Uroda to, żeby zapewnić obecność samca, który ma dbać o to potomstwo tylko potrzebna.
Miss -moja mama też była silną kobietą, więc chyba rozumiem.
1 951 2013-02-17 01:04:50
Podobne tematy
1 952 2013-02-17 01:28:22
Ja z natury mam władcze niekobiece podejście do mężczyzn. Dążę do ich podporzadkowania sobie i nic we mnie nie ma z uroczej, flirtującej foczki. Mam to wyniesione z domu, po mamie. Tata nigdy nie podejmował decyzji, nie wnikał w moje wychowanie, nie mam zbyt wielu wspomnienń związanych z nim z mego dzieicństwa. Moja siotra, o 8lat młodsza, już inazcej była chowana, tata jeżdizł z nią po świecie, ciągał po baletach, zespołach tanecznycj i szkołach sportowyc. I jest ona obecnie szczęśliwą mężatką. ![]()
1 953 2013-02-17 10:22:06
Miss, ale dlaczego twój tata ignorował Ciebie a udzielał się w wychowaniu Twojej siostry?
U mnie trochę podobnie -ojciec nie istniał,zresztą dobrze bo z nim byłoby jeszcze gorzej,a mama -no cóz na zewnątrz nieśmiała co przekazała mnie, w domu dominująca nad tym nad czym dominować mogła czyli zalęknioną córką,nie interesująca się za bardzo mną bylebym tylko kłopotów nie sprawiała i pacierz odmawiała... Zastanawiam się czy gdybym nie była wychowywana na 'losera' to miałabym jakieś szanse w zyciu?
1 954 2013-02-17 11:09:23
U mnie trochę podobnie -ojciec nie istniał,zresztą dobrze bo z nim byłoby jeszcze gorzej,a mama -no cóz na zewnątrz nieśmiała co przekazała mnie, w domu dominująca nad tym nad czym dominować mogła czyli zalęknioną córką,nie interesująca się za bardzo mną bylebym tylko kłopotów nie sprawiała i pacierz odmawiała... Zastanawiam się czy gdybym nie była wychowywana na 'losera' to miałabym jakieś szanse w zyciu?
Nie ulega wątpliwości, że ?jakość? dzieciństwa ma ogromy wpływ na nasze dorosłe życie. Już dawno uświadomiłam sobie, że większość moich nietrafionych decyzji z wczesnej dorosłości, to wynik deficytów i lęków z okresu dzieciństwa. Nie zmienia to jednak faktu, że w pewnym wieku, zrzucanie winy za swoje życiowe niepowodzenia, na tzw.trudne dzieciństwo jest jednak niedojrzałe. Praca nad przełamywaniem swoich lęków, zmianą sposobu myślenia , czy odbioru rzeczywistości łatwa nie jest ale uważam, że warto... ![]()
1 955 2013-02-17 11:25:33
Volver, ja od 25 lat pracuję. Nieświadomie,ale pracuję. Do tej pory po prostu mówiłam sobie że sobie wmawiam że coś jest nie tak i szlam do przodu, starając się robić to co inni.
Mówią, że terapia niesmiałości i fobii społecznej polega na stopniowym robieniu tego czego się boisz. Np. pójść do sklepu i zapytać o coś sprzedawcę. Ja chodzę do sklepu i mogę zapytać jak muszę. Nie jest to moje ulubione zajęcie i preferuję sklepy z samoobsługą, ale jak muszę to pytam. Robiłam już i bardziej zaawansowane rzeczy. Chodziłam np na przyjęcia czy robiłam prezentacje. Nie raz i nie 2. I w ogólnym psychorozwoju nic mi tonie daje. Bo moje prezentacje dalej sa kaleczne inie mam płynności wypowiadania się, a na przyjęciach siedzę cicho bo nie wiem co powiedzieć. Więc piję żeby czymś sie zająć. Iza każdym razem jest to samo. Plus za kadym razem kiedy jestem w nowym środowisku.
Nie chcę wydawać 40 funtów tygodniowo za to,żeby mi ktoś mówił że mam iść na przyjęcie i potem się emocjonował widzisz, dałaś radę. No dałam, byłam, postałam, posiedziałam, wypiłam trochę za dużo i wcale lepiej się z tym nie czuję. Jestem już zmęczona próbowaniem.
1 956 2013-02-17 11:51:41
Volver, ja od 25 lat pracuję. Nieświadomie,ale pracuję. Do tej pory po prostu mówiłam sobie że sobie wmawiam że coś jest nie tak i szlam do przodu, starając się robić to co inni.
Mówią, że terapia niesmiałości i fobii społecznej polega na stopniowym robieniu tego czego się boisz. Np. pójść do sklepu i zapytać o coś sprzedawcę. Ja chodzę do sklepu i mogę zapytać jak muszę. Nie jest to moje ulubione zajęcie i preferuję sklepy z samoobsługą, ale jak muszę to pytam. Robiłam już i bardziej zaawansowane rzeczy. Chodziłam np na przyjęcia czy robiłam prezentacje. Nie raz i nie 2. I w ogólnym psychorozwoju nic mi tonie daje. Bo moje prezentacje dalej sa kaleczne inie mam płynności wypowiadania się, a na przyjęciach siedzę cicho bo nie wiem co powiedzieć. Więc piję żeby czymś sie zająć. Iza każdym razem jest to samo. Plus za kadym razem kiedy jestem w nowym środowisku.
Nie chcę wydawać 40 funtów tygodniowo za to,żeby mi ktoś mówił że mam iść na przyjęcie i potem się emocjonował widzisz, dałaś radę. No dałam, byłam, postałam, posiedziałam, wypiłam trochę za dużo i wcale lepiej się z tym nie czuję. Jestem już zmęczona próbowaniem.
Wierze, że jesteś zmęczona tym próbowaniem. Ja też bywam
Kiedy dopada mnie gorszy dzień, myślę sobie, że ta cała moja praca nad sobą, to jedna wielka praca na ugorze
Nie jest mi łatwo, wyzbyć się ze świadomości bagażu z okresu dickensowskiego dzieciństwa. Tym bardziej, że nigdy nie korzystałam w tym względzie, z pomocy secjalistów. Pewne nieprzepracowane mentalnie tematy, wciąż wracają i to w najmniej oczekiwanym momencie... Wciąż jestem z siebie niezadowolona, praktycznie pod każdym względem. Jestem dla siebe bardzo wymagająca, a nawet okrutna w ocenach, tak jak kiedyś moja matka dla mnie... Wciąż uczę się lubić siebie i próbuje poznać swoją prawdziwą wartość ![]()
1 957 2013-02-17 12:00:32
Tylko pewnych rzeczy nie da się przepracować i tak jak piszesz wracająw najmniej oczekiwanym momencie i pracę diabli biorą.
Tu jest bardzo ważny czynnik - wsparcie innych ludzi.Ktoś, kto ma o nas dobre zdanie.Bez tego można wmawiać sobie do imentu.
Wiele osób, które tu pisały nie potrafiło zrozumieć, że można lubić siebie i być nieakceptowaną przez mężczyzn.
