netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

czy warto mieć nadzieję

1 075 odpowiedzi113 952 wyświetleniazałożony przez kobieta w rozterkach, 03.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto mieć nadzieję

Strony Poprzednia 1 … 13 14 15 16 17 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 911 do 975 z 1 076 ]

911

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Brak radości życia po rozpadzie małżeństwa a z drugiej strony czas na codzienne obowiązki,szkoła,pisanie na tym i tym drugim forum a na koniec ponowne rozwijanie romansu z pseudo przyjacielem.
To nazywasz depresją i brakiem radości po rozpadzie związku?

A kto Ci powiedział, że ja czerpię radość z tego wszystkiego z czym muszę uporać się codziennie? To są rzeczy z którymi czy chcę czy nie chcę - poradzić sobie muszę bo nikt inny ego za mnie nie zrobi.
Depresja to nie tylko warzywko kiwające się w fotelu z niewidzącym wzrokiem wbitym w ścianę (a i takie etapy przechodziłam) ... to także brak właśnie czerpania radości z życia , chroniczny smutek.
Dokształć się trochę może.

Alterego1 napisał/a:

Ok.Wyjaśnię kwestię tego drugiego forum.
Prosiłem o link do strony a nie Twój nick.Widzisz różnicę?

To forum ściśle tematyczne , nic by to nie wniosło do sprawy a ja czułabym się niekomfortowo z twoją wiedzą na ten temat. Nadal podtrzymuję swoje stanowisko w  tej sprawie.

912 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-17 15:54:58)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Ok.Skoro masz tak z tym wszystkim obcykane tj lekarze leczą Twoją depresję,Twojego małżeństwa od lat już nie ma i na nowo odnowiłaś romans to w czym problem?
Czego oczekujesz?
Pogłaskania czy za przeproszeniem kopa na rozpęd?
To nie było złośliwie.
Pytam bo co raz bardziej nie mogę zrozumieć o co ci w tym wszystkim chodzi?
Teoretycznie masz już ten plan na przyszłość czyli własne mieszkanie,rozwód,kochanek czekający z utęsknieniem.itd
Wiec pytam
Co jeszcze?
PS.Czułabyś się niekomfortowo z moją wiedzą na temat tego drugiego forum.Hm.Czyli tematyka nie odbiega daleko od tego forum a może nawet coś je łączy.Pytanie co?.

913

Odp: czy warto mieć nadzieję

Alterego1 - zalogowałam się specjalnie z Twojego powodu. Przepraszam ale nie mogę już Ciebie czytać. Nie widzisz, że nie pomagasz? dlaczego usilnie starasz się narzucać komuś swoje zdanie, dlaczego z uporem maniaka udowadniasz swoje racje, cokolwiek kobieta napisze to ty odwracasz kota ogonem na swoją strone, po co Ci jest wiedza o drugim forum? co chcesz w ten sposób udowodnić? pozwól  proszę, że teraz ja zadam Ci pytanie:
"Pytam bo co raz bardziej nie mogę zrozumieć o co ci w tym wszystkim chodzi?" bo ja odnoszę wrażenie że się po prostu pastwisz.
Trzymaj się kobieto w rozterkach - kiedyś będzie dobrze i odzyskasz swoją radość...

914 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-17 19:27:50)

Odp: czy warto mieć nadzieję
chuloa napisał/a:

Alterego1 - zalogowałam się specjalnie z Twojego powodu. Przepraszam ale nie mogę już Ciebie czytać. Nie widzisz, że nie pomagasz? dlaczego usilnie starasz się narzucać komuś swoje zdanie, dlaczego z uporem maniaka udowadniasz swoje racje, cokolwiek kobieta napisze to ty odwracasz kota ogonem na swoją strone, po co Ci jest wiedza o drugim forum? co chcesz w ten sposób udowodnić? pozwól  proszę, że teraz ja zadam Ci pytanie:
"Pytam bo co raz bardziej nie mogę zrozumieć o co ci w tym wszystkim chodzi?" bo ja odnoszę wrażenie że się po prostu pastwisz.
Trzymaj się kobieto w rozterkach - kiedyś będzie dobrze i odzyskasz swoją radość...

No tak.Pastwię się,odwracam kota ogonem itd.
Twoim zdaniem mam kwr pogłaskać po głowie i napisać idź i rób tak dalej to napewno odnajdziesz te swoje szczęście.
Na tym polega pomoc?.
Gdy widzisz że,ktoś kradnie w sklepie to Mu pomagasz czy dzwonisz na policję?.
A tak z drugiej strony
Jak myślisz?Skąd na tym portalu jest tyle osób które zostały zdradzone?
Bo w tzw.społeczeństwie upowszechnia się tolerancja wobec braku zasad,reguł itp.
Zdrady to już nie jest jednostkowy problem to epidemia która rozrasta się bo jest coraz powszechniej akceptowana.A tych którzy jej nie nie tolerują spycha się na margines.

915

Odp: czy warto mieć nadzieję

Alterego1. No i według Ciebie powinna do końca życia leżeć krzyżem w kościele, posypywać głowę popiołem i może jeszcze się biczować bo to może zbyt mała kara? Jak widzisz ponosi konsekwencje swoich czynów i to dość boleśnie, nie musisz jej o tym przypominać za każdym razem jak się pojawiasz. Nie każe głaskać po głowie, nigdzie również nie wspomniałam że należy być tolerancyjnym w stosunku do zdrady.
Teraz kobieta musi nauczyć się żyć na nowo i na nowo odnaleźć radość. Czy odnajdzie szczęście to się okaże, na razie potrzebuje odzyskać spokój.
Napisałes: mam "napisać idź i rób tak dalej to napewno odnajdziesz te swoje szczęście". Według mnie nie powinnieneś pisać wogóle co Kobieta w rozterkach ma zrobić - to jej życie i jej decyzje. Zadaniem uczestników na tym forum jest sugerowanie ewentualnie rozwiązań, pokazywanie innej perspektywy, proponowanie pewnych działań na bazie własnych doświadczeń ale nie ich narzucanie.
Zauważ proszę jaka jest forma Twoich zdań. Ja odnoszę zawsze wrażenie, że na nią krzyczysz a to nie jest konstruktywna rozmowa i na pewno nie pomaga w dyskusji.
Czy na tym ma polegać Twoja pomoc,  w "kopniakach na rozpęd"?
nie sądzisz, że zdanie  "czego jeszcze oczekujesz kwr? Pochwały tego że,wróciłas do kochanka?.Jak wyjść z depresji?.No powiedz czego?" można sformułować inaczej, żeby druga strona nie odnosiła wrażenia że ją atakujesz?

916

Odp: czy warto mieć nadzieję

Możliwe że,mógłbym inaczej sformułować pytanie ale czy to by zmieniło sens pytania?.
Pytania nie były krzykiem.W żadnym razie.
W skrócie można by je określić dość prosto
Jakiej jeszcze pomocy oczekuje kwr skoro
-małżeństwo już właściwie to formalność
-romans a właściwie związek z tym drugim kwitnie
-jest pod opieką lekarzy
To są fakty więc pytam tylko jakiej pomocy możemy jeszcze udzielić tej kobiecie?
Pytanie jest bez żadnych złośliwości ba nawet z odrobiną sympatii w jej stronę.

917

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Możliwe że,mógłbym inaczej sformułować pytanie ale czy to by zmieniło sens pytania?.
Pytania nie były krzykiem.W żadnym razie.
W skrócie można by je określić dość prosto
Jakiej jeszcze pomocy oczekuje kwr skoro
-małżeństwo już właściwie to formalność
-romans a właściwie związek z tym drugim kwitnie
-jest pod opieką lekarzy
To są fakty więc pytam tylko jakiej pomocy możemy jeszcze udzielić tej kobiecie?
Pytanie jest bez żadnych złośliwości ba nawet z odrobiną sympatii w jej stronę.

Nie, nie zmieniło to sensu pytania ale zupełnie inaczej się to czyta, ma inny wydźwięk i na tak postawione pytanie zupełnie inaczej się odpowiada. I tak trzymać smile
Pozdrawiam wszystkich

918

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Teraz już nie jestem na huśtawce emocjonalnej związanej z nadzieją, chceniem , walką....
Teraz jestem na takim etapie , że jeden dzień jest ok , powiedzmy znośny , czasem nawet optymistycznie nastawiona jestem do życia - a kolejny dzień jestem przygnębiona i smutna - tak po prostu.

Mam problem z czerpaniem radości - tyle dobrego , miłego , przyjemnego mnie ostatnio spotkało a ja nie potrafię się cieszyć. Nie ma we mnie radości. Minie to? u Ciebie minęło?

Minęło.
Wszystko, co złe, zawsze mija.

Gorzej jest z celem w życiu. Przykra jest świadomość, że czas, który mi tu został, spędzę sama. No takie mam założenia. I nie chcę o tym dyskutować.
Jest przykro i ciężko.

Ale da się żyć.

Mam wspaniałych przyjaciół. Bardzo dużo im zawdzięczam w tak ciężkich chwilach. Sprawiają, że nie staczam się na dno rozpaczy.
Jedna z moich przyjaciółek jest dla mnie dostępna pod telefonem 24 h na dobę, często korzystam i gadamy godzinami. Dzięki temu nie odczuwam tak bardzo samotności.

