missnowegojorku, dziwisz mu się? Wolałabyś mężczyznę inteligentnego i przystojnego, czy tylko inteligentnego?
Podobne tematy
Chciałam tylko nadmienić, iż ten śmieszny życiowy paradoks spowodował, iż zostałam starą panną.
Dziewczyny, strasznie przykro się Was czyta, gdyż przez Wasze posty przebija się ogromna ilość żalu i zgorzknienia. Prawdą jest, że mężczyźni zwracają bardzo dużą uwagę na wygląd partnerki, ale nie zapominajmy, że nie to ładne, co ładne, ale co się komu podoba. Praktycznie każdy mężczyzna, którego znam, ma zupełnie inny gust i kobieta, która dla pierwszego jest spełnieniem marzeń, drugiemu nie zawróci w głowie, choćby bardzo się starała. Dlatego nie rozumiem Waszych narzekań na swój wygląd i wydaje mi się, że to nie w nim tak naprawdę leży Wasz problem.
Lepiej być starą panną niż z byle jakim facetem.
Ale faktem jest że niezbyt urodziwą będąc, szanse na fajnego partnera są duuuuuuuuuuużo mniejsze.
720 2013-01-12 22:57:10 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-01-12 22:58:07)
O właśnie. Dlatego dokonałam świadomego wyboru, rozgoryczenie? żal? Pewnie masz rację, a z jakiego powodu mam czuć radość? Że pozostali mi do wyboru mężczyźni bez wykształcenia, pijacy i nieudacznicy życiowi?
721 2013-01-12 22:57:26 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-01-12 22:57:53)
Dziewczyny, strasznie przykro się Was czyta, gdyż przez Wasze posty przebija się ogromna ilość żalu i zgorzknienia. Prawdą jest, że mężczyźni zwracają bardzo dużą uwagę na wygląd partnerki, ale nie zapominajmy, że nie to ładne, co ładne, ale co się komu podoba. Praktycznie każdy mężczyzna, którego znam, ma zupełnie inny gust i kobieta, która dla pierwszego jest spełnieniem marzeń, drugiemu nie zawróci w głowie, choćby bardzo się starała. Dlatego nie rozumiem Waszych narzekań na swój wygląd i wydaje mi się, że to nie w nim tak naprawdę leży Wasz problem.
Nie, nie tylko w tym.
Ale jak nie masz nic innego to wygląd byłby duzą pomocą w zmaganiu się z przeciwnościami losu. Powiem Ci że z moim wyglądem myszy to nawet z zawodowych sytuacjach czy gdzieś w sklepie czy na ulicy ludzie mają tendencję żeby mnie ignorować. Kiedyś w Hiszpanii chciałam sobie kupić jakiś owoc na straganie i mimo że byłam pierwsza w kolejce pan obsługiwał ludzi którzy byli za mną. Jestem pewna że gdybym byłą bardziej laską to by mi się to nie przytrafiło.
Nie, brzydullo. Pewien użytkownik tego forum, notabene mężczyzna, bardzo ładnie mi to kiedyś wytłumaczył: obiektywnie piękna kobieta ma większe szanse na znalezienie sobie faceta, ale nie ma wcale większych szans na znalezienie prawdziwej miłości niż kobieta obiektywnie nieatrakcyjna.Tą pierwszą interesują się głównie mało wartościowi faceci, którzy chcą ją jedynie zdobyć ze względu na jej urodę, druga natomiast może nie mieć powodzenia, ale jak już znajdzie kogoś, kto ją zaakceptuje i doceni jej bogate wnętrze, to może być o wiele szczęśliwsza niż ta pierwsza.
Nie zgadzam się z tą teorią. Właśnie wartościowi mężczyźni wybierali te ładne. Nawet w pracy przełożeni dażyli atencją moją piekną koleżankę zza biurka.
724 2013-01-12 23:02:47 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-01-12 23:04:18)
Nie, brzydullo. Pewien użytkownik tego forum, notabene mężczyzna, bardzo ładnie mi to kiedyś wytłumaczył: obiektywnie piękna kobieta ma większe szanse na znalezienie sobie faceta, ale nie ma wcale większych szans na znalezienie prawdziwej miłości niż kobieta obiektywnie nieatrakcyjna.Tą pierwszą interesują się głównie mało wartościowi faceci, którzy chcą ją jedynie zdobyć ze względu na jej urodę, druga natomiast może nie mieć powodzenia, ale jak już znajdzie kogoś, kto ją zaakceptuje i doceni jej bogate wnętrze, to może być o wiele szczęśliwsza niż ta pierwsza.
Nie zgadzam się z tym.
Najczęściej (nie zawsze) jest tak że spotykasz albo chociaż umawiasz się z kilkoma osobami zanim spotkasz tego/tą właściwą. Tak do końca trudno wybrać po wyglądzie, prawda?
Ale jak jesteś brzydulą i trafi się raz ktoś kto się z toba umówi to stajesz przed wyborem: biorę co się trafia bo zostanę starą panną.
Mój ojciec był alkoholikiem. Kiedyś zapytałam moją mamę czy o tym wiedziała jak za niego wychodziła. Powiedziała że tak. Zapytałam więc dlaczego za niego wyszła. Powiedziała że zawsze bardzo chciała mieć rodzinę a to był jedyny jaki ją chciał...
missnowegojorku, nadal nie rozumiesz sensu moich wypowiedzi. Wartościowi mężczyźni też mają różne gusta. Znam takich, którzy gustują w kobietach pokroju Megan Fox czy Angeliny Jolie (a więc kobiet obiektywnie atrakcyjnych), jak również takich, którym podobają się np. kobiety otyłe (a więc obiektywnie nieatrakcyjne). I taki mężczyzna prędzej adorowałby puszystą koleżankę, zauroczony jej puchatymi policzkami, niż szczupłą modelkę siedzącą za biurkiem.
missnowegojorku, nadal nie rozumiesz sensu moich wypowiedzi. Wartościowi mężczyźni też mają różne gusta. Znam takich, którzy gustują w kobietach pokroju Megan Fox czy Angeliny Jolie (a więc kobiet obiektywnie atrakcyjnych), jak również takich, którym podobają się np. kobiety otyłe (a więc obiektywnie nieatrakcyjne). I taki mężczyzna prędzej adorowałby puszystą koleżankę, zauroczony jej puchatymi policzkami, niż szczupłą modelkę siedzącą za biurkiem.
Niektóre osoby "pulchne" sąniezwykle atrakcyjne i kobiece, w odróżnieniu od osób szczupłych, ,które mogą uchodzić za nieładne.
