Asterka10 napisał/a:Przecież jasno piszę w swoich postach, ze pies z kulawą nogą o mnie nigdy nie zabiegał.Strasznie madre jesteście , zostawić przeszłość, zbudwać nowy związek bez odwołań do swoich traum.Tak tylko z kim?Macie po 30 lat, 10 lat mniej niz ja.Zapytajcie 40 latek, czy tak łatwo zbudować związek w tym wieku i czy łatwo znaleźć normalnego faceta i to zainteresowanego wami.
Skoro wypowiedzi wartościowych, trzydziestoletnich kobiet, to dla Ciebie zbyt mało, to posłuchaj mnie, mi jest bliżej do wspomnianej czterdziestki. Tak, otrzymuję sygnały zainteresowania ze strony mężczyzn, zdarza się, że zupełnie obcych, zdarza się, że takich, którzy zdążyli mnie już poznać. Ale wiesz - ja, choć poorana, to nie obnoszę się ze swoimi traumami, za to mam ogromny apetyt na życie i radość tego życia. Ludzie to widzą i to właśnie ich przyciąga. Sądzisz, że w tamtym czasie ktoś się nade mną rozczulał? Nie. Byłam z tym zupełnie sama, ale też dlatego sama musiałam się za siebie porządnie wziąć.
Zauważyłam też, o czym dziewczyny już wspomniały, że mężczyźni nie lubią być lekarstwem na przeszłość, bo ich to zwyczajnie obciąża. Chcą budować zdrowy związek, oparty na zdrowych relacjach, nie zaś taki, w którym jedna strona się nad sobą użala, a druga powinna cierpliwie ją z tego wyciągać. Owszem, jeśli ludzie zdążą się już poznać, są ze sobą jakiś czas, coś się wydarzy, co zachwieje równowagą, to powinni się wspierać, ale mało kto już na początku tej drogi chce służyć za balsam na czyjeś rany, a skoro nie chce, to po prostu odchodzi.
Asterko, nie dalej jak wczoraj (w innym wątku) napisałam, że nie ma czegoś takiego jak odpowiedzialność zbiorowa, jeśli więc masz problem ze swoją traumatyczną przeszłością, to jest to Twój własny problem i to Ty powinnaś go rozwiązać. Nikt bowiem nie powinien ponosić konsekwencji za czyjeś złe dzieciństwo, zły związek czy cokolwiek innego, jeśli rzecz jasna to nie on sam się do tego przyczynił. Biorąc jednak pod uwagę to, co czytam, wyraźnie widzę, że każdy potencjalny partner będzie musiał zmierzyć się z tym, co stało się Twoim udziałem. Uwierz, mało kto będzie miał na to ochotę.
Mam przyjaciółkę, 43 lata, dziewczyna po patologicznym związku, rozwodzie, kilku nieudanych próbach związania się z kimś na nowo, wcale nie żadna piękność, z całkiem wyraźną nadwagą, a jednak od pięciu lat jest szczęśliwa, facet świata poza nią nie widzi, kocha i jest kochana, niebawem biorą ślub. Ale ona zamknęła za sobą to wszystko, co kiedyś wpędziło ją w załamanie, potem w depresję, nie rozpamiętuje, nie rozdrapuje ran i sądzę, ba, jestem tego niemal pewna, że bez tego jej świetlana teraźniejszość byłaby zwyczajnie niemożliwa.