Czego się Koliber denerwujesz?Tylko mówię, ze coś po prostu na niektórych nie działa.I mówiąc coś trzeba się zastanowić, jak to może być odebrane.
Przesadzasz, nikt tu się o nic nie wykłoca. Tylko mówimy z Miss, że takie pocieszanie, jakie ludzie czasem fundują to psu na buty.Ba jeszcze gorzej się człowiek po czymś takim czuje - mały, żałosny, problemowy.
5 656 2013-04-24 22:29:44 Ostatnio edytowany przez Asterka10 (2013-04-24 22:33:46)
Podobne tematy
5 657 2013-04-24 22:31:06
Z jednej strony piszecie o potrzebie wsparcia, pocieszenia, a jak ktoś to robi (np. Koliber) to zaraz, że to komunały.
Jak bywały w tym wątku różne (różniste) rady to też źle, bo...są do niczego.
Chyba czegoś nie rozumiem....
5 658 2013-04-24 22:37:14
Czego się Koliber denerwujesz?Tylko mówię, ze coś po prostu na niektórych nie działa.I mówiąc coś trzeba się zastanowić, jak to może być odebrane.
nie miałam niczego złego na myśli zeby się zastanawiać jak odbierzecie moje słowa...
a zresztą, gdzie napisałam coś "złego"? jedno zdanie które generalnie niczego konkretnego się ni tyczyło, no moze dawało promyk nadziei i tyle, czemu cię to zabolało?
5 659 2013-04-24 22:37:26
Z jednej strony piszecie o potrzebie wsparcia, pocieszenia, a jak ktoś to robi (np. Koliber) to zaraz, że to komunały.
Jak bywały w tym wątku różne (różniste) rady to też źle, bo...są do niczego.
Chyba czegoś nie rozumiem....
W moim odczuciu, dziewczyny nie potrzebują pocieszenia, ani tym bardziej wsparcia, bo wcale nie chcą niczego w swoim życiu zmieniać. Zwyczajne wpadają tutaj pogadać, ewentualnie ponarzekać... ![]()
5 660 2013-04-24 22:39:16
Pocieszać trzeba mądrze...mówienie o hipotetycznej świetlistej przyszłości, cudownych zmianach i przemianach do niczego nie prowadzą.To jak wmawianie komuś, że wygra w totolotka, teoretycznie możliwe, acz niewykonalne.
5 661 2013-04-24 22:44:13 Ostatnio edytowany przez Asterka10 (2013-04-24 22:47:46)
Asterka10 napisał/a:Czego się Koliber denerwujesz?Tylko mówię, ze coś po prostu na niektórych nie działa.I mówiąc coś trzeba się zastanowić, jak to może być odebrane.
nie miałam niczego złego na myśli zeby się zastanawiać jak odbierzecie moje słowa...
a zresztą, gdzie napisałam coś "złego"? jedno zdanie które generalnie niczego konkretnego się ni tyczyło, no moze dawało promyk nadziei i tyle, czemu cię to zabolało?
Dawać nadzieję to najgorsze co można zrobić.To jak czekanie na Godota, nie wiesz kiedy się zestarzejesz a nic i tak się nie zmieni.
To nie tak, że nie chcemy niczego zmieniać w swoim życiu po prostu wykorzystałyśmy wszystkie dostępne nam możliwości.Podkreślam NAM, na nasze siły, osobowość czy możliwości życiowe.
Ja osobiście nie widzę już możliwośći, że coś się w moim życiu zmieni. Czy będę coś robić czy nie.
5 662 2013-04-24 22:45:15
W moim odczuciu, dziewczyny nie potrzebują pocieszenia, ani tym bardziej wsparcia, bo wcale nie chcą niczego w swoim życiu zmieniać. Zwyczajne wpadają tutaj pogadać, ewentualnie ponarzekać...
Też odniosłam takie wrażenie, tylko nie chciałam pisać wprost.
No i wszystko jasne ![]()
5 663 2013-04-24 22:46:42
Pocieszać trzeba mądrze...mówienie o hipotetycznej świetlistej przyszłości, cudownych zmianach i przemianach do niczego nie prowadzą.To jak wmawianie komuś, że wygra w totolotka, teoretycznie możliwe, acz niewykonalne.
Pozwól, że zapytam Asterko, a które rady są mądre ??
Te, które są mądre, czy tylko te które za mądre aktualnie uważasz ? ![]()
5 664 2013-04-24 22:49:03
Dawać nadzieję to najgorsze co można zrobić.
Zawsze mi się wydawało, że nadzieja jest ważna - daje motywację do działania.
Ale może się mylę...
No to pozostało pogodzić się z losem.
5 665 2013-04-24 22:50:23 Ostatnio edytowany przez Asterka10 (2013-04-24 23:00:47)
Te które coś wniosą.Coś konstruktywnego.Te na które być może sama nie wpadałam, a które pomogą rozwiązać mój problem.
Nadziej musi zawierać jakiś znaczny procent możliwości do zrealizowania.Ja już nadziei na to, że moje życie się zmieni nie mam.Bo to nierealistyczne i boli.
5 666 2013-04-24 23:19:35
Te które coś wniosą.Coś konstruktywnego.Te na które być może sama nie wpadałam, a które pomogą rozwiązać mój problem.
Tylko dość trudno zaproponować coś konstruktywnego osobie, która słuchać niczego nie chce, bo jest z góry negatywnie nastawiona do wszelkich nowych koncepcji, a cała swoją energię wykorzystuje do udowodnienia osobie radzącej, że jej rady są o kant rozbić...;) Chodzi mi tu o fakt, żadne rady, nawet te dające stuprocentową gwarancję szczęścia, nie dotrą do osoby, która nie chce się nad nimi chociaż zastanowić, bo wie lepiej ![]()
5 667 2013-04-24 23:30:56
Asterka10 napisał/a:Te które coś wniosą.Coś konstruktywnego.Te na które być może sama nie wpadałam, a które pomogą rozwiązać mój problem.
