netkobietyWszystkie działy
Nasza społeczność

Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

16 696 odpowiedzi798 872 wyświetleniazałożony przez papciuszek, 26.10.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Strony Poprzednia 1 … 57 58 59 60 61 … 257 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 771 do 3 835 z 16 697 ]

3 771 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-04-07 11:25:47)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Asterka10 napisał/a:

Twoja znajoma Miśku ucieka od odpowiedzialnośći.Całę życie, szuka tematów zastępczych.To typ kobiety, który prześliźnie się przez życie na plecach innych.

Czasem podejrzewam, że na fujarkach big_smile big_smile big_smile.
Podobno w tej dziedzinie osiągnęła już bardzo wysoki poziom samorealizacji big_smile.

3 772 Ostatnio edytowany przez Hito Kawaii (2013-04-07 11:27:09)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
YOGI bear napisał/a:

Cieszę się, że zabrałaś głos smile.
Z przyjemnością podejmę dyskusję.

Hito Kawaii napisał/a:

Samorealizacja to tylko egoizm?

Wg mnie tak, jeżeli odbywa się kosztem innych.

Hito Kawaii napisał/a:

Gdyby mój mężczyzna powiedział mi, że kocha inną: puściłabym go, życzyłabym wszystkiego co najlepsze, zastanawiałabym się czy jest szczęśliwy, płakałabym za nim, i za tym , że nie jestem tamtą, bo ma szczęście?

Nie do końca jestem pewien, czy byłabyś taka życzliwa kobiecie, która odebrała Ci szczęście.
Poza tym bohaterka mojej "opowieści" po przekonaniu się, że mój przyjaciel nie ma już na nią pieniędzy porzuciła go, a wszystkich wkoło przekonała, że to on porzucił ją. Nie poprzestała na tym. Korzystając ze swoich kontaktów oczernia publicznie mojego przyjaciela np. pomawia go o próbę gwałtu innej kobiety. Został przez to wykluczony z kilku społeczności, a osoby, które w te pomówienia nie uwierzyły zostały na różne sposoby ukarane, często również pousuwane i oszkalowane. Ostani znany mi taki przypadek miał miejsce w zeszłym tygodniu.

Hito Kawaii napisał/a:

Samorealizacja to przecież praca, z której owoce czerpie również partner. ja się długo kształciłam, pracowałam ponad moje siły, czuje, że się zrealizowałam, dzięki temu jestem teraz w stanie zaoferować partnerowi stabilizacje i lepsze życie, choćby wygodniejsze

Bohaterka przewidywała, że podejmie pracę w interesującym dla niej kierunku (wybitnie czasochłonną i mało płatną), a mój przyjaciel zajmie się opieką nad jej dzieckiem, ich domem i zapewni środki materialne. Nie widzę tu nigdzie oferty lepszego, wygodniejszego i stabilniejszego życia ani dla jej partnera (mojego przyjaciela), ani dla jej dziecka sad.

Hito Kawaii napisał/a:

a co do prac domowych, nazywanych ?kobiecymi?, to. 1. kobiece to one były dawno temu, to archaizm? 2. jeżeli w związku jest miłość i szacunek ? to o takich rzeczach się nawet nie rozmawia: jest jeden warunek: partnerzy naprawdę się kochają! I pewnie, jak kobieta się nie szanuje, to niech ryje po pracy w garach, szmatach, i nie wiem co jeszcze? Sorry, ale jeżeli facet robi wszystko na ?odpiernicz się? to po prostu mu nie zależy? Nie szkoda czasu na takie życie????
Bo gdyby nasz związek był szczęśliwy, to ani ja, ani on nie zniósł by widoku tyrania jednego z nas, co analogicznie oznaczałoby stratę czasu na rzeczy najmniej ważne w życiu? Przykład: wraca z pracy, ja sprzątam, pomaga mi, mamy czas wolny, który razem spędzamy. proste.

Bohaterka przez 3 miesiące wprowadzała się do mieszkania mojego kolegi (do ich mieszkania). Przez ten czas nie zrobiła w tym mieszkaniu niczego, nie zdążyła nawet umyć po sobie jednego kubka. Chciałbym zaznaczyć, że w tym okresie mój kolega miał poważne kłopoty z kręgosłupem w znaczący sposób ograniczające jego możliwości wykonywania prac domowych (i wszelkich innych).

Hito Kawaii napisał/a:

A twój przykład Misiek nie jest najlepszy: co ma samorealizacja do zaniedbywania dziecka? Ona po prostu rezygnuje z opieki nad dzieckiem na rzecz siebie samej. Nie stara się łączyć tych dwóch ról.

Masz rację: ona rezygnuje z opieki nad dzieckiem i się samorealizuje, a dziecko niech zdycha. Nie jestem kobietą i podobno nie mam uczuć macierzyńskich, ale ta koncepcja wydaje mi się OBRZYDLIWA i EGOISTYCZNA.

Jogi, poszedłeś w innym kierunku! to były MOJE przemyślenia, tylko raz odniosłam się do Twoich przeżyć. A w temacie Twojego kolegi nic nie pisałam... Źle zinterpretowałeś moją wypowiedź.
A mało pisze, gdyż nadrabiam zaległości na 2 kafejce.

3 773

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Miss, to kwestia wychowania.Jeśli komuś przez całę życie ktoś podstawiał pod dziub, sprzątał i jeszcze do tego widział ojca jak zalega z gazetą, a matka lata to nie ma wzorca.Tylko naprawdę zakochany facet zmieni się dla kobiety.A wiele związków jak pisałyśmy z wielkiej miłośći nie jest.I by utrzymać mężczyznę przy sobie kobiecie nawet do głowy nie przyjdzie robić rewolucję.

3 774 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-04-07 11:41:48)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Hito Kawaii napisał/a:

Jogi, poszedłeś w innym kierunku! to były MOJE przemyślenia, tylko raz odniosłam się do Twoich przeżyć. A w temacie Twojego kolegi nic nie pisałam... Źle zinterpretowałeś moją wypowiedź.

Sorki big_smile.
Jestem bardzo ciekaw Twojego zdania w opisanym przeze mnie temacie.

Z Twoich postów wywnioskowałem, że bardzo dużą wagę przykładasz do samorozwoju.
Jak wspomniałem w jednym z wcześniejszych postów uważam za zupełnie normalne, gdy jeden z partnerów pomaga drugiemu w samorealizacji (np.mąż utrzymuje studiującą żonę i odwrotnie).
Celem jest jednak lepsza przyszłość ich obojga.
Zakładanie, że partner ciągle będzie poświęcał cały czas aby partnerka mogła robić wszystko, co jej się tylko podoba, uważam za zwykłe wykorzystywanie partnera ukryte pod słowem-hasłem samorozwój.

3 775

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Asterka10 napisał/a:

Dziecko to właśnie najlepszy element samorozwoju.

Też tak myślę, ale źycie pokazuje coś innego...

3 776

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Asterka10 napisał/a:

Miss, to kwestia wychowania.Jeśli komuś przez całę życie ktoś podstawiał pod dziub, sprzątał i jeszcze do tego widział ojca jak zalega z gazetą, a matka lata to nie ma wzorca.

Tej samorealizujacej się matka nadal sprząta w pokoju big_smile (o praniu, gotowaniu i ubieraniu wnuka już nawet nie wspomnę) sad.

