, czego nie zrobiłam lub co zrobiłam źle, a po prostu dla mnie samej.
Fizyczna zdrada....totalnie bez sensu....wstydzę się tego, brzydzę w każdej sekundzie życia...
Mąż nie wierzy, że to była jedyna. Cóż, też bym chyba nie wierzyła.
Nie, nie wystarczające do zdrady, ale spirala niewłaściwych działań z każdej ze stron puszczona była dawno temu...skończyło się tam, gdzie się skończyło...
Kocham męża, zawsze kochałam. Wiecie, nie miałam chyba innego sposobu, by go, by nim "poruszyć".

I zdrada była tym efektownym uderzeniem terapeutycznym. Zdradziłaś może tylko raz, ale o formy i skutki zdrady emocjonalnej, do której się dopuściłaś wzgledem niego, to dla Ciebie czarna magia.

Jego wiara, a raczej brak wiary, że jest inaczej.

ślepy się głuchemu tłumaczy...

Mąż to trochę człowiek, któremu się wydaje, że skoro z kimś jest, nie ma sensu o tego kogoś walczyć.

Czyżby??? hmm fakty mówią co innego... zresztą to i tak dla Ciebie mało istotne, gdyż wszystko zaprzeczasz i torpedujesz.

gabby napisał/a:

Dzięki za słowa krytyki...wiele z nich prawdziwych, reszta dopowiedziana "za ciosem".
Wiesz, nigdy nie można ludzi wsadzać do jednego wora, mam nadzieję że się jeszcze kiedyś sam o tym przekonasz.

Nie dopowiedziana za ciosem a z własnej autopsji i ponad 10 letniego zgłębiania tajników psychologii ogólnej i zachowawczej człowieka. A to, że miałem bardzo bliską związkowo styczność z 2 osobami Twojego pokroju, a nawet bardziej brutalnymi, daje mi szeroki wachlarz możliwości, by wiedzieć, co skrywasz między słowami na Twój temat.
Życie mnie zbyt dosadnie doświadczyło, by z miejsca szufladkować i wrzucać ludzi do jednego wora. Strzelasz za każdym razem kulą w płot.

44

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Wiesz, ja o jednym, Ty o drugim.
Dużo rozmawiałam z mężem (czy jakkolwiek możemy to nazwać, bo wg niego to były próby rozmów akurat), jak widzę nas w trakcie trwania naszego związku, nie teraz...średnio się chyba zrozumieliśmy w tej kwestii.
To tak tylko w ramach sprostowania.

Bags, myśl o mnie co chcesz i jak chcesz. Nie zaprzeczam wszystkiemu, z wieloma rzeczami się zgadzam i przyznałam rację.

45

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
gabby napisał/a:

Wiesz, ja o jednym, Ty o drugim.

życie po zdradzie wymaga wkładu ogromnej pracy w odbudowę zaufania obu stron. Wypieraniem i umniejszaniem wagi Twoich zdrad przez czcze gadanie i omijanie szerokim łukiem zagadnienia emocjonalnego w tej materii nic nie zrobisz.

Dużo rozmawiałam z mężem (czy jakkolwiek możemy to nazwać, bo wg niego to były próby rozmów akurat), jak widzę nas w trakcie trwania naszego związku, nie teraz...średnio się chyba zrozumieliśmy w tej kwestii.

To akurat wiem, że z Twojego punktu widzenia to jest rozmowa, bo z mojego i Naszego jest ona Twoim monologiem z wyłączoną opcją wysłuchania i pochylenia karku nad tym co Twój partner ma do powiedzenia. Do tego nawiązuje w/w cytat - przede wszystkim słuchać a nie gadać po próżnicy mając partnera za nic. I jak On sam słusznie zauważył, że nawet koło "prób rozmowy" one nawet nie stały!
Gdy rozjezdzaja sie wizje spojnosci zwiazku poprzez braki tego znaczacego czynnika trwalosci zwiazku jakim jest nie tylko seks, to moze trzeba partnera wziąć za "wszarz" usadzić i zacząć rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Nie pozwolić sobie wyjść, można się złościć, krzyczeć, płakać, ale rozmawiać bez owijania w bawelne - nie mylic z posciela smile . Niech to nie będzie - na poczatek - godzinna rozmowa przy butelce wina lub bardziej wyskokowych trunkach... po co od razu skakac na boki i utrudniac wyjscie partnerowi z domowych pieleszy, poprzez "rozrastajace sie poroze". Dojść... DO POROZUMIENIA I POZYCJI "CONSTANS".
Niech trwa ona calymi dniami, miesiacami a nawet latami, bo jakos to trzeba na wzor zakonczenia jak w seksmisji zbudować od podstaw. Potrzeba nawet ta wyzszego rzedu zaspokojenia potrzeb jest w koncu matka wynalazku. Po cos bylo w koncu rozdawane przez tego siwego Pana u gory stosowne "oprogramowanie" do tego czterordzeniowego procesora, ktory kazdy z Nas nosi pod czuprynka, zwane nie inaczej jak wlasnie rozmowa.
Zamiast wysylania mu sygnalow po indiansku dymkiem, morsem czy Brailem, ze Ci to jego zachowanie "nie pasi", jest passe zamiast trendy, to usiadz, WYSŁUCHAJ, pogadaj  w 4 oczy z nim, wykladajac bez pardonu kawe na lawe.

No chyba że dla Ciebie polowanie jest przyjemniejsze, od zabijania, które to już paradoksalnie uczyniłaś dla Twojego męża i Waszego związku. Bo jesli związek nie jest już trupem, to przynajmniej jest w agonii na oddziale paliatywnym, którego reanimacja jest trudna, a metodą przez Ciebie propagowaną - bezsensowną 

To tak tylko w ramach sprostowania.

I co z tego, skoro dalej masz wypaczone podejście do męża, Was i Waszego tematu.