Zdarza mi się płakać, ale już bardzo rzadko.

KwR... jeśli to Cie pocieszy, to... naprawdę da się żyć. A Ty przecież i tak jesteś w lepszej sytuacji ode mnie.

919

Odp: czy warto mieć nadzieję

Alterego, mam wrażenie, że wciąż się tłumaczysz. Krw ma tu rzeszę obrońców swojego postępowania. Jest w rozpaczy, w depresji. Jest jej bardzo ciężko - tak odbieram jej posty. Być może tak jest. A ja nie wiem dlaczego, zupełni etego nie rozumiem, ale jakoś mi coś nie pasuje. Jakby była w tym jakaś manipulacja, coś ukrywane. Wybacz Krw, pisze na tym forum wiele kochanek, którym ktoś tam zawrocił w głowie itd. Jestem zdradzoną żoną, ale czasem one wydają mi się bardziej uczciwe. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale nie wyczytuję z Twoich postów rozpaczy, nie wydaje mi się, zebyś miała jakąkowliek depresję. Coś Cię niewątpliwe trapi. Ale to raczej jesteś ty, nie małżeńswto, mąż. Nie chodzi mi o krytykę, bo to są tylko takei moje spotrzeżenia, uwagi, a mogę być w błędzie. Ale wydaje mi się, że najtrudniej jest być szczerym samemu ze sobą. Nie szukać usprawiedliwień, tłumaczeń. Mam depresję, jestem ociążona dziecińtwem, problemami z przeszłości. Mąż był taki, więc zrobiłam tak, mąż znalazł sobie Monię, nie chcę być sama. Zastanów się może czy dobrze się z tym czujesz. Czy nie manipulujesz opinią innych czując się podświadomie lepiej jak czytasz: co ma leżeć krzyżem... W pewnych kwestiach jesteś raczej zdawkowa. Opisujesz głównie swój ból. Jeśli masz kontakt z " kochankiem", bo dajmy sobie spokój z określeniem przyjaciel, to czemu nie piszesz co wtedy czujesz. Chcesz kogoś oszukać... Bo ja czuję jakby mnie ktoś wkręcał czytając Ciebie. I nawet przyznam, że mnie intrygujesz.

920

Odp: czy warto mieć nadzieję
bet napisał/a:

Jest w rozpaczy, w depresji. Jest jej bardzo ciężko - tak odbieram jej posty. Być może tak jest.

Jest , ale masz rację - problem jest we mnie.
Wreszcie zrozumiałam, że jedyna droga do tego żeby jakoś sie ogarnąć to porzucić nadzieję o sklejeniu małżeństwa , przestać żyć mrzonkami , oddzielić krechą to co było i iść do przodu nie oglądając się za siebie. I kiedy wreszcie chcę , staram się to zrobić i wydaje się - robię to nagle się okazuje , że jest mi lżej ale cholernie smutno wewnętrznie , pusto . Że choć już nie mam nadziej, nie szarpię się wewnętrznie , nie walczę - to nadal odczuwam smutek , poczucie winy , pustkę wewnętrzną. Że nie potrafię się cieszyć, odczuwać radości nawet w prostych prozaicznych sprawach które idą po myśli.
Tak, jakbym wewnętrznie nie dawała sobie pozwolenia na szczęście i radość . Jakbym uważała, że nie zasługuję.
Może stąd ciągłe zabieganie o akceptację otoczenia , może to dla mnie sposób na utwierdzenie się w przekonaniu, że czas już przestać się umartwiać bo zasługuję jednak na szczęście. Chyba sama siebie blokuję.


Bellatrix napisał/a:

Minęło.
Wszystko, co złe, zawsze mija.

Gorzej jest z celem w życiu. Przykra jest świadomość, że czas, który mi tu został, spędzę sama. No takie mam założenia. I nie chcę o tym dyskutować.
Jest przykro i ciężko.

Ale da się żyć.

Mam wspaniałych przyjaciół. Bardzo dużo im zawdzięczam w tak ciężkich chwilach. Sprawiają, że nie staczam się na dno rozpaczy.
Jedna z moich przyjaciółek jest dla mnie dostępna pod telefonem 24 h na dobę, często korzystam i gadamy godzinami. Dzięki temu nie odczuwam tak bardzo samotności.

Zdarza mi się płakać, ale już bardzo rzadko.

KwR... jeśli to Cie pocieszy, to... naprawdę da się żyć. A Ty przecież i tak jesteś w lepszej sytuacji ode mnie.

Dałaś sobie wewnętrznie pozwolenie na szczęście, na przeżywanie radości? Wytłumaczyłaś sobie, że zasługujesz? Pokonałaś poczucie winy? Ciężko mi to idzie.

921 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-17 23:18:53)

Odp: czy warto mieć nadzieję

bet
Jeśli wrócisz do moich wcześniejszych postów to zauważysz że,mamy podobne wrażenie co do wątku kwr.
Dlatego też zadawałem pytania by uściślić wątpliwości.Bez żadnych podtekstów,złośliwości.Zwyczajnie coś mi tu gra,nie jest spójne.
Przyznam też że,byłem/jestem zaskoczony dzisiejszą reakcją kwr na moje posty.Skąd ta złość kwr?
Coś wyprowadziło Cię z równowagi?.
Dotknełem zakazanego terenu a reakcją był atak?.
Tego właśnie nie rozumiem.
W sytuacjach gdy nie wspominam o tym drugim forum lub kochanku Twoja reakcja kwr jest zupełnie inna niż dzisiaj.Nie ma tej złości,zdenerwowania.
Kochanek czy forum?
Co bardziej Cię denerwuje gdy o tym wspominam?
Jakiś czas temu spytałem Cię czego tak naprawdę się boisz?
Może tego że,ktoś pozna jaka Jesteś naprawdę?.Twoje alterego?

922

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Dałaś sobie wewnętrznie pozwolenie na szczęście, na przeżywanie radości? Wytłumaczyłaś sobie, że zasługujesz? Pokonałaś poczucie winy? Ciężko mi to idzie.

Zanim to się stało, wykonałam szereg ćwiczeń, które postronnym mogą wydać się głupie.
Ale głupie nie są, bo przynoszą pożądany efekt.

923

Odp: czy warto mieć nadzieję

Jest jeszcze coś kwr
Twierdzisz że,musisz że,tak powiem pozbierać się po rozpadzie małżeństwa a także że,nadal kochasz męża.Ok.
Tylko jedno mi tu nie gra
Gdyby ktoś obrzucał błotem moją żonę publicznie to broniłbym Jej nawet mając świadomość że,ktoś ma rację.Dlaczego?.Bn to moja żona którą kocham.
Ty robiłaś wręcz odwrotnie.Mało tego.Bardziej bronisz kochanka niż męża przed obrzucaniem błotem.

924

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Przyznam też że,byłem/jestem zaskoczony dzisiejszą reakcją kwr na moje posty.Skąd ta złość kwr?
Coś wyprowadziło Cię z równowagi?.
Dotknełem zakazanego terenu a reakcją był atak?.
Tego właśnie nie rozumiem.
W sytuacjach gdy nie wspominam o tym drugim forum lub kochanku Twoja reakcja kwr jest zupełnie inna niż dzisiaj.Nie ma tej złości,zdenerwowania.
Kochanek czy forum?
Co bardziej Cię denerwuje gdy o tym wspominam?
Jakiś czas temu spytałem Cię czego tak naprawdę się boisz?
Może tego że,ktoś pozna jaka Jesteś naprawdę?.Twoje alterego?

Tak naprawdę chyba sama nie wiem jaka jestem naprawdę .
Chyba dopiero przede mną odkrycie tego - nigdy nie byłam sama , zawsze ktoś był obok. Od kogoś byłam współzależna i ktoś był współzależny ode mnie.
Co do forum - to moja prywatna sprawa , nie ma to żadnego wpływu z całą sytuacją. Tutaj sie spisku nie doszukuj - po prostu nie mam ochoty na wywlekanie brudów w miejscu gdzie wszyscy mnie znają. Nie ufam Ci , jesteś dla mnie kimś z internetu, musisz to zrozumieć.
Co do przyjaciela - tutaj tym bardziej nie zamierzam o nim opowiadać. Cokolwiek powiem - spotka się z krytyką.
Problemem jestem ja sama , moje emocje i moje uczucia i na tym chcę się teraz skupić. Nie jak dotąd na jeszcze mężu, na przyjacielu , na innych . Teraz muszę zrobić wszystko żeby ogarnąć się, podnieść , otrzepać i iść dalej pogodzona z sytuacją. Spokojna i otwarta na nowe.

Co do niespójności którą mi zarzucacie - żeby była spójność , musiałabym cały życiorys opisać krok po kroku od początku. To co tutaj się podziało to krótki urywek z mojego długiego życia . Tylko część powiązanych z sobą sytuacji , emocji , uczuć.
Oczywiście, że nie sposób napisać wszystkiego. I oczywiste jest też, że są pewne epizody zbyt trudne dla mnie żeby pisać czy mówić o tym z kimkolwiek. Myślę, że każdy tak ma. Rzeczy których się wstydzi , których robić nie powinien, o których mówić nie chce nikomu , nawet anonimowo w internecie.
Nie oczekujcie podania jak na tacy szczegółów, które mogłyby skończyć się namierzeniem mnie przez ludzi którzy mnie znają i którzy zechcą skomplikować mi i tak nieproste teraz życie tudzież siedzieć z wywieszonymi jęzorami czytając po drugiej stronie moje wpisy i nabijając się ze mnie. Boję się wytykania palcami przez znajomych , na ulicy też.
Pikantnych szczegółów z relacji z mężem czy przyjacielem też nie oczekuj .

