Zgadza się...
aha, wybrałam już kolor
Do deseczek na szałas? ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Strony Poprzednia 1 … 239 240 241 242 243 … 257 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Zgadza się...
aha, wybrałam już kolor
Do deseczek na szałas? ![]()
Podobne tematy
ehh Pawełek, więcej dyskrecji, co by nas o romanse nie podejrzewali ![]()
Poczęstujemy ich kurkową to się uspokoją ... ![]()
taaa najlepiej buzie wszystkim zamknąć ![]()
http://www.youtube.com/watch?v=F_IuOgXz9ZQ
Jak słucham tych starych ballad to przypominają mi się te pierwsze Przytulanki na tych ala-dyskotekach szkolnych
http://www.youtube.com/watch?v=YbM-BcJXikc
A jak będą się nas za dużo czepiać
![]()
Hymn dla kafejki znaleziony ![]()
Niezłe ![]()
no tera ja http://www.youtube.com/watch?v=Q7JHBUaqSrE
a z ballad to black sabbath słuchałam ![]()
Ehhh Ta Kozidrakowa
Do dziś daje radę ![]()
A jak będą się nas za dużo czepiać
![]()
Hymn dla kafejki znaleziony
hahhahah dooobre to ![]()
Jaki temat na dziś? ![]()
Wow, nawet w najgorszym stanie emocjonalnym staram się tak nie lecieć...
Słowo na niedzielę -odpowiedzialność za swoje deklaracje.Zdarza się Wam zawieść kogoś bliskiego?
Dziewczyna z chłopakiem wpadli do pubu na parę drinków.
Siedzą, dobrze się bawią, i nagle kobieta zaczyna mówić o nowym drinku. Im więcej o nim mówi, tym bardziej się podnieca i w końcu
namawia chłopaka, aby go skosztował. Chłopak się zgadza i pozwala, by zamówila mu tego drinka. Barman podaje drinka i umieszcza na stole następujące składniki: solniczkę, kieliszek śmietankowego likieru Baileys oraz kieliszek soku z limonki. Chłopak patrzy na składniki z głupią miną, więc dziewczyna mu tłumaczy:
- Po pierwsze, sypiesz trochę soli na język, po drugie - wypijasz kieliszek Baileysa i trzymasz w ustach, a następnie zapijasz wszystko sokiem z limonki.
Chłopak, pragnąc zadowolić dziewczynę, robi to, sypie sól na jezyk - słone, ale OK. Dalej idzie likier - gładki, aromatyczny, bardzo przyjemny...Wporzo! W końcu bierze kieliszek z limonką...
W pierwszej sekundzie uderza go w podniebienie ostry smak soku z limonki, w drugiej sekundzie Baileys się zwarza, w trzeciej - słono-zwarzono-gorzki smak daje mu w przełyk. To wywołuje, oczywiscie, odruch wymiotny, ale nie chcąc sprawić dziewczynie przykrości, przełyka z trudem.
Kiedy udaje mu się opanowac ,obraca się do dziewczyny
a ta uśmiecha się szczerze i szeroko:
- Smakowało ci? Ten drink ma nazwę ZEMSTA ZA LODA.
![]()
Słowo na niedzielę -odpowiedzialność za swoje deklaracje.Zdarza się Wam zawieść kogoś bliskiego?
Nie, ponieważ nie szafuję obietnicami na prawo i lewo. Ale jak już coś obiecam, to dotrzymanie jest rzeczą świętą.
Zdarza się Wam zawieść kogoś bliskiego?
Myślę, że nigdy nie zdarzyło się.
Napisałam: myślę, bo nie wiem czy z drugiej strony są takie same odczucia. Mam nadzieję ![]()
Iceni uśmiałam się.
Przetestowane? ![]()
Zdarza się. Ostatnio np. Moja córkę. Zgodziłam się na wiosnę na jej party urodzinowe na basenie - wtedy to byl całkiem realny pomysł po czym w wakacje wylozylam się finansowo i teraz musiałam dziecku wytłumaczyć, że niestety party nie będzie. Wesoło nam obu nie było.