46

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Nie wypieram, nie umniejszam....będziemy chodzić na terapię, spróbujemy szukać pomocy u profesjonalnej osoby, która widzi całe spectrum problemu, nie tylko jej ekstrema.

O monologach, tudzież wyłączonych opcjach słuchania proszę się nie wypowiadaj, bo to Twoje domysły po prostu.
Rękawicę podjęłam, wybacz jednak, że ją poddam.
Jesteś nastawiony na negację i tylko negację.
Pozwól, że będę/będziemy robić swoje i koncentrować się na sobie po prostu, Tobie proponuję podobnie.
Dziękuję za pomoc.
Pozdrawiam.

47

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
gabby napisał/a:

Jesteś nastawiony na negację i tylko negację.

Nie tylko, na jej odwrotność też.
Ciężko takiej osobie jak Ty wskazać inne płaszczyzny problemu, niż te jedyne z utartego przekonania introwertycznego. Ale specjalista na terapii zapewne to samo Ci uświadomi.
Raz się krytykuje, raz pociesza i pomaga. Ale jak widać dla Ciebie sztuką jest to przyjąć. Tyle w temacie.

48

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Gabby... Prawda jest taka, że, według mnie, jesteś bardzo (nie wiem, czy to dobre słowo na określenie  Twojego postępowania) butna. Reagujesz niemalże obraźliwie, kiedy ktoś mówi, że postępujesz nie halo. Rozumiem, że jest to Twoja forma obrony, bo Bags jednak czasem przesadza, ale rozumiem też, że jeśli nie spuścisz z tonu, to specjalista również Wam nie pomoże. Terapeuci pomogą temu, kto tej pomocy naprawdę chce i temu, kto wie, czego chce.

Nie rozumiem jednego - po co, tak zupełnie serio pytam, zaczęłaś pisać na forum?

49

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
Bellatrix napisał/a:

[...] bo Bags jednak czasem przesadza [...]

Bellatrix odpuść sobie wystawianie takich opinii wiedzy o kimś z powietrza. Nie znasz mnie a tym bardziej tego, co o takich osobowościach jak Gabby i Jej podobne wiem ze źródeł, do których nawet zwykły szary człowiek nie ma dojścia - przez prywatne wizyty włącznie - to daruj sobie takie wycieczki personalne.

50

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
bags napisał/a:

Bellatrix odpuść sobie wystawianie takich opinii wiedzy o kimś z powietrza. Nie znasz mnie a tym bardziej tego, co o takich osobowościach jak Gabby i Jej podobne wiem ze źródeł, do których nawet zwykły szary człowiek nie ma dojścia - przez prywatne wizyty włącznie - to daruj sobie takie wycieczki personalne.

Sorrrrry... Dojść do IPN-u nie mam:)

51

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Bags,

naprawde przesadzasz. Zgadzam sie z Bellatrix. Staram sie byc obiektywna - tak mysle. Momentami jestes bardzo napastliwy. Kazdy zasluguje przynajmniej na probe zrozumienia. To troche jak w Biblii - kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamien......Moze zastanow sie -tak sam dla siebie - o co chodzi? Dla mnie to troche takie "uderz w stol a norzyce sie odezwa"
Ja tez jestem skrzywdzona przez mojego meza, ale nawet jego staram sie zrozumiec.
Nie wiem, czy uda mi sie jakos do Ciebie dotrzec, ale chcialabym!

52 Ostatnio edytowany przez bags (2013-06-24 16:00:22)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
Miriamm napisał/a:

Bags,

naprawde przesadzasz. Zgadzam sie z Bellatrix. Staram sie byc obiektywna - tak mysle. Momentami jestes bardzo napastliwy. Kazdy zasluguje przynajmniej na probe zrozumienia. To troche jak w Biblii - kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamien......Moze zastanow sie -tak sam dla siebie - o co chodzi?

Wiesz co jak introwertyk a dokładnej egocentryk zgadza się z czymś a za chwilę sadzi, ze to wszystko jest tylko i wyłącznie winą męża "bo chciałam nim jakoś potrząsnąć", a na zwrócenie uwagi stanowczymi i mocnymi niekiedy w wydźwięk argumentami, kwituje je jako negacją swojej postawy, to wybacz, ale każdemu się nóż otwiera w kieszeni.

Ja tez jestem skrzywdzona przez mojego meza, ale nawet jego staram sie zrozumiec.

A ja można powiedzieć, że z partnerskiego "vice versa" do Ciebie smile. Swoją żonę też postarałem się zrozumieć, że nie warto już o nią walczyć, bo 2 osoby przeciwko mnie, to z każdej strony patrząc nierówny pojedynek. Stąd taka moja postawa, bo wiem z doświadczenia, gdzie leży problem.
U Krycha i Gabby to jest 1 na 1. A Ich a dokładniej Jej problem opisałem w postach powyżej. Wspólnie mogą do czegoś dojść, ale nie w taki sposób jak to robi(ą) do tej pory.

Nie wiem, czy uda mi sie jakos do Ciebie dotrzec, ale chcialabym!

Dzięki, dotarłaś i spójrz na to teżv od tej strony... mojej. wink

P.S.
Terapeuta też się raczej nie będzie cackać, tylko zrobi co uzna za stosowne... słownie lub gestem. Z tego co wiem Krychowi zalezy, co do Gabby, to mam uzasadnione wątpliwości.

53 Ostatnio edytowany przez bags (2013-06-24 16:19:18)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Krych23 Czy jest Ci (boleśnie) znajomy, któryś z poniższych symptomów?

1. Wszelkimi sposobami starasz się uświadomić partnerowi niewłaściwość jego zachowań, z których wynika Twoje rozgoryczenie, smutek i frustracja. Tłumaczysz, namawiasz do terapii, perswadujesz, piszesz, odwołujesz się do uczuć wyższych, posuwasz się do szantażu emocjonalnego, żeby tylko zostać przez niego usłyszaną i zrozumianą.

