netkobietyWszystkie działy
Nasza społeczność

Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

16 696 odpowiedzi798 726 wyświetleńzałożony przez papciuszek, 26.10.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Strony Poprzednia 1 … 18 19 20 21 22 … 257 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 236 do 1 300 z 16 697 ]

1 236 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-01-25 16:05:30)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
adlernewman napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Osobiście szukam we wszystkich akceptacji...

Ale czy nie lepiej nie uzalezniac swojej samooceny od innych? Ludzie przychodza i, odchodza; ze soba sie jest cale zycie. Nie mam na mysli jakies slepej wiary w to, ze sie jest osmym cudem swiata, ale akceptacje, dobre czucie sie we wlasnej skorze. Tego nikt inny Ci nie da.

CZY W celu wprowadzenia odrobiny weselszego nastroju, w tej samej tematyce mogę zacytować bajeczkę, którą któraś z uczestniczek wkleiła na blogu?
?Król poszedł do swego ogrodu i zastał tam więdnące i umierające drzewa, krzewy i kwiaty.
Dąb powiedział mu, że umiera, gdyż nie może być tak wysoki jak sosna.
Gdy zwrócił się do sosny, dowiedział się, że więdnie ona, gdyż nie może znieść, że nie ma takich winogron jak winorośl. A winorośl umiera, ponieważ nie może kwitnąć jak róża.

W końcu znalazł jedną roślinę kwitnącą i świeżą jak zawsze ? był to bratek.
Na swoje pytanie król otrzymał taką odpowiedź: ? Uznałem, że gdy posadziłeś mnie, chciałeś, żebym to JA wyrósł. Gdybyś chciał dąb, winorośl czy różę, posadziłbyś je.
A więc pomyślałem: jeśli mogę być tym, czym jestem, spróbuję być tym najlepiej jak potrafię. Nie mogę być nikim innym, tylko tym, czym jestem. I staram się być tym czym jestem, na tyle, na ile potrafię".

CZYŻ mamy większy wpływ na swój wygląd-urodę, pomijając oczywiście zadbanie na co dzień, kontrolę wagi, makijaż, fryzurę i ubiór?
Zdaje się, że reszta jest zwyczajnie genetycznie "zaprogramowana"...
Jaki SENS ma "walka z wiatrakami" ZAMIAST radości jaką niesie BYCIE najlepszą, jaką można być w swojej własnej, takiej, a nie innej skórze... 
Nie mogąc być nikim innym, tylko tym, kim się jest, starać się być, NAJDOSKONALSZYM Sobą. Ten stan chyba niesie SPOKÓJ ducha...
Ja, dla odmiany NIE POJMUJĘ jak można żyć w skórze, która wciąż uwiera? I TAK do KOŃCA ŻYCIA? To co to Q... za życie?

1 237

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Anhedonia, absolutnie sie zgadzam Z Toba.

Jakbym sie ciagle miala zadreczac, ze nie jestem wysoka, nie mam kreconych wlosow, Bozia nie dala latynoskiej urody, nosa nie mam jak guzik, piersi rozmiaru DD, to nie mialabym czasu na bycie soba. Bez sensu jest plakanie nad tym, ze sie nie jest Hania, Ania, Dolores czy modelka z okladki. No chyba, ze ktos chce spedzic zycie na oczekiwaniu rzeczy niemozliwych...z tylko jednym rezultatem- rozczarowanie.

1 238 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-01-25 16:32:57)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Anhedonia napisał/a:
adlernewman napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Osobiście szukam we wszystkich akceptacji...

Ale czy nie lepiej nie uzalezniac swojej samooceny od innych? Ludzie przychodza i, odchodza; ze soba sie jest cale zycie. Nie mam na mysli jakies slepej wiary w to, ze sie jest osmym cudem swiata, ale akceptacje, dobre czucie sie we wlasnej skorze. Tego nikt inny Ci nie da.

CZY W celu wprowadzenia odrobiny weselszego nastroju, w tej samej tematyce mogę zacytować bajeczkę, którą któraś z uczestniczek wkleiła na blogu?
?Król poszedł do swego ogrodu i zastał tam więdnące i umierające drzewa, krzewy i kwiaty.
Dąb powiedział mu, że umiera, gdyż nie może być tak wysoki jak sosna.
Gdy zwrócił się do sosny, dowiedział się, że więdnie ona, gdyż nie może znieść, że nie ma takich winogron jak winorośl. A winorośl umiera, ponieważ nie może kwitnąć jak róża.

W końcu znalazł jedną roślinę kwitnącą i świeżą jak zawsze ? był to bratek.
Na swoje pytanie król otrzymał taką odpowiedź: ? Uznałem, że gdy posadziłeś mnie, chciałeś, żebym to JA wyrósł. Gdybyś chciał dąb, winorośl czy różę, posadziłbyś je.
A więc pomyślałem: jeśli mogę być tym, czym jestem, spróbuję być tym najlepiej jak potrafię. Nie mogę być nikim innym, tylko tym, czym jestem. I staram się być tym czym jestem, na tyle, na ile potrafię".

CZYŻ mamy większy wpływ na swój wygląd-urodę, pomijając oczywiście zadbanie na co dzień, kontrolę wagi, makijaż, fryzurę i ubiór?
Zdaje się, że reszta jest zwyczajnie genetycznie "zaprogramowana"...
Jaki SENS ma "walka z wiatrakami" ZAMIAST radości jaką niesie BYCIE najlepszą, jaką można być w swojej własnej, takiej, a nie innej skórze... 
Nie mogąc być nikim innym, tylko tym, kim się jest, starać się być, NAJDOSKONALSZYM Sobą. Ten stan chyba niesie SPOKÓJ ducha...
Ja, dla odmiany NIE POJMUJĘ jak można żyć w skórze, która wciąż uwiera? I TAK do KOŃCA ŻYCIA? To co to Q... za życie?

Uwierz mi Donio, że można smile Są na świecie rzeczy, o których się śniło Waszym fizjologom wink jak mawia mói ajdol Ferdynand K.

A w ogóle - to chyba już "caffeterię" tu mamy - wink

1 239

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

A w ogóle - to chyba już "caffeterię" tu mamy - wink

Boze bron! Powaznie, jestescie fajne Kobiety, ale nie dedykujmy caffeterii do jeczenia o usterkach.

Powiem z mojego punktu widzenia (a politycznym filozofem jestem), uroda jest zerowa waluta, jezeli chodzi o stosunki spoleczne. W spoleczenstwie licza sie osobniki, ktore potrafia wspolpracowac z innymi, albo pchaja mechanizm do przodu. Nikt jeszcze nie rozbudowal panstwa na "ladnosci" prezydenta. Jezeli wybieramy kolegow/ przyjaciol, to patrzymy na ich inteligencje i cechy charakteru (przyjaznosc, optymistycznosc, wiernosc, prawdomownosc, pracowitosc itd), a nie czy maja ponetne usta. To samo sprawdza sie w takiej podstawowej asocjacji, ktora jest malzenstwo/ partnerstwo. Pokazcie mi jedna szczesliwa, dlugotrwala pare, ktora wybrala sie tylko ze wzgledu na urode.

1 240 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-01-25 18:06:19)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
adlernewman napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

A w ogóle - to chyba już "caffeterię" tu mamy - wink

Boze bron! Powaznie, jestescie fajne Kobiety, ale nie dedykujmy caffeterii do jeczenia o usterkach.

Powiem z mojego punktu widzenia (a politycznym filozofem jestem), uroda jest zerowa waluta, jezeli chodzi o stosunki spoleczne. W spoleczenstwie licza sie osobniki, ktore potrafia wspolpracowac z innymi, albo pchaja mechanizm do przodu. Nikt jeszcze nie rozbudowal panstwa na "ladnosci" prezydenta. Jezeli wybieramy kolegow/ przyjaciol, to patrzymy na ich inteligencje i cechy charakteru (przyjaznosc, optymistycznosc, wiernosc, prawdomownosc, pracowitosc itd), a nie czy maja ponetne usta. To samo sprawdza sie w takiej podstawowej asocjacji, ktora jest malzenstwo/ partnerstwo. Pokazcie mi jedna szczesliwa, dlugotrwala pare, ktora wybrala sie tylko ze wzgledu na urode.

Ciężko to udowdnić... smile łobama -toć ładny chłop je...Oczywiście, nie upieram się, że nie jest tak jak mówisz, ale eksperymenty dowodza, iż Ci ładniejsi mają w życiu łatwiej ....

