netkobietyWszystkie działy
Nasza społeczność

Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

16 696 odpowiedzi798 760 wyświetleńzałożony przez papciuszek, 26.10.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Strony Poprzednia 1 … 30 31 32 33 34 … 257 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 016 do 2 080 z 16 697 ]

2 016

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

To ciekawe z czego mnie wyleczyła ? smile

2 017

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

To ciekawe z czego mnie wyleczyła ? smile

Zapytałaś ją?
Z tego co mówiłaś było gorzej jak zaczynałaś...

2 018 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-02-21 21:21:40)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Nie, o nic nie zapytałam. Właśnie to jeden z moich problemów... Nie umiem o takie rzeczy pytać.... :)Ale swoją drogą cieszę się, że nasze spotkania będą już rzadsze, ponieważ nie czułam aby terapia ta mi zbyt wiele pomagała. Właściwie czasem nawet czułam się po niej gorzej. Niezbyt lubię chodzić na sesje. Nie sądzę, że na początku terapii było ze mną gorzej. Właściwie to było tak jak teraz. Kiedy było naprawdę tragicznie pomógł mi farmakologicznie psychiatra. Terapię rozpoczęłam już w stanie jako takiego rozsądnego myslenia. Takiego jak aktualnie.

2 019

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Każda z Nas chciałaby pewnie coś w sobie zmienić, najgorzej to porównywać się z innymi, szczególnie jeśli w gre wchodzą porno-gwiazdeczki, na które mąż tak pieczałowicie zwraca uwagę ;/

2 020

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
nehele napisał/a:

Każda z Nas chciałaby pewnie coś w sobie zmienić, najgorzej to porównywać się z innymi, szczególnie jeśli w gre wchodzą porno-gwiazdeczki, na które mąż tak pieczałowicie zwraca uwagę ;/

Na szczęście mój nie zwraca, bo takowego nie posiadam.

2 021

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Nie, o nic nie zapytałam. Właśnie to jeden z moich problemów... Nie umiem o takie rzeczy pytać.... :)Ale swoją drogą cieszę się, że nasze spotkania będą już rzadsze, ponieważ nie czułam aby terapia ta mi zbyt wiele pomagała. Właściwie czasem nawet czułam się po niej gorzej. Niezbyt lubię chodzić na sesje. Nie sądzę, że na początku terapii było ze mną gorzej. Właściwie to było tak jak teraz. Kiedy było naprawdę tragicznie pomógł mi farmakologicznie psychiatra. Terapię rozpoczęłam już w stanie jako takiego rozsądnego myslenia. Takiego jak aktualnie.

Aaa, no to może jednak terapia to nie takie cudo jak wszyscy zachwalają?

Dlatego jestem bardzo oporna żeby zainwestować w to prawne środki płatnicze. Mam wrażenie że terapia może pomóc ludziom silnym z natury poradzić sobie z jakimś problemem, zwłaszcza że problem z czasem i tak zwykle staje się  mniej problematyczny,ale z człowieka słabego i niezaradnego silnego nie zrobi.

2 022

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
brzydulla napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Nie, o nic nie zapytałam. Właśnie to jeden z moich problemów... Nie umiem o takie rzeczy pytać.... :)Ale swoją drogą cieszę się, że nasze spotkania będą już rzadsze, ponieważ nie czułam aby terapia ta mi zbyt wiele pomagała. Właściwie czasem nawet czułam się po niej gorzej. Niezbyt lubię chodzić na sesje. Nie sądzę, że na początku terapii było ze mną gorzej. Właściwie to było tak jak teraz. Kiedy było naprawdę tragicznie pomógł mi farmakologicznie psychiatra. Terapię rozpoczęłam już w stanie jako takiego rozsądnego myslenia. Takiego jak aktualnie.

Aaa, no to może jednak terapia to nie takie cudo jak wszyscy zachwalają?

Dlatego jestem bardzo oporna żeby zainwestować w to prawne środki płatnicze. Mam wrażenie że terapia może pomóc ludziom silnym z natury poradzić sobie z jakimś problemem, zwłaszcza że problem z czasem i tak zwykle staje się  mniej problematyczny,ale z człowieka słabego i niezaradnego silnego nie zrobi.

Też tak myślę.

2 023

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Miss, z tego co widac, terapia nic Ci nie pomogla. Nie dlatego, ze terapia jest do kitu, ale z kompletnie innych powodow: masz niesamowite opory (fakt, ze ciezko o czyms mowic jest znakiem, ze zblizamy sie do problemu, a nie czerwonym swiatlem by uciekac) i oklamujesz terapeute (ona nie jest wrozka). W takich warunkach oczekiwanie jakiejkolwiek poprawy zakrawa na zart.

2 024

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

adler, terapia jaki cała medycyna nie jest w stanie pomóc wszystkim. Niektórzy, szczególnie ci których natura nie wyposażyła w mechanizmy przetrwalnikowe, muszą się przekulać przez życie na swoim ograniczonym poziomie. Tak samo jak nie da się przyszyć obciętej nogi.
Są ludzie, zwykle 'prostsi' którzy będą zadowoleni jeśli zaspokoją tylko swoje potrzeby fizjologiczne alby ciut powyżej - czyli jeść, pić, skorzystać z toalety, uprawiać seks, mieć ciepło i obejrzeć serial w telewizji/ teleturniej/ mecz. Inni będą poszukiwać czegoś więcej - kariery zawodowej, rozwoju intelektualnego, kontaktów społecznych,miłości. Problem się robi kiedy nie mają odpowiednich mechanizmów żeby to osiągnąć. 'Polub siebie'oznacza w tym przypadku: masz co jeść, pić, znajdź sobie jakiegokolwiek partnera do seksu i skup się na regularnym oglądaniu M jak miłośc i familiady. Dziwisz się że ktoś jest oporny?

2 025 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-02-22 11:35:23)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Absolutnie wypaczasz sens terapii, Brzydulla. Nie chodzi o to, zeby stac sie taka jak Ania z osiedla, ale zeby rozwiazac problemy, ktore powoduja nasze nieodpowiednie funkcjonowanie w spoleczenstwie, przyczyniajac sie do trudnosci i niezadowolenia.

Missnowegojorku nie wynosi nic z terapii, poniewaz tak naprawde jej nie chce. To troche tak jak wysylac alkoholika, ktory nie chce przestac pic, na odwyk- bedzie "czysty" przez pare tygodni, powie co lekarz/ terapeuta chce uslyszec, ale wcale sie nie zaangazuje, i po wyjsciu jego pierwszy przystanek bedzie barem na rogu. Terapeuta czy psychiatra to nie cudotworca. Potrzeba wspolpracy pacjenta by cokolwiek osiagnac.

2 026

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Jezeli terapeuta to nie cudotwótrca to wlaściwie nie jest potrzebny. Jesli on nie potrafi spowodować polepszenia mojego funkcjonowania, a mam ja to zrobiuć sama, to nie potrzeby do niego chodzić, a tym bardziej płacic. Lekarz przynajmniej prowadzi jakąś kuracje. A psycholog siedzi i kiwa główką. Idzie się oficjalnie dla ?poprawy?, ?zmiany?, ?wiedzy?. Jednak do wprowadzenia zmian potrzeba silnej woli i konsekwencji a nie psychologa a w terapii nie ma gwarancji powodzenia. Wiedzę można uzyskać z książek. Wygodniej płacze się nad klęskami życiowymi na własnej kanapie. Niektórzy traktują psychoterapię jako okazję do nawiązania kontaktu z osobą życzliwą, cierpliwą, poświęcającą im czas? W istocie wyznaczają terapeucie rolę przyjaciela, którego nie mają w realnym życiu?

2 027 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-02-22 11:32:59)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Miss, napisalam, ze chodzi o wspolprace, nie samowystarczalny wysilek, w ktorym terapeuta nie ma zadnego wkladu. Idea terapii polega wlasnie na tym- wspolpracy. Terapeuta jest po to, zeby dodac taki zewnetrzny, obiektywny glos, dzieki ktoremu mozesz zrozumiec, ze niektore z Twoich zachowan sa nieracjonalne, a nawet niesamowicie niszczace. On/ona nie ma Ci zastapic przyjaciolki do "wyplakania sie". To nie ma byc przyjemna godzinka z kawusia i ciastkiem, ale bolesny, doglebny proces poznawania siebie, stawiania sobie czola.

Nawet najbardziej inteligentny, dociekliwy terapeuta nie moze za Ciebie sama dokonac zmian w Twoim umysle. Musisz sama sie zawziac. Mozna to porownac do mienia mapy: on/ ona jest dla Ciebie taka mapa, ale czy dojedziesz do celu, zalezy to tylko od Ciebie.

2 028

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Niestety ja nie umiem poprawić sobie nastroju, pomimo tego, że zdaję sobie sprawę na czym polegają moje problemy emocjonalne. Ciągłe uczucie smutku i beznadziei oraz wolno płynący lęk jest silnieszy od moich prób tłumaczenia sobie. Terapeutka w żaden sposób nie pomogła mi opanować tych destrukcyjnych odczuć.

2 029

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Dwa pytania:

1) Czy Ty mowisz terapeutce dokladnie jak sie czujesz, czy po prostu sciemniasz, bo masz dosyc terapii? Jak pisalam wczesniej, terapeuta to nie wrozka. Polega na tym co jej mowisz.

2) Czy bierzesz jakies leki- antydepresanty, uspokajajace? Jezeli nie, moze dobrym by bylo skontaktowac sie z psychiatra.

Poza tym, wydaje mi sie subiektywnie, ze dobrym dla Ciebie byloby znalezienie w ramach NFZ terapeuty, ktory jest rodzaju meskiego. Nie dlatego, ze uwazam facetow za lepszych, ale ze wzgledu na to, ze mniej sa podatni do manipulacji ze strony pacjentki by byc jej "psiapsola". Oczywiscie takze dlatego, ze czesc Twoich problemow ma podloze w stosunkach miedzy plciami.