2 .Mimo zapewnień, nie doczekujesz się żadnych zmian, jakie ustaliliście i jakich słusznie oczekiwałaś i wbrew logice to Ty podejmujesz starania, żeby ?naprawić? siebie.

3. Wyświadczasz mu rozmaite ?przysługi?, żeby zasłużyć na jego uważność i żeby zobligować go do adekwatnych działań na rzecz Ciebie i waszego związku.

4.Tłumaczysz go przed otoczeniem i chronisz go przed konsekwencjami jego destrukcyjnych działań albo zaniedbań, karkołomnych posunięć finansowych, skutków jego uzależnienia itp.

5. W obawie przed jego złością (krytyką, nieprzychylnością, kolejnym ciągiem alkoholowym lub kolejnymi zdradami) znosisz z trwogą jego poirytowanie, albo wbrew sobie udajesz zachwyt, gdy przedstawi Ci kolejny pomysł na wasze życie, który z daleka pachnie problemami albo zwyczajnie Ci się nie podoba.

6. Ostatecznie poddajesz się w swoich próbach nawiązania komunikacji, gdy po raz kolejny wspólne ustalenia łamane są w krótkim czasie od ich podjęcia i, mimo Twoich wysiłków, wszystkie problemy, które starasz się zażegnać nie znikają, a wręcz się nasilają.

7. Głupiejesz na skutek coraz bardziej irracjonalnej i coraz bardziej agresywnej argumentacji w dowolnym sporze.

8. Doznajesz frustracji, kiedy pomimo kilku trafnych samokrytycznych spostrzeżeń partnera na temat błędów, jakie popełniał, i deklaracji zmian, błędy owe popełnia nadal i z jeszcze poważniejszymi konsekwencjami, za które nie chce wziąć odpowiedzialności i winą obarcza Ciebie.

9. Z niedowierzaniem słuchasz wygłaszanych przez niego przy znajomych lub rodzinie historii o jego rzekomych sukcesach w pracy lub wizjach fenomenalnych transakcji, a każda Twoja realistyczna uwaga odnośnie nieprawdziwości bądź iluzoryczności owych osiągnięć traktowana jest jak napaść, upierdliwość i brak wiary w jego możliwości. W pewnym momencie przestajesz już oponować, bo nie dajesz już wiary własnemu osądowi sytuacji.

10. Jesteś zdezorientowana ciągłym wypieraniem jednych lub przekręcaniem innych faktów (od tych małej wagi po te kluczowe) oraz tym, że sieć jego większych i mniejszych kłamstw zatacza coraz szersze kręgi.

11. Czujesz się zmuszana do akceptowania jego irracjonalnych pomysłów.

12.Jesteś wyczerpana przemiennością jego euforii i stanów depresyjnych, miłości i zaraz potem pogardliwego chłodu, wizjonerstwa i kolejnych rażących potknięć.

13. Narasta w Tobie poczucie, że jesteś całkowicie lekceważona na każdym polu, a Twoje uwagi na ten temat traktowane są przez partnera pogardliwie i protekcjonalnie.

14. Swoje porażki partner usprawiedliwia ingerencją osób trzecich albo fatalnymi zbiegami okoliczności. Swoje naganne, obraźliwe, agresywne, lekceważące zachowania wobec Ciebie usprawiedliwia tym, co robisz Ty (?Zobacz, do czego mnie doprowadzasz.?)

15 .Zawsze znajduje ?logiczne? wytłumaczenie dla swojego braku zaangażowania w waszą relację i żerowania na Twoim zaangażowaniu, wymuszonym jego agresywną biernością (nadmiar pracy, choroba, zły nastrój, Twoje rzekomo niewłaściwe zachowanie).

16. Niektóre jego zachowania zaczynają Cię przerażać.

17. Odczuwasz, że nie masz kontroli nad swoim życiem, sferą finansową, emocjonalną, a Twój umysł nie odpoczywa, bo trwa w oczekiwaniu na kolejne ?atrakcje?.

18. Przeżywasz stres widząc, że partner stosuje podwójną moralność ? inne zasady głosi wobec otoczenia, inne stosuje w rzeczywistości oraz nakłania Cię do tego samego. Twój opór charakteryzuje jako brak elastyczności i wymierzoną przeciwko niemu zrzędliwość. Narasta rozdźwięk między tym, jak postrzegają go ludzie z zewnątrz, a tym, co widzisz Ty.

19. Czujesz się osamotniona i odizolowana od znajomych i rodziny na skutek jego ciągłego ich dyskredytowania i kpienia z Twoich relacji ze światem zewnętrznym.

20. Wyraźnie czujesz się wykorzystywana i zauważasz też interesowność cieplejszego stosunku partnera wobec Ciebie, gdy chce uzyskać od Ciebie pomoc i zaangażowanie w jakieś jego potrzeby.

Jeśli znasz ten pakiet ? witamy w klubie. Masz sporo do zrobienia....

54

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

To chyba dosc czeste jest, ze ludzie, ktorzy teoretycznie chca walczyc o swoj zwiazek, o malzenstwo, praktycznie okopuja sie na swoich pozycjach i za wszelka cene bronia wlasnych racji. Jak na wojnie kazdy w swoim okopie. Na wojnie tez trzeba sie poddac, zeby byl pozniej pokoj. Dopoki do siebie strzelaja pokoju nie bedzie.
Mozna zostac przy swoich racjach, a jednoczesnie zrozumiec, ze on/ona jest inny nie na zlosc i nie z potrzeby dominacji.

A czasem jest po prostu za pozno. Kazdy musi zdecydowac sam.

