Był marzeń dziecka złudny świat, tragedia serduszka lalki, a dziś nie mam męża, 46 lat i wcale nie jestem z bajki...
Mąż...Kto to jest?.........................................................................................................................................,
szukam wartych szukania, by móc napisać : ,,pistacjowe lody w kawiarence, słodkiej miłości smak i ciepłe ,serdeczne serce,
poezjo ,, x '' lat
...
P.S. Moje emocje są w opłakanym stanie dziewczyny...
Podobne tematy
zenna12 - trzymaj się. jestem z Tobą.... przytulam mocno
Ja też jestem z Tobą.......
i na szczęście już jest wtorek...ufff
Cześć kochane dziewczyny:).właśnie - już jest wtorek ! chociaż napiszę Wam, że wysłałam dziś do mojego byłego esemesa pisząc jak się czuję...nie chcę dziewczyny czytać, czy żle, czy dobrze zrobiłam...chciałam, żeby choć przez chwilę mi ulżyło i ulżyło
..i jakoś mnie nie interesuje co on o mnie sobie myśli?..niech myśli, co chce..co miałam stracić-to straciłam..a jeśli jest totalnym osłem to gó..z tego zrozumie..a coś mi mówi, że rozumie więcej, niż przypuszczam...dzwonił dziś do córki- najczęściej i mnie zawsze prosił, a dziś nie
( to było jeszcze przed wysłaniem do niego smsa)..no i dobrze..Święta mam już za sobą, a do kolejnych parę ładnych miesięcy, a to dla mnie najgorszy okres..będą jeszcze sytuacje, kiedy,,rodzinnie" zabierze mi córkę na basen, albo na rower, albo nie wiem gdzież tam jeszcze, ale myślę, że do tej pory poradzicie coś jak tu nie myśleć, że moja córeczka jest z ,,tą" która nazwała mnie min.zlasowanym tyłkiem. Chętnie dokopałabym takiej gwieździe i wierzcie mi miałam kiedyś taką okazję i nie zrobiłam tego, a mój były powiedział mi później, że,,go tym zaskoczyłam"..co nie znaczy, że udało mi się ją kiedyś od k..na ulicy zezwać, ale tylko dlatego, że wtrąciła się w rozmowę mojego dziecka z tatą i córka mi o tym powiedziała..Moja córeczka jest bardzo za tatą..nie wiem, czy to dla mnie dobrze, czy nie, ale dla niej być może tak...buziaczki kobietki
cześć dziewczyny...moje życie runęło właśnie w tym roku...po 30 latach mąż mnie zdradza...i wiecie co?nawet święta wielkanocne z nią spędził...dopiero dziś pan wrócił po czyste gacie i skarpetki.Mamy trójkę dzieci...najmłodszy ma 17 lat..a święta przepłakałam,przespałam i chodziłam od okna do okna...pozdrawiam
Witajcie miłe panie. Zainteresował mnie ten wątek, gdyż będąc również osobą "niesparowaną" lubię nawiązywać nowe kontakty, lecz niestety czasu na to, mam niewiele.
Zenno - to straszne co zrobiłaś ze swym życiem. Pozbawiłaś go wszelkich perspektyw, żyjąc wciąż przeszłością.
I mam wrażenie, że szczęścia Ci takie życie nie daje. Słusznie czuję, że jest Ci coraz trudniej? TYLE (zmarnowanych) lat... PRZECIEŻ tego się już nie da cofnąć... a tu dziecko patrzy i dźwiga emocje... Współczuję. Czy nie myślałaś o jakiejś pomocy, aby nie wpędzić się w depresję lub inne dolegliwości? Tyle bólu
Anhedonia- myślisz, że nie próbowałam ? Wydałam masę pieniędzy na antydepresanty, psychologów, mądre książki, a nawet szkoły, których priorytetem było kształcenie osobowości..coś jeszcze mogłam? no cóż..jeśli tak, to do tego nie dotarłam..depresja..też nie wiem, jak to ze mną jest..bo ja mam jej objawy w święta, wtedy kiedy wiem, że moje dziecko przebywa ,,z tą panią'', w Sylwestra itp....a tak ? a tak to pracuję, jeździmy w miarę możliwości na basen, do kina, czytam książki, dobrze jeżdżę samochodem i jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie mogę nie wiem jak być wku... a wsiadam \, kręcę kółkiem i wypoczywam
..niektórzy śmieją się, że powinnam zgłosić się do kobiecego rajdu samochodowego
..mnie przytłacz tęsknota za tym, co było..i wiem, że tego już nie będzie..doskwiera mi samotność, a to, że mam ukochaną córcię jest niepodważalne..patrzyła ta moja córcia nie raz i nie dwa na słabą mamę, ale w związku z tym miałabym zrobić? wsadzić się do paki za karę? myślę, że zrobiłam dużo dla siebie, żeby nie zwariować..i wierzcie mi tak mi to dało w kość, że kiedy to się zaraz stało po 4 miesiącach wylądowałam w szpitalu na okulistyce z objawami utraty wzroku , bo tak mi stres się umiejscowił..co przeszłam jeszcze potem to moje- ale wiem, że zrobiłam więcej, niż niejedna by nie zrobiła ( z całym szacunkiem dla kobiet )..teraz chcę poznać ludzi wartych poznania, bo to nie możliwe, żeby takowych nie było i to jest dla mnie ważne..
Zosiu- bardzo Ci współczuję..Pisz tu do nas kochana i wylewaj swe żale- zobaczysz będzie Ci lżej..wiem, co to znaczy chodzenie od okna do okna..bardzo Ci współczuję..tyle tylko, że jeśli sama nie poczujesz, że niszczysz swioje życie przez dupka, który ma Ciebie w d...( przepraszam)to tylko troszkę będzie Ci chwilami lżej czytając tutaj wpisy..pisz do nas
i trzymaj się cieplutko ![]()
Czy zastanawiałaś się kiedyś co powoduje Twoje "doły"? Nie mówię tu o przeszłosci, ale chodzi mi o teraźniejszość, tzw, tu i teraz...
zenna12 to gaz do dechy i do przodu,nie oglądaj się za siebie nie warto!!!!!!!
Otóż to,zenna nie oglądaj się za siebie.Ja wiem że trudne ale nie niemożliwe...
A Ty,Zosiu nie myśl że Twoje życie runęło,ono po prostu się zmieniło,od teraz będzie inne...co nie znaczy że gorsze ale na to potrzeba czasu...
Przepraszam że się wymądrzam ale też kiedyś myślałam że moje życie runęło więc uwierz,będzie lepiej...
Ale fajnie dziewczyny , że tu zaglądacie
. Ann50- zastanawiam się dość często i poniekąd mam jakieś podejrzenia
..otóż..kiedy leczyłam się na niepłodność i krojono mnie diagnostycznie i podawano przenajróżniejsze wynalazki..niektóre z nich miały powodować zmiany w psychice i zawsze o tym lekarze ostrzegali..ale ja, jak to ja- jeśli mi na czymś bardzo zależy- moja determinacja sięga zenitu ( ciekawe to, co napisałam
, bo mi na sobie samej bardzo zależy, a jakoś zenitu nie sięga:)no, ale dalej do ,,tematu" )-więc, leki obniżały mi nastrój, stawałam się płaczliwa, czasami lękliwa, ale brnęłam dalej, byleby coś zadziałało, żeby zajść w ciążę..poza tym miałam pomimo jakiś tam innych problemów głównie z teściową, jej siostrą i ich stosunkiem do mojej rodziny- całkiem przyjemne życie..jedynie jeszcze to, że mój były mąż uwielbiał towarzystwo odkąd go znałam i z czasem zaczęło mnie to męczyć, bo ileż można się bawić? ale i ja żyłam tym, że wokół mnie było zawsze pełno znajomych..mój dom ciągle ktoś odwiedzał..był ciągle ruch..Święta były czymś, czym żyłam..i takie tam..a kiedy jeszcze dowiedziałam się, że jestem w ciąży- razem ze mną cieszyło się tylu ludzi, że byłam tymbardziej szczęśliwa..i...właściwie dalszy ciąg znacie...więc, chyba nietrudno zorientować się, że pozbawiona życia, którym żyłam i zajęta wychowywaniem upragnionej córeczki po prostu mogłam zdziczeć:) i nie radzić sobie sama ze sobą..a, że pomimo moich słabości mam wojowniczy charakter to jest to taka obecnie wybuchowa mieszanka, że wpadam ze skrajności w skrajność..
