Ja tam, jako znana wszem i wobec zionąca nienawiścią żmija, nie lubię blablać się w słodkopierdzącej atmosferce ![]()
*****
Walita na złot?
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Strony Poprzednia 1 … 132 133 134 135 136 … 257 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Ja tam, jako znana wszem i wobec zionąca nienawiścią żmija, nie lubię blablać się w słodkopierdzącej atmosferce ![]()
*****
Walita na złot?
Podobne tematy
Ja nie ![]()
Ja tylko na sabaty latam .
Ja nie
Ja tylko na sabaty latam .
Masz miotlę czy pogrzebacz?
Miotła.Pogrzebacz za mały jak na moje rozłóżyste uda.A na zlot - nigdy w życiu.Tam mogą siłą chcrzcić na optymizm.Brrr, apage.
Miss, miałam zajęty aparat.....Żle odłożyłam słuchawkę i dlatego byłam poza zasięgiem...Dzisiaj o 8.20 zadzwoniła jakaś pani z ofertą spotkani, nie doczekałam jakiego.Szkoda mi tych ludzi, ale szefostwo , które karze imdzwonić o takiej godzinie bym zamordowała.....
mery90 napisał/a:brzydulla napisał/a:osobowości nie da się leczyć jak chorób serca, ludzie są po prostu różni
jak sie chce Kochana, to i osobowosc da sie wyleczyc;) i nie zganiajmy tego na osobowosc;) bo jesli sie komus nie chce, to nic nie zdziala, nawet psychoterapia;)
czyli co? spowodować że wszyscy będziemy zachowywać się wg jednego z akceptowanych schematów?
nie, spowodowac, zeby samemu ze soba czuc sie lepiej. ja pamietajac siebie jako totalna marude, pesymistke, wiecznie na wszystko bedaca nastawiona na "nie", nie chcaca tak naprawde zyc, bojaca sie zycia, uciekajaca przed problemami, wole siebie obecna, usmiechnieta, wesola, cieszaca sie z kazdego dnia, korzystajaca z zycia i szczesliwa kobiete, ktora wie, ze cokolwiek by sie nie stalo, przetrwa to.
ja bardzo ciezko pracowalam nad swoja osobowoscia, probowalam sie pozbyc zlych demonow. dla samej siebie przede wszystkim, bo poki co zyje dla siebie, i to ode mnie zalezy jakie mam zycie, a na ostatnim miejscu przejmuje sie tym jak odbieraja mnie inni. tak mi jest latwiej. po swoich (moze i malych, ale dla mnie jakze bolesnych) przezyciach postanowilam stac sie ciut bardziej samolubna, w sensie, ze siebie stawiam na pierwszym miejscu, swoje wlasne dobro, a pozniej sa dopiero moja rodzina, znajomi, przyjaciele. tak jest mi lepiej, ciekawiej, weselej. ale to jestem ja. moze i sa osoby, ktore czuja sie ze soba dobrze w takim stanie w jakim obecnie sie znajduja, stad brak checi do zmiany czegokolwiek.
brzydulla napisał/a:mery90 napisał/a:jak sie chce Kochana, to i osobowosc da sie wyleczyc;) i nie zganiajmy tego na osobowosc;) bo jesli sie komus nie chce, to nic nie zdziala, nawet psychoterapia;)
czyli co? spowodować że wszyscy będziemy zachowywać się wg jednego z akceptowanych schematów?
nie, spowodowac, zeby samemu ze soba czuc sie lepiej. ja pamietajac siebie jako totalna marude, pesymistke, wiecznie na wszystko bedaca nastawiona na "nie", nie chcaca tak naprawde zyc, bojaca sie zycia, uciekajaca przed problemami, wole siebie obecna, usmiechnieta, wesola, cieszaca sie z kazdego dnia, korzystajaca z zycia i szczesliwa kobiete, ktora wie, ze cokolwiek by sie nie stalo, przetrwa to.
ja bardzo ciezko pracowalam nad swoja osobowoscia, probowalam sie pozbyc zlych demonow. dla samej siebie przede wszystkim, bo poki co zyje dla siebie, i to ode mnie zalezy jakie mam zycie, a na ostatnim miejscu przejmuje sie tym jak odbieraja mnie inni. tak mi jest latwiej. po swoich (moze i malych, ale dla mnie jakze bolesnych) przezyciach postanowilam stac sie ciut bardziej samolubna, w sensie, ze siebie stawiam na pierwszym miejscu, swoje wlasne dobro, a pozniej sa dopiero moja rodzina, znajomi, przyjaciele. tak jest mi lepiej, ciekawiej, weselej. ale to jestem ja. moze i sa osoby, ktore czuja sie ze soba dobrze w takim stanie w jakim obecnie sie znajduja, stad brak checi do zmiany czegokolwiek.
