netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

czy warto mieć nadzieję

1 075 odpowiedzi113 950 wyświetleńzałożony przez kobieta w rozterkach, 03.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto mieć nadzieję

Strony Poprzednia 1 … 15 16 17

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 041 do 1 076 z 1 076 ]

1 041 Ostatnio edytowany przez Bellatrix (2013-08-15 22:34:09)

Odp: czy warto mieć nadzieję

To pisz sobie, ile wlezie, mnie się nie chce, dyskutować "na pusto":)
p.s. "Słownik wyrazów obcych" też kiedyś czytałam:D, ale chyba się tak z nim nie obnosiłam.

1 042

Odp: czy warto mieć nadzieję
bags napisał/a:

Zazwyczaj zaczyna się to od całej litanii narzekania jaki to on był onegdaj "bydlakiem" wink

No co mam powiedzieć - nie był. Po prostu rozbiegły się nasze ścieżki w pewnym momencie życia co sprawiło, ze odsunęliśmy się od siebie. Wina leży zawsze po obu stronach.

bags napisał/a:

Jak na własne życzenie lub też dając się zaszufladkować partnerowi - za przeproszeniem - "do garów" i etc., popadły w kierat, stawiając w jego epicentrum męża to nie dziwne, że potem doznają takiego olśnienia, że bez tego życiowego "wyznacznika" szczęścia jest jeszcze coś "za rogiem".

Też nie - miałam "swoje" ... hobby , szkoła , znajomi, praca. Nie tylko dom i czy zupa była za słona wink

bags napisał/a:

A może ta inność "po" jest tą samą, co była "przed" związkiem? Tylko wiek się posunął w przód a związkowe klapki na oczy ograniczały jego postrzeganie szeroko otwartymi oczami, tyle że jak nie porównując 5 zł z profilu. wink

Nie wiem jak będzie , ale nie sądzę że będzie jak kiedyś . Ja też się zmieniłam - nabrałam pokory do życia , dystansu do siebie, zobaczyłam swoje błędy , ale też stałam się bardziej nieufna do ludzi , mam sporo lęków.
Na pewno zmieniłam się . Na pewno nic już nie bedzie jak przed związkiem, czy w ogóle kiedykolwiek wcześniej.


Bellatrix napisał/a:

KwR Jeśli świat mamy rozbity na kawałeczki, to nie minie to ot tak sobie.
Ja się nie dziwię, że masz jeszcze ciężkie chwile i nie będę Cię za to objeżdżać, bo sama wiem, że generalnie daje się żyć, a tylko chwila przychodzi lub - jak sama mówisz - dzień, dwa, kiedy człowiek oddaje się rozsypce. Co wcale nie świadczy o tym, że jest z nami źle. I tak się dzieje, że właśnie wtedy potrzebujemy najbardziej towarzystwa, choćby wirtualnego, a już na pewno towarzystwa osób, które przeszły tę samą drogę. Jeśli Ci to przynosi ulgę, to daj sobie chwilę luzu i płacz. Nie ma chyba nic gorszego niż uciekanie przed emocjami.

Niestety tak mam - uciekam przed emocjami.
Ostatnio rozkminialiśmy na terapii ten mój lęk przed zmierzeniem się z emocjami.
Łatwiej nie czuć. Nic i nikt wtedy nie zrani, nie skrzywdzi, nie wykpi ... ale też tym samym brak jest we mnie radości , miłości ... bo jeśli człowiek nie pozwala sobie na emocje - to na wszystkie niestety.


Bellatrix napisał/a:

I teraz zastanów się, czy aby na pewno "po" jesteśmy takimi samymi osobami lub prowadzimy takie samo życie. Otóż nie.

Nie jesteśmy.

1 043

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Niestety tak mam - uciekam przed emocjami.
Ostatnio rozkminialiśmy na terapii ten mój lęk przed zmierzeniem się z emocjami.
Łatwiej nie czuć. Nic i nikt wtedy nie zrani, nie skrzywdzi, nie wykpi ... ale też tym samym brak jest we mnie radości , miłości ... bo jeśli człowiek nie pozwala sobie na emocje - to na wszystkie niestety.

Ja mam taką refleksję, że możliwe, że wpływ na nasze uodparnianie się na przeżywanie emocji mają inni ludzie. Wiesz, czasem dzieje się tak, że wszyscy wokół (widać to również na forum), mówią Ci - ogarnij się, ile będziesz rozpaczać, już wystarczy tych żali, nie płakać mi tu itd. I człowiek wówczas zawstydzony, no bo faktycznie chyba przegina z żalem i rozpaczą, posłusznie buduje wokół siebie mur, którego zadaniem jest odgrodzić nas od przeżywania tego wszystkiego, co nas spotkało.
Efekt uboczny jest taki, jak napisałaś, nie czuje się nie tylko smutku, ale również ewentualnej radości.

A prawda moim zdaniem jest taka, że to, jak długo przeżywamy i w jaki sposób, jest uzależnione od bardzo wielu czynników: dotychczasowych doświadczeń, wieku, możliwych perspektyw na przyszłość i wielu innych.

Ale to tylko taka moja refleksja, moje doświadczenie.

1 044

Odp: czy warto mieć nadzieję

Mieszkam. Przedwiozłam rzeczy, meble. Zaraz zabieram się za rozpakowywanie.
Dziwnie się czuję - sama.
Psy skamlą , chcą do domu sad . Kot się gdzieś zaszył, nie potrafię dziada namierzyć.
Dziwnie ... sama , w nowym miejscu. Mieszane uczucia.
Chyba dużo smutku. Tęsknię za domem , został tam, za mną. Mój dom, mój ogród ... już nie mój sad .Teraz tu jest moje miejsce , ale wcale nie czuję jakby było moje. Smutno mi.

1 045

Odp: czy warto mieć nadzieję

KwR - przeczytałam wreszcie cały Twój wątek.
Was już od dawna nie było.
Monia - to tylko sojusznik w uzależnieniu. Nadają na tych samych falach (gra) - mają kontakt poprzez grę (dlatego tak wszystko jest cacy), ale kiedy zacznie się życie - komputer zacznie być rzeczą, która może powodować konflikty. Ale takie wybrali życie - niech żyją.

KwR- jesteś bardzo mądrą Kobietą.
Czas rozpocząć nowe życie. Na początku może być ciężko, ale potem będzie z górki.

1 046

Odp: czy warto mieć nadzieję
smallangel napisał/a:

KwR - przeczytałam wreszcie cały Twój wątek.
Was już od dawna nie było.