Dziewczyny cieszę się ,ze tu zaglądacie
..jest mi raźniej...
zenna12 - ciągle żyjesz przeszłością.... pisałam Ci, że rozumiem, że trudno skreślić tyle lat, zapomnieć. Ale spróbuj... Nie myśl ciągle o tym. Im więcej człowiek myśli, tym bardziej siebie dołuje. Już po świetach... wyluzuj ![]()
cześć dziewczyny...moje życie runęło właśnie w tym roku...po 30 latach mąż mnie zdradza...i wiecie co?nawet święta wielkanocne z nią spędził...dopiero dziś pan wrócił po czyste gacie i skarpetki.Mamy trójkę dzieci...najmłodszy ma 17 lat..a święta przepłakałam,przespałam i chodziłam od okna do okna...pozdrawiam
zosiu... tak, jak napisała diana45, Twoje zycie sie zmieniło, nie pozwól żeby na gorsze.... Spakuj mu te gacie i skarpetki... wystaw za drzwi... to on będzie święta spedzał u "niej" a Ty mu gacie będziesz prać?....
A co mówii terapeuci?
terapeuci ? a różnie..był taki jeden co od razu powiedział, ,,ja pani nie umiem pomóc, ale mogę być z panią , słuchać pani i razem z panią to przechodzić-
. lekarze psychiatrii mówili, że jestem wspaniałą kobietą, która nie pasuje do ludzi czekających za drzwiami gabinetu i leki tylko mnie wyciszą, ale na moje problemy nie pomogą..inni terapeuci słuchali, podawali schematyczne rozwiązania problemu i żaden z nich mi nie pomógł, a wydałam na to wszystko masę pieniędzy, więc kogo mam jeszcze szukać? kolejną pożyczkę mam brać na następnych niekompetentnych terapeutów ? próbuję zamknąć temat i mam nadzieję, że mi się to w końcu uda..jestem już naprawdę zmęczona..zmykam, bo właśnie kończy mi się okienko w pracy i dalej muszę pracować, a po pracy jadę jeszcze z córeczką do lekarza . pa
Uda Ci się.... na pewno Ci się uda zamknąć temat... wierzę w to... ![]()
Zdrówka dla córeczki
Miłego dnia dla Was, dużo słoneczka ![]()
Ja też chodzę dwa kata na terpaię, która nie przynosi efektów.
Anhedonia- myślisz, że nie próbowałam ? (...) mnie przytłacz tęsknota za tym, co było..i wiem, że tego już nie będzie..
Czy można coś na TO zaradzić? Jeśli racjonalizm nic nie jest w stanie wskórać, to cóż może?
- całkiem przyjemne życie..jedynie jeszcze to, że mój były mąż uwielbiał towarzystwo odkąd go znałam i z czasem zaczęło mnie to męczyć, bo ileż można się bawić? ale i ja żyłam tym, że wokół mnie było zawsze pełno znajomych..mój dom ciągle ktoś odwiedzał..był ciągle ruch..Święta były czymś, czym żyłam..
...depresja..też nie wiem, jak to ze mną jest..bo ja mam jej objawy w święta, wtedy kiedy wiem, że moje dziecko przebywa ,,z tą panią'', w Sylwestra itp....a tak ?
To zrozumiałe - wszak mało, że "ta pani" zabrała Ci męża to jeszcze w święta "ma" twoją córkę. Czy musisz się na to godzić?
Może dałoby się tak załatwić, by pobyty córki u ojca nie pokrywały się ze świętami? (to sądownie ustalone czy umownie/dobrowolnie?).
Bo skoro wiesz w jakich okolicznościach "wychodzisz" z siebie i ewidentnie Cię to przerasta... może można spróbować to zmienić?
Wszak zdrowie ważniejsze ![]()
A znajomości warto kultywować - czy to z mężem czy bez
mój postrzelony kuzyn dobiegając 50-tki zaczął uczestniczyć w rajdach motocyklowych. Skoro Ciebie "kręcą" rajdy samochodowe, rozważ (może?) opcję przyłączenia się do tego rodzaju działań. Słuchając postrzelonego kuzyna uważam, że warto, a nowych ludzi poznaje się przy tym TABUN... i to takich, z którymi ma się "wspólny język" ![]()
Nie oglądaj się wstecz - z ciekawością popatrz w przyszłość - co też ciekawego (dla siebie) możesz w niej znaleźć?
Zosiu - choć to nie do wiary dla Ciebie, na ten moment być może - fakt, to co mówią dziewczyny - nie daj sobie życia zmienić na gorsze. Dla łobuzów nie powinno być litości - niech te gacie panienka popierze...
Anhedonia,skubana ma rację,zwłaszcza to o Swiętach,przemyśl to Grażynko...
Z tym racjonalnym wytłumaczeniem sobie-to samo myślałam tylko nie umiałam tak ładnie ująć:)
Dziewczyny weszłam na chwilkę, bo mi się cos pochrzaniło z netem u mnie , albo kompem i jestem na chwilkę u sąsiadki. Jeśli nie będzie mnie zbyt długo to znaczy, że szukam mena, który zna się na kompach ( a może i na czymś innym także
). Wszystko, co piszecie to święta racja, ale nic nie jest proste .. Unikajmy dziewczyny też imion osobistych( sorry, ale też mi się tutaj raz zdarzyło ), bo jakaś gwiazda może będzie chciała kiedyś coś poczytać i skojarzy historię, a po co to nam? Silly- mam nadzieję, że się trzymasz kobietko
, a Dana - szkoda, że nie zobaczyłam tych sarenek
. Misnowegojorku- pomyśl, bo może szkoda kasy na tę Twoją terapię i lepiej poszukać gdzieś indziej. Najlepiej pisz tu do nas- tutaj jest sporo skutecznych terapeutek, choć bez papierów
. zycie daje nam papiery dziewczyny
. Anhedonia- ta ,,pani'' ma gdzieś moją córkę ( powiedziała mi
kiedyś, że ,,niestety jest już na nią skazana" )- taka z niej cwana wydra. ale wiecie co ? Tak ,jak Was tutaj niektórych poczytam- to macie być może rację, że równowaga musi być wszędzie i jeszcze ta jej,, miłość'' odbije jej się głęboką czkawką ! I z takim nastawieniem zmykam kobietki - do ,,popisania''
. do ,,usłyszenia ''
, a być może ,,do zobaczenia'' kiedyś tam dziewczyny
. Trzymajcie się cieplutko !
To powodzenia w szukaniu
.... Byle nie za długo, bo będziemy tęsknić ![]()
Ja się trzymam... jakoś ![]()
Pomyśl o tych Świętach i gwiazdą się nie przejmuj....
Buziaki ![]()
Cześć Kobietki
. Już jestem, ale nie na długo-może wieczorkiem wejdę na forum Komp sprawny. Byłam dziś tak zabiegana, że myślałam, że mi ,,paliwa'' braknie. Ciągle coś łatwiłam , a w pracy miałam tyle spraw i zajęć, że po przyjściu do domu padłam.Mam taką kołomyję w głowie, że nie bardzo wiem, co mam pisać, a przez dwa dni trochę mi się nazbierało, bo i wczoraj i dziś spotkałam się z moim byłym i to jakieś chore jakieś jest, albo co ? Krótko mówiąc- ogniem na ogień chwilowo postanowiłam, bo siła jakaś we mnie wstąpiła i bynajmniej na razie nie pokażę jak mi źle bez niego. niech myśli, a co mi tam. a myslę, że myśli. a jeśli mi się tylko tak wydaje to znaczy, że z moim szóstym zmysłem naprawdę jest coś nie tak i nie da się już tego wyprostować. tak, czy siak- gorsze dni na razie gdzieś za mną, ale wiem, że czają się tam gdzieś za rogiem, bo diabeł nie śpi i tylko czeka, gdzie by tu ogonem zamieszać. Pozdrawiam cieplutko ![]()
Witaj zenna12, jak miło, że jesteś ![]()
Trzymam kciuki za Twoją "siłę"... obyś miała jej jak najwięcej
. Wiesz, taka zmiana na pewno daje mu do myślenia. On karmił się Twoimi łzami, Twoim skomleniem do niego. To dawało mu siłę, widział, że jesteś słaba... Nie rozumiem facetów, coś w tym jest... Kiedy mieszkałam kątem u mamy, w jednym malutkim pokoiku z dwójką dzieci, kiedy straciłam pracę i prosiłam o wyższe alimenty, albo na ksiązki dla dzieci.... on był zadowolony, mógł powiedzieć NIE. Kiedy zaczęłam stawać na nogi, kiedy nie prosiłam go o nic, zobaczył, że daję radę bez niego.... zaczął szukać - jakby tu jej życie zatruć... no i znalazł.... sama wiesz. Ale to nic, dam radę... przeczekam.... wierzę, że będzie lepiej. Że życie mu jeszcze pokaże ![]()
Pozdrawiam cieplutko
Cześć Kobietki
. Już jestem, ale nie na długo-może wieczorkiem wejdę na forum Komp sprawny. Byłam dziś tak zabiegana, że myślałam, że mi ,,paliwa'' braknie. Ciągle coś łatwiłam , a w pracy miałam tyle spraw i zajęć, że po przyjściu do domu padłam.Mam taką kołomyję w głowie, że nie bardzo wiem, co mam pisać, a przez dwa dni trochę mi się nazbierało, bo i wczoraj i dziś spotkałam się z moim byłym i to jakieś chore jakieś jest, albo co ? Krótko mówiąc- ogniem na ogień chwilowo postanowiłam, bo siła jakaś we mnie wstąpiła i bynajmniej na razie nie pokażę jak mi źle bez niego. niech myśli, a co mi tam. a myslę, że myśli. a jeśli mi się tylko tak wydaje to znaczy, że z moim szóstym zmysłem naprawdę jest coś nie tak i nie da się już tego wyprostować. tak, czy siak- gorsze dni na razie gdzieś za mną, ale wiem, że czają się tam gdzieś za rogiem, bo diabeł nie śpi i tylko czeka, gdzie by tu ogonem zamieszać. Pozdrawiam cieplutko
Cieszę się że gorsze dni za Tobą
Byłoby może jeszcze lepiej gdybyś się z nim nie spotykała...
