netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

czy warto mieć nadzieję

1 075 odpowiedzi113 953 wyświetleniazałożony przez kobieta w rozterkach, 03.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto mieć nadzieję

Strony Poprzednia 1 … 11 12 13 14 15 16 17 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 781 do 845 z 1 076 ]

781

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kobieto w rozterkach
Opowiem Ci sytuację mojej znajomej którą mąż zostawił z kredytem na dom,długami itd.Na dodatej musi Go jeszcze spłać z połowy domu.Myślisz że,nie daje rady?.Daje.W międzyczasie przeszła jeszcze raka.Wygrała i wygrywa co dzień.Dlaczego?
Bo nie wraca do tego co było tylko wzieła się do roboty i zasuwa od rana do wieczora by utrzymać siebie,dom,córkę studentkę i jeszcze znajduje czas na swoje prywatne sprawy.Często widzę na Jej twarzy zmęczenie ale więcej jest tej determinacji i zaangażowania.
Jest twardą kobietą z zasadami które wciela wciąż w życie i przekazuje innym.Daje radę i nie poddaje się w przeciwieństwie do Ciebie.
Jeszcze jedno.Uwierz.Jej mąż był gorszy od Twojego a jednak potrafiła wyjść z tego cało.
Ty też potrafisz.Tylko musisz chcieć.

782 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-06 11:49:31)

Odp: czy warto mieć nadzieję

To samo co na temat kochanka mówiłaś zapewne na temat męża jak Go poznałaś.Nie widzisz podobieństwa?.
Skoro zerwałaś to wyjaśnij mi po co to odnawiasz?.Czy aby nie dlatego że,powiedział Ci że,zaczeka?.Dałaś mu jakieś podstawy do takiego myślenia?.Ja myślę że,tak.Bo gdybyś definitywnie zakończyła tą znajomość i dała mu to do zrozumienia że,nigdy już nie będzie miał szansy u Ciebie to nie czekałby na rozwój wypadków w Twoim małżeństwie.Widzisz tą subtelną róźnicę?.Dalaś mu nadzieję i dlatego tak powiedział.
Żyj i pozwój żyć innym kobieto w rozterkach.
Mam nadzieję że,zrozumiesz tą subtelną aluzję.
Samotność nie jest tragedią ani ostatecznością w Twoim przypadku.
Może być lekarstwem na Twoje problemy.
Naucz się być szczęśliwą kobietą a zobaczysz jak łatwo udzieli się to innym a efekty nie raz mile Cię zaskoczą.

783

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Skoro ten pseudo przyjaciel jest taki wspaniałomyślny i macie takie piękne wspólne plany to dlaczego wściekasz się na męża?.Czy Twój mąż nie ma prawa mieć takiej przyjaciółki?.Dlaczego mu tego odmawiasz?.
Czy czasem nie chodzi Ci o zazdrość?.
Całkowicie Cie nierozumiem kobieto.
Weź na spokojnie przemyśl swoje postępowanie wobec męża,kochanka i samej siebie bo mam wrażenie że,Ty tak naprawdę krążysz jak ćma w kółko.
Zapętliłaś się i nie wiesz jak z tego wyjść.
Dodam jeszcze jedno
Ty i Twój mąż niestety dobraliście się kak w korcu maku.Jedno drugiemu robi wciąż na złość bez konstruktywnej próby wyjścia z tej matni.Ani jedno ani ani drugie nie zamierza popuści i uznać swoją przegraną.Brak Wam pokory.
Twierdzisz że,starałaś się walczyć o męża i małżeństwo a tak naprawdę to co zrobiłaś?.Prawie nic.Nawet nie zerwałaś kontaktu z kochankiem.A od tego powinnaś zacząć.
Obwiniasz męża że,nie chciał.Ok.
A co takiego po za swoim biadoleniem i narzekaniem na Jego kontakty z tą Monią robiłaś?.
Przebiłaś te Jego emocje do Moni?
Nie.
Chciałaś ratować małżeństwo trzymając kochanka w odwodzie jako furtkę gdyby nie wyszło.No proszę Cię.No i jeszczd ten czas.Ile to mineło od ujawnienia zdrady?.Kilka m-cy?.A wiesz ile normalnie to trwa?.
Już to pisałem wcześniej.
Od początku Twoje starania nie były szczere i tyle.
Nie wzbudzam w Tobie poczucia winy tylko chcę byś w końcu pomyślała nad sobą i swoim obecnym postępowaniem.
Chcesz udowodnić że,mąż miał rację nie dając Ci szansy to jedź i zachwycaj się tym pseudo mężczyzną.Bądź tą samą kobietą z przed romansu i w trakcie.A mogłaś udowodnić sobie że,jednak Jesteś lepsza i Jesteś mądrzejsza po tych doświadczeniach.
Widać jak na dłoni że,odkąd piszesz z kochankiem to Jesteś inna.Wróciłaś do punktu wyjścia.Nie widzisz tego bo znowu masz klapki na oczach.Wciąż zwalasz winę na męża i Monię a siebie tłumaczysz że,Ty też masz prawo do szczęścia.Tylko Ty bo mąż to już nie.Prawda?.
Jedź i bierz te swoje pseudo szczęście w ramiona tylko nie wracaja tu jak królewicz okaże się niewypałem.

Wiem, że na forum każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii, poglądów etc. ale twoje Alterego wyjątkowo działają mi na nerwy. Dlaczego ?
Już to pisałam !( jak odwiedzałeś nas pod postacią rogacz76 ) ponieważ snujesz irracjonalne domysły i czytając je ( np. powyższy post ) mam wrażenie, że albo nie czytasz kobiety albo czytasz ale w swojej świadomości zostawiasz jedynie elementy. No albo ostatecznie po prostu masz dziwny pogląd .

Zgodzę się z tym, że może być to wynik zazdrości, ale co z tego ?
Pisze dobrze o przyjacielu, oczywiście cynicznie musiałeś podkreślić jego idealizm - a Ty czytałeś od początku co kobieta w rozterkach przechodziła u boku swojego męża nałogowca ? wiesz jak to jest kiedy mężczyzna twojego życia okazuje się pijakiem ? wiesz jakie emocje targają człowiekiem współuzależnionym ? wiesz co się wtedy dzieje ? - nie wiesz ! bo nie jesteś i nie będziesz kobietą na której barki spadła odpowiedzialność za życie nie tylko swoich dzieci, ale również za życie mężczyzny który miał być jej ostoją, jej silnym ramieniem jej mężem i ojcem dzieci ! a tymczasem okazał się tchórzliwym pijakiem.  Kobieta wtedy traci swoją osobowość, zapomina że jest kobietą, zapomina że jest inne życie że można inaczej, że są ludzie którzy ją szanują i docenią to co robi a w efekcie pomogą. Stajesz się wtedy wrakiem człowieka. Życie kręci się wokół nałogu. Wszystko co robisz dotyczy jego picia lub nie picia - nadkontrola o której pisze kobieta czasami staje się nie do wytrzymania dla samej siebie. Doświadczyłeś kiedyś tego ?
Aż tu nagle pojawia się ktoś kto pokazuje ci " hej, można inaczej - jesteś tego warta" - rozumiesz, że to nie chodzi wtedy o motylki w brzuchu czy durną chemię ( jaką niewątpliwie odczuwa mężulek wirtualnie ) tylko chodzi o to, że "wreszcie ktoś chce mi pomóc, odciążyć, zauważa mnie  - kurcze to tak się da ? zapomniałam o boże zapomniałam jak to jest czuć się kobietą !" - mniej więcej takie myśli ci towarzyszą a nie "och i ach " o jakie zapewne podejrzewasz kobietę w rozterkach.!!

Fakt, nie powinna w to wchodzić ale stało się i nie odstanie a ty Alterego zamiast snuć idiotyczne teorie to skup się z łaski swojej na właściwym przedmiocie dyskusji ( o ile przejawiasz chęć pomocy a nie udręki kobiety). Przedmiotem dyskusji obecnie jest stan kobiety która traci swoje małżeństwo z irracjonalnym poczuciem winy !
Błąka się ? no i co z tego, jakbyś czytał wszystkie posty to nie umknęłoby twojej uwadze, że wyjaśniałyśmy tą kwestię iż po 13 latach kiedy nagle życie sypie ci się w gruzy nie wstaniesz od  razu na nogi, ma prawo jeszcze się miotać. MA DO TEGO PRAWO. Poświęciła swoją własną osobowość dla niego a on ma to w d* . To boli. Nie wiem czy jesteś w stanie to pojąć, bo nikt kto nie przeżył tego na własnej skórze nie zrozumie.

Jeśli chce się pomagać należy brać pod uwagę o wiele więcej niż tylko kategorie - zdrada, bo odnoszę wrażenie Alterego że się mocno tym zafiksowałeś.

784

Odp: czy warto mieć nadzieję

Twój mąż nie miał kompletnie żadnych szans w zderzeniu z wyidealizowanym przez Ciebie kochankiem.
Naprawiając związek podświadomie dążyłaś do tego ideału.Chciałaś by mąż zastąpił Ci kochanka,by był tak samo szarmancki,troskliwy itd.
Wszystko to napisałaś juź wcześniej.
Poruwnywałaś obydwu i to był Twój błąd.Stąd to twierdzenie o nadkontroli.Chciałaś ulepić męża na wzór kochanka by dał Ci to co straciłaś po ujawnieniu zdrady.
Tak się nie da bo jak wcześniej wspomniałe Twój mąż to oddzielny byt i nie da się Go aż tak zmienić.Ma inny charakter,przyzwyczajenia,nałogi także.Twój mąż nigdy nie był i nie będzi taki jak kochanek ani odwrotnie.
To dwie oddzielne osobowości i Ty tego nie zmienisz nigdy.