Żeby kogoś zawieść nie trzeba mu składać żadnych obietnic. Niespełnione nadzieje też mogą być powodem do smutku i rozczarowania.
Na pewno też zawiodllam jednego z moich byłych kiedy zerwałam z nim tuż przed zareczynami.
No... Znalazłoby się jeszcze kilka sytuacji. Nie jesttem święta i NA PEWNO kogoś zawiodlam. Niekoniecznie tylko zdaje sobie z tego sprawę.
_________
Luc - nie testowalam
ale może kiedyś... ;D
Mi się zdarza ,jesteśmy tylko ludźmi , nie wierze w święte jednostki za życia.. ![]()
Żeby kogoś zawieść nie trzeba mu składać żadnych obietnic. Niespełnione nadzieje też mogą być powodem do smutku i rozczarowania.
Ale pytanie dotyczyło deklaracji. A nie czyiś wyobrażeń.
A, to w takim razie łamie ustawicznie jedna deklarację. "Będziemy w kontakcie".
nie wierze w święte jednostki za życia..
Możliwość polegania na kimś nie czyni tej osoby świętej ![]()
Iceni czy mi się zdaje, czy plus zmienił położenie? I czy aby w dobrą stronę?
Jaka koleżanka spostrzegawcza! ![]()
Zmienił - 5 za mną!
Paweł-1979 napisał/a:nie wierze w święte jednostki za życia..
Możliwość polegania na kimś nie czyni tej osoby świętej
Jeśli ten ktoś ,ani razu nie zawiódł żadnego bliskiego to (prawie) go czyni.. ![]()
Iceni przecież pisałam, że będę dopingować ![]()
Znaczy w dobrą stronę. W jakim czasie?
Paweł nie, nie czyni. Nawet bez prawie.
Nie łamię obietnic i podobnie jak Merredithhh nie obiecuję gdy nie mogę lub nie chcę czegoś spełnić.
Moi najbliżsi (rodzina i przyjaciele) wiedzą, że na mnie mogą polegać. A do świętej mi daleko ![]()
W miesiąc. Szczerze mówiąc liczyłam na trochę lepszy wynik, niemniej ten też nie jest zły. Jeszcze miesiąc i już będzie widać różnice.
W miesiąc.
5 kg w miesiąc? To chyba dobrze nie za mało. Ja wprawdzie nie jestem żadnym ekspertem w odchudzaniu (robiłam to tylko raz, po drugim porodzie), ale zbyt szybkie chudnięcie nie jest korzystne. Choćby dla skóry.
Paweł nie, nie czyni. Nawet bez prawie.
Jak tam sobie chcesz , oczywiście możesz wierzyć Mer a ja wam obu przecież nie muszę
Świat byłby o wiele doskonalszy jak by nie istniały np. Czynniki od nas niezależne które mogą wpływać głównie czy pośrednio na złamanie danej przez nas obietnicy..
No chyba że sobie będziemy szufladkować co jest obietnicą a co już/jeszcze nie jest..
No ale początek jest najlatwiejszy
dlatego miallam nadzieje na więcej, żeby zostało mniej na potem.
Ale też się tym pocieszam, ze mi się skóra będzie ładniej "wciągać".
Jak tam sobie chcesz , oczywiście możesz wierzyć Mer a ja wam obu przecież nie muszę
![]()
Świat byłby o wiele doskonalszy jak by nie istniały np. Czynniki od nas niezależne które mogą wpływać głównie czy pośrednio na złamanie danej przez nas obietnicy..
No chyba że sobie będziemy szufladkować co jest obietnicą a co już/jeszcze nie jest..
Rzeczywiście nie musisz ![]()
Co do czynników zewnętrznych to zupełnie inna para kaloszy.
Temat był: odpowiedzialność za nasze deklaracje ![]()
Jeśli obiecam, że np. z pojadę z kimś w góry i złamię przed wyjazdem nogę, to przecież nie łamię swojej deklaracji.
Nie myślałam Paweł o tak zwanych czynnikach zewnętrznych tylko o zmianach w nas samych, które nie pozwalają nam dotrzymać słowa.
Nigdy zatem nie obiecałaś mężowi wieczornych igraszek a jak przyszło co do czego ,to nie miałaś czasu lb głowa nie bolała?