Ale ja jestem,zawsze wiem wszystko lepiej:)
89 2013-04-06 07:16:58 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-04-06 07:18:15)
Witaj zenna12, jak miło, że jesteś
Trzymam kciuki za Twoją "siłę"... obyś miała jej jak najwięcej. Wiesz, taka zmiana na pewno daje mu do myślenia. On karmił się Twoimi łzami, Twoim skomleniem do niego. To dawało mu siłę, widział, że jesteś słaba... Nie rozumiem facetów, coś w tym jest...
Karmił się, czy BYŁ KARMIONY?
"Wśiubiał" nos ze wścibstwa, czy pchano MU PRZED OCZY?
Ja nie rozumiem również kobiet. Faceci nie są wcale tak skomplikowani jak kobiety im to przypisują. Kobiety mają tendencję do "wymyślania" czegoś czego nie ma. Byle tylko nie żyć własnym, niezależnym życiem. Byle tylko nie dać się odciąć... Można żyć cudzym życiem, stać z boku i... "czyhać"... tylko NA CO? na potknięcie i przyczołganie się winowajcy na kolanach?
Ale, że różne rzeczy sprawiają człowiekowi satysfakcję, to cóż... byle tylko one również niosły szczęście a nie frustrację.
Również życzę wiele sił ![]()
Witajcie kobietki. No i mam znowu gorszy dzień..oby się nie przeciągnął..Anhedonia masz rację- on był karmiony..Tylko kto zrozumie duszę, która była zespoloną z inną..Nikt i nic nie dało mi cienia niepokoju, że w grę wchodzą inne kobiety..Był taki, jak zawsze dopóki był ze mną..Kiedy na świat przyszło dziecko, czasami kiedy zachowywał się jakby to ,,nie był on" myślałam, że to dlatego ,że nasz świat odwrócił się o całe 360 stopni..on nadal był czuły, wracał do domu, mówił, ze nie będzie się teraz tak intensywnie zajmował się dzieckiem, bo jest malutkie i zajmnie się jak będzie miało parę lat..tak, jakby się bał..uciekał do towarzystwa...żył tak, jak zżyliśmy razem kiedy dziecka nie było..ja zajęta maleństwem walczyłam z jego matką i jej siostrą o każdy skrawek naszej intymności..a on zaczął przyjmować ich punkt widzenia,że czego ja chcę jak mi ktoś pomaga to źle? a to było tak, że nie było dnia, żeby nie było jego rodziców..to ja zaczęłam być tą,,francą", która jest niewdzięczna..która nie docenia tego, jak i ile inni pomagają..a mnie się wymiotować chciało, że mój mąz nie pomyśli, że wartością jest to na co głównie samy zapracujemy..wygoda..nic więcej..i zostałam sama z dzieckiem.. i potrzebowałam tej pomocy jeszcze więcej, niż przedtem nią wymiotowałam..nie byłam w stanie ogarnąć wszystkiego..dobrze, zgodzę się, że facet wychowany był w wygodzie i zapragnął tego wygodnego życia i nieograniczania go w niczym..tylko gdzież jest ta dojrzałośc? gdzie odpowiedzialność za posiadanie rodziny? gdzie sprawiedliwość dla tych, którzy sami bez niczyjego nakazu założyli rodzinę, tyle lat ją mieli i kochali i dbali i nie musieli się zmieniać, bo przy boku mieli kogoś, kto kochał wariata? gdzież ta sprawiedliwośc,że taki,,tatuś" ma kasę, o którą ja nigdy nie prosiłam i tą kasą zapełnia jakies swoje wyrzuty sumienia bo co ? bo kupi dziecko wszystko, czego tylko zapragnie ? moja córeczka mając już roczek była obsypana złotem..wszystko było dla niej..i nie ważne było to, że jej mamą jest kobieta, dla której materia jest ważna, ale stoi gdzieś na końcu moich priorytetów..zakopałam się w tym wszystkim..w moim domu rodzinnym było biednie, ale ciepło..może dlatego ani oni mnie , ani ja ich nigdy pewnie nie zrozumiem..,,tatuś" ma ogromne tłumy znajomych..nigdy nie narzekał na brak zabawy.. i nadal nie narzeka..zawsze była babcia, która zajmowała się dzieckiem, kiedy ja nie mogłam, a on właśnie szykował się na imprezę..on zawsze mówił,,przecież od czego jest babcia"? a ja ? ja to kto ? nie do życia kobieta? dla niego zawsze towarzystwo było na pierwszym miejscu..to człowiek bardzo pracowity, ma gest, jest inteligentny, ale płytki..nie był taki..wypracował sobie dewizę, że wszystkie środki i chwyty są dozwolone, byleby jemu było dobrze, a przy okazji komuś, kto mu dobrze robi..nic więcej..gdzie kara dla takich, co mają się za dobrego rodzica i biedni tłumaczą rozpad rodziny, że,,on/ona byli nieodpowiedni'' i inteligentnie wtedy, kiedy im na to ochota przyjdzie poświęcą chwilę uwagi dziecku ? i jak już ,,odpracowane" to wracają do przyjemnego życia, gdzie nie słuchają, że dziecko brzuszek boli, ze w nocy żle się czuje, że ma problem, bo koleżanki nie takie, że trzeba podzielić się obowiązkami w ciągu dnia, bo jeśli jedno będzie się zarzynac to wkońcu zgłupieje? gdzie kara dla takich ? NIE MA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! przeżyją swoje zycie wygodnie, a dziecku kiedyś pewnie powiedzą,,nie kochałem mamusi"..biedacy..20 lat życia i nie kochali
..ech tam.. wczoraj tez był na imprezie w lokalu i kiedy dziś córka o 12 w południe do niego dzwoniła to usłyszała,,dopiero wstałem, no przecież ci mówiłem, że idę na imprę i pewnie gdzieś o 4 nad ranem wrócę,a teraz jestem u sąsiadów, więc dziś do ciebie nie przyjdę"...ech tam..wymiotować się chce ! i wierzcie mi- CHCIAŁABYM SPOTKAĆ KOGOŚ Z KIM CHCIAŁABYM BYĆ Z WZAJEMNOŚCIĄ!..jakoś nie mam szczęścia, a ,,on" się bawi..
...Anhedonia masz rację- on był karmiony..Tylko kto zrozumie duszę, która była zespoloną z inną..
PEWNIE każdy inny myślący i CZUJĄCY.
ŻADNA z nas nie jest przedstawicielką odmiennego gatunku.
(...)mój mąz nie pomyśli, że wartością jest to na co głównie samy zapracujemy..wygoda..nic więcej
Więc problem w tym, że twój MĄŻ myślał INACZEJ niż Ty sobie wyobrażałaś, niestety NIE po twojej myśli.
zgodzę się, że facet wychowany był w wygodzie i zapragnął tego wygodnego życia i nieograniczania go w niczym..tylko gdzież jest ta dojrzałośc? gdzie odpowiedzialność za posiadanie rodziny? gdzie sprawiedliwość dla tych, którzy sami bez niczyjego nakazu założyli rodzinę, tyle lat ją mieli i kochali i dbali i nie musieli się zmieniać, bo przy boku mieli kogoś, kto kochał wariata?
