netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

czy warto mieć nadzieję

1 075 odpowiedzi113 951 wyświetleńzałożony przez kobieta w rozterkach, 03.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto mieć nadzieję

Strony Poprzednia 1 … 14 15 16 17 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 976 do 1 040 z 1 076 ]

976 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-25 22:41:17)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kwr
Moje zdanie na temat klina znasz.
Niczego to nie zmieni a wręcz rozwali to co dotychczas zbudowałaś.
Nie kumam tego.
Co Ciebie tak do niego ciągnie kwr?
Czy on ma jakiś magnes na ciebie?
Nie możesz uwolnić się od niego raz na zawsze?.
Nie wiem co takiego w Tobie jest że,ciągniesz w koło Macieju do tego co min.rozwaliło Twoje małżeństwo?.
Widzę sprzeczność w tym co piszesz
Z jednej strony piszesz o mężu że jest kimś najważniejszym w Twoim życiu a z drugiej ciągnie Cię do tego drugiego.
Jak moźna to pogodzić ze sobą?
Które z tych twierdzeń jest w końcu prawdą?
To o mężu czy to o kochanku?
Umiesz mi na te pytania odpowiedzieć?
Wyjaśnij mi w końcu
Jak można kochać męża a jednocześnie być z innym facetem?
Tego właśnie w Twoim zachowaniu nie mogę zrozumieć.
Nie mógłbym robić tak jak Ty kwr z prostego powodu
Bo gdy kogoś kocham to inna kobieta nie pociąga mnie całkowicie.Ani fizycznie ani teź mentalnie.Zwyczajnie mam klapki na oczach skierowane na tą którą kocham.
Więc jaka jest ta Twoja miłość do męża skoro możesz oddać się innemu?.
Prawdziwa?.Wątpię w to.
PS.Kwr.Twierdzisz że.nie jesteś uzaleźniona od kochanka i nazywasz go tylko klinem.Hm.Ok.
To udowodnij to kwr.
Nie dla mnie a dla siebie.
Przyjdzie kiedyś taki dzień w którym Ktoś zapyta Cię kobieto w rozterkach
Co zrobiłaś ze swoim życiem?
Co wtedy Mu odpowiesz?.

977

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Kwr

Wyjaśnij mi w końcu

Kontakt zaczęłam pod wpływem rozżalenia chyba właściwie , ale też złości, samotności , nadziei na cokolwiek radosnego , szansy na wyjście z doła i zobaczenia choć cienia światełka optymistycznego .
Płakałam po kątach , nie mogłam pogodzić się z decyzją, chciałam, próbowałam, rozpaczałam , czułam się samotna i bez wsparcia  - a JM spokojny jak tafla wody w bezwietrzny dzień , zero emocji okazywanych , czyli tak jak zawsze właściwie - codziennie systematycznie siedział przy kompie z Monią. Wiedziałam, że nie umarło w jego sercu to co do niej czuł - że tylko czeka na moment , kiedy się wyprowadzi żeby zacząć z nią kontakt w realu. Chyba pod tym rozżaleniem kryło się też dużo złości. O to, że ja cierpię a on spokojnie się pociesza i ma wsparcie gdzie indziej. Złości o to, że jest tak wkurw...ąco spokojny w tym wszystkim podczas kiedy ja się miotam.
Pod wpływem tego wszystkiego w któryś dzień napisałam do "P". Tak, emocje nie są dobrym doradcą- ale ja jestem emocjonalna cholera niestety. 
"P" dał mi w tym wszystkim trochę oderwania od rzeczywistości, radości, beztroski. Czy go obwiniam? Trochę tak. Ale największa wina jest moja - to ja zawiniłam tym , że uległam. I najbardziej obwiniam siebie.
Dlaczego ciągnę teraz ten kontakt?
Bo boję się zostać sama. Taka całkiem sama.

Co z uczuciami- chyba jest teraz tak że nie potrafię ich nazwać, zaszufladkować.
Głębokie uczucia mam do JM - takie wieloletnie, intensywne, co tam jest? bezpieczeństwo, spokój, stabilność, ciepło, przywiązanie , tęsknota , zależność , troska ... miłość? tak, miłość też ...
Co czuję do "P"? przyjrzyjmy się co tam jest : trochę radości, optymizmu, świeżości, rozpieszczania, troski , ale też niezależności - to wszystko jest znacznie płytsze , bo i znamy się przecież powierzchownie i nie 13 lat jak z JM , tylko kilkanaście miesięcy. Nie zaangażowałam się teraz w tą relację - i wiem, że raczej nie będę w stanie w tej relacji wejść głęboko. Ale czas pokaże.
Dlaczego nie zerwę kontaktu? Bo wiem, że jeśli to zrobię nie będzie dobrze , przynajmniej na razie ... nie jestem gotowa zostać bez czegokolwiek radosnego teraz , bo wiem że znowu wpadnę w tą otchłań z której wyszłam dopiero co. Boję się tego. Boję się samotności.
Wiem, że to skomplikowane - "P" nie ma pojęcia o tym co dzieje się w mojej duszy. Nie mówię - ja tylko egoistycznie zabieram od niego to co mi daje : troskę, zainteresowanie, radość, uwagę, optymizm. Jest lekarstwem , taką pigułką która odpędza myśli o ciemności w mojej duszy, chroni przed zapadnięciem się w depresję, pobudza na siłę  do uśmiechu .
Ponoć lekarstwa się odstawia po wyzdrowieniu. Wiem, że skrzywdzę jeśli w ten sposób to będzie. Wiem, że jestem egoistką.
Czas pokaże co będzie dalej.

I tyle.

978 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-26 07:43:33)

Odp: czy warto mieć nadzieję

W sumie to co napisałaś można jednak nazwać uzależnieniem.Prawda kwr?.
Nie wierzę w to że,nie możesz.Ty nie chcesz i tyle.Jakie znaczenie dla Ciebie mają słowa
Nie czyń drugiemu co Tobie nie miłe?
Krzywdząc innych krzywdzisz teź samą siebie.
A co na to Ci Twoi lekarze?.

979

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Nie wiem, czy to będzie pocieszenie.
Ale pomyśl: może jednak nie wszystko stracone? Może kiedy zamieszkacie osobno, zatęsknicie do siebie?

Nie , Bella. Od października jego serce jest zajęte - cokolwiek bym zrobiła - nie było już szansy na naprawę naszego małżeństwa.
On mnie nie kocha , nie kochał od momentu kiedy zajęła jego serce Monia. Skreślił mnie.
Nie dał mi szansy. Nie potrafił się na mnie otworzyć.
Teraz - wiedząc że ma w łóżku i sercu inną kobietę - też nie wiem czy potrafiłabym się już teraz  na niego otworzyć.
Serce kocha nadal, ale wie że przyszłości nie ma dla nas żadnej.
On wie w 100% , ze nie chce ze mną być.
Ma w głowie brak zaufania , nie wierzy i nie wierzył w nic co wychodzi ode mnie.
Zarzuca mi brak szczerości , że zostawiam i zostawiałam  sobie furtki. Ale sam mnie tego nauczył - nie mając w nim wsparcia musiałam zawsze mieć plan A, B, C.... Nauczył mnie tego, że w domu miałam dzieciaka. Byłam dla niego za silna. Zbyt dominująca.
Ale nie zawalczył nigdy o to, żeby było inaczej , bo lepiej iść na łatwiznę.

Zarzuca mi, ze to ja zerwałam "umowę", że dopóki mieszkaliśmy razem miało nie być nowych związków. Ale nie widzi, że codziennie od października miał z nią stały kontakt , że była w jego sercu - a ja cierpiałam wiedząc wszystko. Codziennie spędzał z nią czas , kwestia ich spotkania to była tylko kwestia czasu. CODZIENNIE  miał kontakt z kobietą, która zamiast mnie była w jego sercu. Więc kto zerwał umowę?  Mojego cierpienia wynikającego z tej sytuacji nie da się opisać słowami.

Nie widzi swoich wad - znalazł sobie kogoś, kto go podziwia, kocha, z łóżka nie wypuszcza ( a przecież u nas na początku też tak było).
To problemy dnia codziennego kształtują związek, nie łóżko.

Tak miało widać być.
Wiem na pewno - już mnie nie ma w jego sercu i już nigdy nie będzie.
Dlaczego tylko mnie tak trudno przestać go kochać, skoro jemu przyszło to z taka łatwością?

Wyjeżdżam na urlop - to dla mnie czas , w którym muszę wyrzucić go z mojego serca bo mnie w jego sercu już nie ma. Jeśli tego nie zrobię - będę żyć mrzonkami i będę czuła się coraz gorzej.

Ja cały czas jeszcze miałam nadzieję . Już nie mam , jest zaangażowany gdzieś indziej - gdzieś , gdzie jest mu łatwiej zacząć od nowa niż naprawiać to co trudne.
Moje uczucia się dla niego nie liczą , tak jak zawsze zresztą.
Moje uczucia liczyły się dla niego tylko w nocy , to trochę za mało na prawdziwy związek.

Żeby być razem trzeba chęci z dwóch stron. Ja dla niego już nie istnieję. Już układa sobie życie od nowa.
O ile dla mnie - "P" to lekarstwo, klin -  dla niego Monia to nowa szansa. Wykorzysta ją. Będą razem.
Pozostaje życzyć szczęścia.
Ja już nie mam na co czekać.
Ja skrzywdziłam JM bardzo , ale on mnie zranił równie mocno. Nie walczył o nas. Poddał się.

A co ze mną? Nie wiem. Znowu jest gorzej , boli mnie serce , płacze wieczorami.
Nie potrafię spojrzeć w przyszłość z myślą, że może kiedyś będzie lepiej. Mam wrażenie, ze to "kiedyś" nie nadejdzie.
Może ten wyjazd pomoże mi się zdystansować.
Pomoże mi o nim zapomnieć.
Może okaże się, że "P" stanie się dla mnie ważny , może coś się w moim sercu obudzi.
A może nie.

Dziś chciałabym po prostu przestać myśleć o tym, że straciłam męża. I przestać czuć ten wewnętrzny ból. Przestać się obwiniać.
Chciałabym móc cieszyć się na tym wyjeździe z małych rzeczy , dostrzec jak piękne jest życie , jacy ciekawi są inni ludzie.

Przydałby się przyrząd do czasowego "wyczyszczenia" pamięci. Gdyby wyczyściło całkowicie - też bym się nie pogniewała.

Zrozumiałam dziś - ja już nie mam męża. On należy do kogoś innego. Teraz ja muszę przestać o nim myśleć i wyrzucić go z serca.
Staram się , może nie najlepszym sposobem - ale jeśli zaskutkuje , to chwała. Jeśli nie , będę martwić się później.

Życzę wszystkim udanej majówki.
Pozdrawiam.

980

Odp: czy warto mieć nadzieję

Wiesz, kiedy czytam, co piszesz, to mam wrażenie, że tłumacząc nam, tłumaczysz i próbujesz przekonać samą siebie...
A tak naprawdę mało w to wierzysz.

981

Odp: czy warto mieć nadzieję

Minęło trochę czasu , wiele się u mnie wydarzyło.
Byłam na urlopie, odpoczęłam. Wróciłam , ochłonęłam i spojrzałam na wszystko z dystansem.
Wyciągnęłam pewne wnioski.

Mamy kupca na dom, teraz już kwestia max. dwóch miesięcy na załatwienie formalności i znalezienie mieszkań. Szukam .
Było mi przerażająco smutno kiedy kupiec się znalazł - uświadomiłam sobie że  tracę dom który wybudowaliśmy niemalże własnymi rękoma. Był nawet moment, że wskutek tego smutku chciałam jeszcze porozmawiać z JM - ale zrezygnowałam - bo przecież pomysł bycia z sobą z powodu tylko domu i dziecka jest absurdalny.

Dużo się teraz dzieje -  za miesiąc mam egzaminy , po drodze też zaliczenia semestralne , dziś zaczynam przygotowania, naukę. Do tego czas szukać mieszkania dla siebie . Wiele energii zabiera mi kontrola siebie - ogarnianie emocji , uciekanie od "huśtawek" nastrojów bo przecież dziecku też jest trudno i lepiej żeby widziało silną matkę która zapewnia poczucie bezpieczeństwa w całej tej sytuacji niż słabą kobietę która nie radzi sobie z sobą , więc nie może być wsparciem.
W pracy coraz trudniej (wypruwa mnie psychicznie) , jest coraz trudniejsza i coraz bardziej niepewna. W kontekście samotnego wychowywania dziecka - jest dla mnie przerażającą wizją utrata jej . Staram się o tym na razie nie myśleć.

Jeśli chodzi o przyjaciela - nic z tego nie będzie. Nie jestem gotowa. Mam zbyt wiele swoich problemów , żeby angażować się w czyjeś.
Coraz częściej myślę, że chyba należę do osób które powinny być same.

Na razie psychicznie nastawiona jestem na bardzo trudne najbliższe dwa miesiące.
To będzie trudny czas.
I tyle chyba.

982

Odp: czy warto mieć nadzieję

Grunt że,rozsądek bierze górę nad emocjami.Prawda?
Teraz to już Alleluja i do przodu kwr.
Ps.Samotność nie jest taka straszna.Już ci to pisałem.
Poukładasz te swoje puzzle życiowe to przyjdzie też czas na związek z kimś kto będzie wartościowym człowiekiem.

983

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Grunt że,rozsądek bierze górę nad emocjami.Prawda?

Nie do końca , i nawet nie wiesz ile mnie kosztuje odsuwanie od siebie emocji. Ale wiem, że teraz muszę być silna dla dziecka , dla siebie też -  i nie mogę pozwolić sobie na słabość.

Alterego1 napisał/a:

Teraz to już Alleluja i do przodu kwr.

Oby.

Alterego1 napisał/a:

Ps.Samotność nie jest taka straszna.Już ci to pisałem.