Tylko dość trudno zaproponować coś konstruktywnego osobie, która słuchać niczego nie chce, bo jest z góry negatywnie nastawiona do wszelkich nowych koncepcji, a cała swoją energię wykorzystuje do udowodnienia osobie radzącej, że jej rady są o kant rozbić...;) Chodzi mi tu o fakt, żadne rady, nawet te dające stuprocentową gwarancję szczęścia, nie dotrą do osoby, która nie chce się nad nimi chociaż zastanowić, bo wie lepiej
ona
Oczywiście, że nie ma 100 procentowej gwarancji na nic.Nie jestem negatywnie nastawiona do wszystkich nowych koncepcji - ale chyba normalne , że jeśli nie mają w sobie choć 20% realizmu to ich do siebie nie przyjmę.
Mylisz się Volver, wcale nie wiem lepiej - gdybym wiedziała to pewnie moje życie wyglądałoby lepiej.
Ale żadne rady typu terapia, literatura czy praca nad sobą nie pomogą.W świetlaną przyszłość też nie mam co wierzyć - łudziłam się jakieś 20 lat i czy coś robię czy nie nic się nie zmienia.
5 668 2013-04-25 00:09:12
ona
Oczywiście, że nie ma 100 procentowej gwarancji na nic.Nie jestem negatywnie nastawiona do wszystkich nowych koncepcji - ale chyba normalne , że jeśli nie mają w sobie choć 20% realizmu to ich do siebie nie przyjmę.
Mylisz się Volver, wcale nie wiem lepiej - gdybym wiedziała to pewnie moje życie wyglądałoby lepiej.
Ale żadne rady typu terapia, literatura czy praca nad sobą nie pomogą.W świetlaną przyszłość też nie mam co wierzyć - łudziłam się jakieś 20 lat i czy coś robię czy nie nic się nie zmienia.
Asterko, żeby sprawa była jasna... z potrzeby prostowania ludziom ich ścieżek, dawno wyrosłam
Nie przemawiają do Ciebie pewne koncepcje - rozumiem. Przecież nie muszą. Nic na siłę. Może nie ten czas, może nie ci ludzie. Myślę jednak, że powinnaś wziąć pod uwagę fakt, że sporo z osób wam radzących, proponuje sposoby sprawdzone na sobie. Dlatego śmiem twierdzić, że te rady zawierają w sobie, trochę więcej realizmu, niż te przytoczone 20 %. I chociaż Ciebie tak bardzo odrzuca,choćby ten pomysł z "pracą nad swoim umysłem", to muszę Ci się przyznać, że u mnie ten sposób na odmianę życia, dał świetne rezultaty... ![]()
Wiem, że Cię nie przekonam, ale mimo wszystko powtórzę ten banał
Myśli tworzą naszą rzeczywistość. Szkoda, że nie wierzysz w swoją świetlaną przyszłość... ![]()
5 669 2013-04-25 09:07:22
Znowu te bajki o myślach, które tworzą rzeczywistość. Parę stron wczesniej było o horoskopach.Ludzie tworzą sobie takie iluzje, żeby im się łatwiej żyło. O wiele łatwiej jest bowiem wierzyć, że życie to zaczarowana kraina, gdzie ja kreuję własną rzeczywistość. Coś na miarę bajki o samonakrywającym się stoliczku. Fajnie dziewczyny że jestescie optymistkami o magicznym, życzeniowym mysleniu, ale nie dam się wpędzić w poczucie winy, że nie umiem sobie wykreować zaczarowanej krainy, bo jej po prostu nie ma. Żyje w waszej własnej wyobraźni.
5 670 2013-04-25 09:23:20
Przez całe swoje życie byłam romantyczką, wierzyłam, że gdzieś tam istnieje moja "druga połóka" i to tylko kwestia czasu i odrobiny starania by ją spotkać.Czekałam i wierzyłam 20 lat - efekt - kilka bolesnych upadków na 4 litery, utrata wiary w swoją kobiecość i nawrócenie na myślenie realistyczne, a nie życzeniowe.Teraz wiem, że nie istnieje męzczyzna, który jest mnie w stanie pokochać takiej jaka jestem.albo ze względu na figurę, albo życie osobiste, albo z miliona innych istotnych lub błahych powodów.Mam dalej tkwiś w błędzie kreując swoje myśli, że tak nie jest?To jakby to totalnie głucha muzycznie osoba wierzyła, że będzie śpiewakiem operowym...
Myślenie życzeniowe i wiara w świetlaną przyszłość może jedno - totalnie mnie unieszczęśliwić i uzmysłowić, że jestem do niczego.