2 030 Ostatnio edytowany przez Asterka10 (2013-02-22 13:23:38)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Adlernewman Ty wierzysz w to, że w ramach NFZ jest jakaś dobra terapia?Dawno byłaś w Polsce?Przecież tu ciągle psychoterapia i pomoc psychologiczna stoi na poziomie średniowiecza.To nie Anglia, gdzie pacjentom rzeczywiście się pomaga.Patrzę na co prawda przez pryzmat pomocy psychologicznej dla dzieci, ale nie sądzę , że w przypadku dorosłych jest lepiej.Jednej z moich byłych uczennic zaproponowano spotkania z psychologiem raz na 3 tygodnie, a jest po próbie samobójczej.
Innemu dziecku molestowanemu przez konkubina mamusi raz na 2.
Zresztą jak widzę panie psycholog i terapeutów, którzy pracowali z moim dzieckiem to ....Jak ma komuś pomóc człowiek sam nie pozbierany psychicznie , z rozwalonym życiem prywatnym i lękami przed ludzmi.Piszę z perspektywy małego miasta tu jest dramat.

2 031 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-02-22 13:33:07)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
adlernewman napisał/a:

Dwa pytania:

1) Czy Ty mowisz terapeutce dokladnie jak sie czujesz, czy po prostu sciemniasz, bo masz dosyc terapii? Jak pisalam wczesniej, terapeuta to nie wrozka. Polega na tym co jej mowisz.

2) Czy bierzesz jakies leki- antydepresanty, uspokajajace? Jezeli nie, moze dobrym by bylo skontaktowac sie z psychiatra.

Poza tym, wydaje mi sie subiektywnie, ze dobrym dla Ciebie byloby znalezienie w ramach NFZ terapeuty, ktory jest rodzaju meskiego. Nie dlatego, ze uwazam facetow za lepszych, ale ze wzgledu na to, ze mniej sa podatni do manipulacji ze strony pacjentki by byc jej "psiapsola". Oczywiscie takze dlatego, ze czesc Twoich problemow ma podloze w stosunkach miedzy plciami.

Niczego przed nią nie zatajam, przecież z własnej woli chodzę na terapię... Mówię jej wszystko uczciwie, nawet z rzeczami najbardziej "wstydliwymi". Cały czas biorę leki: amitryptylinę i wenlafaksynę od kilku lat...Ale jak mam znależć tego faceta-terapeutę? Poza tym musiałabym zmienić psychiatrę, bo w dany psycholog przyjmuje pancjentów skierowanych przez psychiatrę z jego przychodni. Jak w ogóle mam go znaleźć? Jeżeli ktoś by mi polecił terapeutę, który mu pomógł i jest dobry to może nawet posłzabym prywatnie. Ale nikt mi nikogo nie polecił jeszcze.

2 032

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Asterko, zeczywiscie nie mam pojecia o sytuacji w Polsce, poniewaz mieszkam od 15 (az tyle!) lat w UK. Moge jednak powiedziec, ze i tutaj czasem mozesz trafic na niewypaly terapeutyczne. Mialam psychiatre, na przyklad, ktorego mozna bylo okrecic wokol malego paluszka, zeby przepisal tony Librium (chociaz notatki wyraznie mowily "uzalezniona od benzodiazepin"). Nie o to jednak chodzi. Jezeli czlowiek chce, to moze znalezc. Sa osrodki uniwersyteckie, ktore zapewniaja bardzo dobra opieke.

2 033 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-02-22 13:45:44)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Ja nie mam siły z domu wyjść, ciekawe gdzie mam go znaleźć. W necie widzę tylko psycholgów przyjsmujących przywatnie i tylko kobiety. Do spsiu terapeutów na NFZ nie mam żadnego dostępu. Pozatym niezażywam leków psychotropowych.

2 034

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Miss, ja sie dziwie jaki idiota przepisuje amitriptyline i wenlaflaxyne razem! Zmien psychiatre. Nie zartuje.

Co do terapii, jezeli masz kase, idz prywatnie.

2 035 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-02-22 14:05:12)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
adlernewman napisał/a:

Miss, ja sie dziwie jaki idiota przepisuje amitriptyline i wenlaflaxyne razem! Zmien psychiatre. Nie zartuje.

Co do terapii, jezeli masz kase, idz prywatnie.

chyba nie wiesz, ze ten psychiatra uratował mi zycie, przez 9 miesiecy byłam w stanie silnej psychozy i grożby samobójstwa.  4 psychiatrów przed nim przypisywało mi takie leki, ktore nic nie dawały. Dopiero jego dobranie leków sprawiło mój ponowny kontakt ze światem rzeczywistym. Na pewno go nie zmienię.
Taa, jasne będę wtapiać 100 za 50 min, żeby sie przekonać że jakaś kolejna pańcia mi nie pomoże. U nas terapełcić w gdańcku jest w pip. Mówię poszłabym do kogoś poleconego, kogoś kto faktycznie komuś pomógł.

2 036

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Moze Ci to pomoglo, nie mnie przeczyc, ale jest to dziwaczna kombinacja. Wiekszosc lekarzy przepisalaby inny antydepresant (na przyklad mitrazepam albo duloxetine) w polaczeniu z antypsychotykiem (aripiprazol albo risperidon).

Poza tym, mimo lekow, nie jest z Toba dobrze, wiec na Twoim miejscu ja bym sie zastanowila.

2 037 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-02-22 14:23:45)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
adlernewman napisał/a:

Moze Ci to pomoglo, nie mnie przeczyc, ale jest to dziwaczna kombinacja. Wiekszosc lekarzy przepisalaby inny antydepresant (na przyklad mitrazepam albo duloxetine) w polaczeniu z antypsychotykiem (aripiprazol albo risperidon).

Poza tym, mimo lekow, nie jest z Toba dobrze, wiec na Twoim miejscu ja bym sie zastanowila.

I znowu syawiasz mnie w sytuacji, gdzie czuję się winna. Nie wiem jakich lekarzy masz na myśli, ale ci u których byłam nie zapisywali mi takich leków, jakie wymieniasz. Mam obejść wszystkich w Gda ńsku? Nie wiem, po twoich wypowierdziasz znów czuję się beznadziejna, że nie umiem znaleść lekarza dobrego, yterapeuty dorego. Czyli jest do doopy, tak jak czuję. Ty czy inni z tego foruym by znaleźli, wiedzieli, ja nie umiem. Jestem do niczego... nie wiem tylkoczemu dostaję joby, kiedy to piszę.

2 038

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Missnowegojorku, nic nie jest Twoja wina. Przestan tak myslec. Ja sugeruje, bo studiowalam medycyne i pisze artykuly na temat religijnego zabarwienia w schizofrenii (chociaz to nie ma zwiazku z Twoja kondycja). Jezeli chodzi o psychiatrow, ja tylko moge wskazac Wroclaw- Wieslaw Luczkowski. O Gdansku nic nie wiem.

2 039 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-02-22 15:04:54)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
adlernewman napisał/a:

Missnowegojorku, nic nie jest Twoja wina. Przestan tak myslec. Ja sugeruje, bo studiowalam medycyne i pisze artykuly na temat religijnego zabarwienia w schizofrenii (chociaz to nie ma zwiazku z Twoja kondycja). Jezeli chodzi o psychiatrow, ja tylko moge wskazac Wroclaw- Wieslaw Luczkowski. O Gdansku nic nie wiem.

Rozumiem, byłam już u kilku w 3ście i ten do którego chodzę jest jak do tej pory najlepszy. Skierował mnie 3 lata temu na 3 mieś, terapię grupową na oddzoale dziennym szpitala psychiatrycznego. A potem na terapię indywidualna, na którą chodze ju 2 lata, więc chłop się stara jak może, przynajmniej nie czaekam u niego na wizytę 2 miechy, kiedy mam gorszy stan modyfikuje mi leki i dawki i kaze przychodzić co tydzie ń. Inni zapisza receptę i mają w doopie co się dzieje z pacjentem do następnego spotkania za dwa miechy (takie są u nas kolejli) Ten jest naprawde wyjątkowo empatyczmny i dbały o pacjenta. Potrafi rozmawiać z pacjentem nawet godzinę, nie ustawowe 1o minut i następny proszę. Łatwo tak sobie mówić : zmien lekarza czy psychologa.

2 040

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Jest taka strona, Znany Lekarz:
http://www.znanylekarz.pl/psycholog
Ludzie wystawiają opinię, może to jakoś pomoże. Może jest też inna, podobna strona.

Miss, z dogłębną zmianą nie jest łatwo. Możliwe, że poczyniłaś postepy, tylk ich nie widzisz, bo nie pamiętasz, jak się czułaś. Ja np. jak czasem poczytam swoje ''pamiętniki'', to mi się słabo robi. A to moje powtarzanie 'kocham siebie' dało duży efekt szybko, ale potem już ani mnie ziębiło, ani grzało. Taki ''efekt wow''. Aczkolwiek ejst pewnym wstepem do zmiany sposobu interpretowania rzeczywistości. Myślę, że jak się cięzką pracą zmieni stare schematy myślenia, to z tego wypłynie nowy obraz wszystkiego.

Nie wiem, czy jest to przy twoich dolegliwościach wskazane, ale - może medytacja. Wiem, że przy schizofrenii jest przeciwwskazana, ale w depresji, z tego co znalazłam, pomaga.
http://www.biomedical.pl/aktualnosci/depresja-medytacja-ma-pomagac-w-zapobieganiu-nawrotom-1897.html

Z innej strony:

już krótka medytacja, lub nawet głęboka relaksacja zmienia jakość życia i pomaga przejąć odpowiedzialność za pracę swojego umysłu. Depresja jest problemem umysłu, z którym osoba chora nadmiernie się utożsamia. Identyfikacja z umysłem w pewnym stopniu jest źródłem cierpienia nas wszystkich, lecz w depresji cierpienie to osiąga monstrualne rozmiary, uniemożliwiające normalne życie. Gdy chory nauczy się obserwować umysł, dzięki czemu osłabia tę identyfikację, dostaje narzędzie skutecznej nad nim kontroli.

Osoba w ciężkiej depresji nie da rady podjąć skomplikowanej praktyki, dlatego pracę rozpoczyna się w formie najprostszej medytacji: obserwacji własnych myśli, emocji i reakcji bez podążania za ich treścią, bez dawania im energii. Również bez oceniania siebie lub treści myśli. Osoba w depresji ma tendencje do negatywnej oceny siebie i innych, co przejawia się poczuciem winy i poczuciem krzywdy. Medytując uczy się podejmować świadome decyzje, takie jak rezygnacja z osądzania kogokolwiek, uczy się przyjmować neutralne stanowisko, dawać przestrzeń sobie i innym - początkowo w sferze emocji, później w obszarze reakcji na wydarzające się sytuacje. Upośledzona decyzyjność to kolejny problem, nękający osoby z depresją. Medytacja umożliwia stopniowe przejmowanie kontroli nad swoim umysłem, wybór sprzyjających myśli i okoliczności oraz pozbywanie się szkodliwych. Praktykujący uczy się świadomie podejmować decyzje o swoim samopoczuciu, gdy już wie, że ono tylko od tych decyzji zależy. Przy okazji poznaje coraz lepiej siebie samego, buduje poczucie własnej wartości, pewność siebie i swojej mocy wiedząc, że coraz bardziej może na sobie polegać. Odkrywa prawdę o rzeczywistości, niezależną od zawirowań umysłu. Dzięki depresji, która nie pozostawia wyboru, może zdobyć wiedzę niedostępną dla przeciętnych ludzi, wynikającą z wglądu i osobistego doświadczenia transcendencji. Tym sposobem choroba zagrażająca życiu może stać się bramą do odkrycia własnego potencjału i drogą do pełni szczęścia.