55 Ostatnio edytowany przez Drzazga (2013-06-24 16:46:21)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
gabby napisał/a:

Witam,
D
Prawie każde z Was, którzy się tu wypowiedzieliście, zostaliście zranieni, prawda?
Łatwo wydawać opinię, bazując na pewnych, sobie znanych zachowaniach.
"wybrakowany model", "Ciało puszczone raz..."świetnie ...
Wg was zatem ludzie się nie zmieniają i w ogóle nie warto w nich wierzyć...
Wiecie, mądrzy ludzie potrafią, jeśli chęć jest obustronna.

Zaufanie...zdaję sobie sprawę, że będę musiała bardzo mocno na nią zapracować. Zakładam, że być może nigdy już nie odzyskam jej w 100% (przy równoczesnym założeniu,
że być może uda się nam te wszystkie klocki kiedyś poskładać).

- ludzie potrafią się zmieniać, ale czy same chęci czasami nie wystarczają.
popatrz
- Twoja pierwsza zdrada - fizyczna, czy oprócz wyrzutów sumienia, przeprowadziłaś analizę co W TOBIE było, jest takiego co dało Ci przyzwolenie na zdradę ( oszustwo). Nie szukaj przyczyn na zewnątrz ale w Tobie. ( jakie odczucia, jakie potrzeby, pchnęły Cie do zdrady, w którym moment zdecydował o Twoje słabości itd - to kwestia analizy do przeprowadzenia przez terapeutę), czy była to zdrada bez emocjonalnego podtekstu, czysto fizyczne wyżycie się ... odpowiedz sobie sama przed sobą, z pewnością nastąpił u Ciebie deficyt - czego ? uczuć ? zrozumienia ? dobrego seksu ? - odpowiedz sobie sama przed sobą.
- druga zdrada - emocjonalna, wyprowadziłaś uczucia poza rodzinę, stworzyłaś wirtualny obraz innego faceta, wciągnęłaś go w sferę Twojej intymności, nie przeszkadzało Ci ze facet jest w związku, ma dzieci. Te emocjonalne zaangażowanie spowodowało że mąż stawał się dla Ciebie człowiekiem coraz liczniejszych wadach, ( nie chciał iśc do kina... nie było alternatywy dla kina żeby spędzić "wartościowo" czas ?)
To również temat do szczerych przemyśleń, nie tylko o powodach zewnętrznych ( z pewnością deficyt ...czegoś ? uczuć ? rozmów ?..)

Po pierwszej zdradzie, z tego co piszecie nie nastąpił czas rozliczenia się ze zdradą.., nie było analizy, pomocy z zewnątrz.
Nie nastąpiła zmiana w Tobie, co poskutkowało kolejną zdradą - emocjonalną.
Jeżeli teraz, nie wykorzystasz czasu na rozprawienie się z tym co dzieje się w Tobie, będzie ... powtórka i potwierdzenie terii o " ciele puszczonym".

Piszę o Tobie, o pracy która jest przed Tobą.
Oczywiście jest również praca do wykonania przed mężem.
Zmiana to nie jest tylko kwestia chęci. Nie podparcie ich analizą własnych zachowań i pracą nad sobą doprowadzi Was znowu do punktu wyjścia.
Wzajemne przerzucanie się winą niczego nie rozwiąże.
Można jedynie zmienić siebie, nie drugą osobę.
Można wpłynąć na zmianę sposobu postrzegania nas przez innych - poprzez zmianę siebie.

Po zdradzie związek przestaje istnieć. Nie można go "odbudować"
Można jedynie zbudować, nowy związek.
- szczerość,
- zaufanie
- szacunek
Co w Waszym związku pozostało z tych trzech filarów związku ?

Czy aby jeden z nich ?
Jak chcecie je zbudować ?
Czy chcecie ?
Co jesteście w stanie poświęcić by ten cel osiągnąć ?

56

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Różne są nasze cechy osobowości. Jedni z nas są bardziej emocjonalni, inni mniej. Ci pierwsi bardziej przeżywają konflikt na płaszczyźnie uczuć, drudzy ? faktów i logiki argumentów. Bardziej emocjonalni często podsycają, ?żywią? emocje i budują na nich oceny, oskarżenia, pretensje i wymówki. Słynne: "ty znowu, ty zawsze, ty nigdy..." powstają najczęściej na bazie emocji. Na emocjonalność może nakładać się szybkość reagowania. Jedni z nas reagują szybko i gwałtownie, ale już po chwili im ?przechodzi? i nie pamiętają urazy, natomiast u innych poczucie krzywdy, przykre uczucia i żale, zalegają długo. W poważnych sytuacjach, nawet latami. Jedni z nas są bardziej wojowniczy, drudzy ? ugodowi. Jedni bardziej towarzyscy, inni ? separatywni. Wszystko są to cechy naszej osobowości, których predyspozycje przynosimy ze sobą na świat w genach. Cechy te są pierwotnie dobre, gdyż należą do dzieła Bożego stworzenia, tylko nasza natura ludzka powoduje, że tak często te dobre cechy wykorzystujemy w sposób zły, prowadzący do konfliktów, napięć i niezgody. Warto zauważyć, że na przykład wojowniczość może być dobrze wykorzystywana, kiedy wspiera nas w wytrwałym dążeniu do celu i nie poddaniu się przeciwnościom. Ugodowość, dążenie do zgody, zdawać by się mogło niezwykle pożądana cecha, może być zagrożeniem więzi małżeńskiej, gdy jedna strona daje sobie, jak to się mówi, ?chodzić po głowie? i podporządkowuje się we wszystkim, nie zawsze zgodnym z miłością zachowaniom czy pomysłom współmałżonka. Słynne ?bycie od pantoflem? jest owocem nadmiernie ugodowego męża wobec wojowniczej i emocjonalnej żony. Doświadczenie mówi, że osoby, które szybko i gwałtownie reagują, i szybko im ?przechodzi?, maja skłonności do recydywy. Dotyczy to np. problemu wierności małżeńskiej, z którą te osoby mają czasem trudności. Natomiast ich łatwość przebaczania jest niewątpliwą zaletą. Z drugiej jednak strony osoby trzymające w sobie przezywane emocje długo, wyciągają na trwałe wnioski z popełnionych błędów, ale wypominanie współmałżonkowi popełnionych win, nieraz dawno przebaczonych, ciągnie się nieraz latami. I wreszcie jeszcze jedna z ? jakby biegunowych cech osobowości ? separtaywność i towarzyskość. Separatywny, a jeżeli jeszcze dodatku emocjonalny, ma trudność, niejako wrodzoną, z nawiązaniem kontaktu i trudniej mu pierwszemu wyciągnąć rękę do zgody. Towarzyskiemu, dla którego więź z drugą osoba jest często ważniejsza niż ?racje? zdecydowanie łatwiej powiedzieć przepraszam.
Jak się pojednać?

