Umiem tylko gadać na konkretny temat a nie mam zbyt wielu tematów wspólnych z innymi ludźmi.
Podsłuchuję czasem ludzi w tramwaju i dziwię się, jak oni potrafią gadać tak zupełnie o niczym. Że dziecko zrobiło kupę, że Tomek rozstał się z Olą, że za trzy przystanki będą roboty drogowe itp. I ta rozmowa jakoś się ludziom klei.
Próbowałam układać sobie scenariusze takiej rozmowy, ale nic mi nie wyszło. A to jest chyba ważne dla budowania relacji. Nigdy nie byłam otwarta na drugiego człowieka. Chciałam być ale nie potrafiłam. I tak jest do dziś, w pracy nie umiem z kolezankami nawiązać takiego luźnego kontaktu, porozmawiac o tzw. "dupie Maryni", pośmiać się... pozostaję tylko i wyłącznie na stopie zawodowej, skupiam się na rzeczach związanych z praca w rozmowie. Nie mogę tego przełamać, nie umiem inaczej, wole robić coś sama niż w zespole, bo to mnie paraliżuje.
Czasem mam wiele do powiedzenia, ale zachowuję to dla siebie, z nikim się nie dziele swoimi przemysleniami.
Nie potrafię śmiać się z byle czego i rozmawiać o niczym. Lubię ludzi z pasją i dobrym humorem, ale nie potrafię sztucznie się uśmiechać/śmiać podczas gdy inni śmieja się do rozpuku z nieśmiesznych rzeczy. Przynajmniej dla mnie nieśmiesznych. Rozmowa z kimkolwiek sprawia mi ogromną trudność, bo nie wiem o czym mam mówić, jaki temat podjąć, o co zapytać i jak. Najtrudniej jest mi zacząć rozmowę a potem ją podtrzymać.. A im bardziej chce tym bardziej nie mogę.. brakuje mi słów, tematów..
Najgorsze jest to, że ja chce ale nie umiem coś mnie hamuje mam jakąś wewnętrzną blokadę i nie potrafię się odezwać.. Od zawsze uważałam, że moje słowa są nic nie warte i nikogo nie obchodzi to co ja mówię..Sama nie wiem dlaczego.. tak zawsze było jest i pewnie będzie.. Zawsze to ja byłam ta gorsza i do dzisiaj tak jest..Wydaje mi się że mój rozwój umysłowy zatrzymał się na pewnym etapie i stoi w miejscu, bo nie nauczyłam się mówić.. Nawet nie dlatego że jestem nieśmiała, ale po prostu nie umiem włączyć się do takiej rozmowy o niczym. Dla mnie taka rozmowa jest bezsensowna, no ale właśnie z tego powodu od razu staję się odludkiem. A najgorzej jest jak już zdecyduję się odezwać, i w trakcie kiedy mówię ktoś się wtrąca i wszyscy zaczynają słuchać tamtej osoby i mnie olewają Mam wtedy ochotę zapaść się pod ziemię
Już mniej przeraża mnie sytuacja sam na sam z kimś kogo dopiero poznałam, bo wiem że jak coś powiem to przynajmniej mnie wysłucha. Nauczyłam się coraz mniej przejmować się ciszą i nie wymyślam jakiś tematów na siłę, jak widzę że nie mam z tym kimś niczego wspólnego to się nie przejmuję ciszą i olewam to co o mnie myśli.
Na prawdę dobrze poczytać że są osoby dokładnie takie same jak ja Czasem czuję się jak UFO w towarzystwie ale uczę się coraz mniej tym przejmować ja jestem introwertykiem i w dodatku osobą nieśmiałą, więc nie mam czegoś takiego w zwyczaju. Nie lubię opowiadać co słychać u mnie, co wczoraj robiłam, jaką fajną książkę przeczytałam, czy gadać o moich wujkach, ciotkach, kuzynkach czy znajomych znajomych. Kiedy jestem w dołku nie potrafię o niczym innym myśleć, na niczym innym się skoncentrować, zadręczam się tą myślą, czuję się inna (gorsza). Coraz trudniej znoszę samotność, chcę założyć rodzinę ale nie wiem czy mam poprostu czekać na tego jedynego (nie mam już siły) czy nie wiem szukać tylko jak?Tak szczerze parę razy spotykałam się z obcymi mężczyznami ale moim zdaniem takie ustawiane randki są bez sensu, musi być jakaś chemia.