Czym jest depresja, wiem z własnego doświadczenia. Medytacja i joga stały się moim narzędziem w walce z wieloletnią, nawracającą depresją. Najskuteczniejszym, jakie znam. Walkę wygrałam, więc dzielę się swoimi doświadczeniami z każdym, komu ta wiedza może ulżyć w cierpieniu. W Polsce, gdzie depresja nęka bardzo wielu ludzi, wciąż mało kto wie, jak można sobie samemu pomóc. Istnieje niewiele miejsc, gdzie osoba z depresją oprócz konsultacji lekarskiej może nauczyć się technik jogi lub medytacji dla siebie odpowiednich. We Wrocławiu, gdzie mieszkam, znam na razie tylko ośrodek Euphonia, gdzie specjalistyczna pomoc psychologiczna jest uzupełniana praktyką jogi, medytacji i innymi niekonwencjonalnymi metodami. Jest jeszcze fundacja Opieka i Troska, wspomagająca osoby zagrożone wykluczeniem ze społeczeństwa (np. chore psychicznie), która planuje wprowadzić zajęcia jogi skierowane konkretnie do kobiet z depresją. Być może takich instytucji jest więcej, ale wciąż za mało... Na Zachodzie z powodu stresu i tempa życia depresja dotyczy coraz większej ilości ludzi, więc system opieki nad chorymi jest dobrze rozwinięty. Powszechne są ośrodki łączące konwencjonalną terapię depresji z jogą i medytacją, co przynosi doskonałe efekty - nie tylko w postaci poprawy stanu zdrowia. Pokonując chorobę, niejako przy okazji rozwijamy uważność, co bezpośrednio prowadzi do odkrycia źródła mądrości w nas samych, a wtedy życie nabiera prawdziwego sensu.

Miss, a wiesz może, co (lub kto) spowodowało twoją chroobę? Cierpisz od dzieciństwa, czy rozwinęło się później?

2 041 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-02-22 15:37:33)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
paulina20 napisał/a:

Jest taka strona, Znany Lekarz:
http://www.znanylekarz.pl/psycholog
Ludzie wystawiają opinię, może to jakoś pomoże. Może jest też inna, podobna strona.

Miss, z dogłębną zmianą nie jest łatwo. Możliwe, że poczyniłaś postepy, tylk ich nie widzisz, bo nie pamiętasz, jak się czułaś. Ja np. jak czasem poczytam swoje ''pamiętniki'', to mi się słabo robi. A to moje powtarzanie 'kocham siebie' dało duży efekt szybko, ale potem już ani mnie ziębiło, ani grzało. Taki ''efekt wow''. Aczkolwiek ejst pewnym wstepem do zmiany sposobu interpretowania rzeczywistości. Myślę, że jak się cięzką pracą zmieni stare schematy myślenia, to z tego wypłynie nowy obraz wszystkiego.

Nie wiem, czy jest to przy twoich dolegliwościach wskazane, ale - może medytacja. Wiem, że przy schizofrenii jest przeciwwskazana, ale w depresji, z tego co znalazłam, pomaga.
http://www.biomedical.pl/aktualnosci/depresja-medytacja-ma-pomagac-w-zapobieganiu-nawrotom-1897.html

Z innej strony:

już krótka medytacja, lub nawet głęboka relaksacja zmienia jakość życia i pomaga przejąć odpowiedzialność za pracę swojego umysłu. Depresja jest problemem umysłu, z którym osoba chora nadmiernie się utożsamia. Identyfikacja z umysłem w pewnym stopniu jest źródłem cierpienia nas wszystkich, lecz w depresji cierpienie to osiąga monstrualne rozmiary, uniemożliwiające normalne życie. Gdy chory nauczy się obserwować umysł, dzięki czemu osłabia tę identyfikację, dostaje narzędzie skutecznej nad nim kontroli.

Osoba w ciężkiej depresji nie da rady podjąć skomplikowanej praktyki, dlatego pracę rozpoczyna się w formie najprostszej medytacji: obserwacji własnych myśli, emocji i reakcji bez podążania za ich treścią, bez dawania im energii. Również bez oceniania siebie lub treści myśli. Osoba w depresji ma tendencje do negatywnej oceny siebie i innych, co przejawia się poczuciem winy i poczuciem krzywdy. Medytując uczy się podejmować świadome decyzje, takie jak rezygnacja z osądzania kogokolwiek, uczy się przyjmować neutralne stanowisko, dawać przestrzeń sobie i innym - początkowo w sferze emocji, później w obszarze reakcji na wydarzające się sytuacje. Upośledzona decyzyjność to kolejny problem, nękający osoby z depresją. Medytacja umożliwia stopniowe przejmowanie kontroli nad swoim umysłem, wybór sprzyjających myśli i okoliczności oraz pozbywanie się szkodliwych. Praktykujący uczy się świadomie podejmować decyzje o swoim samopoczuciu, gdy już wie, że ono tylko od tych decyzji zależy. Przy okazji poznaje coraz lepiej siebie samego, buduje poczucie własnej wartości, pewność siebie i swojej mocy wiedząc, że coraz bardziej może na sobie polegać. Odkrywa prawdę o rzeczywistości, niezależną od zawirowań umysłu. Dzięki depresji, która nie pozostawia wyboru, może zdobyć wiedzę niedostępną dla przeciętnych ludzi, wynikającą z wglądu i osobistego doświadczenia transcendencji. Tym sposobem choroba zagrażająca życiu może stać się bramą do odkrycia własnego potencjału i drogą do pełni szczęścia.

Czym jest depresja, wiem z własnego doświadczenia. Medytacja i joga stały się moim narzędziem w walce z wieloletnią, nawracającą depresją. Najskuteczniejszym, jakie znam. Walkę wygrałam, więc dzielę się swoimi doświadczeniami z każdym, komu ta wiedza może ulżyć w cierpieniu. W Polsce, gdzie depresja nęka bardzo wielu ludzi, wciąż mało kto wie, jak można sobie samemu pomóc. Istnieje niewiele miejsc, gdzie osoba z depresją oprócz konsultacji lekarskiej może nauczyć się technik jogi lub medytacji dla siebie odpowiednich. We Wrocławiu, gdzie mieszkam, znam na razie tylko ośrodek Euphonia, gdzie specjalistyczna pomoc psychologiczna jest uzupełniana praktyką jogi, medytacji i innymi niekonwencjonalnymi metodami. Jest jeszcze fundacja Opieka i Troska, wspomagająca osoby zagrożone wykluczeniem ze społeczeństwa (np. chore psychicznie), która planuje wprowadzić zajęcia jogi skierowane konkretnie do kobiet z depresją. Być może takich instytucji jest więcej, ale wciąż za mało... Na Zachodzie z powodu stresu i tempa życia depresja dotyczy coraz większej ilości ludzi, więc system opieki nad chorymi jest dobrze rozwinięty. Powszechne są ośrodki łączące konwencjonalną terapię depresji z jogą i medytacją, co przynosi doskonałe efekty - nie tylko w postaci poprawy stanu zdrowia. Pokonując chorobę, niejako przy okazji rozwijamy uważność, co bezpośrednio prowadzi do odkrycia źródła mądrości w nas samych, a wtedy życie nabiera prawdziwego sensu.

Miss, a wiesz może, co (lub kto) spowodowało twoją chroobę? Cierpisz od dzieciństwa, czy rozwinęło się później?

Tak, wiem. Mam ją od kiedy sięgam pamięcią wstecz. Jakomłoda osoba uzależniłam się od alkoholu. Uzaleznienie to było wtórne do depresji. Po prostu za jego pomocą czułam się lepsza, odważniehsza, atrakcyjniejsza, fajniejsza. W wieku 30 paru lat zauważyłam, że jest w moim życiu nie hallo z piciem, że przynosi mki to wiele problemów w zyciu codzoiennym. Z własnej woli byłam w terapii dwa lata w Osródku Leczenia Uzaleznień. Przeszłam do nowejh pracy gdzie nikt nie kojarzył mnie z alko a w tygodniu chodziłam na terapię. Po zaprzestaniu piciu WRÓCIŁA  depresja czy raczej zaburzenia lękowo-depresyjne (bo taka mam diagnoże) i leczę się już waściwie od 2004 roku. Raz jest lepiej raz gorzej, momemntami tragicznie
Jako dziecku rodzice nie poświęcali mi zbyt wiele uwagi, bo cięzko pracowali w ogrodnictwie. Wychowywałam się sama, bez towaryzstwa innych dzieci na podwórku naszej posesji ogrodniczej. Poza tym mój ojciec by niedostępny emocjolanie, nie uczestniczył w moim wuc=ychowaniu i podejmował w mojej sprawie żadnych decyzji.

2 042

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Nie jestem specjalista, ale mysle, zupelnie serio, ze potrzebujesz nowego terapeuty. Moze Twoj psychiatra moze kogos polecic?

2 043

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
adlernewman napisał/a:

Nie jestem specjalista, ale mysle, zupelnie serio, ze potrzebujesz nowego terapeuty. Moze Twoj psychiatra moze kogos polecic?

W przychodni jest tylko ta do której chodzę obecnie.