Więc tak naprawdę o co pytasz? Czego oczekujesz?
Mam prawo czuć to co czułam, czuję - bo znalazłam się w niełatwym dla mnie momencie życia , mam prawo się wahać, zmieniać decyzje, odczuwać huśtawki nastrojów i oczekiwań. Bo i emocje targające człowiekiem nie są łatwe.
Piszę o swoich emocjach i uczuciach na tu i teraz . Każdy mój wpis był szczery na chwilę w której go pisałam.
Dlatego nie wiem , skąd zarzut o nieszczerość i niespójność.

Bellatrix napisał/a:

Zanim to się stało, wykonałam szereg ćwiczeń, które postronnym mogą wydać się głupie.
Ale głupie nie są, bo przynoszą pożądany efekt.

Podziel się, nie bądź taka ... proszę smile. Może być na maila wink
Albo pogadajmy na skype może w któryś dzień jak będziesz chciała smile

zmykam spać, dobranoc

925 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-18 00:33:49)

Odp: czy warto mieć nadzieję

O nic nie pytam,niczego nie oczekuję.
Ty sama wiesz jaka Jesteś naprawdę i odpowiedz sobie sama który element puzzli brakuje w tej układance jakim jest Twoje życie.Ja Jestem tylko nieznajomym z internetu który poświęcił Tobie zaledwie kilka chwil swojego życia by zrozumieć i być może pomóc.Nic więcej.
Dobranoc

926

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Przyczyną depresji jest rozpad małżeństwa.Tak?
Ale przecież tego małżeństwa już i tak dawno nie ma.Więc o co chodzi?.
Nie zasłaniaj się depresją bo jej nie masz kobieto.Sorry ale taka jest prawda.
Brak radości życia po rozpadzie małżeństwa a z drugiej strony czas na codzienne obowiązki,szkoła,pisanie na tym i tym drugim forum a na koniec ponowne rozwijanie romansu z pseudo przyjacielem.
To nazywasz depresją i brakiem radości po rozpadzie związku?

A ja te wszystkie działania KWR nazwałabym jakąś formą ratunku przed depresją,wołaniem o pomoc, codziennym mozolnym udowadnianiem sobie, że trzeba żyć, mimo iż jest beznadziejnie.
Nie rozumiem dlaczego tak siadłeś na autorkę, to jakaś forma twojej obrony przed istniejącą rzeczywistością?
Od samego początku o rozpad związku w dużej mierze obwiniłabym męża, bo o uczucie trzeba dbać, z opisu KWR wynika, że za przeproszeniem g...o robił od początku w tym temacie, ale oczywiście dziewczyna winna, bo zwyczajnie pragnęła szczęścia dla siebie i dzieci, chciała być kochana, doceniana i na domiar złego zdradziła, więc teraz z twoich wypowiedzi wynika, że zasługuje na wszystko, co najgorsze.
Czujesz się lepiej, kiedy dokopiesz leżącemu?Sama nie twierdzę, że wikłanie się w kolejny związek podczas trwania małżeństwa jest ok, ale jestem przekonana, że w odczuciu autorki jest to sposób na odzyskanie własnego ja, na podniesienie się z tego okropnego doła.
Każdy człowiek jest inny i inaczej reaguje, może warto to przemyśleć.

927 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-18 05:59:26)

Odp: czy warto mieć nadzieję

iwetka28
Przemyśl zanim coś napiszesz.
A najlepiej czytaj z uwagą to co ktoś pisze bo nie chce mi się tego wałkować od nowa.
Ps.Kilka słów na temat jak lekarze są różni.Zwłaszcza psychologowie i psychiatrzy
Autentyczna sytucja
Kobieta z jakiś tam względów idzie do psychiatry po poradę.Lekarz po zaledwie 10 min.rozmowy diagnozuje depresję i przepisuje leki.Tyle.
Wszystko byłoby cacy gdyby nie to że,ta kobieta tydzień późnie chce targnąć się na własne życie.
Efektem tego jest już pobyt w szpitalu psychiatrycznym gdzie została zdiagnozowana u Niej schizofremia paranoidalna.
Gdzie jest ta róźnica w podejsciu lekarzy do pacjenta?
Mianowicie w tym że,ten pierwszy praktykuje tylko we własnym gabinecie a drudzy mają do tego szpital pełen ludzi.
Dlatego też w ocenie fachowości psychiatrów a już tym bardziej psychologów byłbym bardzo wstrzemieźliwy.
Nie twierdzę że,kwr nie miała depresji na początku bo mogła mieć.
Ale czy teraz ją ma?.Mam wątpliwosci.
Jej zachowanie trochę temu przeczy.

928

Odp: czy warto mieć nadzieję

Alterego
Prawda jest taka, że - jak widać - chcesz być tutaj psychologiem i psychiatrą w jednym.
Wypowiadasz się bardzo autorytarnie, więc nie dziw się, że ludziom włącza się mechanizm przekory i "mania dość", nawet jeśli pisałbyś niegłupie rzeczy.
Ale i u Ciebie można by zauważyć pewną niekonsekwencję, podczas gdy na każdym wątku, na którym się znajdujesz, zadajesz tysiące pytań, bo coś Ci się ciągle nie zgadza, a tu piszesz:

Alterego1 napisał/a:

O nic nie pytam,niczego nie oczekuję.

Poza tym czy przypadkiem to nie jest manipulacja kimś innym? Granie na uczuciach danej osoby, kiedy piszesz, że Ty tylko chcesz pomóc, a ktoś to cholernie niewdzięczna osoba, bo tej pomocy nie chce? (Słowa inne, a sens właśnie taki).
Słowo... zupełnie, jakbym swoja matkę czytała:

Alterego1 napisał/a:

Ja Jestem tylko nieznajomym z internetu który poświęcił Tobie zaledwie kilka chwil swojego życia by zrozumieć i być może pomóc.Nic więcej

Wiesz, kiedy psycholog za nic w świecie nie pomoże? Kiedy pacjent tej pomocy nie chce.

929

Odp: czy warto mieć nadzieję

Bella
nie wiem czy tylko ja mam wrażenie, że Alterego Chce Zostać Naczelnym Doradcą Netkobiet,  Wyrocznią Posiadającą Patent Na Prawdę I Dogłębną Analizę Związków?

O której godzinie nie weszłabym na forum - jest Alter,
czy on w ogóle ma życie w realu?
2 w nocy: Alter pisze,
5 rano : Alter pisze,
16 po południu: Alter pisze,
9 rano : Alter pisze.

Czasem już widzę, że odpływa w swoich teoriach, chyba za daleko zabrnął w tych analizach  i sam już nie wie o co mu chodzi.

930 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-18 09:51:01)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Bellatrix
To co zacytowałaś było trochę ironiczne i w odpowiedzi na post kwr.
Wiem że,Jestem dziwnym facetem i wielu nie rozumie tego jak żyję i co robię.Skąd to nie zrozumienie?.
Możliwe że,dlatego że,wpojono mi kilka fundamentalnych zasad których trzymam się twardo,a może to też ten mój charakter ukształtowany głównie przez życiowe kopniaki.Wiele razy słyszę np.że,nie ma czarnych i białych sytuacji,przecistawieństw.ze są jeszcze kolory pomiędzy tym.A Ja twierdzę że,nie.Nie można np.kochać troszeczkę mniej lub bardziej.Albo kochasz albo nie.Tak samo jest ze zdradą.Zdradzam bo coś tam,coś tam.Nie.Zdradzasz bo chcesz.Ale jeśli zdradzasz to nie franzol że kochasz tego kogo zdradzasz.
Wolę upraszczać sobie a tym samym innym życie niż lawirować pomiędzy jednocześnie twierdząc że,jest inaczej.
Trochę zagmatwałem ale sądzę że,mnie zrozumiesz bo widzę że.w wielu przypadkach mamy podobne podejście i zasady.

931 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-18 09:47:39)

Odp: czy warto mieć nadzieję
headstrong napisał/a:

Bella
nie wiem czy tylko ja mam wrażenie, że Alterego Chce Zostać Naczelnym Doradcą Netkobiet,  Wyrocznią Posiadającą Patent Na Prawdę I Dogłębną Analizę Związków?

O której godzinie nie weszłabym na forum - jest Alter,
czy on w ogóle ma życie w realu?
2 w nocy: Alter pisze,
5 rano : Alter pisze,
16 po południu: Alter pisze,
9 rano : Alter pisze.

Czasem już widzę, że odpływa w swoich teoriach, chyba za daleko zabrnął w tych analizach  i sam już nie wie o co mu chodzi.

Mam pytania.
To o której tutaj piszę/udzielam się jest tematem wątku?
Czy wiesz co to jest urządzenie mobilne z dostępem do internetu?
Czy zdajesz sobie sprawę że,istnieją jeszcze ludzie którzy mają tzw.nienormowany czas pracy a tym samym mogą np.pisać o różnych porach?
Masz jakiś problem z moją aktywnością na tym forum?
A może chcesz mi ją ograniczyć bo nie pasuję do Twoich teorii i dlatego że,Jestem mężczyzną udzielającym się na kobiecym forum?