1 241

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Upraszczasz Adlernewman.Uroda ma ogromną rolę tylko w relacjach damsko-męskich i w wyborach partnerki.PARTNERKI.O ile zdarzyło mi się być z facetami zupełnie odmiennymi od mego ideału (wysoki blondyn) to wielu facetów za chińskiego Boga nie będzie z kobietą, która nie jest w jego typie.I choćby była nie wiadomo jaka fantastyczna, albo jej nie zauważy, albo nie wybierze.
Nikt mi nie wmówi , że standardowy, przeciętny  facet wybierze kobietę opierając się na tym jaka jest w środku , jaki ma charakter, zainteresowania.I zignoruje urodę.
Co do 45 mintu joggingu, nie znoszę biegać i nie mam na to czasu.Nie każdy jest panem swego życia - ja mam problem z wyjściem do fryzjera czy na zakupy, bez dziecka.A moje dziecko joggingu uprawiać raczej nie będzie.

1 242

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

O tym świadczy fakt, że moja siostra o 8 lat młodsza wyszła za mąż, jest ładną osobą i miała "branie" zawsze, mimo mniejszej przebojowości życiwej niż jej siostra (czyli ja). smile

1 243

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Mnie też raczej mało przebojową , szarą myszą nikt nie nazwie.Podejrzewam, że nawet hucpę mam.Łatwo nawiązuję relację, nie mam oporów z zagadnięciem,wydaję mi się, że ciekawie dyskutuję, że mam coś do powiedzenia.Mogę awansować na kumpla, ewetualnie terapeutę.Po najbardziej ciekawej dyskusji nie zostałąm zaproszona na kawę, czy randkę.
Widzę takie ciche, eteryczne ślicznoty, które nie mając nic ciekawego do powiedzenia mają branie jak cholera.One milczą i trzepoczą rzęsami i co jakiś czas powiedzą coś utwierdzającego faceta, że jest wielki.I mężczyźni są ich.A, że po paru latach jak z tej eterycznej ślicznoty robi się mniej eteryczna kobieta, okazuje się, że jest pusta , głupia i nie ma o czym z nią rozmawiać.Ale o gustach męskich trudno dyskutować.

1 244 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-01-25 18:38:57)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
adlernewman napisał/a:

Anhedonia, absolutnie sie zgadzam Z Toba.

Jakbym sie ciagle miala zadreczac, ze nie jestem wysoka, nie mam kreconych wlosow, Bozia nie dala latynoskiej urody, nosa nie mam jak guzik, piersi rozmiaru DD, to nie mialabym czasu na bycie soba. Bez sensu jest plakanie nad tym, ze sie nie jest Hania, Ania, Dolores czy modelka z okladki. No chyba, ze ktos chce spedzic zycie na oczekiwaniu rzeczy niemozliwych...z tylko jednym rezultatem- rozczarowanie.

Moja mama -fizycznie i charakterologicznie parę lat starsza wersja mnie -z trochę jednak innym nastawieniem- była pozytywnie do siebie nastawiona i lubiła siebie. Obiektywnie jednak mysza z niej była. No i jakoś przyciągała wyłacznie alkoholików...

1 245

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Asterka10 napisał/a:

Mnie też raczej mało przebojową , szarą myszą nikt nie nazwie.Podejżewam, że nawet hucpę mam.Łatwo nawiązuję relację, nie mam oporów z zagadnięciem,wydaję mi się, że ciekawie dyskutuję, że mam coś do powiedzenia.Mogę awansować na kumpla, ewetualnie terapeutę.Po najbardziej ciekawej dyskusji nie zostałąm zaproszona na kawę, czy randkę.
Widzę takie ciche, eteryczne ślicznoty, które nie mając nic ciekawego do powiedzenia mają branie jak cholera.One milczą i trzepoczą rzęsami i co jakiś czas powiedzą coś utwierdzającego faceta, że jest wielki.I mężczyźni są ich.A, że po paru latach jak z tej eterycznej ślicznoty robi się mniej eteryczna kobieta, okazuje się, że jest pusta , głupia i nie ma o czym z nią rozmawiać.Ale o gustach męskich trudno dyskutować.

No głupia akurat moja siostra nie jest i tak pięknie sobie z męzem codziennie smsują: KOCHAM CIE, JA TEZ, heh....

1 246

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
adlernewman napisał/a:

Atrakcyjnosc fizyczna jest wzgledna, kolego, w racjonalnych granicach. Wiadomo, ze niemalze wszyscy wola osoby higieniczne, odpowiednio urbane, o zdrowej wadze; ale kiedy przychodzi do wzrostu, koloru wlosow, figury, oczow, ksztaltu nosa to tyle wariacji na temat, ze mozna by ksiege napisac.

Mnie tam na przyklad nigdy klony kulturystow sie nie podobaly, a zawsze wolalam wysokich, szczuplych mezczyzn z rudymi lub blond wlosami. Spytaj sie setek kobiet o taki "ideal", a powiedza Ci, ze taki gosciu wyglada jak olowek, wymoczek itp. No i co, gdzie tu ta uniwersalna atrakcyjnosc?

No i o te granice sie rozchodzi, takie pierdoly jak kolor wlosow, oczu moga miec znaczenie gdy ma sie do wyboru 2 osoby na podobnym poziomie atrakcyjnosci. Budowa ciała podlega obiektywnej ocenie, rysy, kształty, symetria itd. Czy gdyby Monica Bellucci zmienila kolor wlosów i oczu przestalaby byc wyjatkowo piekna kobieta?

Zdrowe, umiesnione meskie ciało nie jest dla Ciebie fajne ? Wolisz chlopieca budowe ? NIe bede juz szukal obrazkow ;-)

1 247 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-01-25 18:50:05)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Obrazek dodany przez użytkowniczkę
taki?

Obrazek dodany przez użytkowniczkę
czy taki?

1 248 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2013-01-25 19:09:50)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Na rozum to ja towiem:) ale emocje są emocjami. Nic nie dzieje się na pstryknięcie. Kto nie miał tego "od malego" ,musi to sobi codziennie 100 razy powtarzac a i tAK do konca tego ie przyjmuję- mówię jak zwykle o sobie...;)

Polecałam 2 strony wcześniej fajną książkę. Szkoda, że nikt się nią chyba zbytnio nie zainteresował.. Szkoda - oczywiście nie mi czy mnie, ale strata dla ludzi, którzy mogliby z niej skorzystać. Cóż, to to wasz wybór - narzędzia są wink

brzydulla napisał/a:

Moja mama -fizycznie i charakterologicznie parę lat starsza wersja mnie -z trochę jednak innym nastawieniem- była pozytywnie do siebie nastawiona i lubiła siebie. Obiektywnie jednak mysza z niej była. No i jakoś przyciągała wyłacznie alkoholików...

Przecież mówiła, że jest beznadziejna i do niczego się nie nadaje, więc jakoś mi się to nie widzi. No i związała się z alkoholikiem - też jakoś mi się to kłóci z obrazem osoby lubiącej siebie.

1 249

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
paulina20 napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Na rozum to ja towiem:) ale emocje są emocjami. Nic nie dzieje się na pstryknięcie. Kto nie miał tego "od malego" ,musi to sobi codziennie 100 razy powtarzac a i tAK do konca tego ie przyjmuję- mówię jak zwykle o sobie...;)

Polecałam 2 strony wcześniej fajną książkę. Szkoda, że nikt się nią chyba zbytnio nie zainteresował.. Szkoda - oczywiście nie mi czy mnie, ale strata dla ludzi, którzy mogliby z niej skorzystać. Cóż, to to wasz wybór - narzędzia są wink

brzydulla napisał/a:

Moja mama -fizycznie i charakterologicznie parę lat starsza wersja mnie -z trochę jednak innym nastawieniem- była pozytywnie do siebie nastawiona i lubiła siebie. Obiektywnie jednak mysza z niej była. No i jakoś przyciągała wyłacznie alkoholików...

Przecież mówiła, że jest beznadziejna i do niczego się nie nadaje, więc jakoś mi się to nie widzi. No i związała się z alkoholikiem - też jakoś mi się to kłóci z obrazem osoby lubiącej siebie.

Luice Hay?