2 044

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Chetnie bym z Toba porozmawiala na skypie . Wejdz na fejsa smile

2 045

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Jezeli terapeuta to nie cudotwótrca to wlaściwie nie jest potrzebny. Jesli on nie potrafi spowodować polepszenia mojego funkcjonowania, a mam ja to zrobiuć sama, to nie potrzeby do niego chodzić, a tym bardziej płacic. Lekarz przynajmniej prowadzi jakąś kuracje. A psycholog siedzi i kiwa główką. Idzie się oficjalnie dla ?poprawy?, ?zmiany?, ?wiedzy?. Jednak do wprowadzenia zmian potrzeba silnej woli i konsekwencji a nie psychologa a w terapii nie ma gwarancji powodzenia. Wiedzę można uzyskać z książek. Wygodniej płacze się nad klęskami życiowymi na własnej kanapie. Niektórzy traktują psychoterapię jako okazję do nawiązania kontaktu z osobą życzliwą, cierpliwą, poświęcającą im czas? W istocie wyznaczają terapeucie rolę przyjaciela, którego nie mają w realnym życiu?

jakbym słyszała siebie - z tym, że ja jestem równo 20 lat od Ciebie młodsza. jedyne co dorzuciłabym od siebie/zmieniła było to, że przez fakt chodzenia do psychologa czułam się gorsza od innych ( "to ja potrzebuję pomocy?").

Nigdy nie zapomnę tego odczucia obrzydzenia i pogardy dla mojego psychologa - kobieta była okropnie nerwowa, niemiła, w całym pokoju było czuć zapach jej okropnego potu. Inteligentnie też nie domagała.
Nie naprostowałam wszystkich swoich życiowych spraw, ale po tym fatalnym doświadczeniu gdzie usłyszałam, że jestem złym człowiekiem ( bo okłamuję rodziców ) chyba już nigdy nie otworzę się przed obcym. Z powodu lęków i problemów zaczęłam patologicznie kłamać, miałam huśtawki nastrojów - nie dostałam pomocy, tylko usłyszałam, że jestem złym człowiekiem.

Musiałam to z siebie wyrzucić, dzisiaj pochłonęłam prawie cały ten temat.

2 046

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
adeline napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Jezeli terapeuta to nie cudotwótrca to wlaściwie nie jest potrzebny. Jesli on nie potrafi spowodować polepszenia mojego funkcjonowania, a mam ja to zrobiuć sama, to nie potrzeby do niego chodzić, a tym bardziej płacic. Lekarz przynajmniej prowadzi jakąś kuracje. A psycholog siedzi i kiwa główką. Idzie się oficjalnie dla ?poprawy?, ?zmiany?, ?wiedzy?. Jednak do wprowadzenia zmian potrzeba silnej woli i konsekwencji a nie psychologa a w terapii nie ma gwarancji powodzenia. Wiedzę można uzyskać z książek. Wygodniej płacze się nad klęskami życiowymi na własnej kanapie. Niektórzy traktują psychoterapię jako okazję do nawiązania kontaktu z osobą życzliwą, cierpliwą, poświęcającą im czas? W istocie wyznaczają terapeucie rolę przyjaciela, którego nie mają w realnym życiu?

jakbym słyszała siebie - z tym, że ja jestem równo 20 lat od Ciebie młodsza. jedyne co dorzuciłabym od siebie/zmieniła było to, że przez fakt chodzenia do psychologa czułam się gorsza od innych ( "to ja potrzebuję pomocy?").

Nigdy nie zapomnę tego odczucia obrzydzenia i pogardy dla mojego psychologa - kobieta była okropnie nerwowa, niemiła, w całym pokoju było czuć zapach jej okropnego potu. Inteligentnie też nie domagała.
Nie naprostowałam wszystkich swoich życiowych spraw, ale po tym fatalnym doświadczeniu gdzie usłyszałam, że jestem złym człowiekiem ( bo okłamuję rodziców ) chyba już nigdy nie otworzę się przed obcym. Z powodu lęków i problemów zaczęłam patologicznie kłamać, miałam huśtawki nastrojów - nie dostałam pomocy, tylko usłyszałam, że jestem złym człowiekiem.

Musiałam to z siebie wyrzucić, dzisiaj pochłonęłam prawie cały ten temat.

No ja nie miałam aż tak fatalnej terapeutki, moja jest bardzo miła, sympatyczna i inteligentna. Jest niezwykle taktowna i nigdy mi niczego złego o mnie nie powiedziała. Na pewno mi się nie pogorszyło na skutek terapii. Nie polepszyło to fakt, ale nie jest gorzej, raczej tak samo jak przed.

2 047

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
paulina20 napisał/a:

Jest taka strona, Znany Lekarz:
http://www.znanylekarz.pl/psycholog
Ludzie wystawiają opinię, może to jakoś pomoże. Może jest też inna, podobna strona.

Miss, z dogłębną zmianą nie jest łatwo. Możliwe, że poczyniłaś postepy, tylk ich nie widzisz, bo nie pamiętasz, jak się czułaś. Ja np. jak czasem poczytam swoje ''pamiętniki'', to mi się słabo robi. A to moje powtarzanie 'kocham siebie' dało duży efekt szybko, ale potem już ani mnie ziębiło, ani grzało. Taki ''efekt wow''. Aczkolwiek ejst pewnym wstepem do zmiany sposobu interpretowania rzeczywistości. Myślę, że jak się cięzką pracą zmieni stare schematy myślenia, to z tego wypłynie nowy obraz wszystkiego.

Przed stroną znanylekarz bym raczej przestrzegała; sprawdzałam opinie osób które znam i powiem szczerze: nie mają one wiele wspólnego z oceną merytoryczną, opierają się bardziej na wrażeniu kto jest sympatyczny. Plus, opinii o wielu kolegach których bym poleciła, nie znalazłam wcale.

Dla kogoś takiego jak miss czy ja powtarzać sobie 'kocham siebie' ma takie same szanse powodzenia jak np ja bym próbowała sobie wmówić że jestem wysoka (160cm).

adler, może trzeba po prostu zaakceptować fakt że nie z każdego da się zrobić 'happy bunny'?

Miss,problem z psychologami polega pewnie na tym, że swego czasu (może nawet nadal) były to bardzo popularne studia,nie wiedzieć dlaczego. I wyprodukowały absolwentów którzy mają dyplom ale nie mają ;powołania' jak to niektórzy mowią, czy też po prostu zdolności. Mniej więcej tak jak ja do medycyny. Tylko oni sobie egzystują radośnie, przekonani o własnej wartości...

2 048

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

No ja nie miałam aż tak fatalnej terapeutki, moja jest bardzo miła, sympatyczna i inteligentna. Jest niezwykle taktowna i nigdy mi niczego złego o mnie nie powiedziała. Na pewno mi się nie pogorszyło na skutek terapii. Nie polepszyło to fakt, ale nie jest gorzej, raczej tak samo jak przed.

Miss, Ty jakiś dziwny rodzaj terapii miałaś. Poczytałam trochę o terapii humanistycznej i wydaje mi się dobra raczej dla tych lasencji co tu czasem piszą że ich mąz mówi że są ładne i koledzy w pracy ciągle je podrywają a one ciągle myślą że są niepełnowartościowe bo mają za mały biust.
Ale dla kogoś kto latami dostaje negatywny feedback z otoczenia to bym się raczej zastanowiła coz tą osobą jest nie tak i wielki znak zapytania czy to jest w ogóle do naprawienia.

2 049 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-02-22 20:11:59)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
brzydulla napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

No ja nie miałam aż tak fatalnej terapeutki, moja jest bardzo miła, sympatyczna i inteligentna. Jest niezwykle taktowna i nigdy mi niczego złego o mnie nie powiedziała. Na pewno mi się nie pogorszyło na skutek terapii. Nie polepszyło to fakt, ale nie jest gorzej, raczej tak samo jak przed.

Miss, Ty jakiś dziwny rodzaj terapii miałaś. Poczytałam trochę o terapii humanistycznej i wydaje mi się dobra raczej dla tych lasencji co tu czasem piszą że ich mąz mówi że są ładne i koledzy w pracy ciągle je podrywają a one ciągle myślą że są niepełnowartościowe bo mają za mały biust.
Ale dla kogoś kto latami dostaje negatywny feedback z otoczenia to bym się raczej zastanowiła coz tą osobą jest nie tak i wielki znak zapytania czy to jest w ogóle do naprawienia.

Miałam taki rodzaj jaki był w przychodni. Nie miałam z czego wybierać, każdy polecał terapię na moje przypadłości, namawiali mnie lekarze, rodzina, znajomi więc postanowiłam spróbować. Przez 1,5 roku dopiero zapytałam jaki to rodzaj w ogóle jest. Jeszcze ja powiedzmy odrobię jarzę o co ty biega z terapią, ale od zwykłego chorego chyba cieżko wymagać żeby się dopytywał jaki to rodzaj, a na co on jest, a komu pomaga, a komu nie. Czy zwykły pacjent kiedy idzie po poradę do lekarza to wydziwia? Raczej nie, nie googluje, nie wybrzedza, tylko wierzy w specjalizację lekarza i sie do niej stosuje. Nie wierzę żeby jakieś rozwielitki, muszące podjąć terapię goglowały i szukaly terapeuty w konkretnym nurcie. Wszak tu wszystcy "mądrusie" wszystkich "nieudacznków" zaraz wysyłają do psychologa, ale przeciez taki ktoś idzie do rejonu i ewentualnie rejestruje sie do takiego terapeurty u jakiego jest wolny termin. Nie uwierzę że każdy chory tak wnikliwie rozważa a czy to ma być pan, a może pani, a może psychoanalityk, a może behawirysta. Na boga większość naszegospołeczeństwa nie jest tak dociekliwa.

2 050

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

W jukeju googlują...
A już w każdym razie przed podjęciem leczenia przedstawia się opcje alternatywne, i każdy ma prawo zapytać o %sukcesu, ryzyko itp... Polski pacjent nie pyta,fakt.
Ja myslę żebym zapytała,ale w kontakcie z osobą obcą, szczególnie bardzo pewną siebie i o dominującej osobowości pewnie bym wymiekła. I potem czuła się winna i niewdzięczna gdybym np uważała że mi nie pomaga, i bałabym się zrezygnować,żeby nie okazać się niewdzięczną...

2 051 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-02-22 20:46:10)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
brzydulla napisał/a:

W jukeju googlują...
A już w każdym razie przed podjęciem leczenia przedstawia się opcje alternatywne, i każdy ma prawo zapytać o %sukcesu, ryzyko itp... Polski pacjent nie pyta,fakt.
Ja myslę żebym zapytała,ale w kontakcie z osobą obcą, szczególnie bardzo pewną siebie i o dominującej osobowości pewnie bym wymiekła. I potem czuła się winna i niewdzięczna gdybym np uważała że mi nie pomaga, i bałabym się zrezygnować,żeby nie okazać się niewdzięczną...