932 Ostatnio edytowany przez headstrong (2013-04-18 09:56:41)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Nie tylko ty masz mobilny internet, a o godzinach wspomniałam po przejrzeniu twoich logów, postów, dla mnie to i możesz byc obojnakiem, królikiem, kim wolisz,
nie będę wdawać się z tobą w słowne przepychanki, próby manipulacji, które stosujesz wobec KWR,

proponuję abyś odpoczął trochę od forum.
Dobrze ci to zrobi, innym użytkownikom również.

933

Odp: czy warto mieć nadzieję

Alterego,
nie byłam ironiczna.
Zdaje się, że nie zrozumiałeś sensu mojego postu.

Może powiem wprost: próbujesz ludzi zmienić na kształt i podobieństwo Twoje. Nie masz w sobie empatii.
To jest moje zdanie.

Co do urządzeń mobilnych - każdy z nas je ma, a mimo to nie przesiaduje non stop na forum.

934

Odp: czy warto mieć nadzieję
headstrong napisał/a:

Nie tylko ty masz mobilny internet, a o godzinach wspomniałam po przejrzeniu twoich logów, postów, dla mnie to i możesz byc obojnakiem, królikiem, kim wolisz,
nie będę wdawać się z tobą w słowne przepychanki, próby manipulacji, które stosujesz wobec KWR,

proponuję abyś odpoczął trochę od forum.
Dobrze ci to zrobi, innym użytkownikom również.

Skup się na wątku a nie na mnie.
To jest moja rada.

935

Odp: czy warto mieć nadzieję

Alter

ty się tak na tym wątku skupiłeś, że tu nie ma miejsca na nasze skupienie.  Nie widzisz tego?

Wyluzuj, wiosna przyszła, popuść poślady:-)

936

Odp: czy warto mieć nadzieję

Mam propozycję
Może nie skupiajmy się na analizie tego co Ja robię,kiedy to robię itd,itd.bo to nie prowadzi do niczego budującego w temacie wątku.Prawda?
Co do ironii to nie była do Ciebie.Źle to zrozumiałaś.
Chodziło mi o to że,pisząc tamten post który zacytowałaś po części miałem na myśli to że,kończę aktywność na wątku kwr.
To tyle.Pozdrawiam.

937

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Mam propozycję
Może nie skupiajmy się na analizie tego co Ja robię,kiedy to robię itd,itd.bo to nie prowadzi do niczego budującego w temacie wątku.Prawda?
Co do ironii to nie była do Ciebie.Źle to zrozumiałaś.
Chodziło mi o to że,pisząc tamten post który zacytowałaś po części miałem na myśli to że,kończę aktywność na wątku kwr.
To tyle.Pozdrawiam.

Aż dech mi zaparło.Uff.
Tak.Skupiłem się na tym wątku.Hm.Wybacz ale wizyta u okolisty by Ci pomogła bo coś przeoczyłaś.

938 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-18 10:31:13)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Bellatrix
Tak szczerze i bez złośliwości
Wiesz co to jest empatia?
Jeśli tak to zapewne wiesz że,gdybym jej nie miał to nie udzielałbym się wogóle na tym portalu bo nie obchodziłby mnie czyjś los.
PS.Kwr i adminki.Przepraszam za tą prywatę i odbiegnięcie trochę od tematu wątku.Poniekąd zostałem do tego zmuszony bo skupiono się na analizie tego co robię i jak robię zamiast na temacie i chciałem to wyjaśnić.
Kwr.
Mimo różnicy zdań i podejścia do wielu spraw nie mam w sobie żadnych negatywnych emocji do Ciebie.Starałem się pomóc jak najlepiej potrafię i sama zapewne ocenisz czy to coś dało.
Życzę Ci powodzenia w życiu.Szczerze.

939

Odp: czy warto mieć nadzieję

Ależ się podziało yikes

Alterego1 napisał/a:

Bellatrix
Wiem że,Jestem dziwnym facetem i wielu nie rozumie tego jak żyję i co robię.Skąd to nie zrozumienie?.
Możliwe że,dlatego że,wpojono mi kilka fundamentalnych zasad których trzymam się twardo,a może to też ten mój charakter ukształtowany głównie przez życiowe kopniaki.Wiele razy słyszę np.że,nie ma czarnych i białych sytuacji,przecistawieństw.ze są jeszcze kolory pomiędzy tym.A Ja twierdzę że,nie.

To w takim razie musi Ci być w życiu bardzo ciężko z takim nastawieniem.
Skrajności nie są dobre , czasem trzeba wypośrodkować, znaleźć czasem kompromis , dostrzec swoje błędy u siebie , a nie tylko u innych.
Zdrada nie jest dobra - nie jest . Ale zdarza się nawet najsilniejszym , chwila słabości , alkohol, zauroczenie.
Dojrzała osoba wyciągnie wnioski z tego co się stało, poszuka przyczyn , zobaczy swój błąd w tym "jak to się stało że zdradziłam pomimo tego że przecież kocham , czego zabrakło, co się podziało" , a strona druga będzie próbowała pomimo swojego bólu zobaczyć "jak się to stało, dlaczego nie zauważyłem w porę że coś było nie tak "?
Nie chodzi o wzajemne obwinianie , choć i to ma miejsce bo nerwy biorą górę. Ale kiedy opadnie już kurz emocji , ten pierwszy - związek dojrzały zaczyna sobie zadawać powyższe pytania i szuka odpowiedzi, rozwiązań żeby konstruktywnie budować na tych zgliszczach. Naprawiać.
Osoba jak Ty czy mój JM - nie daje szansy , choć naprawdę czasem warto. Choć na tych zgliszczach można niejednokrotnie zbudować coś niesamowicie pięknego i silniejszego - wzbogaconego o wiedzę co było dotąd źle.
Związki to przecież są ludzie. Tylko od samych ludzi zależy czy powiedzą "nie , nie wybaczę zdrady i koniec". Nie bo nie , bo nie potrafię. Nie próbują nawet pracować nad sobą żeby zmienić w sobie coś, bo "przecież skoro ktoś inny zdradził to ja jestem jak łza". Takie zasady - czarne albo białe.
Czy lepsze?

Dziś słonko świeci - humor troszkę lepszy smile .
Miłego dnia wszystkim smile

940

Odp: czy warto mieć nadzieję

Nie rozumiem tego co się tu dzieje. Zgadzam się na przykłąd z wieloma opiniami Alterego. Uważam, że nie naskakuje na KRW. Ma pewne odczucia co do jej wpisów, ja różnież. Jego wypowiedzi są kulturalne. Może mu się coś nie podobać i piszę o tym w delikatny sposób.Być może to jkest jego błąd.                   Headstrong robi co chwila osobiste podjazdy do różnych osób. Przepraszam, nie jest to tematem wątku, ale to o której ktoś robi wpisy jest jego prywatną sprawą. Alterego może mieć swoje poglądy na życie i nie musi ich zmieniać lub się z nimi kryć tylko po to, żeby komuś się przypodobać.  Nie wnikam czy Headstrong to jest Rednigkht czy ktoś inny. Ale nie podoba mi się jak ktoś kto jest podobno po terapiach jeździ po ludziach. Urządza sobie prywatne pogaduchy na temat kogoś kto wypowiada się na forum. Zwyczajnie wyśmiewa go. Sory, Krw - to Twój wątek. Ale wydaje mi się, że nie chodzi o to, aby tworzyć kliki. Towarzystwo wzajemnej adoracji.

941

Odp: czy warto mieć nadzieję
bet napisał/a:

Nie rozumiem tego co się tu dzieje. Zgadzam się na przykłąd z wieloma opiniami Alterego. Uważam, że nie naskakuje na KRW. Ma pewne odczucia co do jej wpisów, ja różnież. Jego wypowiedzi są kulturalne. Może mu się coś nie podobać i piszę o tym w delikatny sposób.Być może to jkest jego błąd.

Każdy pisze przez pryzmat swoich doświadczeń i poglądów. Trzeba mieć na względzie , że moje zdanie nie musi być to jedyne najwłaściwsze i najsłuszniejsze bo inni maja inne poglądy , inne priorytety - i nie znaczy to że ta osoba jest zła do szpiku kości. Po prostu każdy w swoim życiu popełnia błędy , a potem za nie płaci. Błędy to rzecz ludzka- jaki człowiek ich nie popełnia?  Ale nawet człowiek który popełnił taki błąd jak ja zasługuje na wsparcie , na pocieszenie, na pokazanie że za błędy się płaci , ale potem trzeba iść dalej wyciągając wnioski.

Staram się dostrzegać przekaz który mi wszyscy wysyłanie , ale jeśli po raz dziesiąty Alterego z sarkazmem i ironią pyta o rzeczy o których nie chcę rozmawiać (a mam do tego prawo) , i on tego nie przyjmuje - to jak traktować takiego człowieka?
Kto powiedział , że na tym forum jak na spowiedzi należy pisać o wszystkim , wywnętrzać się z najskrytszych doznań i przeżyć , tych najbardziej intymnych które są tylko moje?  Ze spraw , które nie maja związku z sytuacją, a mogą mi zaszkodzić ?
Są rejony emocjonalne i egzystencjonalne które podlegają rozmowom , a są takie do których prawo do prywatności powinniście uszanować . I nie jest to "niespójność" wynikająca ze złej woli , tylko z chęci uszanowania swojej prywatności w niektórych tematach. Alterego tego nie przyjmuje.

bet napisał/a:

Headstrong robi co chwila osobiste podjazdy do różnych osób. Przepraszam, nie jest to tematem wątku, ale to o której ktoś robi wpisy jest jego prywatną sprawą.