Moim zdaniem każda kobieta może być kobieca, niezależnie od noszonego przez siebie rozmiaru. Seksapil to nie jest coś, co jest połączone z naszym wyglądem zewnętrznym, wręcz przeciwnie - to coś, co tkwi w naszej głowie.
728 2013-01-12 23:10:21 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-01-12 23:10:42)
Wilczyca89, pulchna nie znaczy brzydka. No chyba że jest patologicznie otyła.
Mam koleżankę która do filigranowych nie należy- zawsze była przy kości ale buzię ma ładną i jest pewna siebie i kontaktowa i od facetów opędzić się nie mogła.
Seksapil to jest coś co w połączeniu z moim wyglądem (mimo że ważę 49kg) wygląda groteskowo.
Mam wygląd prowincjonalnej dziewczynki z konserwatywnego domu i nie da się z tego zrobić żadnego seksapilu za cholerę.
Moim zdaniem każda kobieta może być kobieca, niezależnie od noszonego przez siebie rozmiaru. Seksapil to nie jest coś, co jest połączone z naszym wyglądem zewnętrznym, wręcz przeciwnie - to coś, co tkwi w naszej głowie.
No oczywiście, najlepiej powoływać się na coś niemierzalnego, wtedy brak argumentów do dalszej dyskusji.
brzydullo, nawet nie wiesz, ilu znam takich, którym wygląd "prowincjonalnej dziewczynki z konserwatywnego domu" by odpowiadał. Musisz być naprawdę bardzo ładną i ciekawą na swój sposób kobietą.
brzydullo, nawet nie wiesz, ilu znam takich, którym wygląd "prowincjonalnej dziewczynki z konserwatywnego domu" by odpowiadał. Musisz być naprawdę bardzo ładną i ciekawą na swój sposób kobietą.
Ja nie znam nikogo.
Ładna nie jestem. Ciekawa na swój sposób pewnie tak. Z tym że to'na swój sposób' niewiele mi daje. Żyję we własnym świecie.
Czujesz się odrzucana przez otoczenie?
Raczej niedopasowana. Odrzucana 2 razy w życiu - w 1 klasie liceum i na początku studiów.
Nie szukam faceta... Nie chcę być myszowata bo to mi utrudnia znalezienie i potem egzystencję w pracy.
Co do nieśmiałego intelektualisty - to bardzo złe połączenie: 2 nieśmiałych. Życie jest okrutne i lepiej żeby chociaż jedna osoba w domu umiała sobie z nim radzić. Inaczej wszyscy będą ich ***(wiesz co)
Poza tym -ja sama wcale nie lubię nieśmiałych. Może dlatego tak bardzo denerwuje mnie to we mnie.
Hej, hej, ale ty nie ejsteś niesmiała, tylko nie wiesz o czym mówić ![]()
Mogę zapytać, co tak dokładniej zmieniło się w twoim podejściu? Zaczełaś nagle, na co dzien, żartować ze swojej tuszy? Czy może po prostu wczesniej byłaś bardziej przygaszona, a teraz zaczęłaś więcej się smiać?
Jak to jest? Jakąs instrukcję do zmiany podejścia poproszę (Zawsze lubię się uczyć być lepszą wersją siebie, a już szczególnie od kogoś, komu udało się coś zmienić).Ja się zawsze śmieję, że choć Bóg poskąpił mi odzałamiającej urody i wielu talentów, nie poskąpił mi jednego - poczucia humoru. Z tym, że wcześniej nie potrafiłam śmiać się z samej siebie, byłam zbyt przewrażliwiona na swoim punkcie. Widziałam, jak ludzie ze mnie szydzą i to odbierało mi całą radość. Czułam się paskudnie, kiedy widziałam fajnych facetów patrzących na mnie z obrzydzeniem. Wtedy zaczęłam zmieniać sposób myślenia. Uświadomiłam sobie, że sama nie potrafiłabym być w związku z facetem, który kompletnie mi się nie podoba, więc dlaczego wcześniej wymagałam tego od innych? Dlaczego ktoś miałby akceptować mój wygląd na siłę? Nie muszę się wszystkim podobać i nie wszyscy muszą mi się podobać, więc po prostu wrzuciłam na luz. Co ludzie widzą, gdy na mnie patrzą? Grubą babę. Więc czemu grubość nie może być pewnego rodzaju moją wizytówką? Nie zamaskuję jej ani nie ukryję. Najpierw zaczęłam od grona najbliższych znajomych, którzy już wcześniej mnie akceptowali, potem przeniosłam to poczucie humoru na znajomości internetowe i nowo poznawanych ludzi. "Jak mogłeś mnie nie widzieć, skoro przesłaniam sobą pół nieba" albo: "Uważaj, bo jak jem to wchłaniam naraz nie tylko cały garnek, ale jeszcze pół kuchni" czy: "Mieszkają we mnie dwie Anje Rubik, które czekają tylko, by się wydostać". Wszystko wypowiedziane z uśmiechem i radosnym błyskiem w oku. Tak naprawdę wcale nie jem dużo (rzadko przekraczam 1500 kcal dziennie) i uprawiam sport, więc pod tym względem średnio mogę sobie coś zarzucić. Po prostu przez wyśmiewanie pewnych steretypów w stosunku do siebie, sprawiam, że ludziom nie chce się mnie komentować. Nie widzą w tym sensu, bo wiedzą, że i tak oleję ich zdanie moczem ciepłym i kwaśnym. A jeśli próbują, to przyznaję im rację: "Tak, tak. Siedzę tylko na kanapie i przez cały dzień żrę chipsy. Nawet kanałów w telewizorze nie zmieniam, bo boję się, że spalę kilka kalorii i schudnę". Z mężczyznami jest różnie - albo się podobam, albo nie. Odmowę nauczyłam się przyjmować z uśmiechem, bo w końcu trudno - nie ten, to następny, może jeszcze fajniejszy i przystojniejszy. Nie ma sensu na siłę zmieniać mężczyzn, niech szukają szczęścia tam, gdzie chcą, mogę im życzyć jedynie wszystkiego najlepszego
. Ale jeśli już natrafiam na odpowiedniego faceta i pojawia się wzajemność, to nie ma nic piękniejszego, niż wspólny spacer: my idziemy wtuleni, a wokół gapią się na mnie zawistne babska myślące sobie zapewne: "Jak on może być z takim spaślakiem! Przecież to ja jestem ta szczuplejsza i ładniejsza! Łeee!", a wierzcie mi, że takie spojrzenia naprawdę nieraz zarejestrowałam (oczywiście nie mam nic do szczupłych!). Jest takie powiedzenie, że jeżeli siebie samych widzimy w dobrym świetle, to się to chociaż odrobinę zaczyna udzielać innym. W moim przypadku się to sprawdziło.
