W maju bedzie rok....rok trwania czegos pieknego,wspanialego...to milosc,wielka odwzajemniona milosc.Mam romans z wspanialym mezczyzna z ktorym jestem szczesliwa ale jest i druga strona...oklamuje meza do ktorego juz nic nie czuje i dzieci bo czasem znikam z domu na pare dni.Mam wyrzuty tylko wobec dzieci,wiem ze ich krzywdze ale z NIM jestem szczesliwa i nie moge przestac sie spotykac,zakonczyc tego nie potrafie.
Moj maz nie jest zlym czlowiekiem,ale ja juz go nie kocham,nie wiem dlaczego ciagle z nim jestem?Moze dlatego ze jestesmy ze soba 17 lat?A moze dlatego ze wiem iz beze mnie sobie nie poradzi?
Ja znalazlam swoje szczescie a maz ma swoje szczescie przy mnie?Bo jestem dobra dla niego?Nie wiem,nie wiem....
W lutym wyjezdzam z moim kochanym na miesiac,tak, wiem ze to okrutne,ale wiem ze pojade chociaz bronie sie przed tym,pojade bo tego chce!
W maju bedzie rok....rok trwania czegos pieknego,wspanialego...to milosc,wielka odwzajemniona milosc.Mam romans z wspanialym mezczyzna z ktorym jestem szczesliwa ale jest i druga strona...oklamuje meza do ktorego juz nic nie czuje i dzieci bo czasem znikam z domu na pare dni.Mam wyrzuty tylko wobec dzieci,wiem ze ich krzywdze ale z NIM jestem szczesliwa i nie moge przestac sie spotykac,zakonczyc tego nie potrafie.
Moj maz nie jest zlym czlowiekiem,ale ja juz go nie kocham,nie wiem dlaczego ciagle z nim jestem?Moze dlatego ze jestesmy ze soba 17 lat?A moze dlatego ze wiem iz beze mnie sobie nie poradzi?
Ja znalazlam swoje szczescie a maz ma swoje szczescie przy mnie?Bo jestem dobra dla niego?Nie wiem,nie wiem....
W lutym wyjezdzam z moim kochanym na miesiac,tak, wiem ze to okrutne,ale wiem ze pojade chociaz bronie sie przed tym,pojade bo tego chce!
A czego Ty w zasadzie od nas oczekujesz!? Wesołych Świat!? Czy wsparcia na nowej drodze życia.!? Szosa mi i Twojego męża i dzieci... Obyś kiedyś nie błagała męża o możliwość powrotu...
Przestań okłamywać męża i wyprostuj swoje życiowe scieżki, jeśli chcesz mieć do siebie szacunek.
Skoro nic do niego nie czujesz, to po co ta farsa? Asekuracja?
Napisz nam w czym możemy Ci pomóc , może w tym żeby Cię wspierać że masz kochanka . Napisałaś że szkoda Ci dzieci , ale czy na pewno ? Twój mąż według Ciebie nie jest złym człowiekiem , ale fakt że jesteście ze sobą 17 lat , sprawił że już Ci się znudził . Nie pisz proszę , że masz wyrzuty wobec dzieci , bo gdybyś je miała , to Twoje dzieci by były dla Ciebie priorytetem. Jedź ze swym ukochanym w lutym na miesiąc mając świadomość tego że cyt.''to okrutne'', i baw się dobrze.
Moj maz nie jest zlym czlowiekiem,ale ja juz go nie kocham,nie wiem dlaczego ciagle z nim jestem?Moze dlatego ze jestesmy ze soba 17 lat?A moze dlatego ze wiem iz beze mnie sobie nie poradzi?
Doskonale sobie poradzi.
A Ty? Poradziłabyś sobie? A kochanek niie kopnie Cię w odwłok, gdyby się okazało, że chcesz żeby był mężem, brał udział w prozie życia?
Jest Ci wygodnie. Wszyscy uważają Cię za wierną żonę, mąż ma obowiązki, Ty masz wymagania. Ustawiłaś się wygodnie... I nieuczciwie.
Ryzykujesz bardzo wiele.
Kto dal Ci takie prawo, zeby ustawiac komus zycie, tak jak tobie sie podoba.
Jezeli kochanek bezwzglednie konieczny, to zapytaj sie meza czy zyczy sobie jego obecnosci.
Maz nie da sobie rady bez ciebie? Skoro jestes taka troskliwa, to zabezpiecz go w kazdy mozliwy sposob i przenies sie z kochankiem do wlasnego gniazdka.
Jak tlumaczysz miesieczna nieobecnosc w domu? A jak ten niezaradny maz da sobie rade przez tak dlugi czas?
Znalazlas sobie caly wachlarz wymowek, zeby utrzymac najwygodniejsza dla SIEBIE opcje. Podejrzewam, ze kochankowi tez tak najwygodniej. Nie uwierze, ze PRAWDZIWA milosc jest mozliwa w takim zaklamaniu i oszustwie.
Pozostaje zyczyc dobrego samopoczucia.
7 2012-12-24 10:12:00 Ostatnio edytowany przez Animus (2012-12-24 10:14:17)
Jest Ci wygodnie. Wszyscy uważają Cię za wierną żonę, mąż ma obowiązki, Ty masz wymagania. Ustawiłaś się wygodnie... I nieuczciwie.
Ryzykujesz bardzo wiele.
Drogie Panie, czytam z zainteresowaniem, jak przeżywacie to szczere wyznanie. Ale w tylu wątkach szczerość i prawda są najważniejsze. A tu sama prawda. Bolesna prawda. Prawda o tym, co z łatwością wypominacie Mężczyznom, z co jest udziałem także Kobiet.
Czyż nie takie właśnie podejście jest ukrytym celem ideologii feministycznych?
Szczęście jest najważniejsze.
Okrucieństwo jest koniecznym środkiem do tego celu.
"Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy" - Oscar Wilde
Nie żądajcie, aby Inga37 żyła tak, jak Wy chcecie. Cieszcie się Jej szczęściem.
I jeszcze jedno: znacznie łatwiej krzywdzi się ludzi dobrych. Mąż Ingi37 jest dobrym człowiekiem, dlatego można być wobec Niego okrutnym. Gdyby nie był taki, to zapewne wpis Ingi37 byłby zupełnie inny i mogłybyście swobodnie wpisywać różne wymyślne epitety pod adresem zdrajcy, chama, idioty, którymi wypełnione są setki postów w dramatycznych wątkach.
A ja Ci dziękuję Inga37, że przywracasz wiarę w dobrych ludzi... wiarę, że sobie w tej sytuacji jednak poradzą... sami sobie poradzą nawet bez korzystania z dobrych rad na forum.
Betina2, pytasz kto dał prawo? Wszyscy mamy prawo do szczęścia przecież. To prawo jest wywalczone i okupione cierpieniami w nietolerancyjnym patriarchacie. Teraz mamy czasy postępu i oświeconych potrzeb. Nic, tylko korzystać.
W maju bedzie rok....rok trwania czegos pieknego,wspanialego...to milosc,wielka odwzajemniona milosc.Mam romans z wspanialym mezczyzna z ktorym jestem szczesliwa ale jest i druga strona...oklamuje meza do ktorego juz nic nie czuje i dzieci bo czasem znikam z domu na pare dni.Mam wyrzuty tylko wobec dzieci,wiem ze ich krzywdze ale z NIM jestem szczesliwa i nie moge przestac sie spotykac,zakonczyc tego nie potrafie.