1 250

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
adlernewman napisał/a:

Mezczyzni jak Xerxes sa mlodzi, maja inne priorytety. Jak dlugo chodzi sie z kims w tym wieku- pare miesiecy-rok? No wlasnie, wiec po co szukac kompatybilnej, jak mozna sie zachwycic uroda, przewalkowac i zmienic na nowy model? Jezeli facet tak mysli kiedy ma 40+ to nie bylabym nim nawet minimalnie zainteresowana, bo jest niedojrzaly.

Ale to w tym wieku mężczyźni  najczęściej wybierają partnerki. Po 40 podaż jest już mocno ograniczona. Osobiście po skończeniu studiów spotkałam może 5 teoretycznych kandydatów - w sensie że byli wolni.

1 251

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Luice Hay?

Nom, "możesz uzdrowić swoje zycie". Bardzo mi się podobają cwiczenia w niej zawarte.

1 252

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
paulina20 napisał/a:

Przecież mówiła, że jest beznadziejna i do niczego się nie nadaje, więc jakoś mi się to nie widzi. No i związała się z alkoholikiem - też jakoś mi się to kłóci z obrazem osoby lubiącej siebie.

Mówiła że jest beztalenciem ale do wyglądu nic nie miała.
Związała się za alkoholikiem bo żaden nie-alkoholik jej nie chciał. jej własne słowa. Nie pamiętam co się działo zanim się urodziłam ale owdowiała w wieku 28 lat i fakt,tylko paru lokalnych ochlapusów robiło do niej podchody.

1 253

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Sorry Paulina 20.Nie wierzę w te poradniki, podobnie jak w amerykańskich ewangelistów telewizyjnych.Książki, które produkują cyborgi,które nawet po śmierci bliskiego powiedzą I'm fine, epatujące pseudopsychologicznym bełkotem i znajdujące rozwiązania na wszystkie bolączki tego świata trują umysły.Zaraz przypomina mi się sesja oglądania vaginy w "Smażonych zielonych pomidorach".Śmieszne do bólu.

1 254

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Nie ma żadnych danych aby metoda Hay była skuteczna formą psychoterapii czy leczenia chorób somatycznych, a nienaukowe założenia przyjęte w tej koncepcji, pozwalają przepuszczać, że metoda Hay jest nie tylko nieskuteczna, a nawet nasilająca objawy (np. ?myślenie życzeniowe? w stanach maniakalnych, w schizofrenii).

Jednostkowe przypadki rzekomej skuteczności (bez wskazania i weryfikacji rzeczywistych czynników leczących) nie mogą być podstawą do rekomendowania tej metody osobom chorym. Propagowanie metody Hay należy uznać nie tylko za niepoważne, ale i za niebezpieczne.

1 255 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-01-25 19:43:16)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

http://www.stormmodels.com/resource/731522.1449502.itemlarge.Sascha_Bailey.jpg

Taki.

Ale to w sumie nieistotne, bo spotkalam facetow jak powyzej, ktorzy poza ta elficzna uroda mieli siano pod sufitem, albo character taki, ze az ciarki przechodzily, wiec wracam do orginalnej tezy: uroda jest bardzo malo wazna. Z jednym spedzilam miesiac chodzac na randki, uprawiajac seks i caly czas sie zastanawiajac o czym do jasnej mam z nim rozmawiac, bo on zero jakichkolwiek zainteresowan mial poza wlasnym wygladem i jeczeniem na temat jak jego brat sie ma lepiej. Patrzylam- jak na obrazek, sluchalam- jak zacietej plyty. Po miesiacu zwialam gdzie pieprz rosnie.

1 256 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-01-25 19:47:33)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
paulina20 napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Luice Hay?

Nom, "możesz uzdrowić swoje zycie". Bardzo mi się podobają cwiczenia w niej zawarte.

Zaczęłam czytać ale juz na stronie 3 czy 4 zniechęciłam się trochę przeczytawszy, że sami wybieramy sobie płeć, kolor, narodowość i rodziców!

1 257

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Czytalam Louise Hay- new age nonsens.

Dlaczego Wy sie tak wszystkie bronicie przed byciem soba? Nie wszyscy musza byc super przebojowi, nie wszyscy musza byc dusza towarzystwa, czy tez najpiekniejsza kobieta w pokoju. Sa mezczyzni, ktorzy lubia ciche dziewczyny, sa tacy, ktorzy lubia glosne, natomiast ciezko by bylo znalezc lubiacych cierpietnice, co sie dzien w dzien biczuja bo nie sa kims innym.

Czy do was dociera jaki ten Wasz cel idiotyczny, bezsensowny i perwersyjny?

1 258

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Bo otoczenie nie akceptuje prawdziwej mnie... (mówię tu za siebie)

1 259

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
brzydulla napisał/a:

Bo otoczenie nie akceptuje prawdziwej mnie... (mówię tu za siebie)

A ktos Ci wprost powiedzial:"Jestes okropna z charakteru. Nie lubie Cie."? Cos mi sie wydaje, ze to sa bardziej Twoje wlasne zalozenia...

1 260

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
adlernewman napisał/a:
brzydulla napisał/a:

Bo otoczenie nie akceptuje prawdziwej mnie... (mówię tu za siebie)

A ktos Ci wprost powiedzial:"Jestes okropna z charakteru. Nie lubie Cie."? Cos mi sie wydaje, ze to sa bardziej Twoje wlasne zalozenia...

Coś w tym guście. Ale to w szkole średniej. Później, pewnie częsciowo dlatego że obracałam się w wykształconym towarzystwie, byli raczej subtelni. Po prostu nie kontynuowali znajomości ze mną.

1 261

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Brzydulla, bo ktos Ci w lyceum powiedzial?! Nie rozsmieszaj mnie.

To, ze ktos nie kontynuowal znajomosci wcale nie musi wynikac z tego, ze Cie nie lubil. Moze wlasnie mysleli, ze Tobie nie zalezy i nie chcieli sie narzucac?

1 262

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Ale mnie też ludzie nie akceptują...

1 263

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
adlernewman napisał/a:

Brzydulla, bo ktos Ci w lyceum powiedzial?! Nie rozsmieszaj mnie.

To, ze ktos nie kontynuowal znajomosci wcale nie musi wynikac z tego, ze Cie nie lubil. Moze wlasnie mysleli, ze Tobie nie zalezy i nie chcieli sie narzucac?

Nie ktoś nie kontynuował ale większośc. Nie wiem co myśleli ale skoro na jakiejś tam imprezie czy spotkaniu siedziałam i ani me ani be to bardziej prawdopodobne że uznali że jestem po prostu nudna.

1 264

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

A jeśli ja cały czas pierwsza nie podtrzymuję kontaktu i nie zabiegam jak szalona, każda znajomośc się kończy.

1 265

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

A jeśli ja cały czas pierwsza nie podtrzymuję kontaktu i nie zabiegam jak szalona, każda znajomośc się kończy.

No u mnie jest podobnie... Jak swoich nowych 'znajomych' zaczepię to mi odpowiedzą, ale na tym koniec. W końcu przestaję zagadywać bo ile można się narzucać? Zresztą teraz zrobiłam się bardzo ostrożna z tym zagadywaniem.

1 266 Ostatnio edytowany przez Asterka10 (2013-01-25 21:21:01)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Jednego mi w życiu nikt nie zarzuci - że nie jestem sobą.I tego , że się akceptuję taką jaka jestem.Wychodzę z założenia jestem jaka jestem - jeśli ci się to nie podoba trudno.
Moje przyjaźnie i znajomości to kupa pracy, oswajania tego, żeby ktoś się ze mną dobrze poczuł, dbania i pielęgnowania.Mam wspaniałych przyjaciół, którzy mnie nie tylko akceptują, ale bardzo lubią.
Niestety, w przypadku związków damsko -męskich to nie przynosi efektów.Jak pisałam nie da się kogoś zbawić na siebie.
Adlernewman porozglądaj się do okoła.Masę ludzi przez swoją inność, odmiennośc jest samotna.Nie do końca z własnej winy.Miałam to szczęście , że spotkałąm ludzi, którzy nadają na tych samych falach.Ale ludzie nie lubią odmieńców, dziwaków, myślących w inny sposób od ogólnie przyjętych kryteriów.
Mamy nie tylko totalną unifikację kanonów urodowych , ale i mentalnych.Mam cudowne możliwości oglądania i analizowania odrzucenia przez rówieśników.Z racji swojej pracy,widzę, że trzeba być cool, interesować się tym co rówieśnicy, ubierać się jak oni, mieć kasę i gadżety.Nie daj Boże myśleć inaczej, ubierać się inaczej.Niestety w dorosłości niewiele się zmienia.