785 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-06 12:35:15)

Odp: czy warto mieć nadzieję

KGB
Rozumiem to co napisałaś doskonale i Twoje podejście do tematu.Wierz mi że.nie staram się być szkodnikiem dla autorki.Wręcz przeciwnie.Zauważam Jej postawę i to co czuje.Rozumiem Ją i życie które teraz dla Niej się skończyło.Skąd to znam i rozumiem?.
Poniekąd z własnego doświadczenia ale także z doświadczeń innych.Takżę z Jej życia czerpię ogromną naukę.
Nie ma we mnie żadnej złośliwości.
Nazwij to jak chcesz ale nie uważam że,szkodzę.Piszę co myślę i czuję ale to kobieta w rozterkach i tak wybierze to co dla Niej najlepsze.Jestem tego świadom.Rozchwianie emocjonalne którego Ona teraz doświadcza nie ustabilizuje się gdy będzie między młotem a kowadłem.Z jednej strony mąż a z drugiej kochanek.Z mężem i tak musi utrzymywać do czasu jakiś kontakt bo dzieci,mieszkanie,finanse ale z kochankiem niekoniecznie.Bo co to Jej da?.Uspokojenie emocji?.Nie.Wręcz odwrotnie.Dała mu nadzieję więc będzie naciskał mimowolnie na Nią by była tylko Jego.Tak się nie da bo w końcu zwariuje.
PS.Uwierz że,zanim skomentuję jakiś wątek myślę i rozważam wszelkie możliwości.Nieraz są podobne wątki ale są też wręcz różne wątki.Nie patrzę tylko przez sam pryzmat zdrady ale też zauważam okoliczności które do tego doprowadziły.Rodzinę,dzieci,nałogi i uzaleźnienia też biorę pod uwagę.
Zauważ też że,wciąż dyskutujemy tylko nad jednostronną wersją tego wątku bo drugiej wersji tak naprawdę nie znamy.To też należy brać pod uwagę.

786

Odp: czy warto mieć nadzieję

KGB

ja jestem żona niepij?cego już pijaka.
Wiesz co zrobiłam jak m?j m?ż pił?
Poszłam na terapię. Doskonale wiem jakie emocje szarpiá takim pijakiem.
Ale nie wlazłam komuś do ł?zia, ratowałam siebie i sw?j zwiázek. Wygrałam Dobre małżeństwo.

Niezrozumiałe i niesprawiedliwe dla mnie jest takie głaskanie po głowie zdradzajácej a jechanie po zdradzanym.
Ja już tu napisałam kiedyś:
kobieta absolutnie nie powinna mieć żalu do męża, że wydzielił jej kopniaka bo sama na niego zapracowała a teraz jeszcze bezczelnie pr?buje zrzucić winę na męża za rozpad zwi?zku. Wyrzuca mu tę Monię, nie ma absolutnie prawa tego robić, to, że on teraz jest u niej to zasługa kobiety. Skoro widziała, że małżeństwo się sypie mogła zawalczyć, pr?bować ratować lub uczciwie odejść. teraz wszystkiemu m?ż winien, tak wynika z jej wypowiedzi, kochanek cudowny. Kupił pierwszeństwo wejścia na pokład w tanim kukuryźniku, doprawdy mogłabyś się pochwalić gdyby kupił kabinę w biznes klasie lub lotnicz? taks?wkę zam?wił dla ciebie. Pie...rzyć mu się chciałoby, odurzenie dolnobrzuszne jeszcze działa i tyle.
Czyż nie miałaś chwili ocknienia i powrotu do męża bo jednak wart powrotu a teraz jak pogonił do śmieć nic nie wart a kochaś cudowny?
Na cholerę tu dorabianie ideologii do zwykłego ku....stwa???
Gdyby ten temat założył facet - jechałybyście po nim jak po łysej kobyle.
Ale kobieta może, może mieć żal do męża że j? odrzucił jak poczuł poroże a jeszcze nie daj Boże znalazł sobie pocieszycielkę, jak on m?gł???

KGB napisał/a:
Alterego1 napisał/a:

Skoro ten pseudo przyjaciel jest taki wspaniałomyślny i macie takie piękne wspólne plany to dlaczego wściekasz się na męża?.Czy Twój mąż nie ma prawa mieć takiej przyjaciółki?.Dlaczego mu tego odmawiasz?.
Czy czasem nie chodzi Ci o zazdrość?.
Całkowicie Cie nierozumiem kobieto.
Weź na spokojnie przemyśl swoje postępowanie wobec męża,kochanka i samej siebie bo mam wrażenie że,Ty tak naprawdę krążysz jak ćma w kółko.
Zapętliłaś się i nie wiesz jak z tego wyjść.
Dodam jeszcze jedno
Ty i Twój mąż niestety dobraliście się kak w korcu maku.Jedno drugiemu robi wciąż na złość bez konstruktywnej próby wyjścia z tej matni.Ani jedno ani ani drugie nie zamierza popuści i uznać swoją przegraną.Brak Wam pokory.
Twierdzisz że,starałaś się walczyć o męża i małżeństwo a tak naprawdę to co zrobiłaś?.Prawie nic.Nawet nie zerwałaś kontaktu z kochankiem.A od tego powinnaś zacząć.
Obwiniasz męża że,nie chciał.Ok.
A co takiego po za swoim biadoleniem i narzekaniem na Jego kontakty z tą Monią robiłaś?.
Przebiłaś te Jego emocje do Moni?
Nie.
Chciałaś ratować małżeństwo trzymając kochanka w odwodzie jako furtkę gdyby nie wyszło.No proszę Cię.No i jeszczd ten czas.Ile to mineło od ujawnienia zdrady?.Kilka m-cy?.A wiesz ile normalnie to trwa?.
Już to pisałem wcześniej.
Od początku Twoje starania nie były szczere i tyle.
Nie wzbudzam w Tobie poczucia winy tylko chcę byś w końcu pomyślała nad sobą i swoim obecnym postępowaniem.
Chcesz udowodnić że,mąż miał rację nie dając Ci szansy to jedź i zachwycaj się tym pseudo mężczyzną.Bądź tą samą kobietą z przed romansu i w trakcie.A mogłaś udowodnić sobie że,jednak Jesteś lepsza i Jesteś mądrzejsza po tych doświadczeniach.
Widać jak na dłoni że,odkąd piszesz z kochankiem to Jesteś inna.Wróciłaś do punktu wyjścia.Nie widzisz tego bo znowu masz klapki na oczach.Wciąż zwalasz winę na męża i Monię a siebie tłumaczysz że,Ty też masz prawo do szczęścia.Tylko Ty bo mąż to już nie.Prawda?.
Jedź i bierz te swoje pseudo szczęście w ramiona tylko nie wracaja tu jak królewicz okaże się niewypałem.

Wiem, że na forum każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii, poglądów etc. ale twoje Alterego wyjątkowo działają mi na nerwy. Dlaczego ?
Już to pisałam !( jak odwiedzałeś nas pod postacią rogacz76 ) ponieważ snujesz irracjonalne domysły i czytając je ( np. powyższy post ) mam wrażenie, że albo nie czytasz kobiety albo czytasz ale w swojej świadomości zostawiasz jedynie elementy. No albo ostatecznie po prostu masz dziwny pogląd .

Zgodzę się z tym, że może być to wynik zazdrości, ale co z tego ?
Pisze dobrze o przyjacielu, oczywiście cynicznie musiałeś podkreślić jego idealizm - a Ty czytałeś od początku co kobieta w rozterkach przechodziła u boku swojego męża nałogowca ? wiesz jak to jest kiedy mężczyzna twojego życia okazuje się pijakiem ? wiesz jakie emocje targają człowiekiem współuzależnionym ? wiesz co się wtedy dzieje ? - nie wiesz ! bo nie jesteś i nie będziesz kobietą na której barki spadła odpowiedzialność za życie nie tylko swoich dzieci, ale również za życie mężczyzny który miał być jej ostoją, jej silnym ramieniem jej mężem i ojcem dzieci ! a tymczasem okazał się tchórzliwym pijakiem.  Kobieta wtedy traci swoją osobowość, zapomina że jest kobietą, zapomina że jest inne życie że można inaczej, że są ludzie którzy ją szanują i docenią to co robi a w efekcie pomogą. Stajesz się wtedy wrakiem człowieka. Życie kręci się wokół nałogu. Wszystko co robisz dotyczy jego picia lub nie picia - nadkontrola o której pisze kobieta czasami staje się nie do wytrzymania dla samej siebie. Doświadczyłeś kiedyś tego ?
Aż tu nagle pojawia się ktoś kto pokazuje ci " hej, można inaczej - jesteś tego warta" - rozumiesz, że to nie chodzi wtedy o motylki w brzuchu czy durną chemię ( jaką niewątpliwie odczuwa mężulek wirtualnie ) tylko chodzi o to, że "wreszcie ktoś chce mi pomóc, odciążyć, zauważa mnie  - kurcze to tak się da ? zapomniałam o boże zapomniałam jak to jest czuć się kobietą !" - mniej więcej takie myśli ci towarzyszą a nie "och i ach " o jakie zapewne podejrzewasz kobietę w rozterkach.!!

Fakt, nie powinna w to wchodzić ale stało się i nie odstanie a ty Alterego zamiast snuć idiotyczne teorie to skup się z łaski swojej na właściwym przedmiocie dyskusji ( o ile przejawiasz chęć pomocy a nie udręki kobiety). Przedmiotem dyskusji obecnie jest stan kobiety która traci swoje małżeństwo z irracjonalnym poczuciem winy !
Błąka się ? no i co z tego, jakbyś czytał wszystkie posty to nie umknęłoby twojej uwadze, że wyjaśniałyśmy tą kwestię iż po 13 latach kiedy nagle życie sypie ci się w gruzy nie wstaniesz od  razu na nogi, ma prawo jeszcze się miotać. MA DO TEGO PRAWO. Poświęciła swoją własną osobowość dla niego a on ma to w d* . To boli. Nie wiem czy jesteś w stanie to pojąć, bo nikt kto nie przeżył tego na własnej skórze nie zrozumie.

Jeśli chce się pomagać należy brać pod uwagę o wiele więcej niż tylko kategorie - zdrada, bo odnoszę wrażenie Alterego że się mocno tym zafiksowałeś.

787

Odp: czy warto mieć nadzieję

Choć zapewne dostanę burę od KGB to jednak pozwolę sobie ponownie zapytać o sytuację wydania się romansu.
Moim zdaniem tam jest część problemu z którym obecnie boryka się kobieta w rozterkach.
Obym się mylił ale czy nie jest tak że,ta obecna złość wynika z żalu za rozwalenie przez męża tak cudownego układu z kochankiem?.
No bo jak to może tak być?.Ja poświęciłam takie cudowne uczucia dla męża a On odwrócił kota ogonem.Nieprawdaż?.