Nigdy nie obiecałaś np. Mamie czegoś że zrobisz załatwisz itp. I o tym zapominałaś? Przykładów można by mnożyć, naprawdę mam w to uwierzyć?
Pewnie, wytłumaczenie się jakkolwiek może (nie musi) złudnie usprawiedliwić tylko ciebie, lecz dla osoby zawiedzionej będzie to złamanie obietnicy..
Nie myślałam Paweł o tak zwanych czynnikach zewnętrznych tylko o zmianach w nas samych, które nie pozwalają nam dotrzymać słowa.
Ale zwykle jest tak że do zmiany decyzji o dotrzymaniu obietnicy, mają na to wpływ głównie czynniki zewnętrzne.. Nie ważne czy większe czy mniejsze..
Np. Uprzednio wspomniana boląca głowa ,przecież można się przemóc i spełnić obietnicę..
A jeżeli obiecasz komuś, że pojedziesz z nim w góry a na tydzień przed okaże się, że nie masz absolutnie na to ochoty? I ze wyjazd zamiast dobra zabawa okaże się meczarnią? Albo jeżeli nagle będziesz musiała wybierać - kupić nowa pralkę bo stara właśnie padła, albo koszt wyjazdu - będziesz prała ręcznie przez 3 miesiące?
Albo obiecasz komuś pomoc w przeprowadzce a na drugi dzień dostaniesz darmowe bilety na jedyny koncert twojjego ulubionego artysty?
Naprawdę ZAWSZE dotrzymujesz danych obietnic? Nawet kosztem własnych wyrzeczeń i wbrew własnym potrzebom? Masz syndrom cierpietnicy i lubisz się umartwiac?
Ja co do obietnic i deklaracji mam pewną hierarchię - a mianowicie najważniejsze są moje potrzeby, potem potrzeby mojego dziecka potem potrzeby moich przyjaciół a potem całej reszty swiata.
Nie będę dotrzymywac obietnicy danej koleżance jeżeli sama mam na tym ucierpieć. (oczywiście biorąc pod uwagę koszt i zysk działania i zaniechania - nie odmowie pomocy rodzącej koleżance dlatego, ze obiecalam kino córce
)
Paweł postawione przez Asterkę pytanie potraktowałam bardziej poważnie niż zakupy. Choć i tu się staram. Jeśli zdarzyło mi się coś zapomnieć w tak prozaicznych kwestiach jak wspomniane zakupy i ktoś się upomniał to po prostu zabierałam d... w troki i leciałam w te pędy.
Ale chyba Asterce nie o to chodziło.
A co do małżeńskich obietnic, to też nie. Oczywiście, że czasem mnie "głowa boli"
, ale u nas nie ma w tych kwestiach obietnic więc nie mam potrzeby takich deklaracji ![]()
Dokładnie Iceni, przecież nikt nie łamie obietnic tylko i wyłącznie po to żeby kogoś specjalnie w**rwić .Mówię o zdrowych jednostkach i nie w zemście..
Więc znowu zawiodło pojęcie definicji słowa, dla mnie każda deklaracja jest też obietnicą
Delikatnie ujmując po prostu zawsze dziwię się, jak słyszę od kogoś dogmatyzowanie "ja nigdy, ja zawsze" Itp.
Ehhh żeby świat był taki czarno biały.. ![]()
A jeżeli obiecasz komuś, że pojedziesz z nim w góry a na tydzień przed okaże się, że nie masz absolutnie na to ochoty?
Albo jeżeli nagle będziesz musiała wybierać - kupić nowa pralkę bo stara właśnie padła, albo koszt wyjazdu - będziesz prała ręcznie przez 3 miesiące?
Albo obiecasz komuś pomoc w przeprowadzce a na drugi dzień dostaniesz darmowe bilety na jedyny koncert twojjego ulubionego artysty?
Naprawdę ZAWSZE dotrzymujesz danych obietnic? Nawet kosztem własnych wyrzeczeń i wbrew własnym potrzebom? Masz syndrom cierpietnicy i lubisz się umartwiac?