Haha, super
Dzięki za posta.
Nie ma brzydkich kobiet, są tylko te niezadbane
wstreciucha
Możesz nie rzucać banalnymi powiedzonkami?
Prawda jest taka, ze nie ma brzydkich, ale sa zakompleksione, ktore nawet jak ktos by na nie popatrzyl, to by nie zauwazyly, bo sa tak gleboko przekonane o swojej brzydocie. Ba, nie uwierzylyby, ze to mozliwe.
739 2013-01-13 12:04:03 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-01-13 12:04:33)
Niezadbane?
Staram ubierać się przyzwoicie ('office style') -no tyle że może trochę nudno ale ja nie potrafię się ciekawie ubrać, dobrać fajnych ciekawych ciuchów za niewielką cenę w dodatku, makijaż jakiś tam mam ale nic wielkiego, bo znowu specjalistą od makijazu nie jestem,włosy staram się schludnie uczesać(niestety jak np wieje wiatr to rozwiewa je na wszystkie strony i takie już zostają,a przy wilgotnej pogodzie (mieszkam w UK hehehe) puszą się i wyglądam jak ten facet który jakiś czas temu wygrał Xfactora, Gienek chyba się nazywał). No porywająco to nie wygląda. Przy tym jestem mało komunikatywna, nieśmiała, nigdy nie wiem co powiedzieć... Pewnie że jestem zakompleksiona. Kto mając to wszystko co wymieniłam nie byłby zakompleksiony?
740 2013-01-13 12:07:44 Ostatnio edytowany przez Koliber (2013-01-13 12:57:08)
Wilczyca89 napisał/a:Asterka10, potrafią. Ja nieraz słyszałam, jak znajomi faceci chwalili się znajomym walorami intelektualnymi i przymiotami charakteru swoich sympatii
.
Absolutnie. Moj facet zawsze mowi, ze ladna buzia to tylko bonus, a tak naprawde nic waznego. Jak mowi kolegom o mnie to zawsze o moich osiagnieciach, studiach, probach pisarskich, a nie "Patrzcie jaka zgrabna/ piekna/ seksowna etc", bo to szczerze mowiac absolutny obciach, tak jakbym byla pieskiem na wystawie. Wielu facetow, ktorych znam nie osmieliloby sie nawet tak odezwac, bo ich wlasne dziewczyny by im daly po glowie
Podkreśla bo w tych dziedzinach masz osiągnięcia, z drugiej strony co złego jest w tym że meżczyźni chwalą sie urodą swojej kobiety jesli taką posiada oczywiscie...
nie rozumiem kobiet które uważają że mężczyźni to ślepi są
Moim zdaniem każda kobieta może być kobieca, niezależnie od noszonego przez siebie rozmiaru. Seksapil to nie jest coś, co jest połączone z naszym wyglądem zewnętrznym, wręcz przeciwnie - to coś, co tkwi w naszej głowie.
no włąśnie seksapil tylko i wyłacznie łączy się z wygladem zewnętrznym, z ruchem ciała, z zachowaniem też itp.
Niezadbane?
Staram ubierać się przyzwoicie ('office style') -no tyle że może trochę nudno ale ja nie potrafię się ciekawie ubrać, dobrać fajnych ciekawych ciuchów za niewielką cenę w dodatku, makijaż jakiś tam mam ale nic wielkiego, bo znowu specjalistą od makijazu nie jestem,włosy staram się schludnie uczesać(niestety jak np wieje wiatr to rozwiewa je na wszystkie strony i takie już zostają,a przy wilgotnej pogodzie (mieszkam w UK hehehe) puszą się i wyglądam jak ten facet który jakiś czas temu wygrał Xfactora, Gienek chyba się nazywał). No porywająco to nie wygląda. Przy tym jestem mało komunikatywna, nieśmiała, nigdy nie wiem co powiedzieć... Pewnie że jestem zakompleksiona. Kto mając to wszystko co wymieniłam nie byłby zakompleksiony?
hehe brzydula-gienek...
a chciałabyś coś zmienić w swoim wyglądzie? czy sie już pogodziłas z tym jak wyglądasz?
Uważam, że "piękno" to pojęcia względne. W dzisiejszych czasach ludzie wpadają w niemałe kompleksy np. poprzez swoją tuszę, bo w modzie są tylko te noszące rozmiar XS. Nie możecie wmawiać sobie same swojej nieatrakcyjności, bo ktoś tak powiedział bądź co gorsza same doszłyście do takich wniosków. Po pierwsze nie każdemu musimy się spodobać, co jest rzeczą normalną, po drugie człowiek, który czuję się świetnie w swoim ciele jest postrzegany na bardziej atrakcyjnego. Jeśli któraś z was koniecznie chcę podnieść swoją samoocenę to najprostszym sposobem jest np. noszenie seksownej bielizny, niby nic, a jednak działa albo wizyta u kosmetyczki lub rozpoczęcie uprawiania sportu!
Kończąc ten wywód powiem wam, że wszystkie powinnyście cieszyć się tym, że jesteście zdrowe, że macie zdrowe ręce, nogi, a nie zawyżać sobie poprzeczkę, porównując się z kobietami z wybiegów lub czasopism ![]()
Nie ma brzydkich kobiet, są tylko te niezadbane
Tylko wina czasem brak
a chciałabyś coś zmienić w swoim wyglądzie? czy sie już pogodziłas z tym jak wyglądasz?
Oczywiście, najchętniej wszystko.
Po pierwsze dodać parę cm- niemożliwe.
Po drugie wyprostować nogi.
Po trzecie zmniejszyć mój wielki nos.
Po czwarte mieć piękne białe zdrowe zęby.
Po piąte mieć normalne włosy. Wszystko jedno,proste czy kręcone, byle się nie puszyły.
Uważam, że "piękno" to pojęcia względne. W dzisiejszych czasach ludzie wpadają w niemałe kompleksy np. poprzez swoją tuszę, bo w modzie są tylko te noszące rozmiar XS. Nie możecie wmawiać sobie same swojej nieatrakcyjności, bo ktoś tak powiedział bądź co gorsza same doszłyście do takich wniosków. Po pierwsze nie każdemu musimy się spodobać, co jest rzeczą normalną, po drugie człowiek, który czuję się świetnie w swoim ciele jest postrzegany na bardziej atrakcyjnego. Jeśli któraś z was koniecznie chcę podnieść swoją samoocenę to najprostszym sposobem jest np. noszenie seksownej bielizny, niby nic, a jednak działa albo wizyta u kosmetyczki lub rozpoczęcie uprawiania sportu!