788

Odp: czy warto mieć nadzieję

Napiszę tylko, że nie zrzucałam nigdy całej winy na męża. Za rozpad związku są odpowiedzialne dwie osoby . Za romans ja sama , to był mój błąd. Za Monie on - i nie dam zrzucić tego na siebie. Nie było Moni , to zawsze i tak było coś ważniejszego ode mnie w dokładnie takiej kolejności: alkohol, konsola, komputer. Mógł dostrzec, zawalczyć o to małżeństwo i swoją pozycję w rodzinie na każdym etapie ale tego nie zrobił, żył tak bo tak było mu wygodnie.
Chodziłam na terapię dla osób współuzależnionych rok i jak widać poległam - nie udało mi się wprowadzić zdobytej wiedzy w życie na tyle , żeby się poukładało i żeby małżeństwo było prawdziwym związkiem. Żeby po zaprzestaniu picia zajął się rodziną i sobą a nie kolejnym zamiennikiem. Ale to też nie moja wina - jest dorosłym człowiekiem odpowiedzialnym sam za siebie. Widać tak wybrał, tak było mu lepiej. Pewnie gdybym wprowadziła wiedzę z terapii , i tak by się rozpadło bo on przestał się rozwijać, stanął na etapie "nie picia" .
Nie każdy jest widać tak silny jak ty rednight.
Możesz mnie potępiać, szczerze mi to wisi. Gorszego zdania o sobie niż ja sama chyba nikt o mnie nie ma.

To, co piszę w złości jest niesprawiedliwe - zdaję sobie z tego sprawę. Ale tak czuję kiedy jestem bezsilna - mam prawo tak czuć , jestem tylko człowiekiem. I jako tylko człowiek popełniam błędy , a potem za nie płacę tak jak teraz zapłaciłam.

Jest mi po prostu bardzo ciężko .
I tyle.

789 Ostatnio edytowany przez rednight (2013-04-06 19:32:26)

Odp: czy warto mieć nadzieję

wisi mi to że wisi ci moje zdanie.

na terapii chyba nie przyswoiłaś najważniejszej rzeczy:

nie wymagać nic od alkoholika, nie mieć w stosunku do niego żadnych oczekiwań. Alkoholizm to choroba emocji, nie wiesz o tym?

Każdy terapeuta ci powie: Rok życia  z czynnym alkoholikiem  to rok terapii dla wsp?łuzależnionej. I to chyba m?wi samo za siebie.

Cokolwiek by m?wić: należało zaczáć od rozwodu jeżeli było kiepsko, tak postępujá odpowiedzialni, dojrzali ludzie, nie od pocieszyciela misia.

Wszystko w tym temacie. Szkoda prádu.

Żałosne staje się to użalanie rozżalonej żony rogacza.

Gdyby to był facet-byłoby pozamiatane.

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=506160382777549&set=a.407970609263194.95333.407961409264114&type=1&ref=nf

790

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Napiszę tylko, że nie zrzucałam nigdy całej winy na męża. Za rozpad związku są odpowiedzialne dwie osoby . Za romans ja sama , to był mój błąd. Za Monie on - i nie dam zrzucić tego na siebie. Nie było Moni , to zawsze i tak było coś ważniejszego ode mnie w dokładnie takiej kolejności: alkohol, konsola, komputer. Mógł dostrzec, zawalczyć o to małżeństwo i swoją pozycję w rodzinie na każdym etapie ale tego nie zrobił, żył tak bo tak było mu wygodnie.
Chodziłam na terapię dla osób współuzależnionych rok i jak widać poległam - nie udało mi się wprowadzić zdobytej wiedzy w życie na tyle , żeby się poukładało i żeby małżeństwo było prawdziwym związkiem. Żeby po zaprzestaniu picia zajął się rodziną i sobą a nie kolejnym zamiennikiem. Ale to też nie moja wina - jest dorosłym człowiekiem odpowiedzialnym sam za siebie. Widać tak wybrał, tak było mu lepiej. Pewnie gdybym wprowadziła wiedzę z terapii , i tak by się rozpadło bo on przestał się rozwijać, stanął na etapie "nie picia" .
Nie każdy jest widać tak silny jak ty rednight.
Możesz mnie potępiać, szczerze mi to wisi. Gorszego zdania o sobie niż ja sama chyba nikt o mnie nie ma.

To, co piszę w złości jest niesprawiedliwe - zdaję sobie z tego sprawę. Ale tak czuję kiedy jestem bezsilna - mam prawo tak czuć , jestem tylko człowiekiem. I jako tylko człowiek popełniam błędy , a potem za nie płacę tak jak teraz zapłaciłam.

Jest mi po prostu bardzo ciężko .
I tyle.

Widzisz różnicę między popełnianiem błędów i płaceniem za nie a nie popełnianiem ich powtórnie?.
Bo to właśnie robisz.Powielasz błędy zamiast wyciągać wnioski by więcej tego nie robić.
To miałem na myśli pisząc że,zamiast zrobią krok do przodu Ty robisz dwa w tył.

791

Odp: czy warto mieć nadzieję
rednight napisał/a:

KGB

ja jestem żona niepij?cego już pijaka.
Wiesz co zrobiłam jak m?j m?ż pił?
Poszłam na terapię. Doskonale wiem jakie emocje szarpiá takim pijakiem.
Ale nie wlazłam komuś do ł?zia, ratowałam siebie i sw?j zwiázek. Wygrałam Dobre małżeństwo.

Gratuluję,na terapii również dowiedziałaś się że są różne osobowości. Co z tego wynika ? otóż to, że mąż kobiety jest leniem i nie przyłożył się do czegoś o co walczyła jego żona. Żeby mieć dobre małżeństwo trzeba dwojga. 
Owszem źle się stało, że wdała się w romans, ale na terapii na pewno dowiedziałaś się, że ludzie różnie reagują na sytuacje - często błędnie podejmując decyzje etc.

Swoją drogą terapia terapii nie równa - warto zachować dystans, to nie jest tylko kwestia terapii ale woli dwojga ludzi.
W przypadku kobiety i jej męża tej woli zabrakło u męża   - jeszcze zanim pojawiła się batalia o kochanka !

Niezrozumiałe i niesprawiedliwe dla mnie jest takie głaskanie po głowie zdradzajácej a jechanie po zdradzanym.

A co tutaj jest niezrozumiałe dla ciebie ? Facet nie ma jaj - jak poczuł się tak dotknięty zdradą mógł pogonić żonę od razu. Ale nie zrobił tego wiesz dlaczego ? bo jest wygodnicki i zostawił sobie furtkę.

kobieta absolutnie nie powinna mieć żalu do męża, że wydzielił jej kopniaka

Właśnie o to chodzi, że nie wydzielił ! dopiero pod wpływem nacisku podjął jakąkolwiek decyzję, bo sam jakoś nie umiał się zebrać.

bo sama na niego zapracowała a teraz jeszcze bezczelnie pr?buje zrzucić winę na męża za rozpad zwi?zku. Wyrzuca mu tę Monię, nie ma absolutnie prawa tego robić, to, że on teraz jest u niej to zasługa kobiety

Absurd. Autorka za każdym razem podkreśla że wina jest po obu stronach. Co gorsza w trudnych chwilach obwinia wyłącznie siebie.


Skoro widziała, że małżeństwo się sypie mogła zawalczyć, pr?bować ratować lub uczciwie odejść. teraz wszystkiemu m?ż winien, tak wynika z jej wypowiedzi,

A której dokładnie ?

kochanek cudowny. Kupił pierwszeństwo wejścia na pokład w tanim kukuryźniku, doprawdy mogłabyś się pochwalić gdyby kupił kabinę w biznes klasie lub lotnicz? taks?wkę zam?wił dla ciebie. Pie...rzyć mu się chciałoby, odurzenie dolnobrzuszne jeszcze działa i tyle.

Nic nie zrozumiałaś z wypowiedzi autorki, ale cóż każdy ocenia przez pryzmat samego siebie. Współczuję.

Na cholerę tu dorabianie ideologii do zwykłego ku....stwa???

To zdecydowanie poniżej poziomu tego forum. Jesteś kobietą jak możesz w ten sposób wypowiadać się o innej kobiecie ? 
Zwracam ci uwagę, że to ludzie przychodzą tutaj po pomoc, możesz mi powiedzieć w jaki sposób pomagasz obrażając ?

Gdyby ten temat założył facet - jechałybyście po nim jak po łysej kobyle.
Ale kobieta może, może mieć żal do męża że j? odrzucił jak poczuł poroże a jeszcze nie daj Boże znalazł sobie pocieszycielkę, jak on m?gł???

Nie ma znaczenia płeć.

792 Ostatnio edytowany przez rednight (2013-04-07 09:31:41)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Wiesz KGB

po Twojej wypowiedzi podtrzymuję w całości swoje zdanie,

Kochanka mojego męża zarzuciła mi brak empatii w stosunku do ich sytuacji, "tragizmu",
i miała rację, empatii nie czuję, raczej zażenowanie i litość czytaj?c takie wynurzenia pełne rozpaczy, złości, ba, nawet patosu.
Facet m?gł robić co chciał po jej wyskoku, alkoholizm to choroba, romanas to nie rozwiázanie,
romans partnera to otwarte drzwi dla drugiego partnera.
Gdyby Tw?j m?ż zachorował na schizoferenię szukałabyś lekarstwa czy ucieczki w ramiona innego? 
Tak, r?żni s? alkoholicy, ale każdy terapeuta powie Ci, że to zazwyczaj m?ż idzie na leczenie pod wpływem zachowań rodziny, żony. Zakręcenie butelki to nic, a tu on zakręcił butelkę a żona wymagała od pijanego umysłu gruszek na wierzbie.
Kto nie ma w domu alkoholika ten nie wie jak to jest. M?j m?ż nie pije 2 lata  a ja  nadal mam kontakt z terapeutami, Al annon. Romans był z jego strony więc wiem co m?ż kobiety czuł i czuje.
Wymagam od siebie, nie od niego, m?j m?ż widzác zmianę mojego postępowania w stosunku do niego, otoczenia sam się zmienił. Tak to działa. To my sami możemy być motorem zmian wok?ł.

