Asterka10 napisał/a:Nigdy nie chciałam być kochana za wygląd, nienawidzę facetów za to ich prostactwo, pozoranctwo bycie wzrokowcami w 99,99999%.
No dobrze, ale to pretensje o to mozna miec albo do natury albo do Stworcy albo innego czynnika ponadludzkiego a nie do samych facetow. No tak ich ktos prosto jak cepy skonstruowal. I chcemy czy nie, musimy sie z tym pogodzic. My myslimy sercem a oni rozporkami. Tego nie mozemy zmienic ani zignorowac ani sie o to gniewac.
I nie ma mowy o zadnej obsesji na punkcie swojego wygladu od 18 do 78 roku zycia ale o tzw. zadbanie o siebie.
Ja operacjom glupim tez mowie NIE, ale na swoim przykladzie dodam, ze moga byc tez pomocne. Moj pierwszy zabieg to byla poprawa uzebienia (pisalam wczesniej) i do dzis dnia ciesze sie z efektu nie tylko estetycznego ale i psychicznego. Mialam potworny kompleks i uciekalam od zdjec, towarzystwa, zamykalam sie w sobie, bo wstydzilam sie gebe otworzyc. Pare wizyt u dentysty zdjelo ze mnie to brzemie. Warto bylo? Ja mysle, ze tak.
W listopadzie usunelam laserowo zylaki na jednej nodze i ciesze sie, ze bez zadnych juz oporow wrzuce szorty i wskocze na rower. Doda mi to nie powodzenia i urody ale pewnosci siebie. A biust redukuje ze wzgledow i estetycznych i zdrowotnych. Bo co za duzo to niezdrowo;)
Ale jak widze kobiete 25 lat, ktora ma lekka oponke na brzuszku i pedzi do kliniki, zeby jej to wyciac, to sama bym przez kolano przelozyla. Albo cycki sobie po raz enty powieksza, bo chlop sie kochac z nia nie chce. Smiech na sali.
Natomiast jestem zwolenniczka dbania o siebie, na miare wlasnych mozliwosci. Nikt nie wymaga od kobiety 40+ sylwetki raczej lani, bo to i wiek nie ten i ciaza zaliczona i metabolizm sie spowolnil i takie tam. Ale jest roznica miedzy pania przy kosci a pania zapuszczona do granic dobrego smaku.
Asterka10 napisał/a:Przecież to chore zamartwiać się całe życie by nie stracić urody, poprawić urodę, nie zestarzeć się nie przytyć.Mam inne problemy w życiu.
Kazdy ma Asterko, ale dbanie o urode i sylwetke to nie jest jednoznaczne z zamartwianiem sie o nie. Przeciez cwiczymy czy jemy lekko rowniez dla zdrowia. Podobnie jak myjemy wlosy czy obcinamy paznokcie po to, zeby nam sie jakies pasozyty nie zalegly. Zdrowy styl zycia idzie w parze z uroda chociaz oczywiscie rysow twarzy czy np wzrostu albo lysienia plackowatego nie zmieni.
Wiec dlaczego, tam gdzie sami mozemy, to nie mozemy troche sobie samym pomoc? Jak nie dla urody to dla zdrowia.