Kończąc ten wywód powiem wam, że wszystkie powinnyście cieszyć się tym, że jesteście zdrowe, że macie zdrowe ręce, nogi, a nie zawyżać sobie poprzeczkę, porównując się z kobietami z wybiegów lub czasopism
Jakbym czytala magazyn dla nastolatek...
Jeśli któraś z was koniecznie chcę podnieść swoją samoocenę to najprostszym sposobem jest np. noszenie seksownej bielizny, niby nic, a jednak działa albo wizyta u kosmetyczki lub rozpoczęcie uprawiania sportu!
Kończąc ten wywód powiem wam, że wszystkie powinnyście cieszyć się tym, że jesteście zdrowe, że macie zdrowe ręce, nogi, a nie zawyżać sobie poprzeczkę, porównując się z kobietami z wybiegów lub czasopism
A kto widzi bieliznę? Zresztą, jak z bielizny wystaje wydęty brzuch czy krótkie krzywe nóżki to cały efekt diabli biorą.
A uprawianie sportu to niby co ma dać?
Zdrowe ręce i nogi to jedno,a brak umiejętności komunikacji, negocjacji, prezentacji itp to też pewna niepełnosprawność w dzisiejszych czasach. Plus myszowaty wygląd, i twoja egzystencja staje się marna.
A co złego w podnoszeniu poprzeczki? Lepiej spocząć na laurach i powiedzieć co tam,jestem jaka jestem a i tak jestem fajna bo to JA?
Koliber napisał/a:a chciałabyś coś zmienić w swoim wyglądzie? czy sie już pogodziłas z tym jak wyglądasz?
Oczywiście, najchętniej wszystko.
Po pierwsze dodać parę cm- niemożliwe.
Po drugie wyprostować nogi.
Po trzecie zmniejszyć mój wielki nos.
Po czwarte mieć piękne białe zdrowe zęby.
Po piąte mieć normalne włosy. Wszystko jedno,proste czy kręcone, byle się nie puszyły.
taa chciałabyś wszystko, tak dobrze to nie ma...a co do wzrostu to w chinach przeprowadzają operacje wydłużania nóg, teraz wszystko jest możliwe
747 2013-01-13 14:00:15 Ostatnio edytowany przez marta229 (2013-01-13 14:05:46)
A kto widzi bieliznę? Zresztą, jak z bielizny wystaje wydęty brzuch czy krótkie krzywe nóżki to cały efekt diabli biorą.
A uprawianie sportu to niby co ma dać?
Zdrowe ręce i nogi to jedno,a brak umiejętności komunikacji, negocjacji, prezentacji itp to też pewna niepełnosprawność w dzisiejszych czasach. Plus myszowaty wygląd, i twoja egzystencja staje się marna.
A co złego w podnoszeniu poprzeczki? Lepiej spocząć na laurach i powiedzieć co tam,jestem jaka jestem a i tak jestem fajna bo to JA?
Widzę, że na siłę chcesz sobie udowodnić, że jesteś totalnie do niczego.
Bycie piękną to nie tylko pokazywanie gołego tyłka czy biustu, żeby się chwalić innym, są takie magiczne sposoby, które powodują, że MY czujemy się lepiej i robimy to dla SIEBIE.
A dlaczego uprawianie sportu? A to dlatego, że możesz zadbać o swoje ciało i trochę go zgubić, uwierz każdy zrzucony kg cieszy i motywuję do dalszej pracy, a przy okazji wzrasta twoje ego.
Najlepiej zrównać się z tymi, które wychwalane są na całym świecie. Większej głupoty nie słyszałam, toż to samobójstwo moralne dla pospolitych ludzi, którzy myślą, że na pstryknięcie palca zamienią się w łabędzia albo myślą, że mają na to jakiekolwiek szansę
Ludzie, uroda szczęścia nie daję, to nie powinien być priorytet i powód do znienawidzenia samego siebie.
Uważam, że "piękno" to pojęcia względne. W dzisiejszych czasach ludzie wpadają w niemałe kompleksy np. poprzez swoją tuszę, bo w modzie są tylko te noszące rozmiar XS. Nie możecie wmawiać sobie same swojej nieatrakcyjności, bo ktoś tak powiedział bądź co gorsza same doszłyście do takich wniosków. Po pierwsze nie każdemu musimy się spodobać, co jest rzeczą normalną, po drugie człowiek, który czuję się świetnie w swoim ciele jest postrzegany na bardziej atrakcyjnego. Jeśli któraś z was koniecznie chcę podnieść swoją samoocenę to najprostszym sposobem jest np. noszenie seksownej bielizny, niby nic, a jednak działa albo wizyta u kosmetyczki lub rozpoczęcie uprawiania sportu!
Kończąc ten wywód powiem wam, że wszystkie powinnyście cieszyć się tym, że jesteście zdrowe, że macie zdrowe ręce, nogi, a nie zawyżać sobie poprzeczkę, porównując się z kobietami z wybiegów lub czasopism
Moim zdaniem zawyzać poprzeczke zawsze sobie trzeba, zeby nie popaść w niewolę samoakceptacji tak promowanej dzisiaj...ale nie podnosić na zasadzie "ktoś ma auto to lepszy ode mnie" tylko na zasadzie "skoro on mógł to ja też mogę" mentalnie dodawać sobie odwagi...
sport jest dobry, ja właśnie wyznaczyłam sobie że codziennie będe robić brzuszki-proste i skośne, uda i pośladki też chcę ujędrnić:)
E tam , ja mam wlosy jak piora i nie narzekam. Powiem Ci z reka na sercu, ze nie spotkalm mezczyzny (chyba , ze byl fryzjerem), ktory by ocenial Twoj wyglad pod wzgledem koafiury. Sa wlosy, sa czyste, a jak sie pusza wkolo buzi to to slicznie wyglada, bo tak jakbys biegla gdzies, a to bardzo seksi.