793

Odp: czy warto mieć nadzieję

" Wymagam od siebie, nie od niego,
m?j m?ż widzác zmianę mojego
postępowania w stosunku do niego,
otoczenia sam się zmienił. Tak to
działa. To my sami możemy być
motorem zmian wok?ł."
Tak w skrócie to jest to co pisałem właściwie od samego początku.

794

Odp: czy warto mieć nadzieję
rednight napisał/a:

Wiesz KGB
Wymagam od siebie, nie od niego, m?j m?ż widzác zmianę mojego postępowania w stosunku do niego, otoczenia sam się zmienił. Tak to działa. To my sami możemy być motorem zmian wok?ł.

Nie zawsze tak to działa smile. Wszystko zależy od osobowości z jaką mamy do czynienia i o ile wpłyniemy na postawę to nie zmienimy osobowości. I wiem co piszę ponieważ jestem żoną jegomościa, który jest alkoholikiem, uczestniczyłam również w terapiach, sama również pracują z ludźmi i nie jest mi obca praca na postawach - nie jest to jednak wystarczające. Nie oceniaj wszystkich przez swój przypadek i "merytorycznie" przedstawione kwestię. Wiesz są też terapie dla DDA a wiesz, że jak się ktoś wysili i przestudiuje literaturę to nie ma badań empirycznych potwierdzających coś takiego jak syndrom DDA ? smile Dlatego napisałam w poprzednim poście terapia terapii nie równa.

ps. Nie porównuj proszę schizofrenii do alkoholizmu.

795 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-07 11:00:21)

Odp: czy warto mieć nadzieję

ps. Nie porównuj proszę
schizofrenii do alkoholizmu.
KGB
Możesz wytłumaczyć dlaczego?.
Piszesz źe,masz styczność z alkocholikiem więc mam pytanie
Co wg.Ciebie znaczy pojęcie alkocholik?.
Miałaś do czynienia z schizofremikiem?.
Co wiesz o tej chorobie?.
Nie pytam o ksiąźkową definicję tylko Twoją praktykę.

796

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

ps. Nie porównuj proszę
schizofrenii do alkoholizmu.
KGB
Możesz wytłumaczyć dlaczego?.
Piszesz źe,masz styczność z alkocholikiem więc mam pytanie
Co wg.Ciebie znaczy pojęcie alkocholik?.
Miałaś do czynienia z schizofremikiem?.
Co wiesz o tej chorobie?.
Nie pytam o ksiąźkową definicję tylko Twoją praktykę.

Bardzo chętnie Ci odpowiem ale pozwól, że na priw gdyż nie choroby są przedmiotem dyskusji w tym wątku.
Nie rób off topic smile - bo naruszasz regulamin.

797

Odp: czy warto mieć nadzieję

Nie musisz KGB
Wierzę że.wiesz jakie są różnice między tymi chorobami a także to co je łączy.

798

Odp: czy warto mieć nadzieję

Jest mi ciężko - szanowny przyjedzie wieczorem .
Nie mam ochoty na niego patrzeć, ani nawet mijać się z nim w kuchni.
Trudno mi będzie w ogóle spojrzeć mu w oczy wiedząc, że właśnie wrócił po upojnym weekendzie z kochanką.
Niezręczna sytuacja. Bardzo niezręczna.
Nie potrafię myśleć o nim jak o kimś mi obcym , choć starałam sie wytłumaczyć to sobie.
Wytłumaczyć, że trzeba oddzielić grubą kreską to co było od tego co jest. Że to co było skończyło się i nie wróci. Że teraz jest już inaczej.
Naprawdę o wiele łatwiej by mi było gdybyśmy razem nie mieszkali.
Poszukam rozwiązań, bo jemu jest tak oczywiście wygodnie i jak to ujął "to przejściowy czas" - więc wnoszę, ze spokojnie jak zwykle bierze życie jakim jest i choćby miał rok się kisić w takim marazmie dopóki domu nie sprzedamy - to mu różnicy nie sprawi.
Mnie sprawia.
Staram się odsuwać myśli i nie czuć. Ale boli bardzo.
Tak, teraz wiem że wznowiony kontakt z przyjacielem był częściowo"na złość" - za jego ciągły kontakt z Moniką (bo czemu jak on może to ja nie)  , a częściowo miałam nadzieję że to będzie taki "kop" na obudzenie.
Pomyliłam się.
Sprawy zabrnęły za daleko. Nie radzę sobie z emocjami.
Mówcie co chcecie - mąż nadal jest w moim sercu i dlatego nie jest mi z  tym wszystkim łatwo.

Muszę poszukać rozwiązania , żeby nie mieszkać razem i żeby na niego nie patrzeć.
Wtedy będzie mi dużo łatwiej , wiem to na pewno.

799 Ostatnio edytowany przez Bellatrix (2013-04-07 16:33:40)

Odp: czy warto mieć nadzieję

KwR (taki skrót Twojego nicku sobie wymyśliłam;) )
No więc ja wciąż się zastanawiam, czemu Ty mu na te kontakty pozwalasz. Serio.
Ja wiem, że być może prezentuję zachowanie bez klasy, ale ja mojemu mężowi na to nie pozwalałam. W efekcie pewnie przyspieszyłam jego wyprowadzkę, bo nie mógł sobie swobodnie gadać, z kim chciał, ale powiem szczerze - ja się lepiej czułam, wiedząc, że nie grzmoci w klawiaturę maili do "koleżanek" - przynajmniej przy mnie. W ostatecznym rozrachunku i tak wyszło ok. Szybciej się zorganizował z wyprowadzką.
Przypuszczam poza tym, że gdybym mu na te kontakty pozwalała, to nie miałby szczególnej mobilizacji, bo po co... skoro randkować z innymi może w domu. No aż tak spolegliwa to ja nie byłam.
Możesz się śmiać, ale ja bym wywaliła to jego "pudełko" (jak określiła to KGB) przez okno.
Nie zniosłabym jawnego umawiania się z innymi w momencie, kiedy jestem jego żoną.

Ja nie rozumiem w ogóle, jak doszło do takiej sytuacji, że on z ta Monią, Ty z facetem jakimś - i to wszystko na oczach dziecka.
Kompletnie miałabym w nosie, że jest to sytuacja "przejściowa".
JESTEŚCIE NADAL MAŁŻEŃSTWEM. I nie rozumiem, po co wzajemnie robicie sobie kuku (tj. nie darzycie się szacunkiem na tyle choćby, by powstrzymać się od zażyłych kontaktów z kimś innym).

800

Odp: czy warto mieć nadzieję

Niech już sobie robi co chce. Nie chce mi się z nim kopać. Nie zerwał kontaktów z Monią przez kilka ostatnich miesięcy - nie zerwie ich teraz tym bardziej skoro romans internetowy przeszedł już w fazę romansu w realu.
Rozważam zasądzenie alimentów, poszukanie dodatkowej pracy popołudniami i wynajęcie mieszkania w mieście.
On tez będzie musiał poszukać dodatkowej pracy żeby utrzymać dom. Trudno.
Tak jak jest być nie może, bo się wykończę.

801

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Niech już sobie robi co chce. Nie chce mi się z nim kopać. Nie zerwał kontaktów z Monią przez kilka ostatnich miesięcy - nie zerwie ich teraz tym bardziej skoro romans internetowy przeszedł już w fazę romansu w realu.

Matka Teresa? Przecież tu o Ciebie też chodzi.

Ale ok... być może teraz już mleko rozlane, już pozwoliłaś, więc trudno.

kobieta w rozterkach napisał/a:

Rozważam zasądzenie alimentów, poszukanie dodatkowej pracy popołudniami i wynajęcie mieszkania w mieście.
On tez będzie musiał poszukać dodatkowej pracy żeby utrzymać dom. Trudno.
Tak jak jest być nie może, bo się wykończę.

Póki mieszkacie razem - jest nadzieja.
Ja też ja miałam.
Ale wiem, że mieszkanie ze sobą w takiej sytuacji jest najgorszym z możliwych wyjść.

802

Odp: czy warto mieć nadzieję

Bella
tu wchodzi schemat:
oko za oko, z?b za z?b,
jak ty mi, tak ja tobie.

Bella
w żaden spos?b nie powinnaś por?wnywać swojej sytuacji do sytuacji kobiety,
to zupełnie r?żne sytuacje.

803

Odp: czy warto mieć nadzieję

O emocjach rozmawiaj z psychologiem lub ewentualnie wrzuć je tutaj jeśli wolisz.
Sprawy finansowo-majątkowe najlepiej obgadaj z adwokatem.
Pozostaje kwestia rozwodu i opieki nad dzieckiem.Hm.Jak nie dojdziesz z tym do porozumienia z mężem to także rozważ wizytę u prawnika.
Przynajmniej będziesz wiedziała na czym stoisz formalnie.

804

Odp: czy warto mieć nadzieję
rednight napisał/a:

Bella
tu wchodzi schemat:
oko za oko, z?b za z?b,
jak ty mi, tak ja tobie.

Wiem, że KwR nawaliła. Ale podjęli jakąś decyzję, tak? Mąż dał szansę i sam zobowiązał się, że będą ratować to małżeństwo. Tak?
To przepraszam, ale stawiamy kreskę i żyjemy od nowa.
To jest nowy związek - i tak powinni do niego podejść.
KwR - jak sądzę, bo się nie wypowiedziała - pozwala mu na te kontakty ze względu na to, co sama zrobiła. Ale tak to w życiu nie zadziała, jeśli ustępowac sie będzie na każdym kroku, bo wcześniej się narobiło bałaganu.
Tak naprawdę to ile ma przepraszać? Ile czasu ma żyć z poczuciem winy?
No stało się. I żadne poczucie winy tego nie zmieni.
Będzie lepszym człowiekiem, jeśli założy worek pokutny na łeb i tak do końca swoich dni?

CHYBA rozumie swój błąd, więc ja już bym darowała.

rednight napisał/a:

Bella
w żaden spos?b nie powinnaś por?wnywać swojej sytuacji do sytuacji kobiety,
to zupełnie r?żne sytuacje.

Nie do końca różne.
Nie zdradziłam, ale też zawiniłam w jakiś sposób i też mam wyrzuty sumienia. A podobieństwo ewidentne to - mężowie czas spędzający na romansach przed komputerem, grach w telefonie, on - line itd.