Część pytań jest w stosunku do mnie czysto teoretyczna, bo w takich sytuacjach po prostu nie byłam ![]()
Obietnice czasem bywają kosztem własnych wyrzeczeń.
Jeśli na takie wyrzeczenia jestem gotowa, to mogę obiecać i DOTRZYMUJĘ.
Jeśli gotowa nie jestem (zdarza się) to NIE OBIECUJĘ.
Mnie to się wydaje proste.
A asertywności dawno się nauczyłam ![]()
Nie mam syndromu cierpiętnicy ani nie lubię się umartwiać ![]()
Biorę odpowiedzialność za to co robię i mówię.
Delikatnie ujmując po prostu zawsze dziwię się, jak słyszę od kogoś dogmatyzowanie "ja nigdy, ja zawsze" Itp.
Ehhh żeby świat był taki czarno biały..
Paweł teraz to Ty mnie zadziwiasz ![]()
Oczywiście, że świat nie jest czarno-biały.
Ale wydawało mi się, że mówimy o konkretnych sprawach - odpowiedzialności za własne deklaracje.
Tak, jestem za nie odpowiedzialna. To jedna z moich zalet. Dzięki temu moje wady są bardziej "strawne" dla najbliższych ![]()
To ja mam trudności z przewidzeniem wszystkich okoliczności i czasem zdarzy mi się obiecać coś, czego potem nie jestem w stanie spełnić, albo wymagałoby to zbyt dużych kosztów.
Zdarza mi się stawianie własnych potrzeb na pierwszym miejscu. Z prostej przyczyny - jeżeli JA o siebie nie zadbam nie zrobi tego nikt inny za mnie.
Zdarza mi się stawianie własnych potrzeb na pierwszym miejscu. Z prostej przyczyny - jeżeli JA o siebie nie zadbam nie zrobi tego nikt inny za mnie.
To jest akurat zdrowe.
Ale czy zdarza Ci się stawiać (czasem) potrzeby innych ponad własne?
Ale wydawało mi się, że mówimy o konkretnych sprawach - odpowiedzialności za własne deklaracje.
Mam nadzieję że tylko zadziwiam i niech tak zostanie
tym bardziej że:
Osobiście uważam iż obłudą jest, jeśli ktoś twierdzi że nigdy mu nie zdarza się być nieodpowiedzialnym za własną deklaracje .Ot taki ze mnie niedowiarek ![]()
Mam nadzieję że tylko zadziwiam i niech tak zostanie
tym bardziej że:
Osobiście uważam iż obłudą jest, jeśli ktoś twierdzi że nigdy mu nie zdarza się być nieodpowiedzialnym za własną deklaracje .Ot taki ze mnie niedowiarek
Twoje prawo być niedowiarkiem. Ja na pewno nie mam zamiaru Cię przekonywać.
Jeżeli uważasz, że takie podejście jest obłudą to cóż... współczuję ![]()
Iceni napisał/a:Zdarza mi się stawianie własnych potrzeb na pierwszym miejscu. Z prostej przyczyny - jeżeli JA o siebie nie zadbam nie zrobi tego nikt inny za mnie.
To jest akurat zdrowe.
Ale czy zdarza Ci się stawiać (czasem) potrzeby innych ponad własne?
No czasem to oczywiście, ze tak. Korona mi z głowy nie spadnie jak raz na jakiś czas zacisne pośladki i zrobię coś, na co zupełnie nie mam ochoty.
Do tego to nawet nie sa potrzebne żadne obietnice, tylko wystarczy zwykła empatia.
Pierwszy przykład z brzegu - nie znoszę zostawać z dziećmi mojej kumpeli, bo nie znoszę jej pyskatej córki. Ale zostaje, bo przecież kumpela dzieci nie sprzeda
. A jak było trzeba to i urlop bralam żeby z nimi zostać.
Jeżeli uważasz, że takie podejście jest obłudą to cóż... współczuję
Samo podejście nie jest oczywiście , lecz twierdzenie że nigdy nie postąpiłam ani razu nieodpowiedzialnie do własnej deklaracji ..