Ja jako 20 parolatka do 40 byłam natomiast optymistycznie nastawioną osobą. To życiowe doświadczenia zmieniłymnie, coś jakby odwrotnie do Twojej metamorfozy osobowościowej.
Miotła.Pogrzebacz za mały jak na moje rozłóżyste uda.A na zlot - nigdy w życiu.Tam mogą siłą chcrzcić na optymizm.Brrr, apage.
Miss, miałam zajęty aparat.....Żle odłożyłam słuchawkę i dlatego byłam poza zasięgiem...Dzisiaj o 8.20 zadzwoniła jakaś pani z ofertą spotkani, nie doczekałam jakiego.Szkoda mi tych ludzi, ale szefostwo , które karze imdzwonić o takiej godzinie bym zamordowała.....
To okropna robota, mam z życia chociaz tyle, że nie uszę martwić się o chlebek i smalczyk. Tudzież kubek herbaty...
brzydulla napisał/a:mery90 napisał/a:jak sie chce Kochana, to i osobowosc da sie wyleczyc;) i nie zganiajmy tego na osobowosc;) bo jesli sie komus nie chce, to nic nie zdziala, nawet psychoterapia;)
czyli co? spowodować że wszyscy będziemy zachowywać się wg jednego z akceptowanych schematów?
nie, spowodowac, zeby samemu ze soba czuc sie lepiej. ja pamietajac siebie jako totalna marude, pesymistke, wiecznie na wszystko bedaca nastawiona na "nie", nie chcaca tak naprawde zyc, bojaca sie zycia, uciekajaca przed problemami, wole siebie obecna, usmiechnieta, wesola, cieszaca sie z kazdego dnia, korzystajaca z zycia i szczesliwa kobiete, ktora wie, ze cokolwiek by sie nie stalo, przetrwa to.
ja bardzo ciezko pracowalam nad swoja osobowoscia, probowalam sie pozbyc zlych demonow. dla samej siebie przede wszystkim, bo poki co zyje dla siebie, i to ode mnie zalezy jakie mam zycie, a na ostatnim miejscu przejmuje sie tym jak odbieraja mnie inni. tak mi jest latwiej. po swoich (moze i malych, ale dla mnie jakze bolesnych) przezyciach postanowilam stac sie ciut bardziej samolubna, w sensie, ze siebie stawiam na pierwszym miejscu, swoje wlasne dobro, a pozniej sa dopiero moja rodzina, znajomi, przyjaciele. tak jest mi lepiej, ciekawiej, weselej. ale to jestem ja. moze i sa osoby, ktore czuja sie ze soba dobrze w takim stanie w jakim obecnie sie znajduja, stad brak checi do zmiany czegokolwiek.
Mery90, sorry dla mnie brzmi to jak wielka psychościema.Podręcznik wręcz sztucznego optymizmu.Demonów sama nie przepędzę.Cieszyć się z życia i korzystać z niego potrafiłam zawsze.Bycie dawcą mi nie przeszkadza - bo jestem nim w stosunku do wybranych osób.
Nie wierzę w zmiany.Osobowości nie da się zmienić na życzenie.Zmieniają ją okoliczności, ludzie , samo życie.I to na gorsze często.Ja kiedyś byłam idealistą, a teraz jestem cynikiem.
mery90 napisał/a:brzydulla napisał/a:czyli co? spowodować że wszyscy będziemy zachowywać się wg jednego z akceptowanych schematów?
nie, spowodowac, zeby samemu ze soba czuc sie lepiej. ja pamietajac siebie jako totalna marude, pesymistke, wiecznie na wszystko bedaca nastawiona na "nie", nie chcaca tak naprawde zyc, bojaca sie zycia, uciekajaca przed problemami, wole siebie obecna, usmiechnieta, wesola, cieszaca sie z kazdego dnia, korzystajaca z zycia i szczesliwa kobiete, ktora wie, ze cokolwiek by sie nie stalo, przetrwa to.