1 958 2013-02-17 12:13:30
Mój ojciec ma strasznie nie dojrzałą osobowość mimo 65 lat. W młodości (ojcem zostal w wieku 21 lat) hołdował patriarchalnym zasadom, że to do kobiet należy wychowanie potomstwa. Ponadto moja mama ma strasznie autokratyczny temperament i władczy charakter. Tata więc poddał się jej, wcale nie chciało mu się być głową domu i mama zawsze kierowała rodziną. Moja siostra urodziła się 8 lat po mnie i rodzice już ze wsi przeprowadzili się do miasta. Mama wtedy kazała ojcu wszedzie latać z moją siostrą. Ona była już wychowywana inaczej. Różne kółka , nie kółka, szkoły sportowe, wszędxzie z tatą. Ponadto mój tata jest ekstrawertykirm i świetnie odnajduje sie wśród ludzi, mama odwrotnie.
1 959 2013-02-17 12:13:34
I tu Cię Asterko zmartwię ... wszystko da się przepracować !
Na przestrzeni lat, złych rzeczy, które do mnie wracają jest coraz mniej. Pisząc o tym, że wciąż wychodzą jakieś nieprzepracowane emocje, miałam na myśli raczej te nieuświadomione... te ukryte głęboko. I przyznam szczerze, że powoli przestaje potrzebować przeglądania się w oczach innych osób...
1 960 2013-02-17 12:15:21
I tu Cię Asterko zmartwię ... wszystko da się przepracować !
![]()
Na przestrzeni lat, złych rzeczy, które do mnie wracają jest coraz mniej. Pisząc o tym, że wciąż wychodzą jakieś nieprzepracowane emocje, miałam na myśli raczej te nieuświadomione... te ukryte głęboko. I przyznam szczerze, że powoli przestaje potrzebować przeglądania się w oczach innych osób...
Można nie zdążyć ze wszystkim na żywota ziemskiego ![]()
1 961 2013-02-17 12:19:39
Volver napisał/a:I tu Cię Asterko zmartwię ... wszystko da się przepracować !
![]()
Na przestrzeni lat, złych rzeczy, które do mnie wracają jest coraz mniej. Pisząc o tym, że wciąż wychodzą jakieś nieprzepracowane emocje, miałam na myśli raczej te nieuświadomione... te ukryte głęboko. I przyznam szczerze, że powoli przestaje potrzebować przeglądania się w oczach innych osób...Można nie zdążyć ze wszystkim na żywota ziemskiego
Pewnie, że tak... ale mimo wszystko z mniejszym "garbem" przejdzie człowiek, swoje życie. Zawsze to trochę lżej i wygodniej ![]()
1 962 2013-02-17 12:25:59
Da się przepracować to, że się nie podobasz facetom?Chyba w ten sposób, że męzczyźni ci zaczną zwisać i powiewać.Ale tujeszcze powinnam wyciąć sobie część mózgu odpowiedzialną za libido.
W moim przypadku się więc zwyczajnie więc nie da.
Tylko proszę nie namawiaj mnie do upiększania się i zmaiany podejścia - przerobiłam.I nic to nie dało.
1 963 2013-02-17 12:31:27
missnowegojorku napisał/a:Volver napisał/a:I tu Cię Asterko zmartwię ... wszystko da się przepracować !
![]()
Na przestrzeni lat, złych rzeczy, które do mnie wracają jest coraz mniej. Pisząc o tym, że wciąż wychodzą jakieś nieprzepracowane emocje, miałam na myśli raczej te nieuświadomione... te ukryte głęboko. I przyznam szczerze, że powoli przestaje potrzebować przeglądania się w oczach innych osób...Można nie zdążyć ze wszystkim na żywota ziemskiego
Pewnie, że tak... ale mimo wszystko z mniejszym "garbem" przejdzie człowiek, swoje życie. Zawsze to trochę lżej i wygodniej
No proszę Cię, kto podejmie się ocen i porównań cięzarow?
1 964 2013-02-17 12:43:49
Da się przepracować to, że się nie podobasz facetom?Chyba w ten sposób, że męzczyźni ci zaczną zwisać i powiewać.Ale tujeszcze powinnam wyciąć sobie część mózgu odpowiedzialną za libido.
W moim przypadku się więc zwyczajnie więc nie da.
Tylko proszę nie namawiaj mnie do upiększania się i zmaiany podejścia - przerobiłam.I nic to nie dało.
Nie będę Cię Asterko do niczego namawiała, bo to Ty musisz sama poczuć, że chcesz się zmienić. Do momentu, kiedy nie pozbędziesz się wewnętrznego oporu przed zmianą, na nic te wszystkie pseudo próby. Co z Ci tego, że zewnętrznie się upiększysz, jak w wewnątrz masz poczucie, że robisz coś wbrew swoim przekonaniom... ![]()
Nigdy nie miałam większego problemu z męskim zainteresowaniem... ale faktem jest, że w wyniku moich zmian wewnętrznych raczej mi to zwisa i powiewa... Ciężar swoich zaintetresowań przeniosłam winne rejony... ![]()
1 965 2013-02-17 12:47:46
Volver napisał/a:missnowegojorku napisał/a:Można nie zdążyć ze wszystkim na żywota ziemskiego
Pewnie, że tak... ale mimo wszystko z mniejszym "garbem" przejdzie człowiek, swoje życie. Zawsze to trochę lżej i wygodniej
No proszę Cię, kto podejmie się ocen i porównań cięzarow?
Rozumiem, że chętnie policytowałabyś się, kto ma ciężej ?
Z jak okrutnych doświadczeń, ten garb by się nie składał... kiedy zrzucisz kilka z nich, nawet tych mniejszej wagi... zawsze będzie lżej. No, ale to jest oczywiście tylko moja koncepcja i postrzeganie tego problemu.
1 966 2013-02-17 13:01:45
No super, tylko trzeba umieć zrzucić.....
1 967 2013-02-17 15:00:32
Pewnie, że tak... ale mimo wszystko z mniejszym "garbem" przejdzie człowiek, swoje życie. Zawsze to trochę lżej i wygodniej
Volver, mi jest coraz gorzej. Im więcej próbowania i wychodzenia do ludzi tym bardziej wszystkie moje podświadome i tłumione strachy okazują się prawdziwe. Dwa, trzy lata temu byłam zupełnie inną osobą. Uważałam że mam potencjał i marnuję go tamtej pracy, że coś osiągnęłam i chciałam to rozwijać, że sobie poradzę ze znalezieniem pracy jak mi się tu przestanie podobać (dostałam kontrakt na czas określony i najniższą stawkę). Uczyłam się pływać, uczyłam się niemieckiego i byłam pełna tzw wiary w siebie. Tyle że wtedy też miałam problem z nawiązywaniem kontaktów, znajomości, kreatywnością itp. I w nowej pracy się rypło, wszystko okazało się nieprawdą. Merytorycznie d***a, na poziomie stażysty, komunikacja zero, że już nie wspomnę że żadnych kontaktów pozazawodowych z ludźmi nie mam. To forum to mój cały świat w sensie kontaktów społecznych.
Ile można zaczynać od początku? I po co się tak stresować skoro to do niczego nie prowadzi?
