Ależ ja wcale nie chcę takiego faceta,gdzie to napisałam. Ja po prostu nie poznaję takich, którzy kochali by we mnie , mnie, a nie za coś. Niestety mężczyźni, którzy mnie interesowali zawsze wybierali ładniejsze koleżanki. I wcale nie byli to jacyś Adonisi, wręcz odwrotnie,nie pociągają mnie mężczyźni klasycznie uznawani za przystojnych, wręcz odwrotnie, wielokrotnie fascynowali mnie inteligentni brzydale. Oni jednak też woleli te inteligentne, ale ładne do tego.
A nie przyszlo Ci do glowy, ze woleli je, bo nie jeczaly ciagle o swoich mankamentach (a pewna jestem, ze jakies mialy)?
Ktorys juz to raz powtarzam, ze niechec do siebie jest forma egocentryzmu, ktory tak naprawde wyklucza zwiazek, bo uwaga takiej osoby jest jak laser, skierowana tylko w jednym kierunku- siebie samej. Facet to ani terapeuta, ani rodzic, zeby pomagac Ci budowac poczucie wartosci. Predzej czy pozniej rola ciaglego wybawiciela przerasta kazdego czlowieka. Preokupacja sama soba jest conajmniej nudna dla innych ludzi, jezeli nie od razu odstraszajaca, i wcale nie tak rozna od proznosci pieknej kobiety, ktora calymi dniami w lustrze sie oglada.