A czego współczuć ? zdrowego rozsądku? Realizmu ? Nie musisz ,nie czuje się z tym źle a wręcz przeciwnie. ![]()
Biorę odpowiedzialność za to co robię i mówię.
To jeśli nie dotrzymam jakiejś obietnicy(z różnych przyczyn) świadczy o tym ze nie jestem odpowiedzialna?
luc napisał/a:Biorę odpowiedzialność za to co robię i mówię.
To jeśli nie dotrzymam jakiejś obietnicy(z różnych przyczyn) świadczy o tym ze nie jestem odpowiedzialna?
Poczekaj ,zaraz będzie słów cięcie gięcie ![]()
Warto by rozpatrzyć odpowiedzialność w kontekście jednej sytuacji, można nie dotrzymać słowa ale być odpowiedzialnym za to niedotrzymanie słowa czyli wzięcie pełnej odpowiedzialności za swoje niedociągnięcie...
Warto by rozpatrzyć odpowiedzialność w kontekście jednej sytuacji, można nie dotrzymać słowa ale być odpowiedzialnym za to niedotrzymanie słowa czyli wzięcie pełnej odpowiedzialności za swoje niedociągnięcie...
Zgoda Koliberku ,ale czy nawet wtedy kiedy ktoś udowadniał ci ową nieodpowiedzialność za jakąś nie wykonaną przez ciebie deklaracje, to nie próbowałaś się jakoś wymigać i do tego w dodatku ANI RAZU?
No próbowałam, ufff trudny temat jak na moją dziś głowę ![]()
Samo podejście nie jest oczywiście , lecz twierdzenie że nigdy nie postąpiłam ani razu nieodpowiedzialnie do własnej deklaracji ..
A czego współczuć ? zdrowego rozsądku? Realizmu ? Nie musisz ,nie czuje się z tym źle a wręcz przeciwnie.
1. Pierwszego nie komentuję, bo już się wypowiedziałam.
2. Co do drugiego.
Czego współczuć?
Tego, że nie postępujesz odpowiedzialnie w stosunku do własnych deklaracji, ani nie ma takich osób w Twoim otoczeniu ![]()
(wnioskowanie a contrario z Twojej wypowiedzi)
To jeśli nie dotrzymam jakiejś obietnicy(z różnych przyczyn) świadczy o tym ze nie jestem odpowiedzialna?
Ale o tym już była mowa. Wmieszanie się czynnika, na który wpływu nie mamy, nie ma nic wspólnego z odpowiedzialnością.
Czego współczuć?
Tego, że nie postępujesz odpowiedzialnie w stosunku do własnych deklaracji, ani nie ma takich osób w Twoim otoczeniu
Ty mi współczujesz ,a ja w takim układzie ci zazdroszczę perfekcjonizmu samozachowawczego i świata i otoczenia w którym nie popełnia się błędów
nawet jednego w stricte omawianym temacie (żeby nie było że ogólnikuje ) ![]()
i zazdroszczę perfekcjonizmu samozachowawczego
i świata i otoczenia w którym nie popełnia się błędównawet jednego w stricte omawianym temacie (żeby nie było że ogólnikuje )
Zdefiniuj ten "perfekcjonizm samozachowawczy" bo nie bardzo wiem o co Ci chodzi?
Co do otoczenia, które nie popełnia błędów.
Oczywiście, że popełnia.
Natomiast w tym konkretnym temacie, to jest kilka osób, o których mogę powiedzieć, że są odpowiedzialne za swoje deklaracje: mój Tata, mój mąż, dwóch moich przyjaciół (facetów). Przynajmniej na tyle na ile wiem.
Czasem słowo "nigdy" ma zastosowanie ![]()
Mogłabym podać parę przykładów tylko z mojego podwórka gdzie jego użycie jest uzasadnione (przy czym nie mam na myśli: "nigdy nie byłam na Biegunie Południowym").
Paweł, są tacy ludzie, którzy wiedzą, jakie są ich mocne cechy.I mogą powiedzieć, że czegoś nigdy by nie zrobili.
W tych deklaracjach chodziło mi tak na prawdę o sprawy pierwszorzędowe takie jak lojalność, wierność.