1 267

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Asterka10 napisał/a:

Sorry Paulina 20.Nie wierzę w te poradniki, podobnie jak w amerykańskich ewangelistów telewizyjnych.Książki, które produkują cyborgi,które nawet po śmierci bliskiego powiedzą I'm fine, epatujące pseudopsychologicznym bełkotem i znajdujące rozwiązania na wszystkie bolączki tego świata trują umysły.Zaraz przypomina mi się sesja oglądania vaginy w "Smażonych zielonych pomidorach".Śmieszne do bólu.

Moim zdaniem koniecznie przeczytaj. Tam jest napisane że jak po kochasz siebie to zjedziesz parę kilogramów smile

Żartuję. Dobrnęłam do połowy i wydaje mi się że to psychobełkot w rodzaj  'obejrzyjmy swoją pochwę'.

1 268 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-01-25 21:35:36)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Nawiedzony uzdrowicielski bełkot. Upragnione cele często fascynują, właśnie dlatego, że są nierealistyczne :"jeśli myślimy pozytywnie, spotykają nas same dobre rzeczy", "nieważne kim jesteś, ważne za kogo się uważasz", "to, w co wierzysz staje się prawdą".

1 269

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Jezusie słodki to gorsze od Main Kampf.Toż to prosta droga do psychiatry.

1 270

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Nawiedzony uzdrowicielski bełkot. Upragnione cele często fascynują, właśnie dlatego, że są nierealistyczne :"jeśli myślimy pozytywnie, spotykają nas same dobre rzeczy", "nieważne kim jesteś, ważne za kogo się uważasz", "to, w co wierzysz staje się prawdą".

Jasne że życie jest milsze jeśli wierzysz że jesteś piekna,dobra, po prostu perfekcyjna i taki też jest twój świat (prawie że cytuję w/w ksiązkę). No i fajnie,jeśli rzeczywiście taka jestem.
Ale widziałam w zyciu paru ludzi którzy naprawdę niewiele sobą reprezentują a mimo to wierzą że są perfekcyjni. Moim zdaniem są raczej żałośni.
Jeśli już muszę być nieudana to wolę raczej być boleśnie tego świadoma i czasem sobie nawet pomarudzić na jakimś forum niż epatować bezkrytycznym samouwielbieniem. Dopiero by ludzie ode mnie uciekali.

1 271 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-01-25 22:24:05)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Cokolwiek pomyślisz, staje się rzeczywistością. Przyciągasz do siebie zarówno dobre, jak i złe zdarzenia. Krótko mówiąc ? wszystko, co się w twoim życiu dzieje, jest wyłącznie projekcją twojego umysłu, twoich pragnień i lęków. Wszechświat funkcjonuje na zasadzie: twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. Jeśli więc życzysz sobie nędzy, chorób i poniewierki ? wszechświat usłużnie zaspokoi te chęci. Jeśli natomiast zażyczysz sobie bogactwa, zdrowia i prosperity ? wszechświat równie usłużnie zapewni ci te luksus.  Dla pewnego typu czytelników jest to wizja bez wątpienia atrakcyjna, bo niesłychanie prosta. Odsuwa od nich bolesną świadomość, że rzeczywistość jest trudna, a życie wymaga wysiłku i obfituje w przykre niespodzianki losu, na które nie mamy żadnego wpływu. Oczywiście, pozytywne nastawienie jest bardzo ważnym elementem, ale realnych działań oraz pracowitości i determinacji zastąpić nijak nie jest w stanie. Zdrowie psychiczne zapewnia życie w zgodzie z własnymi emocjami a ich wyrażanie MUSI być adekwatne do sytuacji. Jeśli jest powód do tego: wściekasz się, narzekasz, krytykujesz, smucisz się itd. No i przeciwnie, gdy masz powód - cieszysz się, jesteś w stanie euforii, śmiejesz się, kochasz itd.
A swoją drogą ja parę lat temu byłam zafascynowana "Potęgą świadomości" Murphyego i dziełkami Louise Hay - ćwiczyłam afirmacje, pozytywne myślenie, a potem miałam cholerne poczucie winy, że jestem tak nieudaczna, że nawet to mi nie wychodzi smile

1 272

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Przypomina trochę Amwaya.

1 273

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Ja Was nigdy chyba nie przekonam, ze najlepsze zycie to zycie wlasna osoba, a nie tesknota za byciem kims innym. Nie przekonam, bo nie chcecie sie zmienic.

1 274 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2013-01-26 02:38:52)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Hm, ja czytałam Hay po nocy i zapomniałam, że tam w dużej mierze też o prawo przyciągania chodziło tongue Cóż, ja uwazam, że jest prawdziwe (a przynajmniej, że ''coś w nim jest'', parę razy tego doświadczyłam), wy nie musicie, ale polecałam tę ksiązkę z innego względu.

Tam były fajne ćwiczenia na akceptację siebie: zastanowić się, czemu właściwie siebie nie akceptujesz, a dokładniej, w jaki sposób uwarunkowało cię otoczenie, najbliżsi, ty sama. Były pytania, które warto sobie zadać. Od strony 10 w ebooku. Mi sie spodobało to podejście, a ćwiczenie z lusterkiem zaczełam wykonywać i moim pierwszym odczuciem było ''uff, w końcu ktoś mi to powiedział!'' Ale też - kiedyś tego ćwiczenia pewnie nie umiałabym wykonać wcale.
Ja na przykład jestem dowodem na to, że choćby mnie facet komplemntował, był dobry i naprawde kochał, to i tak w to nie uwierzę, dopóki nie zaakceptuję siebie sama. Bo taka zewnętrzna akceptacja wystarczała mi tylko na dzień, dwa. Wewnątrz swojego przekonania o sobie nie zmieniałam.

Aha - moim zdaniem samoakceptacja to nie samouwielbienie. Ktoś, kto się po prostu akceptuje, jak najbardziej bedzie się potrafił przyznać do błędu. Nie bedzie tez mu się usuwał grunt spod nóg za każdym razem, kiedy ten błąd popełni.
Będzie dobry dla siebie, więc w naturalny sposób będzie też dobry dla innych. Tak ja to rozumiem i jest to dla mnie pozytywne pojęcie, taka podstawa, bez której trudno się odnaleźć w zyciu.

1 275

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Paulina , masz do czynienia z wykształconymi ludzmi.Ta ksiązka to trucizna dla umysłu i stek scjentologicznych bzdur.Guru do niej w pakiecie nie dołanczają, ani warsztatów na polubienie siebie za kilka tysięcy?
Adlernewman nie chcę być inną osobą.Wszystkie złe emocje wzbudzają u mnie ludzie nie ja sama, płyną z zewnątrz, a nie wewnątrz.Nie przeżywam codziennie swoich traum i niedociągnięć, przeżywam tylko jak mi ktoś dokopie.To nie ja uważam, że jestem brzydka i gruba.Nasze reakcje , przemyślenia (pozwalam sobie napisać w liczbie mnogiej)to efekt tego jak czujemy się z innymi ludzmi.I to nie wszystkimi i nie zawsze.

1 276

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
adlernewman napisał/a:

Ja Was nigdy chyba nie przekonam, ze najlepsze zycie to zycie wlasna osoba, a nie tesknota za byciem kims innym.