No wypisz wymaluj moje odczucia.... smile
A propo pytania, na psychoterapię nie ma takich norm, które by potrafiły zobrazować pacjentowi ewen. prognozy jaki będzie jego stan psychiczny po zakończeniu terapii.
Konsultacje i sesje ? wszystkie bez względu na rezultat terapii- są płatne, czy z naszej kieszeni czy z NFZ.. Nie istnieje prawo o psychoterapii, nie wiadomo czym jest w świetle prawa wolnogabinetowa ?usługa terapeutyczna? i w jaki sposób żądać zadośćuczynienia za jej niewykonanie czy psychiczne nadużycie. To klient ponosi całe finansowe ryzyko terapii. A z ekonomicznego punktu widzenia: im dłużej trwa terapia, tym większy sukces finansowy terapeuty.

2 052

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Ja tam w terapię nie wierzę.Nie wierzę, żę dzięki obcej osobie można zbudować pewność i wiarę  w siebie .
Tym bardziej, jak się rózne osoby jako terapeuci trafiają -niedouczeni, sami z problemami, nastawieni na kasę.
Dla mnie większość to psycho-ściema i uzależnienie od terapeuty.

2 053

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Asterka10 napisał/a:

Ja tam w terapię nie wierzę.Nie wierzę, żę dzięki obcej osobie można zbudować pewność i wiarę  w siebie .
Tym bardziej, jak się rózne osoby jako terapeuci trafiają -niedouczeni, sami z problemami, nastawieni na kasę.
Dla mnie większość to psycho-ściema i uzależnienie od terapeuty.

Ja te ż zaczynam myśleć w miar ę podobnie. Psychologia wg mnie nbardziej potrafi opisywac rzeczywistość , naturę ludzką niż ją zmieniać.

2 054

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

A propo pytania, na psychoterapię nie ma takich norm, które by potrafiły zobrazować pacjentowi ewen. prognozy jaki będzie jego stan psychiczny po zakończeniu terapii.

Jak to nie ma? Na wszystko są normy. W jaki sposób terapeuta wybiera rodzaj terapii? W psychologii też są badania kliniczne więc powinni mieć jakieś statystyki.

missnowegojorku napisał/a:

Konsultacje i sesje ? wszystkie bez względu na rezultat terapii- są płatne, czy z naszej kieszeni czy z NFZ.. Nie istnieje prawo o psychoterapii, nie wiadomo czym jest w świetle prawa wolnogabinetowa ?usługa terapeutyczna? i w jaki sposób żądać zadośćuczynienia za jej niewykonanie czy psychiczne nadużycie. To klient ponosi całe finansowe ryzyko terapii. A z ekonomicznego punktu widzenia: im dłużej trwa terapia, tym większy sukces finansowy terapeuty.

Taa, to nie ulega wątpliwości.

Asterka10 napisał/a:

Nie wierzę, żę dzięki obcej osobie można zbudować pewność i wiarę  w siebie .

Asterka, ja nie potrzebuję po prostu 'wiary w siebie'. Wiarę w siebie to ja miałam kilka lat temu,i zapędziła mnie w kłopoty. Jęsli nie mogę zmienić się w osobę bardziej kreatywną i komunikatywną, a uważam że  nie mogę, bo z moim doświadczeniem nie powinnam zachowywać się w towarzystwie jak sierotka ze wsi zabitej dechami,to wiara w siebie mi tylko zaszkodzi.

missnowegojorku napisał/a:

Psychologia wg mnie nbardziej potrafi opisywac rzeczywistość , naturę ludzką niż ją zmieniać.

Miss,psychologia nie może zmienić natury ludzkiej. Może tylko zmienić sposób odbierania świata. Np jesli Twój rodzic jest oschły to może pomóc Ci przestać myśleć że Cię nienawidzi a pomóc ci pomyśleć że może sam ma jakiś problem...

2 055

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

No to wiem, ale i tak wolałabym mieć czułego, zakocjanego we mnie ojcaniż ojca z problemami,

2 056

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Wiem, że mam marne szanse na nowy związek. Mało jest odważnych mężczyzn, którzy chcieliby żyć uczciwie. I wszyscy są zajęci, bo uczciwi. Faceci po przejściach wybierają niedoświadczone, młodsze kobiety, bo te jeszcze nie potrafią odczytywać sygnałów, są bardziej naiwne. nie wiedzą, co je może spotkać.
Kobiety 40-letnie są wymagające. Nie ma odważnych mężczyzn, którzy chcieliby ponieść ryzyko związku z mądrą, doświadczoną kobietą.
To zbyt trudne.

Polemizuje, jako, ze jestem zywym przykladem, ze takie cuda sie zdarzaja.

Ale wiecie, znowu jestem po powrocie z Polski i niestety wrazenia bardzo podobne do Waszych - ja bym nawet za doplata nie chciala 99% z naszych krajan. Istna samcza tragedia.

Ale za to 3 godziny na lotnisku w Monachium i poczulam sie jak nowo narodzona:) Jest i na czym oko zawiesic i do kogo oko puscic i w oko ew. wpasc:)

2 057

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Mussuka napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Wiem, że mam marne szanse na nowy związek. Mało jest odważnych mężczyzn, którzy chcieliby żyć uczciwie. I wszyscy są zajęci, bo uczciwi. Faceci po przejściach wybierają niedoświadczone, młodsze kobiety, bo te jeszcze nie potrafią odczytywać sygnałów, są bardziej naiwne. nie wiedzą, co je może spotkać.
Kobiety 40-letnie są wymagające. Nie ma odważnych mężczyzn, którzy chcieliby ponieść ryzyko związku z mądrą, doświadczoną kobietą.
To zbyt trudne.

Polemizuje, jako, ze jestem zywym przykladem, ze takie cuda sie zdarzaja.

Ale wiecie, znowu jestem po powrocie z Polski i niestety wrazenia bardzo podobne do Waszych - ja bym nawet za doplata nie chciala 99% z naszych krajan. Istna samcza tragedia.

Ale za to 3 godziny na lotnisku w Monachium i poczulam sie jak nowo narodzona:) Jest i na czym oko zawiesic i do kogo oko puscic i w oko ew. wpasc:)

Wszystko zależy GDZIE się bywa.
Monachium to wielkie międzynarodowe lotnisko. A Polsce gdzie bywałaś? W centrach biznesowych stolicy?

2 058

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
brzydulla napisał/a:

Wszystko zależy GDZIE się bywa.
Monachium to wielkie międzynarodowe lotnisko. A Polsce gdzie bywałaś? W centrach biznesowych stolicy?

Nie tyle chodzi o sama wielkosc lotniska ale o jego lokalizacje. Okecie tez malutkie nie jest ale klientela zdecydowanie inna.
W Polsce bywam glownie w naszej firmie w stolicy Dolnego Slaska ale stolice nad Wisla znam od urodzenia, dlugo tez pracowalam wlasnie w takim wielkim centrum biznesu (zaraz obok palmy;). Nie czuje wielkiej roznicy miedzy bywaniem w centrach biznesu a stadionem pilki noznej jesli chodzi o poziom rozmow i styl naszych panow. Niestety brzydullo, ja juz swojego podejscia do rodakow nie zmienie, nie moj typ i juz:). I nie o sam wyglad chodzi, o caloksztalt od traktowania plci pieknej poczawszy.

2 059

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Tak przeciętni, wolni mężczyźni po 40-stce są ponizej kreski, niestety.

2 060

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Tak przeciętni, wolni mężczyźni po 40-stce są ponizej kreski, niestety.

Tak Missko, jestem tego samego zdania. I dlatego widze i czuje ogromna roznice miedzy Polakami a obcokrajowcami. Kurcze, nawet juz sama aparycja takiego Niemca czy Wlocha czy Francuza po 40-ce a naszego Pana Kazia to przepasc nie do pokonania. Mamy takie dupne geny i juz.
Podczas mojej niedzielnej przesiadki w Munchen natknelam sie w kolejce do kasy w jakims djutyfri na taki egzemplarz, ze az dech zaparlo. I na 100% byl w mojej grupie wiekowej. Tak sie ladnie do mnie usmiechal i spogladal i w tym sklepie i pozniej w (tym samym surprise!;) bistro, ze mi wielka ochota na jakis niewinny flircik przyszla. I bylabym to pociagnela ale zaraz sobie swojego cudnego zostawionego w domu z dziecmi przypomnialam i do pionu wrocilam:)) Nie czyn drugiemu..;)

A nasi 40-latkowie, o Boze, czy w biznesie leca czy na roboty z firma budowlana - nic w nich nie ma pociagajacego. Jak ja sie ciesze, ze wyemigrowalam:)

2 061

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Mi się dziś "rzucił na oczy" laryngolog, niestety dużo młodszy.

2 062

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Mi się dziś "rzucił na oczy" laryngolog, niestety dużo młodszy.

Dlaczego niestety? I o ile mlodszy? Zaraz po studiach?;) Wazny nie wiek ale zebys i Ty mu w te oczy sie rzucila. A metryke to sobie spal i nie afiszuj sie tak tym swpoim "podeszlym" wiekiem:)

2 063

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Mnie dziś "rzucil się w oczy" nader przystojny laryngolog.Ale cóż z tego, skoro ja się nie rzuciłam jemu i dodtakowo duzo młodszy.

2 064

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Mussuka napisał/a:
brzydulla napisał/a:

Wszystko zależy GDZIE się bywa.
Monachium to wielkie międzynarodowe lotnisko. A Polsce gdzie bywałaś? W centrach biznesowych stolicy?

Nie tyle chodzi o sama wielkosc lotniska ale o jego lokalizacje. Okecie tez malutkie nie jest ale klientela zdecydowanie inna.
W Polsce bywam glownie w naszej firmie w stolicy Dolnego Slaska ale stolice nad Wisla znam od urodzenia, dlugo tez pracowalam wlasnie w takim wielkim centrum biznesu (zaraz obok palmy;). Nie czuje wielkiej roznicy miedzy bywaniem w centrach biznesu a stadionem pilki noznej jesli chodzi o poziom rozmow i styl naszych panow. Niestety brzydullo, ja juz swojego podejscia do rodakow nie zmienie, nie moj typ i juz:). I nie o sam wyglad chodzi, o caloksztalt od traktowania plci pieknej poczawszy.

