Polsza napisał/a:Love Kochana! Nie ma co zazdrościć tylko działać
pochodzę z malutkiej wioseczki na Podlasiu. Praktycznie to już Białoruś wydawałoby się, że nie mam szans na to aby się wybić. Jednak już od dziecka wiedziałam, że tam nie pasuje. Nie umiałam doić krów (niektóre moje koleżanki tym się zajmowały), bałam się koni i kogutów za to w szkole czułam się świetnie. Bynajmniej nie chodzi o naukę, bo i uczyć mi się nie chciało. Ale tam miałam teatr, w którym grałam, byłam redaktorem naczelnym najlepszej gazetki szkolnej na Podlasiu, byłam laureatką ważnego konkursu, gdzie w nagrodzę pojechałam do sejmu. Miasto od zawsze mnie fascynowało. Wiedziałam, że to moje miejsce. Ten pośpiech, zabiegani ludzie, modnie ubrane kobiety, luksusowe samochody, obiady w restauracji... To mi imponowało. Chciałam być jedną z nich. W wieku 16 lat wyjechałam z domu rodzinnego do Białegostoku, gdzie chodziłam do liceum. Spełnienie marzeń. Miałam miasto, teatr pod nosem, ciastka w kawiarniach.... Banalne. Wiedziałam, że popełnię 1 błąd i wraca ma wieś. A wiadomo jakie pomysły mają 16 latki. Musiałam szybko wydorośleć i być dopowiedziana. Chciałam zostać w mieście. Oczywiście utrzymywali mnie rodzice, ale na nadmiar gotówki nie narzekałam. Zdarzało się, że miałam pieniądze odłożone na bilet i nic poza tym, bo gdzieś je wydałam. Wiadomo chciałam mieć ładny błyszczyk czy bluzkę. Wtedy nauczyłam się gospodarować pieniędzmi. Próbowałam nawet pracować, ale nikt nie chciał zatrudnić dzieciaka chociaż już prawie wybłagałam, aby właściciel piekarni zatrudnił mnie na dworcu. Chciałam sprzedawać bułki od 5 rano, do 8, a później do szkoły na lekcje. No ale nie udało się w czasie liceum poznałam Męża. Na początku też nie było różowo. Musieliśmy sie dotrzeć. Od razu miałam określone jaki ma być mój związek. tzn, wiedziałam czego NIE CHCĘ! Wymagałam szacunku i rozmów. Nauczyłam mojego Męża mówić o uczuciach, oczekiwaniach... Dzięki temu potrafimy się komunikować. Później wyjechaliśmy do Łodzi. Studia były ciężkie. Dużo płaczu, wysiłku, zrezygnowania. Ale musiałam dać radę. Było mi wstyd przed rodzicami, że nie daję rady. Tak ich bardzo prosiłam, aby pozwolili mi wyjechać do Łodzi i co? Miałam po kilku miesiącach wrócić z podkulonym ogonem? To nie w moim stylu. Zaparałam się na tyle, że na studiach szło mi coraz lepiej. W między czasie był wyjazd do Moskwy (wymiana z uczelni), zdanie egzaminu na prawko, oświadczyny.... Z racji tego, że oboje studiowaliśmy dziennie, to nie mogliśmy pracować. Utrzymywali nas rodzice, ale jak się domyślacie nie był to kokosy. Wyjście do kina było mega świętem. Ale pracowaliśmy wakacjami. Ja sprzątałam w restauracji, pracowałam w fabryce, na słuchawkach... Nigdy nie wybrzydzałam. Wiedziałam, że trzeba zacząć od najniższych funkcji, aby później być prezesem Miałam dużo szczęścia, bo dostałam propozycje pracy z dużej znanej szkoły językowej. Myślałam, ze zemdleję ze szczęścia pracowałam po 14 godzin dziennie. Chciałam być najlepsza. Chciałam, aby ludzie sami do mnie dzwonili i proponowali pracę. Tak jest
Wszystko co mam zawdzięczam własnej ogromnej ciężkiej pracy i determinacji. Nikt nie może mi zarzucić, że mam prace po znajomości, bo przecież mieszkam z dala od rodziny. Oczywiście ma tu też ogromny wpływ mój Mąż i rodzice, którzy zawsze mnie wspierali.
Piszę Wam to wszystko nie po to, aby się chwalić, ale aby Wam uświadomić, że nigdy nie jest za późno, aby zmienić swoje życie. Wystarczą chęci i ciężka praca. Macie rodziny, dzieci... Macie motywację. Wszystko jest w zasięgu ręki!!
Jak będziecie w to wątpić, to pomyślcie o Kasi z malutkiej wioski spod białoruskiej granicy, która pisze do was z własnego biura, która jeździ własnym samochodem i szuka oferty na wakacje w ciepłych krajach.
Bardzo w Was wierzę! Tylko i WY musicie uwierzyć w siebie! Możecie góry przenosić. Aby tylko zdrowie było.
Polsza, to co piszesz jest naprawdę interesujące, jestem dla Ciebie pełna podziwu.
Ale nie wszystko jest tak proste, jak mogło by Ci się wydawać . 
Ja żeby cokolwiek osiągnąć musiała bym narodzić się na nowo. Tobie pomogli rodzice, a mnie
wychowała ulica, tak prawie. Ja nie wiedziałam co to jest miesiączka i dużo innych rzeczy.