Ale- dlaczego? Tylko nie mów że bo i tak nie mamy wyjscia. Jasne -nie mamy. Tylko że to nie zawsze jest najlepsze życie, to czasem jest akceptacja tego czego zmienić nie możemy. Nie mogę mieć nowego BMW -co tam, kocham mojego 20-letniego cinquecento. W psychologii nazywa się to metodą słodkich cytryn.
I żeby nie było nieporozumień - ja wcale nie chcę być jak gwiazda Hollywood. Czy jak panie Grycan. Panie Grycan to akurat świetny przykład kim nie chce być -bezkrytyczna wobec siebie pchać się do pierwszych rzędów. Uważam że najpierw trzeba coś ze sobą zrobić i reprezentować , potem ewentualnie mozna sie pchać. Wiem że na pewno one są szczęsliwsze ode mnie. Ale ja nie uważam że jest to postawa godna nasladowania: wszyscy mnie krytykują a ja, jak mnie nie wpuszczą drzwiami to i tak wejdę oknem.
A wracając do tego kim bym chciała być-  mieć cokolwiek co by mi ułatwiło przetrwanie w tym cholernym świecie. Lubienie siebie pracy minie załatwi. Bo lubiąc siebie wcale nie będę potrafiła poradzić sobie z trudnym pacjentem czy nie spowoduje to poprawy mojej wiedzy. Najwyżej zamiast myśleć wtedy 'rany jaka ja beznadziejna jestem' zaczęłabym mysleć 'co za palant'. Chociaż Louise Hay pewnie by się ze mną nie zgodziła.

paulina20 napisał/a:

Tam były fajne ćwiczenia na akceptację siebie: zastanowić się, czemu właściwie siebie nie akceptujesz, a dokładniej, w jaki sposób uwarunkowało cię otoczenie, najbliżsi, ty sama. Były pytania, które warto sobie zadać. Od strony 10 w ebooku. Mi sie spodobało to podejście, a ćwiczenie z lusterkiem zaczełam wykonywać i moim pierwszym odczuciem było ''uff, w końcu ktoś mi to powiedział!'' Ale też - kiedyś tego ćwiczenia pewnie nie umiałabym wykonać wcale.
Ja na przykład jestem dowodem na to, że choćby mnie facet komplemntował, był dobry i naprawde kochał, to i tak w to nie uwierzę, dopóki nie zaakceptuję siebie sama. Bo taka zewnętrzna akceptacja wystarczała mi tylko na dzień, dwa. Wewnątrz swojego przekonania o sobie nie zmieniałam.

Ja wiem dlaczego się nie akceptuję. Wiem że mnóstwo tego to niestety dziedzictwo od mamy. Wychowanie na pewno mi nie pomogło,ale nie wiem czy by pomogło gdybym otrzymała jakieś inne. To że sama sobie rodziców wybrałam - totalna bzdura moim zdaniem.
I wcale nie uważam że samoakceptacja jest do końca dobra. Skrajne przypadki to np w/w panie Grycan które sa po pierwsze  niesmacznie otyłe, po drugie niewiele sobą wnoszą do show biznesu a i tak wszędzie się pachają  czy np mąż mojej mamy, który, gdyby nie to że mama mu ciągle mędzi, nie zmieniałby wcale bielizny bo mu tonie przeszkadza i akceptuje się jakim jest.

paulina20 napisał/a:

Aha - moim zdaniem samoakceptacja to nie samouwielbienie. Ktoś, kto się po prostu akceptuje, jak najbardziej bedzie się potrafił przyznać do błędu. Nie bedzie tez mu się usuwał grunt spod nóg za każdym razem, kiedy ten błąd popełni.

A co jeśli popełnia błąd za błędem, ile razy razy znajdzie się w towarzystwie? Mówisz że powie sobie 'ale ja to akceptuję' i bedzie dalej szedł w towarzystwo popełniać dalsze błędy? No ale ja własnie tego nie lubię. Nie lubię u innych, pisałam kiedyś o hałasliwych osobach które potrafią zepsuć każde spotkanie swoim prymitywnym humorem. Nie chcę być jedną z tych osob.

paulina20 napisał/a:

Będzie dobry dla siebie, więc w naturalny sposób będzie też dobry dla innych. Tak ja to rozumiem i jest to dla mnie pozytywne pojęcie, taka podstawa, bez której trudno się odnaleźć w zyciu.

Ja nie jestem zła dla innych mimo że jestem dość paskudna dla siebie,to po pierwsze.

1 277

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Ok Brzydulla ja kumam ze mozna byc brzydkim i malo utalentowanym w roznym dziedzinach zycia, ale swoja postawa nienawidzenia siebie kopiesz pod soba kolejny dolek, na wlasne zyczenie. Lepiej akceptowac siebie, nie bedac bezkrytycznym i wyciagac wnioski z tego co nas spotyka, by w przyszlosci zrobic cos lepiej

1 278

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Ja w niczym nie jestem dobra, nie mam żadnego talentu , jestem niska,nie mam biustu,po ciąży mam duży brzuch i uda. Włosy mi się nie układają gdy jest mokra pogoda kręcą się-każdy w inną stronę.Nigdy nie miałam chłopaka takiego który mi się podobał.Nienawidzę siebie,czuję się gorsza od innych.Wstydze sie wychodzić z domu. obcasów nie ubieram , bo mam małą stopę i ciężko znaleźć mi buty. Jestem nikim i nie wiem po co żyje

1 279

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
xerxes napisał/a:

Ok Brzydulla ja kumam ze mozna byc brzydkim i malo utalentowanym w roznym dziedzinach zycia, ale swoja postawa nienawidzenia siebie kopiesz pod soba kolejny dolek, na wlasne zyczenie. Lepiej akceptowac siebie, nie bedac bezkrytycznym i wyciagac wnioski z tego co nas spotyka, by w przyszlosci zrobic cos lepiej

Nie da się tak po prostu akceptować. Jak nie lubisz np. małomównych czy niskich kobiet to każdy powie to ich po prostu unikaj a nie zaakceptuj.

1 280

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
brzydulla napisał/a:
xerxes napisał/a:

Ok Brzydulla ja kumam ze mozna byc brzydkim i malo utalentowanym w roznym dziedzinach zycia, ale swoja postawa nienawidzenia siebie kopiesz pod soba kolejny dolek, na wlasne zyczenie. Lepiej akceptowac siebie, nie bedac bezkrytycznym i wyciagac wnioski z tego co nas spotyka, by w przyszlosci zrobic cos lepiej

Nie da się tak po prostu akceptować. Jak nie lubisz np. małomównych czy niskich kobiet to każdy powie to ich po prostu unikaj a nie zaakceptuj.

Masz 3 wyjścia smile
1.albo siebie zaakceptujesz
2. albo siebie niezaakceptyjesz i przeżyjesz życie z osobą nielubianą
3. albo siebie niezaakceptujesz i porzucisz siebie;)

1 281

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
paulina20 napisał/a:

Aha - moim zdaniem samoakceptacja to nie samouwielbienie. Ktoś, kto się po prostu akceptuje, jak najbardziej bedzie się potrafił przyznać do błędu. Nie bedzie tez mu się usuwał grunt spod nóg za każdym razem, kiedy ten błąd popełni.
Będzie dobry dla siebie, więc w naturalny sposób będzie też dobry dla innych. Tak ja to rozumiem i jest to dla mnie pozytywne pojęcie, taka podstawa, bez której trudno się odnaleźć w zyciu.

Z tą akceptacją jest na odwrót, kto akceptuje siebie(czyli to co dobre w nim i to co złe) nie będzie umiał się przyznać do błedu, bo zawsze będzie tłumaczył się swoją ułomnością bo przecież on taki jest i już-bo jest nerwowy to będzie krzyczał np.

i taka osoba wcale nie jest dobra dla siebie ani dla innych, bo przede wszystkim próbuje ułożyć sie z czymś czego sama w sobie nie lubi i taki sam kit próbuje wcisnąć innym o sobie...

paulina20 napisał/a:

Tam były fajne ćwiczenia na akceptację siebie: zastanowić się, czemu właściwie siebie nie akceptujesz, a dokładniej, w jaki sposób uwarunkowało cię otoczenie, najbliżsi, ty sama. Były pytania, które warto sobie zadać. Od strony 10 w ebooku. Mi sie spodobało to podejście, a ćwiczenie z lusterkiem zaczełam wykonywać i moim pierwszym odczuciem było ''uff, w końcu ktoś mi to powiedział!'' Ale też - kiedyś tego ćwiczenia pewnie nie umiałabym wykonać wcale.
Ja na przykład jestem dowodem na to, że choćby mnie facet komplemntował, był dobry i naprawde kochał, to i tak w to nie uwierzę, dopóki nie zaakceptuję siebie sama. Bo taka zewnętrzna akceptacja wystarczała mi tylko na dzień, dwa. Wewnątrz swojego przekonania o sobie nie zmieniałam.