Obiecywał przed ołtarzem, że będzie odpowiedzialny, dojrzały i będzie OSOBIŚCIE zajmował się dzieckiem? CZY Ty sobie zaserwowałaś TAKA iluzję?
...gdzież ta sprawiedliwośc,że taki,,tatuś" ma kasę, o którą ja nigdy nie prosiłam i tą kasą zapełnia jakies swoje wyrzuty sumienia (...) zawsze była babcia, która zajmowała się dzieckiem, kiedy ja nie mogłam, a on właśnie szykował się na imprezę..on zawsze mówił,,przecież od czego jest babcia"? a ja ? ja to kto ? nie do życia kobieta?
dla niego zawsze towarzystwo było na pierwszym miejscu..to człowiek bardzo pracowity, ma gest, jest inteligentny, ale płytki..
nie był taki..wypracował sobie dewizę, że wszystkie środki i chwyty są dozwolone, byleby jemu było dobrze, a przy okazji komuś, kto mu dobrze robi..nic więcej..gdzie kara dla takich, co mają się za dobrego rodzica i biedni tłumaczą rozpad rodziny, że,,on/ona byli nieodpowiedni'' i inteligentnie wtedy, kiedy im na to ochota przyjdzie poświęcą chwilę uwagi dziecku ? (...)że trzeba podzielić się obowiązkami w ciągu dnia, bo jeśli jedno będzie się zarzynac to wkońcu zgłupieje? gdzie kara dla takich ? NIE MA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! przeżyją swoje zycie wygodnie, a dziecku kiedyś pewnie powiedzą,,nie kochałem mamusi"
To w końcu JAKI on BYŁ?
Wychowany w wygodzie i zawsze wyręczany CZY nie?
Przeczysz sobie sama swoimi własnymi słowami. Znaczy hedonista? I to taki, który potrafi (opieka babci) poustawiać sobie sprawy tak, by móc żyć po swojemu (nie po twojemu)...
To, że brałaś go za kogoś innego niż był - spodziewałaś czego innego niż mógł/chciał ofiarować - to pomyłka. Tylko czyja? Czy za niedogadanie się w podstawowych sprawach i brak wspólnego systemu wartości jest powodem do karania?
Wyszłaś za mąż za swoje wyobrażenie o facecie a nie faceta z krwi i kości. Czemuś takiemu trudno przetrwać...Bo tak NA PRAWDĘ to on był i (wg. twych słów pozostał) - wygodny sukin... (zdradę mam na myśli i komentarz, że gdyby owej mąż się nie dowiedział... to zabawa z oszukiwaniem trwałaby w najlepsze). Za tym tęsknisz?
(...) CHCIAŁABYM SPOTKAĆ KOGOŚ Z KIM CHCIAŁABYM BYĆ Z WZAJEMNOŚCIĄ!..jakoś nie mam szczęścia, a ,,on" się bawi..
Czego życzę ci z całego serca, bo pewnie to byłoby lekiem na całe zło.
(tylko może NAJPIERW warto szczegółowo i bardzo dokładnie zweryfikować NAWZAJEM swoje wyobrażenia o życiu i PRIORYTETY? TAK na pewniaka).
Jak chcesz kimś innym się zainteresować - jeżeli w twym życiu nie ma ani ciut wolnego miejsca - całe zajęte przez czujne "śledzenie" poczynań i życia EX-a.
Pozdrawiam i niezmiennie życzę sił i... spokoju ducha.
Ty się miotasz i tracisz cenne chwile życia a ON żyje tak jak chciał - zadowolony, bo umiejący żyć PO SWOJEMU, czerpiąc z tego radość - jemu się opłaca, a czy Tobie warto TAK krew samej sobie psuć?
Anhedonia- łapiesz za słówka, ale nie mam o to żalu.. Trzeźwo oceniasz, nic więcej. Więc, jak to jest? Jesteś z kimś 7 lat przed ślubem i myślisz, że wychodzisz za odpowiedniego człowieka, myślisz, że ten człowiek da ci poczucie bezpieczeństwa, bo o wiele potrafi zadbać i masz tego dowody, razem z tobą szuka ratunku, żeby mieć potomka, przeżywa to z tobą i co ? I nie miałam prawa myśleć, że sprawdzi się jako ktoś, kto ma poukładane priorytety tak, żeby cieszyć się z posiadania rodziny? napiszę Ci tak- człowiek był podatny na zakręcony grunt obecnego świata i to od nas zależy w którą stronę księżyca pójdziemy : tam gdzie jasno, czy tam, gdzie ciemno. On akurat powędrował tam, gdzie mu wygodniej się zrobiło na pewnym etapie swojego życia i choć pewnie się nigdy do tego nie przyzna, ale myślę, że nie bez żalu dla niego. Natomiast ja? Ja zawsze miałam hamulce- wielokrotnie sprawdzałam się sama ze sobą w sytuacjach, które wykorzystał by ktoś, kto lubi przyjmować adrenalinę patrząc właśnie w ciemną stronę księżyca. Wyssało mnie od środka to całe chamstwo, wyrafinowenie, cwaniactwo tych, którzy uważają się za lepszych, czy silniejszych. Co jest siłą?- siłą jest nie to jak sobie radzimy po doznaniu takiego świństwa, ale jaki będzie efekt końcowy tego doświadczenia, do którego mam nadzieję, że kiedyś dotrę.. Pomimo moich słabości, a jest nią zapewne wrażliwość, która pobudza wyobraźnię, którą kiedyś jeden z moich wykładowców przeprowadzających test na swoich słuchaczach podsumował tak : ,,masz niespotykaną wyobraźnię, która w warunkach pokoju może ci wiele przynieść dobrego, ale jak przyjdzie wojna może cię spalić''. Korzystałam z mojej wyobraźni głównie w pracy i dała mi wiele owocnych pomysłów, ale był to czas spokoju..nie przypuszczałam, że mam w sobie dar, który będzie napędzał kiedyś obrazy do niebotycznych rozmiarów..wiesz, że jestem w stanie cofnąć czas o kilkanaście lat i powiedzieć kto i jak był ubrany w danej sytuacji? Co mam zrobić, jeśli to, co było mi bliskie emocjonalnie zakodowało się we mnie jako całość mojego jestestwa? ... dziś mam już dosyć.. wiem, że zmiany są trudne do wprowadzenia w moim przypadku i nie wystarczy mi wmawiać, że wina tylko i wyłącznie leży w moim i ,,jego" niedogadaniu się co do priorytetów, bo zakładając rodzinę powinniśmy przynajmniej mieć zalążek myśli, że rodzina wymaga ograniczeń tego, czym mogliśmy żyć mając naście lat, ale nie całkowitej rezygnacji z tego..szacunek..szacunek do drugiej osoby i prawość tego, że jak ci źle być zaczyna to rozmawiaj z jeszcze bliską ci osobą, a nie uciekaj do najłatwiejszego rozwiązania- do budowania sobie życia za plecami nic niewiedzącej o tym istoty, która po prostu szczerze kocha..
Może to wyglądać na łapanie za słówka - jednak taki obraz może się wyłaniać z boku. Wiadomo, że z boku wszystko wygląda inaczej.
Wina, jak i wypadek to przeważnie zlepek większej ilości przyczyn niż jedna. Jak wyżej - niedogadanie oraz:
Mogłaś się pomylić Ty w ocenie jego zachowań.
Mógł się pomylić on w ocenie własnych sił w sytuacji, którą znał tylko z teorii. etc. etc.
Pomyłka ludzką rzeczą jest.
Ale to TY marnujesz sobie życie - nie ON.
"Panie, daj mi siłę, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi cierpliwość,abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi mądrość, abym odróżnił jedno od drugiego"
Przeszłości NIE ZMIENISZ. Jego NIE zmienisz. Możesz jedynie zmienić swoje życie. Jak nie dla siebie, to chociaż po to, by córka więcej nie widziała twoich niekończących się (po 9 latach) łez.
Współczuję, ale myślę, że JEDNAK warto COŚ, cokolwiek zrobić.