Tu naprawde nie chodzi ani o Twoj wyglad, ani o ciuchy, ani o makijaz. To co Cie gubi, to ta Twoja postawa wzgledem siebie. Jak napisalam wczesniej, nawet jak sie komus podobasz, to Cie to omija, poniewaz jestes tak mocno przekonana o swoim nieudacznictwie i braku urody, ze wyrazy zainteresowania odbierasz jako szyderstwo ("bo on przeciez tylko moze sie smiac z takiego paszteta"), nie wierzysz w nie, albo wogole nie zauwazasz, bo jestes zapetlona w swoich kompleksach. Jak facet pare razy dostaje takiego kosza, to sie po prostu wycofuje, bo malo jest masochistow, co ciagle po glowie chca dostawac.
750 2013-01-13 14:38:17 Ostatnio edytowany przez Koliber (2013-01-13 14:45:54)
marta229 napisał/a:Jeśli któraś z was koniecznie chcę podnieść swoją samoocenę to najprostszym sposobem jest np. noszenie seksownej bielizny, niby nic, a jednak działa albo wizyta u kosmetyczki lub rozpoczęcie uprawiania sportu!
Kończąc ten wywód powiem wam, że wszystkie powinnyście cieszyć się tym, że jesteście zdrowe, że macie zdrowe ręce, nogi, a nie zawyżać sobie poprzeczkę, porównując się z kobietami z wybiegów lub czasopismA kto widzi bieliznę? Zresztą, jak z bielizny wystaje wydęty brzuch czy krótkie krzywe nóżki to cały efekt diabli biorą.
no bo z głową trzeba się ubierać, nie zawsze to co ładne zdobi, skoro ktoś jest gruby i nie chce tego zmienić to bielizna korygująca tylko żeby to czy tamto ukryć a nie seksowna żeby na siłę udawać że sie jest seksi szczupłym...
...a z kosmetyczką jest tyle dobrze że zawsze jakieś wskazówki nam moze dać odnośnie naszej urody,cery, to jest dobre
A co złego w podnoszeniu poprzeczki? Lepiej spocząć na laurach i powiedzieć co tam,jestem jaka jestem a i tak jestem fajna bo to JA?
dokladnie..
Ludzie, uroda szczęścia nie daję
pieniądze ponoć też
koliber, nie zgodzę się z tym, że seksapil jest powiązany tylko z wyglądem zewnętrznym. Owszem, ma wpływ na naszą aparycję, ale nie jest uzależniony od tego, czy odpowiadamy lansowanym obecnie kanonom piękna. Przykład z życia: ja, niska, gruba, słabo umalowana i moja koleżanka o figurze modelki, mocno umalowana i zgrabna. Ja czasami nie mogę opędzić się od fajnych facetów, jej ciężko jest kogokolwiek przy sobie utrzymać. Różnica jest jedna: ja jestem pewna siebie, świadoma swojej kobiecości i dużej wartości, mam "gadane", poczucie humoru i sami znajomi mówią "diabeł, nie dziewczyna", a ona uważa, że wszystko załatwi za nią wygląd i w miarę ładna buzia. A to niestety tak nie działa.
E tam , ja mam wlosy jak piora i nie narzekam. Powiem Ci z reka na sercu, ze nie spotkalm mezczyzny (chyba , ze byl fryzjerem), ktory by ocenial Twoj wyglad pod wzgledem koafiury. Sa wlosy, sa czyste, a jak sie pusza wkolo buzi to to slicznie wyglada, bo tak jakbys biegla gdzies, a to bardzo seksi.
Tu naprawde nie chodzi ani o Twoj wyglad, ani o ciuchy, ani o makijaz. To co Cie gubi, to ta Twoja postawa wzgledem siebie. Jak napisalam wczesniej, nawet jak sie komus podobasz, to Cie to omija, poniewaz jestes tak mocno przekonana o swoim nieudacznictwie i braku urody, ze wyrazy zainteresowania odbierasz jako szyderstwo ("bo on przeciez tylko moze sie smiac z takiego paszteta"), nie wierzysz w nie, albo wogole nie zauwazasz, bo jestes zapetlona w swoich kompleksach. Jak facet pare razy dostaje takiego kosza, to sie po prostu wycofuje, bo malo jest masochistow, co ciagle po glowie chca dostawac.
Koafiura ma duże znaczenie dla wyglądu.Nawet jak kobieta nie jest 8 cudem świata ale ma zdrowe błyszczące włosy to ma to OGROMNE znaczenie. Jak je wyprostuję to wyglądam o niebo czy dwa lepiej no tylko że prostownica niszczy włosy a moje są i tak cienkie i wydają, a w dodatku przy angielskiej pogodzie do po południa i tak cały efekt szlag trafia. A przy silniejszym wietrze stają,każdy w swoją stronę, nawet te dłuższe jak antenki u kosmity i tak już zostają. I uwierz mi to wcale nie jest seksi. Czy Gienek Loska miał seksi włosy Twoim zdaniem?
Nie,faceci niedzielą na drobne, patrzą na ogólny efekt.
Ale nawet w czasach kiedy nie byłam tak krytyczna co do swojego wyglądu (w latach 80/wczesnych 90 wszystkie wyglądałyśmy podobnie- dżinsy i jakaś bluza i jakoś nie czułam się inna od wszystkich) to i tak nikomu się nie podobałam.
koliber, nie zgodzę się z tym, że seksapil jest powiązany tylko z wyglądem zewnętrznym. Owszem, ma wpływ na naszą aparycję, ale nie jest uzależniony od tego, czy odpowiadamy lansowanym obecnie kanonom piękna. Przykład z życia: ja, niska, gruba, słabo umalowana i moja koleżanka o figurze modelki, mocno umalowana i zgrabna. Ja czasami nie mogę opędzić się od fajnych facetów, jej ciężko jest kogokolwiek przy sobie utrzymać. Różnica jest jedna: ja jestem pewna siebie, świadoma swojej kobiecości i dużej wartości, mam "gadane", poczucie humoru i sami znajomi mówią "diabeł, nie dziewczyna", a ona uważa, że wszystko załatwi za nią wygląd i w miarę ładna buzia. A to niestety tak nie działa.
jestes w stalym zwiazku?
missnowego jorku, w tej chwili nie, ale jest ktoś, kto ma wobec mnie takie plany i ktoś, wobec kogo ja również takowe posiadam. Pozwalamy rozwijać się tej znajomości i czekamy, co dalej.
...a z kosmetyczką jest tyle dobrze że zawsze jakieś wskazówki nam moze dać odnośnie naszej urody,cery, to jest dobre
chodzenie do kosmetyczki uważam za próżność szczerze mówiąc...
A co złego w podnoszeniu poprzeczki? Lepiej spocząć na laurach i powiedzieć co tam,jestem jaka jestem a i tak jestem fajna bo to JA?
dokladnie..