Już z tego krótkiego przeglądu cech osobowości widać, że mamy odmienne predyspozycje, które w różny sposób wpływają na zdolność przebaczenia. Warto poznawać cechy swojej osobowości, rozpoznawać je.

Jednym z nas jest łatwiej, a innym trudniej podjąć rozmowę. ? On nie jest winny, tylko on jest inny ? On inaczej przeżywa niż ja. I ja tego nie zmienię. Mogę tylko zmienić mój własny sposób reagowania. Mamy wrodzone cechy osobowości, które są nam dane, ale i zadane równocześnie. W jednych poczucie zranienia zalega długo i trudno im zapomnieć, przebaczyć. Oni szczególnie powinni pamiętać, by ?urazy chętnie darować?. Jednak jeśli sami popełnią coś, co nadweręży ich małżeńskie relacje i zrozumieją, to można im zaufać. Poprawa jest zazwyczaj trwała. U innych osób, gotowość przejścia, jak to się mówi, do porządku dziennego, nad nieporozumieniami, jest bardzo ważna w nawiązywaniu zerwanego kontaktu. Jednak, jak uczy psychologia, osoby te są skłonne do recydywy. Warto też, by ci, którym łatwo zrobić pierwszy krok w kierunku porozumienia, próbowali zrozumieć, że małżonkowi może być trudno zrobić to samo. Nie należy wtedy przyspieszać porozumienia ?na siłę?, ale pozwolić, by trudne uczucia spokojnie w nim wygasły. Warto też, by małżonkowie, u których trudne uczucia zalęgają długo, starali się ich nie żywić i nie podsycać. Szczególnie jeśli zarówno mąż jak i żona mają w tym kierunku skłonności. Zarówno mąż jak i żona w małżeństwie, które się tak ostro kłóciło, a potem zaraz szło pod rękę, o którym pisałem wyżej, byli wojowniczy, emocjonalni, ale ich emocje trwały krótko i szybko opadały.
Czy on/ona jest winny/a?
Na trudności we wzajemnym porozumieniu w małżeństwie warto popatrzeć nie tyle od strony, że ten drugi jest winny, ale także, że ja nie potrafię reagować z miłością. Dlatego nad cechami osobowości, które są dane i zadane, warto pracować. Na tkwiących w nich szansach budować porozumienie, a pracować nad skłonnościami, które to porozumienie utrudniają. przy odkryciu naszej znajomej: On nie jest winny, on jest inny. Niech to nam pomoże nie tylko pokonać ciche dni, ale w ogóle popatrzeć na nowo na budowanie porozumienia w małżeństwie. Chodzi o to, że musimy przepracować w sobie w jaki sposób kształtujemy w sobie nasze pierwotne cechy osobowości. One nie są same w sobie ani dobre ani złe. Dobre lub złe jest dopiero to, co z nimi zrobimy. Jeżeli widzimy, że druga strona konfliktu ? mąż, czy żona ? podsyca, jak się nam zdaje swoje ?niedobre? skłonności, to popatrzmy na siebie: czy sami nie budujemy naszej postawy na własnych ?złych? skłonnościach. Jeżeli sami mamy skłonności do długiego trzymania uraz, zauważmy, że przeciąganie cichych dni nie jest naszą ?słuszną? decyzją, tylko raczej objawem własnej niedojrzałości osobowościowej. Zauważmy jednak, że jeżeli współmałżonkowi jest trudno i ?trzyma w sobie? dajmy mu spokój, tylko życzliwą postawa ułatwmy mu szybsze wydobycie się z tego zaułka. To jest problem odpowiedzialnej postawy każdego z nas za współmałżonka.
W kierunku przykazania miłości

Ciche dni sa okazją, aby popatrzeć krytycznie na siebie. Przyjrzeć się swoim wadom i zaletom, szansom i zagrożeniem swojego temperamentu, swoich cech osobowości. Odkrycie słabości we własnym sposobie reagowania, odkrycie budowania własnych niestosownych reakcji na ?niewątpliwe winy? i ?złe cechy? współmałżonka, jest wystarczającym argumentem, by samemu pierwszemu dążyć do zgody, a nie wymuszać swoich racji. A jeżeli współmałżonek nie jest do tego jeszcze gotowy, to nie dlatego, że jest ?zły?, ale być może dlatego, że jest bardziej emocjonalny i ma predyspozycję do długiego trzymania w sobie przykrych emocji. Skłonność do długiego trzymania w sobie uczuć przy innej okazji może wykorzystać w bardzo dobry sposób, teraz jednak ma takie trudności z darowaniem urazy. To ode mnie zależy, czy pozwolę mu na to, czy też swoją wojowniczość wykorzystam w zły sposób, przeciwko niemu. Nie miejmy więc satysfakcji, jeżeli współmałżonek nas pierwszy przeprosi. To może być pozorne zwycięstwo, a może nawet własna porażka, bo nie udało się samemu pierwszemu wyjść ze swoich emocjonalnych i wojowniczych okopów. Niewątpliwie ten, kto pierwszy przeprasza, niezależnie od wagi win i błędów, wykazuje się pełniejszym przepracowaniem w sobie cech temperamentu.  Impuls do przeproszenia może wynikać z własnych predyspozycji psychicznych, z pogłębionej dojrzałości osobowości przepraszającego. Ważne jest, byśmy naprawdę wrócili do siebie pojednani. I żeby to pojednanie było trwałe, a ono też zależy od własnych predyspozycji i pracowania nad nimi...