ja bardzo ciezko pracowalam nad swoja osobowoscia, probowalam sie pozbyc zlych demonow. dla samej siebie przede wszystkim, bo poki co zyje dla siebie, i to ode mnie zalezy jakie mam zycie, a na ostatnim miejscu przejmuje sie tym jak odbieraja mnie inni. tak mi jest latwiej. po swoich (moze i malych, ale dla mnie jakze bolesnych) przezyciach postanowilam stac sie ciut bardziej samolubna, w sensie, ze siebie stawiam na pierwszym miejscu, swoje wlasne dobro, a pozniej sa dopiero moja rodzina, znajomi, przyjaciele. tak jest mi lepiej, ciekawiej, weselej. ale to jestem ja. moze i sa osoby, ktore czuja sie ze soba dobrze w takim stanie w jakim obecnie sie znajduja, stad brak checi do zmiany czegokolwiek.Mery90, sorry dla mnie brzmi to jak wielka psychościema.Podręcznik wręcz sztucznego optymizmu.Demonów sama nie przepędzę.Cieszyć się z życia i korzystać z niego potrafiłam zawsze.Bycie dawcą mi nie przeszkadza - bo jestem nim w stosunku do wybranych osób.
Nie wierzę w zmiany.Osobowości nie da się zmienić na życzenie.Zmieniają ją okoliczności, ludzie , samo życie.I to na gorsze często.Ja kiedyś byłam idealistą, a teraz jestem cynikiem.
Kiedy taka młoda osoba zdązyła tak cięzko się naptacować nad swiją osobowością, jakoś nie do końca wierzę w tak diametralną przemianę. Coś tu mi cuchnie....
Ja jako 20 parolatka do 40 byłam natomiast optymistycznie nastawioną osobą. To życiowe doświadczenia zmieniłymnie, coś jakby odwrotnie do Twojej metamorfozy osobowościowej.
wiesz, ja do 13roku zycia bylam calkiem inna niz od14-22... bylam normalnym dzieckiem z normalnej rodziny. pozniej zycie dalo mi w kosc(bylam zawsze osoba slaba psychicznie, nadwrazliwa itd) i to mnie wyniszczalo... nie umialam walczyc ze zlem, z problemami, w koncu doszlam do momentu proby samobojczej. nienawidzilam siebie, nie moglam patrzec na siebie w lustrze, na swoje cialo, no nienawidzilam wszystkiego co dotyczylo mnie... pozniej jeszcze sytuacja z ojcem, o czym kiedys zakladalam watek, ktora dobila mnie totalnie. ale mialam dwa wyjscia, zmienic siebie, albo pozwolic samej sobie siebie zabic... myslami, pozniej w koncu czynem. wybralam zycie, ktore jest tak naprawde piekne, jesli nakierujemy je po swojemu i nie damy sie samym sobie zabic;)
missnowegojorku napisał/a:Ja jako 20 parolatka do 40 byłam natomiast optymistycznie nastawioną osobą. To życiowe doświadczenia zmieniłymnie, coś jakby odwrotnie do Twojej metamorfozy osobowościowej.
wiesz, ja do 13roku zycia bylam calkiem inna niz od14-22... bylam normalnym dzieckiem z normalnej rodziny. pozniej zycie dalo mi w kosc(bylam zawsze osoba slaba psychicznie, nadwrazliwa itd) i to mnie wyniszczalo... nie umialam walczyc ze zlem, z problemami, w koncu doszlam do momentu proby samobojczej. nienawidzilam siebie, nie moglam patrzec na siebie w lustrze, na swoje cialo, no nienawidzilam wszystkiego co dotyczylo mnie... pozniej jeszcze sytuacja z ojcem, o czym kiedys zakladalam watek, ktora dobila mnie totalnie. ale mialam dwa wyjscia, zmienic siebie, albo pozwolic samej sobie siebie zabic... myslami, pozniej w koncu czynem. wybralam zycie, ktore jest tak naprawde piekne, jesli nakierujemy je po swojemu i nie damy sie samym sobie zabic;)
A jak się nakierowuje pos wojemu? Co to konkretnie znaczy?
Asterka10 napisał/a:mery90 napisał/a:nie, spowodowac, zeby samemu ze soba czuc sie lepiej. ja pamietajac siebie jako totalna marude, pesymistke, wiecznie na wszystko bedaca nastawiona na "nie", nie chcaca tak naprawde zyc, bojaca sie zycia, uciekajaca przed problemami, wole siebie obecna, usmiechnieta, wesola, cieszaca sie z kazdego dnia, korzystajaca z zycia i szczesliwa kobiete, ktora wie, ze cokolwiek by sie nie stalo, przetrwa to.