Ale-dlaczego to samo uwielbienie? Na jakiej podstawie?
Ludzie, uroda szczęścia nie daję
pieniądze ponoć też
jedno i drugie bardzo pomaga
a skoro nie pieniądze i nie uroda -to co?
Uczucie wewnętrznego szczęścia....
Moim zdaniem zawyzać poprzeczke zawsze sobie trzeba, zeby nie popaść w niewolę samoakceptacji tak promowanej dzisiaj...ale nie podnosić na zasadzie "ktoś ma auto to lepszy ode mnie" tylko na zasadzie "skoro on mógł to ja też mogę" mentalnie dodawać sobie odwagi...
Mnie akurat takie myślenie zgubiło... Myślałam że poradzę sobie ze znalezieniem pracy, wkopałam się kontrakt na czas określony -no bo co?studia mam, specjalizację mam, doświadczenie mam, inni mogą to dlaczego ja nie? Jak się kontrakt skończy to coś przecież znajdę... No ale się okazało że w pracy marnie się sprawdzam a nowej za bardzo znaleźć nie mogę z uwagi na kompletny brak komunikatywności, zdolności negocjacji, rozwiązywania konfliktów, autoprezentacji... kompetencji miękkich, jak to się podobno nazywa
I jestem w czarnej d****...więc lepiej żebym w przyszłości nie była taka odważna i chłodniej oceniała rzeczywistość i własne możliwości
Różnica jest jedna: ja jestem pewna siebie, świadoma swojej kobiecości i dużej wartości, mam "gadane", poczucie humoru i sami znajomi mówią "diabeł, nie dziewczyna", a ona uważa, że wszystko załatwi za nią wygląd i w miarę ładna buzia. A to niestety tak nie działa.
a co to znaczy że jesteś pewna siebie?...wiesz ja nie zawsze jestem pewna siebie i mi to nie przeszkadza ani nie odstrasza jakoś ludzi
..świadoma swojej kobiecości? czyli czego świadoma?jakich cech?
No właśnie jakich?
Koliber napisał/a:...a z kosmetyczką jest tyle dobrze że zawsze jakieś wskazówki nam moze dać odnośnie naszej urody,cery, to jest dobre
chodzenie do kosmetyczki uważam za próżność szczerze mówiąc...
brzydulla napisał/a:A co złego w podnoszeniu poprzeczki? Lepiej spocząć na laurach i powiedzieć co tam,jestem jaka jestem a i tak jestem fajna bo to JA?
Koliber napisał/a:dokladnie..
Ale-dlaczego to samo uwielbienie? Na jakiej podstawie?
jak ktoś jest parę razy w tygodniu to pewnie tak, raz na jakiś czas bądź na okoliczność jest ok..
...że na jakiej podstawie ktoś sie samouwielbia?-nie wiem, moze jest ślepy mentalnie ![]()
Tego, że jestem kobietą, że noszę w sobie pierwiastek pierwotnej dzikości, którego piękna nikt mi nie odbierze, niezależnie od tego, jak wyglądam i co na pozór sobą reprezentuję. Jestem przylaciółką, partnerką życiową, matką, kochanką. Nieujarzmionym, miłującym wolność i niezależność stworzeniem z własnymi pasjami, zainteresowaniami i samoświadomością. Wiem, czego pragnę i do czego dążę. Znam swoje wady i zalety, jestem dla siebie wyrozumiała, ale potrafię również pracować nad sobą. Nade wszystko cenię sobie własną autentyczność. Jeśli postępuję wobec kogoś źle, to umiem przeprosić i wyciągnąć z tego naukę. Mam zamiar uczynić swojego partnera życiowego najszczęśliwszym mężczyzną na świecie. Wiem, że potrafę, wierzę w siebie na wielu płaszczyznach i to automatycznie przekłada się na moje kontakty z innymi. Mój seksaoil? Aksamitny głos, figlarny błysk w oku, cięty język, umiłowanie tego, co zmysłowe i umiejętność poszukiwania piękna. Plus dobre perfumy. Nie jestem dzięki temu siedzącą w kącie zakompleksioną grubaską, ale duszą towarzystwa, która potrafi wywołać szczery uśmiech i nierzadko podziw.
Tego, że jestem kobietą, że noszę w sobie pierwiastek pierwotnej dzikości, którego piękna nikt mi nie odbierze, niezależnie od tego, jak wyglądam i co na pozór sobą reprezentuję. Jestem przylaciółką, partnerką życiową, matką, kochanką. Nieujarzmionym, miłującym wolność i niezależność stworzeniem z własnymi pasjami, zainteresowaniami i samoświadomością. Wiem, czego pragnę i do czego dążę. Znam swoje wady i zalety, jestem dla siebie wyrozumiała, ale potrafię również pracować nad sobą. Nade wszystko cenię sobie własną autentyczność. Jeśli postępuję wobec kogoś źle, to umiem przeprosić i wyciągnąć z tego naukę. Mam zamiar uczynić swojego partnera życiowego najszczęśliwszym mężczyzną na świecie. Wiem, że potrafę, wierzę w siebie na wielu płaszczyznach i to automatycznie przekłada się na moje kontakty z innymi. Mój seksaoil? Aksamitny głos, figlarny błysk w oku, cięty język, umiłowanie tego, co zmysłowe i umiejętność poszukiwania piękna. Plus dobre perfumy. Nie jestem dzięki temu siedzącą w kącie zakompleksioną grubaską, ale duszą towarzystwa, która potrafi wywołać szczery uśmiech i nierzadko podziw.
Biegnąca z wilkami autorstwa: Clarissy Pinkola Estés- to chyba Twój elementarz ![]()
Koliber napisał/a:Moim zdaniem zawyzać poprzeczke zawsze sobie trzeba, zeby nie popaść w niewolę samoakceptacji tak promowanej dzisiaj...ale nie podnosić na zasadzie "ktoś ma auto to lepszy ode mnie" tylko na zasadzie "skoro on mógł to ja też mogę" mentalnie dodawać sobie odwagi...