Pomyliłam się w ocenie jego zachowań. Zmiany próbuję wprowadzać od dawna i nic jakoś nie chce zaskoczyć- to co
? pierdoła ze mnie
?, czy tez nieudacznik życiowy
na którego nie wiadomo kto i jaką ma miarę ?. . ech tam..jak zwał, tak zwał..to miejsce traktuję od jakiegoś czasu jak mój drugi dom, bo zawsze mogę tu wejść i poczytać z jakimi problemami sobie ludzie nie radzą, albo słabo radzą.. mam nadzieję, że zaprzyjaźnię się z kimś na forum na dłużej..bo tego tu głównie szukam.. tyle tu osób skrzywdzonych w różny sposób i każdy może znaleźć coś dla siebie..i wiem jedno- jeśli w nas samych nie dojrzeje akceptacja przeszłości i nie wyprodukuje się siła na zmiany- żadne uwagi nie podziałają..niektórzy oporni są na sugestie z różnych względów i niekoniecznie dlatego, że nie chcą spojrzeć na ,,coś", na ,, kogoś" lub na ,,siebie" z boku..przyjmuję każdą myśl, którą mam wpisaną w moim wątku i choć pod nie wszystkim się podpiszę- cenię ludzi za szczerość, bo sama się nią tyle lat kieruję..
i tak sobie jeszcze myślę..tyle lat miałam wokół siebie tylu ludzi, z którymi do rozpuku się śmiałam...gdzież oni są?..ano..bawią się z moim byłym i jego ,,nową panią"- to na moje życzenie
na pewno nie było, bo naturę mam nade wszystko towarzyską
- ja się sparzyłam do ludzi i to tak, że jeszcze ,,maściami" się leczę, żeby przegadać sobie, że można mieć prawdziwych przyjaciół..a co do mojego byłego męża- nigdy nie chciałam przeglądać się w jego oczach
- chciałam dzielić z nim wszystko to, co i mnie i jego mogło napawać szczęściem
..i gdyby tylko umiał powiedzieć,,słuchaj-coś jest nie tak, trzeba nad tm popracować", albo raczył usłyszeć to, co próbowałam mu powiedzieć,,że coś jest nie tak itd. itp. " i gdyby po jakimś czasie nam po takich rozmowach nie wyszło- ja nie jestem jełopem i nigdy nie chciałabym być z człowiekiem, który nie chciał by dzielic się ze mną swoim szczęściem- po prostu by się to,,coś" skończyło, bez upokorzeń podrzucanych przez ludzi, którzy uważają, że bez względu na wszystko mają prawo do szczęścia. Prawo do szczęścia ma każdy, ale nie każdy ma silny kręgosłup moralny..to tak sobie myślę..hmm..co się w tym naszym obecnym życiu liczy? uciekajmy od tych, których coś tam w życiu dotknęło i nie mogą sobie z emocjami poradzić, bo to nie są ludzie z którymi fajnie czas spędzać można ? a wielu wśród nich było kiedyś tam duszami towarzystwa i jak nie łykają procentów, żeby ból zagłuszyć, to robią inne rzeczy, żeby tylko nie bolało ..i wierzę, że takowi kiedyś weseli ludzie pewnego dnia wrócą ,,do siebie", bo gdybymnie wierzyła, to już po mnie ![]()
Anhedonia radykalna... ale motto jest dobre,dla wszystkich. Tak naprawdę trudno nam ocenić Wasz związek a przecież i tak ludzie często się zmieniają,Twój były to już nie jest ten sam człowiek więc po co analizować to co się stało? z tego co piszesz to,sorry ale chyba trochę egoista... Nie myśl tyle,nie analizuj.Co Cię obchodzi gdzie był? Pomyśl o sobie ![]()
Radykalna mówisz?
Może nauczona doświadczeniem bardziej... ?
Mądry moderator tego forum Wielokropek pisał: "pamiętać o przeszłości a ŻYĆ przeszłością to 2 różne rzeczy".
Naprawdę szkoda życia - najlepsze lata przemijają jak sen jaki złoty... a nikt nie zwróci ani sekundy.
zenna wyluzuj tak sie poniżać szkoda słów daj spokój ojcu swojego dziecka i jego żone jesteś załosna szkoda tylko,że do tych swoich gierek wykorzystujesz własne dziecko.......i mówisz,że jesteś wspaniałą kobietą chyba coś pokręciłaś.....!!!!!!!!!
Radykalna mówisz?
Może nauczona doświadczeniem bardziej... ?
Mądry moderator tego forum Wielokropek pisał: "pamiętać o przeszłości a ŻYĆ przeszłością to 2 różne rzeczy".
Naprawdę szkoda życia - najlepsze lata przemijają jak sen jaki złoty... a nikt nie zwróci ani sekundy.
Policytujemy się?(kto bardziej doświadczony:)) nie o to chodzi.Zgadzam się z Wielokropkiem bo na ogół mądrze pisze.Ty też ale miałam na myśli że np.zarzucasz autorce że"wyszła za wyobrażenie o facecie" TEGO nie wiesz...nie wiemy jak było
zenna wyluzuj tak sie poniżać szkoda słów daj spokój ojcu swojego dziecka i jego żone jesteś załosna szkoda tylko,że do tych swoich gierek wykorzystujesz własne dziecko.......i mówisz,że jesteś wspaniałą kobietą chyba coś pokręciłaś.....!!!!!!!!!
Martyna,chyba Ty coś pokręciłaś...czytałaś wszystkie posty??? przecież zenna ich nie nęka
Anhedonia przepraszam, bo pewnie to zabrzmi sarkastycznie, ale tak mądrze piszesz, że pewnie dotknięta już domniemywam dość obciążającym Cię doświadczeniem, jesteś na etapie budowania sobie całkiem przyjemnego życia.. solo , czy z kimś..obojętne w jakim wydaniu..nie do końca mam jednak jasność Twojej sytuacji, bo z jednej strony wypływa z Ciebie postawa dzielnej, twardo stąpającej po ziemi kobietki, ale z drugiej mam wrażenie, że jednak jest cos, z czym walczysz i postawa ,,tej pierwszej'' jest przykrywką ,,tej drugiej''... przepraszam, jeśli w jakikolwiek sposób Cię uraziłam, ale tak myślę...widzisz...ja wszystko rozumiem o czym piszesz..jednakże każdy ,,przypadek" jest inny i ludzie się różnią od siebie..poza tym, jeśli nie ma się oparcia w rodzinie-trudno jest po prostu fajnie trwać, uśmiechac się, bo tego po porządnych przejściach trzeba się nauczyć..niektórym łatwo jest łyknąć teorię a praktykę niekoniecznie..i wiesz co ? gdybym się tak w życiu nie sparzyła- miałam już nie raz i nie dwa okazję do ułożenia sobie z kimś życia nawet tego kogoś nie szukając..czyż mam przyjmować razy tylko dlatego, że po prostu kochałam i bardzo się zawiodłam ? myślisz, że nie chciałabym obudzić się rano i już nigdy więcej nie żyć przeszłością, a jedynie o niej pamiętać? i myślisz, że nie zrobiłam nic, żeby o niej nie myśleć? potrafię oceniać ludzi, ale zawsze staram się ich zrozumieć, bo mało jest tych, którym z serca można wpłynąć sugestią na ich podświadomość tak, żeby,,urodzili się na nowo"..9 lat..tak, masz rację, że to już za długo..że moja córcia widziała mnie już tyle razy słabą..ani lepsza, ani gorsza nie jestem od innych..i cenię się pomimo moich słabości za to jaka jestem..nawet z całym tym bagażem,,żałosności", bo wiem kim byłam, wiem co się stało, że wpakowałam się w taką mamałygę i wiem też, że kiedyś do siebie wrócę i będę znowu żyła ludźmi, ale tym razem takimi, których ostrożnie sobie ze wzajemnością dobiorę..
I tak szczerze dziewczyny- dobrze, że jest to miejsce, bo myslę, że przynajmniej w moim przypadku( a mówić mogę tylko za siebie) daje mi inne spojrzenie nie na siebie samą, ale na możliwości, które sama mogę wypracować ![]()
Dana, Anhedonia, Silly i pozostałe kobietki ,które znam wirtualnie- choć, w wielu przypadkach dajemy się ponieść fali wydarzeń, czyjemuś przewodnictwu, nieokreślonej pokusie- nie zawsze musimy za to gorzko płacić...jedno jest pewne : to my tworzymy nasze życie, choć nie zawsze potrafimy sobie z nim radzić..w życiu jak w loterii- trzeba mieć trochę szczęścia, a jeśli nie to twardy tyłek. tylko co z tymi, którzy ani jednego, ani drugiego nie mają ?
Stare powiedzenie mówi- co nas nie zabije , to nas wzmocni..
A ja chcę być tylko znowu tą cholernie roześmianą kobietką co kiedyś:) i nawet będąc samą ![]()
Buziaczki dziewczyny
. Dzięki, że po prostu jesteście
takie, jakie jesteście ![]()
102 2013-04-06 22:37:10 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-04-06 22:47:10)
Anhedonia napisał/a:Radykalna mówisz?