Moj maz nie jest zlym czlowiekiem,ale ja juz go nie kocham,nie wiem dlaczego ciagle z nim jestem?Moze dlatego ze jestesmy ze soba 17 lat?A moze dlatego ze wiem iz beze mnie sobie nie poradzi?
Ja znalazlam swoje szczescie a maz ma swoje szczescie przy mnie?Bo jestem dobra dla niego?Nie wiem,nie wiem....
W lutym wyjezdzam z moim kochanym na miesiac,tak, wiem ze to okrutne,ale wiem ze pojade chociaz bronie sie przed tym,pojade bo tego chce!
Gdy cieszysz się swoim szczęściem,
a przy Twoim mężu nostalgia za kochankiem Cię dopada-
spójrz w ufne oczy Twoich dzieci-
czy one znają słowa "zdrada" ?
Brawo Animusie , myślę że autorka na taki wpis właśnie czekała . Teraz może już bez skrupułów jechać z kochankiem. Niech cieszy się swoim szczęściem , tylko nie bardzo rozumiem czego od nas oczekuje , czyżby poparcia , czy może chciała się pochwalić ?
Animus - nie bardzo zrozumialam Twoj post. Jakis misz-masz. Co do tego wszstkiego ma feminizm - w zyciu nie spotkalam sie w zadnym manifescie z pochwala zdrady. Jakie prawo do zdrady-szczescia okupione cierpieniem w patriarchacie?.
Jakies zupelnie zawile i pokretne fikolki intelektualne. Jezeli to ironia - to nieczytelna.
Jezeli prawo do szczescia dla wszystkich, to obojetne czy matriarchat, czy patriarchat - plec nie ma tu nic do rzeczy - wszyscy to wszyscy!
Zdrada nie kieruje sie plcia.Egoizm rowniez.
Co ma do tego wszystkiego dobroc meza Ingi i nasza reakcja na jej zachowanie - to nie rozumiem juz wogole.
Czy maz zly czy dobry - to sie go nie zdradza, tylko stawia sie sprawe uczciwie - odchodze lub zostaje, nie prowadze podwojnej gry.
PS Gdyby Inga byla tak zupelnie pewna swojego szczescia z kochankiem i slusznosci wyjazdu na upojne wakacje, to po kiego licha pisze tu na forum.
Czyzby bylo to jedyne miejsce gdzie moze podzielic sie swoim szczesciem, a zarazem potwierdzic swoje usprawiedliwienie?
Animusie, daruj sobie ironię. Nie czuję się odpowiedzialna za wybory Ingi. Pyta o zdanie - odpowiadam.
Takich jako ona facetów jest całe mrowie. I nie obarczam innych odpowiedzialnością za tych pajaców.
Ostrzegam i radzę - sprawdź zanim się zwiążesz czy on jest do rzeczy, czy jest właśnie z takich.
Jeśli kobieta mówi wprost, że to jej pasuje - oburzające. Jeśli facet chodzi sobie na boki to "pewnie mu nie dawała czegoś w małżeństwie".
I co napisac.....???
Postanowilam napisac tu na forum dlatego ze takich kobiet jak ja jest wiele,tylko milcza i tak naprawde nie moga podzielic sie swoim skrytym szczesciem....Kazdy ma prawo do szczescia!
Zawsze bylam skromna kobieta dom,praca,praca dom....wierna bo tak nakazuje PRAWO KOBIETY ! Pisze ze maz nie jest zlym czlowiem ale co znaczy to ''nie zly'' ?Nie chce pisac o mezu nie wiadomo czego..... pamietajcie ze jesli cos sie dzieje w zwiazku,malzenstwie to nigdy nie jest to wina tylko jednej strony.....
Winna jestem ja bo mam KOCHANKA,ale to nie jest kochanek,to jest ktos przy kim czuje sie jak ktos wazny,jak kobieta ktora ktos doczenil nie tylko za to co robil w zyciu ale za to ZE JEST! Prosze nie piszcie ze to nie wazne,bo jesli kobieta przestaje czuc,kochac staje sie takim malym robocikiem w dogadzaniu wszystkim tylko nie sobie....
I co napisac.....???
Postanowilam napisac tu na forum dlatego ze takich kobiet jak ja jest wiele,tylko milcza i tak naprawde nie moga podzielic sie swoim skrytym szczesciem....Kazdy ma prawo do szczescia!
Zawsze bylam skromna kobieta dom,praca,praca dom....wierna bo tak nakazuje PRAWO KOBIETY ! Pisze ze maz nie jest zlym czlowiem ale co znaczy to ''nie zly'' ?Nie chce pisac o mezu nie wiadomo czego..... pamietajcie ze jesli cos sie dzieje w zwiazku,malzenstwie to nigdy nie jest to wina tylko jednej strony.....
Winna jestem ja bo mam KOCHANKA,ale to nie jest kochanek,to jest ktos przy kim czuje sie jak ktos wazny,jak kobieta ktora ktos doczenil nie tylko za to co robil w zyciu ale za to ZE JEST! Prosze nie piszcie ze to nie wazne,bo jesli kobieta przestaje czuc,kochac staje sie takim malym robocikiem w dogadzaniu wszystkim tylko nie sobie....
To weź rozwód, kobieto. Przecież zdradzasz też kochanka z mężem - a piszesz, że tak go kochasz.
Rozwod...latwo powiedziec,trudne do realizacji...
Z mezem nie sypiam juz od .....nie pamietam kiedy ale juz pare lat.......
15 2012-12-24 14:43:09 Ostatnio edytowany przez Animus (2012-12-24 15:08:09)
Animus - nie bardzo zrozumialam Twoj post. Jakis misz-masz. [..]
Jakies zupelnie zawile i pokretne fikolki intelektualne. Jezeli to ironia - to nieczytelna.
Animusie, daruj sobie ironię. [...]
Właśnie, zawiłe to może być, ale ironia nie do końca. Misz-masz wynika nie tyle z mojego pisania, co z sytuacji.
Sytuacja kulturowa jest właśnie zagmatwana. Można się w tym pogubić i właśnie z pogubienia powstają takie sytuacje, jak Ingi37.
Staram się nie oceniać, bo kryteria są pomieszane. Patriarchat piętnował zdradę jako słabość Mężczyzny. To On był zawsze odpowiedzialny za uwiedzenie, Ona była zawsze ofiarą.
Obecnie, po rewolucji płci, On nadal płaci alimenty, nadal zdradza, ale pojawiło się społeczne przyzwolenie. Ruchy feministyczne propagują szczęście Kobiety jako wartość nadrzędną nad rodziną, szczęściem dzieci, posłuszeństwem Mężowi. Jeszcze sto lat temu orgazm Mężczyzny był oczywistością, a orgazm Kobiety był tabu. Nie był potrzebny do szczęścia. Teraz się to zmieniło i Kobiety wymagają nie tylko zaspokojenia potrzeb macierzyńskich (które zeszły na plan dalszy), ale przede wszystkim potrzeb psychicznych. Inga 37 napisała o tym wyraźnie w swoim ostatnim poście.