Co do otoczenia, które nie popełnia błędów.
Oczywiście, że popełnia.
Natomiast w tym konkretnym temacie, to jest kilka osób, o których mogę powiedzieć, że są odpowiedzialne za swoje deklaracje: mój Tata, mój mąż, dwóch moich przyjaciół (facetów). Przynajmniej na tyle na ile wiem.Czasem słowo "nigdy" ma zastosowanie
Mogłabym podać parę przykładów tylko z mojego podwórka gdzie jego użycie jest uzasadnione (przy czym nie mam na myśli: "nigdy nie byłam na Biegunie Południowym").
O
i tak napisany post ,nie wzbudził by u mnie żadnych wątpliwości ..
Myślę że głosowo byśmy się szybciej dogadali
,czas pokaże ![]()
luc napisał/a:Co do otoczenia, które nie popełnia błędów.
Oczywiście, że popełnia.
Natomiast w tym konkretnym temacie, to jest kilka osób, o których mogę powiedzieć, że są odpowiedzialne za swoje deklaracje: mój Tata, mój mąż, dwóch moich przyjaciół (facetów). Przynajmniej na tyle na ile wiem.Czasem słowo "nigdy" ma zastosowanie
Mogłabym podać parę przykładów tylko z mojego podwórka gdzie jego użycie jest uzasadnione (przy czym nie mam na myśli: "nigdy nie byłam na Biegunie Południowym").O
i tak napisany post ,nie wzbudził by u mnie żadnych wątpliwości ..
Myślę że głosowo byśmy się szybciej dogadali,czas pokaże
Kurcze, znowu Cię nie rozumiem ![]()
Przecież nie napisałam nic innego niż wcześniej.
Czas pokaże ![]()
Dyskusja mnie ominęła, ale mogę podpisać się pod postami Luc.
Od czasu do czasu zastanawiam się czy przypadkiem nie żyję w takim swoim utopijnym świecie. Dla mnie np. wymienione przez Asterkę wierność i lojalność to nie są jakieś super cechy, tylko norma. Ja taka jestem od zawsze, taki jest mój mąż, tacy są nasi przyjaciele i w takim świecie sobie żyję. Niby wiem, że te zdrady gdzieś tam są, ale za każdym razem kiedy przyjrzę się temu bliżej (np. jakiś znajomy znajomego notorycznie zdradza żonę, koleżanka opowiada o "swoim" żonatym facecie, wątek o zdradzie, która nie szkodzi na tym forum) to mnie to bardzo mierzi. Jeśli zajrzę na forum na tematy o zdradzie, to czytam je jak sci-fi. I teraz pytanie: co tu jest normą, a co wyjątkiem? Czy normą jest ten "mój świat", a zdrady to marginalny proceder, czy naprawdę większość sparowanych osób jest wobec siebie niewierna i nielojalna, a ja się z choinki urwałam?
Tak sobie czasami myślę i do żadnych konkretnych wniosków jeszcze nie doszłam. Co Wy na to?
Cześć Merr ![]()
Cześć Koliber
Wolna niedziela? ![]()
wierność i lojalność to nie są jakieś super cechy, tylko norma.
a ja się z choinki urwałam?
Mnie też dziwi uznawanie takich cech za coś wyjątkowego. Chociaż niestety chyba normą być przestały ![]()
Chyba już kiedyś tutaj dyskutowałysmy z Asterką o relatywizacji norm.
Tak, urwałaś się z choinki i ja też ![]()
O i Koliberek się pojawił ![]()
Cześć Koliber
Wolna niedziela?
No ale jutro poniedziałek i na rano ![]()
Dobranoc wszystkim ![]()
Dobranoc Koliber ![]()
Luc, oby więcej takich "urwanych" ![]()
Luc, oby więcej takich "urwanych"
Oby ![]()
Też się już pożegnam.
Dobranoc.
Dobranoc ![]()
http://www.youtube.com/watch?v=xH3P3VkQUyI
lubicie madonne?
Lubię ale starsze utwory bardziej
http://www.youtube.com/watch?v=MDM0yAJjlBo
Strony Poprzednia 1 … 239 240 241 242 243 … 257 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026