805

Odp: czy warto mieć nadzieję

Z emocjami nie radzę sobie w ogóle, jestem dziś w rozsypce. Płakałam w nocy , płacze od rana.
Chyba wszystko co robiłam dotąd skierowane jednak było na to, żeby mąż się obudził.
Dociera do mnie właśnie, ze moje małżeństwo się skończyło.
Problem w tym, że ja nadal kocham męża.
Wszystko co robiłam dotąd miało na celu wyrzucenie go z mojego serca. Nie jest to proste , a świadomość tego że kocha inną kobietę i spędził z nią weekend bardzo boli. To uświadomiło mi, że nie ma mnie już w jego sercu. Że straciłam najbliższą mi osobę.
Podejmuję złe decyzje , robię głupoty - wszystko było po to, żeby się obudził. Nie obudzi się, bo nie ma mnie w jego sercu już.
Jestem pogubiona, zraniona , czuję się jak zero.
Jego obca już teraz codzienna obecność obok coraz bardziej mnie rani.
Po prostu nie radzę sobie z sobą.
Nie wiedziałam, ze można jeszcze bardziej cierpieć niż dotąd. Jednak można.

806

Odp: czy warto mieć nadzieję

A jak Ci powiem, że mam to samo?
Pomimo tego, że świetnie się trzymam, że radze sobie ze swoją rzeczywistością?

No mam. Nie da się nikogo wyrzucić z serca tak na pstryknięcie palcami.

807

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

A jak Ci powiem, że mam to samo?
Pomimo tego, że świetnie się trzymam, że radze sobie ze swoją rzeczywistością?

No mam. Nie da się nikogo wyrzucić z serca tak na pstryknięcie palcami.

dotąd też sobie radziłam... pierwszy samotny od 13 lat  weekend rozwalił mnie po całości...
zawsze był...

808

Odp: czy warto mieć nadzieję

po prostu muszę przyjąć, że to już koniec , że on nie jest już tą osobą którą znałam , przestać go idealizować
odciąć się od przeszłości
muszę się wyprowadzić, bo inaczej zwariuję
nowe mieszkanie, nowe otoczenie - dopóki będę tu tkwić , nie będzie ze mną lepiej
tym bardziej teraz - teraz będzie już coraz gorzej

809

Odp: czy warto mieć nadzieję

No i wrócił.
Powiedziałam, że planuję wynająć mieszkanie w mieście , i że odpuszczę mu alimenty dopóki nie sprzedamy domu (chcę zasądzić 500zł) , a ta kasa którą miałby dawać na dziecko niech będzie jako moja część spłaty kredytu na dom dopóki go nie sprzedamy. Powiedziałam mu, że ja dam sobie radę z mojej wypłaty. Powiedziałam też, że i tak raczej nie da sobie rady utrzymać domu  i będzie musiał poszukać dodatkowej pracy. I że od dziś ma robić sobie sam pranie , bo nie zamierzam prać jego bielizny w tej sytuacji.
Wkurzył się. Wykrzyczał, że on da radę tak razem mieszkać do czasu sprzedaży domu a ja jak mam problem to mam iść do psychiatry. Stwierdził, że sąd nie da mi 500zł alimentów , i że jak tak bardzo chcę to może być od dziś po połowie wszystko tylko ja na tym gorzej wyjdę. Oboje straciliśmy cierpliwość. Padały bardzo niewybredne hasła.  Boszszszzzz... co to sie podziało. Dziecko było na dole , słyszało sad sad sad .

Tego się najbardziej obawiałam. Wiedziałam, że wcześniej czy później tak to się właśnie skończy. Dlatego muszę się wyprowadzić.

810 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-07 18:55:34)

Odp: czy warto mieć nadzieję

A skąd te nerwy u Niego?.
Tylko z powodu tego co powiedziałaś?
W jakim nastroju wrócił?

811

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

A skąd te nerwy u Niego?.
Tylko z powodu tego co powiedziałaś?

Tak.
Bo stwierdził, ze ja pierwsza jak to ujął z doopą latałam , to teraz powinnam grzecznie czekać aż sprzedamy dom i kupimy mieszkania.
Chyba zdał sobie sprawę, że nie poradzi sobie sam z  utrzymaniem domu. Powiedział, ze jak się wyprowadzę to zadłuży dom. Jak powiedziałam mu o dodatkowej pracy to się obśmiał.
On nadal obwinia mnie o wszystko , ze to ja zaczęłam i że ja wznowiłam potem kontakt z przyjacielem ostatnio to teraz powinnam się godzić na to co się dzieje , bo to są według niego konsekwencje. Na mój argument, ze przecież kontakt z Monią miał cały czas stwierdził, że się nie angażował i nie ma sobie nic do zarzucenia.
Myślałam, ze dam radę. Ale psychicznie wysiadam.  Stąd pomysł o wyprowadzce.

812

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

W jakim nastroju wrócił?

w skowronkach , maślane oczka ...

813

Odp: czy warto mieć nadzieję

Hm.A nastrój w jakim wrócił?.
Był zadowolony?

814

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Hm.A nastrój w jakim wrócił?.
Był zadowolony?

bardzo zadowolony , do momentu kiedy nie powiedziałam mu o wynajęciu mieszkania ...

815

Odp: czy warto mieć nadzieję

Ostatnio słyszałam, że można sprzedać dom z kredytem..

Lepiej aby sąd ustalił alimenty i jeśli będzie to wymagane, żebyś mu wpłacała na konto ratę, niż to co zaproponowałaś..
Poza tym do niego zapewne wprowadzi się kochanka - więc będzie miał na spłatę i jeszcze wyjdzie że to Ty będziesz mu dawała pieniądze zamiast On Tobie.
Przemyśl wszystko i zasięgnij opinii prawnika.

816 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-07 19:11:28)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Ups.Pisaliśmy post w tym samym czasie.
Ok.Jego słowa bierz z przymrużeniem oka.Skoro tak stawia sprawę i twierdzi że,da sobie radę to pozwój Mu na to.
Nic tak nie otrzeźwia jak rzeczywistość.Zwłaszcza ta finansowa.
Twoim zadaniem jest teraz wizyta u prawnika i rozdzielność majątkowa(tak na wszelki wypadek by nie obciążył Ciebie swoimi nowymi długami)
Co do kredytów to uwierz Mi banki nie są tak bezwględne jak myślisz.Idzie się dogadać.
W każdym jest doradca który udzieli Ci porady w kwestji kredytu.
Nieruchomość z kredytem teoretycznie można sprzedać ale pod dwoma warunkami
-zgoda banku bo jest wpisany w hipotekę
-znalezienie kupca
Jest jeszcze opcja zamiany np.na dwa lub jedno mieszkanie z dopłatą

817

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kurczę... mało sprytnie to zrobiłaś:)
Nakręciłaś się wczoraj i dziś i awantura pokazałaś, jak bardzo Cie ta sytuacja bodzie.
Wiem, o czym mówię, bo już to przeszłam... niestety...

818

Odp: czy warto mieć nadzieję
Bellatrix napisał/a:

Kurczę... mało sprytnie to zrobiłaś:)
Nakręciłaś się wczoraj i dziś i awantura pokazałaś, jak bardzo Cie ta sytuacja bodzie.
Wiem, o czym mówię, bo już to przeszłam... niestety...

To prawda.Ale mleko już się rozlało i trzeba ratować sytuację.Byle spokojnie.Bez okazywania emocji.

819

Odp: czy warto mieć nadzieję

Tak, to prawda - jestem choleryczną osobowością sad
Porozmawialiśmy teraz spokojnie.
Powiedzieliśmy sobie, że życie już sobie układamy osobno i w obopólnym interesie jest żeby szybko tą sytuację rozwiązać i rozstać się z minimalnym uszczerbkiem na psychice. Dlatego obniżamy cenę na dom , jutro pójdę do biura nieruchomości i to zrobię.

Nie byłabym człowiekiem gdyby ta sytuacja mnie nie bolała. Boli bardzo.
Niestety taka teraz jestem że co w sercu to na języku.

820 Ostatnio edytowany przez KGB (2013-04-07 21:37:15)

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Tak, to prawda - jestem choleryczną osobowością sad

Poważnie ? chyba nie jest tak źle smile gdybyś była "choleryczyką " on ze swoim pudłem spałby już pod mostem lub w ogrodzie !

Dlatego obniżamy cenę na dom , jutro pójdę do biura nieruchomości i to zrobię.

A dlaczego on nie pójdzie ? tylko jak zwykle ty się fatygujesz.


Najgorsze w tym wszystkim jest to że brakuje konsekwencji twojej. Analizowałam wszystkie twoje posty od początku i doszłam do wniosku, że w braku konsekwencji z twojej strony tkwi problem. To, że się miotasz jest normalne w obecnym stanie ale jeśli już coś postanowisz to powinnaś konsekwentnie brnąć do końca.

Zobacz na ostatnim przykładzie, krzyczysz do "męża" że się wyprowadzasz, że alimenty i że sam ma sobie radzić ( to wg mnie było bardzo dobre rozwiązanie ) a za chwilę rozmawiasz z nim i pyk znowu zmiana ... to nie działa na twoją korzyść.
Czy uległość w tym przypadku ma związek z nadzieją ?

Kochana Kobietko, dopóki nie dookreślisz samej siebie będzie ci źle przede wszystkim ze sobą !
Moim zdaniem zbyt dużo uwagi poświęcasz nadal jemu a nie sobie. Najgorsze jest to, że jestem pewna tego iż nawet jeśli udałoby ci się w jakiś sposób zlepić ten związek to zakończyłby się fiaskiem, rozczarowaniem. A wiesz dlaczego ? przypomnij sobie skąd się wziął przyjaciel - to znajdziesz odpowiedź.

Myśl o sobie. Zacznij sprzątać ten cały bajzel w swoim życiu - będzie ci lżej jak zaczniesz ogarniać...
Trzymam kciuki mocno i jestem.

821

Odp: czy warto mieć nadzieję
KGB napisał/a:

Najgorsze w tym wszystkim jest to że brakuje konsekwencji twojej. Analizowałam wszystkie twoje posty od początku i doszłam do wniosku, że w braku konsekwencji z twojej strony tkwi problem. To, że się miotasz jest normalne w obecnym stanie ale jeśli już coś postanowisz to powinnaś konsekwentnie brnąć do końca.