Z lusterkiem całe życie chodzić nie będziesz żeby się czuć lepiej a po drugie sama widzisz na ile ci tej akceptacji starczyło, na chwilę, bo to sztuczny zamiennik, jesteś jaka jesteś, jaką siebie widzisz w lustrze, nie da się sobie wmówić że jest inaczej a jak sie próbuje to i tak zderzy sie to z twardą rzeczywistością, wystarczy tylko ze przyjdzie inna osoba i powie ci np.paulina ale ty gruba jesteś, ty zaczniesz sie tłumaczyć trochę pulchna tylko jestem, trochę przy kości może... ale w rezultacie jedna osoba przyjdzie i zachwieje twoją pewność, samoakceptacja jest dla głupich ludzi, moze inaczej- sztucznych ludzi, co się chcą na zewnątrz budować akceptacją, napychać umysł jacy to oni nie są, a nie od wewnątrz(i tu nie chodzi mi o cechy charakteru ale o stan ducha, ze on ma być taki swój)...

1 282 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-01-27 14:28:48)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Właśnie akceptacja siebie, to nie chodzenie w samouwielbieniu, ale i akceptowanie swoich wad i niedoskonałośći. Jesli u siebie ich nie zaakceptuję, to nie będę tolerować ich u innych. Czy jesli nie lubię siebie, to lubię innyc? Czy raczej im zazdroszczę albo nimi pogardzam?

1 283

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
brzydulla napisał/a:

Ja wiem dlaczego się nie akceptuję. Wiem że mnóstwo tego to niestety dziedzictwo od mamy. Wychowanie na pewno mi nie pomogło,ale nie wiem czy by pomogło gdybym otrzymała jakieś inne. To że sama sobie rodziców wybrałam - totalna bzdura moim zdaniem.

No i dobrze że siebie nie akceptujesz bo znakiem tym ze jeszce walczysz...ksiązek amerykańskich psychologów nie czytam bo odnoszę wrażenie że próbują opierać się na filozofii buddyjskiej a ślizgają sie po powierzchni i z marnym skutkiem opisują wierzchołek góry lodowej...nie ma świata zyczeniowego...

z tym wybieraniem rodziców...moze i bzdura, bo niby jak to sprawdzić, owszem jest coś takiego jak reinkarnacja(uważana na wschodzie) że jeśli dusza człowieka posiada określoną karmę to po śmierci nada swój kierunek tam gdzie tą karmę będzie mogła odpracować...ale to ich wiara

1 284 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2013-01-27 15:11:05)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Brzydullo, czy komus, kogo kochasz, mówiłabyś ''ale z ciebie beztalencie"? Ja nie wink
Swoją drogą, ciekawe, czy Stephen King wydałby cokolwiek z takim przekonaniem wink Bo pewnie po 5 odmowach stwierdziłby, że nie ma talentu. Nawet ci nie będę mówić, ile on musiał pisac, żeby go odkryto wink
A z tym wybieraniem rodziców, to ja się pod takimi rzeczami nie podpisuję (mam bardzo, bardzo letnie poglądy w wielu sprawach). Nie czytałam właściwie tych wstepów, mój błąd.

Koliber napisał/a:

i powie ci np.paulina ale ty gruba jesteś, ty zaczniesz sie tłumaczyć trochę pulchna tylko jestem, trochę przy kości może... ale w rezultacie jedna osoba przyjdzie i zachwieje twoją pewność

Nie, nie. Wtedy odpowiem - wiem o tym wink I ani się tego nie wstydze, ani nie tłumacze, ani nie ukrywam - jestem tego świadoma i nie uzalezniam swojego samopoczucia od wygladu (ani jakiejkolwiek innej cechy, bo coś złego można w sobie znaleźć zawsze).

A tamta 'akceptacja', której dawałam przykład, była własnie zewnętrzna i nietrwała. Moim zdaniem samoakceptacja sprowadza sie do tego, że mówisz sobie ''kocham cię takim, jakim jesteś''. Bezwarunkowo to sobie mówisz. A nie ''jesteś za brzydka, za głupia, za gruba, za nieśmiała, zbyt taka, za mało taka.. itd, zebym cię mogła zaakceptować". To daje przeogromną wewnętrzną energię.

Jesli kogos kochasz, robisz różne rzeczy, żeby ta osoba czuła się dobrze, żeby się rozwijała. Wierzysz w nią, komplementujesz, jesteś wyrozumiała wobec jej błędów. Kto z nas NIE chciałby byc tak traktowany?

Jeśli siebie kochasz, twoją motywacją jest ''chcę, żeby ci było jak najlepiej'', a nie ''zmień się natychmiast, to może bedę mogła na ciebie patrzeć''. Jak by zareagował drugi człowiek, gdybys sie tak do niego zwracał? Agresją, bólem, lękiem. Tak samo reagujemy wewnątrz.

Jak bys wychowywał dziecko? Robiąc mu wymówki, że jest nie takie, czy kochając bezwarunkowo? Które dziecko chętniej sie uczy - głaskane czy karcone? Które dziecko okaże więcej współczucia innym?

1 285

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Dlatego dziecko, które nie dostało bezwarunkowej miłości od rodziców, jako dorosły często mam problem z samoakceptacją. Jednak taka nauka to proces, mogący trwać do śmierci. Nic nie zmieni się nagle-za pstryknięciem, chyba że ktoś ma czarodziejską różdżkę albo piesciń Arabelli.

1 286 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2013-01-27 15:43:43)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Dlatego dziecko, które nie dostało bezwarunkowej miłości od rodziców, jako dorosły często mam problem z samoakceptacją. Jednak taka nauka to proces, mogący trwać do śmierci. Nic nie zmieni się nagle-za pstryknięciem, chyba że ktoś ma czarodziejską różdżkę albo piesciń Arabelli.

Tak. Ale bez świadomej pracy nad tym - albo jesli nie pojawi sie ktos, kto zacznie cię tego uczyc - można mieć pewność, że NIC się nie zmieni wink
Ja dostałam sporo miłości od babci, od mamy. Myślę, że duzo mi to dało, nawet bardzo duzo. Bez tego pewnie popadłabym w jakies zachowania autodestrukcyjne. Raz próbowałam wymiotować..

Ja po 3 dniach widzę u siebie jakąś zmianę, chociaż to tez za wczesnie, by o tym mówić. Mam więcej energii, po raz pierwszy od dawna miałam ochotę i siłę na generalne sprzątanie, przestałam sobie tak wyrzucać, że jestem leniwa i nie robię tego, co sobie postanowię, tylko zastanowiłam się, czemu tak jest. Przede wszystkim czuje się lepiej ''mentalnie'' i o to chyba chodzi, nie? wink Ostatnio mam swietny humor.

1 287

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
paulina20 napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Dlatego dziecko, które nie dostało bezwarunkowej miłości od rodziców, jako dorosły często mam problem z samoakceptacją. Jednak taka nauka to proces, mogący trwać do śmierci. Nic nie zmieni się nagle-za pstryknięciem, chyba że ktoś ma czarodziejską różdżkę albo piesciń Arabelli.

Tak. Ale bez świadomej pracy nad tym - albo jesli nie pojawi sie ktos, kto zacznie cię tego uczyc - można mieć pewność, że NIC się nie zmieni wink
Ja dostałam sporo miłości od babci, od mamy. Myślę, że duzo mi to dało, nawet bardzo duzo. Bez tego pewnie popadłabym w jakies zachowania autodestrukcyjne. Raz próbowałam wymiotować..

Ja po 3 dniach widzę u siebie jakąś zmianę, chociaż to tez za wczesnie, by o tym mówić. Mam więcej energii, po raz pierwszy od dawna miałam ochotę i siłę na generalne sprzątanie, przestałam sobie tak wyrzucać, że jestem leniwa i nie robię tego, co sobie postanowię, tylko zastanowiłam się, czemu tak jest. Przede wszystkim czuje się lepiej ''mentalnie'' i o to chyba chodzi, nie? wink Ostatnio mam swietny humor.