Na szczęście libido mam też niedorozwinięte to mi chociaż fizycznie faceta nie brakuje i mogę sobie z tym dać spokój. ![]()
1 968 2013-02-17 15:55:48 Ostatnio edytowany przez Volver (2013-02-17 15:57:21)
Volver napisał/a:Pewnie, że tak... ale mimo wszystko z mniejszym "garbem" przejdzie człowiek, swoje życie. Zawsze to trochę lżej i wygodniej
Volver, mi jest coraz gorzej. Im więcej próbowania i wychodzenia do ludzi tym bardziej wszystkie moje podświadome i tłumione strachy okazują się prawdziwe. Dwa, trzy lata temu byłam zupełnie inną osobą. Uważałam że mam potencjał i marnuję go tamtej pracy, że coś osiągnęłam i chciałam to rozwijać, że sobie poradzę ze znalezieniem pracy jak mi się tu przestanie podobać (dostałam kontrakt na czas określony i najniższą stawkę). Uczyłam się pływać, uczyłam się niemieckiego i byłam pełna tzw wiary w siebie. Tyle że wtedy też miałam problem z nawiązywaniem kontaktów, znajomości, kreatywnością itp. I w nowej pracy się rypło, wszystko okazało się nieprawdą. Merytorycznie d***a, na poziomie stażysty, komunikacja zero, że już nie wspomnę że żadnych kontaktów pozazawodowych z ludźmi nie mam. To forum to mój cały świat w sensie kontaktów społecznych.
Ile można zaczynać od początku? I po co się tak stresować skoro to do niczego nie prowadzi?
Na szczęście libido mam też niedorozwinięte to mi chociaż fizycznie faceta nie brakuje i mogę sobie z tym dać spokój.
Brzydulla, zrób proszę taki porządny rachunek sumienia, sama przed sobą. Jesteś pewna, że Twoje dotychczasowe próby oswajania strachów, nic kompletnie Tobie nie dały ? Czyżbyś poprzez swoje starania, nie zrobiła nawet małego mentalnego kroku do przodu ? Na prawdę ? Może jesteś dla siebie jednak zbyt krytyczna, bo niezadowolona, że zmiany następują w tempie jakie Ciebie nie zadawala ? Wiesz cierpliwość to cnota, nad którą sama usilnie pracuje... ![]()
Nie chce aby moja wypowiedź zabrzmiała, jak lekceważenie Twoich problemów ale mam wrażenie, że w dużym stopniu sama sobie je ?stwarzasz?. Wszystko jest w Twojej głowie. Wiem, że to co piszę brzmi to dla Ciebie irytująco, bo robisz to w dużym stopniu nieświadomie. Dla mnie masz aktualnie poważny kryzys, bo czujesz się obco w nowym środowisku, a Twoje problemy z nawiązywaniem relacji międzyludzkich nie ułatwiają Ci funkcjonowanie w nowym miejscu. Stąd nie widzisz sensu w rozwijaniu siebie. Jesteś na prawdę sensowną osobą, co z Twoich forumowych wypowiedzi doskonale widać i przypuszczam, że zawodowo też ( wbrew pozorom) nieźle sobie radzisz. Gdybyś jeszcze tylko zechciała być dla siebie ciut mniej krytyczna. Jestem przekonana, że Twoi współpracownicy mają dla Ciebie więcej cierpliwości i zrozumienia, niż Ty sama dla siebie. Doceń to, co Ci ofiarowują i zrób z tego należyty pożytek. W swoim tempie, ale zrób...
1 969 2013-02-17 16:58:24 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-02-17 17:02:03)
Brzydulla, zrób proszę taki porządny rachunek sumienia, sama przed sobą. Jesteś pewna, że Twoje dotychczasowe próby oswajania strachów, nic kompletnie Tobie nie dały ? Czyżbyś poprzez swoje starania, nie zrobiła nawet małego mentalnego kroku do przodu ? Na prawdę ? Może jesteś dla siebie jednak zbyt krytyczna, bo niezadowolona, że zmiany następują w tempie jakie Ciebie nie zadawala ? Wiesz cierpliwość to cnota, nad którą sama usilnie pracuje...
Nie chce aby moja wypowiedź zabrzmiała, jak lekceważenie Twoich problemów ale mam wrażenie, że w dużym stopniu sama sobie je ?stwarzasz?. Wszystko jest w Twojej głowie. Wiem, że to co piszę brzmi to dla Ciebie irytująco, bo robisz to w dużym stopniu nieświadomie. Dla mnie masz aktualnie poważny kryzys, bo czujesz się obco w nowym środowisku, a Twoje problemy z nawiązywaniem relacji międzyludzkich nie ułatwiają Ci funkcjonowanie w nowym miejscu. Stąd nie widzisz sensu w rozwijaniu siebie. Jesteś na prawdę sensowną osobą, co z Twoich forumowych wypowiedzi doskonale widać i przypuszczam, że zawodowo też ( wbrew pozorom) nieźle sobie radzisz. Gdybyś jeszcze tylko zechciała być dla siebie ciut mniej krytyczna. Jestem przekonana, że Twoi współpracownicy mają dla Ciebie więcej cierpliwości i zrozumienia, niż Ty sama dla siebie. Doceń to, co Ci ofiarowują i zrób z tego należyty pożytek. W swoim tempie, ale zrób...
Nie w sensie oswajania strachów. Przybyło mi wiedzy, doświadczenia i samoświadomości,to ostatnie w połaczeniu ze wzrostem samokrytyki. Ale na to do świadczenie które zdobyłam (no OK, może nie z facetami ale trochę świata widziałam i ludzi ciekawych w jakimś sensie'poznałam', i książek parę przeczytałam, nie tylko medycznych) powinnam być super interesującą, obytą osobą a jestem taką samą sierotką jak w liceum.
To co mówisz o współpracownikach to w jakimś sensie racje tylko że oni mnie zaakceptowali na tym poziomie stażysty i tak mnie traktują, i takie wymagania stawiają, co nie pomaga mi pozbyć się poczucia (świadomości) niższości.
I nigdzie nie dojdę w ten sposób bo cała moją energię pochłania walka ze strachami i ograniczeniami,które dla normalnych ludzi nie istnieją.
1 970 2013-02-17 17:27:45
To co mówisz o współpracownikach to w jakimś sensie racje tylko że oni mnie zaakceptowali na tym poziomie stażysty i tak mnie traktują, i takie wymagania stawiają, co nie pomaga mi pozbyć się poczucia (świadomości) niższości.
I nigdzie nie dojdę w ten sposób bo cała moją energię pochłania walka ze strachami i ograniczeniami,które dla normalnych ludzi nie istnieją.
Nie sądzisz, że taka akceptacja ma jednak pewną wartość ? Nikt nie wymusza na Tobie przeskakiwania, wciąż wyższych poprzeczek. Na moje oko, masz komfortowe warunki aby przełamywać swoje wewnętrznie blokady, bez większej presji i w swoim tempie. Myślę, że kiedy chociaż trochę się przełamiesz i dasz sygnał otoczeniu, że jesteś gotowa do ?poważniejszych? zadań, to Ci je przydzielą... Myślę, że na chwilę obecna, nie chcą Cię dodatkowo stresować.