3 777

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Wiesz, dlatego mówiłam o plecach a nie tylko fujrakach.Umie się dziewusia urządzić w życiu.I jak kiedyś dostanie po d...(bo na bezradność 30-40 latki już się nikt nie nabierze) to będzie dramat.

3 778

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
YOGI bear napisał/a:
Asterka10 napisał/a:

Miss, to kwestia wychowania.Jeśli komuś przez całę życie ktoś podstawiał pod dziub, sprzątał i jeszcze do tego widział ojca jak zalega z gazetą, a matka lata to nie ma wzorca.

Tej samorealizujacej się matka nadal sprząta w pokoju big_smile (o praniu, gotowaniu i ubieraniu wnuka już nawet nie wspomnę) sad.

Ja też wierzę, że w dużej miezre na wychowanie chłopca i jego późniejsze poglądy na sytuację w rodzinie ma głownie matka, nie tylko przez werbalizację swoich przekonań, ae także zachowania pozawerbalne, czyli spsosób w jaki ona traktuje swoją rolę w domu i czego wymaga od męża.

3 779

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
YOGI bear napisał/a:
Hito Kawaii napisał/a:

Jogi, poszedłeś w innym kierunku! to były MOJE przemyślenia, tylko raz odniosłam się do Twoich przeżyć. A w temacie Twojego kolegi nic nie pisałam... Źle zinterpretowałeś moją wypowiedź.

Sorki big_smile.
Jestem bardzo ciekaw Twojego zdania w opisanym przeze mnie temacie.

Z Twoich postów wywnioskowałem, że bardzo dużą wagę przykładasz do samorozwoju.
Jak wspomniałem w jednym z wcześniejszych postów uważam za zupełnie normalne, że jeden z partnerów pomaga drugiemu w samorealizacji (np.mąż utrzymuje studiującą żonę i odwrotnie).
Celem jest jedna lepsza przyszłość ich obojga.
Zakładanie, że partner ciągle będzie poświęcał cały czas aby partnerka mogła robić wszystko, co jej się tylko podoba, uważam za zwykłe wykorzystywanie partnera ukryte pod słowem-hasłem samorozwój.

Spoko smile Zgadzam się z Tobą. Uważam, że zbyt często ludzie rezygnują ze swojego życia, myślą, że to jest dobre... Miłość jest jakaś skrzywiona... W moim życiu wszystko ma grać, jeśli nie będzie, cel nie zostanie osiągnięty. Pisałam o tym u 30, tam masz odpowiedź smile

3 780

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:
YOGI bear napisał/a:
Asterka10 napisał/a:

Miss, to kwestia wychowania.Jeśli komuś przez całę życie ktoś podstawiał pod dziub, sprzątał i jeszcze do tego widział ojca jak zalega z gazetą, a matka lata to nie ma wzorca.

Tej samorealizujacej się matka nadal sprząta w pokoju big_smile (o praniu, gotowaniu i ubieraniu wnuka już nawet nie wspomnę) sad.

Ja też wierzę, że w dużej miezre na wychowanie chłopca i jego późniejsze poglądy na sytuację w rodzinie ma głownie matka, nie tylko przez werbalizację swoich przekonań, ae także zachowania pozawerbalne, czyli spsosób w jaki ona traktuje swoją rolę w domu i czego wymaga od męża.

Jesteś bardzo fajna smile

3 781

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Jesteś bardzo fajna  Miss smile

3 782

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Wcale nie jestem fajna, nie nawidzę siebie, i jestem wściekła,że nijak nie mogę się zmienić.

3 783

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Hito Kawaii napisał/a:

Miłość jest jakaś skrzywiona...

Miłość jest niezrozumiała i nielogiczna. Dlatego tak bardzo nas pociąga smile.
Wg mnie miłość wygląda jak w starym francuskim filmie: Kiedy mężczyzna kocha kobietę.
Warto zobaczyć smile.

3 784

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Jestem użalzczem się nad sobą, ciągle niezadowoloną malkontentką, zazdrośnicą, ciagle się nudzę, nic mnie nie pasjonuje, nie umiem nawiązywać przyjażni w życiu realnym, non stop siedzę w necie, ciągle czuję się jak śmieć, nic nie water g....o, nic mnie nie cieszy, mam ochotę zażyć tyle tabletek żeby się nie obudzić już, nawet terapeuta trafił mi się do doopy, nie mam wcale szczęścia, całe moje życie to szjas.

3 785

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Jestem użalzczem się nad sobą, ciągle niezadowoloną malkontentką, zazdrośnicą, ciagle się nudzę, nic mnie nie pasjonuje, nie umiem nawiązywać przyjażni w życiu realnym, non stop siedzę w necie, ciągle czuję się jak śmieć, nic nie water g....o, nic mnie nie cieszy, mam ochotę zażyć tyle tabletek żeby się nie obudzić już, nawet terapeuta trafił mi się do doopy, nie mam wcale szczęścia, całe moje życie to szjas.

a gdzie mieszkasz??? tylko nie pisz, że po nicku powinienem wiedzieć...

3 786

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
gen napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Jestem użalzczem się nad sobą, ciągle niezadowoloną malkontentką, zazdrośnicą, ciagle się nudzę, nic mnie nie pasjonuje, nie umiem nawiązywać przyjażni w życiu realnym, non stop siedzę w necie, ciągle czuję się jak śmieć, nic nie water g....o, nic mnie nie cieszy, mam ochotę zażyć tyle tabletek żeby się nie obudzić już, nawet terapeuta trafił mi się do doopy, nie mam wcale szczęścia, całe moje życie to szjas.

a gdzie mieszkasz??? tylko nie pisz, że po nicku powinienem wiedzieć...

na pomorzu

3 787

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
gen napisał/a:

a gdzie mieszkasz??? tylko nie pisz, że po nicku powinienem wiedzieć...

Kurde sad Gen...
Właśnie pisałem to samo pytanie smile.

3 788

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

na pomorzu

To ja mam bardzo daleko sad.
Ale masz blisko do Asterki smile.

3 789

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:
gen napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Jestem użalzczem się nad sobą, ciągle niezadowoloną malkontentką, zazdrośnicą, ciagle się nudzę, nic mnie nie pasjonuje, nie umiem nawiązywać przyjażni w życiu realnym, non stop siedzę w necie, ciągle czuję się jak śmieć, nic nie water g....o, nic mnie nie cieszy, mam ochotę zażyć tyle tabletek żeby się nie obudzić już, nawet terapeuta trafił mi się do doopy, nie mam wcale szczęścia, całe moje życie to szjas.

a gdzie mieszkasz??? tylko nie pisz, że po nicku powinienem wiedzieć...

na pomorzu

cholera, trochę daleko... a można by było w dwójkę pomarudzić... podobno raźniej...

3 790

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

ale co ja mam zrobić zeby się zmienić?

3 791

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Wcale nie jestem fajna, nie nawidzę siebie, i jestem wściekła,że nijak nie mogę się zmienić.

Głupia jesteś! Już nie wiem jak mam do Ciebie dotrzeć. Pisałabym? Piszę, bo cie lubię, bo jesteś FAJNA !

3 792

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Hej Gen smile

3 793

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

To dlaczego nikt sie ze mną nie chcce kolegować całe życie?

3 794

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Asterka10 napisał/a:

Umie się dziewusia urządzić w życiu.I jak kiedyś dostanie po d...(bo na bezradność 30-40 latki już się nikt nie nabierze) to będzie dramat.