Tak, byliśmy od siebie od wielu lat bardzo daleko.
Ale gdzieś w głębi serca jest pewność, że po tych doświadczeniach mogliśmy jeszcze się na siebie otworzyć, pokochać na nowo - trzeba było tylko czasu.
Niestety - taka pewność i chęć budowania od nowa  była tylko z mojej strony.

smallangel napisał/a:

Monia - to tylko sojusznik w uzależnieniu. Nadają na tych samych falach (gra) - mają kontakt poprzez grę (dlatego tak wszystko jest cacy), ale kiedy zacznie się życie - komputer zacznie być rzeczą, która może powodować konflikty. Ale takie wybrali życie - niech żyją.

Ja im życzę jak najlepiej - pewnie przez poczucie winy , a może tak po prostu ... po ludzku.

smallangel napisał/a:

KwR- jesteś bardzo mądrą Kobietą.

Nie czuję się tak . Czuję się jakbym przegrała swoje życie i musiała szukać siebie i życia od nowa.

smallangel napisał/a:

Czas rozpocząć nowe życie. Na początku może być ciężko, ale potem będzie z górki.

Jest cholernie ciężko. Dziś pierwszy raz będę spać w nowym domu - z kotem i psami w swoim łóżku, które też nie potrafią sie tu znaleźć i lgną do mnie jako jedynej bezpiecznej znanej ostoi.

Jest mi cholernie przykro, że tak się podziało. Bardzo przykro.
Może zaświeci jeszcze dla mnie kiedyś słońce, na razie nie potrafię się z niczego cieszyć.

1 047

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:
smallangel napisał/a:

KwR - przeczytałam wreszcie cały Twój wątek.
Was już od dawna nie było.

Tak, byliśmy od siebie od wielu lat bardzo daleko.
Ale gdzieś w głębi serca jest pewność, że po tych doświadczeniach mogliśmy jeszcze się na siebie otworzyć, pokochać na nowo - trzeba było tylko czasu.
Niestety - taka pewność i chęć budowania od nowa  była tylko z mojej strony.

KwR - jak to mi jest bardzo znane. Ja na szczęście otrząsnęłam się w odpowiednim momencie. Żyję z Mężem po zdradzie - minęło prwie 4 lata. Niechęć do tego człowieka jaka mnie ogarnęła po "chwili prawdy" (mam na myśli dowiedzenie się o zdradzie) była przerażajaca i pchała mnie - dosłownie - w ręce innego człowieka. Chciałam stać się katem. Takich do zaleczenia ran (chwilowych) byłoby miliony. Nie mogłam długo sobie poradzić z myślami, że przecież z innym człowiekiem będzie mi lepiej, będę szczęśliwsza, nie skrzywdzi mnie jak moj Mąż. Na szczęście - nie poszłam na łatwiznę. Miłość ( do Mojego Męża) skierowała mnie na odpowiednie tory. Chęci zrozumienia, znalezienia przyczyny tego, że zdrada miała miejsce. Wymagało to ode mnie nie lada wysiłku, przede wszystkim odwagi by przyznać się przed samą sobą, że nawaliłam i że należy to naprawić by móc być jeszcze szczęśliwymi ludźmi.
Potrzebowałam na to roku czasu. Wtedy sprawę wzięłam również we własne ręce, zrozumiałam, że powinnam pozwolić Mu i sobie naprawić zepsute między nami relacje. Miałam chwilę kryzysu - ale On nie poddawał się. Raz byliśmy na dole, by potem znów wzbić się na wyżyny. Oboje wzajemnie dawaliśmy sobie motywację i siłę na walkę. Udało się.
Ale by mogło sie udać - to tak jak pisałaś wyżej, dwie osoby muszą chcieć.
Życie po zdradzie - nie należy do najłatwiejszych. Wieczne żale, pretensje - pamięć, nie da się tego tak wymazać. Ale z czasem da sie z tym żyć.

Dzisiaj zdrada nie wywołuje u mnie już żadnych emocji. Jestem wolna od tego. Wybaczyłam, bo kocham. Wybaczenie było potrzebne mi bardzo potrzebne.

KwR- coś się kończy, by mogło zacząć się coś nowego. Wszystkiego uczysz się od nowa. Nowe miejsce - nowe życie.
Wierze, że dasz sobie radę, potrzeba tylko na to czasu.

1 048

Odp: czy warto mieć nadzieję

KwR czytając od początku Twój wątek miałam jeszcze nadzieję, że jednak Wam się uda...
Nie udało się, ale z czasem - nie teraz, bo to za świeża rana - kiedyś znajdziesz pozytywne strony tego co się wydarzyło, pozytywne strony rozstania.

Mnie osobiście bardzo zmotywowała Twoja historia. Nie chciałabym (po mojej zdradzie) popełnić takich błędów jak Ty, a wszystko było na najlepszej drodze aby tak się stało...

1 049

Odp: czy warto mieć nadzieję

Witaj kobieto w rozterkach.
Właściwie nie mam tobie nic wielce konstruktywnego do przekazania.
A jednak muszę cię przeprosić.

Czytając twój wątek nie rozumiałam twoich reakcji na to, jak poczynał sobie mąż z wirtualną miłością. Nie mogłam oprzeć się myśli, że najpierw ty narobiłaś bałaganu (delikatnie mówiąć), a teraz wpadasz w depresję na widok głupich zabaw w sieci.

Teraz już wszystko wiem. Poznałam rodzinę (rodzinę - cóż za słowo!), w której mężczyzna poczyna sobie tak jak twój mąż. Ona go wcześniej nie zdradziła, wcześniej nie było u nich zdrad. Jest ta jedna.

On ma kochankę, którą poznał w sieci. Och, kochankę... spotkali się tylko raz, ale zdążyli związek "skonsumować".
Ale ja widzę teraz własnymi oczyma, jak to wygląda, kiedy żona stoi obok, przebiera dziecko, gotuje obiad, a on szczebiocze wesoło na komunikatorze, kiedy on w knajpie jedną ręką trzyma kufel piwa, który kupiła żona, a drugą odpisuje na smsa od ukochanej. Wiele innych przykładów... Żadnych hamulców, chociaż powiedział żonie, że ma trzymać jeszcze język za zębami, bo może mu się odmieni...

Widzę to prawie każdego dnia, bywam u tej rodziny, jestem "wtajemniczona", on przede mną nie udaje.
Powiem ci jedno: widziałam wiele zdrad, wiem, jak jest, gdy łapiesz ukochanego/ukochaną w łóżku z innym/inną, ale to, co teraz widzę, to chyba najokrutniejszy, najpodlejszy rodzaj zdrady. A on, tak jak twój mąż, też nie odejdzie, bo nie ma gdzie.
Ta kobieta jest inna niż ty, sama nie podejmie decyzji... A on nie odejdzie, bo mu tak dobrze.