Jest. Nie mieć z kim podzielić się radościami i smutkami dnia codziennego. Samemu się ze wszystkim borykać bez wsparcia - mówię o tym przede wszystkim psychicznym wsparciu.
Jest straszna. Ale nie poradzę nic na to , trzeba się z tym pogodzić i żyć.

Alterego1 napisał/a:

Poukładasz te swoje puzzle życiowe to przyjdzie też czas na związek z kimś kto będzie wartościowym człowiekiem.

Nie sądzę, żebym poznała i dopuściła do siebie takiego przed którym zdołam się otworzyć, który będzie moim wsparciem, ostoją i który spowoduje, że zaufam. Ufałam bezgranicznie tylko mężowi - ale on zawiódł moje zaufanie bardzo - pomijając wszystko inne po drodze - po prostu  zapomniał mnie poinformować o tym, że znalazł sobie kobietę, że mnie skreślił- że już  nie walczy i nie czeka aż wyzdrowieję z depresji w którą zresztą nie wierzył pomimo diagnoz lekarskich. Ja skrzywdziłam pierwsza, ale ja też czuję się skrzywdzona i oszukana. Poraniona. Nadal nie jest to dla mnie łatwe.

Ja mam już 38 lat , młodość i życie za sobą właściwie , dwie córki z czego jedna dorosła właśnie wyjechała ze swoim chłopakiem na stale za granicę co mnie jeszcze bardziej dobiło i sprawiło że poczułam się ostatnio bardziej samotna i bez wsparcia niż zwykle .
Więcej dzieci nie planuję i nie chcę mieć.
Ja już miałam swoją rodzinę.
Innej nie będzie.

984

Odp: czy warto mieć nadzieję

Ciężko mi . Wczoraj porozmawiałam po kilkudniowej przerwie z "P" na skype - taka rozmowa o wszystkim i o niczym , na stopie koleżeńskiej, bez emocji. Było ciężko , musiałabym być wypruta z emocji żeby nie przeżywać kolejnego rozstania w moim życiu w tak krótkim czasie ale staram się nie pokazywać po sobie jak mnie to boli.
Najpierw mąż, potem córka wyjechała, teraz on.
Czasem myślę, że już nic więcej nie udźwignę , że nie dam rady więcej unieść .... a życie dokłada kolejny kop i trzeba sobie poradzić. 

Boję się samotności ... ale muszę zaakceptować nieuniknione.

985 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-05-21 09:27:02)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Nie chcę być złośliwy ale wcześniej pisałaś że,kochnek to tylko"przyjaciel" a kochasz tylko męża.Teraz piszesz że...
" Było ciężko , musiałabym być wypruta z emocji żeby nie przeżywać kolejnego rozstania w moim życiu w tak krótkim czasie ale staram się nie pokazywać po sobie jak mnie to boli."
Więc jak to jest z tobą kwr?
Kochasz i jednego i drugiego?.
Nie sądzisz że.jedno wyklucza drugie?
Pytałem ale unikałaś odpowiedzi i odnoszę teraz wrażenie że,miałem rację praktycznie we wszystkim co napisałem.
edit
Może w końcu określisz się w swoich emocjach kwr.
Ps.Tak nawiasem mówiąc korci mnie by napisać
A nie mówiłem byś zerwała całkowicie kontakt z kochankiem?
Nie zerwałaś go nigdy w swojej głowie więc jak twój mąż miał ci uwierzyć,ponownie zaufać?
Nie byłaś i nie jesteś całkowicie szczera z wszystkim co mówiłaś a tym bardziej co robiłaś od początku.
Teraz masz tego pokłosie.

986

Odp: czy warto mieć nadzieję

To skomplikowane relacje. Okazuje się, że nie da się zaszufladkować niektórych emocji i uczuć i ich nazwać.
Miłość do męża była miłością wieloletnią , głęboką - do tego przywiązanie, wieloletnie wspomnienia i to co łączy , też dziecko. To głębokie emocje.
Uczucie do przyjaciela - dotąd nie wiem czy to miłość - może jakieś zauroczenie. A może miłość , tylko inna - bardziej lekka, bo mniej obciążona wieloletnim bagażem. Co nie znaczy , że nie boli rozstanie po takim "związku".
Czasem trudno nawet przed samym sobą przyznać się do niektórych emocji , zaakceptować ich.
To wszystko ludzkie - wszystkie te emocje. Niektórych nie da się nazwać i zaszufladkować, a może dopiero z czasem , z perspektywy okaże się że jednak da się , można. Teraz nie jestem w stanie tego zrobić.

Nie kłamałam , wszystko co tu pisałam było szczere i moje wpisy w tym wątku są bardzo emocjonalne , ale też rozchwiane tak jak moje uczucia i emocje  .
Jestem tylko człowiekiem i mogę nie wiedzieć , nie potrafić nazwać.
Do tego ogrom tego wszystkiego co było w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy sprawił mętlik w mojej głowie i w moich uczuciach. Przewróciło się do góry nogami całe moje życie emocjonalne. W całym moim życiu nie doświadczyłam tylu emocji i uczuć co w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy.
Dlatego to czego wymagasz ode mnie: racjonalne spojrzenie i ocena tego co było ostatnio - nie było i nadal nie jest możliwe.
Wszystkie uczucia czasem są tak ambiwalentne w jednej chwili, że ja sama nie wiem czasem co czuje na daną chwilę,  Ty tym bardziej tego nie wiesz - więc nie zarzucaj mi nieszczerości.

Czasem zajrzenie wgłąb siebie i poznanie tego co tam jest , przyjrzenie się temu i nazwanie jest po prostu niemożliwe.
Teraz też jeszcze nie jest możliwe. Może kiedyś - za miesiące, za lata.
Teraz wiem tylko, że jest mi ciężko i boje się zostać sama, bez wsparcia osoby obok która jakakolwiek gdzieś tam zawsze była w pobliżu. Być może właśnie to mnie pchnęło znowu w tą stronę , w stronę "P". Lęk przed samotnością.  Mąż miał kontakt z Monią , wiedziałam że z tego będzie coś poważnego , że tylko czeka aż się wyprowadzi żeby mieć "zielone światło" i nie będzie sam , ma wsparcie . Ja go nie miałam , postanowiłam po nie sięgnąć bo wiedziałam, że czeka. Pewnie z góry skazane to było na niepowodzenie , ale gdybym się nie przekonała - to bym nie wiedziała. Może było mi to po prostu potrzebne - przekonać się. Chyba nie jestem w stanie jeszcze (o ile w ogóle) stworzyć trwałego , emocjonalnego związku. Zaufać bezgranicznie drugiej osobie.

Na ta chwilę wiem też, że z mężem nie mogłabym już być. Nie chciałabym. Zawiódł.
Pozostaje zacząć oswajać się z samotnością.

987 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-05-21 13:46:54)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Hm.Widzę że,powoli zaczynasz rozumieć co miałem wcześniej na myśli.
Wiesz chyba już dobrze że,odnowienie kontaktu z kochankiem w sytuacji gdy masz problemy sama ze sobą a także z tą sytuacją męża nie wychodzi ci na dobre.
Prwda?
Dlatego też wcześniej tak nalegałem byś tego nie robiła bo zauważyłem że,jesteś za"miękka"emocjonalnie na to.A ty zamiast usuwać sobie problemy z życia dołożyłaś nowy/stary w postaci kochanka.
Byłoby ci łatwiej poradzić sobie z tym co masz w domu bez udziału w tym wszystkim tamtego faceta.
Gdybyś była mniej uparta i posłuchała wielu rad które dostałaś na tym portalu(nie tylko moich)była byś już parę kroków dalej niż teraz.
Ty jednak dalej uparcie twierdziłaś że,sobie poradzisz.
Szczerze?
Nie obraź się ale uważam że,brakuje ci pokory w tym co robisz.
Przemyśl to sobie.
Ps.
Przypomnij sobie to wszystko co powiedział ci mąż po tym jak się dowiedział o romansie aż do ostatniej waszej rozmowy.
Przemyśl sobie z pokorą czy i ile miał on racji mówiąc o twoich wadach i tym co romansem popsułaś.
Ja sądzę że,miał bardzo dużo racji oceniając twoje postępowanie czego wyrazem było jego stwierdzenie po przeczytaniu kilku wpisów w tym wątku.tj.że zrobiłaś tu z niego "potwora".
Miał rację bo pewien sposób tak właśnie zrobiłaś a co zapewne nie miało odwzorowania w rzeczywistości i czego dowodem jest że,ta Monia ma inne zdanie na temat twojego męża.
Czyżby zobaczyła/doceniła w nim te pozytywne cechy o których ty już zapomniałaś lub nigdy ich nie dostrzegałaś w mężu?.

988 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-05-21 14:28:50)

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Ja sądzę że,miał bardzo dużo racji oceniając twoje postępowanie czego wyrazem było jego stwierdzenie po przeczytaniu kilku wpisów w tym wątku.tj.że zrobiłaś tu z niego "potwora".

Oczywiście , że nie jest potworem i nigdy nie miałam o nim takiego zdania.
Nie jest też ideałem , więc nie idealizuj go.
Jest alkoholikiem , przez wiele lat czynnym . Jest niedojrzałym emocjonalnie chłopcem schowanym za swoim komputerem , człowiekiem dla którego komputer i gra były od długiego czasu najważniejsze, które przesłaniały mi rzeczywiste życie. Człowiekiem, który nigdy nie zmierzył sie z prawdziwym życiem i rzeczywistością, bo o problemy egzystencjonalne ja się zawsze martwiłam m.i.n. przyjmując pomoc finansową od moich rodziców kiedy nie wystarczało i zajmując się cała logistyka naszego życia.  Człowiekiem, który poświęcał mi tak mało czasu, że nie poznał nigdy ani moich emocji ani mnie samej. Człowiekiem , który uczucia i emocje chciał mieć tylko w łóżku a nie w życiu.
Człowiekiem , który nie wyniósł z domu wzorca prawdziwej rodziny i nie potrafił wziąć w swoje ręce roli mężczyzny w tym domu . Który miał w  tym związku tak głęboko zakopane emocje jak to tylko możliwe. Który nie okazywał mi jak dla niego jestem ważna.
To nie robi z niego potwora - tylko mężczyznę , który ma problemy nad którymi powinien pracować i dla którego od wielu lat nie czułam się ważna i kochana.
Oczywiście , że ma wiele zalet - przykre tylko że je wszystkie , ciepło i emocje nie potrafił ukierunkować na mnie , a potrafił dać to innej kobiecie.

Alterego1 napisał/a:

Miał rację bo pewien sposób tak właśnie zrobiłaś a co zapewne nie miało odwzorowania w rzeczywistości i czego dowodem jest że,ta Monia ma inne zdanie na temat twojego męża.
Czyżby zobaczyła/doceniła w nim te pozytywne cechy o których ty już zapomniałaś lub nigdy ich nie dostrzegałaś w mężu?.

Monia jest kobietą po przejściach z dwójką małych dzieci , potrzebuje wsparcia . Pewnie jest tak poraniona jak i on. Nie mnie oceniać, czy są w dobrym momencie życia żeby tworzyć coś nowego.
Pewnie, że widzi w nim zalety - te które chciał i mógł jej pokazać na tyle ile chciał. To znajomość w dużej mierze on line , spotkali się dwa razy , w łóżku. I codziennie graja on line w grę mając z sobą w ten sposób kontakt.
To za mało żeby mówić o poznaniu drugiego człowieka, nie sądzisz?
To prawdziwe życie , rzeczywistość, realia tworzą związek .

Nie życzę im źle, pogodziłam się już  z faktem, że ja już straciłam męża. Widać tak miało być.

Co do braku pokory - być może tak jest że za mało jej we mnie. Ale myślę też, że jest to poniekąd  mój mechanizm obronny przed cierpieniem. Nie dopuszczanie do siebie pewnych rzeczy po to, żeby mniej bolało. Tez po to, żeby resztkami sił trzymać sie tego włoska , że nie jestem złą kobietą tylko po prostu człowiekiem popełniającym błędy , ucieczka przed zabijającym i destrukcyjnym obwinianiem siebie , poczuciem winy.

989

Odp: czy warto mieć nadzieję

Ok.A nie zastanawiało cię to nigdy że mąż nie chciał ci pokazać swoje emocje?.

990

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Ok.A nie zastanawiało cię to nigdy że mąż nie chciał ci pokazać swoje emocje?.

Na terapii powiedział, że nie odczuwał takiej potrzeby. Że nie miał takich potrzeb emocjonalnych.

991 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-05-21 19:32:41)

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:
Alterego1 napisał/a:

Ok.A nie zastanawiało cię to nigdy że mąż nie chciał ci pokazać swoje emocje?.

Na terapii powiedział, że nie odczuwał takiej potrzeby. Że nie miał takich potrzeb emocjonalnych.

Pytałaś dlaczego?
To trochę dziwne podejscie biorąc pod uwagę jego obecne zachowanie.
Czyżby teraz poczuł taką potrzebę?.Czyżby twoja zdrada uświadomiła mu to?.
Ja w to jego tłumaczenie to nie wierzę ale to tylko moje zdanie.
edit
Dobra ale dość tej psychologi.
Skupmy się na faktach teraźniejszych
Kiedy wyprawadzka z domu?
Szkołę jak myślę ogarniasz więc nie pytam szczególnie.

992

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

To trochę dziwne podejscie biorąc pod uwagę jego obecne zachowanie.
Czyżby teraz poczuł taką potrzebę?.Czyżby twoja zdrada uświadomiła mu to?.
Ja w to jego tłumaczenie to nie wierzę ale to tylko moje zdanie.

Nie chcę się w to już wgłębiać , to już było i minęło. Jego obecne zachowanie to już nie moja sprawa i nie mój problem.

Alterego1 napisał/a:

edit
Dobra ale dość tej psychologi.
Skupmy się na faktach teraźniejszych
Kiedy wyprawadzka z domu?
Szkołę jak myślę ogarniasz więc nie pytam szczególnie.

