Ja nie mam dołów, ale wszystko mnie wkur... no denerwuje. WSZYSTKO.
I te cholerne natręctwa, poprawianie firan, kanapy, poduszek, sprawdzanie, czy na pewno wyłączyłam gaz, wszystko po 50 razy, czasem więcej, a czasem wcale... są dni bez, ale są też takie, że robię tylko to... Liczenie cukierków, przestawianie książek...żenada.
Mąż czasem nie wytrzyma, ma pretensje, wtedy ja mam żądzę mordu... a i tak jest dla mnie cierpliwy i wyrozumiały.
Nie biorę leków, bo nie było specjalnej poprawy, a potwornie źle się po nich czułam.
Konsultuję się z moim francuskim terapeutą przez @, ale to chyba mi nie wystarcza. Może któraś z Was może polecić dobrego terapeutę na śląsku?