A więc przepraszam cię, teraz uważam, że jakkolwiek twoja zdrada była podłością, krzywdzeniem, to zdrada, której ty doświadczyłaś, jest nieledwie koszmarem, a te popłuczyny miłości, które zostawiał dla ciebie (wspólny film np.) nie były w stanie zmyć rzygowin, jakimi cię co dnia oblewał.

Ale już po wszystkim.
Bardzo ci kibicuję!

1 050 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-27 17:45:41)

Odp: czy warto mieć nadzieję
annasweet napisał/a:

Ale już po wszystkim.

Po wszystkim? O nie! Nie jest po wszystkim.

kobieta w rozterkach napisał/a:

Dziwnie się czuję - sama.

Psy skamlą , chcą do domu sad . Kot się gdzieś zaszył, nie potrafię dziada namierzyć.

Dziwnie ... sama , w nowym miejscu.                            Mieszane uczucia.
Chyba dużo smutku. Tęsknię za domem , został tam, za mną. Mój dom, mój ogród ... już nie mój sad .Teraz tu jest moje miejsce , ale wcale nie czuję jakby było moje.

Smutno mi.

To nie jest opis przeszłości.

1 051

Odp: czy warto mieć nadzieję

Witaj...od dawna zastanawiałam się, co u cb.....Czytając od początku całą historię momentami miałam nadzieję na inne zakończenie.Ale jak tak teraz czytam wiem, że stało się to, co najwłaściwsze.Wierzę, że powoli zdobędziesz spokój i będziesz cieszyć się życiem.Za tobą kawał drogi i co najmniej drugie tyle przed tobą....Fajne jest to, że nie stoisz w miejscu, że ciągle coś robisz i proszę cię nie przestawaj wierzyć ludziom, ufać im...mimo wszystko nie wszyscy idą w życiu na łatwiznę...Tyle z siebie dałaś...uwierz, że zwróci się to tobie.Pozdrawiam serdecznie i życzę byś brnęła tylko do przodu.

1 052

Odp: czy warto mieć nadzieję

Hej.
Nie odzywałam się jakiś czas. Ogarniam się powoli. Jest coraz lepiej.
Zapisałam się do kolejnej szkoły - kompletna zmiana kierunku - zaczynam się kształcić w kierunku dekoracji wnętrz.
Poprzednią szkołę (administracja) zakończyłam bardzo dobrze zdanym egzaminem ,  odebrałam już dyplom smile .
Dziś byłam u mojej pani psycholog na omówieniu stanu zdrowia - okazuje się że jest ogromna poprawa , jest ze mnie bardzo zadowolona, sporo objawów depresyjno-nerwicowych ustąpiło . Sama to czuję - czuję się lepiej. Biorąc pod uwagę, że jeszcze kilka miesięcy temu byłam w głębokiej depresji i miałam myśli samobójcze - teraz jest naprawdę nieźle. Jestem jeszcze zagubiona, czasem dopada mnie melancholia lub smutek, ale odszedł czynnik walki o związek , walki o męża , zawieszenia i nadziei , rozdarcia (które jeszcze były kiedy mieszkaliśmy razem) - są postępy , jest coraz lepiej. Dziś usłyszałam od pani psycholog same ochy i achy smile - to odnośnie terapii grupowej . Wiele mi grupa dała , pomogła pogodzić się z sytuacją , pozwoliła przerobić mój ból i smutek. Jutro mam wizytę indywidualną, chcę pracować nad tym co zostało : niskim poczuciem własnej wartości, brakiem pewności siebie , nadkontrolą otoczenia i siebie, brakiem akceptacji siebie i swojego ciała. Sporo zostało do przepracowania - chcę to zrobić dla siebie i tych którzy mnie kochają. Chcę się rozwijać, zrozumieć siebie , zrozumieć błędy jakie popełniam, chcę nad sobą pracować.
Chcę być świadoma tego co się ze mną dzieje , świadoma mechanizmów, zachowań też tych podświadomych. To dla mnie bardzo ważne , bo mam nadzieję że da mi szansę na pokochanie siebie.


nieznajoma85 napisał/a:

KwR czytając od początku Twój wątek miałam jeszcze nadzieję, że jednak Wam się uda...
Nie udało się, ale z czasem - nie teraz, bo to za świeża rana - kiedyś znajdziesz pozytywne strony tego co się wydarzyło, pozytywne strony rozstania.

Mnie osobiście bardzo zmotywowała Twoja historia. Nie chciałabym (po mojej zdradzie) popełnić takich błędów jak Ty, a wszystko było na najlepszej drodze aby tak się stało...

Kiedy to przeczytałam kilka tygodni temu - wzbudziło we mnie sporo różnych emocji, też tych negatywnych : złość.  Ostatecznie , po czasie - cieszę się, że moja niechlubna historia jednak coś komuś dała. Że ktoś wyciągnie wnioski dla siebie i być może stanie się dzięki temu szczęśliwszy , spokojniejszy.
Powodzenia smile


annasweet napisał/a:

Witaj kobieto w rozterkach.
Właściwie nie mam tobie nic wielce konstruktywnego do przekazania.
A jednak muszę cię przeprosić.

Czytając twój wątek nie rozumiałam twoich reakcji na to, jak poczynał sobie mąż z wirtualną miłością. Nie mogłam oprzeć się myśli, że najpierw ty narobiłaś bałaganu (delikatnie mówiąć), a teraz wpadasz w depresję na widok głupich zabaw w sieci.

Teraz już wszystko wiem. Poznałam rodzinę (rodzinę - cóż za słowo!), w której mężczyzna poczyna sobie tak jak twój mąż. Ona go wcześniej nie zdradziła, wcześniej nie było u nich zdrad. Jest ta jedna.

On ma kochankę, którą poznał w sieci. Och, kochankę... spotkali się tylko raz, ale zdążyli związek "skonsumować".
Ale ja widzę teraz własnymi oczyma, jak to wygląda, kiedy żona stoi obok, przebiera dziecko, gotuje obiad, a on szczebiocze wesoło na komunikatorze, kiedy on w knajpie jedną ręką trzyma kufel piwa, który kupiła żona, a drugą odpisuje na smsa od ukochanej. Wiele innych przykładów... Żadnych hamulców, chociaż powiedział żonie, że ma trzymać jeszcze język za zębami, bo może mu się odmieni...

Widzę to prawie każdego dnia, bywam u tej rodziny, jestem "wtajemniczona", on przede mną nie udaje.
Powiem ci jedno: widziałam wiele zdrad, wiem, jak jest, gdy łapiesz ukochanego/ukochaną w łóżku z innym/inną, ale to, co teraz widzę, to chyba najokrutniejszy, najpodlejszy rodzaj zdrady. A on, tak jak twój mąż, też nie odejdzie, bo nie ma gdzie.
Ta kobieta jest inna niż ty, sama nie podejmie decyzji... A on nie odejdzie, bo mu tak dobrze.