Szukam mieszkania , już czas najwyższy - te co są nie podobają mi się : albo za wysoko, albo na ostatnim piętrze, albo do remontu a te perełki nieliczne drogie jak cholera. Będzie problem.  Codziennie przeglądam oferty na wszystkich możliwych portalach z tym związanych. Myślę, że wyprowadzka nastąpi najpóźniej do końca lipca.

Szkołę ogarniam , ale jest niełatwo. Najbliższy miesiąc będzie najgorszy pod względem nauki. Do tego szukanie mieszkania i oglądanie wielu przede mną , dość nerwowa ostatnio praca , brak wsparcia starszej córki która wyjechała i bycie wsparciem dla młodszej , formalności wszelakie które dopiero przede mną - na dokładkę moje problemy z emocjami które wieczorami wypłakuje w poduszkę.
Nie jest lekko.

993

Odp: czy warto mieć nadzieję

Wczoraj do późna szukałam mieszkań w necie , znalazłam kilka ofert które chciałabym obejrzeć - pora chyba już umawiać się na obejrzenie . Oczy mam dziś na zapałki ...  nie wyspałam się , kurcze.
Miłego dnia wszystkim czytającym życzę smile .

994

Odp: czy warto mieć nadzieję

Znalazłam mieszkanie. Zarezerwowałam, mamy czas do końca sierpnia żeby się wyprowadzić z domu , mam nadzieję że uda mi sie wyremontować mieszkanie do tego czasu.  Uczucia różne - smutek za traconym domem, lęk przed przyszłością, samotnością.

Co w emocjach.
Dziecka nie ma , wyjechało z dziadkami - rozmawiałam wczoraj z JM. Rozmowa spokojna. Nie przyjmuje moich argumentów , myli sie w wielu sprawach , myli daty, też ma pamięć wybiórczą. Zarzucił mi że to ja pierwsza się odsunęłam dużo wcześniej - zabrałam komputer i uciekłam na poddasze pod pretekstem nauki. Myli się - uczyć się zaczęłam we wrześniu 2011 roku, "P" poznałam w październiku, rozmawiać z nim zaczęłam w listopadzie - i dopiero wtedy , w listopadzie poszłam z komputerem na poddasze. Myli się też w wielu innych sprawach , ale to taki człowiek że nie da sobie wytłumaczyć, nie przyjmuje argumentów - jego prawda jest jedyną prawdą.
Wczorajsza rozmowa kosztowała mnie bardzo dużo. Ale też ponownie przypomniała mi , że JM nigdy nie miał szacunku ani do mojej pracy , ani do tego co robię , nie doceniał, nie wspierał, nie okazywał emocji i uczuć, nie pokazywał że kocha - a może nie kochał tylko byłam taką mamusią która wszystko "zepnie"? . Z problemami czułam się sama.
To już nieważne.
On wychodzi z tego związku bez poczucia winy , wybielił się dokładnie przed samym sobą, w swoich oczach jest czysty jak łza. Według mnie - nie. Nigdy nie wybaczę mu tego co przez niego przeżyłam, pewnie tak jak on mi. Nigdy nie wybaczę mu , że nie potrafił dać mi tego wszystkiego co dał jej. Nigdy nie wybaczę mu, że nie potrafił zawalczyć o rodzinę i dziecko - a teraz będzie poświęcał czas dwójce obcych dzieci , bo wiem że jak tylko znajdzie mieszkanie to sprowadzi Monię do siebie. Dla naszej córki nie był ojcem który pokazuje świat , który chce być ważny i obecny w jej życiu, który chce być blisko. Po prostu był. Tylko tyle. Teraz będzie dla obcych dzieci.
Ja popełniłam błąd , i ocknęłam się za późno- ale walczyłam bardzo -jak nigdy o nic i nigdy o nikogo. On , kiedy ja walczyłam z depresją - poddał się i zapomniał mnie poinformować że układa sobie życie już beze mnie.

Ech , mam w sobie dużo złości na niego. Kiedy patrzę na tą jego spokojną , pewną siebie twarz to mam ochotę palnąć go porządnie i powiedzieć: opamiętaj się, my cię potrzebujemy , my jesteśmy twoją rodziną , otwórz się przed nami - a nie przed obcą rodziną. Tylko tamta rodzina nie jest już dla niego obca. Teraz to będzie jego rodzina.

Ostatnio często płaczę - wiem, że córka bardzo przeżyje rozstanie z ojcem.

Zarzucił mi, ze to ja podjęłam decyzję o rozstaniu nawiązując romans. Nie rozumie, że ja popełniłam błąd, ogromny błąd z którym nie potrafiłam sobie poradzić  - ale zrozumiałam co zrobiłam i walczyłam. To on podjął decyzję, ze nie będzie walczył . To on wiele  miesięcy, lat każdy wieczór spędzał grając on line zamiast poświęcać czas rodzinie  w końcu  nawiązując romans z kobietą. Nie zawalczył nigdy o to małżeństwo. Zarzuca, że przecież próbował - proponował wycieczki zakładowe - ale to nie o wycieczki chodzi , to chodzi o chęć bycia blisko, o pokazanie swoich emocji - nigdy nie chciał być blisko, tylko sex związany z bliskością był dla niego ważny. To za mało dla kobiety.

Każda rozmowa taka jak wczoraj zaburza mój i tak wątły spokój wewnętrzny. Stąd ten dzisiejszy wywód, bo zostałam sama z emocjami i muszę to z siebie wyrzucić.
Wiem co zrobiłam i winę za to biorę na siebie . Ale przyjdzie może kiedyś czas , że on zrozumie i zobaczy swoją winę w tym wszystkim - w stopniowym sukcesywnym wieloletnim rozpadzie tego związku i powie : "nie zrobiłem wszystkiego, nie starałem się, nie chciałem żebyśmy byli blisko, a potem nie ratowałem, poszedłem na łatwiznę".

Po co to piszę? Bo chcę przestać idealizować go, brać do siebie wszystko złe co o mnie mówi, przestać brać na siebie wszystkie winy.
Chciałabym w końcu powiedzieć sobie : tak, mam prawo być zła . Mam prawo być na niego wściekła , bo jest tchórzem, bo jest niedojrzałym głąbem nie liczącym się nigdy z moimi uczuciami, bo mnie wykorzystał do wygodnego ułożenia sobie życia nic z siebie nie dając emocjonalnie , bo nie potrafił dać mi ciepła i siebie w tym wszystkim , bo zranił mnie , skrzywdził jak nikt nigdy, bo nie walczył , bo pozwolił żeby jakaś kobieta  z gry on line stała się  dla niego ważniejsza niż rodzina i własne dziecko. Dziecko mu nie wybaczy. Ja też mu nie wybaczę.

Ja popełniłam błąd, do którego się przyznałam i wzięłam tą winę na siebie , wiem co zrobiłam .... ale nie przestałam kochać, obudziłam się i walczyłam w końcu - a to on się poddał. Zrezygnował . To była jego decyzja i niech nie wpiera mi że jest inaczej.
Nie dam sobie tego wmówić.

Próbuje mnie zmanipulować, chce żebym ja w to wszystko uwierzyła żeby on mógł wyjść z tego związku z podniesioną głową. Nie wyjdzie. Jest winny tak samo jak ja. Bardziej - to nie ja rezygnuję z rodziny dla innej rodziny. To nie ja teraz rezygnuję z dziecka.
Mam nadzieję, że wyrzuty sumienia kiedyś się w nim obudzą - tak ogromne jakie mną targają od wielu miesięcy.
Mam nadzieję, że będzie cierpiał z tego powodu .
Ale to tylko pobożne życzenia.
Zamieszka za kilka miesięcy z Monią i jej dziećmi - stworzą nową rodzinę i o poprzedniej zapomni.
Tchórz.

wyrzuciłam .... czy ulżyło?
nie

995

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Zarzucił mi, ze to ja podjęłam decyzję o rozstaniu nawiązując romans. Nie rozumie, że ja popełniłam błąd, ogromny błąd z którym nie potrafiłam sobie poradzić  - ale zrozumiałam co zrobiłam i walczyłam.

Ja popełniłam błąd, do którego się przyznałam i wzięłam tą winę na siebie , wiem co zrobiłam .... ale nie przestałam kochać, obudziłam się i walczyłam w końcu - a to on się poddał. Zrezygnował . To była jego decyzja i niech nie wpiera mi że jest inaczej.


Jest winny tak samo jak ja. Bardziej - to nie ja rezygnuję z rodziny dla innej rodziny.

kobieto w rozterkach

mnie zdradził maż
tak jak ty - uznał, że to błąd, że nie wie, dlaczego tak się stało (bla bla bla... )
chciał naprawiać, rekompensować mi wszystko, walczyc o moje uczucia

dałam szansę

trzy lata zajęło mi ruszenie do przodu
jesteśmy razem

ale powiem tobie tak:
gdybysmy się rozstali - teraz, wczoraj, za dziesięc lat - ja zawsze powiem mu, że decyzję o naszym rozstaniu PIERWSZY podjął on, nawiązując romans z koleżanką z pracy

to on ZADECYDOWAŁ.. to on podjał decyzje

i kiedy piszesz, że przecież to nie była decyzja, tylko największy życiowy błąd...
to ja racjpomnalnie  - rozumiem, no ludzie błędy popełnoają

ale uczuciowo i irracjonalnie, do końca zycia będe zadawać sobie pytanie - JAK MOŻNA zrobić coś takiego i się surpawiedliwiać, że błąd?/
bo nie wiedział co robi?? bo ty nie wiedziałaś?/
i powiem ci tak
rozumiem, twojego męża
bo wcale nie jest łatwo kochać człowieka, który nas tak zranił i zdradził

wiesz jak to wygląda faktycznie??
najpierw jest jeszcze miłośc
potermżal, złoźć, poczucie krzywdy
potem żałoba - za związkiem, który był, a którego nikgy nie będzie
potem nienawiść - do męża zdrajcy, bo oszukiwał, mówił ci w oczy coiś.. a robił coś innego, wyłączał telefon - więc świadomie manipulował, żebyś mu igraszek czasem nie przerwała..
i w tym wszystkim miłośc się spala
przestaje istniec

potem budzisz sie w zgliuszczach, a obok ciebie jest facet po przejściach, facet, który zranił ukochaną i ją stracił
bo kobieta, która jest koło niego - to już zupełnie inna kobieta jest

tak jak on jest zupełnie innym facetem
ta nowa kobieta może pokohcac tego faceta
ale może tez czuć obojętnośc
to zalezy...

i dlatego ja rozumiem twojego męża
rozumiem jego obojętność
uważam, że nie masz prawa go obwiniać za rozpad waszego małżeństwa

niestety - można poukłądac sobie wszystko - ale miłośc.. ona nie jest racjonalna

jesli przestał cię kochać.. to przestał - nic na to nie poradzi

ale TO TY podjełaś decyzję
to ty postawiłaś wasze życie na szali

to samo zrobił mój maż

to on powiedział: NIE CHCĘ CIEBIE< NIE JESTES WAZNA< NIE KOCHAM CIĘ< MAM INNE ZYCIE< MAM INNE SPRAWY>WAZNIEJSZE OD CIEBIE< NASZE ZYCIE NIE JEST WAZNE< NASZA RODZINA NIE JEST WAŻNA< NIE WARTO O WAS DBAĆ< MUSZE DBAĆ TYLKO O SIEBIE I SWOJE POTRZEBY

to powiedział i zrobił zdradzając mnie

to zrobiłaś ty swojemu męzowi

potem powiedział- co ja zrobiłem, to był błąd, nie chciałem, byłem durniem i tak dalej....

Kobieto w rozterkach
czy potrafisz wytłumaczyć operacji w wątku obok, mnie, eine gutefrau - że ZDRADA nie była wymierzona w nasze relacje, w naszą miłość?
wytłumacz to prosze operacji, bo ona się bardzo miota.. cały czas..
może ty to potrafisz?
bo wiesz, nasi mężowie nie potrafili


ja jestem z moim meżem - ale to nowy mąż, nowy związek, nowe relacje \

996

Odp: czy warto mieć nadzieję

Dla mnie zdrada była ucieczką od problemów z którymi mierzyłam się sama.
Nie myślałam wtedy jak bardzo go zranię. Nie myślałam wtedy o tym po prostu , o tym się nie myśli.
Tak jak JM nie myślał kiedy ranił mnie z Monią ,a ja płakałam obok w pokoju.
Nie myśli sie wtedy racjonalnie, tak po prostu.

Dopiero po czasie to przychodzi - ogromne poczucie winy i wyrzuty sumienia , świadomość że przecież kocham i nie chcę stracić,   emocje które targają wtedy osobą która zdradziła są tak wielkie, że ja na przykład sobie z nimi  nie poradziłam i wpadłam w depresję. I to chyba przesądziło sprawę - JM nie zniósł tego, znalazł sobie Monie.

Byłam po obu stronach - i zdradziłam i zostałam zdradzona. Wiem, że i emocje zdradzonego i emocje zdradzającego są ogromnie trudne.
Oboje bardzo cierpią.

I masz rację - może faktycznie wypaliło sie to w JM , przestał kochać.
Do miłości nie zmuszę.
Ale emocje które czuję - też mam prawo czuć , bo logika logiką, a uczucia i tak swoje.
Trzeba to wszystko w sobie przemielić aż osiągnie się dno z którego można sie odbić.
Ja chyba jeszcze nie osiągnęłam. Nadal mam w sobie to wszystko i nie umiem sobie z tym poradzić.

997

Odp: czy warto mieć nadzieję

Zakończ to składając pozew o rozwód.