To gratuluję. Jednak nikt nam w niczym nie pomoże, jesli to my nie wyjdziemy z inicjatywą i chęcią zmiany siebie (oczywiście jako my dorośli i odpowiedzialni za siebie)

1 288

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Właśnie akceptacja siebie, to nie chodzenie w samouwielbieniu, ale i akceptowanie swoich wad i niedoskonałośći. Jesli u siebie ich nie zaakceptuję, to nie będę tolerować ich u innych.

wiesz miss, ja w ogóle nie podchodzę do siebie i do ludzi z poziomu akceptacji...taki mam przykład świeży, ze swojej pracy, miałam kierowniczkę zmianową(nie przedłużyli jej umowy-na szczęście), prawie nikt jej nie lubił, może jedna, dwie osoby na sto, jak przyszłam do pracy do się zdziwiłam że taka osoba sie jeszcze uchowała... moje zdanie na jej temat było zawsze jedno, nie lubiłam jej i kropka, a mam koleżankę na zmianie która za każdym razem stara się tłumaczyć zachowanie tej kierowniczki, na zasadzie no dobra była jaka była ale była pracowita, czyli układała się do niej, starała sie akceptować mimo tego iż sama nie lubiła jak tamta nia pomiatała...akceptacja to okłamywanie samego siebie, no i w pewnym sensie utwierdzanie tej drugiej osoby że może być taka jaka jest, że jej podłe zachowanie trochę zblednie no bo popatrzy się na nią z innej strony...głupota

missnowegojorku napisał/a:

Czy jesli nie lubię siebie, to lubię innyc? Czy raczej im zazdroszczę albo nimi pogardzam?

jesli ktoś nie lubi siebie(nie lubię tego słowa) to raczej będzie myślał ze inni też go nie lubią, chyba tak to działa, zazdrosć nie wynika z nielubienia siebie(zazdrość w mniejszym czy większym stopniu dotyka każdego, tylko ze jedni sobie z tym lepiej radzą a inni gorzej)

1 289

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Ale nie lubiąc siebie i innych, sama siebie skazujesz na piekło na ziemii... Dodatkowo bez nadziei na lepsze sanopoczucie i tym samym fajniejszą jakość życia na tym łez padole.... Ja mam dość, chcę w końcu czuć sie lepiej....

1 290

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
paulina20 napisał/a:

A tamta 'akceptacja', której dawałam przykład, była własnie zewnętrzna i nietrwała. Moim zdaniem samoakceptacja sprowadza sie do tego, że mówisz sobie ''kocham cię takim, jakim jesteś''. Bezwarunkowo to sobie mówisz. A nie ''jesteś za brzydka, za głupia, za gruba, za nieśmiała, zbyt taka, za mało taka.. itd, zebym cię mogła zaakceptować". To daje przeogromną wewnętrzną energię.

jak ci to powiedzieć, osoby które siebie "lubią" "kochają", zwał jak zwał nie muszą sobie tego mówić, bo skoro sobie to musza powtarzać to znaczy że chciałyby sie tak czuć a nie do końca tak jest...

paulina20 napisał/a:

Jak bys wychowywał dziecko? Robiąc mu wymówki, że jest nie takie, czy kochając bezwarunkowo? Które dziecko chętniej sie uczy - głaskane czy karcone? Które dziecko okaże więcej współczucia innym?

I takie i takie, zresztą i głaskane i karcone to słowa o negatywnym wydźwięku...wiem ze rodzice potrafią kochać tak głęboko że o sobie zapominają, kochać i wychowywać to jest chyba kropka nad i...

1 291 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-01-27 16:11:55)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

A takie, które chcą się tak pokochać i zaakceptować- są wg ciebie mniej wartościowe, mniej autentyczne? Przecież maja jakiś cel, ku czemuś dążą? Lepiej cały czas podsycać w sobie nienawiść do siebie i świata i "rozlewać swój żal" w okolo?
? W czym taki sposób na życie jest lepszy od dążenia do akceptacji siebie?

1 292 Ostatnio edytowany przez Koliber (2013-01-27 16:13:50)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Dlatego dziecko, które nie dostało bezwarunkowej miłości od rodziców, jako dorosły często mam problem z samoakceptacją. Jednak taka nauka to proces, mogący trwać do śmierci. Nic nie zmieni się nagle-za pstryknięciem, chyba że ktoś ma czarodziejską różdżkę albo piesciń Arabelli.

a pokaż mi które dostało bezwarunkową, rodzic to też człowiek, ze swoimi doswiadczeniami,ma wady i zalety, czasami fajniejszy, czasami gorszy, tego nie zmienisz

paulina20 napisał/a:

Ja dostałam sporo miłości od babci, od mamy. Myślę, że duzo mi to dało, nawet bardzo duzo. Bez tego pewnie popadłabym w jakies zachowania autodestrukcyjne. Raz próbowałam wymiotować..

a to prawda, w rodzinie siła:)

1 293

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
paulina20 napisał/a:

Brzydullo, czy komus, kogo kochasz, mówiłabyś ''ale z ciebie beztalencie"? Ja nie wink

Nie pokochałabym beztalencia smile
Każdy z nas jest inny i ma inną tolerancję na otoczenie i jego błedy. I tak samo na ludzi. Mojej mamie np nie przeszkadza to że facet jest bezzębny. Mojej koleżance o ktorej pisałam kilka postów temu nie przeszkadza że jej mąż sieje wiochę w każdym towarzystwie.Mi by jedno i drugie przeszkadzało. I u innych i u siebie. Nie pokochałabym bezzębnego faceta. Nie zaakceptowałabym bezzębności u siebie.


paulina20 napisał/a:

Moim zdaniem samoakceptacja sprowadza sie do tego, że mówisz sobie ''kocham cię takim, jakim jesteś''. Bezwarunkowo to sobie mówisz. A nie ''jesteś za brzydka, za głupia, za gruba, za nieśmiała, zbyt taka, za mało taka.. itd, zebym cię mogła zaakceptować". To daje przeogromną wewnętrzną energię.

Jesli kogos kochasz, robisz różne rzeczy, żeby ta osoba czuła się dobrze, żeby się rozwijała. Wierzysz w nią, komplementujesz, jesteś wyrozumiała wobec jej błędów. Kto z nas NIE chciałby byc tak traktowany?

Ale dlaczego mam sobie coś bezwarunkowo mówić? To nie daje żadnej energii tylko wewnętrznie rozgrzesza i zwalnia ze wszelkiej odpowiedzialności i mobilizacji do zmiany tego. Mówisz sobie 'jestem gruba ale kocham swoje fałdki' i otwierasz kolejne pudło lodów albo mówisz sobie 'cholera za gruba jestem'  i idziesz na basen...

paulina20 napisał/a:

Jeśli siebie kochasz, twoją motywacją jest ''chcę, żeby ci było jak najlepiej'', a nie ''zmień się natychmiast, to może bedę mogła na ciebie patrzeć''. Jak by zareagował drugi człowiek, gdybys sie tak do niego zwracał? Agresją, bólem, lękiem. Tak samo reagujemy wewnątrz.

Pamietaj że jest jeszcze świat zewnetrzny który oceni Cię brutalnie. Zobacz np wspomniane przeze mnie Grycanki. Nikt nie mówi 'patrzcie jakie one fajne, zupełnie nie przejmują się że są otyłe'. Czy np  talent wokalny niejakiego Niecika. Oczywiście że to są przykłady osób o wysokim poziomie samoakceptacji i miłości własnej i przynajmniej wydają się nie przejmować opinią otoczenia. ja bym się przejeła. Przejmuję się na swoim, mniej medialnym poziomie. Co Ci to da że kochasz siebie skoro świat i tak Cię odrzuca z powodu Twoich wad?

paulina20 napisał/a:

Jak bys wychowywał dziecko? Robiąc mu wymówki, że jest nie takie, czy kochając bezwarunkowo? Które dziecko chętniej sie uczy - głaskane czy karcone? Które dziecko okaże więcej współczucia innym?

Czasem lepiej powiedzieć coś dziecku samemu niż pozwolić mu np iść do Idola czy innego X faktora i pozwolić żeby mu to powiedział Kuba Wojewódzki, dużo brutalniej i na oczach i uszach kliku milionów widzów.

1 294 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-01-27 16:28:08)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Koliber napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Dlatego dziecko, które nie dostało bezwarunkowej miłości od rodziców, jako dorosły często mam problem z samoakceptacją. Jednak taka nauka to proces, mogący trwać do śmierci. Nic nie zmieni się nagle-za pstryknięciem, chyba że ktoś ma czarodziejską różdżkę albo piesciń Arabelli.

a pokaż mi które dostało bezwarunkową, rodzic to też człowiek, ze swoimi doswiadczeniami,ma wady i zalety, czasami fajniejszy, czasami gorszy, tego nie zmienisz

paulina20 napisał/a:

Ja dostałam sporo miłości od babci, od mamy. Myślę, że duzo mi to dało, nawet bardzo duzo. Bez tego pewnie popadłabym w jakies zachowania autodestrukcyjne. Raz próbowałam wymiotować..

a to prawda, w rodzinie siła:)

Ale nie ma ludzi bez wad, każdy ma jakąs swoja przeszłość, miał swoich rodziców, którzy też nie byli idealni. Ale jedni dostają tej miłości bezwarunkowej więcej, inni mniej. Dlatego jedni mają większe poczucie wlasnej wartości, inni mniejsze. To chyba proste.