Nasze zachowanie ma ścisły związek z hierarchią wartości: pozwalamy sobie na zachowania, kiedy postrzegamy je jako uzasadnione.
Nie staram się usprawiedliwiać, ani potępiać. Staram się dociec przyczyn. Odkrycie przyczyn, motywów pozwalają nam lepiej się zrozumieć, wniknąć głębiej w sytuację. Wtedy dopiero możemy dokonywać świadomego wyboru. Inga37 napisała pierwszy post pewnie nie zupełnie świadoma swoich oczekiwań. Może wcale nie chce jechać na miesiąc. Wyczuwam konflikt. Obraz dobrej matki jest w konflikcie z obrazem szczęścia i poczuciem ważności.
Kiedyś używałem porównania, że dobre małżeństwo to trzy w jednym: żona, kochanka i matka. Jak się ma dwa w jednym, to jest powód do zadowolenia. Ale czasami jedno w jednym to nie dość, bo zależy, które to jedno w jednym. Wydaje mi się, że w tym "dobrym Mężu" Inga 37 zawarła prawdę o dobrym ojcu, może ma dwa w jednym, ale raczej nie trzy w jednym.
Z tego wątku można wysnuć wnioski, zamiast się oburzać. Ponieważ to nie nasz osobisty dylemat, to oddajmy się nauce. Czego nas ta sytuacja uczy?
Rozwod...latwo powiedziec,trudne do realizacji...
Z mezem nie sypiam juz od .....nie pamietam kiedy ale juz pare lat.......
I proszę, zanim skończyłem pisać poprzedni post, pojawiło się potwierdzenie.
Inga37, jest jedno niebezpieczeństwo: jak zaliczysz wpadkę, to będziesz miała najwyżej jedno w jednym.
Może warto się zastanowić?
Piszesz Ingo że każdy ma prawo do szczęścia , tylko co to jest za szczęście które odbywa się kosztem innych. Żyjesz w kłamstwie , oszukując nie tylko męża ale i własne dzieci. Jeżeli tak ma wyglądać szczęście to ja dziękuję bardzo. Może czas byś pomyślała o uporządkowaniu swojego życia , byś dała szansę swojemu mężowi , żeby mógł ułożyć swoje. Jaką matką trzeba być ,żeby w imię miłości i swojego egoizmu zostawić na miesiąc swoje dzieci i jechać w podróż z kochankiem , i jak można być wtedy szczęśliwym. Robisz źle i Ty to wiesz , i tych jak to ujęłaś ''wiele kobiet takich jak Ty , które milczą " to milczą dlatego bo NIE MA SIĘ CZYM CHWALIĆ .
Animusie - malzenstwa niedobrane, zle ,zdarzaly sie jak swiat swiatem. Dawnymi laty trudniej tylko bylo wziac rozwod. Dlatego tez niezrozumiala jest dla mnie hipokryzja Ingi w kwestii zycia w zaklamaniu i oszustwie. I nijak sie do tego maja uwarunkowania historyczne o roli kobiety i jej funkcjonowania w rodzinie, orgazmy itp.
Moja babka byla bardzo nieszczesliwa w malzenstwie, ale mozliwosci odejscia od meza zadnych.
Inga takie mozliwosci ma, tylko dla wlasnego wygodnictwa zyje jak zyje. I pieprzenie "latwo powiedziec rozwod" jest pieprzeniem.
Jej proby podzielenia sie szczesciem sa zaiste niezrozumiale - co to za szczescie prac gacie jednemu, sypianie z drugim. Kradzione chwile szczescia, powrot do niekochanego meza i stwarzanie pozorow rodziny.Podejrzewam, ze najukochanszy tez ma bardzo niekochana zone, ale coz sila wyzsza!!
Och i te cierpietnicze milczenie wg Ingi tak wielu kobiet - no ja nie znam w swoim otoczeniu zadnej takiej cierpietnicy.
Jezeli kobieta potrafi czuc sie dowartosciowana tylko poprzez znalezienie kochanka - to jest to zalosne.
Rola meza-niemeza niezrozumiala. Tak nie lubil z Toba sypiac, czy tak sie pogodzil z odmowa?
Po co w takim razie ta farse kontynuowac, zeby dzieci widzialy jak mozna sie oklamywac, jak zyc w pozoranctwie.?
Ciekawe jak dlugo pociagniesz na tych wycieczkach krajoznawczych.
Slowa MILOSC w takim ukladzie, wydaje mi sie cokolwiek nie na miejscu. Sorry, ale nie pochyle glowy nad tym wielkim uczuciem.
Albo ma sie odwage cos zrobic, albo ubiera sie w wielkoslowie cos co mozna nazwac inaczej .........
nie rozumiem czego od nas oczekujesz. powinnaś uporządkować swoje życie, albo mówisz mężowi prawdę, rozwodzisz się i żyjesz z tym człowiekiem, albo nie. takim oszukiwaniem niczego nie zdziałasz, krzywdzisz jedynie bliskich i siebie samą.
Nie chwale sie ale i nie potepiam...
Wyjazdu niestety nie moge odwolac,bo taka jest moja praca-dostaje kontrakt i jade,teraz tylko na miesiac ale bywaja i znacznie dluzsze.
Moj romans nie jest oparty tylko i wylacznie na seksie,jest on wazny ale nie najwazniejszy,tu chodzi o cos wiecej...jak juz wczesniej pisalam o byciu kims waznym dla kogos,kochac i byc kochanym w calym znaczeniu tego slowa!
Maz od dawna nie daje mi niczego,nawet glupiego slowa ''jak tam w pracy''?To jest proste,zwykle slowo ktore chciala bym uslyszec.....pewnie teraz mi napiszecie ze mam mu powiedziec o swoich potrzebach,o tym co jest dla mnie wazne-mowilam i to nie raz!
O tym co mozna zmienic,jak zrobic abysmy zaczeli sie znow rozumiec,abysmy znow zaczeli sie dostrzegac a nie mijac....Niestety to nic nie dalo,jemu moze tak wygodnie.....
IIIII po jakims czasie przestalam sie starac byc ta idealna zona,praca nad ''naszym''malzenstwem wyssala ze mnie wszystko,i wtedy poznalam JEGO ''kochanka'',przy NIM naprawde zyje!
Dzieci krzywdze i wiem o tym! Sa nastolatkami i wiem ze potrzebuja matki...jesli mam tylko czas jestem z nimi,nie z kochankiem,kolezanka,przyjacolka tylko z dziecmi!
Czego od Was oczekuje.....?
Rozmowy.....
Glownie potepienia,bo jestem zla! Zdradzam meza przeciez!
Maz nie chce dac rozwodu.....a jak wczesniej pisalam nie bede o mezu zle pisala bo nie chce tego,to jest ojciec moich dzieci !
Czego od Was oczekuje.....?
Rozmowy.....
Glownie potepienia,bo jestem zla! Zdradzam meza przeciez!Maz nie chce dac rozwodu.....a jak wczesniej pisalam nie bede o mezu zle pisala bo nie chce tego,to jest ojciec moich dzieci !
Mąż nie chce dać rozwodu czyli mam rozumieć , że ta kwestia została już poruszona. A czy wie , że jest ktoś trzeci ?