5 671 2013-04-25 09:43:55 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-04-25 09:48:34)
"Zbyt częste i szerokie odwoływanie się do myślenia magiczno życzeniowego ogranicza zdolność do sprawowania rzeczywistej kontroli nad biegiem wydarzeń i ułatwia przejęcie jej przez tych, którzy umieją tworzyć sugestywne iluzje na temat swej mocy i mądrości. Ogranicza też trochę gotowość do poszukiwania mniej atrakcyjnych ale za to bardziej realnych sposobów na rozwiązania realnych problemów. "J. Mellibruda
"Z psychologicznego punktu widzenia "myślenie pozytywne" sprzyja tłumieniu prawdziwych uczuć, co może być niebezpieczne (zakończyć się np. samobójstwem), podobnie jak liczenie wyłącznie na efekt placebo czy autosugestię w przypadku poważnych zaburzeń somatycznych. Wielu psychologów wykazało, że przyczyną zaburzeń są problemy sumienia (problem dobra i zła) i etycznie ukierunkowanego sensu życia (V. Frankl) czy braku realizmu w postrzeganiu rzeczywistości (K. Horney). Większość też twierdzi, że do rozwoju potrzebne są tak pozytywne, jak i negatywne emocje.Brak granic i różnic, brak realizmu i uznawania ograniczeń w życiu jest błędem poznawczym. To błędne myślenie ma ponadto charakter totalitarny i przejawia tendencję do uzależniania adeptów tej ideologii, rodząc zniewolenie i przymus wewnętrzny. Mechanizm jest tu podobny jak w wielu sektach destrukcyjnych. Tym bardziej że twórcy "pozytywnego myślenia" za porażki winią samych czytelników czy klientów. W wyniku tego powstaje błędne koło, na które składa się poczucie winy i frustracja prowadzące często do jednego rezultatu: czytelnicy i klienci stają się biedni i zagubieni zamiast bogaci i zdrowi. "A.Posacki
5 672 2013-04-25 09:58:12
Dla mnie od myślenia życzeniowego tylko krok do tych cudownych książek o uwierzeniu w moc samokreowania, a stamtąd do jakiegoś czarodzieja prowadzącego warsztaty bogacące życie wewnętrzne i osobowość.I sekty.
Brakuje mi tylko wydawania kasy na warsztaty i słuchania guru.
5 673 2013-04-25 10:08:04
Miss, kompletnie mnie nie zrozumiałaś i mylisz pojęcia.
Jeżeli ktoś podchodzi do życia życzeniowo, to czeka go w tym życiu, wyłącznie rozczarowanie... ![]()
5 674 2013-04-25 10:17:14 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-04-25 10:20:01)
wiec ja staram sie nie podchodzic zyczeniowo i uwazam, ze kultowy juz brak faceta w moim zyciu wynika czesciowo z braku moich predyspozycji i wad charakteru, a poniekad i z podswiadomych inklinacji. Nie przerzucam jednoznacznie swoich problemów życiowych na zewnętrzne środowisko i innych, a jeśli tak to jedynie częsciowo. Dużą część odpowiedzialności za niepozstawanie z związku przerzucam na samą siebie.
5 675 2013-04-25 10:22:08
Volver "myśl tworzy naszą rzeczywistość" = myślenie życzeniowe. Zapomniacie o jednym bardzo ważnym aspekcie - żadna z nas w swoim myśleniu nie jest obiektywna.Więc same założenie, które powstają w wyniku myśl tworzy rzeczywistość mogą być błędne.Bo myslacy ma neurozę, zaburzenia osobowości, niejasny ogląd rzeczywistości.Nigdy nie wiemy czy nasz stan emocjonalny, psychiczny jest normą czy zaburzeniami.
5 676 2013-04-25 10:27:54
wiec ja staram sie nie podchodzic zyczeniowo i uwazam, ze kultowy juz brak faceta w moim zyciu wynika czesciowo z braku moich predyspozycji i wad charakteru, a poniekad i z podswiadomych inklinacji. Nie przerzucam jednoznacznie swoich problemów życiowych na zewnętrzne środowisko i innych, a jeśli tak to jedynie częsciowo. Dużą część odpowiedzialności za niepozstawanie z związku przerzucam na samą siebie.
I fajnie, że jesteś tego świadoma ! To już bardzo dużo ![]()
Pytanie tylko, czy chcesz coś z tą swoją świadomością zrobić ? Z doświadczenia wiem, że trudno jest przełamywać własne blokady. Ale znasz jakiś lepszy sposób na zmianę, swojego życia jeżeli dotychczasowe nam nie odpowiada ? Przecież otaczający nas świat i ludzie, nie zmienią się na nasze życzenie. Zmienić możemy się tylko my sami. Wiem, to kolejny banał...
ale niestety tak w rzeczywistości jest ... ![]()
5 677 2013-04-25 10:40:06
Zmienić się??????W kogo zmienić.W kogoś innego?Jak Ty to Volver widzisz?W wieku moim i Miss jesteśmy w pełni ukształtowanymi osobami, a zmiany mogą być kosmetyczne.Te z kolei nic nie przyniosą.
5 678 2013-04-25 10:52:17
Teraz jestem w pracy i nie bardzo mogę pisać...
Pod hasłem zmiany, mam na myśli raczej nastawienie do rzeczywistości, w tym również własnych problemów. Coś w stylu banału : Nieważne, co nas spotyka, ważne jak do tego podchodzimy.. ![]()
5 679 2013-04-25 11:00:50
Rozumiem - ktoś mnie mentalnie skopał - nie będę się tym przejmować?
Toż ja to w pewnym zakresie stosuje, ale nie zamierzam umniejszać swoich POWAŻNYCH problemów i ich marginalizować.
Niestety nad moim głównym - nie daję rady zapanować i go wykasować.Bo wchodzą w rachubę kwestie biologiczne , nie tylko psychologiczne.
5 680 2013-04-25 11:33:22 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-04-25 11:35:03)
Z tym akurat się zgodzę, że ni jesteśmy w stanie zmienic innych ludzi i to nie śą żadne czary. Ponadto zgadzam się ze stanowiskiem Asterki, że w pewnym wieku nie da sięzmieni całkowicie swojej osobowości, zabiegi mogą byc jeno kosmetyczne. Potwierdza to nawet moja terapeutka. Poza tym cięzko jest bym nagle stała się uroczą fliaciarą i duszą towarystwa, kiedy nie udało mi się to za młodu. Dodam, że to są właśnie banały kiedy ktoś mówi do mnie, poczekaj pewnego dnia nastąpi całkowita zmaiana twojego postzregania rzeczywistości i nagle staniesz się wymarzoną partnerką dla facetów. Lepiej realistycznie ocenia swojeszanse i ży tu i teraz, dniemdzisiejszym.
