Witam wszystkich
jestem tu po raz pierwszy, szukałam odpowiedzi na internecie bo to świeża sprawa ale niestety nic nie znalazłam, dlatego piszę nowy post.
Od pewnego czasu w naszym małżeństwie się nie układa i to za sprawą mojej teściowej, która nim rządzi. Coś czuje, że jak to tak dłużej potrwa, to niestety, ale nasz związek się rozpadnie. Od pewnego czasu zaczęły się groźby, że zabierze mi dziecko, które teraz ma 10 miesięcy, że zrobi wszystko, aby dziecko zostało przy nim, a moja sytuacja za dobrze nie wygląda...
Jestem obecnie na urlopie wychowawczym, nie zarabiam, nie mam środków do utrzymania dziecka, choć wiem, że jakbym sama żyła, to bym z alimentami dała radę. Moja przyjaciółka mówiła mi, że mojemu mężowi zapewne nie przysadzą dziecka ale tu chodzi o moją kochaną córeczkę, dlatego wolę Was spytać, może mieliście styczność z taką sytuacją, jak ona się potoczyła? Może sami ją przeżyliście, lub umiecie osądzić sytuację?
Mój mąż zarabia, mieszkamy na wynajętym, ja opiekuje się naszym dzieckiem, zresztą mój mąż często nie jest "w stanie"-pali codziennie marihuanę, więcej go nie ma w domu jak jest, a dziecka nie pozostawiam pod jego opieką kiedy sobie zapali. Wcześniej tak nie było, a teraz narkotyk najważniejszy... Tylko też nie mam na to dowodów, że pali, no bo jak? Mam wzywać policję? Jak wezwę to już mnie na pewno wywali z domu, raz był 24 zatrzymany na policji jak byłam w ciąży za posiadanie marihuany, może to jest plus na moją stronę... Wiem, że ta substancja THC czy jakoś tak długo się utrzymuje w organizmie i jakbyśmy się sądzili i przymusowo miałby zrobione na to badanie to by mu wykryło. A gdyby to z trawką nie wypaliło, to czy i tak mi przyzna sąd prawo opieki nad dzieckiem? Mi chodzi o jej dobro, nie chciałabym, by ojciec miał ją raz na 2 tyg może z nim spędzać o wiele więcej czasu, bo to w końcu jej ojciec. Ale w tym momencie nawet nie mam gdzie się wyprowadzić... Staram się oszczędzać pieniądze, mieć jakieś lewe. No i to tyle...
Będę wdzięczna za każdą odpowiedź:)