Ale nie zrobiła?
Nie umniejszaj cudzej krzywdy tym , że krzywdzący sam jest skrzywdzony.
Ja nie potępiam tej kobiety , że zaopiekowała się tą osobą. Ale nie potępiam kogoś kto by się nie zaopiekował.
Czy zdajesz sobie sprawę, że psychopatyczni mordercy albo faceci, którzy gwałcą własne dzieci, sami mają często taką straszną przeszłość?
Czy gdyby Twój ojciec molestował Cię kiedy byłaś dzieckiem, to też zaopiekowałabyś się nim?
Bo on miał złą przeszłość?
Ja rozumiem uczucia tej kobiety, dziecko z gwałtu, wstyd z posiadania bękarta. Ale to nie znaczy, że ona dostaje automatycznie pozwolenie na krzywdzenie własnego dziecka, na Boga. I na to usprawiedliwienie.
Jak ktoś opiekuje się własnym oprawcą, to albo ma bardzo dobre serce, albo jest bardzo zmanipulowany przez oprawce i społeczeństwo.
W takiej sytuacji niema znaczenia co wyznajesz, tylko samo to jakim jesteś człowiekiem.
Ja bym się nie zaopiekowała, widzę więcej powodów by poświęcić życie dla obcych ludzi niż dla takiej osoby.
A opiekowałam się prababcią, opiekowałam się dziadkiem i babcią. Chociaż było to dla mnie trudne, trudne i straszne bo byłam bardzo młoda, bardzo przerażona chorobami, bardzo chciałam po prostu uciec.
Jednak taka postawa, że trzeba bo rodzina, że tak się powinno, żeby zajmować się oprawcą. To miesza w głowie ludziom wrażliwym i delikatnym.
Którzy czują się zobowiązani w złym znaczeniu.
Ale mnie jakaś podła baba czy matka czy nie, nie oszuka. Jak to mówią złodziej złodzieja nie okradnie tak łatwo. Widzę takich ludzi krytycznie, bo ja sama mogłabym być taka.
Nie znam NIKOGO kto by wyrzucił rodzica z życia, jeśli ten rodzic byłby dobry. Ani jednej takiej osoby, która nawet rozważałaby coś takiego. Nigdy nie oddałabym rodziców nigdzie. I nie muszę, bo stać mnie na przerobienie domu na dobry szpital
I dużo trudniej jest pozwolić na eutanazje bliskiej osobie, niż trzymać ją przy życiu i się opiekować.
Tu dopiero wychodzi egoizm.