998

Odp: czy warto mieć nadzieję

w wątku obok zdradzona operacja pisała, że ostatnio często wraca do zdrady

kiedy przeczytałam twojego posta, moją odpowiedż i twoją odpowiedż raz jeszcze, to przyszło mi do głowy jedno...
może pamiętanie o tej zdradzie, rozpamiętywanie tej zdrady, powrót do niej.. jest sposobem "obudzenia" w sobie emocji?? bo sama relacja z meżem, juz ich nie dostarcza?
może, gdyby nie istniał między nimio temat zdrady, to między nimi nie istniałoby juz nic??

ja wiem, że bym męża nie zdradziła kobieto
nawet nie z powodu dobrzego serca, zrozumienia dla tego, jak czuje się osoba zdradzona..
bardziej z tego powodu, bo nie chciałabym mysleć o sobie tego, co myslałam o nim.. nie raz, gdy dowiedziałam się o zdradzie

jakoś tak - mam poczucie i przekonanie - że to byłoby poniżej mojej godności


ale gdybym 'znalazła się w rozterkach", gdyby pojawiło się we mnie uczucie - że może mogę coś czuć.....do kogoś innego... 
to bym odeszła
po prostu - uczciwie
bo wiem, jakie są konsekwencje zdrady
i nie rozumiem po co ona jest.
nic nie daje
nikomu
niczego nie załatwia
niczego nie rozwiazuje
żadnych potrzeb nie zaspokaja

i ja wiem i ty wiesz.. jak rozpierdala wszystko -dla jednej i dla drugiej strony

i fajnie byłoby przeskoczyć te trzy lata mojego sterania się ta zdradą
chciałabym być od razu w tym miejscu w którym jestem

poświęciłam jej tyle niepotrzebnej energii, emocji, czasu

bez sensu, bez sensu,,,
tak na to patrze teraz.

999 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-06-01 18:14:02)

Odp: czy warto mieć nadzieję
End_aluzja napisał/a:

ale gdybym 'znalazła się w rozterkach", gdyby pojawiło się we mnie uczucie - że może mogę coś czuć.....do kogoś innego... 
to bym odeszła
po prostu - uczciwie
bo wiem, jakie są konsekwencje zdrady
i nie rozumiem po co ona jest.
nic nie daje
nikomu
niczego nie załatwia
niczego nie rozwiazuje
żadnych potrzeb nie zaspokaja

i ja wiem i ty wiesz.. jak rozpierdala wszystko -dla jednej i dla drugiej strony

Tak, teraz wiem. To co wiem - zapamiętam do końca życia , każdą emocję osoby zdradzającej i osoby zdradzonej. Każdą jedną.
I dlatego - wiedząc to wszystko co wiem - nie chcę więcej tego przeżywać. Myślę, że będę mieć ogromny problem z zaufaniem komukolwiek  , że ten lęk będzie mi już zawsze towarzyszył. Lęk i nieufność.
Może takie doświadczenie było nam potrzebne.
Może nam coś uświadomiło, pozwoliło otworzyć emocje których dotąd nie było.


End_aluzja napisał/a:

i fajnie byłoby przeskoczyć te trzy lata mojego sterania się ta zdradą
chciałabym być od razu w tym miejscu w którym jestem

poświęciłam jej tyle niepotrzebnej energii, emocji, czasu

bez sensu, bez sensu,,,
tak na to patrze teraz.

Nie da się tak łatwo.

Alterego1 napisał/a:

Zakończ to składając pozew o rozwód.

Też nad tym myślałam.
Wpłyną pieniądze ze zwrotu podatku na wspólne jeszcze konto i złożę pozew.
Czas już chyba też założyć swoje konto , załatwiać formalności z polisami, OFE w kontekście usunięcia JM jako beneficjenta i przepisać wszystko na dzieci , odcinać się już. To bardzo trudne. Mam teraz bardzo zły czas , od kilku dni bardzo mi znowu ciężko, często płaczę, ostatkiem sił się trzymam żeby nie pokazywać JM słabości.
Muszę przywyknąć, że JM to dla mnie teraz obcy człowiek który należy już do kogoś innego.
Wybrał.
Czas się odcinać.
Ciężko mi.

1 000

Odp: czy warto mieć nadzieję

Jeszcze jedno.
Mojego brata teraz też zostawiła żona. Wszystko u niego jest bardzo świeże i najgorsze przed nim .
Ale powiedział mi coś bardzo mądrego, cytuję sens :
"Pamiętasz kobietę z która byłem wiele lat przed małżeństwem i ją zostawiłem dla obecnej jeszcze żony? Teraz wiem, że to była miłość mojego życia, ale wtedy jeśli zostalibyśmy razem - nie bylibyśmy szczęśliwi. Gdybyśmy teraz zaczęli być razem, po tym co przeżyłem , z tym bagażem doświadczeń - byłbym w stanie dać jej z siebie wszystko , tworzylibyśmy idealny związek. Ale wtedy , na tamten czas nie traktowałbym jej dobrze, nie byłoby miedzy nami dobrze."

Życie.

1 001 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-06-01 20:53:30)

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Jeszcze jedno.
Mojego brata teraz też zostawiła żona. Wszystko u niego jest bardzo świeże i najgorsze przed nim .
Ale powiedział mi coś bardzo mądrego, cytuję sens :
"Pamiętasz kobietę z która byłem wiele lat przed małżeństwem i ją zostawiłem dla obecnej jeszcze żony? Teraz wiem, że to była miłość mojego życia, ale wtedy jeśli zostalibyśmy razem - nie bylibyśmy szczęśliwi. Gdybyśmy teraz zaczęli być razem, po tym co przeżyłem , z tym bagażem doświadczeń - byłbym w stanie dać jej z siebie wszystko , tworzylibyśmy idealny związek. Ale wtedy , na tamten czas nie traktowałbym jej dobrze, nie byłoby miedzy nami dobrze."

Życie.

No tak.Refleksja po czasie i zapewne żal tego co mineło bezpowrotnie.
Ciekawe tylko czy ta była kobieta twojego brata ma podobne zdanie?.
Raczej chyba nie.
edit
Twój brat na skutek upływu czasu i doświadczeń zmienił się.
Ona także jest już innym człowiekiem.
Więc ta teoria brata to tylko jego jednostronne wyobrażenie niekoniecznie możliwe do zrealizowania teraz w realu.

1 002

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

No tak.Refleksja po czasie i zapewne żal tego co mineło bezpowrotnie.
Ciekawe tylko czy ta była kobieta twojego brata ma podobne zdanie?.
Raczej chyba nie.
edit
Twój brat na skutek upływu czasu i doświadczeń zmienił się.
Ona także jest już innym człowiekiem.
Więc ta teoria brata to tylko jego jednostronne wyobrażenie niekoniecznie możliwe do zrealizowania teraz w realu.

Oczywiście, że nie do zrealizowania - ona ma już swoją rodzinę .
Dlatego napisałam : "życie" ... bo to wszystko jest bardzo skomplikowane.
Człowiek dojrzewa do pewnych rzeczy . Ale czasu się nie cofnie. Przeszłości nie zmieni.
Wiele rzeczy ma skutek nieodwracalny i rzutuje na przyszłość diametralnie ją zmieniając.
I wiele razy nie możemy kompletnie nic zrobić, żeby to zmienić.
Życie - pisze różne scenariusze, tak po prostu.

1 003

Odp: czy warto mieć nadzieję

Wiesz, często bywa tak, że kiedy nie wyjdzie nam w życiu związek, idealizujemy sobie tą pierwszą czy pierwszego... Ale, jak sądzę, w rzeczywistości i tak byłyby problemy, bo sami ze sobą nie przepracowaliśmy pewnych spraw.

Ale ja co innego chciałam... KwR, widzę, że szukasz usprawiedliwienia dla swojej zdrady. Nie wiem, czy to jest dobry kierunek. Może łatwiej by Ci było uznać swoją winę w tym, co zrobiłaś., i starać się wybaczyć samej sobie. Wybaczyć mężowi i sobie. Wiem, że to nie jest łatwe, kiedy wszystko w środku krzyczy, że to on olał, że to on nie chciał, ale wydaje mi się, że bez tego, bez wybaczenia nie zrobisz kroku dalej.

Ludzie mają prawo do błędu, czasu nie cofniesz, a konsekwencje swego kroku już poniosłaś. Nie ma sensu dalsze umartwianie się, bo doprowadzi Cię ono do znacznie gorszych problemów.

1 004

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Ale ja co innego chciałam... KwR, widzę, że szukasz usprawiedliwienia dla swojej zdrady. Nie wiem, czy to jest dobry kierunek. Może łatwiej by Ci było uznać swoją winę w tym, co zrobiłaś., i starać się wybaczyć samej sobie. Wybaczyć mężowi i sobie. Wiem, że to nie jest łatwe, kiedy wszystko w środku krzyczy, że to on olał, że to on nie chciał, ale wydaje mi się, że bez tego, bez wybaczenia nie zrobisz kroku dalej.

Sobie nie potrafię wybaczyć, jemu też nie. Może jeszcze za wcześnie? Może jak sie wyprowadzę, przestaniemy się widywać - będzie łatwiej wtedy? Może w ogóle wtedy będzie łatwiej? Może dopiero wtedy pogodzę się z tą stratą męża i z tym co zrobiłam? A może zwariuję - bo chyba więcej nie zdzierżę złych emocji, ostatnio mam wrażenie  że każda kolejna zła emocja zbliża mnie do punktu w którym więcej już na siebie nie zdołam przyjąć.
Mam o sobie bardzo złe zdanie , zawsze miałam niskie poczucie własnej wartości - a teraz to już chyba osiągnęło wartości ujemne. Odpuszczenie nigdy nie przychodziło mi łatwo. Wiem, że powinnam odpuścić sobie i jemu , przyjąć to co się dzieje - ale to nie jest łatwe. Nie tkwię już przecież w zawieszeniu, bo decyzje zostały podjęte - ale to co się dzieje u mnie w emocjach jest niedobre. Zdaję sobie z tego sprawę.
Nie pogodziłam się do końca z tym rozstaniem. Codziennie oglądam męża i wiem , że go kocham . Nie pokazuję mu tego już , bo nie chcę komplikować mu sytuacji. I nie chcę się poniżać.

Bellatrix napisał/a:

Ludzie mają prawo do błędu, czasu nie cofniesz, a konsekwencje swego kroku już poniosłaś. Nie ma sensu dalsze umartwianie się, bo doprowadzi Cię ono do znacznie gorszych problemów.

Właśnie. Mają prawo do błędów . Nie potrafię pogodzić się z tym , że nie wybaczył. Skoro nie wybaczył - to może nie kochał? Gdyby kochał - to by walczył. Sama już nie wiem.Wiem, że nie należy w ten sposób myśleć.
Przygnębienie ostatnio jest bardzo dokuczliwe. Psychoterapia nie pomaga.
Boję się, że najgorsze dopiero przede mną a ja nie dam rady.

1 005 Ostatnio edytowany przez Bellatrix (2013-06-02 21:29:34)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Zobacz, ile niekonsekwencji jest w Tobie...
Piszesz, że nie możesz wybaczyć jemu i sobie, a masz za złe, że on nie umiał wybaczyć Tobie.

Wiem, że jest Ci bardzo ciężko, wiem, bo przechodziłam przez to wszystko. Nie będę udawać, że jest super nawet teraz, bo bywają dni, że nie widzę sensu w niczym, skoro jego nie ma obok. I pewnie jeszcze wiele takich dni przede mną.
Ale nie siedzę też i nie załamuję rąk, bo mi nie wyszło.
Nie wiem, popatrz, ja zostałam zupełnie sama, czasem nie mam ochoty wracać do opustoszałego domu, ale daje sobie dzień na płacz i potem nie odpuszczam.
Ty masz dzieci, masz dla kogo codziennie rano się budzić, czy ta świadomość nie jest dla Ciebie pociechą?

Pracuj nad samoakceptacją. Ja już wiem, jakie to jest ważne.
A co do terapii... Ona pomaga zawsze... ludziom, którzy tej pomocy chcą. A Ty chyba tej pomocy nie chcesz. Takie mam wrażenie.

1 006

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Zobacz, ile niekonsekwencji jest w Tobie...
Piszesz, że nie możesz wybaczyć jemu i sobie, a masz za złe, że on nie umiał wybaczyć Tobie.

Tak , masz rację. Zbyt wiele oczekuje po nim , ale po sobie też.

Bellatrix napisał/a:

Wiem, że jest Ci bardzo ciężko, wiem, bo przechodziłam przez to wszystko. Nie będę udawać, że jest super nawet teraz, bo bywają dni, że nie widzę sensu w niczym, skoro jego nie ma obok. I pewnie jeszcze wiele takich dni przede mną.
Ale nie siedzę też i nie załamuję rąk, bo mi nie wyszło.

Ja właśnie nie potrafię się podmieść z tego w czym tkwię . Przygnębienie od długiego czasu mnie nie opuszcza.

Bellatrix napisał/a:

Nie wiem, popatrz, ja zostałam zupełnie sama, czasem nie mam ochoty wracać do opustoszałego domu, ale daje sobie dzień na płacz i potem nie odpuszczam.
Ty masz dzieci, masz dla kogo codziennie rano się budzić, czy ta świadomość nie jest dla Ciebie pociechą?

Tak, mam wspaniałe dzieci. Właściwie w domu zostało mi tylko jedno - starsza córka wyjechała za granice jakiś czas temu.
I wiem, że powinnam starać się myśleć pozytywnie , ale zamiast tego ciśnie mi się do głowy to że ona sobie z tym nie radzi , jest nerwowa, zamknięta a ja nie wiem jak z nią postępować. Boję się o nią przede wszystkim - że nie poradzi sobie emocjonalnie ze stratą. Kocha ten dom , ojca - a tu nagle przeprowadzimy się do obcego mieszkania, a tato będzie miał  już nowa rodzinę. Ona nic nie wie, ale mogę sobie wyobrazić jaki to będzie dla niej cios.


Bellatrix napisał/a:

Pracuj nad samoakceptacją. Ja już wiem, jakie to jest ważne.

