A co Wy tak na ten wiek narzekacie? Mialam jako partnerow mezczyzn zarowno dekade ode mnie mlodszych jak i 20 lat starszych. Jasne, ze jest roznica w podejsciu do zycia- dwudziestoletni chlopak (niewazne jak przystojny i mily i inteligentny) ma nie zawiele na swoim koncie, moze sie znudzic po pewnym czasie. Starsi przychodza za to z bagazem, no i trzeba sie pogodzic. No, ale co najwazniejsze, jakos po trzydziestce nie zauwazylam, ze nagle jestem "niewidzialna" dla facetow w moim wieku, albo mlodszych. Cud jakis?
Co do wyksztalcenia, to musze przyznac, ze nie potrafilabym zwiazac sie z facetem, ktory nie dorownuje mi na tym polu. Chwala Bogu, nigdy nie mialam problemu- szczerze mowiac, polglowkow ignoruje. Nie powiem, spotkalam paru w pubie czy gdzies w miescie, ale potraktowalam ich grzecznie, jakkolwiek zimno. Nie jestem uprzedzona, ale po prostu nie mielibysmy o czym rozmawiac. Zwiazek nie opiera sie tylko na seksie czy byciu milym, ale takze na wspolnych zainteresowaniach, wiec kierowca tira i ja= zero tematow do rozmowy. Z nudow bym umarla. Na szczescie Luby jest prawnikiem...