Dramat to przeżywa już jej syn. Nie jest normalne by zdrowo rozwinięty ośmiolatek nie miał żadnych przyjaciół (nawet w klasie) i dewastował wszystko, co dostanie do ręki.

Ja ją poznałem i w nią wierzę big_smile.
Ona jako 40-stolatka nadal będzie umiała wżenić każdemu dowolny kit sad.
Manipulatorem jest się przez całe życie.

Jej najlepsza przyjaciółka ma dużo gorzej. Jest brzydsza i głupsza. Podczas pewnej imprezy spiła (na własny koszt) trzech dwudziestolatków i próbowała wcisnąć im się "na chatę". Razem z kumplem pękaliśmy ze śmiechu, gdy chłopcy przetrzeźwieli ze strachu i próbowali się z tej propozycji wymiksować big_smile.

3 795

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
YOGI bear napisał/a:
Hito Kawaii napisał/a:

Miłość jest jakaś skrzywiona...

Miłość jest niezrozumiała i nielogiczna. Dlatego tak bardzo nas pociąga smile.
Wg mnie miłość wygląda jak w starym francuskim filmie: Kiedy mężczyzna kocha kobietę.
Warto zobaczyć smile.

nie oglądałam. Nie mam tv od przeszło 10 lat. Czasami tylko kino...
Kiedyś miłość była niezrozumiała i nielogiczna. Pociąga od zawsze. Teraz liczą się inne priorytety, jest zakłamana, brudna... Nie zawsze, ale często... Ludzie mają coraz mniej zasad, nie ma autorytetów, wszędzie tylko seks, wszytko na sprzedaż, nie mają etyki, szacunku do życia, ludzie są dla siebie wilkiem, i gdzie ty miłość? Istnieje taka czysta, ale tak bardzo rzadko ją widać...

3 796

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

ale co ja mam zrobić zeby się zmienić?

masz to w swoim motcie...

3 797

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

tzn? Nie umiem stać mniej nadwrażliwa....

3 798

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

tzn? Nie umiem stać mniej nadwrażliwa....

a próbowałaś???

3 799

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

och, niezliczoną ilość razy, na 1000 róznych sposobów...na tych nieudanych próbach dociągnęłam do 43 lat...

3 800

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Hito Kawaii napisał/a:

Kiedyś miłość była niezrozumiała i nielogiczna. Pociąga od zawsze. Teraz liczą się inne priorytety, jest zakłamana, brudna... Nie zawsze, ale często... Ludzie mają coraz mniej zasad, nie ma autorytetów, wszędzie tylko seks, wszytko na sprzedaż, nie mają etyki, szacunku do życia, ludzie są dla siebie wilkiem, i gdzie ty miłość? Istnieje taka czysta, ale tak bardzo rzadko ją widać...

Uczucia zależą od człowieka.
Przyjaciel, o którym piszę chyba nadal kocha tą dziewczynę. Co najbardziej paradoksalne ona chyba również coś do niego czuje. Inaczej nie "tępiłaby go" z taką nienawiścią.
Boję się, że dzisiaj przyjedzie do niego i kumplowi nie wytrzyma serducho (dosłownie sad).

Ja też nadal kocham kobietę, mimo, że z pewnych powodów, których opisywać nie chcę nie jesteśmy w tej chwili razem sad.

W miłości nie ma znaczenia stan posiadania, inteligencja itp. Miłość jest niezależna od wszystkiego. Ona po prostu jest, albo jej nie ma.
I nie wierzę, w teorie, że jest to tylko proces chemiczny zachodzący w naszym mózgu.
Chyba, ze u jednych ten proces trwa przez dziesiątki lat, a u innych przez jeden numerek sad.

W życiu byłem z kilkoma kobietami. Kochałem je. Dlatego nie mogę powiedzieć, że nic dla mnie teraz nie znaczą.
Wg mnie łącząc się z kochaną kobietą stwarzamy jedną całość. Nie ma moje, twoje, jest tylko NASZE. Boląca stopa dziewczyny to NASZA boląca stopa, sukces w pracy jednego z NAS, to NASZ sukces.
Gdy związek się rozpada ta jedność zostaje rozerwana. Dlatego przez pewien czas nie potrafimy dojść do siebie.
Po tym rozerwaniu tracimy gdzieś cząstkę siebie (sprzed związku) i zachowujemy cząstkę tej najbliższej nam osoby.
Stajemy się inni.
Dlatego prawdziwa miłość daje nam tyle sił i potrafi tak bardzo ranić.

3 801

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

och, niezliczoną ilość razy, na 1000 róznych sposobów...na tych nieudanych próbach dociągnęłam do 43 lat...

rany Boga, Ty to jeszcze młoda dupa jesteś (gwoli jasności - dupa jest komplementem), a tu tyle zniechęcenia widzę, żeby nie powiedzieć - zgorzknienia... może spróbuj się pobawić życiem, w końcu - nie bierzmy życia zbyt poważnie, i tak nie wyjdziemy z niego żywi...

3 802

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
gen napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

och, niezliczoną ilość razy, na 1000 róznych sposobów...na tych nieudanych próbach dociągnęłam do 43 lat...

rany Boga, Ty to jeszcze młoda dupa jesteś (gwoli jasności - dupa jest komplementem), a tu tyle zniechęcenia widzę, żeby nie powiedzieć - zgorzknienia... może spróbuj się pobawić życiem, w końcu - nie bierzmy życia zbyt poważnie, i tak nie wyjdziemy z niego żywi...

No waśnie nigdy tego nie umiałam i nie umiem nadal, właśnie przez brak tej umiejętności uzależniłam się od akoholu.

3 803

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
YOGI bear napisał/a:
Hito Kawaii napisał/a:

Kiedyś miłość była niezrozumiała i nielogiczna. Pociąga od zawsze. Teraz liczą się inne priorytety, jest zakłamana, brudna... Nie zawsze, ale często... Ludzie mają coraz mniej zasad, nie ma autorytetów, wszędzie tylko seks, wszytko na sprzedaż, nie mają etyki, szacunku do życia, ludzie są dla siebie wilkiem, i gdzie ty miłość? Istnieje taka czysta, ale tak bardzo rzadko ją widać...

Uczucia zależą od człowieka.
Przyjaciel, o którym piszę chyba nadal kocha tą dziewczynę. Co najbardziej paradoksalne ona chyba również coś do niego czuje. Inaczej nie "tępiłaby go" z taką nienawiścią.
Boję się, że dzisiaj przyjedzie do niego i kumplowi nie wytrzyma serducho (dosłownie sad).

Ja też nadal kocham kobietę, mimo, że z pewnych powodów, których opisywać nie chcę nie jesteśmy w tej chwili razem sad.

W miłości nie ma znaczenia stan posiadania, inteligencja itp. Miłość jest niezależna od wszystkiego. Ona po prostu jest, albo jej nie ma.
I nie wierzę, w teorie, że jest to tylko proces chemiczny zachodzący w naszym mózgu.
Chyba, ze u jednych ten proces trwa przez dziesiątki lat, a u innych przez jeden numerek sad.