Inga37 to "każdy ma prawo do szczęścia" to nie czasem nadużycie? Twój mąż w takim razie też ma prawo do szczęścia- po co ma się męczyć z Tobą całe życie? A tak, jeśli mu wyznasz, ze kochasz kogoś innego, będzie miał szansę zdecydować, czy angażuje/cie się i ratujecie 17-letni związek, czy on odchodzi do innej, Ty do innego.
Tylko na to potrzeba odwagi, nie tchórzostwa.
Druga sprawa: zastanawia mnie w dalszym ciągu jak kochanka, która zdradza męża z innym facetem potrafi temu facetowi wierzyć w jego szczerość- przecież on godzi się na to, by dzięki niemu żona oszukiwała męża. Dla mnie to jest nieuczciwe, niegodne mężczyzny.
Ingo, ja Ciebie nie potępiam. Nie o to tu chodzi. Wskazuję, że weszłaś na ścieżkę, która prowadzi do katastrofy.
Mąż nie chce dać rozwodu czyli mam rozumieć , że ta kwestia została już poruszona. A czy wie , że jest ktoś trzeci ?
Byla i to nie raz......
Nie wierzy ze mam kogos,powtarza ''a kto by cie chcial''.....wiecej jego slow nie chce powtarzac bo sa nie mile ....
Catwoman,nie chce juz niczego ratowac!Chce cieszyc sie swoim szczesciem bo mam do tego prawo!Jest ktos w moim zyciu przy kim jestem szczesliwa i bede w tym trwac!
Maz nie chce odejsc ,moze kogos ma moze nie,nie wiem ale odejsc nie chce....
25 2012-12-25 13:29:35 Ostatnio edytowany przez Diabeł Stróż (2012-12-25 14:18:28)
Chce cieszyc sie swoim szczesciem bo mam do tego prawo!Jest ktos w moim zyciu przy kim jestem szczesliwa i bede w tym trwac!
Wybacz,ale nakrecilas sie jak fifnastka przed pierwsza randka.Wez pod uwage,ze poki co
urzadzasz sobie z facetem wakacje od zycia.Kiedy przegadacie wszystko co jest do przegadania,przecwiczycie w lozku co jest do przecwiczenia ,motyle w brzuchu zaczna zasypiac i okaze sie ze ten najwspanialszy ma wady ,smiesznosci i bywa wkurzajacy jak wiekszosc ludzi.Troche z obserwacji,a troche z autopsji, wiem ze takie zidiocenie trwa zwykle okolo pol roku bycia na codzien,potem zaczyna sie myslec i wyciagac wnioski.Powrotu do poprzedniego swiata wlasciwie nie ma,bo ten swiat podpalilas,a Twoj maz nie bedzie juz w tym miejscu w ktorym go zostawilas,ani nie bedzie tym samym czlowiekiem ktorego znalas.Ja ani nie potepiam,ani nie neguje,ani nie powatpiewam tylko zwracam uwage na to ze mozesz zrobic sobie duze kuku.Zdystansuj sie troche zanim pofruniesz do krainy szczescia, bo krain szczescia generalnie nie ma.Troche malo piszesz o malzenstwie wiec moze to i zimny trup,a moze nie ,zreszta sama musisz to przemyslec,byle na chlodno.
a kochanek wolny, czy z żoną i co on na to wszytsko mówi?
Jeżeli mąż nie chce dać rozwodu, to się po prostu wyprowadź i już. Ale co z dziećmi? W jakim są wieku?
Bardzo zagmatwana sytuacja, ja wiem jedno, czy bym miała kogoś na boku, czy nie, czy miałabym dzieci, czy też nie, nie byłabym z facetem, który mnie obraża i jest dla mnie niemiły. Jeżeli jesteś pewna kochanka to ułóż sobie z nim nowe życie, ale to będzie pewnie trudne. Tutaj Diabeł Stróż (swoją droga rewelacyjny nick i avatar) ma 100% racji, gdy pojawia się wspólne mieszkanie, wspólne życie, codzienne problemy nie jest już tak różowo. Oczywiście są pary idealne, których takie problemy i monotonia nie dotyka, ale to rzadkość.
Tak czy siak, żyj, tak abyś była szczęśliwa, ale dbaj też o dobro swoich dzieci.
A czego Ty w zasadzie od nas oczekujesz!? Wesołych Świat!? Czy wsparcia na nowej drodze życia.!? Szosa mi i Twojego męża i dzieci... Obyś kiedyś nie błagała męża o możliwość powrotu...
Krótko i na temat. Podpisuję sie pod tym. Ale.....Wesołych Świąt:)
Nie pisze o swoim malzenstwie bo nie ma o czym,to ja jestem tym ''koniem roboczym''ktory pracuje na wygody meza....
Moj ''kochanek''jest wolnym facetem i mieszkalismy juz razem,fakt byl to hotel poniewaz taka mamy prace,czeste wyjazdy,kontrakty ktore trwaja pare miesiecy....
Mam 2 synow 17 i 16 lat potrafia o siebie zadbac i sa rozsadnymi nastolatkami,wiedza ze nasze malzenstwo jest tylko na papierku ale nie wiedza (jestem pewna ze sie domyslaja ze mam kogos)ze mam kogos-synowie nie pytaja,ja nie mowie.
Moj problem polega na tym,ze nie potrafie uzalac sie nad soba ani obwiniac innych,przyjmuje tutaj krytyki bo zawsze bylam krytykowana przez meza prawie we wszystkim,i dla mnie to normalne ze ktos jedzie po mnie za to ze mowie prawde,ze chce sie podzielic swoimi problemami.
Moje zycie zawodowe jest wspaniale,natomiast prywatne to porazka....dlaczego sie tak dzieje?dlaczego dwoje ludzi,kochajacych sie ludzi nagle staje dla siebie obcych?
Wiecie...na meza 40-ste urodziny (bylo to 5 lat temu) podarowalam u motorowke bo to wedkarz z zamilowania,a on w podziece odpowiedzial ''moglas sie postarac.....motorowke moge sobie wypozyczyc''
30 2012-12-25 16:25:18 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-12-25 17:29:59)
Nie pisze o swoim malzenstwie bo nie ma o czym,to ja jestem tym ''koniem roboczym''ktory pracuje na wygody meza....
Mam 2 synow 17 i 16 lat potrafia o siebie zadbac i sa rozsadnymi nastolatkami,wiedza ze nasze malzenstwo jest tylko na papierku ale nie wiedza (jestem pewna ze sie domyslaja ze mam kogos)ze mam kogos-synowie nie pytaja,ja nie mowie.
Moj problem polega na tym,ze nie potrafie uzalac sie nad soba ani obwiniac innych(...)zawsze bylam krytykowana przez meza prawie we wszystkim.
Ingo, tylko Ty właśnie tutaj użalasz się nad sobą i koniecznością "ukrywania się" ze swoja miłością (w postaci kochanka).
Jeśli mąż od dawna się nie stara aby Wasze małżeństwo było udane, jeśli to wszystko jego wina, to rozwiedź się z nim. Skoro synowie są prawie dorośli i są rozsądnymi nastolatkami, którzy rozumieją że Wasze małżeństwo i tak się rozpadło, to w czym problem? Dlaczego żyjesz w kłamstwie, skoro i tak wszyscy "pewnie się domyślają"? Ja tu chyba bym stawiała na fakt, że mąż może stwierdzić rozpad małżeństwa z Twojej winy (miałby dowód w postaci Twojego kochanka) i Twoich wiecznych nieobecności w domu, a Ty nie chcesz czuć się niczemu winna.