Zobacz na ostatnim przykładzie, krzyczysz do "męża" że się wyprowadzasz, że alimenty i że sam ma sobie radzić ( to wg mnie było bardzo dobre rozwiązanie ) a za chwilę rozmawiasz z nim i pyk znowu zmiana ... to nie działa na twoją korzyść.
Czy uległość w tym przypadku ma związek z nadzieją ?

Nie mam już nadziei. Skończyło się moje małżeństwo, przestał mnie kochać , nie cofnę czasu.
Poczucie winy i jeszcze moja miłość nie daje mi iść do przodu.
Wiem, że go skrzywdziłam .
Chciałabym uwierzyć w to, że nie wszystko jest moją winą - ale nie potrafię.
Po takim dniu jak dzisiejszy myślę , że może  ja nie potrafię kochać nie krzywdząc , że jestem zapatrzoną w siebie egoistką. Nie zasługuję na miłość.
Gdybym mogła cofnąć czas - wiele rzeczy zrobiłabym inaczej, ale nie mogę.
Gdybym mogła już nic nie czuć, byłoby to błogosławieństwo - ale nie mogę.
Gdybym mogła sprawić, że mnie pokocha i że zmienimy swoje życie - zrobiłabym to, ale nie mogę.
Nic nie mogę.
Dziś mogę tylko siedzieć i wyć.

KGB napisał/a:

Kochana Kobietko, dopóki nie dookreślisz samej siebie będzie ci źle przede wszystkim ze sobą !
Moim zdaniem zbyt dużo uwagi poświęcasz nadal jemu a nie sobie. Najgorsze jest to, że jestem pewna tego iż nawet jeśli udałoby ci się w jakiś sposób zlepić ten związek to zakończyłby się fiaskiem, rozczarowaniem. A wiesz dlaczego ? przypomnij sobie skąd się wziął przyjaciel - to znajdziesz odpowiedź.

Myśl o sobie. Zacznij sprzątać ten cały bajzel w swoim życiu - będzie ci lżej jak zaczniesz ogarniać...
Trzymam kciuki mocno i jestem.

Jestem w  punkcie wyjścia, tylko teraz już bez nadziei .
Nie potrafię iść do przodu. Nie mam w sobie ani siły , ani wiary w siebie.
Najchętniej położyłabym się i nie obudziła.
Może jutro będzie lepiej.

822

Odp: czy warto mieć nadzieję

Będzie już tylko lepiej bo zrobiłaś pierwszy mały kroczek do przodu.
KGB ma trochę racji.Brak Ci konsekwencji ale też stanowczości co zauważyła Bellatrix.To musisz zmienić.
Jak nabierzesz wiary w siebie to przekonasz się że,możesz nawet góry przenosić.Nie poddawaj się.Idź teraz do przodu nie oglądając się w przeszłość która już nie wróci.

823

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:

Jestem w  punkcie wyjścia, tylko teraz już bez nadziei .Nie potrafię iść do przodu. Nie mam w sobie ani siły , ani wiary w siebie. Najchętniej położyłabym się i nie obudziła.Może jutro będzie lepiej.

bezsilność, poczucie beznadziei... depresja stoi juz u progu. Oby to było tylko chwilowe.

824

Odp: czy warto mieć nadzieję
bags napisał/a:
kobieta w rozterkach napisał/a:

Jestem w  punkcie wyjścia, tylko teraz już bez nadziei .Nie potrafię iść do przodu. Nie mam w sobie ani siły , ani wiary w siebie. Najchętniej położyłabym się i nie obudziła.Może jutro będzie lepiej.

bezsilność, poczucie beznadziei... depresja stoi juz u progu. Oby to było tylko chwilowe.

Nie sądzę by to były oznaki depresji.
Raczej stawiam na "zmęczenie materiału"
Może to przez przedłużającą się zimę?.
Co jednak nie oznacza że,taki stan przedłużający się w nieskończoność może doprowadzić do depresjí lub gorzej.

825

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Będzie już tylko lepiej bo zrobiłaś pierwszy mały kroczek do przodu.
KGB ma trochę racji.Brak Ci konsekwencji ale też stanowczości co zauważyła Bellatrix.To musisz zmienić.

Brak mi było konsekwencji , bo miałam jeszcze nadzieję. Moja nadzieja umarła w dniu wczorajszym.

Alterego1 napisał/a:

Jak nabierzesz wiary w siebie to przekonasz się że,możesz nawet góry przenosić.Nie poddawaj się.Idź teraz do przodu nie oglądając się w przeszłość która już nie wróci.

Muszę się odciąć od przeszłości, zapomnieć na jakiś czas przynajmniej o poczuciu winy , nie roztrząsać, nie analizować, nie gdybać , nie rozmawiać z nim. Wybrał. Mnie pozostaje się z tym pogodzić.

bags napisał/a:

bezsilność, poczucie beznadziei... depresja stoi juz u progu. Oby to było tylko chwilowe.

Symptomy depresji mam od wielu miesięcy - potem wyrwała mnie akcja z Monią , dała kopa i obudziłam się z tego stanu. Nie mogę się w to znowu zapaść , bo mam dziecko pod opieką. Nie mogę teraz myśleć tylko o sobie.

Alterego1 napisał/a:

Nie sądzę by to były oznaki depresji.
Raczej stawiam na "zmęczenie materiału"

Tak, chyba tak. Jestem po prostu zmęczona już tym wszystkim.
Chciałabym być już "na swoim" , nie widzieć go, nie słyszeć, zapomnieć. Spróbować wyleczyć rany. Nie zrobię tego dopóki będziemy mieszkać pod jednym dachem.
Teraz już robimy sobie na złość, oko za oko jak to ktoś wcześniej napisał.
Niestety nadal jestem podatna na to co on mówi , i kiedy słyszę o swojej winie za wszystko co się działo w naszym małżeństwie a on nie dopuszcza do siebie moich argumentów  i emocji - wpędza mnie w poczucie winy. Każda taka rozmowa to u mnie krok do tyłu.
Dlatego nie będę z nim już rozmawiać. Właściwie to już nie ma o czym.

826

Odp: czy warto mieć nadzieję

Może warto w końcu zastosować metodę Bagsa?.

827

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Może warto w końcu zastosować metodę Bagsa?.

Warto na pewno skupić się już teraz na sobie.
Choć od razu włącza mi się , że według tego co mi mówi mi szanowny - zawsze byłam skupiona tylko na sobie. Egoistka.
Bo miałam znajomych , swoje forum , swoją szkołę. Miałam więcej "swojego" niż on . On miał tylko komputer.
Podświadomie mam głęboko zakorzenione, że skoro tak robiłam to było źle.
Trudno zmienić myślenie choć wiem, że teraz już nic nie muszę. Muszę tylko chcieć myśleć osobie.

828

Odp: czy warto mieć nadzieję

" Warto na pewno skupić się już
teraz na sobie."
Co przez to rozumiesz?

829

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

Co przez to rozumiesz?

Przestać myśleć o nim. O tym co on o mnie myśli.
Dla niego już nie istnieję.
Muszę myśleć o sobie i o dziecku.

830

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:
Alterego1 napisał/a:

Co przez to rozumiesz?

Przestać myśleć o nim. O tym co on o mnie myśli.
Dla niego już nie istnieję.
Muszę myśleć o sobie i o dziecku.

A konkretnie?
PS.Nie wiem czy dotarł mail bo wysłałem.Sprawdź proszę.

831

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

A konkretnie?

Konkretnie muszę zacząć uczyć się do czerwcowych egzaminów , bo jak nie zacznę teraz to je obleję i cztery semestry pójdą się paść.
Muszę złożyć pozew o alimenty w razie gdybyśmy już tak się kłócili, że dogadać się będzie masakrą.
Musze więcej czasu dziecku poświęcić, bo widze że też sobie nie radzi z ta sytuacją.

832

Odp: czy warto mieć nadzieję
kobieta w rozterkach napisał/a:
Alterego1 napisał/a:

A konkretnie?

Konkretnie muszę zacząć uczyć się do czerwcowych egzaminów , bo jak nie zacznę teraz to je obleję i cztery semestry pójdą się paść.
Muszę złożyć pozew o alimenty w razie gdybyśmy już tak się kłócili, że dogadać się będzie masakrą.
Musze więcej czasu dziecku poświęcić, bo widze że też sobie nie radzi z ta sytuacją.

A jak zdrówko?.
Zacznij może od poszukania dobrego adwokata od spraw rozwodowych i majątkowych.

833

Odp: czy warto mieć nadzieję
Alterego1 napisał/a:

A jak zdrówko?.

jest jakaś poprawa , już mi przynajmniej głowy nie rozsadza z bólu wink

Alterego1 napisał/a:

Zacznij może od poszukania dobrego adwokata od spraw rozwodowych i majątkowych.

Nie stać mnie niestety żeby adwokatowi tysiaki odpalać  , mimo wszystko mam nadzieję że uda nam się polubownie to załatwić ... sprzedać dom, zakupić mieszkania i się pożegnać godnie. Wtedy sprawa rozwodowa, wcześniej alimenty już sobie ustalę to o tyle będzie mniej załatwiania później.

834

Odp: czy warto mieć nadzieję

Przeczytałam właśnie wątek o tym czy można żyć szczęśliwie w związku po zdradzie , i poruszył mnie - naszły mnie refleksje.
Można - ale wtedy gdy oboje chcą szczerze od nowa budować.
I wtedy kiedy oboje są dojrzali i świadomi tego co czują.
I wtedy kiedy jest miłość , umiejętność rozmowy i chęć wczucia się w położenie drugiej osoby. Empatia. I chęć zmian.