W życiu byłem z kilkoma kobietami. Kochałem je. Dlatego nie mogę powiedzieć, że nic dla mnie teraz nie znaczą.
Wg mnie łącząc się z kochaną kobietą stwarzamy jedną całość. Nie ma moje, twoje, jest tylko NASZE. Boląca stopa dziewczyny to NASZA boląca stopa, sukces w pracy jednego z NAS, to NASZ sukces.
Gdy związek się rozpada ta jedność zostaje rozerwana. Dlatego przez pewien czas nie potrafimy dojść do siebie.
Po tym rozerwaniu tracimy gdzieś cząstkę siebie (sprzed związku) i zachowujemy cząstkę tej najbliższej nam osoby.
Stajemy się inni.
Dlatego prawdziwa miłość daje nam tyle sił i potrafi tak bardzo ranić.

Z Twoich wczesniejszych wypowiedzi można wnioskować, że tych Twoich partnerek było kilkadziesiąt.

3 804

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Z Twoich wczesniejszych wypowiedzi można wnioskować, że tych Twoich partnerek było kilkadziesiąt.

I jak Cię tu polubić big_smile.
Ja tu taki wspaniały makaron na uszy nakładam, a Ty mi zaraz image psujesz big_smile.

Nie było kilkudziesięciu.
I wcale tego nie żałuję.

3 805

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
YOGI bear napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Z Twoich wczesniejszych wypowiedzi można wnioskować, że tych Twoich partnerek było kilkadziesiąt.

I jak Cię tu polubić big_smile.
Ja tu taki wspaniały makaron na uszy nakładam, a Ty mi zaraz image psujesz big_smile.

Nie było kilkudziesięciu.
I wcale tego nie żałuję.

Ale kilkanasćie do 20 na pewno, prawda? smile

3 806

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:
gen napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

och, niezliczoną ilość razy, na 1000 róznych sposobów...na tych nieudanych próbach dociągnęłam do 43 lat...

rany Boga, Ty to jeszcze młoda dupa jesteś (gwoli jasności - dupa jest komplementem), a tu tyle zniechęcenia widzę, żeby nie powiedzieć - zgorzknienia... może spróbuj się pobawić życiem, w końcu - nie bierzmy życia zbyt poważnie, i tak nie wyjdziemy z niego żywi...

No waśnie nigdy tego nie umiałam i nie umiem nadal, właśnie przez brak tej umiejętności uzależniłam się od akoholu.

zaczynam Ciebie lubić coraz bardziej, zwłaszcza po tej wzmiance o gorzale... Twoje Zdrowie Nieustające...

3 807

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
YOGI bear napisał/a:
Hito Kawaii napisał/a:

Kiedyś miłość była niezrozumiała i nielogiczna. Pociąga od zawsze. Teraz liczą się inne priorytety, jest zakłamana, brudna... Nie zawsze, ale często... Ludzie mają coraz mniej zasad, nie ma autorytetów, wszędzie tylko seks, wszytko na sprzedaż, nie mają etyki, szacunku do życia, ludzie są dla siebie wilkiem, i gdzie ty miłość? Istnieje taka czysta, ale tak bardzo rzadko ją widać...

Uczucia zależą od człowieka.
Przyjaciel, o którym piszę chyba nadal kocha tą dziewczynę. Co najbardziej paradoksalne ona chyba również coś do niego czuje. Inaczej nie "tępiłaby go" z taką nienawiścią.
Boję się, że dzisiaj przyjedzie do niego i kumplowi nie wytrzyma serducho (dosłownie sad).

Ja też nadal kocham kobietę, mimo, że z pewnych powodów, których opisywać nie chcę nie jesteśmy w tej chwili razem sad.

W miłości nie ma znaczenia stan posiadania, inteligencja itp. Miłość jest niezależna od wszystkiego. Ona po prostu jest, albo jej nie ma.
I nie wierzę, w teorie, że jest to tylko proces chemiczny zachodzący w naszym mózgu.
Chyba, ze u jednych ten proces trwa przez dziesiątki lat, a u innych przez jeden numerek sad.

W życiu byłem z kilkoma kobietami. Kochałem je. Dlatego nie mogę powiedzieć, że nic dla mnie teraz nie znaczą.
Wg mnie łącząc się z kochaną kobietą stwarzamy jedną całość. Nie ma moje, twoje, jest tylko NASZE. Boląca stopa dziewczyny to NASZA boląca stopa, sukces w pracy jednego z NAS, to NASZ sukces.
Gdy związek się rozpada ta jedność zostaje rozerwana. Dlatego przez pewien czas nie potrafimy dojść do siebie.
Po tym rozerwaniu tracimy gdzieś cząstkę siebie (sprzed związku) i zachowujemy cząstkę tej najbliższej nam osoby.
Stajemy się inni.
Dlatego prawdziwa miłość daje nam tyle sił i potrafi tak bardzo ranić.

Tak Miś smile I o tym pisałam rano. O szczęściu ze szczęścia. I to jest miłość. Cieszę się, że należysz do normalnych ludzi. Nie znam w sumie  historii Twojego kolegi, ale nadrobię zaległości...  Niestety istnieją też chore związki, wyzysk... Brakuje romantyzmu, życzliwości, szacunku, dialogu, kompromisu... Długo tak można. Przykład? Moja siostra ma 2 facetów... Nigdy nie będziemy obojętni na osoby, które kochaliśmy, gdyż nie jesteśmy w stanie zapomnieć o tym co było... To tak jak ja i J. Czytałeś?

3 808

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Ale kilkanasćie do 20 na pewno, prawda? smile

W moim życiu kochałem kilka kobiet.
Jak na ćwierć wieku dorosłego życia, to chyba całkiem rozsądna liczba.
Pewnie, gdyby nie rozwód, to do dzisiaj ta liczba nie przekroczyłaby dwóch.
I chyba wolałbym, aby na takim wyniku (i nadal trwającym małżeństwie) się skończyło.

3 809

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
gen napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:
gen napisał/a:

rany Boga, Ty to jeszcze młoda dupa jesteś (gwoli jasności - dupa jest komplementem), a tu tyle zniechęcenia widzę, żeby nie powiedzieć - zgorzknienia... może spróbuj się pobawić życiem, w końcu - nie bierzmy życia zbyt poważnie, i tak nie wyjdziemy z niego żywi...

No waśnie nigdy tego nie umiałam i nie umiem nadal, właśnie przez brak tej umiejętności uzależniłam się od akoholu.

zaczynam Ciebie lubić coraz bardziej, zwłaszcza po tej wzmiance o gorzale... Twoje Zdrowie Nieustające...

Ale już od 8 lat nie piję, więc raczej toasty musisz wznosić sam do lustra... smile

3 810

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
YOGI bear napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Ale kilkanasćie do 20 na pewno, prawda? smile

W moim życiu kochałem kilka kobiet.
Jak na ćwierć wieku dorosłego życia, to chyba całkiem rozsądna liczba.
Pewnie, gdyby nie rozwód, to do dzisiaj ta liczba nie przekroczyłaby dwóch.
I chyba wolałbym, aby na takim wyniku (i nadal trwającym małżeństwie) się skończyło.

J a nie mowię o kochanych,a wy....próbowanych...

3 811

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:
gen napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

No waśnie nigdy tego nie umiałam i nie umiem nadal, właśnie przez brak tej umiejętności uzależniłam się od akoholu.

zaczynam Ciebie lubić coraz bardziej, zwłaszcza po tej wzmiance o gorzale... Twoje Zdrowie Nieustające...

Ale już od 8 lat nie piję, więc raczej toasty musisz wznosić sam do lustra... smile

widzę, że motto zmieniłaś - szybko... i może to jest odpowiedzią...