Dodam dla jasności, nie krytykuję Cię jako człowieka, nie mówię że Twój mąż jest OK traktując Cię tak a nie inaczej... jednak nie toleruje życia w kłamstwie.
P.S.
Zgadzam się też z postem poniżej... kochanek jest cudowny dopóki jest kochankiem. Z biegiem czasu, gdy staje się partnerem w codziennym życiu, te wszystkie "cuda" mogą minąć... i zatrzeć się w rutynie. Tylko, że trzeba być uczciwym w życiu, na prawdę cieszy Cie wyjazd z kochankiem, podczas gdy kłamiesz dzieciom że jesteś bardzo zapracowana? Mi odebrało by to wszelką radość z czegokolwiek. Nie da się budować radości na kłamstwie i oszustwie.
31 2012-12-25 16:52:21 Ostatnio edytowany przez evikon (2012-12-25 16:54:48)
Ingo, tak jak każdy człowiek masz absolutne prawo do szczęścia, masz prawa kochać i być kochaną, masz prawo czuć się cudownie, jako cudowna kobieta, uwielbiana, hołubiona......ale to prawo każdego człowieka. To również prawo twojego męża. Ja nie toleruje zdrady, skoków w bok czy tzw. romansów. To było przyczyną rozpadu i mojego małżeństwa i kolejnego dość długiego związku - w którym partner na postawiony mu zarzut że w życiu tak nie można postępować czyli"zjeść ciastko i mieć ciastko" roześmiał się i odpowiedział że nawet nie wiem jak wiele osób tak żyje. No cóż to nie jest moja bajka.
Mam wrażenie że Ty sie po prostu BOISZ, boisz że Twój kochanek nie podoła uczestniczeniu w wychowaniu przez ciebie synów, boisz się zwykłej codziennej rzeczywistości. Rajcuje cię nutka adrenaliny która jest w tym związku.....tylko jak długo. Jeśli jesteś zdecydowana odejść od męża to zrób to i nie zasłaniaj się wymówkami typu nie poradzi sobie. Wbrew pozorom to będzie też korzystne dla synów - oni pierwsi zapewne wiedzieli o romansie (dzieci są w tym wieku niezwykle spostrzegawcze), będą wiedzieli na czym stoją.
Pamiętaj o jednym wyrządzane zło wraca do człowieka - uważaj aby Twój obecny partner w podobny sposób za jakiś czas nie potraktował Ciebie. Bądź uczciwa przede wszystkim w stosunku do siebie samej, bo to bardzo ważne.
32 2012-12-26 02:13:59 Ostatnio edytowany przez ban (2012-12-26 02:18:14)
Inga37! Twoje małżeństwo chyba padło, z mężem nic Cię nie łączy. Pracę masz super. Możesz kochać kogo chcesz. Romansuj -- nie widzę problemu.
Powiedzą, że zdradzasz, czyli jesteś nieuczciwa. Prawdopodobnie nieuczciwość już dawno zagościła w waszym związku. Na pewno wiele krzywd sobie z mężem zadaliście. A zdrada jest tylko czymś co kwitnie poza małżeństwem.
Ale nie weźmiecie rozwodu... Tak chcecie oboje.
Chciałaś naprawiać małżeńśtwo, nie udało się - standard. Gwarantuję Ci, że romans nie krzywdzi dzieci -- oni to nawet może wiedzą i czują w matce zmianę.
Wniosek -- jesteś z mężem formalnie, a kochasz i bywasz z kimś innym. Tak może być całymi latami.
..Chciałaś naprawiać małżeńśtwo, nie udało się - standard. Gwarantuję Ci, że romans nie krzywdzi dzieci -- oni to nawet może wiedzą i czują w matce zmianę.
Wniosek -- jesteś z mężem formalnie, a kochasz i bywasz z kimś innym. Tak może być całymi latami.''
Nie wierzę w to co czytam.Ma kobieta wielu doradców-tak jak powyżej nawet rozgrzeszenie dostała.Nikt z Was piszących takie bzdury nie wyobraża sobie co czują dzieci może zwłaszcza w tym trudnym okresie dojrzewania,Jak bardzo są potrzebni oboje mądrzy odpowiedzialni rodzice.
Ja to przeżyłam.Kiedy sama chowałam dzieci a mąż bawił się z kochanką był szczęśliwy jak skowronek.Kochanka nalegała aby powiedział dzieciom o nich.Dzieci dowiedziały się przypadkiem,ja oczywiście ostatnia.Kiedy przyszło płacić alimenty,kochanka zobaczyła ,że ma doczynienie z golasem zostawiła go.Dzieci przeżyły to strasznie,dorosłe i w wieku dojrzewania.Od niedawna rozmawiamy,nie mieszkamy razem.Choć bardzo go kochałam chyba nie potrafiła bym być już z nim,Jeszcze czuje ból.Myślę o wyjezdzie daleko,na dłużej....Rozwiązłość wspiera tylko człowiek o podobnych poglądach.Dlatego właśnie mamy tyle sierot społecznych a dzieci moje,twoje i nasze.Brak odpowiedzialności za własne czyny,za dzieci które na świat się nie prosiły.Zdradziła męża,zdradzi i kochanka jak ten się znudzi.Romans wydaje się cudowny jak obwiany jest tajemnicą.Kochaś nie będzie nigdy ojcem dla dzieci.Ot wyrwała się babka od znudzonego męża i obowiązków.Takie kobiety nie powinny zakładać rodziny tylko dziś ten,jutro tamten.Po co krz
ywdzić dzieci?
Ja się stale zastanawiam tylko nad jednym: Dlaczego kochankowi nie przeszkadza to, że i on postępuje nieuczciwie spotykając się z JESZCZE mężatką, i to, że owa mężatka męża oszukuje.
Ingo, chcesz zacząć nowe życie,
mąż nie chce rozwodu- wyprowadź się moze na dobry początek, zacznij codzienne życie z nowym facetem, ale tkwienie dłużej w sytuacji takiej jak ta po prostu Cię wyniszczy. Coś zdecyduj.
Odejsc i zostawic wszystko na co pol zycia pracowalam.....oczywiscie ze jest to mozliwe i jest to w realizacji,ale na to trzeba czasu aby moj maz dojrzal i pogodzil sie z tym.Na razie straszy mnie malymi szantarzykami,ale boje sie ze ktoregos pieknego dnia faktycznie cos sobie zrobi i to bedzie z mojej winy....bo odeszlam
Problem nie lezy we mnie tylko w mezu,bo on nie chce abym odeszla...
Moj ''kochanek'' nie jest polakiem i gdybym odeszla to daleko...stracil by przyplyw gotowki i dobre zycie,a moze by tesknil za dziecmi?