Na razie całą Twoja energię pochłania walka ze strachami ale uwierz mi, że z czasem, będziesz tej energii do walki, zużywała mniej. Wszystko jest trudne, nim stanie się proste... ![]()
1 971 2013-02-17 17:30:12
To forum to także moje jedyne kontakty spoleczne.
1 972 2013-02-17 19:40:32
Nie sądzisz, że taka akceptacja ma jednak pewną wartość ? Nikt nie wymusza na Tobie przeskakiwania, wciąż wyższych poprzeczek. Na moje oko, masz komfortowe warunki aby przełamywać swoje wewnętrznie blokady, bez większej presji i w swoim tempie. Myślę, że kiedy chociaż trochę się przełamiesz i dasz sygnał otoczeniu, że jesteś gotowa do ?poważniejszych? zadań, to Ci je przydzielą... Myślę, że na chwilę obecna, nie chcą Cię dodatkowo stresować.
Nooo...Tylko muszę zaakceptować że jestem 'underdogiem' zdolnym tylko do ograniczonej odpowiedzialności. Gdzieś już pisałam,że początkujący rezydent dostaje większe kompetencje w 3-4 miesiące niż ja w ponad 1.5 roku...
To co zostało?
Nie facet bo jestem nieatrakcyjna.
Nie przyjaciele bo nie nawiązuję latwo znajomości.
I też nie kariera bo jestem i prawdopodobnie zawsze już będę w tyle za innymi.
Wracam do podstawowego pytania które zadałam w swoim pierwszym poście: to po co w ogóle zyć?
Na razie całą Twoja energię pochłania walka ze strachami ale uwierz mi, że z czasem, będziesz tej energii do walki, zużywała mniej. Wszystko jest trudne, nim stanie się proste...
W takim tempie mogę nie zdążyć przed emeryturą... 40 to czas kiedy uroda więdnie ale czlowiek zaczyna się cieszyć owocami swojej pracy. A ja z jednej strony zmarchy i siwizna, z drugiej wciąż 'uczeń' w zawodzie...
1 973 2013-02-17 20:32:39
No, może wreszcie akceptacja siebie, takiej właśnie ?niedoskonałej? byłaby dobrym początkiem do zmian. I co z tego, że będziesz za kimś w tyle ? Zawsze znajdzie się powód do niezadowolenia w tym względzie.Zawsze będą lepsi i ładniejsi od nas, tak samo, jak będą również ci gorsi.
Zaiste 40- ka to czas, w którym człowiek powinien cieszyć się owocami swojej pracy. Ale jak to najczęściej bywa - teoria sobie, a życie sobie. Myślisz,że porażki są wpisane tylko w Twój życiorys ?Nie osiągnęłam w swoim życiu zbyt wiele,ale to niewiele też kosztowało mnie ogrom wysiłku. Nigdy nie miałam wsparcia w najbliższych. Głupie studia musiałam od losu wydrzeć pazurami. Całkiem niedawno zostałam zmuszona do pozostawienia dorobku swojego życia i rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Tak jak Ty, również wolałabym mieć lepszą pozycję materialną i zawodową.Wszystko co aktualnie mam, to bandycki kredyt mieszkaniowy na głowie, dorabianie się dobytku od przysłowiowej łyżeczki oraz wizję problemów z pracą, bo stuknęła mi magiczna 40-stka. Jak wiadomo w Polsce dla kobiety, to praktycznie wyrok...
Staram się jednak dostrzegać też zalety mojej obecnej egzystencji. Pieniędzy mam mniej ale czasu dla siebie i swoich zainteresowań więcej. Pielęgnuje stare przyjaźnie, zawieram nowe znajomości... żyję jak potrafię najlepiej...
1 974 2013-02-17 20:48:02
No, może wreszcie akceptacja siebie, takiej właśnie ?niedoskonałej? byłaby dobrym początkiem do zmian. I co z tego, że będziesz za kimś w tyle ? Zawsze znajdzie się powód do niezadowolenia w tym względzie.Zawsze będą lepsi i ładniejsi od nas, tak samo, jak będą również ci gorsi.
Nie mam przyjaciól, jestem społeczną 'sierotką marysią', w pracy zawsze najniżej i ze strachem że znowu coś zrobię nie tak ale spoko- w końcu potrafię przetwarzać pożywienie w g**** i tlen w dwutlenek węgla i kocham się za to!
Dlaczego mam się taką akceptować?
Kiedy szukamy dla siebie partnera,szukamy najlepszego 'materiału genetycznego'. Dlaczego siebie mamy oceniać wg jakichś innych kryteriów? Czego wymagam od innych, wymagam też od siebie.
Nie chciałabym partnera który jest brzydki, nie potrafi odezwać się w towarzystwie i pracuje tylko na najniższych stanowiskach za najniższą stawkę o ile w ogóle znajdzie jakąs pracę.
1 975 2013-02-17 20:56:50
Jezeli rodzina miala byc jedynym wskaznikiem powodzenia w zyciu, ja powinnam byc dzisiaj wrakiem, nieprzydatnym do niczego. Moja matka jest narcystyczna kobieta, ktora ani minuty nie spedzila na mysleniu o mnie, chyba, ze mnie nienawidzac. Moj tata byl (bo juz nie zyje) za duzo pijacym, dominujacym krzykaczem, ktory jak to sie mowi: "nigdy nie wyszedl z szafy". Dwoje nieszczesliwych, egocentrycznych ludzi. Jakos ja sie przemoglam, na terapie poszlam, zycie sobie ulozylam. Udowodnilam matce, ze nie tylko nie chce zyc jak ona (towarzyski motylek i ozdoba), ale takze, ze nie dam sie zastraszyc zadnemu facetowi jak ojciec, chociaz nawet ma 1.90m i 100kg wagi. Wiec niech mi nikt nie mowi, ze odciecie sie od traumatycznej rodziny jest niemozliwe.
1 976 2013-02-17 21:00:41
Nie mam przyjaciól, jestem społeczną 'sierotką marysią', w pracy zawsze najniżej i ze strachem że znowu coś zrobię nie tak ale spoko- w końcu potrafię przetwarzać pożywienie w g**** i tlen w dwutlenek węgla i kocham się za to!
Dlaczego mam się taką akceptować?
Kiedy szukamy dla siebie partnera,szukamy najlepszego 'materiału genetycznego'. Dlaczego siebie mamy oceniać wg jakichś innych kryteriów? Czego wymagam od innych, wymagam też od siebie.
Nie chciałabym partnera który jest brzydki, nie potrafi odezwać się w towarzystwie i pracuje tylko na najniższych stanowiskach za najniższą stawkę o ile w ogóle znajdzie jakąs pracę.
Cóż... absolutnie nie musisz siebie akceptować, tak samo jak nie musisz niczego zmieniać. Tak w sobie, jak i swoim życiu. Możesz... ale absolutnie nie musisz
Sadzę, że akceptacja siebie, nie jest równoznaczna z samouwielbieniem...