Tak samo jak moją prywatną  sprawą jest moje udzielanie się na innym forum i brak chęci udostępnienia danych , a aluzje Alterego z tego powodu są dość nieprzyjemne i dyskwalifikujące moją szczerość. A to przecież moja prywatna sprawa.
Tego nie widzisz? 

bet napisał/a:

Alterego może mieć swoje poglądy na życie i nie musi ich zmieniać lub się z nimi kryć tylko po to, żeby komuś się przypodobać.

Oczywiście - ale chyba czytałaś inny wątek niż mój , skoro nie widzisz , że pisze przez pryzmat osoby zranionej niegdyś w ten sposób , zdradzonej która odbija sobie swoje "czarne i białe , nie i koniec" i ceduje na wszystko co pisze. Wbija szpilę - i proszę Cie, nie pisz że tego nie zauważyłaś bo nie uwierzę.
Kiedys był tu pod innym nickiem - i też wtedy nie dostrzegał niczego innego niż mojej zdrady w tym wszystkim i wbijał mnie nieustannie w poczucie winy zamiast pomóc mi wyjść z doła emocjonalnego w którym byłam.
Wątek ma prawie trzydzieści stron - wydarzyło sie tu wiele , opisywałam wiele aspektów sytuacji która się zdarzyła, także mojego małżeństwa. Nie chodziło tylko o zdradę, to nigdy nie jest tylko TEN problem. Wiem, że nic zdrady nie usprawiedliwia, ale tych innych aspektów nigdy nie dostrzegał.
Człowiek jest skomplikowana jednostką - każdy , nie należy wrzucać wszystkich do jednego worka, każdy jest inny , sytuacje sa inne , okoliczności sa inne . Wszystko jest inne.

Ja dziękuję wszystkim za pomoc mi tu udzieloną, bo na tą chwilę jest o niebo lepiej ze mną niż jeszcze kilka tygodni temu.
Bo było wiele osób , które pokazały mi , że nie wszystko jest moja winą.
Które spoza zdrady dojrzały też mnie samą w tym wszystkim i moje uczucia i emocje . Dojrzały zagubioną kobietę z dużym problemem emocjonalnym - i starały się pokazać nie tylko to co złego zrobiłam, ale także to że czasu nie cofnę i powinnam iść do przodu i zaopiekować się sobą.
Co da ciągłe wpędzanie w poczucie winy? Nic nie da , bo blokuje działanie.
Poczucie winy już zawsze bedzie mi towarzyszyć raz mniej raz bardziej - ale nie moge już nim żyć , bo nie zrobić kroku wprzód. Wyciągnęłam wnioski , staram się zmienić , pracuje nad sobą na terapiach i myślę, że idzie ku lepszemu.
Dziękuje przede wszystkim za to, że pozwoliliście mi zrozumieć, że już nic nie będzie jak dawniej , że etap mojego małżeństwa sie zakończył , nie da się już cofnąć czasu i sprawić żeby ktoś mnie chciał . Że  teraz trzeba poszukać siebie w tym wszystkim.
Jestem teraz smutna , ale stabilna. Nie żyje już nadzieją , żyję sobą.

bet napisał/a:

Nie wnikam czy Headstrong to jest Rednigkht czy ktoś inny. Ale nie podoba mi się jak ktoś kto jest podobno po terapiach jeździ po ludziach. Urządza sobie prywatne pogaduchy na temat kogoś kto wypowiada się na forum. Zwyczajnie wyśmiewa go. Sory,

Nie znam tematu , więc się nie wypowiem. Ograniczam się do tego wątku i nie wiem co się dzieje poza.


bet napisał/a:

Krw - to Twój wątek. Ale wydaje mi się, że nie chodzi o to, aby tworzyć kliki. Towarzystwo wzajemnej adoracji.

Nie , nie chodzi o to by tworzyć kliki i nie czuję jakobym do jakiejś należała .
Udzielam się tylko w tym wątku właściwie , i odpisuję na to co kto mi tu napisze - nie wiem co się dzieje ogólnie na forum i jakoś mnie to nie interesuje Dla mnie ważne są informacje które są mi przekazywane tu i staram się do nich ustosunkowywać niezależnie od tego kto pisze .

942

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kwr.
Wręcz przeciwnie.Jest mi o wiele łatwiej.Mam postawione granice i tego trzymam się od wielu lat.
Dzięki tym właśnie granicom i regułom mam pewność że,nie zdradzę.Jestem świadomy swoich ułomności i cały czas walczę z nimi.
Zamiast utrudniać sobie i innym życie staram się je ułatwiać.
Narzucam sobie odgurnie rygor niewykonalności pewnych rzeczy.
Jedną z nich jest zdrada a raczej to że,mimo ciężkich czasem chwil nie dopuszczam kategorycznie zdrady.
Stawiam barierę dla każdej obcej kobiety i uwierz mi miałem takie sytuacje że,mógłbym zdradzać na prawo i lewo.Ale pytam Po co?Skoro kobieta z którą akurat Jestem mimo wielu wad zaspokaja mnie w 100%?.
Myślę że,z czasem Ty też to zrozumiesz.Wierzę w to.
Wcześniej już Ci to pisałem
Znajdź w tym wszystkim samą siebie.
Dla mnie świadomość wlasnego Ja pozwala być Tym kim naprawdę Jestem.Dojście do tego zajmuje sporo czasu i sił i życia przez jakiś czas w samotności.Ale zawsze wiedziałem że,na końcu tej drogi czeka mnie tylko coś dobrego.
I tego wypada mi Ci życzyć
Pracuj nad poznaniem samej siebie a znajdziesz to czego szukasz.

943

Odp: czy warto mieć nadzieję

Krw, nie chodziło mi o Ciebie. Może Alterego zbytnio na Ciebie naciska. Dajmy już temu spokój. Być może też w jakiś sposób Ci to pomoże. Nie wiem. Nie wnikam. Wydaje mi się, że dobrze Ci życzy. Nie piszę, ze jesteś w jakiejś klice. Jest pieknie na dworze... cieszmy się tym co mamy. Życzę uśmiechu i trafnych wyborów.

944

Odp: czy warto mieć nadzieję

kwr
Mam propozycję
Jesli za kilka lat to forum jeszcze będzie istniało a Ty poukładasz już swoje życie to może zechcesz tu wrócić i podzielić się swoimi doświadczeniami.Co Ty na to?

945

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Bellatrix
Tak szczerze i bez złośliwości
Wiesz co to jest empatia?
Jeśli tak to zapewne wiesz że,gdybym jej nie miał to nie udzielałbym się wogóle na tym portalu bo nie obchodziłby mnie czyjś los.

Wiem, Alterego. I uważam, że nie potrafisz postawić się na miejscu KwR, nie umiesz wczuć się w to, co ona czuje.
Powinnam iść w czambuł tak jak Ty. Też przecież zostałam zdradzona i to okrutnie.

Jednak widzę, że KwR żałuje tego, co zrobiła. Potrafię zrozumieć, dlaczego to zrobiła.
Ja nawet potrafię zrozumieć, co mojego męża pchnęło do zdrady.

Nie oznacza to, że pochwalam. Ale rozumiem.

Alterego... ja przechodziłam już przez to, przez co przechodzisz teraz Ty. Kiedy czytam Twoje posty, widzę siebie sprzed roku. Też byłam tak zasadnicza i uważałam, że wszystko wiem najlepiej. Powtarzałam los mojej matki, która nadal myśli, że we wszystkim ma rację. Na szczęście wiele już zrozumiałam i dałam sobie prawo do bycia człowiekiem, do zwykłych ludzkich pomyłek... bo wydawało mi się, że skoro tyle przeszłam, a nie dałam się pokonać, to jestem idealna. Cierpię za miliony, ale cierpię godnie. Wiesz... tak kiedyś myślałam o sobie. I za to myślenie zapłaciłam odejściem męża.

Dlatego mówię Ci o tym, bo kiedy czytam Twoje posty to tak, jakby pisała to moja matka... albo ja sprzed jakiegoś czasu.
Ty pielęgnujesz w sobie urazy, zafiksowałeś się na punkcie swojego męczeństwa z powodu bycia zdradzonym.
I tym samym uważasz, że tylko Ty znasz najgłębszą prawdę o życiu, że dzieki temu masz prawo "leczyć" innych ludzi.

Wierzę, że chcesz pomóc. Tylko powinieneś chyba zrozumieć, że forma, w jakiej jej udzielasz, jest taka ... narzucająca. I pamiętaj może o przysłowiu, że dobrymi chęciami piekło wybrukowane...

p.s. To nie jest nie na temat i nie jest to odbieganie od wątku. Według mnie;)

946 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-18 18:39:13)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Bellatrix
Naprawdę bardzo mylisz się w ocenie mojej osoby.
Nie ma już sensu bym ci to tłumaczył.
Miałoby sens gdybym był autorem wątku ale nie Jestem.
29 stron rozważań i rad a kwr stoi praktycznie w miejscu.A właściwie zrobiła krok w tył.
Nic Ci to nie mówi Bellatrix.
Nie zastanawia Cię skąd w Niej ten upór?.