3 812 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-04-07 12:56:32)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Hito Kawaii napisał/a:

Czytałeś?

Twoich innych wpisów jeszcze nie zdążyłem sad.
Nadrobię wieczorem, po powrocie od przyjaciela (chyba, że będę siedział przy min w Śląskim Centrum Chorób Serca sad).
Bardzo zaciekawiło mnie spotkanie, które opisałaś na privie. Jak dalej potoczyły się wydarzenia?

3 813

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

J a nie mowię o kochanych,a wy....próbowanych...

Wypróbowanych ?
Aaaa...
Chodzi Ci o wypróbowanych przyjaciół smile.
Mam kilku takich od wieluuuu, wieluuuu lat smile.

3 814

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
gen napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:
gen napisał/a:

zaczynam Ciebie lubić coraz bardziej, zwłaszcza po tej wzmiance o gorzale... Twoje Zdrowie Nieustające...

Ale już od 8 lat nie piję, więc raczej toasty musisz wznosić sam do lustra... smile

widzę, że motto zmieniłaś - szybko... i może to jest odpowiedzią...

jest na pewno, ale co z tego...

3 815

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:
gen napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Ale już od 8 lat nie piję, więc raczej toasty musisz wznosić sam do lustra... smile

widzę, że motto zmieniłaś - szybko... i może to jest odpowiedzią...

jest na pewno, ale co z tego...

ano to, że zbytnio możesz chcieć się dopasowywać, tak trochę jak kameleon... a może warto swoje zdanie mieć?, nawet błędne, ale własne...

3 816

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Asterko, Brzydulo, i tak teraz widać, że słowa facetów to ino słowa. Każdy chce uchodzić za lepszegoniż rzeczywistości jest. Choćby nasz kolega Miś, tak nam trajlował że wiek to nasz wymysł i urojenie jakoby ebyla to przeszkoda w związku z naszym rówieśnikiem, Sam się wydał "wybierając 27 latkę"....do blizszej dysputy i korespondencko smile Oczywiście to tylko naciagany przykład- ...ale taki jest świat, tak działa rzeczywistość. smile

3 817

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
gen napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:
gen napisał/a:

widzę, że motto zmieniłaś - szybko... i może to jest odpowiedzią...

jest na pewno, ale co z tego...

ano to, że zbytnio możesz chcieć się dopasowywać, tak trochę jak kameleon... a może warto swoje zdanie mieć?, nawet błędne, ale własne...

właśnie kiedy mam to zdanie to jestem nieakceptowana i spotykam się z ostracyzmem otoczenia...

3 818

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Yogi ja prawdę mówiąc nie widzę tzw. samorealizacji w przypadku, który opisałeś.
Bo na czym miałaby ona polegać? Praca protokolantki w sądzie na pewno nią nie jest. Nie chcę umniejszać ich pracy, ale to po prostu praca zarobkowa, a nie ambitny plan na przyszłość.
Dziewczyna jest wygodna i tego ją nauczono w domu rodzinnym. Matka do dziś sprząta jej pokój? Ja przestałam sprzątać pokoje dzieci jak były jeszcze w podstawówce. Jak chcą mieć bałagan to mają, jak mają brudno to ich dyscyplinuję, z różnym skutkiem to fakt, ale nie sprzątam. Oczywiście też inne obowiązki domowe.
Dziewczynę przyzwyczajono, że można żyć na koszt innych. Jeżeli do tego posiada inne cechy, umożliwiające jej takie życie, to z tego korzysta. Tu oceniam negatywnie zarówno postawę matki (choć jestem w stanie zrozumieć, bo czasem kobiety opacznie rozumieją macierzyństwo), jak i przede wszystkim postawę tej dziewczyny. Ona nie "samorealizuje" się. Ona żyje tak jak jej wygodnie.
I najważniejsza kwestia - dziecko.
Nie będę oceniać faktu tak wczesnego macierzyństwa. Pojawienie się dziecka powinno przestawiać priorytety w życiu. Powinno, ale wiem doskonale, że nie zawsze tak jest.
Pisałam wcześniej, jak ważna jest dla mnie praca zawodowa. Bo jest. Ale nie jest na pierwszym miejscu, bo tam znajduje się moja rodzina. Piszę z całą odpowiedzialnością - gdybym stanęła przed koniecznością wyboru: praca czy dzieci, to wybrałabym dzieci. One są dla mnie najważniejsze. I nie dlatego, że są takie cudowne, uzdolnione etc., ale dlatego, że są moje. Może nie byłabym zachwycona taką koniecznością, ale nie wyobrażam sobie innej decyzji.
Przy czym nie mam na myśli poświęcenia się totalnego, rezygnacji ze wszystkiego, ale mam na myśli sytuację gdy nie ma innego wyjścia np. nie ma pomocy, choroba dziecka itd. Bo w normalnym życiu pewnych kompromisów dokonujemy. Nie zajmowałam się dziećmi w domu przez kilka lat po ich urodzeniu, do pracy szybko wróciłam, dziećmi przez część dnia zajmowała się opiekunka, potem poszły do przedszkola. Ale w pozostałym zakresie poświęcałam (poświęcaliśmy) im tyle czasu ile to było możliwe. Nie wiem jak wyszło, chyba nieźle.
Ale ja mam szczęście, bo mój mąż jest partnerem, a nie tylko głową domu.

Też widuję w otoczeniu takie przypadki jak opisałeś. Dziewczyny podrzucające dzieci rodzicom na całe tygodnie, a same w tym czasie "samorealizujące" się i to rzeczywiście: znakomita praca, wyjazdy, faceci etc. Dziecko się im "przytrafiło", jest balastem. Tak, kochają je ale tylko wtedy gdy im to nie przeszkadza w danym momencie.
Nie napiszę, że je potępiam, bo jestem od tego daleka. Ale oceniam negatywnie. Dziecko zapewne (bo pewności nigdy nie ma) będzie miało (już je ma) problemy w życiu z własną tożsamością, agresją, odrzuceniem, problemy z nawiązaniem partnerskich relacji, bo wzorzec nie ma najlepszy. 

Jeszcze co do samorealizacji. Jeżeli jest się w związku, to samorealizowanie się, bez oglądania się na partnera, jest czystym egoizmem.
U mnie sytuacja była odwrotna. To mój mąż jako naukowiec zarabia mało, ale uwielbia swoją pracę, robi coś czym pasjonuje się od zawsze. Dawno temu była możliwość "wejścia" w działalność z przyjacielem, który mu to zaproponował. Zarabiałby tam znakomicie, ale oczywistym jest, że z jego wykształceniem nie miałoby to nic wspólnego. Był gotów to zrobić (tzn. zrezygnować z pasji na rzecz dobrych zarobków) gdybym tego chciała. Ale ja nie chciałam, bo wiem, że nie byłby szczęśliwy bez swojej pasji. To na co mi dobrze zarabiający mąż, sfrustrowany wykonywaną pracą? Pieniądze się przydają, ale nie są celem.   

Ależ się rozpisałam. Sorry smile

Miss wiem, że nadwrażliwość bywa przeszkodą. Nie wiem czy da się to zmniejszyć lub jak to osiągnąć.
Chyba czasem się da. Mam przyjaciół lekarzy, którzy z tym się borykali  i np. w każdym przypadku zgonu pacjenta, często dzieci, płakali. W końcu uświadomili sobie, że nie da się tak żyć bo "spalą" się całkowicie. Niektórym się udało wyhodować grubszą skórę, innym nie.
Ale nie poddawałabym się. Co masz do stracenia? Próbuj nadal, szukaj innych rozwiązań. Może (?) one gdzieś są.