Nie jest to łatwe kiedy ma się duże poczucie winy - też ono sprowadza mnie do poziomu zerowego w swoich własnych oczach.

Bellatrix napisał/a:

A co do terapii... Ona pomaga zawsze... ludziom, którzy tej pomocy chcą. A Ty chyba tej pomocy nie chcesz. Takie mam wrażenie.

Rozpaczliwie chcę pomocy . Wiele razy myślałam, że uporałam się już z kwestią rozstania z JM i pójdę teraz do przodu - ale niestety to do mnie wraca. Za każdym razem kiedy patrze na JM - czuje się źle. Czuję, że zawiodłam. Będzie tak dopóki mieszkamy razem, a po wyprowadzce mam wrażenie, że poczucie osamotnienia i straty tak we mnie uderzy , że nie wiem czy się podniosę.
Wiem, że powinnam szukać pozytywów .... ale kurcze , nie potrafię .

1 007

Odp: czy warto mieć nadzieję

Bellatrix - Tobie pomogło poczucie, że mąż może sie obudzi - ta nadzieja. U mnie nadziei nie ma , JM już układa sobie życie z kims innym . Tu już nic z tego nie będzie między nami. Nigdy. Ale dopóki mieszkamy razem, dopóki go widzę - jest mi bardzo ciężko. Nadal mam go w sercu.
Gdyby ktoś mi dał receptę na to jak sobie poradzić z tym co się dzieje i pogodzić się z tym, przestać myśleć o tym i myśleć już w kontekście przyszłości - ozłociłabym go.
Jak Tobie się udało?

1 008

Odp: czy warto mieć nadzieję

Czy mogę o coś zapytać? Dlaczego twój mąż nie złożył sam wcześniej o rozwód? Po co lazł na terapię, skoro wynika z tego co piszesz, że wcale nie miał na to ochoty? Niezbyt to rozumiem.
Moi teściowie od kilkunastu lat nie są małżeństwem naprawdę. Ale akt ślubu jest. Mieszkają w jednym mieszkaniu, mają osobne pokoje, gotują osobno, mają osobne półki w lodówce, itp. Teść kilka razy kogoś miewał, trudno nawet powiedzieć, że zdradzał, bo żyli osobno. Teraz jest za stary i nieco zjedzony przez cukrzycę. Atmosfera jest koszmarna. Ale jak pytam teściową, czemu się wreszcie nie rozwiedzie, to mówi, że jej to niepotrzebne, chociaż jak on jest w domu, to wyłazi z pokoju tylko do toalety. A jak się gada z teściem, żeby zamienił ich mieszkanie na dwa, żeby się nie dręczyli, on odpowiada, że przecież ona może sobie mieszkać, nikt jej nie wygania. I tak pewnie będzie do grobowej deski.

Mimo wszystko, powinnaś cieszyć się, że tak to się skończyło. Bo jeśli on nie podejmował kroków w kierunku realnego rozstania, to mogłabyś tak właśnie skończyć. A jakby jeszcze pił, to kres życia przeżyłabyś ścierając rzygowiny z podłogi, albo pielęgnować faceta rozłożonego ciężką chorobą, np wątroby.

Teraz dziecko przecierpi, oczywiście, ale mój mąż i jego brat od lat stają na głowie, żeby dać kres obłędowi swych rodziców. A być może gdyby teściowie dawno temu się rozstali, to rany by się zagoiły.

1 009 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-06-03 17:29:13)

Odp: czy warto mieć nadzieję
annasweet napisał/a:

Czy mogę o coś zapytać? Dlaczego twój mąż nie złożył sam wcześniej o rozwód? Po co lazł na terapię, skoro wynika z tego co piszesz, że wcale nie miał na to ochoty? Niezbyt to rozumiem.

Mówi , że z litości. Bo żal mu było na mnie patrzeć taką zapłakaną. Ja myślę, że żeby oczyścić swoje sumienie - żeby móc powiedzieć sobie, że przecież próbował.
W momencie kiedy poszliśmy na terapię on już był zdecydowany na rozstanie i emocjonalnie zaangażowany gdzieś indziej. Dlatego terapia się nie udała. Nie byłby w stanie się otworzyć przede mną. On już wtedy nie chciał ze mną być.


annasweet napisał/a:

Mimo wszystko, powinnaś cieszyć się, że tak to się skończyło. Bo jeśli on nie podejmował kroków w kierunku realnego rozstania, to mogłabyś tak właśnie skończyć.

Mogłoby tak być , ale nie sądzę. On się zafiksował na tej Monice .  Wypiera się - ale czy gdyby tak nie było - to teraz byliby razem? Może czas zaleczyłby nasze rany , może dojrzelibyśmy oboje do budowania wspólnych bliskich relacji gdyby nie było tej trzeciej.
To co się stało , pokazało nam sobie nawzajem swoje inne oblicza. Pokazało emocje jakich dotąd nie przeżywaliśmy i nie widzieliśmy u siebie. Zburzyło też zaufanie , całkowicie - nie ma nawet zgliszczy. Po obu stronach.
Walka gdybyśmy sie jej podjęli musiałaby być świadomym postępowaniem, świadomą zmianą samych siebie. Ja myślę, że JM nie byłby w stanie pracować nad sobą na terapii. Na terapii małżeńskiej powiedział to dosadnie i dobitnie - że on nie chce.
Samo to - dyskwalifikuje odbudowę tego związku , a w zasadzie budowę od nowa.
Bo byłoby bardzo trudno. A JM łatwiej było iśc w coś nowego, niż naprawiać stare.
Wybaczyć można , tworzyć nowy partnerski związek można. Ale musi być wola z dwóch stron. Wola zmian, wola uniesienia trudności. Tu wola była tylko z jednej strony. Dlatego nie mogło się udać. Czy dobrze, czy nie? Nie wiem...

annasweet napisał/a:

A jakby jeszcze pił, to kres życia przeżyłabyś ścierając rzygowiny z podłogi, albo pielęgnować faceta rozłożonego ciężką chorobą, np wątroby.

Ja sobie go zawsze wyobrażałam tak, że zestarzejemy się razem. Że tak jak dotąd - będę się nim opiekować.
Pomimo tego jak daleko byliśmy od siebie - zawsze tak myślałam. Zawsze myślałam o nim jak o części siebie , swojego życia.
Tylko życie nie polega na osobnym życiu obok siebie . Polega na okazywaniu sobie emocji, uczuć, tego jak jesteśmy dla siebie ważni , na dzieleniu się smutkami i radościami, na rozmowach nie tylko o zakupach , porządkach i finansach.

Przez tyle lat nie potrafiliśmy się na siebie szczerze otworzyć, nie potrafił mi pokazać swoich uczuć . A okazuje się, że potrafi dać to innej kobiecie. To mnie boli - jednak potrafi.


annasweet napisał/a:

Teraz dziecko przecierpi, oczywiście, ale mój mąż i jego brat od lat stają na głowie, żeby dać kres obłędowi swych rodziców. A być może gdyby teściowie dawno temu się rozstali, to rany by się zagoiły.

Przykra sytuacja .
Na pewno nie zgodziłabym się na takie życie.
Choć w sumie - przecież żyliśmy z JM bardzo podobnie: każdy sobie.

Może faktycznie dobrze się u nas stało. Może faktycznie nie byliśmy sobie pisani. Może faktycznie nie powinniśmy być razem.

Tylko cholernie boli - z taką łatwością dał innej kobiecie po kilku miesiącach znajomości to czego mnie nie dał przez 13 lat. Czułe słowa, sms , rozmowy o uczuciach, okazywanie jak jest dla niego ważna. 
Nie potrafiliśmy się na siebie otworzyć. Źle zaczął się ten związek i źle się skończył.
Strasznie to przykre.

Może tak trudno mi jest , bo jeszcze mieszkamy razem . Może później będzie łatwiej.
Bardzo boję się zostać sama. Nigdy nie byłam sama.

Racja i sedno jest w jednym - że już jest pozamiatane.
Że cokolwiek bym zrobiła - nie cofnę czasu i nie zmienię przeszłości. Nie skłonie też JM do tego żeby ze mną był i mnie kochał.
Teraz trzeba się otrząsnąć i iść do przodu.
Wytłumaczyć sobie na głowę i na serce.

1 010

Odp: czy warto mieć nadzieję

KwR Napiszę do Ciebie na maila. Rzadko tu zaglądam, więc przegapiam, że do mnie piszesz, a maila przynajmniej raz dziennie sprawdzam:)

1 011

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

KwR Napiszę do Ciebie na maila. Rzadko tu zaglądam, więc przegapiam, że do mnie piszesz, a maila przynajmniej raz dziennie sprawdzam:)

Dobrze, czekam.

Podpisaliśmy dziś umowę na sprzedaż domu , za miesiąc ma być notariusz. Do końca sierpnia mam czas na wyprowadzkę z domu.
Przykro mi się strasznie zrobiło , smutno.
Powiedziałam JM że jak wpłynie zwrot z podatku to chciałabym żebyśmy złożyli  pozew rozwodowy. Zapytał dlaczego mi tak spieszno - powiedziałam że najlepiej uregulować już formalnie skoro będziemy osobno mieszkać i on dodatkowo z nową rodziną. Oburzył się, że jemu to nie przeszkadza. Ręce mi opadły.
Zapytałam też jak widzi sprawę wizyt i nocowania dziecka skoro będzie mieszkał w dwóch pokojach ze swoją kobieta i dwójką małych chłopców. Powiedział, że nie widzi w tym nic niestosownego żeby córka u niego nocowała.
Ja widzę - nie wyobrażam sobie tego.
Nie doszliśmy do kompromisu.
Wiem, że córka bardzo przeżyje jak się dowie, że tatuś ma nową rodzinę. A jak zobaczy na własne oczy to pewnie jeszcze bardziej . A nocowanie w takiej sytuacji w tak małym mieszkaniu gdzie nawet nie będzie miała swojego pokoju jest dla mnie nie do przyjęcia.

Poradzi mi ktoś coś w tej sprawie?

1 012

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:
Bellatrix napisał/a:

KwR Napiszę do Ciebie na maila. Rzadko tu zaglądam, więc przegapiam, że do mnie piszesz, a maila przynajmniej raz dziennie sprawdzam:)

Dobrze, czekam.

Podpisaliśmy dziś umowę na sprzedaż domu , za miesiąc ma być notariusz. Do końca sierpnia mam czas na wyprowadzkę z domu.
Przykro mi się strasznie zrobiło , smutno.
Powiedziałam JM że jak wpłynie zwrot z podatku to chciałabym żebyśmy złożyli  pozew rozwodowy. Zapytał dlaczego mi tak spieszno - powiedziałam że najlepiej uregulować już formalnie skoro będziemy osobno mieszkać i on dodatkowo z nową rodziną. Oburzył się, że jemu to nie przeszkadza. Ręce mi opadły.
Zapytałam też jak widzi sprawę wizyt i nocowania dziecka skoro będzie mieszkał w dwóch pokojach ze swoją kobieta i dwójką małych chłopców. Powiedział, że nie widzi w tym nic niestosownego żeby córka u niego nocowała.
Ja widzę - nie wyobrażam sobie tego.
Nie doszliśmy do kompromisu.
Wiem, że córka bardzo przeżyje jak się dowie, że tatuś ma nową rodzinę. A jak zobaczy na własne oczy to pewnie jeszcze bardziej . A nocowanie w takiej sytuacji w tak małym mieszkaniu gdzie nawet nie będzie miała swojego pokoju jest dla mnie nie do przyjęcia.

Poradzi mi ktoś coś w tej sprawie?

Ja tutaj tylko na szybko, bo jestem zajęta, ale w oczy rzuciło mi się od razu...
Po co Ty wkładasz w usta męża kwestie, o których tak naprawdę nie masz pojęcia.
Masz pewność, że on zamieszka z tą kobietą?

To jest zupełnie tak, jakbyś nadal podejmowała decyzje za niego. On może tak naprawdę jeszcze nie wie, co zrobi, ale Ty już podejmujesz za niego tę decyzję.

Poza tym - nic tak nie weryfikuje internetowej miłości jak wspólne mieszkanie. Myślę, że nawet kiedy Twój mąż zamieszka z tą kobietą, a czego wcale nie jestem taka pewna, to po początkowej euforii bardzo szybko zejdzie na ziemię, a Ty możesz się jeszcze stać obiektem jego pożądania.
Paradoksalnie ja bardzo żałowałam, że mój mąż nie zamieszkał razem ze swoją ukochaną. Ona ma wszystkie te cechy, które zarzucał mi mąż, tylko średnio z dziesięć razy silniejsze, więc opamiętałby się szybko.

No i zastanów się, bo może Twój mąż wcale tego rozwodu nie chce?

1 013

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Ja tutaj tylko na szybko, bo jestem zajęta, ale w oczy rzuciło mi się od razu...
Po co Ty wkładasz w usta męża kwestie, o których tak naprawdę nie masz pojęcia.
Masz pewność, że on zamieszka z tą kobietą?

Tak, mam pewność - powiedział mi że szuka mieszkania w takich rejonach żebyśmy nie wchodziły sobie w drogę.
On wie, jaki mam do niej stosunek i że spotkanie na ulicy mogłoby się źle skończyć bo mam raczej impulsywny charakter.

Bellatrix napisał/a:

To jest zupełnie tak, jakbyś nadal podejmowała decyzje za niego. On może tak naprawdę jeszcze nie wie, co zrobi, ale Ty już podejmujesz za niego tę decyzję.

On już ją podjął.

Bellatrix napisał/a:

Poza tym - nic tak nie weryfikuje internetowej miłości jak wspólne mieszkanie. Myślę, że nawet kiedy Twój mąż zamieszka z tą kobietą, a czego wcale nie jestem taka pewna, to po początkowej euforii bardzo szybko zejdzie na ziemię, a Ty możesz się jeszcze stać obiektem jego pożądania.