947

Odp: czy warto mieć nadzieję

Każdy ma inaczej - ja pisze i myślę z pozycji osoby która zdradziła , i z pozycji osoby której mąż zaangażował się emocjonalnie i sfinalizowanie tego związku było tylko kwestią czasu. Osoby , która kochając i płacząc za ścianą przez kilka miesięcy znosiła kontakty męża z inną kobietą - co wieczór . Ona była w jego sercu cały czas.
Czuję z dwóch stron , z obu pozycji.
Ja cierpiałam bardzo , ale też wiem jak bardzo cierpiał on. 
Myślę, że nie ma sensu już cofać się w moim przynajmniej przypadku - nadszedł czas kiedy trzeba po prostu odciąć to grubą kreską i pozostawić za sobą.

Bet dobrze napisała - przyszła wiosna, zaświeciło słońce , czas iść do przodu nie oglądając się na przeszłość.
Zacząć od nowa. Inaczej.

Mam zaliczenia w weekend , jutro lekarza z córą i z sobą, oglądacza na dom, opony muszę wymienić na letnie , przyszły tydzień też nie lżejszy - mnóstwo rzeczy do zrobienia , i dobrze ... nie ma czasu użalać się nad sobą wink

Tylko ten chroniczny smutek ... może minie z czasem.

948

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

29 stron rozważań i rad a kwr stoi praktycznie w miejscu.A właśchwie zrobiła krok w tył.
Nic Ci to nie mówi Bellatrix.
Nie zastanawia Cię skąd w Niej ten upór?.

Chyba żartujesz.
Zaczęłam pisanie tutaj od walki o coś co i tak już nie istniało a nie potrafiłam sobie tego uświadomić sama.
Przeszłam przez rozpacz, nadzieję, załamania nerwowe z myślami samobójczymi, huśtawki nastrojów skończywszy na stabilnym smutku i porzuceniu złudnej nadziei .
W tych 29 stronach rozegrał się dramat kobiety która musiała sobie uświadomić, że jej małżeństwa już nie ma. Zrozumieć to , że nie zmusi męża do kochania i chęci bycia z nią.

To, w jakim stanie jestem teraz nie da się porównać do stanu sprzed kilku tygodni , miesięcy kiedy jadąc setką samochodem myślałam "wystarczy tylko skręcić i się skończy".
Chyba jesteś ślepy skoro tego nie zauważasz.

Jest mi smutno, ale zaakceptowałam stan rzeczy jaki jest .
Pewnie, że wraca czasem postawa życzeniowa , są nadal chwile kiedy myślę : "jest na wyciągnięcie ręki , wystarczy tak mało - chcieć" , ale tak będzie jeszcze dopóki razem mieszkamy.
Nie szarpię się już wewnętrznie tak bardzo - potrzebna była jego Monia i potrzebny był mój przyjaciel, żebym zamknęła ten rozdział.
Ta szarpanina była najgorsza, chcenie , i kolejne zawody, odrzucenie, ranienie.

Jest różnica, jest  lepiej. Jak to mówią : " jest hu.... ale stabilnie" wink

949

Odp: czy warto mieć nadzieję

kwr
Kilka stron wcześniej właśnie o tym odcieciu pisałem z tą różnicą że,inaczej pojmujemy to odcięcie.Prawda?.Ja uważam że,odcinając się nie można stać jedną nogą w starym a drugą w nowym a Ty uważasz że,tak też można.
Oczywiście dostałem za to gromy bo wciskam i narzucam się ze swoim zdaniem.Ok.Niech i tak będzie.Czas pokaże co jest lepsze.

950

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Jest różnica, jest  lepiej. Jak to mówią : " jest hu.... ale stabilnie" wink

I byle do przodu... z nadzieja na lepsze "jutro" nie wracac do "wczoraj".

951

Odp: czy warto mieć nadzieję

kobieto w rozterkach mam podobna sytuacje tylko ze jestem facetem ale chyba za bardzo wrazliwym stracilem przez to wiare w wartosci i zaufanie

952

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

kwr
Kilka stron wcześniej właśnie o tym odcieciu pisałem z tą różnicą że,inaczej pojmujemy to odcięcie.Prawda?.Ja uważam że,odcinając się nie można stać jedną nogą w starym a drugą w nowym a Ty uważasz że,tak też można.
Oczywiście dostałem za to gromy bo wciskam i narzucam się ze swoim zdaniem.Ok.Niech i tak będzie.Czas pokaże co jest lepsze.

Wiesz - gdybym teraz porzuciła szansę na wzięcie władzy za swoje życie w swoje ręce , to wiesz co bym zrobiła? Pewnie spakowałabym się i poleciała do przyjaciela z dzieckiem bo mam taką możliwość - i tam zaczęła od nowa na stałe . Znowu nie sama. Znowu zależna.
Nie.
Teraz wiem dokładnie czego chcę .
Chcę zamknąć wspólne sprawy z mężem żeby już nie bolało , mieć swoje mieszkanie , być niezależną, robić co chcę a jak nie chce to nie robić , rozwijać się nadal , uczyć i pracować , jeździć, zwiedzać, poznawać ludzi , cieszyć się życiem - po prostu żyć a nie egzystować czekając na starość.
Przyjaciel to wsparcie. Nie jestem w stanie przewidzieć co dalej będzie , ale na pewno nie będzie nic czego bym nie chciała.
A ja wiem dokładnie czego teraz chcę (patrz wyżej).


bags napisał/a:
kobieta w rozterkach napisał/a:

Jest różnica, jest  lepiej. Jak to mówią : " jest hu.... ale stabilnie" wink

I byle do przodu... z nadzieja na lepsze "jutro" nie wracac do "wczoraj".

właśnie , bagsiu ... i tego się trzymajmy wink

953

Odp: czy warto mieć nadzieję
spokojnyodrzucony napisał/a:

kobieto w rozterkach mam podobna sytuacje tylko ze jestem facetem ale chyba za bardzo wrazliwym stracilem przez to wiare w wartosci i zaufanie

niewiele wywnioskowałam z Twojego wpisu ... może napisz coś więcej o sobie , w kupie raźniej smile

954 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-18 20:30:03)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Z wyjątkiem kochanka(wiem,wiem.Ten znowu swoje) to zgadzam się całkowicie.Nic dodać nic ująć.
PS.Nie będę wyjaśniał dlaczego kochanek a nie przyjaciel bo już parę razy to robiłem.To że,nazywasz Go inaczej nie zmienia faktu kim jest.
Bez sensu jest tłumaczyć Ci że,nie jest On tym za kogo Go uważasz bo i tak tego nie przyjmiesz.Jest w Twojej głowie jak guz którego bez operacji nie da się pozbyć.
Nadal Jesteś Nim zauroczona i każde tłumaczenie Tobie oczywistych faktów na Jego temat rozmija się z celem niestety.
Ty nie widzisz w tym problemu bo masz klapki na oczach.Tak było od początku jak Waszego romansu.
Ale co Ja tam wiem.Prawda?
PS.Taka autentyczna ciekawostka
Praktycznie każdy kto zdradza przyłapany np.na smsach,kawie itp tłumaczy się że,to nic,to tylko kolega/koleżanka,vel przyjaciel/przyjaciółka.
To już stało się schematem.
Tylko wiesz.Z przyjaciólmi to raczej się nie sypia.

955

Odp: czy warto mieć nadzieję

Nie będę dalej ciągnąć tego tematu.


Muszę się zmotywować do nauki - pojutrze zaliczenia, nie zajrzałam jeszcze do książek hmm

956 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-19 08:19:43)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kwr
Wyjaśnij mi bo tego nijak nie mogę zrozumieć
Jak to jest że,można kochać dwie osoby w tym samym czasie?
Moim zdaniem to niemożliwe.
Albo kochasz jedną albo wcale.
Pytam bo nie wierzę że,tak łatwo odpuściłaś sobie kochanka gdy to wszystko się wydało w imię ratowania własnego małżeństwa.
Teraz twierdzisz że,nadal kochasz męża i musisz pogodzić się źe,Go straciłaś jednocześnie bagatelizując trochę uczucia do kochanka.
Więc jak to jest?
Kochasz obydwu czy jednego z nich?
Jeśli jednego to tak naprawdę którego?

957

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Kochasz obydwu czy jednego z nich?
Jeśli jednego to tak naprawdę którego?

Jeszcze do niedawna kochałam męża. Naprawdę bardzo mi zależało. Dostrzegłam jak bardzo dopiero kiedy go straciłam.

Teraz zablokowałam emocje - moje serce nic mi nie mówi. Jest chyba już puste.
Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek będę mogła pokochać kogoś taką prawdziwą miłością.
Na dzień dzisiejszy jestem obojętna na każde emocje dotyczące mężczyzn w moim życiu , tylko smutek zawsze mi towarzyszy.
Jedynie dziewczyny moje potrafią ze mnie wykrzesać chęć przytulenia  i bliskości z  nimi.