A więc przepraszam cię, teraz uważam, że jakkolwiek twoja zdrada była podłością, krzywdzeniem, to zdrada, której ty doświadczyłaś, jest nieledwie koszmarem, a te popłuczyny miłości, które zostawiał dla ciebie (wspólny film np.) nie były w stanie zmyć rzygowin, jakimi cię co dnia oblewał.

Ale już po wszystkim.
Bardzo ci kibicuję!

Też nie tak do końca - oboje bardzo się skrzywdziliśmy nawzajem , oboje popełniliśmy mnóstwo błędów. Nie mówię o samej zdradzie - tylko też o tym co potem. Nie poradziliśmy sobie ze swoimi emocjami , nie potrafiliśmy. I tak bywa.
Ja życzę szczęścia JM. Jeszcze nieswojo czuję się w jego obecności kiedy przychodzi po córkę , albo kiedy się widzimy - smutek, żal ... ale już nie rozpacz , nie rozdarte serce. Kocham go nadal na swój sposób, zawsze będzie miał miejsce w moim sercu , do niedawna był mimo wszystko najbliższą mi osobą. Jak tu nie kochać? Tyle wspomnień, tyle lat. Zawsze będzie w moim sercu, był miłością mojego życia i to akurat mogę z ręką na sercu przyznać po czasie.
Być może było tak, że na ten czas kiedy byliśmy razem po prostu tylko tyle sobie byliśmy w stanie dać. Ale mimo tego że było tego na poziomie emocji tak niewiele - wystarczało przez lata i sprawiło, że był mi najbliższym człowiekiem.
Skończyło się , trzeba iść do przodu .
Winni jesteśmy oboje , choć - czy można tu mówić o winie? Każdy popełnia błędy - za które później płaci. Bierze odpowiedzialność za swoje decyzje. Każdy też bierze na barki odpowiedzialność za to co swoje.
Tak bywa, takie życie. Każdy dźwiga swój krzyż , nikomu nie jest łatwo.
W sumie jednak tak - oboje zawiniliśmy. Brakiem empatii, brakiem zrozumienia, nieumiejętnością stworzenia bliskości w zamian uciekając każde w swój świat.
Życie - uczymy się na błędach , ponosimy konsekwencje swoich decyzji. Bolesne.


Animus napisał/a:

Po wszystkim? O nie! Nie jest po wszystkim.

Jeszcze jakiś czas nie będzie. A może nigdy się z tą porażką do końca nie pogodzę. Nie wiem tego.
Czuje, że straciłam coś ważnego, kawałek siebie. Coś, co mogłoby być jeszcze piękne - zabrakło chyba czasu.
No ale cóż - tak się stało i się nie odstanie.
Nadszedł czas iść do przodu.
W przyszłym tygodniu składam pozew rozwodowy , skompletowałam już wszystkie dokumenty , nie mieszkamy razem od 3 tygodni - czas już.


iwetka28 napisał/a:

Witaj...od dawna zastanawiałam się, co u cb.....Czytając od początku całą historię momentami miałam nadzieję na inne zakończenie.Ale jak tak teraz czytam wiem, że stało się to, co najwłaściwsze.Wierzę, że powoli zdobędziesz spokój i będziesz cieszyć się życiem.Za tobą kawał drogi i co najmniej drugie tyle przed tobą....Fajne jest to, że nie stoisz w miejscu, że ciągle coś robisz i proszę cię nie przestawaj wierzyć ludziom, ufać im...mimo wszystko nie wszyscy idą w życiu na łatwiznę...Tyle z siebie dałaś...uwierz, że zwróci się to tobie.Pozdrawiam serdecznie i życzę byś brnęła tylko do przodu.

Z wiarą w ludzi będzie trudno. Nie ufam - nie potrafię. Każdą osobę z którą się kontaktuję prześwietlam podświadomie, szukam oznak tych niedobrych, niewłaściwych. Nie dopuszczam blisko nikogo.
Trudno będzie mi to zmienić.

Dziękuję wszystkim za trzymanie za mnie kciuków , za dobre słowo , za wsparcie.

1 053

Odp: czy warto mieć nadzieję

Trzymaj sie kobieto. Tez tu byłam i ciebie czytałam!!

1 054

Odp: czy warto mieć nadzieję

Długa droga i dużo pracy za Tobą. smile

Nie ufasz i, twierdzisz, że nie potrafisz. Potrafisz. smile  Potrafisz ufać, tego się nie zapomina, tyle tylko, że TERAZ, po tym wszystkim, co wzajemnie sobie z jeszczemężem zafundowaliście, zaufanie odłożyłaś na półkę. Sięgniesz po nie, gdy podejmiesz taką decyzję. smile

1 055

Odp: czy warto mieć nadzieję
End_aluzja napisał/a:

Trzymaj sie kobieto. Tez tu byłam i ciebie czytałam!!

Dzięki , dziękuję za Twoje wpisy , pamiętam wszystkie smile


Wielokropek napisał/a:

Długa droga i dużo pracy za Tobą. smile

Bardzo miło mi Cię tu czytać , Wielokropku. Po długim czasie.
Twoje zdanie zawsze było dla mnie bardzo cenne. Tym bardziej cieszę się z tego co napisałaś wink .

Wielokropek napisał/a:

Nie ufasz i, twierdzisz, że nie potrafisz. Potrafisz. smile  Potrafisz ufać, tego się nie zapomina, tyle tylko, że TERAZ, po tym wszystkim, co wzajemnie sobie z jeszczemężem zafundowaliście, zaufanie odłożyłaś na półkę. Sięgniesz po nie, gdy podejmiesz taką decyzję. smile

Może masz rację. Może tak kiedyś będzie , czas pokaże smile


A na dobranoc - ostatnio gdzieś przeczytałam ten poniższy wiersz.
Skojarzył mi się z jednym zdaniem mojej pani psycholog , które bardzo utkwiło mi w pamięci. Powiedziała, że pogodzenie się z rozstaniem następuje wtedy kiedy przyjmujemy do siebie to jak ta osoba była dla nas ważna, jak wiele znaczyła , jak wiele dała i ile po sobie zostawiła w moim życiu. Powiedziała też wtedy , że jeśli to dopuszczę , przepracuję i bez rozpaczy będę mogła o tym myśleć i mówić , a tylko z nutką smutku i melancholii - to będzie znaczyło że jestem na dobrej drodze.
Chyba już jestem na początku dobrej drogi. Bo na razie jeszcze czasem płyną łzy . Czas zaleczy.