5 681 2013-04-25 12:11:02 Ostatnio edytowany przez Asterka10 (2013-04-25 12:11:59)
nW moim życiu zmainy zaszłyby gdyby
1.Mężczyźni by dorośli i zaczeli dokonywać wyborów nie opartych na kryterium młodej, ładnej d...czyli przestali być li i jedynie wzrokowcami.Tudzież zrozumieli, że jeśli oni mają za sobą jakąś przeszłość to kobieta też ja ma i ona będzie wychodzić w życiu codziennym.Choćby w postaci dziecka, któremu trzeba poświęcić czas.
2.Musiałoby mi totalnie przestać zależeć, co wiąże się z wygaśnięciem czynności jajników i zupełnym zanikiem libido.Jakoś nie chce mi się jeszcze totalnie przekwitać i zapominać, że jestem kobietą.
Ponieważ dwie powyższe sytyuacje nie zaistnieją, zmiana mojego myślenia jest niemożliwa.
5 682 2013-04-25 12:43:49
nW moim życiu zmainy zaszłyby gdyby
1.Mężczyźni by dorośli i zaczeli dokonywać wyborów nie opartych na kryterium młodej, ładnej d...czyli przestali być li i jedynie wzrokowcami.Tudzież zrozumieli, że jeśli oni mają za sobą jakąś przeszłość to kobieta też ja ma i ona będzie wychodzić w życiu codziennym.Choćby w postaci dziecka, któremu trzeba poświęcić czas.
2.Musiałoby mi totalnie przestać zależeć, co wiąże się z wygaśnięciem czynności jajników i zupełnym zanikiem libido.Jakoś nie chce mi się jeszcze totalnie przekwitać i zapominać, że jestem kobietą.
Ponieważ dwie powyższe sytyuacje nie zaistnieją, zmiana mojego myślenia jest niemożliwa.
Co do pierwszej kwestii to się z tym nie zgadzam. To jest generalizacja, bo nie wszyscy tacy są. Problemem jest tylko to, że na takich trafiasz. Dlaczego? Nie czuję się kompetentna do odpowiedzi na to pytanie. Mam pewne przemyślenia, ale danych jest zbyt mało aby odpowiedź była prawdziwa.
Zresztą i Ty i Miss jesteście bardzo różnymi osobami mimo pozornych podobieństw.
5 683 2013-04-25 12:50:02
moje zycie zmieniłoby sie pod wzgledem uczuciowym, gdybym spotkała odpowiedniego dla siebie favceta, ale takiego nie ma, wiec bede samotna po wieki buhaha...własciwie nie samotna ale niesparowana...
5 684 2013-04-25 13:59:11 Ostatnio edytowany przez Asterka10 (2013-04-25 14:06:09)
Luc, spokojnie możesz się tymi przemyśleniami podzielić, chętnie posłucham.
Dużo "winy" jest również w moim charakterze, który najłatwiejszy nie jest.Nie potrafię kokietować, flirtować , słodzić się, większość tych gierek męsko damskich wydaje mi się śmieszna i głupia.Na pierwszy rzut oka widać, że mam swoje zdanie.Myślę, że wątpliwa atrakcyjność+ problemy rodzinne+charakter dają koktajl, którego ŻADEN facet nie strawi.Bo żaden tak do końca nie dorasta i nie jest odpowiedzialny, opiekuńczy i zaangażowany w cudze problemy.Owszem, gdybym była śliczną młodą dziewczyną moje dziecko nie byłoby przeszkodą.Gdybym była rozkoszną, pewną siebie flirciarą, mój wygląd nie byłby tak istotny.Ale nie jestem.I nie wmawiaj mi Luc, że istnieją faceci, którzy to wszystko udzwigną, ba będą chcieli spróbować.
Istnieją tylko w naszych pobożnych życzeniach.
Żadna osobowość, intelekt, ciepło, inteligencja nie jest dla mężczyzny na tyle ważna by ściągać sobie na głowę 40 letnią, mało atrakcyjną matkę niepełnosprawnego dziecka.Powyższe wartości są w wyborze partnera dodatkiem, a nie głónym kryterium.
5 685 2013-04-25 14:09:06
No ja tez chętnie posłucham jakiejś analizy. Poważnie...
5 686 2013-04-25 14:14:27
Jeszcze tylko Brzyduli brak...
Masz rację, czasem warto popatrzeć na swoje życie okiem innych.Ja czuję się jak w klatce - nie mam kompletnie pomysłu co zrobić.Przeklinam los, że dając mi takie "atuty", nie dał mi temperamentu zimnej ryby.
5 687 2013-04-25 14:30:22
Luc, spokojnie możesz się tymi przemyśleniami podzielić, chętnie posłucham.
I nie wmawiaj mi Luc, że istnieją faceci, którzy to wszystko udzwigną, ba będą chcieli spróbować.
Istnieją tylko w naszych pobożnych życzeniach.
Żadna osobowość, intelekt, ciepło, inteligencja nie jest dla mężczyzny na tyle ważna by ściągać sobie na głowę 40 letnią, mało atrakcyjną matkę niepełnosprawnego dziecka.Powyższe wartości są w wyborze partnera dodatkiem, a nie głónym kryterium.