ja bardzo ciezko pracowalam nad swoja osobowoscia, probowalam sie pozbyc zlych demonow. dla samej siebie przede wszystkim, bo poki co zyje dla siebie, i to ode mnie zalezy jakie mam zycie, a na ostatnim miejscu przejmuje sie tym jak odbieraja mnie inni. tak mi jest latwiej. po swoich (moze i malych, ale dla mnie jakze bolesnych) przezyciach postanowilam stac sie ciut bardziej samolubna, w sensie, ze siebie stawiam na pierwszym miejscu, swoje wlasne dobro, a pozniej sa dopiero moja rodzina, znajomi, przyjaciele. tak jest mi lepiej, ciekawiej, weselej. ale to jestem ja. moze i sa osoby, ktore czuja sie ze soba dobrze w takim stanie w jakim obecnie sie znajduja, stad brak checi do zmiany czegokolwiek.Mery90, sorry dla mnie brzmi to jak wielka psychościema.Podręcznik wręcz sztucznego optymizmu.Demonów sama nie przepędzę.Cieszyć się z życia i korzystać z niego potrafiłam zawsze.Bycie dawcą mi nie przeszkadza - bo jestem nim w stosunku do wybranych osób.
Nie wierzę w zmiany.Osobowości nie da się zmienić na życzenie.Zmieniają ją okoliczności, ludzie , samo życie.I to na gorsze często.Ja kiedyś byłam idealistą, a teraz jestem cynikiem.Kiedy taka młoda osoba zdązyła tak cięzko się naptacować nad swiją osobowością, jakoś nie do końca wierzę w tak diametralną przemianę. Coś tu mi cuchnie....
kobitki, chcecie, szukajcie dziury w calym;) mi nie zalezy na tym, zebyscie mi w 100% wierzyly, bo ja jeszcze 3lata temu sama w to bym nie wierzyla.. zmiana siebie samej to jest kwestia wyboru. kazdy z nas jest inny, kazdy z nas dokonuje innych wyborow, ja wybralam zycie z usmiechem na twarzy. tak jest mi latwiej isc dalej, cieszac sie z dobra, ktore mnie spotyka i wyciagajac wnioski ze zla.
Wiesz, ja napisałam tak bo twarda jestem.I chyba nigdy nie przeszło mi przez myśl by się zabić.Za bardzo kocham życie.Nigdy nie było tak, że stałam na krawędzi i oby nigdy nie było.Choć przeżyłam ciężkie chwile, nie dałam się złamać.
mery90 napisał/a:missnowegojorku napisał/a:Ja jako 20 parolatka do 40 byłam natomiast optymistycznie nastawioną osobą. To życiowe doświadczenia zmieniłymnie, coś jakby odwrotnie do Twojej metamorfozy osobowościowej.
wiesz, ja do 13roku zycia bylam calkiem inna niz od14-22... bylam normalnym dzieckiem z normalnej rodziny. pozniej zycie dalo mi w kosc(bylam zawsze osoba slaba psychicznie, nadwrazliwa itd) i to mnie wyniszczalo... nie umialam walczyc ze zlem, z problemami, w koncu doszlam do momentu proby samobojczej. nienawidzilam siebie, nie moglam patrzec na siebie w lustrze, na swoje cialo, no nienawidzilam wszystkiego co dotyczylo mnie... pozniej jeszcze sytuacja z ojcem, o czym kiedys zakladalam watek, ktora dobila mnie totalnie. ale mialam dwa wyjscia, zmienic siebie, albo pozwolic samej sobie siebie zabic... myslami, pozniej w koncu czynem. wybralam zycie, ktore jest tak naprawde piekne, jesli nakierujemy je po swojemu i nie damy sie samym sobie zabic;)
A jak się nakierowuje pos wojemu? Co to konkretnie znaczy?
wybory jakich dokonujemy. mnie najbardziej zlamala sytuacja z ojcem(teraz wiem, ze na dobra sprawe reszta to byl pikus. choc nie wiem, czy mozliwosc wyladowania pod mostem to pikus), ktory po czasie sie mnie wyrzekl, mialam wyjscie, zalamac sie, albo nauczyc sie z tym zyc. wybralam pogodzenie sie z tym, nie probujac na sile walczyc o jego milosc, ktorej mialam tak duzo przed wiekszosc mojego zycia.
missnowegojorku napisał/a:Asterka10 napisał/a:Mery90, sorry dla mnie brzmi to jak wielka psychościema.Podręcznik wręcz sztucznego optymizmu.Demonów sama nie przepędzę.Cieszyć się z życia i korzystać z niego potrafiłam zawsze.Bycie dawcą mi nie przeszkadza - bo jestem nim w stosunku do wybranych osób.