Wszystko to wymaga zdolności do spojrzenia z dystansu na siebie samego, przepracowania w sobie własnych sposobów reagowania. Potrzebna jest świadomość swoich cech. Nikt jednak nie może powiedzieć: taki jestem i taki będę, tak mam. Każdy z nas jakoś ?ma? ale jest powołany do tego, by nad tym co ?ma? pracować w kierunku coraz większej miłości. Jesteśmy sobie w małżeństwie dani i zadani.

Tylko kropką nad ?i? jest stwierdzenie, że całe to ?przepracowywanie? w sobie predyspozycji swojej osobowości jest owocne jeżeli się poddajemy źródłu miłości. Każdy powrót do siebie w małżeństwie, każde odzyskanie siebie po kłótni, czy nawet zdradzie, to przeżycie na nowo "sakramentu małżeństwa", to jak gdyby ponowne udzielenie go sobie nawzajem, ponowne potwierdzenie miłości jako postawy wierności w trudnościach i uczciwości we wspólnym budowaniu i odbudowywaniu więzi.

57 Ostatnio edytowany przez gabby (2013-06-24 18:01:30)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Słuchajcie, źle to wszystko zaczęłam...

Bella, po co piszę? Hm, na początku ot tak, mąż mnie poprosił i już...chciałam to zrobić dla niego, nie dla siebie czy dla nas, stąd wyjątkowo mizerny start sad
Teraz...doczytałam sie wielu konstruktywnych myśli i spraw, nad którymi muszę się zastanowić.
Niestety jestem butna...jestem, kiedy nie zgadzam się z  opiniami (i choć czesem ja jedna widzę rację, upieram się przy swoim hmm )

Drzazga, nie było we mnie, prócz wyrzutów sumienia  zmiany wewnętrznej związanej ze zdradą, masz rację.
Wychodziłam z założenia, że skoro ja jako ja nie jestm do czegoś przekonana, nikt mnie w stanie przekonać nie będzie, dlatego też żyłam sobie w tym swoim światku pełnym siebie  z przeświadczeniem, że i tak nikt mnie nie zrozumie, więc po co w ogóle o czymkolwiek gadać (mąz gdzieś tu napisał, że jestem bardzo dobrym słuchaczem, ludzie opowiadają mi o swoich problemach...pewnie że mówią, bo ja o sobie niewiele!).
Myślałam sobie, że jestem jaka jestem i nic i nikt tego nie zmieni.

Bags, nadal jest kilka kwestii, w których się z Tobą nie zgadzam, ale to przecież nie o to teraz chodzi.
Dzięki za ostatni wpis.
Wiesz, chcę i będę nad sobą pracować (znaczy od siebie zacznę).
Nie mogę obiecać, że kiedykolwiek będę wystarczająco dobra, ale wiem na pewno, że zrobię co w mojej mocy, żeby
tak było.

58 Ostatnio edytowany przez krych23 (2013-06-25 03:29:33)

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Krych23 Czy jest Ci (boleśnie) znajomy, któryś z poniższych symptomów?

O kurczę pieczone z jabłkiem w tyłku...Wyłapałem najistotniejsze.
Proszę nie odbierać tego jako pranie brudów. Kilka stwierdzeń/tez, mnie wręcz z szokowało.

1. Wszelkimi sposobami starasz się uświadomić partnerowi niewłaściwość jego zachowań, z których wynika Twoje rozgoryczenie, smutek i frustracja.
Tłumaczysz, namawiasz do terapii, perswadujesz, piszesz, odwołujesz się do uczuć wyższych, posuwasz się do szantażu emocjonalnego,
żeby tylko zostać przez niego usłyszaną i zrozumianą.
---> Tak, zdecydowanie tak. To jest wybrany przeze mnie rodzaj walki o nasze małżeństwo, naszą rodzinę.
Nie błaganie i skomlenie o miłość. Gabby miała/ma pretensje, że nie walczyłem o nią gdy mnie spakowała i wygnała...
Może teraz zauważy moją walkę.

2 .Mimo zapewnień, nie doczekujesz się żadnych zmian, jakie ustaliliście i jakich słusznie oczekiwałeś i wbrew logice to Ty podejmujesz starania,
żeby ?naprawić? siebie.
---> cierpliwie poczekam. Dam jej czas. Zabieram się za siebie.
Nie, nie jest to postawa naiwnego, ślepo kochającego Krychy. Go, już nie ma.

4.Tłumaczysz go przed otoczeniem i chronisz go przed konsekwencjami jego destrukcyjnych działań albo zaniedbań, karkołomnych posunięć finansowych,
skutków jego uzależnienia itp.
---> Zdarzało się tłumaczenie jak i krytyka. To drugie z bezsilności...

8. Doznajesz frustracji, kiedy pomimo kilku trafnych samokrytycznych spostrzeżeń partnera na temat błędów, jakie popełniał, i deklaracji zmian,
błędy owe popełnia nadal i z jeszcze poważniejszymi konsekwencjami, za które nie chce wziąć odpowiedzialności i winą obarcza Ciebie.
---> Tak,tak,tak. Usłyszałem już: 'Zastanawiam się, czy to przy Tobie nie potrafię się rozwijać' i tym podobne.
Fakt jest taki, że Gabby brała się w swoim życiu za wiele spraw, projektów, własnych pomysłów. Nie skłamię, gdy powiem - nie pamiętam, nie kojarzę,
czy któryś został do końca zrealizowany.