''Kochanek'' nigdy nie naciskal na moje dycyzje,zna sytuacje i czeka na dojrzalosc mojego meza tak jak ja...
boje sie ze ktoregos pieknego dnia faktycznie cos sobie zrobi i to bedzie z mojej winy....bo odeszlam Czemu się boisz? Zrobi sobie, to będziesz miała kłopot z głowy
Problem nie lezy we mnie tylko w mezu,bo on nie chce abym odeszla... Hm... Myślę, że na tym opiera się sens małżeństwa, by "nie odchodzić" więc trudno tu mówić o problemie Twojego męża z tym pojęciem.Moj ''kochanek'' nie jest polakiem i gdybym odeszla to daleko...stracil by przyplyw gotowki i dobre zycie,a moze by tesknil za dziecmi? a jakiej narodowości jest Twój nowy mężczyzna, jeśli można wiedzieć?
''Kochanek'' nigdy nie naciskal na moje dycyzje,zna sytuacje i czeka na dojrzalosc mojego meza tak jak ja...
Madrze napisalas....''zrobi cos sobie to problem z glowy'' -ja tak nie mysle.To ojciec moich dzieci i kiedys kochalam tego faceta,nie chce zlosci,chce rozstac sie normalnie jak cywilizowani ludzie-w zgodzie.Czasem cos trwa na wieki a czasem cos sie konczy......
Ten drugi to Norweg,znamy sie sporo czasu-moja firma wspolpracuje z jego firma.Bardzo czesto bywalismy razem na kontraktach oczywiscie jako partnerzy zawodowi,ja znam jego zycie,on moje.....i jak w pierwszym poscie napisalam w maju bedzie rok NASZEGO ROMANSU...
Nie chodzi tu o pieniadze czy urode czy nie wiem co bo oboje na finanse nie narzekamy,ja jestem zwykla przecietna kobieta on starszym juz prawie siwym panem....kochamy sie dla siebie!
Zawsze jestem za tym by małżeństwo jednak się nie rozpadało, ale trudno, jest jak jest.
Inga jak napisałam; dobrze będzie jeśli coś definitywnie zdecydujesz. Bo tkwić tak latami w takim układzie to nie wyjdzie Ci na zdrowie.
39 2012-12-27 14:40:10 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2012-12-27 15:08:17)
Rozwod...latwo powiedziec,trudne do realizacji...
Z mezem nie sypiam juz od .....nie pamietam kiedy ale juz pare lat.......
no ale się ten jeleń przydaje co? kto z dziecmi by zostal jak ty sobie pojedziesz z kochasiem? prawda?Bo nawet w tym wieku zostawic dzieci na miesiąc to nie halo... mimo wszystko.
Szanowna MALWINO z dziecmi gdy byly male i teraz gdy sa nastolatkami jest niania,ktora mieszka z nami juz 15 lat...
Ingo, a skłaniając się do tytułu tego wątku- to właściwie jaki masz problem? Bo zdecydowałaś się żyć z innym mężczyzną. więc?
"czekam aż mąż wydorośleje, kochanek czeka razem ze mną" - nie rozumiem ![]()
wiesz że on nigdy wg Ciebie/Was może nie wydorośleć ? cokolwiek to znaczy wg Ciebie..
i co wtedy? już zawsze będziecie sobie tak żyli ?
Ja chyba nie rozumiem ludzi, nie wiem jak można myśleć w ten sposób. Chociaż p[pewnie niektórzy nie rozumieją mojego toku myślenia. Powiem tak (opierając się na słowach autorki) niezależnie czy miałabym kochanka, czy nie, jeżeli mąż by mnie wykorzystywał finansowo, to kopnęłabym go w odwłok i po sprawie. Ja odczuwam to w ten sposób: Szanowny małżonek rozwodu nie da bo mu dobrze grzać dupsko w ciepłym domku i luksusach, na które pracuje żona. A skoro żona pozwala na to to on korzysta z tego i już. Więc zastanówcie się co byście radzili autorce, gdyby była w takim małżeństwie w jakim jest, ale nie miałaby kochanka.
A może on też ma romans? A nawet jak nie ma, to jest tak samo nie w porządku jak i Autorka. Jednym słowem oboje są siebie warci, jeden naciągacz, a druga kobita, która daje się wykorzystywać na każdym kroku i jeszcze ma jakieś skrupuły i wyrzuty sumienia wzgledem męża "utrzymanka"
No chyba, że on też ciężko pracuje i baluje za swoje, to inna kwestia. Wtedy przyczyn odmowy odnośnie rozwodu trzeba szukać gdzie indziej
Nirvanka, ale Ty pomijasz kwestie podstawowa, ktora na forum maglowana byla setki razy juz. Jeśli w małżeństwie jest źle, na tyle źle, że nie ma juz co składać, to małżeństwo się kończy. Instytutcja rozwodu jest równie stara jak samo małżeństwo, a od najmniej 200 lat dostępna również dla kobiet. I po zamknięciu tego nieudanego i niszczącego związku można wchodzić w kolejny, albo co noc rwać innego pana, albo wstąpić do zakonu... cokolwiek dusza pragnie, bo jest się ponownie człowiekiem wolnym i można z pełną uczciwością dokonywać dowolnych wyborów. A jeśli nie ma się dość jaj, aby jeden związek uczciwie zakończyć przed wejściem w kolejny, to pokazuje się światu i sobie samemu nic więcej niż tchórzostwo i podle kłamliwy charakter. I tylko o to tu idzie.
czyli jeden czynnik- zdrada zmienia wszystko na niekorzyść autorki? Idiotyzm. Oczywiście wg ogólnie przyjętych norm, powinno najpierw się roztać z obecnym partnerem, a potem wiązac z nowym, tudzież do zakonu iść. Ale kto do diabła ustala te normy? zostaly ustalone dawno temu i poprzez powielanie utrwalone. Niektóre normy sa rozsądne, np te tyczące się zakazu krzywdzenia innych. Ale tutaj to bardziej mąż krzywdzi Autorkę niż ona jego. On jej nie doceniał i nadal nie docenia, bagatelizuje jej atrakcyjność, ba wręcz ją dołuje swoimi komentarzami "a z kim Ty mnie zdradzisz kto by Cie chciał?" dodatkowo żeruje na niej finansowo. I doczytajcie ona chciała rozwodu, ale Pan mąż nie da jej go, a ja się nie dziwię kobiecie, ze nie chce oddać nierobowi połowę tego co sama zarobiła.
I tak ją podziwiam, że dopiero od roku z kimś romansuje.
A teraz czekam na lincz.
Prawda pozostaje tylko między Autorką a jej mężem
Wiadomo, że jeśli ktoś cxhce się rozstać, to ma powód, to znajdzie winę w partnerze. Rzadko kiedy usłyszysz: Po prostu chcę być z innym, nie z nim, dlatego odchodzę.
Z tym, że Autorka nie odchodzi.
Uważam jak Nirwanka. Nie widzę problemu w takich romansach, gdzie w małżeństwie ludzie się nie szanują i krzywdzą wzajemnie.
Najpierw trzeba być samemu idealnym, aby krytykować zdradę. Tutaj mamy bardzo jaskrawy przykład.
Czy zdrada to tylko odbywanie stosunków pozamałżeńskich czy również.... oszukiwanie?
49 2012-12-28 13:16:50 Ostatnio edytowany przez ban (2012-12-28 13:17:25)
Jeśli mąż do żony mówi "Kto by Cię chciał?" to intencjonalnie ją krzywdzi. Celem tego stwierdzenia jest zadanie rany. Jest to poważniejsze przewinienie niż to, że ona się zakochała poza związkiem.