Nie wierzę w zmiany.Osobowości nie da się zmienić na życzenie.Zmieniają ją okoliczności, ludzie , samo życie.I to na gorsze często.Ja kiedyś byłam idealistą, a teraz jestem cynikiem.Kiedy taka młoda osoba zdązyła tak cięzko się naptacować nad swiją osobowością, jakoś nie do końca wierzę w tak diametralną przemianę. Coś tu mi cuchnie....
kobitki, chcecie, szukajcie dziury w calym;) mi nie zalezy na tym, zebyscie mi w 100% wierzyly, bo ja jeszcze 3lata temu sama w to bym nie wierzyla.. zmiana siebie samej to jest kwestia wyboru. kazdy z nas jest inny, kazdy z nas dokonuje innych wyborow, ja wybralam zycie z usmiechem na twarzy. tak jest mi latwiej isc dalej, cieszac sie z dobra, ktore mnie spotyka i wyciagajac wnioski ze zla.
No ja też jakoś się kulam a już rózne miałam zwałki...Ale żaby tak bezsensownie się jarzyć czy kto pluje czy deszcz pada, to jakoś nie bardzo...
Wiesz, ja napisałam tak bo twarda jestem.I chyba nigdy nie przeszło mi przez myśl by się zabić.Za bardzo kocham życie.Nigdy nie było tak, że stałam na krawędzi i oby nigdy nie było.Choć przeżyłam ciężkie chwile, nie dałam się złamać.
i mam nadzieje Asterko, ze ta sile bedziesz miala juz do konca. Nie wiem czy jest jeszcze gorszy punkt w zyciu jak ten, kiedy probujesz z sama soba skonczyc. Ja bylam (pewnie do tej pory troche jestem) slaba psychicznie. Latwo mnie bylo zlamac... Teraz juz tak nie jest. Mam sile, ktora mi pozwala walczyc, przetrwac, starac sie zmieniac siebie, swoje zycie, korzystac z niego, doceniac to co mam, kochac siebie i kochac kazdy dzien, ktory jest mi dany.
Dla mnie brzmi strasznie cukierkowo i mało realistycznie.
Bo nas hartowało życie Miss.
Mogła zdążyć. Ja byłam po dwóch latach terapii jak byłam młodsza od koleżanki tutaj.
Nie da się zmienić osobowości (moim zdaniem), bo osobowość to my. Ale da się doszlifować i zmienić pewne cechy, coś zrozumieć, czegoś się nauczyć, coś wypracować., Gdyby się nie dało to by znaczyło, że jesteśmy z plastiku.
Nie mogę powiedzieć, że osobowość zmieniłam swoją od kiedy byłam młoda.
Ale mery chodzi zapewne o wiele małych zmian typu (na moim przykładzie):
Nauczyłam się cierpliwości do innych ludzi, starałam się bardzo aż zaczęło mi przychodzić to łatwo
Nauczyłam się widzieć starość i śmierć jako coś naturalnego a nie strasznego i obcego.
Mery nic nie jest tak straszne jak się wydaje zanim się stanie. Ja pod mostem wylądowałam, na ławce spałam. I nie było to takie przerażające. Teraz wiem, że bezdomny który żebrze i jest brudny to leniwy jest.
Do czego ja mam się jarzyć? Do tego że codziennie lezę sama na wyrze i oglądam do oszołomstwa seriale na iitv,info?
Ale mi nakierowanie życia na siebie...EEEEEEE, takie zmiany nie powodują że jestem zajebiście zadowolona z życia....
Dla mnie brzmi strasznie cukierkowo i mało realistycznie.
tylko idac na logike, jaki bym miala cel sciemniac?;) ale spoko, ja nie bede przeciez zasmiecac 5stron w temacie, zeby Cie przekonac, ze mowie prawde;) najwazniejsze, ze sama wiem jak jest, i ze jest mi z tym dobrze;) tylko nikt mi nie wkreci, ze sie nie da. nie wiem jak po konkretnych tragediach, bo az takie zlo mnie osobiscie nie spotkalo. ale jesli wiem, ze moja mama po tym co przeszla zyje, usmiecha sie, i jest z nia wszystko ok, to wiem, ze naprawde ludzie potrafia zyc normalnie, pozytywnie.
missnowegojorku napisał/a:Dla mnie brzmi strasznie cukierkowo i mało realistycznie.
tylko idac na logike, jaki bym miala cel sciemniac?;) ale spoko, ja nie bede przeciez zasmiecac 5stron w temacie, zeby Cie przekonac, ze mowie prawde;) najwazniejsze, ze sama wiem jak jest, i ze jest mi z tym dobrze;) tylko nikt mi nie wkreci, ze sie nie da. nie wiem jak po konkretnych tragediach, bo az takie zlo mnie osobiscie nie spotkalo. ale jesli wiem, ze moja mama po tym co przeszla zyje, usmiecha sie, i jest z nia wszystko ok, to wiem, ze naprawde ludzie potrafia zyc normalnie, pozytywnie.