3 819

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
YOGI bear napisał/a:
Hito Kawaii napisał/a:

Czytałeś?

Twoich innych wpisów jeszcze nie zdążyłem sad.
Nadrobię wieczorem, po powrocie od przyjaciela (chyba, że będę siedział przy min w Śląskim Centrum Chorób Serca sad).
Bardzo zaciekawiło mnie spotkanie, które opisałaś na privie. Jak dalej potoczyły się wydarzenia?

Pisałam, bardzo szczegółowo. Musze kończyć, zaczynam jogę smile W domu będę późno, ale postaram się napisać coś mądrego...  i w ogóle smile. Teraz jestem zabiegana, i wkurzona, gdyż odwlekł się mój referat! Zaraz się odstresuję smile Pozdrawiam wszystkich

3 820 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-04-07 13:21:28)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
luc napisał/a:

Yogi ja prawdę mówiąc nie widzę tzw. samorealizacji w przypadku, który opisałeś.
Bo na czym miałaby ona polegać? Praca protokolantki w sądzie na pewno nią nie jest. Nie chcę umniejszać ich pracy, ale to po prostu praca zarobkowa, a nie ambitny plan na przyszłość.
Dziewczyna jest wygodna i tego ją nauczono w domu rodzinnym. Matka do dziś sprząta jej pokój? Ja przestałam sprzątać pokoje dzieci jak były jeszcze w podstawówce. Jak chcą mieć bałagan to mają, jak mają brudno to ich dyscyplinuję, z różnym skutkiem to fakt, ale nie sprzątam. Oczywiście też inne obowiązki domowe.
Dziewczynę przyzwyczajono, że można żyć na koszt innych. Jeżeli do tego posiada inne cechy, umożliwiające jej takie życie, to z tego korzysta. Tu oceniam negatywnie zarówno postawę matki (choć jestem w stanie zrozumieć, bo czasem kobiety opacznie rozumieją macierzyństwo), jak i przede wszystkim postawę tej dziewczyny. Ona nie "samorealizuje" się. Ona żyje tak jak jej wygodnie.
I najważniejsza kwestia - dziecko.
Nie będę oceniać faktu tak wczesnego macierzyństwa. Pojawienie się dziecka powinno przestawiać priorytety w życiu. Powinno, ale wiem doskonale, że nie zawsze tak jest.
Pisałam wcześniej, jak ważna jest dla mnie praca zawodowa. Bo jest. Ale nie jest na pierwszym miejscu, bo tam znajduje się moja rodzina. Piszę z całą odpowiedzialnością - gdybym stanęła przed koniecznością wyboru: praca czy dzieci, to wybrałabym dzieci. One są dla mnie najważniejsze. I nie dlatego, że są takie cudowne, uzdolnione etc., ale dlatego, że są moje. Może nie byłabym zachwycona taką koniecznością, ale nie wyobrażam sobie innej decyzji.
Przy czym nie mam na myśli poświęcenia się totalnego, rezygnacji ze wszystkiego, ale mam na myśli sytuację gdy nie ma innego wyjścia np. nie ma pomocy, choroba dziecka itd. Bo w normalnym życiu pewnych kompromisów dokonujemy. Nie zajmowałam się dziećmi w domu przez kilka lat po ich urodzeniu, do pracy szybko wróciłam, dziećmi przez część dnia zajmowała się opiekunka, potem poszły do przedszkola. Ale w pozostałym zakresie poświęcałam (poświęcaliśmy) im tyle czasu ile to było możliwe. Nie wiem jak wyszło, chyba nieźle.
Ale ja mam szczęście, bo mój mąż jest partnerem, a nie tylko głową domu.

Też widuję w otoczeniu takie przypadki jak opisałeś. Dziewczyny podrzucające dzieci rodzicom na całe tygodnie, a same w tym czasie "samorealizujące" się i to rzeczywiście: znakomita praca, wyjazdy, faceci etc. Dziecko się im "przytrafiło", jest balastem. Tak, kochają je ale tylko wtedy gdy im to nie przeszkadza w danym momencie.
Nie napiszę, że je potępiam, bo jestem od tego daleka. Ale oceniam negatywnie. Dziecko zapewne (bo pewności nigdy nie ma) będzie miało (już je ma) problemy w życiu z własną tożsamością, agresją, odrzuceniem, problemy z nawiązaniem partnerskich relacji, bo wzorzec nie ma najlepszy. 

Jeszcze co do samorealizacji. Jeżeli jest się w związku, to samorealizowanie się, bez oglądania się na partnera, jest czystym egoizmem.
U mnie sytuacja była odwrotna. To mój mąż jako naukowiec zarabia mało, ale uwielbia swoją pracę, robi coś czym pasjonuje się od zawsze. Dawno temu była możliwość "wejścia" w działalność z przyjacielem, który mu to zaproponował. Zarabiałby tam znakomicie, ale oczywistym jest, że z jego wykształceniem nie miałoby to nic wspólnego. Był gotów to zrobić (tzn. zrezygnować z pasji na rzecz dobrych zarobków) gdybym tego chciała. Ale ja nie chciałam, bo wiem, że nie byłby szczęśliwy bez swojej pasji. To na co mi dobrze zarabiający mąż, sfrustrowany wykonywaną pracą? Pieniądze się przydają, ale nie są celem.   

Ależ się rozpisałam. Sorry smile

Miss wiem, że nadwrażliwość bywa przeszkodą. Nie wiem czy da się to zmniejszyć lub jak to osiągnąć.
Chyba czasem się da. Mam przyjaciół lekarzy, którzy z tym się borykali  i np. w każdym przypadku zgonu pacjenta, często dzieci, płakali. W końcu uświadomili sobie, że nie da się tak żyć bo "spalą" się całkowicie. Niektórym się udało wyhodować grubszą skórę, innym nie.
Ale nie poddawałabym się. Co masz do stracenia? Próbuj nadal, szukaj innych rozwiązań. Może (?) one gdzieś są.

Moje życie zawodowe, prywatne i emocjolane jest tak nieudane, że brakuje na to nawet skali. I takie już pozostanie, powypróbowaniu 1000 sposobów niemam już sił, a nawet pomysłu na inne. Wiem tez ,że każduy człowiek, który nie ma takiego problemu nigdy nie zrozumie mojej sytuacji i samopoczucie i będzie plótł różne androny o "swoim zdaniu, ciągłęj walce, i to tym że coś tam gdzieśtam za górami za lasami w końcu będę zadowolona z życia i siebie. " Ale z bajek już dawno wyrosłam.

3 821

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Asterko, Brzydulo, i tak teraz widać, że słowa facetów to ino słowa. Każdy chce uchodzić za lepszegoniż rzeczywistości jest. Choćby nasz kolega Miś, tak nam trajlował że wiek to nasz wymysł i urojenie jakoby ebyla to przeszkoda w związku z naszym rówieśnikiem, Sam się wydał "wybierając 27 latkę"....do blizszej dysputy i korespondencko smile Oczywiście to tylko naciagany przykład- ...ale taki jest świat, tak działa rzeczywistość. smile

Rzeczywistośc jest taka, że Wasz big_smile Miś wolał gadać z Asterką przez telefon, niż pisać maile z 27-miolatką.
Zacytuję:
I co? Zatkało kakao?