Wiem, że potrafiłabym być w stosunku do JM ciepła, otwarta . Nawet po tym wszystkim co się zdarzyło, a może właśnie dlatego - bo przez ten rok pokazaliśmy sobie tyle emocji , ile nie pokazaliśmy sobie przez poprzednich 12 lat. To co mieliśmy w małżeństwie to była jakaś gra pt. "każdy ciągnie w swoją stronę". Wiem, że mamy w sobie oboje mnóstwo ciepła i potrzeby miłości których nigdy sobie nie okazywaliśmy. Naprawdę wiem jak trudno w to uwierzyć, ale tak było - w ogóle nie rozmawialiśmy o uczuciach i nie pokazywaliśmy sobie ich. 
To , co czuję do JM jest głębokie i ciepłe. Też trudne i bolesne. Ale głębokie.
Nie okazywaliśmy sobie ani miłości, ani ciepła - ale mieliśmy to w sercach . To 13 wspólnych lat. Dlatego tak trudno wyrzucić go z serca.
Może jestem naiwna i może nie wiem teraz tego na 100% co by było za rok  , ale ja bym potrafiła wybaczyć. Jeśli widziałabym ciepło, miłość w oczach, jeśli widziałabym chęć spędzania czasu , chęć zmian - potrafiłabym zaufać , że jestem jedyna. Niestety nigdy tego nie czułam i nie widziałam. Nigdy nie czułam się najważniejsza dla JM w tym małżeństwie.
Tak mnie tylko naszło na koniec.
Czasem człowiek docenia i zauważa coś dopiero gdy to traci. Ja zrozumiałam, ze kocham gdy traciłam.
Nie był idealnym mężem, powiedziałabym nawet że nie idealnym. Nie dawał z siebie , ale ja też nie dawałam.
Ale kiedy myślę o nim , wiem że potrafiłby się zmienić. Wiem, że potrafi być czuły , ciepły , uczuciowy - niestety już nie mnie.
Nie życzę mu źle choć w złości często piszę okropne rzeczy. Nadal chciałabym, żeby zmieniał się w ciepłego mężczyznę przy mnie - ale wiem że to już się nie stanie. Zrozumiałam to i nie jest mi z tym łatwo.

Mówiłam kiedyś, że JM czyta ten wątek . Nie czyta. Przeczytał kiedyś na początku trzy strony (pierwsze), stwierdził że zrobiłam z niego potwora i więcej tu nie zajrzał (wiem, bo jeszcze miesiąc - dwa temu kontrolowałam jego komputer). Dlatego chcę, żebyście wiedzieli że to co tu piszę to czyste emocje przelewane w słowa , nie dlatego że ktoś to przeczyta.
Nigdy nie obchodziło go co czuję , więc nie czytał . Tak jak mnie to co on czuł. Mnie zaczęło obchodzić , ale za późno. Spóźniłam się.
Tak tylko, na koniec- takie refleksje.


Teraz pora się zabierać do nauki.
Samo nie wejdzie do głowy.
Miłego dnia - słońce wyszło , jakoś przyjaźniej świat wygląda. Dla mnie jeszcze nie , ale kiedyś będzie . Wierzę w to.

835

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kobieto w rozterkach, wszystko co piszesz jest jakby  piękne, chwyta za serce. Ale mąż wyraźnie Ci wypomniał Twojego przyajaciela, który był, ale też jest nadal. I ja Twojego męża rozumiem. Ty możesz tu slicznie pisać o uczuciu, a nóż mąż przeczyta. A ja uważam, że jest w tym coś nieuczciwego, coś na pokaz. Przepraszam Cię bardzo. To jest moje zdanie. Nie ufam do końca Twoim słowom.   Przepraszam, ale męczyło mnie to... Nie wiemy jak jest naprawdę z Monią. A przyjaciel jest.                                       Masz prawo żyć jak uważasz. Życzę Ci szczęścia. Twojemu mężowi również.

836

Odp: czy warto mieć nadzieję
bet napisał/a:

Kobieto w rozterkach, wszystko co piszesz jest jakby  piękne, chwyta za serce. Ale mąż wyraźnie Ci wypomniał Twojego przyajaciela, który był, ale też jest nadal. I ja Twojego męża rozumiem. Ty możesz tu slicznie pisać o uczuciu, a nóż mąż przeczyta. A ja uważam, że jest w tym coś nieuczciwego, coś na pokaz. Przepraszam Cię bardzo. To jest moje zdanie. Nie ufam do końca Twoim słowom.   Przepraszam, ale męczyło mnie to...

Nie masz za co przepraszać.
Piszę jak czuję w danym momencie. I to co piszę - czuję naprawdę. Ale tak naprawdę sama nie wiem na ile mam nadzieję, ze kiedyś tu zajrzy , przeczyta i zrozumie. Może mam to gdzieś w podświadomości jako takie ostatnie koło ratunkowe. Że zrozumie kiedyś i zechce.
Teraz nie chce , teraz on chce być z kimś innym. A ja nie chcę być teraz sama.
Niech tak będzie . Nie wiadomo co będzie za kilka lat.


bet napisał/a:

Nie wiemy jak jest naprawdę z Monią.

On bez seksu kilka miesięcy , ona bez seksu może dłużej. Słowa , które przeczytałam wtedy nie były o ciekawej książce albo o pogodzie- były o miłości, o tęsknocie za sobą i ciałem. Kilkanaście sms dziennie teraz i codzienna pisanina między nimi on line też pewnie nie.
Wybacz , ale nie wierzę żeby jechał tam 200 km na weekend po to, żeby z nią kawę wypić.
Ale cóż - ma prawo decydować o sobie. Tak zdecydował, tak jest.

bet napisał/a:

A przyjaciel jest.

Tak jak ja zdecydowałam o sobie.

bet napisał/a:

Masz prawo żyć jak uważasz. Życzę Ci szczęścia. Twojemu mężowi również.

Ja też życzę nam szczęścia.
Może po prostu potrzebujemy kogoś innego żeby zapomnieć o sobie.

837

Odp: czy warto mieć nadzieję

KwR,
czytam cały czas Twój wątek. Jesteś bardzo bardzo nieszczęśliwą osobą, chcesz na siłę zaznać szczęścia z Twoim mężem albo przyjacielem. Nie potrafisz chyba zrozumieć tego, że potrafisz być szczęśliwa sama ze sobą a do takich przemyśleć bym Cię zachęcała. Chcesz na siłe być z kimś. Teraz, jak zauważyłam, idealizujesz Twojego męża, ale jak czytałam pierwsze wpisy to wcale taki nie był, bo gdyby był to byś go nie zdradziła. Oboje z mężem macie problemy ze sobą. Zacznij przede wszystkim pracę nad sobą, jesli jest bardzo źle moze warto iść do psychiatry.

838

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kobieto w rozterkach, a jak to się stało, że przeczytałaś te smsy. On powiedzieć może wszystko, napisać. Powiedział ci wyraźnie, bo przyjaciel był i jest.                                                                     Odnoszę takie wrażenie, że wasze małżeństwo było do uratowania. Tylko ty nie wyrzuciłaś całkiem tego przyjaciela. Twój mąż to czuł. Dla mnie gdybyś była czysta, nie byłoby już go w Twoich myślach. Nie było mowy o spotkaniu z nim. To jest dla mnie dowód, że nie odudowywałaś Twojego małżeństwa z właściwym zaangażowaniem i z takim podejściem nie było szansy na powodzenie.

839

Odp: czy warto mieć nadzieję
stokrotka1978 napisał/a:

KwR,
czytam cały czas Twój wątek. Jesteś bardzo bardzo nieszczęśliwą osobą, chcesz na siłę zaznać szczęścia z Twoim mężem albo przyjacielem. Nie potrafisz chyba zrozumieć tego, że potrafisz być szczęśliwa sama ze sobą a do takich przemyśleć bym Cię zachęcała. Chcesz na siłe być z kimś. Teraz, jak zauważyłam, idealizujesz Twojego męża, ale jak czytałam pierwsze wpisy to wcale taki nie był, bo gdyby był to byś go nie zdradziła. Oboje z mężem macie problemy ze sobą. Zacznij przede wszystkim pracę nad sobą, jesli jest bardzo źle moze warto iść do psychiatry.

Chodzę od kilku miesięcy do psychologa raz w tygodniu na sesje indywidualne - pracą u podstaw bym tego nie nazwała , bo na razie ogarniam się z emocjami bieżącymi że tak to nazwę i depresją. Choć w zasadzie  nie tylko - bo przerobiłam już częściowo problem zaburzonych relacji z rodzicami - to był ogromny mój problem, bo od tego się wszystko w moim życiu zaczęło (ojciec alkoholik). Mam wiele rzeczy do przepracowania , i to o czym piszesz też - brak samoakceptacji , niskie poczucie własnej wartości.
Pracuję nad sobą i nie zamierzam przestać.
Chodzę też na terapię grupową raz w tygodniu , i tam też pracuję nad sobą. Tylko jest to grupa zajmująca się nerwicą i depresją ( bo z głęboką depresją zostałam tam skierowana) , więc i praca inaczej wygląda niż na sesjach indywidualnych.
Jestem dobrej myśli, że kiedyś może coś ze mnie będzie.

Nie ma na razie spektakularnych efektów, bo z depresji leczy się latami - ale nie jestem już tak wycofana i zamknięta , był czas kilka miesięcy wstecz (pamiętam dobrze czerwiec) kiedy w ogóle się nie odzywałam całymi dniami , kiedy siedziałam i się kiwałam albo płakałam albo siedziałam taka obojętna patrząc niewidzącym wzrokiem.
Mogę z czystym sumieniem powiedzieć , że moja zdrada mnie pokonała bo nie poradziłam sobie z emocjami tylko zapadłam w depresję , a moja zdrada i depresja pokonały męża. Nie umiał sobie poradzić ani z jednym , ani z drugim. Wiedziałam, że jestem winna i powinnam mu nieba przychylić, ale byłam zablokowana , było mi wstyd, czułam wyrzuty sumienia, zapadłam się w odrętwienie i zablokowałam na kilka miesięcy emocje . Nic mnie nie cieszyło , do dziś właściwie rzadko odczuwam jakąkolwiek radość . I po kilku miesiącach takiego mojego stanu , mąż wiedząc że mam depresję i potrzebuję czasu żeby się z nią uporać (był ze mną na wizycie lekarskiej i słyszał) - poddał się , skreślił mnie i znalazł sobie Monię. A ja kiedy dowiedziałam się o Moni przeżyłam terapię szokową i odblokowałam się , czułam że go tracę i to dało mi impuls do walki. Niestety za późno.
Teraz jest poprawa - choć jestem teraz bardzo rozchwiana emocjonalnie. Jak mam dobry dzień, to jestem w euforii , jak zły to siedzę i płaczę albo nic nie czuję.
Ale pracuję na terapiach . Mam nadzieję, że mi pomogą.