Tak jak wcześniej napisałam - jest zbyt mało danych by pokusić się o poważną analizę. Nie jestem zresztą psychologiem, mogłabym tylko opierać się na własnych obserwacjach i doświadczeniu.
Częściowo sobie zresztą już odpowiedziałaś - jesteś osobą o zdecydowanym, silnym charakterze. Nie wszyscy mężczyźni to lubią. Zwłaszcza ci trochę niedowartościowani.
Myślę też, że niepełnosprawność Twojego syna (nie wiem jaka) też, niestety, ma duże znaczenie. Mężczyźni często nie potrafią udźwignąć kalectwa nawet własnego dziecka.
"Oceny" Miss nie podjęłabym się jeszcze z innego powodu - Miss wszystko neguje a priori.
Asterko nie mam zamiaru niczego Ci wmawiać. WIEM, że tacy mężczyźni są, bo ja takich znam. Na pewno jest ich mniejszość. Skoro jest ich niewielu, to prawdopodobieństwo trafienia na nich też jest mniejsze.
Osobiście bardzo mi żal, że wartościowe kobiety nie trafiają na wartościowych mężczyzn.
5 688 2013-04-25 15:07:27
Bo tych wartościowych mężczyzn jak na lekarstwo.Wielu, wielu ojców zostawia swoje niepełnosprawne dzieci.
Rozumiem , że miłość do dziecka u kobiety to niesamowita siła.Moc, która potrafi przenosić góry.Nie znam mężczyzn, którzy byliby w stanie znieść rzeczy, które znoszą niektóre matki.W gruncie rzeczy większość to całe życie mali, słabi chłopcy, którzy uciekają przed każdym większym problemem.
5 689 2013-04-25 15:18:44
Zmienić się??????W kogo zmienić.W kogoś innego?Jak Ty to Volver widzisz?W wieku moim i Miss jesteśmy w pełni ukształtowanymi osobami, a zmiany mogą być kosmetyczne.Te z kolei nic nie przyniosą.
TO zależy TYLKO od "pacjenta" ![]()
Jeden walczy "o życie", drugi poddaje się bez walki.
Ponieważ mam pół wieku na karku i udało mi się zmienić diametralnie - uważam, że się DA!
Zmieniłam wszystko co było można (pracę, zawód, dom, wykształcenie, rzuciłam wszelkie nałogi prócz kawy - tylko dzieci nie zmieniałam
). Z pesymistki stałam się umiarkowaną optymistką, nad lękiem zapanowałam a znając choleryczność własnego charakteru PRACUJĘ nad "umiarkowaniem" itd. itp. A wszystko to w przeciągu ostatnich 4 lat. Postanowiłam i realizuję. W pełni ukształtowane osoby tez mogą podejmować decyzje i ryzyko (bo to jest ryzyko ZMIENIAĆ to, co od dawna zastałe) - nie ma zakazu - brak tylko chęci.
NIE zmienia to się krowa na łące ![]()
Miss też ma zasługi w tym zakresie - niektórym NIE DA się rzucić picia - jej się udało.
WY miłe panie, nade wszystko NIE chcecie NIC w SOBIE zmieniać - a bez tego żadnych zmian w życiu TEŻ nie będzie - tylko stagnacja...
Pozdrawiam "czarnowidzące" i wszystkie pozostałe osoby.
5 690 2013-04-25 15:26:02
Gratulacje Anhedonia!!!!Być może pewne rzeczy dom, wykształcenie, pracę i zawód da się zmienić.Samego siebie niestety nie.Tylko Ci się wydaje, że się zmieniłaś - trzymasz wszystko za mordę, na smyczy.Pierwsza trudniejsza sytuacja i rozsypie się jak domek z kart.Albo jesteś mutantem.
5 691 2013-04-25 15:38:31
Koliber napisał/a:Asterka10 napisał/a:Czego się Koliber denerwujesz?Tylko mówię, ze coś po prostu na niektórych nie działa.I mówiąc coś trzeba się zastanowić, jak to może być odebrane.
nie miałam niczego złego na myśli zeby się zastanawiać jak odbierzecie moje słowa...
a zresztą, gdzie napisałam coś "złego"? jedno zdanie które generalnie niczego konkretnego się ni tyczyło, no moze dawało promyk nadziei i tyle, czemu cię to zabolało?Dawać nadzieję to najgorsze co można zrobić.To jak czekanie na Godota, nie wiesz kiedy się zestarzejesz a nic i tak się nie zmieni.
To nie tak, że nie chcemy niczego zmieniać w swoim życiu po prostu wykorzystałyśmy wszystkie dostępne nam możliwości.Podkreślam NAM, na nasze siły, osobowość czy możliwości życiowe.
Ja osobiście nie widzę już możliwośći, że coś się w moim życiu zmieni. Czy będę coś robić czy nie.
Sama nadzieja nie wystarczy-to prawda, czynów potrzeba, ale skoro piszesz że nie widzisz mozliwosci to zostaje ci pogodzić się z tym co jest...
5 692 2013-04-25 15:58:07
Gratulacje Anhedonia!!!!Być może pewne rzeczy dom, wykształcenie, pracę i zawód da się zmienić.Samego siebie niestety nie.Tylko Ci się wydaje, że się zmieniłaś - trzymasz wszystko za mordę, na smyczy.Pierwsza trudniejsza sytuacja i rozsypie się jak domek z kart.Albo jesteś mutantem.
Asterko, ale w tym wszystkim nie chodzi o tłumienie własnych emocji, udawanie kogoś kim się nie jest, czy głupkowaty i przyklejony uśmiech na twarzy. Tu chodzi o trwałą przemianę wewnętrzną...