Wołałabym sama przekonać się, że coś mi nie wychodzi i zaakceptować to , niż żeby rodzic mi wytykał moje wady. Lepiej zniosę niepowodznie (które każdemusię zdarzy w życiu) kiedy będę przekonana o swojej wartościowości jako człowieka, niż kiedy kiedy będę nie lubić siebie i drzeć włosy z głowy, że nie jestem szczupła jak 18-tka czy nie umiem śpieać jak Steczkowska. Wolę być gruba i zadowola, niż chuda i ciągle rozgoryczona.

1 295

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

A takie, które chcą się tak pokochać i zaakceptować- są wg ciebie mniej wartościowe, mniej autentyczne? Przecież maja jakiś cel, ku czemuś dążą? Lepiej cały czas podsycać w sobie nienawiść do siebie i świata i "rozlewać swój żal" w okolo?
? W czym taki sposób na życie jest lepszy od dążenia do akceptacji siebie?

E nie, nie ma mniej-bardziej wartościowych, każdy wartość ma jaką ma, to jest bezdyskusyjne...czy mniej autentyczne,trochę tak, ale patrząc na to z drugiej strony od czegoś trzeba zacząć...
Sposób na życie? żaden na dłuższą mete nie jest dobry

1 296

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Koliber napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

A takie, które chcą się tak pokochać i zaakceptować- są wg ciebie mniej wartościowe, mniej autentyczne? Przecież maja jakiś cel, ku czemuś dążą? Lepiej cały czas podsycać w sobie nienawiść do siebie i świata i "rozlewać swój żal" w okolo?
? W czym taki sposób na życie jest lepszy od dążenia do akceptacji siebie?

E nie, nie ma mniej-bardziej wartościowych, każdy wartość ma jaką ma, to jest bezdyskusyjne...czy mniej autentyczne,trochę tak, ale patrząc na to z drugiej strony od czegoś trzeba zacząć...
Sposób na życie? żaden na dłuższą mete nie jest dobry

Wg mnie lepiej yśleć o sobie dobrze niż żle. Zawsze będą gorsi i lepsi ode mnie. Choćbym stanęła na rzęsach.

1 297

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

Wg mnie lepiej yśleć o sobie dobrze niż żle. Zawsze będą gorsi i lepsi ode mnie. Choćbym stanęła na rzęsach.

Zawsze jest lepiej myśleć dobrze niż źle.
Ale dlaczego Ty nie za dobrze (tak mi się przynajmniej wydaje) myślisz o swoim małym, kulawym bezmózgim adoratorze?

1 298 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-01-27 17:11:52)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

smile Myślałabym o nim dobrze, gdyby nie narzucał mi się ze swoim irracjonalnym uczuciem, był dla mnie kimś ważnym w życiu przez okres 2 lat kontaktowaliśmy się wielokrotnie każdego dnia. Zresztą on sam jest przeświadczony o swojej wartości, nic nie jest w stanie popsuć jego dobrego zdania o sobie samym. Byc może jest sto razy szczęsliwszy ode mnie. wink Pomyślałam więc sobie, jeśli on uważa mnie za wariatkę, a swoje poglądy uważa za niepodważalne, dlaczego ja nie mam zacząć pracować nad poprawą mojej samooceny. Mam takie samo prawo do poczucia własnej wartości jak on. Długo myślałam,że jesteśmy przyjaciólmi, ale czas pokazał, że jednak nasza przyjaźń nie miała racji przetrwania, po prostu nie byliśmy się w stanie poprozumieć, mimo wielu prób i szAns. Uważam, że są osoby z którymi jest w stanie zawiązać trwałe relacje. Niestety, ludzie różnią się od siebie, poglądami, inteligencją, zainteresowaniami i temperamentami. Byliśmy pelni dobrej woli obydwoje, ale nie pasowaliśmy do siebie. To nie było tak szast prast, że go nie poznałam dobrze i od razu wyrobiłam sobie o nim zdanie, nie. To trwało dwa lata, co dnia.

1 299

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
missnowegojorku napisał/a:

smile Myślałabym o nim dobrze, gdyby nie narzucał mi się ze swoim irracjonalnym uczuciem, był dla mnie kimś ważnym w życiu przez okres 2 lat kontaktowaliśmy się wielokrotnie każdego dnia. Zresztą on sam jest przeświadczony o swojej wartości, nic nie jest w stanie popsuć jego dobrego zdania o sobie samym. Byc może jest sto razy szczęsliwszy ode mnie. wink Pomyślałam więc sobie, jeśli on uważa mnie za wariatkę, a swoje poglądy uważa za niepodważalne, dlaczego ja nie mam zacząć pracować nad poprawą mojej samooceny. Mam takie samo prawo do poczucia własnej wartości jak on. Długo myślałam,że jesteśmy przyjaciólmi, ale czas pokazał, że jednak nasza przyjaźń nie miała racji przetrwania, po prostu nie byliśmy się w stanie poprozumieć, mimo wielu prób i szAns. Uważam, że są osoby z którymi jest w stanie zawiązać trwałe relacje. Niestety, ludzie różnią się od siebie, poglądami, inteligencją, zainteresowaniami i temperamentami. Byliśmy pelni dobrej woli obydwoje, ale nie pasowaliśmy do siebie. To nie było tak szast prast, że go nie poznałam dobrze i od razu wyrobiłam sobie o nim zdanie, nie. To trwało dwa lata, co dnia.

No ja znam siebie prawie 40 lat więc miałam wystarczająco dużo czasu żeby siebie poznać.
Chciałam Ci tylko pokazać że pewnych ludzi po prostu nie akceptujemy w swoim otoczeniu bo mają cechy dla nas nieakceptowalne. Problem jest oczywiście kiedy nie akceptujemy siebie bo od siebie odizolować jest się trudniej.
Ja w odróżnieniu do znakomitej większości populacji ludzi stosuję te same kryteria wobec innych jak i wobec siebie. Tzn - nie lubię grubasów więc się nie zapuszczam. Tylko że w zbyt wielu kwestiach mam granice ktorych przeskoczyć nie mogę.

1 300 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-01-27 17:36:54)

Odp: Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Nie lubisz grubasów, nie zapuszczasz się, ale szczęsliwa nie jesteś, mimo szczupłej sylwetki. Jeśli chodzi o akceptację, nie ma chyba człowieka, którego wszyscy by bezgranicznie akceptowali i nie ma takiego, który by wszystkich akceptował. To po prostu nie możliwe. Nie byłam w stanie pokochać kulawego, bezmózgiego, małego adoratora, ale śmiem wątpić, iż on rozumiał do końca co oznacza miłość i nie wierzę, źe mnie naprawdę kochał. On nie akcpetował mnie prawdziwej, a jedynie wyobrażenie o mnie. Nie pokochałam go nie ze wględu na wygląd i kalectwo. Jak już wspominałam zdarzało mi się zadurzać w mężczynach nad wyraz szpetnych, ale nadających na "moich falach". Kolega -rozwielitka miał inne pasma nadawnia i odbioru. Ja nie pogardzam nim, ale nie mam obowiązku go pokochac. I jeszcze jedno, gdyby on faktycznie akceptował mnie z moimi wadami i naprawdę kochał (tak jak ja sobie miłość wyobrażam) kto wie czy nie zostalibyśmy parą, swego czasu nawet wierzyłam, że to możliwe. Gdybym czuła się przez niego naprawdę kochana, chyba mogfłabym z nim być nawet bez zadurzenia z mojej strony. Ale nie czułam się ani rozumiana ani kochana, ani też akceptowana. Nie jest chyba dobre dla siebie, wikłać w toksyczne związki, kiedy się ma już jakieś doświadczenie i zna się swoje potrzeby. To moim zdaniem, świadczy o pewnje mojej dojrzałości psychicznej...I za to się cenię, iż umiałam zakonczyć tą toksyczna znajomość. Nie wyrządzać ani jemu krzywdy, ani sobie.

Posty [ 1 236 do 1 300 z 16 697 ]

Strony Poprzednia 1 … 18 19 20 21 22 … 257 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026