Myślisz, że ja się nie uśmiecham i nie odzywam się do otaczających mnie ludzi? I że normalnie nie żyję? Na tym własnie forum "wylewam se flustracje" jak to mówią prości kubańczycy...W realu nie pozwalam sobie na to ,żeby nie być zepchnięta na margines społeczeństwa. Przez osoby mnie oataczajće jestem postrzegana jako zaradna, pewna siebie i super sobie żyjąca babka.
Nie wiem, bo Cie nie znam osobiscie;) moge wyciagac wnioski tylko z tego co tu piszesz. ale watpie, zeby wlasnie tak bylo
Nie wiem, bo Cie nie znam osobiscie;) moge wyciagac wnioski tylko z tego co tu piszesz. ale watpie, zeby wlasnie tak bylo
Czyli uważasz, że latam po ulicach skrzywiona, pluję na około jadem i opierniczam wszystkich dokoła?
A ja na miotle latam, lubię klasykę. <3
mery90 napisał/a:Nie wiem, bo Cie nie znam osobiscie;) moge wyciagac wnioski tylko z tego co tu piszesz. ale watpie, zeby wlasnie tak bylo
Czyli uważasz, że latam po ulicach skrzywiona, pluję na około jadem i opierniczam wszystkich dokoła?
Obawialam sie wlasnie, ze tak to zrozumiesz, a nie umialam odpowiednio tego sformulowac. Wlasnie nie;) chodzilo mi o to, ze watpie, zebys sie nie usmiechala itd;)
missnowegojorku napisał/a:mery90 napisał/a:Nie wiem, bo Cie nie znam osobiscie;) moge wyciagac wnioski tylko z tego co tu piszesz. ale watpie, zeby wlasnie tak bylo
Czyli uważasz, że latam po ulicach skrzywiona, pluję na około jadem i opierniczam wszystkich dokoła?
Obawialam sie wlasnie, ze tak to zrozumiesz, a nie umialam odpowiednio tego sformulowac. Wlasnie nie;) chodzilo mi o to, ze watpie, zebys sie nie usmiechala itd;)
Nie chcę Cię atakować, ale uwierz mi, iż nie zawsze siłą woli można stać się szczęslwiym. Nie każdy to potrafi.
Widzę, że znów trochę "normalniej"
, a nie słodziutko.
A ja na miotle latam, lubię klasykę. <3
Dobrze, że już nie palą...
Wiecie jak to fajna kobieta????Jakbym była facetem....
Ale wielu, wielu ludzi widzi nas tak jak im się chce.Prosto,jednoznacznie.
Luc, bo picie sobie z dzióbków to nie nasze klimaty. :-)Zajętaś?
Widzę, że znów trochę "normalniej"
, a nie słodziutko.
A Ty już po imprezie
?
Akurat mnie chcieli spalić, jak byłam młodziutką dziewuszką już mnie do pala na stosie przywiązywali

Tylko sprawdzam, czy umiem wstawić. To mój małżonek.
Nie chcę Cię atakować, ale uwierz mi, iż nie zawsze siłą woli można stać się szczęslwiym. Nie każdy to potrafi.
nawet nie uznalabym tego za atak;) mozliwe, ale mozna probowac prawda? tez nie mowie, ze sie ciesze jak durny do sera 24/7, bo bywaja dni, ze poprostu chce mi sie ryczec, ale tak jak kiedys ryczalam co chwila, tak teraz mi to minelo. Jak mnie lapie zly dzien to cwicze, ide na rower, slucham muzyki, ktora stawia mnie na nogi, gdzie kiedys wlaczalam byle najsmutniejsze, na chwile obecna nie mam nawet smutnych utworow na komputerze. teraz jestem silniejsza, i ja obralam taka taktyke na zycie, jak tu opisalam. Ale czy tez nie warto probowac? Uprzec sie i dzialac? Probowac troche dluzej, nie poddawac sie od razu? To jest ciezkie, nawet bardzo, bo ludzie potrafia wygrac walke ze wszystkimi, ale najciezej jest wygrac z samym soba.
To mój małżonek.
Który
? Ten banan, czy czekolada
?
Ten co za bananem płacze.