Monachium to ważny węzeł tranzytowy w Europie. Wiele lotów 'na świat' jest przez Monachium. A przez Okęcie to najwyżej do innych częsci kraju.
Porządni faceci zdarzają się i w Polsce. Do głowy przychodzą mi mężowie co najmniej 2 moich koleżanek z pracy...

2 065

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Asterka10 napisał/a:

Ja tam w terapię nie wierzę.Nie wierzę, żę dzięki obcej osobie można zbudować pewność i wiarę  w siebie .
Tym bardziej, jak się rózne osoby jako terapeuci trafiają -niedouczeni, sami z problemami, nastawieni na kasę.
Dla mnie większość to psycho-ściema i uzależnienie od terapeuty.

Nie wiem, jak to jest w relacji pacjent-lekarz, ale mogę sobie wyobrazić, że nie łatwo znaleźć dobrego specjalistę, któremu będzie można zaufać.
Sama nie mam potrzeby, ale jak kiedyś coś takiego zaistnieje, to będę miała duże opory przed pójściem do psychologa. Sama studiowałam ten kierunek i doskonale pamiętam, kto najczęściej wybierał ścieżkę terapeutyczną - rozhisteryzowane, rozpuszczone, nieźle zaburzone panny, które idąc na ten kierunek, myślały raczej o pomocy samej sobie i o kasie niestety.

Choć mam nadzieję, że w tej dziedzinie nie brakuje fachowców z powołaniem, którzy potrafią wskazać kierunek pacjentowi, aby mógł podążać ku zmianom na lepsze.

A jeśli chodzi o facetów, to myślę, że "porządność" to nie jest cecha narodowa, ale jednak charakterologiczna i w Polsce też takich nie brakuje wink

2 066

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
brzydulla napisał/a:
Asterka10 napisał/a:

Nie wierzę, żę dzięki obcej osobie można zbudować pewność i wiarę  w siebie .

Asterka, ja nie potrzebuję po prostu 'wiary w siebie'. Wiarę w siebie to ja miałam kilka lat temu,i zapędziła mnie w kłopoty. Jęsli nie mogę zmienić się w osobę bardziej kreatywną i komunikatywną, a uważam że  nie mogę, bo z moim doświadczeniem nie powinnam zachowywać się w towarzystwie jak sierotka ze wsi zabitej dechami,to wiara w siebie mi tylko zaszkodzi.

Brzydulla, powiem ci, że masz ciekawy sposób patrzenia na świat wink Ja bym nigdy na taki sposób myślenia nie wpadła. Twoje rozumowanie czasem jest dla mnie bardzo niespotykane wink To po części zaleta, bo cię wyróżnia, ale po części wada, bo ci utrudnia życie.

Tak podsumowując  - Ty, zdaje się, uważasz, że każdy ma gdzieś zapisaną jakąś ''bezwzględną wartość'. Najbardziej wartościowi sa ci piękni i nteligentni, a najlepiej i bogaci, ci tylko piękni lub tylko inteligentni trochę mniej,a jak już ktoś nie ma żadnej z tych cech, to powinien się schować i przepraszać za to, że żyje. Tymczasem z mojergo doświadczenia wynika, że nawet te ''mało doskonałe'' osoby, jesli są pewne siebie, zadowolone, to łatwiej się z nimi rozmawia, bardziej się je lubi i przyjemniej spędza się z nimi czas. Ten, kto jest zadowolony z życia i życzliwy dla innych rozsiewa wokół dobrą energię, ludzie chcą z kimś takim przebywać, ludzie wyczuwają, że ktoś ejst szczęśliwy i chcą tego szczęścia uszczknąć dla siebie. A nadmierna pewność siebie - moim zdaniem - ma także źródło w niskiej samoocenie, którą ktoś próbuje w ten sposób ukryć. Po prostu są na to dwie strategie - albo wywyższanie się, albo poniżanie się. A złoty środek moim zdaniem to akceptacja.

2 067

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
paulina20 napisał/a:
brzydulla napisał/a:
Asterka10 napisał/a:

Nie wierzę, żę dzięki obcej osobie można zbudować pewność i wiarę  w siebie .

Asterka, ja nie potrzebuję po prostu 'wiary w siebie'. Wiarę w siebie to ja miałam kilka lat temu,i zapędziła mnie w kłopoty. Jęsli nie mogę zmienić się w osobę bardziej kreatywną i komunikatywną, a uważam że  nie mogę, bo z moim doświadczeniem nie powinnam zachowywać się w towarzystwie jak sierotka ze wsi zabitej dechami,to wiara w siebie mi tylko zaszkodzi.

Brzydulla, powiem ci, że masz ciekawy sposób patrzenia na świat wink Ja bym nigdy na taki sposób myślenia nie wpadła. Twoje rozumowanie czasem jest dla mnie bardzo niespotykane wink To po części zaleta, bo cię wyróżnia, ale po części wada, bo ci utrudnia życie.

Wyjasnie Ci to. Chociaż już gdzieś chyba o tym pisalam.
Jakieś 2 lata temu uważalam że coś w zyciu osiągnęłam - skończyłam studia, specjalizację. Miałam stała pracę i dobrze zarabiałam. Przyjaciół zbyt wielu nie miałam i cięzko szło mi nawiązywanie nowych znajomości,autoprezentacja,kreatywność itp - a tego ta praca wymagała.Ale nikt mi z tego powodu wstrętów nie robił (bo miałam papier,byłam pracowita i obowiązkowa). Chodziłam na basen, biegałam i uczyłam się dodatkowego języka. Jedyne co mnie bolało to to że mimo dobrych zarobków tracę swoje kwalifikacje. Postanowiłam więc znaleźć pracę w służbie zdrowia. Nie bałam się zgodzić na kontrakt na czas ograniczony bo byłam przekonana że jakby co to pracę zawsze znajdę - z moją specjalizacją i doświadczeniem. Niestety w nowej pracy szybko i boleśnie przekonałam się że moja całkiem pozytywna samoocena jest kompletnie nieadekwatna -zaczełam dawać plamę za plamą, i merytorycznie, i interpersonalnie. Chciałam wrócić do pracy podobnej do poprzedniej tylko trochę mniej interaktywnej,ale od roku nie podoba im się mój brak kreatywności, przebojowości, zdolności obrony własnego zdania itp. CV podoba im się bardzo i dość często zapraszają mnie na interview, ale potem kończy się to takim feedbackiem. Więc utknęłam na kontrakcie na czas nieokreślony, w wynajętym pokoiku,niepewna co bedzie dalej. Plus ciagłe zjebki i braki w wykształceniu.
Plus, do tego wszystkiego,mam w polsce kredyt we frankach na mieszkanie w którym wcale nie mieszkam.

Gdybym od razu nie miała tzw 'wiary w siebie' to bym się w taką sytuację nie wpakowałam.

2 068

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Mussuka napisał/a:

Ale za to 3 godziny na lotnisku w Monachium i poczulam sie jak nowo narodzona:) Jest i na czym oko zawiesic i do kogo oko puscic i w oko ew. wpasc:)

Ale to tylu ich poznałaś w 3 godziny na lotnisku? Bo skąd wiesz że fajni a nie jakieś dupki żołędne?

2 069

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
brzydulla napisał/a:

Jedyne co mnie bolało to to że mimo dobrych zarobków tracę swoje kwalifikacje. Postanowiłam więc znaleźć pracę w służbie zdrowia. Nie bałam się zgodzić na kontrakt na czas ograniczony bo byłam przekonana że jakby co to pracę zawsze znajdę - z moją specjalizacją i doświadczeniem. Niestety w nowej pracy szybko i boleśnie przekonałam się że moja całkiem pozytywna samoocena jest kompletnie nieadekwatna -zaczełam dawać plamę za plamą, i merytorycznie, i interpersonalnie. Chciałam wrócić do pracy podobnej do poprzedniej tylko trochę mniej interaktywnej,ale od roku nie podoba im się mój brak kreatywności, przebojowości, zdolności obrony własnego zdania itp. CV podoba im się bardzo i dość często zapraszają mnie na interview, ale potem kończy się to takim feedbackiem.

Rozumiem. Czyli gdyby nie twoja wiara, odwaga, brak obaw, czy jak to zwać, nie miałabyś tych kłopotów. Uwazasz, że nieadekwatnie oceniłaś wtedy swoje możliwości i dlatego najlepiej ich nie doceniać niż przeceniać?
To na pewno bezpieczniejsza i bardziej zachowawcza strategia. Ma swoje zalety i ma wady, bo nie próbując nowych rzeczy, nigdy nie wiemy, jak naprawdę dalibyśmy sobie radę. Ocenić je realistycznie jest naprawdę trudno, zwłaszcza, że moga się zmieniać pod wpływem nowych okoliczności, doświadczeń. Myślę więc, że otwarty umysł jest najlepszym wyborem. Nie mamy wiedzy absolutnej, żeby stwierdzić, że czegoś nigdy nie osiągniemy albo coś osiągniemy na pewno.

Poza tym: czy gdyby nie twoja wiara, poszłabyś na studia, uczyłabyś się języków? Zdobyłabyś prawo jazdy? Wiele dzieki niej zrobiłaś. Nie skresliłaś siebie na starcie i uwazam, że dalej nie powinnaś.

2 070

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
paulina20 napisał/a:

Poza tym: czy gdyby nie twoja wiara, poszłabyś na studia, uczyłabyś się języków? Zdobyłabyś prawo jazdy? Wiele dzieki niej zrobiłaś. Nie skresliłaś siebie na starcie i uwazam, że dalej nie powinnaś.

Efekt jest taki sam,czy skreśliłabym się na początku czy teraz - trzeba się jakoś dokulać do końca, żeby tylko na czynsz starczyło. To po co było się tak wysilać?
Prawo jazdy to kawałek plastiku, niestety jestem tak marnym kierowcą że prawie go nie uzywam.

2 071

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
brzydulla napisał/a:
Mussuka napisał/a:
brzydulla napisał/a:

Wszystko zależy GDZIE się bywa.
Monachium to wielkie międzynarodowe lotnisko. A Polsce gdzie bywałaś? W centrach biznesowych stolicy?

Nie tyle chodzi o sama wielkosc lotniska ale o jego lokalizacje. Okecie tez malutkie nie jest ale klientela zdecydowanie inna.
W Polsce bywam glownie w naszej firmie w stolicy Dolnego Slaska ale stolice nad Wisla znam od urodzenia, dlugo tez pracowalam wlasnie w takim wielkim centrum biznesu (zaraz obok palmy;). Nie czuje wielkiej roznicy miedzy bywaniem w centrach biznesu a stadionem pilki noznej jesli chodzi o poziom rozmow i styl naszych panow. Niestety brzydullo, ja juz swojego podejscia do rodakow nie zmienie, nie moj typ i juz:). I nie o sam wyglad chodzi, o caloksztalt od traktowania plci pieknej poczawszy.