1 977 2013-02-17 21:05:40
Cóż... absolutnie nie musisz siebie akceptować, tak samo jak nie musisz niczego zmieniać. Tak w sobie, jak i swoim życiu. Możesz... ale absolutnie nie musisz
Sadzę, że akceptacja siebie, nie jest równoznaczna z samouwielbieniem...
Chodzi mi o to że gdyby ktoraś powiedziała że męczy się z takim facetem to wszyscy by jej radzili:zostaw go, po co się męczysz z takim niedorajdą a nie: zaakceptuj go.
adlernewman, ja mam wrażenie że to bardziej kwestia genów niż rodziny, chociaż rodzina też nie pomogła. Ale to tylko teoria.
1 978 2013-02-17 21:16:53 Ostatnio edytowany przez Koliber (2013-02-17 21:26:34)
Wiec niech mi nikt nie mowi, ze odciecie sie od traumatycznej rodziny jest niemozliwe.
mozna się odciać, ale jakieś naleciałości zawsze pozostaną na psychice
Jedno jest pewne, mój brak 'wzięcia' jest genetyczny, jak inaczej wytłumaczyć że dokładnie powtarzam historię życiową mojej mamy?
ty masz złą karme, tak jak dziecko alkoholika które tez zostaje alkoholikiem
1 979 2013-02-17 21:33:35
brzydulla, bronisz tego swojego barku akceptacji, jak przysłowiowej niepodległości ![]()
Na początku miałam wrażenie, że nie do końca Ci z tym dobrze, jednak stwierdzam, że masz wielki sentyment do stanu w którym tkwisz. Rozumiem. Widać nie nadeszła jeszcze Twoja, pora na mentalne zmiany
Pozwolę sobie na koniec dyskusji, zacytować mój ulubiony dowcip, który być może znasz i który w moim odczuciu, obrazuje Twoje podejście do życia. Mam nadzieję, że Cię tym nie urażę, bo nie jest to moim zamiarem... ![]()
Na ławeczce siedzi baca, a obok niego siedzi jego pies i wyje
- Baco, czemu ten wasz pies tak wyje?
- No, bo siedzi na gwoździu.
- To nie może z tego gwoździa zejść?
- No pewno ze moze, ale jo myśla ze ten gwóźdź mu jesce tak bardzo nie przeskadza.
Ja też mam wrażenie, że Tobie na gwoździu jest jeszcze w miarę wygodnie ![]()
1 980 2013-02-17 21:36:32
adlernewman napisał/a:Wiec niech mi nikt nie mowi, ze odciecie sie od traumatycznej rodziny jest niemozliwe.
mozna się odciać, ale jakieś naleciałości zawsze pozostaną na psychice
brzydulla napisał/a:Jedno jest pewne, mój brak 'wzięcia' jest genetyczny, jak inaczej wytłumaczyć że dokładnie powtarzam historię życiową mojej mamy?
ty masz złą karme, tak jak dziecko alkoholika które tez zostaje alkoholikiem
Koliber, powinnas takie perly madrosci sprzedawac! Bylabys milionerka!
Od glupiej rodziny mozna sie odciac poprzez prace nad soba i prosta chec. Geny to tylko predyspozycje, nie wyrok na cale zycie.
1 981 2013-02-17 21:40:25
Volver,moja zdolność do krytycznej oceny siebie to w zasadzie jedyna rzecz którą u siebie lubię.
Wolę żeby było mniej powodów do krytycyzmu niż po prostu poluzować krytykę. Dla mnie to trochę jak zamiatanie smieci pod dywan.
1 982 2013-02-17 21:47:37
brzydula wybacz ale w moim odczuciu, dawno straciłaś umiejętność trzeźwej oceny swojej osoby. To co nazywasz krytyczną oceną, jest raczej krytykanctwem...
1 983 2013-02-17 21:52:14
Nie znasz mnie a ja siebie tak.
1 984 2013-02-17 21:52:22
Koliber napisał/a:adlernewman napisał/a:Wiec niech mi nikt nie mowi, ze odciecie sie od traumatycznej rodziny jest niemozliwe.
mozna się odciać, ale jakieś naleciałości zawsze pozostaną na psychice
brzydulla napisał/a:Jedno jest pewne, mój brak 'wzięcia' jest genetyczny, jak inaczej wytłumaczyć że dokładnie powtarzam historię życiową mojej mamy?
ty masz złą karme, tak jak dziecko alkoholika które tez zostaje alkoholikiem
Koliber, powinnas takie perly madrosci sprzedawac! Bylabys milionerka!
Od glupiej rodziny mozna sie odciac poprzez prace nad soba i prosta chec. Geny to tylko predyspozycje, nie wyrok na cale zycie.
ty masz jakiś problem do mnie?
a skoro tak radykalnie się odcięłaś to moze byś podsunęła parę dobrych rad jak się to robi, jak pracowałas nad sobą?
1 985 2013-02-17 22:02:46
brzydulla napisał/a:Jedno jest pewne, mój brak 'wzięcia' jest genetyczny, jak inaczej wytłumaczyć że dokładnie powtarzam historię życiową mojej mamy?
Kolier napisał/a:ty masz złą karme, tak jak dziecko alkoholika które tez zostaje alkoholikiem
Koliber, powinnas takie perly madrosci sprzedawac! Bylabys milionerka!
Od glupiej rodziny mozna sie odciac poprzez prace nad soba i prosta chec. Geny to tylko predyspozycje, nie wyrok na cale zycie.
Nie do końca.
Nie odetnę się przez prostą chęć od wyglądu np.
Ani od pewnych zachowań. Bo nawet jak wiem że pewne zachowanie jest niewłaściwe to i zdołam się od niego powstrzymać to mój mózg nie wytwarza żadnej alternatywy.
A alkoholizm nie jest raczej wrodzony, inaczej dzieci alkoholików z predyspozycją do alkoholizmu zaczynałyby juz w przedszkolu.
1 986 2013-02-17 22:08:42
I tu się Brzydula mylisz - są genetyczne predyspozycje.Tak samo jak do powielania losu matek przez dziewczęta, córki alkoholików
1 987 2013-02-17 22:19:59
I tu się Brzydula mylisz - są genetyczne predyspozycje.Tak samo jak do powielania losu matek przez dziewczęta, córki alkoholików
To chyba bardziej skomplikowane.
Teoretycznie ja mam predyspozycje do jednego i drugiego, tak zresztą jaki Ty, ale alkoholikiem raczej nie zostanę z prostego powodu że alkohol mi nie smakuje. A jak przedawkuję to mam potem dość na długie tygodnie.
Czy dziecko alkoholików ma równe szanse powtórzenia ich historii jesli zostanie od nich zabrane we wczesnym dzieciństwie i wychowa się w normalnej rodzinie?
Myslę że ważny jest również czynnik srodowiskowy.
1 988 2013-02-17 22:21:17
adlernewman napisał/a:Koliber napisał/a:adlernewman napisał/a:Wiec niech mi nikt nie mowi, ze odciecie sie od traumatycznej rodziny jest niemozliwe.
mozna się odciać, ale jakieś naleciałości zawsze pozostaną na psychice
ty masz złą karme, tak jak dziecko alkoholika które tez zostaje alkoholikiem
Koliber, powinnas takie perly madrosci sprzedawac! Bylabys milionerka!