958 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-19 12:00:38)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Hm.Dziwna odpowiedź biorąc pod uwagę to że,zadałem dość proste pytanie.
Ale ok.Nie chcesz to nie odpowiadaj.
Właściwie to nie pytałem by uzyskać odpowieć a po to byś sama sobie we własnym sercu i myślach odpowiedziała.
Z drugiej strony zastanawia mnie to jak to jest kochać i jednocześnie zdradzać?.Czyli co?.Można kochać męża vel źonę i jednoczesnie kochać kochanka vel kochankę?.Czy to ta sama miłość czy jednak po jednej stronie jest poped sexualny a po drugiej uczucie?.Jak to jest?
Można kochać jednego a sypiać z innym?.Co to daje danej osobie?
Jeśli to jest prawdą to monogamia jest bzdurą wyssaną z palca?
PS.Żeby było jasne
Nie pytam by Ci dopiec tylko po to by zrozumieć ten fakt.
Pytam bo sam nigdy(mam taką wielką nadzieję)nie doświadczę i w tym temacie mogę tylko teoretyzować a Ty znasz to z własnej praktyki.Rozumiesz?
Pytam też po to by wiedzieć czego unikać w przyszłości w swoim życiu.

959

Odp: czy warto mieć nadzieję

Nie odpowiem Ci na to pytanie , bo każdy ma inaczej. Ponadto to bardziej skomplikowane niż Twoje "czarno-białe" poglądy. Nie zrozumiesz .

960 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-19 12:12:39)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Widzisz.Z góry zakładasz że,nie zrozumiem.Tak jakbyś miała wyobrażenie o mnie jako człowieku ograniczonym umysłowo.
Może jednak postaraj się mi to jakoś wytłumaczyć a wtedy istnieje też szansa że,zrozumiem Twoje postępowanie w tej kwestii.
Możliwe że,starając się odpowiedzieć zrozumiesz też moje przekonania.

961

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Widzisz.Z góry zakładasz że,nie zrozumiem.Tak jakbyś miała wyobrażenie o mnie jako człowieku ograniczonym umysłowo.
Może jednak postaraj się mi to jakoś wytłumaczyć a wtedy istnieje też szansa że,zrozumiem Twoje postępowanie w tej kwestii.
Możliwe że,starając się odpowiedzieć zrozumiesz też moje przekonania.

Co tu rozumieć?
Z mężem od wielu lat żyliśmy obok siebie , wydaje mi się że zaczęło się w momencie wprowadzenia do wybudowanego domu - każde zasiadło w swoim pokoju . Zero wspólnych wyjść , zainteresowań, troski, bliskości , sporadyczny sex, taka wegetacja w oczekiwaniu na starość przez kilka lat. On uważał, że się już w zyciu wyszalał i nie potrzebuje znajomych ani życia towarzyskiego.
Ja coś jeszcze starałam sie robić (znajomi z forum tez w realu , zjazdy, szkoła - starałam się cokolwiek robić w swoim życiu) , on miał tylko komputer i swoją grę.  Do tego doszły problemy  w moje pracy - mam bardzo stresującą prace z ludźmi , czasami naprawdę wysiadałam nerwowo. Nie miałam wsparcia w mężu - na moje rozgoryczenie miał jedną odpowiedź "idź pracować do biedronki to zobaczysz jak ludzie mają źle". Do tego natłok obowiązków (właściwie to czułam jakby wszystko było na mojej głowie - ja byłam motorem i wykonawcą w  tym domu , bo przecież mam bardziej dyspozycyjną pracę to mogę robić wszystko). W domu obowiązkami dzieliliśmy się po połowie (sprzątanie, prace ogrodowe) , ale wszystko poza tym załatwiałam ja : szkoła dzieci , urzędy , zakupy .... itp. Znowu nie czułam wsparcia , ale też nie poprosiłam - po prostu tak ciągnęłam to bo ktoś musi.
Nawarstwiło się tego za dużo , klęczałam psychicznie w pewnym momencie. On jak mnie widział taką wiecznie zasępioną , bez ochoty na cokolwiek - też pewnie miał dość.
Mówił mi niedawno, że przecież tuz przed moim romansem wyszedł z propozycją wspólnego wyjazdu na wycieczkę zakładową i coś tam jeszcze proponował - ale albo mówił to z tak marną siłą przebicia między sesjami przed kompem że nie dotarło, albo byłam już tak zakopana w swoich problemach że tego nie widziałam. W każdym byliśmy już bardzo daleko od siebie.
No i poznałam przyjaciela w delegacji za granicą. Przy pierwszym spotkaniu zaiskrzyło . Inny świat , inne otoczenie, wydawałoby się bezproblemowy kraj, kusiły perspektywy fajnego życia. Do tego człowiek, któremu zależało i robił wiele żebym była z nim , ciepły - potrafił pokazać emocje  czego mój mąż nigdy nie potrafił.
Mąż się dowiedział. Chciał wybaczyć , chciał być ze mną. Wybrałam jego , zerwałam kontakt z przyjacielem - wiem że bardzo cierpiał.
Ogrom emocji które we mnie grały : poczucie winy , wyrzuty sumienia, wstyd, rozbicie emocjonalne, nieumiejętność określenia własnych uczuć i nieumiejętność poradzenia sobie z nimi wpędziły mnie w depresję . Zaczęłam się leczyć - terapie, psychologowie. Trwało to kilka miesięcy , podczas których powinnam dać z siebie wszystko żeby uratować ten związek- ale nie potrafiłam . Czułam , jakbym była za szybą i nic mnie nie dotyczyło. Nie było we mnie grama emocji pozytywnych , radości. Zaczęliśmy się oddalać . On przy swoim kompie , ja przy swojej depresji. Wtedy też nie czułam wsparcia w walce z chorobą- nie dał mi go. Ale nie obwiniam go, przecież sam cierpiał.
No i przyszedł październik , kiedy zauważyłam że coś się dzieje - że jest daleki, odległy. Zauważyłam, że go tracę i to dało mi bodziec do działania , kopa , zobaczyłam że zależy mi przecież na nim , że to jego kocham. Potem rozmowy , że nie jest w stanie mi wybaczyć - a on już miał Monię wtedy. Już gdzieś indziej było jego serce. Dalej już wiesz.

962

Odp: czy warto mieć nadzieję

Myślę  że wieloletnie życie obok siebie , brak dbania o związek z dwóch stron , brak zbudowania poczucia bliskości i przełamania się , otwarcia na siebie , troski i empatii z dwóch stron - do tego natłok różnych problemów - spowodowały że musiało to kleknąć w ten albo inny sposób.
To jest powód .
Jeśli partnerzy są z sobą blisko - to nie ma czasu i miejsca na zdradę. Każde inne emocje targające partnerem niż te znane - są wyłapywane , każda oznaka tego że coś się dzieje  jest zauważana i dostrzegana . U nas tego nie było . Ja miałam wolność , on miał święty spokój. Taki układ.

Wnioski ?
Trzeba : dbać, kochać i to okazywać, troszczyć się, zaskakiwać w codziennym życiu prezentem znienacka bez okazji, zaproszeniem do restauracji, kina , rozwijać się - być dla partnera ciekawą i interesująca osobą z którą jest o czym rozmawiać, robić wiele rzeczy wspólnie, stworzyć ten rodzaj bliskości w którym nie ma miejsca dla kogoś trzeciego. Oczywiście, że wolność w związku tez jest potrzebna - swoje hobby , swoja przestrzeń - ale ona ma być dodatkiem a nie czymś przewodnim typu "święty spokój".
Ja wiem, że oprócz tego wszystkiego jest jeszcze rutyna życia codziennego - ale naprawdę na to powyżej nie trzeba zbyt wiele czasu i pieniędzy - tylko chęci.

Nie wiem czy będę miała okazję jeszcze komuś dać to co zrozumiałam. Jeśli tak - na pewno nie popełnię tych samych błędów. Jestem ich świadoma i wiem co robić a czego nie.

963

Odp: czy warto mieć nadzieję

Wiecie, moja babcia mi kiedys mowila ze lepiej jak jest "/" lub "\" aniżeli tak "-" . I ja jej wierze - kryzysy byly i beda wracac. Grunt to z nich wychodzic obronna reką...

964 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-19 14:33:52)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Nie chcę się powtarzać ale chyba źle zrozumiałaś to o co pytałem.
To co napisałaś to bardzo dobrze rozumiem.
Czuję jakbyś unikała konkretnego tematu
Nie wiem.
Może więcej nie będę pytał albo sam znajdę odpowiedź.
Co do kochanka
Wiedział od początku że,Jesteś mężatką i mimo to adorował?
Dlaczego nie chcesz przyjąć do wiadomości że,ten gość nigdy nie był Twoim przyjacielem i nie jest nim nadal?.Gloryfikujesz Go.Ja tu widzę jakąś sprzeczność
Z jednej strony twierdzisz że,przekonałaś się o swej miłości do męża dopiero jak Go straciłaś a z drugiej te nazywanie kochanka przyjacielem.Wygląda to na to że,do kochanka żywisz cieplejsze uczucia niż do męża.
Jeszcze jedno
Napisałaś że,więcej nie popełnisz tych samych błędów oraz że,wiesz co robić a co nie.
Ok.Nie neguję tego.Tylko zauważ też to co sama napisałaś o tym wyjeździe na którym poznałaś kochanka.Facet wiedział co i jak zrobić by Cię poderwać.Prawdopodobnie wiedział że,Jesteś mężatką,matką a mimo to nadal adorował,chodził jak myśliwy wobec zwierzyny.Sam Jestem facetem i znam te techniki.Ten facet to typ zdobywcy.Wykorzystał Twoją słabość czyli brak bliskości w małźeństwie i okręcił wokół palca.Spójrz na to z tej strony.
Każdy inny normalny facet wiedząc że,masz rodzinę wycofałby się w porę by nie zrobić Ci krzywdy.Tak właśnie robią prawdziwi przyjaciele.
Może zapytaj Go dlaczego tego nie zrobił jeśli rzeczywiście był/jest Twoim przyjacielem?
Sam miałem i nadal mam takich sytuacji bardzo dużo a jednak nie wykorzystuję sytuacji.Większość kobiet które znam to mężatki,bardzo atrakcyjne mężatki którym się podobam i dawały nie raz do zrozumienia że,mają chęć na coś więcej.

