Pantusia ciszę przeklina?
się spytam, czyja to wina?
Mało udzielam się w "Zdrówku", wiem,
ale je czytam - niemal co dzień.
Do książki miłość radzi Klaudyna,
bo ona z książką na co dzień trzyma.
Benny Hil, ze świata składa wieści.
I w jej relacjach nie masz boleści.
Za oknem zima, ptaki w karmniku.
Dla ptaka rymów mam dziś bez liku.
Prostych, bo skrzydła dawno podcięte.
Łatwych - zwykłemu dać na zachętę.
Nadlatuje ptak, gdy ?mażę?
Ptak zatrzepotał piórem na wietrze,
lecz w skrzydłach tylko ciężkie powietrze.
Ołowiem niebo wrogim spowite,
a on o locie marzył w błękitne.
Nie poszybuje ptaszek beztrosko.
Klatką mu chmury, sinica troską.
Latać nie umie w gęstych oparach.
On jest niebieski, chce nieba zaraz.
Myśli więc nielot, jak fruwać w słowach.
Dogonić zefir, świat namalować.
Duma zawzięcie, lecz bez efektów.
Na edytorze brak jest projektów.
I gilotynę ptaszek rozważył.
Czy bez pazurków przestanie marzyć?
Czy szpony marzeń, ostrzem odetnie?
W szufladzie weny drzemią bezpiecznie.
Natchnął go wierszyk, słowa piosenki.
I pozazdrościł innym udręki.
Walki na zgłoski, na długie wersy.
Nie on ostatni, ani nie pierwszy.
Skłonił się wtedy nisko on wiedzy,
ze świadomością trzymać należy.
Nie ma nad naukę i obeznanie.
Kto głupio myśli, głupim zostanie.
Ptaszek ukłonił się publiczności
i podziękował, że miłych gościł.
Ale obiecał powrócić w blasku,
w którym dla niego nie ma poklasku.
Uczył się dzielnie, zgłębiał arkana.
O trudach innych czytał od rana.
Aż się zachłysnął informacjami
i mógł powiedzieć: złe jest za nami.
Za nim i Panią rozkapryszoną,
nie brał z nią ślubów, nie nazwał żoną.
Lecz ona kołki ciosa na głowie,
temu, co słowo bywa posłowiem.