10. Jesteś zdezorientowany ciągłym wypieraniem jednych lub przekręcaniem innych faktów (od tych małej wagi po te kluczowe) oraz tym, że sieć jego
większych i mniejszych kłamstw zatacza coraz szersze kręgi.
---> Lol...masakra...Dokładnie tak jest, nie wiem już co jest prawdą, a co kłamstwem...

12.Jesteś wyczerpany przemiennością jego euforii i stanów depresyjnych, miłości i zaraz potem pogardliwego chłodu, wizjonerstwa i kolejnych rażących
potknięć.
---> Jestem...

14. Swoje porażki partner usprawiedliwia ingerencją osób trzecich albo fatalnymi zbiegami okoliczności. Swoje naganne, obraźliwe, agresywne,
lekceważące zachowania wobec Ciebie usprawiedliwia tym, co robisz Ty (?Zobacz, do czego mnie doprowadzasz.?)
---> Druga część - bywało.

15 .Zawsze znajduje ?logiczne? wytłumaczenie dla swojego braku zaangażowania w waszą relację i żerowania na Twoim zaangażowaniu, wymuszonym jego
agresywną biernością (nadmiar pracy, choroba, zły nastrój, Twoje rzekomo niewłaściwe zachowanie).
---> Bardzo często zdarzało się.

16. Niektóre jego zachowania zaczynają Cię przerażać.
---> Hmm, kolejny szok dla mnie Lol. Nie wiem co powiedzieć...Gabby usłyszała tydzień, może dwa temu, że... mnie przeraża, boję się jej.

17. Odczuwasz, że nie masz kontroli nad swoim życiem, sferą finansową, emocjonalną, a Twój umysł nie odpoczywa, bo trwa w oczekiwaniu na kolejne
?atrakcje?.
---> I tak i nie, być może to iluzja. Sfera finansowa to był jeden, wielki bałagan. Natomiast pełne obciążenie odpowiedzialnością
finansową to ja miałem na barkach ( gdy brakowało kaski, latałem i pozyczałem, kombinowałem,przeliczałem, tak,aby nam starczało itd.).
Fakt, Gabby nie należy do rozrzutnych ludzi, ale:
Jej 'złota mysl' w tej sferze - 'przestań się stresować, jakoś to będzie'.
Sfera emocjonalna - brak kontroli. Gdy porównuję teraz siebie,to smiem twierdzić, że byłem często 'kłębiem nerwów'.
No chyba że...mój teraźniejszy spokój to zalążki deprechy...Percepcja, postrzeganie świata bardzo się zmieniło.

20. Wyraźnie czujesz się wykorzystywany i zauważasz też interesowność cieplejszego stosunku partnera wobec Ciebie, gdy chce uzyskać od Ciebie pomoc i
zaangażowanie w jakieś jego potrzeby.
---> Tak, aczkolwiek robiłem podobnie.
_________________________________________________

Reasumując, wiele punktów mnie wręcz zszokowało...Tak było.
Nie wszystkie zachowania, reakcje występowały.
Jestem pewien, że i Gabby mogłaby mnie 'wypunktować'. To się raczej nazywa - toksyczny związek, prawda?

Drzazga - super post.
Bags - gdzieś tu na forum, natknąłem się już na ten wykład. zprzyjemnością przeczytałem drugi raz. Uważam, że wartościowy, dzięki.
__________________________________________________

Gabby: Zdaję sobie sprawę, że zrobiłaś to wyłącznie ze względu na mnie. To był mój świadomy plan, który być może zadziałał .
Moich słów już nie słyszałaś. Musiałem zaryzykować...
Teraz potrafiłabyś zrobić dla mnie wiele rzeczy ( wierzę, w twoje szczere intencje w odbudowę naszego małżeństwa - tu cholera tobie wierzę ).
Nie o to jednak chodzi. Twe działania nie powinny, a muszą wypływać z serca, być własną, świadomą inicjatywą. Nie przytakiwaniem moim myślom. Wkrótce byś się zaczęła 'dusić'. Wkrótce ja i ty byśmy na nowo zaczęli się ranić.
Mogłoby być wtedy ze mną naprawdę kiepsko. Sorki, u nas w mieście nie ma wystarczająco wysokich mostów, więc raczej nie wchodzę w to, w takiej postaci wink
Te forum, jest moim jednym z ostatnich 'narzędzi' do walki o nas ( mówię o Was bezcenni forumowicze ).
Wczoraj, czytając ciebie, już zwątpiłem.
Po ostatnim poście - zapalił się płomyczek nadziei...

59

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Krych- czytałam Twoją/Waszą historię nie będąc tu zalogowaną. Aby coś dodać od siebie, zarejestrowałam się. Uważam, że forum nie jest najlepszym miejscem na rozmowę. Słuchaj siebie, słuchaj Jej - jeżeli oczywiście potraficie. Jeżeli jest w Was dużo, za dużo emocji - przeczekajcie ten moment, bo nic innego nie zyskacie jak wzajemne oskarżanie się, bo o racjonalnym myślenie w chwilach emocji nie ma mowy. Na podjęcie decyzji również masz czas. Jeżeli Gabby chcę zrobić wszystko byście znów byli razem - ma pole do popisu. Daj Jej się wykazać. 

Krych23 - swoją drogą czemu chciałeś by żona tu napisała? miałeś w tym jakiś cel?

60

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Podstawowe pytanie czy chcecie być razem, czy się rozstać.

Jak chcecie być razem trzeba zapomnieć o zdradzie i przestać się szarpać o byle pierd*łę. Trzeba się zaakceptować takim jakimi jesteście. Koniec kropka. Najważniejszy jest szacunek.

A jak się chcecie rozstać, to wystarczy podpisać papiery. Po co dyskutować o zdradach, niezgodności charakterów, kto co zrobił, skłamał, itd. No chyba że chcecie walczyć ze sobą -- wtedy ma sens taka dyskusja.