Jarosław Borszewicz
"ROZMOWA Z NIEOBECNĄ"

I
nie odchodź

zabierzesz co najwyżej ciało
ale przecież Reszta
i tak
zostanie ze mną

II
nazostawiałaś siebie
Nieobecna
wszędzie tam gdzie cię nie ma
jest mi ciebie za dużo

III
uwierz mi
Nieobecna
że
musiałem odejść
musiałem odejść
po to
by przekonać się że byłaś
najmądrzejsza
najpiękniejsza
najpotrzebniejsza
wybacz
ale gdybym nie odszedł
nigdy bym o tym nie wiedział

IV
Nieobecna
odezwij się czasem
ciekawy jestem
gdzie i z kim teraz
umierasz .

1 056

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

chcę pracować nad tym co zostało : niskim poczuciem własnej wartości, brakiem pewności siebie , nadkontrolą otoczenia i siebie, brakiem akceptacji siebie i swojego ciała. Sporo zostało do przepracowania - chcę to zrobić dla siebie i tych którzy mnie kochają. Chcę się rozwijać, zrozumieć siebie , zrozumieć błędy jakie popełniam, chcę nad sobą pracować.
Chcę być świadoma tego co się ze mną dzieje , świadoma mechanizmów, zachowań też tych podświadomych. To dla mnie bardzo ważne , bo mam nadzieję że da mi szansę na pokochanie siebie. .

Pięknie, że umiesz to nazwać. W ten sposób możesz zastąpić pragnienie kontroli świadomością siebie. Kontrola to złudzenie.

kobieta w rozterkach napisał/a:

Z wiarą w ludzi będzie trudno. Nie ufam - nie potrafię. Każdą osobę z którą się kontaktuję prześwietlam podświadomie, szukam oznak tych niedobrych, niewłaściwych. Nie dopuszczam blisko nikogo.
Trudno będzie mi to zmienić.

Nikt inny tego nie może zmienić. Tylko Ty sama możesz zmienić coś w sobie. Zobacz, ile już zmieniłaś. Zaufanie do innych Osób nie jest możliwe bez zaufania do siebie, a zaufanie do siebie nie jest możliwe bez przebaczenia sobie.

1 057

Odp: czy warto mieć nadzieję

Złożyłam dziś pozew o rozwód w Sądzie. Bez orzekania o winie .... ciężko mi.
Smutno.

1 058

Odp: czy warto mieć nadzieję

Miałam ciężką noc. Wskutek wczorajszych emocji chyba całą noc śnił mi się jeden sen - przeżyłam jeszcze raz piekło które mi zafundował z Monią. Pamiętam , że zanim sie obudziłam wydusiłam z siebie jemu w twarz : "jak mogłeś zostawić swoich bliskich , swoją rodzinę , mnie i Kasię dla obcych ludzi".
Masakra .... nigdy więcej takich snów , obudziłam się zlana potem.

No nic , jeszcze na pewno nie raz podczas rozpraw będę przeżywać - ważne , żeby się nie dać wpędzić z powrotem w stan z którego właśnie wyszłam.
Teraz do przodu.

1 059

Odp: czy warto mieć nadzieję

Skopiuj swój ostatni post i zaglądaj do niego zawsze wtedy, gdy dopadną Cię wątpliwości na temat słuszności obecnej drogi.

Dasz radę. smile

1 060

Odp: czy warto mieć nadzieję
Wielokropek napisał/a:

Skopiuj swój ostatni post i zaglądaj do niego zawsze wtedy, gdy dopadną Cię wątpliwości na temat słuszności obecnej drogi.

Dasz radę. smile

No cóż - masz rację. 

Postanowiłam zrobić coś dla siebie , oprócz tego że złożyłam papiery do szkoły , kolejnej zresztą wink - to zapisałam się na tańce solo - waham się między latino ladies , a zumbą. Pójdę na oba , zobaczę i zdecyduję smile.
Młodszą córę też zapisałam - zamiast rehabilitacji na kręgosłup na którą chodzi niechętnie - modern, dobrze jej zrobi jak się porusza w rytmie.
Mam z nią ostatnio problem - wchodzi w trudny wiek, trudno nad nią zapanować . Na pewno też walczy ze swoimi demonami. Czekamy na termin u psychologa .
Była już u taty poznać jego nową rodzinę - wrażenia ma pozytywne , staram się ją wspierać choć emocje moje związane z tym że jeździ do nich są trudne i nie zawsze pozytywne.
Podświadomie mi sie włącza : Monia zabrała męża, może zabierze i dziecko. To, że córa mówi że Monia  jest fajną kobietą z fajnym charakterem mi nie pomaga. Z drugiej strony wiem, że lepiej dla mojej córki żeby to była fajna kobieta niż jakąś macochą Kruellą - taki dysonans wink .
Nie pokazuję po sobie , nie chcę żeby miała rozterki. Musi zaakceptować obecny stan , nie mogę jej dokładać tylko muszę wspierać smile .

1 061

Odp: czy warto mieć nadzieję

Jak coś Ci się podświadomie włącza, to Ty świadomie to wyłączaj.
Masz wpływ na jakość relacji z córką (córkami).

1 062

Odp: czy warto mieć nadzieję

Dawno nie zaglądałam. Dziś mamy wizytę u psychologa z córką , postanowiłam skonsultować jej stan psychiczny ... ma ostatnio coraz większą awersję do chodzenia do szkoły. Na pewno to co się zdarzyło nie zostało bez echa , chciałabym jej pomóc ustabilizować emocje , stąd pomysł tej konsultacji. Zobaczymy.
Ja w ciągłym ruchu ... dom, dziecko, szkoła - dwa kierunki jednocześnie , praca (bardzo stresująca) , zumba dwa razy w tygodniu ... nie ma czasu na rozklejenie się. Czasem wieczorami dopada nostalgia, smutek, żal. Ale czas zrobił swoje , praca nad sobą też. Doszłam do etapu że kiedy czuję te wszystkie emocje , to potrafię już zrozumieć, że nie można tutaj rozpatrywać winy większej i mniejszej. Trzeba na to popatrzeć ze strony takiej, że nie potrafiliśmy wzajemnie z jeszcze mężem dać sobie zbyt wiele z siebie pod względem emocji, zaangażowania, bliskości. I dlatego tak to się skończyło a nie inaczej.
Nie widujemy się wcale - i chyba tak jest lepiej .
Zaczęłam nowy etap, nowe życie. Trzeba iść do przodu .... radzić sobie.
Zmiana w moim stanie psychicznym jest ogromna w porównaniu z początkiem roku. Psycholożki są ze mnie dumne .... ogarnęłam to co najgorsze, teraz zostaje praca nad sobą w takim głębszym znaczeniu.
Życzę wszystkim "niespokojnym" dobrnięcia do etapu spokoju . Zawsze będzie czasami "wychodził" smutek , nostalgia .... ale ten spokój wewnętrzny , pogodzenie się z sytuacją i rzeczywistością, pozbycie się ogromnego poczucia winy - to jest to do czego się dąży w tak trudnych skrajnych sytuacjach.podobno czas leczy rany - ja myślę, że nie tylko czas ale też zrozumienie, pogodzenie, wybaczenie sobie i innym.
Powodzenia smile .

