Asterka10 napisał/a:A sprawiasz wrażenie gnębionej i zaszczutej.Przez Ciebie przemawia taka niewiara i nieszczęście jakbyś rzeczywiście popełniała cały czas błędy,była na maksa zstraszona i wykazywano Ci niekompetencję i ignorancję na każdym kroku.Może jesteś perfekcjonistką po prostu?
Wiesz, nie chcę się bawić w dobmorosłego psychologa, ale czytając Ciebie można byłoby wysnuć wnioski, że świat Ci się wali na głowę, w pracy masz mobbing totalny, robisz błąd za błędem.A tu nic strasznego się nie dzieje.
Przemyśl sobie , czy na prawdę to wszystko jest warte tego żeby to przeżywać?Jeśli nie ta praca to inna.Inny zawód.Inny kraj.Nie jesteś zniedołężniałą staruszką, że nie możesz wszystkiego zacząć od początku.Nie masz wiszącego nad sobą widma głodnego dziecka, bezdomności czy wykluczenia społecznego.Więc po co tak strasznie rwać włosy z głowy i winić siebie.Dasz radę, co kolwiek by się stało.
Oj Asterka, teraz to malo nie poplakalam sie ze smiechu:)) Dobra jestes ..ale, jakbym chciala byc zlosliwa malpa, a w Walentego nie chce:), to bym Ci przypomniala jak mnie i pare osob opierniczylas kiedys za psychoterapeutyczny belkot:)) A tu co prosze? Psychoanaliza brzydulli jak sie patrzy:)
Ale ja sie z tego nie wysmiewam, uwazam, ze czesto obcy zupelnie ludzie , tak jak my tutaj, dostrzegaja w innych cos czego ani oni sami ani najblizsze otoczenie nie widza. Dlatego nie nalezy tego z miejsca negowac, bo moze byc gdzies tam male ziarnko prawdy w tym co piszemy tu do siebie.
A wracajac do brzydulli, to ja tez mam swoja wlasna teorie - niska ocena i niesmialosc zrodzily sie etapami pod wplywem innych osob: mamuska, partnerzy mamuski, koledzy w szkole, na studiach, wspolpracownicy. Z jakiegos powodu w brzydulli powstal wewnetrzny lek badz przekonanie o wlasnym nieudacznictwie juz w dzicinstwie i zostal zakorzeniony coraz mocniej do dzis. A ja wczesniej pytalam - jak to zmierzyc czy udokumentowac? W przypadku lekarza sadze, ze bylaby to liczba skarg pacjentow, udokumentowane zle diagnozy, zaniedbania, spowodowanie kalectwa badz choroby. Lekarz wcale nie musi byc do diaska charyzmatyczny tylko ma leczyc. Skutecznie na ile potrafi. Wiec ja sie zapytam brzydulli tak: sadzisz, ze umiesz leczyc, ze robisz wszystko poprawnie i nie krzywdzisz swoich pacjentow? Jesli tak, to reszta jest guzik Ci potrzebna. Ty masz leczyc a nie rozbawiac swoich kolegow i pacjentow. Mozesz byc najbardziej gburowata lekarka w szpitalu ale jesli bedziesz dobra to nikt Ci nie podskoczy. Tu sie liczy fachowosc i osobiscie wolalabym pojsc do lekarza mruka, ktoremu wierze w jego umiejetnosci, niz do jakiegos wyszczekanego fircyka, co albo mi pomoze albo na drugi swiat odesle w trakcie swojej paplaniny.
Inna rzecz to interakcje ludzkie - Ty brzydullo zle sie czujesz z ludzmi, bo czujesz sie ciagle oceniana i nawet jak cos robisz dobrze, to pod nadzorem mozesz zaczac robic bledy. To troche tak jak z moja jazda autem - jak jezdzilam z instruktorem to wszystkie krawezniki scinalam i poarkowalam na latarniach, jak z moim ojcem to nawet zapalic i wrzucic jedynki nie moglam (od matolow nasluchalam sie i tyle), jak z moim eks czy terazniejszym, to trzese sie, klne na przechodniow i innych uzytkownikow drog - a jak jade sama to zero stresu, paniki, spokoj i bezbledna jazda, oraz parkowanie. Bo ja nie lubie nadzoru ani milej ani niemilej osoby. Jestem taki lonely wolf.
I pomyslalam, ze moze w Twoim wypadku wybawieniem bylaby wlasna prywatna dzialalnosc albo wespol z kims zaprzyjaznionym, jakas mala klinika czy gabinet prywatny. Ale nie w duzym gronie, gdzie caly czas czujesz, ze "musisz" sie wykazywac.
Na koniec jedno pytanie - lubisz leczyc? Jak tak, to rob to i to dobrze.