Mnie akurat takie myślenie zgubiło... Myślałam że poradzę sobie ze znalezieniem pracy, wkopałam się kontrakt na czas określony -no bo co?studia mam, specjalizację mam, doświadczenie mam, inni mogą to dlaczego ja nie? Jak się kontrakt skończy to coś przecież znajdę... No ale się okazało że w pracy marnie się sprawdzam a nowej za bardzo znaleźć nie mogę z uwagi na kompletny brak komunikatywności, zdolności negocjacji, rozwiązywania konfliktów, autoprezentacji... kompetencji miękkich, jak to się podobno nazywa
I jestem w czarnej d****...więc lepiej żebym w przyszłości nie była taka odważna i chłodniej oceniała rzeczywistość i własne możliwości
no bo to nie chodzi o to zeby sie rzucać na głęboka wodę i myśleć że jakos to będzie, lepiej stawiać na to w czym jesteśmy dobrzy i wczym na pewno nie polegniemy a nie mierzyć sie z niemożliwym i za każdym razem potwierdzać swoją nieudolność...
nie wiem gdzie pracujesz ale jak słyszę te gurnolotne słowa autoprezentacja, negocjacje to mi sie to zaraz kojarzy marketingiem a jak marketing to i kłamstwo brr
...a kto ci powiedział że sie marnie sprawdzasz w pracy?
Seksapil to jest coś co w połączeniu z moim wyglądem (mimo że ważę 49kg) wygląda groteskowo.
Mam wygląd prowincjonalnej dziewczynki z konserwatywnego domu i nie da się z tego zrobić żadnego seksapilu za cholerę.
Moim zdaniem brzydullo,szczupła sylwetka i dziewczęcy wygląd w wieku 39 lat, to raczej zaleta...
Z Twoich wypowiedzi na forum "czuć", że jesteś inteligentną i komunikatywną kobietą... dlatego nie bardzo rozumiem o jakim, tu cytuję : "braku umiejętności komunikacji, negocjacji, prezentacji " u siebie, piszesz. Coś mi się wydaje, że ta Twoja "myszowatość", to raczej wybór lub ucieczka, niż stan rzeczywisty... Masz w sobie potencjał, dlaczego upierasz się żeby z niego nie korzystać - nie wiem. ![]()
A kosmetyczka, to niekoniecznie próżność...to także odprężający dotyk, aromatyczne zapachy, chwila wypoczynku i wytchnienia ![]()
no bo to nie chodzi o to zeby sie rzucać na głęboka wodę i myśleć że jakos to będzie, lepiej stawiać na to w czym jesteśmy dobrzy i wczym na pewno nie polegniemy a nie mierzyć sie z niemożliwym i za każdym razem potwierdzać swoją nieudolność...
nie wiem gdzie pracujesz ale jak słyszę te gurnolotne słowa autoprezentacja, negocjacje to mi sie to zaraz kojarzy marketingiem a jak marketing to i kłamstwo brr
...a kto ci powiedział że sie marnie sprawdzasz w pracy?
wcale nie na głęboką -zgodnie z wykształceniem i poniżej formalnych kwalifikacji..
żaden marketing- służba zdrowia...
kto? Współpracownicy. 'Ty lepiej tego nie rób bo zepsujesz, bo to dla Ciebie za trudne...',no i pacjenci: 'ja chcę rozmawiać z konsultantem a nie z tą panią (=ja)'
Moim zdaniem brzydullo,szczupła sylwetka i dziewczęcy wygląd w wieku 39 lat, to raczej zaleta... Z Twoich wypowiedzi na forum "czuć", że jesteś inteligentną i komunikatywną kobietą... dlatego nie bardzo rozumiem o jakim, tu cytuję : "braku umiejętności komunikacji, negocjacji, prezentacji " u siebie, piszesz.
To najczęstszy feedback jak i dostaję na interview i od pacjentów i współpracowników. Poza tym aż taką idiotką nie jestem i widzę jak wypadam w kontaktach służbowych.
missnowegojorku, dokładnie. Mogłabym się podpisać wszystkimi łapami i ogonem pod poglądami autorki tej książki. Baaardzo zmieniła moje postrzeganie siebie
.
767 2013-01-13 16:24:35 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-01-13 16:25:11)
Naprawde, Brzydulla, przesadzasz z tymi wlosami. Ja mam proste, cienkie, takie nie do uczesania, a jakos to nigdy zadnemu facetowi nie przeszkadzalo. No, moze jednemu, ale on byl wizazysta
Normalni goscie bardziej zwracali uwage na fajny usmiech, poczucie humouru, luzackie podejscie do zycia, intelekt, charyzme, a nie na te nieszczesne pare pior na mojej glowie. Wierz mi, probowalam Tony and Guy, probowalam Mahogany, a nikt i tak nic z tym zrobic nie umial. Jedna fryzjerka wprost mi powiedziala, ze najlepiej sciac na krotko i sie przestac przejmowac.
missnowegojorku, dokładnie. Mogłabym się podpisać wszystkimi łapami i ogonem pod poglądami autorki tej książki. Baaardzo zmieniła moje postrzeganie siebie
.
Ja jakoś nie umiałam niczego wziąźć z tej książki. Ale czytałam...
Wilczyca89 napisał/a:missnowegojorku, dokładnie. Mogłabym się podpisać wszystkimi łapami i ogonem pod poglądami autorki tej książki. Baaardzo zmieniła moje postrzeganie siebie
.
Ja jakoś nie umiałam niczego wziąźć z tej książki. Ale czytałam...
Czytalam. Dla mnie to takie troche psychobabble. Szczerze mowiac wiecej sie nauczylam z autobiografii Noela Cowarda (aktor, dramaturg, lirycysta kabaretowy w czasach miedzywojennych- pochodzenie z robotniczej rodziny, klepanie biedy, urodziwy nigdy nie byl, do tego gej, ale jego czar byl legendarny!).
Naprawde, Brzydulla, przesadzasz z tymi wlosami. Ja mam proste, cienkie, takie nie do uczesania, a jakos to nigdy zadnemu facetowi nie przeszkadzalo. No, moze jednemu, ale on byl wizazysta
Normalni goscie bardziej zwracali uwage na fajny usmiech, poczucie humouru, luzackie podejscie do zycia, intelekt, charyzme, a nie na te nieszczesne pare pior na mojej glowie. Wierz mi, probowalam Tony and Guy, probowalam Mahogany, a nikt i tak nic z tym zrobic nie umial. Jedna fryzjerka wprost mi powiedziala, ze najlepiej sciac na krotko i sie przestac przejmowac.
Moich nawet na krótko sciąć się nie da,tzn sciąć się da tylko po scięciu nie da się opanować bo na wilgoci i wietrze robi się albo coś takiego przypominającego trwałą z lat 80 (moja mama sobie robiła, ohyyyyda) albo każdy zaczyna sterczeć we własną stronę i trzeba prostownicy żeby je przyklepać.