965

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Dlaczego nie chcesz przyjąć do wiadomości że,ten gość nigdy nie był Twoim przyjacielem i nie jest nim nadal?.Gloryfikujesz Go.Ja tu widzę jakąś sprzeczność
Z jednej strony twierdzisz że,przekonałaś się o swej miłości do męża dopiero jak Go straciłaś a z drugiej te nazywanie kochanka przyjacielem.Wygląda to na to że,do kochanka żywisz cieplejsze uczucia niż do męża.
.

Nie , ja po prostu nie cierpię słowa "kochanek" i zastąpiłam je sobie słowem "przyjaciel". To tylko słowo - mogłabym napisać cokolwiek. Ja to tak odbieram, a Ty przesadzasz i zbyt czepiasz się słówek. Mogłabym zacząć pisać na przykład "P" , ale po co. Mnie to nie przeszkadza.

Dziś był ciężki dzień - egzaminy , pozaliczałam wszystko na 5 - czekają mnie jeszcze z 3 przedmiotów , ale to dopiero w maju. Zakuwanie się opłaciło.
Wróciłam z uczelni tak wykończona psychicznie , że miałam siłę tylko dowlec się do łóżka. Przespałam popołudnie .
Zauważyłam, że kiedy jestem zmęczona to szybko włącza mi się tryb  "smutek, rezygnacja" . Dziś na chwilę nawet włączyło mi się "chciejstwo" - no cóż - JM na wyciągnięcie ręki, a ja nie mogę się nawet przytulić kiedy jest mi źle , dziś nawet patrzenie sprawiało przykrość.
Teraz - zbieram się do spania - trzeba zregenerować mózg po pracowitym weekendzie , nic nie odpoczęłam. Może jutro będzie lepiej. .
Pozdrawiam wszystkich czytaczy.

966

Odp: czy warto mieć nadzieję

Jakoś ciężko mi dziś.
Chciejstwo mi się włączyło. Patrzę na JM - jest tak blisko, a tak daleki. Chciałabym, żeby mnie przytulił i powiedział : " oboje popełniliśmy dużo błędów, ale zapomnijmy o tym, zacznijmy od nowa i bądźmy z sobą , bądźmy blisko" .
Scenariusz nie do zrealizowania bo wiem że to nigdy z jego strony nie wyjdzie. 
Nadal chyba wierzę , że potrafilibyśmy być dla siebie tym kim nigdy nie byliśmy . Że jest to do zrobienia.
Nadal mam go w  sercu. Nie wyobrażam sobie , że go nie ma ze mną.
Dziś tak czuję.
Gdybym tylko mogła cofnąć czas....

967

Odp: czy warto mieć nadzieję

Witaj, nadal codziennie tu zaglądam.Patrzę, czytam jak targają tobą różne emocje i próbuję uzmysłowić sobie, co możesz czuć.
Życzę Ci by w twoim sercu było coraz mniej bólu, sama tak się teraz zastanawiam czemu tak mało ludzie ze sobą rozmawiają, czemu mamy wszyscy ze sobą tyle problemów, a przecież każdy na początku zakłada, że już zawsze będzie jak w bajce.
Życzę Ci kobietko, by jutrzejszy dzień był po prostu łatwiejszy...

968

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kwr
Widzisz motto pod postem iwetki?
Coś Ci to mówi?

969

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Kwr
Widzisz motto pod postem iwetki?
Coś Ci to mówi?

Alterego, to motto jest dla mnie bd ważne....choć są sytuacje w życiu, że można znaleźć w sobie i siłę i słabość i i ignorancję zarazem.....myślę, że wszystkiego już autorka doświadczyła i to czyni ją bogatszą o te doznania....

970

Odp: czy warto mieć nadzieję

Dzięki za dobre słowa.
Próbuję funkcjonować w tej całej sytuacji , nie jest lekko.
Jestem emocjonalną kobietą, bardzo. Choleryczną. U mnie nad rozumem górują emocje - to jest zawsze u mnie pierwsze. Moje serce i uczucia często nie przyjmują logicznych argumentów .

971

Odp: czy warto mieć nadzieję

Zadzwonił przed chwilą kupiec na dom z konkretną ofertą ewentualnie do zaakceptowania - ogarnęło mnie przerażenie , smutek , niemalże rozpacz ... że to jest tak realne  sad
Chyba gdzieś w podświadomości miałam , że mimo wszystko jeszcze się poukłada sad

972 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-04-25 18:51:53)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Bo tak na uczucia - emocjonalnie nie jestem zaangażowana gdzie indziej. Głębokie , prawdziwe emocje i serce nadal mam przy JM . Nie wyobrażam sobie życia z kimś innym . Nie wyobrażam sobie , że mogłabym się zestarzeć z kimś innym , że ktoś inny mógłby przy mnie być codziennie . Czuję, że nie będzie - JM był i nadal jest miłością mojego życia. Kiedy porównuję JM z mężami koleżanek , z innymi mężczyznami - traci , choć wiem że jest przecież zdolny do tego żeby być blisko emocjonalnie , potrafi traktować kobietę jak kobietę. Potrafiłby się zmienić. Zyskuje jednym - jest mi bliski jak nikt nigdy. A raczej był.

Znowu wróciło - niemal  fizyczny ból na myśl, że nie będzie JM ze mną . Wiem, że go straciłam , że nie jest już przy mnie emocjonalnie - ale sprzedając dom i przeprowadzając się stracę go na zawsze.

Chciałabym mu to powiedzieć - poprosić o to żeby być razem , ale wiem że to byłoby kolejne poniżenie. Już tyle razy mówiłam .

Jutro ja będę przy swoim "klinie" , JM przy swojej "szansie na nowe".
Przyjaciel to tylko klin , nie zaangażowałam się i wiem że nigdy się to nie stanie.

Za kilka tygodni tracę córkę, która wyjeżdża daleko za granicę na stałe do chłopaka a która była dla mnie zawsze wsparciem, słońcem.
Straciłam męża, pewnie za kilka tygodni/miesięcy zniknie z mojego życia na zawsze.

Kiedy to piszę jest mi bardzo smutno, łzy kapią na klawiaturę.
Ciężko mi.

973 Ostatnio edytowany przez Bellatrix (2013-04-25 19:08:01)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Wiem, że jest Ci niewiarygodnie ciężko.
Obserwować bezsilnie, jak umiera nasz wymarzony związek, to prawdziwy hardcore.

Ale może popatrz na to inaczej... może sytuacja między Wami jest tak zapętlona, że tylko rozstanie da Wam szansę na lepsze jutro.
A może to jutro okaże się jutrem wspólnym?
Tego nie wiesz.

Nie wiem, jak jest w Twoim przypadku i nikt, kto Wami nie jest, tego nie wie.

W moim przypadku rozstanie też bolało. Bardzo. Ale wiedziałam i nadal wiem, że musieliśmy pójść albo w tę, albo w tamtą stronę, że jakiś krok zrobić musimy, bo tkwić w tym, co między nami było, nie dało się.

Nie wiem, czy to będzie pocieszenie.
Ale pomyśl: może jednak nie wszystko stracone? Może kiedy zamieszkacie osobno, zatęsknicie do siebie?

p.s. To nie jest namawianie na to, żebyś wciąż się łudziła, że będzie dobrze.
Wiem, jak ja reagowałam. I wiem, że mi myśl, że może kiedyś będzie między nami dobrze, pozwoliła przetrwać najcięższe chwile po wyprowadzce męża.

974

Odp: czy warto mieć nadzieję

http://www.youtube.com/watch?v=ekzHIouo8Q4

975

Odp: czy warto mieć nadzieję
Wielokropek napisał/a:

Czy warto mieć nadzieję?
Cóż, sama nadzieja niczego nie zmieni, niczego nie zbuduje.

otóż to ! nadzieja jak to mówią matką głupich.
Mimo to człowiek wierzy że los da mu szczęście ,że coś się samo naprostuje/wyjaśni.
W ten oto sposób marnuje człek czas licząc na coś co nie nadchodzi.
Jeśli masz siłę to zmień swoje życie ,jeśli nie to samo nic nie przyjdzie...niestety.
Moim zdaniem dobrych ludzi jakoś to szczęście omija ....teraz przebojowość i głupota robi "karierę"
Niestety nie każdy ma tyle odwagi.

Posty [ 911 do 975 z 1 076 ]

Strony Poprzednia 1 … 13 14 15 16 17 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto mieć nadzieję

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026