Może nauczona doświadczeniem bardziej... ?Policytujemy się?(kto bardziej doświadczony:)) nie o to chodzi.(...)miałam na myśli że np.zarzucasz autorce że"wyszła za wyobrażenie o facecie" TEGO nie wiesz...nie wiemy jak było
Sorry - złe sformułowanie: nie "nauczona doświadczeniem bardziej" a "nauczona doświadczeniem raczej".
Nie chodzi o licytację KTO bardziej a CZYM nauczona. Na własnej mianowicie skórze i żałująca straconego czasu
Zauważ, że mój wpis w tamtym temacie opiera się głównie na cytatach ze słów samej autorki. Dla Ciebie wygląda to inaczej, dla mnie właśnie tak. Z mojej strony to jedynie opis. Ponadto uzupełniłam, że uważam, iż przyczyna rzadko bywa jedna.
Whatever - szkoda życia (autorki oczywiście).
Zenna - nie uraziłaś mnie w żaden sposób
wrażenie możesz mieć, dokładnie tak samo jak ja mam swoje co do twoich przekazów. To twój wątek.
Nie ma żadnej walki we mnie ani przykrywka (drewniana noga) mi JUŻ od dawna nie potrzebna. ZAAKCEPTOWAŁAM, że etapy w życiu przemijają i się kończą niekiedy. Nie zawsze mamy na to wpływ.
JEDNAK uważam, że należy być "panem" samego siebie i kreować własne życie. Nie każdy musi uważać tak samo
Powodzenia
I będziesz taka jak kiedyś,ja w to wierzę,bo niby dlaczego nie?:) A że co nas nie zabije to nas wzmocni to jest pewne,bo u mnie się sprawdziło:)
Martyna02- moje dziecko ma mnie wiele lat tylko dla siebie i gdybym miała odrobinę inny charakter-moje dziecko pewnie by dziś na niego pluło..ja dawno wynajęłabym opiekunkę do dziecka, żeby miała jak najmniejszy kontakt z nim i jego rodziną i zrobiłabym wiele innych rzeczy, które skrzywdzone kobiety robią złośliwie..:).pewnie dobry kontakt z dzieckiem sam sobie wypracował?
..no cóż..był w tym mój,,skromny", że tak napiszę udział, choć parę razy już słyszałam, że powinnam go w du..kopnąć.. od samego początku końca powiedziałam, że moje dziecko będzie miało i tatusia w takim wydaniu, w jakim sam chce i wszystkie ciocie i babcie i wujków, których zdążyła już poznać zanim zostałyśmy same.. mój były mąż ma żonę? jeśli z narzeczonej awansowała na nią- to pokój z nimi
. Czytaj ze zrozumieniem co czytasz:). żadnych szczegółów dotyczącej zachowania tej pani, poza tymi, które uważałam, że do wypowiedzi mogłam przytoczyć- nie będę sprzedawać, ale niektóre kobiety wiedzą, do czego ,,takie panie"są zdolne i później one są takie biedne, bo byłe żony tym biednym mężom żyć nie dają
..ano- punkt widzenia, od punktu siedzenia.. Nie przejmuję się takimi wpisami jak Twój i obyś nie miała podobnych doświadczeń
.
I jeszcze tak sobie myślę..co te wszystkie,,panie" , które w taki, czy inny sposób zdobyły czyichś mężów wiedzą o ,,prawdzie"? Tyle, ile oni sami im powiedzieli?
..Pomimo tego, że w moim sercu dla tego, kto nas zostawił dla innej miejsce zawsze będzie- mogę smiało napisac- a niech go ma
..niech wierzy w miłość
..niech myśli, że to zona była pokręcona
..tylko tyle, że gro żon nadaje przez pryzmat spędzonego z tym kimś życia..niejednokrotnie fajnego życia..i nawet po rozwodzie( choć mój akurat nie chciał rozwodu, a ta,,pani" wie na swój użytek, że to,,była jego decyzja"-śmiech na sali, ale co mi tam-niech wie swoje:)) niektórzy ,,byli" mężowie ukrywają przed tą, dla której zostawili swoje rodziny, że gdyby mogli to chcieliby jedną i drugą..a głupota,,nas" zostawionych jest taka, że z tym kimś spędziliśmy kawał życia, często fajnego tak, jak pisałam wcześniej i taki niewierny mąż wykorzystując uczucia sam prowokował sytuacje, by ,,byłe zony" łudziły się nadzieją, że rodzina jeszcze może zaistnieć- to powiedzcie mi : w jakim miejscu powinno być przekonanie tych, które uważają,,że nam się tyłki zlasowały" i dlatego nas mężowie zostawili ? Są jeszcze głupsze od nas i nic więcej..był czas, że walczyłam o swoją rodzinę i nigdy moje dziecko nie było narzędziem do tego, żeby tatuś wrócił na łono rodziny, choć nie raz i nie dwa widziało jak płaczę i w pewnym momencie wiedziało dlaczego. To ja przestałam walczyć i to ja powiedziałam mojemu byłemu, że dosyć już tej gry, bo mnie nie odpowiada zamiana ról, że mam być teraz ja tą,,trzecią"i dopasowywać się do jego potrzeb, bo mam swoje, a jeśli nie umie mi tego dać, co chcę to niech daje to, co chce innej, a mnie zostawi w spokoju- czyż nie powinien tego zrozumieć?. Czy takie,,panie" uwierzyłyby, że tak mogło być? Ale już nie jest:) ku niepocieszeniu panów. Kochanka może walczyć o mężczyznę swego życia:), a żona będzie tą żałosną? to też do czasu, bo ktoś w końcu pomimo bólu musi być mądrzejszy i dać przyzwolenie , by te które uważają, że facet tak je kocha, bo wszystko dla nich zostawił w to uwierzyły
..i niech wierzą:)..z moim byłym jest tak, że możemy sobie nasr..na głowę, a i tak potrafimy ze sobą rozmawiać i choć dla mnie lepiej byłoby, żeby się całkowicie od tego wszystkiego odciąć, to nie zrobiłam tego głównie właśnie dla dziecka, żeby właśnie swojego tatusia miała jak najwięcej w takim wydaniu, jak sam chce..a to, że jego,,nowa pani" może być zazdrosna o to, że o dziecku nie zapomina- to już jej sprawa i niech jej się,,ciśnienie do góry podnosi"( jak mi to kiedyś ktoś o niej powiedział), kiedy ja sporadycznie do niego zadzwonić muszę..akurat to mam głęboko na dnie.. Teraz walczę o siebie, a nie zajmuję się walczeniem o rodzinę, także z mojej strony zagrożenia o ,,ewentualne zwodzenie czyjegoś partnera z odzysku"może ta,,pani" być spokojna- a niech go sobie ma :)na zdrowie
. A on? On wie, akurat tyle co i ja- to ta,,pani" wie to, co potrzebne jest na użytek jej związku i niech tak zostanie ![]()
Anhedonia piszesz,, ZAAKCEPTOWAŁAM, że etapy w życiu przemijają i się kończą niekiedy"- ja też do tego ciągnę i wierzę, że mi się to w końcu uda
.Dzięki ![]()
I jeszcze jedno ( choć mi się już wymiotować chce tym tematem)- mój były mąż dwa lata po rozwodzie powiedział do mnie ,,poczekaj jeszcze trochę jak możesz, bo nie mogę tego związku tak od razu zakończyć", a ja słuchajcie burza mózgów w jednej chwili- kurna sobie pomyślałam, wpakował się i nie wie, jak z tego wybrnąć, ale pomimo wszystkiego myślę sobie(wtedy) warto zawalczyć o rodzinę i powiedziałam mu,,dobrze, ale jak liczysz, że ktoś tej sytuacji nie wytrzyma, to bądź pewny, że to będę ja"..no i 2 miesiące później już nie wytrzymałam i poszło na k.. i na ch...i zaczęły się dopiero ,,ciekawe"sytuacje...Także w jaki sposób ,,zdobyła" miłość swojego życia ta,,pani" ? Drogie czytelniczki- żałosność mojej postaci potrafię odczytać sama, ale mieć honor to nie znaczy godzić się na traktowanie swojej osoby jak spalonego zawodnika w zawodach sportowych, bo jakby nie było nie walczyłam o faceta, a o rodzinę..do końca..i nigdy nie walczyłam z tą,,panią"- walczyłam z okolicznościami. I nigdy ktoś taki, kto siedzi obecnie w skórze mojego męża( a sam powiedział, że ludzie się zmieniają)- nie miałby u mnie szans..i wiedzą coś o tym Ci wszyscy panowie ( całkiem na poziomie, ale nie zaskoczyło to,,coś"), którzy pojawiali się nie bardzo wiadomo skąd w moim życiu i byli zainteresowani ułożeniem sobie życia ze mną..na moje życzenie ich nie ma..mówią klin-klinem, ale ja jeszcze pewnie potrzebuję trochę dla siebie czasu, bo w przeciwieństwie do wielu-z pełną świadomością nie chciałabym kogokolwiek skrzywdzić..i pewnie i dziecku sporo zaoszczędziłam pojawianiem się być może co róż to nowego gościa przy mim boku..