Od glupiej rodziny mozna sie odciac poprzez prace nad soba i prosta chec. Geny to tylko predyspozycje, nie wyrok na cale zycie.
ty masz jakiś problem do mnie?
a skoro tak radykalnie się odcięłaś to moze byś podsunęła parę dobrych rad jak się to robi, jak pracowałas nad sobą?
No wlaśnie może ktoś wreszcier powie co to za peaca nad sobą?
1 989 2013-02-17 22:28:05
No wlaśnie może ktoś wreszcier powie co to za peaca nad sobą?
Rany, terapia,wychodzenie do ludzi,jeszcze raz terapia...
Tyle razy już nam to powtarzano.
1 990 2013-02-17 22:52:42
Volver, jeszcze dodam tylko że tomoje nieudacznictwo strasznie uposledza moje funkcjonowanie społeczne i korzystanie z życia:
- nie poznaje ludzi, i tracę wiele wartościowych znajomości. Zdarzało misie poznać ludzi których bardzo lubiłam i chciałam się z nimi zaprzyjaźnić i utrzymywać kontakt ale,z uwagi na moją 'nudność' i 'niefajność' nie było żadnej odpowiedzi z ich strony że chcieliby też utrzymywać kontakt więc w większości te znajomości umarły
-nie czuję się pewnie za kierownicą i wiem, że zdarzają mi się błędy które mogą spowodować wypadek więc boję się jeździć po nieznanym terenie co ogranicza moją mobilność
-nie mam szans na ciekawą pracę i poprawę sytuacji ekonomicznej
-nigdy nie dowiedziałam się jak to jest być w związku....
To tak z grubsza, ale właściwie wyłącza mnie z większości aspektów zycia. Zostają mi seriale, książki i youtube. Jak mam akceptować osobę która skazuje mnie na takie życie pełne ograniczeń. Polubić seriale?
1 991 2013-02-17 22:53:37
Asterka10 napisał/a:I tu się Brzydula mylisz - są genetyczne predyspozycje.Tak samo jak do powielania losu matek przez dziewczęta, córki alkoholików
Czy dziecko alkoholików ma równe szanse powtórzenia ich historii jesli zostanie od nich zabrane we wczesnym dzieciństwie i wychowa się w normalnej rodzinie?
Myslę że ważny jest również czynnik srodowiskowy.
Myślę, ze ma wieksze szanse na normalność, środowisko też wpływa, ale raczej posrednio, zresztą zależy jaki "materiał", jaka psychika...
1 992 2013-02-17 22:54:14
Poniewaz jest to racjonalne rozwiazanie.
Ja znalazlam bardzo dobrego terapeute (po kilku miesiacach szukania i pomylek). Dzieki siedzeniu w gabinecie dwa razy w tygodniu, gadajac o moich nieszczesnych rodzicach, nauczylam sie inaczej postrzegac swiat. To co wydawalo sie niemozliwe przez lata, po prostu sie urzeczywistnilo. Ale nie dlatego, ze siedzialam w fotelu, uzalajac sie nad soba i swoim domem rodzinnym. Dlatego, ze sie do tej terapii przylozylam.
1 993 2013-02-17 23:04:06
Ja znalazlam bardzo dobrego terapeute (po kilku miesiacach szukania i pomylek). Dzieki siedzeniu w gabinecie dwa razy w tygodniu, gadajac o moich nieszczesnych rodzicach, nauczylam sie inaczej postrzegac swiat. To co wydawalo sie niemozliwe przez lata, po prostu sie urzeczywistnilo. Ale nie dlatego, ze siedzialam w fotelu, uzalajac sie nad soba i swoim domem rodzinnym. Dlatego, ze sie do tej terapii przylozylam.
czy to znaczy że dzięki pracy nad sobą nie miewasz nieokreślonych leków np.masz chłopaka(nie wiem) i on sytuacyjnie uniesie głos, krzyknie, czujesz się wtedy spokojna wewnętrznie bo wiesz że to minie czy zapala ci się lampka, że zachowuje się tak jak twój ojciec?
1 994 2013-02-17 23:12:37
Poniewaz jest to racjonalne rozwiazanie.
Ja znalazlam bardzo dobrego terapeute (po kilku miesiacach szukania i pomylek). Dzieki siedzeniu w gabinecie dwa razy w tygodniu, gadajac o moich nieszczesnych rodzicach, nauczylam sie inaczej postrzegac swiat. To co wydawalo sie niemozliwe przez lata, po prostu sie urzeczywistnilo. Ale nie dlatego, ze siedzialam w fotelu, uzalajac sie nad soba i swoim domem rodzinnym. Dlatego, ze sie do tej terapii przylozylam.
adler, to jest ryzykowne rozwiązanie. Z uwagi na finanse. Dwa razy w tygodniu to jakieś 80 funtów. Dużo, zwłaszcza jeśli zawiedzie.
Wbrew temu co wam się może wydawać,ja nie mam problemu z rodzicami. Ojca nie pamietam. Mama mi nie pomogła wyjść z nieśmiałości,to fakt, ale kiedy już uzyskałam trochę niezależności to,zupełnie nieświadomie sama robiłam to co się robić niby powinno. Uparcie odmawiałam wiary że 'mi się nie uda'.Wychodziłam do ludzi. Przezwyciężałam swoje strachy, np. idąc na kurs prawa jazdy i jeszcze bardziej jeżdżąc sama samochodem. Idąc do nowej pracy. W ogóle wierząc w siebie. Przeczytaj mój post 1967. Dwa lata temu byłam zupełnie inną osobą. Ale zycie mi udowodniło że się myliłam. Że to, co myślalam że jest problemem naprawdę nim jest. Nie chcę wyskakiwać z kasy po to, żeby móc się wygadać. To już wolę na forum. Nie chcę żeby mi ktoś mówił że mam iśc na przyjęcie a potem świetował że się udało. Co cię udało? Że przezyłam? No jasne że tak, nie mam co do tego wątpliwości ze tak się stanie. Tylko że to moje chodzenie na przyjęcia zupełnie nic nie zmienia w moim zyciu.
1 995 2013-02-18 10:37:17
Brzydulla, pisalam juz milion razy az do palcow zdretwienia, ze z takim nastawieniem to daleko nie zajdziesz. Jezeli wierzysz gleboko w to, ze nic Ci sie w zyciu nie uda, moge Cie zapewnic w 100%, ze sie nie uda, bo sama sobie klody (wymowki) pod nogi podtykasz.
Ty a Twoja mama to zupelnie dwie rozne osoby. Macie tam oczywiscie jakis procent komponentu genetycznego, ale jako lekarz wiesz, ze nie tylko to polowa genow od niej przyszla, ale takze, ze czesc tych genow sie zmutowala. Upieranie sie, ze jestes genetycznie jej kopia jest bezsensowne. Ona przekazala Ci w wiekszosci nie geny, a jedynie nastawienie do zycia, ktore Ty zaakceptowalas jako swoje, a to na szczescie da sie zmienic.