To nie jest prosty proces... w dodatku mało komfortowy i najczęściej długotrwały... ale możliwy do zrealizowania w każdym wieku ![]()
5 693 2013-04-25 16:11:01 Ostatnio edytowany przez Asterka10 (2013-04-25 16:12:36)
Koliber poczytaj dalej, dlaczego nie mogę się poddać i pogodzić z tym co jest.
Volver, jesteś scientolożką czy jakim innym voodu-hoodu?Dla mnie babranie się we własnej psyche i zmienianie jej na siłę czy to z pomocą psychologa czy bez jest chore.Bez psychologa czy fachowca nawet bardziej.Trąci mi to na kilometr psychopatią - tak właśnie pojawiała się psychoza i mania u morderców, religijnych fanatyków i prawicowych polityków.Wiara w samouzdrowienie, w misję, w jedynie słuszną własną wizję świata.Jak mówiłam wielokrotnie nasze odbieranie świata jest mocno subiektywne, dokonując jakiś zmian w psychice nigdy nie wiemy czy idą one w dobrym kierunku, a nie np. manii religijnej, albo totalnej dewocji.I zamiast samoudoskonalania mamy samounieszczęśliwienie się.
No dobrze na czym ta przemiana ma polegać niby?Żaby nie było, że nawet nie zapytam.
5 694 2013-04-25 16:13:03
Gratulacje Anhedonia!!!!Być może pewne rzeczy dom, wykształcenie, pracę i zawód da się zmienić.Samego siebie niestety nie.Tylko Ci się wydaje, że się zmieniłaś - trzymasz wszystko za mordę, na smyczy.Pierwsza trudniejsza sytuacja i rozsypie się jak domek z kart.Albo jesteś mutantem.
Moim zdaniem zmieniając dom czy pracę to juz musiały zakiełkować w naszym myśleniu zmiany, nie uważam że to takie łatwe pstryknąć palcem i mam nowy dom, nowe wykształcenie-potrzeba dużej determinacji...
Ja uważam ze jak bym zrobiła prawko(bo nie jeżdżę autem) to też zmieniłoby to moje nastawienie do pewnych spraw, a już nie wspomnę o tym ze miałabym możliwość podejmować inne prace niż dotychczas...
zmiany rodzą mozliwości, jak zmieniamy pracę to i nowych ludzi poznajemy(ja dużo zmieniałam, na początku z własnej woli a później to praca mnie zmieniała-bywa i tak, ale ilu ludzi fajnych poznałam, nawet jedną bardzo dobrą koleżankę mam do dziś...
5 695 2013-04-25 16:26:14
Zmiany w naszym życiu dokonują się w wyniku przypadków, innych ludzi, pewnych podjętych decyzji.A nie mamrania się we własnym psyche i produkcji superczłowieka.
5 696 2013-04-25 16:33:09
Asetrko, moja wizja świata nie jest zapewne jedyną słuszną... Nie nakłaniam Cię również do zmiany sposobu myślenia. Do tego trzeba dojrzeć samemu... lub też nie, obowiązku nie ma. Tak samo, jak nie ma obowiązku bycia szczęśliwym w życiu. Można, ale nie trzeba. Mamy wolną wolę. Jedni lubią doszukiwać się źródeł swoich niepowodzeń w otoczeniu, drudzy w sobie. Ja należę do osób z grupy drugiej. Być może, majaczę, być może bredzę, być może oszukuję samą siebie... ale w tych majakach czuje się szczęśliwa i moje otoczenie, ze mną w takiej odsłonie również ![]()
Wszystko co moje wypowiedzi, miały na celu, to próba pokazania wam, że część porad, które tak bardzo ośmieszacie i negujecie, innym pomogły uporać się z własnymi problemami. W tym mnie.Tylko tyle.
5 697 2013-04-25 16:40:16
Ale te porady w moim przypadku się nie sprawdzają i mówię o tym od początku.Nie wszystkie przyczyny niepowodzeń są w nas - czasem w znalezieniu się lub nie w pewnym miejscu, poznaniu ludzi lub nie poznaniu.Determinizm w jedną lub drugą stronę jest szkodliwy.
I Volver, znam się na tyle, że wiem, że zmiany w moim przypadku byłyby sztuczne, narzucone i nietrwałe.
5 698 2013-04-25 16:48:48
Zmiany w naszym życiu dokonują się w wyniku przypadków, innych ludzi, pewnych podjętych decyzji.A nie mamrania się we własnym psyche i produkcji superczłowieka.
Ale żeby zrozumieć troche trzeba pogrzebać, nie mówię zeby sie rozkładac na czynniki pierwsze(choć nie którzy to robią) ale zwyczajnie podejsć i powiedzieć sobie:co takiego robię ze powtarza się ciagle ta sama sytuacja?
Nie jestem zwolennikiem ani poradników amerykańskich(choć jedna mam w domu) czy terapii ale biorąc do ręki taką książkę to już sygnał ze coś chcemy zrozumieć, to jest kroczek mały, ale jest.
5 699 2013-04-25 17:35:39
Zmiany nie zaleza od przypadkow. Zaleza od nas samych. Przygnebia mnie Wasz pesymizm, Dziewczyny
Prawda jest taka, ze mozna sie zmienic w kazdym wieku. Nie twierdze, ze jest to latwe, wrecz przeciwnie- wymaga duzego samozaparcia. No i sa granice- introwertyk nie stanie sie lwem salonowym. Ale zycie mozna polepszyc znacznie.
Asterko, Missko, Wy sie po prostu boicie zmian, dlatego wolicie twierdzic, ze nic nie da sie zrobic.
5 700 2013-04-25 18:08:43
No dobrze, a na czym konkretnie ta zmiana ma polegać?