Asterko właśnie wróciłam. Nie chciało mi się dłużej siedzieć na imprezie - taka sobie.
Dobrze, że w moim ulubionym miejscu - na Kazimierzu.
Wszyscy w domu pracują, to wpadam do Was ![]()
To jest ciezkie, nawet bardzo, bo ludzie potrafia wygrac walke ze wszystkimi, ale najciezej jest wygrac z samym soba.
Z naszymi Marudami nie wygrasz
. To zaprawione w bojach malkontentki
.
Ten co za bananem płacze.
Na drzewach było tak miło. Po coście nas baby do jaskini ciągnęły? Teraz nawet bananów nie mamy
.
Na drzewo by się chciało wracać wam, ale z komputerem bo jakże to tak życie bez komputerka i internetu?
mery90 napisał/a:To jest ciezkie, nawet bardzo, bo ludzie potrafia wygrac walke ze wszystkimi, ale najciezej jest wygrac z samym soba.
Z naszymi Marudami nie wygrasz
. To zaprawione w bojach malkontentki
.
Moze i masz racje;)
swoja droga, szkoda, ze ja nie moge z Wami pogadac telefonicznie. Ostatnio zadzwonilam do kolezanki jak jechalam tramwajem, nudzilo mi sie, to mysle, zadzwonie do niej. Dzizas. za 5min rozmowy zaplacilam 13e ![]()
Na drzewo by się chciało wracać wam, ale z komputerem bo jakże to tak życie bez komputerka i internetu?
Po to wymyśliliśmy tablety
.
NinaLafairy napisał/a:Na drzewo by się chciało wracać wam, ale z komputerem bo jakże to tak życie bez komputerka i internetu?
Po to wymyśliliśmy tablety
.
hahahahahahaha:D Yogi, jestes de besciak;)
taka mysl mnie naszla;) zaciekawilo mnie jakby to bylo odbyc stosunek seksualny na hamaku:D
Fajny opis seksu na hamaku jest w "Sto lat samotności"Luc, czy Ty o tej porze gadasz z nieznajomymi Ci bliżej osobami?
swoja droga, szkoda, ze ja nie moge z Wami pogadac telefonicznie. Ostatnio zadzwonilam do kolezanki jak jechalam tramwajem, nudzilo mi sie, to mysle, zadzwonie do niej. Dzizas. za 5min rozmowy zaplacilam 13e
Kiedyś zadzwoniłem do pięknej i cudnej dziewczyny
. Miałem do niej bezpłatne połączenia
. Gadaliśmy cały wieczór i większość nocy
. Zasnęła słysząc mój głos w słuchawce
. Jeszcze przez dłuższą chwilę wsłuchiwałem się w jej równy oddech
. W końcu rozłączyłem rozmowę, spojrzałem na aparat...
O k..wa
! To nie był ten od bezpłatnych połączeń
!
czy Ty o tej porze gadasz z nieznajomymi Ci bliżej osobami?
Co konkretnie masz na myśli?
Ja bym się bała , że się hamak zerwie, i że spadniemy. Także raczej nie spróbuje ![]()
To nie był ten od bezpłatnych połączeń
![]()
![]()
!
To się nie dziwię, że masz problemy finansowe ![]()
Ja bym się bała , że się hamak zerwie, i że spadniemy. Także raczej nie spróbuje
Polecam seks przy dzwonie Zygmunta w Krakowie. Barierki są dość anemiczne i... jest dokąd zlecieć
.
Ja bym się bała , że się hamak zerwie, i że spadniemy. Także raczej nie spróbuje
ja juz kombinuje co by tu zrobic, zeby sprobowac:D
To się nie dziwię, że masz problemy finansowe
Iiiii... tam.
Trzy stówki i było po sprawie.
Ale dziewczyna jest wspaniała
.
NinaLafairy napisał/a:Ja bym się bała , że się hamak zerwie, i że spadniemy. Także raczej nie spróbuje
Polecam seks przy dzwonie Zygmunta w Krakowie. Barierki są dość anemiczne i... jest dokąd zlecieć
.
nam obecnie za daleko:D i ten strach pewnie by mnie rozpraszal;)
No już. Ja w miejscu publicznym.
300 zł za telefon! Matko co za strata kasy.
nam obecnie za daleko:D i ten strach pewnie by mnie rozpraszal;)
Wiesz jak taki strach podkręca
? Dojdziesz w dwie minuty
.
Ale na barierki rzeczywiście uważaj
.
Strach nie każdego kręci. Mnie wkurza. Mam lęk wysokości. A mój mąż nie pojmuje jak kogoś może kręcić strach , że ktoś przyłapie.