Nie sądzę.
On naprawdę ma nadzieję na szczęśliwy związek i nie wiąże ze mną swojej przyszłości.
Ma o mnie bardzo złe zdanie a ja nie mam żadnego wpływu żeby to zmienić , on nie przyjmował i nie przyjmuje moich argumentów. Nie trafia do niego to co mówię. Wtłukł sobie do głowy tylko swój punkt widzenia i dla niego jest on jedyny i prawdziwy. On nie chce być z osobą taką jak mnie widzi w swoich wyobrażeniach. Nie poznał nigdy moich emocji i uczuć ... widzi tylko to co chce widzieć.

Bellatrix napisał/a:

Paradoksalnie ja bardzo żałowałam, że mój mąż nie zamieszkał razem ze swoją ukochaną. Ona ma wszystkie te cechy, które zarzucał mi mąż, tylko średnio z dziesięć razy silniejsze, więc opamiętałby się szybko.

Tutaj raczej nie liczyłabym na to. JM jest raczej mało wymagający.

Bellatrix napisał/a:

No i zastanów się, bo może Twój mąż wcale tego rozwodu nie chce?

Chce - on już mnie skreślił . On teraz chce być z nią. Nie może się doczekać , ja jestem dla niego jak wkurzająca mucha.
I czas chyba już się z tym pogodzić.

1 014

Odp: czy warto mieć nadzieję

Ech... z tego, co mi się tutaj wyłania... KwR... Nie mogło Wam się udać. Nie szanujesz swojego męża.

1 015

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Ech... z tego, co mi się tutaj wyłania... KwR... Nie mogło Wam się udać. Nie szanujesz swojego męża.

Może coś w tym jest .
Choć bardziej skłaniałabym się ku temu, że wypisuję te wszystkie rzeczy bo mam w sobie na niego dużo złości z którą nie potrafię sobie poradzić.
A może to odwet za to , że on nie szanował mnie - tego co robię , mojej pracy , moich uczuć, tego jaka jestem. Nie doceniał mnie. Czułam się jakbym była rzeczą , kimś nie ważnym , takim kto tylko jest.
A może dlatego, że stchórzył i nie walczył, że nie chciał pracować nad sobą i nad związkiem.
A może wszystkiego po trochu i jeszcze coś innego.
Ale jakkolwiek jest - myślę, że wynika to z ogromu rozżalenia, złości . Ze straconych nadziei. Z odrzucenia.
System obronny .

1 016

Odp: czy warto mieć nadzieję

Nowe fakty. W przyszłym tygodniu odwiedzamy notariusza żeby formalnie rozdzielić majątek i kupić nowe mieszkania już tylko każde na siebie. Jak tylko wpłyną pieniądze z podatku (lipiec) składamy pozew rozwodowy. Jak tylko JM kupi mieszkanie - sprowadza do siebie ją i dzieci , dziś mi to powiedział otwarcie.

Koniec małżeństwa, koniec sentymentów. Rozmawialiśmy dziś bardzo spokojnie. JM nie ma żadnego wahania - życie układa sobie już z nią.
Chyba ja też powinnam wreszcie otrząsnąć się z tego wszystkiego, popatrzeć na niego w innym świetle. W świetle osoby już nie mojej , obcej. Chyba cały czas jeszcze w głębi miałam nadzieję. Nadzieja umarła.

Jest mi wewnętrznie bardzo smutno, skończyło się moje małżeństwo.
Tak, mam poczucie winy - chyba ta złość która przebija w moich wpisach  mnie jest projekcją mojej złości na siebie. Bezradności.

Jest mi bardzo ciężko. Do tego wszystkiego stanęło nade mną widmo utraty pracy.
Jutro jadę do psycholożki. Może mnie ogarnie , bo póki co to wyć mi się chce.

1 017

Odp: czy warto mieć nadzieję

KOBIETO w rozterkach.
powiedz mężowi co myślisz o tym co przeszliście . tylko tak szczerze jak piszesz to na tym forum. powiedz mu że go  Kochasz bo tak jest prawda . ze dopiero teraz wiesz jakie wspaniałe życie miałaś i przez głupotę i arogancję straciłaś najcenniejszą osobę w życiu ( samokrytyka w rozmowie jest podstawą jeśli chcesz aby cię wysłuchał). powiedz że możesz poświecić dom swoje zdrowie resztki dobrego imienia itp. ale nie stać cię aby stracić taką osobę jak ON. jak nie pomorze to przynajmniej trochę go zmiękczy i może coś to poprawi. gdy będzie ci mówił ze to wszystko twoja wina : nie wypominaj mu jego skoku w bok.  tylko powiedz ze nie ma dnia abyś mogła o tym zapomnieć jak bardzo skrzywdziłaś jedyna osobę którą Kochasz i że oddasz połowę swojego życia za kilka chwil z nim takich chwil kiedy w waszych oczach była miłość.
PAMIĘTAJ JEŻELI CHCESZ TO ZATRZYMAĆ TY JESTEŚ ZŁA ON DOBRY .
trzymam kciuki 
p.s  a swoją drogą jak on zniesie fakt ze jego córkę może wychowywać np inny facet?( to tez jest dobry argument)

1 018

Odp: czy warto mieć nadzieję

Jestem po egzaminach , mogę powiedzieć że poszło mi bardzo dobrze, ale wyniki dopiero w sierpniu smile .
Zrobiliśmy u notariusza rozdzielność majątkową z JM. Podpisałam umowę przedwstępną na mieszkanie.
Zajmuję się teraz sprawami mieszkania , organizuję logistykę, szukam wykonawców , materiałów ... itepe . W pracy też ostatnio nie mam oddechu , nie mam czasu myśleć wink .

Jestem spokojniejsza , etap złości minął . Potem był etap żalu . Teraz jest mi raczej smutno ... smutne to co się podziało .
Jest można powiedzieć - względny spokój jakiś we mnie teraz , całkowity brak walki , poddanie się, może akceptacja faktów? Akceptacja sytuacji .
Lęk?
Jest , wielki - przed samotnością, przed utratą pracy , przed tym czy sobie poradzę.

Ale chyba przyjęcie tej straty - straty  JM przyniósł mi spokój .
Najtrudniejsze jeszcze przede mną ... przeprowadzka do obcego domu , zaopiekowanie się córką , zostaniemy same.
Ale nie myślę teraz o tym ...
Jest spokojnie ...

1 019

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Podpisałam umowę przedwstępną na mieszkanie.
Zajmuję się teraz sprawami mieszkania , organizuję logistykę, szukam wykonawców , materiałów ... itepe . W pracy też ostatnio nie mam oddechu , nie mam czasu myśleć wink .

No wreszcie piszesz coś o sobie, o swoim jestestwie... oddech swieżości; na plecach, ale zawsze to już coś smile

Jestem spokojniejsza , etap złości minął . Potem był etap żalu . Teraz jest mi raczej smutno ... smutne to co się podziało .
Jest można powiedzieć - względny spokój jakiś we mnie teraz , całkowity brak walki , poddanie się, może akceptacja faktów? Akceptacja sytuacji.

5 stanów traumy to: gniew, zaprzeczanie, negocjacje, depresja i akceptacja. Gdzie tu siebie teraz widzisz?? Bo chyba jedziesz na 5 biegu z powiewem żalu we włosach smile

Lęk?
Jest , wielki - przed samotnością, przed utratą pracy , przed tym czy sobie poradzę.
Ale chyba przyjęcie tej straty - straty  JM przyniósł mi spokój .
Najtrudniejsze jeszcze przede mną ... przeprowadzka do obcego domu , zaopiekowanie się córką , zostaniemy same.
Ale nie myślę teraz o tym ...
Jest spokojnie ...

Życiem w ciągłej radości człowiek też by się wykończył z "przejedzenia".
Wracasz do żywych a nie żyjących w iluzji związku będącego w agonii.

1 020

Odp: czy warto mieć nadzieję
bags napisał/a:

No wreszcie piszesz coś o sobie, o swoim jestestwie... oddech swieżości; na plecach, ale zawsze to już coś smile

Tak, na pewno jeszcze będą gorsze dni - ale już czas się powoli ogarniać po małżeństwie , zająć sobą i przede wszystkim córką która sobie nie radzi z sytuacją . U niej objawia się to fochami i niechęcią do szkoły ... od września chyba psycholog , wcześniej nie da rady bo za 2 tygodnie córa wyjeżdża na dwumiesięczne wakacje do moich rodziców , potem na mazury z moimi rodzicami .... jak co roku - pełne 2 miesiące poza domem. Oczywiście będę ją odwiedzać, jeździć do niej - niezbyt często bo będę dźwigać remont na barkach ,ale może dam radę kilka weekendów wygospodarować.

bags napisał/a:

5 stanów traumy to: gniew, zaprzeczanie, negocjacje, depresja i akceptacja. Gdzie tu siebie teraz widzisz?? Bo chyba jedziesz na 5 biegu z powiewem żalu we włosach smile

Kurcze, nie wiem bagsiu - na razie mój stan jest niestabilny jeszcze i chwiejny - poczekam jakiś czas i na pewno będę mogła odpowiedzieć na to pytanie .... dziś po prostu nie wiem ...

bags napisał/a:

Życiem w ciągłej radości człowiek też by się wykończył z "przejedzenia".
Wracasz do żywych a nie żyjących w iluzji związku będącego w agonii.

Tak , to prawda. Związek był w agoni od długiego czasu, od wielu lat. Związek bez pokazywania emocji z obu stron, jak gra jakaś.
Mogłabym obwiniać i siebie i jego za to co zrobiliśmy i czego nie zrobiliśmy - ale po co?
Czasem tak bywa, że konkretni ludzie w konkretnym momencie nie mogą być razem.
Życie.
Czas się ogarniać , ale i tak wiem że najtrudniejszy będzie sierpień i wrzesień zarówno dla mnie jak i dla córki : przeprowadzka.

1 021

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kobieto, dobrze że się odezwałaś !!!

kobieta w rozterkach napisał/a:

Czas się ogarniać , ale i tak wiem że najtrudniejszy będzie sierpień i wrzesień zarówno dla mnie jak i dla córki : przeprowadzka.

No właśnie, czy jesteś przekonana o tym że wakacje córy z dziadkami w tym roku to dobry pomysł ? Nie byłam w takiej sytuacji więc nie chcę się wymądrzać, ale myślę sobie że w ciągu tych dwóch miesięcy w głowie nastolatki ( w wieku adolescencji ) może się wiele dziać, o wiele za dużo. Przemyśl i przegadaj z nią jeszcze tą kwestię. Szkoda byłoby gdyby na to wszystko doszły jeszcze problemy z nasilonym buntem córy, mogłabyś tego wszystkiego nie ogarnąć.

Trzymaj się mocno i w razie potrzeby dzwoń, pisz.

1 022

Odp: czy warto mieć nadzieję
KGB napisał/a:

Kobieto, dobrze że się odezwałaś !!!
No właśnie, czy jesteś przekonana o tym że wakacje córy z dziadkami w tym roku to dobry pomysł ? Nie byłam w takiej sytuacji więc nie chcę się wymądrzać, ale myślę sobie że w ciągu tych dwóch miesięcy w głowie nastolatki ( w wieku adolescencji ) może się wiele dziać, o wiele za dużo. Przemyśl i przegadaj z nią jeszcze tą kwestię. Szkoda byłoby gdyby na to wszystko doszły jeszcze problemy z nasilonym buntem córy, mogłabyś tego wszystkiego nie ogarnąć.

Rozmawiam z nią o tym często - ona chce jechać ... może to i lepiej - oszczędzić jej tego wszystkiego co trudne: rozstania z domem w taki sposób , przeprowadzki, nerwów, zamieszania, pożegnania mojego i JM , łez (z mojej strony na pewno będzie dużo negatywnych , przykrych emocji wiedząc, że Monia już z nim mieszka).
Sama nie wiem .
U babci na wsi ma swój spokojny , obcuje z naturą, ma koleżanki , przestrzeń.
Jak będzie chciała przyjechać to wtedy rozważę.
Zobaczę jak to będzie - ja ją pytałam, i ona chce jechać.
Ponadto tutaj - nie miałabym dla niej czasu , nie miałby się nią kto zająć - ja pół dnia w pracy , pozostałe pól poświęcone na remont .

KGB napisał/a:

Trzymaj się mocno i w razie potrzeby dzwoń, pisz.

Dziękuję smile

1 023

Odp: czy warto mieć nadzieję

Dziś JM jedzie do swojej nowej kobiety na weekend.
Takie sytuacje powodują u mnie obniżenie nastroje  , mącą jakotaką stabilność.

Postanowiłam zaplanować weekend sobie i córze.
Dziś po południu posprzątamy dom, jutro rano rozłożę jej i napełnię basen w ogrodzie (zawsze ma frajdę z tego powodu smile ) , jutro po południu mam klasowe pożegnalne ognisko - zabieram córę, inni też zabierają dzieciaki - fajnie spędzimy czas smile . W niedzielę będę się chyba lenić i opalać smile .
W niedzielę dzień taty - z moim tatą będę się widziała dopiero w poniedziałek - ale trzeba kupić prezent , nie mam pomysłu ...

1 024

Odp: czy warto mieć nadzieję

Nie przeczytałam (jeszcze) całego wątku, ale przeczytam.

Nie mniej wysuwa mi się jedno - bardzo często ludzie mają tendencję zakładać, że jedna strona jest bardziej winna niż druga, to znaczy że jest kat i ofiara. Potem, gdy kat przyzna się do winy, ofiara się nim staje, żeby go ukarać. W ten sposób uniemożliwiamy sobie prawdziwe wybaczenie i nowe porozumienie. Tak było i u Ciebie - to smutne, bo mogliście tworzyć zgrany duet nawet po zdradzie.