Mi to przeszkadza,mało mnie obchodzą faceci. Nie pomyśl tylko że szaleją za mną. Nie zdarzyło mi się nawet dłużej pogadać z żadnym potencjalnym kandydatem na partnera. A w wieku już jestem słusznym.
Volver napisał/a:Moim zdaniem brzydullo,szczupła sylwetka i dziewczęcy wygląd w wieku 39 lat, to raczej zaleta... Z Twoich wypowiedzi na forum "czuć", że jesteś inteligentną i komunikatywną kobietą... dlatego nie bardzo rozumiem o jakim, tu cytuję : "braku umiejętności komunikacji, negocjacji, prezentacji " u siebie, piszesz.
To najczęstszy feedback jak i dostaję na interview i od pacjentów i współpracowników. Poza tym aż taką idiotką nie jestem i widzę jak wypadam w kontaktach służbowych.
Jak wypadasz w kontaktach służbowych nie wiem, bo świadkiem takich kontaktów nie byłam. Pisałam, że masz potencjał osobowościowy ale nie chcesz go wykorzystać. Ponadto odnoszę wrażenie, że za punkt honoru stawiasz sobie w życiu, zniechęcenie do siebie każdego, kto postrzega Cię "lepiej", niż Ty sama...
missnowegojorku napisał/a:Wilczyca89 napisał/a:missnowegojorku, dokładnie. Mogłabym się podpisać wszystkimi łapami i ogonem pod poglądami autorki tej książki. Baaardzo zmieniła moje postrzeganie siebie
.
Ja jakoś nie umiałam niczego wziąźć z tej książki. Ale czytałam...
Czytalam. Dla mnie to takie troche psychobabble. Szczerze mowiac wiecej sie nauczylam z autobiografii Noela Cowarda (aktor, dramaturg, lirycysta kabaretowy w czasach miedzywojennych- pochodzenie z robotniczej rodziny, klepanie biedy, urodziwy nigdy nie byl, do tego gej, ale jego czar byl legendarny!).
Też nie mam zaufania do takiej pseudo-psychologii, to taki newagowski trend.
Jak wypadasz w kontaktach służbowych nie wiem, bo świadkiem takich kontaktów nie byłam. Pisałam, że masz potencjał osobowościowy ale nie chcesz go wykorzystać. Ponadto odnoszę wrażenie, że za punkt honoru stawiasz sobie w życiu, zniechęcenie do siebie każdego, kto postrzega Cię "lepiej", niż Ty sama...
Volver ja po prostu lepiej wypadam na pismie niz w rozmowie. Już w szkole tak było -klasówki pisałam na 5,w tym wypracowania, ale jak była jakaś dyskusja na polskim to nigdy nie miałam nic do powiedzenia. Matury ustnej bałam się panicznie i byłam zdeterminowana zdać pisemną na 5 żeby z ustnej być zwolnioną. Z instynktownego lęku przed nieumiejętnością wypowiadania się. Kiedy zdarza mi się znaleźć sam na sam z osobą mniej mi znaną to zwykle zapada niezręczne milczenie -to mógł być kolega/koleżanka na studiach,kolega/koleżanka z pracy... No chyba że ta druga osobą jest dobrym rozmówcą, to jakoś ta konwersacja (przez krótki czas) się klei.
Kiedyś myslałam że muszę po prostu uniknąć ustnej matury i tyle, ale to jest zdaje się głębszy problem na całe zycie...
Uwierz mi na słowo że tak jest w kontaktach służbowych...
Wydaje mi się, że autorka "Biegnącej z wilkami" nie zajmowała się psychologią, a twórczym badaniem języka baśni i archetypów kobiecych różnych kultur. Mi właśnie dlatego spodobała się jej teorią, że z psychologią jako taką niewiele ma wspólnego.
Wydaje mi się, że jednak próbowała ogarnąć temat- psyche kobiety.
Brzydulla mam to samo ,nigdy nie mam nic do powiedzenia,nawet nie wiem o czym miała bym rozmawiać
brzydullo, wszyscy mamy swoje lęki i blokady. Też mam swoje "demony"... ![]()
Jednak jakby nie było, jesteś elokwentnym rozmówcą więc może warto zaakceptować i pokazać otoczeniu swoją atrakcyjniejszą twarz ? Nie twierdzę, że przełamywanie lęków jest łatwe i proste ale warto nad tym pracować.W moim odczuciu, swobodny sposób wysławiania się rzadko jest cechą wrodzoną, w wielu przypadkach, to raczej umiejętność, którą się przyswaja i trenuje całe życie...:)
W moim odczuciu, swobodny sposób wysławiania się rzadko jest cechą wrodzoną, w wielu przypadkach, to raczej umiejętność, którą się przyswaja i trenuje całe życie...:)
Nie,sposób wysławiania się nie jest cechą nabytą, ale zdolność nawiązywania kontaktów tak.
Koliber napisał/a:no bo to nie chodzi o to zeby sie rzucać na głęboka wodę i myśleć że jakos to będzie, lepiej stawiać na to w czym jesteśmy dobrzy i wczym na pewno nie polegniemy a nie mierzyć sie z niemożliwym i za każdym razem potwierdzać swoją nieudolność...
nie wiem gdzie pracujesz ale jak słyszę te gurnolotne słowa autoprezentacja, negocjacje to mi sie to zaraz kojarzy marketingiem a jak marketing to i kłamstwo brr
...a kto ci powiedział że sie marnie sprawdzasz w pracy?
wcale nie na głęboką -zgodnie z wykształceniem i poniżej formalnych kwalifikacji..
żaden marketing- służba zdrowia...
kto? Współpracownicy. 'Ty lepiej tego nie rób bo zepsujesz, bo to dla Ciebie za trudne...',no i pacjenci: 'ja chcę rozmawiać z konsultantem a nie z tą panią (=ja)'.
poniżej kwalifikacji to sie coraz częściej zdarza dzisiaj, mało pracy dla wykształconych ludzi...
służba zdrowia, kuurde to czego oni ci sie tak spuszczać każą, aż mnie zdziwiłaś tym...
...co do pracowników to norma, zawsze się jacyś chop do przodu znajdą, weź ich olej
poniżej kwalifikacji to sie coraz częściej zdarza dzisiaj, mało pracy dla wykształconych ludzi...
No ale teoretycznie w tych okolicznościach powinnam błyszczeć jak gwiazda a ledwo sobie radzę.
...co do pracowników to norma, zawsze się jacyś chop do przodu znajdą, weź ich olej
Niby czemu? mają niestety rację...