Ludzie ślubują sobie miłość po grób, ale nikt nie wie jak spowodować, aby czuć tę miłość aż do końca dni. Równie dobrze można ślubować, że się będzie zdrowym, a jak ktoś zachoruje to zdradził.
Nie potrafię odpowiedzieć na twoje pytanie Catwoman, ale nie chodzi o tylko o stusunki seksualne.
To jest ogólnie ciekawe zagadnienie. Bo idąc biblijnym tropem (większość ludzi bierze jednak ślub kościelny) to jedynie życie z osobą trzecią poza małżeństwem jest powodem do ustania tego małżeństwa. Nie to, ze miłość wygasła, bo jednak małżeństwo to zobowiązanie.
"Ko by cię chciał?"- może być JUŻ efektem ustania więzi = obojętności, zatem wszystko nam jedno co mówimy osobie, z którą dzielimy mieszkanie.
Myślę jednak, ze gdyby Autorka wniosła pozew do sądu i powiedziała, że żyje z kimś innym, że po prostu zdradza męża od długiego czasu, to miałaby szansę na szybki rozwód.
Małżeństwo to zobowiązanie -- dobrze to ujęłaś. A jak się jest z kimś na kontrakcie to i tak trzeba go szanować -- tak samo jak wszystkich innych ludzi. Autorka moim zdaniem dotrzymuje tego kontraktu, ale kocha poza związkiem.
Nie uznaję za prawdziwego Boga tego-czegoś, co manipulowało ludźmi na drodze z Egiptu do Ziemi Obiecanej, więc prawo tam ustalone nie służy dobru człowieka, ale miało na celu ustalenie pożądanych zachowań ("The Manna-Machine, 1978, George Sassoon i Rodney Dale, "Maszyna do produkcji manny"; nie tylko na tym opieram tę opinię).
Ja tu mam propozycję dla Autorki, bo pisała, że mąż nie chce dać rozwodu.
Może Autorko.... przejdź się do adwokata i wybadaj sprawę- nie ma sytuacji bez wyjścia.
jak się przyzna do zdrady to mąż jeszcze zażąda rozwodu z jej winy i zabierze jej więcej niż normalnie. Catwoman piszesz, że "Autorka nie odchodzi", a Ty byś ot tak machnęła ręką, na to na co pracowalaś całe życie?
54 2012-12-28 13:52:44 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2012-12-28 13:53:12)
Nie trzeba machać ręką. Przy rozwodzie dzieli się majątek.
Jeśli zażąda rozwodu z jej winy, nie może zażądać więcej niż "normalnie", jedynie Autorka musiałaby zapłacić za proces i wszelakie koszty. Ale z tego co wiem stać ją. Sprawa o majątek to już sprawa tocząca się w innym procesie niż rozwodowy.
55 2012-12-28 14:34:15 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-12-28 14:37:38)
Małżeństwo to zobowiązanie -- dobrze to ujęłaś. A jak się jest z kimś na kontrakcie to i tak trzeba go szanować -- tak samo jak wszystkich innych ludzi. Autorka moim zdaniem dotrzymuje tego kontraktu, ale kocha poza związkiem.
Ban...no proszę Cię... Czy to nazywa się "dotrzymywaniem i szacunkiem"... gdy zawiera się nową "umowę konkurencyjną", bez zaczekania na datę wygaśnięcia zawartego wcześniej "kontraktu"?
Każda umowa czy kontrakt, niesie za sobą "karę umowną" za jego zerwanie. Karą tutaj byłyby koszty rozwodu i podział majątku.
Za to, wszystko zostałoby uczciwie załatwione.
Tak też autorka powinna postąpić, zamiast usprawiedliwiać się na siłę.
Ban...no proszę Cię... Czy to nazywa się "dotrzymywaniem"... gdy zawiera się nową "umowę konkurencyjną", bez zaczekania na datę wygaśnięcia zawartego wcześniej "kontraktu"?
Każda umowa czy kontrakt, niesie za sobą "karę umowną" za jego zerwanie. Karą tutaj byłyby koszty rozwodu i podział majątku.
Za to, wszystko zostałoby uczciwie załatwione.
Czasem ludzie są w małżeństwie z innych powodów niż miłość -- mogą to być dzieci, majątek, szacunek, stabilizacja. Nieraz romans wcześniej się rozpadnie niż samo małżeństwo. Nieraz oni faktycznie są ze sobą aż do śmierci. Nieraz nawet się szanują, być może nawet kochają.
Fajnie byłoby, gdyby ludzie nie brali ze sobą ślubu, mieli osobne majątki, razem wychowywali dzieci, a byli ze sobą tylko z takiego powodu, że chcą ze razem iść przez życie. Teraz bywa na odwrót -- małżonkowie wcale nie chcą ze sobą spędzać czasu i łączy ich wiele, ale na pewno nie miłość, nie przyjaź, nie szacunek, nie uczciwość.
Szanowna MALWINO z dziecmi gdy byly male i teraz gdy sa nastolatkami jest niania,ktora mieszka z nami juz 15 lat...
ooo szanowna Ingo.. to zwracam szacunek... no jest niania.. jeleń faktycznie zbędny...
Margolinka napisał/a:Ban...no proszę Cię... Czy to nazywa się "dotrzymywaniem"... gdy zawiera się nową "umowę konkurencyjną", bez zaczekania na datę wygaśnięcia zawartego wcześniej "kontraktu"?
Każda umowa czy kontrakt, niesie za sobą "karę umowną" za jego zerwanie. Karą tutaj byłyby koszty rozwodu i podział majątku.
Za to, wszystko zostałoby uczciwie załatwione.Czasem ludzie są w małżeństwie z innych powodów niż miłość -- mogą to być dzieci, majątek, szacunek, stabilizacja. Nieraz romans wcześniej się rozpadnie niż samo małżeństwo. Nieraz oni faktycznie są ze sobą aż do śmierci. Nieraz nawet się szanują, być może nawet kochają.
Fajnie byłoby, gdyby ludzie nie brali ze sobą ślubu, mieli osobne majątki, razem wychowywali dzieci, a byli ze sobą tylko z takiego powodu, że chcą ze razem iść przez życie. Teraz bywa na odwrót -- małżonkowie wcale nie chcą ze sobą spędzać czasu i łączy ich wiele, ale na pewno nie miłość, nie przyjaź, nie szacunek, nie uczciwość.
Ale nie zawsze tak bywa. Nie można "patologii" uznawać za "normę", a odstępstwa od "patologii", za "wyjątek" ...
czyli jeden czynnik- zdrada zmienia wszystko na niekorzyść autorki? Idiotyzm. Oczywiście wg ogólnie przyjętych norm, powinno najpierw się roztać z obecnym partnerem, a potem wiązac z nowym, tudzież do zakonu iść. Ale kto do diabła ustala te normy? zostaly ustalone dawno temu i poprzez powielanie utrwalone. Niektóre normy sa rozsądne, np te tyczące się zakazu krzywdzenia innych. Ale tutaj to bardziej mąż krzywdzi Autorkę niż ona jego. On jej nie doceniał i nadal nie docenia, bagatelizuje jej atrakcyjność, ba wręcz ją dołuje swoimi komentarzami "a z kim Ty mnie zdradzisz kto by Cie chciał?" dodatkowo żeruje na niej finansowo. I doczytajcie ona chciała rozwodu, ale Pan mąż nie da jej go, a ja się nie dziwię kobiecie, ze nie chce oddać nierobowi połowę tego co sama zarobiła.