Uważam, że w powstaniu kryzysu udział miały dwie strony, nie taki sam, nie zawsze równy, ale istnieje coś takiego jak współodpowiedzialność.

1 025 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-08-13 18:43:51)

Odp: czy warto mieć nadzieję
smallangel napisał/a:

Nie przeczytałam (jeszcze) całego wątku, ale przeczytam.

Nie mniej wysuwa mi się jedno - bardzo często ludzie mają tendencję zakładać, że jedna strona jest bardziej winna niż druga, to znaczy że jest kat i ofiara. Potem, gdy kat przyzna się do winy, ofiara się nim staje, żeby go ukarać. W ten sposób uniemożliwiamy sobie prawdziwe wybaczenie i nowe porozumienie. Tak było i u Ciebie - to smutne, bo mogliście tworzyć zgrany duet nawet po zdradzie.

Uważam, że w powstaniu kryzysu udział miały dwie strony, nie taki sam, nie zawsze równy, ale istnieje coś takiego jak współodpowiedzialność.

To już nieważne ... mój jeszcze mąż w sobotę wyprowadza się ze swoją nową rodziną do nowego mieszkania.
Boli ... będzie bolało jeszcze długo.

Długo się nie odzywałam.
Pochłonięta byłam remontem , jestem właściwie na finiszu. Wszystko na mojej głowie - nie dojadałam, nie dosypiałam , schudłam. Ale nie myślałam zbyt wiele o emocjach . Teraz , po przeprowadzce w przyszłym tygodniu będę miała dużo czasu .
Boję się.
Bardzo boję się samotności .
Boję się samotności , ale z drugiej strony jeszcze bardziej boję się ludzi , mężczyzn najbardziej.
Mam wrażenie, że nie będę w stanie zaufać już nigdy nikomu , wpuścić do swojego świata i serca. Boję się, że trafię na nieodpowiedzialną osobę która mnie zrani. Do ludzi podchodzę z ogromnym dystansem, nie potrafię się wyluzować. Ktoś mi ostatnio powiedział, że brak mi  luzu. Właściwie z tego powodu zostałam dość niemile potraktowana.
Powiedziałam, że trudno, że tak mam i nie wszyscy muszą mnie lubić.
Z jednej strony bardzo mi źle samej , perspektywa utraty dotychczasowego życia mnie dołuje , poczucie straty jest straszne. Z drugiej strony brak mi kogokolwiek bliskiego. Zostałam sama , z dzieckiem- właściwie z dość trudną nastolatką,  podrastającą panienką, która zasadniczo już zaczyna mieć swoje życie , znajomych. Też jest jej ciężko , nie wiem czy będę potrafiła jej pomóc .
I bardzo boję się samotnych wieczorów.
Jest we mnie bardzo dużo lęków, w wieku 39 lat przyszło mi zaczynać od nowa.
Ciężko mi.

Myślałam dlaczego właśnie dziś dopadł mnie zły nastrój.
Bo ciężko mi dziś wyjątkowo, pewnie dlatego postanowiłam napisać. Zaraz jadę do domu pakować już rzeczy w worki. Muszę zdecydować co zabieram a co wyrzucam ze względu na zbyt mało miejsca w mieszkaniu. Muszę zacząć powoli żegnać się z domem, który przecież budowałam od podstaw i który kocham. Pakować się. Od kilku godzin odsuwam ten moment ... moment pojechania i pakowania. Początku pożegnania. Nie czuję się w nowym mieszkaniu jak u siebie , choć remont był generalny - wszystko jest nowe i przeze mnie kupione. Nie czuję się jak u siebie , będę tęsknić za domem. Za swoim poprzednim życiem.

1 026

Odp: czy warto mieć nadzieję

Witaj
Zastanawiałam się ostatnio co u Ciebie.
Dobrze, że nowe zaczynasz w nowym, a nie w starym. W waszym wspólnym domu wszystko przypominałoby Ci męża.
Pewnie, że będziesz tęsknić, ale i to kiedyś minie, tak samo jak i te paskudne uczucia, które przeżywasz.
Młoda jeszcze jesteś i pół życia przed Tobą, przyjdzie taki czas, że słońce zaświeci jeszcze dla Ciebie (moja mama codziennie mi to powtarza i zawsze dodaje mi to sił). Pozdrawiam Cię serdecznie i głowa do góry.

1 027

Odp: czy warto mieć nadzieję

Wiesz co chyba lepsze jest rozstanie, po co masz cierpieć... i tak żyjecie jak by osobno... a  co na to wasze dziecko jak sobie daje rade?

1 028

Odp: czy warto mieć nadzieję
nika76 napisał/a:

Witaj
Zastanawiałam się ostatnio co u Ciebie.
Dobrze, że nowe zaczynasz w nowym, a nie w starym. W waszym wspólnym domu wszystko przypominałoby Ci męża.

pewnie tak by było

nika76 napisał/a:

Witaj
Pewnie, że będziesz tęsknić, ale i to kiedyś minie, tak samo jak i te paskudne uczucia, które przeżywasz.

mam nadzieję
wiedziałam, że po przeprowadzce będzie bardzo źle , właśnie się zaczyna - jeszcze się nie przeprowadziłam, a już jest źle ze mną...

nika76 napisał/a:

Witaj
Młoda jeszcze jesteś i pół życia przed Tobą, przyjdzie taki czas, że słońce zaświeci jeszcze dla Ciebie (moja mama codziennie mi to powtarza i zawsze dodaje mi to sił). Pozdrawiam Cię serdecznie i głowa do góry.

chciałabym , żeby zaświeciło w ten sposób, żeby dało mi wewnętrzny spokój i zabrało smutek , lęki...


samotna_m napisał/a:

Wiesz co chyba lepsze jest rozstanie, po co masz cierpieć... i tak żyjecie jak by osobno... a  co na to wasze dziecko jak sobie daje rade?

córka jest na wakacjach , zabrali ją moi rodzice na wieś na całe 2 miesiące
z jednej strony to chyba dobrze - nie będzie musiała doświadczać tych wszystkich dołujących emocji związanych z przeprowadzką ... przyjedzie na gotowe
z drugiej strony - też kocha ten dom, nie będzie jej łatwo, będzie jej bardzo ciężko

1 029

Odp: czy warto mieć nadzieję

Witaj.
Mam tu założony wątek, jeśli chcesz przeczytać moją historię - zapraszam (Chcę się rozstać - co robić?)
Piszę tu, ponieważ ostatnio targają mną uczucia, których nigdy się u siebie nie spodziewałam. Jestem mężatką od 8 lat, ale małżeństwo już prawie nie istnieje. Mój mąż nie jest tym człowiekiem, którego pokochałam, z którym wzięłam ślub i któremu chciałam urodzić dzieci. Urodziłam mu dzieci, trójkę, ale teraz można powiedzieć że tego żałuję - nie ze względu na dzieci, bo je strasznie kocham i zrobię dla nich wszystko, ale dlatego, że dałam im takiego ojca sad Płaczę, gdy on jest czwartą godzinę poza domem na piwie z kolegami, a ja jestem z dziećmi szósty dzień praktycznie sama. I gdy on nie umie potraktować dzieci jak ojciec - doradzić, wesprzeć, dotrzymać danej obietnicy.
Był moim pierwszym i pozostał jedynym mężczyzną, ale przez wszystko czego od niego doświadczyłam (kłamstwa, oszustwa, hazard, brak pieniędzy), nie czuję już że jesteśmy parą. Nie czuję bliskości, miłości, czułości, podniecenia nim. I zaczynam (a bardzo bym nie chciała) pragnąć poczuć to przy kimś innym, nieokreślonym. Wiem, że go nie zdradzę, ale jedynym chyba powodem jest to, że cały czas jestem w domu z dziećmi no i mieszkam w małej wsi, więc zaraz każdy by wiedział. Tak bardzo chcę się uwolnić z mojego niby-małżeństwa, że pragnę nawet żeby on sobie kogoś znalazł, żebym miała konkretny powód żeby go opuścić.
Widzę, że u Ciebie zdrada wywarła bardzo złe myśli i konsekwencje, nie chciałabym tego. Ale jak każdy, potrzebuję czuć się kochana, pożądana, potrzebna - a czuję się czyjąś służącą, dla której nie warto się uczuciowo wysilać. Nawet na rozmowę nie mam szans, bo mój mąż nie umie/nie chce rozmawiać.
Nie mam nikogo "na oku", nie flirtuję z nikim - ale czuję taką chęć sad Chciałam przeżyć całe życie z jednym mężczyzną, ale chyba nie będzie mi to dane.
Pozdrawiam Cię serdecznie i z całego serca życzę Ci, żeby Twoje życie na nowo się ułożyło i żebyś była jeszcze kiedyś szczęśliwa.

1 030

Odp: czy warto mieć nadzieję

Ech... kobieto... myślałam o Tobie.
Wiem, że jest Ci ciężko, ale doceń to, że startujesz w nowym miejscu i w nowym otoczeniu.
Choć z drugiej strony... ja zostałam w naszym domu i jeśli mam być szczera - od jakiegoś czasu wspólną przeszłość traktuję jak baaaardzo odległą bajkę.
Robię potężny remont, zmieniam wszystko od A do Z, niewiele pamiątek zostanie.
Poza tym od kilku dni w ogóle nie myślę ani o nim, ani o sytuacji.
Może w moim przypadku warto jednak było dobrze poznać przeciwnika?
Nieważne.
Życzę Ci dużo szczęścia i w miarę szybkiego dostosowania się do nowej sytuacji.
Wiem, jak się czuje ktoś, komu wali się świat, który miał być oazą spokoju, bezpieczeństwa i stabilizacji.
Wiem, że to rozdziera serce.
Jeśli masz ochotę, podołuj się trochę, popłacz - jeśli da Ci to ulgę.

1 031

Odp: czy warto mieć nadzieję

Zagubiona - powiem tak.
Wiem dokładnie jak się czujesz , czułam się dokładnie tak samo przez ostatnich kilak lat wspólnego życia - jak nie ktoś najważniejszy , tylko jak ktoś kto tylko jest bo jest.
Ale powiem Ci jedno - najpierw kończy się jeden etap , a potem zaczyna kolejny.
Jeśli nie chcesz być z nim - rozwiedź się , odejdź albo wyrzuć za drzwi. Skończ to, a dopiero potem ochłoń , daj sobie czas i spokój na ogarnięcie emocji i jeśli stwierdzisz, że to był dobry krok - zacznij życie od nowa , pewnie z czasem  spotkasz kogoś kto cię pokocha i twoje dzieci.
Ja popełniłam ten błąd i nie pomyślałam. Dopiero po fakcie zrozumiałam, że kocham go przecież najbardziej na świecie pomimo jego wad , że jestem w stanie nagle zrobić wszystko żeby być z nim , że oddałabym wszystko żeby mógł się przede mną otworzyć - już nie chciał. Znalazł sobie inną.
Moje poczucie winy z powodu mojego romansu jest ogromne , mam wrażenie że przegrałam życie . Chciałabym, żeby mój jeszcze mąż  czuł choć odrobinę tego co ja czuję, ponieważ też mnie skrzywdził , krzywdził mnie od wielu miesięcy.

Reasumując - uwierz mi - będziesz żałowała jak ja jeśli nie dotrzymasz kolejności : rozstanie , ochłonięcie i danie sobie czasu na poznanie emocji  - i dopiero nowe życie z kimś innym .
Chcesz się rozstać? ok - ludzie się rozstają .... szukaj zatem rozwiązań, możliwości ... a nie przeszkód.

zagubiona_ napisał/a:

Pozdrawiam Cię serdecznie i z całego serca życzę Ci, żeby Twoje życie na nowo się ułożyło i żebyś była jeszcze kiedyś szczęśliwa.

Ja sobie życzę tylko spokoju wewnętrznego ... i żeby tak nie bolało.
Przeprowadzkę , pakowanie , sprzątanie domu przeżyłabym najchętniej na relanium dożylnie w dawce maksymalnej - żeby nic nie czuć.

1 032

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Ech... kobieto... myślałam o Tobie.
Wiem, że jest Ci ciężko, ale doceń to, że startujesz w nowym miejscu i w nowym otoczeniu.

doceniam , choć nie jest łatwo przeprowadzać się z domu o metrażu 160m2 na mieszkanie o metrażu 51m2

Bellatrix napisał/a:

Choć z drugiej strony... ja zostałam w naszym domu i jeśli mam być szczera - od jakiegoś czasu wspólną przeszłość traktuję jak baaaardzo odległą bajkę.

mam nadzieję, naprawdę mam ogromną nadzieję, że będę mogła powiedzieć to samo , chciałabym móc już - ale jeszcze daleka droga przede mną...

Bellatrix napisał/a:

Robię potężny remont, zmieniam wszystko od A do Z, niewiele pamiątek zostanie.

takie oczyszczenie - dobrze ci zrobi ...

Bellatrix napisał/a:

Poza tym od kilku dni w ogóle nie myślę ani o nim, ani o sytuacji.
Może w moim przypadku warto jednak było dobrze poznać przeciwnika?

Nieważne.

Aż tak ci zaszli za skórę?

Bellatrix napisał/a:

Życzę Ci dużo szczęścia i w miarę szybkiego dostosowania się do nowej sytuacji.

dziękuję, Bella - będzie trudno

Bellatrix napisał/a:

Wiem, jak się czuje ktoś, komu wali się świat, który miał być oazą spokoju, bezpieczeństwa i stabilizacji.
Wiem, że to rozdziera serce.

bardzo - bardzo ciężkie i trudne emocje
nie myslałam długo - kilka tygodni ... upłynęły mi na wykańczaniu się przy remoncie , wracałam do domu późnym wieczorem styrana jak koń i szłam od razu spać , nie było czasu na myślenie ...
teraz nadszedł czas kiedy emocje się upomniały o swoje

Bellatrix napisał/a:

Jeśli masz ochotę, podołuj się trochę, popłacz - jeśli da Ci to ulgę.

dawno nie płakałam , kilka ładnych tygodni , może nawet dłużej
ale dziś mam ochotę wyć jak pies - a kończy się na łzach spływających po policzkach

1 033 Ostatnio edytowany przez Bellatrix (2013-08-13 21:59:25)

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Aż tak ci zaszli za skórę?