A teraz? Teraz mam jakiś tam plan, który nie ma jeszcze ostrości..ale jest...zaczęłam od szukania ludzi wartych szukania i wierzę, że mi się uda...pchnę do przodu to,czego zawsze chciałam się nauczyć- dobrze pływać
..powalczę jeszcze trochę z rzucaniem papierosów, bo udaje mi się już nie palić miesiąc i wrócić do nałogu na 3-4 dni i wiem, że mi się w końcu i to uda..zacznę w końcu malować:)..pomyślę o joge, z którą miałam do czynienia ponad 20 lat temu ..a nade wszystko będę tak robić, żeby moja córcia widziała mnie jak najczęściej uśmiechniętą
- nawet na siłę, ale będę się uśmiechać..tylko, żeby mi się zdrowie zaczęło trochę poprawiać..stres mi dał bardzo popalić...nic to
. Będzie dobrze i już ![]()
Hej dziewczyny
. Obudziłam się dzisiaj, a za moim oknem słoneczko
. Jest nadzieja, że będzie cieplej
. Wiecie..tak sobie pomyślałam..a właściwie tak to czuję-nie będę pożywką dla takich kobiet jak Martyna02..Być może i ona sama w taki sam sposób zdobyła nie wiem: męża? partnera? i próbuje to samo, co kiedyś próbowała ta, która powiedziała, ,,że ona umie kochać i jest kochana"
..Paniom, które nie stać na szukanie partnera wśró wolnych panów, a rajcuje ich bycie kochanką, a jeszcze bardziej zadowalający
efekt końcowy romansu
- dziękuję
.powiedzcie mi tylko jedno- taka kobieta, która wie , że facet ma rodzinę, że ma małe długo oczekiwane dziecko i zawiesza się na cudzym mężu po cichu, jak wydra- dlaczego później strzela swym jadem i zachowaniem, bo co ? bo żony są żałosne ?
? bo jeszcze Wam napiszę, że oficjalnie mój były mąż też jeszcze był ze mną parę miesięcy i ta,,gwiazda" nosiła spuszczoną głowę jak mnie widziała,więc co jej tą głowę do góry podniosło?:)- zwycięstwo ?
- to niech ma i tylko niech się nie wpi...... w rozmowy mojego dziecka z tatusiem i niech mojego dziecka nie wychowuje, bo miała czas na wychowanie swojego, ale niestety była zajęta czymś innym.
Dziewczyny
- zamykam wątek
. dziękuję, że pomogłyście mi przetrwać najtrudniejszy okres w roku- Święta..Poznałam ludzi wartych poznania i myslę, że część z nich przetrwa i dzielące nas kilometry i czas
. Osiągnęłam to, co chciałam
i nie ma sensu dalej prowokować się do zmiany priorytetu tego wątku...Może założę jeszcze kiedyś wątek o innej tematyce
, a na razie będę czytać i inne i jak spadochroniarz
-gdzies tam na chwilkę wyląduję
. Buziaczki
. Dziękuję
.
Zenna, nie zamykaj tego wątku. Jesteś fajna babka, uczuciowa. I czuję, że będziesz szczęęsliwa i będziesz się uśmiechać i to nie na siłę. A przeszłość w nas zostaje. I może w Twoim przypadku to, że tak długo nią żyjesz ma jakiś sens. Nie wiadomo jak się w życiu jeszcze poukłada. Różne rzeczy się dzieją. Nie ma sensu robić coś wbrew sobie czy na siłę - czyż nie? Jesteś szczera, dzielisz się z nami tym, że wciąż on jest w jakiś sposób w twoim życiu czy może nawet w sercu. A co w tym złego. W sumie to całe narzeczeństwo wydaje się jakieś na siłę. Po 9 latach - dosyć długo zwlekają ze śubem. Cholernie długo. Boję się, że rozbudzę w Tobie jakąś niepotrzebną nadzieję, ale gdyby to było takie uczucie to nie wracałby do Ciebie i już z 5 lat byłby ponownie ożeniony. Zenna, a czy w ogóle myslałaś o tym czy chciałabyś abyście byli jeszcze razem?
A ta Martyna, daj spokój. Różni są ludzie. Na tym forum może pisać każdy i sprawiać przykrość, żeby na przykład sobie ulżyć.
A ta Martyna, daj spokój. Różni są ludzie. Na tym forum może pisać każdy i sprawiać przykrość, żeby na przykład sobie ulżyć.
Witam w niczym sobie nie ulżyłam- zenna żadnego małożeństwa też nie rozbiłam ,nie jesteś dla mnie żadną pożywka po prostu wyraziłam swoje zdanie dla mnie zdrada to jest zdrada i ten który to zrobił nie jest wart mojej uwagi, sorrki może za ostro to napisałam ale nie cierpie ludzi ktorzy zdradzaja wydaje mi się ,ze nikt nie powinien cierpieć przez takich ludzi a już szczególnie dzieci.Życzę Ci żebyś była szczęśliwa kobieta i żeby Twoja córeczka widziała mamę uśmiechniętą pozdrawiam- SORRY!!!!!!!!!
Kiedyś żyłam jego słowami
: ,,może któregoś dnia spróbuję was odzyskać..." ( i kto tu gierki prowadził
? ), a dziś
?- dziś,,wczoraj" jest za bardzo dla mnie odległe
, choć nadal bliskie...miał sporo czasu na to, żeby zdążyć pojechać jeszcze z nami na wakacje
.. od wygody
się nie ucieka
.. i jak by musiał patrzeć w oczy tym wszystkim swoim znajomym ?
, ,,jej" ?- że do żony wrócił?
..przecież stracił by obraz,,twardo stąpającego po ziemi z klasą faceta"
..nie
moje drogie kobietki
- być żałosną z takiego powodu jak mój to raczej normalne.. u jednych trwa to pół roku u innych parę lat, a jeszcze u innych do końca życia.. być żałosną to nie znaczy, że nie posiadamy takich cech charakteru, które mogą kiedyś się znowu obudzić i powiedzieć sobie w końcu- to nie ja, a on stracił o wiele za dużo..czuć to..to odblokowujące uczucia, których każdej z nas teraz i na zaś życzę
- do czego zmierzam ? ano do tego, że gdyby było to ,,dziś"- wyprowadziłabym się z naszego domu bardzo szybko, rzuciłabym mu w twarz,,nie chcę cię znać" i nigdy bym nie złamała sentencji moich słów
..żeby było ciekawiej
on mnie taką właśnie znał i dużym dla niego zaskoczeniem było, że walczyłam ... ale...niech mi tam
- nie żałuję tej walki
, tego kalania się przed własną dumą...bo czasami warto
kobietki
...ale tylko czasami..bo popełniać błędy to rzecz ludzka, ale trzeba umieć te błędy naprawiać, a nie uciekać drogą na skróty
...pod płaszczem odwagi, by zostawić rodzinę- kryje się tchórzostwo..a ja nie chciałabym się znaleźć z kimś na skraju życia, gdzie diabeł by obiecał kolejne życie w zamian za zepchnięcie w przepaść przyjaciela...
Odpisalam bet, ale wątek może faktycznie nie zamykać, a po prostu zawiesić...nie wiem...będę tu zaglądać, ale już niekoniecznie ciągnąć uboczny efekt mojego pierworodnego wątku.. Trzymajcie się ciepło kobietki ![]()
Tylko ten jest głupi, kto mówi, ze nie jest głupi..czyli, ze ja jestem..nie radzę sobie..znowu sobie nie radzę..jak nauczyć się konsekwencji ? czy jej w ogóle można się nauczyć? co musiałoby się wydarzyć, żeby zakorzeniła się we mnie tak, jak dawno,dawno temu..najgorsze uczucia to bezsilność, brak siły do czegokolwiek..zmuszanie się, by pchnąc następny dzień..następne obowiązki wypełniać..i rozumieć, ze każdy ma prawo do szczęścia..tylko tyle, że powinny być jakieś ludzkie uwarunkowania tego szczęścia..ależ to wszystko pokręcone.. nie chce mi się nic..