1 063

Odp: czy warto mieć nadzieję

Psycholożki są z ciebie dumne. A Ty sama z siebie? tongue Z tego, co do tej pory zrobiłaś? :0
Jeśli nie, to przeczytaj swe pierwsze posty w tym wątku.

1 064 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-10-16 10:39:33)

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Miałam ciężką noc. Wskutek wczorajszych emocji chyba całą noc śnił mi się jeden sen - przeżyłam jeszcze raz piekło które mi zafundował z Monią. Pamiętam , że zanim sie obudziłam wydusiłam z siebie jemu w twarz : "jak mogłeś zostawić swoich bliskich , swoją rodzinę , mnie i Kasię dla obcych ludzi".
Masakra .... nigdy więcej takich snów , obudziłam się zlana potem.

No nic , jeszcze na pewno nie raz podczas rozpraw będę przeżywać - ważne , żeby się nie dać wpędzić z powrotem w stan z którego właśnie wyszłam.
Teraz do przodu.

Obawiam się, że ten sen jest sygnałem, że Ty wyszłaś, ale Twój stan nadal tkwi w dołku i stamtąd daje sygnały przez sny.

Wpuściłaś się w aktywność, ale to jest taka działalność, jak zatynkowywanie i zamalowywanie grzyba. Zawsze po jakimś czasie się pojawi znowu. Trzeba mu odciąć wilgoć, a nie walczyć z objawami.

Nie jesteś z siebie zadowolona tak, jak Twoje psycholożki, bo one oczekują na wyniki swoich działań, a Ty czujesz więcej, niż one widzą i wnioskują z Twoich opisów.

To, co Cię gnębi, jest głębiej. Znacznie głębiej i dotyczy:

Wielokropek napisał/a:

tego, co do tej pory zrobiłaś? :0
[...]                                                                    przeczytaj swe pierwsze posty w tym wątku.

1 065

Odp: czy warto mieć nadzieję
Wielokropek napisał/a:

Psycholożki są z ciebie dumne. A Ty sama z siebie? tongue Z tego, co do tej pory zrobiłaś? :0
Jeśli nie, to przeczytaj swe pierwsze posty w tym wątku.

Jest coraz więcej tych lepszych dni kiedy myślę, że coś ze mnie jeszcze będzie , kiedy czuję się ok Ale zdarzają sie i takie kiedy mam wrażenie, że jestem nic nie warta, że wszystko potrafię profesjonalnie spieprzyć i wszyscy powinni trzymać się ode mnie z daleka. Dziś tak mam.


Animus napisał/a:

Obawiam się, że ten sen jest sygnałem, że Ty wyszłaś, ale Twój stan nadal tkwi w dołku i stamtąd daje sygnały przez sny.

Wpuściłaś się w aktywność, ale to jest taka działalność, jak zatynkowywanie i zamalowywanie grzyba. Zawsze po jakimś czasie się pojawi znowu. Trzeba mu odciąć wilgoć, a nie walczyć z objawami.

Otrzymałam z Sądu odpowiedź JM na mój pozew rozwodowy. Niby nie ma tam niczego strasznego , ale czuję się bardzo źle. Wrócił dziś smutek, żal , poczucie winy ale i skrzywdzenia. Wróciło dziś do mnie dużo złego. I wrócił ogromny żal i tęsknota za JM. On ma już swoją nową rodzinę , buduje nowe .... ja zostałam sama. Jest mi źle.
Tak, kocham go nadal i nie wiem kiedy mi to minie .
Szkołą, zumbą , zajęciami rozmaitymi zagłuszam to co w sercu.
Chyba czas potrzebny , jeszcze wszystko zbyt świeże.
Czas zaleczy.

Animus napisał/a:

Nie jesteś z siebie zadowolona tak, jak Twoje psycholożki, bo one oczekują na wyniki swoich działań, a Ty czujesz więcej, niż one widzą i wnioskują z Twoich opisów.

To, co Cię gnębi, jest głębiej. Znacznie głębiej i dotyczy:

Wielokropek napisał/a:

tego, co do tej pory zrobiłaś? :0
[...]                                                                    przeczytaj swe pierwsze posty w tym wątku.

Widzę różnicę , generalnie ten wątek zawiera kilka miesięcy wstecz  takie stany ducha , że dziś takich bym się przeraziła. Myśli samobójcze , rozpacz, panikę, ból wręcz fizyczny. Dziś te trudne uczucia i emocje mają znacznie mniejsze nasilenie. Są i będą, nie da się wyłączyć emocji.
Są takie dni jak dziś w których chciałabym cofnąć czas.  Nie da się . A przyszłość niepewna , samotna.

Dostałam zadanie domowe od psycholożki : napisać list pożegnalny skierowany do JM. Oczywiście nie po to by mu go dać, ale po to by móc się z nim pożegnać tak z głębi siebie. Jeszcze tego nie zrobiłam.
Nie przebrnęłam przez ćwiczenie na terapii , które miało to na celu. Nie byłam w stanie . Dlatego list.
Wieczorem, przy winku kiedy dziecko śpi , wypłakać , pożegnać.
Zbieram sie od dwóch tygodni , odwlekam, trudno mi.
Muszę się zabrać za to. Może w weekend znajdę czas , siłę i chęci.

1 066

Odp: czy warto mieć nadzieję

Proszę, nie bądź zbyt ambitną. Toż każdemu (chyba każdemu, mnie na pewno to czasem dopada) zdarzają się trudne chwile, podczas których uważa się za nieudacznika/głupiego/psuja. Ważnym, by zdawać sobie sprawę, że te zdania pochodzą z tzw. głupiego rozumu (niezła zbitka tongue), że nie należy się do tych zdań przywiązywać i, co najważniejsze, uważać za obowiązujące.