Mnie nauczyli tego ludzie, w szkole, sąsiadki itd.
Kiedy dostałam pierwszy okres, płakałam nie wiedząc co mi się dzieje, nie wiedziałam też jak mam założyć podpaskę, a miała 14 lat. Nie uczyłam się dobrze, a naprawdę źle. Pewnie dlatego, że nie miałam swojego miejsca w domu, biurka itd.
Ze szkoły jak przychodziłam musiałam sprzątać, gotować, odkurzać, myć . Kiedy chciałam usiąść do lekcji nie mogłam się
skupić, bo pijany ojciec przychodził do domu i się awanturował. Tak więc, przechodziłam z klasy do klasy z wielkim trudem.
Kiedyś zainteresował się tą sprawą - moją sprawą, szkolny psycholog. Ale cóż , rodzice , pięknie ubrani, z duszą na ramieniu poszli do szkoły na wezwanie i udawali kochające się małżeństwo. Ja wyszłam na tym najgorzej, jako rozkapryszona, leniwa dziewucha. Nikt nie wiedział, co za drzwiami mojego domu się dzieje, ze ojciec bije, że matka płacze .
Nie miałam siły, aby z tym walczyć.
Zaczął się okres buntu. Uciekałam z domu, do ,,koleżanek,, , które paliły, piły, ja nie.
Byłam inna jak one, one miały za sobą pierwsze stosunki, ja nawet nie wiedziałam co to jest i jak to zrobić .
Byłam cicha, spokojna, bałam się świata . Nie stałam się taka jak one , nigdy nie brałam narkotyków i nie wiem jak
one smakują . Daleko mi do tego . Poznałam chłopaka , obecnie mojego męża, miałam zaledwie 14 lat . Wiadomo długo ten związek nie trwał, jeśli wogóle można nazwać to związkiem. Jedyna intymność jaka między Nami była , był pocałunek .
Nasze drogi rozeszły się, bo ja za smarkata byłam , a on miał za wielkie oczekiwania . Tego samego roku poznałam innego faceta . Wierzcie lub nie, ale była to wielka, prawdziwa miłość . Trwała 5 lat . Do tej pory w serduszku kuje jak sobie przypomnę P. (tak go nazwiemy) Dla mnie był chodzącym ideałem , kochał, wspierał, szanował , troszczył się o mnie . Jakim P. jest świnią przekonałam się później . P. kupił samochód BMW , brakowało mu 1.500zł , a to , że ja pracowałam w barze jako barmanka, mogłam wziąć pożyczkę . Tak też zrobiłam . Nie długo potem zrezygnowałam z tej pracy, bo za dużo pijackich mord musiałam oglądać, a przecież miałam to na co dzień w domu . Koleżanka zapytała czy pojechała bym za nią do pracy do Niemiec jako opiekunka do dziecka (byłam już po szkole - wakacje) . Po rozmowie z ukochanym doszliśmy do wniosku , że pojadę, zarobię, spłacimy kredyt, wynajmiemy mieszkanie i będziemy żyć w szczęściu razem .
W tym czasie mieszkałam u ŚP. babci , bo mama mnie wyrzuciła z domu . Więc rodzice dowiedzieli się o wyjeżdzie telefonicznie, mama płakała, tata prosił, a ja się uparłam i pojechałam. W tym czasie P. miał już inną , ale ja o tym nie wiedziałam .
Wróciłam do Polski na 18stkę siostry. Kupiłam mu nowe ubrania, kupiłam prezenty dla jego rodziny, dałam mu pieniądze na spłatę kredytu (był to piątek ) . W sobotę pojechaliśmy na imprezę , a w niedziele odwiózł mnie do domu całując na pożegnanie i obiecując , że przyjedzie po mnie wieczorem i znów pojedziemy do niego . Po tym zdarzeniu dostałam na drugi dzień smsa, że on już być ze mną nie chce, że ma kogoś . Pieniędzy nie odzyskałam, bo nie mogłam mu tego udowodnić, że ja mu dałam .
Nie miał odwagi powiedzieć tego wprost , tylko smsem . Tak więc wróciłam do Niemiec .
Tam byłam rok, pracując i mieszkając z chłopakiem . Ale w między czasie kiedy przyjeżdzałam do Polski wrócił kontakt z obecnym mężem . Miałam wybór zostać w Niemczech i mieć wszystko prócz miłości , czy wrócić do Polski i mieć miłość bez niczego .
Wybrałam miłość, bo wtedy mąż traktował mnie jak księżniczkę, nie pił, chciał ze mną dziecko, mówił i zapewniał o swojej miłości.
Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie , myślałam , że złapałam Pana Boga za nogi, że najważniejsi jesteśmy my, a pieniądze rzecz nabyta, do szczęścia nie potrzebna .
I tak zostałam żoną, dzisiaj nieszczęśliwą, wiecznie płaczącą . Bo zapewnienie o miłości stało się przeszłością.
Droga Polszo, jak widzisz i wnioskujesz ja szukałam ucieczki inna drogą, chciałam wyrwać się z domu rodzinnego i też tak zrobiłam, ale w nic dobrego się nie wpakowałam , teraz dopiero to wiem i żałuję. Skończył się limit postu , hehe . 