61

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Hej smallangel
Spokojnie, nie róbmy z forum podstawowej, głównej terapii.
Czuję się 'syty' w tym wątku, być może cel został osiągnięty.
Będę się usuwał powoli.

Czemu chciałem?
To była ostatnia szansa, aby żona coś sobie uzmysłowiła.
Coś w rodzaju malutkiej konfrontacji, która często przynosi niespodziewane efekty.

62

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
krych23 napisał/a:

Hej smallangel
Spokojnie, nie róbmy z forum podstawowej, głównej terapii.
Czuję się 'syty' w tym wątku, być może cel został osiągnięty.
Będę się usuwał powoli.

Czemu chciałem?
To była ostatnia szansa, aby żona coś sobie uzmysłowiła.
Coś w rodzaju malutkiej konfrontacji, która często przynosi niespodziewane efekty.

krych23, tak to rozumiałem - jako akt rozpaczy, tonący brzytwy się chwyta :0
ale...
"To była ostatnia szansa, aby żona coś sobie uzmysłowiła."
moze ostatnia szansa, ale nie tylko dla żony żeby sobie "coś" uzmysłowiła.
TO RÓWNIEŻ DLA CIEBIE SZANSA, żebyś sobie
"COŚ" uzmysłowił.
Do tanga trzeba dwojga.
Dla Ciebie też jest wiele do uzmysłowienie sobie, wiele pracy nad sobą.
Nie czekaj na żonę, nie patrz na nią.
Rób to dla Siebie.
A najlepiej wspólnie, rozmawiają - dialog.
Mówcie o swoich uczuciach ale patrzcie na zegarek. PO 10 min. koniec dyskusji.
Później łatwo dochodzi do nieporozumień, awantury.
I pamiętajcie, że nie można drugą stronę winić za to co czuje.
Uczucia są jak lustro w którym odbija się rzeczywistość.
Postarajcie się zrozumieć, wiedzieć o sobie nawzajem najwięcej jak można.
Mówcie "ja" - czuję, myślę,
Nigdy - "Ty" - myślisz, czujesz, jesteś.
Na przykład " żeby ona (żona) sobie coś uzmysłowiła" - co chcesz tym osiągnąć ?
sprowadzasz do parteru.
Każdy przyciśnięty do kąta, z którego nie ma wyjścia  - albo się załamie, albo zacznie kąsać.
Nie tędy droga.

63

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
Drzazga napisał/a:

krych23, tak to rozumiałem - jako akt rozpaczy, tonący brzytwy się chwyta :0

Oczywiście, zapewne tak było. Gdy ktoś bardzo chce, znajdzie wiele sposobów.
Gdy ktoś nie chce zrzucić klapek z oczu i zamyka się we własnym światku, to nic nie pomoże.
Żonę mam inteligentną. Do końca miałem nadzieję, ale byłem/jestem już gotów przyjąć fakty takimi jakimi są.

Drzazga napisał/a:

"To była ostatnia szansa, aby żona coś sobie uzmysłowiła."
moze ostatnia szansa, ale nie tylko dla żony żeby sobie "coś" uzmysłowiła.
TO RÓWNIEŻ DLA CIEBIE SZANSA, żebyś sobie "COŚ" uzmysłowił.
Do tanga trzeba dwojga.
Dla Ciebie też jest wiele do uzmysłowienie sobie, wiele pracy nad sobą.
Nie czekaj na żonę, nie patrz na nią. Rób to dla Siebie.

Zgadzam się. Już w ten piątek mam wizytę u psychologa.
Czytam ciekawe książki na temat relacji w małżeństwie, psychologii itd.
Żądam wręcz od siebie zmiany. Zaczynam i mam zamiar nigdy nie przestać.
Działam drzazga, działam.

64

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?
krych23 napisał/a:
Drzazga napisał/a:

krych23, tak to rozumiałem - jako akt rozpaczy, tonący brzytwy się chwyta :0

Oczywiście, zapewne tak było. Gdy ktoś bardzo chce, znajdzie wiele sposobów.
Gdy ktoś nie chce zrzucić klapek z oczu i zamyka się we własnym światku, to nic nie pomoże.
Żonę mam inteligentną. Do końca miałem nadzieję, ale byłem/jestem już gotów przyjąć fakty takimi jakimi są.

Drzazga napisał/a:

"To była ostatnia szansa, aby żona coś sobie uzmysłowiła."
moze ostatnia szansa, ale nie tylko dla żony żeby sobie "coś" uzmysłowiła.
TO RÓWNIEŻ DLA CIEBIE SZANSA, żebyś sobie "COŚ" uzmysłowił.
Do tanga trzeba dwojga.
Dla Ciebie też jest wiele do uzmysłowienie sobie, wiele pracy nad sobą.
Nie czekaj na żonę, nie patrz na nią. Rób to dla Siebie.

Zgadzam się. Już w ten piątek mam wizytę u psychologa.
Czytam ciekawe książki na temat relacji w małżeństwie, psychologii itd.
Żądam wręcz od siebie zmiany. Zaczynam i mam zamiar nigdy nie przestać.
Działam drzazga, działam.

Podobnie i ja działałam. Opłacało się - bynajmniej u mnie.
Najważniejsze to wyciszyć emocje. Na wszystko masz czas- w szczególności na życiowe decyzje.

65

Odp: 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

jesli mam się wypowiedzieć krych - to zaczynacie od doopy strony
zamiast sie słuchać, to wy sie PRZEKONUJECIE

każde z was ma rację - i każde z was tę rację będzie miało zawsze - w waszych włąsnych oczach

i w ten sposób do przodu nie pójdziecie

tak mozna stanąć w miejscu i tkwić latami....

a warto stanąc obok siebie i ruszyć do przodu

Posty [ 1 do 65 z 83 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » 12 lat, już po wszystkim... Jak się zachować?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026