840

Odp: czy warto mieć nadzieję
bet napisał/a:

Kobieto w rozterkach, a jak to się stało, że przeczytałaś te smsy. On powiedzieć może wszystko, napisać. Powiedział ci wyraźnie, bo przyjaciel był i jest.                                                                     Odnoszę takie wrażenie, że wasze małżeństwo było do uratowania. Tylko ty nie wyrzuciłaś całkiem tego przyjaciela. Twój mąż to czuł. Dla mnie gdybyś była czysta, nie byłoby już go w Twoich myślach. Nie było mowy o spotkaniu z nim. To jest dla mnie dowód, że nie odudowywałaś Twojego małżeństwa z właściwym zaangażowaniem i z takim podejściem nie było szansy na powodzenie.

Naprawdę nie miałam kontaktu z przyjacielem długie miesiące. Naprawdę starałam się uratować to małżeństwo , ale zdałam sobie sprawę, że dwa razy się spóźniłam.
Raz - decydując się na romans zamiast podjąć próbę obudzenia męża i skierowania na mnie , dwa - zapadając w depresję i budząc się w momencie kiedy on już miał w sercu kogoś innego. Powiedział mi to kiedy ich odkryłam - jak jest dla niego ważna. Gdyby nie była, nie doszłoby do spotkania - a spotkanie planowali jak nie teraz to na lipiec (zlot z gry) czy bym podjęła kontakt z przyjacielem czy  nie . Jego próby ratowania potem były skazane na niepowodzenie, robił to z litości i żeby oczyścić swoje sumienie , ze jednak próbował. On już nie chciał, spóźniłam się. Nie potrafił mi wybaczyć i wiem , że cokolwiek bym zrobiła - on by już nie chciał. Na terapii dokładnie usłyszałam, że już nie czuje obowiązku być mi wiernym, że umarło coś w nim.
Nie potrafi wybaczyć. Chce żyć beze mnie. I nic na to nie poradzę żadnym sposobem.

841

Odp: czy warto mieć nadzieję

KwR
sprawa z Twoim JM już zamknięta, idź do przodu, nie oglądaj się za siebie, to nic nie da. Szarpiesz się tylko ze sobą, rozpamietujesz, po co to wszystko. Poszłaś krok na przód, chcesz się wyprowadzić, to juz dużo, to znaczy że masz w sobie siłę, i nie chcesz być dalej krzywdzona. To wbrew pozorom bardzo dużo. Teraz zacznij działać. Mimo wszystko polecam wizytę u adwokata, na wszelki wypadek, moze być ostro.

842

Odp: czy warto mieć nadzieję
stokrotka1978 napisał/a:

KwR
sprawa z Twoim JM już zamknięta, idź do przodu, nie oglądaj się za siebie, to nic nie da. Szarpiesz się tylko ze sobą, rozpamietujesz, po co to wszystko. Poszłaś krok na przód, chcesz się wyprowadzić, to juz dużo, to znaczy że masz w sobie siłę, i nie chcesz być dalej krzywdzona. To wbrew pozorom bardzo dużo. Teraz zacznij działać.

Byłam dziś w biurze nieruchomości, obniżyłam cenę za dom. Poprosiłam o zdwojenie wysiłków biura w celu znalezienia kupca.
Wyprowadzka by mi pomogła emocjonalnie, oderwałabym się od tego wszystkiego ale nie mogę go zostawić tutaj samego na domu bo zadłuży kredyt i siądzie komornik na wypłaty. Nie utrzyma sam domu .

stokrotka1978 napisał/a:

Mimo wszystko polecam wizytę u adwokata, na wszelki wypadek, moze być ostro.

Myślę, że nie - myślę, że się dogadamy.
Ciągle powtarza, ze nie jest moim wrogiem - chyba w ten sposób chce trochę zniwelować swoje wyrzuty sumienia za Monię. Też nie czuje się w porządku. Tak mi się wydaje.

843 Ostatnio edytowany przez kobieta w rozterkach (2013-04-08 21:52:44)

Odp: czy warto mieć nadzieję
bet napisał/a:

Kobieto w rozterkach, a jak to się stało, że przeczytałaś te smsy. On powiedzieć może wszystko, napisać. Powiedział ci wyraźnie, bo przyjaciel był i jest. Odnoszę takie wrażenie, że wasze małżeństwo było do uratowania.

Kiedy próbowałam ratować, naprawdę chciałam - kochałam JM.
Ale nie jestem głucha , kiedy słyszałam przy okazji każdej rozmowy kilka razy w tygodniu że on mi nie wybaczy i że to tylko przedłużanie agonii związku , i że on już nie chce- to jakie ja miałam pole manewru?


bet napisał/a:

Tylko ty nie wyrzuciłaś całkiem tego przyjaciela. Twój mąż to czuł. Dla mnie gdybyś była czysta, nie byłoby już go w Twoich myślach. Nie było mowy o spotkaniu z nim. To jest dla mnie dowód, że nie odudowywałaś Twojego małżeństwa z właściwym zaangażowaniem i z takim podejściem nie było szansy na powodzenie.

Nie było przyjaciela w moim życiu - przyjaciel jest dopiero teraz . Teraz , kiedy już było i jest właściwie pozamiatane. Z pobudek bardzo głupich - kolejna nieprzemyślana decyzja zdesperowanej kobiety. I nawet gdyby teraz JM mi powiedział : " zapomnijmy , zacznijmy od nowa, pracujmy nad sobą , bądźmy blisko " - nawet teraz , kiedy wiem że spał z Monią - jeszcze bym to rozważyła. Wiem, ze teraz to już byłaby oznaka kompletnego braku szacunku do siebie. Ale rozważyłabym i kto wie, czy bym się nie zdecydowała zostać.
Ale ja już wiem, ze tego nie usłyszę.

Ja wiem, że wiele razy po drodze zawaliłam .
Moje poczucie winy nie daje mi o tym zapomnieć.

stokrotka1978 napisał/a:

KwR
sprawa z Twoim JM już zamknięta, idź do przodu, nie oglądaj się za siebie, to nic nie da. Szarpiesz się tylko ze sobą, rozpamietujesz, po co to wszystko.

Właśnie z tym jest mi najtrudniej.
Zdaje mi się, że robię krok wprzód , a potem nagle dwa w tył.
Zabiera mi to energię i chęć do życia.
Ja chyba ciągle jeszcze mam jakąś nadzieję - to jest bardzo trudne.

844

Odp: czy warto mieć nadzieję

Tak właśnie problem w tym, że wciąż się łudzisz, wydaje mi się że pod wpływem emocji i poczucia straty zaczynasz nawet idealizować. Zgodzę się ze zdaniem jednej z forumowiczek, że gdyby ten mąż był taki jak napisałaś w jednym z ostatnich postów to dzisiaj nie bylibyście w takiej sytuacji.
Piszesz o tym, że mogłoby się udać mogłoby być inaczej - owszem mogłoby, ale zauważ że w twoim małżeństwie "coś nie grało " od dawna brak komunikacji, dwa różne światy nawet kwestia tego,że macie dzieci nie wpłynęła na to że może jednak warto spędzać czas wspólnie a nie każde przy swoim kompie. Więc co miałoby się udać ?
I tu nie chodzi o winę kochana, zwyczajnie jesteście różni może zbyt różni dlatego się rozmineliście w pewnym momencie.

Bardzo trudno mi jest przelać tutaj moje przemyślenia na temat twojej sytuacji, być może jeśli zechcesz porozmawiamy w innej formie - to chyba staje się konieczne.

To jakie emocje tobą szargają jest bardzo widoczne w każdym zdaniu i poście. Nadal się miotasz, analizujesz, dobijasz. Podnosisz i upadasz. Na szczęście to wszystko ma przejdzie.

Weź kartkę i postaraj się na niej napisać ( nazwać ) wszystkie emocje które teraz czujesz, zachowaj ta kartkę - za jakiś czas zerkniesz i racjonalnie ocenisz czy to czym się teraz kierujesz to szeroko pojęte uczucie miłości czy też przyzwyczajenie, poczucie straty, strach, rozczarowanie rozgorycznie,  uczucie porażki etc.

845 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-04-08 22:56:41)

Odp: czy warto mieć nadzieję

Kobieto w rozterkach
Napiszę to jeszcze raz bo widzę że,pomimo tych terapi nadal nie bardzo rozumiesz chyba jednej z podstawowych kwestji.
Jak wiesz by walczyć z nałogiem/problemem trzeba Go odnaleźć i całkowicie zerwać kontakt.
Tak jak np.alkocholik,narkoman powinien trzymać się z daleka od alkocholu/narkotyków tak ktoś kto zdradził powinien zerwać kontakt z kochankiem/ką.Odciąć się od tego a nie wracać wciąż do tego.
Piszesz że,dałabyś jeszcze szansę mężowi gdyby...właśnie,gdyby zerwał całkowicie kontakt i więcej gnw nie odnawiał.Prawda?.To jest Jego problem.Wiesz że,tego nie zrobi tak jak Ty tego nie zrobiłaś wcześniej.Myślę że,to rozumiesz.Bo nie chodzi tu o ten fizyczny kontakt tylko to co masz w głowie.Nie pisz że,zerwałaś całkowicie ten kontakt bo tak nie jest.Fizycznie tak ale czy wyrzuciłaś Go z serca?.Wątpię.Bo gdyby tak było to nie pomyślałabyś teraz o odnawianiu znajomości.On po tym wszystkim nie powinien wzbudzać w Tobie pozytywnych emocji a jednak wzbudza.Dlaczego.Bo nadal jest w Twoim sercu i dlatego od początku twierdzę że,tego kontaktu nie zerwałaś.Rozumiesz?.
Na samo już wspomnienie powinien kojarzyć Ci się z tym wszystkim co przez Niego przeszłaś.Nie powinien istnieć
w Twoich myslach bo na to nie zasługuje.Jeszcze raz powtórzę.Przestań Go tak idealizować.Nie jest tego wart.
Z drugiej strony robisz to samo z mężem.Wręcz identycznie.
Chcesz stanąć w końcu na nogi?
To skończ i z jednym i z drugim.
Jesteś od Nich uzależniona!
Chcesz zerwać z uzależniem?.
To wiesz już jak to się robi.Prawda?.
Miałaś to na terapii.
PS.
KGB
Musiałem to napisać choć podejrzem że,znowu Mnie ochrzanisz.

Posty [ 781 do 845 z 1 076 ]

Strony Poprzednia 1 … 11 12 13 14 15 16 17 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto mieć nadzieję

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026