Monachium to ważny węzeł tranzytowy w Europie. Wiele lotów 'na świat' jest przez Monachium. A przez Okęcie to najwyżej do innych częsci kraju.
Porządni faceci zdarzają się i w Polsce. Do głowy przychodzą mi mężowie co najmniej 2 moich koleżanek z pracy...

Oczywiscie, tyle, ze wyjatek potwierdza regule i jak to mowia: na bezrybiu i rak ryba. Nie brzydulla, nie przekonasz mnie do niskich, spaslych, lysiejacych z BO ogiera i kultura slomianego chochla panow znad Wisly. A tak mniej wiecej prezentuje sie nadal ponad 70% czterdziestolatkow +. O mlodych, wysportowanych, zadbanych i przystojnych nie pisze tylko o naszych rowiesnikach.

Odpowiadajac na Twoje drugie pytanie: nie poznalam osobiscie (w sensie rozmowy i umowienia na kolejna randke na lotnisku) zadnego pana w tym Monachium ale napisalam, ze nacieszylam swoje oczy przynajmniej. Poza tym, jest cos takiego jak aura, jaka ludzie wokol siebie roztaczaja. Jesli idzie na przeciwko mnie facet nie tylko fajnie prezentujacy sie ale usmiechniety i uprzejmie mnie przepuszcza badz pomaga mi z bagazem, to czuje sie od razu inaczej niz obcieta od gory do dolu pogardliwym wzrokiem "konesera" jak klacz na wybiegu. Nie potrafie moze tego az tak wyraznie opisac ale jest cos charyzmatycznego i seksownego w mezczyznach, ktorych zazwyczaj albo tylko widze albo poznaje za granica. A u nas jakos mi sie to nie zdarza. Bo co? Ja sie zmieniam jak kameleon i raz jestem zielona a raz niebieska czy moze dobrego wychowania, poszanowania kobiet oraz dbalosci o swoj wyglad nasi panowie jednak powinni uczyc sie nadal z zachodnich zurnali? Bo w naszych jedynie gole dupy i wyniki ligii mistrzow moga sobie obejrzec.

2 072

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Wiecie jaka jest największa wada naszych polskich facetów - wymagania niewspółmierne do tego co ma się do zaoferowania.Nawet na tym forum pełne oburzenia reakcje, że kobiety mają jakieś wymagania, a nie w modlitewnej podziece biorą co leci.Luster w domu nie mają?Nie potrafią zrozumieć, że najnizsza krajowa czy bezrobotny facet to finansowa porażka?albo, że mając zawodówkę nie startuje się do kobiety po studiach, mając dodatkowo wąziutkie horyzonty?
Mogłabym popaść w depresję i poczuć się jak śmiec, patrząc jacy faceci z niechęcią taksują mnie wzrokiem i odrzucają.Faceci dla których jestem za MAŁO DOBRA, a sami nie reprezentują sobą ani wyglądowo, ani intelektualnie, ani bytowo nic.

2 073

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Asterka10 napisał/a:

Wiecie jaka jest największa wada naszych polskich facetów - wymagania niewspółmierne do tego co ma się do zaoferowania.Nawet na tym forum pełne oburzenia reakcje, że kobiety mają jakieś wymagania, a nie w modlitewnej podziece biorą co leci.Luster w domu nie mają?Nie potrafią zrozumieć, że najnizsza krajowa czy bezrobotny facet to finansowa porażka?albo, że mając zawodówkę nie startuje się do kobiety po studiach, mając dodatkowo wąziutkie horyzonty?
Mogłabym popaść w depresję i poczuć się jak śmiec, patrząc jacy faceci z niechęcią taksują mnie wzrokiem i odrzucają.Faceci dla których jestem za MAŁO DOBRA, a sami nie reprezentują sobą ani wyglądowo, ani intelektualnie, ani bytowo nic.

Wypisz wymaluj moje osobiste odczucia. Niestety duza w tym wina nas samych, kobiet. Nie da sie ukryc, ze to my Polki rozpuscilysmy tych naszych "rycerzy Piasta" wlasnorecznie. Poczytaj na tym tylko forum (a to przeciez odsetek z zycia wziety) jak kobiety w wieku roznistym przezywaja pojawienie sie kurzej lapki, oponki, zlamanego tipsa czy innych powaznych usterek w swej boskiej cielesnosci. Ile porad wymieniaja jak sobie zrobic to czy tamto, jak z kosci spasc na osci, jak dogodzic facetowi i kulinarnie i seksualnie i pod kazdem innem wzgledem. Zobacz ile mlodziutkich dziewczat traci sen nad tym, ze ona ma juz 17!!! a jeszcze jest dziewica albo nie ma stalego partnera. Potem robia sie wszelkimi mozliwymi sztukami i sposobami na prawie odbicia z zurnali i rozpoczynaja polowanie na tego JEDYNEGO. Jakos go musza wyrwac sposrod tysiecy polujacych a najlatwiej to ladna buzia i zgrabna pupa zrobic. To jest Asterko pojscie na latwizne i plycizne zarowno ze strony tych zabiegajacych samic jak i akceptujacych puste ladne opakowanie samcow.
A ona musi wygrac, bo przeciez bez mezczyzny taka dziewczyna a nastepnie kobieta jest zerem, jest wybrakowana, jest wysmiewana przez kolezanki, rodzine, cale jej otoczenie. Natomiast wystarczy para niedopranych portek obok i juz taka dama zyskuje na wartosci. Bo ma CHLOPA. A to, ze on niedouczony, chamski, paszczakowaty, dlubie w nosie przy jedzeniu i pierdzi pod koldra jak stado wielbladow to juz takie tam male niedociagniecie i jego swiete prawo. Czyz nie tak nas prababki, babki i matki uczyly?

Tak tak Asterko, same sobie tak "dogodzilysmy". Zamiast nauki, kariery, stabilnosci finansowej, rozwoju wlasnych zainteresowan, poznawania swiata, 90+ na 100 mlodych kobiet koncentruje sie na zamazpojsciu, zalozeniu rodziny, domu i..na pozostaniu w tymze domu.

Nawet nie wiesz jak ja sie ciesze, ze poznalam inne kultury i zobaczylam jak inne potrafia byc kobiety w innych krajach. Mam tylko nadzieje, ze te nabyta wiedze przekaze skutecznie mojej corce zeby wlasciwie sobie priorytety w zyciu poukladala i byla niezalezna od fanaberii jakiegokolwiek faceta.

2 074

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

A może w Polsce jest statystycznie wiecej kobiet na faceta?

2 075

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Nie to pokłosie naszej historiii.Wszyscy Ci fantastyczni, inteligentni i przedsiębiorczy męzczyxni wygineli a to w czasie powstań, a to wojen.Nie przekazali genów, a jeśli juz to synów zmarnowały troche matki chuchając i dmuchając na nich nadmiernie.Od 300 lat deficyt w tym kraju prawdziwych chłopów.Po ostatniej wojnie same Mietki się w tym kraju rodzą - efekt matczyzmu -polszczymu, tatusiów nieobecnych i genetycznej roszady.Mietkom nie rodzą się najczęsciej Konrady Wallenrody, więc mamy jak mamy.Uważają się za towar deficytowy.Popatrzcie dziewczyny na wolnych facetów 35+ - toz to sami alkoholicy, dewianci, maminsynki i geje.Nie nadający się do związku za  burłackiego boga.

2 076

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

A może w Polsce jest statystycznie wiecej kobiet na faceta?

Moze i jest ale to nie zmienia sedna sprawy, ze dla wielu kobiet celem zyciowym Numero Uno staje sie usidlenie faceta sztuk jeden a nie ona sama i jej rozwoj. Po co szkola, po co studia, po co praca, wlasne zarobki..jak i tak nic to nie znaczy jesli zostanie sama. Wiec po co tracic mlode lata na ksiazki jak to jest wlasnie najlepszy wiek na upolowanie meza i zajscie z nim w ciaze (czytaj: usidlenie go)? Ot, takie mamy priorytety w wiekszosci wsi i miast polskich.

Wiesz Misska, tutaj "u mnie" mezczyzni tez idealami nie sa i tez zdradzaja, podrywaja, oceniaja itp. Taka to miedzynarodowa meska natura.
Ale bardzo istotne jest to NA ILE tego skurwysynstwa moga sobie tu, a na ile w Polsce pozwolic. Bo widzisz, taka przecietna, malo interesujaca sie kazdym swoim siwym wloskiem czy nadprogramowa faldka Skandynawka, ma jednak cos, co pozwoli jej mezczyzne traktowac jak jej rownorzednego partnera a nie pana i wladce, pozwoli jej to kopnac go w zadek kiedy on pojdzie w szkode a ona bedzie miala tego dosc i kiedy tylko zechce skonczyc taki wyswiechtany zwiazek. Nie bedzie jak zdradzona czy porzucona Polka plakac i zamartwiac sie jak sobie poradzi i co teraz sama pocznie i ze pewnie nikt jej juz nie zechce.
Bo taka Skandynawke na to stac, bo ma prace, kase i milion mozliwosci. I jeszcze jej panstwo pomoze a znajomi pogratuluja (a nie powspolczuja). I on, ten jej slubny czy tez nie, dobrze o tym wie i czuje respekt wiedzac, ze ma doczynienia z rowna sobie partnerka a nie wystawowa lalka Barbie. Taki Skandynaw nie stoi na zadnym piedestale, piedestal mu kobiety dawno odebraly. Wiec nie moze sobie pozwolic na to, aby jak Polski maharadza rozlozyc sie odwlokiem do gory i przebierac w babkach jak w ulegalkach: te nadgryzie, te polize, potem rzuci w kat i nastepna soczysta sobie wezmie. Tu kobiety po prostu na to nie leca. Przecietniak tutaj musi naprawde czyms urzec i zaimponowac zeby dochrapac sie malzonki i jeszcze zeby ona z nim chciala do konca zostac. Role zostaly, jesli nie odwrocone, to mocno wyrownane. I chyba dzieki temu tutejsi faceci naprawde bardziej cenia i szanuja kobiety niz w Polsce. Nie okazuja tego przez cmokanie sumiastym wasem po rekach, nie otwieraja na osciez drzwi jak niedorozwinietej inwalidce, nie prawia tanich i wyuzdanych komplementow - za to pojda z dziecmi na basen, zrobia zakupy, ugotuja obiad, zabiora tesciowa do kina - po ty aby ta zona nie wygladala i czula sie po paru latach jak sterany robot domowy mocno nadrabiajacy kremami i make-upem.