Ja wiem czy u Ciebie to kwestia konsekwencji... Po prostu czujesz się samotna,czasami bardziej niż zwykle.Może trzeba sobie czas zająć żeby nie wspominać tego co było. Każdy ma czasem gorszy dzień,ja mam taki dzisiaj choć samotna niby nie jestem i nie wspominam ale kłopoty zawsze jakieś są
Trzymaj się
Tak się napisałam i zżarło tekst...ech tam...nic mi dzisiaj nie wychodzi...zając się czymś...nie miałam kiedyś z tym problemu...od dawna mam...lenistwo ?...to nie to...
Hej,
może to głupio zabrzmi ale mimo tylu znajomych wokół mnie, czuję się samotna. Potrzebuję NA NOWO zaprzyjaźnić się z kimś. Być dla kogoś oparciem ale żeby i ten ktoś byłby nim dla mnie. Pisać, rozmawiać godzinami nawet gdy jest się daleko od siebie. Prostej, naturalnej przyjaźni... Proszę.
Nowa przyjaciółko? Jesteś tu?
Hej,
może to głupio zabrzmi ale mimo tylu znajomych wokół mnie, czuję się samotna. Potrzebuję NA NOWO zaprzyjaźnić się z kimś. Być dla kogoś oparciem ale żeby i ten ktoś byłby nim dla mnie. Pisać, rozmawiać godzinami nawet gdy jest się daleko od siebie. Prostej, naturalnej przyjaźni... Proszę.
Jasny gwint, Ja też tak mam
Mogłaby trajkotać, mam tyle do powiedzenia... I faceta też szukam ![]()
gitarzystka20 napisał/a:Hej,
może to głupio zabrzmi ale mimo tylu znajomych wokół mnie, czuję się samotna. Potrzebuję NA NOWO zaprzyjaźnić się z kimś. Być dla kogoś oparciem ale żeby i ten ktoś byłby nim dla mnie. Pisać, rozmawiać godzinami nawet gdy jest się daleko od siebie. Prostej, naturalnej przyjaźni... Proszę.
Jasny gwint, Ja też tak mam
Mogłaby trajkotać, mam tyle do powiedzenia... I faceta też szukam
Jestem kobietą ![]()
Hito Kawaii napisał/a:gitarzystka20 napisał/a:Hej,
może to głupio zabrzmi ale mimo tylu znajomych wokół mnie, czuję się samotna. Potrzebuję NA NOWO zaprzyjaźnić się z kimś. Być dla kogoś oparciem ale żeby i ten ktoś byłby nim dla mnie. Pisać, rozmawiać godzinami nawet gdy jest się daleko od siebie. Prostej, naturalnej przyjaźni... Proszę.
Jasny gwint, Ja też tak mam
Mogłaby trajkotać, mam tyle do powiedzenia... I faceta też szukam
Jestem kobietą
Wiem, pierwsze co sprawdziłam, to płeć hahahhah ![]()
gitarzystka20 napisał/a:Hito Kawaii napisał/a:Jasny gwint, Ja też tak mam
Mogłaby trajkotać, mam tyle do powiedzenia... I faceta też szukam
Jestem kobietą
Wiem, pierwsze co sprawdziłam, to płeć hahahhah
To jak? Może porozmawiamy? Gg? ![]()
Hito Kawaii napisał/a:gitarzystka20 napisał/a:Jestem kobietą
Wiem, pierwsze co sprawdziłam, to płeć hahahhah
To jak? Może porozmawiamy? Gg?
Nie prowadzę. Prowadziłam, lecz ze względu na pracę, zmiany w zyciu... zrezygnowałam... Nie możemy tutaj? Lub na mail?
gitarzystka20 napisał/a:Hito Kawaii napisał/a:Wiem, pierwsze co sprawdziłam, to płeć hahahhah
To jak? Może porozmawiamy? Gg?
Nie prowadzę. Prowadziłam, lecz ze względu na pracę, zmiany w zyciu... zrezygnowałam... Nie możemy tutaj? Lub na mail?
Może lepiej na meila. Hm?
Hito Kawaii napisał/a:gitarzystka20 napisał/a:To jak? Może porozmawiamy? Gg?
Nie prowadzę. Prowadziłam, lecz ze względu na pracę, zmiany w zyciu... zrezygnowałam... Nie możemy tutaj? Lub na mail?
Może lepiej na meila. Hm?
Oki, napisz Hito-Kawaii@wp.pl
gitarzystka20 napisał/a:Hito Kawaii napisał/a:Nie prowadzę. Prowadziłam, lecz ze względu na pracę, zmiany w zyciu... zrezygnowałam... Nie możemy tutaj? Lub na mail?
Może lepiej na meila. Hm?
Oki, napisz Hito-Kawaii@wp.pl
Już ![]()
Hito Kawaii napisał/a:gitarzystka20 napisał/a:Może lepiej na meila. Hm?
Oki, napisz Hito-Kawaii@wp.pl
Już
Odpisałam ![]()
Witajcie kobietki ![]()
Nie pisałam, ale czytałam w biegu.... ostatni tydzień przeleciał szybko... Ale powoli wszystko wraca do normy ![]()
Moja kochana zenno12 założyłaś wątek "szukam wartych szukania..." a nie "mój były i jego gwiazda... ", więc nie zamykaj wątku, mozemy pisać tu niekoniecznie o swoich przejściach...
Pisałaś o tym, ze "pomogłaś" córce w dobrych kontaktach z ojcem. Ja tez jestem tego zdania, że to dorośli maja pretensje, żale do siebie.... a najważniejsze, żeby dzieci miały dobre stosunki z obojgiem rodziców. Niestety.... to, że i ja nigdy nie powiedziałam złego slowa na 'tatusia', było dobre, do czasu gdy dzieci były mniejsze... kiedy nie rozumiały wszystkiego, kiedy mógł im jeszcze oczy mydlić... A teraz - sam zapracował na to, że one nie chcą go znać, nie chcą się spotykać.... Gdzie był tyle lat???? Teraz sobie przypomniał - i wiecie co??? pretensje ma on, ze nastawialam dzieci przeciwko niemu (co oczywiście jest nieprawdą) ale i dzieci miały pretensje, że wczesniej im nie powiedziałam, jaki on jest... Może i dzieci mają rację... ale ja mam przynajmniej czyste sumienie, że one same doszły to tego, że jest jaki jest niż to ja mialabym byc potem tą, która "nastawiała" przeciwko. I tym się cieszę....
pozdrawiam cieplutko ![]()
Silly-Moje dziecko stopniowo wprowadzałam w świat prawdy..tyle ile wydawało mi się, że powinna wiedzieć..dlatego dziś przynajmniej wie, kto to jest ta pani i gdzie powinno być miejsce jej tatusia, a nie jest. Jednocześnie nigdy nie odsuwałam jej od taty. Resztę musi zobaczyć z czasem sama. Martwię się tylko, jak będzie u niej kiedyś funkcjonowało poczucie bezpieczeństwa.. Postępowałam tak, żeby i dziecko miało tatusia i wiedziało, że kiedy ktoś ma rodzinę to powinien o nią dbać, a nie szukać bułek, kiedy ma się chleb, a i tak wiele razy byłam i w oczach byłego i w oczach jego mamusi tą złą:)- ale takie opinie postarałam się szybko usuwać z myśli wierząc w szczerość moich intencji i nic więcej..nie jestem ani z natury wredna, ani mnie akurat życie tego nie nauczyło, bo brzydzę się i kłamstwem i wredotą i tchórzostwem..Nie jestem idealna, ale przynajmniej staram się być jak najbardziej ludzka i chociaż w życiu to raczej przeszkadza- podoba mi się to, że taka jestem..co nie oznacza, że podoba mi się ta moja psychiczna rozpadłość, którą przez to wszystko nabyłam...
witajcie zenan napisała do ciebie na pocztę ale chyba zły adres podaj dokładny to odpisze sprzątam podwórko ibawie się w ogrodnika . pozdrawiam maria123,
Mario- fajnie masz, że bawisz się w ogrodnika - mnie brakuje kawałka ziemi , żebym mogła mieć psa i gdzie sadzić kwiatki
. Napisałam do Ciebie na maila i przesłałam mój adres poczty. Pozdrawiam ![]()
Cześć wszystkim:). Taki smutas ze mnie, że szkoda mówić...Na nic nie mam siły dziewczyny. Do wszystkiego muszę się zmuszać. Boli mnie żołądek, powinnam rzucić papierosy, a teraz nie mam siły, a ostatnio nie mam siły, żeby odstawić je choćby na dwa dni..W pracy dużo papierów do napisania..nie mogę zebrać myśli..tak, jakby mózg mi się wypalił..w domu też nie chce mi się nic robić..co sobie wieczorem obiecam- nic na drugi dzień nie ma pokrycia..jak długo tak jeszcze można ?..pozdrawiam..