Polecam seks przy dzwonie Zygmunta w Krakowie. Barierki są dość anemiczne i... jest dokąd zlecieć
.
No i tyle ludzi wokół ![]()
Przez telefon Luc, bo mnie jakoś naszło dziś by z Tobą porozmawiać.Siostra mi wyjechałą za granicę i trochę mi smutno.
No już. Ja w miejscu publicznym.
Przecież pisałaś, ze występujesz na scenie
.
300 zł za telefon! Matko co za strata kasy.
Jak miałem siedemnaście sprzedałem swój sprzęt grający, by kupić mojej dziewczynie wspaniały prezent na jej osiemnastkę
. Już taki głupi romantyk jestem
.
Mój mąż zrobił dla mnie coś większego i bardziej użytecznego.
No występuje, ale nie jako ja i nie uprawiając seks. XD to chyba różnica.
No i tyle ludzi wokół
Wycieczki chodzą stadami. Trzeba wyczuć moment, gdy jedna odchodzi (schodzi), a druga jeszcze nie weszła (dlatego lepiej zdążyć w dwie minuty
).
Asterko zaraz zadzwonię na Twój stacjonarny (mam wszystkie rozmowy na stacjonarne w abonamencie).
Mój mąż zrobił dla mnie coś większego i bardziej użytecznego.
No występuje, ale nie jako ja i nie uprawiając seks. XD to chyba różnica.
Ja nie piszę o pokazywaniu swojej intymności osobom postronnym, ale o dreszczu emocji, gdy ktoś obcy może nas przyuważyć. Ekshibicjonistą nie jestem
.
Co zrobił Twój mąż? Na Twoją osiemnastkę
?
missnowegojorku napisał/a:Nie chcę Cię atakować, ale uwierz mi, iż nie zawsze siłą woli można stać się szczęslwiym. Nie każdy to potrafi.
nawet nie uznalabym tego za atak;) mozliwe, ale mozna probowac prawda? tez nie mowie, ze sie ciesze jak durny do sera 24/7, bo bywaja dni, ze poprostu chce mi sie ryczec, ale tak jak kiedys ryczalam co chwila, tak teraz mi to minelo. Jak mnie lapie zly dzien to cwicze, ide na rower, slucham muzyki, ktora stawia mnie na nogi, gdzie kiedys wlaczalam byle najsmutniejsze, na chwile obecna nie mam nawet smutnych utworow na komputerze. teraz jestem silniejsza, i ja obralam taka taktyke na zycie, jak tu opisalam. Ale czy tez nie warto probowac? Uprzec sie i dzialac? Probowac troche dluzej, nie poddawac sie od razu? To jest ciezkie, nawet bardzo, bo ludzie potrafia wygrac walke ze wszystkimi, ale najciezej jest wygrac z samym soba.
No ale ja tak robię cały czas...
mery90 napisał/a:nam obecnie za daleko:D i ten strach pewnie by mnie rozpraszal;)
Wiesz jak taki strach podkręca
? Dojdziesz w dwie minuty
.
Ale na barierki rzeczywiście uważaj.
ojjj kreci;) choc ja probowalam akurat w miejscu, gdzie conajwyzej mogli uslyszec, ale nikt nic nie widzial, bo bylo ciemno;) a wlasnie barierki odpadaja, bo jakbym stracila kontrole... ![]()
No jak miałam lat 18 to go nie znałam. Ale jak miałam lat 19 to porzucił swoją bezpieczną przystań i poszedł spać ze mną w parku, a także utrzymywał nas oboje chociaż znał mnie od miesiąca. To była ciężka praca i ciężki wyczerpujący czas. Szczególnie, że co miał oszczędzone wychodząc ze swoich kłopotów to stracił dzieląc to na dwa.
Dla nas to nie jest dreszcz emocji, ale niepotrzebny stres.
Miss, nawiazujac do Twojego podpisu, psy to wspaniale istoty. Obecnie mam jedna psinke, mialam dwie, matke i corke. Almy nie ma juz z nami rok:( ale ona tez mi bardzo duzo wsparcia dala. Boze, ona byla tak kochana, ze jak plakalam to kladla mi glowke na sercu i plakala razem ze mna, a po 10min zaczela wariowac, lizac mnie po twarzy, dopoki nie otarla lez i nie zmusila mnie do zabawy. Bardzo madra byla...
Mam nadzieje, ze Ci sie uda, naprawde...
Strony Poprzednia 1 … 132 133 134 135 136 … 257 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Jestem brzydka. (NETKAFEJKA)
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026