3 822 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-04-07 13:30:33)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
YOGI bear napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Asterko, Brzydulo, i tak teraz widać, że słowa facetów to ino słowa. Każdy chce uchodzić za lepszegoniż rzeczywistości jest. Choćby nasz kolega Miś, tak nam trajlował że wiek to nasz wymysł i urojenie jakoby ebyla to przeszkoda w związku z naszym rówieśnikiem, Sam się wydał "wybierając 27 latkę"....do blizszej dysputy i korespondencko smile Oczywiście to tylko naciagany przykład- ...ale taki jest świat, tak działa rzeczywistość. smile

Rzeczywistośc jest taka, że Wasz big_smile Miś wolał gadać z Asterką przez telefon, niż pisać maile z 27-miolatką.
Zacytuję:
I co? Zatkało kakao?

Trochę...Co i tak nie zmienia mojego postrzegania własnej rzeczywistości...

3 823

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Miss fakt, że nie jestem w stanie zrozumieć Cię, nie będąc w takiej sytuacji.
Zresztą wcale nie napisałam, że na pewno przy znalezieniu odpowiedniego sposobu, dasz radę. Bo być może nie da się. Nie każdemu się udaje. Pisałam tylko żebyś się nie poddawała, jeszcze za wcześnie smile
W momencie kiedy powiesz sobie: dość, to już na pewno (?) nic się nie zmieni.
Ja bym próbowała (tak jak pisałam wczoraj) - do skutku lub do śmierci. Bez gwarancji, ale jak powiedział McMurphy w "Locie nad kukułczym gniazdem" : "przynajmniej próbowałem".

3 824 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-04-07 13:35:02)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
luc napisał/a:

McMurphy w "Locie nad kukułczym gniazdem"

Lubię smile.

3 825

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Ale trzeba mieć jeszcze jakieś pomysły. A ja już nie mam, wszystko za co się biroę rozpada się w rekąch...nic a nic nie wychodzi po mojej myśli..Wszyscy, ale to wszyscy są lepsi, fajniejsi, mądrzejsi ode mnie. Znowu płaczę, nie mam już dość tego wszystkiego, nie mam sił...

3 826

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Taka osoba jak ja zabiera tylko przestrzeń życiową innycm i powietrze, nie jestem nikogu potzrebna, wszyscy mają na mnie wy.jebane, nawet terapeutkasię dziwi, że jestem rtakim stworem dziwolągiem, nie potrafi mnie zrozumieć...

3 827

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Miss wokół nas pełno jest ludzi od nas: ładniejszych, mądrzejszych, zdolniejszych, "fartowniejszych", bogatszych etc.
Nie porównuj się do nich bo to ślepy zaułek.

Jeśli jest tak piszesz z Twoją terapeutką (bo być może to tylko Twoje odczucia), to może czas ją zmienić?
Nie każdy terapeuta, z każdym przypadkiem sobie potrafi poradzić.

3 828 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-04-07 13:57:47)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Nie będę już chodzić na żadną terapię, bo mam już kilka za sobą i na mnie wida c nie działają. Zawsze tam gdzie się znajduję jestem najnudniejsza i w ogóle nie dostrzegana ani wyraóżniająca się. Moje życie od dziecka jest bylejakie i jest dla mnie męczarnią; Jedynie strach powstrzymuje mnie przed odejsciem z tego świata, ale ciągle mam nadzieję, ze w końcu się odwazę. I tak nikt nie zauważy mego braku...Ja zawsze jestem najgorsza, nie ma ode mnie mniej nudnych i nieciekawych osób. zawsze jestem najgłupsza, najnudniejsza, najbrzydsza i nikt nigdy mnie nie wyróżnia. Każdy dzień to dla mnie męka i tortura, zastanawiam się co ranka jak dam radę wytrzymać do nocy. Na dodatek nie mogę też spać, więc nawpieprzam się zawsze prochów, aby choć na cwilę uwolnic się od tej codziennej gehenny.

3 829 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-04-07 13:59:57)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
luc napisał/a:

Yogi ja prawdę mówiąc nie widzę tzw. samorealizacji w przypadku, który opisałeś.
Bo na czym miałaby ona polegać? Praca protokolantki w sądzie na pewno nią nie jest. Nie chcę umniejszać ich pracy, ale to po prostu praca zarobkowa, a nie ambitny plan na przyszłość.

Wg tej dziewczyny jest to praca prestiżowa. Pogardza pracą kasjerek i pań ze sklepów (odniosłem wrażenie, że pogardza też osobami wykonującymi taką pracę sad).

luc napisał/a:

I najważniejsza kwestia - dziecko.
Nie będę oceniać faktu tak wczesnego macierzyństwa. Pojawienie się dziecka powinno przestawiać priorytety w życiu. Powinno, ale wiem doskonale, że nie zawsze tak jest.
Pisałam wcześniej, jak ważna jest dla mnie praca zawodowa. Bo jest. Ale nie jest na pierwszym miejscu, bo tam znajduje się moja rodzina. Piszę z całą odpowiedzialnością - gdybym stanęła przed koniecznością wyboru: praca czy dzieci, to wybrałabym dzieci. One są dla mnie najważniejsze. I nie dlatego, że są takie cudowne, uzdolnione etc., ale dlatego, że są moje. Może nie byłabym zachwycona taką koniecznością, ale nie wyobrażam sobie innej decyzji.
Przy czym nie mam na myśli poświęcenia się totalnego, rezygnacji ze wszystkiego, ale mam na myśli sytuację gdy nie ma innego wyjścia np. nie ma pomocy, choroba dziecka itd. Bo w normalnym życiu pewnych kompromisów dokonujemy. Nie zajmowałam się dziećmi w domu przez kilka lat po ich urodzeniu, do pracy szybko wróciłam, dziećmi przez część dnia zajmowała się opiekunka, potem poszły do przedszkola. Ale w pozostałym zakresie poświęcałam (poświęcaliśmy) im tyle czasu ile to było możliwe. Nie wiem jak wyszło, chyba nieźle.

Mam trzy pytania:
1) czy po odzyskaniu praw rodzicielskich do swojego jedynego dziecka (ciekaw jestem bardzo: dlaczego sąd blokował je przez 4 lata) zostawiłabyś dziecko pod opieką osoby od której te prawa wywalczyłaś i zgłosiłabyś się na codzienny, całodzienny wolontariat (przez okres ponad roku), czy próbowałabyś podjąć dorywczą pracę, aby wspomóc rodzinę utrzymującą się praktycznie z renty?
2) czy podjęłabyś (mniej dochodową, ale bardziej prestiżową) pracę uniemożliwiającą praktycznie kontakt z dzieckiem (z powodu pracy dziewczyna przez cały dzień jest poza domem), czy podjęłabyś (bardziej dochodową, ale mniej prestiżową) pracę umożliwiającą codzienny kontakt z dzieckiem?
3) czy w opisanej powyżej sytuacji wyjeżdżałabyś na całe weekendy i przez ten czas NIGDY nie zadzwoniłabyś do swojego dziecka (do koleżanek, kolegów i znajomych dzwoniła podobno i SMS-owała bardzo często)

luc napisał/a:

Nie napiszę, że je potępiam, bo jestem od tego daleka. Ale oceniam negatywnie. Dziecko zapewne (bo pewności nigdy nie ma) będzie miało (już je ma) problemy w życiu z własną tożsamością, agresją, odrzuceniem, problemy z nawiązaniem partnerskich relacji, bo wzorzec nie ma najlepszy.

