Drogie Panie... coś się nerwowo w wątku zrobiło, to ja może... w ramach rozładowania atmosfery
opowiem coś z własnego życia, co mnie osobiście utwierdza w przekonaniu, że atrakcyjność fizyczna nie jest gwarantem powodzenia u płci przeciwnej...
Moja siostra, która obecnie jest 35 letnią kobietą, od chwili ukończenia 5 roku życia jest permanentnie ?zakochana?. Nie pamiętam nawet jednego dnia z jej życia, w którym nie byłaby w ?związku?, mniej lub bardziej oficjalnym. Od ?maleńkości? lalunia ma adoratorów na pęczki. Żeby nie było - to mężczyźni o nią zabiegają. Lecą jak te przysłowiowe, ćmy do światła. Potem, jak się okazuje, że im mechanizmy nawigacji ( znaczy się tym męskim ćmom) zaszwankowały i światło księżyca pomyliły z żarówką, to akurat mnie wypłakują się w mankiet . No, cholery można dostać...
I do czego zmierzam. Otóż... jesteśmy z siostrą, fizycznie szalenie do siebie podobne. Ona miała od dzieciństwa i ma nadal, nieustające powodzenie. A ja ? Hmm... No, nigdy nie było u mnie dramatu w tym względzie ale gdzie mi do niej ?! Jakby policzyć i porównać sztuki, to zostałam zdeklasowana kilka razy, chociaż z racji ?starszeństwa?, wypadałoby mieć choć lekką przewagę
Żeby było lepiej Asterko, to aktualnie moja siostra jest dobre 20 kg cięższa ode mnie... a wciąż słucham o jakiś nowych ćmach na horyzoncie ...
Teoretycznie i według powszechnie panujących stereotypów, powinnam mieć większe od siostry, powodzenie u płci przeciwnej . Niestety, tak nie jest. Kiedy na spokojnie zastanowiłam się nad fenomenem jej wzięcia, doszłam do wniosku, że ona zwyczajnie mężczyzn lubi, a oni to intuicyjnie wyczuwają. Lubi męskie towarzystwo, lubi ich inność. Jest ich ciekawa i pozytywnie na nich otwarta. Ja taka nie jestem
Moja kochana, ten wątek już się raczej nie zmieni
Uważaj, bo weszłaś dojakskini smoka ![]()