I tak ją podziwiam, że dopiero od roku z kimś romansuje.A teraz czekam na lincz.
Tylko,że Ty nie masz jak każdy z nas tutaj tej niezbednej 99% pewności,że jest tak jak próbuje nam to wcisnąć autorka.. prawda?? wiec po to są te ZASADY .. niewygodne, zbędne.. pomijane aby unikac krzywdzenia siebie nawzajem.. cos w ten deseń.. a jak czegos nie rozumiesz.. poczytaj wnikliwiej inne przypadki tu na tym forum opisane..
czyli jeden czynnik- zdrada zmienia wszystko na niekorzyść autorki? Idiotyzm. Oczywiście wg ogólnie przyjętych norm, powinno najpierw się roztać z obecnym partnerem, a potem wiązac z nowym, tudzież do zakonu iść. Ale kto do diabła ustala te normy? zostaly ustalone dawno temu i poprzez powielanie utrwalone. Niektóre normy sa rozsądne, np te tyczące się zakazu krzywdzenia innych. Ale tutaj to bardziej mąż krzywdzi Autorkę niż ona jego. On jej nie doceniał i nadal nie docenia, bagatelizuje jej atrakcyjność, ba wręcz ją dołuje swoimi komentarzami "a z kim Ty mnie zdradzisz kto by Cie chciał?" dodatkowo żeruje na niej finansowo. I doczytajcie ona chciała rozwodu, ale Pan mąż nie da jej go, a ja się nie dziwię kobiecie, ze nie chce oddać nierobowi połowę tego co sama zarobiła.
I tak ją podziwiam, że dopiero od roku z kimś romansuje.A teraz czekam na lincz.
Zatem - przyjmujemy, absolutnie maz zasluzyl na zdrade.
Zimny dran, nierob, zero sexu, dolujacy palant, nawet dziecmi sie nie zajmuje.....
Jedyne antidotum - Zdrada!!!
Chcialabym wiedziec tylko jakie jeszcze negatywne cechy partnera beda w razie czego usprawiedliwieniem zdrady. I od ktorego mmentu mozna juz zaczac?
Kobita ma sily i energie na latanie po swiecie za kochankiem, a nie umie poradzic sobie z patologia rodzinna.
Poza tym podejrzewam, ze nie do konca jest tak wesolo, bo inaczej po co by wchodzila na forum, gdzie raczej sporadycznie , albo i wcale pojawia sie ktos z kim moglaby sie swoim szczesciem podzielic.
Sie bralo slub, trza se poradzic z rozwodem w razie czego.
Predzej, czy pozniej zawsze mozna go zalatwic, a ze troche kosztuje - trudno- Donald Trumph nie takie pieniadze tracil na kolejnych 5 zon!
A te normy, ktorymi tak gardzisz, sa utrwalone po to, zeby nie robic z zycia bajzlu.
I nie byl to wymysl jednorazowy, zeby utrudnic zycie Indze.
oczywiście, że nie mam pewności, ale to chyba logiczne, każdy kto się tutaj wypowiada może jedynie bazować na swoich przypuszczeniach i odczuciach, ale nie trzeba chyba w każdym zdaniu pisać wydaje mi sie, uważam, że itp
Czytałam sporo przypadków tutaj opisanych, z postępowaniem jednych osób zarówno zdradzanych i jak i zdradzających się nie zgadzam, z innymi a i owszem. Ze zdradą jest tak samo jak z zabójstwem, nie zawsze zabójca jest "winny", czasami to on jest ofiarą. Tak samo osoba która zdradza nie zawsze jest tą gorszą w związku.
Co do wypowiedzi Bana, ja w porównaniu z moim obecnym chłopakiem, tak naprawdę nie mam nic (poza mieszkaniem) i nie zapowiada się, żebym coś miała, bo po moich studiach raczej nie mam co liczyć na dobrą pracę, ale studiuję to bo lubię pomagać ludziom. Do rzeczy- sama powiedziałam chłopakowi, że chętnie podpiszę intercyzę, bo nie chce mieć nic potem wypominane, jedyne czego oczekuję to zabezpieczenia finansowego dzieci. Np ewentualny dom, czy mieszkanie powinno być zapisane na nasze wspólne dzieci, a ja nie chcę nawet mieć do niego prawa.
Zatem - przyjmujemy, absolutnie maz zasluzyl na zdrade.
Zimny dran, nierob, zero sexu, dolujacy palant, nawet dziecmi sie nie zajmuje.....
Jedyne antidotum - Zdrada!!!
A nie lepiej się skupić na tym co jest w małżeństwie złe zamiast robić tragedię ze zdrady? "Mąż zasłużył" -- cóż to za wartościowanie -- przecież on nic nie wie o zdradzie, a widzą oboje jak jest w małżeństwie z dnia na dzień. Zdrada jest poza tym małżeństwem, a nie pomiędzy małżonkami. Dla zdrady nie ma usprawiedliwienia i przynajmniej ja nie szukam żadnego usprawiedliwienia. I na pewno nie jest antidotum na problemy małżeńskie.
A te normy, ktorymi tak gardzisz, sa utrwalone po to, zeby nie robic z zycia bajzlu.
Życzę wszsytkim, aby te normy spełniali w relacjach mąż-żona.
powiedziałam chłopakowi, że chętnie podpiszę intercyzę, bo nie chce mieć nic potem wypominane, jedyne czego oczekuję to zabezpieczenia finansowego dzieci. Np ewentualny dom, czy mieszkanie powinno być zapisane na nasze wspólne dzieci, a ja nie chcę nawet mieć do niego prawa.
Zróbcie sobie intercyzę, a potem wszystko kupujcie jako współwłaściciele. Dodatkowo zapisz, że twój mąż jest jedynym twoim spadkobiercą, bo w razie twojej śmierci połową domu będzie zarządzał kurator sądowy do czasu aż staną się pełnoletnie.
Ktos pieknie napisal....''stac ja na to'
Stac mnie na wiele rzeczy,ale tu nie chodzi o pieniadze....bo raz sie je ma raz nie,ot zycie...
Jesli chodzi o punk widzenia-to nie po to opowiedzialam swoja historie aby teraz tu bajki pisac.
Dziekuje wszystkim za opinie,za te zle i dobre-bo kazdy ma prawdo do swojego zdania:)
Inga37,
może po prostu wyjaśnij, jak Ty to widzisz dalej. Czy chciałabyś się rozwieźć z mężem, tak realnie?>
Oczywiscie ze chce!
Za kazdym razem mi powtarza ze nie mam po co skladac papierow bo i tak ich nie podpisze,a jesli mowie ze mam kogos to w to nie wierzy,jak powtarzam ze zloze to straszy....ale o tym juz pisal w poprzednich postach.
Nie chce go tu oczerniac czy obwiniac bo to nie o to chodzi,nasze wspolne zycie juz dawno sie skonczylo,chce w cywilozowany sposob zamknac ''te drzwi'' ale maz tego nie chce....