Jak wcześniej pisałem dziecko nie ma przyjaciół i jest agresywne wobec otoczenia i nauczycieli.

luc napisał/a:

Jeszcze co do samorealizacji. Jeżeli jest się w związku, to samorealizowanie się, bez oglądania się na partnera, jest czystym egoizmem.
U mnie sytuacja była odwrotna. To mój mąż jako naukowiec zarabia mało, ale uwielbia swoją pracę, robi coś czym pasjonuje się od zawsze. Dawno temu była możliwość "wejścia" w działalność z przyjacielem, który mu to zaproponował. Zarabiałby tam znakomicie, ale oczywistym jest, że z jego wykształceniem nie miałoby to nic wspólnego. Był gotów to zrobić (tzn. zrezygnować z pasji na rzecz dobrych zarobków) gdybym tego chciała. Ale ja nie chciałam, bo wiem, że nie byłby szczęśliwy bez swojej pasji. To na co mi dobrze zarabiający mąż, sfrustrowany wykonywaną pracą? Pieniądze się przydają, ale nie są celem.

Ale zgodzisz się ze mną, że jest ogromna różnica między pracą protokolantki, a samodzielną pracą naukową?
Ps. Dobrze zrobiłaś (w sprawie męża) smile.

3 830

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Nie będę już chodzić na żadną terapię, bo mam już kilka za sobą i na mnie wida c nie działają. Zawsze tam gdzie się znajduję jestem najnudniejsza i w ogóle nie dostrzegana ani wyraóżniająca się. Moje życie od dziecka jest bylejakie i jest dla mnie męczarnią; Jedynie strach powstrzymuje mnie przed odejsciem z tego świata, ale ciągle mam nadzieję, ze w końcu się odwazę. I tak nikt nie zauważy mego braku...Ja zawsze jestem najgorsza, nie ma ode mnie mniej nudnych i nieciekawych osób. zawsze jestem najgłupsza, najnudniejsza, najbrzydsza i nikt nigdy mnie nie wyróżnia. Każdy dzień to dla mnie męka i tortura, zastanawiam się co ranka jak dam radę wytrzymać do nocy. Na dodatek nie mogę też spać, więc nawpieprzam się zawsze prochów, aby choć na cwilę uwolnic się od tej codziennej gehenny.

No to jest nas dwie.
ale nie odchodź proszę beze mnie bozdaje się że jesteś jedyną osobą na swiecie która mnie rozumie...

3 831

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Miss nie będę Cię namawiała do kontunuowania terapii jeżeli nie widzisz sensu. Bez zaangażowania z Twojej strony to zapewne nic nie da. Może nie miałaś szczęścia trafić na dobrego terapeutę, albo faktycznie terapia dla Ciebie na nic. To nie jest nauka ścisła, więc ścisłych reguł i gwarancji nie ma.
Musisz znaleźć inną drogę. Wiem, że nie masz pomysłu. Ja też za wiele ich nie mam.
Wolontariat w schronisku dla zwierząt (z tego co się już zorientowałam) odpada.
Ale takich działalności jest mnóstwo. Moja córka wolontaryjnie pomaga byłym działaczom opozycji, którzy żyją dziś w skrajnych warunkach, w ramach akcji "Solidarni".
Myślę, że takich pomysłów jest dużo. Nie chodzi tu o to aby od razu taki tryb życia, jak za dotknięciem czrodziejskiej różczki zmienił Twoje życie o 180 stopni, bo tak na pewno nie działa. Chodzi o robienie czegokolwiek co ma sens, bo jak widzę w Twoim życiu sensu zabrakło.

3 832

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
brzydulla napisał/a:

No to jest nas dwie.
ale nie odchodź proszę beze mnie bozdaje się że jesteś jedyną osobą na swiecie która mnie rozumie...

A ja czuję do Was sympatię, więc się uśmiechnijcie (do mnie oczywiście smile).

3 833 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-04-07 14:09:43)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
luc napisał/a:

I najważniejsza kwestia - dziecko.
Nie będę oceniać faktu tak wczesnego macierzyństwa. Pojawienie się dziecka powinno przestawiać priorytety w życiu. Powinno, ale wiem doskonale, że nie zawsze tak jest.

Wiesz, wcale nie. Nie każdy jest stworzony do wychowywania dzieci. 20-latka, bez partnera -wydaje się że dziecko to wpadka a nie działanie celowe. Oczywiście trudno winić dziecko że jest. Można winić rodziców że sie nie zabezpieczyli - no chyba że zabezpieczenie zawiodło. Ale potrafię ją zrozumieć że nie chce dla dziecka przewrócić swojego zycia do góry nogami. Ja też bym nie potrafiła.

3 834 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-04-07 14:16:35)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Mam np. coś takiego, że boję się odbierać telefon. Często widzę kto dzwoni, a wtedy ogarnia mnie taki strach, że mnie paralizuje i czekam aż telefon przestanie dzwonić. Znajomi mają często do mnie pretensje czy rodzina. Przez jakiś czas rzucam się na głeboką wodę i odbieram, ale wtedy wydatkowuję taką energię na ten czyn, że przez godzinę czy więcej nie mam siły na nic. Powiedziałam o tym na terapii, bo sama wyczytałam że jest to jeden z objawów socjofobii. Terapeutka zrobiła "kocią minkę" ze zdziwienia i mówi A czego się pani boi? No nie, ręce mi opadły, ja sama nie wiem czego...Zdaję sobie sparwe że lęk ten jest irracjonalny, ae nie umiem się go pozbywć...No jeśli terapeuta nie wie jak pomóc, to już nic nie da się zrobić.

3 835

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
brzydulla napisał/a:

Wiesz, wcale nie. Nie każdy jest stworzony do wychowywania dzieci. 20-latka, bez partnera -wydaje się że dziecko to wpadka a nie działanie celowe. Oczywiście trudno winić dziecko że jest. Można winić rodziców że sie nie zabezpieczyli - no chyba że zabezpieczenie zawiodło. Ale potrafię ją zrozumieć że nie chce dla dziecka przewrócić swojego zycia do góry nogami. Ja też bym nie potrafiła.

Co Ty piszesz  roll roll roll ?
Nie chodzi o to, że dziecko przytrafiło się siedemnastolatce.
Chodzi o stosunek 23-letniej matki do swojego, odzyskanego po długiej walce sądowej z własną matką dziecka, olanie go zupełne i pozostawienie tejże matce (babci).
I o jakim przewracaniu życia Ty piszesz?
Dziecko istniało zanim podjęła studia.
Nie widzę powodów, by studia ZAOCZNE uniemożliwiały kontakt z dzieckiem i podjęcie dorywczej pracy.
I najważniejsze pytanie: Po co walczyła w sądzie o odzyskanie praw do dziecka (i utratę przez rodzinę dochodu w postaci zasiłku dla rodziny zastępczej - babci), jeżeli zaraz po odzyskaniu tych praw, dziecko przestało ją interesować?

Posty [ 3 771 do 3 835 z 16 697 ]

Strony Poprzednia 1 … 57 58 59 60 61 … 257 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026