Ja juz od ponad roku wypisuje te dyrdymaly na roznych watkach, zeby wreszcie polskie dziewczyny i kobiety opanowaly sie i zaczely slanie swojego lozka od samych siebie, a nie na facetach tylko polegaly.  Bo jak im ta cudna uroda za 10 lat minie, a panu zechce sie ladniejszej poprobowac, to z czym zostana? Z reka w przyslowiowym..

Moim mottem jest: niech kobieta bedzie kobieca, ciepla, dobra, kochajaca, delikatna, seksowna i jaka tam jeszcze powinna wedlug definicji byc..ale niech tez bedzie madra, cwana i przewidujaca i nauczy sie liczyc..na siebie w pierwszej kolejnosci. Czy uroda nie moze isc w parze z rozumem?

2 077

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Mussuka napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

A może w Polsce jest statystycznie wiecej kobiet na faceta?

Moze i jest ale to nie zmienia sedna sprawy, ze dla wielu kobiet celem zyciowym Numero Uno staje sie usidlenie faceta sztuk jeden a nie ona sama i jej rozwoj. Po co szkola, po co studia, po co praca, wlasne zarobki..jak i tak nic to nie znaczy jesli zostanie sama. Wiec po co tracic mlode lata na ksiazki jak to jest wlasnie najlepszy wiek na upolowanie meza i zajscie z nim w ciaze (czytaj: usidlenie go)? Ot, takie mamy priorytety w wiekszosci wsi i miast polskich.

Wiesz Misska, tutaj "u mnie" mezczyzni tez idealami nie sa i tez zdradzaja, podrywaja, oceniaja itp. Taka to miedzynarodowa meska natura.
Ale bardzo istotne jest to NA ILE tego skurwysynstwa moga sobie tu, a na ile w Polsce pozwolic. Bo widzisz, taka przecietna, malo interesujaca sie kazdym swoim siwym wloskiem czy nadprogramowa faldka Skandynawka, ma jednak cos, co pozwoli jej mezczyzne traktowac jak jej rownorzednego partnera a nie pana i wladce, pozwoli jej to kopnac go w zadek kiedy on pojdzie w szkode a ona bedzie miala tego dosc i kiedy tylko zechce skonczyc taki wyswiechtany zwiazek. Nie bedzie jak zdradzona czy porzucona Polka plakac i zamartwiac sie jak sobie poradzi i co teraz sama pocznie i ze pewnie nikt jej juz nie zechce.
Bo taka Skandynawke na to stac, bo ma prace, kase i milion mozliwosci. I jeszcze jej panstwo pomoze a znajomi pogratuluja (a nie powspolczuja). I on, ten jej slubny czy tez nie, dobrze o tym wie i czuje respekt wiedzac, ze ma doczynienia z rowna sobie partnerka a nie wystawowa lalka Barbie. Taki Skandynaw nie stoi na zadnym piedestale, piedestal mu kobiety dawno odebraly. Wiec nie moze sobie pozwolic na to, aby jak Polski maharadza rozlozyc sie odwlokiem do gory i przebierac w babkach jak w ulegalkach: te nadgryzie, te polize, potem rzuci w kat i nastepna soczysta sobie wezmie. Tu kobiety po prostu na to nie leca. Przecietniak tutaj musi naprawde czyms urzec i zaimponowac zeby dochrapac sie malzonki i jeszcze zeby ona z nim chciala do konca zostac. Role zostaly, jesli nie odwrocone, to mocno wyrownane. I chyba dzieki temu tutejsi faceci naprawde bardziej cenia i szanuja kobiety niz w Polsce. Nie okazuja tego przez cmokanie sumiastym wasem po rekach, nie otwieraja na osciez drzwi jak niedorozwinietej inwalidce, nie prawia tanich i wyuzdanych komplementow - za to pojda z dziecmi na basen, zrobia zakupy, ugotuja obiad, zabiora tesciowa do kina - po ty aby ta zona nie wygladala i czula sie po paru latach jak sterany robot domowy mocno nadrabiajacy kremami i make-upem.


Ja juz od ponad roku wypisuje te dyrdymaly na roznych watkach, zeby wreszcie polskie dziewczyny i kobiety opanowaly sie i zaczely slanie swojego lozka od samych siebie, a nie na facetach tylko polegaly.  Bo jak im ta cudna uroda za 10 lat minie, a panu zechce sie ladniejszej poprobowac, to z czym zostana? Z reka w przyslowiowym..

Moim mottem jest: niech kobieta bedzie kobieca, ciepla, dobra, kochajaca, delikatna, seksowna i jaka tam jeszcze powinna wedlug definicji byc..ale niech tez bedzie madra, cwana i przewidujaca i nauczy sie liczyc..na siebie w pierwszej kolejnosci. Czy uroda nie moze isc w parze z rozumem?

Kurna, zgadzam si z Tobą w 100 proc. Szkoda, że taki proces w Polsce zajmie jeszcze z 200 lat wink

2 078 Ostatnio edytowany przez Julia456 (2013-03-01 14:35:11)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

myślę, że wcale tak nie jest..że NIE JESTEŚ BRZYDKA. Posłużę się cytatem:"Nie ma ko­biet brzyd­kich, są tyl­ko ko­biety za­nied­ba­ne" Absolutnie nie twierdzę, że jesteś zaniedbana, ale wiem z doświadczenia moich znajomych, koleżanek, że czasem warto coś zmienić, kupić sobie jakiś wystrzałowy ciuch i zupełnie inaczej będziesz postrzegana:) poza tym wydaje mi się, że ty sama nakręcasz się i wmawiasz sobie: JESTEM BRZYDKA. a to jest najgorsza co może być... każda kobieta jest wyjątkowa, inna i KAŻDA ma jakieś duże walory swojego wyglądu jak i wady. GŁOWA DO GÓRY! POZYTYWNE MYŚLENIE! P.S przyznam ci się, że czasem tez mam takie dni, ze myślę ze jestem brzydka, beznadziejna itd.. ale to chyba już taka kobieca cecha;)

2 079 Ostatnio edytowany przez Elede (2013-03-01 15:31:11)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Ech,Julia, chyba nie przeczytałaś nawet pierwszych paru stron wink Dziewczyny tu pracowicie zbijają wszystkie argumenty i porady, byle tylko nie dać się przekonać że nie są (odpowiednie zaznaczyć): brzydkie, grube, nieśmiałe,do niczego,bez szans itp.

Nie zamierzam ich przekonywać, że jest inaczej. Choć mi samej psychologia,ta popularna (książki) i profesjonalna (terapia) bardzo pomogła. Nie trafiłam na psychologa-brakoroba,a byłam w sumie u 4, w Krakowie i na Śląsku. jak kazdym zawodzie, żeby dobrze trafić, trzeba się czasem naszukać, tak jak szukamy dobrego budowlańca, lekarza, czy hydraulika. Czemu u niektórych osób widzę podejście: 'niech mnie wyleczy, najlepiej za darmo i w ciągu 60 minut pierwszego spotkania'. Mi wyjście z czarnej d..py zajęło ładnych parę lat.w sumie to już 10 lat czytania książek i ze 4 psychoterapii ( z przerwami). do tego sporo kasy, ale było warto.

U mnie punktem wyjścia było pytanie: czemu osoby oszpecone,niepełnosprawne,chore mają często rodzinę, męża/żonę, dziecko? Czemu ja nie mogę tego zdobyć, będąc w pełni zdrowia fizycznego i umysłowego? Ciało to nie wszystko, choć miałam kiedyś obsejsę na tym punkcie, bo do modelek nie należę. Pierwsza książka - pierwsza myśl: co za bzdury. Ale nie poddałam się, znalazłam w gazecie psychologa, pomógł bardzo, widzę to po latach, choć po roku zrezygnowałam, bo na tamtym etapie nie byłam gotowa na więcej. I tak to się potoczyło.

Gdybym miałam podsumować moją (mizerną) wiedzę : świat, a już na pewno ludzie traktują cię tak, jak ty siebie traktujesz. Jeśli uważałam się za bezużyteczną, nieśmiałą, przeciętną, brzydką, nie umiejącą  się ani ładnie odezwać ani ubrać, to tak było. Filtr jaki ma się w głowie, determinuje bardzo wiele. Wcale nie schudłam, nie ubieram się jakoś super ale już nie boję się mówić, żartować, przestałam myśleć, że jestem jakim kosmitą.

Co do książek i terapii: trzeba szukać, tego co mi odpowiada, nie poddawać się po pierwszym niepowodzeniu. Mnie osobiście śmieszą książki typu Sekret czy new agowskie Sondry Ray. Ale innym pomagają. Gdyby ktoś był zainteresowany, to mogę polecić całkiem sporo fajnych książek. Psychoterapia - najpierw hipnoza, potem Gestalt, najbardziej pomógł nurt psychodynamiczny.

Nie łudzę się specjalnie, że cokolwiek moje słowa zmienią, bo dziewczyny tu piszące mają bardzo silne przekonania na temat swój, świata, relacji damsko -męskich, bo cokolwiek się tu powie napisze, zawsze znajdą tu argument na potwierdzenie swoich teorii. W jedej z mojej ulubionych książek W.Dyer był na spotkaniu z alkoholikami. chciał zademonstrować szkodliwość alkoholu, wrzucił więc robaka do szklanki z wódką. Robak zdechł. Pyta zebranych - jaki z tego wniosek? Wstał jeden ze słuchaczy i mówi: kto pije alkohol, nie ma robaków ;D

tym optymistycznym akcentem pozdrawiam i mam nadzieję (mimo wszystko) że piszące tu znajdą w końcu światełko w tunelu ( i nie będzie to nadjeżdżający pociąg wink

2 080 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-03-01 16:30:58)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

hehe, nie ma tam co się cieszyć z bycia starą, brzydką, bezdzietną i panną...Raczej żadna terapia to nie czary i nic faktów oczywystych nie zmieni.

Posty [ 2 016 do 2 080 z 16 697 ]

Strony Poprzednia 1 … 30 31 32 33 34 … 257 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026