Prywatnie, faktycznie terapia kosztuje. Mozesz jednak poprosic o nia na NHS. I nie musi to byc glupawe (moim zdaniem) CBT. Poza tym czasami antydepresanty potrafia bardzo zmienic tok myslenia. Nie polecam nikomu tu faszerowanie sie lekami, ale jak to mowia, lepszy wrobel w garsci niz kanarek na dachu. Spokojnie, powoli, ze wszystkiego mozna wyjsc. Nie chodzi o to bys sie nagle zmienila w lwice salonowa, ale, zebys zaczela wierzyc w to, ze jaka jestes jest OK, ze ludzie Cie na kazdym kroku nie oceniaja, ze mozesz sie wyluzowac w towarzystwie.
1 996 2013-02-18 13:58:01
a czemu cbt jest głupawe
1 997 2013-02-18 14:19:15
Zaznaczam, to moja prywatna opinia.
CBT zwykle ma bardzo mala skutecznosc na dluga mete w przypadku depresji, jak i innych powaznych zaburzen psychicznych.
W sumie ta terapia jest promowana w UK, poniewaz jest tania (jest to tylko kilka do kilkunastu spotkan a trening jest naprawde rudymentarny), a nie dlatego, ze sie nadaje do czegos wiecej niz leczenie pacjentow z malymi problemami. Nikt nie stara sie znalezc w niej przyczyn specyficznego myslenia, ale w pewien sposob zmienic obecny schemat na cos pozytywnego, troche jak powtarzanie wewnetrznej mantry. Z tego wlasnie powodu jest krytykowana przez UK Council for Psychotherapy (poza faktem, ze generalnie uwazaja wiekszosc praktykujacych ja terapeutow za nieedostatecznie kwalifikowanych). Ja cienko widze "przestawienie" myslenia takimi metodami u Brzydulli.
1 998 2013-02-18 15:07:30
NIE MA BRZYDKICH KOBIET,SĄ TAKIE KTÓRE NIE WIEDZĄ,Że SĄ ŁADNE!Niska samoocena to problem dla wielu kobiet.Też tak mam,mam 36 lat,co chwilę wmawiam sobie,że to czy tamto mam brzydkie,ale podobam się facetom(opinia męża jest dla mnie tylko ważna).Poprostu wmawiamy sobie same brzydotę.Żaden psycholog nam nie pomoże jeśli same nie uwierzymy w siebie.Tak jak same się odbieramy,inni ludzie tak nas postrzegają.Uwierz w siebie.
1 999 2013-02-18 19:34:49
Zaznaczam, to moja prywatna opinia.
CBT zwykle ma bardzo mala skutecznosc na dluga mete w przypadku depresji, jak i innych powaznych zaburzen psychicznych.
W sumie ta terapia jest promowana w UK, poniewaz jest tania (jest to tylko kilka do kilkunastu spotkan a trening jest naprawde rudymentarny), a nie dlatego, ze sie nadaje do czegos wiecej niz leczenie pacjentow z malymi problemami. Nikt nie stara sie znalezc w niej przyczyn specyficznego myslenia, ale w pewien sposob zmienic obecny schemat na cos pozytywnego, troche jak powtarzanie wewnetrznej mantry. Z tego wlasnie powodu jest krytykowana przez UK Council for Psychotherapy (poza faktem, ze generalnie uwazaja wiekszosc praktykujacych ja terapeutow za nieedostatecznie kwalifikowanych). Ja cienko widze "przestawienie" myslenia takimi metodami u Brzydulli.
Zapytałam dlatego,że umnie nie sprawdza się terapia długpterminowa i zastanawialm się właśnie nad behawiorwlną.
2 000 2013-02-18 20:22:03
Miss, a jaki masz typ terapii dlugoterminowej?
2 001 2013-02-18 21:14:24
Miss, a jaki masz typ terapii dlugoterminowej?
Humanistyczna.
2 002 2013-02-18 21:24:18
Brzydulla, pisalam juz milion razy az do palcow zdretwienia, ze z takim nastawieniem to daleko nie zajdziesz. Jezeli wierzysz gleboko w to, ze nic Ci sie w zyciu nie uda, moge Cie zapewnic w 100%, ze sie nie uda, bo sama sobie klody (wymowki) pod nogi podtykasz.
Ty a Twoja mama to zupelnie dwie rozne osoby. Macie tam oczywiscie jakis procent komponentu genetycznego, ale jako lekarz wiesz, ze nie tylko to polowa genow od niej przyszla, ale takze, ze czesc tych genow sie zmutowala. Upieranie sie, ze jestes genetycznie jej kopia jest bezsensowne. Ona przekazala Ci w wiekszosci nie geny, a jedynie nastawienie do zycia, ktore Ty zaakceptowalas jako swoje, a to na szczescie da sie zmienic.
Prywatnie, faktycznie terapia kosztuje. Mozesz jednak poprosic o nia na NHS. I nie musi to byc glupawe (moim zdaniem) CBT. Poza tym czasami antydepresanty potrafia bardzo zmienic tok myslenia. Nie polecam nikomu tu faszerowanie sie lekami, ale jak to mowia, lepszy wrobel w garsci niz kanarek na dachu. Spokojnie, powoli, ze wszystkiego mozna wyjsc. Nie chodzi o to bys sie nagle zmienila w lwice salonowa, ale, zebys zaczela wierzyc w to, ze jaka jestes jest OK, ze ludzie Cie na kazdym kroku nie oceniaja, ze mozesz sie wyluzowac w towarzystwie.
adler,wiedzę na ten temat masz niezłą więc słyszałaś też pewnie że są geny dominujące i recesywne? Może geny warunkujące zachowania od mojej mamy były tak dominujące że nie pozwoliły tym od ojca się ujawnić? Bo to aż niemożliwe jak wiele zachowań mamy wspólnych,choćby trudności z prowadzeniem samochodu czy wystąpieniami publicznymi. Tego nie mogłam się po prostu nauczyć. Zresztą, z tego co słyszałam o ojcu, to wcale by mnie jego DNA nie uratowało.
Na nhs to mnie spuszczą na drzewo z receptą na citalopram, i musiałabym iść na zwolnienie żeby jej brać bo mówiłam już że próbowałam w przeszłości i mialam dziwne rekcje, a w mojej pracy nie mogę sobie pozwolić na utratę kontroli nad sobą. A za zwolnienie wiesz jak tu płacą.
A właśnie wtopiłam 200.000 PLN czy więcej na kredycie w polsce więc kasy na prywatną terapię za bardzo nie mam, zwłaszcza że nie wiem jak długo będę mieć pracę.
2 003 2013-02-18 22:36:01
NIE MA BRZYDKICH KOBIET,SĄ TAKIE KTÓRE NIE WIEDZĄ,Że SĄ ŁADNE!Niska samoocena to problem dla wielu kobiet.Też tak mam,mam 36 lat,co chwilę wmawiam sobie,że to czy tamto mam brzydkie,ale podobam się facetom(opinia męża jest dla mnie tylko ważna).Poprostu wmawiamy sobie same brzydotę.Żaden psycholog nam nie pomoże jeśli same nie uwierzymy w siebie.Tak jak same się odbieramy,inni ludzie tak nas postrzegają.Uwierz w siebie.