5 701 2013-04-25 19:15:26 Ostatnio edytowany przez Asterka10 (2013-04-25 19:17:26)
Nie powiedzą nam , bo same tak na prawdę nie wiedzą.Prawdo podobnie polega to afirmacjach, przerabianiu problemów i zamordyźmie własnoosobowościowym.
Dziewczyny, jak Was czytam to mi ręce i nogi opadają.Myślicie, że żyję bez refleksji, nie zastanawiam się dlaczego jest jak jest, że nie rozkładam swoich problemów na czynniki pierwsze i nie poddaje analizie?Że następny raz nie próbuję sprawy załatwić w inny sposób?Przecież to logiczne...Powiem więcej pytam się znajomych jak postąpili by w danej sytuacji, co o niej myślą, jak oni oceniają moje postępowanie.Wyciągam wnioski z wszystkiego co się wokół mnie dzieje, staje się to przetrawić emocjonalnie i racjonalnie.
I szukam rozwiązania.
Wiesz Adler, zmieniłam się w życiu dość diametralnie.Z nieśmiałej romantyczki stałam się twardą, bezkompromisową babą.Jestem zupełnie inną osobą niż byłam.Tylko zmianę w drugą stronę mogłaby poczynić tylko demencja (oby mnie nigdy nie dopadła)Śmieszy mnie jak mówisz o tych zmianach, bo wybacz , ale nie widzę Cię jako matki niepełnosprawnego dziecka, nie widzę Cię jako osoby poświęcającej życie dla drugiego człowieka.Zawsze będziesz uroczą, trochę rozkapryszoną dziewczynką i nie masz szans na stanie się matką Teresą.Nawet gdyby życie na Tobie to wymogło, zrobiłabyś wszystko by się od tego ciężaru uwolnić
5 702 2013-04-25 19:22:07
Ja chciałabym dowiedziec się konkretów, ale tylko komunały leca.
5 703 2013-04-25 19:29:55 Ostatnio edytowany przez Asterka10 (2013-04-25 19:31:32)
Bo to tak pięknie brzmi PRACUJĘ NAD SOBĄ.A myślę, że to zwyczajne analizowanie swego postępowania i to co robią wszyscy myślący ludzie - przewidywanie skutków własnego postępowania.
Nasze rozmówczynie po prostu za Chiny nie przyznałyby się do tego, że nie podoba się im ich życie, że nie wiedzą co zrobić.
5 704 2013-04-25 19:31:28
Ależ ja pracuję nad sobą, jednak ta praca nie przynosi spektakularnych efektów.
5 705 2013-04-25 19:33:56
Ja też, tylko to robię, a o tym nie pieję i nie wynoszę pod niebiosa, że taki kawał roboty odwalam.
Teraz akurat dałam sobie z pewnymi rzeczami spokój, ale to nie znaczy, że leżę patrzę w sufit i się dziamdziam z własnym nieszczęściem.Na rozwiązanie pewnych rzeczy nie mam już po prostu pomysłu.
5 706 2013-04-25 19:39:10
Chyb najlepszym sposobem jest zaakceptowanie danego stanu rzeczy, jeśli nic zmienić nie można.
5 707 2013-04-25 19:40:36
Nie potrafię...
5 708 2013-04-25 19:42:16
No kurde czekam na te wskazówki i czekam...I doopa....
5 709 2013-04-25 19:43:22
Asterka10 napisał/a:Zmiany w naszym życiu dokonują się w wyniku przypadków, innych ludzi, pewnych podjętych decyzji.A nie mamrania się we własnym psyche i produkcji superczłowieka.
Ale żeby zrozumieć troche trzeba pogrzebać, nie mówię zeby sie rozkładac na czynniki pierwsze(choć nie którzy to robią) ale zwyczajnie podejsć i powiedzieć sobie:co takiego robię ze powtarza się ciagle ta sama sytuacja?
Nie jestem zwolennikiem ani poradników amerykańskich(choć jedna mam w domu) czy terapii ale biorąc do ręki taką książkę to już sygnał ze coś chcemy zrozumieć, to jest kroczek mały, ale jest.
Jaka sytuacje masz na myśli?
5 710 2013-04-25 19:44:45
Asetrko, moja wizja świata nie jest zapewne jedyną słuszną... Nie nakłaniam Cię również do zmiany sposobu myślenia. Do tego trzeba dojrzeć samemu... lub też nie, obowiązku nie ma. Tak samo, jak nie ma obowiązku bycia szczęśliwym w życiu. Można, ale nie trzeba. Mamy wolną wolę. Jedni lubią doszukiwać się źródeł swoich niepowodzeń w otoczeniu, drudzy w sobie. Ja należę do osób z grupy drugiej. Być może, majaczę, być może bredzę, być może oszukuję samą siebie... ale w tych majakach czuje się szczęśliwa i moje otoczenie, ze mną w takiej odsłonie również
Wszystko co moje wypowiedzi, miały na celu, to próba pokazania wam, że część porad, które tak bardzo ośmieszacie i negujecie, innym pomogły uporać się z własnymi problemami. W tym mnie.Tylko tyle.
Ale dałaś chociaż jedną konkretną poradę?
5 711 2013-04-25 19:50:24
Każda z nas ma inne problemy.Ja mam rozwaloną tylko jedną sferę życia.W innych jakoś mi idzie.Nie są to szczyty , ale mam przyjaciół, pracę, w miarę stabilną sytuację.Wiem, że w gruncie rzeczy to nic co rewolucyjnie zmieni moje życie, ale może mi dać choć trochę szczęścia.
5 712 2013-04-25 20:04:04
Ja jestem zdrowa, materialnie daję radę, mam dwa psy, o których zawsze marzyłam, jakies tam zainteresowania, rodzic ow, dzieci siostry...