Podobnie z listem do jeszczemęża.
Znajdziesz czas, siłę i chęci? Znowu bardzo ambitnie. tongue A gdybyś tak siadła i machnęła ten list ot tak, teraz? Bez szukania czasu, bez sił, bez chęci. To, co faktycznie jest Ci do tego potrzebne, to decyzja, żeby mieć to za sobą. Decydujesz się na to? Niektórzy, gdy boli ich ząb, odwlekają wizytę u dentysty, bo spodziewają się, że będzie nieprzyjemną. Odwlekają i... ciągle ich boli, a wyobraźnia coraz bardziej szaleje. tongue

1 067

Odp: czy warto mieć nadzieję
Wielokropek napisał/a:

Proszę, nie bądź zbyt ambitną. Toż każdemu (chyba każdemu, mnie na pewno to czasem dopada) zdarzają się trudne chwile, podczas których uważa się za nieudacznika/głupiego/psuja. Ważnym, by zdawać sobie sprawę, że te zdania pochodzą z tzw. głupiego rozumu (niezła zbitka tongue), że nie należy się do tych zdań przywiązywać i, co najważniejsze, uważać za obowiązujące.

Podobnie z listem do jeszczemęża.
Znajdziesz czas, siłę i chęci? Znowu bardzo ambitnie. tongue A gdybyś tak siadła i machnęła ten list ot tak, teraz? Bez szukania czasu, bez sił, bez chęci. To, co faktycznie jest Ci do tego potrzebne, to decyzja, żeby mieć to za sobą. Decydujesz się na to? Niektórzy, gdy boli ich ząb, odwlekają wizytę u dentysty, bo spodziewają się, że będzie nieprzyjemną. Odwlekają i... ciągle ich boli, a wyobraźnia coraz bardziej szaleje. tongue

Masz rację.
To generalnie temat już zamknięty. Przerobiłam go wszerz i wzdłuż, wypłakałam morze łez.
Jesteśmy już osobno od 3 miesięcy , prawie się nie widujemy. Każde z nas żyje swoim życiem już.
Właściwie skupiam się na tym co na tu i teraz , na nowych opcjach , możliwościach. Na tym, żeby nie zabrakło niczego córce i mnie.
Czasem dochodzą do głosu też emocje , które gdzieś tam jeszcze dźwięczą echem - i wtedy jest trudno, ciężko. Muszę w sobie jeszcze wypracować umiejętność odcięcia się w porę a nie poddawania się temu stanowi na wiele godzin, dni.
To co się stało już się nie odstanie. Teraz jest już zupełnie coś innego.  Teraz do przodu , nie cofać się.

Muszę w sobie wypracować jeszcze jedno. Przestać idealizować JM , oddać mu ze swoich emocji to za co jest odpowiedzialny.
Nie tylko ja go skrzywdziłam. On mnie skrzywdził także. Nie chcę broń boszszsz chować nienawiści. Chcę tylko móc spojrzeć z boku na niego w myślach i powiedzieć sobie : tak, skrzywdziłeś mnie , nie byłeś dla mnie dobry , krzywdziłeś mnie świadomie wiele tygodni, miesięcy, jesteś winny tego. Nie tylko ja jestem winna , ty też.
On nie zmieni swojego myślenia, on do końca życia będzie myślał w ten sposób, że ja popełniłam błąd i wszystko co później się podziało jest moją winą.
Ale nie jest moją winą, że wpadłam w depresje i nie potrafiłam zawalczyć wystarczająco o związek. Nie jest moją winą, że podczas kiedy ja walczyłam o swoje zdrowie , nie wspierał mnie siedząc przed kompem i spędzając czas z Moniką. I nie jest moją winą, że znalazł sobie Monikę i flirtował z nią na moich oczach wiele tygodni raniąc mnie tak bardzo, że mało nie zwariowałam i zagubiłam się w sobie, podejmując dziwne niezgodne  z sobą decyzje.  Tak, skrzywdził mnie. Nie był tylko ciepłym, łagodnym moim mężem. Był wyrachowanym dręczycielem długi czas. Nie był ideałem, jest winny tego co mi zrobił tak jak ja jestem winna tego co mu zrobiłam. Podejmował takie decyzje , za które oddaję mu jego winę. Nie chcę jej już.
Poczucie winy po obu stronach - każdy za swoje.
Chyba tak będzie sprawiedliwie.

I kiedy już to sobie przyswoję, i zobacze w nim też tą złą stronę ,a nie tylko udręczonego przeze mnie człowieczka - to wtedy będę mogła stanąć z podniesioną głową i powiedzieć sobie : tak, skrzywdziłam i ty też mnie skrzywdziłeś. Oboje mamy tą krzywdę na swoich sumieniach.  Ale teraz już pozamiatane, teraz już do przodu. Osobno. Żegnaj , przede wszystkim emocjonalnie.

1 068

Odp: czy warto mieć nadzieję

To, co napiszę, jest dość nieprzyjemne.

Czytając twe posty (także te nowe!) mam nieznośne wrażenie, że w tobie jest nieskończony smutek. I pomimo iż piszesz o swej walce, małych zwycięstwach, słowach "teraz do przodu", nie widzę w tobie nawet ziarna radości.
Widzę cię niby łąkę, którą wyschnięte źródło radości zamienia w suchą skorupę. Wciąż i wciąż. Pomimo zmian w twej egzystencji (świadomie użyłam słowa 'egzystencja' zamiast 'życie') wysychasz.
Nie mam pojęcia, dlaczego tak cię odczuwam.
Wiem, że to niemiłe.

Masz tyle lat, ile ja. Jestem w stanie wyobrazić sobie ciebie na tysiące sposobów: jako brunetkę, blondynkę, wysoką, niską, z dużymi lub małymi oczyma w dowolnym kolorze, różny tembr głosu, itd, itd...
Ale nigdy, w najmniejszej nawet chwilce, nie umiem wyobrazić sobie ciebie z uśmiechem. Nawet ironicznym, sarkastycznym, złośliwym... Absolutnie nic.

Mam nadzieję, że się mylę. Ale nie mam pojęcia, w jaki sposób mogłabym zmienić twój obraz w moich oczach.
Chociaż tak naprawdę nie ja, ale tylko ty możesz to zmienić.

Przepraszam, jeśli poczułaś się urażona.

1 069

Odp: czy warto mieć nadzieję

Annasweet - nie , nie poczułam się urażona. To prawda.
Tak jest , że od dawna jest we mnie dużo smutku , zamknięcia na innych, lęków, braku zaufania. Mało radości, luzu , uśmiechu, spontaniczności.

Nie mam w sobie takiej wewnętrznej radości , jeśli jest gdzieś to bardzo głęboko zakopana.
Pewnie wynika to w dużej mierze z depresji, na którą w końcu nadal się leczę. Jest pewna poprawa, ale nie można powiedzieć, że z tego wyszłam.  Nie biorę leków , leczę się tylko psychoterapią grupową i indywidualną. Naprawdę postępy w porównaniu z początkiem roku są ogromne. Ja widzę zmianę . Ale tak jak napisałam - do końca jeszcze daleko. Tak naprawdę - nie wiem, nie jestem w stanie stwierdzić czy kiedykolwiek będę potrafiła cieszyć się życiem tak jak bym sobie tego życzyła.