No ja się nie podobam facetom. Mimo że jestem starsza od Ciebie,nigdy nawet nie byłam jeszcze na randce. Męża też nie mam jak latwo się domyslic.
2 004 2013-02-18 23:33:18
Jak jeszcze raz napisze tu jakaś mężatka lub babka w związku, że nie ma brzydkich kobiet to się.....pochoruje żołądkowo.
Feniks7 wyobraź sobie, że są brzydkie kobiety i nie dlatego bo mają włosy kręcone/proste, mały/duży biust tylko całościowo wydają się facetom nieatrakcyjne.Kobietę , którą komplementuje mąż czy facet , a ona ciągle jojczy, że jest brzydka kopnełabym raz a dobrze.Wybrał, komplementuje więc nie ma problemu.
Mnie nikt nie komplementuje i nie komplementował.Nie umawiał się na randki, ni ożenił, ani nawet o tym nie pomyślał.
Więc zamiast udzielisz kolejnej złotej rady pomysl trzy razy i daj spokój.
Jest różnica pomiędzy brzydkim czym a czymś, a nieatrakcyjnością fizyczną pt nikomu się nie podobam.
2 005 2013-02-19 13:12:22
Tacy ludzie byli, są i będą. Taki jest świat, trzeba się z tym niestety pogodzic.
2 006 2013-02-19 18:46:46 Ostatnio edytowany przez Asterka10 (2013-02-19 18:49:37)
Pogodziłam się z tym jak wyglądam.Co myślę, o takich co mają diastemę, brak talii, kręcone włosy , mały biust i jęczą już się wypowiedziałam.Rozumiem, że się im to nie podoba, ale to nie koniec świata.Kobiety to kompletne masochistki wymyślając sobie mankamenty, które facet jeśli nawet zauważy, to nie zrobi z nich problemu.
Można być kompletnie nieatrakcyjnym dla facetów.Mieć wygląd, który ich nie pociąga, być kobietą którą ignorują i omijają.I możesz mieć masę zalet charakterologicznych i intelektualnych - twoja wątpliwa uroda przekreśli to wszystko.
Mam 42 lata i nie mam co liczyć, że spotkam faceta, którego zwali z nóg moja osobowość.
Miłość cudownie nie przyszła do mnie sama, a jak jej szukałam boleśnie dowiedziałam się, że nie mam na nią szans.
2 007 2013-02-19 19:55:05
Ja gdy miałem 15 lat, przy wzroście 170cm ważyłem 87kg, byłem tak zakompleksiony że też twierdziłem że jestem brzydki. Każde spojrzenie kogoś w moim kierunku na ulicy wywoływało we mnie wstyd, że ktoś musi na mnie patrzeć, każdy uśmiech w moim kierunku był odbierany przeze mnie jako ironiczny i prześmiewczy śmiech.
Teraz wiem że były to moje przesadzone urojenia. I gdy ważę 70kg przy 180cm jest ok i nie miewam już tego. Każdy czymś nadrabia. Nawet jeśli nie dostałaś urody to na pewno masz w sobie coś innego czym na pewno możesz zaimponować innym, jedno mają inteligencje, inni poczucie humoru, a jeszcze inni mają urodę i nic oprócz niej. Więc czasami też trzeba spojrzeć na problem z innej strony, poszukać w sobie zalet które zakryją Twoje wady.
Nie mówię że nie istnieje coś takiego jak "brzydka kobieta", bo istnieje.. tylko nie określałbym tego słowami brzydka a po prostu wizualnie nieatrakcyjna, jednak zazwyczaj takie osoby oferują sobą najwięcej.
Pomyśl, gdy znajdziesz się w potrzebie, jak myślisz kto Ci pomoże? Brzydka koleżanka z kilkorgiem dzieci i jedną wypłatą czy dyskotekowa lampucera?
Zapewniam Cie, że to te szare myszki zazwyczaj dzielą się siłą, energią a i czasem nawet jedzeniem.
Głowa do góry i szukaj zalet! Pierwszą masz ode mnie: Empatyczna - co w dzisiejszych czasach nie jest na wyciągnięcie ręki. Znaleźć kogoś empatycznego to jak mieć oryginalny ciuch za komuny.
2 008 2013-02-19 20:33:00
Wieczornik ja nie muszę sobie szukać tych pozytywnych cech.Wiem, że ich mam i to duzo.Tylko nijak mi to w stosunkach męsko-damskich pomaga.Taka inteligencja np. strasznie przeszkadza.Co z tego , że jestem empatyczna, lojalna mam wieczyście odgrywać rolę cioteczki dobra rada i wysłuchiwać czyich problemów miłosnych.Rola przyjaciółki-powierniczki , kumpla mnie nie bawi.Jestem kobietą, chcę być kochana, a nie pełnić rolę powiernika.
2 009 2013-02-19 21:11:03
Asterko, nie ma sensu się gorączlować, bo takich osób wpisze się tu jeszcze setka. One nie czytają wątku, tylko nagłowek.
2 010 2013-02-19 21:26:51
Wiem, ale wkurza mnie to
2 011 2013-02-20 13:57:46
adlernewman napisał/a:Miss, a jaki masz typ terapii dlugoterminowej?
Humanistyczna.
A lubisz swojego terapeute? Bo jezeli nie, masz prosta odpowiedz dlaczego terapia nie dziala. Terapia humanistyczna jest oparta w wiekszosci na gestalt, czyli postrzeganiu Ciebie jako jednostke. W sytuacji gdy nie ma porozumienia pomiedzy Toba a terapeuta, to postrzeganie jest nieprawidlowe.
Moze powinnas sprobowac psychoanalizy?
2 012 2013-02-20 15:10:49
Lubię swoją terapełcicę. Jestem tylko biedną, chorą na depresję emeryrką i ie stac mnie na przywatną terapię . Chodzę na NFZ a oni nie prowazda psychoanalizy.
2 013 2013-02-20 15:19:51
Lubię swoją terapełcicę. Jestem tylko biedną, chorą na depresję emeryrką i ie stac mnie na przywatną terapię . Chodzę na NFZ a oni nie prowazda psychoanalizy.
A moze sprobowac faceta jako terapeute? Nie zartuje. Czasem inne podejscie sie sprawdza.
Przeszlam przez dwie terapeutki (zero rezultatow), zeby tylko znalezc pozniej faceta, ktory byl nie tylko terapeuta a le takze psychiatra. Alleluja. No, ale to moze tylko moj przypadek.
2 014 2013-02-21 19:47:44
Moja terapeutka uznala że już jestem prawie wyleczona, bo mam mieć sesje raz na dwa tygodnie.
2 015 2013-02-21 20:57:14
Moja terapeutka uznala że już jestem prawie wyleczona, bo mam mieć sesje raz na dwa tygodnie.
Może reszta tego z czym się zmagasz (i.e. niska samoocena,nieumiejętność nawiązywania kontaktów itp) jest nieuleczalna...