adlernewman napisał/a:Mussuka, tez tak mam
Ciepelko w domu, kawusia, pare papieroskow... Ale, na powaznie, zlego nastawienia do siebie nie zmieni zaden facet ani tysiace komplementow. To musi sie wziac z wnetrza danej osoby. Pamietam siebie jak mialam 20 lat- zenada i zgryzota- ani nie zauwazylam gdy mi sie dwaj najlepsi przyjaciele we mnie zakochali, bo tak sie nienawidzilam, ani nikogo spogladajacego na mnie. Tarzalam sie w rozpaczy, chociaz (teraz widzac, obiektywnie) bylam piorunujaca dziewczyna z modelowa figura.
kochana, te papieroski to wlasnie zguba:) Mnie dzis powiedziano, ze jak chce spac spokojnie to mam to swinstwo odstawic, bo nawet moje skromne 3-4 dziennie utrudniaja gojenie tego czegos, co go ma nie byc.
A apropos kompleksow to ja od malego do duzego sie w nich taplalam, bo ani zgrabna ani ladna nie bylam. I tez mi mausia "komplementow" nie szczedzila. Ale z wiekiem i przy pomocy dobrych ludzi (bo takich jest duzo na swiecie) odkrylam w sobie nie tylko brzydote ale i piekno. O, na ten przyklad..zebiska mialam zawsze paskudne, nie usmiechalam sie a jak juz musialam to zakrywalam sobie usta dlonia. Do 33 roku zycia, kiedy je sobie wreszcie za gruba kase na kredyt usprawnilam. Jakze wzroslo moje samopoczucie w tym momencie, jak w gebie zamiast zoltawych pokurczy biala klawiatura zaswitala:) I tego dentyste bede dozgonnie milowac:)
Ale za to oczy mialam (i mam) ladne od malego. Tyle, ze mama mowila: masz wytrzeszcz, co tak dziko spogladasz, ten wzrok to po ojcu masz..itp. Pierwszy komplement to bylo od kolegi: masz oczy jak krowa. Zanim w pysk zarobil zdazyl wyjasnic, ze to znaczy ladne. Duze i migdalowe.
Studiow nie udalo mi sie skonczyc, bo okazalo sie, ze nie mam zdolnosci jezykowych (ha ha) a od nastu lat mieszkam w obcych krajach, obecnie w takim o ciekawej bardzo fonetyce i gramatyce i jakos sobie daje rade z tubylcami:)
Mamusia mowila - z Ciebie to nic nie bedzie, bo jestes len, obibok, flejtuch, latawica i takie tam. A ja sobie aktualnie dobrze zyje za wlasne i na wlasnym i pomimo tych pogrozek i nieukonczonych dyplomow piastuje dosc wysokie stanowisko. Ku zdziwieniu i zazdrosci tych bardziej pracowitych i zdolnych znajomych, kuzynow itp.
I co? Moglam sie zalamac, bo ani mnie rodzona nie chwalila ani chlopcy nie latali za mna (oj dluugo to bylo) ale wygrzebalam te jakies szczatki dobrego w sobie i na nich zbudowalam swoja obecna fortece (taka tam przenosnia). I sie mam calkiem ok w niej. Nie patrze na siebie z samouwielbieniem, tez widze i oponki i braki i niedociagniecia natury ale lubie swoja osobe i moje popaprane zycie.
Za ktory to psychologiczny belkot i optymizm zaraz mi sie z pewnoscia oberwie:))