1 070

Odp: czy warto mieć nadzieję

Dawno nie zaglądałam.
Dnia 19 listopda uzyskałam rozwód. Kulturalnie, bez problemów , przed sądem opowiedzieliśmy każdy swoją wersję - trwało nie więcej niż pół godziny. Rozwód orzeczony na pierwszej rozprawie.
Było mi przez kilka dni smutno, przykro. Teraz staram sie o tym nie myśleć.
Korzystam nadal z wizyt u psychoterapeuty , zapisałam tez córkę - byłyśmy na kilku wizytach , wygląda że wszystko jest z nią dobrze smile . Kontrolnie jeszcze raz w miesiącu będziemy z córą jeździć.

Mam problem.
Od jakiegoś czasu kręcą się wokół mnie mężczyźni. No cóż - ludzie zauważają : samotna, z dzieckiem, z własnym M i samochodem.
Nie radzę sobie z tymi nadmiarami.
Mam kontakt z przyjacielem w Londynie, lecę do niego na Sylwestra. Chce byc ze mną , nie chce mnie stracić. Co czuję? nie wiem ....
Dwóch mężczyzn dostało ode mnie przysłowiowego kopa na starcie , nie spodobali mi się. Kolejny z mojej miejscowości poważnie stara się o moje względy - kwiaty, czekoladki, oferowana pomoc w sprawach codzinnych i innych. Odpowiedzialny, troskliwy.
Niestety , mam zamknięte serduszko , nie potrafię chyba kochać.
Złapałam się na tym, że porównuję emocje towarzyszące chwilom spędzanym w towarzystwie mężczyzn którzy się o mnie starają - z tymi najlepszymi emocjami które pamiętam z przebywania z już byłym mężem  (dominuje ciepło bijące z głosu, ciała , poczucie bezpieczeństwa). I niestety - nic nie może się równać. Nie potrafię otworzyć serca na innych mężczyzn.

Na domiar złego mam chyba problem z asertywnością wobec osób które są dla mnie dobre, które coś dla mnie robią. Staram się nie przyjmować nic , bo potem mam problem w stylu "coś za coś" , jest mi trudniej powiedzieć "nie".
No i mam problem - bo mężczyzna któremu dałam szansę zakochał się bez pamięci , a ja nic nie czuję .... moje serce jest martwe. Powiedziałam mu to - stwierdził, że zrobi wszytsko żebym była szczęśliwa, żeby niczego mi nie zabrakło żebym tylko pozwoliła mu na to żeby był ze mną.
Noż jasna cholera - a ja mam problem z powiedzeniem "nie" , bo przecież odpowiedzialny, troskliwy, na każde zawołanie, zakochany , prosi o litość.

Przy tym wszystkim mam ogromny problem z poczuciem własnej wartości - nie akceptuję swojego ciała, nie wyobrażam sobie pokazać się komuś nago. Czuję się stara , gorsza.... kobieta po przejściach .

Będę musiała zmienić pracę, ponieważ moja obecna to jeszcze jakieś 2 miesiące. Przeraża mnie to.


Niby nie wiem czego chcę.
Ale kiedy się nad tym zastanowić - chyba chciałabym po prostu odpocząć od wszystkiego. Od smutków, od zmartwień. Chciałabym, żeby ktoś się mną zaopiekował, żeby ktoś w końcu się mną zaopiekował i zdjął wszystkie troski. Żeby ktoś przytulił kiedy potrzebuję, żeby odciążył . Żebym nie musiała już byc silna. Teraz jestem mamą samotnie wychowującą córkę , jestem odpowiedzialna za siebie i za nią.
Z drugiej strony - nie mam nikogo takiego. I nie dopuszczam nikogo kto chce. Mam zamknięte serduszko.

Impas.

Mój już były mąż ma szczęśliwą rodzinę - córka bardzo chętnie tam jeździ.
Ja jestem sama , często czuję się bardzo samotna .....  i sama nie wiem czego chcę.

Ech , życie ....

1 071

Odp: czy warto mieć nadzieję

Zmęczona jesteś? Odpocznij. smile Lepiej jednak zrób porządek w swych uczuciach (tak, znowu tongue) i pozbądź się złości.

Pragniesz, by ktoś się Tobą zaopiekował, by zdjął wszelkie troski. Rozumiem, że chcesz sfilcować się do poziomu dziecka i znaleźć rodzica, który przejmie za Ciebie odpowiedzialność. Proszę, spójrz w lustro i dowód osobisty. Jesteś odpowiedzialną za siebie nie dlatego, że jesteś rozwódką i nie masz u boku faceta, ale dlatego, że jesteś dorosłą osobą. Jesteś odpowiedzialną za córkę (może warto też, byś nie przejmowała za nią całej odpowiedzialności?), bo jest nieletnia, a Ty jesteś jej matką.

Przytomności życzę. smile

1 072 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-12-22 17:50:15)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Był dziś były mąż po córkę ... sporo mnie kosztowało, żeby zachować twarz i się nie rozryczeć .
Za to teraz rycze jak bóbr...
Pierwsze święta od 13 lat bez Niego .... samotne mycie okien, samotne porządki, samotne zakupy ... samotnie ...
Ciężko mi ....
http://www.youtube.com/watch?v=34UKxQrDTFg&feature=share

1 073

Odp: czy warto mieć nadzieję

Bez przesady jaka samotność. Jedziesz do znajomego na Sylwestra.

1 074

Odp: czy warto mieć nadzieję
bet napisał/a:

Bez przesady jaka samotność. Jedziesz do znajomego na Sylwestra.

No własnie czuję jakbym robiła to wbrew swoim emocjom i uczuciom. To chyba nie jest najlepszy pomysł.
Wiem, że były mąż to już z jego strony rozdział zamknięty i nie mam co patrzeć w tą stronę. Ale w emocjach nadal chyba do końca tego nie przyjęłam. Chyba jeszcze potrzebny mi jest czas.
A może po prostu taki czas? Czas Świąt - pierwsze bez Niego. I stąd to załamanie?

Trochę się ogarnęłam, ale popołudnie było bardzo ciężkie - jego widok , głos, uśmiech uruchomił tą lawinę.

W piątek mam wizyte u psychologa , może mnie ogarnie , poukłada emocje i pomoże zrozumieć.

1 075

Odp: czy warto mieć nadzieję

"Trzeba mieć wytrwałość i wiarę w siebie.
Trzeba wierzyć, że człowiek jest do czegoś zdolny
i osiągnąć to za wszelką cenę."
powodzenia;)))))

Posty [ 1 041 do 1 076 z 1 076 ]

Strony Poprzednia 1 … 15 16 17

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto mieć nadzieję

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026