5 713 2013-04-25 20:15:48
Oj, Miss jak wszystkich wymiotło, nik nam nad sobą pracować nie zaleca.Można po marudzić nad swoim losem.Ha, ha, ha
Zaglądam tu w przerwie oglądania CSI NY, Gary Sinise ma w sobie wiele uroku.Gra takich facetów, których bym od razu sobie przysposobiła.W Bastionie według Kinga był po prostu przecudny.Tak swoją drogą w Biedronie jest "Ręka mistrza" po niecałe 12 zł, jeśli nie masz to kup super powieść.
5 714 2013-04-25 20:19:39
Kinga prtzeczytałam w ca lości prawie,
5 715 2013-04-25 20:24:08
Hej:) Mam 21 lat mieszkam w Piotrkowie Trybunalskim. Szukam koleżanki do pogadania i do wyjścia gdzieś razem .
5 716 2013-04-25 20:25:59
Ja tyż.Wracam często a to do "Lśnienia", a to do "Bastionu" dlatego mam te ksiązki w domu.To jak wizyta u starych przyjaciół, mimo, że ich znasz zawsze coś odkryjesz.I pobędziesz w miłym klimaciku.
5 717 2013-04-25 20:38:18
Witajcie wieczorkiem,
Zmiany w naszym życiu dokonują się w wyniku przypadków, innych ludzi, pewnych podjętych decyzji.A nie mamrania się we własnym psyche i produkcji superczłowieka.
Widzisz, znów się nie zgodzę. to znaczy nie do końca. Oczywiście, że to co piszesz ma wpływ, ale nie wyłącznie.
Ja się zmieniłam na przestrzeni lat na skutek "pracy" nad sobą.
W wielu kwestiach.
Przykład: jestem osobą, która lubi dominować i mieć rację. W pracy to zaleta, w małżeństwie mniejsza.
Sporo czasu mi zabrało zrozumienie i przestawienie się na inne myślenie. Na zrozumienie, że po pierwsze nie zawsze mam rację, a po drugie, że czasem trzeba odpuścić.
Inny przykład: kiedyś wszystkim się zamartwiałam. Każdą drobną i dużą rzeczą. W końcu poukładałam sobie w głowie i przestaję się dręczyć rzeczami, na które nie mam wpływu, rzeczami, które już się stały i nie mogę tego zmienić.
Mogłabym mnożyć przykłady. Oczywiście, to są inne problemy niż Wasze, ale chcę przez to pokazać, że mamy wpływ na nasze zachowania, a poprzez to pośrednio także na nasze życie. Nie całkowicie, ale pewien mamy.
I fakt, za Chiny nie przyznam, że nie podoba mi się moje życie, bo mi się podoba. Nie jest idealne, ale je lubię i jestem z niego zadowolona.
Nie przyznam też, że nie wiem co robić, bo wiem. Może nie zawsze wiem najlepiej, ale sobie radzę.
5 718 2013-04-25 20:39:11
uwielbiam kinga, facet ma taki suoper język i spsoób narracji, że padam na kolana...
5 719 2013-04-25 20:45:10
Luc, ale w takim zakresie jak Ty pracujesz nad sobą my też to robimy.Bez tego się nie da.
Kocham w Stefku Królu jego intelekt i to czarne , cudowne poczucie humoru.Smaczki rozmaite, gry słowne i podejście do bohaterów.
5 720 2013-04-25 20:47:48
Witajcie wieczorkiem,
Asterka10 napisał/a:Zmiany w naszym życiu dokonują się w wyniku przypadków, innych ludzi, pewnych podjętych decyzji.A nie mamrania się we własnym psyche i produkcji superczłowieka.
Widzisz, znów się nie zgodzę. to znaczy nie do końca. Oczywiście, że to co piszesz ma wpływ, ale nie wyłącznie.
Ja się zmieniłam na przestrzeni lat na skutek "pracy" nad sobą.
W wielu kwestiach.
Przykład: jestem osobą, która lubi dominować i mieć rację. W pracy to zaleta, w małżeństwie mniejsza.
Sporo czasu mi zabrało zrozumienie i przestawienie się na inne myślenie. Na zrozumienie, że po pierwsze nie zawsze mam rację, a po drugie, że czasem trzeba odpuścić.Inny przykład: kiedyś wszystkim się zamartwiałam. Każdą drobną i dużą rzeczą. W końcu poukładałam sobie w głowie i przestaję się dręczyć rzeczami, na które nie mam wpływu, rzeczami, które już się stały i nie mogę tego zmienić.
Mogłabym mnożyć przykłady. Oczywiście, to są inne problemy niż Wasze, ale chcę przez to pokazać, że mamy wpływ na nasze zachowania, a poprzez to pośrednio także na nasze życie. Nie całkowicie, ale pewien mamy.
I fakt, za Chiny nie przyznam, że nie podoba mi się moje życie, bo mi się podoba. Nie jest idealne, ale je lubię i jestem z niego zadowolona.
Nie przyznam też, że nie wiem co robić, bo wiem. Może nie zawsze wiem najlepiej, ale sobie radzę.
A jak mam poradzić sobie z nastrojami: przykład, dziś pojechałam do swego mieszkania i od razu tam zaczęło mnie ściskać w gardle, lęk taki, że jestem na coś chora, że coś złego się stanie. Na rozum ja wiem, że to lęk irracjonalny, ale czuję się tak źle, że momentami myślę, że nie wytrzymam. Albo czasem ogarnia mnie takie poczucie bezsensu i pustki w moim zyciu, że mam ochotę się zabić. Jak mam to zmienić? Te uczucia mam parwie na okrągło.