Może nie to, że zaszli. Zrozumiałam, że to nie jest towarzystwo dla mnie. Mamy inne światy, a ja nie chcę i nie muszę zniżać się do niczyjego poziomu. Do niedawna mimo wszystko ceniłam swojego męża, teraz przestałam.

kobieta w rozterkach napisał/a:

dawno nie płakałam , kilka ładnych tygodni , może nawet dłużej
ale dziś mam ochotę wyć jak pies - a kończy się na łzach spływających po policzkach

Jeżeli jest Ci ktoś potrzebny, komu chciałabyś się wypłakać w rękaw, to możesz na mnie liczyć. Pamiętam, co zrobiłaś dla mnie.

1 034

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Może nie to, że zaszli. Zrozumiałam, że to nie jest towarzystwo dla mnie. Mamy inne światy, a ja nie chcę i nie muszę zniżać się do niczyjego poziomu. Do niedawna mimo wszystko ceniłam swojego męża, teraz przestałam.

Żyjemy z kimś wiele lat , jest obok, niby znajomy , niby wiemy o nim wszystko i jesteśmy w stanie przewidzieć każdy ruch - a to tylko iluzja. Nagle okazuje się, że nic nie wiemy i w ogóle nie znamy.

Bellatrix napisał/a:

Jeżeli jest Ci ktoś potrzebny, komu chciałabyś się wypłakać w rękaw, to możesz na mnie liczyć. Pamiętam, co zrobiłaś dla mnie.

Bella - dziękuję Ci bardzo za gotowość do pomocy - wypłakałam,  już jest lepiej.
Muszę podejść zadaniowo do tego co się teraz dzieje , na emocje jeszcze przyjdzie czas.
Nie mogę sobie pozwolić teraz na słabości - jest wiele rzeczy do zrobienia .
Było, minęło - były decyzje , są konsekwencje. Czasu nie cofnę i nic już nie zmienię. Straciłam męża i tego nie odwrócę.
Muszę teraz zadbać o swoje , zająć się przeprowadzką , wykończeniem mieszkania , podejść logistycznie. Bo nikt inny tego za mnie nie zrobi.
Córcia wraca 1 września z wakacji i musi mieć poczucie bezpieczeństwa w nowym miejscu , musi widzieć mamę na której może polegać i która jest jej opoką. Pewnie, że obu nam będzie smutno , będziemy tęsknić za domem i dawnym życiem - i emocje trzeba wypłakać , popłaczemy razem któregoś wieczora i będzie lepiej. Mam jeszcze moją starszą córkę która zostanie w Polsce co najmniej do świąt - jest ogromnym wsparciem , jest wspaniała.

Przeprowadzamy się z powrotem do miasta - wiele możliwości wspólnego spędzania czasu  z córami: kino, sklepy , park, basen, spa, czy choćby wspólny wieczór filmowy przed TV  w porozciąganych dresach i z chipsami wink .
Mam wspaniałe córki , mam mieszkanie , mam (jeszcze) pracę, mam kochających rodziców którzy też wspierają pomimo tego , że mają do mnie żal o to co się podziało. Mam dużo - zaczynam nowe życie , i powinnam piąć się w górę na pozytywnych emocjach , widzieć nowe możliwości , np.  rozwój osobisty jak szkoła, nauka salsy, angielskiego - moje plany od września wink ... a nie dołować za tym co było i nie wróci.

Naprawdę mam dużo - jestem kochana i szanowana przez córki, jesteśmy blisko, są wspaniałe. Jestem zdrowa pomimo tego że już nie młoda. Trzeba zacząć doceniać to co się ma , a nie rozpaczać za tym co już nie wróci. Będą i gorsze dni jeszcze , na pewno będą - ale muszę nauczyć się szukać w sobie tej pozytywnej siły i energii , a nie poddawać się złym emocjom i lecieć w dół.

Dziś z JM dzielimy dobytek. Zaraz zejdę na dół, weźmiemy pudła i podzielimy to co nasze wspólne. Nie będzie łatwo , ale muszę podejśc logistycznie, zadaniowo, być silna.
W sobotę przeprowadzka . Potem kilka wspólnych popołudni z JM żeby opróżnić i wydać kupcom dom .... i potem już zniknie  z mojego życia , wykasuję "ICE" przy jego numerze w telefonie ... potem zacznę być sama.
Jakoś będzie , musi być.

1 035

Odp: czy warto mieć nadzieję

KwR W tym, co napisałaś powyżej, widać, że uczyniłaś milowy krok do przodu.
Nie jesteś tą samą kobietą, którą byłaś jeszcze w czerwcu. Ja w tym widzę już pogodzenie się z sytuacją, nie ma buntu, no cóż... na tyle, na ile to możliwe - jest ok.
To, co się przydarzyło czy mi, czy Tobie, na zawsze zmieniło nasze życie. Według mnie nie jest tak, jak piszą niektóre kobiety, że odejście męża pozwoliło im odkryć nowe, piękniejsze światy. Po takiej traumie oczywiście, może być super, może nam się to życie ułożyć jak najcudowniej. Na pewno jednak będzie inaczej. Z całego serca życzę Ci, żeby Twoje "inaczej" pozwoliło Ci realizować wszystkie Twoje najskrytsze plany i marzenia:)

To, co było, już minęło i nigdy nie wróci. Nie masz już rozterek:) Dokładnie wiesz, co powinnaś robić i tego właśnie się trzymaj.

1 036

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

KwR W tym, co napisałaś powyżej, widać, że uczyniłaś milowy krok do przodu.
Nie jesteś tą samą kobietą, którą byłaś jeszcze w czerwcu. Ja w tym widzę już pogodzenie się z sytuacją, nie ma buntu, no cóż... na tyle, na ile to możliwe - jest ok.

Nie ma buntu - przyjęłam swoją winę i zrzuciłam z siebie winę jego - sam musi dźwigać swoją część , choć jeszcze jej nie widzi , a może nigdy nie zobaczy. Ja wyciągnęłam wnioski , pracuję nad sobą na terapii- wiem nad czym mam pracować, żeby stać się bardziej świadomą swoich zachowań, emocji.
Nie ma we mnie jeszcze calkowitego spokoju , ale czas zdziałał swoje. Jeszcze kilka dni i czas zadziała jeszcze bardziej na moją korzyść, na korzyść mojego spokoju - zniknie JM z mojego życia- na pewno początki będą trudne , ale potem już z górki.


Bellatrix napisał/a:

To, co się przydarzyło czy mi, czy Tobie, na zawsze zmieniło nasze życie. Według mnie nie jest tak, jak piszą niektóre kobiety, że odejście męża pozwoliło im odkryć nowe, piękniejsze światy. Po takiej traumie oczywiście, może być super, może nam się to życie ułożyć jak najcudowniej. Na pewno jednak będzie inaczej.

Będzie inaczej - to nie ulega wątpliwości .

Bellatrix napisał/a:

Z całego serca życzę Ci, żeby Twoje "inaczej" pozwoliło Ci realizować wszystkie Twoje najskrytsze plany i marzenia:)

Jestem kobietą, która lubi coś robić, mieć jakiś cel - mam wiele celów do zrealizowania. Nie usiedzę na miejscu. Nie chcę siedzieć przed TV i się użalać nad sobą, chcę sie rozwijać i żyć po prostu ... dalej.

Bellatrix napisał/a:

To, co było, już minęło i nigdy nie wróci. Nie masz już rozterek:) Dokładnie wiesz, co powinnaś robić i tego właśnie się trzymaj.

Nie mam rozterek, nie walczę. Pogodziłam się ze stratą. Przyjęłam nieuniknione. Choć zdarzają się chwile słabości - w takiej chwili niedawno napisałam do KGB bardzo dramatycznego maila - na szczęście trwają te "trudne chwile" dzień, dwa - i mijają.

Podzieliliśmy właśnie swoje rzeczy - było spokojnie, uprzejmie ... szybko, bo już jestem w mieszkaniu - czekam na elektryka i hydraulika, ostatnie działania przed przeprowadzką wink .
Dzięki, Bella za wsparcie , za to że jesteś .
Pozdrawiam cieplutko smile

1 037

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

To, co się przydarzyło czy mi, czy Tobie, na zawsze zmieniło nasze życie. Według mnie nie jest tak, jak piszą niektóre kobiety, że odejście męża pozwoliło im odkryć nowe, piękniejsze światy. Po takiej traumie oczywiście, może być super, może nam się to życie ułożyć jak najcudowniej. Na pewno jednak będzie inaczej.

Zazwyczaj zaczyna się to od całej litanii narzekania jaki to on był onegdaj "bydlakiem" wink
Jak na własne życzenie lub też dając się zaszufladkować partnerowi - za przeproszeniem - "do garów" i etc., popadły w kierat, stawiając w jego epicentrum męża to nie dziwne, że potem doznają takiego olśnienia, że bez tego życiowego "wyznacznika" szczęścia jest jeszcze coś "za rogiem".
Żeby sprawiedliwości stało się zadość, to taki potłuczony schemat działał i działa od pokoleń, jeśli nie od wieków.

A może ta inność "po" jest tą samą, co była "przed" związkiem? Tylko wiek się posunął w przód a związkowe klapki na oczy ograniczały jego postrzeganie szeroko otwartymi oczami, tyle że jak nie porównując 5 zł z profilu. wink

1 038

Odp: czy warto mieć nadzieję

Bags... z całym szacunkiem - pieprzysz jak potłuczony.
Co się zaczyna od w/w litanii? Która z nas nazywa swojego eks bydlakiem? Bo nie bardzo rozumiem, do czego nawiązujesz.

Naprawdę sądzisz, że mąż stał się dla nas celem życia? Że w naszym życiu był tylko on i nikt ani nic więcej?
Nie wiem, jak było w przypadku KwR, ale jeśli chodzi o mnie, mąż była właśnie tylko częścią mojego życia, bardzo ważną... ale tylko częścią.
Nie sądzę zresztą, żeby którakolwiek świadoma kobieta ograniczała się do życia problemami mężowskimi i jego samopoczuciem. Dla mnie mąż był oparciem (teraz cokolwiek śmiesznie to brzmi, ale był czas, że właśnie tak było), byłam silna na zewnątrz, bo wiedziałam, że jest ktoś, na kogo liczyć mogę zawsze. Być może stąd dość długo ogarniałam się z sytuacją. To plus utracone zaufanie.

I teraz zastanów się, czy aby na pewno "po" jesteśmy takimi samymi osobami lub prowadzimy takie samo życie. Otóż nie.
Bo przynajmniej ja należę do pokolenia, gdzie w większości przypadków dziewczyny wychodziły za mąż z rodzinnego domu, więc tak naprawdę teraz dopiero prowadzę w pełni samotne życie. Poza tym przeżyte zdarzenia sprawiły, że owszem, uśmiecham się dalej, ale nie mam już tej naiwnej, dziewczęcej wiary w miłość, a może nawet ludzi. W tym życiu "po", Bagsiu, towarzyszy nam niezły bagaż doświadczeń, który sprawia, że jesteśmy zupełnie innymi kobietami niż "przed".

Czasem mam wrażenie, że piszesz, byleby coś napisać.

1 039

Odp: czy warto mieć nadzieję

KwR Jeśli świat mamy rozbity na kawałeczki, to nie minie to ot tak sobie.
Ja się nie dziwię, że masz jeszcze ciężkie chwile i nie będę Cię za to objeżdżać, bo sama wiem, że generalnie daje się żyć, a tylko chwila przychodzi lub - jak sama mówisz - dzień, dwa, kiedy człowiek oddaje się rozsypce. Co wcale nie świadczy o tym, że jest z nami źle. I tak się dzieje, że właśnie wtedy potrzebujemy najbardziej towarzystwa, choćby wirtualnego, a już na pewno towarzystwa osób, które przeszły tę samą drogę. Jeśli Ci to przynosi ulgę, to daj sobie chwilę luzu i płacz. Nie ma chyba nic gorszego niż uciekanie przed emocjami.

Buziaki i trzymaj się!:)

1 040 Ostatnio edytowany przez bags (2013-08-15 15:52:56)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Bellatrix w ramach mojej riposty Na Twój atak,wskaż mi proszę zdanie, gdzie pisząc powyższy swój post, scedowałem to lub generalizowałem swój słowotok myślowy bezpośrednio "ad personam" do Ciebie lub autorki tegoż wątku. Piszę obiektywnie i nie prowadzę w związku z tym wojny podjazdowej do Was. Oparłem się jedynie na Twoim/Waszym przypadku opisanym w poście, co nie znaczy, że kierowałem to akuratnie do Was. Taka mała a zarazem wielka różnica.
Zwróć proszę na przyszłość baczniejszą uwagę, czy jakikolwiek post, który skomentujesz jest wymierzony bez urazy w Twój lub kogoś, w kogo obronie stajesz - policzek. Krytykując kogoś dobrze jest zacząć od swojego podwórka a potem upewnić się, czy ów atak na rozmówcę jest wskazany.

Bellatrix napisał/a:

W tym życiu "po", Bagsiu, towarzyszy nam niezły bagaż doświadczeń, który sprawia, że jesteśmy zupełnie innymi kobietami niż "przed".

Z Nami mężczyznami jest podobnie.

Bellatrix napisał/a:

Czasem mam wrażenie, że piszesz, byleby coś napisać.

Wolny kraj to i wolność słowa każdemu dozwolona - dosłownie i w przenośni.
Z wyrazami należytego szacunku...

Posty [ 976 do 1 040 z 1 076 ]

Strony Poprzednia 1 … 14 15 16 17 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto mieć nadzieję

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026