Doones, przeczytałem CAŁY wątek. Cierpiałem, autentycznie cierpiałem czytając każdy Twój post! Żeby opisać twoją sytuację i zachowanie twojej latawicy musiałbym użyć wszystkich mi znanych słów powszechnie uznanych za obelżywe. Co więcej, musiałbym przynajmniej kilkanaście nowych epitetów wymyślić! To forum nie udźwignęłoby by tego ciężaru...
Niestety, dużo z tych epitetów byłoby pod twoim adresem. Niektórzy na tym formu już zdążyli odrobinę mnie poznać, więc znają moją opinię na temat zdradzających i wszelakich prób ratowania związku (że tak górnolotnie to nazwę).
To, w jaki sposób dałeś się upodlić, nie ma chyba precedensu na tym forum (przynajmniej wśród wątków, które dane mi było przeczytać).
Wśród całego zalewu świnstw, jakie wyrządziła ci twoja wiaroulomna, jedno zdanie zemdliło mnie szczególnie; "Źle o nas walczyłeś..."
Masz w domu potwora, nie człowieka! To coś wkońcu cię zabije. Co więcej, zabije/zabija również osobowość i szczęście Twojego dziecka! Ty się na to godzisz, co pozwala mi zadać pytanie: Co z ciebie za ojciec (o matce nie wspomnę, bo to jak napisałem potwór w ludzkiej skórze i po niej nie spodziewam się żadnego ludzkiego odruchu)?
To, co się stanie z tobą, jest mi już obojętne, jesteś zbyt słaby, miękki. Cierpisz na własne życzenie, ale, co gorsza ciągniesz na dno rozpaczy również dziecko. Ono mi nie jest obojętne i to właściwie Twoja córka jest głównym powodem, dla którego chciało mi się to wszystko czytać i napisać ten post. Sam jestem ojcem...
Wolisz wylewać swoją żółć tutaj na forum zamiast podejmować realne próby ratowania siebie i dziecka. Gratuluję postawy...